Salam Alejkum cny pedalarzu!

  •  

    354 285 + 300 = 354 585

    Wygrzało Mordimerowi kosteczki że hej!

    Ruszyłem chwilę po ósmej rano bez jakiegoś konkretnego planu. Po drodze do Chrzanowa pomyślałem że można by pozbierać brakujące gminy w Beskidach (Budzów, Rajcza, Ujsoły i cośtam jeszcze). Pomysł dobry, trza wykonać. W sam raz trasa na spokojne 200km...

    Przez cały dzień stabilne 34 stopnie które na podjazdach zamieniały się w gorące niczym lico hutnika 38 stopni...

    Spokojne 200km zmieniło się w spokojne (prawie) 300km bo przy dojeździe do Jaworzna uznałem że będzie wstyd w całej wsi jak nie dokręcę brakujących 30km :)

    Oczywiście trafił się imbecyl za kółkiem swojego rdzewiejącego trupa, który omal nie wjebał mi się w dupę... W związku z czym raczył wydrzeć ryja przez uchylone okono bo to przecie moja wina że typowi się spieszy i rusza zanim ja ruszę. Na propozycję wyjścia ze swojego Batmobila marki Reno i wyjaśnieniu se swoich racji raczył spierdolić... Kurwa, zacznę wozić ze sobą jakieś śmierdzące bomby czy coś i takim patałachom będę rzucał w te ich bezzębne i bezmózgie mordy.

    #rowerowyrownik #mordimernaszosie #300km

    Skrypt | Statystyki
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 1-down.jpg

  •  

    #rower #szosa #kolarstwo #mordimernaszosie
    Była relacja z zamku Krzyżtopór KLIK pora na lekko spóźniony film z tejże :) Miłego dnia :)

    źródło: consent.youtube.com

  •  

    286 278 + 432 = 286 710

    Krzyż i Topór

    czyli niezbędne narzędzia każdego szanującego się łowcy czarownic i innych straszydeł co padół ten nawiedzają.

    Pora tedy przedstawić krótką opowiastkę o tym, jak to Włóczykije pojechały na swych wymuskanych rumakach(no, może poza rumakiem imć Mordimera który to był mu wpadł ongiś do rzeki, a później było już tylko gorzej) sprawdzić czy się jakaś wiedźma nie zalęgła. A ponoć w odległym zamczysku pomieszkuje jędza o aparycji tak odpychającej jak to tylko możliwe. Tak odległym, że nie wiadomo co na wyprawę w tornister spakować (poza toporem – ten zawsze warto mieć w zanadrzu)

    Dzielni Włóczykije nie są jednak egzaltowanymi niewiastami co to na widok flaków dyndających wesoło u powały mdleć będą. Choć niewiastę w szykach swych mają – dziewczę to zresztą mocarne choć filigranowe. I tempo narzuca czasami takie że się odechciewa… Dla tych co to po dojechaniu w granice powiatu wzywają wsparcie w postaci Machin Diabelnych napędzanych Czarcią Wodą Włóczykije żywią najwyżej uczucia obojętne. Ich bowiem napędza hart ducha, odnóża tęgie takoż umysły niezłomne – w opozycji do tych których napędza nie wiadomo co, a najczęściej jakiś mętny płyn w brudnej flaszy…

    Narrator nieco odpłynął…

    Zatem! Dzielni Włóczykije zebrali się późną nocą lub wczesnym rankiem we wsi Kazimierz Górniczy (czemu górniczy, nikt nie wie, wszak kopalń tam nie ma). Pora wyjazdu była całkiem dobrze umotywowana tym, iż niejaki Mordimer nazajutrz musi się stawić w pewnym miejscu. Niektórzy nazywają to miejsce pracą, Mordimer zaś ma swoje własne określenie którego Narratorowi zdradzić nie zamierzał. Wszystko to oznacza że warto by o zmroku być na powrót w Kazimierzu Górniczym lub w jego bliskich okolicach – odespać wyprawę trzeba!

