Ja tu już nie tylko po śmieszne obrazki

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Brytyjscy jeńcy z 1. DPD eskortowani przez Niemców z 208. brygady dział szturmowych, Gelderland, 20 września 1944 r.

    ''Przerwijcie ogień. Na godzinę, na dwie. By ewakuować rannych. Potem znów będziecie mogli nas zabijać.''

    Hexenkessel był coraz bardziej wyczerpany. Przede wszystkim, w Oosterbeek ponad 2 tysiące ludzi było rannych w dziewięciu szpitalach polowych, tym brygadierzy Lathbury i Hackett. Jak wspomniałem poprzednio, lekarze dwoili się i troili, by ulżyć rannym - zarówno Brytyjczykom, jak i Niemcom i Holendrom. Brakowało już opatrunków, więc darto prześcieradła. Nie było nawet wody - czerpano ją nawet z kaloryferów. Przyczółek był tak mały, że Niemcy - nawet nie chcąc - ostrzeliwali też przypadkowo punkty opatrunkowe. W jednym wypadku niemiecki czołg ostrzelał dom ze szpitalem polowym. Jeden ze wściekłych sanitariuszy zabrał flagę Czerwonego Krzyża, pognał przez ulicę i dobitnie to wyjaśnił Niemcom. Pięściami.

    Sytuacja była tak zła, że pułkownik Graeme Warrack, lekarz 1. DPD uznał, że nie ma innej opcji, tylko ewakuacja przynajmniej części rannych. Należało się porozumieć z Niemcami. Dziwnym zbiegiem okoliczności do tego samego wniosku doszedł lekarz 9. DPanc. SS, kapitan Egon Skalka. Odwiedził on brytyjskie pozycje, chcąc zaproponować to samo. Natknął się na płk Warracka, który zgodził się pojechać do sztabu niemieckiego ustalić kwestię ewakuacji. Dziwne było to spotkanie. Elegancki, ogolony Skalka w czystym mundurze stał naprzeciw brudnego, zarośniętego i potwornie zmęczonego Warracka. Pułkownik zabrał ze sobą jako tłumacza komandora Arnoldusa Woltersa, który pierwotnie miał być gubernatorem Arnhem po zdobyciu. Wolters, jako Holender, w obawie przed represjami występował jako ''Johnson''. Jechali zdobycznym jeepem, prowadzonym przez Skalkę przez płonące, pokryte pyłem, gruzami i spowite dymem Arnhem, gdzie leżały dziesiątki ciał...

    W kwaterze pułkownika Harzera Brytyjczyków poczęstowano koniakiem i kanapkami, gdy dowódca ''Hohenstaufen'' wzywał generała Bittricha. Dowódca II. KPanc. SS gdy wszedł spojrzał przeciągle na Brytyjczyków powiedział tylko: ''Żałuję, że nasze kraje prowadzą ze sobą wojnę''. Od razu zgodził się na ewakuację, a na odchodne wręczył Warrackowi butelkę koniaku.

    O 3 po południu 24 września nad Arnhem zaległa nienaturalna cisza. Żołnierzy obu stron przestrzeżono przed strzelaniem. Jedynie Polacy nie chcieli się podporządkować. „Mieli wiele starych porachunków do wyrównania i nie widzieli żadnej racji, by nie strzelać”, wspominał gen. Urquhart. Ewakuowano ponad 450 rannych. „Nigdy nie widziałem takich warunków jak w Oosterbeek. Nie było tu nic poza śmiercią i ruinami”, wspominał kapitan Skalka.

    Gdy ewakuacja zakończyła się, Warrack podziękował lekarzowi SS. Tak to, gdy wydawałoby się, że wojna nie ma już w sobie żadnych zasad, rycerskie postępowanie okazali ci, po których najmniej tego się spodziewano. Kapitan Skalka zmarł w 2005 roku. Do dzisiaj istnieje w Austrii klinika nosząca jego imię.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    •  

      @Jan_K: Dzięki! O ten wpis chodziło. Wołam @WujaTHC

    •  

      „Polscy spadochroniarze odegrali w Holandii dużo większą rolę, niż przewidywał to plan i niż wskazywała to ich liczba. (…) Działali zaskakująco sprawnie, skutecznie wspierając wykrwawionych Brytyjczyków i ratując ich resztki przed zniszczeniem. Lądowanie 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej bez wątpienia uratowało 1 Dywizję Powietrznodesantową przed zupełnym zniszczeniem, zmniejszając rozmiar klęski” – pisał o żołnierzach Sosabowskiego Wojciech Markert w publikacji „1 Samodzielna Brygada Spadochronowa w bitwie pod Arnhem” wydanej przez Departament Wychowania i Promocji Obronności MON.

      25 września alianckie dowództwo wydało rozkaz wycofania się spod Arnhem, do którego nie doszły na czas jednostki pancerne brytyjskiego XXX Korpusu.

      Straty aliantów podczas operacji „Market-Garden” były niezmiernie wysokie, większe od tych, które ponieśli podczas D-Day. Ponad 14 tys. żołnierzy zostało zabitych, rannych lub dostało się do niewoli. Straty polskiej 1 SBS wyniosły 418 żołnierzy, czyli 23 proc. stanu.

      Po bitwie pod Arnhem marszałek Montgomery rzucił haniebne oskarżenie, że Polacy bili się źle, więc nie chce mieć ich dłużej pod swoim dowództwem. Generał Browning zarzucił Sosabowskiemu niechęć do współpracy podczas walk i stawianie nadmiernych wymagań.

      Brytyjczykom chodziło nie tyle o zrzucenie na polskiego generała choć części winy za niepowodzenie operacji, ile o to, by pozbyć się dowódcy, który miał swoje zdanie. Nie jest to cecha zwykle dobrze widziana u podwładnych w wojsku. Sosabowski odmówił wysłania w lipcu 1944 roku swojej brygady do walki, gdyż nie była jeszcze dostatecznie wyszkolona. Wskazywał na błędy w planowaniu operacji „Comet”, a także w dowodzeniu podczas operacji „Market-Garden”, dawał wyraz zdumieniu brakiem środków przeprawowych. Tego wszystkiego Brytyjczycy nie mogli znieść.

