•  

    Po raz pierwszy będę robiła duży koc i nie wiem jaka włóczka i metoda będzie najlepsza. Geniusze z tagu #szydelkowanie pomóżcie (ʘ‿ʘ)

    Na kocu ma być grafika w czerni i bieli, więc ważne, żeby w praniu kolor nie zafarbował białego. Powinna być też relatywnie tania, bo pójdzie mi kilka(naście) motków... Skład nie musi być fajny, bo to będzie raczej kapa na łóżko czy do powieszenia na ścianę, a nie do grzania nóżek w zimie.

    Nie wiem też czy bawić się z graphgan czy C2C, nigdy nie robiłam C2C i nie mam pojęcia czy przy tym poziomie szczegółowości ma sens (kwadraciki musiałyby być baaardzo malutkie).
    Grafika pic rel, umiem przerobić sobie na schemat, ale rozmiar trochę mnie przeraża.
    pokaż całość

    źródło: ghost.jpg

  •  

    Mirki, będę miała rozmowę o pracę w #deloitte dział Risk Operations Center. Rozmowa ma być po polsku i angielsku, a z mówieniem po angielsku u mnie tak średnio...
    Jakieś porady? O co pytają, czy warto wykuć jakieś biznesowe słówka i frazy, czy raczej sprawdzają zwykłą gadkę? Nastawiać się na korpo pitu-pitu jak bardzo chcę się rozwijać w ich strukturach czy same konkrety?
    Nie wiem też jakie są widełki na stanowisku juniorskim, a nie chcę przestrzelić podając zbyt wysoką stawkę.
    #pracbaza #rozmowakwalifikacyjna
    pokaż całość

    •  

      @Onomastyka: Czy można wiedzieć jak poszła rozmowa? Jaką stawkę zaproponowałaś i jak została przyjęta?

    •  

      @Dream10: 4k brutto, nie zaprosili mnie do dalszych etapów. Zero zaskoczenia ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      Sama rozmowa to mnóstwo pitolenia o tym, dlaczego chcesz pracować akurat tam i na tym stanowisku, co wiesz o tej pracy i dlaczego Deloitte jest najwspanialsze. Kilka zdań o dotychczasowym doświadczeniu i trudnej sytuacji z przeszłości i jak sobie z nią poradziłeś. Po angielsku parę ogólnych pytań - o hobby, wybór studiów i coś tam jeszcze, takie pierdoły raczej.
      P.S. Już po rozmowie koleżanka uprzedziła mnie, że nie chcę dostać tej pracy, bo zna ludzi stamtąd i to ostre zapierdalanie po 16h na dobę i nie warto. Też się zastanów czy na pewno tego chcesz.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (9)

  •  

    760 + 1 = 761

    Tytuł: Demon Ruchu (wydanie uzupełnione)
    Autor: Stefan Grabiński
    Gatunek: horror
    Ocena: 8/10
    ISBN: 9788364416200
    Wydawnictwo: bookrage.org

    Oto przed Państwem polski Lovecraft, słowiańki Poe!
    ...tylko, że nie. Fantastyczne nowele Stefana Grabińskiego to jedyne w swoim rodzaju historie, wyjątkowe i wciągające od pierwszych zdań. Zatem nie polski Lovecraft - tylko nasz własny Grabiński. Zapomniany u schyłku życia, po latach wyciągnięty na światło dzienne i doceniony za granicą.

    Tematyka wszystkich opowiadań krąży wokół kolei - widmowych pociągów, przedziwnych pasażerów, podóży bez celu i torów prowadzących w nieznane. I choć niektóre fragmenty trącą myszką, to całokształt roztacza przed czytelnikiem niepowtarzalną, nieco niepokojącą atmosferę. Kolej zaczyna jawić się jako autonomiczny byt, z jego własnym porządkiem rzeczy i przeznaczeniem, dla którego pasażerowie są tylko bezwolnym narzędziem.
    Dobra, klasyczna groza. Do czytania podczas nocnej podróży pociągiem.

    #bookmeter #bookmeter #grozabookmeter #horrorbookmeter #horrorbookmeter
    pokaż całość

    źródło: s.lubimyczytac.pl

  •  

    544 + 1 = 545

    Tytuł: Jestem Marysia i chyba się zabiję dzisiaj
    Autor: Mery Spolsky
    Gatunek: literatura piękna
    Ocena: 3/10
    Wydawnictwo: Kayax
    Forma książki: audiobook

    Nie wiem jak ocenić tę książkę. Tym bardziej, że to wcale nie jest książka.
    Powstały trzy wersje - papierowa, audiobook i słuchowisko. Wybrałam słuchowisko ze wstawkami dźwiękowymi i piosenkami. Przez sześć i pół godziny zastanawiałam się, jak te teksty wyglądają na papierze, jak się je czyta i odbiera.
    ...i nie mam dobrych wieści. "Jestem Marysia..." jest okropna - infantylna, pełna dziecięcych rymów i płytkich przemyśleń. Znam styl Mery, lubię jej niezbyt wyszukane zabawy słowem, ale to co uchodzi w muzyce, tutaj rozkracza się na środku drogi jak stary rzęch. W połowie miałam już tak dość, że przewijałam niektóre fragmenty w nadziei, że następny rozdział będzie piosenką. Czytane teksty były męcząco rozwleczone, i choć gdzieniegdzie błysnęło oryginalne zdanie, to w większości przypadków były po prostu irytujące.
    Co innego piosenki. Jeśli lubicie energiczne, popowe melodie z elektronicznymi wstawkami, odpalcie sobie tytułowy utwór na YT. To wystarczy.

