•  

    #perfumy #100perfum

    tl;dr
    Cofam swoją rekomendację dla zapachu Cyrus/Yves de Sistelle Writer, obecnie pachnie jak tani żel pod prysznic i prawie go nie czuć.

    Jeszcze jakiś czas temu pisałem, że to idealny klon Diora Sauvage. Tak, to BYŁ idealny klon Sauvage o lepszych parametrach. Wczoraj spotkałem się z kolegą, twierdził że poleciłem mu straszny chłam, którego zapach na skórze utrzymuje się tak długo, jak ten z pianki do golenia. Przetestowałem i kurde serio coś tu nie pasuje. Kojarzycie te najtańsze śmierdziele z Avonu, którymi nasze ciotki hojnie nas obdarowywały? Właśnie to jest obecny poziom Writera. Przeszedł on drastyczną reformulację i obecnie pachnie jak tani żel pod prysznic, do tego prawie go nie czuć. Kolega kupił dwa flakony u różnych sprzedawców na allegro, okazuje się też że jeden jest troszkę lepszy od drugiego, różnią się one od siebie zapachem i trwałością, ale niestety oba są kiepskie. Za te 60zł kupicie sobie kilka flakonów X-Bolta, który pachnie lepiej i dłużej utrzymuje się na skórze, a jeśli dorzucicie dwie, no może trzy dyszki, możecie kupić świetne, bardzo komplementowane zapachy - Moschino Uomo? lub Jil Sander Sun Men. pokaż całość

  •  

    #perfumy
    Tak z ciekawości kupiłem zapach marki Po Prostu Jacek o dumnej nazwie Liść Tytoniu, zaaplikowałem dwie chmury tego gagatka na nadgarstek i dwie chmury Waniliowego Tytoniu Tomka Forda.

    Teraz moje pytanie do wykopków, którzy twierdzą że te zapachy są podobne. Czy Wy w ogóle wiecie jak pachnie Tobacco Vanille od Forda? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Just Jack Tobacco Leaf to moim zdaniem zapach knota od świeczki zapachowej (waniliowej), który minutę wcześniej został zgaszony. Ogólnie kojarzy mi się on głównie z tanimi świeczkami zapachowymi. Jest tam w otwarciu jeszcze coś zupełnie niepasującego, chyba mięta. Nie jest to jakiś bardzo zły zapach, ale zupełnie mi nie podszedł.
    pokaż całość

  •  

    #perfumy
    Poczyniłem sobie ostatnio blind buya, którego ani trochę nie żałuję. Armaf CDNI w wersji EDP (limited edition) jest poziom wyżej niż EdT, który był dla mnie wprost obrzydliwy za sprawą swojego otwarcia niczym cytrynowy CIF. Samego zapachu raczej nikomu na tagu nie muszę przedstawiać, w końcu to klon słynnego Aventusa. Z ciekawości porównałem go ręka w rękę z "dymnym" batchem Aventusa i mogę szczerze przyznać, że na początku praktycznie nie czułem różnicy. Armaf jest mniej "kremowy" niż Aventus, mniej tu też brzozy i ogólnie jest nieco gorszej jakości, jednak kosztuje ok. 1/5 ceny pierwowzoru, przy podobieństwie, powiedziałbym 95% i lepszych parametrach. Armaf sprawił, że kupno Aventusa zwyczajnie się nie opłaca. Podsumowując - polecam. Sporo osób ostatnio o to pytało, może komuś się ten wpis przyda.

    PS. Na perfumowych świrach już jest jego "rozbiórka" z potężną marżą, gdyby ktoś był zainteresowany ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    pokaż całość

  •  

    #perfumy
    Za każdym razem, gdy jakiś "laik" pyta o perfumy, każdy od razu poleca Kourosa, ale to już dawno przestało być śmieszne. Może wytypujemy nowego "króla żartów"? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Zgłaszam pierwszego kandydata:
    Ted Lapidus Pour Homme - jest tani, pachnie jak kibel na dworcu wypełniony ananasami, a "promieniuje" jak Czarnobyl w 86'. To nie jest zapach dla zwykłego śmiertelnika. pokaż całość

  •  

    #100perfum #perfumy

    Tanie perełki

    Gdy postowałem "w miarę regularnie" obiecałem, że opiszę kilka tanich zapachów. Koniec końców o tym zapomniałem i temat umarł. Dzisiejszy wpis będzie o kilku zapachach, które trzymają poziom pomimo swojej niskiej ceny.

    Moschino Uomo? Nie bez przyczyny pojawia się na tagu tak często. To jeden z moich ulubionych zapachów na lato. W tej cenie chyba nie znajdziecie nic "mainstreamowego" o lepszej jakości. Ma świetne parametry i pachnie wspaniale. Jeżeli jesteście w stanie przeżyć przesłodzone otwarcie, to po ok. trzech godzinach będziecie w stanie wyczuć ten boski aromat. Ciężko go opisać obrazowo. Jest po prostu słodko-owocowo-piżmowy. Pomimo ponad 20. lat na karku, nie zestarzał się ani odrobinę i nikt nie zarzuci nam, że pachniemy "starym dziadem". Flakon 125ml kosztuje ok. 90zł, moim zdaniem to prawdziwy steal za zapach tak wysokiej jakości.
    Ocena zapachu: 9/10

    Davidoff Zino to dzieło twórcy Fahrenheita i Gucci Pour Homme - Michaela Almairaca. Skoro już wysoko zawiesiłem poprzeczkę, opowiem pokrótce o samym zapachu. Obecna jego wersja jest nieco dziadkowa, ale to dalej wspaniała kompozycja. Pachnie on jak bukiet lekko przywiędłych kwiatów w tartaku, czyli klimaty typu barber shop. Dziewczyny na niego nie wyrwiecie, ale jeżeli chcecie pachnieć unikatowo, można go w ciemno brać.
    Wielki flakon 125ml tego specyfiku da się kupić już za ok. 6 dyszek, ma on jednak dość przeciętne parametry.
    Ocena zapachu: 7.5/10

    Nautica Voyage, zapach często pojawiający się na tagu nie bez przyczyny. Pachnie tak, jakbyśmy do proszku do prania wkroili kilka jabłek będąc nad morzem. Brzmi to dość absurdalnie, ale tak on właśnie pachnie. Pomijając jego syntetyczność, to bardzo solidna kompozycja uwielbiana przez wielu. Podobnie jak poprzednik posiada przeciętne parametry. Jeszcze jakiś czas temu dało się go kupić w kwocie ok. 40zł, ale teraz patrzę, że za flakon 100ml trzeba dać coś w okolicach 70. Na stronie producenta nie ma możliwości zakupu, więc prawdopodobnie nie jest już produkowany i lada moment jego ceny będą rosnąć jeszcze bardziej.
    Ocena zapachu: 6/10

    Denim Original jest nietypowym zapachem o bardzo przyzwoitej jakości. Początkowo produkowany był specjalnie z myślą o rynku włoskim, później jednak stał się bardziej popularny i rozszedł się po Europie. Wbrew temu, co jest napisane w składzie - jest to zapach mydlany z nutami orientalnymi. Nie wiem, jak mógłbym opisać go bardziej obrazowo. Mój kolega natomiast stwierdził, że pachnie jak "nowe jeansy". Bardzo mi sie podoba i w życiu bym nie powiedział, że kosztował mniej, niż wyjście na kebsa. Jako, że setkę da się kupić za 25zł, można brać go w ciemno i lać jak wodę.
    Ocena zapachu: 6.5/10

    Malizia Uomo Vetyver to kolejny przedstawiciel półki "w cenie kebsa". W jego składzie znajdziemy tylko jeden składnik - wetywerię. Jak na tylko jeden składnik, pachnie dość bogato i jak na tę cenę - całkiem naturalnie. Uważam go za bardzo dobry zapach i od czasu do czasu używam latem. Przeciętne parametry, jednak w kwocie ok. 20zł nie ma co wybrzydzać.
    Ocena zapachu: 7/10

    Lalique White. Na koniec nieco wyższa półka. White to jeden z bardziej niedocenianych zapachód od Lalique, choć moim zdaniem jest genialny. Cenię go sobie bardziej, niż Encre Noire. To zapach tak charakterystyczny i unikatowy, że poznaje się go "po jednej", bardzo ciężko też znaleźć cokolwiek podobnego. Pachnie tak, jakbyśmy przez przypadek do świeżego prania wysypali garść pieprzu, a na to kilka kropel słodkiego tamaryndowca. W morzu do bólu syntetycznych ambroksanowych klonów Sauvage'a, to jest miła, bardzo naturalnie pachnąca odskocznia. Jest to jeden z moich ulubionych letnich zapachów z kategorii "kiedy nie wiem czego użyć, biorę ten". Parametry oczywiście przeciętne, tutaj jednak za 100ml flakon zapłacić trzeba ok. 90zł.
    Ocena zapachu: 8/10

    Pewnie jeszcze o czymś zapomniałem, ale nie mogę sobie przypomnieć. Nie wymieniłem przy okazji wielu arabskich pachnideł, jednak w Polsce bardzo trudno je dostać w sensownych pieniądzach.

    Miłego weekendu ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    pokaż całość

  •  

    #perfumy
    miałby ktoś odlać 20ml Amouage Reflection? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

  •  

    #perfumy #schizofrenicyzfragy #schizofrenicyzfragry #perfumowekalambury
    Zaczynamy pefumowe kalambury z Fragrą. Zgadnijcie jaki zapach jest opisywany ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    źródło: CoToTakiego.png

  •  

    105/100 #100perfum #perfumy

    Dior Homme 2020 (2020, EdT)
    Kontynuując tradycję, kolejny wpis z kategorii #schizofrenicyzwykopu a zarazem popis sztuki grafomańskiej w moim wykonaniu na temat największego rozczarowania jakiego doznałem od wielu lat jeśli chodzi o perfumy.

    Oryginalny Dior Homme z 2005 roku doczekał się bardzo wielu wcieleń. Wszystkie z nich były mniej lub bardziej udane i nawiązywały swoim zapachem do pierwowzoru. Zapoczątkował on modę na irys w męskich kompozycjach. Druga jego wersja miała premierę w 2011 roku, połączenie irysa i kakao jest dalej wyczuwalne na pierwszym planie, jednak w składzie zabrakło kardamonu, a proporcje różnych składników zmieniły się.

    Dior ma w swoim portfolio również kreacje - delikatnie rzecz ujmując - nieudane. W okolicach roku 2000 marka ta była skoncentrowana wyłącznie na sprzedaży. Byle dużo, byle jak, byle się sprzedawało. Mniej więcej wtedy pojawiła się też największa porażka koncernu - Dior Higer i jego flankery.

    To tyle jeśli chodzi o historię. Przejdźmy do teraźniejszości. W tym roku, piętnaście lat po premierze oryginalnej formuły Homme, do sklepów trafiła nowa wersja. Tym razem to już zupełnie inny zapach. Zmienił się również sam flakon, więc łatwo odróżnić go od wersji poprzedniej. Ciężko powiedzieć czemu nie zmieniono nazwy przy okazji całkowitej zmiany zapachu. W przeszłości już zdarzyło im się kilka takich "fikołków" m.in. z Fahrenheitem i jego wersją Parfum, która moim zdaniem niewiele ma wspólnego z wersją podstawową.

    Dotychczas byłem kimś, kogo można by nazwać "fanbojem" marki Dior. Posiadam każdy zapach z linii Homme i Fahrenheit, razem z wersjami specjalnymi. Znam większość męskich zapachów marki, a na pewno wszystkie wydane po 1990r. Gdy tylko dowiedziałem się o premierze nowego Homme od razu sięgnąłem po portfel, jednak zanim dokonałem zakupu, przeczytałem skład. Brak irysa co najmniej mnie zaniepokoił, dlatego wstrzymałem się od zakupu. Jakieś 2 miesiące temu dostałem trzy próbki zapachu z atomizerem, po których zużyciu byłem pewien, że to pierwszy Dior Homme, którego nie kupię.

    Byłem w szoku, gdy pierwszy raz go poczułem. Pachnie mi on jak połączenie Bleu de Chanel z nutami Dior Sauvage i Dior Homme Sport. Czuję się tak, jakbym poszedł do salonu Rolexa, a zastał zegarki z mechanizmami Casio. Pachnie on przyjemnie, świeżo, jednak w samym aromacie nie znalazłem niczego, dzięki czemu chciałbym kupić cały flakon. W otwarciu dostajemy świeżo-chemiczno-drzewny aromat którego nie jestem w stanie jednoznacznie określić. Nie jest to świeżość prania, a bardziej taka metaliczno-chłodna znana z Sauvage. Później wychodzi drzewno-przyprawowa nuta bardzo podobna do tej z Bleu de Chanel i gdybym nie wiedział, że to Dior, powiedziałbym że to jakiś jego "wannabe" klon, który BdC nie dorasta do pięt. Po dwóch godzinach zostało "coś", co ma przypominać drewno. Zgaduję, że to wynik połączenia wetywerii z cashmeranem (to taka molekuła wynaleziona w latach 70. obecna m.in w Encre Noire). Po trzech, może czterech godzinach przestaję go czuć już w ogóle, pomimo tego, że inni dalej go czują. Nie wiem, czy to problem z moją skórą, czy zbyt szybko się do niego przyzwyczajam. Otwarcie dolatuje do mojego nosa dość intensywnie, a po ok. 30 minutach muszę szorować nosem po nadgarstku. Testowałem przy okazji inne zapachy, a Interlude i Lyric od Amouage dalej mnie duszą jak wściekłe, więc wykluczyłem opcję "popsutego" węchu. Doczytałem jego skład, może to wina ISO e super (znanego m.in. z Molecule 01), który to dla mojego nosa jest niemal transparentny. Moja dziewczyna twierdzi, że dość dobrze wyczuwa go po 6h od aplikacji, kiedy ja nawet nie zdaję sobie sprawy z jego istnienia. Biorąc to wszystko pod uwagę ciężko mi jednoznacznie określić jego trwałość. Projekcja jest natomiast całkiem nieduża, jak zwykle spytałem kilku osób z mojego otoczenia o opinię na ten temat i wszyscy musieli się przybliżyć dość znacznie żeby go poczuć. Aplikowałem tyle co zwykle, czyli 2 strzały na kark.

    Typowymi odbiorcami nowej kreacji Diora będą ludzie, którzy perfum używają rzadko, dla których "dobry" zapach to zapach świeży i nienarzucający się.

    Jest jeszcze jeden aspekt o którym muszę wspomnieć. Starsze wersje Homme i Homme Intense to zapachy dość naturalne, a nowa wersja jest do bólu syntetyczna. Ten poziom syntetyczności rozumiem i akceptuję w perfumach w przedziale 50-100zł, bo w tej cenie na czymś trzeba było oszczędzić. Nie boję się stwierdzić, że nowy Homme pachnie po prostu tanio i nieco tandetnie, a gdyby ktoś mi powiedział, że to klon Bleu de Chanel od Yves de Sistelle za 60zł, nie podawałbym tej informacji pod wątpliwość.

    Najpierw dostajemy Sauvage, który jest zlepkiem wszystkiego co popularne, jednak może się podobać. Następnie jego fatalny flanker Sauvage Parfum. Później Homme Sport 2017, który już nawet nie ma irysa w składzie, zamiast tego dostajmy kosz sztucznych owoców. Najwyrażniej marka znów zmierza tym samym kierunku co 20 lat temu. Byle dużo, byle jak, byle się sprzedawało...

    Czy nowy Homme ma jakieś zalety? Tak, zdecydowanie na plus idzie design flakonu, który podoba mi się znacznie bardziej niż poprzednie.

    Podsumowując - Od tej marki oczekiwałem znacznie więcej. Dior Homme 2020 to definicja nijakości, zapach zrodzony w laboratorium, obliczony na jak największy zysk. Nie jest on dziełem sztuki, a chłodnej kalkulacji.

    Znalazła się jednak szczęśliwa informacja. "Stara" formuła nie została w pełni zastąpiona i sprzedawana będzie pod nazwą Dior Homme Original. Nie wiadomo tylko, jak długo.

    Typ: woody
    Zapach: 5/10
    Trwałość: ?/10
    Projekcja: 3/10
    Oryginalność: 0/10
    Popularność: ?/10
    Komplementy: ?/10
    Podobne zapachy: Dior Homme Sport 2017, Bleu de Chanel EdT, Dior Sauvage, Prada Luna Rossa
    Cena: ok. 420 zł za 100 ml

    tl;dr

    pokaż spoiler Pierwszy zapach Diora od wielu lat o którym mogę powiedzieć "nic nie wnoszący". W tym klimacie polecam Cyrus Writer, który jest mniej syntetyczny i ma lepsze parametry, a w cenie 100ml Homme kupicie grubo ponad 500ml Writera.
    pokaż całość

    źródło: images89.fotosik.pl

  •  

    #perfumy #sotd
    Dzień dobry. Proszę pochwalić się, czym dziś pachniecie ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Ja dziś odebrałem flakon Rochas L'Homme i muszę Wam powiedzieć, że to chyba najlepszy zapach mainstreamowy jaki znam ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    źródło: i.ytimg.com

  •  

    #banki #firma #pytanie #programista15k #programowanie
    Hej Mirki, czy komuś z Was udało się założyć profil zaufany na firmę za pomocą alior banku korzystając z konta Business Pro? Od dobrych 15. minut szukam możliwości autentykacji, ale nie widzę nic takiego.

