"There is no reason to be alive if you can't do deadlift!"

  •  

    Chwilę się biłem w myślach, czy robić ten wpis, bo jest on trochę inny niż to, co zwykle robię na mirko. Postanowiłem użyć tagów, których zwykle używam, ale jednak nie będę wołał ludzi z listy paleontologicznej. Do napisania poniższych wypocin zainspirował mnie @Mortadelajestkluczem (podziękował cumplu). Dziś będzie o wujowo napisanych tekstach, wyrabianiu norm wierszówki, pomijaniu źródeł i pisaniu o rzeczach, o których nie ma się zielonego pojęcia przy jednoczesnym olewaniu researchu.

    Przeglądając wypok, trafiłem na wykopalisko (niszowe i już zakopane) z artykułem z o2, o nowych odkryciach dotyczących spinozaura (bydlak niszczyciel z trzeciej części Parku Jurajskiego). Artykuł tak słaby, że więcej jest tam przekłamań niż prawdziwych informacji. Pierwsze, co powinno wzbudzić podejrzenie, to to, że autor tekstu nie jest w ogóle podpisany. Drugie to brak źródeł (o tym później). Prawie każdy akapit zawiera w sobie błąd, pomyłkę lub przeinaczenie. Będę rozprawiał się z każdym akapitem osobno, bo będzie chyba najprościej.

    Naukowcy opublikowali wyniki najnowszych badań dotyczących spinozaura. Dinozaur ten był większy i groźniejszy od tyranozaura, a budową przypominał gigantycznego krokodyla. Okazało się, że mógł przetrwać nie tylko na lądzie, ale i w morskich głębinach.

    Największe spinozaury były potencjalnie dłuższe od największych tyranozaurów, ale jednocześnie nieco lżejsze. Przy ustalaniu wielkości zwierząt zazwyczaj bierze się pod uwagę ich masę. Obecnie to słonie afrykańskie są największymi lądowymi zwierzętami, pomimo tego, że żyrafy są od nich wyższe, a anakondy dłuższe. Spinozaur nie żył również w morskich głębinach, zwyczajnie upodobał sobie słodkie wody. Wstawkę o groźności sobie daruję, IMO służy tylko podbiciu atrakcyjności tekstu.

    Świat poznał spinozaura w 2014 roku. (...)

    Tu będzie chyba najdłuższy wywód. Świat poznał spinozaura w 1915 roku, gdy opisał go jego odkrywca, Ernst Stromer. Stromer był niestety niemieckim paleontologiem — niestety, ponieważ skamieniałości spinozaura zostały zniszczone podczas alianckiego bombardowania pod koniec 2wś. Po spinozaurze zostały tylko opisy, rysunki i nieliczne fotografie różnej jakości.

    spinozaur Stromera

    Od tego czasu znajdowano nieliczne i fragmentaryczne skamieniałości tego dinozaura, głównie zęby. W tym czasie przedstawiano go jako typowego teropoda (tzn. drapieżnego dinozaura, jak tyranozaur czy allozaur) z charakterystycznym żaglem na plecach. W okolicach roku 2000 opisano szczęki (chociaż nie całą czaszkę) spinozaura i tym samym zyskał on paszczę wydłużoną na krokodyla modłę. Taki mniej więcej obraz tego dinozaura przedstawiono w trzecim Parku Jurajskim (oczywiście był on odpowiednio spotworniały, by lepiej wpisywał się w scenariusz filmu).

    spinozaur w Parku Jurajskim 3

    W 2014 roku Nizar Ibrahim, wraz z zespołem, przedstawił nową wersję spinozaura — półwodnego, czworonożnego rybożercy. O rybożerności spekulowano już dawno, jednak reszta była prawdziwą bombą (w paleoświecie). Ten artykuł Ibrahima naprawdę rozwinął nasza wiedze o spinozaurze, jednak autorzy nie ustrzegli się kilku błędów. Czworonożność dość szybko została podważona, ale inne rzeczy się utrzymały.

    czworonożny spinozaur, autor: Davide Bonadonna

    Od tego czasu ze spinozaurem odbywała się prawdziwa telenowela. Daruję sobie opisywanie tu co i jak, napomknę tylko, że Ibrahim uznał, że sigilmassazaur (mniej sławny i znany ze skrajnie fragmentarycznych skamieniałości bliski krewny spinozaura) to tak naprawdę też spinozaur. Z tą interpretacją nie zgodziła się część naukowców.

    I w końcu nadchodzi kwiecień 2020. Ibrahim (znów z kupą ludzi, nie chce mi się wymieniać każdego z nazwiska) opublikował dwa artykułu. Pierwszy, obszerniejszy, dotyczył stworzeń z marokańskiej formacji Kem Kem. To tam właśnie znaleziono spinozaura. To naprawdę artykuł bogaty w treść, opisane zostały warunki geologiczne, ale także rośliny, ryby, owady, żółwie, krokodyle, dinozaury i wiele innych stworzeń, które tam żyły niecałe 100 mln lat temu. Mrówcza robota, z której będzie można czerpać przez lata. Dla spinozaura znaczenie ma to, że autorzy (IMO dość sensownie) znów przypisują sigilmassazaura do spinozaura. Znaczenie ma to takie, że to właśnie szczątki sigilassazaura są potencjalnie największym okazem spinozaura.

    Drugi artykuł, o którym zrobiło się głośno, opisywał ogon spinozaura. Do tej pory znane było dosłownie kilka pokruszonych kręgów ogonowych tego jaszczura. Całość zwierzęcia rekonstruowano na podstawie innych dinozaurów, zwłaszcza jego bliskich krewnych. To normalna procedura, np. całkiem łatwo byłoby na m odtworzyć wygląd nóg czy ogona jaguara, gdyby trzeba było posiłkować się lwem czy tygrysem. Oczywiście efekt nie jest idealny, ale wystarczająco zbliżony do stanu rzeczywistego. Problemem są cechy wyjątkowe dla danych stworzeń jak grzywa lwa. I ze spinozaurem było podobnie.

    Ibrahim wykopał i opisał całkiem kompletny ogon spinozaura. Okazało się, że zwierzak ten miał nadzwyczaj wysoki i bocznie spłaszczony ogon, który kształtem trochę przypominał ten traszki. Modele potwierdziły, że zwierzę mogło go używać do poruszania się w wodzie (wcześniej już wiele innych dowodów przemawiało za półwodnym trybem życia spinozaura).

    nowy spinozaur, Ibrahim i inni, 2020, pierwszy link w źródłach oraz filmik od Nature, drugi link w źródłach

    Od momentu odkrycia badacze dyskutowali, czy spinozaur mógł pływać. (...)

    Tu od biedy można się zgodzić. Od wielu lat było niemalże pewne, że spinozaur był blisko związany z wodą, jednak spory dotyczyły tego, jak blisko.

    Nizar Ibrahim oraz jego zespół dążył do udowodnienia, że spinozaur był dinozaurem wodnym. Skrytykował model zbudowany na fragmentach odkrytych kości i zamiast tego stworzył własny trójwymiarowy, który miał potwierdzić jego teorię.

    Ehhh... Ibrahim do niczego nie dążył, to tak nie działa. Zbierał dane, testował rozmaite koncepcje i modele i na podstawie tego wysnuwał interpretacje i teorie. Wcześniej sam pracował na fragmentach odkrytych kości, bo tylko takie były. Zresztą im badania dotyczą skamieniałości w gorszym stanie, tym częściej pojawia się w nich takie słowa, jak: "przypuszczalnie", "możliwe", "niewykluczone, że" itd. Model trójwymiarowy został zbudowany, ale dotyczył nowego ogona spinozaura. Zresztą równocześnie powstały tęż ogony kilku innych dinozaurów oraz kilu dzisiejszych stworzeń (np. aligatora). Modele te porównywały to, jak dany ogon sprawdza się jako napęd w wodzie. Bo pomysł to jedno, ale jego przetestowanie to drugie.

    Przełomem okazało się odkrycie kolejnych szczątków spinozaura. (...) Znalezione kości dinozaura pozwoliły stwierdzić, że miał on ogromną płetwę grzbietową, która przypominała żagiel i ciągnęła się do samego ogona. Uznano to za oczywisty dowód na to, że spinozaur pływał.

    Żagiel na grzbiecie spinozaura był znany od ponad 100 (!) lat. Nowością jest kształt jego ogona. No i sam żagiel nie jest dowodem na pływającego spinozaura, a już na pewno nie oczywistym.

    To pierwszy gatunek dinozaura tak przystosowany do życia w wodzie. Spinosaurus aegyptiacus ważył około 7 ton i mierzył 16 metrów. Jego szczęka była większa od szczęki tyranozaura rexa. Był przystosowany do polowań w ciemnościach i ekstremalnych warunkach. (...)

    I tak, i nie. Jest jeszcze Halszkaraptor, który został nazwany na cześć polskiej badaczki — Halszki Osmólskiej. 16 metrów jest, delikatnie mówiąc, niezbyt realne. Optymistyczne szacunki podają lekko ponad 14 m. Dla formalności dodam, że starsze szacunki, oparte na bardziej niekompletnych szczątkach podwały większe wartości, chociaż wtedy widełki były ogólnie większe. Szczęka spinozaura nie była większa, a dłuższa od szczęki tyranozaura. Tyrannosaurus rex był nadzwyczaj masywnie zbudowany, a jego czaszka była gruba i szeroka. Polowanie w ciemnościach i ekstremalne warunki to fikcja wyssana z palca.

    Ostatni akapit jest cytatem, więc nie ma się czego przyczepić. No może do tego, że wypadałoby podpisać, czyj to cytat. I jak już zahaczyłem o podpisy, to wypadałoby taki umieścić pod ilustracją. Wiem, że w internetach różnie z tym bywam, ale portal opisujący się jako "serce internetu, bijące w rytm tego, co najciekawsze, najgorętsze i najważniejsze" mógłby zadbać, by autor był podpisany pod swoją pracą.

    Na końcu tekstu umieszczony został filmik z YT. Dobrze, że filmik pochodzi z kanału Nature, przynajmniej jest prawilny. Właściwie to jest takim tl;dr do oryginalnego opisu spinozaurowego ogona. Jest to jedyne, co można by uznać za źródło. Problem w tym, że informacje z filmiku nie pokrywają się z tymi z tekstu o2.

    Poziom tego tekstu boli, tym bardziej że większość błędów można wyłapać w ciągu 5 minut, wpisując "spinozaur" w wyszukiwarce Wikipedii. Tak po prawdzie to fałszywe informacje w tym przypadku raczej nie czynią szkody. Tutaj jestem na tyle kompetentny, że jestem w stanie naprostować błędy, no i chciało mi się to zrobić. Jednak w wielu kwestiach, również tych nieporównywalnie ważniejszych, również pojawiają się teksty o takiej jakości, a nawet gorszej. Trochę z tyłka to będzie, ale proszę, sprawdzajcie źródła, z których czerpiecie informacje. Strona ukrytaprawdaoziemi24.pl, która specjalizuje się w reptiliańskich spiskach i autystycznych szczepionkach raczej nie powinna wzbudzać zaufania.

    źródła:

    ogon spinozaura, paywall
    filmik o ogonie
    NG o ogonie prostym angielskim
    formacja Kem Kem
    spinozaur ad 2014, paywall
    NG o spinozaurze ad 2014
    obrona sigilmassazaura
    jeden z przykładów dwunożności spinozaura

    Paywall można ominąć (bo podejrzewam, że mało kto ma wykupiony abonament do Nature) dogadując się z ptakiem z rodziny krukowatych, który pilnuje klucza.

    A, i jeszcze autoreklama. Na #paleontologiaboners wrzucam od czasu do czasu dłuższe teksty o dinozaurach, trylobitach i mamutach, a pod #paleoart ładne obrazki z wymarłymi stworami. Jakby ktoś był ciekawy, to prowadzę też fanpage na fb.

    #paleontologia #dinozaury #ewolucja #fakenews i może #ciekawostki
    pokaż całość

    +: C...e, P................k +30 innych
    •  

      @Prekambr: swietny wpis i dzieki za wylapanie takich bzdur w internecie! (。◕‿‿◕。)

    •  

      @Prekambr: Dodam coś od siebie, z doświadczeń dawnych.

      O2 jest jednym z portali, które żyją wyłącznie na klikach "sensacyjnych". Sytuacja pewnie pogorszyła się, odkąd, jeśli się nie mylę, weszli we współpracę z WP (lub WP ich wykupiło, cholera wie). Tego typu serwisy - jak np. Buzz.gazeta.pl, Pikio, Whatnext itp. itd. - służą wyłącznie przyciąganiu klikodawców, ponieważ kliki i odsłony = reklama. Ich odbiorcą są grażynki i janusze, dosłownie. Piszą więc o pierdołach w sposób pierdołowaty: Tragiczny wypadek! Matka z dwójką niemowląt zrobiła coś niesamowitego... albo Był większy od tyranozaura! Poznaj nowego króla gadów... - czaisz ten motyw.

      I tu najważniejsze. Ze względu na charakter tych serwisów, pracują tam często stażyści (za darmo), freelancerzy/copywriterzy/mediaworkerzy mający pisać o wszystkim jak leci, opłacani wierszówką albo zatrudniani na umowie o dzieło. Jakie to są kwoty? Już mówię: w Buzzie proponowano te 3 lata temu 2k pln na dzieło. Kokosy :P

      Wiem, że to boli, ale nie wymagam od tych ludzi znajomości tematów wykraczających poza wiedzę ogólną, naprawdę.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (2)

  •  

    Eusthenopteron żył 385 mln lat temu, a jego skamieniałości pogłębiły nasze zrozumienie ewolucji czworonogów. Należał do ryb mięśniopłetwych, czyli takich, których płetwy są połączone z ciałem pojedynczą kością. Dobrym przykładem jest tu słynna "żywa skamieniałość" latimeria (chociaż po prawdzie każdy czworonóg, także ludzie, jest zaliczany do ryb mięśniopłetwych).

    Eusthenopteron miał ok. 150 cm długości. Jego płetwy posiadały już cechy, które pomogły kręgowcom w wyjściu na ląd. W płetwach piersiowych były dobrze wykształcone kości: ramienna, łokciowa i promieniowa; a w płetwach brzusznych kości: udowa, piszczelowa i strzałkowa. W czasach Eusthenopteron żyły już kręgowce, które przynajmniej jako tako potrafiły chodzić po lądzie, więc raczej był on boczną gałęzią linii ewolucyjnej prowadzącej do czworonogów.

    autor: John Gurche

    #paleoart #paleontologia #ewolucja #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: dd.jpg

  •  

    #mirkoreklama
    @Tiszka napisała fajny tekst o mezozoicznej Antarktydzie, do którego dodałem dwa zdania. Fajny, a raczej mało znany temat, zachęcam do wykopywania.

