•  

    XXI wiek - ludzie zapierdalaja do sklepow z siatami po zarcie by przeciskac sie przez januszy, mocherow, matki z dziecmi, byc obserwowany przez podejrzliwego ochroniarza, a na koniec stac w kolejce, spakowac zakupy i tachac siaty do domu XDDD
    Podczas gdy ja przez internet robie zakupy spozywcze w 30 minut zamiast 3 godzin biegania po alejkach i wkladania produktow do koszyka.
    Na drugi dzien mily Pan przynosi mi produkty pod dzwi a za dostawe place 12 zl. pic rel
    Nawet mi Was nie zal
    pokaż całość

    źródło: slide-2.jpg

    •  

      @oiio: Ale właśnie o to chodzi, że stopniowo zmienia się myślenie człowieka z "bez kotleta się nie najem" na "a wrzucę dzisiaj coś lżejszego dla odmiany, ileż można te kotlety jeść". Ludzie powoli zaczynają rozumieć, że wegańskie jedzenie też może być smaczne i pożywne. I to jest zmiana na lepsze, bo koniec końców spożycie mięsa jest niższe, nawet jeżeli tylko w niewielkim stopniu, ale jest to krok do przodu.

    • więcej komentarzy (46)

  •  

    Dalsza akcja tego xD wpisu

    Wracam do domu, drzwi oczywiście dalej otwarte, słyszę współlokatorkę z gachem w pokoju. Pytam się uprzejmie głośno czemu dom jest otwarty.
    A ona:

    pokaż spoiler A bo ktoś wszedł do przedpokoju na chwilę, wyszedł i nie zamknął xDD


    Aha xD, już wiem, że pokłady spierdolenia są głębsze niż myślałem xD.

    Wracam do pokoju. Po ok 10 minutach słyszę głosy:
    - Ej dzie są moje buty?
    - Chowałaś je?
    Etc.

    A ja siedze w pokoju i kisne niemożebnie xD zarzutka złapana b8 8/8

    Pukanie do pokoju. Wchodzą. Jestem z siebie dumny bo momentalnie udało mi się uspokoić.
    - Nie widziałeś naszych butów?
    - Nie a co się stało
    - O kurwa chyba ktoś nam zajebał buty
    Wychodzę udając lekko przestraszonego, sprawdzam czy nic innego nie zginęło.
    - Kurwa zajebali mi buty a ja zaraz na pociąg ide
    - Ej to chyba wtedy jak ktoś wchodził do mieszkania

    Chwile jeszcze się podenerwowali i się zlitowałem i dałem im klucz do schowka oraz powiedziałem, że tam je schowałem.

    Na zakończenie tej historii uwaga mojej współlokatorki po całym zajściu:

    pokaż spoiler Masz farta, że nie schowałeś moich kozaków


    Eh, czas w końcu kupić swoje mieszkanie xD
    pokaż całość

  •  

    Panowie z IT, już niedługo święta i spotkania z rodziną. No i słynne,, mógłbyś zerknąć?"
    #humorobrazkowy

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Dzień dobry! Dzisiaj nie w kolorze, ale okazja jest wyjątkowa. Kawka do ręki.

    George miał tylko 20 lat, gdy został podporucznikiem. Był jeszcze młodszy, gdy się zaciągnął. Zresztą wielu jemu podobnych Amerykanów to zrobiło po japońskim ataku na Pearl Harbor. Miesiąc przed swoimi 19. urodzinami został lotnikiem US Navy. Służył w dywizjonie VT-51. Koledzy trochę się podśmiewali z jego wątłej, mikrej postury. Nadali mu nawet przezwisko - ''Skin'' - ''Skóra''.

