•  

    To uczucie kiedy budzisz się rano i myśląc o tym co by tu dzisiaj zrobić, z nudów przeglądając w łóżku komórkę trafiasz na połączenia PKP z twojej zapyziałej dziury. I widzisz jedno za 45 minut. I ta myśl "a może by tak dzisiaj zjeść obiad na krakowskim rynku"? Kocham życie po 30stce. Masz kasę, masz czas, nie masz zmartwień i co najważniejsze jeszcze ci się chce (ʘ‿ʘ)

    pokaż spoiler #raciborz #krakow #podroze #pkp #30plusclub #wykop30plus
    pokaż całość

    źródło: 20220116_103615.jpg

  •  

    #medycyna #skora #kiciochpyta

    Mirki miał ktoś kiedyś taką pieczarę na ręku? Co to jest i jak się tego pozbyć? Do lekarza nie zdążę pójść, bo jutro wyjeżdżam na jakiś czas.

    źródło: ei_1642324585977.jpg

  •  

    68 515 - 450 = 68 065
    Data donacji - 14.01.2022
    Rodzaj donacji - krew pełna
    Miejsce donacji - WCKiK Kraków
    Grupa krwi - AB Rh+
    Prywatny licznik - 11700 ml
    Przyznane odznaczenia - ZHDK III

    Eh, znów się tego cukru uzbierało. Jeszcze jedna donacja i ZHDK II :3

    #barylkakrwi #krwiodawstwo

    Wpis został dodany za pomocą tego skryptu.
    Dodaj wpis | Regulamin | Wzór wpisu | Strona akcji
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: upload_719a1108106e0c22f0b55f3bb41e0cca

  •  

    #filmowanie #piwo #reklama
    Moja fakeowa reklama piwa, nakręcona na początku tego tygodnia. W założeniu miał to być film stylizowany na stare reklamy piwa Michelob z lat 80.

    Film kręcony kamerą 16 mm - Beaulieu R16.
    Użyta taśma: KODAK VISION3 250D.

    Napis na końcu filmu zrobiony w podwójnej ekspozycji. Czyli:
    1. najpierw naświetlony biały napis na czarnym tle
    2. ściągnięty napis
    3. cofnięcie taśmy
    4. ponowne naświetlenie taśmy - szklanka z piwem

    (Jeśli ktoś jest ciekaw tematu #16mm to rok temu opublikowałem tu dwa znaleziska o tej kamerce:
    1. https://www.wykop.pl/link/5761679/stara-kamera-na-tasme-filmowa-16-mm-krotki-film-z-tego-roku/
    2. https://www.wykop.pl/link/5777007/stara-kamera-na-tasme-filmowa-16-mm-czesc-ii/
    )

    Na youtubie można znaleźć kilka prawdziwych reklam tego piwa ("michelob commercials"). Według mnie najlepsze są w reżyserii Joe Pytki i które montował Larry Bridges, ale inne też są super.
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    74 525 - 450 = 74 075
    Data donacji - 12.01.2022
    Rodzaj donacji - krew pełna
    Miejsce donacji - RCKiK Rzeszów OT Mielec
    Grupa krwi - 0 Rh+
    Prywatny licznik - 30150 ml
    Przyznane odznaczenia - ZHDK II, ZHDK I, ZHDK ZDZN

    I cyk. 30 litrów pykło. (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

    #barylkakrwi #krwiodawstwo

    Wpis został dodany za pomocą tego skryptu.
    Dodaj wpis | Regulamin | Wzór wpisu | Strona akcji
    pokaż całość

    źródło: upload_e09ba331ded800079d34312bd06366ca

  •  

    Jak obiecałem wrzucam pierwszy rozdział.

