•  

    Też tak macie, że jak jeździcie po mieście to przypisujecie do konkretnych marek/modeli cechy charakteru? Przykładowo jak widzę:

    Volvo (dowolny model z ostatnich 20 lat) - miły człowiek, na drodze ostrożny, jak pomylisz pasy to wpuści cię na swój.

    Seat Alhambra - wolno rusza spod świateł, lepiej zmienić pas na drugi, trochę zagubiony, podjedzie pod zderzak i nie wpuści cię na drugi pas.

    BMW - ostrożnie!

    #motoryzacja #samochody #polska #heheszki
    pokaż całość

  •  

    Do czekolady krakowski kredens z żurawiną w okienku #pdk i innymi zabiegami powiększającymi samo opakowanie, a nie produkt można dorzucić drewniane klocki z #biedronka xD

    Duże opakowanie, ale tak nie do końca, bo na dnie dorzuciliśmy trochę tektury, żeby się drewno nie potłukło

    ( ͡° ͜ʖ ͡° )つ──☆*:・゚

    #heheszki

    źródło: 99620D22-0E22-4251-8064-A7DB5417FB12.jpeg

    •  

      @Wolvi666: Żeby była jasność sytuacji ;) Ja wciąż uważam, że za 40 zł to opłacalny zakup, bo klocki są ładne, a do tego kilka figurek zwierzaków. Jakość też bardzo dobra.

      Po otwarciu było sporo miejsca na górze, a same klocki w dodatkowym worku. Bez tych tekturek, klocki zmieściłyby się bez problemu. Sam fakt, że po wyjęciu kartonika do jednego pudła zmieściłem dwa zestawy (ale po brzegi), o czymś świadczy xD

      Ja się tylko śmieję z takich zabiegów, bo jedyne na co liczyłem, to że będą nieco większe (sądząc po opakowaniu) ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      pokaż całość

    •  

      @Wolvi666: jutro Ci wyśle, teraz są w pokoju dzieciaków, a dopiero zasnęły. Wchodzenie tam teraz to jak zabawa w sapera xD

    • więcej komentarzy (2)

  •  

    Oglądam sobie filmik na #youtube gdzie gostek porównuje cenę identycznych zestawów Lego i chińskich podróbek i co chwilę podkreśla jakie to #lego drogie i gdzie tu sens i gdzie logika

    Kurwa no nie wierzę, że takie rzeczy trzeba tłumaczyć. Tak Lego jest drogie (chociaż to też zależy od zestawu), ale na cenę wpływa wiele rzeczy. Oni opracowują zestawy, tworzą je, testują nowe elementy itp. W przypadku zestawów typu Star Wars dochodzą opłaty licencyjne. Do tego marketing, tworzenie instrukcji by budowa nie była zbyt skomplikowana - za to wszystko się płaci. A co robi firma podróba? Kupuje zestaw, kopiuje praktycznie 1:1 klocki i tłoczy. Nie ponoszą kosztów R&D itp.

    Pomijam fakt, że kupując Lego mam pewność, że spełnia standardy i wymogi bezpieczeństwa i nie zawiera ołowiu czy innego syfu (poczytajcie jak to w marketach można było kupić kubki z Chin, a w składzie szkodliwe pierwiastki)

    #polska #aliexpress
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Ale mnie w środku skręciło
    #grazynacore #facebook #madki #cringe

