•  

    Myślę, żeby przerwę pomiędzy akademickimi semstrami spędzić na zrobieniu mojego Caro Plusa tak, żeby zdał przegląd. Zrobiłbym mojej dziewczynie niespodziankę i zabrał ją na jakąś wycieczkę.

    Gdzie można się wybrać w jakieś ciekawe miejsce na dolnym śląsku? Sztolnie Włodarz sa chyba dobrym pomysłem.

  •  

    Mam problem, gdyż zapomniałem swojego hasła do konta na wypok, a jedyne miejsce na którym jestem zalogowany to telefon. nie wiem też na jaki mail podpiąłem konto xD

    Mogę z poziomu aplikacji zobaczyć jaki adres email podpiąłem pod to konto?

    #kiciochpyta #pytanie #pytaniedoeksperta #wykop

  •  

    Mamy pedo na pokładzie? Co się dzieje, placki wrzuca? Bo płomień na głównej, a tu nagle ponoć na nocnej takie inby.

  •  

    Kurwa jak ja gardze ludzkim śmieciem poimprezowym. Stoisz w kolejce w fast foodzie, bo ani zasnąć, ani coś w domu ugotować to myślisz, że coś zjesz. I stanie za tobą taki, co po śmierci przyjedzie po niego śmieciarka razem ze (lub w) starym tapczanie.

    Nietrzeźwy, wali wodą na kilometr, pachnie jak krematorium w którym palone są nadgniłe zwłoki razem z najgorszym tytoniem. Rzuca kurwą jak przecinkiem, głośno komentuje wszystko, nawet piersi kierowniczki.

    A to wszystko akompaniamencie pustych rechotów swoich kolegów-troglodytów rodem jak z jakiegoś zamku w hirołsach, dosłownie wyglądali jakby punkty iq wygrali w bingo. Takie ryje nie skażone inteligencją. Prowokują kolejnymi tekstami do ciągłych inb i widzisz, że szukają tylko kogoś, kto "ma" lub komu można dorobić problem.

    I stoisz zaraz przed nimi i modlisz się, żeby nic ci nie zrobili. Alkohol to rak tego narodu.
    pokaż całość

    +: sublingual, B.......i +36 innych
  •  

    aloha nocne narko kotki (narkotki?),
    Wyjaśnij kto się różnice między 1b LSD a 1p LSD?

    #narkotykizawszespoko #narkotki

    +: Manderigon, A.......m +1 inny
  •  

    Macie oryginał tejże mordy rafona?

    Potrzbene mi do memów antropologicznych o ludziach pierwotnych.

    #rafonix #patostreamy

    źródło: 1544989019490.genius.com_7bed1427de699ec242b40ac9a17f1e09.1000x563x1.jpg

    +: tsarfrompolsza, m....1
  •  

    Używane ps4 slim do wzięcia. 1 terabajt. Dodatkowo giera, trzy pady. Caly osprzęt plus pudełko.

    800 złotych, warto?

    #kiciochpyta #pytaniedoeksperta #januszebiznesu #ps4 #konsole

  •  

    Najlepsza animacja Disney'a nowego millenium.

    Nie próbujcie z tym nie handlować, z góry pluje na sierotę hipisia ze szlacheckim pochodzeniem wychowanym przez dwóch hipisów nierobów.

    źródło: 1543465569386.jpg

    +: Moroder, k...............k +299 innych
  •  

    Mam do kupienia PS3 fat z padem i okablowaniem za 2 dychy. Problemem jest YLOD.

    Opłaca się kupić i naprawić, czy koszt napraw wyniesie tyle co trochę nowsze i sprawne PS3?

    #kiciochpyta #konsole #ele #pytanie #pytaniedoeksperta

    +: lwonly
  •  

    Ejo mirko,
    możecie mi na poniższym przykładzie wyjaśnić na czym polega promocja 11.11 na ali? Czy polowanie na takie okazje jest opłacalne?

    https://pl.aliexpress.com/item/225-W-SMOK-ProColor-TC-Zestaw-z-5-ml-2-ml-TFV8-Du-e-Dziecko-Atomizer/32832598929.html

    #epapierosy #aliexpress #zakupyzchin
    pokaż całość

  •  

    przez pół roku używania tindera (w tym jeden miesiąc tańszego premium) w okręgu 100 kilometrów udało mi się nawiązać ledwo parę relacji, które wytrzymały 3-5 tygodni. z wielu powodów wyjebałem aplikacje. teraz jestem na studiach...

    4 laski z 30 osobowej grupy to dziewczyny, które sparowane były ze mną i pisaliśmy dłuższe chwile

    japierdole ale przypał xdd

    pokaż spoiler jak na razie żadna mnie nie rozpoznała, jest stabilnie
    pokaż całość

  •  

    nie ma to jak zacząć wymarzone studia (na które się ofc dostało bez problemu) po skończonym technikum z wyróżnieniem i usłyszeć z różnych rozmów...

    - kolega z równoległej klasy; ledwo zdał wszystkie 4 klasy, matura na ledwo 30% - jego brat jest brygadzistą w jednej z lokalnych fabryczek jakiegoś niemca w specialnej strefie ekonomiczniej i załatwił mu posadę

    6500 na łape, za 2 lata awans i hello 9k

    - kolega z mojej klasy co rzucił szkołę w 1 klasie technikum; robi gry w jakimś studio

    11-12k miesięcznie

    do wieszania się trza wziąć sznur konopiany czy syntetyczny z poliestru?
    pokaż całość

  •  

    Czy uczenie dzieci raczkowania na oddziale onkologicznym jest objawem chamstwa?

  •  

    chciałbym zarabiać tyle, by poczuć smak kubełka kurczaków z kfc przynajmniej raz tygodniowo i nie czuć ubytku w portfelu

    żeby pójść do kina, teatru i coś zjeść na mieście bez tego widma pustki w portfelu

    ale jestem głodny

  •  

    odkąd pamiętam, mój przyjaciel curuś nie miał szczęścia do przedstawicielek płci żeńskiej. podczas ostatnich wakacji poznał na wyjeździe pewną laskę, którą przelotnie kiedyś puknął jak titanic górę lodową nasz wspólny przyjaciel, lipień. choć życie uczuć wyższych i samczych, wręcz zwierzęcych instynktów rozrodczych było co najmniej patologiczne w naszym braterskim trio, to nie przeszkadzało nam to po prostu się lubić.

    jak jednak pokazała piwniczna historia, i ona zatoczyła swe koło jak wołyńskie dziecko przybite do wiatraka.

    loszka raz dała dupy lipieniowi, regularnie dawała curusiowi jako jego dziewczyna, więc przy nadarzającej się okazji nie widziała przeciwskazań, żeby opierdolić ze smakiem i połyczkiem petardę jakiegoś seby kompletnie ścpana na imprezie. na wieść o tym curuś przyniósł jej tylko kamień z wielkim "cooorva".