    #paleontologia #paleontologiaboners #ciekawostki #dinozaury pokaż całość

  •  

    Cześć paleoświry, dziś będzie o zwierzakach, o których wielu z was mogła w ogóle nie słyszeć.

    Ssaki wielokrotnie wracały do wody. Oczywistym przykładem są tu walenie, ale także płetwonogie – jak morsy i foki – czy brzegowce, kiedyś nazywane syrenami (manaty i diugonie). Wiele innych prowadzi półwodny tryb życia, np. hipopotamy, wydry, bobry, a nawet dziobaki. Ponieważ jesteśmy na blogu o paleontologii, nie zdziwi Was, że zajmiemy się jednymi z wymarłych już ssaków mocno związanych z wodą: tajemniczymi desmostylami.

    Desmostyle (Desmostylia) to wodne ssaki, które żyły między 30,8 a 7,2 mln lat temu. Występowały na wybrzeżach Pacyfiku – ich skamieniałości odnaleziono na zachodnim wybrzeżu Ameryki Północnej, na Kamczatce i w Japonii. Osiągały całkiem spore rozmiary, zazwyczaj mieściły się w przedziale wielkości między dzisiejszymi krowami i hipopotamami. Naukowcy spekulują, że wymarły, gdyż najprawdopodobniej nie wytrzymały konkurencji ze strony syren, które zajmowały tę samą niszę ekologiczną.

    znane gatunki desmostyli oraz ich podział w całej grupie

    Ustalenie miejsca desmostyli na drzewie ewolucyjnym przez lata dostarczało nie lada trudności. Obecnie umieszcza się je wewnątrz kladu Afrotheria (za tą nazwą kryją się dzisiejsze słonie, syreny, mrówniki i kilka innych). Wewnątrz samego Afrotheria desmostyle są różnie umiejscawiane, jednak raczej bliżej trąbowców i syren. Niektórzy badacze jednak, by nie było za łatwo, zaliczają je do bazalnych nieparzystokopytnych (czyli w tym wypadku byłyby pierwszą linią, która oddzieliła się od reszty grupy).

    możliwe pokrewieństwa desmostyli; źródło: K. Matsui i T. Tsuihiji, 2019, 'The phylogeny of desmostylians revisited...'

    Rząd Desmostylia zawdzięcza swą nazwę Desmostylus hesperus, jej pierwszemu odkrytemu i jednocześnie najlepiej poznanemu przedstawicielowi. Samą nazwę Desmostylus można przetłumaczyć z greki jako “wiązkę kolumn”, co odnosi się do charakterystycznej budowy zębów u tego stworzenia (i przy okazji całej grupy). Jego trzonowce oraz przedtrzonowce miały liczne guzki, które jednak były zakończone wgłębieniami, przypominającymi trochę szczyty wulkanów.

    zęby desmostyli, źródło: użytkownik PRK na The Fossil Forum

    Co więcej, siekacze i kły desmostyli były skierowane ku przodowi pyska, co nadawało zwierzęciu dziwaczny wygląd. Jak wydedukowali paleontolodzy z tych niezwykłych cech zgryzu, desmostyle żywiły się trawami morskimi oraz inną wodną roślinnością. Prawdopodobnie przednie zęby służyły do odcinania albo odrywania części lub całości rośliny, a następnie silne mięśnie gardła zasysały pokarm. Podobny mechanizm zasysający stosują dzisiejsze morsy, z tym, że te nie są roślinożerne – żywią się głównie bezkręgowcami z dna morskiego i okazjonalnie fokami, rybami i padliną.

    czaszka Desmostylus japonicus, Narodowe Muzeum Natury i Nauki, Tokio, Japonia; źródło: Wikipedia

    Tyle o zębach. Ale co z wyglądem całych zwierzaków? Prosze bardzo: desmostyle miały beczkowate ciało, krótki ogon i krępe czteropalczaste kończyny. Kiedyś uważano, że zwierzęta te wiodły półwodny tryb życia, podobny do dzisiejszych hipopotamów. Nowsze analizy oraz badania wskazują jednak dość jasno, że było to w pełni wodne zwierzęta. Mimo tych zaktualizowanych opisów, nadal powstają ilustracje przedstawiające je jako udziwnione hipopotamy.

    nieaktualna już rekonstrukcja Behemotops proteus, autor: Carl Buell

    Skąd wiemy, że prowadziły całkowicie wodny tryb życia? Gęstość odkrytych kości desmostyli jest zbliżona do tej u pełnowodnych zwierząt. Sama struktura kości była nadzwyczaj podobna do tej, jaką mogą się pochwalić dzisiejsze walenie. Również pewne izotopy zawarte w zębach sugerują dietę składającą się z przybrzeżnych wodnych roślin. Oczy desmostyli były umiejscowione wysoko, a nozdrza cofnięte na czaszce, co jest częstą adaptacją u powracających do morza ssaków (a nawet nie tylko ssaków).

    W końcu wytrzymałość żeber także wskazuje na wodny tryb życia. Zwierzęta wodne wypadają tu gorzej od lądowych, natomiast półwodne mają najmocniejsze żebra. Paleoparadoxia i Neoparadoxia znajdują się pomiędzy wodnymi ssakami, jednak wytrzymałość żeber Desmostylus hesperus umieszcza go w pobliżu zwierząt lądowych. Pomimo tego nadal D. hesperus jest uważany za wodnego, ponieważ zwyczajnie wskazuje na to wiele innych dowodów. Kończyny desmostyli na pierwszy rzut oka wydają się przystosowane do lokomocji lądowej – mają nawet kopytka! – jednak w rzeczywistości średnio się do tego nadawały. Podsumowując: z anatomicznego punktu widzenia powyższe cechy mocno wspierają teorię o wodnym trybie życia tych stworzeń.

    Behemotops, autor: Joschua Knüppe

    Paleontolodzy (przynajmniej w większości) po zebraniu wszystkich faktów, o których wspomniałem, uznali, że desmostyle zamieszkiwały przybrzeżne wody, dość często (chociaż nie zawsze) o małym zasoleniu, np. w pobliżu ujść rzek. Desmostylus zazwyczaj zapuszczał się w wody o głębokości do 30 metrów, ale już Paleoparadoxia śmiało pływała w wodach o głębokości przekraczającej 500 metrów.

    Paleoparadoxia tabatai, Muzeum Historii Naturalnej w Londynie; źródło: Wikipedia

    Desmostylus jako taki był zwinniejszym pływakiem niż większość jego krewnych, opisywany jest wręcz jako szybki i aktywny. Reszta desmostyli była raczej powolnymi stworzeniami lub wręcz “pływając”, kroczyła po dnie, podobnie jak często robią to dzisiejsze hipopotamy. Nie oznacza to, że były prymitywniejsze niż ich szybszy kuzyn. Wręcz przeciwnie, późniejsze formy, jak np. Paleoparadoxia, były silnie wyspecjalizowane do powolnego żerowania na morskiej roślinności. Jedną z przyczyn tych przystosowań była, jak zwykle bywa w ewolucji, presja ze strony konkurencyjnych syren, które ostatecznie wygrały tę rywalizację i opanowały nisze osierocone przez desmostyle.

    Behemotops tabatai, autor: Gredinia

    Desmostyle to jedne z dziwniejszych, a jednocześnie mniej znanych wymarłych ssaków. Te fascynujące stworzenia skrywają jeszcze wiele tajemnic, z których przynajmniej część czeka na odkrycie. Zazwyczaj, jak to bywa w paleontologii, musimy czekać na nowe skamieniałości i badania.

    źródła podałem na swoim blogu, dla ciekawskich paleotreści zapraszam także na fb

    obrazek na samym dole przedstawia Desmostylus hesperus i jest autorstwa Romana Uchytela

    Tradycyjne podziękowania dla @Tiszka za uczynienie tekstu czytelniejszym. Tym razem musiała naprostować więcej niż zwykle.

    #paleontologiaboners - wpisy i ciekawostki paleontologiczne
    #paleoart - to co wyżej + ładne obrazki z dinozaurami i mamutami

    #paleontologia #ewolucja #biologia #ciekawostki #nauka #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: paleontologicznyniecodziennik.files.wordpress.com

    •  

      @hortu: U dzisiejszych zwierząt sprawa jest prosta. Wystarczy porównać ich DNA - im te jest bardziej podobne tym bliżej spokrewnione ze sobą są dane zwierzaki (a szerzej stworzenia). Ostatni wspólny przodek słoni i góralkowców żył jakieś 55-60 mln lat temu.

      Dzisiejsze góralki mają kilka cech wspólnych ze słoniami. Samce mają jądra w jamie brzusznej (czyli nie możesz ich kopnąć w jaja), a samice mają gruczoły mleczne miedzy przednimi łapami. Obie te grupy mają palce zakończone kopytami, a nie typowymi pazurami, a góralki mają pod stopami specjalne poduszki podobne do tych słoniowych. Góralki mają także ciosy, które rozwijają się z tych samych zębów co u słoni, tyle że są znacznie mniej imponujące. Te cechy są chyba najważniejsze, na pewno pierwsze rzucają się w oczy. Prawdopodobnie jest tego więcej, nie jestem specjalistą.

      U wymarłych zwierząt ustalenie pokrewieństwa jest trudniejsze. Dziś zazwyczaj wypisujesz cechy danej grupy (czy zwierzaka) w odpowiedni program, i 'komputer' porównuje co trzeba za ciebie. Im więcej cech wspólnych, tym bliżej siebie były dane stworzenia. Oczywiście mocno uprościłem sprawę. Tych cech porównuje się naprawdę wiele, często bardzo specjalistycznych (np. budowa wyrostków kolczystych na kręgach piersiowych lub poziom zrośnięcia się ze sobą jakiś drobnych kosteczek), a olewa się cechy niediagnostyczne dla danych grup (np. porównując słonie z góralkami pominąłbyś występowanie kręgosłupa, szczęk czy dwuboczną symetrię ciała). Cała procedura jest dość skomplikowana, ale najżmudniejszą robotę robią algorytmy. Pewnie jak się domyślasz, nie jest to idealna metoda. Bada się skamieniałe szkielety, zęby, muszle itd., a nie żywe zwierzęta. Dlatego pojawiają się pewne niewiadome, np. wiemy że desmostyle są gdzieś w okolicy trąbowców i syren, ale nie wiemy gdzie dokładnie. Istniały pewne zwierzaki, które są tak dziwne, że nie można o nich powiedzieć wiele więcej niż to, że np. były zwierzętami dwubocznie symetrycznymi - o takim Tullimonstrum od lat toczą się debaty i naukowe przepychanki.

      Jakiś czas temu zrobiłem dość długi wpis o tym, dlaczego człowiek jest małpą. Trochę tam zahaczyłem o to, które cechy są diagnostyczne przy ustalaniu pokrewieństwa i jak się je wybiera. Potraktuj to jako autoreklamę z mojej strony ( ͡~ ͜ʖ ͡°), bo ledwo ledwo tam jest to liźnięte.
      pokaż całość

      +: Tiszka
    •  

      @Prekambr: Dzięki wielkie za skrót. Czyli takie góralki są dużo bardziej ciekawszym taksonem niż myślałem.

    • więcej komentarzy (21)

  •  

    Dziś przedstawię jedną z bardziej wpływowych postaci we wczesnej paleontologii. Jako jedna z pierwszych przygotowała podwaliny pod sposoby, w jakie dziś badamy istoty wymarłe miliony lat temu. Przez niemal całe swoje życie stawiała czoła przeciwnościom losu i która należytego uznania doczekała dopiero po śmierci. Przed wami: Mary Anning.

    Mary Anning, autor: Henry De la Beche, źródło fotografii: Wikipedia

    Urodziła się 21 maja 1799, a zmarła w 9 marca 1847 roku i praktycznie całe życie spędziła w Lyme Regis, niewielkim mieście położonym na wybrzeżu południowej Anglii, nad zatoką Lyme Bay. Klify w tych okolicach są niezwykle bogate w skamieniałości z przełomu triasu i jury, co – jak za chwilę się przekonacie – pozwoliło rozwinąć jej skrzydła.

    Mary przyszła na świat w biednej rodzinie jako jedno z dziesięciorga dzieci, jednak tylko ona i jej starszy brat Joseph dożyli pełnoletności. W miejscowy folklor wpisała się już, gdy miała zaledwie kilkanaście miesięcy. W czasie burzy zginęły trafione piorunem trzy kobiety, pod których była opieką, jednak dziewczynce nic się nie stało. Wielu miejscowych odczytało to jako cud (sami rodzice twierdzili, że mała rozkwitła po tym zdarzeniu).

    Dzieciństwo Mary przypadało na wyjątkowo trudny okres dla biednej części angielskiego społeczeństwa. Wojny napoleońskie oraz inne konflikty w kontynentalnej Europie skutecznie ograniczyły handel, co skutkowało niedoborami żywności na Wyspach. W ciągu dwudziestu lat cena pszenicy uległa tam niemal potrojeniu.

    Ichthyosaurus communis, jeden z okazów odkrytych przez Mary Anning, źródło: strona Muzeum Historii Naturalnej w Londynie

    Dla podreperowania domowego budżetu ojciec Mary, Richard, zbierał skamieniałości i sprzedawał je turystom. W tamtych czasach miasteczko Lyme Regis było całkiem popularną miejscowością wypoczynkową, przynajmniej dla bogatszej części społeczeństwa. Wojny w Europie raczej odstraszały od kontynentalnych kurortów. Rodzina Anning nie była odosobniona w handlu skamieniałościami, wielu miejscowych sprzedawało te osobliwości (org. curios) pod wymyślnymi nazwami, np. amonity były nazywane “wężowymi kamieniami”. Richard często zabierał swoje dzieci na poszukiwanie skamieniałości i to od niego młoda Mary uczyła się podstaw fachu, który później przyniósł jej rozgłos.

    Gdy Mary miała jedenaście lat, jej ojciec zmarł, zostawiając rodzinę bez środków do życia. Jej brat poszedł w ślady ojca i został stolarzem, jednak w momencie śmierci rodzica dopiero uczył się zawodu. Rodzeństwo Anning, wraz z matką, utrzymywało się z handlu skamieniałościami.