      Pod ich naciskiem na początku grudnia 1944 roku generał Stanisław Sosabowski został pozbawiony dowództwa brygady, której walki były jednym z jaśniejszych momentów operacji „Market-Garden”.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (27)

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Dzisiaj krótko, bo jestem chory i nie mam siły czegoś pisać.

    „Jeśli nie doznaliśmy klęski już w roku 1939, należy to przypisać jedynie faktowi, że podczas kampanii polskiej ok. 110 dywizji francuskich i brytyjskich pozostało kompletnie biernych wobec 23 dywizji niemieckich” - generał Alfred Jodl w Norymberdze, październik 1945 roku.

    Poniżej mapka z rozmieszczeniem sił francuskich, 24 września 1939 roku. Każdy sam sobie może policzyć. Wychodzi te rzekome ''110 dywizji''? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Mirki z # mikromodlitwa tacy mili, się za mnie modlą, więc proszę #szatanomodlitwa o odwzajemnienie i prośmy Szatana by zerknął w duszę tych osób.
    #bekazkatoli

    •  

      @lakukaracza_: Wstawiam jako przestrogę, z modlitwą nie ma żartów

      Mam problem. Dwa tygodnie temu mój dziadek czekał na skomplikowaną operację. Był bardzo osłabiony i lekarze dawali niewielkie szanse na to, że operacja się powiedzie. Wszedłem na kilka grup i forów katolickich i opisałem swoją sytuację. Odzew był ogromny - masa ludzi odpowiedziała, że będzie się modlić o jego powrót do zdrowia, wzmocnienie i siłę. Sporo ludzi dodało, że zamówią intencje mszalne w swoich kościołach.

      Pan Bóg wysłuchał modlitw i uratował mojego dziadka - operacja się udała. Wróciliśmy do domu wiedząc, że będziemy musieli się nim opiekować przez jakis czas. Okazało się to jednak zbędne - dziadek w szybkim tempie przybierał kilogramów i wracał do sił.

      Problem zaczął się tydzień temu. Choć przez całe życie dziadek był niższy ode mnie, teraz zauważyłem, że jesteśmy równego wzrostu. Gdy zacząłem się mu przyglądać dotarło też do mnie, że jego biceps robi się coraz większy. On z kolei podszedł do lodówki, która zacinała się przy otwieraniu. Zdenerwowany wyrwał drzwiczki i rzucił je wgłąb domu. Gdy przerażony spytałem co robi po prostu pchnął mnie na ścianę. Przez dwa dni udawałem, że nie wiem co się stało z drzwiczkami i o tym myślałem, w końcu opowiedziałem o tym rodzicom. Razem z ojcem i bratem poszliśmy do dziadka wyjaśnić tę sprawę. Wpadł w furię - rzucił się na nas i wszystkich nas pobił.

      Sprawdziłem w internecie i okazało się, że ludzie nadal się za niego modlą, bo został wpisany na jakieś listy intencyjne. Prosiłem, by przestali, bo sprawy wymknęły się spod kontroli, ale uznali mnie za trolla i posuwali moje posty. Do tego póki co nie wszystkie msze w jego intencji się odbyły - część dopiero będzie miała miejsce. Co robić? Gdy ostatnio widziałem go przez okno, dziadek miał już ponad 2 metry wzrostu. Ma 97 lat i terroryzuje cała naszą rodzinę, pomóżcie
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (15)

  •  

    Elo Mirko ja już po operacji, okazało się że pojawił mi się w cycach jakiś jebany Kiszczak

    Wałęsa ty gnoju jak mogłeś z nim spiskować

    #medycyna

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Brytyjski spadochroniarz w ruinach słynnego Hotelu Hartenstein, 23 września 1944 r. Hotel, pierwotnie zajęty wraz z pobliskim ''Tafelberg'' jako kwatera Grupy Armii ''B'' marszałka Modela od 17 września 1944 r. był kwaterą główną 1. DPD i gen. Urquharta. Co ciekawe, pierwszą osobą po opuszczeniu Niemców, która odwiedziła ten budynek, był jego właściciel, oburzony stanem pomieszczeń. Był wściekły na Niemców, ale niedługo później przyłapał kilku brytyjskich spadochroniarzy widocznie rozbawionych. Być może miało w tym udział blisko dziesięć pustych butelek po sherry, ''zarekwirowanych'' z piwnicy hotelu. Właściciel widząc to nieomal dostał palpitacji. :v Budynek stoi po dzisiaj i mieści się w nim świetne muzeum.

    Sytuacja w Oosterbeek była raczej już niewesoła. Miejsce to zyskało miano Hexenkessel - kotła czarownic. Przybywało w zastraszającym tempie rannych - w hotelu ''Tafelberg'' brytyjscy lekarze w pocie czoła operowali w blasku świec na... stołach bilardowych. Nie było nawet wody, by się choć trochę przemyć. Kapelan Pare niósł pociechę i śpiewał wraz z okaleczonymi spadochroniarzami. Wśród huku dział, serii broni maszynowej, eksplozji granatów i klekotu gąsienic niosły się psalmy. Przypomina mi się w tym momencie cichy, spokojny i jakże piękny cmentarz w Oosterbeek, pełen białych, marmurowych nagrobków młodych ludzi poległych tam w 1944 roku. 17-, 19-, 22-latków... być może oni też wtedy śpiewali...

    Nad miasteczkiem unosiły się kłęby gryzącego w oczy dymu płonących domów, a wszystko przykrywała gruba warstwa popiołu. W powietrzu amerykańskie i brytyjskie myśliwce atakowały Niemców i toczyły pojedynki z samolotami Luftwaffe. Próbowano zaopatrywać okrążonych spadochroniarzy, ale ich pozycje były tak niewielkie już, że wiele ton zaopatrzenia trafiało w ręce Niemców.