    curuś ją olał, miłość zamienił na wódkę i przygodne ruchańsko w toaletach dyskotek i krzakach, a jego już była ciperka, ustanowiła sobie właśnie mnie za kolejny cel na swojej liście gości w jej hiltonie pomiędzy udami. jako prawdziwy przyjaciel poinformowałem o tym fakcie curusia. on z kolei ma wyjebane, bo wszystkie loszki to cooorvy (zapamiętajcie to sobie), więc pobłogosławił mnie i ze słowem jego stulejarstwa miałem ją wydymać tak, jak nas wszystkich platforma nie wydymała.

    zadanie to spadło na pokład torpedowy mojego uboota, a że słowo ziomeczka jest święte postanowiłem zrobić tak, jak pan jezus powiedział. nie miałem jednak planu, jak mogę dać radę tak przetrzepać dywan przy jednym, jedynym podejściu. pomógł mi w tym zesłany pewnie przez samego janusza pawulona sen, który zgodnie z nakazem tego zbrodniarza wojennego postanowiłem wcielić w życie.

    składał się tylko z syntezy dwóch kroków, zwanych "fallusowym kwiatem lotosu", staranie opracowanych przez watykańskich mnichów trenujących Kutarate/Hudo - jebanie i uciekanie.
    zaszedłem zatem któregoś dnia do tej loszki w wiadomym celu i z miejsca rozpoczęliśmy to, czego nie zazna przeciętny użytkownik wypok.peel. darowanemu koniowi nie patrzy się w przebieg pochwowy, więc udało mi się poczucie obrzydzenia z gościnności tego "szlacheckiego" zajazdu trzymać na wodzy. nie wiem która to była godzina naszych zabaw i igraszek. na pewno któraś z kolei, bo cały jej sralnik ociekał lepkim śluzem o smaku śledzia i starych kiepów zmieszanych z grejpfrutowym żelem durexa. gdy położyła swoje bimbały na kołdrze wystawiając swoją mandarynkę w kierunku mojego ugniatacza wiedziałem, że jest to moment na realizację sennego planu.

    ze swojej gardzieli wydarłem najgłośniejsze słowa

    POZDROWIENIA OD CURUSIA
    i z mocą wielkiego zderzacza hadronów wepchnąłem w jej oślizgłe dupsko moją nabrzmiałą knagę aż po same bile. bez wytchnienie penetrowałem swym szponem beliara jej dwór irdorath. pchałem z siłą silnika dwudziestoletniego beemwu, który po wielu latach doznał ekstazy, gdy właściciel pozwolił mu zamiast gazu poczuć smak benzyny. musicie wiedzieć moi mili, że ta bawarka nie miała obrotomierza, więc zegar ka em na ha zamknąłem na pierwszym biegu...

    nie było więcej czasu, musiałem uciekać. każda sekunda była na wagę złota. nie zważałem nawet na jej panikę, strach, gniew i furię, która rosła wraz z pulsującym odbytem, rozepchanym staranie przeze mnie w każdej izometrycznej perspektywie, niczym kanał la manche - na wprost, wzdłuż i wszerz. nie patrzyłem nawet na jej łzy i chęć mordu, po prostu wziąłem rozbieg niczym pewien czarodziej ze schizofrenią i wyskoczyłem przez okno wydając przy tym dźwięk jak skrzek ptaka lub drapanie

    KRAAAAAAAAAAAAAAAA
    spadając z trzeciego piętra słyszałem tylko zza szyb jakiegoś mieszkania lecące na pełną kurwę locomotion.
    zleciałem na krzaki. szybko wstałem i z obijającym się o moje kolana panzerfaustem wbiegłem z powrotem do klatki i ukryłem się w starej szafce na bezpieczniki. ledwo trzymające się drzwiczki zamknąłem na zwisającą z nich gumę do żucia. czekałem tam do następnej nocy modląc się, żeby w jej bloku nie było awarii prądu.

    choć nie zyskałem darmowej kurewny do pukania, to przede wszystkim nie straciłem przyjaciela. bracia przed motykami - niczego nie żałuję.

    a potem razem wpadliśmy na pomysł, żeby kupić rodzinny ogródek działkowy. ale to już zupełnie inna historia...
    pokaż całość

  •  

    Nie wiem co mnie podkusiło, ale sprawdziłem kartę "na czasie" na YouTube. Oczywiście, polskim.

    Natrafiłem na kolejny film Martina Stankiewicza... o Ikei. Czy to się łapię pod projekt ustawy o delegalizacji polskich kabaretów?

    Numero uno najpopularniejszych filmów w Polsce. W kraju trzydziestu ośmiu milionów zapomnianych przez boga ludzi, których śmieszy coś takiego? To jest jakieś, kurwa... nieporozumienie.

    Czy to jest jakiś żart? Ponury i nieśmieszny, żart? Te same (nieśmieszne) gagi jak w X poprzednich filmów łącznie z formułą filmu, postać odgrywana ruchami przypominającymi upośledzoną fuzję poruszania się Jasia Fasoli z nutką Benny'ego Hilla, motyw głównego bohatera - wiecznie (niedojebanej) ofiary losu. No nawet ten sam motyw sklepu się przywija. Czy trzeba wymieniać dalej?

    A crème de la crème autora to te żenujące dialogi. Przecież one, kurwa, odgrywane brzmią jeszcze gorzej niż gdyby miały miejsce w rzeczywistości. Rozumiem, że to as w rękawie z całej palety żartów. No ale żenuncja ma swoje granice, które zaczynają się w śladach wytarcia na panelach od jej rozchodzenia.

    Nigdy kurwa więcej zakładki "na czasie".

    #zalesie #youtube #halobezbecja
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

    +: LisekKacperek, b.....6 +3 innych
  •  

    jestem dumnym współwłaścicielem rodzinnego ogródka działkowego.

    i to była najlepsza decyzja w moim zjebanym życiu XD muszę opowiedzieć coś o sobie na wstępie - jestem anonem, lvl niecały 20, posiadam konto na forum ze śmiesznymi obrazkami i lurkuje szambo polskiego internetu regularnie. pod koniec technikum razem z dwójką moich przyjaciół i kompanów spierdolenia podczas pijackich zabaw wpadliśmy na pomysł żeby kupić rodzinny ogródek działkowy w okolicy naszego miasta na współwłasność (bo oczywiście nikogo nie byłoby stać żeby kupić na siebie, młodociana bieda motzno), po to żeby urządzać tam dzikie inby w nadziei żeby zwiększyć nasze szanse na wyjście z naszego stanu czy chociażby na miesiąc dwa zamoczyć.