    źródło: i.imgur.com

    +: NiktNic, Koloses +83 innych
  •  

    Halko moi drodzy!
    Pod moim ostatnim wpisem było kilka komentarzy które dały mi wene do napisania tego postu.
    To w ogóle kim jest pielęgniarka/pielegniarz? (tak panowie też pielęgnują i są w tym niesamowici!)
    Nie jest to służka lekarza po technikum. Jest to osoba która by uzyskać ten SAMODZIELNY zawód musi ukończyć studia licencjackie. Potem możesz kontynuować swoją przygodę z nauką i podnosić swoją wiedzę poprzez studia magisterskie, doktoranckie oraz robienie specjalizacji oraz kursów.
    To teraz czym zajmuje się pielęgniarka/pielegniarz.
    To nie jest tylko zmiana basenu i bandaż.
    Jest tu pełno obserwacji, zmian pozycji by zapobiegać odelżyom oraz ich leczenie (tak to my je leczymy!) które nie raz są do kości. To nabieranie umiejętności we wkładaniu różnych rurek w różne dziurki ludzkiego cała by robić to jak najszybciej i jak najlepiej. Umiejętność właściwego podawania i przygotowywania leków. Rozpoznawania pierwszych niepokojących objawów i zgłaszanie ich lekarzowi. Szybkie rozpoznawanie stanów zagrożenia życia i DZIAŁANIE (czyli wszytskie zaawansowane techniki reanimacyjne) a nie jak bezmyślne owieczki patrzenie się na siebie. To też zwykłe zmienianie opatrunków, zmiana pampersów, karmienie, przebieranie, czesanie, mycie. To też uśmiech, wsparcie, rozmowa w okropnych chwilach pacjenta i jego rodziny. To trzymanie za rękę gdy ktoś sam odchodzi. Gratulowanie że ktoś w końcu może chodzić, zjeść zupę, staranie się by ktoś się uśmiechał. Wykonywanie pomiarów, pobierania krwi, asysotwanie przy zabiegach i inne pierdolety których jest od groma a osoby które nie siedzą w medycynie nawet nie mają pojęcia o istnieniu takich rzeczy.
    Tak naprawdę każda pielęgniarka/pielegniarz z każdego innego oddziału będzie miała/miał inne obowiązki co zależy od specyfiki oddziału, ale każdy z nas ma trudna pracę i odpowiedzialną. Każdy robi jak głupi i nie raz nie ma czasu się nawet wysikać a co dopiero zjeść obiad. (są dyżury cięższe i lżejsze nie ma zasady) W wolnych chwilach uzupełniamy sterty dokumentacji.
    Moja praca nie jest łatwa. Ale ją lubię. Lubię być pielęgniarką. Nie raz narzekam na nią, ale to jak każdy narzeka na swoją pracę.
    Jestem dumna za swojego zawodu i jestem dumna mówiąc, że "jestem pielęgniarką". Jedne czego mi w nim brakuje to szacunku ludzi do tego co robię. Bo włożyłam ogrom pracy by nią zostać a słyszę często (też od moich pacjentów!) "to do wycierania dupy trzeba skończyć studia?!". Tak. Trzeba.
    #medycyna #pielegniarstwo
    pokaż całość

    źródło: 1572699051412.jpg

  •  

    #anonimowemirkowyznania

    pokaż spoiler TL;DR Rodzina ma mnie za konfidenta, bo zadzwoniłem na policję, gdy mój ojciec wracał po pijaku samochodem do domu.


    Mireczki, musze się z wami podzielić historią, która mnie dzisiaj spotkała. Otóż niedaleko domu moich rodziców mamy działkę, na którą ojciec z matką często jeżdżą. Stary dom po śp. babci, ale jest duży ogród, domek, więc rodzice tam często lubią przesiadywać. No ale ojciec jak to ojciec, lubi sobie piwko strzelić i wracać póżniej samochodem. Fajnie, jakby się na jednym kończyło, ale często zdarza się mu wsiąść za kółko po całym 4-paku. Matka oczywiście zawsze wraca potem na nogach, bo ona się boi z nim jechać, albo po prostu nie chce. No i potem awantura w domu, że przecież bocznymi drogami i tak się nic nie stanie, itp. Takie sranie w banie. Matka zapłakana dzwoni kiedyś do mnie, że ojciec nawalony jak szpadel autem wracał, bo akurat na działkę jacyś znajomi wpadki i wypili po flaszce. Oczywiście na następny dzień zrobiłem mu awanturę, ze jak kolejny raz wsiądzie, to nie będę miał wyrzutów sumienia i zadzwonię po pały. Oczywiście usłyszałem jaki to ze mnie konfident, że na własnego ojca chcę donosić, itp. Matka oczywiście stanęła po jego stronie: "weź się nie wygłupiaj", "na pewno teraz zrozumie, itp". No i dałem sobie spokój, ojciec też trochę przystopował.

