Wykopowy strateg pod #syria. Zainteresowania #geopolityka, #historia i #rozowepaski. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Pierwszy Saudyjczyk IV RP.

  •  

    Wybory prezydenckie w Iranie. Zwycięzca jest już znany?

    18 czerwca w Iranie odbędą się wybory prezydenckie. Ich wynik wydaje się już jednak przesądzony. Jedynym kandydatem z szansami na zwycięstwo zdaje się bowiem być Ebrahim Raisi, dotychczasowy szef sądownictwa. Wszystko z powodu decyzji Rady Strażników, która spośród 592 kandydatur dopuściła do ostatecznego wyścigu o fotel prezydencki tylko 7 pretendentów. Cześć irańskich polityków, i to nie tylko reformistów, już teraz określa wybory farsą i nawołuje do ich bojkotu. Dokąd zmierza Islamska Republika Iranu?

    Polecam moją ostatnią analizę wyborów prezydenckich w Iranie opracowaną w ramach Abhaseed Foundation Fund, uzupełnioną komentarzami Łukasz Przybyszewski. Tekst dostępny jest na stronie AFF i zachęcam do czytania właśnie tam ze względu na większą przejrzystość. https://abhaseed.org/publications/wybory-prezydenckie-w-iranie/
    _________________________

    Irański system wyborczy

    Irańskie prawo stawia bardzo niejasne warunki przed kandydatami na stanowisko prezydenta. Irańska konstytucja wymaga, aby tacy kandydaci byli osobami wierzącymi, wiernymi Konstytucji, Islamskiej Republice, Najwyższemu Przywódcy oraz zasadom welajat-e faghih (zwierzchniość władzy duchownego prawnika). Interpretacja tych wymogów zawsze była niejasna i prowadziła do eliminacji, co bardziej niewygodnych kandydatów, już w przedbiegach.

    Oceną czy te wymogi zostały spełnione zajmuje się Rada Strażników, która akceptuje lub odrzuca poszczególne kandydatury. Rada Strażników liczy 12 członków. Sześciu z nich wybiera osobiście najwyższy przywódca Iranu, czyli obecnie ajatollah Ali Chamenei. Pozostałych sześciu wybiera natomiast szef sądownictwa, która sam także jest powoływany przez najwyższego przywódcę. Można zatem powiedzieć, że Rada Strażników jest de facto organem całkowicie zależnym od Alego Chameneiego, stanowi swoiste przedłużenie władzy wielkiego ajatollaha.

    Podczas przygotowań do czerwcowych wyborów prezydenckich, aż 592 kandydatów zgłosiło Radzie Strażników chęć wystartowania w wyścigu o fotel prezydenta. Pod koniec maja Rada Strażników ogłosiła swoją decyzję, dopuszczając do udziału w finalnym głosowaniu tylko 7 pretendentów.

    Rada Strażników i inżynieria wyborcza

    Decyzja Rady Strażników wywołała falę krytyki i to nie tylko ze strony umiarkowanych polityków, ale także części konserwatystów.

    Wśród zablokowanych kandydatur znaleźli się bowiem nie tylko reformiści czy umiarkowani politycy, ale także wiele osób ściśle powiązanych z irańskim establishmentem np. Ali Laridżani, który wywodzi się ze środowiska konserwatywnego i w latach 2008-2020 pełnił funkcję spikera irańskiego parlamentu. W przedwyborczych analizach to właśnie Laridżani – konserwatysta, ale jednocześnie pragmatyk (czynnie wspierał rozmowy w sprawie JCPoA) – był wskazywany jako jeden z najmocniejszych kandydatów w walce o fotel prezydencki.

    Zablokowano także kandydatury młodych polityków takich jak np. Said Mohammad, były szef Chatam-ol-Anbija (wielki konglomerat budowlany podległy KSRI/IRGC).

    Do udziału w wyborach dopuszczono zaledwie 7 kandydatów. Na liście znalazło się dwóch umiarkowanych polityków – są to Hemmati (były szef banku centralnego) i Mehralizade (wiceprezydent w czasach Chatamiego). Zarówno Hemmati, Mehralizade, jak i pozostałych czterech polityków są jednak tylko politycznymi przystawkami, którzy nie są ani zbyt znani, ani nie wykazują przesadnej charyzmy.

    W ten sposób jedynym kandydatem, który liczy się obecnie na placu boju jest Ebrahim Raisi, ultrakonserwatysta, bardzo blisko powiązany z ajatollahem Alim Chameneim. Już w 2017 r. Raisi wystartował w wyborach prezydenckich, jednak uzyskał wówczas tylko 38% i przegrał ze, starającym się o reelekcję, prezydentem Rouhanim (57%). W 2019 r. Chamenei wyznaczył Raisiego szefem sądownictwa (bardzo wysokie stanowisko w realiach irańskiego ustroju).

    Ciężko nie odnieść wrażenia, że Rada Strażników blokując start wyborczy większości kandydatów (w tym wielu konserwatystom) działa właśnie w interesie Raisiego. Inaczej mówiąc, Rada Strażników zrobiła wszystko co było w jej mocy, aby upewnić się że wybory prezydenckie wygra właśnie Raisi. Rada de facto utorowała Raisiemu drogę do prezydentury i rozstrzygnęła wynik wyborów, jeszcze zanim Irańczycy udali się do urn wyborczych.