  •  

    #perfumy #chwalesie
    Wspaniały to był drop, nie zapomnę go nigdy ( ͡° ͜ʖ ͡°) Notino tak potężnie zaszalało, że aż żal było nie brać. A Wam udało się coś ustrzelić?

    źródło: IMG_20200424_101327.jpg

  •  

    #perfumy
    Hej mirki. Trafiłem na dość ciekawy przypadek i nie mam pomysłu, co z tym zrobić. Otóż kupiłem sobie setkę VUI ze strony aleperfumeria.pl, ale pudełko od niego mi się nie podoba. Mam Uomo, ale ma on mniejsze logo Valentino na przodzie. Czy ktoś kto ostatnio kupował może mi zrobić legitcheck?

    źródło: IMG_20200424_103348.jpg

  •  

    #perfumy
    Przy okazji moich zbyt dużych zakupów na notino, dostałem mnóstwo różnych próbek. Dwie z nich szczególnie przykuły moją uwagę.

    Carolina Herrera Bad Boy. Tutaj już na wstępie dostajemy plaskacza. Nazwa wprowadza w błąd, bo to słodziaczek, a nie żaden bedboj. Druga sprawa, że znam niemal identyczny zapach, tyle że wypuszczony wiele lat wcześniej, a przy okazji ZNACZNIE tańszy. Axe Dark Temptation. Parametry mają podobne...

    Armani Acqua di Gio Absolu, czyli jak popsuć naprawdę fajny zapach. Podstwową wersję lubię, nie jest jakaś niesamowita, ale nadaje się na lato i przyjemnie się nosi, wersja profumo jest świetna, ale tutaj niestety coś nie zagrało i mi on pachnie skondensowanymi chemikaliami gospodarczymi do mycia podłóg. Fuj.

    Czekam jeszcze na dwie paczki, więc jeszcze sporo będzie do przetestowania ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    pokaż całość

  •  

    104/100 #100perfum #perfumy

    Prada L'homme Water Splash (2019, EdT)

    Chciałbym Wam przedstawić dziwacznego flankera Prady L'Homme. Nazwa "Water Splash" sugeruje, że mamy do czynienia z zapachem wodnym. Nie mam pojęcia, czemu zdecydowali się na taką nazwę, ponieważ w składzie nie ma ani jednej nuty wodnej. Mogli go po prostu nazwać "Cologne" jak każdy inny, normalny producent, jednak trzeba pamiętać, że za marketing marki odpowiadają Włosi. Pracuję z Włochami na co dzień i wiem, że mają oni dość specyficzne podejście do życia. Proces wymyślania nazwy dla tego zapachu w ichniejszym makaroniarskim sztabie marketingu wyobrażam sobie tak:
    -Ej, Giuseppe, jak nazwiemy naszą nową, świeżą odmianę L'homme na lato? L'Homme cologne?
    -Luigi, czy to jest woda kolońska?
    -No... nie.
    -Cazzo, postaraj się bardziej.
    -Coś z wodą... Woda płynie, leje się... chlapie... Chlapnięcie wodą!

    -Zielony Mario, jeszcze będą z ciebie ludzie! (i tutaj wyobraźcie sobie charakterystyczny włoski gest dłonią)

    Wprowadzająca w błąd nazwa dumnie pręży się na flakonie równie gustownym, co karton amareny. Cała seria L'homme wygląda prestiżowo, a Water Splasha wstyd jest postawić na półce. Projektanci za niego odpowiedzialni raczej nie dostali premii w tamtym roku.

    Zdążyłem się już przyczepić do nazwy i flakonu, a nie wspomniałem prawie nic o samym zapachu, bo co do niego akurat nie mam zastrzeżeń. Jeżeli nie przeszkadzają Wam te drobne mankamenty, jest to świetna propozycja na lato.

    Otwarcie jest... dziwne, postaram się opisać je skojarzeniami. W otwarciu znajdziemy połączenie czystości, świeżego prania i bukietu irysów. Efekt czystego prania uzyskano dzięki obecności neroli, czyli kwiatu gorzkiej pomarańczy, który to stał się ostatnio wyjątkowo popularny. Sam zapach pomimo dominującego akordu irysa znacznie różni się od pierwowzoru. W kolejnej i już ostatniej fazie, gdy ulecą wszystkie cytrusowe akordy, zostaje baza znana nam z L'homme połączona z imbirem, który dodaje efekt czystości. Zwykły L'homme męczył mnie latem okrutnie, ale ten wydaje się być idealny. Dużo tutaj porównań do L'homme, bo to jego flanker, jednak ta znaczna różnica między nimi polega na tym, że w Water Splash zabrakło tego "czynnika seksowności". Czegoś, za co łapie niezliczone ilości komplementów. Water Splash jest po zapachem dobrym, ale do świetnego jednak mu dość daleko.

    Jego parametry są świetne. Serio. Kupując go spodziewałem się "rozwodnionej" wersji L'homme, jednak na mojej skórze ma on nawet lepsze parametry niż podstawka. Po aplikacji siedzi 8-10h i projektuje naprawdę mocno, więc trzy strzały na kark zrobią robotę.

    Dostajemy 150ml zapachu o lepszych parametrach niż wersja podstawowa, za którą trzeba zapłacić nawet więcej. Jeżeli jesteście fanami irysa i świeżych zapachów na lato, będzie to naprawdę dobry wybór.

    Typ: Woody Spicy
    Zapach: 7/10
    Trwałość: 8/10
    Projekcja: 8/10
    Oryginalność: 2/10
    Popularność: 5/10
    Komplementy: 9/10
    Podobne zapachy: Prada L'homme L'eau, Prada L'homme

    Cena: od 180zł za tester 150ml

    tl;dr

    pokaż spoiler "Czystsza" i bardziej świeża wersja Prady L'homme idealna na lato. Jeżeli nie przeszkadza wam flakon, to można brać w ciemno.
    pokaż całość

    źródło: IMG_20200419_153217 - Copy.jpg

  •  

    Minęły już ponad dwa miesiące od ostatniego wpisu na tagu #100perfum. Nudzi mi się w pracy więc uznałem, że tymczasowo reaktywuję tag i wrzucę jeszcze kilka wpisów. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    103/100 #perfumy #100perfum

    Amouage Lyric Man (2008, EdP)

    Kojarzycie fenomen jakim są artyści jednego przeboju? Na wieść o tym przypomina mi się pasta o Krzysztofie Krawczyku i jego nienawiści do zespołu Rotary, którego hit "Na jednej z dzikich plaż" dalej przypisywany jest grupie Myslovitz. Podobnego kalibru artystą jest człowiek odpowiedzialny za opisywany dziś zapach. Lyric jest pierwszym dziełem Daniela Visentina i ostatnim tak popularnym. W całej swojej karierze wydał 3 zapachy.

    Męskich perfum z dominującym akordem róży jest naprawdę niewiele, jako że jest to jeden z tych "niemęskich" składników. Najczęściej pojawia się ona połączona z oudem w arabskich śmierdziuchach, albo składnik towarzyszący.
    Lyrica poznałem jakieś 8 lat temu, gdy dostałem jego próbkę przy okazji innego zamówienia. Jeszcze wtedy nie umiałem go docenić. Po otwarciu niczym z odświeżacza Ambi Pur uznałem, że to nic ciekawego i przez wiele lat próbka spoczywała na dnie kartonu. Jakiś rok temu, gdy odwiedzałem pewną warszawską perfumerię, strzeliłem sobie jeden psik na bloter i schowałem do kieszeni. Gdy już wróciłem z delegacji kilka godzin później, poczułem jakiś nieznany zapach, który to baardzo mi się spodobał. Obwąchałem kurtkę i ogarnąłem wtedy, że do kieszonki na piersi schowałem bloter z Lirykiem. Przez te kilka godzin zmienił się nie do poznania. Zapach Ambi Pura przekształcił się w dzieło sztuki. Szybko zszedłem do piwnicy, odkopałem próbkę i jeszcze raz go przetestowałem, tym razem jednak dałem mu trochę czasu na rozwinięcie się. Następnego dnia zaopatrzyłem się w cały flakon.

    Liryk jest zapachem inspirującym do pisania wierszy, obserwowania zachodu słońca, oglądania rozgwieżdżonego nieba, wieczornej przejażdżki bez celu. Jest w nim coś wyjątkowego. Coś, co dodaje nutkę romantyzmu nawet do zwykłych chwil.
    Nie ma drugich perfum, które wprawiałyby mnie w podobny nastrój. Cała jego kompozycja obraca się wokół różanego akordu, który towarzyszy nam od początku do końca trwania zapachu na skórze.

    Na otwarciu dostajemy różane "mydełko", czuć tu głównie połączenie róży z cytrusami. Kojarzy mi się troche z jakimś odświeżaczem do pomieszczeń. Na szczęście ta faza przemija bardzo szybko i przechodzimy do czegoś ciekawszego.
    Kolejna jest już znacznie lepsza. Róża dalej dominuje, ulatują lekkie, cytrusowe nuty. Pojawiają się piżmo, kadzidło i szafran. Po dwóch godzinach, gdy już wszystkie "świeże" nuty ulatują, na skórze zostaje ta najprzyjemniejsza część. Ciężko mi powiedzieć, co znajduje się w drydownie. Na pewno jest tu róża i szafran.

    Jego trwałość jest legendarna. Na nadgarstek poleciał jeden "strzał" o 23 po kąpieli, o godzinie 20 dnia kolejnego dalej czułem go bez szorowania nosem po nadgarstku. Trudno się go pozbyć z ubrań, jest wyczuwalny nawet po praniu.
    Projekcja jest niewiele mniejsza niż ta w "atomowym" Interlude, jednak z uwagi na kwiatowy i całkiem świeży charakter zapachu, nie dusi aż tak bardzo. Aplikacja w postaci dwóch strzałów w okolice karku robi robotę na cały dzień,
    ale lepiej stosować go na godzinę przed wyjściem gdziekolwiek.

    To zdecydowanie zapach całoroczny, jednak moim zdaniem powinien być noszony nocą lub na randki. Przez wielu uznawany jest za zbyt damski, bo róża i w ogóle zbyt mydlany. Wszyscy przecież wiedzą, że prawdziwy samiec alfa powinien pachnieć potem i szlugami. Niestety w tej beczce miodu znalazła się łyżka dziegciu. Ten zapach to na mnie loteria. Raz układa się bardzo męsko, a raz przypomina mi... Aliena od Muglera, czyli wypada zdecydowanie damsko.

    Opisywałem Lyrica Limited Edition z 2014r. Zdjęcie które wrzucam jest mojego autorstwa. Doskonale uwieczniłem na nim to, że fotograf ze mnie żaden. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Zostawiam Was samych z tym tekstem, a niżej umieszczam jeszcze pewną słynną fraszkę.

    pokaż spoiler Lambert, Lambert, ty chuju. #pdk


    Typ: Oriental Spicy
    Zapach: 9/10
    Trwałość: 10/10
    Projekcja: 9.5/10
    Oryginalność: 9/10
    Komplementy: 4/10
    Podobne zapachy: ?
    Cena: 600zł/100ml

    tl;dr

    pokaż spoiler Zapach mydła różanego o rzadko spotykanych parametrach użytkowych. Idealny dla hazardzistów. Nigdy nie wiesz, jak się ułoży na skórze.
    pokaż całość

    źródło: amłażyk taki fajny.jpg

  •  

    Hej mirki, jakiś kodzik jest teraz aktywny na e-glamour? ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #perfumy

  •  

    102/100 #100perfum #perfumy

    Byredo Bal d'Afrique (2009, EdP)
    Nie wiem, czy zauważyliście, ale ostatnio pod tagiem zrobiło sie nieco mniej przeróżnego spamu. Już po oficjalnym zakończeniu serii, tag stał się autorski. Lepiej późno, niż wcale, prawda? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Na markę Byredo natknąłem się dość dawno temu, niemal na początku mojej przygody z perfumami. Był rok 2011. W pewnym sklepiku z próbkami, którego byłem stałym bywalcem, zauważyłem kilka droższych próbek niż te standardowe Bvlgari, Diory i inne Davidoffy. Zaciekawiły mnie. W ich sklad wchodziły zapachy od Byredo, The Different Company i chyba jeszcze Penhaligon's. Za kasę uzbieraną na korepetycjach zakupiłem sobie kilka różnych. Na pierwszy ogień poszedł M/Mink od Byredo i tego dnia miałem już dość testowania nowych zapachów. Wiele smrodów poznałem. Animalne nuty z oudem, zapach taniej, cytrusowej kostki do kibla z delikatną nutą moczu, a i nawet zapach gnijących liści i pleśni to przy tym nic strasznego. M/Mink sprawił mi taką traumę, że przez bardzo wiele lat marka Byredo była w moich oczach takim winem Amarena, tylko nie w kartonie. a luksusowej kryształowej karafce za 500$. Nawet nie wiecie, jak bardzo się myliłem. Ostatnio kolega namówił mnie do przetestowania kilku zapachów od Byredo, lecz tym razem tych lepszych. Powoli zacząłem się przekonywać, że tak w sumie to nie ma dramatu i warto dać im szansę. Pewnego pięknego wieczora mireczek @SnoobDuog pokazał mi jednak bohatera dzisiejszego wpisu. Na początku obaj stwierdziliśmy, że jest całkiem spoko, tylko projekcja taka sobie i mogłoby być lepiej. Po dwóch godzinach byłem pewien, że biorę dla siebie flakon. Tak mi on bardzo podszedł, że zacząłem go ostatnio używać na co dzień do biura.

    Przejdźmy w końcu do rzeczy. Jak to pachnie? Moja mama powiedziała, że pachnie jej jak karmelki, ale takie mniej słodkie. No w sumie to mogę się po części z nią zgodzić, jest w nim taka dość dobrze wyczuwalna nuta karmelków. To jeden z tych zapachów, przy których mam ogromny problem, bo nie jestem w stanie powiedzieć co jest w jego składzie bez zaglądania do spisu nut zapachowych. Jest to opis tak prosty, że aż prostacki, a ten zapach zasługuje na coś więcej. Uwagę w składzie przykuwają głównie cytryna almafi i kwiat afrykańskiej pomarańczy. Głównie te dwa skladniki odpowiadają za unikatowy charakter Bal d'Afrique. W tle mamy nieco ostrą, ziołową nutę która wynika z połączenia wetiwerii i nagietka. Kompozycja jest niesamowita. Ten zapach poprawia mi nastrój, przez cały czas noszenia go na sobie walczę z chęcią nieustannego szorowania nosem po nadgarstku, na który padło kilka jego kropel. Tym razem nie jest to zapach "trudny", do którego poczujecie albo miłość, albo nienawiść. Bala polubią niemal wszyscy.

    Nosi się go wspaniale, pasuje do każdego ubioru i okazji, dodatkowo jego niewielka projekcja jest w wielu sytuacjach potężnym atutem - nie narzuca się otoczeniu, więc waszym współpracownikom na OŁPENSPEJSIE nie wypali nozdrzy. Przy okazji - to ten słynny crowdpleaser. Nikt nie będzie jęczał, że pachniecie śmiercią, zgliszczami i innymi palonymi wioskami. Moim zdaniem jest to zapach na ciepłe dni.

    Cóż, pomimo tego, że zapach w moim odczuciu jest naprawdę wspaniały, wspomnieć też trzeba o jego dość mocno przeciętnej trwałości. Na skórze siedzi 5-6 godzin, projektuje dość delikatnie przez jakieś 3-4. Jeżeli patrzeć na relację parametry/cena, będzie to prawdziwy bandytyzm i rozbój w biały dzień.

    Od momentu gdy zacząłem go nosić, bardzo wiele osób pytało mnie o ten zapach. Póki co zebrałem za niego same komplementy i ani jednego dissa.

    Pomimo kiepskich parametrów zdecydowałem się kupić 100ml flakon, bo jest tego wart. Namiętnie psikam się nim od prawie trzech tygodni i dalej mi się nie znudził. Zima to zły czas dla tego typu zapachów, dlatego też nie mogę sie doczekać lata. Każdemu polecam wziąć chociaż 1ml tego cuda w próbce.

    PS. Pozbywam się powoli części swoich odlewek i flakonów, jakby ktoś chciał coś ode mnie odkupić to PW.