    #bookmeter #bookmeter #literaturapieknabookmeter
    pokaż całość

    źródło: s.lubimyczytac.pl

  •  

    379 + 1 = 380

    Tytuł: Historie podniebne
    Autor: Jakub Małecki
    Gatunek: literatura piękna
    Ocena: 6/10
    ISBN: 9788381295284
    Wydawnictwo: Sine Qua Non
    Liczba stron: 160

    Z Jakubem Małeckim jest jak z tortem - pierwszy kawałek jest przepyszny, drugi też, trzeci bez szału, ale może być, ale po czwartym masz dość. Przecież jadłeś ten smak już tyle razy...
    Małecki zaczynał od grozy. Pokręcone historie wywołujące niepokój, zwykli ludzie uwikłani w potyczki nieludzkich sił, lęk i niepokój swędzący z tyłu głowy. Ogromny potencjał, mistrzostwo gatunku. A potem przepoczwarzył się w pisarza bestsellerowych obyczajówek, tak do siebie podobnych, że niemal nieodróżnialnych. Każda z nich osobno jest bardzo dobra, ale gdy zestawić je razem, są do bólu wtórne.
    "Historie podniebne" to zbiór opowiadań z pogranicza - już wygładzonych pod gusta powszechnego czytelnika, ale wciąż jeszcze zawierających nutę niezwykłości. Niektóre umykają z głowy chwilę po przeczytaniu ostatniego zdania, inne pozostawiają to trudne do opisania wrażenie dopełnienia i satysfakcji.
    Dwie najlepsze historie - "Żaglowce i samoloty" oraz "Utracone światy Niño Sandovala" drastycznie się od siebie różnią. I może właśnie dlatego są takie dobre.

    #bookmeter #bookmeter #literaturapieknabookmeter
    pokaż całość

    źródło: s.lubimyczytac.pl

  •  

    315 + 1 = 316

    Tytuł: Portret nietoty
    Autor: Jacek Dukaj
    Gatunek: fantastyka, fantasy, science fiction
    Ocena: 10/10
    ISBN: 9788308056356
    Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
    Liczba stron: 60

    Dukaja się rozumie albo i nie. A kiedy się rozumie, to się go kocha albo nie znosi. Nie ma nic pomiędzy.
    "Portret nietoty" to próba opisania nieistniejącego zmysłu. Bohaterka, nietota pozbawiona tuchu, porusza się po świecie, w którym wszyscy tuchują i pachują, komunikują się za światem za pomocą prążnych, michurnych metryk z taką łatwością, z jaką używają słuchu i wzroku.
    Staje się kochanką i muzą artysty tworzącego komcharty oparte na tuchu - a może tylko narzędziem, zwierzątkiem uroczym w swojej nieporadności? A może dziką boginią, w swej wolności wyrosłą ponad stępione metryki tłumu...?

    Warto zagłębić się w ten udany eksperyment językowy i poznawczy. Można otrzeć się o zrozumienie, już prawie, prawie poczuć, wytuchować... i obudzić się tuż przed, jak Laura.

    #bookmeter #fantastykabookmeter #dukaj #sciencefictionbookmeter
    pokaż całość

    źródło: s.lubimyczytac.pl

  •  

    66 + 1 = 67

    Tytuł: Carmilla
    Autor: Joseph Sheridan Le Fanu
    Gatunek: horror
    ISBN: 9788364416934
    Tłumacz: Paulina Braiter-Ziemkiewicz
    Wydawnictwo: Code Red Tomasz Stachewicz
    Liczba stron: 163
    Ocena: 9/10

    Lubię odkrywać nieco już przykurzone nowele fantastyczne. Widać w nich jak na dłoni, jak w ciągu nieco ponad setki lat rozwinęły się popularne dziś tropy i wątki oraz jak, mimo upływu lat, pociągające są oryginalne dzieła.
    "Carmilla" to poprzedniczka "Draculi" - krótka, przepełniona napięciem historia z wątkiem wampirycznym. Zawiera zadziwiający, odstręczający erotyzm, niepokój ogarniający mimo blasku dnia, niewypowiedzianą tajemnicę. Klasyczna, charakterystyczna dla gotyku narracja sprawia, że czytelnik szybko odkrywa prawdę i gorączkowo pragnie, by i bohaterowie wreszcie zaczęli się jej domyślać. I zakończenie również klasyczne, aż miło sobie przypomnieć tę nieoczywistą dziś, bo uchodzącą za sztampową, konstrukcję.

    #bookmeter #fantastykabookmeter #gotykbookmeter #horrorbookmeter
    pokaż całość

    źródło: s.lubimyczytac.pl

  •  

    54 + 1 = 55

    Tytuł: Puste niebo
    Autor: Radek Rak
    Gatunek: fantasy, science fiction
    ISBN: 9788364384530
    Wydawnictwo: Powergraph
    Liczba stron: 448
    Ocena: 8/10

    Opowieść o tym, jak Tołpi zbił księżyc, a stary cadyk z Lublina próbował wytopić go na nowo.
    Przyjemna to lektura, nasiąknięta ludowością, marzeniami sennymi i żydowskimi legendami o Lublinie. Główny bohater, chłopiec na granicy dorosłości, tchórz o niezbyt czystym sercu, nie rozumie wcale jak ważne zadanie przed nim stoi. Wszystko dzieje się jakby poza nim, a on płynie z prądem wydarzeń, psując co nieco tu i ówdzie, strzeżony przez wierzbowego czarta.
    Historia wyjątkowa i nieoczywista, jednak gorsza niż "Baśń o wężowym sercu", w której widać jak bardzo Rak się rozwinął i wypracował własny, unikalny styl.
    Nie wszystko tu kończy się dobrze. I dobrze.

    #bookmeter #fantasybookmeter #sciencefictionbookmeter
    pokaż całość

    źródło: s.lubimyczytac.pl

    •  

      @przypadkiem: na sam początek "Małe zwierzątka" (jest na Wolnych Lekturach) - co prawda nieco inna konwencja, ale krótkie i bardziej przystępne niż powieści. Potem "Baśń...".