    Zbieranie i kolekcjonowanie skamieniałości było całkiem modne w Anglii przełomu XVIII i XIX wieku. Anningowie dość szybko wyrośli na najlepszych poszukiwaczy skamieniałości w okolicy. Zazwyczaj ludzie piszący o Mary Anning skupiają się na niej samej, jednak jej matka, Molly, uczestniczyła w „skamieniałym” biznesie przynajmniej do 1825 roku, a jej brat Joseph do 1825, chociaż poświęcał rodzinnemu zajęciu coraz mniej czasu, gdyż zajmował się stolarką (w której zwyczajnie zarabiał więcej). Jednak to Mary dokonała najważniejszych odkryć i włożyła swój wkład w rozwój raczkującej jeszcze światowej paleontologii.

    list zawierający szkic oraz opis skamieniałośći nienazwanego jeszcze wtedy Plesiosaurus dolichodeirus, Mary Anning 26 grudnia 1823 r. , źródło: Wikipedia

    Handel skamieniałościami nie zapewniał jednak stałego dochodu i Anningom zdarzały się chude lata. W 1820 roku rodzina była tak biedna, że musiała sprzedać prawie wszystkie meble, by mieć za co żyć. Poruszony tą historią Thomas James Birch, znany wówczas historyk, a przy tym stały klient Anningów, doprowadził do aukcji charytatywnej w Londynie, na której zlicytowano skamieniałości znalezione przez Mary i jej rodzinę (także tych, które Birch wcześniej sam kupił). Pieniądze z aukcji pomogły Anningom stanąć na nogi. Innym jej efektem był rozgłos, jaki Anningowie, a zwłaszcza Mary, zyskali w środowisku geologicznym; na londyńskiej aukcji Bircha zjawiło się wielu prominentnych geologów, paleontologów i biologów nie tylko z Wielkiej Brytanii, ale także z Francji i Austrii.

    Poszukiwanie skamieniałości nie było bezpiecznym zajęciem w Lyme Regis. W 1833 r. Mary ledwo uszła z życiem, gdy nagle część klifu osunęła się, grzebiąc jej psa, Traya, towarzyszącego jej na wielu wyprawach. Pomimo tego Mary dokonała wielu znaczących odkryć. Do najsłynniejszych należy niemal kompletny szkielet ichtiozaura, sławnego “rybojaszczura” Temnodontosaurus platyodon (którego czaszkę kilka miesięcy wcześniej odkrył Joseph) oraz również niemal kompletny szkielet plezjozaura (Plesiosaurus dolichodeirus).

    Szczątki ichtiozaurów i plezjozaurów były znajdowane przez Mary jeszcze kilka razy. Innym jej znaczącym odkryciem był pierwszy pterozaur znaleziony poza granicami Niemiec – Dimorphodon macronyx (pierwotnie przypisany do rodzaju Pterodactylus). Mary odkryła też wiele dobrze zachowanych ryb (najsłynniejszą jest niezwykle dobrze zachowany okaz Dapedium politum), a także poczyniła obserwacje, które przyczyniły się do zrozumienia, czym tak naprawdę są koprolity.

    szkic Mary Anning pierwszego odkrytego okazu Plesiosaurus dolichodeirus, źródło: MHN w Londynie

    Mary Anning nie miał formalnego wykształcenia. W szkółce niedzielnej nauczyła się czytać i pisać, na czym skończyła swoją edukację. Jednak bystry umysł i upór pozwoliły jej na zdobycie niemałej wiedzy. Studiowała anatomię współczesnych zwierząt, by lepiej zrozumieć wygląd tych wymarłych. Czytała każdy tekst chociaż zahaczający o paleontologię czy geologię, który wpadł w jej ręce. Mozolnie przepisywała całe traktaty, a nawet książki, do których miała dostęp głównie poprzez co bogatszych i bardziej wykształconych klientów. Do tych kopii nierzadko dopisywała później własne uwagi i obserwacje. Mary miała zwyczaj szkicować skamieniałości przed ich wydobyciem, co później stało się standardem (chociaż dziś zwyczajnie używa się fotografii) – ułożenie skamieniałych kości w skale może dostarczyć informacji o tym, jak dane zwierzę żyło i umarło. Muszę przyznać, że dociekliwość i nieustępliwość w naukowym podejściu do skamieniałości Mary wywarły na mnie największe wrażenie.

    Anning długo wyrabiała sobie nazwisko. Pod koniec życia była już sławna w geologicznych i paleontologicznych środowiskach, jednak do końca jej dni nie uznano jej zasług w pełni. Jako uboga kobieta, w dodatku będąca kongregacjonalistką (kongrecjonalizm to odłam chrześcijaństwa, który jest mniejszością w anglikańskiej Wielkiej Brytanii) nie miała wstępu do poważnych instytucji naukowych. Zresztą do tych mniej prominentnych także nie.

    Mary nie była wspomniana w opisie niemal żadnego stworzenia, które odkryła, a to pomijanie powodowało u niej rozgoryczenie, o czym wspominała w listach. Pod koniec życia dorobiła się pewnego uznania, doczekała się nawet niewielkiej renty od Brytyjskiego Stowarzyszenia Naukowego. Wiedza i doświadczenie Anning były na tyle duże, że najsłynniejsi ówcześni geolodzy i paleontolodzy prosili ją pomoc, komentarz lub ocenę swoich prac – na przykład Louis Agassiz czy Charles Lyell, którzy na stałe zapisali się na kartach historii nauki.

    Duria Antiquior, obraz namalował w 1830 roku geolog Henry De la Beche, bazując na skamieniałościach odkrytych przez M. Anning. Jest to najwcześniejsze przedstawienie wymarłych stworzeń w ich naturalnym środowisku. De la Beche sprzedawał odbitki obrazu i zarobione w ten sposób pieniądze przekazywał Mary, źródło fotografii: Wikipedia

    Mary zmarła 9 marca 1847 roku z powodu raka, kilka miesięcy przed tym, nim uzyskała honorowe członkostwo w Londyńskim Towarzystwie Geologicznym. Jest jedną z postaci, które były moimi bohaterami w dzieciństwie i po prawdzie nadal imponuje mi pod wieloma względami. Za życia nie zyskała należnego uznania, jednak jej legenda jest żywa do dzisiaj. Na jej cześć nazwano kilka gatunków, w tym Ichthyosaurus anningae oraz Anningasaura lymense.

    Duże podziękowania dla @Tiszka która dodała swoje trzy grosze oraz sprawiła, że ten tekst sporo zyskał na czytelności.

    Źródła, na których się opierałem są na moim blogu. Wiecej treści paleo na fanpage'u.

    Obraz na dole jest nieznanego autora i przedstawia Mary Anning oraz jej psa, Traya.

    #paleontologiaboners - wpisy i ciekawostki paleontologiczne
    #paleoart - to co wyżej + ładne obrazki z dinozaurami i mamutami

    #paleontologia #ciekawostki #nauka #gruparatowaniapoziomu #historia
    pokaż całość

    źródło: mary anning.jpg

    •  

      @Prekambr: Ale dzięki zapałowi obu tych Panów odkryto wiele fajnych rzeczy ( ͡° ͜ʖ ͡°) w tym parę ikonicznych dziś gatunków

      A propo obrazka Duria Antiquior to jest on wręcz zaskakująco rzetelny i poprawny nawet w świetle dzisiejszej wiedzy (nie licząc przesycenia go różnymi stworzeniami) no i wygląda bardzo estetycznie, w sam raz na okładkę książki o historii paleontologii ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      @Walther00: Marsh i Cope wywołują u mnie mieszane uczucie. IMO zrobili tyle samo dobrego, co złego. Zastanawiam się, ile skamieniałości bezpowrotnie utraciliśmy poprzez ich działania.

    • więcej komentarzy (13)

  •  

    Hexaprotodon sivalensis, czyli kiedyś to były hipopotamy. Nazwa tego zwierzaka wzięła się od ilości jego siekaczy, tu dla porównania paszcza dzisiejszego hipopotama nilowego. H. sivalensis był nieco mniejszy niż dzisiejsze hipopotamy. Możliwe, że hipopotam karłowaty należy do rodzaju Hexaprotodon, ale tu trwają pewne spory.

    autor: Luis Arturo Dávalos.

    #paleoart #paleontologiaboners #ewolucja #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: dd.png

  •  

    Bostrychoceras był amonitem żyjącym pod koniec kredy, 'chwilę' przed wymarciem (nieptasich) dinozaurów. Skamieniałości tego zwierzaka odnaleziono w Europie i Ameryce Północnej. Muszla miała jakieś 25 cm długości i wcale nie miała wyjątkowego kształtu, jeśli spojrzymy na wymarłe głowonogi.

    autor: Vladislav Egorov

    #paleoart #paleontologia
    pokaż całość

    źródło: dd.png

    +: P................k, EmDeCe +17 innych
  •  

    Wróciłem i zapraszam wszystkich spragnionych paleontologicznych oraz ewolucyjnych treści. Dziś nie będzie ani o jednym, ani o drugim, ale mam nadzieję, że też będzie fajnie.

    tl;dr Człowiek pochodzi od małpy, nadal jest małpą, a nawet rybą - tak działa systematyka filogenetyczna.

    Człowiek nie pochodzi od małpy, jedynie ma z nią wspólnych przodków. Delfin nie jest rybą, a ssakiem. Twierdzenia zawarte w tych zdaniach są powszechnie znane i, no cóż, błędne. Wpis ten powstał pod wpływem dyskusji na pewnym forum ze śmiesznymi obrazkami ( ͡° ͜ʖ ͡°) i kolejnej na Facebooku, a także rozmowy z dwójką znajomych (pozdrawiam).

    Wpis ten ma na celu proste wyjaśnienie zasad systematyki i nazewnictwa organizmów żywych.

    W szkole uczymy się o Karolu Linneuszu – żyjącym w XVIII w. szwedzkim przyrodniku, który postanowił skatalogować wszystkie istoty żywe (i nie tylko, jednak to na nich się skupię). Dziełem jego życia była Systema Naturae, której 10. edycja dała podstawy współczesnej taksonomii (ostatnią edycją była 13., którą uzupełnił J. F. Gmelin już po śmierci Linneusza). To tam spopularyzowane zostało binominalne – czyli dwuczłonowe – nazewnictwo gatunków (po raz pierwszy użyte jednak ponad 100 lat wcześniej przez Gasparda i Jeana Bauhinów), które stosowane jest do dzisiaj.

    Zasady nazewnictwa gatunków (i rodzajów, rodzin itd.) spisane są w Międzynarodowym kodeksie nomenklatury zoologicznej (jest jeszcze wersja botaniczna i bakteryjna). Oprócz tego funkcjonuje PhyloCode (Międzynarodowy kodeks nomenklatury filogenetycznej), czyli zbiór zasad tworzenia kladów (co to takiego – wyjaśnię za chwilę).

    GATUNEK

    Podstawową jednostką taksonomiczną jest gatunek. Nazwy gatunków posiadają dwa człony: pierwszy rodzajowy, drugi gatunkowy. Przykładami mogą być Homo sapiens czy Tyrannosaurus rex. Pierwszy człon zapisujemy wielką literą i dodatkowo całość powinna być zapisana krojem wyróżniającym się z tekstu (zazwyczaj używa się kursywy). Dla pełni szczęścia w nawiasie umieszczamy rok opisania gatunku oraz nazwisko (lub inicjał) człowieka, który to zrobił, np. Homo sapiens (Linnaeus, 1758) lub Tyrannosaurus rex (Osborn, 1905). Nazwy gatunkowe zazwyczaj bierze się z łaciny i greki (lub są one zlatynizowanymi nazwami pochodzącymi z innych języków), jednak nie jest to twarda zasada i występują od niej wyjątki, np. Smok wawelski (bliski krewny dinozaurów odnaleziony w Polsce), Yi qi (czyt. ji ci, chiński dinozaur) czy Dziwneono etcetera (australijski owad, ten gatunek nie jest kopalny).

    Gdy w danym tekście jakiś gatunek pojawia się więcej niż raz, można użyć zapisu skróconego, np. H. sapiens lub T. rex. Do jednego rodzaju może należeć więcej niż jeden gatunek, np. do Homo należą m.in. H. sapiens i H. erectus. Tylko gatunki i rodzaje zapisuje się wyróżniającym się krojem pisma, wyższe taksony jedynie wielką literą, np. Hominoidea (małpy człekokształtne).

    Nie istnieje idealna definicja gatunku. Chyba najlepsza (a na pewno najczęściej przytaczana) uznaje za gatunek grupę organizmów, spośród których dwa mogą się rozmnożyć i wydać na świat płodne potomstwo. Niestety, od tej zasady jest wiele wyjątków, np. organizmy jednokomórkowe czy ogólnie stworzenia rozmnażające się bezpłciowo lub tzw. gatunki pierścieniowe. Istnieje jeszcze zjawisko hybrydyzacji – rodzice należący do różnych gatunków (choć zazwyczaj w obrębie jednego rodzaju) są w stanie spłodzić płodnego potomka. W miarę często dzieje się tak u krukowatych i możliwe, że miało miejsce u naszych przodków, gdzieś na wysokości rozdzielenia się linii naszej i szympansiej.

    Z gatunkiem jest jeszcze jeden problem. Otóż życie jest ciągłe i nie da się wyznaczyć na linii rozwoju organizmów jednego punktu, w którym wyodrębnił się niej nowy gatunek. Gdy osobnik A jest przodkiem osobnika B i rozdziela je tyle pokoleń (nazwijmy je zbiorczo C), że A i B należą do różnych gatunków, to A i B nie byłyby w stanie spłodzić płodnego potomka (spotkanie A i B czysto hipotetyczne, oczywiście). Jednak zarówno A i B byłyby w stanie rozmnożyć się przynajmniej z niektórymi osobnikami z C i w C znalazłoby się kilka osobników, które mogłyby się rozmnożyć zarówno z A, jak i z B (rysunek poglądowy niżej, coby się nie pogubić). Oczywiście nie oznacza to, że te środkowe C należą jednocześnie do A i B (chociaż zależy, jaki wycinek pokoleń sprawdzamy).

    Obrazek, coby się nie pogubić. Czerwone obramowanie zawiera osobniki, z którymi przodek A (przynajmniej hipotetycznie) jest w stanie spłodzić płodne potomstwo. Analogicznie zielone obramowanie dotyczy tego samego dla potomka B.

    W paleontologii funkcjonuje pojęcie gatunku temporalnego (chronogatunku), czyli gatunku, który w określonym odcinku czasu (raczej wielkości geologiczne) zmienia się do tego stopnia, że gatunek potomny nie jest klasyfikowany jako ten sam gatunek, co wyjściowy. Czyli A i B nie są klasyfikowane jako ten sam gatunek. Mówiąc prościej: jesteśmy podobni do swoich dzieci i rodziców, jednak gdybyśmy mogli prześledzić wszystkich naszych przodków, to w końcu dotarlibyśmy do stworzeń wyglądających jak skrzyżowanie wiewiórki i szczura (a nawet dalej, jeśli starczyłoby nam cierpliwości). I każdy osobnik, którego byśmy wybrali z tej linii, byłby z tego samego gatunku, co jego potomstwo i rodzice. Bo życie jest ciągłe.

    TAKSON

    Tradycyjnie dzieli się kręgowce na ryby, płazy, gady ssaki i ptaki i tego uczą się dzieci w szkole. I taki podział całkiem dobrze się dzisiaj sprawdza, bo każdy wie, że ryby mają skrzela i żyją w wodzie, a ssaki karmią swoje młode mlekiem. Niestety paleontologia i genetyka sporo namieszały w takim obrazie świata.

    Takson to grupa organizmów, które wyróżniają się od innych konkretną cechą (ewentualnie cechami). Czyli zwierzęta posiadające kręgosłup tworzą takson kręgowców.

