•  

    622 435 + 43 = 622 478

    Kolejny dystans powyżej 40 km - dla mnie to osiągnięcie. Średnia 23 km/h.
    Czy wyciągacie i za każdym razem pierzecie tą siateczkę na rzepy w środku kasku? Ja tak robię ale cykam się że te rzepy nie wytrzymają i nie będzie się trzymać.

    #rowerowyrownik

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

  •  

    620 190 + 60 = 620 250

    Za późno z domu wyszedłem, a pogoda idealna na 100+ była. "Na tapczanie siedzi leń..."

    #rowerowyrownik #rower

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    źródło: strava7575554897991566802.jpg

  •  

    620 190 + 60 = 620 250

    Za późno z domu wyszedłem, a pogoda idealna na 100+ była. "Na tapczanie siedzi leń..."

    #rowerowyrownik #rower

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

  •  

    Mirki zostałem dzisiaj pierwszy raz w życiu potrącony na #rower, gdzie w #krakow mogę go oddać do serwisu, żeby sprawdzili czy wszystko okej i wymienili co trzeba. Chodzi mi głównie o to żeby bezpiecznie dalej na nim jeździć czyli obejrzenie widelca (Carbon+Alu).

    Rower to Triban RC 500 ale nie wiem czy warto zaufać serwisowi Decathlonu.

    #wykoptribanclub #szosa #wypadek
    pokaż całość

    +: MMajo
  •  

    #rower #spd

    Chciałbym do swojego Kross Evado 3.0 założyć pedały SPD. Jeżdżę głównie asfalt, dystanse 100-200km ale zależy mi na pedałach typu MTB żeby w butach dało się też chodzić. Chciałbym, żeby były dwustronne z racji łatwiejszego wpinania (to będą moje pierwsze SPD) a także, żeby platforma była w miarę szeroka. Czy Shimano PD-M8020 będzie dobrym wyborem? pokaż całość

  •  

    614 571 + 720 + 23 + 66 = 615 380

    Nad Bałtyk po raz ostatni*

    Lato, zupełnie niespodziewanie, postanowiło wydać ostatnie tchnienie, nim w konwulsjach skona pośród złotych liści galopującej jesieni. Kolejny raz może się taka okazja w tym roku nie pojawić, toteż skorzystałem z zaproszenia tej południcy by zrobić ostatnie sensowne ultra w tym roku. Nie tylko ja zresztą bowiem Michał z Wrocławia pojechał w piątek do Suwałk, Paulina z Łukaszem objeżdżali tatry w sobotę więc miałem dość szeroki wybór tras. Po rozważeniu wszystkich za i przeciw postanowiłem pojechać to co sam planowałem – nad Bałtyk po raz ostatni, zbierając po drodze nieco ponad czterdzieści gmin.

    Ale po kolei…

    Z Jaworzna startuję w sobotę chwilę po siódmej rano (miałem jechać wcześniej, ale wiecie, jeszcze pięć minut:) ) i kieruję się w kierunku Dąbrowy Górniczej, Rogoźnika i później na północ. Po chwili dołącza do mnie @Piotr--K: i towarzyszy mi przez kawałek trasy. Jedziemy, nic się nie dzieje, rozmawiamy o różnych pierdołach aż tu nagle… Przede mną hamuje samochód. Ja za nim, a kolega Piotr uznaje najwyraźniej, że używanie hamulców w szosie jest dla amatorów i jako hamulca używa… Mnie. Czyli kolokwialnie rzecz ujmując, robi mi z dupy jesień średniowiecza w Lubszy. Zbieramy się z drogi ocenić straty. U Piotra scentrowane przednie koło a u mnie tylne. Nie bardzo ale nie wiem czy się coś nie posypie po drodze… Miałem ominąć Częstochowę ale w związku z tym że kolega się zamyślił, zagapił i zrobił spore „o kur...” postanawiam pojechać przez miasto i odwiedzić jakiś serwis po drodze. Koło nie bije, hamuje normalnie więc lecimy dalej. Piotrkowi jest ewidentnie głupio (SŁUSZNIE!) i nawet chce mi swoje koło oddać żebym mógł kontynuować jazdę, ale postanawiam jednak poszukać serwisu:) Gdyby to było na jakimś końcu świata to pewnikiem bym olał temat koła i jechał dalej, ale skoro jestem blisko Częstochowy to podjadę. Nic nie stracę, a kilometrów może wejdzie kilka dodatkowych:)

