nie

  •  

    Zaczynam drugą edycję stulejarskich wierszyków
    Każdemu kto skomentuje i da plusa uloze, jakiś stulejarski wierszyk z jego imieniem, nickiem lub nazwiskiem
    Pozdrawiam.
    #stulejarskiewierszykizl0tego #glupiewykopowezabawyboners #poezja

  •  

    chcecie mi powiedziec ze ktoś cypisa słucha nie ironicznie x D?

  •  

    Chrześcijańskie miasto Mhardeh (Maharada) w Syrii długo broniło się przed dżihadystami.
    Teraz mieszkańcy już spokojnie mogą przygotowywać się do świąt. Takich miast, gdzie powraca normalność jest mnóstwo.
    #syria

  •  

    Znalazłem na YT jakiś filmik z pracami uczniów podstawówki w Radomiu. Jak będzie 100 plusów wrzucam całość na wykopalisko.

    pokaż spoiler #jp2gmd #wykopobrazapapieza #youtube #szkola #4konserwy #radom

    źródło: papiez.png

  •  

    #kukiz #wtf #polityka #biedron #homoseksualizm WTF? czemu Kukiz ma jako zdjęcie w tle Biedronia? xD

    +: LVLV
  •  

    Wiersz Johna Alexandra McCrae, kanadyjskiego poety, lekarza i żołnierza w czasie I wojny światowej.
    Zawsze mam ciarki kiedy przypominam sobie o tym wierszu ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    "Wśród Flandrii pól kwitnący mak
    krzyża za krzyżem barwi szlak,
    kres naszych dróg. Skowronka lot
    wzbija się ponad armat grzmot
    co śpiew mu głuszy - dzielny ptak.

    Nasz los to Śmierć. Wciąż życia smak
    w pamięci trwa, choć miłość wszak
    nie kończy się, nasz grób jest tu,
    wśród Flandrii pól.

    Podejmij walkę, tam wciąż - wróg,
    weź z rąk omdlałych złoty róg.
    Niech zabrzmi znów, nie zawiedź nas,
    Bo zburzysz nam spoczynku czas.
    Zbudzimy się, choć maki śpią
    Wśród Flandrii pól"
    #iwojnaswiatowa #historia #ciekawostki #poezja #wiersz #ciekawostkihistoryczne #wojna
    pokaż całość

  •  

    ONR to stan umysłu. Potępiaj zabijanie przeciwników politycznych przez lewaków (słynny argument at Cze Guevara), jednocześnie zrób mordercę patronem turnieju piłki halowej.

    Łódzki oddział Obozu Narodowo-Radykalnego wybrał Janusza Walusia jako patrona turnieju piłki halowej. Waluś odsiaduje w Republice Południowej Afryki wyrok dożywocia za zabójstwo, którego dokonał w 1993 r. na liderze partii komunistycznej.

    "Walka o uwolnienie naszego rodaka, mimo nieprzychylności komunistycznego środowiska w Południowej Afryce wciąż trwa! I będzie trwać tak długo, aż nie zakończy się zwycięstwem i sprowadzeniem pana Janusza do Polski" - dodają działacze ONR.

    Janusz Waluś urodził się w Zakopanem, w latach 80. wyemigrował do Afryki, gdzie razem z rodziną prowadził hutę szkła. Później pracował też jako kierowca. Przyjął południowoafrykańskie obywatelstwo i zaangażował się w działalności skrajnie prawicowych i rasistowskich organizacji.10 kwietnia 1993 r. zastrzelił Chrisa Haniego, lidera partii komunistycznej w Republice Południowej Afryki. Waluś został skazany na karę śmierci, wyrok ostatecznie zmieniono na dożywotnie więzienie. W 2017 r. zrzekł się obywatelstwa RPA.