    Istnieje kilka rodzajów taksonów, ale tylko jeden bierze pod uwagę pokrewieństwo organizmów żywych – takson monofiletyczny. Takson monofiletyczny to taki, który obejmuje wszystkich potomków ostatniego wspólnego przodka (czyli wszyscy potomkowie pierwszego kręgowca są kręgowcami).

    Kolejny to takson polifiletyczny, czyli taki, który zawiera w sobie organizmy mające wspólną cechę (lub cechy) i jednocześnie niebędące ze sobą spokrewnione (przynajmniej blisko). W tym przypadku wspólne cechy powstały niezależnie od siebie i zazwyczaj są przejawem konwergencji (tzn. powstaniem podobnych cech niezależnie od siebie, np. kształt ciała rekinów, delfinów i ichtiozaurów). Przykładem takiego taksonu są zwierzęta stałocieplne. Ssaki i ptaki wykształciły stałocieplność niezależnie od siebie i takson zwierząt stałocieplnych nie uwzględnia ostatniego wspólnego przodka ptaków i ssaków (a ten był niewiele młodszy niż pierwsze owodniowce).

    Takson parafiletyczny to z kolei taki, który nie uwzględnia wszystkich potomków danej linii ewolucyjnej. Dobrym przykładem są tu gady w tradycyjnym ujęciu, które zawierają jaszczurki, węże, żółwie, krokodyle i hatterie, jednak wykluczają ptaki. Te ostatnie w prostej linii pochodzą od gadów (ptaki<dinozaury<archozaury<gady) i powinny być do nich zaliczane. Taksony polifiletyczne oraz parafiletyczne są taksonami sztucznymi i zwyczajnie są błędne. Czasem jeszcze się ich używa, ale raczej w luźnych tekstach, wykładach czy rozmowach. Duże znaczenie ma tu osadzenie historyczne jakiegoś terminu, np. herpetolodzy zajmują się gadami, jednak ptaki ich nie interesują.

    przykłady taksonów

    KLAD

    Klad to pojęcie bliskie taksonowi monofiletycznemu i często w praktyce określające te same grupy stworzeń. Każdy takson monofiletyczny jest jednocześnie kladem, jednak nie każdy klad jest taksonem monofiletycznym. Kladów jest zwyczajnie za dużo i nie starcza dla nich rang taksonomicznych (rodzaj, rodzina, rząd itd.). Praktycznie każde rozejście się przynajmniej dwóch linii ewolucyjnych tworzy nowe klady i stąd właśnie bierze się ich mnogość. Dobrym przykładem są człowiekowate (Hominidae), które dzielą się na Ponginae (dziś reprezentowane przez orangutany) oraz Homininae, które to dzielą się na dwa plemiona: Gorillini (do których należą dzisiejsze goryle) i Hominini. Te ostatnie podzieliły się na Panina (dzisiejsze szympansy) i Hominina (dzisiaj ostaliśmy się tylko my, ludzie).

    Klady siostrzane (grupy siostrzane) to klady, które powstały po rozdzieleniu się jednego (macierzystego) na dwa inne. Grupy siostrzane są ze sobą blisko spokrewnione, właściwie to takie rodzeństwo na drzewie życia.

    klady siostrzane

    Poszczególne linie ewolucyjne (klady, taksony) posiadają zestaw cech, które są pomocne przy ustalaniu ich pokrewieństwa (czy też ich pozycji względem siebie w kladystyce).

    - **Cecha plezjomorficzna (plezjomorfia)** to taka, która występuje u danej grupy oraz u jej przodków; np. u ssaków kręgosłup jest cechą plezjomorficzną odziedziczoną po przodkach.

    - Przeciwieństwem tego jest **cecha apomorficzna (apomorfia)**, czyli nowa cecha niewystępująca u przodków danej grupy; np. błony płodowe dla owodniowców. Apomorfia dzieli się na autapomorfię i synapomorfię.
    * **Cecha autapomorficzna** to taka, która występuje tylko u jednej grupy.
    * **Cecha synapomorficzna** występuje u wszystkich spokrewnionych ze sobą grup.


    Dana cecha może być jednocześnie autapomorficzna i synapomorficzna, w zależności od tego, do jakiej rangi taksonomicznej się odnosimy; np. błony płodowe są autapomorfią dla owodniowców i synapomorfią dla synapsydów i zauropsydów (obie te grupy zaliczają się do owodniowców, do synapsydów należą ssaki, do zauropsydów gady).

    plezjomorfia i apomorfia

    SYSTEMATYKA FILOGENETYCZNA

    Klasycznie organizmy były pogrupowane w rangi (lub kategorie). Rangi taksonomiczne to np. gatunek, rodzaj, rodzina, rząd, gromada itd. Gatunek Homo sapiens należy do rodzaju Homo, rodziny Hominidae (człowiekowate), rzędu Primates (naczelne) itd. Jak już wcześniej wspominałem, życie okazało się bardziej skomplikowane niż to kiedyś zakładano i zwyczajnie często brakuje kategorii taksonomicznych. Z tego powodu namnożyło się kategorii pomocniczych, czyli wszystkich nadrodzin, podgromad, infrarzędów oraz kilka zupełnie nowych rang, np. plemię czy odmiana. Tych jednak też nie starczyło na długo. Dziś często rangi są pomijane i używa się nazw danych kladów: Homo sapiensHomo – Hominini zamiast Homo sapiens (gatunek) – Homo (rodzaj) – Hominini (plemię).

    Kladystyka, czyli systematyka filogenetyczna, to metoda klasyfikująca klady. Willi Hennig, niemiecki entomolog (z niemałym zacięciem do paleoentomologii, czyli nauki zajmującej się wymarłymi insektami), wydał w 1950 r. książkę Grundzüge einer Theorie der Phylogenetischen Systematik, która zyskała całkiem spore poparcie wśród niemieckich naukowców. Jednak dopiero przetłumaczenie jej na język angielski w 1966 r spowodowało niemałą rewolucję w systematyce biologicznej (ten przykład dobrze pokazuje, jak bariera językowa może spowolnić rozwój nauki).

    Systematyka filogenetyczna znacznie się rozwinęła od czasów swojego stworzenia, jednak sam Hennig był największym rewolucjonistą systematyki organizmów żywych (z wyjątkiem samego Linneusza oczywiście). Termin “kladystyka” został wprowadzony przez jednego z najbardziej znanych biologów – Ernsta Mayra, który to swego czasu ostro polemizował z koncepcją Henniga.

    Willi Hennig, zdjęcie zrobione przez jego syna, Gerda Henniga; pobrałem je z Wikipedii

    CZŁOWIEK JEST MAŁPĄ

    Po tym przykrótkim wstępie ᕦ(òóˇ)ᕤ można już przejść do sedna. Dość często natrafiam na twierdzenie, że człowiek nie pochodzi od małp, lecz miał z tymi małpami wspólnych przodków. Niby wszystko się zgadza, ale jednak nie do końca. Człowiek miał wspólnych przodków ze współcześnie żyjącymi małpami, a nie małpami ogólnie. To „współcześnie żyjącymi” jest bardzo ważne.

    Małpy, czyli infrarząd Simiiformes, pojawiły się na Ziemi jakieś 40 mln lat temu, natomiast człowiek (rodzaj Homo) – około 2,5 mln lat. Każdy przodek człowieka z ostatnich 40 mln lat był małpą, a małpy zawierają w sobie m.in. ludzi. Każdy człowiek jest małpą, ale nie każda małpa jest człowiekiem, podobnie jak każdy kwadrat jest prostokątem, ale nie każdy prostokąt jest kwadratem.

    Małpy, podobnie jak inne zwierzęta, różnicowały się przez miliony lat. Dzielą się na dwie duże grupy: szeroko- i wąskonose. Nas teraz interesują te drugie, które przez miliony lat zdążyły podzielić się na człeko- i zwierzokształtne (koczkodanowce). Małpy człekokształtne podzieliły się na dwie rodziny: Hylobatidae (gibonowate), do których należą m.in. dzisiejsze gibony, oraz na Hominidae, czyli człowiekowate. Człowiekowate dzielą się na podrodzinę Ponginae (dzisiejsze orangutany i kilka wymarłych taksonów, np. słynny gigantopitek) oraz podrodzinę Homininae. Homininae dzielą się na dwa plemiona: Gorillini (dzisiaj reprezentowane przez goryle) oraz Hominini. Te ostatnie podzieliły się na Panina (dzisiejsze szympansy) oraz Hominina. Hominina reprezentuje dziś jeden gatunek, Homo sapiens, jednak zalicza się do nich wszystko, co jest bliżej spokrewnione z nami niż z szympansami (czyli rozmaite wymarłe gatunki człowieka, jak np. Homo erectus, ale także starsze rodzaje, np. australopiteki). Oczywiście jest to uproszczony podział, ale nie chciałem komplikować tego jeszcze bardziej.

    rozrysowany cały powyższy akapit

    Żaden z powyższych podziałów nie sprawił, że któraś z linii ewolucyjnych przestała być małpą. Jesteśmy małpami tak samo, jak jesteśmy łożyskowcami, ssakami, synapsydami czy owodniowcami. I jakby to śledzić dalej, to dojdziemy do tetrapodów (czworonogów), które należą do ryb mięśniopłetwych. Człowiek, podobnie jak wszystkie inne lądowe kręgowce, jest rybą. Gdy małe dzieci nazywają delfiny rybami, nie są wcale w błędzie (chociaż raczej nie rozumieją jeszcze systematyki filogenetycznej). O samych rybach-czworonogach pisałem tu, od akapitu „Najbardziej zróżnicowaną grupą ryb są...”.

    Mówienie, że człowiek nie pochodzi od małpy (tylko ma z nią wspólnych przodków) ma tyle samo sensu, co mówienie, że szympans nie pochodzi od małpy (tylko ma z nią wspólnych przodków). To jednak już chyba każdemu brzmi co najmniej dziwnie. Człowiek jest rodzajem (Homo), podobnie jak szympans (Pan). Oba te taksony mają tę samą rangę i ich pozycja względem małp jest taka sama. Właściwie to gatunkiem typowym dla małp człekokształtnych nie jest goryl zachodni (Gorilla gorilla) ani szympans zwyczajny (Pan troglodytes), ale człowiek rozumny, czyli popularny Homo sapiens.

    Mam nadzieję, że teraz pewne zagadnienia staną się jaśniejsze. I dziękuję mirku/mirabelko za przebrnięcie przez ten niekrótki tekst.

    Duże podziękowania dla @Tiszka która zredagowała ten tekst i sprawiła, że w ogóle stał się czytelny.

    wołam osobno @niedoszly_andrzej oraz @Walther00 , bo poruszaliśmy na mirko okolice tego wpisu

    Źródła, na których się opierałem są na moim blogu. Wiecej treści paleo na fanpage'u.

    #paleontologiaboners - wpisy i ciekawostki paleontologiczne
    #paleoart - to co wyżej + ładne obrazki z dinozaurami i mamutami

    #paleontologia #ewolucja #biologia #ciekawostki #nauka #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: h.-correctus.jpg

  •  

    Mononykus olecranus, autor: Jonathan Kuo

    Mononykus żył ok. 70 mln lat temu na terenie dzisiejszej Mongolii (czyli był sąsiadem popularnego Velociraptor). Osiągał zaledwie metr długości, miał długie nogi i był dobrym biegaczem. Żywił się drobnymi jaszczurkami i ssakami, a także owadami. Najbardziej charakterystyczną cechą tego dinozaura były jego kończyny przednie. Sławny T. rex, w porównaniu do mononyka, miał całkiem dobrze zbudowane ręce. Mononykus miał tylko jeden palec, który był zakończony pazurem. Całe ręce zwierzęcia były niewielkie i miały ograniczoną ruchomość, jednak kości je tworzące były całkiem grube (zwłaszcza przedramiona). Nie znamy ich funkcji, jednak najpowszechniejszą interpretacją jest rozkopywanie owadzich kopców (podobnie jak robią to dzisiejsze mrówkojady).

    #paleoart #paleontologia #ewolucja #dinozaury #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: dd.jpg

  •  

    Scutosaurus karpinskii, autor: Mark Witton

    Skutozaur był roślinożercą żyjącym, zanim na świecie pojawiły się pierwsze dinozaury. Należał do grupy zwanej Parareptilia, która rozwijała się niezależnie od Eureptilia, która to dała początek m.in. dzisiejszym gadom. S. karpinskii osiągał 3 m długości, był masywnie zbudowany, a jego skóra była pokryta kostnymi tarczkami. Szczątki tego zwierzęcia odkryto na terenie dzisiejszej Rosji.

    Scena na ilustracji dzieje się 252 mln lat temu u schyłku permu. Miało miejsce wtedy wymieranie permskie, zwane także wielkim wymieraniem, gdyż było to największe masowe wymieranie w dziejach. W trakcie jego trwania z naszej planety zniknęło przynajmniej 95% gatunków morskich i przynajmniej 70% gatunków lądowych kręgowców (wymieranie K-Pg, czyli te, które uśmierciło nieptasie dinozaury to przy tym czkawka ameby).

    Najprawdopodobniejszą przyczyną wymierania permskiego były trapy syberyjskie. Trapy to nic innego jak pokrywy lawowe, a jeszcze prościej to równiny/płaskowyże powstałe wskutek zastygnięcia magmy. Na terenie dzisiejszej Syberii, 252 mln lat temu, miały miejsce masowe zjawiska wulkaniczne. Dzisiejsze pozostałości wymierania permskiego (czyli właśnie trapy syberyjskie) pokrywają ok. 2 mln km2. W tle obrazka widać erupcje i tworzenie się trapów.

    #paleoart #paleontologia #ewolucja #ciekawostki #biologia
    pokaż całość

    źródło: dd.jpg

    •  

      @Walther00: Yup, chociaż anatomia zwierzaka nie jest idealna. Pteranodon to chyba najpopularniejszy pterozaur, a jego wizerunek na dobre zadomowił się w społeczeństwie. Niestety, bardzo często nazywany jest pterodaktylem, bo to chyba jedyna nazwa pterozaura, która trafiła do popkultury. Pteranodon, kecalkoatl i dimorfodon to zazwyczaj te nazwy, które człowiek poznaje jako pierwsze, gdy zaainteresuje się tematem.

      ja ze swoją wiedzą w tej materii w ogóle nie mam do Ciebie podejścia

      @Walther00: Zazwyczaj sprawdzam pisownię wielu zwierzaków, zanim wrzucę coś na mirko. W wymowie też potrafię popłynąć. Jestem tylko hobbystą ¯\_(ツ)_/¯
      pokaż całość

      +: Walther00, P................k
    •  

      masywnie zbudowany, a jego skóra była pokryta kostnymi tarczkami
      @Prekambr: @Magnolia-Fan: Kiedyś to było turbosłowiańskie bydło, nie to co teraz.