    Moim zdaniem Raisi jest w sposób oczywisty faworyzowany przez organy państwowe. W tej sytuacji ciężko wyobrazić sobie scenariusz, w którym nie wygrałby on wyborów prezydenckich w tym roku. Pytanie jednak, jak taka oczywista „ustawka wyborcza” zostanie odebrana przez Irańczyków?

    Islamska republika a kwestia legitymizacji

    Jak wskazuje dr Sanam Vakil z Chatham House, filarami ustroju Islamskiej Republiki Iranu, są: islam, niezależna polityka zagraniczna, sprawiedliwość społeczna oparta o redystrybucję dochodu oraz legitymacja wyborcza.

    Mówiąc prościej irański ustrój jest skonstruowany w ten sposób, aby dawać Irańczykom namiastkę wolności i demokracji. Namiastkę, bo ostatecznie proces wyborczy – przez możliwość zablokowania każdej kandydatury przez Radę Strażników – znajduje się pod całkowitą kontrolą establishmentu (lub jak mówią inni „deep state’u”, tj. tzw. „głębokiego państwa”). Mimo to wybory w Iranie stanowiły dotychczas swoisty wentyl bezpieczeństwa, który pozwalał wyciszać napięcia w społeczeństwie. Stąd wynika także, charakterystyczna dla Iranu, wysoka frekwencja wyborcza, o wiele wyższa niż w społeczeństwach zachodnich. Od obalenia szacha do 2019 r. średnia frekwencja w Iranie podczas wyborów parlamentarnych wynosiła 61%, a podczas wyborów prezydenckich 67%.

    Trend ten jednak powoli się zmienia. W 2020 r., gdy w Iranie odbyły się wybory parlamentarne Rada Strażników także zablokowała wiele kandydatur reformistów, co z jednej strony przełożyło się na zdecydowane zwycięstwo konserwatystów, ale z drugiej strony doprowadziło do frekwencji na poziomie 42%. Była to najniższa frekwencja od czasu obalenia szacha.
    Moim zdaniem w czerwcowych wyborach prezydenckich walka będzie toczyć się nie o fotel prezydenta (bo tę walkę wygrał już Raisi), lecz o frekwencję. Establishmentowi zależeć będzie, aby jak najwięcej osób wzięło udział w głosowaniu, bo to wzmocni legitymację i zwycięzcy i całego systemu. Dlatego też część konserwatystów krzywiła się na zablokowanie kandydatury Laridżaniego – ich zdaniem jego udział mógłby wydatnie podnieść frekwencję.

    O kwestię legitymacji i frekwencji wyborczej w Iranie zapytałem także Łukasza Przybyszewskiego, analityka ds. Iranu na ASzWoj, fundatora i prezesa Abhaseed Foundation Fund. „Frekwencja ma ogromne znaczenie w Iranie, większe niż to, który kandydat wygrał, bo obrazuje poparcie dla decyzji najwyższych władz, tj. Rady Strażników oraz przywódcy (pers. rahbar). Nie sposób przewidzieć jak wysoka frekwencja będzie, bo wciąż może dojść do zdarzeń, które zmienią sondaże. Prawdopodobnym wydaje się jednak, że w przypadku niskiej frekwencji irańskie władze mogą zechcieć zapobiec zbyt niskiemu wynikowi. Z drugiej strony jednak, niska frekwencja może nie tylko wzmocnić pozycję takiego kandydata jak Raisi, ale też podnieść poziom oczekiwań wobec zwycięzcy, który będzie musiał udowodnić swą wartość czynem, a nie jedynie obietnicami. Stawiałoby to zwycięzcy wysoką poprzeczkę i konieczność szybkiej realizacji „drugiego etapu rewolucji” określonego przez Chameneiego. Ta kolejna faza ma na celu przede wszystkim ochronę ustroju i zagwarantowanie jego kontynuacji” – komentuje Przybyszewski.

    Gra w dobrego i złego policjanta lub umiarkowanego i konserwatywnego Irańczyka

    W sprawie decyzji Rady Strażników, głos zabrał nawet prezydent Rouhani, który wstrzymał się od krytyki, ale powiedział, że prosił Chameneiego o pozwolenie na „większą konkurencję” (tj. większą liczbę kandydatów).

    Najciekawsza jest jednak wymiana zdań do jakiej doszło na linii Chamenei-Rada Strażników. W piątek, 4 czerwca, Ali Chamenei wezwał do „naprawy krzywd” wobec tych kandydatów, których kandydatury zostały zablokowane. Część komentatorów odebrała to jako wezwanie skierowane do Rady Strażników, aby zmienili listę i dopuścili do wyborów Alego Laridżaniego. Tego samego dnia Rada Strażników oświadczyła jednak, że opublikowana pod koniec maja lista kandydatów jest ostateczna. Zrodziło to pytania czy w Iranie doszło do jakiejś sprzeczki, wewnętrznego rozłamu między Chameneim a Radą Strażników?

