Ja tu już nie tylko po śmieszne obrazki

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Włoska pocztówka z okresu wojny w Abisynii.

    Ponieważ w związku z materiałem HBC zacząłem się niemiłosiernie irytować, stwierdziłem, że warto będzie napisać kilka kwestii na temat tej wojny (ogólnie, planuję cykl na ten temat), może ktoś się czegoś dowie. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    1) Nie jest prawdą, jakoby wojna w Abisynii została wywołana wyłącznie z winy Włochów. Problemem były - a jakże - spory graniczne, wynikające z bardzo niedokładnego przebiegu granicy, którą obie strony (włoska, od strony Somalii i abisyńska) interpretowały na swoją korzyść. Jednym z punktów spornych była oaza w Uel Uel. 5 grudnia 1934 r. w oazie zatrzymało się 60 dubatów - tubylczych żołnierzy, służących Włochom. Zostali oni zaatakowani przez liczący - w zależności od źródeł - od 250 do 1000 żołnierzy oddział etiopski. Na takie dictum dubaci wezwali pomoc i ta przybyła w postaci dwóch tankietek L3 i samolotu Ro.1, które odpędziły Etiopczyków, którzy stracili 107 żołnierzy. Niedługo potem, bo w końcu stycznia 1935 r. Etiopczycy napadli na włoskie przejście graniczne w Al-Dub (incydentów było dużo więcej).
    Wszystko brało się stąd, że Abisynia także chciała wojny. Uściślając - chciał jej Hajle Sellasje, uzurpator, który w 1930 r. doszedł do władzy, mordując swoich rywali do tronu. Nie było żadną tajemnicą, że Sellasje w Abisynii jest znienawidzony. Dlatego liczył on, że mała wojna z Włochami zjednoczy wokół niego naród (liczono nawet na podbój Somalii!). Cesarz nie zrobił nic, by załagodzić spór.

    2) Kwestię rzekomych dzid już kiedyś opisywałem. Etiopczycy dysponowali minimum 300 tysiącami karabinów, w tym 100 tys. nowych Mannlicherów z Czechosłowacji. Tuż przed wojną zakupili 1100 karabinów maszynowych (ogółem mieli ich ok. 2 tys.), od III Rzeszy otrzymali 30 dział i 10 tys. karabinów, a w Szwecji - 48 dział plot. Ponadto, Abisynię wspierały misje wojskowe z Belgii, Szwecji i Turcji, oraz sporo zagranicznych ochotników (nawet byli austriaccy naziści).

    3) Gaz bojowy. Włosi rzucili gaz pierwszy raz pod Dembeguina, na rozkaz Mussoliniego i z zemsty za zamordowanie porucznika Minnitego. Ogółem gazu użyto 19 razy w Etiopii.
    Przyczyną użycia gazu było stosowanie przez Abisyńczyków zakazanych przez Konwencje kul dum-dum oraz mordowanie wziętych do niewoli Włochów (zaledwie 12 Włochów przeżyło wojnę). Na froncie północnym ścięto 72 włoskich jeńców. W bitwie pod Dembeguina 16 włoskich czołgistów natychmiast ścięto mieczami po wzięciu do niewoli. W Mai Lahla etiopscy partyzanci zamordowali 85 włoskich robotników, naprawiających drogę. Pod Macalle z 44 poległych Włochów 25 zostało wykastrowanych za życia i zamordowanych. W bitwie pod Tembien zastrzelony został o. Reginaldo Giuliani, próbujący nieść pomoc rannym. Takich przypadków było dużo więcej. Ogółem Etiopczycy bez żadnej krępacji strzelali do sanitariuszy i kapelanów, dobijali rannych i mordowali poddających się. Rozrywali końmi, ścinali, kastrowali (i wsadzali genitalia do ust), rozłupywali czaszki, wyłupiali oczy, ćwiartowali.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    •  

      @mieszko111:

      Nie wiem, nie znam się

      W tym miejscu powinieneś skończyć. Kiedy wreszcie nastąpi ten moment, kiedy ludzie bez żadnej wiedzy i niemający nic do powiedzenia poza własnymi wymysłami przestaną zabierać głos?

      brzmi trochę jak wyjaśnienia przyczyn inwazji na Polskę w '39 przez Niemcy masakrami na niemieckiej mniejszości.

      Jeśli porównujesz planową eksterminację narodu (a przynajmniej warstw inteligenckich) do rzucenia gazu, to znaczy, że tym bardziej nie powinieneś się odzywać.

      Niestety nikt Włochów tam nie zapraszał

      A kto zapraszał Etiopczyków do napadów na włoskie oazy i przejścia graniczne?
      Swoją drogą, jak to jest, że ludy Etiopii (bo że to nie jest monoetniczne państwo to ty wiedz) witały Włochów jak wyzwolicieli, a na ich stronę przeszedł od razu zięć cesarza Hajle Sellasje? Przecież Włosi to mieli być wchujstraszninaziściagresorzy.

      Znowu - zabierasz głos nie mając bladego pojęcia na temat.

      (o ile faktycznie miały miejsce)

      Jak ja kocham takich typów, którzy z góry zakładają, że zbrodnie ''tych dobrych'' (oczywiście Etiopczyków, bo nie Włochów, Muzzolni gumpel Hyclera reee) są wymyślone. Co tam, że na ich potwierdzenie jest od kurwy zdjęć i raportów bezstronnych świadków - należy podważyć i napisać ''O ILE MIAŁY MIEJSCE''.

      Fajnie, że tak bronicie sojuszników nazistów. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      po prostu nie ładować się do tej dzikiej i zapyziałej Etiopii,

      Aha, czyli jak ktoś napada i morduje pograniczników, robotników budowlanych, urzędników to trzeba to zlać, bo przecież nie wolno zareagować. ''XD'' - to jedyny komentarz na ten kretynizm. Oczywiście, znowu obnażasz swoją totalną niewiedzę w temacie.
      pokaż całość

    •  

      @positiveVibe: Niestety, jeśli chodzi o samą osobę monarchy, to polecam wszystkim książkę Cesarz - Kapuścińskiego.

    • więcej komentarzy (4)

  •  

    Mam paręnaście pomyśłów na kolejne wpisy pod #ejdlakazdego związanych z cywilnym i militarnym wykorzystaniem energii jądrowej, podczas szukania info o pewnych sprawach rosyjskie ministerstwo obrony stwierdziło, że za dużo buszuję po ich stronie.
    to tak "just in case", nie zamierzam popełnić samobójstwa ( ͡° ͜ʖ ͡°)

  •  

    Przez kilka najbliższych dni postów najprawdopodobniej nie będzie

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    ''Wciągnąć banderę i - na wszystkie szatany - celować dobrze!'' Dzisiaj dłużej

    19 listopada 1941 roku był pogodnym dniem na zachodnim wybrzeżu Australii. Wiał lekki wietrzyk, niebo było bezchmurne. Załoga smukłego krążownika lekkiego HMAS ''Sydney'' korzystała z ładnej pogody. Część marynarzy drzemała, lub opalała się, nieliczni tylko pełnili służbę - cóż przecież mogło się wydarzyć u wybrzeży Australii, tysiące kilometrów od wojennej Europy? A nawet jeśli coś miałoby się dziać, to ''Sydney'' da popalić, każdemu, kto mu się nawinie!

    Bo ''Sydney'' był chlubą australijskiej floty. Nazwany po słynnym poprzedniku, który pokonał niemieckiego ''Emdena'' u wybrzeży Wysp Kokosowych okręt już miał za sobą pełne chwały momenty. Walczył w kampanii śródziemnomorskej, podczas której zatopił włoski niszczyciel ''Espero'', a podczas bitwy u przylądka Spatha poważnie uszkodził krążownik ''Bartolomeo Colleoni'', doprowadzając do jego zatonięcia. Do okrętu przylgnął przydomek ''Grey Gladiator'', wymieniany z dumą.

    ''Sydney'' należał do zmodyfikowanego typu lekkich krążowników ''Leander''. Okręt miał długość 171 i szerokość 17 metrów, pełna wyporność wynosiła 8850 ton. Krążownik mógł rozwinąć prędkość 33 węzłów, a jego zasięg wynosił ponad 7100 mil. Potężne uzbrojenie było złożone z ośmiu dział kal. 152 mm, czterech dział 102 mm, 12 wielkokalibrowych karabinów maszynowych i ośmiu wyrzutni torped kal. 533 mm. Działa artylerii głównej miały zasięg 22 km i szybkostrzelność ośmiu strzałów na minutę. Jego załogę stanowiło 645 oficerów i marynarzy, dowodzonych przez doświadczonego marynarza i weterana I WŚ, komandora Josepha Burnetta.

    Idylliczny dzień, kiedy ''Sydney'' wracał do bazy we Freemantle, zakłóciła smużka dymu na horyzoncie o godz. 16. Należało to sprawdzić. Na widok krążownika tajemniczy statek zawrócił i próbował ucieczki. Na próżno. ''Sydney'' rozwijał dwukrotnie większą prędkość.

    Gdy Australijczycy podpływali, komandor Burnett rozkazał nadać lampą błyskową pytanie: ''jaki statek?''. Frachtowiec reagował niezdarnie, z dużym opóźnieniem, jakby ktoś z trudem analizował sygnały świetlne. Zamiast lampy, sygnały zeń podawał marynarz za pomocą flag, które co chwila wypadały mu z rąk. Australijscy marynarze gromadzili się na pokładzie z ciekawością - zawsze jakieś urozmaicenie nudnego dnia. Śmiali się i gwizdali na te ofermy, widocznie nieobyte w morskim rzemiośle. Na wszelki wypadek dziobowe wieże obrócono w stronę statku - tak, żeby postraszyć te ciamajdy.

    Wreszcie statek podał nazwę - ''Straat Malakka'', holenderski frachtowiec, zmierzający do Batawii. Burnett odetchnął z ulgą - czyli sojusznicy. Zadano jeszcze jedno pytanie: numer kodowy, nadawany każdemu alianckiemu statkowi. Jednak nie było żadnej odpowiedzi. Nieco poirytowany komandor nakazał powtórzyć pytanie. Brak odzewu. Po kilku próbach wściekły komandor nakazał przygotować do startu wodnosamolot Walrus i sprawdzić z góry dziwny statek. Obie jednostki zbliżały się i teraz znajdowały się ok. tysiąca metrów od siebie, płynąc kursem równoległym. W tym samym momencie radiotelegrafista ''Sydneya'' odebrał wiadomość ze statku. Ten w panice nadawał, że został zaatakowany... przez niemiecki rajder. Ki czort? W co oni grają?!

