•  

    Każda idea jest prawdziwa, gdy wyznają ją nieliczni; zdobywając popularność zadaje sobie kłam. Nie ma na świecie większego kłamstwa niż idee powszechne, niż systemy uznane. Wystarczającym kryterium prawdziwości idei jest liczba jej wyznawców. „Jak wielu ludzi uważa to za prawdę?” - „Wielu.” - „Więc z pewnością jest to fałsz.” Dlatego jedyną słuszną ideą jest ta oto: świat jest obrzydliwością, świadomość - pomyłką, człowiek - wynaturzeniem; nikczemnością największą jest skazać kogoś na bycie, na ten najgorszy z możliwych światów, na świadomość tego wszystkiego. Z każdym kolejnym wyznawcą idea ta nie zmierza ku powszechności, lecz ku zaniknięciu: największym jej zwycięstwem nie jest dominacja nad innymi, lecz kres wszelkich idei; zrazu prawdziwa, nie kroczy ku nieuchronnemu zafałszowaniu lecz ku otchłani zapomnienia; nie wzrasta dzięki indoktrynacji, lecz wbrew niej; tryumfuje nie będąc wyznawaną.

    #antynatalizm
    pokaż całość

    •  

      @RubinWwa: Antynatalizm zyskał na popularności tak samo jak MGTW i ciężko się utożsamiać z ludźmi, którzy obecnie reprezentują jedno i drugie.

      Prawdą jest, że gdy coś robi się powszechne, to traci na wartości. Ludzie nie szukali sami z siebie "tego", tylko o tym usłyszeli i stwierdzili, że to jest coś co do nich przemawia.

    •  
      Bazarnia

      +5

      @ExitMan: Ja dowiedziałem się z internetu, że to ma w ogóle jakąś nazwę. Dużo innych osób również, więc to generalizowanie. Ale fakt, duzo osób podpina się pod nurt i dopasowywuje do np. Swoich niepowodzeń uczuciowych czy ogolnie życiowych. Widać to kiedy często miesza ktoś antynatalizm z przegryw, chociaż jedno i drugie np. W moim przypadku i wielu innych nie ma żadnego uzasadnienia i połączenia. Ba, powiedziałbym nawet że jest zupełnie odwrotnie. pokaż całość

    • więcej komentarzy (3)

  •  

    #antynatalizm #natalizm #bekazantynatalistow #bekaznatalistow

    Krótki kurs rozumowania dla (niektórych) natalistów:

    Jeżeli użyłeś/aś kiedyś w dyskusji z antynatalistami pogardliwego argumentu, jakoby antynataliści byli przegrywami i frajerami, którzy poprzez antynatalizm racjonalizują sobie swoje spierdolenie, to:

    1.Albo masz rację.
    2.Albo się mylisz.

    Jeżeli się mylisz, to właśnie użyłeś/aś prostackiego argumentum ad personam, wydając nie tylko nieuprawniony (bo pozbawiony uzasadniających go racji) ale i błędny osąd; najpewniej z powodu braku merytorycznych argumentów.

    Jeżeli masz rację, to właśnie kopiesz leżącego, który doświadcza lub doświadczył tak złej sytuacji w swoim życiu, że szczerze znienawidził to, co zdrowy - w Twojej ocenie - człowiek postrzega jako największe szczęście.

    Tym samym, używając takiego argumentu albo jesteś debilem, albo skończony skurwysynem. Niezależnie od tego, które z powyższych zachodzi, pewne jest jedno: właśnie dowiodłeś/aś słuszności przekonania, jakie wielu antynatalistów - niezależnie czy słusznie, czy nie - żywi, mianowicie że nataliści to egoistyczni, nieczuli na innych idioci.

    Moja rada jest zatem następująca. Darujcie sobie ten „argument”, bo: (1) to żaden argument, a zwykły, w dodatku niezbyt wyszukany wybieg erystyczny; (2) jeżeli już niesie ze sobą jakieś konsekwencje, to nie takie, jakich byście sobie życzyli. Argument taki może być przydatny tylko jeżeli nie zależy Wam na prawdzie, lecz zwycięstwie w dyskusji, a i to tylko pod warunkiem, że publika (która przecież ostatecznie o tym zwycięstwie rozstrzyga) jest mało inteligentna i daje się na takie prymitywne chwyty złapać.
    pokaż całość

    +: efilista, paul772 +27 innych
  •  

    @ZespolmBanku Jak można dodać urządzenie do zaufanych, żeby przy każdym logowaniu nie trzeba było wpisywać jednorazowego hasła? Wiem, że piszecie, żeby kliknąć w komunikat, który wyskoczy przy logowaniu, ale u mnie nie wyskakuje... Można to zrobić jakoś z poziomu panelu?
    #mbank