    To nie była sprzeczka, a jedynie zajęcie stanowiska odpowiednio przez właściwy urząd. Chamenei wezwał do zaprzestania publikowania niejawnych informacji, prawdziwych i nieprawdziwych, które dotyczyły rozpatrywanych przez Radę Strażników kandydatów. Rada ustosunkowała się do tego, komunikując, że media mają powstrzymać się od publikacji takich informacji. To nie ma żadnego związku z konkretnymi kandydatami, ale poprawia wizerunek najwyższych władz, których zadaniem jest kontrolować takie zdarzenia i im przeciwdziałać – mówi jednak Przybyszewski

    Moim zdaniem rację w tej sprawie wyraźnie trzeba przyznać Łukaszowi Przybyszewskiemu. Jak wskazałem na początku tekstu, Rada Strażników jest organem w całości zależnym od ajatollaha Chameneiego. Rada Strażników jest de facto swoistym przedłużeniem uprawnień rahbara (przywódcy). Zresztą na marginesie warto wspomnieć, że narracja o wewnętrznych konfliktach między irańskimi politykami wpisuje się w schemat gry w dobrego i złego policjanta. Irańskie władze opanowały tę sztukę do perfekcji, wykorzystując ją zarówno w polityce krajowej, jak i międzynarodowej.

    Ta gra w dobrych, umiarkowanych polityków (np. Rouhani, Chatami) i złych, konserwatywnych polityków (np. Raisi, Ghalibaf) jest skuteczna przede wszystkim na arenie międzynarodowej. Tworzy ona złudzenie, że irańskim systemie politycznym istnieje stronnictwo umiarkowane, gotowe do kompromisu z Zachodem i względnie spokojnego współżycia ze swoimi arabskimi sąsiadami w Zatoce. Problem polega jednak na tym, że te rozważania nie mają oparcia w faktach. Czy polityka zagraniczna prezydenta Rouhaniego znacząco różniła od tej Ahmadineżada? Oczywiście, że nie. Po przejęciu władzy przez Rouhaniego Irańczycy nie wstrzymali wparcia dla Assada, Houthi czy swoich milicji w Iraku. Nawet same negocjacje w sprawie JCPoA, nie zostały zapoczątkowane przez Rouhaniego, lecz przez Ahmadineżada. Irańscy politycy, niezależnie czy są „umiarkowani”, czy „konserwatywni” realizują politykę, którą wspólnie nakreśla Najwyższa Rady Bezpieczeństwa Narodowego Iranu, której decyzje z kolei zatwierdza… najwyższy przywódca Ali Chamenei.

    Oczywiście oba stronnictwa, umiarkowani i konserwatyści, walczą między sobą i często się ścierają, jednak ostatecznie podporządkowują się decyzjom Najwyższej Rady.

    Tych bardziej zainteresowanych sposobem działania Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego Iranu i jej wpływem na kreowanie irańskiej polityki odsyłam do dłuższej publikacji Łukasza Przybyszewskiego na ten temat, powstałem w Centrum Badań nad Bezpieczeństwem Akademii Sztuki Wojennej:
    https://www.wojsko-polskie.pl/aszwoj/u/40/1d/401d7a7e-2ed6-4867-80d9-d201ee011871/2021-01_komentarz_osrodka_badan_azji_-_iran_przeprowadza_kontrolowana_i_wielokierunkowa_eskalacje.pdf

    Rouhani – próba oceny

    Prezydent Rouhani zajmował stanowisko prezydenta przez 8 lat. Ocenienie jego prezydentury jest niezwykle trudne. Z jednej strony to właśnie on doprowadził do finalnego porozumienia w sprawie JCPoA w 2015 r. i szybkiego powrotu Teheranu na światowe rynki gospodarcze. Z drugiej strony już w 2018 r. prezydent Trump wypowiedział JCPoA i obłożył Iran sankcjami, co przełożyło się na znaczne pogorszenie sytuacji gospodarczej kraju.

    Nawet w tej sytuacji administracja Rouhaniego nie załamała jednak rąk i trafnie zdiagnozowała, że większość irańskich problemów gospodarczych ma podłoże strukturalne, a sankcje co najwyżej tylko potęgują te problemy. W tej sytuacji Rouhani rozpoczął serię niepopularnych reform, jak np. zmniejszenie subsydiów do paliw, zmniejszenie zależności budżetu od wpływów z eksportu ropy naftowej czy reforma walutowa.

    Rouhani miał strasznego pecha, że JCPoA zostało tak szybko de facto zablokowane przez Trumpa. Oczywiście większość Irańczyków jest niezadowolona, ale w kwestii winy za stan rzeczy zdania są podzielone. Jedni przypisują je jemu, inni USA i korupcji systemu IRI. Prawda jest pośrodku. Uważam, że tzw. umiarkowana część sceny politycznej to ludzie, którzy mają interes w pokazywaniu siebie jako względnie liberalnych pragmatyków. Faktycznie jednak sprowadza się to jedynie do deklaracji, bo czerpią oni korzyści z systemu i faktu stawiania siebie niejako w opozycji. Umiarkowanie to cecha bardzo względna. Choć są głosy, że tzw. umiarkowana część polityków zdecydowanie straciła podczas tych 8 lat, to pamiętać trzeba, że każda porażka daje też nadzieję na kolejny sukces. Może za jakiś czas, po przegrupowaniu i odmłodzeniu szeregów, dla irańskiego głębokiego państwa korzystne będzie przywrócenie tzw. umiarkowanej części w celu stabilizacji systemu. Skoro tak bardzo przerzedzono te szeregi, to znaczy, że kolejny zwrot może nastąpić właśnie w tym kierunku. Wiele też zależeć będzie od demografii, szczególnie w obszarach miejskich oraz trendów migracyjnych, poza oczywiście samymi czynnikami stricte gospodarczymi – tłumaczy Przybyszewski.

    Raisi i przyszłość Iranu?