    w związku z tym że jesteśmy młodzi i trochę niedojebani wspólnie ustaliliśmy że to jest zajebisty plan i praktycznie od razu przystąpiliśmy do jego realizacji. kolega anon, o ksywce farel (historii tego przezwiska i tak nie zrozumiecie bo to materiał na osobną pastę) przez parę tygodni przeglądał olx, gumowe drzewko, grupki sprzedażowe na książko mordzie dla emerytów i grażynek, lokalne ogłoszenia w gazetach i na portalach miejskich w poszukiwaniu niewielkiej działki bez altany (bo nie byłoby nas stać na jej spłatę, kurhwaaa). niestety nie przyniosło to większych rezultatów, bo przedstawiciele kasty posiadającej, czyli działkowiczów burżujów najprawdopodobniej nie umieją into internety, więc jedyne jakie ogłoszenia jakie znalazł to działeczki spod sosnowca, bydgoszczy czy poznania (a wszystkie loszki stamtąd to kurwy - zapamiętajcie), gdzie za paręnaście tysięcy dodają altany, w których można kurwa mieszkać.

    los mimo to uśmiechnął się do nas, bo babcia trzeciego współwłaściciela, lipienia, zaraz przed wakacjami spadła z rowerka po dziesięciu latach grania roli świeżaka podłączonego do respiratora i zgodnie z podziałem majątku w testamencie właśnie mu przypadł mały ogródek działkowy na przedmieściach naszego chujowego miasta. szybko zabraliśmy się do roboty. ze starej szopy na narzędzia mało co zostało, więc zrobiliśmy ściepę na nowe materiały. w przeciągu paru tygodni zrobiliśmy nową piękną altanę. co prawda zrobilibyśmy ją w 3 dni ale kasę starczyło nam ledwo na drewnianą konstrukcję, więc przez następne tygodnie kradliśmy złomiarzom złom z wózków i melin czy rozbieraliśmy cegła po cegle nieukończone jeszcze domy frankowiczów, którzy najprawdopodobniej z powodu długów kredytowych uciekli z miasta. przy okazji altanka się parę razy zdążyła zawalić, bo budowaliśmy ją najebani albo źle obliczyliśmy kąt czy tam kurwa inne kutangensy ze wzoru pyty golasa bo nikt z nas nie miał oceny z matmy wyższej niż 3. przy okazji tylko lipień podszedł do matury z matematyki - nie zdał. musieliśmy ją szybko ogarnąć, bo stare wapno i inne próchno z działek obok straszyło nas donosem do proboszcza i inspektoratu budowlanego, mnie i farela tam ksiądz (nomen omen) jebie, bardziej baliśmy się inspekcji, bo my najebani, bez uprawnień, wykształcenia i pozwoleń na budowę. poza tym prąd kradliśmy ze skrzynki z najbliższego słupa energetycznego, wodę podbieraliśmy ze strażackiego hydrantu, a rozwodnione szambo nocami z podziemnego zbiornika wylewaliśmy szlaufem do basenu sąsiada cztery działki obok XD oczywiście wszystko na pełnym nielegalu i bez liczników. lipień bardziej natomiast bał się gniewu kościoła i dotyku proboszcza, bo jego stary jest organistą, więc przypix.

    tygodnie spędzone na menelskim trybie życia, prowadzenia wózka z kradzionymi materiałami budowlanymi i złomem przez miasto i ukrywania swojej mordy pod ciuchami, które zajebaliśmy z kontenerów pck się opłaciło - bibę na rozpoczęcie wakacji w ich pierwszy dzień odpierdoliliśmy z taką fetą, że nawet lokalne gazety pisały o zakłócaniu ciszy nocnej przez ponad tłum ponad stu gówniarzy na rodzinnych ogródkach działkowych "złote chryzantemy". ofc żaden z wzywanych przez wkurwiony lud polacki patroli do nas nie przyjechał, bo piątek, i lepsze zbiory mieli w parkach łapiąc żuli czy latając z suszarkami na wylotowych drogach. donos na nas na policję i zarządu lokalnego rod napisali sąsiedzi z działek obok, mieszkańcy najbliższego bloku (który był ponad kilometr dalej), właściciel jedynego klubu w mieście, bo praktycznie wszyscy jechali do nas na party, czy kurwa nawet proboszcz XD nad ranem po imprezie syf w postaci puszek zebrali złomiarze w parę sekund, puste czy niedopite butle po piwach i wódzie podkradli menele, a resztę śmieci wrzuciliśmy do beczek, które robiły za grille i zjaraliśmy. dowodów brak. sprawę umorzono z powodu niskiej szkodliwości społecznej czynu XD

    inby większe lub mniejsze trwałe zatem w najlepsze, gdy byliśmy świadomi nie piśmiennego immunitetu nadanego nam przez lokalne władze. donos do zarządu rod władze lokalne przeniosły na krajowy szczebel polskiego związku działkowców. związek również go odrzucił, bo różnica wiekowa między nami, najmłodszymi w Polsce członkami związku a drugą najmłodszą osobą wynosiła 65,7 lat, więc szansa na to że umrzemy bez opłacenia składek członkowskich była w naszym przypadku mniejsza. poza tym wpłacaliśmy składki regularnie i w terminie z lekką nadwyżką i ":)" które pisaliśmy w opisie przelewu, więc szybko sobie zaskarbiliśmy przychylność pana prezesa i pani skarbnik w naszym miejskim oddziale związku.

    ja z lipieniem głównie korzystaliśmy z tej działki w celach rekreacyjno-imprezowych. mimo to wypuściliśmy nową gałąź naszej działalności na działce w postaci domowego przemysłu i lokalnej manufaktury. do naszej szopy wstawiliśmy aparaturę i pędziliśmy bimber z ziemniaczków, które uprawialiśmy na naszych grządkach, a wykopanej pod altaną ziemiance hodowaliśmy w świetle lamp nasze ulubione bagienne ziele prosto ze słonecznej kolumbii. farel natomiast odkrył sobie nową pasję ogrodniczą i zaczął uprawiać róże. że nigdy nie miał dziewczyny, egzystencja w stanie białorycerskiego prawictwa była dla nas oczywista i nadal bawił się w takie pierdoły jak romantyzm to nie widział przeciwwskazań żeby zakończyć swoje beznadziejne hobby. lecz jak przyszłość pokazała te zasrane róże miały być potem kluczem do jego gehenny a następnie wielkiego złota, życiowego pieniężnego profitu.

    już od pierwszych dni naszego pobytu na rod naszym arcywrogiem życiowym nemesis stał się pan marek, dawny przewodniczący lokalnego oddziału pzpr i jak chodziły wtedy słuchy, agent ub, który miał ponoć w domu teczki na połowę mieszkańców tego miasta. akurat jego działa była sąsiednia do naszej. był właścicielem największego w mieście ogródka i największej altany, którą sam dumnie nazywał z ruskiego "daczą", co idealnie wyjaśniło nam fakt pochodzenia tego majątku w jego posiadaniu. prócz regularnych donosów, które ten moskiewski skurwiel na nas pisał, regularnie wzywał policję z najgłupszych powodów. naszym faworytem było zadzwonienie po patrol 2 kwietnia o godzinie 21:37, gdyż puszczona z głośników auta barka była wyraźnie sprzeczna jego poglądami politycznymi i etycznymi. ponoć zakłócaliśmy ciszę nocną i promowaliśmy publicznie pedofilie nawołując do niej XD

    no oczywiście my nie byliśmy bierni i niewdzięczni wobec jego działań. wybijanie szyb, sranie po grządkach, zrywanie rynien to najczęstsze bronie o najlżejszym kalibrze, jakich używaliśmy. najbardziej podobało nam się rysowanie wizerunków papaja na ścianach jego daczy niezmywalnym markerem czy wieszanie obrazków z nim na kwiatach, drzewach, drzwiach czy nawet rolce srajtaśmy w latrynie. to był nas osobisty faworyt wśród fanaberii uprzykrzania temu komunistycznemu ateuszowi życia.