    Typ: Woody Spicy
    Zapach: 9.5/10
    Trwałość: 6/10
    Projekcja: 5/10
    Oryginalność: 8/10
    Komplementy: 10/10
    Podobne zapachy: ?
    Cena: 650zł za 100ml

    tl;dr

    pokaż spoiler Wspaniały zapach we flakonie jak od lakieru do paznokci. Słodkawy, rześki i w opór niecodzienny, ale łatwy w odbiorze.
    pokaż całość

    źródło: fimgs.net

  •  

    #programista15k
    @Moderacja gdzie mogę zgłosić Wam buga i ewentualne jego rozwiązanie? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

  •  

    #perfumy
    Hej Mirki. Wystawiam swój pierwszy "stragan" na mirko. Do zaoferowania mam gotowe dekanty i flakony z mojej kolekcji, które sprzedaje z różnych powodów, mniej więcej po cenach zakupu minus ubytek. Cały zarobek pójdzie na nowe zapachy ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Dekanty:

    Amouage Memoir Man 10ml 60zł
    YSL La nuit de L'Homme 8ml 2015r 16zł
    Chanel Allure pour Homme 18ml 2017r 61zł
    Chanel Allure pour Homme Extreme 20ml 84zł
    Chanel Egoiste Pour Homme 9ml 26zł
    Francis Kurkdjian Baccarat Rouge 540 EdP 10ml 95zł
    Frapin 1270 9ml 45zł
    Amouage Sunshine 5ml 30zł
    Creed Original Vetiver 9ml 63zł

    Flakony:

    Abercrombie & Fitch First Instinct Extreme 49/50ml 80zł
    Roja Scandal Pour Homme Parfum Cologne 29/100ml 340zł

    Do ceny dekantu/flakonu doliczcie szip paczkomatem 14zł, ale istnieje też możliwość odbioru osobistego w Łodzi.
    pokaż całość

  •  

    101/100 #100perfum #perfumy

    M. Micallef Emir (2010, EdP)
    Hej Mirki. Dawno mnie tu nie było ( ͡° ͜ʖ ͡°) Zauważyłem, że ostatnio na tagu nie za bardzo jest co czytać, więc uznałem, że wrzucę skromną recenzję.

    Dziś biorę na warsztat mój ulubiony zapach od M. Micallef. Sama nazwa niemal idealnie oddaje jego klimat. Emir oferuje nam arabski przepych w najlepszym wydaniu ze szczyptą finezji europejskich tworów. Znajdziemy w nim rzadko spotykane połączenie rześkich cytrusów z oudem i geranium. Wbrew wszelkim pozorom - to połączenie jest naprawdę genialne.
    Często spotykałem się z opiniami, że jego otwarcie pachnie niczym miejska toaleta. Brzmi znajomo? Został też szybko okrzyknięty mianem arabskiego Kourosa! Jedni go pokochają, inni znienawidzą.

    Do biura się zdecydowanie nie nadaje. Emir niemal krzyczy "BOOOOGACTWO CZĘŚĆ GŁÓWNA SKUUUUHWYSYNY. TO JEST MÓJ BU... ZAPACH". Ubierając go oznajmiamy otoczeniu: "TAK BĘDĘ JEŹDZIŁ NA WASZYCH GARBACH".

    Mój pierwszy kontakt z nim też nie był najlepszy - ot jakiś dziwny arab z nutami cywetu czy innego "szaletowego" aromatu. Dałem mu szansę i zrobiłem globala.
    To był strzał w dziesiątkę. Po dwóch godzinach jest już naprawdę świetnie, dziwne nuty rodem z toalety publicznej przerodziły się w przepiękny orientalny aromat.
    Cała jego kompozycja kręci się wokół oudu, geranium i pieprzu, a zapach jest wytrawny i zdecydowanie męski.

    Otwiera się on takim zapachem marmolady dzięki słodkawemu aromatowi geranium i cytrusom. Później jest coraz ciężej, słodkie nuty ulatują i zostaje oud, pieprz, paczula i inne grobowe klimaty. Po kilku godzinach pachnie niczym ekstrakt z Clinta Eastwooda, idealnie męski, surowy i szorstki.

    Trwałość u mnie jest aż do zmycia przy solidnej projekcji na jakieś 2m.

    Nie jest to zapach dla każdego, jak już pisałem. Nie zbiera komplementów, kobiety nie wskakują dzięki niemu do łóżka, a często i dissa się wyłapie, jednak jest on jedyny w swoim rodzaju i nie da się pomylić z niczym innym.
    Świetnie mi się go nosi, szczególnie gdy jest tak zimno na zewnątrz. To kolejny z zapachów "must know" dla bardziej zainteresowanych perfumiarstwem.

    Kurde, wyszedłem z wprawy i znów nad wpisem siedziałem ponad godzinę. Ale ten czas szybko leci.

    PS. Flakon aż ocieka bogactwem ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Typ: Woody Spicy
    Zapach: 9.5/10
    Trwałość: 10/10
    Projekcja: 7/10
    Oryginalność: 10/10
    Komplementy: 3/10
    Podobne zapachy: Roja Dove Aoud
    Cena: 400zł za 100ml

    tl;dr

    pokaż spoiler Aromat arabskiego księcia na wyciągnięcie ręki nawet dla tych, którzy nie posiadają za domem złóż ropy naftowej.
    pokaż całość

    źródło: fimgs.net

  •  

    #perfumy

    Widzę, że wszyscy tutaj są dość optymistycznie nastawieni jeśli chodzi o Amouage Portrayal, ale jest to bardzo specyficzny zapach i nie każdy go polubi. Pachnie on tak, jakbyśmy wycięli z Fahrenheita otwarcie, wzmocnili je tak ze 2 razy zostawiając głównie nuty benzyny, dodali nieco jałowca i efekt naszej pracy zamknęli w gustownym flakonie. Promka jest spoko, ale w ciemno flakonu nie bierzcie.

  •  

    100/100 #100perfum #perfumy

    Brutal Classic (okolice 1970, EdC)
    Pamiętam łzy goryczy, gdy seria Mireczka @dr_love nie zakończyła się recenzją BRUTALA. Ja tego błędu nie popełnię.

    Brutal to przykład zapachu z grupy zapachów trawiastych, trochę zielonych: kumaryna, wetiweria, lawenda, bergamotka. Tak jak byśmy wąchali mężczyzne 30+ lat temu. Klasyka #pdk. My tutaj #heheszki ale ta pasta pokrywa się z rzeczywistością w tym przypadku.

    Zacznę od pewnego cytatu. W taki sposób Brutal był niegdyś reklamowany:
    „Emancypacja kobiet jest mrzonką, próbą ucieczki przed naturą, odrzuceniem dominacji mężczyzny nad płcią piękną, sztucznym przeobrażeniem świata (...). Nawet na stanowisku kierowniczym niewiasta wzdycha, przyglądając się mężczyźnie dobrze zbudowanemu, o szorstkim sposobie bycia. Uwielbienie dla ogłady znika, gdy pojawia się zdecydowanie, brutalność".
    Gdyby ktoś w dzisiejszych czasach taką reklamę wypuścił, kwik wszystkich feministycznych organizacji słychać by było na całym świecie, a ja udałbym się bez wahania po swój własny flakon Brutala, bo jestem fanem sztuki trollingu. Widocznie "męskość" stała się passé.

    Firma Miraculum istniała na Polskim rynku od 1924 roku. Jeżeli kojarzycie zapachy Pani Walewska, czy choćby Wars, to już wiecie, kto je produkował. W roku 2014 zostali wykupieni przez La Rive - producenta budżetowych "inspiracji". Obecnie Brutal wychodzi pod szyldem La Rive.

    Brutalem pachniał mój dziadek, pachniał nim również mój ojciec. Od kiedy tylko pamiętam, przynajmniej jeden jego flakon stał na półce z kosmetykami w moim domu, więc można uznać, że znam go od dziecka.
    Nihiliści go nienawidzą, bo gdyby nie on, prawdopodobnie połowa z nas w ogóle by się nie urodziła. Sam posiadam zarówno kolońską wersją Classic, dezodorant, jak i taką bajerancką z atomizerem wersję Intense. Tak, Brutal doczekał się też modnej wersji Intense. Następną wersją będzie Extrait de Parfum, której jedna kropla spowoduje skażenie w promieniu 2km od miejsca aplikacji.
    Wiele o nim można powiedzieć, jednak nie jest to zwykły przeciętniak. Przeciętne zapachy to w moim rozumieniu zapachy "prania", czyli świeże, niczym nie wyróżniające się. Wiele osób powiedziało mi, że jest to zapach "dziada", ale też kilka komplementów dostałem. Jego odbiór przez otoczenie jest dość losowy. Jedno jest pewne - trzeba mieć COJONES, żeby go nosić i przyjmować na klatę zarówno komplementy, jak i dissy. Większości Polaków kojarzy się on jednak z czasami PRLu, kiedy to Old Spice był objawieniem, a na każdym skrzyżowaniu stał przynajmniej jeden kiosk Ruchu, gdzie Brutala dało się za niewielką cenę kupić. Teraz mamy całe zatrzęsienie metroseksualnych pachnidełek, które to z powodzeniem podbijają rynek.

    Teraz o samym zapachu - jedni go kochają, inni patrzą z sentymentem, a jeszcze inni nienawidzą. Ja go lubię - jest jednoznacznie męski, co obecnie rzadko się zdarza. Moim zdaniem jest to całkiem solidna, choć mocno dziadkowa kompozycja. W otwarciu dostajemy aromat niczym z salonu barberskiego. Od zawsze przypominał mi inny zapach, który już znałem - Aramis Aramis. Na pierwszy plan wychodzi mech dębowy z lawendą i trawą. Po dwudziestu minutach czuję tu już głównie goździki, lawendę, mech dębowy i wetywerię, jednak naprawdę ciężko było poznać "co jest co", bo jakość składników - delikatnie ujmując - nie powala. Ta faza utrzymuje się już do końca jego życia na skórze.

    Trwałość to 4-5h przy dość solidnej projekcji przez 2h.

    Wraca moda na zapachy w stylu retro, więc może i taki Brutal wróci do łask. Od przynajmniej kilku lat nie czułem go na nikim innym. Jest znacznie bardziej wyjątkowy niż jakikolwiek zapach od Paco Rabanne czy Lacoste.

    Dobrnęliśmy do końca. Może jeszcze w przyszłości będę coś wrzucać, gdy będę miał tą słynną "wenę".

    Dziękuję zarówno za wszystkie komentarze pozytywne, jak i też "pociski" tych, którzy się z moimi wpisami nie zgadzali.

    Typ: aromatic FOUGERE
    Zapach: 6.5/10
    Trwałość: 5/10
    Projekcja: 7/10
    Oryginalność: 5/10
    Komplementy: 4/10
    Podobne zapachy: Aramis Aramis
    Cena: 10zł za 100ml
    pokaż całość

    źródło: vice-images.vice.com

    +: bobsynek, k.....z +336 innych
  •  

    99/100 #100perfum #perfumy

    Amouage Dia Pour Homme (2002, EdP)
    Dziś postaram się oddać hołd zapachowi, który towarzyszy mi od bardzo wielu lat. To mój numer 1 wśród perfum i Signature Scent z którym większość ludzi mnie kojarzy. Pomimo tego, że doskonale znam każdą jego nutę, bardzo trudno było mi coś o nim napisać.

    Amouage to arabska marka specjalizująca się w zapachach o mocno orientalnych akcentach. Na rynek wypuściła między innymi takiego sztosa jak Interlude, który posiada moc bomby atomowej i anihiluje każdy inny aromat w swoim otoczeniu.
    W wielu przypadkach ten orient jest podany w barokowy sposób - niemal bez umiaru i wyważenia, przytłacza swoją obecnością. Dia to zupełnie inna bajka. Znajdziemy tu klimat dalekiego wschodu podany w sposób minimalistyczny, nienarzucający się nikomu. W linii zapachów Amouage jest niczym czarnoskóry w Polsce. Gdybym nie wiedział, że wypuściła go ta marka, to w życiu bym tego nie zgadł.

    Mam takie dość dziwne porównanie, które pomoże zobrazować jego geniusz. Dia jest jak wizyta w najznamienitszej restauracji, w której kupujemy pakiet kilku dań. Każde danie przynoszone jest nam na złotej tacy przez gustownie ubranego kelnera i gwarantuje niesamowite doznania smakowe. Tutaj daniami są zestawy różnych składników.
    Ma kilka faz, które płynnie następują po sobie. Na mnie w otwarciu wychodzi głównie ziemna wetyweria, kadzidło i peonia. Po godzinie czuję głównie wetywerię ze śliwką. Kolejna faza jest już cięższa, do wetywerii i kadzidla dołączają nuty skóry i paczuli. Czuję w nim wręcz fanatyczny perfekcjonizm. Każda faza jest IDEALNIE zbalansowana i lepsza od poprzedniej.
    Wielu twierdzi, że to najbardziej "europejski" zapach od Amouage i po części mogę się z tym zgodzić. Gdyby ktoś zapytał mnie, jak wyobrażam sobie zapach o nazwie "Brutal", wskazałbym właśnie Dia. Jest surowy, wyjątkowo męski, nie ma w nim słodkości. Na mojej dziewczynie jednak pachnie on zupełnie inaczej. Przez większość czasu czuję na niej peonie i śliwki, a sam zapach przybiera dość kobiecą formę. Dziwna sprawa.

    Niestety przeszedł reformulację, która zmniejszyła jego trwałość i projekcję. Wersja z 2004 roku projektuje 2x mocniej, niż te produkowane po 2011 roku. Całe szczęście nie majstrowali przy samym zapachu. Obecnie na skórze trzyma ok 6h przy bardzo umiarkowanej projekcji.

    Dia jest mistrzem uniwersalności. Pasuje zarówno na dzień, jak i na wieczór, a jego delikatna projekcja nie przeszkadza nawet w upały. Najlepiej jednak radzi sobie wiosną. Pachnie bardzo dojrzale, więc nie każdemu się spodoba.

    Cała ta recenzja jest w sumie zlepkiem różnych moich przemyśleń na temat tego zapachu. Podsumowując wszystkie wątki - to jest moim zdaniem najlepszy zapach od Amouage i wielce niedoceniane perfumiarskie arcydzieło. Nie wyobrażam sobie życia bez niego.

    Pewien człowiek o nicku ColinM na parfumo.net opisał go moim zdaniem znacznie lepiej, wrzucę jeszcze jego recenzję w komentarzu. Dziś wieczorem będzie jeszcze jeden wpis, więc bądźcie gotowi.

    PS. Zdjęcie zrobiłem już dłuższy czas temu, ale strasznie mi się spodobało. Ta sceneria idealnie do niego pasuje.

    Dla wersji z 2004r.:
    Typ: woody floral musk
    Zapach: 11/10
    Trwałość: 9/10
    Projekcja: 8/10

    Dla wersji po 2011r.:
    Typ: woody floral musk
    Zapach: 11/10
    Trwałość: 7/10
    Projekcja: 4/10
    Oryginalność: 10/10
    Komplementy: 6/10
    Podobne zapachy: ?
    Cena: ok. 600zł za 100ml

    tl;dr

    pokaż spoiler Dzieło sztuki, mój Signature Scent i wielka miłość zarazem.
    pokaż całość

    źródło: IMG_20191102_213758.jpg

  •  

    98/100 #100perfum #perfumy

    Narciso Rodriguez for Him Bleu Noir (2015, EdT)
    Dziś będzie kolejny uwielbiany przeze mnie zapach mainstreamowy, ale w zupełnie innym klimacie. W momencie, gdy poznałem Bleu Noir, marka Narciso Rodriguez była dla mnie niczym chiński producent koszulek, które da się kupić na lokalnych bazarach za worek ziemniaków. Dopiero jakieś dwa lata temu przyjrzałem się produktom spod tego szyldu. Okazało się, że mają BARDZO solidne portfolio. Za zapach For Him odpowiada sam Francis Kurkdjian! Nosem stojącym za ten flanker jest Sonia Constant, czyli również matka TF Noir Extreme uwielbianego przez wielu Mirków. Może w końcu coś o zapachu... Bleu Noir to nie jest nic odkrywczego, nie jest też jakimś objawieniem, klasykiem etc. Gdy go pierwszy raz poczułem, uznałem że pachnie on jak bukiet świeżo zerwanych z łąki fiołków wonnych i to był strzał w dziesiątkę. Przepiękny aromat fiołka wonnego to mój "zapach dzieciństwa".

    Czemu twierdzę, że to nic odkrywczego? Bo to ewidentna inspiracja zapachem Declaration od Cartiera, a w bazie czuć nieco niuanse ziemnej wetywerii z Terre d'Hermes. W otwarciu dostajemy połączenie kardamonu z cytrusową wetywerią i nutką piżma. To połączenie daje dziwny efekt zapachu fiołków wiosną. Jest też niestety dość syntetyczny. Mimo to, ma w sobie coś, co sprawia że nie mogę oderwać nosa od nadgarstka. Jest świetnie skomponowany. Declaration był dla mnie zbyt "czysty", sterylny. Terre natomiast jest trochę zbyt kwaśne i nie skradł mi serca. Tutaj dostajemy wszystko co najlepsze z obu tych zapachów, w niesamowicie eleganckim i dystyngowanym wydaniu.

    Trwałość i projekcja głowy nie urywają, siedzi jakieś 5-6h i projektuje na długość ramion przez 2h.

    Używam go cały rok, ale najlepiej sprawdza się wiosną. Pasuje do bardziej wyjściowego ubrania, pachnie przy tym bardzo nowocześnie i nawet dwudziestolatek będzie się w nim czuł świetnie.

    Jest to zapach-inspiracja, ma mocno przeciętne parametry i jest strasznie drogi w porównaniu do tego, co oferuje, ale wiecie co? Zupełnie mi to nie przeszkadza. Jego aromat jest jedyny w swoim rodzaju, odpala u mnie "nostalgiczną bombę" i po prostu uwielbiam go nosić pomimo jego wad. Sprawia, że jestem szczęśliwy i uśmiechnięty przez cały dzień. Ma "to coś", czego zawsze w perfumach szukałem. Gdybym miał zostawić sobie tylko 3 zapachy do końca życia, Bleu Noir byłby jednym z nich. Jest naprawdę przepiękny.

    Jutro PRAWDOPODOBNIE będą dwie recenzje. Opiszę Wam mój osobisty top 1 wśród perfum i coś, czego w ogóle się nie spodziewacie.

