Ja tu już nie tylko po śmieszne obrazki

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Zniszczony sowiecki T-28, oglądany przez Niemców, rejon Łucka, czerwiec 1941 r. Proszę o uszanowanie zdjęcia.

    Temat bitwy w trójkącie Łuck-Dubno-Brody jest mało znany i często lekceważony w historiografii, zwłaszcza zachodniej (to, że na zachodzie w ogóle niewiele wiedzą na temat Ostfrontu, to insza inszość).

    Do ataku w tym rejonie szła niemiecka 1. Grupa Pancerna gen. Ewalda von Kleista, mająca 728 czołgów z GA ''Południe''. Celem podstawowym było Równe, a dalej - natarcie na Kijów. Za swoich przeciwników Niemcy mieli tutaj Front Południowo-Zachodni gen. Michaiła Kirponosa. Dysponował on siłami czterech armii (5., 6., 12. i 26.), liczącymi łącznie 59 dywizji i 4500 czołgów. Kirponos otrzymał rozkaz przeprowadzenia generalnego kontrataku 23 czerwca siłami 5. i 6. armii w kierunku Lublina, a następnie zajęcie go. Rejonem koncentracji było Dubno.

    Sowieci mieli wybitnie przerzedzone siły lotnicze - większość samolotów została wymieciona pierwszego dnia Barbarossy przez szalejące w powietrzu orły Luftwaffe. To, co pozostało, skierowano do wsparcia ofensywy. Niemcy jednak czuwali i wprost zmasakrowali nadlatujące samoloty Sowietów - jednego dnia unicestwiono cały pułk, zestrzeliwując 24 bombowce SB-2.

    Radzieckie siły miały zaatakować 23 czerwca o godz. 22:00. Sytuacja była jednak strasznie chaotyczna - rwała się łączność, oddziały były nieustannie atakowane przez niezmordowaną Luftwaffe, a drogi korkowały długie kolumny uciekinierów i wycofujących się jednostek. Koncentracja następowała bardzo powoli. Z tego względu atak przesunięto na 4:00 24 czerwca. Główne ostrze sowieckiego ataku miały stanowić 4., 8. i 15. KZmech., dysponujące 717 czołgami T-34 i KW.

    Atak... skończył się katastrofą. 15. KZmech. chaotycznie szarpał się całą bitwę między Brodami, a Łuckiem i nie wziął udziału w walkach - jedynie należąca do niego 10. DPanc. ruszyła dwukrotnie do boju z niemiecką 11. DPanc., niszcząc jej aż 43 pojazdy. 22. KZmech po pięciu dniach walk stracił ponad 80 % pojazdów i wycofał się bezładnie na wschód. 4. KZmech. nie zdołał ukończyć koncentracji i jedynie osłaniał wycofujący się 15. KZmech., tracąc blisko 90 % pojazdów. Z kolei 8. KZmech. przełamał niemieckie pozycje przeciwpancerne z XLVIII. KZmot. Podzieliwszy się na dwa zgrupowania, wojska 8. KZmech. 27 czerwca pokonały czołówki niemieckiej 11. DPanc., po czym zdobyły Dubno i odcięła linie zaopatrzeniowe niemieckiej dywizji. Sowieci zatrzymali się w Dubnie... i stracili inicjatywę. Niemcy podciągnęli siły trzech dywizji, w tym jednej pancernej i zaczęli metodycznie wybijać Sowietów, zmuszając ich do wycofania się do 1 lipca.

    Klęskę pogłębił jeszcze bardziej chaos i sprzeczne rozkazy, wydawane przez Kirponosa i Żukowa. Niemcy wówczas uświadomili sobie, jak bardzo bezużyteczne są ich działa ppanc. przeciw KW i T-34, jednakże, potęga pancerna Sowietów została skutecznie zniwelowana przez siły Luftwaffe. Bombowce niemieckie atakowały z niskiego pułapu demolując kolumny pancerne, unicestwiono też sztab 15. KZmech. Poza atakami Luftwaffe, Niemcy odcinali osobno każdy korpus, po czym niszczyli je w odizolowanych kotłach. Niemcy utracili 186 czołgów, ale byli w stanie atakować dalej. Sowieci, tracąc 2500 czołgów, pozbawili się atutu obronnego pod Kijowem.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    ''Kiedy rozpocznie się operacja Barbarossa, świat wstrzyma oddech z podziwu, i nic nie powie.''

    Adolf Hitler.

    Führer miał rację. Świat był zaszokowany rozmachem niemieckiej potęgi. Zapewne sam Cesarz Fryderyk Barbarossa, na którego cześć nazwano operację, byłby zdumiony potęgą swoich potomków, ruszających na krucjatę nie na koniach, lecz na ryczących silnikami pancernych potworach...

    4,7 mln żołnierzy w 164 dywizjach, 3600 czołgów, 12 tysięcy dział i blisko 3 tys. samolotów uderzyło o godz. 3:15 22 czerwca 1941 r. na froncie rozciągającym się od Kłajpedy po Morze Czarne. Oprócz Niemców w ataku brali też udział Rumuni, Włosi i Słowacy, ale dopiero później krucjata nabrała rozmachu i do walk ruszyła plejada narodów w imię walki z bolszewizmem. Do ataku ruszyło 900 samolotów, z czego 600 bombowców, które zaatakowały 66 sowieckich lotnisk, miażdżąc na ziemi 1800 samolotów. W sztabie Luftwaffe nikt nie mógł uwierzyć w te dane - a piloci jak na ćwiczeniach niszczyli ustawione w równych rzędach samoloty, zbiorniki z paliwem i składy bomb. Dowodzone przez najzdolniejszych feldmarszałków w niemieckiej armii trzy grupy armii - ''Północ'' feldmarsz. von Leeba, ''Środek'' feldmarsz. von Bocka i ''Południe'' mojego ulubionego starego Prusaka, żelaznego niemieckiego rycerza, feldmarszałka Gerda von Rundstedta - wdarły się bez problem w głąb radzieckiego terytorium na 200 kilometrów pierwszego dnia. Pomijając pojedyncze wyjątki, jak twierdza brzeska i bitwa pod Rosieniami, a zwłaszcza największa bitwa pancerna II WŚ, czyli tzw. trójkąt dubieński, Sowieci nie byli w stanie stawić jakiegokolwiek zorganizowanego oporu. Ich największa siła tkwiła w oddziałach pancernych, a potężne stalowe potwory, jak KW-1 i KW-2 były wręcz niezniszczalne dla niemieckich czołgów. Jednak Sowieci, targani sprzecznymi informacjami, źle dowodzeni, w chaosie organizacyjnym nie potrafili wykorzystać tego atutu. Czerwonoarmiści z krzykiem rozbiegali się, widząc niemieckie pojazdy i samoloty, porzucając broń. Najbardziej jednak zaszokowany był sam Stalin. Wąsaty car z Kremla nie mógł uwierzyć, że jego przyjaciel, Adolf Hitler, dopuścił się napaści...

    Jak na ironię, Armia Czerwona od 14 czerwca przechodziła na stopę wojenną i rozpoczęła mobilizację, co - w połączeniu ze zbrodniczą polityką Niemiec na podbitych terenach i problemami logistycznymi Osi - ocaliło ją od totalnej klęski.

