•  

    Ostatnio było dużo podsumowań, więc postanowiłem opowiedzieć moja historię #emigracja. Właśnie minęło 12 lat jak definitywnie wyjechałem do Francji (wcześniej przez 2 lata pracowałem i wracałem do kraju co jakiś czas).

    Zaczęło się od wkurzenia, bo starałem się miesiącami o przyjęcie do wymarzonej jednostki wojskowej. Już na ostatniej prostej wstrzymali wszystkie pobory i to było za dużo. Spakowałem swoje rzeczy do samochodu i ruszyłem na zachód.

    Wylądowałem w małym nadmorskim miasteczku. Szukałem jakiejkolwiek pracy, niestety bez języka i konkretnego zawodu nie było łatwo ale się udało. Wrzuciłem CV po angielsku do skrzynki lokalnej firmy budowlanej. Po kilku dniach dostałem telefon (jak już bardziej poznałem mojego szefa zrozumiałem dlaczego dopiero po kilku dniach).

    Mam pracę, szef liczył, że podszkoli ze mną angielski (później śmiał się, że miał się uczyć a ja zaraz zacząłem po francusku gadać). W firmie było nas 4 z szefem włącznie. I tak zostałem murarzem. We Francji ten zawód to trochę coś innego niż w Polsce, praca jest dużo bardziej zróżnicowana i ciekawsza.

    Po krótkim czasie okazało się, że nie mógłbym trafić lepszego szefa niż Ghislain. Zawsze mogłem na niego liczyć w każdej kwestii i o każdej porze dnia i nocy. Zresztą nie tylko na niego. Szybko poczułem się tu jak w domu. A nawet lepiej, bo łatwiej mi tu było coś załatwić czy znaleźć pomoc niż w Polsce mimo wieloletnich znajomosci.

    Po 3 latach kupiłem pierwszą nieruchomość i widziałem, że nigdzie się stąd nie ruszę.
    Pracowałem często 30dni w miesiącu, żeby móc inwestować pieniądze. Pomagała mi świadomość, że w jeden dzień mogę zarobić tyle, ile do niedawna zarabiałem w 2-3-4 tygodnie w Polsce.

    Gdy Ghislain miał trudności finansowe (zawsze miał kilka pomysłów dziennie, nie zawsze wychodziły) zaproponował mi rozwiązanie umowy na bardzo korzystnych dla mnie warunkach. Dzięki temu zrobiłem dyplom i spełniłem swoje marzenie w postaci prawa jazdy C+E. Zjeździłem cała Francję, poznałem dużo ciekawych ludzi. No i pieniądze były niezłe a do tego pracując tylko 4 dni w tygodniu w weekendy mogłem dużo zdziałać.

    Na urlopie będąc w Warszawie poznałem moją przyszłą żonę. Tzn poznałem ją dzień przed moim powrotem do Francji ale 4 tygodnie później przyjechała i już została. Pojawiły się dzieci, założyłem firmę budowlaną. Swoją drogą to właśnie dzieci okazały się być trampoliną do zwiększenia zarobków (co dziwne). Poszły do prywatnej szkoły/przedszkola (we Francji jest obowiązek od 3 lat). Dzięki temu zdobyłem dużo kontaktów w lokalnej społeczności (agenci nieruchomości, notariusze, właściciele różnych firm itp). Przez to np mogę otrzymywać propozycje zakupu czegoś zanim trafi do publicznej sprzedaży.

    Z Ghislain (mój pierwszy szef) kumplujemy się, widujemy prawie codziennie i robimy różne biznesy razem.

    A na koniec tej przydługiej historii jeśli jeszcze ktoś czyta to kilka słów i samej Francji. Prowincjonalną Francja to zupełnie coś innego niż Paryż. Cisza, spokój, sami "rodowici", tu nie ma obcych. Tak naprawdę to niewiele się różni od tej Francji z filmów de Funesa. Nawet od początku 2020 tu się nic nie zmieniło i życie wygląda jak zawsze. Mieszkam sobie przy plaży, nikt się nie spieszy, każdy ma na wszystko czas. Gdyby tylko mogło by być 25 stopni w styczniu a nie 10 to byłby to mój raj.
    #francja #emigracja #podsumowanie #chwalesie
    pokaż całość

    źródło: IMG_20220116_085923.jpg

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika Lluciano

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Popularne tagi Lluciano

Osiągnięcia (5)