    Typ: Woody Spicy
    Zapach: 10/10
    Trwałość: 6/10
    Projekcja: 6/10
    Oryginalność: 5/10
    Komplementy: 10/10
    Podobne zapachy: Cartier Declaration
    Cena: ok. 180 zł za 100ml

    tl;dr

    pokaż spoiler Kolejny zapach, który uwielbiam.
    pokaż całość

    źródło: images.squarespace-cdn.com

  •  

    #perfumy
    Od samego rana śledziłem ceny zapachów które chciałem od dłuższego czasu kupić i liczyłem na to, że dziś przynajmniej ze dwie flaszki uda się wyrwać, ale w większości sklepów były dziś drożej niż przed "wielkimi promocjami"...

  •  

    97/100 #100perfum #perfumy

    Bvlgari Man In Black Essence (2017, EdP)
    Nie chciałem w ogóle recenzować tego zapachu, bo nie jest zbyt popularny, a jak wiadomo - mój wewnętrzny hipster nie pozwala mi używać popularnych zapachów.

    Seria prawie się kończy, więc czas powoli odkrywać jokery. Opisywałem już kiedyś Man in Black, jednak reformulacje ucięły mu jaja. Powstała wersja Intense, która to już zniknęła z półek, bo była wersją limitowaną jednak nie wprowadziła ona do zapachu nic nowego.Kwestią czasu było powstanie czegoś nowego, co miałoby lepsze parametry niż oryginał. I... stało się. W 2017 roku światło dzienne ujrzała wersja Essence. Przy okazji ma on jeden z najlepszych flakonów jakie widziałem. Prezentuje się znacznie lepiej, niż niejeden flakon ultradrogiej niszy. Jak już wspomniałem, wersja Intense była dosłownie mocniejszą wersją podstawki, wersja Essence jest niejako rozwinięciem wizji samego zapachu.
    Sama nazwa sugeruje, że zapach powinien być mroczny, jednak.. cóż nie tym razem. Wyobrażenie esencji "faceta w czerni" według Bvlgari dość potężnie rozmija się z moim. Mroczne zapachy to choćby Bvlgari Black, Lalique Encre Noire, Atramental Room 1015. Nie mają w sobie one nawet nutki słodyczy, są ciężkie i kojarzą się z cmentarzem. Podstawowa wersja MiB pachnie niczym słodki grzaniec na bazie rumu, w Essence do "zwykłych" przypraw dodano afrykańskie voodoo, czyli aromat hebanu i kakao, co czyni go jeszcze bardziej seksownym. Zbiera mnóstwo komplementów. Wiele osób porównuje go z V&R Spicebomb, co moim zdaniem jest zupełnie nietrafionym porównaniem. Spicebomb to też bomba syntetycznej słodyczy, której nie trawię. Tutaj słodycz jest świetnie zbalansowana i pomimo tego, że jest wyczuwalna, nie przeszkadza i nie mdli.

    Parametry ma na mojej skórze całkiem dobre. Osiem godzin na skórze przy dość potężnej projekcji to świetny wynik.

    Uwielbiam też jego niesamowitą uniwersalność. Idealnie nadaje się na co dzień. Sam używam go w chłodniejsze dni, moim zdaniem głównie jest to zapach na późną jesień i zimę, ale równie dobrze sprawdzał się w chłodne letnie wieczory.

    Zbiera dość mieszane recenzje od "perfumowych znawców", a bo trochę syntetyczny, a bo niby nic odkrywczego, a bo w sumie to nie podali dokładnego składu, a bo coś tam. Przewąchałem już od groma niesamowicie drogiej niszy, mam na swojej półce przynajmniej kilkanaście flakonów zapachów uważanych za perfumiarskie objawienie, najdoskonalsze z najdoskonalszych, a mimo to dalej uwielbiam ten zapach. Zadurzyłem się w nim do tego stopnia, że po dziś dzień zużyłem 2 flakony (a rzadko kiedy udaje mi się zmęczyć pięćdziesiątkę czegokolwiek) i posiadam jeszcze zapas kolejnych 6. na wypadek, gdyby go w końcu wycofali lub zreformułowali. To jeden z moich trzech Signature Scent'ów.

    Na koniec jeszcze mała ciekawostka. Producent oficjalnie nie podał jego składu, tylko jakieś bredne typu "NUTY DRZEWNE", jednak da się tu bez problemu wyczuć dodatek hebanu i kakao w porównaniu do "podstawki".

    Spójrzcie przy okazji na ten flakon. Czy nie wygląda on świetnie?

    Typ: Oriental
    Zapach: 10/10
    Trwałość: 8/10
    Projekcja: 8/10
    Oryginalność: 8/10
    Popularność: 1/10
    Komplementy: 10/10
    Podobne zapachy: Man In Black
    Cena: 200zł za 100ml

    tl;dr

    pokaż spoiler WSPANIAŁY przyprawowy zapach na co dzień. Uwielbiam go.
    pokaż całość

    źródło: shakarasquare.com

  •  

    96/100 #100perfum #perfumy

    Gucci Pour Homme (2003,EdT)
    Dziś nieco krótszy wpis, bo smuteczek mnie bierze na samą myśl i chcę jak najszybciej zapomnieć o tym traumatycznym przeżyciu, gdy uświadomiłem sobie, że zostały mi go może 2ml...

    Gucci to w ogóle dziwna marka jest. Wycofują doskonałe zapachy, a w ofercie dalej trzymają nudne do bólu niewypały. Dawno nieprodukowany klejnot od Gucci'ego to jeden z najlepszych mainstreamowych zapachów z którymi dane mi było obcować. Był tak dobry, że wielu niegdysiejszych perfumowych maniaków deklarowało "samobója", jeśli go wycofają. Była to też i moja miłość. Jakieś 15 lat temu używał go mój ojciec, a ja mu je namiętnie podbierałem. Gdy już byłem bardziej "świadomym" konsumentem perfum i dowiedziałem się o jego wycofaniu, to pękło mi serduszko. Zdjęto go z półek w okolicach 2010 roku, ale kupić można było jeszcze ostatnie flakony gdzieś do 2013. Jak mogli!? Ze trzy lata temu zużyłem do końca mój ostatni flakon...

    Przez wiele lat szukałem czegoś podobnego zarówno w niszy jak i w mainstreamie. Wszystko co znalazłem to jakieś "popierdółki". GPH był jedyny w swoim rodzaju. Pachnie jak świeżo ścięte drewno w lesie, na które ktoś wysypał wiadro popiołu, a wokół rozrzucił zmielony pieprz. Ubierając go można się poczuć jak prawdziwy drwal ociekający testosteronem.
    Na otwarciu dostajemy pieprz z kadzidłem, jest ono ostre i drażniące, nieco syntetyczne. Później dzieje się ta magia, z której jest znany. Są wióry ze świeżo ściętego drzewa, jest kadzidło, a w zasadzie popiół. To prawdziwy ekstrakt z charyzmy i testosteronu zamknięty w dość ascetycznym flakonie. Najlepsze jest to, że nie wyczuwam praktycznie nic oprócz wiórów, popiołu i pieprzu, a zapach ma w składzie ponad 25 składników!

    Parametry ma całkiem solidne, 8h na skórze z dość dobrą projekcją.

    Był to idealny zapach do świeżo wypranej koszuli i jeansów. Mi służył "na co dzień".

    Po latach wróciłem do małej jego próbki. Z obecnym doświadczeniem wiem już, że był nieco syntetyczny w otwarciu, jednak nigdy mi to nie przeszkadzało i dalej nie przeszkadza.
    Zanim zaczniecie go szukać, musicie mieć na uwadze że można go dorwać jedynie na aukcjach za absurdalne pieniądze, jednak nie łamcie się. Obecnie mamy jedynie jego namiastkę w postaci Bentleya for Men Absolute, jednak do oryginału dalej jest daleko. Chodzą jednak słuchy, że król powrócił w postaci zapachu Parle Moi de Parfum pod marką Papyrus Oud 71. To marka "własna" Michaela Almairaca - twórcy oryginału. PODOBNO jest nawet lepszy, niż oryginał, co jeszcze bardziej powoduje, że chcę go mieć. Niestety nie miałem jeszcze możliwości go przetestować, ale cały czas czekam na jakąś rozbiórkę.

    Typ: Woody Spicy
    Zapach: 10/10
    Trwałość: 8/10
    Projekcja: 7/10
    Oryginalność: 10/10
    Komplementy: 9/10
    Podobne zapachy: Bentley for Men Absolute, Comme des Garcons 2 Man, Papyrus Oud 71 - Parle Moi de Parfum
    Cena: ?

    tl;dr

    pokaż spoiler Legenda, której chyba nikomu na tagu nie muszę przedstawiać.
    pokaż całość

    źródło: i.pinimg.com

  •  

    95/100 #100perfum #perfumy

    Yves Saint Laurent Opium pour Homme Eau de Parfum (1995, EdP)
    Jak już Wam kiedyś wspominałem, najlepsze kąski zachowałem na koniec. Przedstawiam Wam Opium od Yves Saint Laurent. Markę już opisywałem nie raz, więc nie ma sensu się powtarzać.
    Gdy uświadomiłem sobie moje ciągoty do orientu, zacząłem szukać "perełek" z lat 90'. Po kilku godzinach intensywnego przeczesywania perfuforum znalazłem kilka propozycji, które chciałbym poznać.
    Był tam również jeden z najbardziej zachwalanych zapachów orientalnych na tej stronie - Opium Pour Homme. Kolejnego dnia wybrałem się do lokalnych "wąchalnii", a że 500m od mieszkania mam jedną z największych (albo nawet największą) galerii handlowych w Polsce, udałem się tam w wolnej chwili aby stanąć z klasykami "oko w oko".
    Chcąc uniknąc konfrontacji z namolnymi ekspedientkami twierdzącymi, że Armani Stronger With You to zapach człowieka sukcesu, ubrałem na siebie najbardziej obskurne i zmęczone życiem dresy jakie tylko znalazłem. Niestety mój lajfhack ma dość poważną wadę. Taki ubiór działa na ochroniarzy niczym tombak na cyganów.
    Od razu po powrocie z galerii włączyłem kąkuter i zakupiłem swój własny flakon Opium EdP. Moim zdaniem jest poważna różnica między wersjami EdP i EdT. Zdecydowanie bardziej wolę jednak EdP, moim zdaniem jest lepiej wyważony i ma o niebo lepszą trwałość. No i nie czuć tak bardzo anyżu...
    Opium to mainstreamowy zapach, który swoją kompozycją przebija większość superdrogich perfum niszowych. Jest przy okazji absolutnie unikatowy, nie znam niczego pachnącego podobnie. W otwarciu czuję głównie czarną porzeczkę z wanilią i anyżem, którego w perfumach ogólnie nie toleruję, jednak tutaj jest po prostu dopełnieniem kompozycji i nie przeszkadza.
    Ta faza jest średnio przyjemna, jednak później zaczyna sę magia. Trzeba dać mu trochę czasu. Po kilku godiznach ulatuje cierpka porzeczka i na skórze zostają głównie przyprawy. Całość jest wyjątkowo elegancka i nie będzie pasować do dresu. Jego trwałość i projekcja są powalające.
    Wiele osób twierdzi, że to zapach dla starszego mężczyzny. Moim zdaniem pachnie całkiem nowocześnie i sam często używam go na jakieś wyjścia zimową porą. Jedyne co mi się w nim nie podoba to flakon, który to wygląda dość... ascetycznie. Opium to pozycja obowiązkowa dla fanów orientu, jego po prostu nie wypada nie znać.

    Typ: Oriental Spicy
    Zapach: 10/10
    Trwałość: 10/10
    Projekcja: 9/10
    Oryginalność: 10/10
    Popularność: 1/10
    Komplementy: 7/10
    Podobne zapachy: Opium EdT
    Cena: 250zł za 50ml

    tl;dr

    pokaż spoiler Genialny orientalny zapach, jedyny w swoim rodzaju o niemal niespotykanych parametrach. Jeżeli zwiesz się fanem zapachów orientalnych, już go znasz, lub dopiero poznasz.
    pokaż całość

    źródło: i.pinimg.com

  •  

    94/100 #100perfum #perfumy

    Mancera Roses Vanille(2011, EdP)
    Wiele osób na tagu narzeka, że drogie zapachy mają słabe parametry, pachną ogórkiem lub innym Erosem, dlatego dziś będzie zapach damski, bo w sumie czemu nie. Nieco inaczej niż zwykle, bo piszę na telefonie.

    Oczywiście nie jest to byle jaki zapach damski! To słodka, waniliowo-różana bomba w której składniki są ukazane w tak smaczny sposób, że aż się chce ten zapach zlizać z partnerki. Moja dziewczyna jest fanką wanilii i przez naprawdę długi czas szukałem czegoś, co mogłoby się jej spodobać. Mój wybór padł na ten zapach i okazał się on strzałem w dziesiątkę. Mancera i Montale to marki, które oferują nam DOSKONAŁE parametry swoich zapachów za niewygórowaną cenę. Kompozycja jest jednak dość prosta i zapach na skórze raczej nie ewoluuje. W tym przypadku to akurat nie jest nic złego. Od samego początku dostajemy po nosie różą i cukierkową wanilią. Nie jest to ulepiasta, obrzydliwie chemiczna słodycz znana z LVEB, a dość przyjemna i naturalna. Gdybym miał powiedzieć, czym pachniesz powiedziałbym od razu, że to połączenie zapachu cukierków waniliowych z dżemem różanym/marmoladą. Parametry tego cuda są wybitne, na skórze siedzi aż do zmycia, a często jeszcze po prysznicu czuć go dość dobrze. Projekcja to jest inny świat, coś pomiędzy Lapidusem PH i Interlude. Wypełnia pomieszczenie, więc trzeba używać z rozwagą. Nie wiem, jak z komplementami, bo jest tak damski, że głupio byłoby mi go nosić.

    Oczywiście zapach na zimną zimę, mróz i ogólnie ziąb. W innym wypadku zmęczy wszystkich wokół.

    Teraz jeszcze kwestia ceny. Za ok. 250zł dostajemy 120ml, które wystarczy kobiecie do końca życia dzięki jego niesamowitym parametrom. Jeżeli jesteście fanami zapachów bardzo słodkich, to niemalże można brać go w ciemno.

    Typ: Oriental
    Zapach: 9/10
    Trwałość: 10/10
    Projekcja: 10/10
    Oryginalność: 7/10
    Komplementy: ?/10
    Podobne zapachy:  Montale Intense Cafe
    Cena: 250 zł za 120 ml

    tl;dr

    pokaż spoiler Jeden z ulubionych zapachów mojej panny o nieziemskich parametrach. Prawdziwe złoto na zimę za niewielką kasę.
    pokaż całość

    źródło: o.45593.jpg

  •  

    93/100 #100perfum #perfumy

    Ramon Molvizar - Black Cube (2010,EdP)
    Dziś opiszę Wam perfumy z najwyższej półki od znanego, hiszpańskiego perfumiarza. Samą markę poznałem dzieki jednemu z najlepszych opakowań perfum jakie w ogóle widziałem. Wrzucę zdjęcie w komentarzu. Tak mi się ono spodobało, że wziąłem sobie kilka próbek różnych jego kompozycji. Gdy zacząłem je testować, wszystkie zdawały mi się jakieś takie dziwaczne, pokrętne i nienoszalne. Wszystkie poza bohaterem dzisiejszego wpisu. Rzadko kiedy udaje mi się "zmęczyć" jakąkolwiek próbkę do końca, leżą sobie one latami i czekają na lepsze czasy. Dwa mililitry Black Cube'a zużyłem w trzy dni, tak bardzo mi się spodobał.

    Czuć w nim wyraźnie niszowy sznyt, jednak podany jest on w bardzo noszalnej formie. Przypomina mi nieco Amouage Epic, ale każdy jego składnik podany jest "na sterydach". Cała kompozycja kręci się wokół agaru i kadzidła, a na mojej skórze każda jego aplikacja gwarantuje inne doznania. Ciągnie mnie do niego niemiłosiernie, bo jego naprawdę genialny. Jest niczym większość znanych mi "chińskich bajek". Zaczyna się niewinnie, dość spokojnie. Na otwarciu dostajemy obłok czerwonego pieprzu z drzewnymi akcentami. Po czasie zaczyna się robić mrocznie, depresyjnie i dość "schizowo". Zaczyna dominować dziwaczne kadzidło z agarem i jakąś żywicą. W tej fazie wychodzą bardzo różne akcenty. Raz dostaję zapach niczym zgliszcza po spalonej wiosce, raz jest paląca się smoła, a innym razem czuję jakieś bagna. Coś wspaniałego.

    Parametry użytkowe nie powalają, biorąc pod uwagę dość wygórowaną cenę i ciężki charakter zapachu. Na skórze siedzi nie dłużej niż 8h i całkiem dobrze projektuje przez 3, może 4h. W cenie ponad 20zł/ml spodziewałem się przynajmniej 12h.

    To jest zapach tylko i wyłącznie na zimę. Nie wyobrażam sobie używać go gdy na zewnątrz panuje temperatura powyżej 5 stopni.