    Nagle o 17:30 na maszt ''holenderskiego'' statku wciągnięta została bandera Kriegsmarine. Chwilę później opadają klapy maskujące na burtach statku, ukazując lufy dział. Elektryczne windy podnoszą szybkostrzelne działka. Gdzieś znika niezdarność załogi - teraz, dowodzona krótkimi, urywanymi rozkazami sprawnie zajmuje swoje miejsca, obsadza działa i chwyta za skrzynki z amunicją. Potworne zaskoczenie dopada załogę ''Sydneya'', niczym lodowaty powiew wiatru. Ale nie trwa ono długo. Serie szybkostrzelnych działek i karabinów maszynowych przecięły powietrze i przestębnowały pomost bojowy ''Sydneya'', zabijając zbyt pewnego siebie komandora Burnetta i jego oficerów. Potem przeniosły ogień na gotowy do startu wodnosamolot. Samolot wybucha płomieniem, rozlewając wokół płonące paliwo. Z otworu na dziobie statku wypada srebrne, lśniące cygaro i wpada między fale. Działa w burtach otwierają ogień, trafiając raz po raz zaskoczony krążownik.

    ''Statkiem'' był niemiecki krążownik pomocniczy HSK ''Kormoran'', dowodzony przez wytrawnego komandora Theodora Detmersa. Ten z zimną krwią obserwował walkę z pomostu. Wiedział, że na bliskim dystansie i korzystając z efektu zaskoczenia ma szansę zniwelować przewagę australijskiego krążownika, a jego sześć starych 150-milimetrowych dział może poważnie zaszkodzić prześladowcy.

    Niemieccy artylerzyści celują spokojnie, dewastując australijski okręt kolejnymi salwami. Nie mogą nie trafiać. Chwilę później pod dziobową wieżą 'A' ''Sydneya'' wyrasta słup wody - torpeda wyłącza na stałe dziobową artylerię, a okręt nabiera przechyłu. Karabiny maszynowe ''Kormorana'' omiatają pokład, wybijając zaskoczonych marynarzy i zabijając każdego, kto próbuje podejść do dział przeciwlotniczych. Niemiecki rajder, mimo miażdżącej dysproporcji sił, dzielnie walczy i gryzie butnego ''Sydneya''. Jeśli ten odpowie ogniem - to zwycięży. Burty ''Kormorana'' nie mają żadnego opancerzenia, każde trafienie może być śmiertelne.

    Dopiero po dwóch minutach pierwsze pociski ''Sydneya'' opuszczają lufy rufowej wieży 'X'. Ale przyrządy nie były ustawione na tak niewielką odległość i pociski przenosi daleko za ''Kormoranem''. Dopiero po dłuższej chwili ''Sydney'' zaczął trafiać: jeden z pocisków zniszczył maszynownię ''Kormorana'', zabijając w płonącym piekle wszystkich mechaników, inny zniszczył jedno z dział 150 mm, kolejny - trafił w zbiorniki paliwa i wywołał pożar.

    ''Kormoran'', okryty kłębami dymu, stopuje, jednak jego działa wciąż prowadzą ogień przez 25 minut, jakby mszcząc się za ten cios na ''Sydneyu''. Później policzono, że jego działa trafiły australijski okręt ponad 90 razy. W pewnym momencie płonący ''Sydney'' wykonał zwrot, jakby próbując staranować niemieckiego korsarza. Ale nie, okręt przeszedł za rufą. Na jego pokładzie nie było widać żadnych śladów życia. Po godzinie kanonady, o 18:30 krążownik z niewielką prędkością oddalał się na południe - zniknął za horyzontem. Ogarnięty kłębami dymu, który rozżarzał się czasem na czerwono niczym ognik papierosa - to eksplodowały komory amunicyjne - nie przypominał już dumnego Gladiatora.

    Komandor Detmers nakazał przerwać ogień. Pożar na pokładzie był zbyt silny. A okręt miał w ładowniach ukrytych kilkaset min, które mogły w każdej chwili eksplodować. Po nieudanych próbach ugaszenia płomieni, Detmers nakazał opuścić okręt. Jako ostatni, tuż po północy, „Kormorana” opuszcza dowódca, w niemalże ostatniej chwili. Wtedy też niemieccy marynarze, dryfując w ciemnościach, ujrzeli błysk i usłyszeli serię eksplozji – tak, przez zapewne eksplozję magazynów amunicji, dokonał żywota ich prześladowca, HMAS „Sydney”. Niedługo później eksplodował również „Kormoran”, pogrążając się w głębinach wraz z 80 członkami jego załogi.

    Po kilku dniach, 318 niemieckich marynarzy wyłowiły okręty australijskie. Z liczącej 645 ludzi załogi ''Sydneya'' nie uratował się nikt. Przez lata jedynym śladem po ''Sydneyu'' była znaleziona przypadkiem, postrzelana tratwa ratunkowa, traktowana niczym relikwia. Dopiero w 2008 roku odnaleziono wraki obu okrętów.

    Tak zakończyła się niezwykła bitwa, która jednemu z dowódców przyniosła śmierć, a drugiemu Krzyż Rycerski.
    Jest to jedyna bitwa w historii, w której uzbrojony statek handlowy pokonał znacznie silniejszy od siebie okręt wojenny. Jest to także jedna z niewielu bitew, w której zatonęli obaj jej uczestnicy. ''Statek 41'', jak brzmiało kodowe oznaczenie ''Kormorana'', pokonał pysznego ''Gladiatora''.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Z wiadomych przyczyn najbliższe posty mogą być bez koloru ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Dzisiaj taka ciekawostka.

    Murzyński szeregowiec Clarence Whitfield z 494. batalionu roboczego 14 czerwca 1944 r. z trzema czarnoskórymi kolegami pomagał polskiej robotnicy przymusowej Anieli Skrzyniarz i jej siostrze, Zofii, przeprowadzić wózek przez pole. Trzech zostało z Zofią, bo poprosili o mleko. Whitfield poszedł z Anielą. Kiedy się oddalili, rzucił się na Anielę i ją brutalnie zgwałcił. Pozostali żołnierze trzymali na muszce jej siostrę, również ją gwałcąc. Trzymali kobietom lufy karabinów przy głowach.

    W końcu Zofii udało się wyrwać i pobiec do domu po pomoc. Przyszła z mężem Anieli i trzema amerykańskimi oficerami. Whitfield próbował zaprzeczać, ale jeden z oficerów powiedział: ''Macie nadal rozpięty rozporek''.

    Whitfield i jego kumple zostali powieszeni w sierpniu 1944 roku.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    ''Jeśli dostawałeś list z domu, to było coś. To zawsze podnosiło morale. (...) Jednak czasem nie trzeba było czytać listów, by wiedzieć, że u któregoś z żołnierzy jest coś nie tak w domu. Milczał, nie czytał w grupie, szedł do lasu, samemu przeczytać. Najpewniej dostał list ''drogi Johnie'' '' - James Philips, 313. batalion artylerii, 80. DP

    Listy i paczki z domu były ważnym ''wzbogacaczem'' frontowego życia - brak telefonów i innych środków komunikacji uzależniał żołnierzy od listów z domu. W USA zachęcano rodziny żołnierzy, by pisały maksymalnie często.

    Jednak nie zawsze listy przynosiły dobre wiadomości.

    Jeden z moich II-wojennych idoli, porucznik George Wilson z 22. pułku piechoty 4. Dywizji, w swoich fantastycznych wspomnieniach ''If you survive...'' napisał:

    ''Wrzasnąłem do jednego z sierżantów, żeby się pospieszył i wyprowadził stamtąd swoich ludzi. Ten, z niewiadomego powodu wstał na otwartej przestrzeni i natychmiast został skoszony przez niemiecki peem, niewielki pistolet maszynowy, który strzelał tak szybko, że brzmiało to jak ''br-r-r-r-ip''.

    Moim zdaniem winę za tę rażącą nieostrożność, która spowodowała śmierć sierżanta, ponosiła jego dziewczyna. Poprzedniego dnia pokazał mi list "Drogi Johnie'', który od niej otrzymał. Był to najpodlejszy i najbardziej okrutny list, jaki kiedykolwiek czytałem. Koszmarnie przygnębił chłopaka. Pochodził z południa. Ta mała dziwka napisała mu, że sypia z Murzynem, który jest dwa razy lepszy niż kiedykolwiek udało się to jemu, sierżantowi Hesterowi.''

    W czasie II WŚ po raz pierwszy zaczęło dochodzić do zjawiska ''Dear John letters'', głównie w armii amerykańskiej. Sama geneza nazwy wywodzi się jeszcze z 1864 r. z powieści ''Can you forgive her?''.

    Były to listy, wysyłane przez dziewczyny do ich chłopaków, przebywających najczęściej za Oceanem, informujące o zerwaniu. Dziewczyny najczęściej tłumaczyły to zbyt długim oczekiwaniem, niepewnością co do przyszłości, albo po prostu poróżnieniem się. Zjawisko to było jednak powszechne, zaś dziewczyny przebywające w Stanach, wolały związać się z mężczyznami, którzy uniknęli poboru, lub stacjonowali w USA.

    Poniżej przetłumaczony autentyczny list z 1943 r.:

    ''Nie wiem, jak ci to powiedzieć, ale musisz wiedzieć! Poznałam naprawdę miłego chłopaka, jeździ niebieskim Fordem Convertible. Zabiera mnie na tańce i jest prawdziwym gentlemanem. Nie wiem, co może przynieść przyszłość, więc jedynym wyjściem jest zwrócić ci pierścionek i zdjęcie. Nie chcę cię skrzywdzić! Wiem, że na pewno poznasz wspaniałą dziewczynę, kiedy ta straszna wojna się skończy! Miej dobre życie i proszę, nie znienawidź mnie.''

    Sprawa była i jest nadal bardzo intymna i wstydliwa. Na żołnierzy działało to niszczycielsko. Zdarzały się przypadki samobójstw.

    Zjawisko to nie zaniknęło po II WŚ i istnieje po dziś dzień. ''Dear John letter'' jest m.in. jednym z motywów przewodnich filmu ''Zabójca Rosemary''.

    Ogłoszenie: zawieszam na parę dni stronę z różnych przyczyn osobistych.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Da się jakkolwiek pokonać Oropizdę spamujacą tylko R1 z całkowicie losowych stron jednocześnie ogarniającą uniki? Przyjmując że mam ping na poziomie 70 i nie mam pojebanego refleksu da się jakoś przed tym obronić albo uniknąć?
    #forhonor #ps4

  •  

    Przeanalizujmy profil różowej @7845

    - posty ma sprzed miesiąca, a konto od roku - usuwa wpisy
    - anime
    - trochę smutna
    - twierdzi, że jest nieśmiała
    - nosi garnki na głowie, zamiast w nich gotować
    - kawusia
    - hoduje pomarańcze
    - skłonności do masochizmu
    - lubi nalesniki
    - zmienność nastroju
    - razem z @eyd1 liżą sobie rowy
    - chodzi jeszcze do szkoły
    - pisze, że chce umierać, a tydzień później już nie, zdecyduj się, co
    - pastuje glany
    - wpisy bez tagów
    - wrażliwa
    - zakładam, że w rl ma buntowniczą postawę, przez co nie może się dogadać z matką
    - wmawia sobie, że świat jest brzydki i zły (świat jest neutralny jak by co, zależy od tego jak na niego spojrzysz)
    - wmawia sobie, że są jakieś "etapy" w jej emocjach i one zataczają koło, ale ja Cię oświecę - nie ma żadnych etapów, cały czas jesteś smutnym i zagubionym człowiekiem, ale ukrywasz to własnie pod tymi różnymi fazami, nastrojami
    - ironizuje ludzi, którzy "radzą" jej co robić, żeby przestać być smutną (mimo wszystko, mają rację, wyjdź z domu, to ci przejdzie xD)
    - obgryza paznokcie (fuj!)
    - napisała, że ma wysokie mniemanie o sobie i tylko udaje, że jest inaczej - kogo okłamujesz: nas czy siebie?