      @ksanthippe: rozumiem dlaczego bardziej podoba Ci się ta książka, mnie ta tematyka też bardziej podchodzi. Znam lubelskie legendy, lubię ten oniryczny klimat, mieszkam tutaj i mogę sobie wyobrazić miejsca, w których dzieje się akcja :) Jednak pod względem technikaliów - tempa opowieści, narracji i w ogóle prowadzenia historii ku finałowi widzę duży postęp w Baśni właśnie. pokaż całość

      +: p.........m, ksanthippe
    •  

      @Onomastyka: tak, technicznie "Baśń..." jest znacznie lepsza i bardzo płynnie się ją czyta. Tylko wulgaryzmy mnie irytowały, nieco ich za dużo było, więc przestały robić efekt stylistyczny w pewnym momencie.

    • więcej komentarzy (4)

  •  

    Piękna to była paka, nie zapomnę jej nigdy!
    Mój anonimowy Mirkołaj naprawdę się postarał. Począwszy od wartości materialnych - dwie książki w jednym prezencie? Najlepsze święta ever! - aż po wzruszający list. To niesamowite, jak zupełnie obcy człowiek postarał się poznać mnie poprzez skrawki informacji ujawnione na mirko i w opisie i jak dobrze mu się to udało.
    Dostałam dwie książki wydawnictwa Czarne, które uwielbiam, a o czym Mirkołaj nie mógł wiedzieć :) I żadnej z nich jeszcze nie czytałam, zapowiada się więc przyjemny świąteczny weekend z lekturą. Plecaczek z Pac-manem to absolutny sztos, zgadnijcie kto właśnie pakuje do niego buty do wspinaczki i będzie się lansował na ściance ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Do tego koszulka ze starą dobrą Myszką Miki (zgodnie z przeznaczeniem będzie moim outfitem na kacowanie po Sylwestrze) i słodycze, które próbują podkraść domownicy, ale bronię ich jak niepodległości.

    Dziękuję Ci, tajemniczy Mirkołaju. Mam nadzieję, że te święta i nadchodzący Nowy Rok będą dla Ciebie dobre i pełne radosnych chwil. Wesołych Świąt!

    #pokapake #wykopaka
    pokaż całość

    źródło: pokapake.jpg

  •  

    Dear diary, today @walzky was a pretty good guy!

    Dotarła do mnie kartka z Czarnogóry z październikowego rozdajo. Niniejszym dołącza do jeszcze niewielkiej kolekcji - z dumą będę opowiadać znudzonym gościom, że to z wypoku ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Dziękuję za przemiłą wiadomość na odwrocie, niech wam się dobrze wiedzie!

    źródło: 20211127_121142.jpg

  •  

    Poszukuję pewnego reportażu.
    Lata temu, na warsztatach Marek Kusiba opowiadał nam o tekście dotyczącym więźniów, w którym autor zastąpił wszystkie przekleństwa jakimiś śmiesznymi zwrotami. Reportaż miał się nazywać "dzień kończy się w kiciu" albo jakoś podobnie. Na pewno powstał przed 2010 rokiem, a wydaje mi się, że nawet przed 2000. Nigdzie nie mogę go znaleźć, będę wdzięczna za każdą wskazówkę - tytuł, autora, w jakiej gazecie albo zbiorze się ukazał, a za skan obiecuję dożywotnio plusować wszystkie Twoje wpisy!
    #reportaz #kiciochpyta #szukam
    pokaż całość

  •  

    Może i robimy chujowo, ale kto robi dobrze?

    #kurvinox #szydelkowanie #handmade

    źródło: 20211120_103837.jpg

  •  

    Coś mi się zalęgło. Wrzuciłam pościel do prania, wracam, a tu tyle szkodników! Myślicie, że woda wystarczy, czy trzeba rozłożyć trutkę?
    #koty #pokazkota #kitku

    źródło: 20211112_113219.jpg

  •  

    Mirki z tagu #szydelkowanie podpowiedzcie proszę jaką włóczkę kupić. Chcę zrobić maskotkę, ok. 80 cm długości, schemat robię z głowy. Drobne sploty odpadają, bo się zajeżdżę, ale nie wiem na ile gruba może być nić, żeby to ładnie wyglądało - brzuch będzie pękaty, a kończyny raczej cienkie, żadne tam puchate łapki.
    Do tej pory robiłam szaliki, czapki i bombki choinkowe, nie mam doświadczenia z maskotkami.

    #szydelko #kiciochpyta
    pokaż całość

  •  

    Mirki, jaką ciekawą grę znalazłam za 12 zł!
    Poszłam do second handu po jakiś sweter na zimę, a wyszłam z dwiema grami - za 12 i 3 zł. Obie nówki sztuki. Tańsza, "Inspector McClue. The Monte-Carlo Murders", wymaga od 6 do 8 graczy i wcześniejszych przygotowań, nie było więc jeszcze okazji w to zagrać. Za to druga...

    "City of zombies" to w założeniu kooperacyjna edukacyjna planszówko-karcianka dla dzieci. Żeby pokonać nacierające zombie, rzucamy trzema kostkami k6 i dodajemy, odejmujemy, mnożymy lub dzielimy wynik z każdej, by uzyskać liczbę odpowiadającą karcie, którą chcemy usunąć z planszy. Pozostałe potwory co turę przesuwają się o jedną linię do przodu, a kiedy osiągną poziom barykady, zjadają naszych ocalałych. Naszym celem jest przetrwanie 15 tur i uratowanie jak największej liczby ludzi.
    W miarę jak gracze oswoją się z zasadami, a dzieciaki z podstawowymi działaniami matematycznymi, można wprowadzać dodatkowe zasady i karty - konieczność używania wszystkich trzech kostek, możliwość potęgowania i pierwiastkowania, zakaz werbalnego podpowiadania innemu graczowi. Niektóre zombie blokują atakowanie innych w swojej linii, przywołują na planszę dodatkowych przeciwników i tak dalej.