    #unternehmenbarbarossa #barbarossa

    Zdjęcie i wpis NIE MAJĄ NA CELU propagowania ideologii totalitarnych.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Niemiecki kowal podczas pracy, 1941 r.

    Jak byłem mały, to zawsze wydawało mi się, że wszyscy żołnierze to głównie walczyli. Trochę w tym utwierdzały mnie lektury książek z okresu PRL, gdzie o zapleczu jest bardzo niewiele. Im człowiek bardziej się wgryza w temat, tym mocniej uświadamia sobie, że kolesie biegający z karabinami i strzelający z dział stanowią może 1/3 całej armii (a być może dużo mniej).

    Dobitnie uświadomiła mi to wizyta w muzeum w Overloon w Holandii parę lat temu (bardzo polecam, fantastyczne muzeum, może się kiedyś podzielę zdjęciami), że w zasadzie większość żołnierzy to... służby tyłowe.

    Każda armia potrzebuje zaplecza - im większa armia, tym większe zaplecze. W Overloon można to sobie uświadomić, kiedy idzie się po Moście Baileya (taki most dla wojsk inżynieryjnych) po setkach, tysiącach skrzynek, mających zobrazować ogrom przedsięwzięcia Red Ball Express i zaopatrzenia wojsk na froncie. Przeciętna niemiecka dywizja wymagała minimum 200 ton zaopatrzenia dziennie, żeby móc zachować zdolność bojową (wg standardów - 320 ton). Napoleon rzekł już dawno, że każda armia maszeruje na swych żołądkach. Może to oczywiste, ale jednak w ubogiej Armii Czerwonej i Wojsku Polskim tak nie było (podobno wyżywienie sołdata RKKA w 1942 r. wynosiło 1/3 tego, co dostawał żołnierz brytyjski).

    Już pomijam służby medyczne i sanitariuszy/noszowych, bo to jedna strona medalu (chociaż należy wspomnieć, że w armiach byli także wojskowi dentyści!). Ale każda armia potrzebuje kowali i mechaników. Były warsztaty przyfrontowe i na zapleczu, piekarnie (przeciętna niemiecka dywizja wymagała 11 000 bochenków chleba dziennie!), kuchnie polowe, drukarnie. Do tego jednostki żandarmerii i areszt śledczy (tak, każda dywizja taki posiadała), zarządzane przez wywiad i prawników wojskowych. Musiały też być jednostki budowlane, stawiające mosty, budujące drogi, kładące tory kolejowe. Oczywiście do tego jednostki łączności oraz orkiestry oraz cała gama rzeczy pozornie oczywistych, a jakże potrzebnych: fryzjerzy, kina polowe, krawcy, szewcy, kaletnicy. W armii niemieckiej dochodziły jeszcze wojskowe domy publiczne dla żołnierzy. Dywizje musiały być autonomiczne w wielu sprawach, a i żołnierze często prosili o zrobienie czegoś, czy jakieś przeróbki umundurowania, czy uzbrojenia (oj, widziałem nawet zdjęcia jak amerykańscy krawcy szyli dla swoich kolegów kamizelki skórzane na zimę 1944-45). W przypadku jednostek kawalerii, albo posiadających konie dochodziły jeszcze jednostki zajmujące się żywym inwentarzem.

    Kiedy człowiek sobie to uświadomi dopiero do niego dociera, jak wielką machiną jest walcząca na froncie armia.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Czemu gra For Honor to takie randomowe wkurwiające w gówno.

    Niedość że nie da się w to normalnie grać to jeszcze postacie są w chuj nie zbalansowane. Sterownie to siermięga.
    Blokowanie? Ni chuja nie zdążysz nijak sparować ani zablokować orochiego na Kenseiu, to jest kurwa dramat.

    Tyle lat gram w gry zręcznościowe. Mam refleks i wyczucie. Tak tutaj pierdolony pierwiastek szczęścia i przypadku jest tak wysoki że aż wkurwia. Bo nijak nie opiera się to na umiejętnościah gracza.

    Najgorsza gra Ubisoftu. Rak.

    #wkurw #forhonor #rak #spierdolenie #zalesie
    pokaż całość

  •  

    Nie mogę się doczekać na wpis @Mleko_O o austriackim akwareliście niesłusznie oskarżanym o wymordowanie milionów ludzi i zmuszonym do samobójstwa przez barbarzyńskich aliantów.

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Roześmiany Alex Vraciu, jeden z najlepszych pilotów US Navy pokazuje ile samolotów zestrzelił podczas ''wielkiego polowania na indyki'', 19 czerwca 1944 r.

    Wraz z postępami Amerykanów na Pacyfiku, japońskie dowództwo Floty postanowiło wydać im bitwę, zniszczyć ich siły i zatrzymać marsz ku sercu Nipponu. Zorganizowano Flotę Operacyjną pod dowództwem admirała Ozawy. Wiązało się to z zatrzymaniem Amerykanów u brzegów Marianów. Japońska armada, licząca 9 lotniskowców i 5 pancerników ruszyła do ataku.

    Na ich nieszczęście przeciwnikiem była 5. Flota, dowodzona przez wybitnego admirała Spruance'a, który zmiażdżył siły admirała Nagumo pod Midway. Amerykanie dysponowali 15 lotniskowcami i 7 pancernikami - górowali liczbą samolotów. I sprzętem. A zwłaszcza wyszkoleniem lotników. Japończycy zaś liczyli na wsparcie samolotów z wysp Marianów.

    19 czerwca doszło do ataku czterech fal japońskich samolotów. Japończycy chcieli przebić się do okrętów i je zaatakować, jednak Amerykanie przeciwstawili im swoje najbardziej przerażające wynalazki - radary, celowniki tachimetryczne i zapalniki zbliżeniowe. Ponadto, wokół amerykańskich okrętów był silny parasol osłony powietrznej. W efekcie doszło do masakry, nazwanej później ''wielkim mariańskim polowaniem na indyki''. Japończycy choć bohatersko próbowali za wszelką cenę dostać się do amerykańskich okrętów, ginęli dziesiątkami. Nie osiągnęli praktycznie żadnego sukcesu, a zestrzelono aż 243 samoloty jednego dnia. Praktycznie unicestwiono japońskie lotnictwo pokładowe.

    Na morzu nie było wcale lepiej. Po ataku torpedowym w wyniku bardzo głupiego wypadku utracono lotniskowiec ''Taiho'' (ktoś z załogi uznał, że dobrym pomysłem na pozbycie się oparów benzyny będzie włączenie systemu wentylacji, w efekcie lotniskowiec eksplodował i dwie godziny później zatonął, grzebiąc 1600 marynarzy), a okręt podwodny USS ''Cavalla'' zatopił lotniskowiec ''Shokaku'' z 1300 ludźmi. W efekcie admirał Ozawa stracił jeszcze przed rozpoczęciem bitwy dwa z trzech najbardziej wartościowych okrętów.

    Następnego dnia Amerykanie przeszli do kontrataku. Samoloty z lotniskowców admirała Mitschera zatopiły lotniskowiec ''Hiyo'' oraz uszkodzili ''Zuikaku'' i ''Chiyoda''. Admirał Ozawa, widząc, że bitwa jest już przegrana, postanowił się wycofać. Japończycy stracili 315 samolotów, 3 lotniskowce i kilka innych okrętów, straty amerykańskie wyniosły 123 maszyny.