    Nocna ulewa przetaczała się nad opuszczonym kompleksem fabryki samochodów. Wicher zajadle hulał między postrzępionymi blokami betonu i stali, próbując swym wyciem przekrzyczeć monotonny rytm wystukiwany przez miliardy kropel. Pośród przytłaczających brył budynków i hal, obleczonych blaskiem wilgoci i strug wody - wyodrębniał się smukły zarys skulonej sylwetki. Uniosła głowę i wstała, rozprostowując ciało jakby nie człowieka, lecz jego cienia – wysokiego na dwa metry, ubranego w rozrywany podmuchami wiatru płaszcz, ciążący zarazem wchłoniętą wilgocią na szczupłej sylwetce. Wycieńczony chronicznym brakiem snu wędrowiec ten usiadł ponownie na stercie luźnych cegieł, usilnie walcząc ze snem. Strużki deszczu ściekały z namokniętego kaptura na spieczone, spękane wargi. Oczy – skryte w głębokim cieniu, szare i nieprzytomne, spoglądały na niepozorną mysz w drucianej klatce stojącej przed czubami ciężkich butów. Zwierzę biegało zaniepokojone od ściany do ściany, obwąchując swój nowy dom, co i raz mrużąc czarne jak węgielki oczka i strosząc przemoknięte futerko – w tym samym tonie szarości, co oczy mężczyzny. Była jednak bytem nieporównanie silniejszym, niż on, choć w niepewnym, migotliwym blasku chemicznej lampy wydawała się ledwie miotającym listkiem, iskierką pośród martwego gradu kropel. Oboje pragnęli teraz wolności, wydostania się ze swej klatki, więzienia. To wspólne pragnienie było niczym nić porozumienia pomiędzy wszystkim, co żywe; słabym człowiekiem i myszą, ludzką wyobraźnią i niepojętą potęgą, która zamieszkała w tej niepozornej istocie.
    Deszcz wzbierał na sile, a pod nogami ściekały coraz szersze strumienie błotnistej wody. Ociężałe krople dudniły w ziemię przy gwizdach porywistego wiatru niczym dwóch odwiecznych muzyków w najstarszym zespole świata. Tkwiąc na granicy jawy i snu wędrowiec uzmysłowił sobie, że im dłużej te dźwięki przenikały uszy, wchodziły w umysł, tym większy budziły spokój. Stawały się kołysanką, jakąś niezmierzoną przestrzenią, w której dało się usłyszeć wszystko. I nawet przenikliwe zimno nasiąkniętego ubrania, wyciągającego resztki ciepła z drżącego ciała, w pewnym momencie przestało mieć znaczenie. Powracała przeszłość, miniony świat, jak każda sekunda jest kolejnym wcieleniem czegoś, czego ująć nigdy wędrowiec nie potrafił. Zatrzymane obrazy, jak zdjęcia – i te krótkie, zapętlone zdarzenia, spowolnione, złączone ze smakami, dźwiękami, zapachami. Dobrane razem w nieuchwytne, rozmazane slajdy, pędzące teraz przed jego oczyma. I słowa. Ludzkie głosy. Zdania, wyrażenia które usłyszał w nieokreślonej przeszłości, wykastrowane, wylosowane z milionów im podobnych, zapisane bez sensu i kontekstu gdzieś w odmętach umysłu.
    I czułby całkowity spokój, gdyby nie jeszcze coś. Natrętne przeczucie, że nawet we własnej głowie nie wszystko należy do niego, że nawet tam nie miał pełnej władzy. Ktoś grzebał w jego wspomnieniach, myślach, łączył nostalgię ze zdarzeniami, które zatraciwszy się w głębinach czasu, w odmętach ludzkiej pamięci, przestały istnieć – lub podsuwał nowe, których źródło pochodziło spoza jego doświadczeń.
    W co pogrywasz ze mną, rzeczywistości...? - obiegł mętnym spojrzeniem deszczową ciemność, nasuwając głębiej kaptur.
    Kiedy uśpiony oczekiwaniem wpływał w objęcia Morfeusza, powoli dusząc ostatnie iskry świadomości zamykanymi powiekami, coś wewnątrz nie pozwoliło mu zasnąć. Uchylając powieki, wgniótł otępiały wzrok na wartki strumyk wody, jaki podmywał jego buty. Czuł, jakby taki właśnie strumień myśli wypłukiwał z umysłu zarówno trzeźwość jawy, jak i gasił żar ciepła snu. Choć było mu już obojętne, czy przeżyje tą noc, to nawała myśli skutecznie tą obojętność mąciła.
    Podniósł bardzo powoli wzrok, od błota, przez własne nogi, zatrzymując go na otwartej puszkę niedojedzonej, konserwowej kukurydzy stojącej na klatce. Choć napełniona deszczówką po sam brzeg, to nagły powiew wiatru strącił ją jak pusty kartonik, zarazem pozostając na miejscu, rozdwajając się na dwa identyczne przedmioty, choć w dwóch różnych miejscach. Powędrował zmrużonymi oczami za jaskrawożółtymi ziarenkami, spływającymi z błotem powoli ku powstałym kawałek dalej bajorze. Całe to trwające chwilę zdarzenie widział tak wolno, jak płynął teraz dla niego czas. Tylko przestraszona tym mysz czmychnęła w róg klatki tempem błyskawicy, drżąc teraz z zimna przemokniętym futerkiem.
    Poprawił kaptur, zacisnął dwa końce materiału na twarzy tak, że zakrywały szyję i usta. Oczy jednak nie kleiły się już, a rozszerzały w narastającym uczuciu niepokoju. Wstał, podpierając się kolbą długiego karabinu automatycznego. Spojrzał w górę, gdy gęste chmury rozjaśniła na ułamek sekundy odległa błyskawica. Umysł mąciła mu teraz jedna myśl: dlaczego? Odpowiedź zdawała się być na wyciągnięcie ręki, na metr, jaki dzielił go od klatki. Jednak wszelką odpowiedź zdawał się już znać – odległa, niewypowiedziana, nawet nieuzmysłowiona – lecz gdzieś istniejąca myśl, która torturowała go w głębi, dojrzewając z każdym dniem ze swej larwalnej formy ku czemuś, czego wyobraźnia nie umiała choćby musnąć.
    Przez ścianę mroku zaświeciło trzykrotnie małe, punktowe światło żarowej lampy. Zjawa odpowiedział, odsłaniając spod poły płaszcza swoją – a z ciemności rozmytej ulewą wyłoniły się dwie z wolna idące postacie. Uzbrojeni po zęby najemnicy w poszarpanych, wojskowych kombinezonach zbliżyli się ostrożnie, obchodząc szerokim łukiem klatkę. Ich sylwetki kilkakrotnie zamieniły się miejscami, choć w ich oczach ziała ta sama, zwierzęca pustka, równie fascynująca, co budząca niechęć. Twarze ich zapadły się od głodu i strachu - a ręce i nogi w swych ruchach jakby błądziły bezwolnie. Bez energii, pozbawione refleksu i siły szurały obojętnie w błocie i gruzach. Ciała przeżarte własną bezsilnością, które napędzane wciąż żywym jeszcze umysłem, beznamiętnie starały się tylko przetrwać.
    Byli to jego kompani: jedni z „pokolenia motyli”, jak o nich mówiono. Młodzi, nie pamiętający świata przed Ciszą. Żyjący z dnia na dzień i motywowani jedynie chęcią przetrwania. Żyli krótko, nie budzili niczyjej litości. Świadomi swego położenia, funkcjonowali pozbawieni lęku, uodpornieni na zdrowy, ostrzegawczy niepokój przeczuć, bojąc się już tylko tego, co zobaczą gołym okiem. Wyzbyci z wszelkiej głębi, stopieni z rzeczywistością w prostych lękach i równie przyziemnych marzeniach – dostosowali się do nowego świata, świadomie kierując swoje człowieczeństwo na powrót ku zwierzęcym instynktom.
    Tak zostali wybrani przez wędrowca na to straceńcze zadanie. Nie chciał odpowiadać za śmierć ludzi, którzy budzili w nim choć cień szacunku. Jeśli już miał kogoś uśmiercić – to tych, którymi gardził. Wybór miał trudny, gdyż z zasady gardził wszystkimi, a nieliczne wyjątki dawno pożegnały się z tym światem. Mógł tylko wybrać spośród tych, którymi gardził najmocniej.