    Na miejscu stawia się niezastąpiona Pedros która to w krytycznych momentach ratuje współtowarzyszy przed spóźnieniem w miejsca w które spóźniać się nie należy, narzucając takie tempo że się odechciewa (uważni czytelnicy już to wiedzą bo było o tym nieco wyżej) ale mimo tego cisnąc trza bo jak to – skoro Pedros dała czadu to ja nie dam!? W punkcie zbornym melduje się również Łukasz zwany Łukaszem. Włóczykij mocny w nogach który to zaplanował ową wyprawę.

    Ruszyli tedy z kopyta, kręcąc korbami napędowymi ile sił w kształtnych łydkach. Łukasz, zwany Łukaszem, twardziel nad twardziele uznał że wyjazd wczesnym rankiem (lub późną nocą, zależy jakiego obserwatora by pytać) uznał że rękawiczki ważą zbyt dużo żeby się nimi kłopotać. Decyzja to była niemal doskonała. Zamiast kłopotać się zbyt dużą wagą rękawiczek, musiał się kłopotać zbyt niską temperaturą otoczenia. Było bowiem tak diabelnie zimno, że oczko niżej na termometrach a zaczęłaby zamarzać woda w bukłakach Włóczykijów. Mordimer, troszcząc się o wszystkich równo, niemal na setnym kilometrze trasy raczył zapytać Łukasza zwanego Łukaszem czy mu aby nie zimno w dłonie.

    - Jest spoko! Wraca mi czucie w palcach – odparł tamten uradowany

    Nie pozostało nic innego jak kręcić ile sił w nogach.

    Wraz z rosnącym dystansem rosła też temperatura. Włóczykije postanowiły zatrzymać się w oberży Pod Brudnym Ptakiem by napoić siebie, zjeść upolowane opodal, brykające wesoło po łące Koboldy, które to jakimś cudem uciekły ze Śląska i dotarły aż tutaj. Owa pauza trwała jeno chwilę gdyż szlak znów wzywał a czas naglił. Pognali tedy poprzez wsie, pola i lasy. Pośród pól i lasów – jak wiemy – nic się nie dzieje. Ot, chrząszcz co miał brzmieć w Szczebrzeszynie zgubił się po pijaku i zaplątał w opłotki Staszowa. Po wsiach nadobne niewiasty przyozdabiały przydrożne kapliczki by dzień święty święcić zaś dżentelmeni, woniejący w promieniu kilkunastu metrów samogonem, odziani w kufajkę i gumofilce, instruowali wspomniane niewiasty w kwestii symetrii świata tymi oto słowy:

    - Krzywo kurwa!

    Nim się nasi zacni Włóczykije obejrzeli, byli już przy zamku. Nie było tutaj jednak jednej wiedźmy… Wiedźm były całe tabuny! Małe, duże, otoczone łańcuszkiem umorusanych bękartów lub adoratorów w odzianych w zbyt szerokie szorty które to okalały ich chude kulasy trzepocząc na wietrze, z gębami otoczonymi brodami – jak jacyś Talibowie!
    Rzuciwszy na to wszystko trzema parami oczu, Włóczykije doszli do jedynie słusznego wniosku: Trzeba się wycofać i z bezpiecznej kwatery przeprowadzić na tą kolebkę nieczystości atak rakietowy.