    • więcej komentarzy (5)

  •  

    Mamut włochaty, czyli Mammuthus primigenius.

    Chyba najsłynniejszy zwierz epoki lodowcowej. Pojawił się około 400 tys. lat temu i żył na terenie Europy i Azji, a jakieś 100 tys. lat temu zasiedlił północną część Ameryki Północnej. Wyginął ok. 10 tys. lat temu (w Europie 3-4 tys. lat wcześniej), jednak na wyspach na cieśninie Beringa przetrwały dłużej dwie izolowane populacje: Wyspa St. Paul* (do 5600 lat temu) oraz Wyspa Wrangla (do 4000-3600 lat temu). Nie był to największy mamut w dziejach - dorównywał rozmiarom dzisiejszemu słoniowi afrykańskiemu. Właściwie to typowy mamut włochaty był ciut mniejszy od typowego słonia z Afryki. Co ciekawe, to słoń indyjski jest znacznie bliżej spokrewniony z mamutem włochatym niż ze słoniem afrykańskim. Liczne szczątki Mammuthus primigenius odkryto także na terenie Polski.

    *Podejrzewam, że nie tłumaczy się tej nazwy, bo na Oceanie Indyjskim istnieje Wyspa Świętego Pawła.

    autor: Emiliano Troco

    #paleoart #paleontologia #ewolucja #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: wwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwww.jpg

    +: J..........a, SunnO +33 innych
  •  

    Borealopelta markmitchelli to nodozaur żyjący ok. 110 mln lat temu na terenie dzisiejszej Kanady (prowincja Alberta). Za życia ten roślinożerca przekraczał 5 m długości. Skamieniałości Borealopelta odkryto w 2011 roku, ale opisano dopiero 5 lat później - tyle trwało wydobycie szczątków zwierzęcia ze skały. Jest to jeden z najlepiej zachowanych nieptasich dinozaurów, jakie zostały odkryte. Skamieniałości były w tak dobrym stanie, że udało się odtworzyć ubarwienie zwierzęcia - zachowały się odciski melanosomów (tzn. organelli odpowiedzialnych za kolor skóry). Ilustracja przedstawia rzeczywisty wygląd zwierzęcia, przynajmniej w miejscach, w których się zachowało do dzisiaj ;)

    autor: Julius Csotonyi

    #paleoart #paleontologia #dinozaury #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: dd.jpg

    +: C.....o, C...e +20 innych
  •  

    Jeleń olbrzymi, zwany też irlandzkim olbrzymim jeleniem, właściwie to Megaloceros giganteus.

    Chociaż większość jego skamieniałości znaleziono w Irlandii, to obszar jego występowania obejmował prawie całą Europę i ciągnął się do azjatyckiej części Rosji, a nawet do północnych krańców Afryki (w Chinach znaleziono jego bliskich krewnych). Pojawił się około 400 tys. lat temu, a jego najmłodsze szczątki (odkryte na Syberii) liczą 7700 lat.

    Osiągał 210 cm wysokości w kłębie (tzn. do najwyższego miejsca na grzbiecie nad łopatkami) i wcale nie był to, jak często internety podają, największy jeleniowaty w dziejach. Większe od niego były niektóre gatunki z rodzaju Cervalces. Megaloceros giganteus miał jednak największe poroże - największe znalezione miało 3,65 m długości i ważyło 40 kg.

    Ciemna pręga na szyi i tułowiu została zrekonstruowana na podstawie rysunków naskalnych.

    autor: Mark Witton

    #paleoart #paleontologia #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: dd.jpg

    +: P.........7, likk +22 innych
  •  

    Camarasaurus lentus spłoszył stado pterozaurów z gatunku Mesadactylus ornithosphyos.

    Zwierzęta te żyły około 150 mln lat temu na terenie dzisiejszej A. Północnej. Dinozaura wykopano w Formacji Morrison - stamtąd pochodzi wiele sławnych dinozaurów, m.in.: allozaur, stegozaur, diplodok czy brontozaur. C. lentus osiągał jakieś 15m długości jednak nie był to największy gatunek kamarazaura (C. supremus dobijał do 23 metrów). Camarasaurus miał znacznie mocniejsze i masywniejsze zęby niż większość innych zauropodów, przez co nie wchodził im w drogę żerując na innej roślinności.

    autor ilustracji: Antonin Jury

    #paleoart #paleontologia #dinozaury #ciekawostki
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: dd.jpg

  •  

    Prawie każdy fan dinozaurologii natknął się na niesamowite stworzenie, którym jest tytułowy dinozauroid. Wokół niego narosło wiele fikcji, które nie za wiele mają wspólnego z pierwotnymi założeniami. Musicie wybaczyć mi przydługi wstęp, jednak jest on potrzebny do zbudowania odpowiedniego tła i kontekstu. Zaczynamy.

    Gdy w 1969 roku John Ostrom opisał deinonycha (Deinonychus antirrhopus), którego szczątki spoczywały w muzeum ponad 30 lat, zapoczątkował zmianę w powszechnym postrzeganiu dinozaurów. Wcześniej uważano je za powolne i głupie stworzenia, niejako skazane na wymarcie. Jednak deinonych był zaskakująco lekko zbudowany i zwinny, bardziej ptasi niż gadzi. Ostrom wysnuł tezę mówiącą, że dinozaury były szybkie, inteligentne i opiekowały się potomstwem, a do tego przynajmniej niektóre z nich mogły być ciepłokrwiste (wplótł w swoje rozważania także to, że ptaki pochodzą od dinozaurów). Tezy te rozwinął Robert Bakker, dawny student Ostroma. Pomimo tego, że panowie nie zawsze się zgadzali ze sobą, to zapoczątkowali rewolucję, która dziś jest znana jako renesans dinozaurów. W kolejnych latach odkrycia i badania potwierdzały tezy Ostroma i Bakkera i dziś (z kilkoma wyjątkami) są brane za pewnik. I właśnie ta rewolucja natchnęła pewien eksperyment myślowy.

    deinonych; klasyczna, chociaż już nieaktualna, rekonstrukcja autorstwa Roberta T. Bakkera, 1968 rok

    REPTILIANIE 2.0

    Do końca lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku w niektórych utworach science fiction zaczęły pojawiać się inteligentne dinozaury, jednak był to jeszcze niszowy pomysł (np. Day of the Hunters i Big Game Isaaca Asimova). W roku 1974 w USA telewizja NBC zaczęła nadawać serial Land of the Lost (w Polsce znamy raczej jego remake z 1991 r., emitowany na RTL7 pod tytułem Zaginiony ląd – Dolina Jurajska). Produkcja opowiada o rodzinie Marshallów, która trafia do tajemniczej krainy – tytułowego zaginionego lądu. Żyją tam dinozaury oraz rozmaite fantastyczne bestie i stwory, m.in. slistaki (w org. Sleestak). Slistaki to humanoidalne gady, właściwie jaszczury, które miały olbrzymie, czarne oczy (w serialu jest to przystosowanie do życia w ciemności). Stworzenia te mogą kojarzyć się z szarakami; kosmitami spopularyzowanymi przez serial Z archiwum X, chociaż dinozauroid znacznie bardziej przypominał gości z innej planety.

    Sleestak, Land of the Lost, 1974–1976

    W 1977 r została opublikowana książka Carla Sagana (tak, tego Carla Sagana) Rajskie smoki. Pozycja ta raczej nie jest dobrze znana na naszym rynku, jednak w USA (i szerzej na Zachodzie) stała się niezwykle popularna, a autor zdobył za nią Nagrodę Pulitzera. Pełny tytuł książki, The Dragons of Eden: Speculations on the Evolution of Human Intelligence, rozjaśnia nieco kwestię tego, o czym właściwie ona jest. Oprócz rozważań na temat ludzkiej inteligencji oraz jej pochodzenia Sagan pokusił się także o hipotetyzowanie na temat dalszego jej rozwoju, sztucznej inteligencji i dołożył kilku rozważań z gatunku „Co by było, gdyby…?”. Jeden z takich pomysłów zakładał rozwinięcie się wysokiej inteligencji u dinozaurów, gdyby te nie wyginęły 66 mln lat temu.

    DINOZAUROID JAKI JEST, KAŻDY WIDZI

    Ale przejdźmy dalej. W 1982 roku, Kanadyjczycy: paleontolog Dale Russell oraz rzeźbiarz Ron Séguin, opisali i zrekonstruowali wygląd Stenonychosaurus inequalis oraz jego hipotetycznego potomka: dinozauroida. Chyba każdy, kto kiedyś został dosyć chłodno przyjęty przez rozmaitych paleontologów, to jednak był na tyle nośny, że trafił do popkultury i popnauki. I dał początek przekonaniu mówiącemu, że troodon był najinteligentniejszym dinozaurem (ewentualnie jednym z najinteligentniejszych). Dlaczego troodon?

    Niedługo po tym, jak Russell i Séguin zrekonstruowali swojego stenonychozaura, został on wcielony do rodzaju Troodon i właśnie ta informacja poszła w świat. Co ciekawe, dopiero w 2017 r. Aaron van der Reest i Philip Currie udowodnili ważność gatunku S. inequalis (oraz kilku innych), a tym samym Troodon formosus jest obecnie gatunkiem o wątpliwej ważności. Może być uznany za tak zwane nomen dubium – oznacza to, że nie posiada żadnych cech, które odróżniałyby go od innych gatunków (co nie dziwi, jeśli weźmiemy pod uwagę to, że holotyp – czyli okaz typowy, na podstawie którego opisano cały gatunek – to tylko pojedynczy ząb).

    dinozauroid, Russella i Séguina 1982

    Russell i Séguin wybrali stenonychozaura jako przodka dinozauroida m.in. ze względu na duże rozmiary mózgu. Według ich wyliczeń miał największą wartość współczynnika encefalizacji (EQ) spośród wszystkich znanych dinozaurów. Dziś wiemy, że jednak nie jest to prawda: EQ informuje o tym, o ile większy (lub mniejszy) jest mózg danego zwierzęcia, niż miałoby to wynikać z jego rozmiarów ciała. EQ równe 1 to standard (taki wynik ma kot domowy), 2 oznacza mózg dwa razy większy, a 0,5 dwa razy mniejszy niż ten, którego moglibyśmy się spodziewać.

    EQ stenonychozaura wynosiło 5,8. To naprawdę sporo; dla porównania szympansy mają do 2,5, delfiny przekraczają 4, a średnia u ludzi mieści się w przedziale 7,4-7,8. Problem z tym, że do obliczeń użyto szczątków nie w pełni dorosłego osobnika, a młode wielu zwierząt (w tym dinozaurów) mają proporcjonalnie większe niż dorosłe głowy. Sam współczynnik encefalizacji nie jest też jakimś twardym dowodem, a jedynie ukazuje pewne tendencje. Został stworzony do badania ssaków i to tych średnich rozmiarów – u bardzo małych i bardzo dużych gatunków niezbyt się sprawdza. Jeszcze słabiej radzi sobie z grupami innymi niż ssaki.

    czaszka dinozauroida, Russella i Séguina 1982

    Pochodzący więc od wyjątkowo rozwiniętego – według teorii Kanadyjczyków – stenonychozaura dinozauroid miał więc mieć mocno rozwiniętą mózgoczaszkę przy jednocześnie zredukowanej trzewioczaszce; pysk zwierzęcia przybierał więc formę czegoś na kształt twarzy. Oczy były nad wyraz duże, a pysk nieuzębiony (zmniejszenie rozmiaru paszczy miałoby redukować liczbę zębów aż do ich całkowitego zaniku), ale za to pokryty zrogowaciałym dziobem. Stwór Russella i Séguina miał krótką szyję, by łatwiej mu było utrzymać ciężar dużej głowy. Również z tego powodu cała sylwetka stała się pionowa. Ogon ulec miał całkowitemu zanikowi, gdyż nie był już potrzebny do zachowania równowagi. Dinozauroid miałby chodzić na całych stopach (a nie na palcach, jak to robiły teropody), co miało pomóc w utrzymaniu wyprostowanej sylwetki. Autorzy publikacji założyli także, że stworzenie będzie żyworodne (stąd ich model ma pępek), gdyż uznali, że wpłynie to korzystniej na rozwój mózgu niż jajorodność.

    KOLOS NA GLINIANYCH NOGACH

    Całkiem spójnie to brzmi, tyle że te założenia są błędne. Dinozauroid wygląda jak gad zbudowany na ludzkim szkielecie i bardziej przypomina fantastycznego potwora niż istotę, która rzeczywiście mogłaby się pojawić na świecie. Zresztą nie raz i nie dwa był łączony z kosmitami, reptilianami i różnymi teoriami spiskowymi – na to już jednak twórcy pomysłu humanoidalnego dinozaura nie mogli mieć wpływu.

    Wspomnieć należy jeszcze o argumencie Simona Conwaya Morrisa. Ten brytyjski paleontolog uznał, że ludzie wyglądają tak, jak wyglądają, ponieważ jest to najlepszy kształt dla zwierzęcia o tak mocno rozwiniętej inteligencji, przynajmniej w warunkach ziemskich. Dlatego w czasie ewolucji zaszłaby konwergencja i inne inteligentne gatunki byłyby z grubsza humanoidalne. Konwergencja w biologii ma miejsce wtedy, gdy niespokrewnione ze sobą (przynajmniej niezbyt blisko) organizmy wytwarzają podobne cechy przystosowawcze, np. ryby, delfiny i ichtiozaury miały podobny kształt ciała, gdyż bardzo dobrze sprawdza się on w środowisku morskim.

    modele dinozauroida i stenonychozaura, Russella i Séguina 1982

    Co prawda nie znamy innych inteligentnych gatunków (przynajmniej na ludzkim poziomie), jednak raczej mało prawdopodobne jest to, że humanoidalny kształt ciała jest jedynym odpowiednim do wykształcenia się wysokiej inteligencji. To, jak wyglądamy, jest pokłosiem wyglądu naszych przodków. Małpy naczelne są przystosowane do poruszania się po drzewach, a zwłaszcza do zwisania z gałęzi. To przez to straciły ogon, mają prosty kręgosłup, klatkę piersiową nieco spłaszczoną grzbietobrzusznie, łopatki umiejscowione na plecach, barki zdolne do ruchu w kącie 360°, niewielki wyrostek łokciowy umożliwiający pełne wyprostowanie ręki w łokciu oraz wiele innych cech. Od pasa w górę nie różnimy się zbytnio od innych naczelnych i właściwie jesteśmy naczelnymi z nadwyraz długimi nogami i szeroką miednicą.