    - Cisza? – spytał jeden z nich, krzycząc przez huk ulewy
    - Jak makiem zasiał. Nic nie ma. Zakopaliście trupy? - spytał
    - Przykryliśmy płytą, psy się raczej nie dokopią. Spadamy?
    - Ta. Spadamy – rozkazał, zaciskając dłoń na sznurku z przywiązaną na jego końcu klatką
    Osnuci poblaskiem prześwitującego przez chmury księżyca podążyli przez grząskie błoto, jakie zalało wąski pas drogi między fabrycznymi halami automatycznych montażowni. Zwarty mrok ustąpił jeszcze posępniejszej perspektywie; poszarzałemu negatywowi, wypranemu ze wszelkich barw obrazowi osmolonych ogniem budynków, placów zapełnionych stosami złomu, i piętrzących się hałd sparciałych opon, usypanych niczym snopy siana na polu zmurszałego betonu.
    Błądząc jeszcze wiele minut pośród ruin dotarli do olbrzymiego dźwigu, stojącego tu niewzruszenie już od ponad pół wieku. Stąd zbliżali się ostrożnie do pokrytej plamami rdzy fabrycznej bramy. Nim do niej podeszli, w kącie oka wędrowca minął u jej brzegu większy cień.
    Zatrzymał się, dał znak dłonią i schował pod płaszcz trzymaną lampę. Na tą ustaloną komendę podwładni rozproszyli się wśród maszyn i kontenerów, a na środku pozostał tylko on i klatka z gryzoniem. Coś wyczuł... coś innego, coś bez życia, bez jego iskry, lecz zarazem - wyjątkowo żywotnego.
    Czysty chaos. Nasza kolebka, nasza dusza, nasza pierwotność. Wyjęta, naga, wypełzła przeciw nam – zdrajcom własnego chaosu! - wyszeptał pod nosem
    Zrzucił z ramienia karabin i zrobił krok do tyłu, sunąc zamglonym wzrokiem po mokrej rdzy stalowych dźwigów. Ostry szczęk broni rozdarł ponurą muzykę tej deszczowej nocy niczym nóż grube płótno. Jednak ta rozpruta kotara czerni ukazała ledwie głębszą ciemność, gdy pochwyciła księżyc w grubą chmurę migoczącej błyskami burzy, której ulewa była ledwie preludium.
    Wypatrywał wiele minut, nim to coś nie odeszło w dal, nie ujawniając się. Znów zagościł w nim wątpliwy spokój, choć zgubił najemników gdzieś w ciemnościach. Zdjął kaptur i wyjął lampę, stając się ponownie przebłyskiem światła wśród ciemności. Nie nawoływał towarzyszy. Wiedział, że w takich miejscach głos może przywołać wszystko. Mógł tylko czekać w umówionym wcześniej miejscu licząc, że niebawem powrócą.
    Przeszedł betonowym placem, kryjąc się przed deszczem pod daszkiem nad szeroką, obudowaną bramą, otoczoną usychającymi świerkami. Jeśli cokolwiek mogło cieszyć się z tej nocy osnutej kurtyną szalonej nawałnicy – to tylko ci niemi świadkowie wszelkich wydarzeń, uparcie tkwiący w wysuszonej glebie, która tak niechętnie wchłaniała życiodajną ciecz bijącą z nieba.
    Wszedł rozłupanymi drzwiami do pokoju stróżówki i postawił na parapecie lampę. Tu ustalił z najemnikami miejsce spotkania, jeśli coś ich rozdzieli. Czekał. Rozejrzał się dla zabicia czasu; spod zbutwiałego biurka, obok rozrzuconych ludzkich kości, wystawały jakieś częściowo zbutwiałe papiery. Podniósł je i zbliżył do żółtego światła; gruba, rozłożona gazeta; część stron leżała wcześniej w kałuży i zamieniła się w szarą papkę, druga – zżółkła, pomarszczyła się, ale dało się rozczytać tekst u góry – była to nazwa jakiegoś serwisu informacyjnego, z którego ktoś z jakiegoś powodu wydrukował ten fragment. Na nim data: 18.12.2075. Podniósł zachowany od wilgoci fragment, położył na biurku i podjął próbę rozczytania rozmazanej czcionki na zbutwiałym papierze.
    Nim odczytał do końca tytuł - wyłapał z wszechobecnego szumu dziwny szmer. Szelest gałęzi, chrobotanie, stukot jakby palców po blasze dachu. W hałasie bijącego deszczu pomyślał w pierwszej chwili, że to złudzenie szalejącej wyobraźni, lecz... nie miał pewności. Podniósł się, przyłożył kolbę karabinu do barku i wystawił lufę za okno, celując w ciemność. Coś wołało go z mroku. Szept pulsujący w głowie urwanymi wpół słowami, jak pomruki oszalałego umysłu, w którym budzi się milczący zwykle głos czegoś, co nie należało ani do niego – ani do niczego żyjącego.
    No, pokaż się!
    Czekał. Po raz pierwszy zawiodły go zmysły – nie wiedział, co jest w pobliżu. Prócz czegoś nie z tego świata - było tu też coś niewinnego, co w tych nawiedzonych zakładach nie miało prawa do życia. Trwał cierpliwie w czujnym bezruchu przez jakąś minutę, kiedy niespodziewanie tuż przed budką przebiegła w poprzek... wiewiórka. Przestraszona, przemoczona, przypominająca bardziej rudego szczura, ale – wiewiórka. Wskoczyła na pień sosny i wspięła się na szczyt. Opuścił zdumiony broń – Skąd do cholery wzięła się tu wiewiórka...?!
    Przez rozbitą szybę patrzył otępiale jak deszcz bombarduje asfalt, a jego krople zlewają się w jeden strumień biegnący wzdłuż obgryzionego czasem krawężnika. Tak samo jego myśli zbiegały się wciąż w jeden potok, pędząc w jakimś nieznanym, choć czego wewnątrz był pewny - konkretnym kierunku.
    Tak blisko, znowu tak blisko, do jasnej cholery! - wściekł się w duchu, gdy ten nowy wątek myśli urwał się na dręczących wspomnieniach. Znowu wracacie... jak was usunąć, do cholery, z mojej głowy? - mruknął z irytacją. Wszakże nie znał pojęcia wewnętrznego spokoju, gdyż umysł jego ciągle coś zaprzątało. Był jak rozpalony kocioł bulgoczącej i kipiącej zupy wspomnień, przemyśleń, emocji, obaw i tworzonych samemu zagadek. Stan bliski narkotycznemu, całkiem przyjemny, rzecz jasna pod warunkiem, że nie utrudnia akurat bycia tu i teraz wobec sytuacji, gdzie trzeba mocno kroczyć po ziemi.
    Spokój! Spokój, jego mać! - syknął do własnych myśli - Skup się co ważne, no, wracaj, wracaj do mnie, umyśle...! Wyrzucił i tą myśl, po czym potrząsnął bezradnie głową. Podziałało. Spojrzał na popękane szkło zegarka; ledwo widoczne wskazówki pokazywały pierwszą w nocy, ale nie był pewien. Może znów stanął w miejscu – pomyślał. Był tylko świadom, że czeka tu długo. Zbyt długo – jeśli byliby wolni, już dawno by się zjawili