    Ruszyli stępa by jak najszybciej oddalić się od tej ohydnej abominacji zwanej zamkiem Krzyż i Topór. Szparko ruszyli ku zachodowi, gnani lekkim wiatrem w plecy po traktach szerokich i ponumerowanych (kolejno Trakt nr 9 oraz Trakt nr 79). We wsi Nowy Korczyn na chwilę zatrzymali się w kolejnej oberży. Nie zgadniecie, ale musicie zawierzyć słowom Narratora – ta również nazywała się „Oberżą pod Brudnym Ptakiem”! Fascynujące… W tymże przybytku spotkali pewną niewiastę, która to również przebywała w trasie. Jak się okazało, była ona z tego samego grodu co Pedros i Łukasz zwany Łukaszem. Choć emblematy na pantalonach miała sugerujące jej pochodzenie z zacnego grodu Mordimera… Dziwne doprawdy.
    Wymienili się informacjami, pożyczyli szerokich duktów i rozjechali w swe strony.
    Włóczykije wybrały drogę trudniejszą by zahartować nogi oraz ducha. Szło im całkiem zacnie do grodu Miechowem zwanego – tam bowiem, lokalny gówniak spuszczony ze smyczy, nie zważając na ruch na trakcie, koncertowo wręcz wpakował swego bieda-rumaka w ogiera Pedros. Po fakcie, nie obyło się bez wizyty u Mistrza Koni, Panem Serwisantem zwanego. Szczęśliwie skończyło się tylko na potłuczeniach.
    W blasku dogasającego słońca dzielni Włóczykije przebili się przez gród Wolbromiem zwany i wjechali w noc. Do Siedliszcza zawitali chwilę przed północą by zaznać choć kilku godzi snu. Mordimer był rad z takiego tempa, bowiem kilka godzin zdoła odsapnąć przed zajęciem, które to umożliwia i jemu i innym Włóczykijom kontynuowanie misji pozbywania się pokrak i straszydeł z tego padołu. Niektórzy to zajęcie nazywają „pracą”, aczkolwiek Mordimer mówi o tym zupełnie inaczej (o czym z pewnością czytelnikom wielokrotnie wspominał!) I czasami nie tak ochoczo.

    Wczesnym rankiem Mordimer dostaje wiadomość od Pedros:

    - Słyszałeś waść że na nie tak odległej północy, w jakimś lesie opodal Grodu Aktualnie Królewskiego straszy?

    Nie trzeba było Mordimerowi powtarzać po raz wtóry. Zerknął na mapę gdzie ten cały Kampinos jest i zaczął kreślić plany...

    Total explorer tiles 9661
    Max cluster size 1537
    Max square size 31 x 31

    #rowerowyrownik #mordimernaszosie #400km #kwadraty

    Skrypt | Statystyki
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: a4-down.jpg

  •  

    Uszanowanie #szosa #ultra #rower #kolarstwo #wyprawyrowerowe

    Prawdopodobnie w czwartek (lub w piątek) wczesnym rankiem startuję takie coś:
    https://ridewithgps.com/routes/34668537
    Chętnych jak zwykle zapraszam do potowarzyszenia w drodze ( @Tomahawk) Średnia pewnie będzie ok 25 - 27, ja muszę być w okolicach Koszalina jakoś w południe żeby zdążyć ogarnąć sobie nocleg oraz inaugurować sobotnio-niedzielną dwusetkę ze @ZgnilaZielonka :)

    Jak komuś się będzie bardzo nudziło, pewnie będę wrzucał co jakiś czas na instagram jakieś relacje, zapraszam do rzucenia okiem :)

    PS. trasa oraz dokładny termin odjazdu (wstępnie planuję ruszyć od siebie ok 7:00) może ulec zmianie z przyczyn pogodowo-innych. Co będę pewnie obwieszczał pod tagiem #mordimernaszosie

    Aha, jeśli ktoś ma jakiś inny pomysł jak objechać jakieś fragmenty, chętnie przeczytam :)
    pokaż całość

  •  

    348 528 + 69 = 348 597

    Głowna część dzisiejszego treningu to 3x12 minut sweetspot, po wszystkim 40 minut w tlenie i 3 lekkie akcenty na rozkręcenie nóg / kadencje.
    planowo bylo 2h zeszlo sie 2:17, ale tssy sie zgadzają zgodnie z planem 123.
    Skwar ogromny, poszły 4 bidony 0.7l a i tak bylo to za mało i na jakieś 5 km od domu mialem juz lekkie objawy odwodnienia. Zmęczenie zaczelo szybko narastać, a wysilek by generowac stałą moc byl coraz większy. Jak by sie zaczelo z 10km od domu to bomba byla by gwarantowana :) Trzeba bylo isc o 6 rano jak było względnie chłodno:)