    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,22726833,onr-w-lodzi-organizuje-turniej-pilki-halowej-patronem-jest.html#MTstream

    #onrlgbt #neuropa #bekaznarodowcow #bekazpodludzi #4konserwy #polityka #lodz
    pokaż całość

    źródło: onrlodz.com.pl

  •  

    - Mur -

    - No dobra, na dzisiaj wystarczy! Wiecie co robić.

    Nareszcie – pomyślałem – ten dzień był stanowczo zbyt długi. Co prawda, to wcale nie był koniec pracy, ale przynajmniej ostatnie godziny spędzę w klimatyzowanym magazynie.

    Okazało się, że praca nadzorcy dronów rolniczych wcale nie jest tak lekka, jak ją reklamowali. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że wypłata rekompensowała większość napotkanych niedogodności. Część moich współpracowników (tak, współpracowników, a już na pewno nie kolegów) narzekała jeszcze na rozłąkę z rodzinami, ale mnie to nie dotyczyło. Najpierw strata dziecka, potem rozwód. Nie, tam mnie już nic nie trzymało. Podjąłem tą decyzję już dawno, więc gdy tylko zaproponowali mi pracę w innym układzie, zgodziłem się bez chwili wahania. Ucieczka na inną planetę wydawała się wtedy idealnym rozwiązaniem. Gdyby tylko nie ten upał, to byłoby idealnie. No, prawie idealnie.

    - Hej!! Patrzysz w ogóle na ten ekran? Wiesz, że to nie jest tylko ozdoba? Ósemka znowu wysiadła, idź to sprawdź.
    - Tak szefie, już idę. – Głupi buc – To już drugi raz w tym tygodniu. Pewnie bateria mu siada.
    - No to idź i zanieś mu drugą. Tylko odstaw terminal.

    Dlaczego to zawsze dzieje się pod koniec zmiany.  I idź teraz na drugi koniec pola w pełnym słońcu. Zaraza.

    - Bzzzt - Krótkofalówka, znaczy wieża. Ostatnio coraz częściej się odzywa. Nie bardzo wiem co o tym myśleć, ale w końcu przyjechałem tu by uciec od myślenia.

    - No hej, wydawało mi się, że się wczoraj obraziłaś?
    - Bo jestem obrażona. I to śmiertelnie. Ale nie umiem skończyć krzyżówki, a twój szef mi raczej w niej nie pomoże.
    - Nie przepracowujesz się tam na górze, co?
    - A co mam robić cały dzień w tej dziurze? Patrzeć na twoje mięsiste pośladki?
    - Mięsiste??
    - Kotku, przez te lornetki widać każdy kilogram.
    - No to masz szczęście, będziesz się mogła jeszcze na nie napatrzeć. Znowu padła mi Ósemka. I znowu przy murze.
    - No to szerokiej drogi. Ja skończę teraz raport, a potem odezwę się w sprawie krzyżówki… Zaraz, zaraz… Czy to są szorty?
    - Ty masz pojęcie jak tu jest gorąco?

    Zamiast odpowiedzi usłyszałem śmiech. Głośny śmiech. Zanim jeszcze odszedłem, odwróciłem się plecami do wieży i klepnąłem w tyłek. Jeśli ktoś z pola to widział to… no w sumie to nic. Cholera, chyba ją polubiłem. No ale czas iść, dron się sam nie naprawi, a po co dawać bucowi kolejny powód do wrzasku. Całe szczęście dron nie pracował zbyt daleko, choć wyłączył się niemal przy samym murze.

    Idąc, znów przebiegłem wzrokiem wzdłuż wysokiej na 3 metry siatki pod napięciem, zakończonej drutem kolczastym, otaczającej całe pole. Nie wiem już ile razy zastanawiałem się, po co otoczyli pole tą siatką i przed czym miała chronić. Jesteśmy tu sami, więc raczej nie przed kradzieżą. A zresztą tutaj jest tylko kukurydza, cały sprzęt i tak jest zamknięty w bazie. A dostępu do niej bronią skanery tęczówek. I dlaczego właściwie poprzednia ekipa nazwała to ogrodzenie murem?