    Pieprzyć to, ich, cały ten szalony świat utkany z marnych przeczuć i domysłów... - stwierdził zgorzkniale. Na hektarach hal, magazynów i zakładów ich szukanie byłoby szalonym przedsięwzięciem i Zjawa dobrze o tym wiedział. A tak jak przewidział, nie miał teraz rozterek. Widział zbyt dużo zniknięć i zniewoleń, by przejmować się ofiarami. Sumienie w jego mniemaniu stracił dawno, zduszone jedną prawidłowością: Na każdego przyjdzie kolej. To jedno nie zależy od nas
    Przed wyjściem dostrzegł, że na parapecie stała duża flaszka wódki, chybocząc się na wichrze. Z lekką nadzieją wetknął nos w jej szyjkę - Deszczówka... - rozpoznał żelazny zapach brudnej wody i odstawił butelkę.
    Za wielką, zadaszoną bramą, z blaknącym u góry napisem „Zakład produkcyjny pojazdów autonomicznych” biegła spowita w mroku dawna trasa szybkiego ruchu. Jedna z arterii prowadzących do miasta od północy, do na wpół martwej metropolii, jednego z ostatnich bastionów cywilizacji. Teraz niewielu było tu podróżnych. Wzdłuż szerokiego, przemierzanego niegdyś przez tysiące samochodów dziennie pasma asfaltu ciągnęły się na przemian różnych rozmiarów ruiny, pochłaniane prze strzeliste topole, akacje, zarośla i trawy. Gruby asfalt i płyty chodnikowe rozpruły pnące się ku światłu rośliny, rozbijając korzeniami najtwardsze marmury, którymi wyłożono wąskie przejścia pod trasą.
    Krocząc w ciemnościach przez potoki rozbryzgiwanej deszczem wody, kierując się w zasadzie tylko kompasem, czas przestawał mieć jakiekolwiek znaczenie. Wspomnienia zlewały się z obecną chwilą w jednej ścianie deszczu, w której kryła się przyszłość. Nieodgadniona siła, która szykowała kolejne sceny historii. Historii każdego i wszystkiego, wielkiego scenariusza, który miał nigdy nie mieć zakończenia.
    A jednak ma – stwierdził – I jaką ty masz rolę w tym pieprzonym cyrku? - wyszeptał, zerkając na ciemne wnętrze klatki, gdzie przemknęły błyszczące oczka. Przez moment myślał nad dawnymi, od dawna nieobecnymi w tym świecie sprawami. Jednak w tym miejscu wszystko o czym rozważał było mu jakieś obce, budzące lęk. Nie mógł uciec, schronić się w bezpiecznym wnętrzu swego umysłu. Szybko poczuł, że była w tym czyjaś wola. Wola, której czas nie dotyczy. Która jest wieczna i przenikająca wszystko, co człowiek posiada. Pokonując swój otępiały zmęczeniem umysł próbował rozszyfrować, co się tu wydarzyło.
    Umysł odmawiał posłuszeństwa. Mógł tylko czuć.
    To wędruje... po swoim terytorium, jak pies. Przygląda się, bada... - prześwidrował wzrokiem mrok - I mi nie chcesz się ukazać, zbliżyć...?
    Wykonał to, co zaplanował. Znalazł to, czego szukał. Schwytał tą zarażoną cząstkę, która przenosiła atmosferę. „Baterię” która nasiąkała klimatem swego miejsca jak gąbka i przenosiła to najogólniejsze chyba odczucie ze sobą. Nie czuł bynajmniej satysfakcji – i nie składało się na ten brak poświęcenie czwórki ludzkich istnień. Bo tym razem nie był to martwy przedmiot. Nie rozumiał, skąd ten precedens Ciszy – i całe to miejsce, które już przecież znał, znów stało się rozsypanymi puzzlami, których nie mógł do siebie dopasować. Czuł już tylko zagubienie. Dezorientację.
    Przystanął i wbił wzrok w ziemię, na mieniące się strużki wody cieknące między nierównymi grudkami cementu. I przyszła mu do głowy pewna myśl – hipoteza, która sama wymykała się spod własnej kontroli. Jej krótki przebłysk zwiastował w tym ułamku sekundy odpowiedź na wszystko, co go teraz nurtowało. Nim jednak wypowiedział ją w swej wyobraźni na głos, rozpłynęła się gdzieś w niebycie umysłu, jak niekończący się ciąg cyfr w rozwinięciu niewymiernej liczby, który komputer natychmiast kasuje, nim pędząc w nieskończoność przeciążą jego procesor.
    Ograniczony, niezdolny do wykroczenia poza swe ograniczenia, zarazem napędzany pragnieniem ich przekroczenia! I wyposażony w coś takiego mam cokolwiek zrozumieć? Absurd... - wzdrygnął się w gniewnej myśli, lecz chwilę później zrozumiał, że być może nie on tą myśl zablokował. Walczę i spieram się sam ze sobą na tak ciasnej scenie mego umysłu... co za znaczenie ma mieć to, co jest wokół? Rzeczywistość, o której myślę, a której obraz zarazem sam przed sobą tworzę? Tak... czuję się jak wojownik, który wyszedł samotnie na arenę i okłada sam siebie pięściami, kontruje własne ciosy. Trybuny są puste. Nikogo nie obchodzi ta walka poza nim samym. A wynik może być tylko jeden. Ktoś z nas przegra, choć jesteśmy tą samą osobą...
    Burza nie nadchodziła, lecz strasząc odległymi grzmotami drgającymi w powietrzu jakby zastanawiała się, w którą stronę popłynąć po niebie swymi ociężałymi kłębami chmur. Dotarł do rozrzuconego po sporym kawałku terenu, zwitku szerokich, drogowych wiaduktów, zjazdów z nich i bezkolizyjnych skrzyżowań. Bokami ciągnęły się tramwajowe szyny, zablokowane kilkoma spalonymi tramwajami. Zza chmur nieśmiało wyłaniała się jasna połówka księżyca i towarzyszące mu, migoczące gwiazdy, co chwilę kryjąc się znów za niewidocznymi, niskimi chmurami. Lecz deszcz nie ustępował. Wędrowiec zatrzymał się, obserwując rozjaśniony na krótki moment teren potężnych bloków zbrojonego betonu odlanego w filary i przęsła, wijące w serpentynach zjazdów, podjazdów, nasypów i szerokich na kilka pasów estakad. Jak labirynt, zburzony i ponownie poskładany w bezkształtną, jeszcze trudniejszą do ogarnięcia całość. Pamiętał, że krzyżowały się tu dwie wielkie arterie tnące dawną 109 Strefę Żółtą na cztery mniejsze obszary, lecz nie był już w stanie skojarzyć, która z szerokich, rozwidlonych nici asfaltu w tej gęstwinie jest którą. Może za dnia byłoby to możliwe... ale nie teraz. Nie w tym deszczu.