    Jeśli to co piszesz na wykopie jest szczere, to zalecam #usunkonto i wizytę u psychiatry, a jeśli jest inaczej to zalecenia są takie same xD

    Lista:
    @biauywilg
    @FHA96
    @rybeczka
    @Ogladacz2137
    @kapuczina_corki_somsiada
    @temokkor
    @wytrzzeszcz
    @eyd1
    @tomasz-terlecki
    @isdaddyhome
    @budkastonogi
    @kinasato
    @my-big-is-dik
    @sebastian-ka-735
    @NomadMS90
    @tom44
    @Paula_pi
    @Kramarz
    @krajzega
    @znasz-swojego-stargo

    aha, jak ktoś nie chce być wołany co post, to można mnie zablokować albo #midorfidkowerecenzje

    #glupiewykopowezabawy #heheszki #rozowepaski #niebieskiepaski #wykoprecenzja
    pokaż całość

  •  

    Pracownica HR wielka Pani z Warszawki "ą" "ę" i w ogóle kurwa, pierdolą we łbie człowiekowi, a narzeka na robotę, najebana winem w łóżku swojego szefa potyka się rano o pustą po tym winie butelkę i taka jest "światowa" że ja pierdolę.

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Żołnierze dywizji spadochronowo-pancernej ''Hermann Gőring'' mijają unieruchomiony niszczyciel czołgów ''Elefant'' z 1. kompanii 653. batalionu ciężkich niszczycieli, 17 lutego 1944 r. Dzisiaj będzie dłużej.

    Niemcy ruszyli do przodu, wściekle ostrzeliwując Amerykanów. Raz po raz do ataku ruszała Luftwaffe, ostrzeliwując okopy i bombardując pozycje wroga.
    Na próżno. Obawiając się utraty cennych Panther i Elefantów, te trzymały się na dystans, poza zasięgiem alianckich dział. Ciężkie nosiciele min Borgward, w teorii zdalnie sterowane, zapadały się w błocie i całkowicie zawiodły. Niemiecka artyleria, mimo iż dobrze wstrzelana, szybko umilkła z braku pocisków. Dobrze walczył 508. batalion czołgów ciężkich, eliminując sporo Shermanów i dział, ale wsparcie ograniczała błotnista ziemia, utrudniająca poruszanie się 56-tonowym kolosom.

    Amerykanie zaś błyskawicznie ściągnęli w zagrożony rejon Shermany ze 191. batalionu pancernego i M10 z 645. batalionu niszczycieli czołgów, oraz baterii plot. kal. 90 mm. Broniący się w centrum amerykanki 179. pułk miał wsparci 144 dział!

    Szkolny pułk z Berlina, przysłany specjalnym rozkazem Hitlera, zawiódł już pierwszego dnia, kiedy wytracił większość oficerów. Jego żołnierze bezładnie cofali się w panice ku swoim liniom. Równie ciężkie straty poniósł 3. batalion 12 pułku szturmowego i szkolny pułk spadochronowy z 4. Dywizji - ten ostatni stracił całe dwie kompanie w ogniu artylerii. Niemcy wdarli się początkowo w brytyjskie linie, ale zostali zmiażdżeni kontratakiem Shermanów z 46. pułku pancernego. Weterani z 3. DGPanc. wspominali, że ostrzał artyleryjski był najsilniejszy, jaki napotkali w ciągu tej wojny. Pierwszego dnia Niemcy stracili 1677 żołnierzy. Były to najwyższe niemieckie straty dzienne podczas całej bitwy pod Anzio. Zdobyto zaledwie 2 kilometry terenu.

    Ale i alianci tracili ludzi - bataliony 45. Dywizji liczyły po 250-300 ludzi z wyjściowych 850. W nocy 17 lutego Kampfgruppe ''Gräser'' z 29. pułku grenadierów przerwała obronę na styku linii 157. i 179. pułku 45. DP. Co więcej, rankiem 145., 725. i 741. pułki grenadierów, wsparte 60 czołgami rozerwały linie obronne 45. DP, docierając do linii kolejowej i lasu Padigliano. A dalej była już tylko plaża.

    Amerykanie odpowiedzieli huraganowym ogniem artylerii i ciężkimi nalotami (176 średnich i 288 ciężkich bombowców zrzuciło 1100 ton bomb!). Duży udział w tym miał kpt. William McKay, pilot samolotu obserwacyjnego, który niestrudzenie podawał koordynaty artylerzystom. W nocy z 17 na 18 lutego 45. Dywizja próbowała atakować, ale jej bataliony (2. i 3. ze 157. pułku i 3. ze 179. pułku) zostały dosłownie unicestwione podczas szturmu Carroceto.

    Walki trwały całe cztery dni, Niemcy nocami próbowali zinfiltrować obronę i przenikali na tyły Aliantów. Małe grupki świetnie uzbrojonych żołnierzy przechodziły linię frontu, obrzucając granatami stanowiska Amerykanów. Raz po raz Niemcy atakowali, czasem wdzierając się do okopów, gdzie walczono zaciekle w błotnistej mazi na noże, kolby i gołe pięści. Niemieckie natarcie słabło jednak z dnia na dzień - po prostu jednostki traciły zbyt dużo ludzi.

    Generał Penney, dowódca brytyjskiej 1. DP, pytał Lucasa o szczegółowe wytyczne, ten go zbył mówiąc: ''Mam do pana pełne zaufanie, Bill, proszę przydzielić chłopcom robotę''. Niedługo potem Penney został ranny.
    Wreszcie, 18 lutego, Lucas zgodził się na wprowadzenie grup bojowych: ''H'' z amerykańskiego 6. pułku zmechanizowanego i 30. pułku piechoty i ''T'' z brytyjskiej 169. brygady i 46. pułku pancernego, które ruszyły do zaciekłych kontrataków, ostatecznie stopując natarcie zdziesiątkowanej KG ''Gräser'' 20 lutego.

    Operacja ''Fischfang'' zakończyła się niemiecką klęską. Niemcy stracili 5389 żołnierzy, w większości od huraganowego ognia artylerii. Aliancka artyleria wystrzeliła aż 158 tys. pocisków. W 65. DP pozostało zaledwie 901 żołnierzy, ciężkie straty poniosła też 714. dywizja. 3. DGPanc. straciła co najmniej 500 ludzi i większość wozów bojowych (w batalionie dział szturmowych zostały 3 sprawne pojazdy).

    Alianci utracili równie wielu żołnierzy - oblicza się, że straty wyniosły co najmniej 5133 ludzi. Sama 45. Dywizja straciła 3400 żołnierzy. Wśród poległych było jedno nikomu nic wówczas nie mówiące nazwisko - por. Eric Waters z 8th Royal Fusiliers z brytyjskiej 56. DP. Pochowano go w zbiorowej mogile na cmentarzu Falasche.

    Blisko 40 lat później, jego syn, Roger, napisze piosenkę: ''When the Tigers Broke Free''...

    Jedną z ostatnich ''ofiar'' niemieckiego natarcia był sam generał John Lucas. Marszałek Harold Alexander, dowodzący we Włoszech, uznał (nareszcie!), że czas najwyższy pozbyć się tego kunktatora i odebrał mu dowodzenie pod Anzio. Na jego miejsce powołano dotychczasowego dowódcę amerykańskiej 3. DP, gen. Luciana Truscotta.

    #shingle #anzio

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Biały robi risercz, planuje przez 2 lata, pisze manifest, odjebuje 50+ wrogów
    Kolorowy idzie na żywioł, nic nie planuje, odjebuje kilku
    #zamach #islam #nowazelandia #holandia

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Amerykański marine obserwuje wysadzenie japońskiego schronu niedaleko Suribachi. Iwo Jima, luty 1945 r.

    To, że Amerykanom udało się odciąć Suribachi pierwszego dnia, nie oznaczało jeszcze żadnego sukcesu. Górę należało zdobyć - a do tego zadania wyznaczono 28. pułk piechoty morskiej.

    Od rana 20 lutego marines otrzymywali gigantyczne wsparcie artylerii okrętowej i ataków lotniczych. Jednak posunęli się o zaledwie 70 metrów w sześć godzin. Nawet wsparcie czołgów niewiele pomogło. 2000 obrońców góry, dowodzonych prze 57-letniego pułkownika Kanehiko Atsuchiego, stawiało zażarty, mężny opór.

    Suribachi była prawdziwą twierdzą. Znajdowało się tam 120 betonowych schronów, górę przeorano dziesiątkami tuneli i stanowisk dział oraz karabinów maszynowych. Generał Kuribayashi liczył, że utrzyma się ona przez 10 dni.

    Kiedy Amerykanie ruszali do ataku, zalewała ich burza ognia i stali z japońskich stanowisk, doskonale przygotowanych. Porucznik Wells wspominał: ''Nie widziałem niczego, co mogłoby osłonić nas przed ogniem przeciwnika''.

    Na domiar złego, zaczął padać deszcz. Ulewa i silny wiatr nie tylko pogarszały widoczność, ale całkowicie uniemożliwiały zaopatrywanie oddziałów na wyspie. Szer. Tatum z 27. pułku wspominał: ''Niebo zasłaniały ciemne chmury i ciągle padał deszcz. Byliśmy przemoknięci, a wulkaniczna gleba zamieniała się w miękką, lepką maź.'' Ranni leżeli na plażach, czekając na ewakuację, pojazdy grzęzły w błocie - zwłaszcza czołgi, do których ustawicznie brakowało paliwa i które ciągle trzeba było naprawiać z uszkodzeń. W sztormie tonęły barki i amfibie, pociągając ze sobą cenne pociski i paliwo. W nocy marines marzli w swoich dołkach, modląc się, by Japończycy nie próbowali atakować. Rozciągano druty kolczaste i linki z puszkami, by powstrzymać nocne rajdy na amerykańskie linie.

    21 lutego wznowiono natarcie, rozpoczynając szturm generalny na górę. Amerykanie posunęli się o 400-600 metrów, a więc postępy były dużo lepsze. Por. Wells wspominał po trafieniu: ''Czułem jak kończą mi się siły, a moje rany zaczęły dawać o sobie znać. Nie jadłem, nie piłem i nie załatwiałem się przez dwa i pół dnia''.