    Tyle zasad, a jak wygląda to w praktyce? Graliśmy w trzy osoby, wszystkie już dawno po maturze z matmy i bawiliśmy się świetnie! Rozgrywka jest bardzo dynamiczna, a próby wykręcenia konkretnego wyniku z niesprzyjających rzutów angażują wszystkich. Karty są przyjemne dla oka i dobrze zaprojektowane - dość łatwo odczytać z nich dodatkowe zasady. Nie mam w otoczeniu dzieci, nie wiem więc jak będzie im się uczyło dodawania i mnożenia z tej gry, ale spokojnie mogę polecić ją dorosłym na luźną domówkę ;) Gra na 1-6 osób, ale myślę, że wystarczy zwiększyć liczbę spawnujących się zombiaków w każdej turze i spokojnie można będzie zwiększyć liczbę graczy.
    Polecam, Zbigniew Wodecki.

    #grybezpradu #gryplanszowe #perelkizlumpeksu
    pokaż całość

    źródło: 20211024_123620.jpg

  •  

    Mirki, gdzie kupię dobre sake na prezent? #lublin albo online. Nieważne czy słodkie czy wytrawne, ważne żeby tej lepszej jakości - ginjo, daiginjo i lepsze.
    #sake #zakupy #kiciochpyta

  •  

    Czy ktoś używa Legimi na dwóch telefonach bez dopłaty?
    Chcę wykupić pakiet ebooki + audiobooki bez limitu, najlepiej od T-Mobile (cebula mocno) i bardzo zależy mi na konfiguracji 2 telefony i czytnik. Tymczasem nie mogę znaleźć jasnych informacji na ten temat... W sekcji FAQ piszą, że mogą być dwa telefony, w cenniku że 1 telefon, za to dwa czytniki zamiast komputera, a na stronie T-Mobile że tylko po jednym urządzeniu z rodzaju.
    Ktoś próbował dwóch telefonów i działa? Nie widzi mi się dopłacać 20 zł, ostatecznie weźmiemy "normalny" pakiet jeśli na pewno da się go ustawić pod siebie.
    #legimi #kiciochpyta #czytajzwykopem
    pokaż całość

  •  

    Czytam wpis Mirka, że mu jakiś rolnik wyrzucił na działkę buraki i przypomniała mi się historia z pracy.
    Pracuję w ARiMR, przyznajemy dopłaty. W dużym skrócie, zwykle nie obchodzi nas czyja jest ziemia, tylko kto ją uprawia. Jest jednak parę wyjątków. Jeśli działka należy do ZWRSP (Zasób Własności Rolnej Skarbu Państwa), trzeba mieć albo dzierżawę od KOWRu albo umowę (nawet na gębę) z kimś, kto tę dzierżawę ma.
    Przychodzi pan rolnik 60+, bo wybiło błąd i ktoś dzwonił, że brakuje umowy.
    - Ma Pan dzierżawę?
    - Paaani, nic nie mam, sąsiad powiedział, że nieużytek i mogę sobie siać.
    - To musimy wycofać działkę z płatności.
    Pan się loguje na eWniosek, pokazuję mu jak usunąć i zagaduję, że może zawrzeć z KOWRem umowę, bo ta działka jest wolna, a jak ktoś inny to zrobi to już sobie nic nie posieje.
    - Eee tam, pani, po co mnie to. Już jedną obok ktoś kupił to i nie mogę uprawiać, a tyle lat obsiewałem...

    Uśmiechnięty wszedł, uśmiechnięty wyszedł, tylko ja nie wiem co myśleć. I tak to się żyje na tej wsi.
    #rolnictwo
    pokaż całość

  •  

    Jak nauczyć się wstawać wcześnie?
    Wstaję do pracy o 6, niby nawet się wysypiam, ale już o 20 padam na twarz. Nie mam siły na nic, czasu na siebie i na hobby mało. A teraz co najmniej dwa razy w tygodniu będę musiała wstawać o 5...
    Jakieś sposoby na to, żeby dać radę i nie być nieprzytomną? Kawa i energole odpadają, jem zdrowo, mam sporo ruchu, kładę się o tej 20-21, po prostu jestem typem, który lubi sobie pospać i najlepiej żyje mu się w nocy.

    #kiciochpyta #sen
    pokaż całość

  •  

    Mirki, pijcie ze mno kompot! Po 9 latach od zdania prawa jazdy w końcu wsiadłam za kółko.
    Zdaję sobie sprawę, że dla większości z was jazda samochodem jest umiejętnością na poziomie mniej więcej tym samym co mnożenie czy samodzielne wiązanie sznurówek. Ale nie dla mnie.

    Tuż przed maturą zdałam prawko, pojeździłam parę razy, a potem mniej więcej w tym samym czasie miałam niebezpieczną sytuację na drodze, poszłam na studia i zachorowałam na depresję. Nie tylko nie było gdzie i po co jechać, na lekach wręcz nie mogłam prowadzić. A potem już nie chciałam - uraz pozostał i rozrastał się do coraz większych rozmiarów dzięki stanom lękowym. Przez lata w niczym mi to nie przeszkadzało, ale kiedy dostałam pracę w innym mieście, zaczęło się robić nieciekawie. Z braku dobrego dojazdu na tygodniu pomieszkuję u rodziców, a na weekendy wracam do domu, partnera i naszych kotów. Nie jest to życie jakie sobie wymarzyłam.

    Wzięłam więc kilka godzin jazd doszkalających, a teraz nie dość, że wsiadłam do auta sama samiusieńka, bez nikogo obok, to pojechałam do miasta wojewódzkiego odległego o 70 km i poruszałam się po nim. Wracałam po ciemku. Wszyscy przeżyli.
    Jestem z siebie dumna, ostatnio czułam się tak kiedy udało mi się ulepić pierogi :D

    #chwalesie
    pokaż całość

  •  

    #ogarniamsie c.d.