    Wpadło też kilka #kwadraty

    Max square: 21x21
    Max cluster: 477 +1
    Total tiles: 928 +10

    Moja #szosa #rower #chinarello #chinabikeclub zbiera kilometry coraz żwawiej, niecaly miesiac a juz 750km najechane i jeszcze żyjemy bez większych przygód :)

    #rowerowyrownik #hiponaszosie

    Skrypt | Statystyki
    pokaż całość

    źródło: statshunters-activity-20210618.jpg

  •  

    346 321 + 107 = 346 428

    Pierwsza gleba w SPD zaliczona xD

    #rowerowyrownik

    Skrypt | Statystyki

    źródło: IMG_20210617_204639.jpg

  •  

    348 322 + 8 + 10 = 348 340

    Wczorajsze do sklepu i z powrotem i dzisiejsze też xD w ten upał nie da się wytrzymać mimo chęci ( ̄෴ ̄)

    #rowerowyrownik

    Skrypt | Statystyki

  •  

    345 288 + 130 = 345 418

    Pobieszczadzko pozabiegowo poszczepienne testowanie Mordimera czyli gorunc niemożliwy. I trochę jakby mi ktoś przyjebał deską, raz żółtą a raz niebieską

    #rowerowyrownik #mordimernaszosie #100km

    Skrypt | Statystyki
    pokaż całość

    źródło: 3-down.JPG

  •  

    Pierwsza setka w życiu ᕦ(òóˇ)ᕤ
    #rower #szosa #wykoptribanclub

    źródło: 1623869869253.jpg

  •  

    Teraz te przychlasty w rajstopach urządziły sobie wyścig w środku miasta na publicznych drogach. (╯°□°)╯︵ ┻━┻

    #gdansk #rowerowyrownik #polskiedrogi #gorzkiezale

    źródło: 1623865197450.jpg

  •  

    341 428 + 20 + 119 + 121 + 116 + 276 + 142 = 342 222

    Bieszczadzka Przygoda

    czyli kilka słów o tym jak Pedros z Mordimerem pojechali w Bieszczady.

    Dzień 1, piątek, 142km, 1775m

    Start pierwszego etapu zaplanowali na piątek, 11 czerwca, na godzinę 15:00… Tak się akurat złożyło, zupełnie przypadkowo, że i w Jaworznie padało dość obficie, takoż i w Dąbrowie Górniczej niebiosa nie szczędziły kropel. Cóż było począć niż zagryźć zęby i zacząć jechać w tym rześkim dżdżu? Zwłaszcza że trasa była dość górzysta (niemal 1800m w pionie na dystansie ok 150km) a na nocleg trzeba było dojechać do Nowego Targu, najpóźniej na 22:00.
    Pierwszy etap był zaplanowany sensownie dopóki Mordimer nie uznał że „a, poklikam po mapie i coś skrócę”

    skrócił 4km

    Dołożył prawie 500m w pionie

    Zawsze był dobry z planowania

    Jako się rzekło, Pedros wespół z Mordimerem ruszyli w objęciach rześkiego dżdżu, obydwoje już na starcie gubiąc swoje tylne lampki, które to postanowiły niecnie odpaść cholera wie gdzie. Kawałek za Chrzanowem było już sucho, zaś kawałek za Zatorem zaczęły się pierwsze nieśmiałe hopki. Do Suchej Beskidzkiej było jeszcze jako tako, natomiast za samym miastem ilość i pionowość hopeczek jakby lekko wzrosła. LEKKO WZROSŁA. Mordimer jest z natury człekiem leniwym więc kręcenie prawie 1000m na ostatnich 50km to nie było (z jego perspektywy) najmądrzejsze planowanie… Pedros nie marudziła. Bo jest lżejsza. Ale cóż było robić innego poza kręceniem? Noc zbliżała się wielkimi krokami, hopki i górki rosły w oczach a nocleg był nadal dość odległy. Udało się im zameldować w pokoju na dziesięć minut przed czasem. A to tylko dlatego że Pedros potrafi doskonale ogarniać trasę w trakcie jazdy i na bieżąco planować objazdy (gdyby prowadził Mordimer, wjechali by w epicki wręcz ujeb i pewnikiem spóźniliby się na spanko) Pedros zresztą i tak musiała prowadzić bo jedna tylna lampka ostała się tylko Mordimerowi. Jechał więc z tyłu i mrugał (oczyma swymi ze zmęczenia, a lampką by ich jakiś szalony woźnica powożący koniami mechanicznymi nie sprzątnął z drogi)
    Dzień zwieńczyły szybkie zakupy w Żabce na ichniejszym chyba rynku i położenie się spać już w sobotę.