    Bitwa na Morzu Filipińskim, której obchodzimy dzisiaj 74. rocznicę, była ostatnią bitwą lotniskowców. (Post z wczoraj - Mleko)

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Raubritter z zakonu SS.

    Tymi słowy zacząłem swój artykuł o Jochenie Peiperze parę lat temu. Raubritter z niemieckiego znaczy "rycerz rabuś" i oznaczało osoby ze stanu rycerskiego, którzy trudnili się rozbojem. Niewątpliwie byli dzielni, ale splamili się zbrodniami.

    Jochen Peiper był dwudziestowiecznym raubritterem.

    Urodził się w rodzinie wojskowej. Nie zdołał dostać się na studia, więc śladem swojego brata Horsta dołączył do skautów. Marzył o karierze wojskowej, ale obwarowania Traktatu Wersalskiego uniemożliwiały to. Jochen uwielbiał jeździectwo, wobec czego przyjaciel rodziny, generał von Reichenau, poradził mu dołączyć mu do SS, a stamtąd spróbować się przenieść do armii.

    Jednak w SS szybko został dostrzeżony przez Reichsfuhrera Heinricha Himmlera, który uczynił go swoim adiutantem. Już przed wojną otrzymał stopień oficerski, poznał też swoją żonę Sigurd.

    Miał dostęp do wszystkich tajemnic państwowych. Znał wszystkie zbrodnie Niemiec, zwłaszcza w Polsce. Wizytował obozy i getta (w Łodzi Himmlerowi Żydzi mieli wręczyć bukiet kwiatów!). Na swoją prośbę trafił na krótko do jednostki frontowej we Francji, gdzie za zdobycie baterii artylerii otrzymał awans.

    Jego rola zmieniła się po inwazji na ZSRR. Trafił do elitarnej LSSAH. Wielokrotnie dawał wyraz swojej odwagi, jego jednostka walczyła bardzo zacięcie. Ale plamiła się rozlicznymi zbrodniami. Tam, gdzie był batalion Peipera, tam były spalone wsi i stosy ciał. Batalion dostał przydomek "Lutlampa", bo znany był z palenia wsi, zwłaszcza tych, gdzie kryli się partyzanci. Podczas bitwy o Charków batalion Peipera zapisał się ocaleniem okrążonej 320. Dywizji Piechoty. Walczył więc dzielnie, ale bardzo brutalnie.

    Niedługo później batalion Peipera trafił do Włoch, gdzie spacyfikował wieś Boves. Do dzisiaj krążą sprzeczne informacje na temat przebiegu tego wydarzenia i obciążają obie strony. Co ciekawe, pozytywne stanowisko Peiperowi wystawili... Żydzi, których ocalił przed egzekucją. Z kolei w Belgii za obrabowanie cywilów Peiper nakazał rozstrzelać pięciu swoich żołnierzy.

    Później była Normandia i Ardeny, Malmedy, za które akurat nie ponosił odpowiedzialności (nie tylko nie było go na miejscu zdarzenia, ale nawet o nim nie wiedział). Jednak KG Peiper popełniła, wg ustaleń amerykańskich, wiele innych zbrodni -w Stavelot, La Gleize, Trois Ponts...

    Kim więc był ów człowiek. Zbrodniarzem? Dzielnym żołnierzem? Jednym i drugim? W prasie SS był gwiazdorem, uchodził za modelowego "nowego Niemca". Młody, przystojny, wierny, zdecydowany, agresywny w działaniu.

    Po wojnie sądzono go za zbrodnie na jeńcach, wziął całą odpowiedzialność za swoich podwładnych na siebie. Wyszedł w 1956 roku z więzienia, w 1976 r. został zamordowany, najpewniej przez francuskich komunistów.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Tutaj chwila refleksji. Za dzieciaka bardzo lubiłem powieści Jacka Higginsa - może ktoś z Was czytał? Podobały mi się ciekawa fabuła, bohaterowie, zgodność z historią i obiektywizm. Zwłaszcza to ostatnie. Nie było rozróżnienia na ''my - dobrzy i wspaniali, oni - kanalie i fanatycy''. Nie było tego w sumie nigdy. W wywiadach z amerykańskimi pilotami z okresu II WŚ też przebrzmiewało jedno: ci, z którymi walczyliśmy, byli tacy sami jak my. Tak samo, jak my po locie szli na piwo, czy kieliszeczek koniaku, podrywali dziewczyny, chodzili grupą do kina i robili sobie kawały. O Walterze Nowotnym któryś powiedział, że ''szkoda, że nie walczył po naszej stronie''. Najlepszym przykładem jest tutaj znana historia Franza Stiglera i Charliego Browna. Obaj lotnicy przyjaźnili się aż do grobowej deski. Takich historii można podawać na pęczki.

    Na forach historycznych pogląd był podobny - dobrzy żołnierze po drugiej stronie. Jeszcze pamiętam czasy dyskusji na Świętej Pamięci Pigułce, gdzie pogląd ten dominował. Nie znaczy to, by rozgrzeszać III Rzeszę, czy zapomnieć o jej zbrodniach. Po prostu chodzi o rzetelność dyskusji, a nie sprowadzanie wszystkiego do dogmatu ''niemiecki żołnierz = naziol, esesman, obóz koncentracyjny''. Wojna jest straszna. Zajmuję się historią 15 lat i z każdą kolejną książką się w tym utwierdzam. Jest straszna - dla wszystkich. A nie, jakby chcieli niektórzy tylko ''dla nas'', bo ''tamtym się należało''.

    Ostatnich parę lat się to zmieniło. Nie wiem, czy to w tak dużej ilości Kozich Wólek podłączyli internet, czy to tak wielu nagle stwierdziło, że po obejrzeniu Historii Bez Cenzury i przeczytaniu jednej książki o II WŚ stają się nagle ekspertami od II WŚ, czy może komuś za bardzo odbiło po ''wstawaniu z kolan'' i ''odzyskiwaniu godności''. Serio, poziom agresji w komentarzach, połączony ze zmasowanym uznawaniem mnie za nazistę (chociaż wielokrotnie punktowałem na tej stronie hitlerowski obłęd) - zaczyna mnie pomału przerażać. Przeraża mnie też mówienie, że komuś się należała śmierć i należy się z niej cieszyć - zwłaszcza, jeśli mówimy o cywilach. Nie dziwcie się zatem, że alergicznie reaguję na fejsbukowych ''patriotów'' i ich namolne stękanie o Polskę podczas II WŚ.

    Poważnie, tęsknię za czasami, kiedy można było o II WŚ porozmawiać na poziomie, bez posądzania o bycie nazistą.

    Zostawiam Was z refleksją i malowniczym zdjęciem zrujnowanego St. Lo z lata 1944 roku.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Z góry przepraszam za małe zdjęcie, ale innego po prostu nie mam.

    Uwaga, będzie prawdziwie. Jeśli masz z tym problem - NIE PISZ.

    Jegomość na zdjęciu to SS-Untersturmführer Hans Münch. Znany bakteriolog i doktor medycyny. Był lekarzem Instytutu Higieny SS w Rajsku. Służył w Auschwitz jako lekarz.