    Gdy tylko spostrzegłem drona, stanąłem jak wryty nie wiedząc co robić. Rozbity dron musiał zahaczyć o ogrodzenie, ziała w nim wielka dziura, wszędzie leżała rozrzucona przez drona kukurydza. Nagle wróciły wszystkie pytania, po co zrobili tak wysokie ogrodzenie i przed czym chroniło. Doskonale wiedziałem, że coś takiego muszę od razu zgłosić. Wyciągnąłem krótkofalówkę i podszedłem kawałek, żeby lepiej widzieć uszkodzenia. Jednak zanim podszedłem rozległ się huk, straciłem grunt pod nogami, a przed oczami zrobiło mi się ciemno…

    - Bzzzt. Hej, czemu się nie odzywasz? Co się tam u was dzieje?
    - Coo? Co się dzieje? - Chwilę trwało zanim w pełni oprzytomniałem.
    - No ty mi powiedz, chyba nie obraziłeś się za te pośladki?
    - Nie, niech to szlag. Słuchaj mamy problem. Dron rozwalił ogrodzenie, musiałem nadepnąć na kawałek drutu pod napięciem..
    - Coo?! Do jasnej cholery, chyba sobie żartujesz?! Dlaczego tego nie zgłosiłeś?! Musimy zaraz ogłosić alarm – jej głos w jednym momencie zmienił się w pisk, brzmiało to jakby dostała nagle histerii.
    - Słuchaj, chciałem to zgłosić, ale straciłem.. – nie zdążyłem nawet dokończyć gdy wokół rozległy się syreny alarmowe – Hej! Uspokój się, możesz mi wytłumaczyć co się z tobą dzieje?!
    - Co się dzieje?! Czy ty masz pojęcie co się stało, o Boże, przecież oni będą mogli tu wejść…
    - Wejść?! Kto miałby wejść, jacy oni, co tu się dzieje, mówisz o kimś zza muru?!
    - Ja nie wiem, tylko coś podsłuchałam, nikt nam nie chce o niczym mówić. Wiem tylko, że musisz natychmiast biec do bazy, zaraz ogłoszą kwarantannę i już stamtąd nie wyjdziecie..
    - JAKĄ KURWA KWARANTANNĘ?! – zerwałem się do biegu – Masz mi natychmiast powiedzieć co się dzieje!
    - Nie wiem… naprawdę nie wiem – w słuchawce rozległ się jej szloch – podsłuchałam jakąś rozmowę… Podobno są tu jacyś tubylcy… jakieś stworzenia, one potrafią zmieniać kształt, potrafią się zmieniać w ludzi…
    - To jest jakiś cholerny żart – wysapałem. Zmusiłem się do szybszego biegu.
    - Ale słyszałam, że mają chyba jakiś problem z oczami… nie mogą ich skopiować, czy coś, nie wiem.
    Skanery tęczówek – pomyślałem.- Dobra słuchaj, dobiegam do bazy, rozłączam się.
    - Proszę, bądź ostrożny…

    Chciałem jeszcze odpowiedzieć, ale to co zobaczyłem niemal mnie powaliło.

    Drzwi do magazynu były otwarte.

    I po cholerę te wszystkie zabezpieczenia, skoro wszyscy je olewają bo tak jest szybciej. Co prawda to pewnie dla mnie zostawili je otwarte, ale jakoś nie chciałem o tym myśleć. Zatrzymałem się przed drzwiami, starając się złapać oddech. I co ja mam teraz kurwa zrobić. Wciąż miałem nadzieję, że nic się nie stało, że wejdę cały spocony do środka, a tam jedyne co mnie czeka to opieprz od buca, że się grzebię i opóźniam ewakuację. Jak zobaczę tego drania, to go chyba uściskam... No dobra, wchodzę.