    Dzień 2, sobota, 276km, 2490m

    Nasi Włóczykije pożegnali Nowy Targ chwilę po ósmej rano. Poczynili pewne przygotowania (tzn. zrobili zakupy w znanej sobie już Żabce) i ruszyli na wschód (zawsze na wschód;)) Przez spory kawałek trasa biegła w pięknych okolicznościach przyrody w postaci Jeziora Czorsztyńskiego oraz rozciągających się tam widoków na Tatry. Delikatne póki co hopki nastrajały Mordimera pozytywnie. Jego pozytywizm brał się stąd, że jak zwykle przy sprawdzaniu tras nie patrzył na ich profil wysokościowy. A na co to komu, a po co. Pomarudzić na te cholerne górki zawsze zdąży. Pedros nie marudziła, zaś po skończonej trasie miała niedosyt! A Mordimer gubił płuca na ostatnim podjeździe…
    Pogoda tego dnia dopisała. Momentami było aż za ciepło gdy temperatura na podjeździe sięgała 34 stopni. Nic to, trzeba objechać sprawnie by zdążyć na kolejny nocleg.
    Droga wiła się między górami, meandrowała pomiędzy zielonymi szczytami muskanymi lekko zachodnim wiatrem. Wznosiła się i opadała szybko w cienie drzew i szum strumyków by znów wzbić się w górę. Piękne okoliczności przyrody trwały w najlepsze.
    Postojów też nie było jakoś specjalnie dużo. Ot, szybka pauza by uzupełnić wodę w bidonach albo wykonać drzeworyt rozciągającej się panoramy. Ostatni postój przypadł na 70km przed Cisną (w której to umówiony mieli nocleg). Na prędce zamówione wiktuały zapełniły pustawe już brzuchy cnych pedalarzy by mogli oni jechać dalej w kierunku nadciągających chmur. Z nową energią w nogach ostatni podjazd nie wydawał się już ani taki stromy, ani taki długi. Objechali go szybko by znów zagłębić się w rześkie doliny. Przed samym noclegiem udało się im jeszcze zrobić niewielkie zapasy tak, by można było i kolację zjeść i na start kolejnego dnia mieć co na ruszt wrzucić. Kiedy meldowali się na noclegu w Cisnej z nieba spadły pierwsze nieśmiałe krople