    George jednak się nie przejmował i wykonywał swoją pracę dobrze. Larem 1944 roku jego dywizjon wykonywał naloty na Wyspy Bonin, konkretnie na niewielką Chichi Jimę. Poranek 2 września wydawał się dniem jak każdy inny. Pogodnie, słonecznie. Wiał lekki wiatr. George podpiął słuchawki i pogładził przyklejone do deski rozdzielczej zdjęcie jego dziewczyny, Barbary. Poznał ją w Boże Narodzenie 1942 roku, gdy po raz ostatni był w domu. On nie miał jeszcze osiemnastu lat, ona - zaledwie szesnaście. Obiecali sobie, że jeśli wróci, ożeni się z nią. Za fotelem George'a wcisnął się mały John Delaney, jego nawigator. Latali razem od jakiegoś czasu i zaprzyjaźnili się. Z tyłu usiadł tylny strzelec, William White. George kojarzył go, ale nie latali razem wcześniej. Tym razem miał zastępować stałego tylnego strzelca. Na ten jeden lot.

    Cztery Avengery podniosły się ciężko z pokładu lotniskowca USS ''San Jacinto''. Nad celem przywitał ich jednak gęsty ogień przeciwlotniczy. Japońska artyleria strzelała zaciekle, próbując trafić napastników. Samoloty trzymały kurs, unikając czarnych obłoczków eksplozji artylerii. Celem były magazyny i składy wojskowe. Jednak w pewnym momencie celny pocisk z japońskiego działka trafił w silnik Avengera. Samolot George'a zadymił, a następnie ogarnął go pożar. Gryzący w oczy, tłusty dym ogarnął kabinę. ''Dostaliśmy?!'', darł się panicznie z tyłu White. Ogień trawił już skrzydła, gdy George kazał White'owi i Delaneyowi włożyć spadochrony. ''Mój Boże, zaraz wybuchniemy'', pomyślał. Trzymał jednak kurs do samego końca i, kaszląc, zrzucił bomby nad celem, trafiając wieżę radiową. Płonący Avenger chybotliwie kierował się na południe, byle dalej od wyspy i japońskiej artylerii. Gdy oddalili się na tyle, na ile mogli, kazał załodze wyskoczyć. Sam czekał do samego końca, po czym w końcu wyrwał się.

    Samolot spadł do morza. Kołysząc się na spadochronie George widział, że spadają też dwa inne Avengery. Po chwili sam uderzył w wodę. Zrzucił buty, by nie utonąć. Jego kombinezon lotniczy koloru khaki nasiąkł wodą, oczy piekły go od dymu, a z głowy ciekła krew. Ale żył. Udało mu się wdrapać na tratwę ratunkową, zrzuconą przez innego Avengera. Kilka godzin czekał na ratunek, wiosłował, byle dalej od japońskiej wyspy. Wreszcie pojawił się szary, stalowy kształt przed nim. Okręt podwodny. Był to USS ''Finback''. Rzucono mu linę, przyciągnięto. Silne, marynarskie ręce wciągnęły go na pokład. Ktoś okrył go kocem, ktoś inny dał kubek gorącej herbaty. Uśmiechnięty mat zawołał: ''Witamy na pokładzie''.

    Przez miesiąc George pozostał na pokładzie okrętu. Dowiedział się stamtąd, że tylko on przeżył zestrzelenie. Pozostali zginęli, albo zostali zamordowani przez Japończyków. Gdy w listopadzie powrócił na USS ''San Jacinto'', a później został odznaczony Distinguished Navy Cross, nawet gdy zwalniano go ze służby i oświadczył się Barbarze, zadawał sobie ciągle jedno pytanie:

    ''Dlaczego zostałem oszczędzony i jaki Bóg miał dla mnie plan?''

    Młody, chudy, niemal tyczkowaty George Herbert Walker Bush nie spodziewał się, że blisko pół wieku później zostanie 41. prezydentem Stanów Zjednoczonych. Być może taki był właśnie plan...

    ''Za życia umarł dwa razy. Okazało się, że Pan Bóg miał jeszcze plany dla mojego ojca. Ci, którzy bywają blisko śmierci, lepiej cieszą się życiem'', powiedział łamiącym się głosem na uroczystości żałobnej jego syn, George W. Bush, 43. prezydent USA.