    Ale wracając do tematu: kształt czaszki dinozauroida znany z projektów jest efektem przypisania zwierzęciu ludzkich cech. Zresztą podobnie jak budowa kręgosłupa, miednicy czy stóp (szczególnie te rzucają się w oczy). Nie ma przesłanek, które przeczyłyby zachowaniu poziomej sylwetki przez inteligentne dinozaury. Pionowa postawa nie jest też wymagana do utrzymania dużej głowy; wiele dzisiejszych zwierząt ma czaszki znacznie większe i masywniejsze niż ludzie, jednak różnią się od nas kształtem. Słonie dźwigają większe mózgi, jeszcze większe czaszki, a jednak nie są humanoidalne. Po prostu wyglądają tak, a nie inaczej, ponieważ startowały od wyglądu swoich przodków, którzy to niezbyt przypominali małpy naczelne. Można by się nawet pokusić o hipotezę mówiącą, że superinteligentne słonie niezbyt musiałyby zmienić kształt ciała, by sprawnie używać narzędzi – trąba całkiem dobrze zastępuje im przecież przeciwstawny kciuk.

    współczesna rekonstrukcja stenonychozaura, autor:cisiopurple

    Domniemana żyworodność dinozauroida też jest niezbyt poprawną teorią. Oczywiście, czysto hipotetycznie, mogłaby się u niego pojawić taka cecha, jednak od 66 mln lat żaden dinozaur (tzn. ptak) jej nie wykształcił. Żyworodność w niejednej postaci pojawiła się u wielu grup kręgowców; oprócz ssaków także u ryb kostno- (np. akwariowy gupik) i chrzęstnoszkieletowych (niektóre rekiny), płazów (salamandra czarna), węży czy jaszczurek. Jednak archozaury, a tym właśnie są ptaki, inne dinozaury i krokodyle twardo trzymają się jajorodności. Russell i Séguin zdawali się przy tym wiedzieć, że ich eksperyment myślowy nie był poparty specjalnie silnymi przesłankami, gdyż w ostatnim zdaniu swojej publikacji zaprosili innych naukowców do przedstawienia alternatywnych rozwiązań.

    DZISIEJSZA REINKARNACJA

    Wyżej wspomniałem, że raczej niewielu paleontologów zareagowało entuzjastycznie na dinozauroida. Jednak w drugiej połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku zrobiło się o nim głośno. Najpierw trafił do książek popularnonaukowych, a później do popkultury. Często koncepcja Russella była źle rozumiana: przedstawiano ją jako pewnik i coś, co bez wątpienia pojawiłoby się, gdyby nieptasie dinozaury nie wymarły. Niekiedy nawet był opisywany jako ważny rodzaj/gatunek! Po latach Dale Russell przyznał, że gdyby wiedział, jak zostanie odebrany jego eksperyment myślowy, to nigdy nie zdecydowałby się na przedstawienie go światu. Dzisiaj dinozauroid jest nadal żywy w nieco bardziej „sensacyjnych” zakamarkach internetu.

    Nie tak dawno, ledwie kilka lat temu, artysta Cevdet Kösemen stworzył uwspółcześnioną wersję dinozauroida, którą nazwał Avisapiens saurotheos. Ta wersja miała wygląd teropoda z poziomym ułożeniem ciała, długim ogonem i pyskiem. Oczywiście mózgoczaszka była znacznie powiększona, a stworzenie było pokryte piórami. Pierwszy rysunek był tylko zabawą, jednak zdobył pewną popularność i sam pomysł zaczął się rozwijać. Wielu ludzi, zwłaszcza społeczność deviantart.com, zaczęła dodawać swoje trzy grosze.

    Avisapiens saurotheos, autor: C. M. Koseman

    Dinozauroid jest świetnym przykładem na to, jak niezrozumienie, nieumyślne bądź celowe, oraz pogoń za sensacją i niesprawdzanie źródeł mogą powodować wiele nieporozumień. Dziś pomysł Russella i Séguina wydaje się nieco zapomniany i traktowany jako ciekawostka, jednak 15-30 lat temu często był przedstawiany jako niepodważalny fakt pomimo tego, że praktycznie od razu był krytykowany przez specjalistów, a nawet sami autorzy niejednokrotnie zaznaczali, że jest to tylko luźne rozważanie.

    Źródła, na których się opierałem są na moim blogu. Jakby się komuś chciało, to zapraszam do wykopania znaleziska. Będzie mi miło (。◕‿‿◕。)

    blog
    fb

    Podziękowania dla @Tiszka która zredagowała ten tekst (i wyłapała kilka błędów).

    Zdjęcie na dole jest autorstwa paleontologa Michaela J. Ryana.

    #paleontologiaboners - wpisy i ciekawostki paleontologiczne
    #paleoart - to co wyżej + ładne obrazki z dinozaurami i mamutami

    #paleontologia #ewolucja #dinozaury #biologia #ciekawostki #nauka #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 66.media.tumblr.com

  •  

    Mam horom półkę, więc robię #rozdajo kilku książek G. R. R. Martina. To pierwsze 5 części Pieśni Lodu i Ognia, czyli popularnej #graotron #got #fantastyka #fantasy Do pełni szczęścia brakują jeszcze 3 książki, ale tych nie mam, a sam autor wyniósł prokrastynację na nowy poziom, więc nie liczyłbym, że wiele więcej się tego pojawi (chyba, że jakieś serie poboczne). Zestaw nie zawiera dinozaura; dodałem go do skali, bo nie miałem pod ręką banana.

    Szczęśliwca wylosuję jutro o godzinie 21:37 przy pomocy mirkorandom. Tradycyjnie zielonki nie biorą udziału. Także rozmaitym szurom, a zwłaszcza antyszczepionkowcom też nic nie daję. Paczkę wyślę na mój koszt Pocztą Polską, bo mi tak wygodnie. Raczej po nowym roku. Jako, że niedawno była afera związana z #rozdajo to pozwolę sobie zawołać @baka-neko i @portugalka , które to kiedyś już coś ode mnie dostały i mogą potwierdzić, że jestem porządnym mirkiem.
    pokaż całość

    źródło: dd.jpg

    +: I.....v, boglos93 +650 innych
  •  

    Uszanowanko, dziś będzie o rekinach.

    Rekiny są jednym z najczęściej podawanych przykładów żywych skamieniałości. Pojawiły się na długo przed dinozaurami i w niemal niezmienionej formie przetrwały do dziś, prawda? Tak podają liczne źródła. Tyle, że rzeczywistość nie wygląda tak prosto. Rekiny od momentu pojawienia się na świecie przeszły długą drogę, nierzadko przyjmując zaskakujące kształty. Niedawno [pokrótce opisałem powstanie i rozwój ryb](https://www.wykop.pl/wpis/37020789/wrocilem-ᕦ-ooˇ-ᕤ-sposrod-wszystkich-kopalnych/), który też jest bardziej skomplikowany, niż wydaje się na pierwszy rzut oka, a teraz zajmę się rekinami, a szerzej: chrzęstnoszkieletowymi.

    POCZĄTKI

    Powstanie chrzęstnoszkieletowych przez długie lata było tematem licznych sporów i dyskusji, jednak dziś panuje jako taki naukowy konsensus zakładający, że wyodrębniły się z akantodów (Acanthodii), zwanych także rybami fałdopłetwymi. Dużo rozjaśniło w tej kwestii opisanie Doliodus problematicus, który miał cechy zarówno ryb chrzęstnych, jak i akantodów (zwłaszcza w budowie szczęk). Same Acanthodii są w literaturze angielskojęzycznej często nazywane “kolczastymi rekinami” (spiny sharks). Swoją angielską nazwę zawdzięczają temu, że wszystkie ich płetwy, z wyjątkiem tej ogonowej, były rozpostarte na skostniałych kolcach. Były to też jedyne szczękowce, które miały więcej niż cztery kończyny (w tym przypadku płetwy parzyste). Ryby te pojawiły się w sylurze około 440 mln lat temu i zniknęły w wymieraniu permskim, 250 mln lat temu (oczywiście pomijam tutaj same chrzęstnoszkieletowe).

    akantod Ischnacanthus gracilis, autor: Nobu Tamura

    Ryby chrzęstnoszkieletowe (Chondrichthyes) dzielą się na:
    - zrosłogłowe, zwane też chimerami (Holocephali)
    - spodouste (Elasmobranchii)

    Te ostatnie z kolei możemy podzielić na dwa rodzaje:
    - rekiny (Selachimorpha)
    - płaszczki (Batoidea)

    Badania genetyczne (właściwie to wnioskowanie bayesowskie w filogenetyce molekularnej) sugerują, że zrosłogłowe oddzieliły się 421 mln lat temu, a płaszczki pod koniec karbonu, 306 mln lat temu.

    uproszczona wersja pokrewieństwa stworzeń opisywanych poniżej; użyłem do tego najnowsze osiągnięcia technologiczne ( ͡º ͜ʖ͡º)

    Ze środkowego i późnego ordowiku znane są łuski, które czasem są łączone z chrzęstnoszkieletowymi, jednak ich klasyfikacja jest niepewna. Niestety, wiele ryb chrzęstnych znamy tylko z zębów, bo to jedyna część ich szkieletu, która stosunkowo łatwo poddaje się fosylizacji. Najstarszym znanym rekinem (a właściwie jeszcze-nie-rekinem), co do przynależności którego paleontolodzy są zgodni, jest rodzaj Cladoselache. Drapieżnik ten żył 370 mln lat temu i osiągał niecałe dwa metry długości. Był całkiem zwinnym pływakiem, co oprócz przydatności w polowaniu pomagało mu w ucieczce przed dunkleosteusem, który był dominującym drapieżnikiem swoich czasów. W przeciwieństwie, do większości kopalnych chrzęstnoszkieletowych, znamy cały szkielet Cladoselache; w kilku okazach zachowały się nawet odciski organów wewnętrznych i obrysu ciała.

    Cladoselache uciekający przed Dunkleosteus, autor: Tuomas Koivurinne

    ZROSŁOGŁOWE

    Zrosłogłowe są dziś reprezentowane tylko przez jeden rząd, jednak kiedyś były znacznie bardziej zróżnicowane. I podobnie jaki ich dzisiejsi krewni, potrafiły zadziwić swoimi kształtami. Nazywanie ich chimerami nie jest do końca poprawne, gdyż nie każdy zrosłogłowy jest chimerą. Czasem stosuje się takie nazewnictwo, ale raczej zwyczajowo, bo same chimery są znacznie niższym taksonem (rodzaj Chimaera).

    Wracając do gatunków kopalnych należy wspomnieć o żyjącej 350 mln lat temu Belantsea montana (obrazek autorstwa Ceri Thomas/Nix Draw Stuff), która osiągała trochę ponad pół metra długości i niezbyt przypominała dzisiejsze rekiny. Młodszy od niej Iniopteryx rushlaui (obrazek autorstwa Nobu Tamury) zaskakiwał umiejscowieniem płetw piersiowych, które mogą nasuwać skojarzenie z dzisiejszymi rybami latającymi.

    Kolejne ciekawe Holocephali należą do rzędu Symmoriida. Ryby te dzielą się na kilka linii (wszystkie wymarłe), ale ominę rzucanie ich nazwami i po prostu wspomnę o dwóch charakterystycznych przedstawicielach Symmoriida. Mam nadzieję, że tekst przez to będzie łatwiejszy do przebrnięcia i nie przestraszy mnogością systematyki.

    Pierwszym bohaterem jest Falcatus falcatus. Żył w karbonie, 335-318 mln lat temu. Dorosłe osobniki miały 25-30 cm długości. Kształt i rozmiar płetw sugerują, że falkat był dobrym pływakiem, a duże oczy są charakterystyczne dla zwierząt głębinowych. Prawdopodobnie polował na mniejsze ryby oraz mięczaki. Paleontologów początkowo zadziwiała ozdoba, która wyrastała nad głową ryby, a występowała tylko u samców, więc jej funkcja była najprawdopodobniej pokazowa. Tu ciekawostka: wiemy z zapisu kopalnego, że osobniki z wyrostkami były samcami, ponieważ u chrzęstnoszkieletowych całkiem łatwo odróżnić płeć. Samce rekinów mają tzw. pterygopodium, czyli wydłużony wyrostek na każdej płetwie brzusznej. Wyrostki te służą do wprowadzenia nasienia do ciała samicy (rekiny nie mają penisów). Znamy kilka dobrze zachowanych obrysów ciała Falcatus i charakterystyczne wyrostki występowały tylko u osobników z pterygopodiami.

    samiec Falcatus falcatus, autor: Mikhail Tikhonov

    Kolejnym Symmoriida jest rodzaj Stethacanthus, który zawierał w sobie kilka gatunków (typowym jest S. altonensis). Drapieżniki te żyły w dewonie i karbonie; pojawiły się trochę ponad 382 mln lat temu i przetrwały niemal przez 50 mln lat. Nie dorastały nawet do metra długości, a dymorfizm płciowy przejawiał się m.in. jeszcze bardziej niezwykłą ozdobą niż u Falcatus: samce Stethacanthus miały dwie płetwy grzbietowe. Pierwsza z nich u dorosłych osobników była niezwykle duża i na przyjmowała kształt przypominający dysk leżący na jej czubku. W dodatku na szczycie była pokryta pseudozębami (tak naprawdę to przekształcone łuski). Podobne twory rosły na czubku głowy zwierzęcia. Warto tu na marginesie zaznaczyć, że łuski rekinów nie przypominają łusek ryb kostnoszkieletowych, a bardziej ich zęby. Łuski takie nazywamy plakoidalnymi i są one homologiczne (tzn. mają wspólne pochodzenie) do zębów ryb kostnych, w tym tetrapodów (czyli m.in. ludzi). Są one pokryte dentyną, a na powierzchni zmineralizowana wersją dentyny (tzw. witrodentyną). To dzięki takiej budowie łusek ryby chrzęstne są wolne od wielu pasożytów, które atakują morskie ssaki (np. pąkle). Same rekiny są zadziwiająco szorstkie w dotyku.

    Stethacantus miał mniejsze płetwy niż inne rekiny podobnej wielkości, więc zapewne nie był najszybszym pływakiem (okazała ozdoba sprawiała, że samce były jeszcze wolniejsze). Ryby te zapewne żyły blisko dna i polowały na niewielką i powolna zdobycz (lub taką zagrzebaną w dnie morskim), a także mogły pożywiać się padliną. Przez lata powstało wiele hipotez próbujących wyjaśnić funkcję niezwykłej konstrukcji na plecach Stethacantus. Jedna z najdłużej utrzymujących się zakłada rolę obronną. Ozdoba widziana z góry, razem z „zębami” na szczycie głowy, mogły wyglądać jak rozwarta paszcza większego drapieżnika. Jednak fakt, że miały ją tylko osobniki męskie, każe sądzić, że podstawową jej funkcją była ta pokazowa. Samce z okazalszym wyrostkiem miałby być atrakcyjniejsze dla samic. Oczywiście możliwe, że ozdoba ta była wykorzystywana także na inne sposoby.