    szczytem natomiast, a jednocześnie kulminacyjnym punktem zapalnym wielkiej wojny rodzinnych ogródków działkowych, było ścięcie przez pana marka w nocy wszystkich czerwonych róż farela z naszego ogródka, które miesiącami pielęgnował i wsadzenie sobie ich do wazonu, który postawił na stole podczas święta pracy, kiedy to urządził wielkiego grilla na którego zaprosił jeszcze żyjącą dawną czerwoną śmietankę z naszego miasta i okolic. urażona prawicowa natura mojego przyjaciela oraz ukłucie jego romantycznych uczuć spowodowało lawinę która wkrótce przyniosła dla pana marka tragiczne skutki.

    lecz miały to pokazać dopiero następne wakacje

    perfekcyjnie zaplanowała vendetta i wyrafinowanie w środkach, w których przebierał farel, było niespotykana. max payne czy punisher przy nim to cioty. niczym bruce wayne wyznaczył sobie jeden punkt honoru który był dla niego niepodważalny - uznał wykończenie pana marka oraz permanentne zniszczenie jego ogródka działkowego za aksjomat, który musi się spełnić. przez wiele tygodni po majowym świecie pracy nie dawał żadnych znaków zdenerwowania czy wkurwienia. to oczywiście satysfakcjonowało tego czerwonego skurwysyna, który pysznił się jak ja pierdolę i z wielką dumą chodził po swojej daczy i ogródku patrząc na nas swoimi świńskimi kaprawymi oczami z góry, jakbyśmy byli u niego na przesłuchaniu, mimo że skurwiel miał ledwo półtora metra. oczywiście naszej opuszczonej w nieustannej walce z nim gardzie towarzyszyła masa donosów na naszej persony i niezliczone wizyty policji. razem nawet kurwa przyjechał komendant, żeby stwierdzić, co tutaj się odpierdala. nadeszły następne wakacje, a burza nadeszła znikąd. pewnej nocy farel swoim lanosem za działkę pana marka, przeskoczył przez drucianą siatkę razem z ogromnym baniakiem i wlał do starego aluminiowego zbiornika, gdzie komuch gromadził deszczówkę na podlewanie roślin, ponad 30 litrów moczu, który zbierał przez ostatnie tygodnie. proces ten powtarzał dzień w dzień przez okrągły tydzień - od poniedziałku do niedzieli. że było gorąco, klimat prawie jak mexico, to pan marek codziennie przyjeżdżał i podlewał swoje chwasty, więc nie zauważył lekkiej nadwyżki płynów w zbiorniku. przy okazji za każdym razem farel wrzucał śladowe ilości granulatu, w którym był cyjanek z trutki na szczury, rtęć z rozbitych termometrów czy środki na robactwo. przy okazji dorzucał też jakieś szit, dzięki któremu to wszystko nie śmierdziało i miało bezbarwny kolor. jego babcia była chemikiem i sama miała działkę, więc po opowieściach o panu marku bardzo chętnie mu pomogła. przez długi czas obserwacji podpatrzył też, że co piątek jego wróg spryskuje wszystkie roślinki odżywkami ze specjalnej ciśnieniowej myjki i odnawia łuszczącą się ochroną farbę na swoich pięknych mirabelach i innych drzewach owocowych. zatem gdzieś w środę czy czwartek wbił się do jego daczy przez uchylone okienko, do zbiornika myjki wlał perhydrol zmieszany z randupem, środki ochrony roślin powylewał i nalał z powrotem odchwaszczaczy, a w puszkach z farbą ochroną rozrobił starą farbę cynową do podwozi samochodowych z białym barwnikiem. wszystko oczywiście rozrobił w wodzie z, hehe, zbiornika. bomba, której idealnie nastawienie a następne uzbrojenie trwało calutki tydzień została podłożona, teraz wystarczyło poczekać.

    czas oczekiwania na efekt jego działań umilała mu sytuacja, kiedy to pan marek przyjechał jak zwykle na swoim składanym rowerze marki romet i chwalił się przed sąsiadami nowym stanem uzębienia w postaci implantów, które zafundował sobie dzięki swojej wysokiej emeryturze, którą również nie omieszkał się pochwalić, gdyż podniesiono mu jej kwotę z "niewiadomych względów". nie nacieszył się długo zębiskami, gdyż farel, ten jebany psychopata, powyjmował mu z obu kół co drugą czy trzecią szprychę, obluzował śrubki na mocowaniu na środku rometa i zacisnął po chuju fest linkę od przedniego hamulca. pan marek nie zdążył nawet wyjechać z rodów. są trzy wersje tych wydarzeń według świadków; pierwsza jest taka, że złożyła mu się rama i sobie głupi łeb rozwalił. druga, że zahamował przed główną bramą i przykurwił ryjem o kierownicę. a trzecia mówi o tym, że pierwsza i druga jest prawdziwa, dodając coś o samoskładających się kołach rowerowych.

    nie muszę mówić, jaką minę po tygodniu miał pan marek, gdy zobaczył po następnym tygodniu, jak wygląda jego piękna działeczka XDD śmialiśmy się z chłopakami, że można na niej kręcić ekranizację fallouta. wszystko obumarło, nabrało ciemnych i gównianych, zgniłych kolorów. z kwiatków zaczął robić się kompost już na grządkach, trawa wyglądała jak spalone frytki z kejefsi, a drzewa oklapły jak lulok na widok doroty wellman. przy okazji środki na neutralizację zapachu przestały działać w tym kurewskim skwarze, więc wszystko zaczęło jebać szczynami XD

    a, w tym samym momencie przyszła do pana marka pani ilonka, skarbniczka naszych rodów. farel nie mógł się powstrzymać i do skrzynki z licznikami też się włamał, po czym podłączył pod liczniki pana marka wszystkie rury od wody i kable od prądu ze wszystkich działek.

    niestety po zobaczeniu jednego i drugiego, pan marek wziął i umar. lekarze ze szpitala ponoć do tej pory spekulują nad tym, czy powodem jego śmierci był zawał, pęknięcie hemoroida w dupie i rozległy krwotok wewnętrzny, czy może niewydolność wielonarządowa spowodowana przez zakażenie, które wdało się przez wybite zęby i które upalne dni rozwinęło się niebywale szybko.