    Wszystko to prowadzi nas do prozaicznego, i być może nieco zabawnego wniosku, że wybory w Iranie są ważne, aczkolwiek bardzo nudne. Nudne, bo ich zwycięzca jest już znany. Nudne, także dlatego że ciężko spodziewać się po Raisim wprowadzenia zmian do irańskiej polityki zagranicznej. Być może wypowiedzi nowego prezydenta będą bardziej buńczuczne niż Rouhniego (w szczególności wobec USA), jednak ciężko wyobrazić sobie scenariusz, w którym Iran wycofałby się np. z rozmów z Zachodem w sprawie „odnowy” JCPoA. Trzeba bowiem pamiętać, że polityka zagraniczna kreowana w Najwyższej Radzie Bezpieczeństwa Narodowego Iranu tworzona jest na całe lata i pozostaje niezależna od tego kto aktualnie zajmuje stanowisko prezydenta czy ministra spraw zagranicznych.

    Łukasz Przybyszewski, pytany o to jak może zmienić się irańska polityka zagraniczna po wyborze Raisiego na stanowisko prezydenta, nie pozostawia złudzeń: „Zmieni się styl narracji i wypowiedzi, ale nie ma co liczyć ma zmiany o charakterze strategicznym. Raisi z pewnością musiałby wybrać kogoś, kto mimo jego dominacji ideologicznej będzie równie zręczny i doświadczony, jak Zarif. Akurat w tym przypadku jest dość dużo potencjalnych kandydatów. Kolejnym ważnym stanowiskiem do wypełnienia będzie fotel ministra gospodarki, bo sytuacja gospodarcza wymaga w tym wypadku technokraty, który będzie rozeznany w strukturach zakulisowych i będzie skutecznie wykonywał decyzje Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego IRI.”

    Mimo, że irańskie wybory – jak wskazuje Łukasz Przybyszewski – nie przełożą się na „zmiany o charakterze strategicznym”, to jednak nadal pozostają ważne. Ważne z powodu potencjalnej niskiej frekwencji i tego jak może się to odbić się na legitymacji nowego prezydenta i całego systemu Islamskiej Republiki. „W ustrojach niedemokratycznych (według standardów zachodnich) kwestia legitymizacji ma kluczowe znaczenie. Wyznacza bowiem cienką granicę między “silną władzą” a “uciskiem”, czyli określa próg tolerancji ograniczonego wpływu elektoratu powszechnego.

    Wszystkich zainteresowanych polityką, gospodarką i historią Bliskiego Wschodu zachęcam do polubienia strony Abhaseed Foundation Fund na fejsie, znajdziecie tam masę równie ciekawych tekstów, które oferują oryginalne spojrzenie na tematy bliskowschodnie, których nie znajdziecie w innych serwisach.

    Czym jest Abhaseed Foundation Fund?

    AFF jest w istocie funduszem zalążkowym, a naszym celem jest założenie pierwszego w Polsce think-tanku zajmującego się obszarem Afryki Północnej i Środkowego Wschodu (MENA). Wśród członków AFF znajdziecie naukowców, analityków i bliskowschodnich zapaleńców (takich jak ja), którzy próbują wnieść nową jakość do polskiej debaty o Bliskim Wschodzie. ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)

    _________________________
    Chcesz pomóc w rozwoju “Pulsu Lewantu”? Możesz zostać Patronem Bloga w serwisie Patronite i uzyskać dostęp do cotygodniowych przeglądów prasy, wczesny dostęp do moich artykułów i wiele więcej.
    - Patronite: https://patronite.pl/PulsLewantu
    - PayPal: paypal.me/PulsLewantu

    #iran #syriaspam #bliskiwschod #geopolityka #historia #lagunacontent - autorski tag do obserwowania #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: abhaseed.org

  •  

    Naftali Bennett przyszłym premierem Izraela? Kto to jest?

    W środę 2 czerwca, Jair Lapid poinformował prezydenta Rivlina, że udało mu się utworzyć większościową koalicję, zdolną do utworzenia nowego rządu i odsunięcia od władzy rządzącego Izraelem od 12 lat premiera Binjamina Netanjahu. Kluczowym partnerem w szerokiej koalicji Lapida jest Naftali Bennett, były współpracownik Netanjahu, obecnie stojący na czele prawicowej Jaminy. Jak wynika z nieoficjalnych informacji to właśnie Bennett ma objąć stanowisko premiera w nowym rządzie. Kim jest Naftali Bennett?

    Tekst jest dostępny także na Blogu, zachęcam do czytania właśnie tam ze względu na większą przejrzystość. https://pulslewantu.pl/naftali-bennett-przyszlym-premierem-izraela-kto-to-jest

    Komandos

    Naftali Bennet urodził się w 1972 r. w rodzinie amerykańskich żydów, którzy zaledwie kilka lat wcześniej wyemigrowali do Izraela. Jego ojciec zajmował się handlem nieruchomościami i często podróżował, przez co młody Bennett przez kilka lat mieszkał w USA i Kanadzie. Dopiero gdy Bennett miał 10 lat jego rodzin na stałe osiadła w Izraelu.

    W 1990 r. Bennett został powołany do IDF. Ze służbą w armii związany jest także najbardziej dramatyczny epizod w życiu Bennetta.

    Podczas służby w IDF, Bennett, jako wyróżniający się żołnierz, został zwerbowany do dwóch elitarnych jednostek – Jednostka 269 (Sayeret Matkal) oraz Jednostka 212 (Sayeret Maglan). Obie z nich specjalizują w operacjach za linią wroga.