    Nagle latarka całkiem zgasła. Zdjął obudowę, dostając się do baterii. Coś sparzyło go w rękę, szybko schylił się i przemył ją w pierwszej kałuży, a z latarki wypchnął dwa podłużne akumulatorki i cisnął je na ziemię. Patrzył z nieukrywaną satysfakcją, jak strumień wody porwał baterie do bajora z wybijającej studzienki.
    - Wylały... cholerne gówno... A teraz dwadzieścia pięć kilometrów po ciemku... – stwierdził rozgoryczony, pociągając dużego łyka z poobijanej piersiówki. Mocny bimber z czarną herbatą ostudził emocje. Na odwagę - mruknął pod nosem, czując już w sobie przyjemne ciepło. Zawinął niezgrabnie rzemyki na kostkach dłoni, dotykając palcami medalików dwóch martwych najemników. Zamachnął się, by cisnąć wisiorkami w przydrożne krzaki.
    Przełknął ślinę, zatrzymał się. Znowu coś wyczuł, to samo co wcześniej. Rozejrzał się uważnie, dostrzegając cienie przemykające w blasku księżyca kilkadziesiąt metrów dalej.
    To byli oni, był tego pewien - czuł wyraźnie ich obecność. Wciąż obserwowali. Ale teraz podeszli bliżej, bliżej niż kiedykolwiek wcześniej. Widział już niemal ich sylwetki na skraju czerni. Precedens, kurna! No chodźcie, chodźcie, spróbujcie... - zrzucił z ramienia broń do rąk.
    Celował w martwą ciemność, aż w końcu, znużony oczekiwaniem powoli wycofał się pod wiadukt, trzymając wciąż jedną ręką gotowy do strzału karabin. Wyjął papierosa, wsadził w zęby i zajarzył go benzynową zapalniczką. Był spokojniejszy. Te kilka zaciągnięć dodało mu jeszcze więcej pewności siebie. Niepokój zdawał się odejść w dal, w mrok, a pytanie rozpłynęło się wraz z nimi w ciemności.
    Nie dali odpowiedzi. Znów odeszli. Zawsze mówili, co chcą... a teraz coś innego... dziwne...
    Kolejny raz wygrałem sam ze sobą, ze swoim strachem i złudzeniami... co za gówniane starcie...
    Blaknący nadchodzącym świtem atrament nieba przeszyła odległa błyskawica. Rozbłysk zdążył zarysować kominy fabryk, których końce nikły gdzieś w zawieszonych nisko chmurach. Trwało to ułamek mgnienia okiem, po czym wszelka dal znów eksplodowała czernią z głuchym pomrukiem grzmotu. Znów znalazł się w deszczowej próżni, sam na sam ze swym umysłem. Lodowaty wiatr przywiał mu jednak towarzysza – zasłyszany kiedyś, bluesowy utwór, który wydostał się z pamięci i szalał w jego głowie, powtarzając wciąż jedną, bezsensowną zwrotkę.
    Zablokował broń i zarzucił na ramię, płomieniem zapalniczki oświetlając porysowane szkło kompasu. Wskazówka długo uspokajała się, wskazując na krótką chwilę właściwy kierunek, po czym znów zaczęła kręcić się bez celu raz w jedną, raz w drugą stronę. Podniósł wzrok, omiatając nim powoli ciętą smugami kropel pustkę.
    I spostrzegł coś, czego nie był świadkiem od dawna - wędrujące wkoło punkty, jak czarne ogniki krążące chaotycznie gdzieś w przestrzeni. Biła od nich jakaś niewyobrażalna siła, energia życia, które nie może się urzeczywistnić, pozbawiona celu i formy. Tańczyły jakby w bezładzie, by rozproszyć się w przestrzeni tak szybko, jak tylko się pojawiły.
    Papieros w ustach zgasł krótkim sykiem, trafiony pojedynczą kroplą w żar. Wypluł go z gniewem i wdeptał butem w błoto.
    Nic z tego nie rozumiem - niechętnie godził się ze swoją porażką – Wszystko, co stworzyliśmy żeby zrozumieć i rozszyfrować rzeczywistość - to robota na nic. Nasze narzędzia poznania to jakieś pieprzone klucze i kombinerki do rozkręcenia powietrza – bezużyteczne, dopasowane tylko do naszego ograniczonego, wewnętrznego schrzanienia, nie pasujące do niczego więcej niż własnych błędnych wyobrażeń... to wszystko to ułuda, nic nie warte kłamstwo naszych subiektywnych, żałosnych zmysłów, stworzonych tylko do czystej egzystencji, do przetrwania, żeby w trawie odróżnić cuchnące gówno od borowika. A my z tego upośledzonego zestawu prymitywnej logiki, pozbawionego solidnych podstaw przeczucia że jednak istniejemy i paru biologicznych skanerów ułożyliśmy cały obraz świata! Do paru dostępnych nam puzzli z ich nieskończonej układanki dobudowaliśmy pasujący nam obrazek. Mały, byśmy mogli objąć go wzrokiem, na takich zasadach, by te kilka kawałków tworzyło całość... - zatrzymał rozpędzający się gniew krótką przerwą, by wziąć kilka długich oddechów przejrzystego powietrza.
    Inna droga... - natchnęła go myśl – Musi istnieć inna droga do Absolutu, do prawdy...
    Wypił do końca zawartość piersiówki i ruszył dalej, w deszcz, w błoto, w cały ten gnój, którym stał się nowy świat. Był jakiś mniej czarny, mniej przerażający – w pryzmacie pijanej ironii wszystko stawało się coraz bardziej żałosne, niepoważne, pozbawione jakiegokolwiek sacrum, rozpływało się coraz mocniej w uderzającym do głowy, alkoholowym widzie. Brodząc w kałużach lawirował między wrakami aut w akompaniamencie bębnów okładanych ciężkimi kroplami blach. Z każdą chwilą deszcz bił w nie coraz rzadziej. Grzmoty cichły, oddalały się jak burknięcia nienasyconych chmurzysk, gnanych wiatrem nad nieznane pod horyzontem ciemności.
    I co zostało? - wystawiał mokrą twarz pod coraz rzadsze ciosy kropel – Jakby wraz z XXI wiekiem wszelka nowa myśl grzęzła w toczącym naszą cywilizację ogromnym maraźmie... i wciąż brak było na horyzoncie siły, jednostki, idei - która popchnęłaby ją do przodu. A w międzyczasie świat ten runął, utrzymująca go konstrukcja zbutwiała i pękła pod ciężarem naszej własnej intelektualnej impotencji... i może jest już za późno na coś więcej, niż rozpoczęcie wszystkiego od nowa i refleksję, gdzie tym razem popełniliśmy błąd...
    Pochylone nad wymarłą autostradą szpalery wielkich, ulicznych latarni chwiały się z głuchym skrzypieniem na wichrze odchodzącej burzy. Być może ostatniej.
    Każda mogła być ostatnia.