    Jednak dla mnie widokiem, który wrył się w pamięć był hołd jednego weterana dla innego weterana. Ciężko schorowany, wiekowy senator Bob Dole, ciężko ranny w Dolinie Padu w 1945, gdy walczył w szeregach 10. Dywizji Górskiej, z wielkim trudem podniósł się z wózka inwalidzkiego, by oddać hołd zmarłemu prezydentowi.

    ''Freedom is right''.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    •  

      @Mleko_O: Bardzo ciekawa historia. Oczywiście musiał odezwać się we mnie cynizm i pomyślałam od razu, że skoro takiego młodego od razu wzięli na lotnika i szybko awansował, to nie mógł być jakimś pierwszym lepszym chłopcem z łapanki, tylko pewnie synem jakiejś znaczącej rodziny i na pewno później został kimś znanym. Tak że niespodzianka z zakończenia była, ale niewielka ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    • więcej komentarzy (25)

  •  

    mireczki, znajde tu kogos kto pracuje w #czechy ? #pracbaza

    +: PC86
  •  

    Dawać mi tu awatary, dopierdole wam czapeczki i dzwoneczki.
    #gownowpis

  •  

    Dobry dień, z tej strony @Lelum--Polelum jest to post grzecznościowy.
    Jak zawsze, jestem osobą słowną, dzisiaj zrobiłem badania psychologiczne, oto za tydzień ujrzycie opinię na mój temat. Niestety nie mogłem napisać ze swojego konta ponieważ mam banicje za obrażanie atencjuszki z wymyśloną depresją spod tagu #wezsielecz xDDD
    Bajoo koledzy
    #zycietruckera #psychologia #psychiatria #depresja #wychodzimyzprzegrywu
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: embed.jpg

  •  

    Zespół Münchhausena. Dlaczego matki dręczą swoje dzieci?

    Przez warszawskie Centrum Zdrowia Dziecka przewija się rocznie ponad 300 tys. dzieci z całej Polski. Wiele z nich dopiero tu ma szansę na trafne zdiagnozowanie. Tak stało się też w przypadku półrocznej dziewczynki, która trafiła tam w 2009 roku. Ale diagnoza, którą postawiono, wprawiła w przerażenie samych lekarzy. Dziecko mimo karmienia przez sondę nie przybierało na wadze, a badania nie wskazywały na żadną konkretną chorobę. Lekarzy zastanowiło za to zachowanie matki, z wykształcenia pielęgniarki, która choć wydawała się troskliwa, wpadała w dziwne podniecenie, gdy dziecku wykonywano bolesne badania.

    Kierownik Kliniki Pediatrii prof. Janusz Książyk postanowił przeprowadzić test i zawiadomił matkę, że wypisuje dziecko do domu. Stan dziewczynki natychmiast się pogorszył, a analiza krwi pokazała, że podano jej silne środki uspokajające. Lekarze zawiadomili policję, a dziecko odseparowano od matki. Jego stan zaczął się poprawiać. Śledztwo wykazało, że dziewczynka nie była pierwszą ofiarą mamy – pierwsze dziecko kobiety zmarło w niewyjaśnionych okolicznościach. Sprawę rozwikłano dzięki czujności kierownika kliniki, który miał już do czynienia z podobnymi przypadkami. Na jego oddział wcześniej trafiła m.in. ośmioletnia dziewczynka, u której diagnozowano poważne zaburzenia trawienia. Dopiero niestandardowe badania wykazały przewlekłe zatrucie lekiem moczopędnym.

    Troskliwe aż po grób

    „Te dzieci to ofiary tzw. choroby indukowanej, zwanej też zastępczym zespołem Münchhausena, który polega na celowym wytwarzaniu przez rodzica lub innego opiekuna objawów choroby po to, by uzyskać pomoc medyczną” – wyjaśnia dr Joanna Cielecka-Kuszyk, pediatra i prezes funkcjonującej przy Centrum Zdrowia Dziecka Fundacji Mederi, zajmującej się pomocą dzieciom krzywdzonym. Fundacja od lat szkoli lekarzy w wykrywaniu tego syndromu. Do tutejszej placówki trafia kilka przypadków rocznie, ale faktyczną skalę zjawiska trudno oszacować, bo wiele przypadków ze względu na niewiedzę lekarzy pozostaje niewykrytych. Według klasyfikacji Amerykańskiego Stowarzyszenia Psychiatrycznego DSM IV, zastępczy zespół Münchhausena zaliczany jest do tzw. zaburzeń pozorowanych.