    Dzień 3, niedziela, 116km, 1778m

    Może i jest zimno i wieje, ale za to czasami pada deszcz – stwierdził filozoficznie Mordimer cytując zasłyszaną ongiś sentencję, która jak ulał oddawała warunki trzeciego dnia jazdy.
    Nie ma się co obijać (choć Mordimer chętnie by to zrobił) i już od startu wesoła drużyna robi sobie podjazd w kierunku wsi Bystre (bo nogi, rzekomo, trza rozgrzać). Póki co nie pada, ale nad milczącymi, ponurymi górami przetaczają się ciężkie, granatowe chmury targane niespokojnym wiatrem. Ani chybi a zaraz spadną pierwsze krople…
    W tych cokolwiek rześkich, na pewno wietrznych i okazjonalnie deszczowych warunkach Włóczykije kierują się na Solinę by później kontynuować jazdę traktem w kierunku Ustrzyk Dolnych (do których jeszcze wrócą). W Łobozewie Dolnym kapnęło po raz pierwszy. Pedros zarządza krótki postój w celu przeczekania tegoż niecnego dżdżu. Gdy się przejaśnia ruszają względnie żwawo przed się by za chwilę znów zrobić postój, którym tym razem zarządza Mordimer. Wypatruje on bowiem opodal Karczmę pod Brudnym Ptakiem (Orlen znaczy się). A tam jest i kawa i hotdogi – żal nie skorzystać. Podczas krótkiej pauzy Mordimer dostaje wiadomość od Pedros dotyczącą spraw wagi najwyższej. Odpisuje jej że może to równie dobrze powiedzieć bowiem stoi zaraz za nią… ;)
    Nie ma co mitrężyć, trzeba zebrać tyłki i ruszyć na nocleg. Kilka górek dalej, pięć ulew i jedną sikpauzę później Pedros oraz zmęczony Mordimer meldują się w Polańczyku. Po zrobieniu zakupów i zostawieniu wszelkich klamotów w pokoju (rowerów zaś w szopie obok traktora – alternatywą było „dejcie se je pod balkon”) nasi towarzysze ruszają na krótki pieszy rekonesans. Spacer na cypel oraz z powrotem w poszukiwaniu sernika dla Pedros był doskonałym nim nie zaczęło padać… Cóż było innego robić jak ze spaceru przejść w szybki marsz? Tak oto zostali tego dnia, mniej lub bardziej obficie, oblani rześkim deszczem po raz szósty.

    Dzień 4, poniedziałek, 120km, 1800m

    - Zawsze chciałem zobaczyć Bieszczady jesienią – stwierdził Mordimer gdy wspólnie z Pedros zasiadali do obiadu gdzieś pomiędzy milczącymi szczytami posępnych gór.
    Nim to jednak nastąpiło, nasza wesoła drużyna wybrała się na objazd Wielkiej Pętli Bieszczadzkiej. Po pobudce rano i sprawdzeniu prognoz uznali wspólnie że „może coś kapnąć ale tak to ma być spoko”. Spoko było do Ustrzyk gdzie zrobili pauzę z dwóch ważnych powodów. Pierwszym z nich był sernik Pedros zaś drugim zakup jakiegoś suweniru. Wybór padł na tylną lampkę w cenie dziesięciu polskich cebulionów, aby w razie późnego powrotu Pedros była widoczna.
    Wtedy też zaczęło nieśmiało kropić. Takie nieśmiałe kropienie, które Pedros nazwała deszczem, towarzyszyło im niemal bez przerwy do punktu widokowego w Lutowiskach, z którego to rozciągał się tego dnia widok zupełnie niefascynujący. W samym miasteczku, przeczekując na kolejnym przystanku kolejną wzmożoną nienawiść niebios objawiającą się jebiącym na łby deszczem, doszli do wniosku że trzeba by skrócić… Zwłaszcza że obydwoje dość tęgo przemarzli… Do tego stopnia że Pedros drgała bardziej niż w febrze i bardziej niż kolarz na kocich łbach. Trzeba ruszać by kręcąc nieco się zagrzać. Tym oto sposobem, jadąc przez z wolna ustający deszcz, Mordimer wspólnie z Pedros dokręcili do karczmy na obiad. Oczywiście, aby tradycji stało się zadość, padało tylko tam gdzie pojechali Włóczykije… Reszta tego cudnego, prawego i sprawiedliwego kraju pozostawała w pełnym słońcu. Bieszczady jeno opłakiwały Sprawę Rzeszowską.