    prawackie doszukiwanie się komunistycznych resztek systemu i układu rządzącego tym jebanym krajem czy dawnej agentury urzędu bezpieczeństwa nie zmyliła farela tym razem, bo po śmierci pana marka naprawdę okazało się że był dawnym agentem. pochowano go (bez krzyża, tfu!) na lokalnym cmentarzu w alejce zasłużonych, gdzie wesoło gnili sobie od czasów bieruta lokalni partyjniacy czy milicjanci. szybko się też pojawiły osoby, już nawet w dniu pogrzebu, które z wielką chęcią napluły na jego grób, za te donosy które na nich pisał XD

    gdy wraz z jego upadkiem z rowerka skończyła się ubecka emerytura i renta i jego żona szybko zaczęła lamentować jakie to miał wielkie zasługi dla kraju, jak to walczył o wolność i solidarność... albo z solidarnością, jeden chuj. lament na mało się zdał i szybko zajrzała jej bieda do dupy. na taką okazję czeka właśnie farel. odkupił od niej za bezcen przegniły resztki ogródka działkowego pana Marka wraz z jego przepiękną daczą, która po jego (dzięki bogu) śmierci szybko zaczęła popadać w ruinę. wiedząc dokładnie co, hehe, "dziwnym trafem" zaszkodziło florze w tymże ogródku dzięki jego "magicznym rękom" i specjalnym środkom chemicznym, których użył, drzewa i trawa szybko odżyły i nabrały koloru, a na gołych grządkach pojawiły się piękne rdesty i mlecze. samą budę odmalował i zgodnie z prawem działkowym połączył dawną działkę pana marka z naszą, której był współwłaścicielem. tak my staliśmy się lokalnymi magnatami rodzinnych ogródków działkowych idąc po trupie dawnego króla dzierżącego ten tytuł. największego terenu i najpiękniejszej daczy zazdrościł nam nawet lokalny prezes, który regularnie zapraszał do nas inspekcje ze związku, żeby się pochwalić "jakimi cudownymi ogródkami zarządza". staliśmy się też młodymi twarzami na okładce nowego numeru "świata działkowca".

    co najlepsze, okazało się że ten ubek ukrył zaraz obok zbiornika z wodą starą syrenkę pod plandeką, którą najprawdopodobniej zasponsorował mu ze czterdzieści lat temu lokalny oddział pzpr za jego wyjazdu służbowe na inspekcje fabryk czy innych zakładów pracy. a że chuj tam chlał i dupczył na lewo i prawo gdy żona nie patrzy, więc dlatego pewnie jej się nie pochwalił łapówkarskim nabytkiem ani nie zrobił prawda jazdy. jego małżonka nie upomniała o ten samochód, bo nie wiedziała o aucie. poza tym pieniądze ze sprzedaży działki wkrótce się skończyły, a że leki na cukrzyce są stosunkowo drogie, to i ona wkrótce spadła z rowerka jak mężuś, co było na rękę nowemu, hehe, właścicielowi.

    farel kupił tylko jakieś lewe dokumenty na alledrogo czy lokalnym manhatannie, gdzie sprzedają starocie i poleciał zarejestrować auto na siebie. teraz jak zjeżdża do miasta ze studiów to pierwsze co robi to ubiera się jak pierdolony rezus z głębokiego peerelu. wiecie - każdy z na ten look jak przyjeżdza do was ze wsi jakiś kurwa wuja ciotki klotki szwagra spod parzymiechów. wytarte mokasyny (które kupił na targu razem z przebitym dowodem rejestracyjnym do syreny, najprawdopodobniej pochodzące od starego trabanta), sztruksowe spodnie, flanelową koszulę i słomiany kapelusz, po czym mówi, "że jedzie na SWOJĄ DACZĘ". często, gdy sąsiedzi z działek obok wspominali, że pan Marek nie żyje, farel tylko z uśmiechem na twarzy odpowiadał:

    i bardzo kurwa dobrze

    tak go za te róże znienawidził
    pokaż całość

  •  

    TRZEBA TO ROZWIĄZAĆ RAZ NA ZAWSZE - NAJLEPSZA KLASA W DIABLO 2

    #ankieta #pytanie #gry #diablo #diablo2

    źródło: classes03.jpg

    Jaka jest wg Ciebie najlepsza klasa w Diablo 2?

    • 6 głosów (4.00%)
      amazonka
    • 8 głosów (5.33%)
      zabójczyni
    • 40 głosów (26.67%)
      nekromanta
    • 16 głosów (10.67%)
      barbarzyńca
    • 28 głosów (18.67%)
      czarodziejka
    • 18 głosów (12.00%)
      druid
    • 34 głosy (22.67%)
      paladyn
  •  

    UWAGA MIRASKI JESTEM NAĆPANY, PIERDOLE GŁUPOTY I POTRZEBUJE POMOCY
    (patrz wpis na mirko wcześniej <<<)

    otóż przypomniał mi się jeden serial animowany, którego za ni chuja nie jestem w stanie znaleźć;
    - sprzed 10 lat, może mniej, może więcej
    - nadawany chyba na minimax/zigzap
    - pełna animacja 3D
    - nazwa z ang chyba, coś ze słowem sky
    - ziemia w przyszłości
    - która rozpadła się na kawałki lewitujące koło siebie
    - główni bohaterowie to chyba rodzeństwo
    - brat + siostra (któreś z nich miało chyba czerwoną kurtkę)
    - jeden z głównych złych chujów był chyba łysy
    - głównym surowcem/walutą jest woda
    - wszystko przejęte jest przez ZUĄ korporacje

    PLOX POMUSZCIE JAK SIĘ NAZYWAŁ ;________________;
    pokaż całość

  •  

    jestem dumnym współwłaścicielem rodzinnego ogródka działkowego.

    i to była najlepsza decyzja w moim zjebanym życiu XD muszę opowiedzieć coś o sobie na wstępie - jestem anonem, lvl niecały 20, posiadam konto na forum ze śmiesznymi obrazkami i lurkuje szambo polskiego internetu regularnie. pod koniec technikum razem z dwójką moich przyjaciół i kompanów spierdolenia podczas pijackich zabaw wpadliśmy na pomysł żeby kupić rodzinny ogródek działkowy w okolicy naszego miasta na współwłasność (bo oczywiście nikogo nie byłoby stać żeby kupić na siebie, młodociana bieda motzno), po to żeby urządzać tam dzikie inby w nadziei żeby zwiększyć nasze szanse na wyjście z naszego stanu czy chociażby na miesiąc dwa zamoczyć.