    Gorzej było na wschodzie wyspy. O ile Amerykanie zdołali zająć lotnisko, o tyle ugrzęźli w rejonie kamieniołomu, tuż obok lotniska. Zdobyto zaledwie 50 metrów terenu! Kapitan Joseph McCarthy, dowódca kompanii ''G'' z 24. pułku wspominał, że spośród 324 żołnierzy, jakich miał pod komendą, tylko 35 było w stanie chodzić. Szer. Santoro za to wspominał, bardzo szczerze zresztą: ''Poniżej mnie znajdowało się wejście do tunelu.Zobaczyłem, jak dwóch Japończyków z karabinami wyczołguje się na kolanach. Strzeliłem im w plecy i jest mi z tego powodu niezmiernie przykro, bo nie wiedziałem, jak po japońsku powiedzieć, żeby się odwrócili''.

    Do trzeciego dnia udało się zdobyć tylko 1/4 wyspy. Do tego momentu marines stracili 4500 ludzi.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że nie popieram zamachów, ani przemocy, nie jestem lewakiem, ani nie jestem prawakiem, niezbyt interesuję się polityką, ale gdybym miał określić, to jestem centrystą. Nie jestem też katolikiem, ani muzułmanem, jestem ateistą (nie atolem), i nie przeszkadza mi to, w co kto wierzy(póki nie wchodzi w moją strefę komfortu, ani nie czyni nikomu krzywdy)

    pokaż spoiler Tr;dl może to USA zrobiło ten zamach żeby wygrać wojnę handlową z Chinami doprowadzając do wybuchu wojny etniczno-religijnej, albo to Chiny zrobiły zamach by uzyskać większą przewagę nad USA i mieć monopol na większąść dóbr handlowych


    Jest duże prawdopodobieństwo tego że zamach w NZ był specjalnie przygotowany przez rząd jakiegoś kraju. Jest wiele nieścisłości w manifeście i działaniach zamachowca, np. to że nienawidzi muzułmanów, a sam był w Pakistanie i chwalił tamtejszych ludzi, zachęcając do podróży tam. Sam był Australijczykiem, choć zamach popełnił w Nowej Zelandii, a nie w Australii. Dodatkowo był bardzo dobrze wyszkolony, nawet zbyt bardzo, tak jakby ktoś go specjalnie przeszkolił na taką misję. Zastrzelił jednym strzałem że strzelby uciekającą osobę z kilkudziesięciu metrów, gry raczej takiego przeszkolenia dają, a sam raczej nie był weteranem, żadnej wojny, członkiem żadnej grupy specjalnej też nie był, bo by nie przeszedł testów na zdrowie psychiczne. Dodatkowo trochę niepokoju to że zamach był 14 marca czasu amerykańskiego (czyli w rocznicę zamachu na JFK) ale to chyba już by była przesada. A może nie? Może miało to na celu przestraszyć i wywołać złe wspomnienia Amerykanów?

    Co jeśli to był amerykański spisek? Może zaaranżowała to USA, oni mogli by się rozwijać, podbijać kosmos itd., a Europa i reszta świata byłaby pogrążona w wojnie religijno-etnicznej. Nie uważacie, że rozpętanie wojny w Europie i Afryce pomogło by USA? Gdyby wybuchła wojna na dużą skalę to wiele państw rozpoczęłoby większą produkcję sprzętu wojskowego, gdyby cała Europa Bliski Wschód i północna Afryka rozpoczęłaby zbrojenia, to potrzeby było dużo surowców, a skąd je wziąć? No od neutralnej Ameryki. Dodatkowo wyczerpana wojną i zacofana z powodu wojny Europa straciłaby duży potencjał ekonomiczny. Pełno małych działalności trzeba by było zamknąć, bo właściciele zginęli na wojnie(albo wciąż walczą), w dużych korporacjach i fabrykach byłby deficyt pracowników, bo większość osób w wieku produkcyjnym musiało iść do wojska. Wiele firm by upadło, a że natura nie lubi pustki, to coś musiałoby tą pustkę zająć, a czym miałoby być to "coś"? No amerykańską firmą. Dzięki temu znowu USA stałoby się znowu najpotężniejszym ekonomicznie państwem. A poza tym, nie byłby to pierwszy raz gdy, rząd USA przeprowadza zamachy i przewroty, doprowadzając prawie do kolejnej wojny światowej by na tym skorzystać. Dodatkowo co jest dziś dość dużym problemem w USA i Europie? Poprawność polityczna. Ile to pieniędzy musiało iść na to żeby udobruchać lewicę w sprawach poprawność i i mniejszości. Ile to spraw sądowych było z powodów rzekomych "działań seksistowskich, rasistowskich, ksenofobicznych, islamofobicznych". Ile to marszów było. Ile to wojujących feministek jest. Wszystkie te rzeczy hamują gospodarkę i rozwój społeczny. Wojna etnicznoreligijna by to zakończyła, bo czy ktoś będzie się martwił tym czy muzułmanin będzie smutny skoro będzie trwała wojna katolicko-muzułmańska?

    A co jeśli to nie USA spreparowało ten zamach, tylko Chiny? Teraz Chiny są liderem ekonomicznym, ale wciąż mają silną konkurencję w postaci USA. Gdyby rzeczywiście wybuchła ta wojna, to może nie od razu, ale po jakimś czasie i tak dołączyłoby USA, tak jak w I i II wojnie światowej. Ameryka tak jak i Europa popadła by w problemy, a Chiny stałyby się ostoją pokoju i dobrobytu, zyskując monopol w wielu częściach światowej gospodarki. Dodatkowo przemawia data odpowiedzi przemocą na przemoc (bo już nie można mówić o pojedyńczych incydentach tylko o nowym typie wojny, który opowiem później) datą tą jest 14 marca, co prawda w NZ był 15, ale w USA jeszcze 14, była to rocznica zamachu na amerykańskiego prezydenta Johna Kennedyego. Amerykanie odczuwają to do dziś, i jest to dla nich tragiczniejsze niż IIwś i WTC razem wzięte.

    Możemy być właśnie świadkami nowego typu wojny, gdzie nie walczy się na froncie z żołnierzami, a z cywilami w miejscach publicznych. Koniec z bitwami na dużych połaciach terenu, teraz to będą zamachy w metrze, autobusie, lotnisku, kościele, szkole, itd. Teraz to nie żołnierze będą ginąć,a niewinni cywile. To będzie wojna polegająca na strachu, spowoduje ona że będziemy się bać wyjść do sklepu po bułki, wędliny, itd. Najgorszym jednak byłoby połączenie starej wojny z nową, tej którą doświadczyliśmy podczas IIwś. I tej nowoczesnej którą opisałem. To byłaby rzeź na jeszcze większą skalę. Ludzie ginęli by na froncie, ale także we własnych domach, sklepach, szkołach, strach byłoby w ogóle wychodzić z domu, i tak jak kiedyś dezercja miała jakiś sens, bo jednak chciało się przeżyć to teraz nawet nikt nie nie zdezerterujez jak uciekniesz od wojny, to wojna przyjdzie do Ciebie. Można powiedzieć że to był tylko jeden przypadek, ale jaką się ma pewność? Już widziałem na Twitterze jakiegoś (chyba) islamistę, mówiącego że nadciąga rewanż, dodając zdjęcie podpisanego ak-47(pić tel), może był to tylko żart, a co jeśli nie? Nawet jeśli zamach w NZ nie był przygotowany przez USA czy Chiny, to tak czy tak mogło to wywołać światową tragedię. Skoro znalazł się jeden popapraniec zdolny do rozstrzelania ludzi w meczecie, to czemu nie ma się znaleźć kolejny?

    Dobra, ja idę założyć foliową czapkę i widzimy się na froncie.

    pokaż spoiler #zamach #nowazelandia #islam #muzulmanie #katolicyzm #usa #chiny #foliarze #propaganda #wojna
    pokaż całość

  •  

    Program TVP postanowił usunąć sondę z Twittera, gdyż wyniki nie pasowały do ich propagandy nienawiści. Nie mają przy tym żadnych dowodów, że sonda została „opłacona”.
    #bekazprawakow #lgbt #homoseksualizm #neuropa #bekazpisu #tvpis #zwiazki #prawo #4konserwy #socialmedia pokaż całość

    źródło: embed.jpg

  •  

    Polskie siły zbrojne zareagowały na atak w Christchurch #zamach
    jest video:

    źródło: youtube.com

    +: dr_Klotz, K.....4 +8 innych
  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Radziecki jeniec z uśmiechem rozkoszuje się papierosem. Finlandia, Parikkala, grudzień 1939 r. Dla niego piekło się skończyło... na razie.

    Przy okazji posta, ogłoszenie. Dostałem propozycję od Wydawnictwa Napoleon V ws. wydania mojej książki. Dawno nie byłem tak podekscytowany! Mam tylko problem - nie wiem O CZYM napisać. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Muszę coś wybrać z tematów! Waham się między Iwo Jimą, Anzio, a Barbarossą.

    Po wczorajszym poście o pechowym sowieckim czołgiście padło parę pytań o jeńców - mamy jeszcze dużo materiału z Talvisoty, więc muszę się sprężyć.

    Związek Radziecki spodziewał się wziąć do niewoli co najmniej 25 tysięcy jeńców - i dla tylu też przygotowano miejsce w obozach. Tymczasem w toku całej wojny zimowej, Sowieci wzięli do niewoli zaledwie 900 Finów, plus 1700 cywilnych więźniów. Większość zamknięto w dawnym klasztorze w Griazowcu. W marcu 1940 r. zwolniono jeńców, zaś cywili zwalniano do maja. Z sowieckiej niewoli wróciło 838 fińskich żołnierzy.

    Szer. Forth z 4. kompanii 9. pułku piechoty wspominał:

    ''Pokonywałem już ostatni odcinek i gdy zostało mi
    zaledwie 10 m, jak spod ziemi wyskoczyło około 20 żołnierzy. I co się okazało? Byli to Rosjanie. (...) Podeszli do mnie, byli bardzo ożywieni i hałaśliwi. Wszyscy mówili jednocześnie i zaczęli grzebać mi w kieszeniach. Któryś z nich zabrał aparat fotograficzny. Teraz przekonałem się, że był to dobry pomysł, by włożyć zegarek do kieszonki w wewnętrznych spodniach, na które miałem nałożony brudny kombinezon. Nikt nie zdjął mi rękawiczek, więc udało mi się zachować obrączkę ślubną. Podbiegł jakiś oficer i pod strażą zabrał mnie na tyły, tym samym rozpoczynając okres mojej niewoli.''

    Zupełnie inaczej sytuacja przedstawiała się po drugiej stronie frontu. Morale upadało. Zdarzało się, że żołnierze otwarcie się buntowali przeciwko wojnie z Finami. W latach 90. odkryto, że za sprzeciw wobec wojny z Finlandią skazano łącznie 843 oficerów i żołnierzy.

    Radzieccy bojcy, głodni i zmarznięci, często celowo oddawali się do fińskiej niewoli. Finowie wzięli podczas wojny zimowej ok. 5900 sowieckich jeńców, z czego 135 zmarło z powodu chorób i odmrożeń. 152 dołączyło do ''Rosyjskiej Armii Wyzwoleńczej'', chcąc walczyć na froncie, ale nie dopuszczono ich do tego. Po zakończeniu wojny zbiegli do Szwecji i Norwegii, obawiając się kary.