    W zeszłym tygodniu nie było podsumowania - nie dlatego, że nic nie robiłam, a dlatego, że zaczęłam urlop :D Więcej czasu na czytanie, ruch i po prostu opierdalanie się. W końcu byłam na ściance wspinaczkowej - w pierwszej chwili chciałam po prostu wyjść, bo nie mogłam nawet zacząć najprostszej trasy, a jakieś dzieciaki obok z krótkimi rączkami i nóżkami rozpykały wszystko od razu. Potem ostro się wkurwiłam i w końcu jakoś wlazłam. Zaczęło być fajnie akurat w momencie, kiedy straciłam siły. Dzisiaj nie czuję rąk, ale mam ochotę spróbować jeszcze raz i może zapisać się na sekcję. Niestety ścianki do których mam dostęp to same bouldery, a chciałabym kiedyś spróbować jakiejś wysokiej na wędkę, tak po prostu dla funu.
    Odpuściłam trochę naukę języka, biję się w piersi i obiecuję poprawę.

    Wierzę w życie poza wykopem, dlatego nie będę pisała co tydzień tego samego, tylko raz na jakiś czas podzielę się postępami. O ile jakiekolwiek będą xD A tymczasem zamieniam się w urlopowe burrito, bo połowa wolnego już za mną...
    pokaż całość

    +: Hokey, j...........e +2 innych
    •  

      @trackEvent: w moim przypadku to niestety dość przykry miks genów, przemocy w dzieciństwie i traumy. Jestem z tym oswojona i po terapii, ale wiem, że nie wygram z tym "raz na zawsze". Nawroty są i będą, ale w międzyczasie warto korzystać z życia i zbudować sobie dobrą psychiczną bazę :) Nawet jak coś nie wyjdzie (a w życiu wiele rzeczy nam nie wychodzi) to wolę wiedzieć, że wszystkiego spróbowałam na tyle, na ile mogłam. pokaż całość

    •  
      t........t

      +1

      @Onomastyka: niestety niektorych rzeczy nie wymazesz ani nie cofniesz czasu, dlatego sie trzeba starac isc do przodu, nawet malymi krokami. Bo wszystko lepsze niz stagnacja.

    • więcej komentarzy (5)

  •  

    Nie dawać kitku plusów, oszukuje! Ukradła mi łóżko :(

    #koty #kitku

    źródło: dymka.jpg

  •  

    #ogarniamsie tydzień czwarty.

    Czuję się już lepiej, o ile jutro wieczorem nie będzie ostrej ulewy, to wracam do biegania :)

    Książkę Hitchensa póki co odstawiłam, czyta mi się to straaasznie topornie. Spróbuję do niego usiąść za jakieś dwa tygodnie, w trakcie urlopu i zobaczymy czy to moja wina, czy jednak gość pisze zbyt chaotycznie. Póki co wygrzebałam z czeluści moich książkowych zapasów "Mysticism and logic and other essays" Bertranda Russella. Jakie to jest dobre!
    Filozofów roboczo dzielę na dwie grupy. Pierwsza to "Heidegger-like" - ludzie, którzy specjalnie utrudniają wszystko, żeby brzmiało mądrze i niezrozumiale, wprowadzają bardzo szeroki aparat pojęciowy i jestem w stanie ich zrozumieć albo po dużej ilości alkoholu albo kiedy mam tylko 3 godziny do egzaminu. Druga grupa to autorzy, których dzieła się po prostu pochłania, a najtrudniejsze zagadnienia są przedstawione w prosty, przejrzysty sposób i przy odrobinie wysiłku nawet mój kot by je zrozumiał. I właśnie tym typem jest Russell.

    ... a w trakcie urlopu chciałabym przeczytać przynajmniej część cyklu "W poszukiwaniu straconego czasu" i pójść w końcu na tę ściankę wspinaczkową. Trzymajcie kciuki.
    pokaż całość

  •  

    #ogaraniamsie tydzień trzeci. Wersja lakoniczna.

    1. Zachorowałam. Kiedy próbowałam biegać, robiło mi się słabo, więc póki co grzecznie chodzę w szaliczku, piję tylko gorącą herbatę i staram się nie wykaszleć płuc. Za aktywność fizyczną musi mi wystarczyć codzienny spacer z i do pracy (3km szybkim tempem) i trochę rozciągania. I dzisiejszy bieg na pociąg, bo autobus nie przyjechał. Życie.

    2. Kończę reportaż "Nie zdążę" i mam wrażenie jakbym wcale nie musiała go czytać, bo wszystko to widzę dookoła. Nie jestem w stanie codziennie dojeżdżać do pracy, więc swój dom widuję tylko w weekendy, a mówimy tu o pierwszym i trzecim co do wielkości mieście w województwie! Co więc można powiedzieć o małych miasteczkach i wioskach, które ostatniego busa widziały kilka lat temu, bo nawet do autobusu szkolnego trzeba iść spory kawałek? Jeśli chcecie lektury trafnie opisującej rzeczywistość i bardzo przygnębiającej, polecam serdecznie.

    3. Nauka języka. Zjem późny obiad i siadam do lekcji, dzisiaj będę wkuwać czynności domowe. Ale przyznam, że nie chce mi się jak cholera ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    pokaż całość

  •  

    #ogarniamsie tydzień pierwszy.

    To był dość męczący tydzień, szczególnie psychicznie. Nie jestem ostatnio w najlepszej formie i stres umiem rozładować tylko na dwa sposoby - albo większość czasu przesypiam albo wypluwam płuca biegnąc ile sił. Cóż, wybrałam to drugie. A w weekend odespałam :)

    1. Ćwiczenia: udało mi się zaliczyć zarówno ćwiczenia ogólne, jak i sesje biegania. Na pewno muszę wzmocnić mięśnie brzucha - co prawda od dawna nie łapią mnie kolki, ale po próbie planku bolały mnie mięśnie, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Na pewno będę też robić sporo ćwiczeń z taśmą. Odkryłam, że fajnie stawia opór i zmusza ciało do trochę większego wysiłku, ale bez poczucia, że robię coś masochistycznego (jak plank, dlaczego ludzie to sobie robią?!).