    #ksiazki #tworczoscwlasna #pisarstwo
    pokaż całość

  •  

    Mirki, macie sprawdzony sposób na podwyższenie sobie ciśnienia?
    Kawa, energetyki i narkotyki odpadają. Yerbę piję, ale nadal nic, wczoraj przy okazji badania okresowego u lekarza medycyny pracy - 90/50

    #pytanie #medycyna

    •  

      @Klozapina piąteczka, mam podobnie, ale z tym nie walczę. Jedynie pije kawę. Nie wiem czy to coś wniesie do dyskusji, ale mówiąc bardzo ogólnikowo - może zrewiduj dietę? Ja w czasach kiedy jadłam jedzenie gorszej jakości (więcej słodyczy, niezdrowe przekąski itd) czułam się gorzej, miałam mniej energii. Kiedy tylko włączyłam do menu więcej warzyw, koktajle owocowe, było coraz lepiej.
      Zen szeń tez brzmi całkiem nieźle.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (132)

  •  

    Reduta Walled City

    Witam szanowną grupę, dzisiaj będziemy zwiedzać osiedle Reduta, najnowszy przykład polskiego postmodernizmu, urbanistycznego kunsztu w upychaniu jak największej liczby ludzi na jak najmniejszej powierzchni. Pogoda dość mroźna, dlatego mam nadzieję, że wszyscy w termosach mają ciepłą herbatę oraz kanapki do posilenia się. Spacer potrwa około półtorej godziny. W drogę!

    #zlotawolnoscdeweloperska
    #krakow #mieszkaniedeweloperskie #pradnikczerwony
    pokaż całość

    źródło: 1.jpg

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    tldr: chcę jeszcze raz zawalczyć o dziewczynę, które odrzuciła mnie 3 lata temu, bo mimo wielu innych kobiet w międzyczasie, wciąż czuję, że była kimś wyjątkowym

    Kilka lat temu byłem przez ok. pół roku w bliskiej relacji z pewną dziewczyną. Początkowo oboje traktowaliśmy ją jak przyjaźń, a dopiero z czasem u mnie pojawiła się potrzeba czegoś więcej. Żadne FWB, ale bliska przyjaźń z codziennymi długimi rozmowami przez telefon (mieszkaliśmy w oddalonych miastach), spotkaniami całoweekendowymi gdy tylko pozwalał na to czas. W trakcie naszej znajomości ona była u kresu wieloletniego związku z innym gościem. Mieli coś na kształt separacji, formalnie nie zerwali, mieli szukać prób naprawienia sytuacji. Związek był owiany tajemniczością, nie chciała za wiele o tym mówić. Dopóki w nim była, nie liczyłem na nic ponad przyjaźń. W pewnym momencie jednak doszło do rozstania i przestałem blokować tłumione wcześniej myśli, że między mną a nią może być coś więcej. Po kilku tygodniach od jej rozstania, kiedy nasza relacja uległa jeszcze większemu zbliżeniu, powiedziałem jej, że chciałbym, żebyśmy zostali parą, ponieważ mimo że do tej pory zachowywaliśmy się jak przyjaciele, to coraz mocniej się do niej przywiązałem i koniec końców zrozumiałem, że jest kimś, z kim chciałbym się związać. Dostałem kosza. Powiedziała, że jest za szybko po jej poprzednim związku, że potrzebuje czasu, że może za kilka miesięcy. Potem jeszcze powtórzyła w smsach, że w przyszłości jest szansa. Chwilę jeszcze kontynuowaliśmy przyjaźń, ale potem poniosły mnie emocje, nakrzyczałem na nią, oskarżając, że bawiła się moimi uczuciami, że posłużyłem jej jedynie do podbudowania poczucia własnej wartości, nadszarpniętego przez rozstanie w dotychczasowym związku itd., powiedziałem że zrywam relację. Popłakała się, ja zresztą - gdy skończyłem krzyki i rozmowę - również. Po 2-3 tygodniach dowiedziałem się, że weszła w związek z jakimś trzecim typem… Przez kilka lat nie mieliśmy większego kontaktu, dopiero kilkanaście miesięcy po tych wydarzeniach polajkowała mi jakieś nowe zdjęcia na fb, potem z raz czy dwa zrobiłem to samo, kilka razy wymieniliśmy jakieś reakcje na story na fb, z dwa razy coś do mnie napisała, ja krótko odpowiedziałem, unikając wchodzenia w dłuższe rozmowy.

