Przemyślenia filozoficzne domorosłych myślicieli, którzy zawsze dają z siebie jakieś 30%.

  •  

    Pisałem kiedyś o dysonansie poznawczym i jego ogromnej roli w naszym codziennym (ale też mniej codziennym) życiu. Towarzyszył człowiekowi od zawsze i dlatego od zawsze człowiek - spostrzegłszy fakt niedorównywania światu w jakiejś dziedzinie – czuł się źle, nie lubił tego, że odstaje i z braku możliwości zmiany świata, zmieniał siebie. Sprawę zawsze stawialiśmy tak: coś jest nie tak ze mną lub ze światem; potrzebuję zmiany; świata sam nie zmienię, więc zmienię się sam. Dzięki temu zawsze mieliśmy w umyśle silnik do rozwoju spowodowany chęcią uniknięcia przykrości. Ale wtem…

    …wtem przyszły czasy postnowoczesne, w których dzikuskie emocje, resentyment i pseudoempatia zdetronizowały króla Rozsądka I Zdrowego i jego żonę, królową Logikę, oferując krwawą rabację na opresyjnej szlachcie myślących wszystkim, którzy doświadczali do tej pory przykrości. Jesteś gruby? Nie chce ci się ćwiczyć i pilnować diety? Wybierasz Rover zamiast roweru? Nie idzie ci w kontaktach damsko-męskich, bo trudno uganiać się za miłością, gdy zdychasz na schodach już po pierwszym piętrze? Są dwa rozwiązania.

    Pierwsze: możesz przyznać się, że zawaliłeś, wziąć się w garść i jak dorosły, odpowiedzialny, myślący człowiek postarać się własnym wysiłkiem zmienić swoje życie na lepsze. Drugie: możesz znaleźć innych zazdrosnych, urażonych leniuszków puci-puci grubasków, którzy również skrycie obwiniają siebie za doprowadzenie swojego ciała (ale i umysłu) do stanu zapuszczenia, ale otwarcie tego nie przyznają i podjąć próbę zredefiniowania pojęć takich jak „piękno”, „atrakcyjność”, „prawo do” poprzez szeroko zakrojone akcje nieracjonalnego i bezwstydnego manipulowania ludzkimi uczuciami w celu zmiany społecznego odbioru otyłości li tylko dlatego, aby każdy kolejny cheetos chrupiący w twych ustach nie miał smaku serowego poczucia winy.

    W tym akapicie jest zazwyczaj miejsce na podsumowanie, wnioski i moje zdanie, ale raczej nie muszę tu tego pisać, bo nasz fanbase zrzesza ludzi zdroworozsądkowych, którzy wiedzą, jak się odmienia „Być”.

    [Konrad Chodakowski]

    ________________________
    Nasz tag: #odmienbyc
    Nasz fp na fb
    pokaż całość

    źródło: fatboy.jpg

    •  

      @Odmien_Byc: Ja do dzisiaj nie rozumiem czemu tak ciężko niektórym przyznać się do błędu. Może ja mam inaczej? Może sprawa wychowania? Może genetyka? Nie wiem.

      Dla mnie, przyznanie się do błędu, albo przyznanie komuś racji, bo użył odpowiedniej argumentacji to (i to może być głupie, ale tak mam) powód do małej dumy - bo w końcu umiesz się przyznać do błędu, a błąd to błąd - najczęściej coś złego.

      Oczywiście, że czasem się okłamuję. Oczywiście, że czasem jest mi niesamowicie głupio. No i oczywiście, że czasem unikam odpowiedzi - ale szukam ich i to zazwyczaj w wielu miejscach, żeby wykluczyć ew. błędy które i tak się zdarzają, szczególnie, że mam tragicznie słabą pamięć.

      I cholera - lubię dyskutować, ale ciężko czasem trafić na kogoś, kto ma odmienne zdanie, ale jednocześnie zamiast atakować zwyczajnie i po ludzku stara się przedstawić swój punkt widzenia, za przeciw, używa argumentów i jednocześnie dobrze bawi się podczas rozmowy. Bo jest takie coś w człowieku, że jak się nie zgadzasz - to spierdalaj xD
      pokaż całość

  •  

    Czasem mam wrażenie, że brakuje dzisiaj na ulicach takich dużych megafonów, przez które ktoś by głośno krzyknął raz dziennie:

    “OGARNIJ SIĘ!”

    W komentarzach poniżej tekstu To Tylko Teoria o otyłości (link w komentarzu) można dostrzec ciekawe zjawisko: po stwierdzeniu, że otyłość jest chorobą niosącą dość poważne zagrożenia dla zdrowia i nie powinna być promowana jako coś pozytywnego pojawiło się mnóstwo komentarzy pełnych oburzenia. Po ich przeczytaniu w głowie pojawiło mi się tylko logo naszej stronki.

    Niestety, ale żyjemy w czasach radykalnej akceptacji swoich wad. Co to jest owa radykalna akceptacja? Jest jedną z form psychoterapii dla osób mających silnie niskie poczucie własnej wartości - dopiero po uświadomieniu (lub w czasie uświadamiania) sobie swojej wartości takie osoby biorą się za inne problemy. Akceptacja siebie nie polega na “Jestem super! Jestem fajny! Nic nie muszę robić!”, tylko na uznaniu wszystkich swoich cech za część siebie, niewypieraniu ich i prawidłowej ocenie. Ułatwia to pracę nad sobą, tak niepopularną (albo źle rozumianą) w dzisiejszych czasach.

    Emocje i wrażliwość wzięły górę. Bolesny dla niektórych komentarz do życia, który brzmi “Ogarnij się!”, jest zakrzykiwany, a wzięcie odpowiedzialności za swoje działania coraz bardziej wypierane. W miejsce odpowiedzialności pojawiły się “geny”, “grubokościstość” i takie tam. Oczywiście, otyłość bywa spowodowana chorobami lub faktycznie przez grubokościstość (jest takie coś), jednak w zdecydowanej większości przypadków jest to po prostu lenistwo. Anegdotycznie dodam, że mam koleżankę z pewną chorobą i dość poważnymi zaburzeniami metabolizmu, co nie przeszkadza jej być naprawdę atrakcyjną kobietą, wymaga to jednak od niej dbania o dietę - zatem w niektórych przypadkach można nawet mimo choroby walczyć z dodatkowymi kilogramami.