    2. Książki: przeczytałam urocze opowiadanie Irvinga "Upiorny narzeczony". Lubię czytać takie nieco zapomniane krótkie formy, bo często to one są podwalinami znanych popkulturowych tropów. Ta akurat jest dość naiwna i schematyczna, ale łatwo mi uwierzyć, że w swoich czasach była czymś świeżym.
    Teraz czytam równolegle reportaż "Nie zdążę" Olgi Gitkiewicz i "God is not Great" Hitchensa. Uwielbiam reportaże społeczne i bardzo się cieszę, że w końcu zaczęły być doceniane po wieloletniej hegemonii reportaży wojennych. A jeśli chodzi o Hitchensa, to podoba mi się prostota języka i nieprzekombinowane metafory, ale póki co narracja wydaje się zbyt chaotyczna. Może poźniej się w niej odnajdę, zobaczymy.

    3. Nauka języka: zrobiłam sobie powtórkę z pierwszych lekcji na Icelandic Online. Szczególnie muszę zwracać uwagę na słuchanie i poprawną wymowę. Islandczycy mówią bardzo szybko i połykają niektóre głoski, co nawet przy najprostszych zdaniach sprawia duże kłopoty. W osłuchaniu się pomaga mi muzyka - jestem fanką islandzkiej muzycznej wszechstronności, a ostatnio katuję islandzki rap, w którym szybkie tempo i dykcja są ważne. Teksty są też zaskakująco poprawne językowo i można się osłuchać z podstawowymi gramatycznymi strukturami.

    4. Dalej nie wiem, co będę robić w życiu, rozglądałam się za kursami Pythona, bo pociąga mnie machine learning, data sciene i big data, ale coś mi nie gra, nie jestem pewna czy to TO. Jak znacie jakiś fajny darmowy kurs z podstaw, to chętnie przygarnę linka :)

    Z miłych rzeczy, dowiedziałam się, że regionalny konwent fantastyki, który darzę ogromnym sentymentem powraca w 2022. Tęskniłam za tym - w czasie studiów jeździłam na coraz mniej konwentów, zamiast przyjeżdżać jako twórca programu byłam organizatorem kilku, co skutecznie wysysało ze mnie siły. Potem zrezygnowałam całkiem, a potem przyszedł covid. Teraz mam pomysł na konkurs muzyczny i co najmniej dwa larpy, nad którymi zaczęłam już pracę. Obudziło się we mnie rezentuzjazmowane dziecko, o którym myślałam, że umarło prawie 9 lat temu. Chciałabym podtrzymać te emocje i tę energię jak najdłużej, co najmniej do urlopu we wrześniu :D
    pokaż całość

  •  

    Mam 28 lat i muszę się ogarnąć.

    Skończyłam studia z dziedziny, która bardzo mnie interesowała, ale nie dawała dobrej przyszłości. Mam mało rozwojową, ale stabilną pracę... i czuję, że życie mi ucieka. Nie, nie ucieka, spierdala w zastraszającym tempie. W ciągu 10 lat moje pasje i zainteresowania powoli się wykruszały i dzisiaj nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego właściwie z nich zrezygnowałam. To nie tak, że tylko gniję przed netfliksem, ale czuję, że czegoś mi brakuje. Dlatego postanowiłam wziąć się w garść - wypracować sobie kilka nawyków i spróbować kilku nowych rzeczy. Nawet jak mi się nie spodoba, nie będę żałować, że nie spróbowałam. Na liście mam:

    1. W 2022 wystartować w Runmageddonie albo innym biegu OCR. W związku z tym co najmniej 2 razy w tygodniu będę biegać, 2 razy robić trening obwodowy i jak się uda, to dorzucę do tego jedną sesję jogi (bo muszę się trochę rozciągnąć).

    2. Spróbować wspinaczki. Nie wiem dlaczego, ale pociąga mnie perspektywa powspinania się po pionowych ścianach. Trochę to masochistyczne, bo mam duży lęk wysokości, ale trudno, najwyżej zrezygnuję po jednej próbie. Cel: pierwsza wizyta na ściance najpóźniej we wrześniu, co najmniej 4 wizyty do końca roku, chyba że lęk wysokości wygra.

    3. Czytać regularnie. Co najmniej jedną książkę tygodniowo i co najmniej jedną książkę w miesiącu po angielsku. Staram się nie zamykać w jednym gatunku, chętnie przyjmę polecenia tzw. literatury pięknej niewydanej po polsku, reportaży i książek (popularno)naukowych.

    4. Nauczyć się islandzkiego. Zainteresowałam się tym językiem jakieś 12 lat temu i teraz mi żal, że nie pocisnęłam nauki już wtedy. Co się odwlecze, to nie uciecze, więc od teraz co najmniej godzinę tygodniowo rezerwuję na lekcje z Icelandic Online i jak najszybciej chcę zacząć jakieś proste czytanki.

    5. Podnieść kwalifikacje, żeby najpóźniej pod koniec przyszłego roku mieć lepszą pracę. Nie mam pojęcia co mogłabym robić. Z wykształcenia jestem dziennikarzem i rolnikiem ze ścisłym umysłem. Daję sobie deadline do końca sierpnia, żeby dowiedzieć się, co lubię w życiu robić... i zacząć to robić.

    6. Parę innych rzeczy, w tym nauczenie się naalbindingu, szycie własnych ubrań, powrót do kuglarstwa, ale nie ma co łapać się za wszystko naraz. To może chwilę poczekać, czekało już w końcu kilka ładnych lat.

    Jeśli ktoś trafi na ten post, nie proszę o plusy. Proszę za to o wydarcie się na mnie, jeśli nie dowiozę co tydzień jakichś postępów. Głupio mi będzie, więc się przyłożę :D Trzymajcie kciuki.