    „W USA, gdzie problem maltretowania w ten sposób dzieci jest od lat nagłaśniany, diagnozuje się rocznie 1200 przypadków” – wylicza dr Cielecka-Kuszyk. Ofiarami są najczęściej małe dzieci.

    Zespół Münchhausena (ZM), nazywany tak od nazwiska niemieckiego barona, który w XVIII wieku zasłynął z opowiadania o swoich barwnych, lecz zmyślonych przygodach, po raz pierwszy został opisany w 1951 roku przez lekarza Richarda Aschera, który określił tym mianem pacjentów wywołujących u siebie choroby, by wzbudzić zainteresowanie lekarzy. W 1977 r. Roy Meadow w piśmie „Lancet” opisał przypadki dwóch matek, które w tym samym celu wywoływały chorobę u swoich dzieci. Jedna z nich fałszowała wyniki badań dziecka, mieszając jego mocz z krwią, druga podtruwała synka solą, w wyniku czego dziecko zmarło. Po publikacji w „Lancecie” do Meadowa zaczęli się zgłaszać koledzy po fachu, donosząc o podobnych przypadkach. Przez kolejne lata Meadow wraz z innym pediatrą, dr. Southallem, zdiagnozowali i opisali kolejne przypadki schorzenia, nazwanego zastępczym zespołem Münchhausena. By go udokumentować m.in. filmowali podejrzane. Na jednym z szokujących nagrań widać, jak matka w sali szpitalnej dusi dziecko folią, a gdy przestaje ono oddychać, biegnie po pomoc.

    „Możliwości wprowadzania lekarza w błąd przez rodziców maltretujących tak swe dzieci są nieograniczone. Częste jest duszenie i zgłaszanie lekarzom zaburzeń oddychania. Kolejną metodą jest trucie: rodzice podają dzieciom środki wymiotne, środki na przeczyszczenie” – wylicza dr Cielecka-Kuszyk. Zafałszowują wynik badań, np. dodając do stolca czy moczu krew. Jedna z matek symulowała u czteromiesięcznego dziecka mukowiscydozę, do badania przynosząc plwocinę, którą uzyskała, odwiedzając chore dzieci i podając się za studentkę medycyny.

    „Opiekun jest zwykle nastawiony na wywoływanie przewlekłej choroby. Przez prowokowanie kolejnych objawów chce zyskać zainteresowanie lekarzy i prowadzenie kolejnych badań. Cały czas czuwa przy dziecku, angażuje się w proces leczenia, to niemal wzór rodzica” – wyjaśnia dr Cielecka-Kuszyk. Słynna jest historia Kathy Bush z Florydy, której córka Jennifer od drugiego do dziewiątego roku życia spędziła w szpitalu 640 dni i przeszła 40 operacji, m.in. usunięcia wyrostka robaczkowego, woreczka żółciowego i części jelita. Kathy Bush jako matka bojowniczka pojawiała się u boku Hillary Clinton w jej kampanii o reformę służby zdrowia.

    W 1999 roku została jednak skazana na trzy lata za celowe trucie córki lekami i zakażanie jej sond do karmienia.

    Oko w oko z Meduzą

    „Przyjmuje się, że matki wywołujące u swoich dzieci objawy chorobowe to osoby z poważnymi zaburzeniami narcystycznymi i psychopatycznymi. Nie postrzegają one własnych dzieci jako oddzielnych osób, ale jako elementy pełniące funkcję w ich świecie wewnętrznym” – wyjaśnia prof. Katarzyna Schier z Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego, która opisuje zjawisko m.in. w książce „Piękne brzydactwo. Psychologiczna problematyka obrazu ciała i jego zaburzeń”. „Dzieci mają je uspokajać, gdy są w napięciu, mają stanowić ich przedłużenie i realizować ich potrzeby, a także pozyskiwać dla nich uwagę i zainteresowanie otoczenia. Gdy otoczenie będzie zachwycało się oddaniem matki w jej opiece nad ciężko chorym dzieckiem, jej poczucie wartości na jakiś czas wzrośnie i w ten sposób na chwilę odzyska ona wewnętrzny spokój. Niestety, przy kolejnym wzroście napięcia cały proces rozpoczyna się na nowo” – wyjaśnia psycholog.