    Każdemu należy się szacunek, a obecna kultura na pewno wpędza (nie tylko osoby otyłe) w kompleksy i poczucie niższości, co często utrudnia walkę z problemami lub powoduje ich wyparcie. Szacunek do drugiej osoby nie wyklucza jednak zauważenia, że coś jest nie w porządku. Jeśli są jakieś problemy - trzeba się z nimi zmierzyć i udźwignąć ich ciężar.

    [Marek Fatman]

    PS Tak, obrazek ukradłem od Wojna Idei... ale tylko frajer by nie skorzystał.

    Link do posta To Tylko Teoria
    __________________________
    Nasz tag: #odmienbyc
    Nasz fp na fb
    #psychologia #otylosc #przemyslenia
    pokaż całość

    źródło: 60619556_913881325610042_4254288848990765056_n.png

    •  

      @anonymous_derp: Po pierwsze: otyłość jest chorobą:
      https://pl.wikipedia.org/wiki/Otyłość
      i ma ona wiele przyczyn, z czego najczęstszą jest lenistwo. Oczywiście, mogą być też pewne powody znajdujące się w psychice, choroby i inne.
      Po drugie: żeby wyjść z otyłości jest wiele dróg (różne diety, ćwiczenia, terapie psychologiczne itd.) i nie będę ich rozpisywał. W najczęstszym przypadku terapia afirmatywna, budowanie motywacji, a następnie właśnie diety i ćwiczenia pomagają wyjść z otyłości (zastosowane w tej kolejności), także "jedz mniej, ruszaj się więcej" działa, ale wtedy, gdy człowiek ma odpowiedni poziom motywacji. Oczywiście, droga którą się podąży zależy od przyczyny otyłości i jej charakteru.

      W dzisiejszym świecie każdy powinien sobie zapewnić jakąś dozę aktywności fizycznej i to szczególnie wtedy, gdy brakuje mu ruchu np. w pracy czy w pracy koło domu.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (2)

  •  

    Ludzie: “Czemu prawica jest podzielona? Jak wy chcecie coś osiągnąć tak rozdrobnieni?”
    Prawica: łączy się w Konfederację
    Także ludzie: “Przecież to sztuczny twór! On nie ma sensu! Pewnie chodzi wam tylko o pieniądze i stołki!”

    Ludzie: “Musicie przyjąć jakąś racjonalną postawę polityczną, a nie tylko odpały Korwina!”
    Prawica: wycisza Korwina i korzysta z populistycznych haseł oddalając na dalszy plan merytoryczną dyskusję
    Ludzie: “Przecież to populizm! Jak można głosić takie hasła?! Jesteście niepoważni!”

    Tak to ostatnio widzę. Szeroko rozumiany prawicowy elektorat jest bardzo wrażliwy na kwestie sporne - wystarczy się nie zgadzać w jednej kwestii, nawet nie do końca istotnej, ale jakoś tak emocjonalnie ważnej, by stracić sympatię owego prawicowego wyborcy. Choć ta tendencja na szczęście ulega zmianie.

    Z polityką jest jak z małżeństwem: trzeba czasem schować swoje “ja” do kieszeni na rzecz wspólnego dobra, jeśli faktycznie chcemy coś osiągnąć. Wielu środowiskom to wychodzi i dzięki temu korzystają z wynikających z tego benefitów i są środowiskami, których głos jest rozpoznawalny. Jest to ważna lekcja, gdyż odnoszę wrażenie, że duża część szeroko rozumianej prawicy podchodzi do sprawy infantylnie, na zasadzie “Będzie po mojemu, albo wcale!”. Owszem, nie wszystko nam musi pasować, niemniej takie sprawy lepiej załatwiać wewnątrz ugrupowania. Na zewnątrz należy prezentować w miarę rozsądną i spójną linię ideologiczną, a do tego trzeba trochę rozsądnej ugodowości.

    Na temat prawicowej “charakterologii” powstało już wiele prac. Poza większym obwodem w bicepsie można również wyszczególnić poczucie hierarchiczności, honoru i autorytarnej pewności siebie. Przywiązanie do tradycji oraz pewnych wartości, najczęściej związanych z wyznawaną religią również pełni bardzo istotną rolę. Oczywiście, wśród prawicy są ludzie najrozmaitsi, tacy jak konserwatyści, anarchokapitaliści czy libertarianie, niemniej opisujemy zazwyczaj główne tendencje lub dominujące.

    [Marek Mentzen]
    __________________________
    Nasz tag: #odmienbyc
    Nasz fp na fb
    #polityka #konfederacja #prawica
    pokaż całość

    źródło: konfederacja_korwin_liroy_braun_narodowcy_nczas.jpg

  •  

    Ten tekst jest długi, zatem osoby nie mające czasu lub chęci na przeczytanie go zapraszam do ostatniego akapitu z wnioskami. Historia opisana w tym poście jest prawdziwa.

    Pewien prowadzący, nazwijmy go Rybka, był na naszym wydziale dobrze znany i każdy student, który spędził chociaż dwa semestry na uczelni, dobrze wiedział kim ten pan jest i jak wygląda zaliczenie u niego. Przedostatni semestr w opinii starszych kolegów uchodził za łatwiejszy od wcześniejszych, toteż niemiłym zaskoczeniem było, gdy się okazało że jedno z trudniejszych koncepcyjnie laboratoriów jest prowadzone właśnie przez niego. Śmiech przez łzy był jedyną reakcją, na jaką było stać zmęczonych i zniechęconych studentów (czyli prawie wszystkich).