    Nadzieja, jej jedyny promyk był bardzo niedaleko. Po drugiej stronie Renu była już 43. Dywizja Piechoty Wessex. W nocy z 22 na 23 września Polacy mieli się przeprawić przez Ren i udzielić wsparcia. Jednak - nic z tego nie wyszło. Polacy otrzymali pierwotnie... zaledwie cztery dinghy - gumowe łodzie. Dwie dwuosobowe i dwie jednoosobowe zamocowane do lin. Na raz mogły przeprawić raptem sześciu ludzi. Zmudna próba przeprawy zaczęła się o 2 w nocy, gdy nagle rozbłysł gdzieś wystrzał i nocne niebo zajaśniało. Wszystkie łódki zostały zatopione. Później dostarczono jeszcze 16 składanych łodzi - tych samych, w których 504. pułk forsował Waal 20 września. Brakowało innych środków przeprawowych - zaledwie dwie amfibie krążyły w te i z powrotem przez Ren, dostarczając zaopatrzenie. Odważna próba przebicia się Polaków została upamiętniona w filmie ''O jeden most za daleko'' - pod huraganowym ogniem niemieckiej artylerii i karabinów maszynowych zdołano przeprawić zaledwie 153 żołnierzy brygady generała Sosabowskiego. Tej samej brygady, którą tworzono z myślą o wsparciu umierającego właśnie Powstania w Warszawie - a której nie było dane go wesprzeć...

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    ''Szumi, hej, szumi las,
    gdzieżeś rzuciła nas?
    Dolo, dolo nasza,
    hej, dolo tułacza,
    gdzieżeś rzuciła nas?''

    Jak byłem w końcu lipca na rekonstrukcji historycznej, to szliśmy polną drogą z kolegą i rzucił do mnie, żebym coś zanucił, bo znam dużo piosenek. Popatrzyłem na drzewa i zaintonowałem ''Okę'', w mojej ocenie bardzo ujmującą pieśń Kościuszkowców. Jakoś ten las przypomniał...

    Dzisiaj (12.10 - Mleko) obchodzimy 75. rocznicę bitwy pod Połzuchami i Trygubową, znaną szerzej jako bitwa pod Lenino. Dzisiaj będzie dłuuugo. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Na moment odrywamy się od epilogu Market-Garden.

    Bitwy tragicznej, ale symptomatycznej dla Wojska Polskiego na Wschodzie. Raz po raz szafowano tam krwią polskich żołnierzy. Okoliczności powstania i sformowania 1. Dywizji znają wszyscy. Dywizja miała stany radzieckich dywizji gwardyjskich z planowanym dodatkowym wzmocnieniem (dołączony pułk pancerny i eskadra lotnicza). Jednostka gotowość bojową miała osiągnąć 15-17 września, ale data ta zbiegała się z rocznicą agresji ZSRR na Polskę. Na wniosek Wandy Wasilewskiej wymarsz przyspieszono na 1 września - był to jeden z wielu aspektów propagandowych, o które silnie dbano w jednostce.

    Polską dywizję dołączono do sowieckiej 10. Armii gen. Gordowa w rejonie Orszy. Polska dywizja miała atakować w centrum, po bokach mając dwie sowieckie jednostki: 42. i 290. DS. Pierwsza miała atakować Sukino, druga Lenino. Obie jednostki były dużo słabsze od polskiej (1. DP liczyła blisko 13 tys. ludzi, sowieckie - po 4 tys.). Kulało rozpoznanie - nie zbadano koryta biegnącej przed pozycjami błotnistej rzeczki Mierei, a dowodzący dywizją gen. Berling nie znał planów operacji i jej celu. Co gorsza, niemieckie pozycje były oparte o dwa ufortyfikowane wzgórza i trzy wsie, które można było zamienić w punkty oporu. Nie wiedziano też, że przeciwnikami Polaków ma być mocno wzmocniona 337. DP, licząca 18 tys. ludzi.

    Polacy atakować mieli w trzech rzutach dwoma pułkami, wcześniej miał nastąpić 100-minutowy ostrzał artyleryjski. Tuż przed bitwą do niemieckich linii zdezerterowało kilkudziesięciu polskich żołnierzy (ich liczba miała wzrosnąć do kilkuset w trakcie bitwy). Powiadomili Niemców o planach ataku. Niemcy dobrze wiedzieli, że przed nimi stoi polska dywizja, przez megafony po polsku zachęcali do rozprawienia się z politrukami, odegrali też polski hymn. Sowieci rozkazali podjąć rozpoznanie bojem 1. batalionem przed operacją, co wywołało protesty polskich oficerów. Rozkaz wydano dwie godziny przed atakiem. Dowodzący batalionem major Lachowicz osiwiał w ciągu jednej nocy (poległ tego samego dnia).

    Bitwa zaczęła się 12 października 1943 r. o 5:55 atakiem batalionu majora Lachowicza, a o 10:30 - pozostałych sił. Polacy ruszyli do ataku po niespodziewanie skróconym ostrzale. Zdecydowane, wyrównane natarcie wzbudzało podziw radzieckich żołnierzy. Niestety - tylko podziw. Obie sowieckie dywizje zaległy daleko za polską, odsłaniając jej skrzydła. W błotnistej Mierzei ugrzęzły czołgi 1. pułku. Niemcy zaś sprawnie wycofali się z pierwszych linii obrony na przygotowane pozycje. Co gorsza, zaczęli kontratakować, a do akcji włączyła się Luftwaffe, a Polacy dostali się pod przypadkowy ogień własnej artylerii. Dowódca 1. pułku, ppłk Derks zwyczajnie porzucił swoje oddziały. Pułk w kilka godzin stracił 3/4 stanu. Ciężkie walki trwały i następnego dnia, a wsie Połzuchy i Trygubowa przechodziły z rąk do rąk. Nawet przerzucone wieczorem czołgi nie pomogły zbyt wiele - zażarta bitwa zakończyła się impasem.

    Bitwa nie przyniosła absolutnie nic. Berling pokłócił się z Gordowem i poharataną w boju o jakieś dwie nic nie warte wiochy polską dywizję wycofano z frontu. Polacy stracili 527 poległych, 663 zaginęło (spora część z nich dostała się do niewoli, albo zdezerterowała), rannych było 1772. Niemieckie straty pozostały nieznane, ale w propagandzie PRL mocno je zawyżono do 1800 ludzi. Tragedia była efektem słabego rozpoznania, wsparcia i łączności. Dla mnie jej symbolami jest dwóch oficerów o tych samych nazwiskach. Obaj byli weteranami walk we wrześniu 1939 r.