    Zaraz po wejściu starannie zamknąłem za sobą drzwi. Próbowałem nasłuchiwać jakichś odgłosów, ale wyjące syreny skutecznie to uniemożliwiały. Z walącym jak taran sercem zbliżyłem się do kolejnych drzwi, gdy nagle wypadł przez nie mój szef. Już miałem odetchnąć z ulgą, gdy napotkałem jego wzrok… A raczej wzrok czegoś co przybrało jego kształt. Poraziła mnie wściekłość i gniew bijące z jego żółtych, pozbawionych źrenic oczu. 

    Z rykiem rzucił się w moją stronę, próbowałem się cofnąć, ale tylko zderzyłem się z zamkniętymi przez siebie drzwiami. To coś opuściło głowę i z całym impetem wbiło się w mój brzuch. Stęknąłem gdy podniósł mnie i rzucił na stojący w pobliżu stolik, czym strącił przy okazji znajdujące się na ścianie tablice. Zacząłem ryczeć w niebogłosy i walić go łokciami po głowie. Po raz kolejny spróbował chwycić mnie wpół, lecz teraz z całej siły kopnąłem go kolanem w twarz. Gdy zatoczył się, chwyciłem go za kamizelkę, okręciłem go wokół siebie i uderzyłem nim o ścianę. Gdy opadł na ziemię, rzuciłem się na niego i zacząłem okładać pięściami. Zdołał mnie jednak chwycić za szyję i po chwili razem szamotaliśmy się na podłodze. Zaczął mnie dusić, a wtedy wypadła mi z kieszenie ciężka, choć niewielka bateria do drona. Niewiele myśląc chwyciłem baterię i grzmotnąłem go w skroń. Przetoczyłem się na niego i zacząłem raz za razem uderzać go tą baterią i wciąż i jeszcze raz… Aż w końcu opadłem z sił, a twarzy mojego „szefa” nie dało się niemal rozpoznać.

    Dysząc ciężko zwlokłem się z niego i oprałem o ścianę. Nie miałem nawet sił żeby zastanowić się co dalej. Nie miałem jednak wyjścia, kto wie ilu dostało się do środka. Może tylko ten jeden? Miałem nadzieję, że nasi go zmusili do ucieczki. Jednego byłem w każdym razie pewien – winda do wieży to dla mnie jedyna droga ucieczki. Tylko stamtąd można dostać się do kolejnych, przyległych baz. Ale windy są pewnie teraz zablokowane. Jak na zawołanie odezwała się krótkofalówka.

    -Bzzzt. Hej, jesteś już w środku? Wezwałam pomoc, za niedługo tu będą. Mają nas wszystkich…
    - Potem mi powiesz. Przed chwilą zabiłem jednego klona. Musisz mnie wpuścić do wieży – mówiąc to wstałem z podłogi i mniej lub bardzie pewnie ruszyłem przez drzwi do środka magazynu. Zatrzymałem się jednak po chwili, gdyż jedyną odpowiedzią na ostatnie zdanie była głucha cisza.

    - Jesteś tam?
    -No… jestem. Czemu chcesz wejść do wieży?
    - Chyba żartujesz, czy ty mnie w ogóle słuchasz? Przed chwilą spotkałem się z jednym z nich i zapewniam cię – nie są przyjaźnie nastawieni.
    - Ale… no zrozum… Skąd mam wiedzieć, że to ty?
    - Że to ja? A czy mnie w ogóle słyszysz? Oczywiście, że to ja. A poza tym miałaś rację z tymi oczami. Klon z którym walczyłem miał żółte oczy. Ci którzy projektowali bazę wiedzieli z czym mają do czynienia – to nie przypadek, że zamontowali skanery tęczówek.