    Już wkrótce umiejętności Bennetta, jako żołnierza, miały zostać przetestowane.

    Masakra w Qana

    Od 1975 r. w Libanie trwała wojna domowa. Izrael, żywnie zainteresowany sytuacją u swojego północnego sąsiada, kilkukrotnie interweniował zbrojnie w tym konflikcie – najpierw przeciwko Organizacji Wyzwolenia Palestyny, a następnie przeciwko rosnącym w siłę szyickim milicjom (to właśnie wówczas powołany został Hezbollah).

    Od 1985 r. Izrael, przy pomocy lokalnych oddziałów chrześcijańskich, okupował południowy Liban, traktując ten obszar jako swoisty bufor bezpieczeństwa.

    W 1996 r. załamało się trwające od trzech lat zawieszenie broni między Izraelem a Hezbollahem. Południe Libanu stanęło w ogniu, a liczba ofiar śmiertelnych zaczęła szybko rosnąć. Tymczasem w Izraelu zbliżał się termin wyborów parlamentarnych, a rosnące straty IDF w południowym Libanie mogły zakończyć się dla ówczesnego premiera, Szimona Pereza, polityczną katastrofą. Perez musiał podjąć zdecydowane działania.

    W kwietniu 1996 r. IDF rozpoczęło operację Grona Gniewu wymierzoną w bojowników Hezbollahu. Jednym z żołnierzy przydzielonych do tej operacji był Naftali Bennett.

    8 kwietnia 1996 r. oddział 67 żołnierzy wydzielonych z Maglanu (Jednostka 212) został wysłany z misją przeprowadzenia rekonesansu za liniami wroga. Dowództwo nad oddziałem powierzono właśnie Bennettowi. W 8 dni później, 16 kwietnia, oddział Bennetta znalazł się nieopodal miasteczka Qana, gdzie od 18 lat mieściła się baza sił ONZ. Kilka minut przed 14, Izraelczycy znaleźli się pod ostrzałem. To bojownicy Hezbollahu ostrzeliwali ich z moździerza rozstawionego na pobliskim wzgórzu. Bennett, za pomocą radia, wezwał wsparcie ogniowe. W kilka minut później, izraelska artyleria rozpoczęła ostrzał.

    Izraelska odpowiedź trwała zaledwie 5 minut. W tym czasie artylerzyści wystrzelili 36 pocisków. Żaden z nich nie trafił we wzgórze, na którym znajdował się moździerz Hezbollahu. Spośród 36 pocisków, 13 spadło na terenie bazy ONZ, w której schroniło się ok. 800 libańskich uchodźców, 106 z nich zginęło (z czego połowę stanowiły dzieci), kolejne 120 osób zostało rannych.

    IDF nigdy nie wzięło na siebie odpowiedzialności za masakrę w Qana, twierdząc że ostrzał placówki ONZ-u był rezultatem błędnej koordynacji ostrzału. Izraelczycy twierdzą także, że nic nie wiedzieli o uchodźcach ukrywających się w oenzetowskiej placówce. Śledztwo ONZ-u przeprowadzone w sprawie wykazało jednak, że podczas ostrzału, w pobliżu Qana znajdowały się dwa izraelskie helikoptery oraz jeden izraelski dron, Izraelczycy byli zatem prawdopodobnie świadomi obecności uchodźców na terenie bazy ONZ.

    W całej sprawie wydaje się, że kluczowy jest wątek samego Bennetta, który tego feralnego dna stał na czele wydzielonego oddziału Maglanu. Część dziennikarzy, którzy przeprowadzili swoje własne śledztwo w sprawie, twierdzi że gdy oddział Bennetta dostał się pod ogień Hezbollahu, nie był on w stanie zachować zimnej głowy i zażądał natychmiastowego wsparcia ogniowego. W ten sposób pospieszenie wezwana artyleria strzelała de facto po omacku, nie dysponując precyzyjnymi koordynatami celu. Taka wersja wydarzeń tłumaczyłaby dlaczego żaden z izraelskich pocisków nie trafił we wzgórze, na którym znajdowali się bojownicy Hezbollahu. Jednak żaden z oficerów IDF-u biorących udział w interwencji w Libanie nie potwierdził tej wersji. Mało tego, oficjalna wersja wydarzeń IDF jest taka, że Bennett w żadnym stopniu nie jest winny masakrze w Qana.

    W pewnym stopniu trudno się dziwić takiej narracji IDF-u. Podczas interwencji w Libanie, Hezbollah bardzo często wykorzystywał cywilów jako żywe tarcze np. dokonując ostrzału IDF-u i następnie chowając się na terenach cywilnych, wśród uchodźców itd. Część świadków masakry w Qana twierdzi zresztą, że w chwilę po ostrzale oddziału Bennetta, członkowie Hezbollahu zbiegli ze wzgórza i wmieszali się w uchodźców przebywających na terenie placówki ONZ-u w Qana.

    Jakkolwiek oceniać postawę IDF podczas maskary w Qana, dla tego tekstu najważniejsze jest jak to wydarzenie wpłynęło na głównego bohatera tego tekstu, tj. Bennetta. Otóż wydaje się, że nie wpłynęło ono na Bennetta w żaden sposób. W 2013 r., gdy Bennett wszedł już do świata polityki, zasłynął cytatem: „Zabiłem wielu Arabów w swoim życiu i nie mam z tym żadnego problemu”. Bennett miał wypowiedzieć te słowa podczas jednego z posiedzeń rządowych, na którym dyskutowano sprawę zwolnienia ponad 100 Palestyńczyków z izraelskich więzień, czemu Bennett miał się ostro sprzeciwiać.