    w związku z tym że jesteśmy młodzi i trochę niedojebani wspólnie ustaliliśmy że to jest zajebisty plan i praktycznie od razu przystąpiliśmy do jego realizacji. kolega anon, o ksywce farel (historii tego przezwiska i tak nie zrozumiecie bo to materiał na osobną pastę) przez parę tygodni przeglądał olx, gumowe drzewko, grupki sprzedażowe na książko mordzie dla emerytów i grażynek, lokalne ogłoszenia w gazetach i na portalach miejskich w poszukiwaniu niewielkiej działki bez altany (bo nie byłoby nas stać na jej spłatę, kurhwaaa). niestety nie przyniosło to większych rezultatów, bo przedstawiciele kasty posiadającej, czyli działkowiczów burżujów najprawdopodobniej nie umieją into internety, więc jedyne jakie ogłoszenia jakie znalazł to działeczki spod sosnowca, bydgoszczy czy poznania (a wszystkie loszki stamtąd to kurwy - zapamiętajcie), gdzie za paręnaście tysięcy dodają altany, w których można kurwa mieszkać.

    los mimo to uśmiechnął się do nas, bo babcia trzeciego współwłaściciela, lipienia, zaraz przed wakacjami spadła z rowerka po dziesięciu latach grania roli świeżaka podłączonego do respiratora i zgodnie z podziałem majątku w testamencie właśnie mu przypadł mały ogródek działkowy na przedmieściach naszego chujowego miasta. szybko zabraliśmy się do roboty. ze starej szopy na narzędzia mało co zostało, więc zrobiliśmy ściepę na nowe materiały. w przeciągu paru tygodni zrobiliśmy nową piękną altanę. co prawda zrobilibyśmy ją w 3 dni ale kasę starczyło nam ledwo na drewnianą konstrukcję, więc przez następne tygodnie kradliśmy złomiarzom złom z wózków i melin czy rozbieraliśmy cegła po cegle nieukończone jeszcze domy frankowiczów, którzy najprawdopodobniej z powodu długów kredytowych uciekli z miasta. przy okazji altanka się parę razy zdążyła zawalić, bo budowaliśmy ją najebani albo źle obliczyliśmy kąt czy tam kurwa inne kutangensy ze wzoru pyty golasa bo nikt z nas nie miał oceny z matmy wyższej niż 3. przy okazji tylko lipień podszedł do matury z matematyki - nie zdał. musieliśmy ją szybko ogarnąć, bo stare wapno i inne próchno z działek obok straszyło nas donosem do proboszcza i inspektoratu budowlanego, mnie i farela tam ksiądz (nomen omen) jebie, bardziej baliśmy się inspekcji, bo my najebani, bez uprawnień, wykształcenia i pozwoleń na budowę. poza tym prąd kradliśmy ze skrzynki z najbliższego słupa energetycznego, wodę podbieraliśmy ze strażackiego hydrantu, a rozwodnione szambo nocami z podziemnego zbiornika wylewaliśmy szlaufem do basenu sąsiada cztery działki obok XD oczywiście wszystko na pełnym nielegalu i bez liczników. lipień bardziej natomiast bał się gniewu kościoła i dotyku proboszcza, bo jego stary jest organistą, więc przypix.

    tygodnie spędzone na menelskim trybie życia, prowadzenia wózka z kradzionymi materiałami budowlanymi i złomem przez miasto i ukrywania swojej mordy pod ciuchami, które zajebaliśmy z kontenerów pck się opłaciło - bibę na rozpoczęcie wakacji w ich pierwszy dzień odpierdoliliśmy z taką fetą, że nawet lokalne gazety pisały o zakłócaniu ciszy nocnej przez ponad tłum ponad stu gówniarzy na rodzinnych ogródkach działkowych "złote chryzantemy". ofc żaden z wzywanych przez wkurwiony lud polacki patroli do nas nie przyjechał, bo piątek, i lepsze zbiory mieli w parkach łapiąc żuli czy latając z suszarkami na wylotowych drogach. donos na nas na policję i zarządu lokalnego rod napisali sąsiedzi z działek obok, mieszkańcy najbliższego bloku (który był ponad kilometr dalej), właściciel jedynego klubu w mieście, bo praktycznie wszyscy jechali do nas na party, czy kurwa nawet proboszcz XD nad ranem po imprezie syf w postaci puszek zebrali złomiarze w parę sekund, puste czy niedopite butle po piwach i wódzie podkradli menele, a resztę śmieci wrzuciliśmy do beczek, które robiły za grille i zjaraliśmy. dowodów brak. sprawę umorzono z powodu niskiej szkodliwości społecznej czynu XD

    inby większe lub mniejsze trwałe zatem w najlepsze, gdy byliśmy świadomi nie piśmiennego immunitetu nadanego nam przez lokalne władze. donos do zarządu rod władze lokalne przeniosły na krajowy szczebel polskiego związku działkowców. związek również go odrzucił, bo różnica wiekowa między nami, najmłodszymi w Polsce członkami związku a drugą najmłodszą osobą wynosiła 65,7 lat, więc szansa na to że umrzemy bez opłacenia składek członkowskich była w naszym przypadku mniejsza. poza tym wpłacaliśmy składki regularnie i w terminie z lekką nadwyżką i ":)" które pisaliśmy w opisie przelewu, więc szybko sobie zaskarbiliśmy przychylność pana prezesa i pani skarbnik w naszym miejskim oddziale związku.

    ja z lipieniem głównie korzystaliśmy z tej działki w celach rekreacyjno-imprezowych. mimo to wypuściliśmy nową gałąź naszej działalności na działce w postaci domowego przemysłu i lokalnej manufaktury. do naszej szopy wstawiliśmy aparaturę i pędziliśmy bimber z ziemniaczków, które uprawialiśmy na naszych grządkach, a wykopanej pod altaną ziemiance hodowaliśmy w świetle lamp nasze ulubione bagienne ziele prosto ze słonecznej kolumbii. farel natomiast odkrył sobie nową pasję ogrodniczą i zaczął uprawiać róże. że nigdy nie miał dziewczyny, egzystencja w stanie białorycerskiego prawictwa była dla nas oczywista i nadal bawił się w takie pierdoły jak romantyzm to nie widział przeciwwskazań żeby zakończyć swoje beznadziejne hobby. lecz jak przyszłość pokazała te zasrane róże miały być potem kluczem do jego gehenny a następnie wielkiego złota, życiowego pieniężnego profitu.