    Dzień 5, wtorek, 119km, 1135m

    Rozstania nadszedł czas czyli łapanie kolei żelaznej w na powrót słonecznych okolicznościach przyrody.
    Pedros wraz z Mordimerem wyjechali niemal skoro świt. Spakowawszy wszystkie swoje klamoty i po jako-takim-na-odpierdol wyczyszczeniu rowerów ruszyli na Przemyśl. Może i było bardziej płasko niż dotąd, ale za to wiało w ryj – czyli taki standard przeszkadzajek. Trasa wiła się między zapadłymi wsiami o których żadni kartografowie dotąd nie słyszeli, pomiędzy pagórami i polami. Cały kraj już jakiś czas temu stanął na głowie, choć to tutaj ów stanięcie na głowie przybrało poważne rozmiary – tutaj nawet jeden dom był wziął zrobił fikołka i tak stoi wsparty o komin – Chatka Wariatka się zwie i proszę się tutaj nie doszukiwać jakichkolwiek nawiązań do pewnych wysoko postawionych osób.
    Przed samym Przemyślem nasi włóczędzy odbijają nieco by zobaczyć pozostałości Twierdzy Przemyśl – pozostałości fortu Salis Sogilo. Chwilę później meldują się w mieście by powrócić pociągiem do domu. Bieszczadzka przygoda kończy się w Katowicach.

    Total explorer tiles 10211
    Max cluster size 1538
    Max square size 31 x 31

    #rowerowyrownik #mordimernaszosie #kwadraty #100km (x4) #200km

    Skrypt | Statystyki
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: i-down.jpg

  •  

    330 075 + 30 = 330 105

    Znajdź różnice! (。◕‿‿◕。)

    Na dzisiejszej wycieczce zmaterializował się zapowiadany projekt renowacji słynnego słupka.
    Prace przebiegały sprawnie. Nawet właściciel przyszedł zainteresowany, co też się wyrabia na jego terenie. Udzielił jednak zgody i zapowiedział, że wzmocni konstrukcję xD
    Słupek zyskał nową chlorokauczukową powłokę i barwy godne najważniejszego słupka do opierania rowerów w Polsce południowej (。◕‿‿◕。)

    #rowerowyrownik
    pokaż całość

    źródło: 1623603467175.jpg

  •  

    @baczy @jagodowy_krol @Kamizi7, kto tam jeszcze.... zapowiada się, że będę na rewirze w pierwszy weekend lipca, może chętni na powolne doczołganie się, a potem wczołganie, na Św. Krzyż w niedzielę, 4 lipca? 60 km tam mam, towarzystwo byłoby bardzo pożądane... ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #szosa #ruszkielce

  •  

    319 052 + 50 = 319 102

    Mister niesuchej podkoszulki czyli Mordimera uśmiechnięty (bez powodu) ryj w deszczu. Padało może przez dwa kilometry, ale wystarczyło żeby zlało moje członki i odnóża w stopniu niefajnym, a powodującym dyskomfort i marudzenie. A w sumie to pojechałem odebrać koło z sewisu (który mam 3,5km od domu) ale że w tym tygodniu wchodzi regen to cóż... Przed piątkowo - weekendowymi głupotami należy odpocząć.

    #rowerowyrownik #mordimernaszosie

    Skrypt | Statystyki
    pokaż całość

    źródło: IMG_20210609_165856.jpg

  •  

    310 233 + 15 = 310 248

    @krabozwierz shame on me ( ͡° ʖ̯ ͡°) Pojechałem, a ich już tam nie było...

    Jak wiecie, jak nie wiem co ze sobą zrobić, to jeżdżę po dróżkach na terenie stacji rozrządowej Warszawa Praga, największej w mieście. Torów co nie miara, wagonów i manewrowych lokomotyw jeszcze więcej. No i wczoraj tam były, dzisiaj już nie... Wagony-platformy, co najmniej kilka mi mignęło, a na nich... nowiusieńkie, błyszczące i żółciutkie jak mój #wykopscottclub... KOMBAJNY New Holland. No ale się nie zatrzymałem, a do dzisiaj musieli je spławić dalej, pszikro, bo niy ma fotky (╯︵╰,)

    #rowerowyrownik
    pokaż całość

  •  

    300 967 + 149 = 301 116

    Powrót z Gorlic na Kraków, przez Jezioro Rożnowskie.