    Bennett odrzuca jakąkolwiek odpowiedzialność za swój udział w masakrze w Qana, a swoich krytyków odsyła to archiwów IDF-u. Jednocześnie, podczas wieców wyborczych, lubi chwalić się swoją karierą wojskową i udziałem w działaniach zbrojnych.

    Milioner

    Pod koniec lat 90. Bennett opuścił wojsko w stopniu majora rezerwy. Przeniósł się wówczas do USA, gdzie wraz z kilkoma współpracownikami założył firmę Cyota, zajmującą się produkcją oprogramowania anty-przestępczego dla banków. W 2005 r. RSA Security kupiła Cyota za 145 milionów dolarów, co zrobiło z Bennetta milionera.
    Wkrótce później Bennett zaangażował się w nowy projekt, firmę Soluto. W 2013 r. ona także została sprzedana za cenę ok. 100 milionów dolarów, na czym Bennett znowu dobrze zarobił.

    Polityk

    Bennett, jeszcze podczas działalności w wielkim biznesie, zdradzał mocne zaangażowanie polityką. W 2006 r. zgłosiła się do niego Ajjelet Szaked, ówczesna szefowa biura Binjamina Netanjahu, stojącego na czele izraelskiej opozycji względem premiera Ehuda Olmerta.

    Szaked udało się zwerbować Bennetta do pracy dla Netanjahu. Biznesmen otrzymał posadę szefa sztabu Netanjahu. Bennett był liderem zespołu, który opracował reformę oświaty oraz wydatnie pomagał Netanjahu podczas wyboru szefa partii Likud w 2007 r.

    W 2008 r. współpraca Szaked i Bennetta z Netanjahu załamała się. Według nieoficjalnych informacji miało pójść o spór jaki wybuchł między dwójką a żoną Netanjahu, Sarą. Drogi tych dwóch, tj. Bennetta i Netanajahu miały się jednak jeszcze zejść.

    W 2010 r. Bennet został powołany na szefa Rady Yesha reprezentującej izraelskich osadników nielegalnie zamieszkujących Zachodni Brzeg. Bennett zaangażował się wówczas w szeroką kampanię domagającą się zniesienia, wprowadzonego przez Netanajahu, będącego już wówczas premierem, zakazu budowli nowych osiedli izraelskich na Zachodnim Brzegu.

    W 2010 r. Bennet, wraz z Ajjelet Szaked, powołał także do życia organizację pozarządową, Mój Izrael. Organizacja istnieje do dzisiaj, zajmując się promowaniem syjonizmu wśród Izraelczyków. Duża część działalności Mojego Izraela poświęcona jest współpracy z młodzieżą. Biorąc pod uwagę, powiązania jakie istnieją między organizacją a Bennettem, można powiedzieć że Mój Izrael jest swoistą młodzieżówką dla Jaminy – obecnej partii Benettta i Szaked.

    Członek rządu

    W 2012 r. w prawicowej partii Żydowski Dom odbyły się wybory przewodniczącego. Szturmem wygrał je Bennett, zdobywając 2/3 głosów. Bennett nie był wcześniej członkiem Żydowskiego Domu. Po prostu uznał, że zostanie prezesem tej partii to najszybszy sposób na wejście do Knesetu i dlatego wystartował w wyborach na szefa partii.

    W rok później Bennett wraz z Szaked doprowadzili Żydowski Dom do wielkiego sukcesu wyborczego. Partia, która jeszcze w 2006 r. zdobyła zaledwie 3 mandaty poselskie, teraz uzyskała ich aż 12.

    Gdy przyszło do powoływania nowego rządu Żydowski Dom stał się naturalnym sojusznikiem premiera Netnajahu i jego Likudu. W nowej koalicji Bennett został ministrem gospodarki, a także ds. diaspory. W 2015 r. stanowisko ministra gospodarki zamienił zaś na ministra edukacji. Dzięki wejściu do rządu, Bennett zrealizował wiele ze swoich postulatów, zmieniając program nauczania oraz ograniczając w szkołach dyskusje poświęcone tematowi izraelskiej okupacji Zachodniego Brzegu.

    W latach 2013-2018 Bennett, dzięki uczestnictwie w rządzie, stał się jednym z bardziej rozpoznawalnych izraelskich polityków. Koalicja z Netanjahu była jednak o tyle trudna dla Bennetta, że Mr. Security, jak czasami nazywany jest Netanjahu, utrudniał swoim koalicjantom dostęp do poufnych danych dotyczących bezpieczeństwa państwa i operacji wymierzonych czy to w Hamas czy grupy pro-irańskie. To właśnie sprawy dotyczące bezpieczeństwa miały doprowadzić także do upadku rządzącej koalicji.

    Kłótnia o Hamas i ministerstwo

    W 2018 r. doszło do dwudniowych walk palestyńsko-izraelskich na granicy Strefy Gazy. Koalicjanci Netanjahu domagali się od niego zdecydowanej reakcji i rozpoczęcia operacji lądowej przeciwko Hamasowi. Netanjahu jednak odmówił. W rezultacie, Awigdor Lieberman, stojący na czele koalicyjnego Yisrael Beitenu (Nasz Dom Izrael) i jednocześnie pełniący funkcję ministra obrony, podał się do dymisji.