    Kapitan Władysław Wysocki, wykazał się wielką odwagą podczas obrony szkoły w Trygubowej, został śmiertelnie ranny. Pośmiertnie otrzymał Virtuti Militari oraz - jako jeden z trzech Polaków - tytuł Bohatera Związku Radzieckiego.

    Porucznik Adolf Wysocki, podczas walk dostał się do niewoli niemieckiej. W niewoli poszedł na współpracę z Niemcami i opowiadał w radio o sowieckim ''raju''. Co ciekawe, uznano go za poległego i otrzymał on Virtuti Militari, a po wojnie domagał się wydania mu tego odznaczenia.

    Tak różne losy charakteryzują dobrze sytuację tych, którzy ''najkrótszą drogą do Polski wracali'', wyrywając się z nieludzkiej ziemi. Ofiar bezmyślnego, zbrodniczego szafowania życiem przez własnych dowódców, sowieckich kolaborantów, na polach bitew od Lenino po Budziszyn.

    14 listopada 1943 r. Naczelny Wódz Kazimierz Sosnkowski przesłał na falach radio pozdrowienie: „Nie żywimy uczuć wrogich do Polaków, którzy jako prości żołnierze walczą dzisiaj pod obcym sztandarem. Ślemy tym żołnierzom słowa zrozumienia i zapewnienie, że ani na chwilę nie wątpimy w ich polskiego ducha”

    Myślę, że nie wymaga to komentarza.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Jedno z bardziej znanych zdjęć II WŚ. Brytyjscy spadochroniarze ze 156. Batalionu 4. Brygady Spadochronowej, 1. Dywizji Pow.-Des. przemierzają zniszczony dom w Oosterbeek podczas operacji Market-Garden, 23 września 1944 roku.

    4. Brygada brygadiera Shana Hacketta po wylądowaniu została podzielona, ku niezadowoleniu jej dowódcy - 11. batalion wydzielono do wsparcia ataku na most bez poinformowania Hacketta. Pisałem już, że atak ten zakończył się klęską. Hackett w ogóle był traktowany bardzo nie fair przez Urquharta, a już szczególną potwarzą było przekazanie dowództwa ślamazarnemu Hicksowi. Elementy 4. Brygady osłaniały rejon lądowiska Wolfheze, a 7. batalion KOSB z 1. Brygady Szybowcowej - strefę zrzutu w rejonie farmy Johannahoeve, gdzie toczyły zacięte walki z nacierającymi żołnierzami Kampfgruppe ''von Tettau''.

    Kiedy Urquhart łaskawie raczył powrócić do swoich wojsk po 39 godzinach nieobecności było już bardzo źle. Generał wysłał z zadaniem połączenia linii obronnych ppłk Hilarego Barlowa, zastępcę Hicksa, jednak po wyruszeniu... podpułkownik po prostu zniknął. Poległ gdzieś w Arnhem, a jego ciała nigdy nie odnaleziono. Było to tym bardziej problematyczne, że Barlow miał też nawiązać kontakt z holenderskim ruchem oporu.

    Brytyjczycy cofali się pod naporem niemieckich ataków. Przyczółek kurczył się z godziny na godzinę. W rejonie Wolfheze 150 ludzi ze 156. batalionu, dowodzonych osobiście przez Hacketta, zostało przygwożdżonych do ziemi 400 metrów od Oosterbeek, na zachód od Arnhem. Po całodziennej walce zdziesiątkowany batalion przebił się do miasteczka. Jednostki były już mocno przemieszane i przetrzebione. 21 września przeorganizowano obronę Oosterbeek na dwie grupy - zachodnią i wschodnią, otaczające koliście Oosterbeek, gdzie centrum obrony stanowił sztab w Hotelu Hartenstein. Cały przyczółek miał niecałe 5 km i broniło go 3600 ludzi. Mimo najlepszych wysiłków i odwagi niemieckich żołnierzy - linia frontu nie zmieniła się przez najbliższe pięć dni. Walki były bardzo zażarte - walczono o każdy dom i każde piętro. Kiedy Niemcom udało się zdobyć jakieś pozycje, natychmiast następował śmiały brytyjski kontratak. Co najlepsze - Brytyjczykom wreszcie udało się nawiązać łączność z XXX. Korpusem gen. Horrocksa. 64. pułk artylerii nakrył Niemców huraganowym i bardzo celnym ogniem, co przywitała radość spadochroniarzy. Za to wsparcie generał Urquhart wystosował później wniosek, by żołnierze pułku mogli nosić fioletowo-błękitną naszywkę Pegaza na ramieniu.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Uroczystość wręczenia sztandaru polskiej 1. Samodzielnej Brygadzie Spadochronowej, Cupar, 15 czerwca 1944 roku. Sztandar wykonano w okupowanej Warszawie, był on darem dla Brygady.

    1. SBS była jedną z dwóch polskich jednostek powietrzno-desantowych podczas II WŚ (drugą był 1. Polski Samodzielny Batalion Specjalny z WP na Wschodzie). W założeniach, jednostka miała wziąć udział w walkach w Polsce, jednak przez stanowisko Brytyjczyków, m.in. gen. Browninga i marsz. Montgomery'ego, podporządkowano ją 1. Armii Spadochronowej 6 czerwca. Niewiele zabrakło, by wzięła udział w D-Day. jej jedyną operacją była Market-Garden.

    Warto wspomnieć, że przed 1940 rokiem Brytyjczycy nie mieli ani jednego przeszkolonego spadochroniarza, a wszystkich brytyjskich instruktorów szkolili... Polacy, wśród których sport ten był dość popularny przed wojną

    Czuję się trochę lepiej, więc trzeba przyspieszyć i skończyć wreszcie Market-Garden, bo sporo rzeczy przed nami do końca października.