    Legendy były prawdziwe. Pan Rybka był bardzo niepomocny, wprowadzał specyficzną atmosferę wyższości i lekceważenia, często nie odpowiadał na zadane pytania w sposób satysfakcjonujący, twierdząc, że powinniśmy to wiedzieć, a on jest tylko od sprawdzania i oceniania naszej pracy. Większość sprawozdań przyjmował za pierwszym razem z oceną 3.0, jednak w dwóch wypadkach, w których nie było sprecyzowane czego dokładnie mają dotyczyć wnioski (w pozostałych przypadkach były konkretne zagadnienia do omówienia lub nawet pytania, co wyróżniało ten kurs spośród innych) zwracał sprawozdania ciągle z byle powodu. Przykład? Ponieważ nie został tu dodany cudzysłów przy węźle odbiór, ponieważ na drugim miejscu po przecinku w wyniku jest 3, a u niego jest 4, ponieważ “wnioski są złe” i inne. Zwracanie sprawozdania bez powodu lub z rzuconym z pogardą tekstem “wnioski do poprawy” były dość standardowe. Próba uzyskania dodatkowych informacji kończyła się tekstem “ja już z panem skończyłem”. Oczywiście były jeszcze inne smaczki związane z tym panem, jak np. ocenianie zerojedynkowe.

    Rozgoryczenie i strach studentów były ogromne. Każdy chciał zdać kurs i mieć go już za sobą, część studentów jednak (do których należałem) nie chciała zostawić sprawy samej sobie i jeszcze przed zaliczeniem przez wszystkich przedmiotu zaczęto zbierać podpisy pod napisaną przez kilka osób petycją o odsunięcie prowadzącego od zajęć dydaktycznych - przynajmniej z tego kursu. Wywołało to zarówno entuzjazm, jak i obawę oraz sprzeciw wśród ludzi. Obawę, gdyż na studiach magisterskich ów prowadzący mógłby się mścić (również przy pomocy kolegów lub na obronie). Większość jednak podpisała ową petycję, z mniejszą lub większą obawą.

    Nie ma happy endu. Po wielu męczarniach i niezliczonych godzinach poświęconych kursowi udało się zdać, zazwyczaj na 3.0. Petycję miał zanieść student, który był powszechnie lubiany i uchodził za “przywódcę”, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Niestety, nie dostarczył jej, gdyż zostawił ją omyłkowo w siedzibie swojego koła naukowego, a później “nie miał czasu”, by ją wziąć i złożyć. Były już wakacje. Po wakacjach zdecydowana większość osób była przeciwna składaniu petycji. Bali się zemsty na magisterce lub na egzaminie dyplomowym. Zapomnieli również, co czuli w tamtych chwilach.

    Wnioski? Chyba mam kilka, które sprawdzą się w pewnych sytuacjach. Po pierwsze: emocje mają duży, a nawet zbyt duży wpływ na działanie. Po drugie: jak chcesz być złym, złośliwym czy utrudniać ludziom życie, to w sposób inteligentny. Po trzecie: mając władzę nad kimś możesz sobie pozwolić na naprawdę dużo. Po czwarte: jeśli ludzie się Ciebie boją, to wybaczą Ci naprawdę wiele.*

    [Marek Pureevil]

    * Bardziej niż “wybaczą” pasuje “odpuszczą”, zaniechają szukania sprawiedliości, ale wersja z wybaczą zdecydowanie lepiej wygląda.
    __________________________
    Nasz tag: #odmienbyc
    Nasz fp na fb
    #przemyslenia #studia #zycie
    pokaż całość

    źródło: Bez-tytułu-574x410.png

  •  

    Akcyjność po tragediach

    Przeczytałem wpis Dariusza Szczotkowskiego (link w komentarzu), w którym krytykuje polską „akcyjność”, czyli nagłą i intensywną aż do przesady reakcję polityków na jakąś tragedię lub wstrząs. Szczotkowski opisuje absurdy populizmu na przykładzie rządowych działań dot. karania pedofilii, spowodowanych oczywiście szokiem społecznym wywołanym przez dokument „Tylko nie mów nikomu” i z tymi uwagami się w 100% zgadzam, natomiast mechanizm tzw. akcyjności chętnie bym poruszył.

    No bo zastanówmy się. Jedynym prawdziwym celem polityka jest zdobycie i trzymanie władzy – tak mówi politologia i tak mówi doświadczenie. Realizowanie, nazwijmy to operacyjnie, „dobrej polityki” (czytaj: dbanie o państwo, o ludzi itd.) jest celem wtórnym, a właściwie narzędziem do osiągnięcia tego podstawowego. Teraz: możemy dbać o ludzi po prostu i po cichu, bo czujemy, że tak trzeba, lecz to nie zapewni nam rozgłosu; niewielu docenia bohaterów codzienności. Możemy jednak wykorzystać szum medialny wokół jakiejś sprawy, wykorzystać środki o 1000% przesadzone i pokazać się całemu narodowi jako dobry gospodarz, który gasi pożary i łapie przestępców. A że wskutek nieprzemyślenia pochopnych poczynań gaszony budynek się zapadnie, a przestępca zostanie zgilotynowany za kradzież batonika? Oj tam, grunt, że była reakcja władz!

    Z punktu widzenia społeczeństwa te impulsywne działania są szkodliwe, ale zasadniczo sami sobie jesteśmy winni. Większość społeczeństwa ma bardzo słabe pojęcie na temat tego, co się dzieje w strukturach państwa, wykazuje niewielkie zainteresowanie szczegółami i zajmuje stanowisko dopiero w momencie, gdy wydarzy się coś głośnego, hasła jak konstytucja, aborcja, strajkujący nauczyciele, pedofilia w kościele. Jeżeli więc polityk chce się przypodobać wyborcom, nic mu nie da racjonalna, cichutka praca z dokumentami w gabinecie – tu trzeba wyjść na barykady wraz z ludem, świeczki gasić samolotami, a za kradzież batonika karać śmiercią, najlepiej na stosie. Takie radykalne akcje elektorat zapamięta i powiąże z nazwiskiem, z twarzą, z nazwą partii, a słupki roosną, rosną rooosną.