    Mówiąc to właśnie wszedłem do korytarza prowadzącego do windy. I po raz kolejny tego dnia stanąłem w miejscu nie wiedząc co dalej. Przede mną, zwróceni w stronę windy stali… no właśnie, ludzie, czy klony? Zanim jednak zdecydowałem czy iść dalej, czy zawrócić, jeden z nich się odwrócił, a z mojej piersi wydobyło się westchnienie ulgi.

    - Znalazłem resztę, nie widzę tylko szefa, ale nie zamierzam go teraz szukać. Odblokuj windę.
    - Ale… wiesz, że mi nie wolno…
    - Naprawdę chcesz mnie tu zostawić?
    - Nie no, skąd… No dobrze, już otwieram. Przyłóżcie oko do skanera.

    Z uśmiechem na ustach skinąłem stojącemu najbliżej, że już może spokojnie zbliżyć się do skanera. W tej chwili kochałem tych zmierzłych sukinsynów. Wszyscy weszliśmy szybko do windy, a ja oparłem się ciężko o poręcz w środku. To wreszcie koniec. Stałem tak jeszcze chwilę, powoli dochodząc do siebie.  A gdy wreszcie się wyprostowałem, natychmiast ugięły się pode mną kolana. Bo gdy podniosłem głowę ujrzałem lustro, a w nim moje żółte, pozbawione źrenic oczy.

    Taguję #pasta i #creepypasta ale to #tworczoscwlasna - moje pierwsze opowiadanie(⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■). Jako ciekawostkę dodam, że napisałem to na podstawie mojego snu.
    pokaż całość

  •  

    Paczka oznaczona - „zwrócić do nadawcy”

    Mój sąsiad jest jedną z tych irytujących osób które ze wszystkich sił starają się zaistnieć na YouTube. Przez lata obserwowałem go, jak próbował połknąć cynamon, leżał płasko na masce samochodu, gdy ten powoli odjeżdżał, czy oblewał się wodą krzycząc "epic win", "epic fail" lub "fuck". Dość męczące stało się przyglądanie kolejnym jego błazeństwom, wyczynianym w pogoni za internetową sławą. Kiedy więc zapukał pewnego dnia do moich drzwi i powiedział, że wyjeżdża na parę tygodni i poprosił o odbieranie jego poczty, szczerze mówiąc, poczułem ulgę. Nie potrafię wyjaśnić spokoju który ogarnął mój umysł, kiedy zrozumiałem, że przez dłuższą chwilę nie będę musiał być świadkiem jakiejkolwiek z jego głupot. Zawsze bałem się, że te jego „wyczyny” w końcu wpłyną jakoś na moje życie.

    Przez kilka pierwszych dni rzeczywiście miałem spokój. Otrzymał kilka rachunków, trochę spamu oraz, jak mi się zdawało, urodzinową kartkę. Aż pewnego wieczora, gdy wróciłem do domu, zobaczyłem wielką kartonową paczkę czekająca na jego werandzie. Wielkimi, czerwonymi literami wypisana była notka – zwrócić do nadawcy.

    Nie jestem jakimś chucherkiem, ale przyznaję, że miałem problem z podniesieniem tej paczki. Była naprawdę, cholernie ciężka. Samo przenoszenie na drugą stronę ulicy było problemem, więc szybko zrozumiałem, że za nic w świecie nie dam rady zanieść jej po schodach, ani nawet przejść z nią przez frontowe drzwi. Zdecydowałem, że zaniosę paczkę do swojego garażu i tam zostawię. W końcu nie trzymałem tam samochodu - drzwi do garażu były zwykłą kupą gówna, które nie otwierały się bez asysty solidnego kopa. Znacznie łatwiej było mi zostawiać auto na podjeździe, niż codziennie walczyć z tymi drzwiami. Z perspektywy czasu wiem, że powinienem był odłożyć karton na ziemię, przed stoczeniem kolejnej walki z drzwiami.. Jednak wiecie jak to jest, jak w końcu dobrze ją chwyciłem, tak że mogłem ją wygodnie trzymać, to nie było opcji żebym tak po prostu ją teraz odłożył.