    1. SBS docelowo miała lądować po południowej stronie mostu, ale ze względu na to, że Brytyjczykom nie udało się go zająć, Polacy mieli lądować po drugiej stronie Renu, w rejonie Driel. Start Brygady przekładano trzykrotnie. W momencie, kiedy startowała, operacja stawała się już impasem, w którym wynik był niepewny. Generała Sosabowskiego bardzo to irytowało, zwłaszcza, że 20 września odwołano start, kiedy wszyscy byli już w samolotach. „Chciałem już wreszcie lecieć. Sterczenie na lotnisku nie było, moim zdaniem, najlepszą metodą zabijania Niemców”, wspominał kapral Władysław Korob. 21 września 1944 r. nie było wcale lepiej - ze 114 samolotów 41 zawrócono, bo dowództwo 9. Grupy Transportowej uznało, że to zbyt niebezpieczne. Co gorsza, nikt nie potrafił udzielić jakiejś sensownej informacji o stanie 1. Dywizji w Arnhem.

    Polacy wylądowali o 17:00 21 września i z miejsca dostali się pod ostrzał. Samoloty płonęły, Niemcy strzelali do spadochroniarzy w powietrzu, strefę zrzutu okrył dym i eksplozje pocisków moździerzowych. Jednak nie zrobiło to na Polakach większego wrażenia, mimo obecności niemieckich myśliwców i silnego Flaku. Generał Sosabowski wydając rozkazy pod ostrzałem gryzł sobie jabłko, bo tak. Młodziutka Cora Baltussen pobiegła przywitać, jak myślała, Brytyjczyków. Jednak ci nie odpowiadali po angielsku, tylko szwargotali coś w nieznanym jej języku. Od razu ich interesowało, gdzie są Niemcy, gdzie jest prom, gdzie są Brytyjczycy. Usłyszawszy odpowiedź, poszli w kierunku rzeki. Po jej drugiej stronie niemogący się połączyć z Sosabowskim, polski oficer łącznikowy w 1. Dywizji, kapitan Zwolański zdecydował się przepłynąć Ren wpław, prosząc, by Polacy przeprawili się do okrążonego Arnhem. Sześć mil dalej, prowadzący czołówkę Irish Guards, kapitan Ronald Langton z bezsilnej wściekłości łomotał pięściami w pancerz swojego czołgu, widząc, jak Niemcy wprost masakrują spadochroniarzy jeszcze w powietrzu. ''Gdzie są nasze samoloty'', mamrotał do siebie, patrząc jak ''Dakoty'' płoną...

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Spotkanie dwóch armii wiosną 1945 r. Dzisiaj znowu krótko, bo nadal jestem chory. Usunąłem post, bo to zdjęcie - chociaż nie w kolorze - jest dużo lepsze od poprzedniego. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Ostatnio odbyło się kilka dyskusji, w tym na fp jednego z polskich historyków nt. hipotetycznej wojny USA-ZSRR w 1945 r.

    Nieodmiennie zdumiewa mnie, jak blisko 30 lat po upadku ZSRR nadal są ludzie powtarzający sowiecką propagandę w myśl której Ił-2 najlepszy samolot, T-34 najlepszy czołg itp.

    Z Armii Czerwonej, która z najwyższym trudem walczyła na jednym froncie z de facto jednym przeciwnikiem (walczącym w dodatku na trzech frontach jednocześnie) i była wspierana przez kilka państw robi się siłę, która mogłaby bez trudu pokonać Amerykanów (a tych ocaliłaby tylko bomba atomowa)

    Oczywistym dla mnie jest to, że Sowieci w wojnie tej byliby przegrani. Na dzień dobry w powietrzu dominuje amerykańskie i brytyjskie lotnictwo (USAAF liczyła w tym czasie 100 tysięcy samolotów!!!), znacznie lepsze od sowieckich latadeł, operujące na takich pułapach, o jakich stalinowskie sokoły mogłyby tylko marzyć. Już nie wspominam o porównaniu P-51 Mustanga do Jaka, bo mam litość i godność z rozumem człowieczym. B-29 mogłyby sięgnąć do dowolnego miasta ZSRR w europejskiej części - od Murmańska i Leningradu, przez Moskwę, a kończąc na Kijowie i Stalingradzie. Zasypać Sowietów bombami i napalmem.

    Z flotą też jest słabo. Żałosna sowiecka flota nie dawała sobie rady z rachityczną Kriegsmarine, która przez cztery lata rozstawiała ją tak, jak chciała - a cóż dopiero mówić o potęgach morskich, jakimi były US Navy i Royal Navy.
    Zostają wojska lądowe i największy atut Sowietów. Ale i w artylerii, w organizacji jednostek (choćby osiem! samolotów obserwacyjnych na dywizję piechoty, Sowieci czegoś takiego nie mieli), pełna mechanizacja armii, Fire Direction Centers...

    To może czołgi? I tak, i nie. Tak, bo faktycznie ciężkie IS-2 mogłyby zrobić dużo namieszania w szeregach alianckich wojsk pancernych, i nie, bo Amerykanie mieli niezłą przeciwwagę w postaci Pershingów, a Brytyjczycy dysponowali dobrymi Cometami.

    To może piechota? Cóż, Amerykanie dobrze poradzili sobie z sowiecką taktyką podczas wojny w Korei, amerykańska siła ognia była miażdżąca. Już nie wspominam o uzbrojeniu, wyszkoleniu, zaopatrzeniu - bo w tym Amerykanie bili Sowietów na głowę.
    Kwestie logistyczne - Sowietów na taką wojnę nie było stać. Nie byli w stanie zapewnić dłuższych dostaw, ani zorganizować rozwiniętych linii transportowych, brakowało im własnego wyposażenia, więc musieli brać z Lend-Lease ile się dało. W dodatku ich linie przechodziłyby przez teren pełny antykomunistycznych partyzantów. Dochodziła jeszcze kwestia potencjału ludzkiego - Sowietom zaczęli się w 1944 roku zwyczajnie... kończyć ludzie, musieli pod broń powoływać coraz młodsze i starsze roczniki, RKKA zasilono też milionem więźniów z GUŁagu, podczas gdy Amerykanie nie zmobilizowali nawet 1/4 swoich poborowych.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #trojmiasto #gdynia #magdagessler #kuchennerewolucje

    Ktos był w restauracji Magdy Gessler Santo Porto w Gdyni? Te ceny ryb na wagę(jedyna danie przy których nie ma cen w menu) są akceptowalne czy mam się przygotować ze za dwie osoby wydam tam 200 zl?

    link do menu

    +: bartlej
  •  

    Witam.