    Na terapię do prof. Katarzyny Schier Mariola trafiła w wieku sześciu lat. Dziewczynka od wczesnego dzieciństwa cierpiała na ciężką postać choroby alergicznej. Niemal co miesiąc spędzała parę dni w szpitalu, lekarze musieli nieraz walczyć o jej życie. Rodzice zwrócili się o pomoc do psychologa, ponieważ Mariola wciąż mówiła o umieraniu. Spotkanie z rodzicami było dla psycholożki dużym zaskoczeniem. „Im więcej szczegółów opowiadali o chorobie córki, tym częściej śmiali się i mówili, że opieka nad nią jest »jak gra«. (…) »W czasie świąt mieliśmy niezłą polkę galopkę. Mariola znów się czymś zatruła i wylądowała w szpitalu. Miała 40 stopni gorączki i nie reagowała na leki« – relacjonowała terapeutce matka. „(…) Opowiadała o dramatycznej walce o życie córki jakby relacjonowała film, była całkowicie odcięta od uczuć” – opisuje prof. Schier, która przypadek Marioli udokumentowała w książce „Krewni i znajomi Edypa” w rozdziale pod znamiennym tytułem „Meduza i jej dziecko”. Meduza była jedną z trzech sióstr Gorgon, której wzrok zamieniał w kamień.

    Rodzice Marioli przerwali psychoterapię, nim terapeutka w jednoznaczny sposób mogła postawić diagnozę. „Zgodzili się jednak na moją rozmowę z psychologiem w szpitalu, w którym dziewczynka najczęściej była hospitalizowana. Mogłam podzielić się ze specjalistą swoimi wątpliwościami” – dodaje prof. Schier.

    Gdy pytam o zastępczy ZM pediatrę moich dzieci, lekarka potwierdza, że zdarzają się u niej matki, które symulują objawy chorób i domagają się badań. Gdy robi się zbyt podejrzliwa, znikają, najczęściej zmieniając lekarza. „Należy pamiętać, że częste wizyty u lekarza i sygnalizowanie przez opiekuna różnych objawów mogą być przejawem zwykłej hipochondrii. Lekarz powinien zacząć brać pod uwagę możliwość wystąpienia choroby indukowanej, jeśli przebieg choroby u dziecka ma charakter przewlekły, a mimo badań brak jest przyczyny. Należy zwrócić uwagę, czy matka często zmienia lekarzy i szpitale i czy opisywane przez nią objawy są niespójne, np. u jednego lekarza symuluje u dziecka wymioty, u kolejnego atak padaczki. Często taki opiekun sam ma dużą wiedzę medyczną, bywa, że pracuje w służbach medycznych, współuczestniczy w stawianiu diagnozy. Alarm powinien się nam włączyć, jeśli objawy choroby cofają się pod nieobecność opiekuna, a w jego obecności stan się pogarsza”– wylicza dr Cielecka-Kuszyk.

    Mimo precyzyjnych wytycznych zastępczy zespół Münchhausena bardzo trudno zdiagnozować. „Matka wyrządzająca krzywdę własnemu dziecku to matka działająca wbrew naturze, wbrew przekonaniu, że zarówno instynkt biologiczny, jak i nakazy środowiska każą matkom chronić własne dzieci, a nie niszczyć ich zdrowie i życie. Gdy stykamy się z takim zjawiskiem, doświadczamy dysonansu poznawczego i uruchamiamy silne mechanizmy obronne, zaprzeczając faktom. We wszystkich sytuacjach, których doświadczyłam w mojej praktyce klinicznej, gdy pojawiało się podejrzenie choroby Münchhausena, ludzie stawiający diagnozę najczęściej mówili: to nie mieści się w głowie”– mówi prof. Schier.