    I w końcu, przy trzecim kopnięciu w te cholerne drzwi, straciłem równowagę i paczka spadła. Z cichym odgłosem, niechybnie zwiastującym pęknięcie czegoś w środku.

    - Cholera - zakląłem.

    Miałem tylko nadzieję, że nie zepsułem niczego ważnego, a zresztą nawet jeśli, to i tak sąsiadowi nic nie powiem, najwyżej obwinie kuriera.

    Z wolnymi rękami mogłem w końcu uporać się z zardzewiałymi drzwiami i nie uwierzycie, jak głośno one stęknęły w proteście. Przeciągnąłem pudło przez garaż i zostawiłem w kącie, niech czeka na powrót sąsiada, kiedykolwiek by to nie nastąpiło. I całkiem o nim zapomniałem. Co oczywiście zmieniło się po kilku dniach.

    Nie jestem pewien ile czasu minęło, nim zapach przedostał się przez szparę pod drzwiami do domu, ale działo się to powoli. Był to taki obrzydliwie słodki smród, przypominający skunksa i właśnie to wytłumaczenie przyjąłem, gdy jeszcze przez kilka kolejnych dni męczyłem się z tym smrodem – drogowe zabójstwo, które pozostawiło ślad, na moim nieszczęsnym domu. Dopiero, gdy uzmysłowiłem sobie, że smród narasta, a nie zanika, postanowiłem poszukać jego źródła. Właśnie wtedy otworzyłem po raz pierwszy drzwi od garażu i powalił mnie odór wydobywający się ze środka.

    Sprawca nie był trudny do zidentyfikowania. Jedyną zmianą w moim garażu, było to pudło w rogu. Od razu pomyślałem, że musiało być w środku jakieś zamówione przez sąsiada mięso, które będąc poza lodówką przez tyle czasu, zaczęło po prostu gnić. Tylko ile musiało go tam być, skoro była tak cholernie ciężka? Pół krowy zamówił, czy co.
    Zatkałem nos, wziąłem nożyce i podszedłem do paczki. Prawdopodobnie nie potrzebowałem tych nożyc, gdyż spód pudła rozmókł na tyle, że mogłem go z łatwością przebić palcem, ale jakoś nie miałem ochoty wkładać go w gnijące mięso. Właśnie ten przegniły spód był powodem dla którego zdecydowałem się otworzyć pudło, zamiast je po prostu wynieść. Mam wrażenie, że gdybym tylko spróbował je podnieść, cała „zawartość” natychmiast rozlałaby się po podłodze. Uznałem, że najlepiej będzie wyrzucać mięso po kawałku, choć nie ukrywam, nie byłem z tego rozwiązania zadowolony.

    Moje nożyczki bez problemu przecięły taśmę, przyklejoną na górze paczki. Myślałem wtedy, że ten smród nie może już być gorszy, ale gdy tylko otworzyłem tą przeklętą przesyłkę, zrozumiałem jak bardzo się mylę. Odkryłem zupełnie nową gamę smrodu. To było jak otwarcie rozgrzanego pieca, tylko zamiast fali gorąca, spotkałem się z falą moczu, potu, gówna i rozkładu. Było to tak obrzydliwe, że cofnąłem się i zmusiłem do zrzygania, jako, że żołądek już podchodził mi do gardła. Nie sądziłem, że mógłbym wytrzymać ten smród w połączeniu z widokiem który dopiero na mnie czekał. I nie wstydzę, się tego, że musiałem wybiec na dwór, w pogoni za świeżym powietrzem. Smród był tak przytłaczający, że już po chwili wsiąkł we wszystkie moje rzeczy i odtąd nie odstępował mnie, jakby był moim cieniem.