    Czy jest tu ktoś kto grał w bete Battlefielda V i mógłby coś powiedzieć o grze? Przymierzam się do zakupu gry na Xbox One i waham się między podstawą,a wersją Deluxe (różnica 120zł).

    #battlefieldv #ea #dice #bfv

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Saperzy z 1. Brygady Spadochronowej, szeregowcy J. Dinnie i C. Drier oraz kapral R. Robb, wzięci do niewoli przez Niemców po południu 20 września 1944 roku. Arnhem, okolice mostu. Jeden z nich ma na sobie niemiecki płaszcz. Siadajcie i bierzcie kawę, bo będzie długo. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Sytuacja na moście była coraz gorsza. Pułkownik Frost utrzymywał początkowo 18 budynków na północnym skraju mostu. Niemiecki ostrzał był precyzyjny. ''Strzelać w dachy, a potem w dół, metr po metrze, piętro po piętrze, dopóki każdy dom nie runie” - mówił artylerzystom dowódca 10. DPanc. SS, gen Heinz Harmel. Niemcy metodycznie, jakby kosili zboże, równali z ziemią każdy budynek. Domy waliły się jakby były z kart. Każdy był zrujnowany, Brytyjczycy odnosili kolejne rany i ginęli pod gruzami. ''Pył i rumowisko zasłoniły wszystko, tak że nie było już nic widać. Hałas był straszliwy, ale mimo to słychać było krzyki rannych'' - wspominał żołnierz SS, Horst Weber. Do ataków ruszała podobno nawet Luftwaffe, bombardując domy.

    Ale nawet wtedy nie opuszczał ich humor. Wielu zapamiętało dowódcę kompanii ''A'', majora Tatham-Wartera, który spacerował po ulicach, kręcąc młynka swoim sfatygowanym parasolem - podobno nosił nawet melonik. W innym budynku, kapelan Egan zagadnął sierż. Spratta. Spratt odpowiedział mu: – No więc, padre, rzucają w nas wszystkim z wyjątkiem pieca kuchennego.
    Tylko gdy wypowiedział te słowa, budynek zatrząsł się od trafienia, zarwał się sufit, a gdy opadł pył, obaj żołnierze zobaczyli przed sobą... piec kuchenny. Spratt pokręcił głową i powiedział: ''Wiedziałem, że dranie są blisko, ale nie sądziłem, że słyszą, co mówimy''.

    Do legendy przeszła niemiecka propozycja kapitulacji, kiedy jeden z esesmanów wyszedł z białą flagą na most i zaoferował kapitulację. ''Czerwone diabły'' z właściwą dla Brytyjczyków uprzejmością odpowiedziały: ''Przykro nam, ale nie możemy pomieścić tylu jeńców, więc odrzucamy Waszą kapitulację'', przy akompaniamencie śmiechu i gwizdów.

    Jednak sytuacja była niewesoła. Niemcy podchodzili do kolejnych ataków i byli kolejno odpierani. Działa i czołgi - w tym ponoć nawet Tygrysy - waliły ogniem na wprost, rujnując kolejne pozycje. Brakowało dramatycznie amunicji, środków opatrunkowych i wody. ''Stój spokojnie ty draniu, te kule drogo kosztują!'' - krzyczał jeden z żołnierzy do uciekającego Niemca. W szkole, będącej głównym punktem oporu, kapitan saperów, Eric Mackay żołnierzom kazał obwiązać buty (by nie ślizgali się na gruzie i szkle) i wydawał benzedrynę. Jednak z jego kompanii zostało tylko 13 zdolnych do walki ludzi. Niemcy podpalali budynki miotaczami ognia, a wokół unosił się smród płonącego mięsa - spadochroniarze próbowali gasić pożary własnymi bluzami. Po pokrytych kurzem, gruzem i szkłem schodach ściekała krew. Spadochroniarze byli potwornie zmęczeni - większość z nich nie spała od wieczora 17 września. Ale nawet wtedy potrafili odgryzać się Niemcom - saperzy Mackaya wielokrotnie odpierali szturmy Niemców na ich szkołę, strzelając z niewielkiej odległości. ''Nie mogliśmy nawet unieść się. Celowali w głowę i żołnierze koło mnie zaczęli padać, każdy z małą, czystą dziurą w czole” - wspominał podoficer SS, Alfred Ringsdorf.

    Jednak brytyjski opór zwyczajnie słabł. Brakowało ludzi - większość nie żyła, albo była ranna. Żywym brakowało amunicji. 20 września pułkownik Frost otrzymał informację od generała Urquharta, że posiłki nie dotrą do mostu. Niedługo później pułkownik został ranny i przekazał dowództwo majorowi Goughowi. Czołgi jednonogiego majora SS, Hansa Knausta zbliżały się - spadochroniarze próbowali przebijać się na własną rękę. Części się udało, ale większość wygarnęli Niemcy, wynosząc z piwnic. Saperzy kapitana Mackaya próbowali się przebijać pojedynczo, ale sam Mackay dostał się do niewoli, kiedy jeden z Niemców dziabnął go bagnetem (udawał wówczas martwego).

    Esesmani krążyli między rannymi, rozdając wymęczonym spadochroniarzom papierosy, czekoladę i koniak - zdobyte ze zrzutów. Pokazano to w, moim zdaniem najsmutniejszej, scenie filmu ''O jeden most za daleko'', gdy generał Bittrich wręcza czekoladę wymęczonemu Frostowi. Mieszane siły pułkownika broniły heroicznie się 70 godzin w całkowitym odcięciu, do popołudnia 20 września, czekając na cud, który nigdy nie nadszedł.