    Jesteśmy współwinni akcyjności. Z rozsądkiem to nie do mnie, tak? Do mnie nie.

    [Konrad Populista]

    ________________________________
    Nasz tag: #odmienbyc
    Nasz fp na fb
    #polityka
    pokaż całość

    źródło: frank-underwood-house-of-cards.jpg

  •  

    Leczenie smutku smutkiem

    Raz na czas zdarza się, iż złapie nas choroba melancholijnego wieczoru, która wypełnia płuca, ściska serce i zwilża oczy słonym potokiem. Jednym z podręcznych leków na objaw takiego nocnego smutku jest muzyka, w którą lubimy uciekać, na której lubimy się opierać, poprzez którą chcemy się rozpogadzać. Ale podrzucę dziś inny, mniej intuicyjny sposób wychodzenia z chwilowego (bo chroniczny to zupełnie inna para kaloszy) smutku.

    Trzymajmy się przykładu muzyki. Zapytani o to, jakiej muzyki powinniśmy słuchać na doła, odruchowo powiemy - wesołej, wszak chcemy się rozweselić. Moją niekonwencjonalną propozycją doraźnej terapii jest jednak paradoksalnie skrycie się pod żaglami najposępniejszej dostępnej playlisty, oddanie steru w ręce melancholii i bezwładne tonięcie w oceanie molowych dźwięków. Bywa, że po kilkunastu lub kilkudziesięciu minutach takiej żeglugi docieramy do punktu, w którym nasze smutanie staje się na tyle absurdalne, że aż nam z nim głupio.

    Dysonans poznawczy wyjątkowo nam pomaga - przypomina, iż jesteśmy osobami racjonalnymi (a przynajmniej takimi byśmy chcieli siebie widzieć), więc jaki sens ma puste przeklinanie rzeczywistości, użalanie się nad sobą, zajadanie lodami i dzikie ryczenie na łóżku z “Hurt” Johnny’ego Casha sączącym się z głośnika? Gdybyśmy zobaczyli w takiej pozycji naszego kolegę, pewnie pomyślelibyśmy, że ten dramatyczny performens jest nieco przesadzony i zakrawa o groteskę, zatem może i nasz taki jest…? Tak czy inaczej, inhalowanie smutku w celu wyleczenia smutku bywa pomocne, choć radzę ostrożnie dobierać dawkę na swoje możliwości. Ach, no i pozdrowienia dla Melpomene, która jest patronką tego wpisu. ^^

    [Konrad II Smutny]

    __________________________
    Nasz tag: #odmienbyc
    Nasz fp na fb
    #przemyslenia #feels
    pokaż całość

    źródło: l-19165-when-you-deal-with-being-sad-by-listening-to-sad-music.jpg

  •  

    “Facts don’t care about your feelings”

    To krótkie zdanie niesie ze sobą bardzo ważny przekaz. Przekaz, który wydaje się coraz bardziej potrzebny w dzisiejszym świecie. Nie można się obrażać na świat i na to, jacy jesteśmy.

    Szczególne pole do popisu mają tutaj psychologia i socjologia, gdyż to one dostarczają nam bardzo “niewygodnych” faktów. Jak myślicie: kogo poruszą następujące zdania?

    Między kobietami i mężczyznami występują różnice w budowie mózgu, skąd biorą się zauważalne różnice w myśleniu, zachowaniu i podejmowaniu decyzji.
    Najlepszą pod kątem wychowania dzieci i najtrwalszą formą rodziny jest rodzina złożona z matki, ojca i dzieci - czyli założona przez dwoje rodziców będących kobietą i mężczyzną.
    Gatunek ludzki jest w pewnym, lecz nie decydującym stopniu monogamiczny.
    Męskie IQ posiada większe odchylenie standardowe od żeńskiego - czyli jest więcej mężczyzn z wysokim lub niskim IQ niż kobiet z wysokim lub niskim IQ.
    Występują i są zauważalne różnice między ludzkimi “rasami” w budowie anatomicznej oraz budowie mózgu, a przez to w IQ, skłonności do przestępstw, sposobie myślenia itd.
    Kobiety są bardziej ugodowe od mężczyzn.
    Transseksualizm jest zaburzeniem.

    Oczywiście, nie ma czegoś takiego jak wiedza pewna i może się ona za jakiś czas zmienić - podobnie jak nasz gatunek, który również ulega postępującym zmianom. Pragnę jednak zauważyć, że zamiast być zbyt wrażliwymi, należy weryfikować nie tylko dostarczone nam fakty (lub przypuszczalnie fakty), ale również swoje własne przekonania.

    [Marek Shapiro]
    ________________________
    Nasz tag: #odmienbyc
    Nasz fp na fb

    #psychologia #przemyslenia #nauka
    pokaż całość

    źródło: ludzie-twarze.jpg

  •  

    Niesamowity rozdźwięk wywoływał we mnie kiedyś temat sztuki, a właściwie jej wartości. W końcu czym mierzyć jej wartość? O jej jakości decyduje poklask publiczności, czy jej wartość wskazywana między innymi przez znawców? Czy Pendereckiego da się słuchać? Co jest dobre, a co złe w niej? (zawiało wręcz etyką). Czy disco polo z TVS to muzyka?

    Sztuka powstała aby zaspokoić ludzkie poczucie estetyki, które może “rosnąć w miarę jedzenia”; rolą sztuki jest również wywoływać emocje. Nie dziwi zatem, że w pewnym sensie miarą dzieła jest to, czy się ludziom ono podoba, czy też nie, oraz ilu osobom się podoba - skoro jest dla ludzi, to powszechna akceptacja danych dokonań artystycznych sprawia, że nabiera dodatkowo na wartości. Nieodłącznym elementem (a raczej konsekwencją) sztuki są emocje - i tak jak możemy cieszyć się słuchając “Don’t stop me now”, tak też możemy być zdołowani obrazami Beksińskiego. Wspomniana również “rosnąca potrzeba” może powodować, że dzieła muszą zachwycać coraz to nowym charakterem, oryginalnością czy przesłaniem, które chcielibyśmy w nich znaleźć, dostrzec lub chociażby się w nich doszukać. Tak oto płynnie przechodzimy na drugą stronę.