    już od pierwszych dni naszego pobytu na rod naszym arcywrogiem życiowym nemesis stał się pan marek, dawny przewodniczący lokalnego oddziału pzpr i jak chodziły wtedy słuchy, agent ub, który miał ponoć w domu teczki na połowę mieszkańców tego miasta. akurat jego działa była sąsiednia do naszej. był właścicielem największego w mieście ogródka i największej altany, którą sam dumnie nazywał z ruskiego "daczą", co idealnie wyjaśniło nam fakt pochodzenia tego majątku w jego posiadaniu. prócz regularnych donosów, które ten moskiewski skurwiel na nas pisał, regularnie wzywał policję z najgłupszych powodów. naszym faworytem było zadzwonienie po patrol 2 kwietnia o godzinie 21:37, gdyż puszczona z głośników auta barka była wyraźnie sprzeczna jego poglądami politycznymi i etycznymi. ponoć zakłócaliśmy ciszę nocną i promowaliśmy publicznie pedofilie nawołując do niej XD

    no oczywiście my nie byliśmy bierni i niewdzięczni wobec jego działań. wybijanie szyb, sranie po grządkach, zrywanie rynien to najczęstsze bronie o najlżejszym kalibrze, jakich używaliśmy. najbardziej podobało nam się rysowanie wizerunków papaja na ścianach jego daczy niezmywalnym markerem czy wieszanie obrazków z nim na kwiatach, drzewach, drzwiach czy nawet rolce srajtaśmy w latrynie. to był nas osobisty faworyt wśród fanaberii uprzykrzania temu komunistycznemu ateuszowi życia.

    szczytem natomiast, a jednocześnie kulminacyjnym punktem zapalnym wielkiej wojny rodzinnych ogródków działkowych, było ścięcie przez pana marka w nocy wszystkich czerwonych róż farela z naszego ogródka, które miesiącami pielęgnował i wsadzenie sobie ich do wazonu, który postawił na stole podczas święta pracy, kiedy to urządził wielkiego grilla na którego zaprosił jeszcze żyjącą dawną czerwoną śmietankę z naszego miasta i okolic. urażona prawicowa natura mojego przyjaciela oraz ukłucie jego romantycznych uczuć spowodowało lawinę która wkrótce przyniosła dla pana marka tragiczne skutki.

    lecz miały to pokazać dopiero następne wakacje

    perfekcyjnie zaplanowała vendetta i wyrafinowanie w środkach, w których przebierał farel, było niespotykana. max payne czy punisher przy nim to cioty. niczym bruce wayne wyznaczył sobie jeden punkt honoru który był dla niego niepodważalny - uznał wykończenie pana marka oraz permanentne zniszczenie jego ogródka działkowego za aksjomat, który musi się spełnić. przez wiele tygodni po majowym świecie pracy nie dawał żadnych znaków zdenerwowania czy wkurwienia. to oczywiście satysfakcjonowało tego czerwonego skurwysyna, który pysznił się jak ja pierdolę i z wielką dumą chodził po swojej daczy i ogródku patrząc na nas swoimi świńskimi kaprawymi oczami z góry, jakbyśmy byli u niego na przesłuchaniu, mimo że skurwiel miał ledwo półtora metra. oczywiście naszej opuszczonej w nieustannej walce z nim gardzie towarzyszyła masa donosów na naszej persony i niezliczone wizyty policji. razem nawet kurwa przyjechał komendant, żeby stwierdzić, co tutaj się odpierdala. nadeszły następne wakacje, a burza nadeszła znikąd. pewnej nocy farel swoim lanosem za działkę pana marka, przeskoczył przez drucianą siatkę razem z ogromnym baniakiem i wlał do starego aluminiowego zbiornika, gdzie komuch gromadził deszczówkę na podlewanie roślin, ponad 30 litrów moczu, który zbierał przez ostatnie tygodnie. proces ten powtarzał dzień w dzień przez okrągły tydzień - od poniedziałku do niedzieli. że było gorąco, klimat prawie jak mexico, to pan marek codziennie przyjeżdżał i podlewał swoje chwasty, więc nie zauważył lekkiej nadwyżki płynów w zbiorniku. przy okazji za każdym razem farel wrzucał śladowe ilości granulatu, w którym był cyjanek z trutki na szczury, rtęć z rozbitych termometrów czy środki na robactwo. przy okazji dorzucał też jakieś szit, dzięki któremu to wszystko nie śmierdziało i miało bezbarwny kolor. jego babcia była chemikiem i sama miała działkę, więc po opowieściach o panu marku bardzo chętnie mu pomogła. przez długi czas obserwacji podpatrzył też, że co piątek jego wróg spryskuje wszystkie roślinki odżywkami ze specjalnej ciśnieniowej myjki i odnawia łuszczącą się ochroną farbę na swoich pięknych mirabelach i innych drzewach owocowych. zatem gdzieś w środę czy czwartek wbił się do jego daczy przez uchylone okienko, do zbiornika myjki wlał perhydrol zmieszany z randupem, środki ochrony roślin powylewał i nalał z powrotem odchwaszczaczy, a w puszkach z farbą ochroną rozrobił starą farbę cynową do podwozi samochodowych z białym barwnikiem. wszystko oczywiście rozrobił w wodzie z, hehe, zbiornika. bomba, której idealnie nastawienie a następne uzbrojenie trwało calutki tydzień została podłożona, teraz wystarczyło poczekać.

    czas oczekiwania na efekt jego działań umilała mu sytuacja, kiedy to pan marek przyjechał jak zwykle na swoim składanym rowerze marki romet i chwalił się przed sąsiadami nowym stanem uzębienia w postaci implantów, które zafundował sobie dzięki swojej wysokiej emeryturze, którą również nie omieszkał się pochwalić, gdyż podniesiono mu jej kwotę z "niewiadomych względów". nie nacieszył się długo zębiskami, gdyż farel, ten jebany psychopata, powyjmował mu z obu kół co drugą czy trzecią szprychę, obluzował śrubki na mocowaniu na środku rometa i zacisnął po chuju fest linkę od przedniego hamulca. pan marek nie zdążył nawet wyjechać z rodów. są trzy wersje tych wydarzeń według świadków; pierwsza jest taka, że złożyła mu się rama i sobie głupi łeb rozwalił. druga, że zahamował przed główną bramą i przykurwił ryjem o kierownicę. a trzecia mówi o tym, że pierwsza i druga jest prawdziwa, dodając coś o samoskładających się kołach rowerowych.

    nie muszę mówić, jaką minę po tygodniu miał pan marek, gdy zobaczył po następnym tygodniu, jak wygląda jego piękna działeczka XDD śmialiśmy się z chłopakami, że można na niej kręcić ekranizację fallouta. wszystko obumarło, nabrało ciemnych i gównianych, zgniłych kolorów. z kwiatków zaczął robić się kompost już na grządkach, trawa wyglądała jak spalone frytki z kejefsi, a drzewa oklapły jak lulok na widok doroty wellman. przy okazji środki na neutralizację zapachu przestały działać w tym kurewskim skwarze, więc wszystko zaczęło jebać szczynami XD

    a, w tym samym momencie przyszła do pana marka pani ilonka, skarbniczka naszych rodów. farel nie mógł się powstrzymać i do skrzynki z licznikami też się włamał, po czym podłączył pod liczniki pana marka wszystkie rury od wody i kable od prądu ze wszystkich działek.

    niestety po zobaczeniu jednego i drugiego, pan marek wziął i umar. lekarze ze szpitala ponoć do tej pory spekulują nad tym, czy powodem jego śmierci był zawał, pęknięcie hemoroida w dupie i rozległy krwotok wewnętrzny, czy może niewydolność wielonarządowa spowodowana przez zakażenie, które wdało się przez wybite zęby i które upalne dni rozwinęło się niebywale szybko.