    Przez te kilka lat układałem sobie życie bez niej. Byłem w innych związkach, w tym jednym prawie 2-letnim. Właściwie wydawało się, że jej temat całkowicie zamknąłem. Od czasu do czasu pojawiała się nostalgia, ale tłumiłem to w sobie, uważając, że będąc z innymi kobietami jestem w obowiązku ucinać jakiekolwiek wspomnienia o niej. Jednocześnie, w tych wszystkich związkach nigdy nie umiałem się zaangażować emocjonalnie na 100%. Wydawało mi się, że to po prostu kwestia dojrzałości, starzenia się, tego, że to już nie są młodzieńcze miłości itd. Albo że jedno niepowodzenie zmieniło mnie i nauczyło pewnego dystansu, asertywności wobec kobiet.

    Jesienią zakończyłem ostatni związek w jakim byłem i tym razem zupełnie nie mam ochoty szukać nowej różowej. Właściwie mam poczucie, że nie ma szans, bym wszedł teraz w związek, który może być poważny. Przelotne relacje mnie nie interesują, mam dużo obowiązków, praca, rozwój osobisty, nie mogę sobie pozwolić na marnowanie czasu na niewartościowe relacje.

    Jednocześnie dużo myślę ostatnio o tamtej dziewczynie. Mam wrażenie, że pierwszy raz od kilku lat nie będąc przez dłuższy czas w związku, nie blokuję tych myśli, które gdzieś tam wewnątrz mnie chyba zawsze się zażyły. Czuję coraz większą potrzebę odnowić kontakt z tą dziewczyną. Z jednej strony mam wrażenie, że jeśli tego nie zrobię, zawsze będzie siedzieć gdzieś we mnie i nie pozwoli mi to na zbudowanie udanej relacji z nikim innym. Z drugiej - mam też myśli, że może była tą jedyną i dlatego różne inne dziewczyny po niej łatwiej wymazałem z pamięci, a ona wciąż gdzieś tam wraca echem. Właściwie czuję się jakbym nigdy w pełni nie przestał jej kochać i jakbym nigdy nie kochał nikogo mocniej, mimo że nawet nie byłem z nią w związku, nie było segsu i tak dalej. Paradoks, ale tak po prostu czuję...

    Jestem zdecydowany by wznowić tę relację, mając nadzieję, że albo tym razem zakończy się to szczęśliwym związkiem albo chociaż okaże się, że po kilku latach już nie robi na mnie takiego wrażenia i np. zrozumiem, że mam w głowie jej zafałszowany obraz. Czuję, że tylko rozmowa, spotkanie z nią po tych kilku latach przyniesie mi jakąś odpowiedź. Inaczej zawsze będzie mnie męczyć pytanie, czy to nie była jedyna prawdziwa miłość w moim życiu. Nie wiem co ona wtedy naprawdę myślała, co nią kierowało, co stanęło na przeszkodzie, ale wiem, że chcę dać losowi szanse, by sprawdzić raz jeszcze, czy między nami nic nie jest możliwe.

    Dodam, że przez te kilka lat bardzo się zmieniłem na lepsze pod wieloma względami - dobra praca, poprawa wyglądu, większa pewność, podobam się kobietom itd. Mam wrażenie, że jestem w stanie tym razem zrobić na niej inne wrażenie, wydać się bardziej atrakcyjnym niż kiedyś. Trochę myślę, że kiedyś prosiłem się o zfriendzonowanie, dziś już nie.

    Nie chcę działać głupio, a boję się że serce bierze górę nad rozumem.

    Co jakiś czas spędzam zawodowo weekend w mieście, w którym mieszka. Myślałem, by zaproponować jej spotkanie i spróbować zrobić dobre nowe “pierwsze” wrażenie, wywołać u niej chęć kolejnych spotkań - a później się zobaczy. A może lepiej zacząć ostrożniej, napisać do niej na messengerze niby z prośbą o poradę w jakiejś sprawie, na której się zna, potem od tego przejść do pytań co słychać, kolejnych rozmów, a jak będzie szło dobrze - wtedy dopiero się spotkać, ale już do spotkania podejść dużo bardziej z nastawieniem na flirt, podryw.

    Co robić wykopki? Jak do tego podejść, jak zagadać po takim czasie, by tym razem nie spieprzyć sprawy.
    Prośba o jakieś słowa otuchy...


    #zwiazki #rozowepaski ♯przegryw #podrywajzwykopem #samotnosc #relacje #randki #randka

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    ID: #61d7713b37651b000a908d16
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: LeVentLeCri
    Doceń mój czas włożony w projekt i przekaż darowiznę
    pokaż całość

    +: Nabuhodozur, destruction +14 innych
    •  

      @AnonimoweMirkoWyznania brzmi trochę jak scenariusz do 'Normal peoole'.. potwierdzam to co mówili wcześniej - wykreowałes sobie jej obraz w głowie, gdy tak na prawdę nie była taka wspaniała. Przez czas rozłąki z pewnością też się zmieniła i to może być zupełnie inny człowiek. Jeśli jest w jakiejś relacji to nawet nie próbuj się kontaktować, zablokuj ja gdzie się da i ruszaj do przodu
      Jeśli nie jest związana - Twój wybór, aczkolwiek możesz się rozczarować, kiedy twoje wyobrażenie na jej temat zderzy się z rzeczywistym obrazem.
      Niemniej, trzymam za ciebie kciuki.
      pokaż całość

      +: Assele, BuddyBud +1 inny
    • więcej komentarzy (46)

  •  

    Jeden plus i wychodzimy na spacer.
    #prankothewolfdog #dziendobry

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: ei_1641471300383.jpg

  •  

    Pewnie jestem jedną z ostatnich osób które robią #pokapake, ale po tym jak ją dostałem to nie mogę sobie pozwolić na brak publikacji. Paczka od @masiakla jest świetna i widać napracowanie. Jestem bardzo zaskoczony personalizacją, widać było że pół paczki było składane ponownie po tym jak ktoś się nie wywiązał. Ale do rzeczy:

    Jestem zachwycony prezentami: w paczce były dwie rzeczy idealnie wpisujące się w moje hobby, żeglarstwo, czyli plecak wodoodporny i opakowanie na telefon. Obie rzeczy są bardzo przydatne przy żeglowaniu, do tej pory zabezpieczałem się workami na śmieci XD Od tego roku będę używał plecaka i etui. Druga świetna sprawa to daktyle pochodzące z Tanzanii, które świetnie wyglądają, i nawiązują do ostatniej wycieczki @masiakla. Zjadłem na razie 3, są pyszne. Do tego pięknie pachnąca kawa, dla której będę musiał kupić sobie ręczny młynek, czuję się jakbym otrzymał awans społeczny, bo do tej pory piłem biedronkową ( ͡° ͜ʖ ͡°). Jest jeszcze sos Habanero, wyprodukowany w Meksyku. Jeszcze go nie spróbowałem. Czuję że dostałem paczkę od prawdziwego podróżnika.