    W przypadku tego zapachu przepych widać na pierwszy rzut oka. Flakon wysadzany jest kryształami svarowskiego, a w jego wnętrzu pływa najprawdziwsza platyna. Jak to niegdyś wykrzykiwał pewien judaista pochodzenia Polskiego - "Booooogactwo część główna, skuuuuuhwysyny". Niestety - ma to też swoje odzwierciedlenie w cenie zapachu... Około 4200zł za flakon o pojemności 50ml. Całe szczęście - na rynek wyszła również wersja "biedna", kosztująca jedynie 1200zł za 50ml. Kiedy tylko pomyśle, że każdy psik kosztuje mnie prawie dwa i pół złocisza, natychmiast włącza się mój wewnętrzny cebulak, a z mojej kieszeni wyskakuje wąż pukając się jednocześnie w czoło.

    Cóż... Mimo wszystko każdemu entuzjaście polecam wziąć choćby mililitr na "spróbowanie", bo jest tego wart.

    Typ: oriental woody
    Zapach: 9.5/10
    Trwałość: 8/10
    Projekcja: 7/10
    Oryginalność: 10/10
    Popularność: 0/10
    Komplementy: 7/10
    Podobne zapachy: ?
    Cena: 4200zł za 50ml w wersji z kryształami i platyną, 1200zł za 50ml w wersji "biednej".

    tl;dr

    pokaż spoiler Noszalna nisza dla bogaczy. Nie patrząc na cenę - zapach jest genialny.
    pokaż całość

    źródło: fimgs.net

  •  

    92/100 #100perfum #perfumy

    Axe Dark Temptation (2013, EdT)
    Dzisiejszy wpis dedykuję pewnemu brodatemu malkontentowi który dowiedział się, że to ja wrzucam te "rakowe, pseudopoetyckie wpisy" i przy okazji jest fanem tego "aksa". Jeżeli to czytasz - następnym razem weź ze sobą pada i browary, żeby W DRODZE WYJĄTKU nie plądrować zawartości mojej lodówki.

    Chyba od samego początku istnienia perfumowego tagu przewijają się pytania o "tani, ale dobry zapach, co sie podoba kobietom". Najlepiej, jakby się mieścił w cenie kebsa, miał doskonałą jakość, był bardzo oryginalny, a kobietom które go poczują same spadały majtki. Tak dobrze nie ma. Mimo to da się kupić zapach bardzo oryginalny, współczesny i podobający się płci przeciwnej (co, jak zauważyłem, dla wielu jest bardzo ważnym wyznacznikiem "fajności" danego pachnidła). Pomocną dłoń wyciąga do nas marka AXE, która wiele lat temu wypuściła Dark Temptation. Początkowo spotykało się go w formie dezodorantu, jednak później wyszła jego "flakonowa" wersja EdT.

    Zatrzymajmy się najpierw przy samym flakonie, który to moim zdaniem prezentuje się napawdę świetnie. Jest futurystyczny, trochę dziwaczny. Gdy spytałem kiedyś kilka koleżanek o wytypowanie "najdroższego" zapachu po flakonach, wybierały go jako jeden z tych "premium".

    Poznałem go jakoś po premierze, kiedy to trafił do sprzedaży jako dezodorant. Szybko podbił serca mężczyzn i ich partnerek przez świeże podejście do tematu. Jeszcze wtedy nie znałem żadnej kompozycji, która miałaby przypominać zapach czekolady. Na początku jest mocno alkoholowy, jednak z czasem fajnie układa się na skórze. Pachnie dokładnie tak, jak go opisują - czekoladą. Z tym, że bardziej mleczną milką, niż gorzkim Lindtem. W sprzedaży były już perfumy z nutami kakao lub czekolady, m.in. JPG Kokorico, Armani Diamonds for Him, Jacomo Rouge, jednak żaden z nich nie jest tak fajnie skomponowany, jak AXE. Jak na swoją cenę nie pachnie tanio i tandetnie, jednak w tej cenie da się znaleźć lepsze. Jest przy okazji okrutnie słodki.

    Muszę poruszyć też kwestię komplementów. Kobiety uwielbiają ten zapach, więc jeżeli szukacie taniego "piczomagnesu" na randki, można go brać w ciemno.

    Na skórze siedzi jakieś 5-6h przy przeciętnej projekcji na długość ramion.

    Osobiście nie miałbym żadnych oporów żeby używać go na co dzień, jednak jest przeznaczony raczej na chłodniejsze dni lub wieczorne wypady na np. randki. Jest w nim tyle słodyczy, że w przypadku wyższych temperatur może on zwyczajnie zemdlić.

    Podczas pisania tej recenzji przez praktycznie cały czas zastanawiałem sie, czy on faktycznie miał premierę w 2013 roku. Wydaje mi się, że styczność z nim miałem o wiele, wiele wcześniej, jakoś w latach 2008-2010. Na fragrze jednak podają rok 2013, więc taki rok wpisałem.

    Typ: oriental fougere (gourmand)
    Zapach: 7/10
    Trwałość: 6/10
    Projekcja: 5/10
    Oryginalność: 9/10
    Popularność: 6/10
    Komplementy: 9/10
    Podobne zapachy: Armani Diamonds Black Carat for Him, Penhaligon's Endymion
    Cena: 40zł za 100ml

    tl;dr

    pokaż spoiler Zapach mlecznej czekolady albo ogólnie pralinek w sprayu, za którym to płeć przeciwna przepada. Odpuścisz sobie dwa kebsy i będzie Cię na niego stać. Poza tym ma świetny flakon. Nawet, jeżeli się nie spodoba, świetnie spisuje się jako odświeżacz toalety po udanym "zrzucie". Polecam.
    pokaż całość

    źródło: i.pinimg.com

  •  

    91/100 #100perfum #perfumy

    Valentino Uomo Noir Absolu (2017, EdP)
    Ostatnimi laty mainstream wieje mi nudą. Europejski rynek podbity został przez porywającą niczym paczka gwoździ chemiczną świeżość i ananasowe akordy. Na szczęście istnieją taie marki jak Valentino, które utwierdzają mnie w przekonaniu, że mainstream nie idzie tylko na łatwiznę, odgrzewając wciąż i wciąż tego samego kotleta.

    Po moich wpisach dość wyraźnie można zauważyć, że jestem wielkim fanem zapachów w klimatach szyprowych i orientalnych. Gdy dwa lata temu usłyszałem o premierze nowego zapachu od Valentino, od razu zamówiłem sobie jego próbkę. Marka ta posiada u mnie szczególne "względy". Ich logiem sygnowane są w końcu jedne z moich ulubionych męskich zapachów.
    Za stworzenie tego zapachu odpowiada.... Gal Anonim. Albo po prostu jakiś Anon. Nikt nie przyznał się, że popełnił to dzieło. Dziwna sprawa. Gdy już do mnie dotarł, nie byłem ani trochę rozczarowany. Cynamon, kadzidło i drzewo sandałowe. Orient pełną gębą.

    Jak byście sobie wyobrażali zapach o nazwie Uomo Noir Absolu? Ja bym celował w surowe, ciężkie klimaty. Jakiś dym, drewno, ascetyczna kompozycja bijąca męskością na kilka metrów... Otóż nie tym razem. Od razu nasuwały mi się skojarzenia z Black Orchid, bo z początu zapach jest w bardzo podobnym klimacie. Większość znanych mi unisexów pachnie bardziej męsko.
    Czuć tutaj powiązanie z Diorem Homme Intense, ew. Dolce Vita. Mimo to pachnie zupełnie inaczej, niż obecnie lansowane premiery.

    Na mojej skórze wytrzymuje 12h, a projektuje całkiem solidnie przez 3-4h.

    Może coś o samym zapachu. Na początku dostajemy mnóstwo cynamonu, jednak podany jest on w bardzo elegancki sposób. Czasami wyczuwam też zapach jak z kominka i przypalającą się marchewkę. Później robi się słodko, nawet bardziej niż w VUI.
    Cóż, jeżeli komuś damskie akcenty nie przeszkadzają, będzie bardzo zadowolony. Testowałem go dość długo i sprawił mi sporo problemów, bo raz czuć przypaloną marchewke, raz "gęstość" znaną z Black Orchid, a innym razem przypomina Dolce Vita z dodatową ilością cukru.
    Gdy go czuję, raz mam przed oczami przypaloną patelnię z sosem marchewkowym, innym razem dogasający kominek w którym ktoś palił węglem... Coś wspaniałego.

    Stosować go powinniście tylko i wyłącznie w chłodne, jesienne lub ewentualnie zimowe dni, bo potrafi mocno zmęczyć. Jest niesamowicie elegancki, więc raczej pasowałby na wieczorne wypady.

    Podsumowując - jeden z najbardziej oryginalnych zapachów mainstreamowych ostatnich lat, dość słodki i skręcający w damską stronę, jednak całkiem solidnie skomponowany i świetnej jakości. Nie każdy go pokocha, więc zanim podejmiecie się przeczesywania internetu w poszukiwaniu własnego flakonu, kupcie sobie próbkę lub odlejcie od kogoś kilka mililitwór w celach zapoznawczych. Mimo wszystko gorąco polecam.

    Typ: oriental spicy
    Zapach: 8/10
    Trwałość: 9/10
    Projekcja: 7/10
    Oryginalność: 9/10
    Popularność: 1/10
    Komplementy: 9/10
    Podobne zapachy: Dior Dolce Vita, Tom Ford Black Orchid
    Cena: ok. 270zł za 100ml

    tl;dr

    pokaż spoiler Wyjątkowo oryginalny wypust od Valentino. Czasami układa się zbyt słodko, jednak to prawdziwy orientalny szytos o fenomenalnych parametrach.
    pokaż całość

    źródło: fimgs.net

  •  

    90/100 #100perfum #perfumy

    Guerlain Habit Rouge (1965, EdP)
    Od samego początku czułem, że nie jestem godzien opisania tego arcydzieła. Tym wpisem postaram się oddać choć odrobinę geniuszu Habit Rouge'a.

    Ten zapach to opus magnum założyciela marki Guerlain - wybitnego perfumiarza Jeana-Paula Guerlain. Mówi się, że to pierwszy orientalny zapach dla mężczyzn w historii perfumiarstwa.
    Inspiracją do jego stworzenia, a później również czymś, na czym opierał się cały jego marketing, jest jeździectwo. Dżokeje w tamtych czasach nosili charakterystyczne czerwone kamizelki, do których to nawiązuje etykieta na flakonie.
    Jeżeli chodzi o sam zapach, to wbrew wszelkim pozorom, pomimo ewidentnego nawiązania do jeździectwa, nie pachnie on końskim siodłem #pdk. Pachnie on jednak równie nietypowo. Do naszego nosa docierają głównie róża, wanilia, cytryna i skóra.

    Z wieloma klasykami jest taki problem, że czas był dla nich okrutny. Zaczynają nam przypominać jakieś oldschoolowe twory wygrzebane z otchłani dziadkowej meblościanki. Gdy pierwszy raz go testowałem, spodziewałem się typowego "dziada" w berecie.
    Jakie było moje zdziwienie, gdy zapach okazał się pachnieć całkiem nowocześnie. Jako, że miałem lada moment wychodzić do znajomych, zrobiłem też pierwszy test globalny. W momencie, gdy zacząłem go na sobie czuć po jakichś 20 minutach od aplikacji, kompletnie przepadłem.
    To jeden z najwspanialszych klasyków, które czułem dotychczas. Do mojego nosa doleciała wspaniała wanilia z różą, gdzieś była jakaś skóra, bukiet kwiatów, świeżo wyciśnięta cytryna, ziemia. Żeby zrozumieć, co się z tym zapachem dzieje, trzeba po prostu doświadczyć to na własnej skórze. Jest zmienny niczym kameleon.
    Kiedyś słyszałem takie porównanie, że pachnie niczym kwiaciarnia, w której jest duszno i pzy kasie leży kilka lasek wanilii. "Rozbijanie go na części pierwsze" byłoby profanacją, więc dziś wyjątkowo tego nie zrobię. Jest zmienny niczym kameleon, w różnych temperaturach potrafi pachnież zupełnie inaczej.
    Jeżeli będziecie kiedys chcieli go spróbować, swoje piękno ukazuje dopiero po jakimś czasie od aplikacji.

    To aromat nie dla każdego. Żeby używać go na co dzień, trzeba być przynajmniej anarchistą. Kimś, kto wymyka się wszelkim szablonom, albo co lepsze - sam te szablony ustala.

    Trwałość to dobre 8h przy dość dobrej projekcji przez ok 3-4h.

    Ja używam go tylko na specjalne okazje

    To obok Heritage jeden z tych klasyków, które uwielbiam. Tak jak z każdym klasykiem, jego trzeba po prostu poznać.
    Zapach zostawia daleko w tyle "dzisiejsze" mainstreamowe kompozycje i większość niszy. To arcydzieło, perfumiarski spektakl dla koneserów. Ma w sobie coś wyjątkowego.

    Habit Rouge to najlepszy znany mi mainstreamowy zapach. Bez dwóch zdań.

    Typ: oriental woody
    Zapach: 10/10
    Trwałość: 8/10
    Projekcja: 7/10
    Oryginalność: 10/10
    Popularność: 1/10
    Komplementy: 8/10
    Podobne zapachy: flankery, Guerlain Shalimar EdP, Tom Ford Noir EdT
    Cena: ok. 160zł za 100ml

    tl;dr

    pokaż spoiler Klasyka perfumiarstwa, absolutnie genialny zapach.
    pokaż całość

    źródło: c1.staticflickr.com

  •  

    #prawo #prawojazdy #pytanie
    Hej Mirki. Tak się właśnie zastanawiam, czy dobrze interpretuję polskie przepisy. Na zdjęciu widać wyjazd ze strefy ruchu. Czy według polskiego prawa obszar pomiędzy czerwonymi liniami dalej jest chodnikiem?

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: IMG_20191117_095454.jpg

    +: Derrin
    •  
      O.......e

      +6

      Co w przypadku potrącenia pieszego na tym obszarze przez pojazd wyjeżdżający z drogi wewnętrznej? To pieszy ma pierwszeństwo przed pojazdem, czy pojazd?

      @KaraczenMasta: skoro to wyjazd z drogi wewnętrznej, to pojazd wyjeżdżający włącza się do ruchu, a wtedy:
      Art. 17. 2. Kierujący pojazdem, włączając się do ruchu, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność oraz ustąpić pierwszeństwa innemu pojazdowi lub uczestnikowi ruchu.

      Czyli pierwszeństwo ma pieszy.

      Natomiast jeśli chodzi o pojazdu, które chcą tak wjechać, to zastosowanie ma art.26.2:

      Kierujący pojazdem, który skręca w drogę poprzeczną, jest obowiązany ustąpić pierwszeństwa pieszemu przechodzącemu na skrzyżowaniu przez jezdnię drogi, na którą wjeżdża.

      Znów pierwszeństwo pieszego.
      pokaż całość

    •  

      @One_Stone: Bardzo Ci dziękuję Mirku za rzeczową odpowiedź. Mój kolega został potrącony w tamtym miejscu i kierowca upierał się, że tam, cytuję "powinny być pasy żeby pieszy mógł przejść", co było moim zdaniem bzdurą, bo to w końcu wyjazd z drogi wewnętrznej. Wszelkie wątpliwości rozwiane, temat do zamknięcia ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      +: O.......e, DatBoii +1 inny
    • więcej komentarzy (5)

  •  

    89/100 #100perfum #perfumy

    Roja Parfums - Scandal Parfum Cologne (2019, EdP)
    Ostatnio tak mnie wciąga praca, że siedzę po 10-12h i jak wracam do domu, to idę spać. Jako, że chcę Wam dostarczać wpisy możliwie najwyższej jakości, nic ostatnio nie wrzucałem.

    Dziś opisze świeżutki wypust od Roji. Oficjalną premierę miał nieco ponad 2 tygodnie temu. Jest to jednak "flanker" zapachu, który znam doskonale - Scandal Pour Homme. Akurat dziś go wziąłem ze sobą do pracy, więc wrzucam swoją fotkę.

    Na początek mała dygresja. Ostatnimi czasy Roja "puścił oczko" do mniej zamożnych klientów, wypuszczając serie Cologne, która to w porównaniu do wersji Parfum jest wręcz śmiesznie tania.
    Często na mirko pojawiają się głosy, że kupno tak drogich perfum to szczyt snobizmu i ogólnie przerost formy nad treścią, bo można przecież ładnie pachnieć wydając 50zł na 100ml flakon perfum. Drogie mireczki, nie tędy droga...
    Czy olej na płótnie obrazów Leonarda Da Vinci jest wart te wszystkie miliony? Tu chodzi o jego kompozycje, nie o wartość składników. Perfumiarstwo to też pewien rodzaj sztuki, który posiada bardzo szerokie grono koneserów. Tu nie chodzi o żaden snobizm. Roja Dove to perfumiarski geniusz, który stworzył kilka moich ulubionych zapachów, ja po prostu doceniam jego niesamowity kunszt.
    Z drugiej strony też inne porównanie. Jeżeli nie jest się pasjonatem motoryzacji, lub nie zwraca się na to uwagi, zarówno s-klasa jak i fiat panda spełniają dokładnie to samo zadanie - przemieszczają nas z miejsca na miejsce.

    Obecnie jestem już na etapie pozbywania się zapachów, które są tylko dobre i bardzo dobre, zostawiam jedynie te najlepsze. Scandal Cologne jest jednym z nich.