    Teoretycznie rząd Netanjahu nadal dysponował większością w Knesecie, nawet bez ludzi Liebermana. Jednak wtedy wybuchł spór między Bennettem a Netanjahu, który ostatecznie pogrążył koalicję. Bennett zażądał, aby to on został nowym ministrem obrony. Netanjahu jednak odmówił i sam przejął stanowisko ministra obrony. Wściekły Bennett wystąpił z koalicji, pozbawiając Netanajahu większości i wywołując przedterminowe wybory.

    Poza parlamentem

    W przedterminowych wyborach, które odbyły się w kwietniu 2019 r. Bennett i Szaked startowali już z ramienia nowej partii – powołanej przez siebie Jaminy (pol. Prawica).

    Wybory zakończyły się porażką, dla całej trójki zaangażowanej w spór o ministerstwo obrony. Lieberman zdobył tylko 5 mandatów, Bennett i jego partia w ogóle nie przekroczyli progu wyborczego, a Netanjahu nie zdołał utworzyć rządu, co doprowadziło do kolejnych wyborów, we wrześniu 2019 r. W ten sposób rozpoczęła się także wyborcza karuzela, która doprowadziła do czterech rund wyborów parlamentarnych w Izraelu w latach 2019-2021.

    Reorganizacja

    W wyborach, które odbyły się we wrześniu 2019 r., Bennett i jego Jamina wrócili do Knesetu, jednak, przy ówczesnym układzie sił w Knesecie, jego 7 posłów okazało się zbyt małą liczbą, aby pozwolić mu na powrót do rządu. W ten sposób Bennett stał się w pewnym stopniu postacią drugorzędną izraelskiej polityki.

    Przełom 2020 i 2021 r. to jednak okres szybkiej regeneracji kariery politycznej Bennetta. Najpierw duży kapitał polityczny zbił na krytyce premiera Netanjahu za działania podejmowane podczas pandemii koronawirusa. Potem, latem 2020 r., celnie punktował za krytykę Netanjahu, tym razem za brak aneksji Zachodniego Brzegu, na co teoretycznie (bo w praktyce sytuacja była bardziej skomplikowana) pozwalał plan pokojowy prezydenta Trumpa – zamiast aneksji Netanjahu zaczął zawierać porozumienia pokojowe z arabskimi krajami, co wywołało ogromny sprzeciw ze strony izraelskich osadników na Zachodnim Brzegu, mocno zresztą związanych z Bennettem.

    W ten sposób w ostatnich wyborach parlamentarnych, z marca 2021 r., Bennettowi udało się utrzymać 7 mandatów w Knessecie. Tym jednak razem, układ sił w Knesecie, sprawił że 7 mandatów Bennetta pozwoliło mu rozdawać karty i stać się głównym kandydatem na premiera w rządzie Lapid-Bennett.

    Poglądy

    Poglądy polityczne Bennetta są dość skomplikowane, a na temat samego Bennetta krąży wiele dziwnych historii, co sprawa że ciężko oddzielić prawdę od plotek.

    Przede wszystkim Bennett to polityk prawicowy, a jego poglądy znajdują się pod dużym wpływem syjonizmu i ortodoksyjnego judaizmu. Bennett bardzo chętnie przedstawia się jako obrońca ortodoksyjnych żydów i izraelskich osadników nielegalnie zamieszkujących Zachodni Brzeg. W swoich przemowach Bennett wzywa do ochrony żydowskiego charakteru Izraela oraz aneksji Zachodniego Brzegu, jest także przeciwny niepodległej Palestynie. Na takiego polityka kreuje się jednak sam Bennett, a prawda wydaje się bardziej skomplikowana.

    Sam Bennett zdaje się jednak nie być przesadnie religijnym człowiekiem. Na co dzień nosi jarmułkę, ale wcale nie jest częstym gościem synagogi. Ze swoją żoną zamieszkał jeszcze przed ślubem (co w środowiskach ortodoksyjnych jest nieakceptowalne), a podczas służby w IDF miał bardzo luźne podejście do religii. Podobnie wygląda jego sprawa przywiązania do Zachodniego Brzegu. Po ślubie, przez pewien moment mieszkał wraz z żoną w jednym z nielegalnych osiedli, ale szybko się stamtąd wyprowadził, w pogoni za karierą biznesową na Manhattan, Po powrocie z USA Bennett zamieszkał zaś w bogatej dzielnicy Tel Awiwu.

    Jak wskazuje np. Anshel Pfeffer, autor biografii Netanjahu, Bennett nie jest wcale tak prawicowym politykiem jak sugerują to jego wypowiedzi. Pfeffer sugeruje, że Bennett celowo kreuje się na polityka prawicowego. Ma być to element jego politycznej strategii. Bennett w ten sposób chciał przyciągnąć do siebie skrajnie prawicowych Izraelczyków, którzy byli już zmęczeni rządami Netanjahu i jego gierkami politycznymi. Rozmówcy Pfeffera wskazują, że jeśli Bennettowi uda się wysłać Netanjahu na polityczną emeryturę to momentalnie zwróci się on w kierunku bardziej centrowego elektoratu i tutaj poszuka swojej szansy. Obecnie Bennett ma bowiem tylko 7 posłów i niemożliwym jest, aby utrzymał się na długo u sterów władzy, bez znacznego poszerzenia swojej bazy wyborczej.