    #challenge #ogarniamsie
    pokaż całość

  •  

    Co dajecie mamom na Dzień Matki?
    Kompletnie brakuje mi pomysłu. Od lat na różne okazje mama dostawała ode mnie i brata biżuterię - teraz ma mnóstwo kompletów w różnych kolorach i stylach, więc kolejny odpada. Perfumy i rzeczy "pachnące" nie wchodzą w grę, bo ma migreny. Od kilku lat dwoimy się i troimy żeby dać jej coś nie tylko ładnego, ale też przydatnego. Dostała już ręcznie barwioną chustę, zapas kremów do rąk na jakieś 5 lat, sukienkę, o zastawie czy wazonach na kwiaty nawet nie wspominam, nawet sama bombki przed świętami szydełkowałam. Poza tym ta kobieta ma właściwie wszystko. Bombonierka jest oklepana, to będzie ostateczność, a na laurki jesteśmy 20 lat za starzy :D Pomocy Mirki i Mirabelki!
    #pytanie #dzienmatki #prezenty
    pokaż całość

  •  

    Świeżynka w pieczeniu here. Do tej pory robiłam raczej ciasta, w ostateczności "dwugodzinny" chleb na drożdżach instant. Zakwasy wychodzą mi wszystkie oprócz tych do pieczenia ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    Na pierwszy ogień poszły bajgle z przepisu wrzuconego przez @wykopowy_brukselek - Panie, jakie to jest dobre! Dzięki wielkie za ten przepis, są pyszne i w sam raz dla takiego leniuszka jak ja. Jak widać za mocno i za grubo je skręciłam, ale to nic. Obiecuję poprawę.

    #bojowkapiekarska
    pokaż całość

    źródło: 20210320_183116.jpg

  •  

    A co jeśli Mokebe z erazmusa to przegrywy we własnym kraju?

    Z większości opowieści jakie słyszałam, wyłaniał się obraz gości z niezłą gadką albo chociaż na tyle bezczelnych, że laski to kręciło i same wskakiwały im do łóżka, w ostateczności wystarczyło zagrać kartą długości przyrodzenia. Tymczasem spotkałam wczoraj typa, który pobił wszystkich znanych mi polskich chłopców w kategorii "żałosny podryw" xD Czy ktokolwiek kiedykolwiek poleciał na tekst "marry me" od obcego gościa? Jestem w stanie zrozumieć niezręczne próby namówienia na seks czy randkę, nawet jakieś teksty o byciu uległym czy fetyszach (hormony buzują, wchodzi desperacja), ale to wymyka się moim zdolnościom poznawczym.

    Nie zwracajcie uwagi na żałosny angielski, jestem upośledzona językowo. On zresztą też nie jest Szekspirem Afryki. To była część rozmowy, potem tylko powtarzał, że chce żebym mu załatwiła jakąś laskę i ignorował próby pogadania o czymkolwiek innym. A ja bym najchętniej pogadała o Heideggerze.... :(

    taguję #przegryw i #p0lka bo mam nadzieję, że Mirki obecne pod tym tagiem pomogą mi ogarnąć czy typ był błędem w Matriksie czy serio laski lecą nawet na coś takiego.
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: nigeryjski_ksiaze.jpg

    •  

      @Hompert: nie umiem, od lat jestem z jednym chłopakiem i wyszłam już z wprawy ( ͡° ͜ʖ ͡°) Ale chyba nie zrozumiałeś moich intencji - dziewczyny w typie p0lka często śmieją się z normalnych, czasem niezręcznych, czasem zboczonych tekstów na podryw, ale nawet najbardziej "przegrywowy" tekst stoi jakieś pięć poziomów wyżej niż "can u get me a someone I can marry" xD Ja tutaj bronię honoru polskich chłopaków, a nie się z nich śmieję. pokaż całość

      +: Hompert
    •  

      @Hompert: zauważ, że w tej rozmowie to ja próbowałam go ciągnąć za język - żeby może opowiedział o studiach, poszukał dziewczyn na roku. Potem dałam sobie spokój, bo tylko marry i marry. Spotkałam go na dworcu (stąd wymiana kontaktów) i tam też pytałam skąd jest, dlaczego akurat to miasto, czy ma zamiar zostać tu po studiach... odpowiadał dwoma słowami, jakby w ogóle nie był zainteresowany poprowadzeniem jakiejś klejącej się rozmowy. Myślałam, że to przez mój żałosny akcent, ale potem sam napisał i nie było lepiej.
      Nigdy nie śmiałam się z nieśmiałych osób przełamujących się w kontaktach z ludźmi i w wielu wypadkach to ja zagadywałam pierwsza. Sama przez całe życie byłam przeciętną szarą myszką. A chadów się boję, także pudło xD
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (9)

  •  

    Dziękuję Pan Gusto ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Nowości są w pytę, zajadamy się na zmianę azjatyckimi benizami i arbuzem. A Lenny'ego trzeba będzie jakoś przytwierdzić do ściany...

    #gusto

    źródło: 142070168_1098409237341331_3571654513493983929_n.jpg

  •  

    Jakie znacie sposoby na dłuższe przechowywanie boczniaków? Można je mrozić, wekować w solance czy coś? Noszę się z zamiarem kupienia balotu i jeśli wszystko pójdzie dobrze, to wiem, że nie przejemy na bieżąco pierwszego rzutu. Podrzućcie swoje przepisy, ale raczej na taką "bazę", a nie już gotowe sałatki z grzybami. Z góry dzięki ;)

    #jedzenie #boczniaki #grzyby pokaż całość

  •  

    Nowe kitku potrzebuje imienia!

    Samica, około 3-4 miesięcy, dymne umaszczenie. Zalęgła się u teściów w blaszaku - no i znowu zachorowałam na odfuterkowe zapalenie opon mózgowych.

    Na chacie mamy już Płotkę, Zarzutkę i myśleliśmy żeby następnemu kotu dać na imię Pasta ( ͡° ͜ʖ ͡°) ale nie bardzo do niej pasuje. Zastanawiam się nad Dymką. Inne propozycje jakie usłyszałam to Blaszak, Dziura, Ospa, Pies, Grizzly...
    ...wiem więc, że nie mam nic do stracenia i mogę zapytać Was :D Pomóżcie i podrzućcie jakieś fajne imiona.