    Nawet znalazły się prezenty dla mojej psiny: Dwa opakowania porządnych (niemieckich!!) psich smaczków. Pies próbował się do nich dobrać, więc muszą mu ładnie pachnąć, ale dostanie je dopiero za kilka dni, jak skończę obecną paczkę.
    Zapakowanie paczki to coś pięknego, odpakowując kolejne prezenty czułem się znowu jakbym miał 10 lat i dostał prezent od Mikołaja pod choinkę. Wrzucę zdjęcia w komentarzach, bo jest na co popatrzeć.

    No i najważniejsze, największym prezentem było wylosowanie @masiakla: od dwóch lat zbieram się żeby dołączyć do rejsu morskiego, jest to jedno z moich marzeń, ale jakoś nie mogłem się za to zabrać. Natomiast w liście dostaję na tacy takie właśnie zaproszenie do dołączenia do rejsu po Morzu Śródziemnym lub Adriatyku. Jaram się niesamowicie, czuję że spadło mi to z nieba.

    To moja pierwsza #wykopaka i fart jaki miałem oraz jakość prezentu przerosła moje oczekiwania.
    pokaż całość

    źródło: IMG_20220104_140053.jpg

  •  

    co o tym sądzicie?
    250 zł za 3 sztuki
    #budujzwykopem

    źródło: 250.png

  •  

    #gangkociakow #pokazkota #kitku
    Kitku gamingowy ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    źródło: IMG_20220103_213647911.jpg

  •  

    87 695 - 450 = 87 245
    Data donacji - 04.01.2022
    Rodzaj donacji - krew pełna
    Miejsce donacji - RCKiK Poznań (donacja w krwiobusie)
    Grupa krwi - B Rh+
    Prywatny licznik - 9900 ml
    Przyznane odznaczenia - ZHDK III

    Pierwszy raz uczestniczę w Baryłce krwi, także witam osoby pod tagiem. ;)
    Dziś sporo ludzi, jako że jak się pokombinuje, to biorąc jeden dzień urlopu można mieć dłuuugi weekend od dziś do niedzieli.

    #barylkakrwi

    Wpis został dodany za pomocą tego skryptu.
    Dodaj wpis | Regulamin | Wzór wpisu | Strona akcji
    pokaż całość

    źródło: upload_ff69827da54baffa3fb862af0bc93ace

  •  

    Gdybyście mieli zmienić jedną rzecz w swojej pracy, to co by to było? ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    __________
    #programowanie #programista15k #naukaprogramowania #justjoinit #pracbaza #pracait

    +: kegnar
  •  

    Dzien dobry! W koncu ja!
    Coz to byla za emocjonujaca edycja #wykopaka! Ale udalo sie! ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗ

    Moja oryginalna para niestety okazala sie zlamasem i zamiast wyslac pake, zrobil #usunkonto. Serdeczny ### w ### @slashdotdash ;) (dwa dni wczesniej mnie pytal czy paczke wyslac inpostem czy kurierem) wiec troche #gorzkiezale ¯_(ツ)_/¯

    Na szczescie w drugim losowaniu wylosowala mnie @scully i wywiazala sie z zadania wzorowo! Niby zrobione dla kogos, ale czuje jakby robila dla siebie #pdk
    Trafilas w 10 z zawartoscia paczki! I bardzo mi milo bylo odkrywac jej zawartosc i czytac list. A obrazek? No może zrobiony chujowo... Ale kto robi dobrze? (。◕‿‿◕。)

    Zatem:
    1. Ksiazka o Apollo 11. Pieknie wydana i pewnie zawiera mnostwo szczegolow, o ktorych nie wiem. W koncu to bylo jedno z wazniejszych wydarzen dla nas i ogarnac calosc tego przedsiewziecia chyba nikt nie jest w stanie. Jaram sie!

    pokaż spoiler To byl mały krok dla człowieka, ale dla karła normalny.


    2. Lampka-ksiezyc. Jest piekna, super swieci i bedzie mi bardzo fajnie ozdabiac biurko! Kiedys chcialem taka kupic! Jaram sie!
    3. Ogrzewacze, swiateczny sweter i skarpetki - juz wczoraj ich uzywalem i chodzilem w tym swetrze! Niech swiateczna atmosfera trwa caly rok! :D Jaram sie!
    4. Piwko kraftowe i sok. Bardzo lubie!
    5. SLODYCZE!!!
    - Draze. Nie korsarze i nie w poduszce ukryte, wiec nie przerywam symulacji, wszyscy tu jeszcze zostajemy #pdk dzieki (╯°□°)╯︵ ┻━┻
    - Domowej roboty Amoniaczki, PRYNCYPALKI KURWA i Kardynalki #2137, i inne slodycze :D No bo wiadomo, po swietach mozna jeszcze dopchac xD
    6. Magnesik z Wroclawia. Mam tradycje wieszania magnesikow z miejsc, ktore odwiedzam. Totez zatem teraz nie mam wyboru i musze odwiedzic Wroclaw (ʘ‿ʘ)
    7. Moj portret! No powiem, ze ubawilem sie przednio odkrywajac wszystkie easter eggi w nim ukryte :D Masz talent! Ale nie rysuj juz wiecej ;)

    Jak widac na zdjeciach zawartosc paczki podoba sie nie tylko mi, ale i mojemu #kitku :) Monola pozdrawia!
    Dziekuje! Do nastepnego roku!

    Mirki, jako, ze @scully jest #atencyjnyrozowypasek mam nadzieje, ze wykopiecie ja w gorace!

    #pokapake
    #chwalesie
    i tez troche #koty i #pokazkota #smiesznekotki
    pokaż całość

    źródło: 001.jpg

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika MilowyLas

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (4)