  •  

    #antynatalizm

    Pewnego razu, podczas koszenia trawnika najechałem kosiarką na skryte wśród wysokich traw mrowisko, ścinając jego szczyt. Spostrzegłszy to wyłączyłem kosiarkę i przez chwilę przyglądałem się jak zaalarmowane mrówki z niesłychaną wręcz zapalczywością starają się jak najszybciej skryć usłane po ziemi białe jaja wgłąb swojej ziemskiej fortecy, chcąc zapewnić bezpieczeństwo przyszłemu pokoleniu, gwarantując tym samym przetrwanie swemu mrowisku. Pomyślałem wówczas, że zabawne jest to jak ludzkość uwielbiająca pławić się w swojej wyższości nad innymi zwierzętami (do tego wręcz stopnia, że formułując słownikową definicję zwierzęcia wyjęła spod niej człowieka jako wyraźny i jedyny wyjątek); z umiłowaniem i pietyzmem nieustannie wytykająca jak to ludzki umysł (przez niektórych nazywany duszą) wywyższył nas, umożliwiając poskromienie zwierzęcych instynktów i żądz, tak, że to ludzka zwierzęcość stoi na usługach ludzkich jaźni i intelektu, ludzkiej „duszy”, nie zaś na odwrót, niezdolna jest spostrzec jak mało różni się w tej jednej przynajmniej mierze nawet od tak, wydawałoby się, małych i nieznaczących istot, jak mrówki. Zabawne jak ludzkość nieskończenie bardziej skora jest do użycia swego ukochanego intelektu raczej do konstruowania sofizmatów tłumaczących jak ludzki pęd do przedłużenia gatunku różni się od mrówczego, niż do rozpoznania najprostszej i najoczywistszej konsekwencji: że jeżeli postrzegamy prymat umysłu nad ciałem, prymat „duszy rozumnej” nad „duszą zwierzęcą” jako coś chwalebnego, jako coś godnego pochwały, z czego słusznie jest być dumnym, jako coś, co wynosi nas ponad wszelkie inne stworzenie, to naturalną konsekwencją powinno być również odrzucenie, czy też poskromienie tego jednego instynktu, którego poskromienie postrzegane dziś jest (i nie będzie nadużyciem stwierdzić, że zawsze było) jako coś hańbiącego, nienormalnego, dziwacznego, podejrzanego, a w najlepszym razie ekscentrycznego - instynktu, który nakazuje nam zadbać o przyszłość naszego rodu, naszego kraju, w końcu naszego gatunku; który pcha nas do tego, co umysł uwolniony spod jarzma cielesności bez wątpienia nakazałby nam postrzegać jako niedopuszczalną nikczemność; jako bezpodstawny, zbrodniczy akt; jako bestialstwo nie mające żadnego racjonalnego uzasadnienia. Do czasu, aż to nie nastąpi, wbrew temu co lubimy o sobie myśleć, pozostajemy niczym więcej, niż te uwijające się jak w ukropie mrówki, znoszące swoje cenne jaja na niższe kondygnacje mrowiska; jesteśmy niczym więcej, niż bezmyślnymi zwierzętami, pozostającymi na usługach rozporządzających nami dzikich popędów. Nie są w stanie zmienić tego żadne wtórne racjonalizacje, żadne, nawet najbardziej wyrafinowane sofizmaty, żadne chwyty erystyczne, ani żadna kazuistyka. Przynajmniej w tej jednej mierze, pozostajemy bezmyślnymi zwierzętami. pokaż całość

    •  

      @KomosaBiala: Dzięki, tego nie znałem. Jakoś zignorowałem "we wczesnym chrześcijaństwie".

    •  
      C..........y via Android

      +1

      @Phiaas mało tego, zamiast wykorzystać swój umysł do dbania o bezpieczeństwo całego gatunku stworzyliśmy sobie najbardziej skomplikowane "tańce godowe", partnerów do reprodukcji dobieramy tak drobiazgowo że niektórzy przez to nigdy nie przekażą genów. Zamiast ułatwić tą prostą czynność skomplikowaliśmy ją do granic absurdu oraz otoczyliśmy zasłoną świętości przez religie które zabraniają nam się rozmnażać się w najbardziej naturalny sposób czyli gdy spotkamy na ulicy odpowiednią osobę w odpowiednim do rozmnażania czasie - wtedy nie wolno bo to zło pokaż całość

      +: ohydus
    • więcej komentarzy (4)

  •  

    #polityka #wybory

    No i jak zawsze nie ma na kogo głosować...