    (sorry za uwaloną podłogę, ale młoda nie umie jeszcze ładnie jeść i raczej się nie nauczy, patrząc na moje dwie futrzaste porażki wychowawcze)

    #kitku #koty #pokazkota
    pokaż całość

    źródło: kitku.jpg

    +: e.......t, Miriamele +18 innych
  •  

    Pomóżcie mirki, bo szlag mnie trafi. Mamy w mieszkaniu takie oto gustowne gniazdka. Po wprowadzeniu się odkryliśmy w mieszkaniu mnóstwo niedoróbek, większość udało nam się mniej lub bardziej ogarnąć. Niebieski wziął się za wymianę kontaktów i odkrył, że niektóre punkty w ogóle nie mają puszek, w innych puszka jest na odwal się i żadne gniazdko nie ma szans się utrzymać. Jeden "punkt" nawet nigdzie nie prowadzi, przewód ginie w ścianie xD Za kable nie ciągniemy (czasem kot się zaplącze, ale normalnie nie byłby w stanie tego wyrwać).

    Nie mam za bardzo kasy na rozwalanie każdego punktu i zakładanie od nowa, dlatego szukamy budżetowego rozwiązania, takiego które da radę chociaż przez jakiś czas (potem nazbieramy na remont generalny). Nawet w desperacji przyklejałam to taśmą do ściany xD Jakieś pomysły?

    #elektryka #pytanie
    pokaż całość

    źródło: help.jpg

  •  

    Jeszcze raz dzięki Mirkowi @Omenu za nowiutkie opakowanie do karcianki :)

    Jeśli jeszcze nie znacie gry "Wprowadź prawdziwy socjalizm", to polecam. Fanom długich skomplikowanych rozgrywek nie przypadnie do gustu, ale jest idealna na wieczór ze znajomymi przy piwku i śmieszkowanie. Zasady załapie nawet dziecko, nawet ja załapałam, więc pijany kolega też da radę ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #karcianki #grybezpradu #dobrymirek
    pokaż całość

    źródło: wprowadzprawdziwysocjalizm.jpg

  •  

    W XXI wieku istnieje wiele sposobów na przechowywanie danych. Papier, chmura, pendrive. Przyklejane karteczki zwracają naszą uwagę przy otwieraniu lodówki, elektroniczne kalendarze wibrują odpowiedniego dnia o odpowiedniej godzinie. Jest też inny fascynujący nośnik, przypominający o jednej rocznicy przez cały rok - i nie chodzi tu o obrączkę.

    Odzież patriotyczna.

    Posiada wiele zalet. Jest trudna do zniszczenia – podczas gdy dyski trzeba zabezpieczać przed rozmagnesowaniem, koszulkę z Polską Walczącą wystarczy dać mamie do wyprania w 40 stopniach, bez wirowania. Przy 60 ubytek danych może być już zbyt duży.

    Jest ogólnodostępna, począwszy od prawdziwych sklepów u prawdziwego Polaka, przez sprzedaż wysyłkową majfriendów, skończywszy na wietnamskich budkach pod stadionem.

    Jest łatwa do odczytu (niestety, trzeba umieć czytać) i ma duży zasięg. Przypomnienie o jakże ważnym ’44 roku widzą wszyscy dookoła, a jeśli przypadkiem spuszczą wzrok, wystarczy szybka komenda „masz jakiś problem?” i transfer danych się dokonuje. Niestety, sam nosiciel komunikat zobaczy dopiero w lustrze lub witrynie sklepu, o ile ta nie została jeszcze wybita podczas Marszu Niepodległości.

    Pozwala odróżnić swoich od obcych. Niczym tatuaże plemienne krzyczy wszem i wobec - jestem z plemienia Polan, potomkiem królów starożytnej Wielkiej Lechii! Gdy ze mną zadrzesz, lewaku, moi bracia (czytaj ziomki) po ciebie przyjdą.

    Odzież patriotyczna idealnie zastępuje mózg. Zdejmuje odpowiedzialność za pamięć – prawdziwy patriota nie musi już znać daty wybuchu powstania, jego przebiegu i liczby ofiar. Pamięta, że powstanie to Godzina W, syreny i race. Że to stanie w bezruchu i – w ramach hobby – kopanie ciapatych. To ostatnie wprawdzie nie należy do tradycji, ale kto powiedział, że nie można jej wzbogacać? Byle nie kulturowo.

    Ten uniwersalny nośnik ma jednak również wady – jest kompatybilny wyłącznie z polskim genomem. W myśl pierwszej zasady genetyki – Polska dla Polaków, Anglia dla Anglików i Polaków. Najlepiej też komponuje się z wygoloną głową, żeby blask bijący z łysiny pokazywał zawsze i wszędzie, jak wielka jest Polska Niepodległa.

    trochę #pasta #bekazprawakow #neuropa #filozofiakultury
    pokaż całość

    +: r.......s, Ramboski +5 innych
  •  

    Poszłam do dentysty. Świadoma swoich masochistycznych zapędów do niekorzystania ze znieczulenia (i pustego portfela), byłam przygotowana na ból, cierpienie, krew, pot i łzy. Nic jednak nie mogło przygotować mnie na to, czego doświadczyłam.
    Miła pani stomatolog robi kanałowe, ja pojękuję niemrawo w odpowiednich momentach i nagle mój wzrok pada na monitor. A tam, zamiast zwyczajowej listy przebojów, reklam, agrobiznesu... siostry Godlewskie. Śpiewają. I to słychać.

    Nigdy z taką determinacją nie wsłuchiwałam się w dźwięk wiertła i szorowanie poszerzacza. To było straszne.

    #truestory #takbylo #heheszki
    pokaż całość

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika Onomastyka

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (2)