    Ale dzisiaj się miarka przebrała. Po grobingu, jak co roku rodzice pojechali do ciotki na "kawę" po mszy. No i oczywiście na kawie się nie skończyło. Jako, że mama nie ma prawka, to telefon do mnie, żebym po nią przyjechał, bo ona z ojcem wracać nie będzie, a stary właśnie chce wsiadać do samochodu. Zadzwoniłem na pały, że ojciec będzie wracał samochodem, babka ze 112 wszystkie dane spisała, jaki samochód, kiedy, gdzie co i jak. No i oczywiście zgarnęli go przed domem. Ojciec kozak oczywiście, ze tylko dwa kieliszki wypił, a tu 0.8 na wydechu. Z godzina na komendzie, oczywiście sprawa w sądzie. Auto na szczęście pozwolili zostawić pod domem.

    Ale po wszystkim oczywiście awantura. Że własnego ojca, że jestem konfident, że mam się nie pokazywać na oczy. Nawet własna matka do mnie z pretensjami, że po co dzwoniłem, że ojciec ma za swoje, ale jednak to było za ostro. Że teraz kłopoty będą, że jak ojciec przed rodziną się pokaże, i tak dalej. Nie miał co prawda za dużo, ale wracał z sąsiedniej wsi. Póki jechał sobie szutrowymi drogami to może jeszcze jakoś bym to przeżył, ale moim zdaniem przegiął wracając z 10km. Pewnie na święta raczej nie mam się co pokazywać w domu, ale może przynajmniej da mu to coś do zrozumienia. Może i jestem konfident, ale w głębi serca czuję, że dobrze zrobiłem.

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy studenckie - bogata oferta przez cały rok
    pokaż całość

  •  

    Cześć. Mam 25 lat. Niby dorosły, dojrzały, ale jednak nie do końca.
    To co przeżyłem nie życzę nikomu.
    Mój tata - prze silny człowiek Ryszard. Od jakiegoś czasu problemy finansowe, gdy zdiagnozowano u Niego raka płuc.
    Sytuacja też prze ciekawa.
    Tata, gdy miałem 9 lat (1sza komunia święta) postanowił rzucić palenie papierosów. Nic z tego nie wiedziałem, nie zdawałem sobie z tego wszystkiego sprawy.
    Równy rok po mojej komunii świętej dostał raka płuc. Lekarze dawali mu do 1 - 1,5 lat życia, jakiś chujowy był, okazało się, że jest złośliwy i wtedy zaczęły się nasze problemy jak chodzi o utrzymanie. Mama chora na chorobę wieńcową, tata j/w.
    Troche lat minęło, tata wiązał koniec z końcem cały czas, skonczył na ochroniarce jakiegoś obiektu.

    Dowiedział się o zmianie godzin pracy, na 5:00 (jako ochroniarz - godzina, w której nie miał żadnego połączenia transportem miejskim.)
    Zdecydowaliśmy się, że kupimy dla Niego auto, jakiekolwiek, żeby mógł dojeżdżać do pracy.
    Od paru dni rozpoczął research aut na lokalnym rynku. Podjarany był, jeszcze bardziej niż ja, gdy kupowałem pierwsze auto.. Padło na fiata uno.
    Był 26.10.2018r. Czekał niecierpliwie aż skończę pracę, i pojedziemy 30km+ po uno dla Niego. Mama od rana śmiała się z niego, że żartował z Niej, łaskotal, że weźmie ją nad morze etc.
    Przyjechaliśmy po auto, spodobało się, bierzemy - płacimy.
    Wsiadamy do aut i jedziemy. I wtedy zaczął się mój koszmar, który nie może wyjść z głowy.
    Po 10 minutach drogi, jadąc za tatą coś się stało - przestał kierować, przestał skręcać.

    Zaczął się odbijać od jednej belki do drugiej. Całe szczęście, że były.
    Jedyne co mogłem to trąbić dopóki się nie zatrzymał.. Wysiadłem ze swojego auta - zacząłem się dobijać do jego auta. Próbowałem otworzyć któreś, ze drzwi ale zapomniałem, że te uno to taki szrot, że zamki były popsute. Skakałem po masce, próbując dojść do drugiej strony auta, nic z tego.
    Ja w szoku. Przyszedł przechodzień jakiś. Krzycze rozpaczliwie - ,,Dzwon po karetkę! '' A on na to: ,,To dzwoń na 112''
    Chłop pewnie zobaczył, że coś się dzieje i wyszedł ze swojego gospodarstwa - nie mam żalu do niego.
    Podbiegł następny przechodzień, albo przejazdowicz. Nie wiem, bardzo szybko to się działo. Okazało się, że ma siekierę, którą wybił szybę tylną, i wyciągaliśmy mojego tatę, który był nieprzytomny.
    Ja zapłakany, w szoku, paraliżu, dzwonie na 112. Tak piszcząo mówiłem do Pani, że wzięła mnie za kobietę, ale w chuju to miałem.