    Z drugiej strony można nadać sztuce pewien mistyczny, metafizyczny wręcz charakter, mający znamiona wyższej idei. Skąd ten pomysł? Nie wiem, choć się domyślam. Być może to podejście zostało zapoczątkowane przez sztukę poświęconą religii. Wtedy takie dzieła powinny być jak najdoskonalsze, gdyż mają wychwalać coś lub być poświęcone czemuś, co jest doskonałością, a w tym celu służyłyby skomplikowane i wysublimowane środki artystyczne.

    Ów spór między “kulturą wysoką”, a kulturą popularną trwa i będzie trwał. Wydaje mi się jednak, że skoro już wiemy, że są dwa koegzystujące (to słowo poznałem od Konrada) spojrzenia na sztukę, to możemy sztukę ocenić jednocześnie pod oboma kątami oraz tym trzecim - czyli swoim gustem.

    [Marek de Gustibus]

    _________________________
    Nasz tag: #odmienbyc
    Nasz fp na fb

    #sztuka #przemyslenia #kultura
    pokaż całość

    źródło: 3956495.jpg

  •  

    Powszechną taktyką dzisiejszych ludzi jest obrażanie się, szczególnie na rzeczywistość. Feministki obrażają się na różnice między płciami, frustraci seksualni obrażają się na reguły gry na rynku matrymonialnym, wolnorynkowcy obrażają się na większość społeczeństwa i obecne władze, socjaliści obrażają się na naturalne nierówności między ludźmi w stanie posiadania wynikające z naszej motywacji i zdolności do ich pozyskania, teiści obrażają się na naukę, antyteiści obrażają się na filozofię i socjologię, proszczepionkowcy obrażają się na idee wolnościowe, antyszczepionkowcy obrażają się na naukę, płaskoziemcy obrażają się… no dobra - bez przesady, pisowcy obrażają się na peowców, peowcy obrażają się na pisowców, linuxowcy obrażają się na windowsowców, windowsowcy obrażają się na Windowsa i linuxowców, komuniści obrażają się chyba na wszystko (tutaj mi trudno wyszczególnić jedną lub dwie rzeczy, na które obrażają się komuniści, ponieważ w tych światopoglądach nie gra tak wiele, że trudno to skrócić do jednego zdania).

    Jesteśmy zbyt delikatni. Krytykę bliskich nam ideologii lub przekonań traktujemy jak krytykę osobistą. Gdybyśmy tylko mogli przy rozważaniu jakiegoś zagadnienia odrzucić na chwilę swoje przekonania i umieć spokojnie, bezemocjonalnie przeanalizować dane zagadnienie...

    [Marek Łobrażon]
    _____________________________________
    Nasz tag: #odmienbyc
    Nasz fp na fb
    #feminizm #poprawnoscpolityczna
    pokaż całość

    •  

      @Ricostyczny @rmweb Sorry, nie zauważyłem :p.

      Nie do końca się zgodzę. Są to dwie reakcje i dwie sfery, które przenikają się. Wiadomo, nie lubimy nie mieć racji, ani być gnojeni czy uważani za głupich z tego powodu. Istotnie, jest to dość częste zjawisko, o którym piszesz @rmweb. Niemniej po pierwsze: pisałem o czymś bardziej "zaawansowanym", tak jakby szczebelek wyżej, czyli kiedy byle jaki atak na moje poglądy czy wiarę itd. wywołuje przesadzone reakcję i emocje. Po drugie: w obecnych czasach mamy ten komfort, że zazwyczaj gdy nie mamy racji pokażemy więcej kultury przyznając się do błędu spokojni i nie rozemocjonowani, niż gdy zaczniemy się wściekać o byle wytkniętą pomyłkę. Oczywiście, pomyłki też należy umieć wytykać. Lęk przed byciem "pokonanym" w sferze nie fizycznej, a mentalnej też jest pewnym przyczynkiem.

      Szczerze mówiąc nie jestem pewny, czy przekazałem to w zrozumiały sposób. Dzięki również za ten komentarz ;)
      pokaż całość

    •  

      @rmweb: tak, masz rację - powodem często jest neurotyzm, dochodzą nawet poważniejsze zaburzenia osobowości, z którymi w parze idzie właśnie niestabilność emocjonalna. Źródeł niestety tego jest wiele. Co do lęku przed byciem pokonanym - tak, ale dodałbym, że często jest to spowodowane również brakiem pokory, pychą, niedowartościowaniem czy dużym dysonansem między ego a super ego. Myślę, że ten lęk przed byciem pokonanym wynikać również może z braku pewności siebie. Niestety, ten software w głowie mamy przestarzały. ;). pokaż całość

      +: rmweb
    • więcej komentarzy (9)

  •  

    Gdy miałem jakieś 11 lat, złapałem wielkiego smaka na borówki. Co jakiś czas mama kupowała pudełko tych owoców i na spółę z bratem szybko je opróżnialiśmy. Mówiłem, że mógłbym jeść je na tony, żywić się wyłącznie borówkami, nigdy mi to pudełko nie wystarczało. No i któregoś dnia dostałem cały koszyczek borówek, ten duży jak na truskawki, cały dla mnie. „Jedz, ile chcesz” – usłyszałem. No to co miałem robić? Przystąpiłem szczęśliwy do dzikiej konsumpcji pysznych leśnych kulek! Nie zjadłem chyba nawet dwukrotności tego, co zazwyczaj, a już miałem dość. Brzuszek boli, smak zatracony… Odstawiłem koszyczek i dostałem wstrętu do borówek na dłuższy czas, nawet teraz ich już tak nie lubię. Teraz morał.