    Zaplanowany był na sobotę, wczoraj. Jednak takie załamanie pogody było, że odpuściłem i to była bardzo dobra decyzja. Nad Małopolską przechodziły cały dzień ogromne nawałnice, akurat na mojej trasie.

    Dzisiaj za to widoki był niesamowite. Jezioro Rożnowskie robi wrażenie. Bardzo przyjemnie poprowadzona droga wzdłuż nabrzeża.

    #rowerowyrownik #rower #szosa #wykoptribanclub

    Skrypt | Statystyki
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: zdjecie.jpg

  •  

    299 201 + 130 + 21 + 202 + 20 = 299 574

    Siedział sobie pewnego piątku zmęczony dość okrutnie Mordimer w pracy gdy zabrzęczał jego komunikator.

    - Jestem zmęczona, zrobię se 200km - stwierdziła Pedros.

    Od słowa do słowa, od rana do wieczora i po małych perturbacjach z biletami urodził się Plan. Plan ów zakładał pobudkę Mordimera chwilkę po 2:00 (czyli znowu BARDZO się nie wyśpi) doczłapanie swymi dwoma różnymi kołami na Dworzec w Dąbrowie Górniczej, zapakowanie tyłków w pociąg i zrobienie sobie rundki wokół Kampinosu. Po czwartkowych harcach na 400+km będzie wesoło...

    Plan omal nie sczezł na dworcu. Chwilkę po zapowiedzi przez zdecydowanie niewyspanego albo też lekko nietrzeźwego jegomościa od głosów na dworcu, na tor jedyny przy peronie jedynym wjechał On - przewoźnik przez Hades. A tak naprawdę to zaczynało padać więc był to niemal żelazny zbawiciel i przewodnik.
    Wyturlawszy się z ostatniego wagonu Pan Konduktor kategorycznie stwierdził że rowerów nasza wesoła grupa nie przewiezie bo pociąg nieprzystosowany.

    - Hola hola! Konduktorze łaskawy, zabierz nas do Warszawy! - zakrzyknął Mordimer pokazując typowi że mają bilety na rowery, a że ichni system tego nie ogarnia to jakby nie problem tejże wesołej kompani. Konduktor coś pomruczał pod nosem, pomarudził ale stwierdził że skoro tak, to można jechać ostatnim wagonem. Nasi Włóczykije chwilę jeszcze pogawędzili z Konduktorem już w pociągu, by wczesnym rankiem zameldować się w najgorszym mieście do jazdy.

    Przebicie się w rejony o wiele ładniejsze i przyjemniejsze doi jazdy zajęło chwilę. Od teraz przed naszymi podróżnikami otwierały się na wskroś płaskie dukty, meandrujące pomiędzy wsiami i miasteczkami, pomiędzy polami i lasami. Poza okazjonalnie rzadko kursującym pociągiem kolei wąskotorowej Włóczykije nie spotkały tam nic nazbyt ciekawego - ot, lasy, pola, wsie. To samo co gdzie indziej tylko okrutnie płasko.

    Płaskość ta jednak się opłaciła. Gdyby było inaczej, powrót do Siedliszcz mógłby się nieco skomplikować. Dość powiedzieć że na Centralnym zameldowali się godzinę przed odjazdem i na minuty przed tęgą ulewą. Możecie to nazwać doskonałym planowaniem albo wybitnym szczęściem - oba te stwierdzenia będą miały w sobie całkowicie zero prawdy bowiem to Opatrzność ich prowadziła.

    20km + 20 km - dojazd z dworca i powrót (sobota)
    202km - Kampinos (sobota)
    130km - dzisiejsze Mordimera dokręcanie do 1k km w tym tygodniu (niedziela)

    Total explorer tiles 9776
    Max cluster size 1537
    Max square size 31 x 31

    #rowerowyrownik #mordimernaszosie #200km #100km #kwadraty

    Skrypt | Statystyki
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 1d-down.jpg

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika MordimerMadderdin

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.