    Próbowałem wszystkiego – odświeżaczy powietrza, masek, ale nawet trzy prysznice i zmiana ubrań nie pozbyła się tego odoru. Każda sekunda, podczas której to pudło leżało w moim garażu, była kolejną sekundą którą wykorzystywał ten smród na przedostanie się do mojego domu. Nie miałem więc wyjścia.
    Wróciłem więc od garażu, widząc otwarte klapy paczki, jakby zachęcające mnie do zajrzenia przez nie. Ale byłem przygotowany, tampony ze starych ciuchów wsadziłem do nosa, podszedłem więc dzierżąc w jednej ręce wór na śmieci, a w drugiej najsilniejsze środki czyszczące jakie udało mi się znaleźć. Miałem też na sobie najdłuższe z możliwych, gumowe rękawice. Ale, jak się okazało, nie potrzebowałem żadnej z tych rzeczy.

    Nie musiałem nawet dotykać, czy czyścić zawartości przesyłki, by zapewnić sobie koszmary, które od tego dnia, miały nękać mnie już codziennie. Bo widzicie, gnijące mięso w pudle, nie było ze świni, czy krowy. Był to mój sąsiad. Cały, wciąż w jednym kawałku.
    Zadzwoniłem po policję, zabrali mnie na przesłuchanie. Ciężko w końcu nie podejrzewać kolesia z trupem w garażu. Całe szczęście, szybko doszli do wniosku, że nie miałem z tym nic wspólnego. Moje DNA mogło być na pudle, smród gnijącego ciała mógł krążyć po całym moim domu, ale miałem jeden niepodważalny dowód, który przesądził o mojej niewinności – kamera do vloga.

    Pokazali mi nagrany materiał. Nie wiem, czy to dozwolone, czy też aż tak mi współczuli, czy może pomyśleli, że niczemu to nie zaszkodzi. Tak czy owak, obejrzałem go.

    Mój sąsiad siedział w środku pudła, gdzie śmiejąc się obwieszczał światu, jak to zamierza wysłać się pocztą przez granicę. Wziął ze sobą butelki do których miał sikać, jedzenie, poduszkę i parę latarek. Jego znajomy, którego widziałem jak asystował mu przy swoich wyczynach, zamknął paczkę, okleił ją i przekazał do załadunku. Przez kilka kolejnych godzin, czy może nawet dni, nie jestem pewien, mój sąsiad nagrał kilka scen podczas których starał się relacjonować swoją podróż. Słuchałem tak, jak tłumaczył, że teraz jest w jakimś wozie, bo czuje jak ten się porusza. „Teraz na pewno jestem w magazynie, całkiem tu ciepło, wciąż mam dużo jedzenia” i tego typu bzdety. A potem, w ostatniej scenie, pudło obróciło się, a on skręcił kark i to był koniec. Kamera potem nagrywała jeszcze przez jakiś czas, aż padła jej bateria.

    Jest jednak coś, o czym nie mogłem wspomnieć policji. O tym, co usłyszałem na nagraniu i co będzie mnie prześladowało do końca moich dni. Zaraz po chrzęście, który dobiegł ze skręconego karku mojego sąsiada, usłyszałem znajomy zgrzyt, wydobywający się ze starych, zardzewiałych drzwi mojego garażu.

    #creepypasta #pasta #zajebanezreddita
    pokaż całość

  •  

    ale sie dobrze przy tym zasypia

    pokaż spoiler żart i tak nie mogę zasnąć dręczony myślami :////

    źródło: youtube.com

  •  

    #wykopobrazapapieza wiecie co? rozumiem, musicie sie wyszaleć, poobrażać go, ale... po prostu nie będzie już takiego człowieka. Tak otwartego na ludzi, mimo swej pozycji wciaż potrafił się na nich otworzyć, opowiedzieć jakieś anegdoty o przeszłości. słuchając ich, choć są krókie, czuję się jakbym słuchał jakiegoś wujka czy dziadka. Abba, ojcze #jp2 #religia #papiez pokaż całość

    źródło: youtube.com

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika Kedlov

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.