    To iście klasyczny, niemal barberski aromat w klimatach YSL Rive Gauche i Davidoff Zino. Jest w nim mnóstwo elegancji i szyku. Jeżeli chciałbym dodać sobie "klasy" zapachem, wybrałbym właśnie jego.
    Różni się jednak dość znacznie od wersji EdP. Wersja EdP ma w otwarciu bardzo mocną cytrynę, za którą za bardzo nie przepadam. Tutaj w otwarciu mamy głównie mech dębowy połączony z różnoraką zielenią.
    W późniejszej fazie zieleń się ulatnia, na wierzch wychodzą nuty fiołka z cedrem, delikatnymi goździkami i fasolką tonka. Zapach jest niesamowicie złożony i opisywanie kolejnych faz jest dla mnie zbyt trudne, przewijają się głównie akcenty mchu dębowego, cedru, fiołka i goździków.
    Ile razy go użyłem, tyle razy coś innego dolatywało do mojego nosa w poszczególnych fazach. Kompozycja jest genialna. Żaden ze składników nie zaczyna dominować, wszystko łączy się ze sobą tak "gładko".

    Trwałość u mnie na skórze 8-10h przy dość solinej projekcji. Dla mnie są to całkowicie akceptowalne parametry.

    Zastosowanie - cóż, ja go używam na co dzień. Jest w nieco barberskim klimacie i prawdę powiedziawszy czuć w nim lata 70', gdzie gentleman ubierał marynarkę, krawat i melonik na spotkanie z kolegami w barze. Powiedziałbym, że raczej spodoba się mężczyznom 30+, którzy to słodkie ulepy porzucili na rzecz czegoś bardziej wytrawnego i z klasą. Najlepiej pachnie w chłodniejsze dni.

    Na uroku i prestiżu stracił jednak flakon. Dalej wygląda bardzo dobrze, jest ciężki i na pierwszy rzut oka widać, że obcujemy z produktem premium, jednak flakony wersji Parfum i EdP są ligę wyżej.
    Poza tym oszczędzono również na jego opakowaniu, które teraz jest całkiem "zwyczajne" jak na irracjonalnie drogą nisze. Mimo to szybko stał się jednym z moich ulubionych zapachów. Z biegiem lat Roja tworzy coraz to lepsze perfumy.
    Obecnie jeszzce nie da się go kupić w Polsce, a szkoda.

    Typ: Aromatic Fougere
    Zapach: 10/10
    Trwałość: 8/10
    Projekcja: 7/10
    Oryginalność: 6/10
    Popularność: 1/10
    Komplementy: 9/10
    Podobne zapachy: Roja Scandal Pour Homme
    Cena: ok. 1200zł za 100ml

    tl;dr

    pokaż spoiler Doskonały zapach od Roji, póki co jeszcze niedostępny w Polsce.
    pokaż całość

    źródło: Roja nie dla goja.jpg

  •  

    88/100 #100perfum #perfumy

    Salvador Dali Pour Homme (1987, EdT)
    Nad tą recenzją myślałem kilka dni. Nie umiem oddać słowami tego, jak niesamowitym tworem jest Dali Pour Homme. To zapach tak trudny i tak genialny zarazem, że chciałem mu poświęcić znacznie więcej czasu i dobrze go sobie przypomnieć. Niemniej jednak nie chciałem nim katować swojej rodziny i otoczenia, więc czas na testy miałem wyłącznie przed snem. Posiadam jego flakon z początku lat 90', jeszcze wtedy był prawie czarny. Za skomponowaniem tego zapachu stoi naczelny nos marki Guerlain - Thierry Wasser. Tworzył go on we współpracy z samym Salvadorem.

    Salvador Dali był przykładem zarówno nieskończonego geniuszu, jak i egocentryzmu. Współtworzył jeden z moich ulubionych nurtów sztuki współczesnej - surrealizm. Perfumy sygnowane jego nazwiskiem wpasowywały się wręcz idealnie w takie klimaty.
    Pierwsze perfumy marki Salvador Dali miały premierę w 1983 roku. Ich flakon został zaprojektowany przez samego artystę osobiście. Miało to miejsce rok po śmierci jego żony, która to była dla niego całym światem.

    Bohater dzisiejszego wpisu powstał na dwa lata przed śmiercią samego Salvadora. Mało perfum mnie tak zaintrygowało. W tych perfumach zawarto coś więcej, niż tylko zapach. Zostało w nich oddane nawet... jego szaleństwo. Gdybym miał opisać go jednym słowem, powiedziałbym po prostu "obłąkany".

    Przez cały ich czas życia na skórze do naszego nosa docierają dziwne, fizjologiczne nuty. To zdecydowanie kompozycja, którą mógłbym nazwać "dziadkową". W sumie, to nawet nie, bo dziadkowe perfumy noszę bez żadnych oporów. Ten jest iście barokowy. W otwarciu mamy nuty, które kojarzą mi się ze śmiercią i smutkiem. Jest jakaś fizjologiczna woń, nuty gnijących liści, mdląca słodycz niczym zapach nadpsutego mięsa, jakieś kwiaty, palona guma... Brzmi zachęcająco, prawda? Po otwarciu następuje coś wspaniałego. Dalej czuć mrok, jednak zapach zaczyna robić się bardziej noszalny. W tej fazie dostajemy już słodycz anyżu, mniej grobową paczulę i mnóstwo mchu dębowego. Ta faza utrzymuje się już praktycznie do samego końca, z biegiem czasu coraz to bardziej łagodniejąc.

    Trwałość i projekcja są na doskonałym poziomie. Na skórze siedzi 12h, a projektuje dość potężnie przez ok. 8h.

    Nie mógłbym go nosić na co dzień. Zawsze traktowałem go jak pewnego rodzaju makabryczną sztukę. To mój osobisty mrok zamknięty w przepięknym, surrealistycznym flakonie. Nie będę bawić się w "interpretację zapachu" jak rodem z lekcji języka polskiego, jednak tutaj mogę śmiało stwierdzić, że ból i smutek po stracie ukochanej to ich motyw przewodni. Swoje piękno pokazuje dopiero nocą podczas samotnych spacerów.

    Tak zupełnie swoją drogą - chciałem napisać więcej o życiorysie samego artysty i jego sztuce, jednak wpis by mi się rozrósł do tego stopnia, że nikomu nie chciałoby się go czytać. Chciałbym Wam jednak polecić zapoznanie się z surrealistycznymi obrazami pana Dali.
    Jest w nim jednak coś pięknego. Coś co powoduje, że pomimo abstrakcyjnego otwarcia, ciągle chcę do niego wracać.

    Nie wiem, czy dalej jest produkowany, dawno go nie widziałem w żadnej perfumerii. Znalazłem jednak kilka sztuk na allegro za ok. 150zł. To jeden z moich świętych Graali perfumiarstwa i... nie polecam go nikomu, bo nie da się go używać przy ludziach. Mimo to, dla koneserów sztuki i kolekcjonerów będzie to prawdziwa gratka.

    PS. Kojarzycie logo marki Chupa Chups? No to już wiecie, kto jest jego autorem.

    Typ: oriental fougere (?)
    Zapach: 10/10
    Trwałość: 9/10
    Projekcja: 9/10
    Oryginalność: 11/10
    Komplementy: 1/10
    Podobne zapachy: ?
    Cena: 150 zł za 100ml.

    tl;dr

    pokaż spoiler To trudny, "niedzisiejszy" zapach. Jest genialny, jednak nie nadaje się do noszenia na co dzień.
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    87/100 #100perfum #perfumy

    Dior Eau Sauvage Parfum (2011, EdP)
    Jak już wspominałem jakiś czas temu - ostatnie wpisy to już będą praktycznie same sztosy. Zapachy, które cenię sobie najbardziej. Jednym z nich jest wspaniały zapach od Diora. Posiadam każdą możliwą jego wariację, jednak tylko Parfum ma w sobie klasyczny, elegancki sznyt połączony z nowoczesną świeżością. Wbrew pozorom nie jest on jakoś specjalnie zbliżony do oryginalnego Eau Sauvage, co moim zdaniem wyszło mu na plus.

    Poznałem go w dość nietypowy sposób. Kilka lat temu byłem na szkoleniu, które traktowało o wizerunku. Gość podał ten zapach, jako jeden z tych, które budują w kliencie nasz obraz jako człowieka solidnego, zdecydowanego i godnego zaufania. Niedługo później miałem własny flakon, bo zrobił na mnie ogromne wrażenie. Po wielu latach obcowania z najwyższej jakości niszą, dalej jest to jeden z moich ulubionych zapachów na chłodniejsze dni. Wyobrażam sobie, że to właśnie nim mogliby pachnieć bohaterowie czarno-białych filmów typu noir. Melonik, cygaro w ustach i marynarka to coś, do czego pasuje niczym szpilki do "małej czarnej".

    Otwarcie to głównie bergamotka z mirrą. To dość niecodzienne połączenie, jednak pachnie klasycznie męsko. Balsamiczny aromat miesza się z cierpkimi, gorzkimi cytrusami. Po kilku godzinach mamy już drydown, który to jest czystą poezją. Na skórze zostały już głównie "ciężkie" nuty. Mirra z paczulą i mchem dębowym dają niesamowity efekt.

    Trwałość jest wspaniała. Trzyma dobre 12h na skórze, a projektuje naprawdę potężnie przez 5-6h.

    Typowe zastosowanie - chłodniejsze dni, najlepiej zima i jesień, jednak ja go używałem na chłodne, letnie wieczory. Dla mężczyzn w garniturze, pod krawatem, którzy chcą wzbudzać respekt.

    Podsumowując - genialny, ponadczasowy aromat w barberskich klimatach. Jeden z moich ulubionych "świeżaków".

    Teraz jeszcze kilka słów na temat dziwacznej reformulacji. W roku 2017 popełniono zbrodnię na tym zapachu. Z genialnej kompozycji stał się zwyczajnym świeżakiem. Dalej jest podobny do poprzedniej wersji, jednak brak mu tej mocy i trwałości, a kompozycja została maksymalnie spłaszczona. Niby Francois Demachy chciał umieścić w nim nieco ducha klasyka, jednak jakoś specjalnie się to nie udało. Nie będę jęczał, że DIOR SIE STACZA, bo Fahrenheit Le Parfum to kawał solidego zapachu, jednak faktycznie ostatnimi czasy nic odkrywczego spod ich szyldu nie wyszło...

    Typ: cirtus aromatic
    Zapach: 9/10
    Trwałość: 9/10
    Projekcja: 8/10
    Oryginalność: 9/10
    Popularność: 1/10
    Komplementy: 10/10
    Podobne zapachy: flankery Eau Sauvage, Acqua di Parma Colonia Assoluta.
    Cena: ok. 250 zł za 100ml
    pokaż całość

    źródło: 3.bp.blogspot.com

  •  

    87/100 #100perfum #perfumy

    Amouage Jubilation for Men (2008, EdP)
    Dziękuję wszystkim za życzenia. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Wczoraj wrzuciłem recenzję Aventusa, którego to zapach nie jest obecnie jakoś specjalnie wyjątkowy, ale podoba się chyba każdemu. Kiedy jednak miał premierę, był jedyny w swoim rodzaju. Bohater dzisiejszego wpisu miał swoją premierę nieco wcześniej, a mimo to dalej mogę powiedzieć, że posiada unikatową woń. Jubilation to kompozycja genialna, perfumiarski biały kruk. Skomponowano go z tak wysokiej jakości składników, że nikomu nie udało się go dobrze podrobić. Gdyby ktoś spytał mnie o najlepszy zapach z jakim miałem przyjemność obcować, nie umiałbym odpowiedzieć na to pytanie, jednak dałbym mu listę top 10 w której Jubilation miałby zaszczytne miejsce.

    Jeszcze mała dygresja. Wiele osób pytało mnie i cały czas pyta - po co mi tyle perfum, skoro niektórych zapachów używam kilka razy do roku. Perfumy to dla mnie pewien rodzaj sztuki, a ja uważam się za jej konesera. Nie kupuję perfum po to, żeby lansować się przed znajomymi, bo przecież nie pojawia się nade mną wielki szyld "dziś pachnę ROJĄ za 4000 cebulionów, poleruj mi mokasyny plebejuszu". Większości z nich używam w domowym zaciszu, delektuję się zapachem i rozkładam kompozycję na czynniki pierwsze. Dla wielu z nich nie jestem jednak w stanie znaleźć dobrej okazji. Bohater dzisiejszego wpisu to zupełnie inna bajka. Pomimo bogactwa i klasy, jaką sobą reprezentuje, swego czasu używałem go na co dzień. Przy pierwszym użyciu "globalnym" spodziewałem się zalewu dissów, bo nie jest to zapach w Europejskim stylu i zamiast oklepanych świezych akordów, mamy prawdziwy orient w najlepszym wydaniu. Stało się jednak cos zupełnie odwrotnego. Zebrałem za niego tyle komplementów od otoczenia, że byłem w niemałym szoku.

    Otwiera się aromatem delikatnie słodkich suszonych owoców z dodatkiem wszystkiego, co arabowie kochają. No dobra, brakuje może aromatu ropy, Polek i szybkich samochodów, są za to mirra, oud i przepiękne przyprawy. W kolejnej fazie, czyli po dwóch, może trzech godzinach dalej dominuje jężyna, jednak zapach zaczyna ukazywać swoje orientalne oblicze. To majestatyczna, bogata woń, jednak to bogactwo przedstawione jest z pewnym umiarem, w dobrym smaku. Jest bardzo zmienny w czasie i każda jego aplikacja daje inne efekty w późniejszych fazach.

    Na skórze u mnie siedzi praktycznie aż do zmycia. Projekcja jest też dość potężna, jednak jeszcze nie wypełnia pomieszczenia.

    To zapach prawdziwego arystokraty, arabskiego księcia. Swoje prawdziwe piękno ukazuje dopiero późną jesienią i zimą. Tylko dla facetów z klasą.

    Moim zdaniem każdy, kto perfumami się interesuje, powinien zaopatrzyć się choćby w kilka mililitrów Jubilata. Jest przepiękny, doskonale odbierany przez otoczenie i ma świetne parametry użytkowe, a jest na tyle mało popularny, że raczej nie poczujemy go u nikogo innego.

    Typ: Oriental Fougere
    Zapach: 10/10
    Trwałość: 10/10
    Projekcja: 8/10
    Oryginalność: 10/10
    Popularność: 1/10
    Komplementy: 10/10
    Podobne zapachy: null
    Cena: 600zł za 100ml

    tl;dr

    pokaż spoiler Arabski przepych i bogactwo na wyciągnięcie ręki. Jak na "Araba" jest doskonale odbierany przez otoczenie. Prawdziwe perfumiarskie dzieło sztuki.
    pokaż całość

    źródło: zawartośćKufraArabskiegoKsięcia.jpg

  •  

    #perfumy #sotd
    Hej Mirki, co dzisiaj u Was wjechało w ten chłodny dzień? Ja dzisiaj będę katować otoczenie za pomocą Roja Elysium, to świeży sztos nad sztosy. Jesienią podszedł mi bardziej niż latem, a na skórze utrzymuje się znacznie dłużej.

    źródło: d43ba06e75745cd9e5dcf57c52c0e587.jpg

  •  

    86/100 #100perfum #perfumy

    Creed Aventus (2010, EdP)
    Chciałem wrzucić Wam recenzję czegoś specjalnego, ponieważ dziś jest dla mnie specjalny dzień. Egzystuję na tym świecie już kolejny pełen rok (。◕‿‿◕。)

    W moich wpisach nie mogło go zabraknąć. Creed Aventus, zapach okrzyknięty zarówno przez gawiedź, jak i wszelakich koneserów najlepszym męskim pachnidłem wszech czasów. Na wstępie od razu zaznaczę - nie zgadzam się z tym twierdzeniem, ale o tym trochę później.
    Gdy miał premierę w 2010 roku, zaczął szturmem podbijać media. Niemal na każdej stronie traktującej o perfumach możemy przeczytać, że to najlepsze, co w ogóle spotkało ludzkość, a youtuberzy w większości przypadków twierdzą, że nie obcowali z niczym lepszym.
    Hajp na niego był tak potężny, że jakieś dwa, trzy lata po premierze sam kupiłem jego flakon z czystej ciekawości. Jeszcze wtedy nie trzeba było oddać za niego czterech worków złota, latającego kufra i królewny za żonę. Gdy już go dostałem, uznałem, że to świetny zapach, jednak... znałem lepsze. Tak, wiem, to kwestia gustu. Poszperałem w necie i natrafiłem na info od jednego z youtuberów, że dostał niemałą kasę za promowanie zapachu. Takiej pewności jednak mieć nie możemy.
    Wiecie, czemu nigdy nie zrecenzowałem żadnego jego klona? Bo nie mają nawet "podejścia" do oryginału, który to ma głębię, jest bardzo złożony i zmienny w czasie, przy tym jest też skomponowany z bardzo dobrej jakości składników. Testowałem kilka - Armafa Club..., L'Adventure i Montblanc Explorer.
    L'Adventure jest bardziej cytrusowy, strasznie syntetyczny, nie ma głębii i z daleka czuć, że to nie Aventus. Armaf zrobił to lepiej, jednak tutaj brakuje mi tej naturalności i dla kogoś, kto aventusa posiada lub posiadał, różnice będą bardzo wyczuwalne. Są to kopie, które nic do tematu nie wniosły, więc wpisy na ich temat sobie zwyczajnie odpuściłem.