    źródło: wybory.png

  •  

    #mecz #polskapilka #pilkanozna #usunkonto
    @DPary Wpis usunąłeś, ale mirko nie zapomina. ( ͡º ͜ʖ͡º)
    Słowo się rzekło.

    pokaż spoiler usuń konto

    źródło: usun_konto.png

  •  

    #antynatalizm #filozofia #pytanie

    Od dłuższego czasu zastanawiałem się nad niegodziwością posiadania potomstwa. Oczywiście, jak zawsze kiedy wydaje mi się, że wpadłem na coś nowego, po jakimś czasie (bardzo niedawno) dowiedziałem się, że już jest coś takiego jak antynatalizm. Zacząłem przeglądać internet i uderzyło mnie kilka kwestii.

    Po pierwsze, ja od początku patrzyłem na to od strony naruszenia cudzej wolności – wolności od bycia lub wolności decydowania o własnym byciu (najskrajniejsze zaprzeczenie samoposiadania). Myślałem, że spośród wszystkich nikczemności jakie można uczynić drugiemu człowiekowi, zadecydowanie za niego o tak fundamentalnej kwestii jest być może największą. Widzę natomiast (tu od razu zaznaczam, że nie czytałem jeszcze żadnych książek na ten temat, bo z tego co widzę, to wszystko jest nie-po-polsku i albo niedostępne, albo bardzo drogie), że najczęściej przywoływane są argumenty za Benatarem z rachunkiem przyjemności i cierpienia, podczas gdy wydają mi się one nie tyle bezzasadne co nieistotne w tym sensie, że nawet jeżeli życie wypełnione byłoby wyłącznie przyjemnościami i wolne było od cierpienia, to rozmnażanie się i tak byłoby podłością i naruszeniem wolności innego (bo przymus przyjemności jest takim samym gwałtem na wolności, co przymus cierpienia).

    Po drugie, widzę, że większość (albo przynajmniej duża część) ludzi określających się mianem antynatalistów (podkreślam, że nie chodzi mi tu o zawodowych filozofów, bo jak pisałem, jeszcze się nie zapoznałem z literaturą), jest jednocześnie pesymistami. Nie w tym sensie, że dostrzegają bezsens świata, cierpienie i krzywdę, jaka została im wyrządzona, ale w tym, że po rozpoznaniu stanu faktycznego, jedyne co robią to umartwiają się nad sobą i trwają w resentymencie. Ja natomiast dostrzegam dwie rozsądne reakcje na to „zagubienie w świecie” – rezygnację lub afirmację. Jeżeli poczucie zagubienia w świecie bierze się ze sposobu w jaki się w nim znaleźliśmy – z bezsilności wywołanej faktem pozbawienia wolności, na który nie mogliśmy nic zaradzić - to pozbyć się go można albo ostatecznie rezygnując z bycia w świecie, albo ponownie (symbolicznie)wejść w świat, tym razem „na własnych zasadach”, na mocy własnej decyzji, odrzucając tym samym wszelki resentyment. Trwanie w poczuciu krzywdy jest tyle hańbiące i upodlające, co niedorzeczne. Antynataliści powinni być albo martwi, albo radośni (na tyle, na ile to możliwe; starający się czerpać tyle przyjemności ile tylko są w stanie), podczas gdy wszyscy wydają się bardzo żywi i bardzo smutni. To, o czym piszę, to dalej antynatalizm, bo przecież odrzucenie resentymentu i związane z tym poczucie mocy w żaden sposób nie uprawnia (ani nie tłumaczy) do zadawania cierpienia innym (np. przez powoływanie ich do życia).

    Po trzecie widzę, że dużo antynatalistów ma negatywny stosunek do innych ludzi, szczególnie do dzieci, podczas gdy raczej oczekiwałbym, że będą oni nastawieni w najgorszym razie neutralnie (oczywiście z wyłączeniem ludzi posiadających dzieci, którzy jawią się jako nikczemnicy, ale i tych przecież raczej należałoby traktować jako złoczyńców nieświadomych zadawanej krzywdy lub nawet ofiary przyrodzonego instynktu/popędu). Czy nie powinniśmy odczuwać jakiegoś poczucia wspólnoty z innymi, czy nie powinniśmy współczuć, szczególnie dzieciom (a już szczególnie sierotom), które przecież zdążyły doświadczyć tej samej szkody co my, a w przeciwieństwie do dorosłych wciąż są niewinne, bo nie miały nawet okazji do niegodziwości?

    Odnoszę wrażenie, że większość antynatalistów, przynajmniej tych internetowych, to ludzie, którzy doznali w przeszłości jakiejś wielkiej przykrości, z którą nie mogli sobie poradzić lub mają jakieś problemy, szczególnie w kontaktach z innymi i ich poglądy są wynikiem tych doświadczeń, nie zaś filozoficznego namysłu, a przez to są wypaczone i niekonsekwentne.