    Warto w tym miejscu pamiętać, że Bennett faktycznie, mimo tego że od początku swojego wejścia do polityki prezentuje poglądy prawicowe, to kilkukrotnie podjął jednak starania o bardzie lewicowych wyborców. W 2011 r. brał udział np. w lewicowych protestach, a w 2013 r. zawarł z centrowo-lewicowym Jairem Lapidem pakt, na mocy którego obaj panowie zobowiązali się, że albo wynegocjują z Netanjahu że obaj wejdą do nowego rządu albo żaden z nich do niego nie wejdzie.
    Moim zdaniem Bennett na stanowisku premiera to będzie bardzo ciekawa sytuacja. Kreujący się na religijnego prawicowa Bennett znalazł się w koalicji z centro-lewicowym i sekularnym Lapidem oraz islamistą Mansourem Abbasem. Będzie to moim zdaniem próba charakteru dla Bennetta. Okaże się czy faktycznie jest on wierny poglądom, które głosił, czy może jednak faktycznie jest on pragmatykiem, gotowym na ustępstwa i kompromisy, które są w stanie wynieść go na szczyt władzy w Izraelu – tj. na stanowisko premiera.

    Jeśli wbrew temu co twierdzi Pfeffer, Bennett okaże się nieskory do kompromisów, deklarowane przez niego poglądy na temat Zachodniego Brzegu oraz roli religii w państwie szybko mogą doprowadzić do wielu starć wewnątrz rządzącej koalicji, a nawet jej szybkiego upadku i rozpisania nowych wyborów. To zaś może się okazać odskocznią dla Netanjahu do powrotu do gry.

    Jak potoczą się losy nowej koalicji rządzącej, osobiście nie wiem i póki co nie chcę ferować wyroków. Z pewnością jednak o tym napiszę, w kolejnym tekście, na łamach Pulsu Lewantu.

    _________________________
    Chcesz pomóc w rozwoju “Pulsu Lewantu”? Możesz zostać Patronem Bloga w serwisie Patronite i uzyskać dostęp do cotygodniowych przeglądów prasy, wczesny dostęp do moich artykułów i wiele więcej.
    - Patronite: https://patronite.pl/PulsLewantu
    - PayPal: paypal.me/PulsLewantu

    #izrael #syriaspam #liban #bliskiwschod #geopolityka #historia #lagunacontent - autorski tag do obserwowania #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: scontent-frt3-1.xx.fbcdn.net

  •  

    W interesie Syrii było dobrze żyć z Izraelem i modernizować się w oparciu o wymianę i kontakty z tym nowoczesnym krajem, co pokazała dobitnie ta wojna domowa. Słabe państwo, którego Assad i jego ojciec nie zreformowali. Chcieli bruździć zachodowi? To mają na co zasłużyli. Syria straciła terytorium i została obrócona w perzynę przez Assada. Tak działa polityka. Jak się nie ma argumentów to się nie podskakuje i słucha się tych, którzy mogą zrobić nam krzywdę.

    Najgorsze z punktu widzenia pozycji Izraela co mogą zrobić państwa sąsiadujące z nim, to... stać się tak samo dobrze zorganizowanymi, zmodernizowanymi państwami. Ale wtedy wygasną wynikające z biedy radykalne sentymenty sąsiadujących z Izraelem ludów.
    #syria #izrael #usa
    pokaż całość

  •  

    Żart. Polityk który zrujnował kraj. To on jest odpowiedzialny za wojnę domową, dewastacje kraju, exodus obywateli i rozbiór terytorium, bo to on rządzi Syrią - mógł inaczej poprowadzić politykę zagraniczną nie stawiając się silniejszym pozwalając na irańskie instalacje i nie tłamsić opozycji, jednocześnie nie mając żadnego pomysłu na reformę zapóźnionego, zapyziałego kraju, który mając wielokrotnie większy potencjał od państwa żydowskiego jest dziadem regionalnym.
    #syria
    pokaż całość

    źródło: 1.jpg

    •  

      Odważne wypowiedzi jak na portal, na którym Asad jest uważany za wielkiego katechona i bohatera xDDDD

      @kidnice: Autor tego tekstu siedzi tutaj na tagu, a w avku ma Baszara ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)

      @IdillaMZ: To jest porażające, że znajdują się w Polsce środowiska (głównie narodowe), które są w stanie popierać Assada, twierdzić jakieś głupoty, że zwycięstwo Assada pokazuje, że Syria "manifestuje swoją podmiotowość" (to jest cytat) itd. xD Panowie, szanujmy się, Assad to zbrodniarz, a to że chroni mniejszości religijne (w tym chrześcijan) nie zmienia faktu, że gość jest dyktatorem, zamordystą, który był gotów rozpieprzyć pół kraju, żeby tylko utrzymać siebie, rodzinę i stronników przy władzy. I to jeszcze jakiej władzy, rosyjsko-irańskie kondominium, pod fragmentaryczną izraelską, turecką i amerykańsko-kurdyjską okupacją. Większość mieszkańców terenów rządowych głoduje, bo Assad nie kontroluje terenów uprawnych, które są pod kontrolą Turków i Kurdów, ale i tak Assad "dobry", bo chrześcijan broni i przeciwstawia się imperializmowi. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      @Zuben: Większość była assadystami dla zabawy, aczkolwiek niektórzy brali swoją działalność bardzo poważne. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Nie bez powodu frakcja saudyjska była prześladowana. ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (13)

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika JanLaguna

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.