    A Związek Radziecki nie darował ''zdrajcom''. Ci, którzy wrócili, byli poddani ''reedukacji'', co oznaczało wysłanie ich do łagrów. Z reguły - na pięć lat. Dobrym przykładem może być historia kierowcy Łarionowa z 91. batalionu czołgów, wziętego do niewoli pod Summa. Po powrocie z niewoli skazano go na 5 lat łagru. Dopiero w 1962 r. mógł wrócić do rodziny w Leningradzie.

    #talvisota

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Zdobyty i naprawiony czołg T-28 w mieście Varkaus, 1 kwietnia 1940 roku. Finlandia zdobyła dwa pojazdy tego typu podczas wojny zimowej. Oba pojazdy - nr 48 i 49 - znaleziono pod Summa, niedaleko schronu Poppius w Święto Trzech Króli 1940 r. Zanim je wydobyto zamarzniętej ziemi, pod ostrzałem, minął ponad tydzień. Utworzono z nich Pluton Czołgów Ciężkich por. Räsänena, ale nie wziął on udziału w walce. Oba pojazdy zdaje się przetrwały wojnę i znajdują się w muzeum w Parola w Finlandii (Finowie w ogóle mają najwięcej tych czołgów na świecie bo aż cztery). Czołgi nie sprawdziły się w wojnie zimowej, gdyż okazało się, że mają zbyt cienkie pancerze i są wrażliwe na ogień fińskiej broni przeciwpancernej.

    Warto wspomnieć, że w czasie wojny zimowej Finowie zdobyli jeszcze 47 czołgów T-26 różnych wersji oraz 6 czołgów z miotaczami ognia OT-130 i OT-26.

    Pomóżcie z wojną zimową - mam tyle materiału jeszcze, a nie wiem, czy go wrzucać.

    Bardzo ciekawą relację z rejonu walk pod Summa zamieścił w swojej książce Bair Irincheev. Autorem relacji jest por. Kairinen, dowódca kompanijnych moździerzy w 15. pułku piechoty. Historia wydarzyła się 19 grudnia 1939 r. Dzisiaj będzie dłużej.

    Mój adiutant, kapral Reino Syrjänen, dał się poznać jako dzielny i dojrzały żołnierz. Podczas bitwy w rejonie Summy […] posłałem go do wioski, by nawiązał kontakt z kapitanem Fransem-Juliusem Janssonem, ponieważ linie telefonicznie zostały zerwane. Syrjänen dotarł do bunkra dowodzenia, lecz powrót okazał się trudny. Drzwi znajdowały się w zasięgu stojącego w pobliżu radzieckiego czołgu. [...] W lesie natknął się na kolejny czołg radziecki. Miał uniesione wysoko główne działo.

    Syrjänen zastanawiał się, dlaczego to monstrum stoi bezczynnie na naszych tyłach. Postanowił rzucić kamieniem we właz czołgu. Na wszelki wypadek trzymał w gotowości przeładowany pistolet. Właz otworzył się i wyłoniły się z niego uniesione ręce. Ponieważ Syrjänen nie zna rosyjskiego, gestem nakazał nieprzyjacielowi, by zszedł z maszyny. Ten posłuchał i na ziemi ponownie podniósł ręce. Syrjänen rozkazał jeńcowi iść przodem. Wartownicy zatrzymali Syrjänena wraz z jeńcem.

    Po zgłoszeniu mi tego incydentu, poleciłem przyprowadzić ich do mnie. Powitałem radzieckiego jeńca w jego ojczystym języku. Wydawał się przerażony i zmęczony. Kiedy poprosiłem go, żeby usiał i zdjął futrzany kombinezon, wyglądało na to, że trochę się uspokoił. Poczęstowałem go papierosem, który zapaliłem, i najpierw sam się nim zaciągnąłem. Najwyraźniej Rosjaninowi spodobał się smak tytoniu Työmies. Wyjąłem mapę Finlandii i mały słownik fińsko-rosyjski, po czym rozpocząłem przesłuchanie: „Do którego korpusu lub dywizji należy twoja jednostka?”. Gdy uzyskałem odpowiedzi na wszystkie standardowe pytania, dowiedziałem się także, dlaczego czołg stał w tak dziwnym miejscu. Jeniec wyjaśnił, że skończyło się paliwo. […] Przesłuchałem oficera szczegółowo. Powiedział mi, że ofensywa nie powiodła się wskutek silnego ostrzału prowadzonego przez artylerię fińską, a on rozkazał swoim ludziom odwrót. Przyznał, że obawiał się powrotu do własnej jednostki, więc pozostał w pojeździe, tak by mógł go zabić jakiś fiński żołnierz.

    Przerwałem przesłuchanie i poleciłem Syrjänenowi, by wrócił do czołgu i przyniósł wszystkie znajdujące się w nim papiery. Ponieważ przed schron zajechał saniami kierowca kompanijny z posiłkiem, zaproponowałem jeńcowi, żebyśmy razem zjedli. Podziękował mi ukłonem. Ciągnąłem rozmowę, posługując się słownikiem. Od czasów Szkoły Podchorążych zapomniałem już trochę rosyjskiego! Jeniec zaoferował mi tytoń fajkowy, ale odmówiłem, gdy tylko go powąchałem. Jak już wspomniałem, jeniec bał się wrócić do własnej jednostki bez czołgu. Zgodnie z prawem wojskowym
    obowiązującym w Związku Radzieckim było to ciężkie przestępstwo. Gdy zapytałem go, co by się stało, gdyby wrócił bez maszyny, zrobił gest poderżnięcia gardła.

    W tym momencie kapitan wyjął z kieszeni ruble, a także odpiął swój mapnik i mi je podał. Kiedy mój adiutant również zaczął wyjmować ruble z kieszeni, jeniec wyjaśnił, skąd ma tyle pieniędzy. Okazało się, że przewoził miesięczny żołd dla całego batalionu. Był dzień wypłaty, ale rozkazano mu wziąć udział w walce. Skutkiem tego nie był w stanie nikomu wydać żołdu. Co to za osobliwy system? Syrjänen zgodnie z moim rozkazem pobiegł do porzuconego czołgu i przyniósł cały plecak pełen rubli w banknotach o różnych nominałach. Wziąłem sobie po jednym banknocie na pamiątkę, po czym poleciłem Syrjänenowi, by udał się na nasze tyły, sprowadził sanie i zawiózł jeńca do kwatery głównej pułku. Potem poinformowałem oficera łączności pułku, podporucznika Välimaa, że wysłałem do kwatery jeńca ze znaczną kwotą pieniędzy w rublach. Na pierwszej stronie słownika rosyjsko-fińskiego, który wyjąłem z mapnika jeńca, zapisałem: „Zatrzymałem ten słownik jako prezent od dowódcy batalionu ciężkich czołgów, kapitana Wasilewicza. Summa, 19–20 grudnia 1939 roku”.

    W czołgu znaleziono jeszcze worki z listami i od tamtej pory Finowie nazywali czołgi T-28 ''dyliżansami''. ;)

    #talvisota

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Robię dłuższą przerwę w prowadzonych seriach tutaj. Nie chce mi się już i dodatkowo zostałem nawet zatrudniony w anglojęzycznym projekcie na chwilę za który będą mi faktycznie płacić. Przeto jak ktoś się czuje wykorzystany, to na czas, gdy nie będzie serii, to możecie cofnąć dotacje na Patronite - są 3 osoby i zawrotna kwota 11 złotych. Ponad to ten portal został zaanektowany przez niemalże upośledzonych ludzi, a na dodatek niebawem wybory... . W sumie niewiele powinno wymagać się od dzieci uzależnionych od protezy umysłu zwanej telefonem i politycznych kretynów, ale jest już to męczące, bo nic ciekawego prawie nie można przeczytać w zalewie bezwartościowych treści. Jak to mówi pewna księga nie ma co rzucać perły przed wieprze - oczywiście bez obrazy. Powrót do 2 tygodni czasu albo w ogóle.

    #starszezwoje #smoczautopia #myrmekochoria
    pokaż całość

  •  

    Słowem podsumowania tego co się dzieje w internecie:

    Jestem zniesmaczony.

    #4konserwy oraz #neuropa jedno i drugie to tak naprawdę to samo - polityczne bagno. Ekstremiści są z jednej i drugiej strony.

    1 (tak, prawdziwy chrześcijanin NA PEWNO by tak nie zrobił...)
    2 (tego nawet nie będzie komentował)

    Z obu stron siedzą ludzie chorzy z nienawiści. To jest przerażające.

    Bardzo cieszą mnie głosy rozsądku, nawet na tym patologicznym portalu

    3
    4

    ale są kroplą w morzu gówna, które, tak naprawdę, wylewa się tutaj codziennie.

    Mam nadzieję, że będą jakiekolwiek pozytywne skutki tego przerażającego zdarzenia. Chociażby artykuł zalinkowany przez @niechswiatplonie - polecam się z nim zapoznać - może kiedyś komuś się przyda (oby nie).

    Dzień w dzień jest to samo - polityczne wojenki. Czy wy naprawdę nie rozumiecie, że państwo to jego obywatele? Że to my wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za obecny stan naszego kraju jak i świata? Że to co się dzieje na całym globie to pośrednio, mniej lub bardziej, wina nas wszystkich?

    Gdybym znalazł dżina w butelce poprosiłbym go żeby ludzie w końcu ogarnęli dupy bo w dniu dzisiejszym mam naprawdę dość.
    Śmierć niewinnych ludzi nigdy nie jest i nigdy nie była powodem do radości. Nie ważne jaki mają kolor skóry ani jakiego są wyznania.

    PS. W świetle prawa ludzie są niewinni dopóki nie udowodni się im winy (bo i takie komentarze na temat dzisiejszych ofiar widziałem)

    #zamach #nowazelandia #gownowpis
    pokaż całość

  •  

    Macie link do całego filmu tego gościa? Udało mi się jedynie znaleźć jak jedzie samochodem i nic więcej
    #pytanie #zamach

  •  

    HURR DURR, MUZUŁMANIE CIESZYLI SIĘ PO ZAMACHACH W EUROPIE ¯\_(ツ)_/¯
    Ciekawe kiedy skrajni się skapną, że są identyczni jak muzułmanie
    #neuropa #zamach #nowazelandia

    źródło: i.imgur.com

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Wracamy do standardowych serii. Pomału zbliżamy się do końca opowieści spod Anzio.

    Panther Ausf. D z 26. Dywizji Pancernej na trasie Anzio-Nettuno, 16 lutego 1944 roku.

    Poprzednio pisałem, że Niemcy macali brytyjską obronę na północy przyczółka i przypuścili ograniczony atak w rejonie wioski Aprilia, miażdżąc obronę. Ale niemieckie ambicje nie były ograniczone do tego niewątpliwego sukcesu.