    Na otwarciu dostajemy mieszankę owoców z brzozą. Jest ono dość wytrawne, pomimo obecności owoców. Później, gdy już cytrusy ulecą, zostaje świetna brzoza z piżmem, pobijane przez ananasa i czarną porzeczkę. Ta faza jest dość zmienna. Raz czuć głównie brzozę, a raz mech dębowy. Zostaje ona na skórze już do samego końca.

    Zabawną rzeczą na jego temat jest to, że pachnie inaczej w zależności od tego, na jaki traficie "batch", czyli z polskiego na nasze - kiedy został wyprodukowany. Raz jest bardziej cytrusowy, a innym razem bardziej drzewno-kadzidlany. Ja trafiłem na cięższą odmianę. To nie jest też żaden mit, dwóch moich kolegów z dawnej pracy również zaopatrzyło się we flakony z oficjalnych źródeł i ich wersje pachną zdecydowanie bardziej cytrusowo. Spowodowane jest to sposobem tworzenia tych perfum. Cały proces nie jest zautomatyzowany. Każda partia perfum jest tworzona tradycyjne. Składniki odważa się, miesza i maceruje ręcznie.
    Z uwagi na ogromny popyt, ceny Aventusa poszybowały w górę. Z biegiem lat Aventus stawał się też coraz to słabszy. Porównywałem cztery różne wersje, ostatnia z sierpnia tego roku. Ta ostatnia w porównaniu z wersją 2013 różni się nieco blendem, ale to akurat nomalne, jednak straciła na mocy i trwałości.

    Trwałość mojej wersji to ok. 8h przy dość mocnej projekcji przez pierwsze 2h.
    Moim zdaniem jego przeznaczenie to cieplejsze dni, jednak pasuje bardziej na randki i wyjścia ze znajomymi, niż do dresu czy na siłkę.

    Ostatnimi laty mam z nim niestey pewien poważny problem, a mianowicie jego klony. Sama koncepcja połączenia brzozy z ananasem stała się na tyle popularna, że czuję go na ulicy bardzo często.
    Dość szybko przestałem go używać i prawie pełny 120ml flakon czeka na lepsze czasy, kiedy to jego popularność choć troszkę zmaleje.

    Może nie uważam go za najlepszy męski zapach, jednak jest naprawdę świetny i jeżeli jest się fanem perfumiarstwa - trzeba go poznać.

    Typ: fruity-chypre
    Zapach: 9/10
    Trwałość: 8/10
    Projekcja: 7/10
    Oryginalność: 9/10
    Popularność: 1/10 (klony 9/10)
    Komplementy: 10/10
    Podobne zapachy: Al Haramain L'Adventure, Armaf Club de Nuit Intense, Montblanc Explorer, jeszcze przynajmniej kilka się znajdzie
    Cena: 950zł za 100ml

    tl;dr

    pokaż spoiler Świetny zapach, jednak swoje kosztuje.
    pokaż całość

    źródło: creedfragrances.co.uk

  •  

    85/100 #100perfum #perfumy

    Giorgio Armani Acqua di Gio Profumo (2015, EdP)

    Najpierw mały wstęp. Wybaczcie, że ostatnio nie wrzucałem żadnych wpisów, ale nie miałem nawet jednej wolnej chwili.

    Dziś na warsztat wziąłem bardzo popularny zapach od Armaniego. Sam Armani od lat rzuca nam odgrzewane kotlety kalibru kolejnej osłony biografii Steve'a Jobsa, w której to dowiemy się, że był gejem-czarodziejem i w głebi duszy kochał Windowsa, albo kompletne plugastwa o aromacie palonych opon i plastiku.
    Do kolejnego wcielenia Acqua di Gio zatrudniono jednak prawdziwego mistrza - Alberto Morillasa, czyli też twórcę oryginału. Od wielu lat mamy modę na tworzenie zapachów INTENSE, PARFUM, czy nawet EXTREME (ciekawe, co będzie za kolejne 10 lat. HIPER? UBER? TURBO???), więc Armani musiał również mieć w ofercie coś o modnej nazwie.
    Podstawowy Acqa di Gio w ogóle mi się nie podobał. Jest po prostu świeży i trochę bez jaj, nie ma w nim żadnego "pazura". Mimo to był bardzo dobrze skomponowany i swego czasu też przełomowy. Gdy pierwszy poczułem Profumo nie mogłem uwierzyć, że ta wersja jest tak bardzo inna od piewowzoru, przynajmniej jeśli chodzi o otwarcie.
    Zaskoczyło mnie również to, że Profumo projektuje znacznie gorzej, niż pierwowzór.

    Otwarcie to prawdziwe złoto. Kadzidło miesza się z rozmarynem, a całość jest podbita imbirem. Po 30 minutach rozmaryn ucieka gdzieś w tło i tu zaczyna wychodzić delikatne kadzidło z paczulą. Całość wybrzmiewa bardzo wytrawnie, nie ma tu miejsca na słodycz. W tym momencie pachnie naprawdę wspaniale. Niestety po dwóch godzinach kadzidło ulatuje i zaczyna się robić generycznie, jak setki innych zapachów.
    Moim zdaniem tutaj pan Morillas się nie postarał. Baza jest do bólu typowa, akordy znane ze wszystkiego, co było wtedy modne. Po świetnym otwarciu byłem solidnie rozczarowany tym, co zastałem na skórze kilka godzin później.

    Jest to zapach na ciepłe dni, jednak zdecydowanie nie na upały. Raczej to typowy casual z uwagi na typowo świeżą bazę.

    Trwałość jest pondprzeciętna, na mojej skórze trzyma się dobre 7-8h, jednak projekcja jest dość umiarkowana.

    Podsumowując - gdyby otwarcie utrzymywało się na skórze przez cały czas życia perfum na skórze, dałbym mu mocne 9. Niestety po dwóch godzinach czuć już taką generyczną świeżą bazę, której to akordy spotyka się w większości mainstreamowych zapachów. Później zostaje jaka śtam chemiczna świeżość znana z podstawowego Acqua di Gio z delikatną paczulą, czyli odgrzewany kotlet po całości.
    Myśle, że mógłbym go po prostu określić bardziej elegancką wersją AdG.

    Muszę jeszcze wspomnieć o wersji Special Blend z 2017, w której to zmodyfikowano nieco balans nut. Miała ona w sobie zdecydowanie więcej paczuli, a kadzidło zepchnięto na nieco dalszy plan. Jest nieco lepiej wyważony, niż Profumo jednak później znów pojawia się ta zwyczajna, wodna baza. Co dziwne - wodna baza wybrzmiewała znacznie bardziej naturalnie, niż w zwykłym AdG i Profumo.

    Typ: Aromatic Aquatic
    Zapach: 7/10
    Trwałość: 8/10
    Projekcja: 6/10
    Oryginalność: 6/10
    Popularność: 5/10
    Komplementy: 10/10
    Podobne zapachy: Acqua di Gio
    Cena: 320 zł za 125ml

    tl;dr

    pokaż spoiler Świetny początek, a później typowy świeżak. Trochę odgrzewany kotlet, ale i tak jest całkiem fajny.
    pokaż całość

    źródło: s12emagst.akamaized.net

  •  

    84/100 #100perfum #perfumy

    Tiziana Terenzi Casanova (2014, Extrait de Parfum)
    Ta recenzja miała się pojawić już jakoś pod koniec... ale w tak w sumie to jeszcze jakieś 15 recenzji przede mną. Ale ten czas leci. Dawno nie było niszy, co?

    Zanim zacznę, rzucę jeszcze kilka dygresji. Wiecie, czemu nie było chyba ani jednego wpisu o zapachu damskim? Bo mi się podobają może cztery damskie zapachy, w tym ten opisywany dzisiaj i dwa takie, których nazwy po dziś dzień nie znam. Obecny nurt mainstreamowych zapachów damskich jedzie na jednym schemacie - w opór słodko, dodać trochę kwiatków i zapach sprzedaje się w milionach sztuk. Bardziej podchodzą mi uniseksy. Są jednak takie uniseksy, które to są na tyle kobiece, że zwyczajnie głupio byłoby mi je nosić samemu. To jest jeden z nich.

    Pierwsza moja styczność z tą marką była... cóż... fatalna. Moja była dziewczyna kupowała dziesiątki różnych próbek w "ciemno", bo np. spodobała się jej nazwa, albo coś w składzie.Dzięki niej miałem przyjemność poznać zarówno Casanovę, jak i nieprzyjemność obcowania z Lillipurem, którego to musiałem z siebie zmyć, tak bardzo paskudny jest. Będąc mocno uprzedzonym do tej marki, zapomniałem o ich istnieniu. Pewnego dnia poczułem u niej coś, co mnie bardzo zainteresowało. Zapach kobiecy, jednak zupełnie inny, niż wszystkie z którymi miałem styczność. Coś łatwego w odbiorze, subtelnego, a zarazem niesamowicie złożonego. Powiedziała mi, że dziś użyła Casanovę. Byłem w szoku, jak przepiękny jest to zapach. Nie testowałem go osobiście, ale znamy się doskonale. To wspaniała mieszanka pudru, drewna, zieleni i kwiatów. Jest bardzo zmysłowy i na swój sposób uroczy. Dwa strzały robią robotę, Tiziana Terenzi się w tańcu nie pier...i. To najprawdziwszy ekstrakt perfum, który na skórze egzystuje aż do umycia, a z ubrań często nie schodzi nawet po praniu. W pewnym momencie gdy wchodziłem do domu, czułem właśnie ten wspaniały aromat.

    Moim zdaniem zapach jest całoroczny, no może oprócz upalnego lata. Byłby idealnym partnerem dla eleganckiej, emanującej klasą blondynki, która to w zimę nosi różowy płaszcz, a jedno jej spojrzenie potrafi zmiękczyć nogi największego twardziela.

    Jest to jeden z najlepszych znanych mi damskich zapachów w ogóle.

    Typ: Oriental woody powdery
    Zapach: 10/10
    Trwałość: 10/10
    Projekcja: 9/10
    Oryginalność: 10/10
    Komplementy: 10/10
    Podobne zapachy: ?
    Cena: 1450zł za 100ml

    tl;dr

    pokaż spoiler To samo, co w ostatnim zdaniu. Bardzo polecam.
    pokaż całość

    źródło: fimgs.net

  •  

    83/100 #100perfum #perfumy

    Ted Lapidus Pour Homme (1987, EdT)

    Dziś opiszę wam jeden z tych zapachów, który równie dobrze mógłby być użytkowany jako broń chemiczna. To jeden z najlepszych przedstawicieli gatunku "love or hate", bo przejść koło niego obojętnie się zwyczajnie nie da. W jakich nowoczesnych perfumach siedzi 25 różnych składników? W perfumach od Roji na przykład, jednak to nieco inna półka cenowa...
    Wiele osób porównuje go z Kourosem od YSL, który to z moją skórą się BARDZO nie polubił i wychodziły na mnie mydlano-fekalne nuty. Daruję sobie "obrazowanie" tegóż aromatu. Mimo to jednak bardzo chciałem mieć jakiś jeden dobry powerhouse z lat 80'. Mam Kourosa, mam Oscar de la Renta Pour Lui, mam również Antaeusa i żaden z nich jakoś wybitnie mnie do siebie nie przekonał. Na szczęście jakiś śmieszek na perfuforum zasugerował mi, abym zaopatrzył się w Lapidusa Pour Homme.

    Dostałem wersję z 2001 roku za pomocą dziwnego zrządzenia losu. Zobaczyłem go na półce z kosmetykami mojego kolegi i spytałem, czy by mi go odsprzedał. Powiedział mi, że od wielu lat tam stoi i nikt go nie używa, więc odda mi go za darmo.

    Lapidus Pour Homme to dziwny twór, jednak przywodzi mi na myśl Polskie blokowiska z lat 90'. Na podjazdach pod blokami stoją maluchy, warszawy i polonezy. Mieszkania ociekają boazerią, a meblościanki zasłaniają większość powierzchni użytkowej. Gdzieś w tle gra teleexpres na małym, kineskopowym telewizorze, a na ścianach wiszą doniczki z paprotkami i podobiznami papieża. Jeżeli nie umiecie sobie tego wyobrazić, puśćcie sobie teledysk utworu Planet Funk - The Switch. Pamiętam, jak się zawiesiłem, gdy pierwszy raz go użyłem. Zaczęło mi się od razu przypominać dzieciństwo, a w głowie miałem jedną, wielką retrospekcję. Po chwili dotarło do mnie, dlaczego. Używał ich mój dziadek, którego nie ma z nami już prawie 20 lat.
    Pokazałem go kilku znajomym, jednak większości się nie spodobał i niemal zgodnie twierdzili, że pachnie jak Brutal czy inny Wars. Paskudni ignoranci.

    Nieraz dostawałem za niego dissy typu "jebie to straszliwie", "pachniesz jak cmentarz" i takie tam. Nie powstrzymało mnie to jednak przed jego namiętnym użytkowaniem. Jeden strzał na klatę po prysznicu robi robotę na cały dzień. Dostałem też kilka komplementów na przestrzeni lat, głównie od nieznajomych młodych kobiet.

    Przejdźmy w końcu do samego zapachu. Otwiera się nutami aventusa z dymem tytoniowym. To tak, jakby Creed wydał wersję "gangsterską" Aventusa, która ma pokazywać wszystkim dookoła, że król jest tylko jeden. Po chwili staje się już balsamiczny, czuć, że nastały lata 80'. Panuje tutaj tak niesamowite bogactwo, że nie czuję się na tyle kompetentny, żeby próbować go "rozkładać" na czynniki pierwsze. Po dwóch, trzech godzinach dominują nuty kadzidła z miodem na barberskiej bazie. Po pięciu, sześciu godzinach czuję głównie jakieś balsamiczne nuty z ciepłym, słodkim miodem i kadzidłem. Ciężko powiedzieć, co się z nim dalej dzieje, bo z uwagi na super-złożony skład, raz wychodzi balsamiczny, ciężki i monolityczny aromat kadzidła z tytoniem, a raz taki lekki ananas z miodem i tytoniem.

    Teraz najlepsza kwestia. W jego przypadku nie można mówić o trwałości i projekcji. To trzeba siłą ściągać z ubrań za pomocą mocnych chemikaliów, a proje... wróć, promień rażenia to tak daleko, jak to tylko możliwe. Dwa strzały wypełniają pomieszczenie, nozdrza nieświadomych zagrożenia ludzi i bardzo skutecznie odcinają dostawy tlenu do mózgu. To jest słynny poziom projekcji 10/10 - poziom Interlude.

    Użytkowanie głównie dla własnej przyjemności, najlepiej zimą i zimną jesienią.

    Ogólnie to oprócz tej delikatnej nutki Aventusa, nie przypomina mi on żadnego innego zapachu. Moja kolekcja klasyków nie byłaby bez niego kompletna. To coś, po co każdy fan perfumiarstwa musi kiedyś sięgnąć. Kosztuje śmieszne grosze w porównaniu do tego, co oferuje. Gdyby nawet jego flakon kosztowal 500zł... dałbym tyle i dalej się nim delektowal.

    Jeżeli ktokolwiek z Was będzie go chciał kupić, zróbcie sobie jakąś rozbiórkę, bo 10ml starcza na lata. Jeżeli jesteście fanami Antaeusa i Kourosa - Lapidus jest w podobnym klimacie.

    Typ: Oriental (?)
    Zapach: 10/10
    Trwałość: 10/10
    Projekcja: 10/10
    Oryginalność: 10/10
    Komplementy: 2/10
    Podobne zapachy: ?
    Cena: 70zł za 100ml

    tl;dr

    pokaż spoiler Orientalny dziwaczny powerhouse z lat 80'. Tylko dla facetów, którzy chleb kroją krawędzią szczęki, ziemniaki obierają wzrokiem, a na badaniu krwi podaje się im wartość stężenia krwi w testosteronie. Nie kupować bez testów.
    pokaż całość

    źródło: i.ytimg.com

  •  

    82/100 #100perfum #perfumy

    G.Bellini X-Bolt (2012,EdT)

    Chcieliście X-Bolta, to macie. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Dobra, tym razem to bardziej żart, niż recenzja, jednak podejdę do tematu poważnie.
    Znacie Hugo Boss Bottled, czyli słynnego szarego Bossa? Jeśli tak, to już wiecie, jak on pachnie. Dla tych, co nie znają - to zapach szarlotki, w składzie dominuje głównie jabłko z wanilią. Zacznę może od małego wstępu. Od czasu, gdy Boss Bottled dopadła reformulacja i teraz ma fatalne parametry, przy czym jego cena nie uległa zmianie, wielu jego fanów zaczęło szukać alternatywy. Na pomoc przyszła pewna marka własna znanego dyskontu. Od kiedy prowadze swój tag, cały czas starałem się unikać recenzowania jakichkolwiek chamskich podróbek, które to, jak już kiedyś napisałem, są najczęściej karykaturą tego, czym miały być. Tutaj sprawa nie jest do końca jasna.
    Jak dotąd każdy klon, który recenzowałem wnosił coś "od siebie" do tematu i pod niektórymi względami był lepszy od swojego oryginału. X-Bolt jest jednak kopią idealną. Jest podobny do tego stopnia, że nawet nie jestem w stanie wyczuć żadnej różnicy zapachu porównując je ręka w rękę. Teraz moje największe zaskoczenie. Początkowo myślałem, że pomyliłem dłonie, dlatego następnego dnia potwórzyłem test. To jednak nie była pomyłka. X-Bolt ma solidną, 7-godzinną trwałość przy dość mocnej projekcji przez ok 2h. Jego protoplasta natomiast znika po czterech, może pięciu godzinkach.