    Stethacantus, autor: Alain Beneteau

    Ciekawym krewnym chimer (chociaż niezbyt blisko spokrewnionym z dwiema wymienionymi wyżej) był Helicoprion. To nazwa rodzajowa,obejmująca kilka znanych gatunków żyjących w permie, około 290 mln lat temu, chociaż możliwe, że przetrwały nawet do wczesnego triasu (250-245 mln lat temu). Helikopriony były dużymi drapieżnikami, rozmaite źródła popularnonaukowe podają, że największe osobniki mogły osiągać 7-8 m długości, jednak skamieniałości sugerują, że mogło to być 10, a nawet 12 metrów (największy znany żarłacz biały, samica o imieniu Deep Blue, ledwo przekracza 6 metrów).

    Helicoprion, rozmiar spirali zębowej jest przesadzony, autor: Stolpergeist

    Helikoprion był silnie wyspecjalizowanym drapieżnikiem o niezwykłych szczękach. Jego zęby układały się w tzw. spiralę zębową (zdjęcie pochodzi z Wikipedii). U rekinów (i ich krewnych) stare zęby zazwyczaj wypadają i są zastępowane przez nowe, jednak w tym przypadku nowe, większe zęby wyrastały za starymi, mniejszymi. Pierwszą taką spiralę opisano w 1899 roku jako przyrodniczą zagadkę (należała do Helicoprion bessonowi); od tamtej pory przypisywano jej różne funkcje i umieszczano w rozmaitych miejscach na ciele zwierzęcia (oczywiście nie wszystkie pomysły były brane na poważnie). W 2013 roku opisano pierwszą czaszkę helikopriona (szkielet pozaczaszkowy nadal jest nieznany), co w końcu pozwoliło umieścić strukturę w zapewne właściwym miejscu. Spirala znajdowała się w głębi dolnej szczęki i służyła do miażdżenia/cięcia ofiar.

    PRAREKINY

    Jednym z najstarszych rekinów (właściwie prawie-rekinów) był rodzaj Xenacanthus. Pojawił się w późnym dewonie i przetrwał aż do końca triasu (około 200 mln lat temu), chociaż był już wtedy taksonem reliktowym. Dorastał do metra długości (chociaż jego krewniacy mogli być nawet trzy razy więksi) i był stworzeniem słodkowodnym. Płetwa grzbietowa ciągnęła się aż do ogona, okrążała go i łączyła się z płetwą odbytową. Przypomina to budowę dzisiejszych węgorzy, więc całkiem prawdopodobne, że Xenacanthus pływał w zbliżony do nich sposób. Możliwe, że Xenacanthusprzejawiał zachowania kanibalistyczne (co nie powinno dziwić u chrzęstnoszkieletowych); wiemy, że jego bliski krewny, Orthacanthusczasem pożerał mniejsze osobniki swojego gatunku.

    Xenacanthus, autorka: Ashley Patch

    Gdy Xenacanthusi jego krewniacy zdobywali wody słodkie, w oceanach zadomowiły się chrzęstnoszkieletowe z rzędu Hybodontiformes (chociaż te też miały krótki romans ze środowiskiem słodkowodnym). Powstały w karbonie (około 360 mln lat temu) i teoretycznie osiągnęły spory sukces ewolucyjny, gdyż ich niedobitki przetrwały jeszcze do 5 mln lat temu – ale oczywiście nie jest tak różowo. Pod koniec jury i w kredzie stopniowo traciły na znaczeniu, wypierane przez inne rekiny. To właśnie presja ze strony konkurencji sprawiła, że niemal całkowicie wymarły z końcem kredy (ok. 66 mln lat temu). Praktycznie zniknęły z zapisu kopalnego, a jedynie istnienie gatunku Miosynechodus mora jest datowane na 23-5 mln lat (chociaż naprawdę ciężko jest znaleźć jakieś dokładniejsze informacje na ten temat).

    Typowym przedstawicielem Hybodontiformes, od którego nazwę wziął cały klad, jest Hybodus. Rodzaj ten pojawił się pod koniec permu (260 mln lat temu) i przetrwał aż do wymierania kredowego, które uśmierciło m.in. nieptasie dinozaury. Największe okazy dorastały do dwóch metrów długości. Hybodus był pospolitym drapieżnikiem mezozoiku (zwłaszcza triasu), które żerowały w płytkich morzach. Miał stosunkowo małe szczęki o drobnych zębach, więc jego ofiary nie były zbyt duże. Ryba ta miała też dwa rodzaje zębów (jedne lepiej chwytające, drugie bardziej miażdżące), więc przypuszczalnie żywiła się całkiem zróżnicowaną zwierzyną (przypuszcza się, że była oportunistą i zjadała to, co akurat się nawinie). Zęby Hybodus są całkiem często znajdowane na terenie Polski.

    Hybodus, autor: Andrea Morandini

    Innym ciekawym przedstawicielem Hybodontiformes był Ptychodus mortoni (obrazek autorstwa Robinsona Kunza). Żył 90 mln lat temu i znany jest głównie z zębów (chociaż znamy kilka jego szczęk i fragmentaryczne części szkieletu pozaczaszkowego). Jego zęby były nietypowe jak na rekina; dolna i górna szczęka była gęsto pokryta płaskimi zębami tworzącymi płyty, które były dobrze przystosowane do miażdżenia twardych części bezkręgowców. Zapewne żywił się małżami i amonitami. Był całkiem sporym drapieżnikiem, osiągał ponad 10 m długości, a możliwe, że jego bliski krewniak, Ptychodus rugosus, przekraczał 14 m.

    REKINY

    Współczesne rekiny (a właściwie to takie, które już zaczynały przypominać te współczesne) pojawiły się w kredzie, około 100 mln lat temu. Rodzaj Squalicoraxbył dość pospolity w późnej kredzie, a różne gatunki należące do niego osiągały rozmiary między 1,5 a 5 metrów długości. Odkryto skamieniały szkielet tego rekina, stąd wiemy, że kształtem ciała nie odbiegał mocno od dzisiejszych żarłaczy. Był aktywnym drapieżnikiem (ale także nie pogardził padliną; jego ząb znaleziono m.in. na kości dinozaura). Przetrwał aż do końca kredy. Innym przypominającym dzisiejsze rekinem z późnej kredy był rodzaj Cretoxyrhina. Czasem jest nazywany rekinem Ginsu (Ginsu shark; Ginsu to popularna w USA, zwłaszcza w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, marka noży). Osobniki Cretoxyrhina mogły przekraczać 9 m długości, a gatunek ten był jednym z najważniejszych drapieżników morskich swoich czasów (chociaż miał silną konkurencję ze strony innych kręgowców, choćby morskich jaszczurów z rodziny mozazaurów).

    Cretoxyrhina, dwa osobniki Squalicorax oaz martwy hadrozaur Claosaurus; autor: Dmitry Bogdanov

    W neogenie, 23 do 2,5 mln lat temu, w oceanach grasowała gwiazda paleontologii, olbrzymi megalodon. To chyba najpopularniejsza kopalna ryba – przypomnijcie sobie chociażby tegoroczny film The Meg, kolejny z tego roku, Megalodon, czy serię Megashark vs…, gdzie megalodon walczy z gigantycznymi potworami. Olbrzymi żarłacz polujący na wieloryby pobudza wyobraźnię. Tylko, jak to zwykle bywa, powszechne wyobrażenie na jego temat niekoniecznie pokrywa się ze stanem wiedzy, którą dysponują paleontolodzy. Nawet nazwa, pod którą jest znany – Carcharodon megalodon – jest błędna. Tak naprawdę ten gatunek nazywa się Carcharocles megalodon. Brzmi podobnie, ale jednak to nie to samo. Przez długi czas był uważany za żarłacza (Carcharodon właśnie), jednak dziś już wiemy, że był tylko krewnym tych znanych rekinów, i to nie najbliższym. Przodkowie żarłacza białego i megalodona odzielili się od siebie jeszcze w kredzie.

    Pomyłka ta wzięła się stąd, że C. megalodon jest znany głównie z zębów, kilku fragmentów (naprawdę lichych i nielicznych) szkieletu pozaczaszkowego i zadziwiająco sporej ilości koprolitów (skamieniałych odchodów). Podobieństwo zębów megalodona do tych żarłacza białego jest powierzchowne i wzięło się z konwergencji (czyli procesu ewolucyjnego, gdy podobieństwa biorą się nie z pokrewieństwa, lecz z zajmowania podobnych nisz ekologicznych; w tym przypadku strategii żywieniowych). Siłę zgryzu tego rekina oszacowano (za pomocą modeli i wzorów) na 108-182 tys. niutonów, co jest największą jak dotąd wartością w historii życia na Ziemi. Dobrze znamy rozmiar i kształt szczęk megalodona, gdyż odkryto kilka niemal kompletnych zestawów jego zębów. Paszczę mógł rozwierać do konta około 75° (czyli trochę mniej niż dzisiejsze żarłacze), jednak często przedstawia się go ze znacznie większym rozwarciem szczęk, dochodzącym nawet do 100°.

    megalodon; rekonstrukcja nie do końca zgodna z aktualnym stanem wiedzy, jednak znacznie bliższy prawdy, niż to zazwyczaj się przedstawia; autor: Raph Lomotan

    Również kształt ciała C. megalodon jest zazwyczaj ukazywany błędnie. Często przedstawia się go jako olbrzymiego żarłacza białego, jednak już same rozmiary zwierzęcia wskazują, że nie jest to właściwe. Co prawda nie znamy dokładnego kształtu tej ryby, jednak sporo możemy wywnioskować z wyglądu dzisiejszych rekinów (głównie tych największych) oraz innych olbrzymich morskich kręgowców. Prawdopodobnie miał proporcjonalnie mniejsze oczy i większe skrzela niż dzisiejsze żarłacze. Co więcej, znowu proporcjonalnie, płetwy piersiowe i ogonowa były większe, a pozostałe mniejsze oraz przesunięte ku tyłowi ciała.

    Rozmiary megalodona także często są przesadzone. Zazwyczaj osiągał 10-11 m długości, a największe osobniki dorastały do 16 metrów (niektórzy specjaliści podają 18 metrów). Oczywiście wielkości te są szacunkowe, a różne populacje, żyjące w różnym miejscu i czasie, mogły cechować się różnymi rozmiarami. Prawdą jest, że C. megalodon polował na wieloryby, jednak ówczesne walenie były mniejsze od tych dzisiejszych. Co więcej, około 10 mln lat temu żył lewiatan (Leviathan melvillei), drapieżny waleń o olbrzymich zębach. Rozmiarami dorównywał megalodonowi.

    PŁASZCZKI

    Najstarsze płaszczki znamy tylko z zębów, które są datowane na wczesną jurę. Z bardziej kompletnych okazów opisany został Spathobatis bugesiacus sprzed ok. 150 mln lat; żywił się najprawdopodobniej skorupiakami i małżami. Kształtem ciała przypominał dzisiejsze rochowate, czyli rodzinę płaszczek wyglądających jak coś pomiędzy rekinami a typowymi płaszczkami (kształt ciała tych ryb podkreśla ich angielska nazwa – guitarfish).

    W górnej kredzie, około 95 mln lat temu, żył Cyclobatis major (zdjęcie z Wikipedii). Ta niewielka ryba miała 10-20 cm długości i żyła w ciepłych, płytkich morzach (których było całkiem sporo w górnej kredzie). Z wyglądu była zbliżona do dzisiejszych płaszczek, jednak miała niezwykle krótki, jak na Batoidea, ogon zaopatrzony w kolec jadowy.

    Dobrze poznanym gatunkiem jest Asterotrygon maloneyi, który żył około 50 mln lat temu na terenie dzisiejszej Ameryki Północnej. Znaleziono wiele dobrze zachowanych okazów tej ryby, zarówno młodych w różnym stadium rozwoju, jaki i dorosłych osobników, samce i samice (podobnie jak ma to miejsce u rekinów, płeć u płaszczek można odróżnić po pterygopodiach). A. maloneyi był słodkowodnym gatunkiem, który dorastał do 65 cm długości. Wiele szczegółów w budowie ciała było jeszcze dość prymitywnych, jednak jego charakterystyczne cechy zostały rozwinięte u dzisiejszych płaszczek (np. budowa szczęk i ogona).

    holotyp, czyli okaz typowy Asterotrygon maloneyi, zdjęcie pochodzi z Wikipedii

    Ryby piły (Pristidae, piłokształtne) pojawiły się około 55-60 mln lat temu, chwilę po wyginięciu nieptasich dinozaurów. Są blisko spokrewnione z płaszczkami, zwłaszcza z rochowatymi. Niektóre z nich są całkiem spore – mogą przekraczać 7 m długości (są dłuższe od największych żarłaczy, jednak mają od nich znacznie smuklejszą budowę). W kredzie występowała rodzina Sclerorhynchidae, która bardzo przypominała piłokształtne, jednak poziom pokrewieństwa pomiędzy nimi jest nieznany. Wiele cech budowy Pristidae i Sclerorhynchidae różni się na tyle, że raczej nie były to siostrzane grupy (tzn. nie mają wspólnego, bezpośredniego przodka). Te drugie należały do płaszczek (Batoidea), jednak ich dokładna pozycja wewnątrz tej grupy jest nieznana.

    Jednym ze słynniejszych Sclerorhynchidae był rodzaj Onchopristis. Żył na terenie dzisiejszej północnej Afryki, 94-100 mln lat temu. Przekraczał 5 m długości, możliwe że nawet 7 m; dokładne wymiary nie są znane, gdyż rodzaj ten rekonstruowany jest głównie na podstawie skamieniałości piły i pojedynczych zębów. Onchopristisżył w bagnistych deltach, gdzie woda słodka mieszała się ze słoną. Padał ofiarą sławnego spinozaura; znaleziono zęby ryby z gatunku O. numidus, które utkwiły w szczęce tego dinozaura.

    Onchopristis atakowany przez spinozaura, autor: Alexander Lovegrove

    Wiele wymarłych rekinów jest znanych jedynie z zębów, co praktycznie uniemożliwia ich rekonstrukcję. Jednak to, co wiemy, ukazuje nam niezwykłe bogactwo kształtów i przystosowań, które przez miliony lat wypracowały te zwierzęta. Także dzisiejsze chrzęstnoszkieletowe są niezwykle różnorodną grupą.
    To nie tylko żarłacze, ale chociażby:
    - rekiny młoty (jedne z najświeższych “wynalazków” u rekinów),
    - gatunki filtrujące (długoszpar, rekin wielorybi oraz wielkogębowy),
    - rekin polarny mogący żyć ponad 400 lat,
    - rekin foremkowy, który wycina z żywych ofiar kawałki ciała,
    - czy alopias, który poluje za pomocą ogona.

    Zrosłogłowe przyjmują dziwaczne kształty (w końcu nazwa “chimery” do czegoś zobowiązuje), a płaszczki reprezentowane są zarówno przez majestatyczne manty (zwane niekiedy diabłami morskimi), jak i drętwy, które potrafią razić ofiary prądem o napięciu dochodzącym do 200 V. Rekiny (i ryby ogólnie) są znacznie bardziej ciekawe niż to się zazwyczaj przedstawia w źródłach popularnonaukowych. Zasługują na więcej uwagi, niż zazwyczaj jest im poświęcone w badaniach i powszechnym obiegu wiedzy.