    Pewnie niejeden sobie pomyśli - zbrodniarz, sadysta, morderca, kolega Mengele!

    Otóż nie.

    Zdjęcie doktora Müncha wykonano w grudniu 1947 roku w Krakowie, w leżącym kilometr od mojego mieszkania Montelupich, podczas I procesu załogi Auschwitz-Birkenau. Doktor Münch był jedynym uniewinnionym podczas tego procesu.

    Doktor Münch był lekarzem, który w Auschwitz chronił życie, a nie je odbierał. Pozostał wierny przysiędze Hipokratesa. Wielokrotnie pomagał więźniom, ryzykując swoje życie. Oddajmy zresztą głos świadkowi naocznemu: ''Ten człowiek mimo, że nosił mundur SS, to jednak duszy SS-mańskiej nie miał. Była to rzecz wyjątkowa, że jako jeden z SS-manów umiał on uszanować wiek ludzi i każdego więźnia. O więźniów swoich dbał bardzo i twierdzę, gdyby Müncha nie było, przeszliby bardzo dużo. Prócz tego, Münch miał jeszcze jedną zaletę, że nie odróżniał narodowości, czy to Żyd, Czech, czy Polak.'', wspominał Władysław Fejkiel, który w obozie spędził 4 lata. Myślę, że nie wymaga to komentarza.

    Czy był jedynym ''dobrym esesmanem''?

    SS-Obersturmführer Ladislaus Conrad z Wiednia, również lekarz. Służył w KL Mauthausen. Kiedy jeden z lekarzy zabił przy nim więźnia zastrzykiem fenolu w serce, dr Conrad wzburzony udał się do komendanta obozu i oświadczył, że nie będzie pracował z tym człowiekiem. Konsekwentnie odmawiał przeprowadzania eksperymentów na więźniach. Za karę przeniesiono go na front. Zginął w 1944 roku.

    SS-Unterscharführer Gerhard Effinger. Szef Kanady w Birkenau. Miał swoje żeńskie komando, które pomagało w dezynfekcji dóbr i inwentaryzacji. Dbał osobiście o nie, dostarczał żywność i nigdy nie bił. Służba ''effingerek'' była wyjątkowym zaszczytem. Za obrazę Hoessa zdegradowany, sam wylądował w obozie pod koniec 1944 roku.

    SS-Unterscharführer Viktor Pestek. ''Przyzwoity człowiek'', jak o nim mówiono. O chyba wielkim sercu, bo zakochał się w Żydówce... Pomógł jej uciec, ale sam został złapany.

    "...nienawidzę tego całego podłego procederu, ponieważ nie mogę znieść tego, że muszę patrzeć, jak morduje się kobiety i dzieci. Chcę coś uczynić, by zapomnieć o tym odorze i bym sam mógł poczuć się troszkę bardziej czysty".

    Rozstrzelany w 1944 r. za zdradę.

    SS-Unterscharführer Franz Wunsch - i on się zakochał w Żydówce, bo tak spodobał mu się jej głos... Ocalił ją i jej siostrę, uchronił przed komorą gazową, pomógł przeżyć.

    To może pojedyncze nazwiska, ale istnieją i inne. I dobrze pokazują, że człowiekiem można być w każdej sytuacji.

    Nawet nosząc mundur SS w obozie koncentracyjnym.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    @Mleko_O: tylko na czarno listę ciebie stać zamiast na dyskusję? Żałosne

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Otrzymałem właśnie smutną wiadomość, że w wieku 105 lat zmarł ostatni odznaczony Krzyżem Rycerskim z Liśćmi Dębu, Korvettenkäpitan Reinhard Hardegen, jeden z najsłynniejszych asów U-Bootwaffe. :(

    Legenda już za swojego życia, dowódca U-123 typu IX B. Łowca amerykańskich statków podczas operacji ''Paukenschlag''. W jednym rejsie w styczniu 1942 r. zatopił osiem statków, co przyniosło mu Krzyż Rycerski i miejsce wśród czołowych asów U-Bootwaffe. Podczas patrolu Hardegen był na tyle bezczelny, że wszedł do nowojorskiego portu i spenetrował go. US Navy niemal go nie niepokoiła - nie była w stanie mu przeszkodzić. Przy drugim patrolu w marcu 1942 r., również u wybrzeży USA wdał się w walkę ze statkiem-pułapką, prowadząc pojedynek artyleryjski; zniecierpliwiony oficer dobił napastnika torpedą. Również i w tym rejsie zatopił osiem statków, w tym cenne zbiornikowce. Był to jego ostatni patrol bojowy, potem wykonywał już służbę w sztabie.

    Do bolzgich płaczków-internetowych patriotów: Hardegen nigdy nie był nazistą, otwarcie krytykował nazizm, a na kolacji u Führera z okazji odznaczenia Krzyżem Rycerskim wywołał wielki skandal, mówiąc, że wszystkie te dywizje pancerne są nic nie warte, a powinno się zwiększyć liczbę U-Bootów.

    Ponadto, oddam głos ostatniemu prawdziwemu podwodniakowi w internecie:

    ''Wiesz czym zasłynął oprócz tego, że wyśmiał całą US Navy gdy topił statki pod samymi atlantyckimi brzegami USA i spenetrowaniem (!) portu w Nowym Jorku? Pewnie nie wiesz... Gdy 21 października 1941 roku Hardegen storpedował krążownik pomocniczy HMS Aurania, podniósł z wody jedynego rozbitka tego okrętu - a miało to miejsce na środku Atlantyku - i uratował go.''

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    @AurenaZPolski:

    @Mleko_O: Z nazizmem trza walczyć. Oczywiście że zabił. Pisze o tym ten typ, który gloryfikuje naziolskiego zbrodniarza. Osiem statków - wyraźnie napisane. Cywilnych statków.

    PS: Typ mnie zablokował w swoim wątku, zgłoszę go za promowanie zbrodniarzy hitlerowskich.

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Kanonierka USS ''Panay'' podczas rejsu po Jangcy, 1928 r.

    Amerykanie, jak większość krajów, posiadali swoje koncesje w Chinach. Były to wydzierżawione mocarstwom na wiele lat terytoria chińskie. USA posiadały swoje w Szanghaju i Tiencinie. Koncesje chronione były przez US Navy i US Marine Corps. Częścią ochrony był tzw. Yangtze Patrol, czyli kanonierki rzeczne, patrolujące Jangcy. Było to konieczne ze względu na uzbrojone bandy przemytników, które ostrzeliwały i napadały cywilne barki.

    Kiedy Japonia napadła na Chiny i w grudniu 1937 roku zbliżała się do Nankinu, kanonierka USS ''Panay'' ruszyła w rejs w górę rzeki Jangcy, żeby ewakuować obywateli amerykańskich ze strefy działań wojennych. Towarzyszyły jej trzy tankowce Standard Oil. Kanonierka była dość nową jednostką (zwodowana w 1927 r.) i uzbrojona była w dwa działa 76 mm i osiem karabinów maszynowych. 11 grudnia 1937 r. okręt wyruszył w rejs, mając na pokładzie 55 osób, w tym kilku korespondentów wojennych. 12 grudnia, po 30 milach rejsu kapitan James Hughes nakazał rzucić kotwicę, chciał dać chwile wytchnienia załodze i ewakuowanym. Część grała w karty, niektórzy udali się na pokład sąsiednich tankowców, żeby wypić w spokoju piwo, pozostali odpoczywali.