    Do pełnoskalowej operacji ''Fischfang'', mającej na celu zniszczenie przyczółka, gen. von Mackensen zgromadził pokaźne siły. Były to: 26. DPanc., dywizja ''Hermann Gőring'', 3. i 29. DGren.Panc., 4. Dywizja Spadochronowa, 65., 114., 362. i 715. DP, wsparte przez 146. pułk grenadierów pancernych i dwa bataliony włoskich komandosów - ''Folgore'' i ''Decima''. Na prośbę von Mackensena, Grőfaz obiecał dostarczyć nowe cudowne bronie. Z własnej inicjatywy wysłał pułk szkolny Infanterie-Lehrregiment Berlin-Spandau. Przysłano kompanię ciężkich niszczycieli czołgów ''Elefant'' z 654. batalionu, batalion nowych Panther z 4. pułku panc., 508. batalion Tigerów, przybył także specjalny batalion Panzer Abt. (Fkl) 301, dysponujący ciężkimi nosicielami ładunków wybuchowych Borgward IV. Niemcy zgromadzili też pokaźną liczbę artylerii - 452 działa różnych kalibrów, więcej od Aliantów, jednak Niemcy cierpieli na braki amunicji i musieli strzelać celnie i krótko.

    16 lutego 1944 roku pogoda była ładna, przestało wreszcie lać, chociaż teren nadal był obrzydliwie mokry, a tłusta maź lepiła się do wszystkiego. Większość alianckich żołnierzy trzęsła się z zimna, nie mogąc spać. O 6 rano linia frontu ryknęła. Niemcy zaczęli strzelać. Kanonada trwała 30 minut. Do ataku ruszyła Luftwaffe, rzucając 35 myśliwców, siejących bombami po alianckich stanowiskach. Niemcy atakowali tego dnia z powietrza aż siedemnaście razy! Potem do ataku ruszyła piechota i broń pancerna. W centrum atakował pułk szkolny, na prawej flance - 3. batalion 12. pułku szturmowego, a na lewej - szkolny pułk spadochronowy, wsparty czołgami dywizji ''HG''.

    Ale Alianci nie dali się zaskoczyć. Nie uszły ich uwadze próby infiltracji, odgłosy kopania, warkot pojazdów. Podczas patroli pochwycili paru jeńców.
    W centrum przyczółka znajdowała się teraz świeża amerykańska 45. Dywizja, po lewej mając brytyjską 56., a po prawej - amerykańską 3. DP. Dopiero teraz opłaciło się przemienienie przyczółka w twierdzę. Każdy dom i zagroda stały się fortecami, wzajemnie osłaniającymi się ogniem. Przygotowano liczne stanowiska karabinów maszynowych i dział ppanc., ściągnięto świeże siły na przyczółek. Rozbudowano sieć łączności, a koło Nettuno znalazło się nawet niewielkie lotnisko dla kierujących ogniem samolotów Piper Cub. Kiedy do natarcia ruszyła niemiecka piechota, rozstrzelały się alianckie działa i okręty, huraganowym ogniem pokrywając przedpole. Także piechurzy wściekle zaczęli strzelać.

    Pod Anzio zaczęła się chyba największa jatka w ciągu tej bitwy.

    #shingle #anzio

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Wybaczcie późną porę, jednakże miałem awarię fb i nie mogłem niczego dodać. Niezbyt miałem też ochotę na pisanie czegokolwiek z różnych powodów. Ale dzisiaj w nagrodę będzie dłużej. Uwaga - proszę o zachowanie poziomu komentarzy i cywilizowaną dyskusję. To bardzo trudny temat, zapewne wielu się nie spodoba, ale ja mam to do siebie, że kontrowersja jest moją renomą.

    ''Żołnierz z orkiestry pułku KBW usiłuje zabrać akordeon rzucony na stertę zrabowanych przedmiotów.
    -Zostawić, nie ruszać niczego! - bandyta jest wściekły. - Biegiem do wagonu, ty przeklęty psie!
    W oczach żołnierza łzy. Stojąc na stopniach wagonu rzuca półgłosem:
    - Czekaj, łobuzie, jeszcze się spotkamy. Nie daruję ci tego akordeonu...
    - Nie darujesz? Komu, mnie nie darujesz?! - watażka mierzy z pistoletu. - Nie będziesz miał takiej okazji.
    Ciszę zimowego wieczoru przerywa huk wystrzałów.
    (...)
    »Bury« jest widocznie zadowolony.''

    ''Ryngraf z trupią czaszką'', 1973.

    Kapitan Romuald Rajs.

    Postać bardzo niejednoznaczna. Dla wielu odznaczony bohater wojenny (zasłużył się szczególnie w 1944 r., kawaler Orderu Virtuti Militari, Krzyża Walecznych i Srebrnego Krzyża Zasługi z Mieczami), dla innych krwawy zbrodniarz.

    Kim był? Szaleńczo odważny w boju, zdolny dowódca, świetny żołnierz. Przedwojenny zawodowy podoficer, walczył we wrześniu 1939 r. w szeregach 85. pułku piechoty. Pod koniec września jego grupa została osaczona i rozbrojona przez Białorusinów. On sam przedostał się do Wilna i działał w konspiracji od 1939 r. Latem 1944 r. brał udział w operacji ''Ostra Brama''. Po aresztowaniu swojego dowódcy przez NKWD, wyprowadził oddział z okrążenia i go rozwiązał. Zgłosił się do służby w WP pod fałszywym nazwiskiem, zdezerterował wraz z 29 ludźmi w maju i skontaktował się z ''Łupaszką'', dołączając się do jego V Brygady Wileńskiej. Po rozwiązaniu oddziału postanowił walczyć dalej i przystąpić do NZW, formując III Brygadę Wileńską. Zimą 1945-46 jego oddział zapisał swoją najciemniejszą kartę, pacyfikując pięć wsi i zabijając 79 cywili.

    III Brygada została rozbita wiosną 1946 roku. Sam Rajs został aresztowany jesienią 1948 r. Na procesie w Białymstoku nie przyznał się do winy i odpowiedział oskarżającym go prokuratorom: ''Ja jestem Polak i katolik, a wy jesteście pieski stalinowskie''. Został rozstrzelany 30 grudnia 1949 r. Jego grób do dziś nie został odnaleziony.

    Dzisiaj przyjrzałbym się kwestiom tych zbrodni, jedna po drugiej. Oczywiście, pokrótce tylko, ale w razie jakby ktoś pytał - podeślę źródła.

    1) Zaleszany, 29 stycznia 1946 roku.

    Rankiem tego dnia oddział kapitana Rajsa, liczący ok. 120 ludzi i 40 wozaków wkroczył do wsi. Co ważne, oddział był ucharakteryzowany na grupę operacyjną KBW, dowodzoną przez sowieckich oficerów: żołnierze przybrali nowe nazwiska specjalnie na tę okoliczność, a kilku oficerów nosiło sowieckie mundury. Zwracali się do siebie po rosyjsku.

    Początkowo nic nie zapowiadało tragedii, bo oddział nie planował żadnej akcji represyjnej. Ludność wsi zachowywała się poprawnie, ale była niechętnie nastawiona do jakiegokolwiek wojska w ogóle (zdarzało się, że jej mieszkańcy odpędzali też oddziały ludowego Wojska Polskiego). Warto tu dodać, że w Zaleszanach silna była komórka Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi, która kolaborowała z Sowietami już w 1939 roku i była entuzjastycznie nastawiona do komunizmu w ogóle. Widząc nowy oddział wojska doszło nawet do tego, że zastępca kpt. Rajsa, por. Chmielowski, został uderzony cegłą.

    Rajs zażądał wydania obroków i podstawienia nowych wozów, na co ludność Zaleszan zbuntowała się. Wg niektórych badaczy, uważali oni, że jako lojalna wobec ZSRR i Polski Ludowej, mają prawo odmówić, nawet wojsku ''sowieckiemu''.

    Zniecierpliwiony kapitan Rajs nakazał zgromadzić w jednej z chałup całą ludność wsi po południu. Większość posłusznie się tam stawiła. W toku spotkania wyprowadzono z chałupy dwóch nastolatków - członków partii komunistycznej (posiadali też broń), których zastrzelono.

    ''Bury'' następnie wygłosił krótkie przemówienie, mówiąc, że wieś zostanie ukarana i zabudowania zostaną spalone. Żołnierze NZW przystąpili następnie do podpalania zabudowań, nie sprawdzając ich jednak. Co ciekawe, kilka domów pominięto, jak te, w których partyzanci uzyskali pomoc.

    W toku działań, podpalono też strzałem w strzechę chałupę, w której znajdowali się mieszkańcy wsi. Ci zaczęli uciekać. Piotr Leończuk, mieszkaniec wsi, wspominał: ''Ja uciekałem przez drzwi od kuchni. Otworzyli je sami ludzie […]. Nie strzelano do nas […]. Jestem natomiast pewien, że z tych ludzi co byli w chałupie nikt nie zginął.''

    Przy podpalaniu zabudowań doszło jednak do tragedii. Okazało się, że kilkanaście osób nie poszło na spotkanie i ukryło się w domach, były to w większości kobiety i dzieci - 14 osób. Córka Nikity Niczyporuka, sołtysa, którego najbardziej dotknęła ta tragedia, w 1996 roku zeznała, że jej matka obawiała się, że zostaną wywiezieni ''na roboty'' i dlatego wróciła do domu i ukryła się z dziećmi. Mieszkańcy zginęli wskutek zaczadzenia. Taką wersję wydarzeń przedstawili m.in. lokalni funkcjonariusze UB podczas śledztwa. Warto tu dodać, że w jednym domu partyzantom, zamierzającym podpalić dom, drzwi otworzyła starsza kobieta (nie wiedziała o przyjściu partyzantów, leżąc w łóżku), którą z niego wyprowadzono - i nic się jej nie stało.

    Nikt nie dobijał cywilów, nie wrzucał rannych w ogień, ani nie polował specjalnie na kobiety i dzieci.

    Łączny bilans ofiar: 16.

    2) Wólka Wygonowska i Puchały Stare, 30-31 stycznia 1946 r.

    Uchodząc z płonących Zaleszan partyzanci ruszyli ku Wólce Wygonowskiej, gdzie wykonali wyrok na dwóch mężczyznach, o których wiadomo było, że są członkami KPZB (informację uzyskano od mieszkańców wsi). Spalono też sześć domów. Należy tu wspomnieć, że we wsi mieszkało 300 osób, większość Białorusinów.
    Później oddział, cały czas występujący jako grupa operacyjna, skierował się do Krasnej Wsi, gdzie Rajs zażądał od sołtysa 40 furmanek. Z Krasnej Wsi oddział wyruszył w stronę Puchał Starych. Kilkunastu woźniców ''Bury'' zwolnił do domu jeszcze w Krasnej Wsi.