    Właściwie morały. Po pierwsze – ze wszystkim można przesadzić. Nieważne, jak wielką coś sprawia przyjemność, kiedy zakatujemy się tą rzeczą lub czynnością, prawdopodobnie nam zbrzydnie. Umiar jest bardzo ważny, bo dzięki niemu wszystko toczy się w naturalnym tempie, bez wielkich amplitud, których górki są niezwykle przyjemne, ale dołki nas wypalają.

    Po drugie zaś – czasami warto przesadzać (nie tylko kwiatki), a także pozwolić komuś przesadzić. Moja mama w kontrolowanych warunkach pozwoliła mi sprawdzić moje możliwości, zweryfikować pragnienia i oczekiwania, dać sobie samemu lekcję ostrożności w deklaracjach. Borówki to przykład śmieszny, lecz chodzi o analogię – przenieście ją na związki, nałogi, sporty ekstremalne, pracę. Generalnie przesadzanie jest z definicji złe, ale jeżeli mamy bezpieczne warunki, chcemy się sprawdzić i nie mówimy o heroinie… dobrze czasami przesadzić, by przekonać się, jak reagujemy na sytuacje skrajne i ile jesteśmy czegoś tak naprawdę znieść, jak bardzo to coś lubimy czy kochamy. Tylko pamiętajcie – nie przesadzajcie z przesadzaniem!

    [Konrad Szalony Ogrodnik]

    _________________________
    Nasz tag: #odmienbyc
    Nasz fp na fb
    pokaż całość

    źródło: 60211160_804924226561261_6802795053707165696_n.jpg

  •  

    Jak widzę szczęście?

    Szczęście niejedną ma twarz. Dla każdego może oznaczać co innego, jednak wszyscy uważamy je jako coś bardzo pozytywnego (ex definitione; to zdanie właściwie nic nie wnosi, ale w sumie jest fajnym wstępem). Dla chrześcijan to będzie przede wszystkim kontakt z Bogiem, dla epikurejczyków będzie to dbanie o większą ilość przyjemności w życiu niż cierpienia, a dla muzułmanów będzie to postępowanie zgodne z wolą Boga.

    Moje osobiste zdanie na temat szczęścia (doczesnego) jest dość specyficzne. Upatruję je w swoistej syntezie stoicyzmu, epikureizmu i bardzo rozsądnie dawkowanego hedonizmu. Zaznaczam, że z każdego z tych kierunków wybieram sobie co chcę.

    Pierwszym stopniem jest spokój i dystans do świata. Odpowiednio podchodząc do napotkanych sytuacji życiowych jesteśmy w stanie nie dość, że z chłodnym umysłem je przeanalizować i pokonać, to również zmniejszyć szansę na to, że wywołają nam one przykrość. Nieodzowna też jest pokora, która uczy nas, że życie to nie tylko piękne chwile, ale również cierpienie, do którego trzeba podejść w sposób dojrzały, bez użalania się i bez wyniosłości. Również brak przywiązania do posiadanych rzeczy powoduje, że ich strata jest mniej bolesna. Oczywiście, jest to bardzo trudne w świecie, gdzie wystarczy stracić telefon i komputer, by być odciętym od swoich znajomych czy pracy. Podchodząc jednak realistycznie, możemy okazywać mniej przywiązania do rzeczy, których strata nie pogorszy znacząco jakości naszego życia. Drugim stopniem jest uporządkowanie swojego życia (tak, posprzątaj swój pokój). I znowu - mało kto jest w stanie osiągnąć szczęście, nie mając pracy, domu lub przyjaciół (lub chociaż dobrych znajomych), dlatego zadbanie o tę sferę jest ważne. Znowu niekonsekwencja? No takie niestety jest życie, że wzajemnie przenikają się pewne postawy. Tak jak będziemy mili i kulturalni w towarzystwie, tak zaatakowani na ulicy nie będziemy nakłaniać napastnika do zaprzestania niecnych poczynań. Wracając do tematu, dodatkowo dochodzi troska o rodzinę, przez co utrata pracy, a w szczególności domu jest realnym zagrożeniem. Dlatego zapewnienie sobie dobrych warunków i bezpieczeństwa jest kluczowe. Trzecim stopniem jest radość i zadowolenie z życia. Tutaj (jak na każdym z omawianych poziomów) czai się kolejna pułapka - osoby radosne są bardziej impulsywne oraz częściej podejmują nieprzemyślane decyzje, przez co mogą sobie same zaszkodzić zadłużając się, niszcząc rodzinę itd. Ponadto w stanie długotrwałej euforii można przestać zauważać, jaki świat jest naprawdę - pełen niebezpieczeństw, cierpienia i ludzi. Ludzi, którzy są umiarkowanie źli.

    Oczywiście, jest to tylko moje spojrzenie i w żaden sposób nie uzurpuję sobie monopolu na rację - dróg do szczęścia zapewne jest wiele i dla każdego może ono oznaczać coś innego. Ponadto ta droga jest według mnie bardzo robocza, realistyczna i pełna sprzeczności, przez co wymaga wrażliwości na to, kiedy i co stosować. Nie ujmuje również takich aspektów jak wysoka niewrażliwość na neuroprzekaźniki czy inne patologie mózgu. W szczęściu widzę raczej nawyk lub domyślną postawę, do której wracamy nawet po wyjściu z równowagi.