    Mówię co się stało, gdzie mniej więcej był wypadek - pierwszy raz byłem w takim miejscu - przechodniów się zebrało tyle, że nie umiałem zliczyć, ale mi podpowiadali gdzie jesteśmy.

    Patrze na tatę, a jestem w chuj wrażliwy na krzywdę ludzi - reanimują go jakiś chłopak i dziewczyna. Trzeci koleś stał i tylko patrzył. Chodzę w te i wewte i gadam babce ze 112, że oddycha tata.
    - To proszę go położyć na bok - pomoc już jedzie.

    wtedy dziewczyna, która go reanimowała okazało się, że uczyła się Medycznej Szkole Policealnej, także przejęła dowodzenie zaprzeczyła temu, co pani ze 112 mówiła.
    - To nie jest oddech, żeby go kłaść na bok. Masuj! - do faceta, który jej pomagał.
    Przyjechała straż w bardzo szybkim czasie, potem policja na końcu karetka.

    W między czasie cała trójka na mnie popatrzyła, kiwając głową na nie. Tata nie żyje.
    Zatrzymały się krążenie. Tata naprawdę nie żył.
    Przyjechała straż, kontynuowali reanimację, potem karetka. Wzięła go do środka. Odzyskał oddech.
    Nie czułem obydwu rąk, brzucha, nóg - ścinało mnie co chwilę.
    Policjant spisywał dane, chciał dowód - nie miałem sił wyciągnąć portfela z kieszeni. Widział, że coś nie tak.
    -Potrzebujesz czegoś?
    -Coś na uspokojenie, proszę.
    Wtedy strażak podrzucił mi wodę, przeokropnie wdzięczny jestem, bo mi strasznie pomogła, myślałem, że wyjdę z siebie..
    Policjant podchodzi po chwili - idź do karetki, dadzą Ci coś na uspokojenie się.
    - Można jakąś tabletkę? Spytałem.
    - W tej chwili najważniejszy jest Pana ojciec.
    - Ma pan racje.
    Przewieźli go do szpitala.
    W między czasie, postanowiłem w końcu poinformować mamę, że coś się stało, że był wypadek. - Mamo przyjeżdżaj na Lwowską do Rzeszowa, tata miał wypadek.
    Nie chciałem od razu jej mówić, bo nie wiedziałem co było z tatą.
    Cała roztrzęsiona zaczęła ogarniać sobie transport. Dojechała.
    Mgła jak skurwysyn, odstawiłem kawałek auto, które tata rozbił i jadę swoim szybko do szpitala.

    Na miejscu mama, narzeczona, narzeczonej mama i siotra. Wbiegłem do tego szpitala.
    Tata miał zawał to 100% mi powiedzieli, w głębokiej śpiączce. Lekarka podeszła do mnie, nie dawała za dużo szans.

    Zaprosił nas policjant do środka sali, jako że był wypadek musieli być i mogli nas zawołać.
    Patrzymy tata śpi - mama w panice "tatuś obudź się!" - Koszmar.
    Zrobili mu tomograf, nic nie wyszło - żadnych złamań, stłuczeń - nic.
    Przewożą go na OIOM, a przed tym robią koronografię. Pielęgniarze, którzy go zawozili mówili, że to potrwa 20-30 min ale, żeby nie liczyć na coś dobrego. Nawet oni przygotowywali nas na najgorsze.
    Koronografia trwała ponad 3h! W między czasie jakaś lekarka podeszła, kazała nam jechać do domu po wszystkie dokumenty ze szpitali, w których tata się leczył i leki, jakie zażywa.
    W drodze zatrzymuje nas policja bo nie zatrzymaliśmy się na STOPie.
    -Mój tata walczy o życie panie policjancie! Bardzo pilna sprawa.
    -Mhmm, pokaż dowód i puszczamy was.