    Polowanie na czarownice?

    Przy diagnozowaniu zastępczego ZM nietrudno o pomyłkę. „W magazynie Psychiatria Polska przedstawiono przypadek 21-miesięcznej dziewczynki, hospitalizowanej 31 razy z powodu słabego przyrostu masy ciała, nawracających zapaleń płuc, częstych wymiotów i wyniszczenia organizmu. Postawiona pierwotnie przez lekarza prowadzącego diagnoza zastępczego ZM została podważona przez kilku biegłych sądowych. Dziewczynka została oddana pod opiekę rodziny zastępczej. Decyzję tę następnie anulowano” – wylicza prof. Schier.

    Błędu nie ustrzegł się sam dr Meadow, odkrywca zespołu, który przez lata występował w sprawach oskarżenia o zastępczy ZM jako biegły sądowy. Zeznawał też w sprawie Sally Clark, prawniczki, która straciła dwoje dzieci w wyniku tzw. śmierci łóżeczkowej w roku 1996 i 1997. Meadow przekonywał sąd, że prawdopodobieństwo takich dwóch zgonów jest jak 1 do 73 milionów. Clark została skazana na dożywocie. Meadow się jednak pomylił – prawdopodobieństwo takiego zdarzenia jest jak 1 do 200. Gdy błąd wyszedł na jaw, a Clark wygrała w apelacji, lekarz utracił prawo do wykonywania zawodu i przeszedł na emeryturę. W kolejnych latach uniewinniono inne „ofiary” jego ekspertyz, m.in. Trupti Patel i Angelę Cannings. Jednak w wielu sprawach, w których występował, kobiety faktycznie okazały się morderczyniami.

    https://www.focus.pl/artykul/zesp-mnchhausena-czyli-dlaczego-matki-drcz-swoje-dzieci?page=2

    #gruparatowaniapoziomu
    #rozowepaski
    pokaż całość

    źródło: stiriutile.ro

    •  

      Meadow przekonywał sąd, że prawdopodobieństwo takich dwóch zgonów jest jak 1 do 73 milionów. Clark została skazana na dożywocie. Meadow się jednak pomylił – prawdopodobieństwo takiego zdarzenia jest jak 1 do 200.

      @Poro6niec: Facet był dobrym lekarzem, ale matematykiem niestety marnym. Wziął prawdopodobieństwo jednej takiej śmierci i chyba je sobie jakoś na chłopski rozum pomnożył czy podzielił i wyszło mu 1 do 73 milionów. Tutaj też był to błąd sądu, który uznał ekspertyzę lekarza w zakresie statystyki. Szkoda mi bardzo tej kobiety, bo musiała przeżyć kilka lat w więzieniu z piętnem dzieciobójczyni. Ciężko sobie wyobrazić, jakie piekło musiała przejść. pokaż całość

    • więcej komentarzy (11)

  •  

    Mirasy jaka kurwa akcja XD

    Ponad dwa lata temu, gdy jeszcze studiowałam, jak co dzień wracam sobie z wykładów. Przechodzę obok policji i w okolicznej zieleni natrafiam na ciekawe znalezisko. Jak powiedział Bogumił Maślanka w "Pieniądze to nie wszystko": "O psia mać! Same setki!" Portfel z forsą. Było chyba coś koło 1000 złotych. Poza tym jakieś niedobitki austriackiej karty SIM.

    Jak na porządną obywatelkę przystało pędem na policję i spisujemy protokół. Gadka szmatka, dziękuję, do widzenia, jeśli się nie znajdzie prawowity właściciel po roku mogę odebrać osobiście.