    W Częstochowie znajduję serwis Bike Atelier przy Alei Wolności w którym serwisant zgadza się wycentrować koło i sprawdzić czy dojadę. Przy okazji okazuje się że mam przeciętą oponę… Nie wiem czy to w wyniku kraksy czy było już wcześniej. Szybko kupuję oponę w sklepie na piętrze. Serwisant zakłada, sprawdza jeszcze raz czy wszystko działa i puszcza dalej:) Chłopaki z Bike Atelier nie wzięli nawet grosika za serwis i centrowanie, pożyczyli szczęścia na trasie i szerokich dróg :) Z taki zapasem pozytywnej energii jadę dalej :)

    W Kłobucku wracam na trasę którą miałem jechać cały czas i kieruję się na północ. Tym razem wiatr bardzo pomaga. Dmucha w plecy więc na luzie mogę lecieć ponad 30km/h. Bez zbędnych postojów dojeżdżam do Woli Będkowskiej gdzie czeka na mnie @Tomahawk (z którym miałem już przyjemność jechać podczas lipcowego tysiąca). Uzupełniam wodę, Adam urządza sobie pogaduchy z jakimś lokalnym mocno pogruchotanym przez różne procentowe trunki troglodytą, ale nie ma czasu na uprzejmości i słuchanie o tym co by było, jakby pan alkus spuścił nam wpierdol, trzeba jechać. Adam odprowadza mnie przez Sieradz do Dobrej i wraca do siebie, do Kalisza. Ja zaś jadę dalej.

    Przed Kołem robię przerwę na Orlenie by uzupełnić wodę i coś zjeść. Podjeżdżam, opieram rower o ścianę i zamieram… Mam arachnofobię. A na fasadzie budynku są SETKI (nie przesadzam) pająków różnej maści i wielkości. Część tych koszmarów pełza po ścianach, część zwisa się na pajęczynach… Odchodzę kawałek pod dystrybutory z paliwem a tam to samo… W końcu stawiam rower pod latarnią i ostrożnie wchodzę do środka. Biorę hot doga, kawę i butelkę wody. Wracam do roweru, bardzo uważnie oglądam czy mi na sprzęt nic nie wlazło. Na środku parkingu zjadam kolację, popijam kawą, przelewam wodę do bidonów i jadę dalej. Byle dalej od tej piekielnej stacji.

    Kolejną przerwę robię na Shellu przed Sompolnem. Zamawiam sobie kolejnego hot doga, herbatę i chwilkę odpoczywam na stacji na której nie ma żadnych straszydeł z nadprogramową ilością odnóży. Obsługa stacji to bardzo pozytywni ludzie, jeden z nich nawet jeździ na szosie :) Wyprowadza swój rower, dopytuje o sprzęt. Spędzam tam niemal godzinę na pogaduchach o rowerach, o trasach jakie jeździmy, gdzie byliśmy i tak dalej. Pewnie posiedziałbym tam dłużej ale chłopaki mieli spory ruch a nie chciałem przeszkadzać w pracy. Żegnam się i jadę dalej w kierunku Piotrkowa Kujawskiego, Aleksandrowa Kujawskiego (cóż za oryginalne nazwy!) i Ciechocinka, w którym odbijam na jakąś bardzo boczną drogę. Tak bardzo boczną że w pewnym momencie zamienia się w … Ujeb :) Piach i kamienie to to czego mi potrzeba w środku nocy w odległym nigdzie. Dobrze że finalnie to tylko kilkanaście metrów. Niemal niczym Walkiria wypadam z lasu próbując się nie przewrócić na piachu. W prost na zaparkowany w dziwnym miejscu samochód… Zaparowane szyby ewidentnie wskazują na to że ktoś sobie robi kolację ;) Postanawiam nie przeszkadzać (anie nie dołączać bo to było by BARDZO dziwne) i jadę sobie dalej. Teraz już na luzie bo po wygodnej drodze krajowej. Dojeżdżam ów traktem do Torunia na… Orlen. Zjadam tam coś co znajduje się pomiędzy kolacją a śniadaniem (bowiem jestem tam około drugiej w nocy) i jadę dalej, kierując się na Kowalewo Pomorskie, Książki (tak, jest taka miejscowość) i dalej w kierunku Kwidzyna, przed którym dopada mnie kryzys. A nawet KRYZYS. Zimna noc mi nie służyła. Nie zmarzłem jak zwykle, bowiem tym razem wziąłem nieco więcej ciepłych ciuchów i rękawiczki ale zmęczenie i maksymalna temperatura oscylująca w okolicach siedmiu stopni jednak męczą… Zawsze w nocy źle mi się jedzie, teraz to była kumulacja. Dość powiedzieć że momentami jechałem maks 20km/h… Tak czy inaczej, zdarza mi się na nieco więcej niż sekundę przymknąć oko. Słońce już wstało, ale temperatura oscyluje w granicach siedmiu stopni. Znajduję przystanek na którym mam zamiar odsapnąć chwilkę. Nawet nie zsiadałem z roweru… Ilość pająków znajdująca się w i na tej budzie przyprawiła mnie o dreszcze. Odpoczywam kilka minut po prostu stojąc na poboczu i jadę dalej.