    [Marek Szczęśliwy]

    __________________________
    Nasz tag: #odmienbyc
    Nasz fp na fb
    pokaż całość

    źródło: lobsta.jpg

  •  

    Nie wiem, czy jesteście fanami piłki kopanej, ale dzieją się w niej ostatnio rzeczy niestworzone, które przyprawiły mnie o refleksję. W skrócie: złożony w większości z młodych piłkarzy Ajax Amsterdam jako underdog dotarł do półfinału Ligi Mistrzów, najbardziej prestiżowych rozgrywek klubowych na świecie, odpalając po drodze wielkie marki jak Real Madryt czy Juventus, by przegrać w rewanżowym meczu półfinału z Tottenhamem po bramce w ostatniej sekundzie spotkania. Scenariusz jak z filmu. Do końca wydawało się, że Dawid pokona kolejnego Goliata i powalczy w finale, lecz historia nowych ulubieńców kibiców nie miała happy endu – po ostatnim gwizdku gracze z Niderlandów leżeli zapłakani na murawie, wiedząc, że stracili szansę życia, że być może już nigdy nie osiągną czegoś tak wielkiego, a już na pewno nie po takiej podróży. Powiedzieć, że im jest przykro, to jak nic nie powiedzieć.

    Ale czy warto? Czy warto było pokonywać całą tę drogę, pełną zarówno trudu, jak i satysfakcji, by na koniec doznać tak ogromnego zawodu? Nie lepiej zamknąć się w twardym kokonie nawyków, daleko od wszelkich szans, ale też z dala od zagrożeń dla naszej pewności siebie i poczucia bezpieczeństwa? Wszak profesjonalni piłkarze poświęcają całe swoje życie piłce, więc pomyślcie, jak wielką przykrością musi być taka porażka na metr przed metą. Moim zdaniem było warto. Pomijając fakt, że już wcześniej osiągnęli sukces ponad stan – warto było narażać się na przykrość. Każdy z nas boi się porażki, bo porażka boli. Jeżeli jest uczciwa, to oznacza dodatkowo, że jesteśmy na coś za słabi, niewystarczający, pokazuje nam nasze miejsce w szeregu.

    Tylko że cały ten nasz świat opiera się na porażkach. Metafora gry jest jak najbardziej adekwatna, bo praktycznie w każdej interakcji są jacyś wygrani i przegrani (czasami to nie jest gra o sumie zerowej, wtedy bywa, że razem gramy przeciwko losowi/naturze); zawsze ktoś się cieszy, a ktoś płacze; ktoś nie śpi, by spać mógł ktoś. Nie da się niczego osiągnąć bez ryzyka, że będzie nam przykro, a często to ryzyko się sprawdza i faktycznie nas niepowodzenie kłuje w serduszko. A więc gdyby tak piłkarze Ajaxu od wróżbity Macieja wiedzieli z góry, że dojdą tak daleko, ale przegrają, co napełni ich smutkiem i żalem – powinni startować w zawodach? Narażać się na takie nieprzyjemności? Myślę, że tak, bo przykrości psują nam życie, ale żyjemy dla zwycięstw.

    pokaż spoiler Poza tym jechać Totki ~podpisano fan Chelsea


    [Konrad de Ligt]

    _________________________
    Nasz tag: #odmienbyc
    Nasz fp na fb
    #pilkanozna #przemyslenia
    pokaż całość

    źródło: ajax.jpg

    •  

      @Odmien_Byc ej, ja dzisiaj straciłem szansę na coś wielkiego, od rana chodzę zdołowany ale nie wiem dlaczego to mi pomogło teraz

    •  

      Czy warto było pokonywać całą tę drogę, pełną zarówno trudu, jak i satysfakcji, by na koniec doznać tak ogromnego zawodu? Nie lepiej zamknąć się w twardym kokonie nawyków, daleko od wszelkich szans, ale też z dala od zagrożeń dla naszej pewności siebie i poczucia bezpieczeństwa? Wszak profesjonalni piłkarze poświęcają całe swoje życie piłce, więc pomyślcie, jak wielką przykrością musi być taka porażka na metr przed metą. Moim zdaniem było warto.

      @Odmien_Byc: Ekstraklasa się nie zgadza. Oni lubią się kopać na własnym podwórku ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      pokaż całość

  •  

    Obecny feminizm niestety szkodzi na wiele sposobów i jest mnóstwo stron, które na bieżąco dobrze punktują jego wybryki, jak choćby @Antyfeministyczna. Chciałem omówić pewne feministyczne twierdzenie, z którym większość osób milcząco się zgadza lub nie odnosi się do niego w sposób adekwatny.

    Jest to swego rodzaju narracja historyczna, w której to kobiety były ciemiężone przez mężczyzn oraz przez większość historii były ofiarami patriarchatu - czyli mężczyzn.

    (Zapewne wiecie, co teraz napiszę.) Problem jest wielopłaszczyznowy. Zacznę od łatwiejszej i bardziej oczywistej strony: w obecnych czasach tworzenie owej narracji wojny płci oraz stawianie znaku równości między płciami jest szkodliwe, czego skutkiem są rosnące uprzedzenia, niechęć do drugiej płci, niezdrowa rywalizacja, problemy z własną psychiką oraz coraz częstsze problemy rodzinne.