    Ostatnio dostałam awizo. W pierwszej chwili nie wiem skąd, bo poczta do mnie przychodzi raz na ruski rok. Dziś odebrałam polecony. (Picrel)

    #wygryw #chwalesie #bogactwo
    pokaż całość

  •  

    #niebieskiepaski był może ktoś u seksuologa ? Jak to wygląda?
    Bo zacząłem mieć problemy z seksem odkąd jestem zakochany. Za szybko dochodzę a ja czuje na sobie presje żeby w ten sposób dziewczyna doszła(w trakcie mojej penetracji). Mimo,że nadrabiam to innymi sposobami niż fiutem to jednak jest to dla mnie przykre. Gadam z nią szczerze i nie robi jej to problemu bo jest zadowolona jedynie się martwi bym nie zraził się do niej. Wie,że jak ruchałem byle jakie dziewczyny poznane na imprezach to potrafiłem w rozsądnych granicach dojść a teraz dwa ruchy i mnie nie ma przy niej. (╯︵╰,)
    (jak coś to używam tych grubszych gumek ale głównie opieramy się na zabawach oralnych)
    #medycyna #psychologia #pytaniedoeksperta
    pokaż całość

  •  

    Ej #rozowepaski, faktycznie wolicie takich ciapaków z południa Europy od białych chłopców?
    #pytaniedorozowychpaskow #ladnypan

    #przegryw do którego typu wam bliżej?

    źródło: i2.yuki.la

    Który typ urody uważasz za bardziej atrakcyjny u mężczyzn?

    • 34 głosy (44.74%)
      Sven z północy
    • 42 głosy (55.26%)
      Jorge z południa
  •  

    Chciałem was chłopaki uświadomić tylko, że jak gadacie z laską na tinder czy w innym miejscu i pytacie czy ma chłopaka a ona odpowiada, że "nie mam" albo "ostatni raz w związku byłam w kwietniu" to nie ulegajcie iluzji, że w tym czasie nikt ich nie posuwa XD one swoich fwb lub spotkań z byłym na seks jak już zakończyły związek nie zaliczają do oficjalnych statystyk xd może być tak, że umawia się z wami na jutro na randkę a jeszcze wczoraj bolcował ją jakiś fwb.

    #tinder #przegryw #takaprawda
    pokaż całość

    +: normalnychlopak, KolejnyWykopowyJanusz +23 innych
  •  

    zadziwiające że od kiedy pozbyłam się siura to liczba napalonych na transki spermiarzy w mojej skrzynce zmalała do 0 xD
    #transblogasek #teczowepaski

  •  

    Marzec 1990 roku, czternastoletnia Regina Kay Walters z kilka minut zostanie zamordowana przez Roberta Bena Rhoadesa, autora tej fotografii.

    Seryjny morderca Robert Ben Rhoades wykonał to zdjęcie swojej ofierze Reginie Kay Walters na chwilę przed tym gdy ją zabił. Rhoades, znany jako "The Truck Stop Killer", porwał 14-latkę z oraz jej chłopaka Rickyego Lee Jonesa, podczas gdy ta dwójka nastoletnich autostopowiczów-uciekinierów z przedmieść Houston w stanie Texas, poszukiwała transportu na dalszą podróż.
    Przypuszcza się, że Ricky został zamordowany od razu (jego ciało odnaleziono 3 marca 1991 roku w hrabstwie Lamar, w stanie Mississippi, jednak został on zidentyfikowany dopiero w lipcu 2008 roku), natomiast Regina była przetrzymywana przez Rhoadesa jeszcze około kilku tygodni, zanim została zamordowana w opuszczonej stodole znajdującej się, w hrabstwie Bound, w stanie Illinois. Śledczy uważają tak, ponieważ na zdjęciach które zostały odnalezione podczas przeszukania jego domu, zauważyli wzrost włosów na głowie dziewczyny.

    Czarne ubranie i biżuteria, które ma na sobie Regina w ostatnich momentach swojego życia nie są rzeczami, które miała na sobie w momencie porwania, ubranie to oraz buty i biżuterię, powodowany swoją chorą fantazją, kazał założyć jej Rhoades.
    Uważa się, że Robert Ben Rhoades, zanim został schwytany, torturował, zamordował i zgwałcił w latach 1975 - 1990 ponad 50 kobiet.

    #historiajednejfotografii #kryminalne #90s #usa #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: i.iplsc.com

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika Marbarella

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (9)