    Musimy pamiętać o jednym. To jest zapach dostępny w dyskontach za 20zł. W tym wypadku naprawdę nie ma sensu przepłacać i wydawać 10-krotności tej kwoty na oryginalnego Bossa. Tak, dobrze widzicie. Polecam zakup ordynarnej podróby, zamiast oryginału, bo protoplasta jest pod wieloma względami gorszy od swojego klona. UCZEŃ PRZERÓSŁ MISTRZA, czy jakoś tak. Pewnie pretenduje też na kolejny "zapach wykopka" #pdk ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Typ: Woody Spicy
    Zapach: 6.5/10
    Trwałość: 7/10
    Projekcja: 6/10
    Oryginalność: xD/10
    Popularność: 6/10
    Komplementy: 6/10
    Podobne zapachy: Hugo Boss Bottler, PdM Layton
    Cena: 20zł za 50ml

    tl;dr

    pokaż spoiler Klon idealny szarego Bossa za ułamek jego ceny o lepszych parametrach niż oryginał.
    pokaż całość

    źródło: piimages.parfumo.de

    +: Qtavon, k.....z +96 innych
  •  

    81/100 #100perfum #perfumy

    Viktor & Rolf Spicebomb Extreme (2015, EdP)
    Jest to jeden z zapachów, które chcieliście, żebym zrecenzował. Ogólnie nie jestem fanem podstawowej wersji Spicebomba, często porównywany jest do Man in Black, jednak moim zdaniem są zupełnie inne.

    W tym przypadku nazwa Extreme została w końcu potraktowana poważnie. Widziałem już wiele odmian INTENSE, PARFUM, czy nawet EXTREME, jednak w większości przypadków był to albo zupełnie inny zapach (Prada l'homme vs l'homme intense), albo miał gorsze parametry niż podstawka (Bottega Veneta vs Veneta Extreme) etc.
    Tu co prawda skład różni się od wersji podstawowej, jednak nie jest to zbytnio wyczuwalne. Zapach jest faktycznie ekstremalną wersją podstawki. Jest cięższy, bardziej tytoniowy i słodki.

    Co do zapachu. Dla mnie to jest bomba słodyczy z wanilii z zapachem petów z popielniczki. Nie mogłem go znieść za pierwszym razem i od razu poszedłem go zmyć. Wyszły na mnie jakieś nuty palonego plastiku i popielniczki, skojarzył mi się od razu z Armani Stronger With You.
    Drugie moje podejście było zdecydowanie lepsze. W otwarciu dostajemy głównie połączenie wanilii z tytoniem, trochę jest tego palonego plastiku, ale do zniesienia. Wyszły też jakieś bliżej nieokreślone przyprawy. Po ponad dwóch godzinach uleciały nuty palonego plastiku, do wanilii i tytonu doszła lawenda i pieprz. Dalej już nic się więcej nie dzieje.

    Na mnie projektuje na jakieś 2m i siedzi na skórze ok. 8-10h. Co ciekawe - mam próbkę spicebomba z początku produkcji i trwałość jest bardzo podobna.

    Moim zdaniem jego zastosowanie jest typowo na wieczorne wypady do klubu lub inną imprezę. Nie jest on zbyt elegancki, miałbym potężne opory przez użyciem go na spotkania z klientami.

    Po dwóch godzinach jest przyjemny, łapie komplementy, ale ze słodko-przyprawowych perfum zdecydowanie wolę Man In Black Essence. Słodycz spajsbomba strasznie mnie męczy i w pomieszczeniu wręcz mdli.

    Podobnie jak spicebomb, ten też tak średnio mi się podoba, głównie przez syntetyczność i fakt, że nie jestem fanem przesłodzonych zapachów. Na mnie wyszedł praktycznie sam cukier i spalenizna, co mi zupełnie nie podeszło. Poza tym jest strasznie drogi. Nie zużyłem nawet tej próbki i leży u mnie w szafie od kilku lat.

    Radzę Wam przed ewentualnym zakupem dokładnie go przetestować na swojej skórze. Z moją się nie polubił.

    Typ: oriental spicy
    Zapach: 6/10
    Trwałość: 8/10
    Projekcja: 7/10
    Oryginalność: 8/10
    Popularność: 3/10
    Komplementy: 7/10
    Podobne zapachy: V&R Spicebomb, Armani Stronger With You.
    Cena: 320zł za 90ml

    tl;dr

    pokaż spoiler Coś dla fanów zapachów przesadnie słodkich, waniliowo-tytoniowych.
    pokaż całość

    źródło: images-na.ssl-images-amazon.com

    +: p......R, StaraPlomba +31 innych
  •  

    80/100 #100perfum #perfumy

    Thierry Mugler Cologne (2001, EdT)
    Idąc za głosem drogich użytkowników naszego wspaniałego tagu, najbardziej plusowane perfumy zrecenzuję na dniach. Na początek miało być coś taniego, ale fajnego. Miałem z tym nie lada problem, bo nie chciałem Wam robić smaka na jakiś zapach, który został wycofany, a takich znam bardzo wiele. Szkoda, będę tesknił za takimi choćby genialnymi Salvador Dali Pour Homme, czy Escada Magnetism. Są na szczęście perełki produkowane nieprzerwanie od wielu lat. Jedną z nich jest Mugler Cologne, którego bardzo często używam. Za jego stworzenie odpowiedzialny jest Alberto Morillas - człowiek, który wymyślił dwa moje ulubione mainstreamowe zapachy i ten od Jeremy'ego...

    Mugler Cologne to ogólnie świetna sprawa. Nie ma może porażającej trwałości i projekcji, ale kompozycja stoi tutaj na najwyższym poziomie. Jeżeli znacie Original Vetiver od Creed'a, to mogę powiedzieć szczerze, że są one do siebie dość zbliżone. To unisex, więc nawet, jeżeli Wam nie podejdzie, możecie go oddać dziewczynie. Albo kupicie niby dziewczynie na prezent, a później sami używacie. Deal doskonały ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Otwiera się cytrusowo-kwiatowym aromatem neroli z bergamotką. To po prostu zapach świeżego prania zamknięty we flakonie, do tego pachnie dość naturalnie. Pachnie naprawdę świetnie.

    Trwałość i projekcja są dość przeciętne, 5-6h na skórze i dość przeciętna projekcja przez 1-2h. Tutaj szału nie ma.

    Zastosowanie - pasuje do wszystkiego, na każdą porę roku. Do garnituru, po siłowni, nieważne. Osobiście wręcz uwielbiam używać go po zimnym prysznicu w upalne lato. Daje takie uczucie odświeżenia, czystości.

    Używam go stale od wielu lat, mnóstwo ludzi pytało mnie o niego i nigdy nie dostałem na jego temat żadnego "dissa". Podoba się dosłownie każdemu, kogo o to spytałem.

    To jeden z moich ulubionych świeżych zapachów na lato i szczerze polecam choćby odpalić sobie jego próbkę. W tych pieniądzach chyba nie ma lepszego, bardziej uniwersalnego świeżaka.

    W kolejnych wpisach spodziewajcie się m.in. Creed Millesime Imperial i Spicebomb Extreme. Tego drugiego muszę troszkę lepiej poznać. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Typ: Citrus aromatic
    Zapach: 9.5/10
    Trwałość: 5/10
    Projekcja: 5/10
    Oryginalność: 9/10
    Komplementy: 10/10
    Podobne zapachy: Creed Original Vetiver, The Different Company Tokyo Bloom
    Cena: 90zł za 100ml

    tl;dr

    pokaż spoiler Jeden z moich ulubionych tanich, świeżych zapachów. Podoba się dosłownie każdemu, bo pachnie wspaniale.
    pokaż całość

    źródło: fimgs.net

  •  

    #perfumy #100perfum
    Hej mirasy. Nie mam pomysłu na dzisiejszy wpis, więc zwracam się z pytaniem do Was. Recenzję jakich perfum byście chcieli? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

  •  

    79/100 #100perfum #perfumy

    Joop! Homme (1989,EdT)
    Zanim marka Joop! została przejęta przez Procter & Gamble, na rynek wypuszczała prawdziwe sztosy. Bohater dzisiejszego wpisu na rynek wyszedł w 1989 roku, jednak po dziś dzień jest bardzo popularny, głównie wśród młodzieży. Jest on dzieckiem Michaela Almairac'a, który stworzył również Gucci PH, Dior Fahrenheit, czy Chopard Heaven.
    Domyślam sie, że inspiracją dla pana Almairac'a były imprezy techno lat 80', gdzie alkohol lał się strumieniami, w powietrzu unosił się słodkawy aromat palonych konopii, a ich uczestnicy chętnie wciągali do nosa skrystalizowane substancje, którymi z pewnością nie był cukier. Chyba tylko cukru brakowało na tego typu imprezach. To się bardzo szybko zmieniło, ponieważ luka ta wypełniona została przez Joopa Homme.

    Otwiera się zapachem syropu na kaszel. Jest słodki niczym landrynka, przy okazji prez pierwsze 20 minut w ogóle nie mogłem zbliżyć nosa do nadgarstka, bo mnie przyduszał. Oczywiście w tej cenie nie oczekujemy przesadnej naturalności. Jak już nieco się uspokoi, czuć doskonale cynamon z wanilią, jakieś kwiaty i cytrusy. Iście dziwaczne połączenie. Są kwiaty, jest słodycz, są przyprawy. Aby dopełnić obraz dziwności brakuje tu chyba tylko oudu, ale jeszcze wtedy nie był zbyt popularny. Zostały tu połączone składniki, które w normalnym wypadku by do siebie nie pasowały, a jednak tu pasują całkiem dobrze. Później już czuć głównie wanilię z cynamonem i jakimiś kwiatami. Zapach raczej nie ewoluuje na skórze, do końca już mamy aromat wanilii, cynamonu i kwiatów.

    To prawdziwy ANIHILATOR wszystkiego wokół. Jest wszechpotężny, z duszącą projekcją na poziomie Interlude. Dwa strzały wystarczają na cały dzień noszenia. Trwałość aż do zmycia i projekcja dusząca wszystkich wokół to parametry niemal legendarne.

    Jeżeli znacie nieco japońskie kabarety, pewien z komików wykreował postać, którą nazwał "Hard Gay". To prawdziwa wizualizacja tego zapachu. Właśnie tak wyobrażam sobie jego użytkowników.

    Ogólnie to całkiem mi się on podoba. Mógłbym go nosić bez wstydu, jest szalony, hipsterski wręcz i przy okazji bardzo dziwaczny. Ma też niesamowite parametry i kosztuje grosze. Na pewno go znacie, tylko nie wiecie, że to akurat on. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Typ: Oriental Fougere
    Zapach: 8/10
    Trwałość: 10/10
    Projekcja: 10/10
    Oryginalność: 9/10
    Popularność: 7/10
    Komplementy: 5/10
    Podobne zapachy: Montblanc Individuel, Creed Original Santal
    Cena: 100zł za 100ml

    tl;dr

    pokaż spoiler Najlepszy zapach na imprezy, do tego tani jak barszcz.
    pokaż całość

    źródło: fimgs.net

  •  

    78/100 #100perfum #perfumy

    Givenchy Pi (1998, EdT)
    Dzisiaj krótki i zwięzły wpis, bez zbędnego lania wody. W 1998 roku światło dzienne ujrzało dzieło pana Alberto Morillasa - Pi. Nie mam pojęcia, czemu go tak nazwali, bo sam zapach w ogóle nie kojarzy mi się z matematyką.
    Otwarcie to słodka bomba z wanilii, migdałów i tonki. Jest niczym koncentrat z waniliowych cukierków. Pomimo dość wielu składników, do samego końca dominuje wanilia z tonką.

    Trwałość to bite 8-9h na skórze przy dość solidnej projekcji przez pierwsze 4 godziny. Przy okazji ma całkiem fajną jakość, nie jest to tania, tandetna chemia, choć i tak delikatnie czuć syntetyczność.

    Jest to zapach typowo casualowy na zimę i późną jesień. Nie jest jakoś specjalnie elegancki, ale też nie narzuca się otoczeniu i nie irytuje. Można go używać na co dzień.

    Zdecydowałem się go krótko opisać dlatego, że jest to pierwszy tak słodki męski zapach z lat 90', który dane mi było poznać. Wtedy jeszcze królowały kompozycje wytrawne.

    Świetnie zniósł próbę czasu, bo dalej pachnie bardzo nowocześnie i jest zdecydowanie lepiej skomponowany niż większość nowości. Wiodocznie jego sprzedaż ma się całkiem dobrze, skoro przez tyle lat dalej go wypuszczają.

    Typ: oriental woody
    Zapach: 7.5/10
    Trwałość: 8/10
    Projekcja: 7/10
    Oryginalność: 7/10
    Popularność: 1/10
    Komplementy: 6/10
    Podobne zapachy: flankery
    Cena: 200zł za 100ml

    tl;dr

    pokaż spoiler Jeden z najsłodszych znanych mi męskich zapachów. Koncentrat z waniliowych cukierków o całkiem przyjemnych parametrach i jakości.
    pokaż całość

    źródło: fimgs.net

  •  

    77/100 #100perfum #perfumy

    Guerlain Heritage (EdP,1992)
    Chyba wczoraj na wypoku pojawiła się ankieta dotycząca najlepszych perfum marki Guerlain, gdzie stawka została niemal zdominowana przez L'Homme Ideal. Gdy to zobaczyłem, coś we mnie umarło. Domyślam sie, że po prostu mało który z głosujących zna bohatera dzisiejszego wpisu. Moim zdaniem to właśnie Heritage zasługuje na miano najlepszych męskich perfum od Guerlain sprzedawanych po dziś dzień. Miałem go recenzować już dawno temu, jednak nie znam słów na opisanie jego geniuszu.

    Niewiele perfum produkuje się nieprzerwanie przez ponad 25 lat. Kiedy miał premierę w 1992 roku, na rynku trudno było znaleźć bardziej złożoną kompozycję. W jego skład wchodzi ok. 26 składników, co dalej jest niesamowitą liczbą.
    Heritage oferuje nam aromat niczym literackie dzieło sztuki. Ma on swój wstęp, rozwinięcie i zakończenie. Są między nimi wyraźne granice.

    Moja miłość do niego pojawiła się w momencie, gdy pewnego letniego wieczoru wsiadłem sobie w prawie 40-letnie cabrio i pojechałem zatankować. Skończyło sie na dwugodzinnej jeździe po okolicznych lasach bez celu i delektowaniu się tym niesamowitym aromatem.

    Wstęp. Otwiera się aromatem drzewnej lawendy z bardzo piwniczną paczulą, towarzyszą im radosne, delikatne cytrusowe akordy. Po chwili dołącza do nich jeszcze aromat drzewa sandałowego, troszkę bliżej nieokreślonej zieleni i nutkę jałowca. Jest ono "niedzisiejsze" przez dużą ilość drzewa sandałowego i paczuli.

    Rozwinięcie. Tutaj dzieje się prawdziwa magia, za którą pokochałem ten zapach. "Niedzisiejszość" zapachu odeszła w zapomnienie, wszystko zaczęło się klarować. Drzewo sandałowe i paczula odeszły na nieco dalszy plan, teraz do mojego nosa dociera głównie słodkawa żywica wraz z mchem dębowym na drzewnej bazie.

    Zakończenie. Ta faza to już przegięcie. Heritage po dziesięciu godzinach zostawia słodki, drzewno-słodkawy aromat, który jest niczym afrodyzjak.

    Parametry mojej wersji są przepotężne. Na skórze trzyma się aż do zmycia, na ubraniach praktycznie aż do prania, a projekcja jest bardzo solidna. Nie dusi, ale wypełnia pomieszczenie.

    Ma on nieco "ciężki" wstęp, jednak to, co dzieje się po około dwóch godzinach od aplikacji całkowicie rekompensuje mi początkową "dziadkowość". Przeznaczony jest on głównie na zimę i chłodniejszą jesień, jednak ja używałem go głównie na wieczorne wyjścia niezależnie od pory roku.

    Opisywałem wersję EdP z 1998r, ale w swojej kolekcji mam również "nowoczesne" EdP i EdT. Różnią się od siebie, nowsze wersje zostały nieco złagodzone, ale dalej są świetne.

    Gdybym miał wybrać jeden najlepszy klasyczny zapach, który znam, mój wybór padłby na Heritage ex aequo z Eau Sauvage. Mój wpis nawet w 1/100 nie oddał tego, jak wielkim arcydziełem jest.

    Wrzucam zdjęcie limitowanej edycji flakonu vintage, który posiadam. Piękny jest.

    Typ: woody spicy
    Zapach: 10/10
    Trwałość: 10/10
    Projekcja: 9/10
    Oryginalność: 10/10
    Popularność: 1/10
    Komplementy: 9/10
    Podobne zapachy: Roja Dove Danger Pour Homme
    Cena: 200zł za 100ml

    tl;dr

    pokaż spoiler Najlepszy znany mi klasyczny zapach od Guerlain.
    pokaż całość

    źródło: i2.wp.com

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika KaraczenMasta

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (4)