    prawackie doszukiwanie się komunistycznych resztek systemu i układu rządzącego tym jebanym krajem czy dawnej agentury urzędu bezpieczeństwa nie zmyliła farela tym razem, bo po śmierci pana marka naprawdę okazało się że był dawnym agentem. pochowano go (bez krzyża, tfu!) na lokalnym cmentarzu w alejce zasłużonych, gdzie wesoło gnili sobie od czasów bieruta lokalni partyjniacy czy milicjanci. szybko się też pojawiły osoby, już nawet w dniu pogrzebu, które z wielką chęcią napluły na jego grób, za te donosy które na nich pisał XD

    gdy wraz z jego upadkiem z rowerka skończyła się ubecka emerytura i renta i jego żona szybko zaczęła lamentować jakie to miał wielkie zasługi dla kraju, jak to walczył o wolność i solidarność... albo z solidarnością, jeden chuj. lament na mało się zdał i szybko zajrzała jej bieda do dupy. na taką okazję czeka właśnie farel. odkupił od niej za bezcen przegniły resztki ogródka działkowego pana Marka wraz z jego przepiękną daczą, która po jego (dzięki bogu) śmierci szybko zaczęła popadać w ruinę. wiedząc dokładnie co, hehe, "dziwnym trafem" zaszkodziło florze w tymże ogródku dzięki jego "magicznym rękom" i specjalnym środkom chemicznym, których użył, drzewa i trawa szybko odżyły i nabrały koloru, a na gołych grządkach pojawiły się piękne rdesty i mlecze. samą budę odmalował i zgodnie z prawem działkowym połączył dawną działkę pana marka z naszą, której był współwłaścicielem. tak my staliśmy się lokalnymi magnatami rodzinnych ogródków działkowych idąc po trupie dawnego króla dzierżącego ten tytuł. największego terenu i najpiękniejszej daczy zazdrościł nam nawet lokalny prezes, który regularnie zapraszał do nas inspekcje ze związku, żeby się pochwalić "jakimi cudownymi ogródkami zarządza". staliśmy się też młodymi twarzami na okładce nowego numeru "świata działkowca".

    co najlepsze, okazało się że ten ubek ukrył zaraz obok zbiornika z wodą starą syrenkę pod plandeką, którą najprawdopodobniej zasponsorował mu ze czterdzieści lat temu lokalny oddział pzpr za jego wyjazdu służbowe na inspekcje fabryk czy innych zakładów pracy. a że chuj tam chlał i dupczył na lewo i prawo gdy żona nie patrzy, więc dlatego pewnie jej się nie pochwalił łapówkarskim nabytkiem ani nie zrobił prawda jazdy. jego małżonka nie upomniała o ten samochód, bo nie wiedziała o aucie. poza tym pieniądze ze sprzedaży działki wkrótce się skończyły, a że leki na cukrzyce są stosunkowo drogie, to i ona wkrótce spadła z rowerka jak mężuś, co było na rękę nowemu, hehe, właścicielowi.

    farel kupił tylko jakieś lewe dokumenty na alledrogo czy lokalnym manhatannie, gdzie sprzedają starocie i poleciał zarejestrować auto na siebie. teraz jak zjeżdża do miasta ze studiów to pierwsze co robi to ubiera się jak pierdolony rezus z głębokiego peerelu. wiecie - każdy z na ten look jak przyjeżdza do was ze wsi jakiś kurwa wuja ciotki klotki szwagra spod parzymiechów. wytarte mokasyny (które kupił na targu razem z przebitym dowodem rejestracyjnym do syreny, najprawdopodobniej pochodzące od starego trabanta), sztruksowe spodnie, flanelową koszulę i słomiany kapelusz, po czym mówi, "że jedzie na SWOJĄ DACZĘ". często, gdy sąsiedzi z działek obok wspominali, że pan Marek nie żyje, farel tylko z uśmiechem na twarzy odpowiadał:

    i bardzo kurwa dobrze

    tak go za te róże znienawidził
    pokaż całość

    +: johnkashtan, W..........................a +4 innych
  •  

    jak można kurwa lubić chałwę, przecież to kurwa kłóci się z ludzką naturą tak jak socjalizm czy czekolada deserowa

    produkcja, dystrybucja i wpierdalanie tego kurzu z powinny być zakazane przez wszelkie możliwe dokumenty państwowe czy konwencje

    przecież tego nie zje nawet kurwa bezdomny kundel czy stary koń, bo można tego używać jako masła polerskiego do starych kurwa mebli żeby sprzedać je jako antyki, kurz do wcierania

    wygląda jak gówno
    pachnie jak gówno
    i smakuje gówno
    pokaż całość

  •  

    jakie małe zwierzątka domowe polecacie prócz raka i pleśni

  •  

    kurwa wybory ida a nadal zadna partia nadal w swoim programie nie ma delegalizacji polskich kabaretow

    kogo ja popre

  •  

    Mój Borze szumiący to jest kurwa jakiś dramat jest jebana 2:00 w nocy a ja mam ochotę na rosół i schabowego takiego z ziemniaczkami i bez tego jebanego koperku i chujowego masła a potem opierdoliłbym chyba Kinder Bueno na deserek

    Dlaczego wszystko kurwa musi być pozamykane nawet jebane pizzerie bo taką małą Margaritę na grubym jak skurwiel cieście to bym chyba ujebał jak kurwinox flaszkę 0,7 flaszkę skurwolańskiej

  •  

    ZJEM SE TROCHE JAJEK
    USMAŻE NA TYCH BEMBNACH
    MILION BIAŁEK

    NOCNA JAZDA WYKOP AUUUUUUUUUUUUUUUUU

  •  

    Szukałem wykrywacza metali na alledrogo. Jedna z aukcji zainteresowała mnie niższą ceną i jej opis rozwalił mnie totalnie xD

    #logikarozowychpaskow #hobby

  •  

    cześć miraski w ten niedzielny wieczorek

    czy ktoś z was pracował w księgarni świat książki? czy ktoś próbował podjąć pracę u nich przez ich system rekrutacyjny lub portal pracuj.prl?

    18 dni temu wysłałem im swoje si wi przez pracuj pe el, na mejlu otrzymałem cynk, że dostali ce fałke i że zastrzegają sobie to, że do wybranych kandydatów się odezwą

    co prawda ogłoszenie ich wisieć będzie jeszcze 6 dni, więc dopiero potem będą się odzywać, czy mam się pogodzić z tym, że jestem pizda a nie księgarz i schować się w swojej piwnicy siedząc nadal na dupie?

    #pracbaza #praca #kiciochpyta #ksiazki (choć tutej trochę tag na wyrost - proszę wszystkich rozjuszonych moli o nie napieprzanie mnie książkami, usunę jeśli przeszkadza)
    pokaż całość

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika M_24390

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (2)