    Życiodajne słońce wspina coraz wyżej po nieboskłonie. Powolutku podnosi się temperatura. Zaczyna mi się jechać coraz bardziej żwawo. Cóż z tego skoro od gminy Sztum mam asfalty typu Ujebus Maksimus, a później robi się jeszcze ciekawiej… Za miejscowością Piekło jadę po płytach Jumbo w duchu i na głos przeklinając pomysłodawcę i wykonawcę tej „drogi”. Toż to na rowerze górskim byłoby tam co najmniej wesoło. Nie pozostaje mi nic innego niż zagryźć zęby i cisnąć ile zdołam… A to nie są ostatnie tęgie ujeby tego dnia:) W tej samej chwili przypomina się mój stary „przyjaciel”, podpułkownik Wiatr. Uznaje on że dawno mi nie przeszkadzał i od teraz to trochę sobie powieje. Wieje z zachodu ja zaś jadę głównie na północ więc jest najwyżej niewygodny… Poza momentami w których muszę jechać na zachód (czyli ostatni fragment trasy). Dobrze że się mocno trzymam kierownicy bo by mnie wziął łachudra i porwał na wschód. W lodowate, sowieckie objęcia naszych wschodnich przyjaciół, którzy pewnikiem byliby tęgo zdziwieni tym że rakietą nie zestrzelili natowskiego szpiega tylko typa na rowerze…Około godziny dziesiątej dojeżdżam w okolice Tczewa. Miałem tam zbić pionę z Dawidem który jedzie ode mnie z miasta do Szwecji (najpierw pociągiem,później rowerem), ale że wiem że ma on dojechać około 14:00, postanawiam jechać dalej. Nie mogę tam tylu godzin czekać.
    W porywach niesłabnącego wiatru dojeżdżam na Wyspę Sobieszewską i kieruję się dalej, na centrum Gdańska, gdzie już dojechała @ZgnilaZielonka (z którą miałem już przyjemność jechać podczas mordowania tysiąca). Pisała mi wcześniej że zupełnym przypadkiem będzie w Gdańsku więc można kilka km pokręcić kolektywnie:) ) Szybciutko wizytuję plażę żeby rzucić okiem na nasz wspaniały, cudowny, ropą i starym tłuszczem ze smażalni woniejący Bałtyk. Robię byle jakie foto i lecę dalej pod ten nienawistny wiatr. Na dworzec dojeżdżam lekko spóźniony.