    Po przybyciu na miejsce, zarządzono postój 31 stycznia. Tam na rozkaz kpt. Rajsa rozstrzelano 27-30 woźniców. Są rozbieżne źródła, dlaczego miało się tak stać. Józef Korzeniewski ps. ''Osa'', dowódca drużyny w III. Brygadzie, w rozmowie ze znajomym z ROAK parę tygodni później został zapytany, czemu tak się stało. ''Osa'' odparł, że furmani ''sami wygadali swój los''. Stąd można przypuszczać, że w rozmowie z partyzantami-nadal grającymi rolę KBW (furmani nie byli przy działaniach we wsi), wozacy mogli okazać poparcie dla nowej władzy i skrajną nieprzychylność wobec ''band''. Badania wskazują na to, że furmani do końca byli przeświadczeni, że mają do czynienia z ''ludowym'' wojskiem.

    Warto wspomnieć, że:
    - kilkunastu furmanów ''Bury'' wypuścił przed zdarzeniem, większość z nich była Białorusinami;
    - wśród rozstrzelanych jeden z furmanów nie był prawosławny (adwentysta);
    - w trakcie postoju do ''Burego'' zgłosiła się delegacja Krasnej Wsi i poprosiła, by ''pan komendant'' zwolnił jednego z furmanów, gdyż oni poświadczają, że to porządny człowiek. ''Bury'' przystał na to i zwolnił tego człowieka.

    Sam kapitan Rajs na swoim procesie twardo podtrzymywał, że furmani zostali zastrzeleni za ''wrogie ustosunkowanie do nielegalnych organizacji''.

    Ogólny bilans ofiar: 30-33

    3) Zanie, Szpaki i Końcowizna, 1 lutego 1946 r.

    Oddział podzielił się na plutony. Do Zań poszedł pluton por. Jana Boguszewskiego ''Bitnego'', do Szpaków miał iść pluton ppor. Włodzimierza Jurasowa ''Wiarusa'', zaś do Końcowizny - pluton NN ''Leszka''

    W Szpakach doszło do strzelaniny. Jak potwierdzali na procesie kpt. Rajsa, mieszkańcy mieli broń, ukrytą w ziemiankach i w domach. Widząc zbliżający się wieczorem bliżej niezidentyfikowany oddział, mieszkańcy otworzyli ogień. Partyzanci, lepiej uzbrojeni, przełamali opór i podpalili zabudowania. Zginęło sześć osób. Jednym z nich był Paweł Filipczuk, były partyzant sowiecki. Jego córka, będąc na wówczas na miejscu, w 1996 r. zeznała, że odmawiano jej pomocy, mówiąc że jej ojciec i inni ''czerwoni'' partyzanci sami ściągnęli na wieś nieszczęście (sugerowała też, że zabici stawiali opór i dlatego zginęli). Zabitych, jako współpracowników nowej władzy, wskazali partyzantom sami mieszkańcy wsi - Białorusini.

    Istnieją doniesienia o popełnieniu gwałtu przez partyzantów we wsi, ale złożyła je jedna osoba i nie potwierdził ich nikt inny.

    Warto tu wspomnieć, że ppor. Jurasow był prawosławnym Białorusinem, część jego plutonu także. Jeden z żołnierzy Wiarusa pochodził ze Szpaków i wskazywał domy ''czerwonych'' mieszkańców.

    W Zaniach również doszło do strzelaniny, bliźniaczo podobnej ze Szpaków. Podchodzący w ciemnościach (był już późny wieczór) do wsi partyzanci zostali ostrzelani przez mieszkańców, na co wskazują zeznania świadków. Partyzanci ppor. ''Bitnego'' szybko przełamali opór i wpadli do wsi, próbując złapać sprawców, którzy ukryli się pośród cywilów. Rozpoczęła się bezładna strzelanina, zapłonęły zabudowania. Część partyzantów otworzyła ogień do cywilów. W pewnym momencie jeden z domów eksplodował w wyniku zapłonu ukrytej w nim amunicji. W Zaniach zginęło - w zależności od źródeł - od 20 do 30 osób, spłonęło 13 domów.

    Jest kilka hipotez, dlaczego tak się stało. Jedna zakłada że ''Bitny'' utracił panowanie nad żołnierzami, którzy po prostu ''stracili głowę'' w ogólnym chaosie, inna, że jego żołnierze, pochodząc z tego rejonu, po prostu chcieli się zemścić, pamiętając działania ludności białoruskiej w latach 1939-41 i później.

    Tu trzeba wspomnieć, że kapitana Rajsa nie było ani w Szpakach, ani w Zaniach, nie brał udziału w tych pacyfikacjach, udał się z plutonem ''Leszka'' do Końcowizny, gdzie nie zginęła ani jedna osoba.

    Łączny bilans ofiar: 30 osób.

    Podsumowanie.

    Łącznie zginęło około 79 osób. Jest to oczywiście straszne, że ginęli cywile i nie powinno to mieć miejsca, zaś kapitan Rajs ponosi odpowiedzialność moralną za przynajmniej część tych zbrodni.

    Jednakże, jak starałem się wyżej udowodnić, żadna z ofiar nie zginęła dlatego, że była wyznania prawosławnego, albo pochodzenia białoruskiego.

    Warto tutaj wspomnieć, że na procesie kapitana Rajsa obciążające go zeznania składali m.in. mieszkańcy wsi, w większości krewni i znajomi ofiar, lub osobiście poszkodowani, którzy w swoich zeznaniach w latach 40. zatajali fakty niewygodne dla nich (jak ostrzelanie partyzantów). Powstał wtedy też mit, jakoby ludzie ci zginęli ze względu na swoje pochodzenie, a nawet takie kurioza, że ''Bury'' kazał im się przeżegnać po katolicku. Zeznania obciążające w rodzaju tych wyżej składali też byli podkomendni kapitana - ''Szczygieł'' i ''Gołąb'', którzy otrzymali bardzo lekkie potraktowanie - żadnego nie skazano na śmierć, mimo osobistego uczestnictwa w ww wydarzeniach. Jeden z nich nie został w ogóle aresztowany!

    Kogoś może dziwić, że partyzanci udawali grupę operacyjną i podpalali zabudowania, a mieszkańcy w to wierzyli, ale należy pamiętać, że pacyfikacji wsi dopuszczały się też oddziały KBW i UB na Białostocczyźnie, jak w Brzezinach, czy Mieszukach.

    Nie chcę tutaj nikogo zanudzać kwestiami wojny partyzanckiej, bo to temat rzeka, a wpis i tak jest bardzo długi, ale myślę, że mam na tyle inteligentnych Czytelników, że rozumieją, że wojna partyzancka - niestety - jest po prostu brudna. Nie zajmuję się nią m.in. z tego powodu, bo każda siła partyzancka dopuszczała się strasznych zbrodni. Zbrodnie Tity, czy czetników, szły w tysiące ofiar. Nie inaczej było w przypadku UPA, czy sowieckich partyzantów. Zbrodnie popełniali też żydowscy partyzanci na Kresach (m.in. pacyfikacja wsi Naliboki i Koniuchy - 160 ofiar), francuscy w Dolinie Rodanu (masakry na wziętych do niewoli Niemcach po sierpniu 1944 r.), czy włoscy w Alpach w końcowym okresie wojny (25 kwietnia 1945 r. zamordowali co najmniej tysiąc osób, ogółem zgładzili ok. 18 tysięcy bezbronnych ludzi, w większości po wojnie). W działaniach pacyfikacyjnych zawsze obie strony dopuszczały się okrucieństw - a cierpieli często zwykli cywile, wykorzystywani jako tarcze. Jak w przypadkach opisanych wyżej.

    Wiem, że nie uszczknąłem tematu, że zrobiłem go po łebkach, ale wpis jest dość długi i mam nadzieję, że chociaż kilku osobom naświetliłem temat ''bandyty »Burego«''.

    Koloryzacja: Mikołaj Kaczmarek - Kolor Historii

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Miecz dwuręczny, którego właścicielem był ponoć Pier Gerlofs Donia, zwany też "Wielkim Pierem".
    Wielki Pier był fryzyjskim piratem i dowódcą powstania, znanym ze swojej ogromnej siły i, jak sama ksywka wskazuje, rozmiarów - ponad 2 m wzrostu. Źródła podają, że potrafił ściąć mieczem kilka głów naraz i zaginał monety dwoma palcami. Sam miecz ma długość 2,15 m i waży ok. 6,6 kg.

    Chcesz być na bieżąco? #zwiadowcahistorii - tag z moimi najciekawszymi znaleziskami! Zapisz się też do mikrolisty zwiadowcahistorii lub zaplusuj ten komentarz, bym zawołał Cię do najlepszych znalezisk!

    #historiajednejfotografii #historia #ciekawostkihistoryczne #ciekawostki #miecze #bron #piractwo
    pokaż całość

    źródło: pier.jpg

  •  

    #cejrowski z #rigcz o sytuacji w #wenezuela
    #4konserwy #bekazlewactwa #pis
    I #polityka jeszcze - specjalnie dla wrazliwcow z neuropy ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 1552409479467.png

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    W Wojsku Polskim również nie zabrakło kobiet. W 1943 r. utworzono 1 Samodzielny Batalion Kobiecy, czyli słynne ''platerówki'', którego członkinie pełniły funkcję wartowniczą, medyczną oraz przeciwlotniczą. Jedną z bardziej znanych była szeregowiec Aniela Krzywoń, poległa pod Lenino, odznaczona Vrituti Militari i tytułem Bohatera Związku Radzieckiego. Inną ciekawą kobietą, chociaż już nie platerówką, była kapitan Janina Błaszczak, która dowodziła obroną ul. Czerniakowskiej w Warszawie 1944 r.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Przyszedł bolszewik - znów piosnka stara
    Czerwonych synów białego cara.
    Polak, co nie chciał zostać Kainem,
    Że chciał być wiernym ojczyźnie synem,
    Chciał jej wolności w słońcu i chwale,
    A że śmiał mówić o tym zuchwale,
    Że nie chciał by go więziono, bito,
    Był "reakcyjnym polskim bandytą"

    (...)

    Teraz, gdy w gruzach Germania legła,
    Jest Polska "Wolna i Niepodległa",
    Jest wielka. Młoda, swobodna, śliczna,
    I nawet mówią "demokratyczna".

    Cóż z tego, kiedy kto Polskę kocha,
    W kim pozostało sumienia trochę,
    Komu niemiłe sowieckie myto,
    Jeszcze raz został "polskim bandytą".

    I znowu polskości tłumią zapały
    Tortury UB, lochy, podwały.
    O Boże, chciałbym zapytać Ciebie,
    Jakich Polaków najwięcej w niebie?
    (głos z góry)
    Płaszczem mej chwały, blaskiem okryci
    Są tutaj wszyscy "polscy bandyci".

    Autor nieznany, 1946 r.

    Dzisiaj będzie długo i szczerze. Myślę, że bez proszenia o łapki - ale im więcej dacie, tym będzie mi milej, że komuś chciało się to czytać.