    Tuż przed godziną 14 ryk silników rozległ się nad kotwicowiskiem. Pojawiły się trzy japońskie samoloty lotnictwa floty Yokosuka B4Y, dowodzone przez por. Mastake Okuyamę. Bombowce przystąpiły do ataku, mimo, iż na okręcie wyraźnie wisiały dwie bandery Stanów Zjednoczonych, a dodatkowo flaga była wyłożona na dachu mostka. Dwie z osiemnastu bomb 60 kg trafiły w sterówkę i rufę kanonierki, ciężko ją uszkadzając i raniąc kapitana. Załoga odpowiedziała ogniem, jednak napastnicy w ogóle się tym nie przejęli. Co więcej, dziewięć myśliwców Nakajima A4N ostrzelało tonącą kanonierkę. Pełniący obowiązki dowódcy Arthur Anders nakazał ewakuacje. Traf chciał, że jeden z korespondentów miał akurat włączoną kamerę i sfilmował przebieg nalotu.

    Kanonierka zatonęła po dwóch godzinach, zginęło 3 marynarzy, a 27 zostało rannych, raniono też 4 cywilów. Incydent budzi do dzisiaj kontrowersje - mówi się, że rozkaz wydali oficerowie pod Nankinem, a nawet Sztab Generalny. Sprawa odbiła się głośnym echem w mediach. Japończycy natychmiast przeprosili i zobowiązali się zapłacić wysokie odszkodowanie (2,2 mln ówczesnych dolarów). Dodatkowo, do ambasady USA w Tokio napłynęły z całego Imperium wyrazy współczucia i przeprosiny od narodu japońskiego. W listach znajdowały się często różne sumy pieniężne - to była oddolna akcja płacenia datków przez tysiące Japończyków. Zachęcały zresztą do tego japońskie media. Sprawa została załatwiona polubownie, ale relacje Japonii i USA uległy dalszemu ochłodzeniu.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Wyjątkowo nie w kolorze, ale i okoliczności mnie zmuszają. Londyńska parada zwycięstwa w 1946 roku.

    Wydarzenie to przeszło w polskiej historii jako symbol narodowej zdrady, bo źli Anglicy nie zaprosili Polaków, co to ich ''ocalili'' w 1940 roku i ''kazali sobie płacić za sprzęt'', to jeszcze perfidni niewdzięcznicy nie zaprosili NA PARADĘ! No bo jak to, byli jacyś, hehe, sanitariusze z Fidżi (a dzie to wogule jest, wiesz Halyna?!?!??!), a Polaków nie było!!!111oneone

    No nie było. Na własne życzenie. Oczywiście, tego nie zrozumieją niektórzy.

    W 1946 roku rząd Wielkiej Brytanii uznawał tylko jeden polski rząd - Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej z Warszawy. Uznał go w lipcu 1945 roku, wespół z USA, wierząc, że będzie to kompromisowy rząd złożony z przedstawicieli PKWN i rządu londyńskiego.

    W związku z powyższym Brytyjczycy NIE MOGLI zaprosić rządu londyńskiego, bo oficjalnie nie utrzymywali z nim kontaktów. Zaproszono Warszawę, ale ta - pod naciskiem Moskwy - nie udzieliła żadnej odpowiedzi. Swoją drogą, czy na paradzie ktoś odnotował udział żołnierzy radzieckich, też przecież koalicjantów walki z Niemcami? Byli może Rumuni i Bułgarzy, też przecież walczący u schyłku wojny z Niemcami? Byli Jugosłowianie, mający podczas wojny dwukrotnie większą armię, niż Polacy? Chyba nie...

    Niezależnie od tego, RAF zachował się bardzo przyzwoicie i na własną rękę zaprosił 25 najlepszych polskich pilotów. Ci jednak, dowiedziawszy się, że będą maszerować w towarzystwie żołnierzy WP, a nie PSZ, zaproszenie odrzucili. Zaproszono też polskich generałów, m.in. Stanisława Kopańskiego, którzy również zaproszenie odrzucili, bo nie chcieli oglądać ''oddziałów Żymierskiego'' (tak to określił Kopański).

    Jestem zdumiony i zażenowany tym, że takie błahe wydarzenie, jakaś tam paradka sprzed 72 lat, urosła do rangi narodowej zdrady. W dodatku w sposób kłamliwy i zmanipulowany. Polacy zostali zaproszeni, a nie zjawili się na paradzie tylko dlatego, że znowu musieli robić swoje prywatne wojenki. Równie dobrze paradę z Londynu można skontrować paradą w Moskwie, gdzie w 1945 r. Polacy byli JEDYNYMI cudzoziemcami, defilującymi na Placu Czerwonym. Tylko po co, skoro to była tylko parada...

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Kometą w stronę gwiazd. Zniszczona jedna z wielu nadziei na odwrócenie losów wojny - niemiecki myśliwiec rakietowy Messerschmitt Me-163 ''Komet'', Niemcy, wiosna 1945 roku.

    Twórcą samolotu był genialny konstruktor, prof. Alexander Lippisch, który wniósł wielki wkład w rozwój konstrukcji latających skrzydeł i układu delta (notabene, miłość do maszyn latających wzięła mu się od ojca lotnictwa - samego Orville'a Wrighta). ''Komet'' był rozwinięciem jego poprzedniej konstrukcji - szybowca DFS 194, oblatanego w 1940 roku. Efekty były zadowalające i DFS 194 przeprojektowano na Me-163. Pierwszy lot z silnikiem rakietowym odbył się w październiku 1941 roku - czołowy oblatywacz III Rzeszy, kpt. Heini Dittmar uzyskał na nim astronomiczną wówczas prędkość 1004 km/h. Samolot miał konstrukcję średniopłata, pozbawionego ogona. Nie posiadał podwozia, a startował z odrzucanego wózka, zaś lądował na wysuwanej płozie. Paliwa jednak starczało tylko na 13 minut lotu - plan ataku przewidywał, że komety wzniosą się na duży pułap i stamtąd będą atakować lotem szybowcowym formacje bombowe sinusoidalnie. Lippisch wiedział, że maszyna musi być jak najlżejsza. Próby (m.in. w Katowicach) trwały aż do 1944 roku (wówczas Dittmar pobił swój własny rekord i osiągnął prędkość 1130 km/h), wówczas ruszyła produkcja seryjna - wyprodukowano 320 sztuk samolotu, z czego 279 otrzymała Luftwaffe. W odróżnieniu od sowieckiego rakietoplanu BI-1, Me-163 miał skośne skrzydła i dzięki temu zachował sterowność w locie przy potężnej prędkości. Wielkim problemem było niebywale żrące paliwo - po każdym tankowaniu samolot musiał być dokładnie umyty. Zdarzył się wypadek, że przeciek paliwa do kabiny spowodował rozpuszczenie pilota żywcem - nieszczęśnikiem tym był por. Josef Pöhs, Expert z 43 zestrzeleniami, odznaczony Krzyżem Rycerskim.