    Wspólnie z Zielonką decydujemy że pojedziemy „byle gdzie”. Byle gdzie według niej to największe możliwe ujeby i kostka brukowa powodująca wypadanie zębów. Przeciorała mnie po chyba wszystkich brukach Gdańskiego śródmieścia, po niektórych po kilka razy. A że sam jestem dzbanem to później zupełnie przypadkowo, przeze mnie wjechaliśmy na te kocie łby jeszcze kilka razy… Po wyjechaniu na cywilizowane asfalty drgałem w pociągu do samych Katowic;)
    W końcu wyjechaliśmy na jakieś ludzkie DDRy i przypadkowo z miasta… Trzeba się wracać. Dziewczyna ma takie przyspieszenie na szosie że kilka razy zanim sam się zebrałem, była już kilka sążni (że tak sobie pozwolę użyć marynarskiego nazewnictwa, w kocu to Gdańsk) przede mną. Nie dość że zmordowała mnie droga to jeszcze dowaliła Magda próbując mnie ewidentnie wykończyć jej stylem jazdy… Chcę więcej ;) Zwłaszcza że krotochwilom i śmieszkowaniu po drodze nie było końca:)

    Dokręcam do 700+. Dojechaliśmy na dworzec, nie gubiąc o dziwo nic po drodze (chociaż sakwa Magdy wyglądała jakby miała za chwilę odlecieć do Krainy Porzuconych Bagaży). Żegnamy się. Magda jedzie dalej co swoje, ja zaś czekam na pociąg. I tu spotyka mnie ostatnia niespodzianka. Do pociągu pakuje się Paweł z Krakowa z którym miałem w zeszłym roku przyjemność jechać do Warszawy :) Jaki ten świat mały… Okazało się że musi jechać do Katowic bo do Krakowa nie kupi już biletu. Brak miejsc. Z Katowic do Jaworzna chwilę go holuję na kole. Rozstajemy się na Velostradzie. On jedzie dalej do siebie, ja wracam do domu.

    * w tym roku

    STATY:
    720.87 km
    średnia: 26,3
    kalorie: 12 716
    czas netto / brutto: 27:24:25 / 33:07:11
    Podjazdy: marnie :)
    Temperatura min: 7
    Temperatura maks: 26
    Dwa rozwalone koła :)

    23km to jazda z dworca do domu a 66 to dzisiejszy rozjazd

    #rowerowyrownik

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: phpL0kO49

  •  

    615 991 + 50 = 616 041

    Mała rundka na wieczorowego

    #rowerowyrownik #rower

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    źródło: st18.static.bikestats.pl

  •  

    613 307 + 57 = 613 364

    Kilometry z piątku, z pętelki gassowej. Na zdjęciu droga Gassy - Konstancin

    #rowerowyrownik #rower

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    źródło: images.photo.bikestats.eu

  •  

    595 572 + 91 = 595 663

    Wczoraj obułem moją maszynę w nowe buty, dziś kupiłem w Decu czujnik kadencji. Wprawdzie nie zrobi to ze mnie kolarza, ale co mi tam. :)
    PS. Został jeszcze jeden, ostatni w Warszawie za 79,99. Trochę droższy od Magene, dużo tańszy od Garmin.

    #rowerowyrownik #wykoptribanklub #triban #rower

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu
    pokaż całość

    źródło: php0ck7c5

  •  

    606 095 + 54 = 606 149

    Chyba to jedna z ostatnich jazd całkowicie na krótko ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    W tym tygodniu to już 119km!
    #rowerowyrownik #ruszmirko

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Tradycji musi stać się zadość ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    606 149+13+122+62=606 346
    Zapomniałem o Wykopie, uzupełnienie wpisów.
    #rowerowyrownik

  •  

    601 665 + 79 = 601 744

    Postanowiłem wykorzystać czujnik kadencji i spróbować pojeżdzić te zalecane 90 obr/min. Nie przypuszczałem, że to aż tak szybko trzeba pedałować. :) Bardzo dużo napracowałem się przy obu manetkach, ale chyba cały zakres przełożeń wykorzystałem. Przy podjazdach na wiadukty nad torami, czy autostradą kadencja spadała nawet do 50 i to na najlżejszym przełożeniu 39x25. Może gdybym zrzucił na najmniejszą z przodu, czyli 29T bym utrzymał wyższą, ale już na takim młynku nie chciałem kręcić., bo bym spadł z roweru. Ale za to Vśr wykręciłem rekordową. Jak na mnie to bardzo dużo. Kadencja - 81 obr/min

    #rowerowyrownik #rower

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: phpUTThQg

  •  
    GG99 via iOS

    +17

    Mój ojciec ma 61 lat i zrobiłem z nim dzisiaj 31,5 km na rowerze.
    #rower #chwalesie #rodzice

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika Jerzu

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.