    Wróciliśmy z lekarstwami a dalej zabieg trwa. Jakiś czas minął, kończył się zabieg chyba. Odszedłem od reszty i odmawiałem różaniec, który tata miał ciągle przy sobie. Od lat. Spotkaliśmy ordynatora - Panie ordynatorze, prosze o informacje nt pacjenta...
    "Niedotleniony mózg, przygotujcie sie na najgorsze, stan krytyczny. Jeśli ma się obudzić, to od 4-6 tyg i nie daje gwarancji" Tyle zapamiętałem, zwaliło mnie do końca z nóg.
    Straszył nas paraliżem, nie dowładnością kończyn, amnezja etc. Wszystko, że może być rośliną.
    Drugi dzień przyjeżdżam do taty do szpitala - 0 reakcji, głęboka śpiączka, próbowałem coś do niego mówić - pielęgniarka mówi, że to nie ma sensu, bo on nie słyszy.
    Wracam załamany do domu, zdesperowany pisze do @dendrofag , z prośbą o modlitwę za mojego tatę. Wraz z mirkomodlitwą modlą się przed północą.
    Z rana już jestem u taty.
    Wchodzę z mamą, no patrzymy - bez zmian - podchodzę.. tata otwiera oczy! Patrzy na nas! Widać ten blask w oczu, ze szczęścia. Jeszcze nic nie mówił, ale na pytania czy nas kojarzy etc zamykał oczy i kiwał głową na tak.
    Podchodzę do pielęgniarki i pytam kiedy się obudził. - No coś po północy zaczął się budzić.
    No ku**a przypadek? Dziękuję Bogu za łaskę.'
    Nie chcieliśmy go męczyć, jedziemy do domu na drugi dzien wracamy. Gdy go zobaczyłem, zacząłem mu płakać prosto w twarz. Musiałem wyjść na korytarz. Najgorsze jest to, że to nie był płacz szczęścia, nie wiem do tej pory dlaczego płakałem. Chyba porostu tak zareagowałem na to wszystko.
    Chyba musiałem odreagować te 2 dni..
    3ci dzień od wypadku.
    Zostawiłem mamę i wujka, ja szukałem miejsca do zaparkowania. Wchodzę w końcu a tu śmiechu słyszę na OIOMiE. Tata śmieszkuję z nimi, rozmawia z nami, trzyma za rękę, większość rzeczy pamięta co się działo, wie kim jestem...
    Cud.

    W 3 dni doszedł do takiego stanu. Jutro ma mieć ostatnią koronografię, i wychodzi z OIOMU. Zacznie chodzić, spacerować, wracać do mobilności.
    Dziękuję wszystkim, którzy Mu pomogli.

    I to napisałem rok temu..
    Co się działo w czwarty dzień?
    31 pazdziernik. Rocznica.
    Zacząłem chodzić normalnie do pracy. 8:30 dostaje telefon z nieznanego numeru z informacją o najgorszym - tata nie żyje.
    Nie mam nawet słów, co się działo wtedy, nie życzę nikomu tego.
    Nie wiem do końca jak, ale wszystko ogarnąłem. Całą procedurę pogrzebu, przybranie, pochowek, grób, stype etc. Nie chcę się rozpisywać na ten temat.
    Wiem, że wspominałem o taty różańcu, który miał zawsze przy sobie. Oczywiście w momencie wypadku go miał przy sobie. Zastanawiałem się, co z nim zrobić. Pytałem paru osób. Nikt nie wiedział do końca, czy go dać tacie do trumny czy go zachować. A wierze, ze nam pomógł. Chociaż go 'wskrzesić' na kilka dni, żeby dać nam się pożegnać.. Stwierdziłem, że albo go założę tacie na ręce albo sobie go wytatuuje. Druga opcja wygrała.
    Mija równy rok, rzuciłem palenie papierosów (12 grudnia minie rok) i zastanawiałem się nad wrzutą tego tekstu od dawna. Chciałem się po prostu podzielić najgorszym przeżyciem w moim życiu w internecie.

    #nocnazmiana #smutnazaba #feels #przegryw
    pokaż całość

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika LipaStraszna

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.