    Samoloty trafiły do specjalnie zorganizowanej grupy I./JG 400, której emblematem były rakietowe pchły. Utworzono dwie eskadry, oraz zalążek trzeciej. Pierwsze użycie bojowe Kometów miało miejsce 6 sierpnia 1944 roku - 16 sierpnia Mustangi zestrzelił pierwszego Kometa. Trzy tygodnie później Komety strąciły trzy Latające Fortece, tracąc jedną maszynę. Większość lotów odbyła się latem i jesienią 1944 roku. Najwięcej maszyn było w powietrzu 28 września. Samoloty wzbudzały konsternację amerykańskich załóg - były tak szybkie, że nie można było nawet zauważyć, jak dokładnie wyglądają (latały z kosmiczną prędkością 900 km/h!). Ciekawostką było eksperymentalne umieszczenie wyrzutni rakietowych SG500 Jagdfaust za kabiną - samolot przelatywał od dołu pod bombowcem, co uaktywniało fotokomórkę i powodowało wystrzelenie salwy. Zniszczono tak przynajmniej jeden brytyjski bombowiec Halifax 10 kwietnia 1945 roku. Samolot w takiej wersji jest na zdjęciu. Ogółem, Komety strąciły 9 bombowców za cenę 14 własnych maszyn, z czego większość stracono podczas wypadków z paliwem i problemami podczas lądowania.

    Jak podsumował swoich ludzi major Wolfgang Späte, dowódca JG 400: ''Moi ludzie byli gotowi oddać życie, by tylko spełnić swoje marzenie o locie rakietą''.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Dzisiaj opowiem o historii, której rocznica minęła dwanaście (Trzynaście, post z wczoraj - Mleko) dni temu. Zasiądźcie wygodnie, bo będzie długo.

    Gdy słońce wzeszło nad dolinę Drawy w Austrii pewnego czerwcowego poranka, oświetliło dramatyczne chwile. Rozbiegane tabuny koni, zapłakane kobiety i dzieci, starców zasłaniających się krucyfiksami przed ciosami oprawców. Gdyby ktoś zapytał - co się dzieje, odpowiedź nasuwałaby się pewne sama. Oto nieludzcy hitlerowcy, przeklęci esesowcy dręczą swoje ofiary.

    Odpowiedź byłaby błędna.

    Nie wiem, kiedy historia ta ma początek. Może w 1917 roku, gdy wybuchła rewolucja bolszewicka, a przeciw niej ruszyły tysiące ludzi - w tym wojowniczy jeźdźcy o smagłych twarzach, odziani w długie czerkieski i futrzane papachy. Może w XX-leciu międzywojennym, gdy antyludzka ''władza sowiecka'' gnębiła i mordowała tych ludzi i ich rodziny. Może w 1941 roku, kiedy na ich ziemie przybyły pancerne zagony Wehrmachtu, witane jak wyzwoliciele.

    Wiem, kiedy historia ta się kończy. Wraz z trwaniem wojny Niemcy tworzyli coraz więcej formacji kozackich. Był więc XV. Korpus Kawalerii, dowodzony przez generała von Pannwitza, o którym kiedyś pisałem. Były jednostki formowane ad hoc w ramach armii włoskiej i niemieckiej. Był też Kozacki Stan - coś w rodzaju taboru cywilów, osłanianego przez uzbrojonych mężczyzn. W jego ramach istniał chór wojskowy, instytut żeński, teatr, drukarnie, a nawet muzeum. Nie brakowało urzędników i oczywiście popów - dla głęboko wierzących Kozaków była to ważna kwestia. Wojskowi zorganizowani byli w dwie dywizje piesze, dwa pułki konne, małą grupę pancerną i grupę spadochronowo-snajperską. Dowodził nim wiekowy generał Timofiej Domanow, weteran walk z bolszewickimi hordami już w 1917 roku. Stan liczył 31 tysięcy ludzi w 1945 roku. Wraz z klęskami Niemiec przesunięto go do Austrii, w rejon rzeki Drawy - Lienz i Peggetz, gdzie poddał się Brytyjczykom w maju.

    Brytyjczyków traktowano ufnie. Przychodzili, dopytywali się, wyrażali zdumienie, jak wielką drogę przebyli Kozacy. Odbywano nawet wspólne patrole, niektórym Kozakom wydano nawet brytyjskie mundury. Brytyjczycy pozwolili zachować broń i dalej ćwiczyć, mówiąc ukradkiem, że być może Kozacy będą już niedługo potrzebni. Obiecali postawić kuchnie polowe, by Kozacy mogli gotować pod dachem - nawet przywieziono cegły, obiecano wyremontować salę koncertową w Lienz, a oficerom wyznaczono wygodne kwatery.

    Idylla zaczęła się kończyć, kiedy nagle Brytyjczycy nakazali oddać broń. Tłumaczyli to koniecznością wydania nowego i bardziej jednolitego uzbrojenia (Kozacy mieli mieszaną, włosko-niemiecko-radziecką broń). Pozostawiono ją żandarmerii i oficerom. Kozacy zgodzili się. Niedługo później Brytyjczycy zarekwirowali kasę pancerną Stanu, mimo protestów Kozaków. Poprosili też o spis imienny wszystkich dziennikarzy.

    28 maja 1945 roku oficerom oznajmiono, że udadzą się na konferencję z najwyższym dowództwem brytyjskim, by ustalić losy. Oficerowie raźno zaczęli pastować buty i czyścić epolety, ci, ze starej emigracji, przypięli wszystkie swoje ordery, carskie jeszcze - a mieli ich całe rzędy. Nikt niczego nie podejrzewał, w końcu Brytyjczycy dali słowo honoru brytyjskich oficerów. Nigdy słowo ''gentleman'' nie padło tak często w tak krótkim czasie, z takim zaufaniem.

    Oficerowie nie wrócili z ''konferencji''.

    30 maja pozostałym w Lienz Kozakom oznajmiono, że zostaną ''repatriowani'' do ZSRR. Działo się to na mocy operacji Keelhaul, w myśl której Alianci zobowiązali się przekazywać ZSRR wszystkich ludzi, którzy byli jego ''obywatelami''. Wąsaty łobuz z Kremla nie darował bowiem nikomu zdrady...

    Kozacy gorączkowo jęli radzić się. Natychmiast zorganizowano głodówkę i wywieszono plakaty nawołujące do mobilizacji. Pisano petycje. Do wszystkich. Do premiera Churchilla, do generała Eisenhowera, do króla Jugosławii Piotra II, do papieża. Brytyjska kancelaria petycje przyjmowała i wyrzucała hurtem do kosza. Powoływano się na osobistą znajomość generała Domanowa z marszałkiem Alexandrem, odwoływano do wspólnej walki z bolszewicką zarazą w 1919 roku. Na próżno. Gdy Brytyjczycy przywieźli prowiant, musieli go rzucić na ziemię. Żaden Kozak nie tknął jedzenia.

    1 czerwca słońce wschodząc oświetliło wielotysięczną procesję. Na jej czele szli duchowni, niesiono święte obrazy i chorągwie. Kozacy żarliwie modlili się. Modlitwa trwała do 8 rano. Brytyjczycy odczekali chwilę i rzucili się z pałkami i kolbami na wystraszoną ciżbę. Okładali po głowach, rękach, nogach. Bili do nieprzytomności. ''Nie ruszać Anglików! Modlić się! Przenajświętsza Bogurodzica obroni!'', krzyczeli popi. Wszyscy czekali na cud, który nigdy nie nadszedł.

