•  

    Sytuacja sprzed kilku miesięcy, jakoś jesień zeszłego roku.
    Jadę w piątkowy lub sobotni wieczór do kolegi. W jednej z wiosek stoi na poboczu auto. Kierunek włączony, ale stoi mimo, że jestem daleko. Mijam to auto, ono dalej stoi. Dopiero jak byłem jakieś 200 metrów dalej gość wyjeżdża na drogę. Kawałek dalej gość mnie dogania, nie zwracam szczególnej uwagi na niego - niech sobie jedzie. Zaczyna mnie wyprzedzać i gdy kończy manewr niemalże zahacza mnie tyłem swojego auta. Rozpędza się, a ja widzę jak go nosi - do pobocza, do środka jezdni, chwile środkiem znów pobocze - może radio stroi, smsa pisze? Po chwili zniknął za zakrętem, a ja mogłem obserwować ślady jakie zostawił na mokrej nawierzchni. Wężyk cały czas, przez jakiś kilometr. Dobra, tego już za wiele. Dzwonie na policje, podaje kierunek jazdy, markę auta i kolor. Pani dyżurna dziękuje za zgłoszenie. Jadę dalej i nadal obserwuje ślad węża. Przejeżdżam może dwa kilometry i na ostrym zakręcie widzę, że gość już leży na barierkach w kolejnej wiosce, ale ktoś tam przy nim łazi więc nawet się nie zatrzymuje. Zgłaszam tylko dla policji gdzie typ się znajduje.
    Po weekendzie na stronie lokalnej gazety przeczytałem, że gość miał prawie 1,5 promila, ale do czego zmierzam?
    A no do tego jak opowiedziałem to w pracy. Akurat był przy tym jeden taki, co to go "ulica wychowała" (jak sam określa). Jego reakcja:
    - gościa skonfidenciłeś?!
    - no, ale miał prawie półtora promila więc chyba nie powinien jeździć. A jakby kogoś zabił?
    - no... niby tak... ale jednak skonfidenciłeś.
    Serio podpierdolenie pijanego kierowcy to w niektórych środowiskach zła rzecz?
    #drogi #kierowcy
    pokaż całość

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika Kruqu

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (2)