    Co ciekawe, to nie pierwszy raz, gdy Frost heroicznie stawiał czoła niemieckim wozom pancernym w okrążeniu. Blisko dwa lata wcześniej jego batalion walczył w Afryce w okolicach lotniska Pont Du Fahs, gdy został okrążony przez oddziały niemieckiej 10. DPanc. i włoskiej dywizji ''Superga''. Z 500 ludzi zaledwie 180 zdołało wówczas uciec do własnych linii..

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Brytyjscy spadochroniarze rozkładają płachty sygnalizacyjne dla własnych samolotów, żeby nakierować je na zrzutowiska. W tle widoczny Hotel Hartenstein, Oosterbeek, 21 września 1944 roku. Dzisiaj w Hartenstein znajduje się świetne muzeum, poświęcone ''Market-Garden''. Byłem, widziałem i serdecznie polecam każdemu - są świetne dioramy, poświęcone bitwie, duża interakcja, wiele przedmiotów ma swoją historię.

    Brak łączności był tragiczny dla odciętych spadochroniarzy. Brytyjczycy nie mogli porozumieć się nie tylko z samolotami, dostarczającymi zrzuty, ale nawet nakierować wsparcia z powietrza na niemieckie pozycje. 19 września RAF wykonał pierwszą główną operację zaopatrzeniową z udziałem 164 samolotów do Arnhem. Miały zrzucić 350 ton zaopatrzenia dla spadochroniarzy, którzy coraz bardziej odczuwali braki amunicji i środków medycznych. Cała operacja liczyła aż 655 samolotów i 431 szybowców.

    Jednak Niemcy już czekali. W rejon Arnhem z lotniska Deelen przerzucono pięć baterii przeciwlotniczych specjalnie w celu zaatakowania samolotów transportowych. W powietrzu czuwała setka myśliwców Bf-109 i FW-190, czekając na swój cel. W najlepszej sytuacji była 101. Dywizja, bo jej pozycje były najbliżej głównych linii alianckich. Im dalej - tym było gorzej. Niemcy wściekle atakowali strefy zrzutu, ''jako w niebie, tak i na ziemi'', zwłaszcza w okolicach Groesbeek, ruszając z terenu Reichswaldu. 82. DPD z wymaganych 265 ton odebrała tylko 40. Nie przybył oczekiwany 325. pułk piechoty szybowcowej, bo uziemiła go - podobnie jak polską 1. Brygadę - pogoda w Anglii.

    W Arnhem było jeszcze gorzej. Samolotów nie udało się skierować w rejon nowych lądowisk w rejonie Hotelu Hartenstein - kwatery gen. Urquharta (poprzednio była to kwatera części sztabu marszałka Modela). ''Mogliśmy zrobić tylko jedno – patrzeć w osłupieniu na nieuchronną zagładę naszych przyjaciół", wspominał ksiądz Pare, kapelan pułku pilotów szybowcowych.

    Piloci transportowi dzielnie trzymali się kursu, nie zważając na silny ogień Flaku. Symbolem tego dnia była płonąca Dakota, z której załoga niestrudzenie wyrzucała zasobnik za zasobnikiem. Samolot pilotował kapitan David Lord. Tuż po zrzucie rozbił się. Zginęła niemal cała załoga - poza nawigatorem. Ten, gdy wylądował, dowiedział się, że całe, pełne bohaterstwa poświęcenie jego załogi poszło na marne - cały zrzut trafił do Niemców. Kapitan Lord pośmiertnie otrzymał Victoria Cross.

    Niemcy bowiem zdołali od wieczora poprzedniego dnia przejąć kontrolę nad większością Strefy Zrzutu ''V'' i nieustanne ataki oddziałów gen. von Tettaua odniosły skutek. Brytyjczycy otrzymali zaledwie 28 ton, reszta - poszła do Niemców. Ze 164 samolotów 13 zostało zestrzelonych, a 97 rozbiło się przy lądowaniu. Jednak był ktoś zadowolony z tej sytuacji... „Była to najtańsza bitwa, jaką prowadziłem. Mieliśmy w bród żywności, papierosów i amunicji” - wspominał pułkownik SS, Walter Harzer, dowódca ''Hohenstaufen''.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Mieszkańcy holenderskiego Eindhoven - siedziby potęgi elektrycznej, firmy Philips - cieszą się z wyzwolenia przez spadochroniarzy z amerykańskiej 101. DPD, 18 września 1944 roku.

    Eindhoven zostało ciężko uszkodzone, najpierw podczas nalotów, poprzedzających Market-Garden, a później podczas wieczornego nalotu Luftwaffe 19 września. Niemcy próbowali zniszczyć trasy poruszania się XXX Korpusu, bombardując główne drogi miasta. Brytyjskie pojazdy nie miały dokąd uciec - ulice były za wąskie. Ze zniszczonych cystern i ciężarówek rozlało się paliwo, wzniecając liczne pożary. W nalocie zginęło ponad 200 osób.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Brytyjscy jeńcy, wzięci do niewoli przez Niemców w rejonie muzeum w Arnhem, 19 września 1944 r.

    Generał Urquhart mógłby sobie przypiąć Krzyż Żelazny, bo to właśnie jego działania najbardziej pomogły Niemcom w Arnhem. Rozmijał się cały dzień z majorem Goughem, jeżdżąc jak nienormalny ze swoim zastępcą, brygadierem Lathburym, co pozbawiło 1. DPD dowódcy. Nie wiadomo po co, generał pojechał na pierwszą linię, gdzie brygadier otrzymał kulę w kręgosłup i musiał zostać ukryty u Holendrów w domu (o tym, jak Niemcy byli blisko, niech świadczy fakt, że Urquhart osobiście zabił niemieckiego żołnierza, zaglądającego przez okno). Co gorsza, 1. i 3. batalion spadochronowy, próbowały powtórzyć wyczyn pułkownika Frosta i dotrzeć do mostu, ale Niemcy byli już przygotowani i zablokowali obie trasy przemarszu.