    Tłum zafalował i odsłonił ołtarz. Ku brytyjskim żołnierzom wyszedł pop z Biblią w ręku. Wytrącono mu ją bagnetem. Ołtarz przewrócono, na co Kozacy zareagowali groźnym ''Urra!''. Anglicy cofnęli się, bojąc się, że Kozacy zaraz przejdą do natarcia. Niektórzy z brytyjskich żołnierzy wiedzieli, że robią coś podłego, coś urągającego wszelkim normom cywilizowanego świata. Do jednego z nich podeszła mała dziewczynka. Dziecięcym, niezgrabnym pismem napisała na kartce po angielsku, prosząc, by ją zabito, ale niech nie oddają jej Sowietom. Brytyjski żołnierz przeczytał napis i rozpłakał się.

    Kozacy stawiali opór, jak Anglikom kogoś udało się wyrwać i wrzucić na pakę ciężarówki, ten zaraz wyskakiwał z powrotem. Bito więc do nieprzytomności. Wielu ludzi zadźgano, albo zastrzelono - kobiet, starców, dzieci. Dantejskie sceny trwały i następnego dnia. Niektórym Kozakom udało się uciec, większość jednak trafiła w ręce Sowietów. Z samej Austrii Brytyjczycy wydali - wg raportów NKWD - 42 913 osób. Takie sceny ciągnęły się wszędzie, gdzie byli ''obywatele ZSRR''. W cudzysłowie, bo wielu z nich nigdy obywatelami ZSRR nie było. Część urodziła się już za granicą, część wyjechała po rewolucji. Wydawano wszystkich. Nawet w dalekich Stanach, w New Jersey żandarmeria musiała używać pałek i gazu, żeby spacyfikować ''repatriantów''.

    Co ich czekało? Dla oficerów wyrok był tylko jeden. Generała Domanowa i wielu innych powieszono w 1947 roku. Pozostali - wiele lat łagrów, dla dzieci - sierocińce, niewiele lepsze. Mało kto doczekał ''amnestii'' z 1955 roku. Alianci wiedzieli o takic praktykach, niemających nic wspólnego z cywilizacją ludzką na długo zanim wydali nieszczęśników w łapy łobuzów spod czerwonej szmaty. Złamali podstawowe konwencje i prawa człowieka, o które rzekomo walczyli z nazizmem...

    Należy oddać sprawiedliwość - jedno tylko państewko zachowało twarz i honor, którego nie starczyło wielkim mocarstwom. Maleńkie Księstwo Liechtensteinu przyjęło blisko 500 uciekinierów i odmówiło wydania ich Sowietom. Widocznie książę Franciszek Józef II miał w sobie więcej odwagi, niż wielcy tego świata...

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Ciało amerykańskiego jeńca - ofiary masakry w Malmedy. Zdjęcie wykonano 15 stycznia 1945 r. podczas ekshumacji, gdy Amerykanie odbili utracony teren.

    17 grudnia 1944 roku doszło do wydarzeń, zwanych jako ''masakra w Malmedy''. Przyjęło się - pod wpływem amerykańskiej propagandy - uważać, iż była to starannie zaplanowana zbrodnia. Słówko ''Malmedy'' to taki wyraz amerykańskiego cierpienia od nazistów, koronne oskarżenie, wytrych. Tak się stało pod wpływem m.in. filmów wojennych i książek - chociaż (to już moja personalna uwaga) Malmedy wydaje się być mało istotnym i interesującym wydarzeniem, jak się wspomni choćby mord na 300 polskich jeńcach pod Ciepielowem w 1939 r.

    Przypomnijmy zatem tło. Rankiem 17 grudnia 1944 roku amerykańska bateria B z 285. Batalionu Obserwacyjnego Artylerii Polowej zmieniała pozycję, ponieważ doniesiono, iż w pobliżu znajdują się niemieckie oddziały. O godzinie 12:30 batalion natknął się na czołówkę Kampfgruppe ''Peiper''. Po krótkiej walce, w której poległo trzech amerykańskich żołnierzy, reszta się poddała. Zgromadzono więc łącznie ok. 120 jeńców (także z innych jednostek, a więc z 575. i 576. Kompanii Medycznej oraz 32. Kompanii Rozpoznawczej), do pilnowania których Niemcy przeznaczyli zaledwie kilkunastu wartowników, a sami ruszyli dalej, w tym sam Peiper, który był już wówczas bardzo mocno spóźniony. Wg niektórych autorów, wartownicy byli tak zdezorientowani, że nie potrafili powstrzymać kolejnych ucieczek. W pewnym momencie, z przejeżdżającego obok czołgu typu Panzer IV o numerze 731, wychylił się strzelec, SS-Rottenfuhrer Georg Fleps (rumuński Volksdeutsch) i otworzył ogień z pistoletu do jeńców - jak później zeznał, jeńcy uciekali i chciał ich powstrzymać. W wyniku samowolnej akcji esesmana, tłum jeńców zaczął się buntować, kilku jeńców zaczęło wyrywać broń strażnikom, oraz uciekać. W odpowiedzi na to, nieświadomi sytuacji żołnierze z KG Peiper, przejeżdżający drogą, otworzyli ogień z pak ciężarówek. Jeńcy próbowali chronić się w pobliskich zabudowaniach.
    Oddajmy głos świadkowi.

    William Merriken, obserwator z kompanii B:

    ''Staliśmy w małych grupkach, czekając na jakiś samochód, który mógłby nas podwieźć do obozu jenieckiego - opowiada. - Na drodze stały dwa czołgi i pojazd półgąsienicowy; wyglądało na to ze nas pilnują. Nagle jakiś Niemiec w pojeździe wstał i wycelował z pistoletu. Zabił jednego Amerykanina, potem drugiego i trzeciego. Kiedy oba czołgi zaczęły ostrzeliwać nas z karabinów maszynowych, ja, choć nie trafiony, padłem na ziemie. Tamci strzelali jeszcze przez chwilę, słyszałem jak pociski trafiają ciała leżących obok mnie i w ziemię. Potem minęły nas dwie kolumny pojazdów, z których też zaczęto nas ostrzeliwać. Wreszcie nastała cisza, ale wkrótce usłyszałem kroki dwóch zbliżających się Niemców. Stanęli tuz nade mną. Czyjeś ciało przygniatało mi nogi, leżało w poprzek. Kiedy się poruszyło, jeden z tych dwóch strzelił do niego z pistoletu. Pocisk zabił rannego i utkwił w moim kolanie, ale udało mi się pozostać w bezruchu.''

    Od ostrzału zginęło - wg różnych źródeł - od 20 do 84 jeńców, przeżyło ją zaś od 43 do 56, z czego 25 było rannych. Sama liczba jeńców jest już dyskusyjna - Niemcy podawali liczbę 20, Belgowie 30-35, zaś Amerykanie 120.

    CDN - w tym fałszowanie przebiegu zbrodni.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Pułkownik SS Joachim Peiper podczas procesu w Dachau w 1946 r. Kontynuujemy poprzedni wpis.