    Najbardziej jednak uderzyło mnie powszechne (u przeciwników) niezrozumienie podstawy antynatalizmu i jego etycznego wymiaru, objawiające się w „argumentach” typu: „nie chciałbym żyć w świecie, w którym ludzie nie mają dzieci i wszyscy są starzy”, „kiedyś będziesz chciał mieć dzieci to zmienisz zdanie” albo nieśmiertelne „na starość nikt ci nawet nie poda szklanki z wodą”. Zastanawiam się, czy ci ludzie trollują, czy naprawdę nie rozumieją, że to co piszą jest de facto równoważne ze stwierdzeniem „jak cię nie stać, żeby kupić, to ukradnij”, albo „jak się nie chce z tobą umówić, to ją zgwałć” etc. Czego oczekują? Że ktoś odpisze: „Faktycznie, jak mogłem nie dostrzegać, że moje zachcianki, wygoda i dobre samopoczucie są wystarczającym powodem, by zadać innemu człowiekowi krzywdę i by bawić się we władcę jego losu”?

    Do bardziej zaznajomionych w temacie, mam pytanie o to, czy z wyjątkiem dzieł Emila Ciorana są jakieś książki poruszające te zagadnienia dostępne w języku polskim (koniecznie w wersji papierowej, bo nie lubię czytać z ekranu) oraz czy następujące publikacje po angielsku są warte zachodu czytania ich (czytanie po angielsku nie sprawia mi problemu, ale wymaga większego wysiłku) i wydania na nie sporych pieniędzy: Every cradle is a grave: rethinking the ethics of birth and suicide, Sarah Perry; The human predicament: a candid guide to life’s biggest questions, David Benatar; The conspiracy againts the human race: a contrivance of horror, Thomas Ligotti; Confessions of an antinatalist, Jim Crawford; Better never to have been: the harm of coming into existance, David Benatar; A critique of affirmative morality, Julio Cabrera;
    a także czy wiadomo coś o ewentualnych planach jakiegoś wydawnictwa co do wydania którejś z tych pozycji po polsku w najbliższym czasie?
    I jeszcze jedno pytanie. Czy są jakieś wartościowe (albo bezwartościowe, ale uznanych/poważanych autorów) publikacje argumentujące przeciwko antynatalizmowi?
    pokaż całość

    •  

      Ja także nie mogę się zgodzić. O ile przyznaję, że brak cierpienia jest już przyjemnością, to nie mogę zgodzić się na brak gradacji przyjemności ze względu na intensywność. Brak cierpienia jest najmniej intensywną przyjemnością.

      @Phiaas: Tylko, że cierpienie też ma swoją gradację i można uwolnić się od jego niewielkiej części - wtedy odczuwa się niewielką przyjemność. Wyobraź to sobie w ten sposób, że gdyby uwolnić się od całego cierpienia możnaby odczuć nieskończone szczęście (co oczywiście jest stanem idealnym, niemożliwym do zaistnienia, tak jak absolutne cierpienie - w życiu nigdy nie odczuwamy całego cierpienia jakiego moglibyśmy teoretycznie doświadczyć). Może, żeby było precyzyjniej - szczęście to stan, który pojawia się automatycznie w miejscu braku cierpienia, nigdzie indziej, zatem jest z nim tożsamy.

      Chyba jednak poczytam tego Schopenhauera nieco dokładniej.

      Polecam, naprawdę warto.
      pokaż całość

    •  

      Opinia: „A critique of affirmative morality”, Julio Cabrera, „The conspiracy againts the human race: a contrivance of horror” (wydanie polskie: „Spisek przeciwko ludzkiej rasie”), Thomas Ligotti i „Better never to have been: the harm of coming into existance”, David Benatar są warte zachodu. Pierwsza z tych pozycji nie ma jednak wydania w wersji papierowej w języku angielskim (jest to przekład z oryginału, „Crítica de la moral afirmativa”, wydanego w wersji papierowej w języku hiszpańskim). Zawsze pozostaje możliwość wydrukowania. Książkę można pobrać w formie ebooka z repozytorium Uniwersytetu w Brasílii, z którym to uniwersytetem autor jest związany i na którym był dziekanem Wydziału Filozofii. Jego poglądy w kwestii moralnego problemu prokreacji wydają się być znośnie streszczone w artykule o antynatalizmie na polskiej Wikipedii. pokaż całość

      +: Phiaas
    • więcej komentarzy (37)

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika Phiaas

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (1)