    Przejdźmy do tego jak to kurła kiedyś było. Oczywiście chronologicznie. Od kiedy nasz gatunek zaczął jeść mięso, a było to jakieś 70 000 - 80 000 lat temu, rozwój mózgów naszych przodków zdecydowanie przyśpieszył. Jako plemiona głównie koczownicze i stosunkowo od niedawna prowadzące osiadły tryb życia przystosowaliśmy się do podziału obowiązków i ról zależnie od płci, wieku, siły itd. w celu zwiększenia szansy na nasze przetrwanie. W spadku po tym koczowniczym trybie życia posiadamy przykładowo potrzebę spacerowania lub biegania - przebycia pewnego dystansu dziennie obojętnie w jaki sposób. Piętno wywarł na nas nie tylko koczowniczy tryb życia czy jedzenie mięsa, ale również ów podział obowiązków między płciami. Jest on szczególnie widoczny, gdyż oprócz różnic w zachowaniu i pełnionej funkcji w plemieniu dochodzą również różnice biologiczne (no serio, nie zmyślam). Jak zapewne wszyscy to wiemy, dla kobiety posiadanie dziecka jest zupełnie innym ciężarem (celowo użyte słowo) niż dla mężczyzny - dla kobiety jest to o wiele większy wydatek energetyczny, a brak zapewnienia odpowiedniej opieki i bezpiecznej sytuacji dla dziecka spowodowałoby jego niechybną śmierć. Niejako ciekawostką i anegdotycznym przykładem są płazińce z gatunku Pseudobiceros hancockanus, które to walczą na penisy - przegrany osobnik pozostaje przekłuty penisem i zapłodniony, a przez to musi borykać się z problemami macierzyństwa. Także ten, macierzyństwo w świecie przyrody jest uznawane za lekki problem. Należy też zauważyć, że traktowanie kobiety i jej rola odbiegały od dzisiejszego pojmowania. Kobieta była niejako dobrem, od którego zależało dobro danego plemienia. Nie inaczej było z mężczyznami, którzy można powiedzieć służyli jak narzędzia do obrony wioski i zdobywania pożywienia. Z jedną drobną różnicą - życie kobiety było ważniejsze, gdyż to ona rodzi dzieci i ponosi większy wydatek energetyczny. W fizyce występuje zasada najmniejszego działania i z przymrużeniem oka zachodzi ona również u organizmów żywych. Kolejnym spadkiem po tamtych czasach jest większa liczba narodzin chłopców niż dziewczynek, obserwowana również obecnie.

    W późniejszych czasach, kiedy ludzie zaczęli budować pierwsze osady i nadawali im dość osobliwe nazwy, jak Çatalhöyük, ludzka natura nie wydawała się zmieniać jakoś drastycznie. Zwiększał się poziom organizacji plemion i społeczeństw, powstawały religie i takie tam, przechodząc do sedna - role płciowe w większości przypadków zostały zachowane. W większości, gdyż omówienie wszystkich niuansów i historii państw jest niewykonalne w poście. Czyniąc jednak długą historię krótką, trochę to zależało od uwarunkowań kulturowych. Owszem, były kultury dość nieprzyjemne dla kobiet, jak starożytna Sparta czy średniowieczna Mongolia, gdzie kobiety były traktowane bardziej jak rzecz lub inkubator + opiekunka do dzieci. Niemniej należy zauważyć, że w zdecydowanej większości przypadków w historii sytuacja kobiety była taka sama jak mężczyzny na tym samym szczeblu drabiny społecznej. Różnice były jedynie takie, jak w plemionach, czyli różniły się podziałem obowiązków - mężczyźni chodzili na wojny, ginęli w najazdach, ciężko pracowali, kobiety zaś zajmowały się dziećmi, pracą koło domu, wyborem odpowiedniego partnera (tak, to jest bardzo ważne i nie należy tego lekceważyć) itd. Przykładów na to jest mnóstwo. Na Rusi przed pojawieniem się chrześcijaństwa kobiety mogły wybierać sobie mężczyzn wedle upodobania - samo w sobie to nie jest dziwne, jednak ciekawy jest sposób, w jaki to się odbywało, bowiem kobieta mogła w każdej chwili opuścić nieporadnego męża z dowolnego powodu i w dowolnym czasie, a ów mąż… zostawał wtedy niejako wyśmiany i poniżony w oczach otoczenia. Ciężkie to były czasy Panowie, prawda? Inny przykład - w średniowiecznych Niemczech (no niech będzie: Świętym Cesarstwie Rzymskim Narodu Niemieckiego, Germanie to lubią długie nazwy) kłótnie małżeńskie były rozwiązywane w dość osobliwy sposób: mężczyzna był umieszczany do pasa w wykopanym w ziemi dole, w jednej ręce miał drewniany miecz, którym mógł się bronić, zaś kobieta chodziła dookoła niego niczym nie skrępowana i mogła go uderzyć kamieniem umieszczonym w chuście.

    Długie to już, więc zaraz kończę. W zeszłym roku feministki świętowały stulecie praw kobiet w Polsce. Może tylko zauważę, że na mocy Dekretu o ordynacji wyborczej do Sejmu Ustawodawczego prawa wyborcze przyznano w tym samym czasie i w tym samym dokumencie mężczyznom. Mam nadzieję, że nie muszę komentować. Podsumowując: kobiety i mężczyźni w tych samych czasach i o tym samym statusie mieli zazwyczaj taką samą sytuację. Zaznaczam, że w tym poście chodzi mi o jakość życia, szacunek oraz postrzeganie istotności roli w społeczeństwie - w polityce różnice te były widoczne, choć nie tak drastyczne, jak się współcześnie utrzymuje. Jako przykład: do sejmu szlacheckiego w Polsce oprócz cenzusu statusu istniał również cenzus płci. Jako kontrprzykład: królem Polski była Jadwiga, a władzę sprawowały (nie tytularną, lecz faktyczną) nieraz kobiety, jak np. Bona. Tak, to jest skomplikowane. Dziękuję, że wytrwaliście do końca i mam nadzieję, że rzuciłem ciekawe światło na zaistniałą sprawę. Zachęcam również do zgłębienia tematu.

    [Marek Antyfeministyczny]

    ___________________________________
    Nasz tag: #odmienbyc
    Nasz fp na fb

    #historia #feminizm
    pokaż całość

    źródło: ldGk9kpTURBXy81NzI5MWE0NjkyNmUwMTJiZGQyOWFmM2E3OTVmM2I2NC5qcGeSlQLNA8AAwsOVAgDNA8DCw4GhMAE (1).jpg

    •  

      @hitherto: dzięki za uwagę, istotnie sprawdziłem ponownie i jest to prawda - miałem złe źródło wcześniej.

      W poście wkradł się jeszcze jeden błąd, za co przepraszam. Kobiety w Sparcie miały całkiem dobrą sytuację, gdyż brały udział w zawodach, pobierały nauki i mogły w dość swobodny sposób decydować o sobie. W ten sposób miały lepszą sytuację od kobiet z innych polis, np. z Aten.

    • więcej komentarzy (3)

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika Odmien_Byc

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (2)