    Błędy Urquharta na tym się nie skończyły. Nakazał on bowiem szefowi swojego sztabu - w razie nieobecności - dowódcą sił mianować chyba najbardziej ślamazarnego i ograniczonego oficera, czyli brygadiera Philipa Hicksa, dowódcę 1. Brygady Szybowcowej. Urquhart bowiem został odcięty w mieście i nie mógł wrócić przez kilkanaście godzin. Było to katastrofą, co okazało się już 18 września. Tego dnia miała lądować 4. brygada spadochronowa brygadiera Shana Hacketta. Kiedy generał Hackett wylądował perfekcyjnie w środku strefy zrzutu, pierwszymi ludźmi na jakich się natknął... byli Niemcy. Generał nie stracił zimnej krwi i biegłą niemczyzną nakazał im się poddać, po czym... zaczął szukać swojej laski. Sytuacja dość zabawna, ale strefa zrzutu była okryta dymem i toczyły się na niej ciężkie walki z oddziałami generała von Tettaua. Co gorsza, dowodzący teraz dywizją Hicks w ogóle nie interesował się innymi rzeczami, niż zadaniem, które miał pierwotnie - zabezpieczeniem strefy zrzutu i niezbyt chciał oddelegować jakiekolwiek siły do zdobycia mostu. Zlekceważył też istnienie promu Heveadorp, pozwalającego przerzucić siły przez Ren, a także wzgórze Westerbouving, górujące nad okolicą. Całkowicie zlekceważono też pomoc holenderskiego ruchu oporu.

    Do ataku na most skierowano dwa bataliony 1. Brygady i jeden batalion 4. Brygady. Miały iść tą sama trasą nad Renem, którą przemierzył 17 września Frost, licząc na ominięcie Niemców. Ci jednak już czekali - z każdej strony. 19 września rankiem do idących drogą spadochroniarze esesmani otworzyli morderczy ogień z trzech stron. Od strony zabudowań bluznęły ogniem ukryte karabiny maszynowe, od czoła - burzą ognia i żelaza spadochroniarzy przywitały czołgi i wozy pancerne, zaś z drugiej strony Renu drogę omiatały szybkostrzelne działka przeciwlotnicze. 3. batalion spadochronowy płk Fitcha został doszczętnie rozniesiony - zostało z niego 40 ludzi, poległ też sam dowódca, zniszczony został też 1. batalion ppłk Dobiego. Pozostałe bataliony poniosły ciężkie straty - we wszystkich czterech pozostało raptem 500 ludzi - i musiały się cofnąć... Jedyną zaletą tej masakry było to, że Urquhart wreszcie mógł przedostać się do własnych linii.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Żołnierze 82. Dywizji Powietrzno-Desantowej ''All Americans'' obserwują pojazdy (widoczny Cromwell i Universal Carrier) z 2nd Welsh Guards przejeżdżające przez zdobyty most w Nijmegen, 21 września 1944 roku.

    Most widziałem na własne oczy i muszę powiedzieć, że robi spore wrażenie. Zdobycie mostu Alianci zawdzięczali odwadze i poświęceniu żołnierzy 82. DPD, a konkretniej 504. pułkowi. Po wylądowaniu 17 września w okolicach Groesbeek, Overasselt i Grave rankiem 19 września część dywizji połączyła się z XXX. Korpusem i ruszono do kombinowanego brytyjsko-amerykańskiego natarcia - żołnierze dotarli na 400 metrów do mostu, ale silna obrona świetnych żołnierzy z 10. DPanc. SS ''Frundsberg'' (a konkretnie sił KG ''Euling'', dowodzonych przez kapitana SS, Karla-Heinza Eulinga i wspartych przez kompanię saperów SS porucznika Baumgärtela) odrzuciła ich.

    Wobec silnej obrony zaplanowano przekroczenie rzeki Waal i utworzenie przyczółka na drugim brzegu. Do tego celu zamierzano wykorzystać elitarny i zaprawiony w boju 504. pułk spadochronowy. 20 września o godz. 15:00 3. batalion 504. pułku mjr Jamesa Cooka przepłynął rzekę na 26 płóciennych łodziach (mimo, że spadochroniarze nie mieli żadnego przeszkolenia i wiosłowali... kolbami karabinów). Jedni modlili się (w tym sam major Cook, będący gorliwym katolikiem), inni klęli. Niemiecki ostrzał był wręcz huraganowy - przyczółek na drugi brzegu Renu nazwano ''Little Omaha''. Zginęło 48 spadochroniarzy, wielu zostało rannych, niektórzy utonęli. Łodzie wywracały się i tonęły, przeładowane spadochroniarzami. Jednak batalion utworzył przyczółek na drugim brzegu i wówczas z dwóch stron poprowadzono atak na niemieckie pozycje. Miałem zaszczyt poznać uczestnika tych wydarzeń, ówczesnego kapitana Moffatta Burrissa, dowódcę kompanii ''I'' 504. pułku (jego osoba pojawia się zarówno w książce, jak i filmie ''O jeden most za daleko''). Pan Burriss powiedział, że takiego piekła nie widział nigdzie - i sam nie dawał pardonu w walce (jak sam wspomniał, ''był tak szczęśliwy, że żyje, że zwymiotował''). Jego ludzie obrzucali granatami niemieckie pozycje, nie dając szans obrońcom. Opór został w końcu złamany po pół godzinie ciężkich walk. Uciekający z mostu i Nijmegen Niemcy zostali przywitani morderczym ogniem z bliskiej odległości. Natarcie z brzegu obserwowali wszyscy generałowie, w tym Browning i Horrocks, wyrażając uznanie dla wielkiej odwagi spadochroniarzy.

    W znajdującym się niedaleko mostu bunkrze dowódca 10. DPanc. SS ''Frundsberg'', generał Heinz Harmel osobiście chciał wysadzić most, gdy wtoczą się nań alianckie czołgi, wbrew rozkazom Modela. Kiedy jednak przekręcił rączkę detonatora... nic się nie stało! Legenda głosi, że to ciało zabitego Niemca spadło na kable, łączące ładunki pod mostem, i zerwało je. Inna wersja mówi, że kable te przeciął nieco narwany holenderski partyzant, Jan van Hoof. Sukces ten niestety nie przydał się Aliantom, mimo, że byli zaledwie 7 mil od Arnhem...

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika Mleko_O

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (5)