    Miejsce masakry odkryto w dniach 14-15 stycznia 1945 roku. Naliczono wówczas - wg Amerykanów - 74 ciała, z czego 20 miało rany postrzałowe głowy (jednak i tu pojawiają się nieścisłości, ponieważ Amerykanie doliczyli - jako zamordowanych - jeńców zmarłych od ran i odmrożeń w szpitalach!). Amerykanie natychmiast oskarżyli Niemców o popełnienie zbrodni wojennej z zimną krwią, zaś 21 grudnia dowódca 328. pułku piechoty wydał rozkaz rozstrzeliwania na miejscu schwytanych esesmanów i spadochroniarzy (mimo, że później odwołany, żołnierze wszystkich jednostek potraktowali to jako przyzwolenie na bezkarne rozstrzeliwanie jeńców). Doszło zresztą do masakr na wziętych do niewoli żołnierzach SS już w styczniu 1945 r.

    Pierwsi ocalali zostali odnalezieni przez patrole 291. Batalionu Saperów już dwie godziny po masakrze. Wieczorem tego samego dnia, wywiad VIII. Korpusu pouczył 21 ocalałych, jakie mają złożyć zeznania. Oto jedna ze spreparowanych relacji.

    "(...) Niemcy zgromadzili nas na polu a zaraz potem otworzyli ogień ze wszystkich stron, waląc do nas jak do kaczek. Uczynili to pomimo, iż żaden z jeńców nie próbował uciekać. Potem wkroczyli na pole i w kłębowisku splątanych ciał dobijali rannych i obdzierali trupy z kosztowności. Nikomu nie przepuścili. (...)".

    Wersja ta pokutuje od 70 lat i została ukazana m. in. w głośnym filmie ''Bitwa o Ardeny'', gdzie amerykańscy jeńcy zostają wyprowadzeni na polanę i rozstrzelani z zimną krwią z karabinów maszynowych. Podobne kłamstwo zamieszczono w filmie ''Na tyłach wroga''. Dość bzdurną teorię dotyczącą Malmedy wysnuł Alex Kershaw w książce ''Pluton'', gdzie zasugerował, że to amerykański opór na wzgórzu Lanzerath tak rozzłościł Peipera, że kazał zabić jeńców. Nie wytłumaczył tylko, dlaczego Peiper miał kazać zabić jeńców z Malmedy, a nie tych z Lanzerath..
    .
    Prawda jest taka, że Niemcy nie ograbili żadnego z ciał - przy zabitych znajdowano ich rzeczy osobiste. Z kolei wersja o dobijaniu rannych kłóci się z ilością ocalałych. Większość ciał miała typowe rany postrzałowe dla ofiar walki (tudzież ucieczki).

    Amerykanie nie mieli zamiaru odpuścić Niemcom i Eisenhower zapowiedział postawienie przed sądem każdego Niemca odpowiedzialnego za masakrę.
    Proces rozpoczął się 17 kwietnia 1946 roku w Dachau, a na ławie oskarżonych zasiedli m. in. Joseph Dietrich, dowódca 6. Armii Pancernej SS, oraz Joachim Peiper.
    Peiper, chcąc chronić swoich żołnierzy, wziął odważnie na siebie odpowiedzialność za masakrę, mimo, że nie było go w ogóle w tym miejscu, kiedy ona nastąpiła, ani nawet o niej nie wiedział. Został skazany na dożywotnie pozbawienie wolności, jednak wyszedł w 1956 roku. Osiadł we Francji, gdzie w 1976 roku został zamordowany przez francuskich komunistów. Proces wzbudził poważne kontrowersje w środowisku prawniczym i politycznym w USA. Wg doniesień, popełniono w nim wiele zwykłych kłamstw i manipulacji, a świadkami oskarżenia byli inni oskarżeni, nakłaniani do zeznań za pomocą obietnic niższych wyroków, a także tortur. Bardzo chwalebnie zapisał się senator Joseph McCarthy - osobiście mój ulubiony prawnik - który wywalczył rewizję procesu, a w efekcie zmniejszenie wyroków często niewinnych ludzi.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Amerykańscy żołnierze z 16. pułku 1. Dywizji Piechoty ''Big Red One'' zmierzają ku algierskim plażom - bynajmniej nie po to, żeby się opalać. 8 listopada 1942 r.

    Operacja ''Torch'' była efektem nacisków przeprowadzanych przez ZSRR na Aliantów. Sowieci żądali wsparcia i utworzenia II frontu. Opracowano nawet plan lądowania we Francji, jednak Brytyjczycy zdecydowali, że najlepszym celem będzie Maroko Francuskie i Algieria, rządzone przez Francję Vichy. Raz, że pozwoli to odciąć drogę odwrotu Afrika Korps, dwa, że ostatecznie zneutralizuje Vichy.
    Na terenie Maroka i Algierii stacjonowało 110 tys. francuskich żołnierzy, wspartych przez 210 starych czołgów i 500 samolotów, z których połowę stanowiły nieco przestarzałe, ale nadal groźne Dewoitine D.520. Jednak największy niepokój budziła francuska flota, licząca 10 okrętów w samej Casablance.

    Żeby uniknąć rozlewu krwi, Amerykanie wysłali swoich przedstawicieli, by przekonali Francuzów do nieotwierania ognia do lądujących. Wielki wkład miała polska siatka wywiadowcza - tzw. Agencja Afryka - utworzona przez majora Słowikowskiego, której praca pozwoliła na opracowanie planu lądowania. W związku z tym, siły - głównie amerykańskie - podzielono na trzy grupy: zachodnią, mającą lądować w Casablance, centralną - w Oranie i zachodnią - w Algierze. Łącznie 73 tys. żołnierzy, wspieranych przez 53 duże okręty wojenne. Dodatkowo, miano zrzucić jeden batalion spadochroniarzy na lotniska. By odciągnąć uwagę Niemców, wysłano cały słabo chroniony konwój na północy.

    W gruncie rzeczy opór francuski był niewielki, ale zajadły. W Casablance Francuzi stawiali opór dwa dni, francuskie okręty i baterie prowadziły pojedynki ogniowe z amerykańskimi okrętami, do ataku ruszyły też francuskie samoloty. W Oranie doszło do katastrofy - zakładająca zdobycie portu operacja ''Reservist'' zakończyła się klęską i poważnymi stratami Aliantów. Obrońcy w Oranie bronili się do 9 listopada. Kompromitacją zakończył się zrzut spadochroniarzy, rozrzuconych po chyba całej Algierii, którym udało się zająć opuszczone lotniska.Podobnie było w Algierze, gdzie Francuzi praktycznie nie stawili większego oporu. Mimo to, w wyniku złej nawigacji spora część barek desantowych... wpadła na skały. Operacja zajęcia portu skończyła się jak w Oranie - wysadzeni na ląd amerykańscy komandosi pogubili się i bez problemu wyłapali ich Francuzi.

    Ci w końcu poprosili o zawieszenie ognia i zdecydowali się poddać, mimo tego, że byli w stanie zepchnąć Amerykanów do morza. Być może zadecydowały czynniki polityczne, ale faktem jest, że protegowany Vichy, adm. Darlan nakazał wstrzymanie ognia 10 listopada. Operacja ''Torch'' zakończyła się.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika Mleko_O

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.