    Obchodzimy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. (1 Marca - Mleko)

    Pamiętam, kiedy jako mały chłopiec, lubiłem zaczytywać się w ''tygryskach''. Małe broszurki, po niecałą złotówkę za sztukę. Można było je kupić wszędzie. Na dworcach, w antykwariatach, na ulicy. Nieliczne były o interesującym mnie froncie zachodnim, większość - o ludowych gierojach, o ''utrwalaczach władzy ludowej''. Kilka razy wpadły mi w ręce te o ''bohaterskich'' ubekach i milicjantach, co to zwalczali ''reakcyjne bandy''. Z wściekłości rwałem je na kawałki i paliłem w piecu. Bywały też wiersze, takie jak zapomnianego już dziś czołowego wierszoklety komunistycznych gadzinówek, Mieczysława Jastruna, ''Ballada o Puszczy Świętokrzyskiej'':

    ''Twarze spode łba, jakby wyjrzały spod hełmu
    żelaznego najeźdźcy, w oczach - nocy bielmo.
    Szeleszczą po kolana, brodząc w zeschłych zielskach.
    Szkaplerz lub krzyż na szyi, w ręku broń angielska.
    Pod pachą ciepłem ciała ogrzana pepesza
    jak żmija utuczona ołowiem się zwiesza.
    Mundur polskich żołnierzy, w piersi serca wrogów,
    Wiatr nocny idzie z nimi, przyjaciel rozłogów.''

    W proces zohydzania ''reakcyjnych bandytów'' włączyli się Brzechwa, Putrament, Bahdaj, Przymanowski, Broniewska, Gerhard, Kruczkowski i wielu, wielu innych.

    Dla mnie te ''reakcyjne bandy'', ci plugawi ''sanacyjni faszyści'' to byli bohaterowie. Rycerze z orłem w koronie, którzy walczyli przeciwko najbardziej antyludzkiemu systemowi w historii. Przeciwko łobuzom spod czerwonej szmaty, niemającym nic wspólnego z cywilizacją ludzką.

    Ostatni gladiatorzy II Rzeczypospolitej.

    Dzisiaj trochę żałuję, że tak robiłem. Dlaczego? Bo bolszewicka retoryka ''bandytów'' jak widać wraca. ''Byli też bandyci'', ''popełniali zbrodnie'' - padają często sformułowania, po czym wymienia się dwa, może trzy nazwiska, ciągle te same.

    A przecież Żołnierze Wyklęci to nie tylko kapitan Rajs i jego ''skazy na pancerzu'', wymieniane do znudzenia.

    To także ciemnowłosy Marian Bernaciak ''Orlik'', który wydzierał z komuszych łapsk więźniów raz za razem i stoczył największą bitwę z sowieckimi okupantami w Lesie Stockim.

    To także brodaty Anatol Radziwonik ''Olech'', który siał postrach na dalekiej Nowogródczyźnie, ''wróg numer jeden'' dla NKWD.

    To także dowcipkujący sobie bohater Szarych Szeregów, Jan Rodowicz ''Anoda'', któremu ubeckie - pardon moi - skurwysyny skakały po klatce piersiowej, a potem wyrzuciły przez okno z czwartego piętra.

    To także nieco nieśmiały Antoni Heda ''Szary'', który w najsłynniejszej akcji rozbił więzienie w Kielcach i uwolnił 700 ludzi.

    To dwóch nieomalże braci - Hieronim Dekutowski ''Zapora'' i Zdzisław Broński ''Uskok'', którzy do samego końca wierzyli w wolną Polskę, oddając ducha ''Cichociemnych'' - ''Wywalcz Jej wolność, lub zgiń!''. Niemal też jak bracia zginęli - ''Uskok'' przeżył ''Zaporę'' o zaledwie pół roku...

    To także słynny ''Zuch'', bieszczadzki postrach komuny i UPA, Antoni Żubryd, którego podstępnie wraz z ciężarną żoną zamordował komunistyczny zbir. Zbir, który w komforcie dożył swoich dni jako szanowany reżyser...

    To też dawny pilot z eleganckim wąsikiem, obrońca Warszawy, Henryk Flame, który się ujawnił, za co milicyjny bandzior poczęstował go kulką w plecy z karabinu. Jego oddział wysadzono w powietrze, a innych wymordowano strzałem w tył głowy...

    To także zmarły dwa lata temu podlaski łowca czekistów, bohater walki z trzema okupantami, którego ''banda'' wzbudzała przerażenie wśród milicjantów, Zygmunt Błażejewicz.

    To także ten, którego pozbawiono głowy po śmierci, ten, który ukrywał się jeszcze 18 lat po wojnie. ''Przystojny, figurę miał, głos łagodny. No... w moim guście był. Taki z brzuszkiem'', wspominała roniąc łzy jego ukochana, Danuta Mazur. Tak. Józef Franczak ps. ''Laluś''.

    To dziesiątki, setki innych życiorysów. Znanych i mniej znanych. Żołnierzy ''ludowego'' WP, którzy uciekli do lasu, jak Henryk Chabiera, odznaczony medalem ''Zasłużony na Polu Chwały'' za walki o Wrocław, dawnych ''Hubalczyków'', jak słynny Maciej Kalenkiewicz ''Kotwicz'' grasujący na Kresach, powstańców warszawskich, jak chociażby nadal żyjący generał Jan Podhorski, byłych żołnierzy PSZ, jak przyjaciel Witolda Pileckiego, Ryszard Jamontt-Krzywicki, nawet weteranów Wielkiej Wojny i 1920 roku jak Zygmunt Broniewski.

    Życiorysów kresowych straceńców i tych, co walczyli w kraju. Zwykłych chłopców ze wsi i zawodowych żołnierzy, robotników i intelektualistów. Prawicowych i lewicowych.

    Życiorysów pełnych wspaniałych kart, ale - również tych ciemnych. Jak w każdej formacji zbrojnej, tu też bywały zbrodnie. Ale były one pojedyncze i stanowiły PROMIL całości. Po drugiej stronie zbrodnie były na porządku dziennym. Tysiące ludzi w więzieniach, katowanych, bitych, maltretowanych. Z wyrwanymi paznokciami, z wybitymi zębami, przypalanych papierosami, tłuczonych do nieprzytomności metalowymi pałami. Winny, czy niewinny - na śmierć. Jakoś nikt nie wypomina, że ''utrwalacze władzy ludowej'' siali terror, krzywdę i śmierć, karabinem, pięścią i szantażem dusząc tych, którzy chcieli wolnej Polski.

    Ale przecież - to byli tylko ''żołnierze zapomniani'', co to ''najkrótszą drogą wracali''...

    Gdy ''zapomniani żołnierze'' z ''ludowego'' Wojska Polskiego chodzili na uroczystości, byli obsypywani przywilejami i odznaczeniami, oglądali filmy o samych sobie, ''reakcyjni bandyci'' siedzieli w wilgotnych celach, nieludzko katowani. Zamordowanych wywożono i wyrzucano ich ciała jak śmieci, po nocy, do masowych grobów. Do dzisiaj identyfikuje się ich na Łączce, by móc ich godnie pochować.

    Nawet gdyby kapitan Rajs, zawodowy żołnierz, bohater wojenny odznaczony Virtuti Militari i Krzyżem Walecznych, miał być, jak chcą ci, którzy oceniają historię zerojedynkowo, ''bandytą'' (bo wybaczcie, ale ''bandyta'' to określenie wprost z komunistycznej nomenklatury, a dla mnie człowiek, który walczył siedem długich lat i wielokrotnie okazywał swoją odwagę, nie może być nazwany po prostu ''bandytą'', jak jakiś pierwszy z brzegu zbój rabujący staruszki), to jego zbrodnie - które jakkolwiek się wydarzyły - są pojedynczymi przypadkami w cieniu ogromu zła wyrządzonego przez Sowietów i ich polskojęzycznych pachołków.

    Nie można zapominać, kto ten terror rozpętał, kto rozpoczął kampanię nienawiści, kto zaczął więzić i zabijać. Wyklęci nie poszli do lasu, bo mieli taki kaprys, tylko dlatego, że ''władza ludowa'' ich ścigała, więziła i mordowała.

    To nie Wyklęci zamykali milicjantów w barakach zasłanego jeszcze ciepłymi popiołami ludzkimi Majdanka. To nie Wyklęci trzymali ubeków w kazamatach lubelskiego zamku, gdy dogorywało jeszcze powstanie w Warszawie. To nie Wyklęci czerwonoarmistów pod lufami wywieźli na Sybir z Wileńszczyzny, gdy losy wojny ważyły się w Normandii i na Białorusi.

    Tak, jak w ogólnej ocenie II WŚ nikt nie próbuje przeciwstawiać niemieckiego zła pojedynczymi zbrodniami Brytyjczyków, czy Kanadyjczyków, tak i tu nie wolno zapomnieć, że sprawcami olbrzymiej tragedii byli Sowieci i ich poplecznicy.
    Tak - także tego, że popchnęli żołnierzy Wojska Polskiego do bratobójczej walki, popędzając ich w las, do walki z ''reakcyjnymi bandytami''.

    „A może już nikt o nas nie wspomni i nawet nie będzie pamiętać, że walczyliśmy o wolność Ojczyzny, może określenie nas bandytami, wpajane społeczeństwu, pozostanie już na zawsze”, miał rzec wspomniany ''Zapora''.

    Rzadko patrzę tak przychylnie na popkulturowy patriotyzm, jak na ten nasz - polski, poświęcony tym, którzy stanęli na szańcach straceńczej walki. Jak na tych, którzy są dumni z bohaterów antykomunistycznego powstania. Powstania oddolnego, spontanicznego, będącego wyrazem sprzeciwu polskich patriotów przeciw czerwonej opresji. I nie dają posłuchu powtarzanej komunistycznej retoryce o ''bandytach''.

    To tylko dowodzi tego, że, na szczęście, ''Zapora'' się mylił.

    Niektórych z tych ''sanacyjnych faszystów'' osobiście poznałem i jestem z tego dumny. Ludzi, u których rzadko brakuje baretki Virtuti i Krzyża Walecznych, do dzisiaj zaskakujących błyskiem w oku i doskonałą pamięcią. Jak wspominany niedawno generał Tadeusz Bieńkowicz ps. ''Rączy'', jak zmarły parę lat temu ppłk Czesław Naleziński ps. ''Arsen'', jak adiutant ''Ognia'', Zbigniew Paliwoda ps. ''Jur'', jak porucznik Wacław Szacoń ''Czarny'', przyjaciel Józefa Franczaka. Prawdziwy przyjaciel, który całe życie bronił dobrego imienia ostatniego Wyklętego.

    Dziś już część od lat nie żyje, ale zostają zdjęcia, nagrania, wpisy i pamięć ludzka.

    Z dumą wspomnijcie ich imiona.

    Koloryzacja: Mikołaj Kaczmarek - Kolor Historii.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Maureen Dunlop z Air Transport Auxiliary obok bombowca Fairey Barracuda, 16 listopada 1944 roku.

    W ATA, przerzucającej samoloty z fabryk do jednostek, służyło łącznie 168 kobiet. Podczas służby 15 z nich zginęło.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika Mleko_O

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.