    Źródła, na których się opierałem są na moim blogu. Jakby się komuś chciało, to zapraszam do wykopania znaleziska. Będzie mi miło (。◕‿‿◕。)

    Zdjęcie na dole przedstawia ząb megalodona wbity w kręg wieloryba, ale niestety jest to falsyfikat.

    @Tiszka zredagowała ten tekst, a właściwie sprawiła, że w ogóle jest czytelny. No i gdyby nie ona, to pewnie skończyłbym to pisać w połowie stycznia.

    #paleontologiaboners - wpisy i ciekawostki paleontologiczne
    #paleoart - to co wyżej + ładne obrazki z dinozaurami i mamutami

    #paleontologia #ewolucja #biologia #ciekawostki #nauka #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: dd.jpg

  •  

    @Tiszka uznała, że trylobitów zawsze mało, więc przedstawia ich kilka zaskakujących form. Polecam

    #paleoart #paleontologiaboners #paleontologia #ciekawostki #zwierzaczki #mikroreklama pokaż całość

    źródło: matkaprzelozona.files.wordpress.com

  •  

    Yangchuanosaurus riles oraz dwa osobniki Chungkingosaurus jiangbeiensis, autor: Simon Stalenhag

    Jangczuanozaur osiągał 10-11 m długości i był dominującym drapieżnikiem w swoim ekosystemie. Jego nogi były całkiem długie, przynajmniej jak na teropoda tej wielkości. Miał także dobrze rozwinięte tzw. podniebienie wtórne, co umożliwiało zwierzęciu oddychanie w czasie, gdy miało pysk zanurzony w wodzie. Podniebienie wtórne oddziela jamę gębową od nosowej, co nie zawsze jest oczywiste w świecie zwierząt (chociaż np. ssaki mogą się nim pochwalić).

    Czungkingozaur osiągał niecałe 4 m długości (możliwe, że nawet mniej), co czyni go jednym z najmniejszych stegozaurów. Był także jednym z najprymitywniejszych. Możliwe, chociaż to tylko hipoteza, że potrafił poruszać się na dwóch kończynach. Poniższy obrazek przedstawia akcję z terenu dzisiejszych Chin, sprzed około 165-160 mln lat temu.

    #paleoart #paleontologia #dinozaury #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: dd.jpg

    +: czemu_nie, P...............k +13 innych
    •  

      @Prekambr: jako niedzielny fan paleontologii, ciekawi mnie po czym określa się "prymitywność" jednego gatunku nad drugim. Czy Stegozaury w ogóle zmieniały się dużo? Może to dobry pomysł na jeden z kolejnych wpisów?

    •  

      @jakpikulik: Nie zawsze da się prześledzić takie zmiany. Wystarczy prześledzić tendencje ewolucyjne w danych liniach rozwojowych. W linii małp prowadzącej do dzisiejszego człowieka były to m.in. „polepszenie” chodu dwunożnego i zwiększenie rozmiarów mózgu. Także pedomorfizm względem innych małp, a ostatnio także utrata ósemek.

      Stegozaury z czasem lubiły wydłużać sobie czaszki i szyje (zresztą bardzo możliwe, że miały dłuższą szyję niż zazwyczaj się to przedstawia). Chungkingosaurus miał krótką i wysoką czaszkę (jak na stegozaura oczywiście), także pewne szczegóły w budowie kończyn (zwłaszcza przednich) są dość prymitywne. Rodzaj ten raczej nie był przodkiem innych stegozaurów, a bardziej pozostałością po przodkach.

      Dzisiaj w Australii i okolicach żyją jeszcze stekowce (dziobak, kolczatka i prakolczatka), które są prymitywnymi ssakami. Przynajmniej jak na dzisiejszą ssaczą średnią. Wszędzie indziej zostały wyparte przez bardziej zaawansowanych krewniaków (którzy np. nie musieli składać jaj), a jednak udało się im przetrwać na jakimś zadupiu. Dziobaki (a właściwie jego przodkowie) ewoluowali przez ostatnie dziesiątki milionów lat tak samo, jak każdy inny ssak, jednak zachowały się u niego pewne prymitywne cechy.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (2)

  •  

    Wróciłem ᕦ(òóˇ)ᕤ

    Spośród wszystkich kopalnych stworzeń większość ludzi to właśnie prehistoryczne ryby uważa za najbardziej fascynujące. No dobrze, żartuję, generalnie tak nie jest. Ryby co prawda raczej nie mają szans z dinozaurami w konkursie popularności, jednak spróbuję pokazać, że także zasługują na chwilę uwagi. W przebiegu swojej ewolucyjnej historii stworzenia te przyjmowały wiele zadziwiających form i naprawdę nie ograniczają się tylko do megalodona. Jednak, jak to zwykle bywa, musimy cofnąć się niemal do początku.

    509 mln lat temu, w środkowym kambrze, pomiędzy trylobitami żyła Pikaia gracilens. Stworzenie to nie miało nawet 5 cm długości, jednak dzisiaj wiemy, żę jest niezwykle ważne w historii ewolucji. Wykazuje wiele cech strunowców, takich jak na przykład coś, co można już nazwać głową (lub protogłową), czy symetryczne, bocznie spłaszczone ciało. Przez wiele lat pikaia była uważana za pierwszego (lub jednego z pierwszych) strunowca i tak często nadal jest opisywana w szkolnych podręcznikach. Dziś wiemy jednak, że stanowiła raczej pozostałość po jeszcze starszych formach strunowców lub była boczną gałęzią na drzewie życia. Z tych samych osadów, w których odkryto skamieniałości pikai, znamy bardziej zaawansowaną Metaspriggina walcotti, która to posiadała już zalążkową formę łuków skrzelowych (tak zazwyczaj są interpretowane te struktury).

    Pikaia gracilens, autor: Nobu Tamura

    W Chinach odnaleziono dwa gatunki starsze od wspomnianych o około 15 mln lat: Haikouichthys ercaicunensis i Myllokunmingia fengjiaoa. Oba te stworzenia przejawiają bardziej zaawansowane cechy niż te występujące u pikai, co jest kolejnym dowodem na to, że ta ostatnia nie jest bezpośrednim przodkiem dzisiejszych strunowców (a tym samym kręgowców). Zarówno Haikouichthys, jak i Myllokunmingia posiadały już wyraźną głowę, najprawdopodobniej z chrzęstną czaszką/protoczaszką, i skrzela. Oba te gatunki są często nazywane protorybami. To nie jedyne zwierzęta o podobnej budowie ciała, jednak te trzy są najważniejsze (i najsłynniejsze).

    W podobnym czasie żył Yunnanozoon lividum, który do niedawna był uważany za najstarszego strunowca, jednak dzisiaj coraz częściej przypisuje się go do półstrunowców (do dziś z tej grupy dotrwały jelitodyszne oraz pióroskrzelne). Półstrunowce, oprócz wielu cech wspólnych ze strunowcami, posiadają też szereg podobieństw do szkarłupni. Potencjalnie najstarszym strunowcem może być niejaki Cathaymyrus, jednak, jak to często bywa w paleontologii, zdania w tej kwestii są podzielone. Warto dodać, że możliwe, iż same strunowce pochodzą od stworzeń przypominających dzisiejsze osłonice. Same osłonice prowadzą osiadły tryb życia, jednak ich larwy są zdolne do aktywnego ruchu.

    osłonica Polycarpa aurata, zdjęcie pochodzi z Wikipedii, a jego autorem jest Nick Hobgood

    Pokrótce wspomnę jeszcze o konodontach. Konodonty to niewielkie zęby, które od wielu lat znajduje się w różnych miejscach na świecie. Długo stanowiły zagadkę, jednak dziś dysponujemy już odciskami całych zwierząt. Właściciele konodontów zostali nazwani konodontami (Conodonta), tak dla ułatwienia ( ͡º ͜ʖ͡º) Były to niewielkie prymitywne kręgowce (chociaż tu klasyfikacja ulegała zmianie na przestrzeni lat), które pojawiły się w późnym kambrze i przetrwały aż do wymierania triasowego. Ciekawe jest to, że zęby konodontów tak naprawdę wcale nie były zębami, a ich właściciele nawet nie posiadali szczęk. Te pseudozęby stanowiły element chwytny aparatu gębowego (i często sięgały aż do gardła), co może kojarzyć się z dzisiejszymi minogami. Były znacznie zróżnicowane, zarówno u poszczególnych osobników, jak i między gatunkami. Niektóre z nich były niezwykle ostre – ich krawędź tnąca była kilkunastokrotnie (a czasem i bardziej) cieńsza od średnicy ludzkiego włosa. Aparaty gębowe konodontów działały w płaszczyźnie poziomej, a nie jak to jesteśmy przyzwyczajeni dzisiaj w osi góra-dół. W 2009 r. Henryk Szaniawski opublikował pracę, w której dopatrzył się w aparatach gębowych niektórych ordowickich konodontów pewnych cech charakterystycznych dla jadowitych zwierząt. To czyni je pierwszymi (znanymi) jadowitymi zwierzętami na świecie.

    konodonty, autorka: Ceri Thomas/Nix Draws Stuff

    Stworzenia, które zwyczajowo nazywamy rybami, są tak naprawdę kilkoma różnymi grupami kręgowców o różnym stopniu pokrewieństwa. Dzisiejsze bezżuchwowce są reprezentowane przez minogi i śluzice, jednak w przeszłości ich liczną grupę formalnie stanowiły także ostrakodermy. Takson ostrakodermów dziś został unieważniony, chociaż czasem jeszcze jest używany nieformalnie (bo każdy zainteresowany wie, o co chodzi). Zaliczano do niego kilka nie zawsze blisko spokrewnionych ze sobą grup: były to zwierzęta nie posiadające szczęk, które przednią część ciała miały zakutą w twardy pancerz oraz już nie tak osłonięty ruchomy ogon. Tego typu stworzenia dożyły końca dewonu, czyli wymarły około 360 mln lat temu. Przy okazji ciekawostka: sam dewon jest często nazywane okresem panowania ryb, gdyż przejawiały one wtedy niezwykłe bogactwo form.

    Pierwszą grupą tradycyjnie zaliczaną do ostrakodermów były cefalaspidokształtne (Cephalaspidomorphi). Te z kolei składają się z trzech klas. Pierwszą jest Galeaspida. Ryby te pojawiły się w sylurze i wymarły w środkowym dewonie. Charakterystyczny dla nich był otwór na grzbietowej części pancerza głowy, który to połączony był z gardłem i dalej ze skrzelami. Miały też tylko jedną płetwę – ogonową. Otwór gębowy (jeszcze bez szczęk) znajdował się po brzusznej stronie – takie jego umieszczenie oraz kształt ciała galespidiów sugerują przydenny tryb życia. Były to też ryby z największą znaną nam liczbą skrzeli – niektóre gatunki miały ponad 40 otworów skrzelowych.

    Lungmenshanaspis kiangyouensis – niektóre galespidy miały ciekawy kształt pancerza, autor: Stanton Fink

    Trochę młodsze są kostnopancerne (Osteostraci). Zwierzęta to osiągnęły spory sukces i dotrwały do końca dewonu. Były całkiem dobrymi pływakami, posiadały już płetwy piersiowe i płetwę grzbietową oraz ogonową oczywiście. Największe gatunki z tego kladu osiągały metr długości, jednak większość z nich była cztery razy mniejsza (a niektóre nie przekraczały 5 cm). U części okazów pancerz był tak dobrze zachowany, że zawierał ślady po nerwach (i innych tkankach miękkich). Dzięki temu wiadomo, że zwierzęta te miały na głowie narządy wykrywające wibracje.

    Blisko z nimi spokrewnione były stworzenia z kladu Pituriaspida. Żyły około 390 mln lat temu i znane są tylko z jednego australijskiego stanowiska (stąd ten wąski zakres czasu występowania). Do tej grupy należą tylko dwa gatunki: Pituriaspis doylei i Neeyambaspis enigmatica. Wyglądem przypominały swoich kostnopancernych kuzynów, jednak ich pancerz miał trójkątny kształt i długi szpikulec na przodzie.

    kostnopancerny Ateleaspis tessellata, autor: Nobu Tamura

    Jeszcze kilka grup wodnych kręgowców było tradycyjnie zaliczanych do ostrakodermów. Dziś już wiemy, że zwierzęta te nie są ze sobą blisko spokrewnione. Wszystkie były niewielkimi rybami, które pojawiły się u schyłku okresu kambryjskiego i dotrwały do końca dewonu. Ich klasyfikacja była problematyczna i zmieniała się jak w kalejdoskopie; dziś uważane są za bliskich krewnych żuchwowców (czyli ryb chrzęstno- i kostnoszkieletowych, płazów, gadów, ptaków i ssaków).

    Kolejną grupą są anaspidy (Anaspida), które swój rozkwit przeżywały w sylurze i wymarły na początku dewonu. Co ciekawe, nie były one zakute w kostny pancerz, podobnie jak telodonty (Thelodonti). Te drugie z kolei dotrwały do końca dewonu i, w odróżnieniu od innych ostrakodermów, nie prowadziły wyłącznie przydennego trybu życia – zajmowały wiele nisz (w tym rafy koralowe) oraz występowały tak w wodach słodkich, jak i słonych (chociaż raczej w płytkich przybrzeżnych akwenach). Pozbycie się pancerza sprawiło, że zwierzak był lżejszy i szybszy, co z kolei ułatwiało podboje nowych środowisk, a także łapanie zdobyczy oraz ucieczkę przed drapieżnikami. Wszystkie zwierzęta wspomniane w tym akapicie były raczej niewielkie i zazwyczaj osiągały długość kilkudziesięciu centymetrów.

    Pteraspis stensioei, autor: Nobu Tamura

    Plakodermy są znacznie bardziej medialnymi zwierzętami – często występują w filmach dokumentalnych. Te pancerne ryby pojawiły się pod koniec syluru i rozkwitły w dewonie (i tradycyjnie już wymarły pod koniec tego okresu). Miały chrzęstny szkielet oraz kostny pancerz na głowie i przedniej części tułowia. Na skamieniałych pancerzach czasem widnieją ślady po zębach drapieżników, więc przynajmniej jedna z jego funkcji wydaje się oczywista: ochronna. Płetwy piersiowe, brzuszne i grzbietowa plakoderm były już dobrze rozwinięte i zróżnicowane. Jednak najważniejszą adaptacją tych ryb były szczęki, w pełni funkcjonalnie i nierzadko mocne.

    Plakodermy osiągnęły duży sukces ewolucyjny oraz przyjmowały wiele kształtów, rozmiarów i strategii przetrwania. Można pośród nich spotkać niewielkie formy żyjące przy dnie morskim, jak i pełnoprawnych pływaków pokaźnych rozmiarów (niektóre gatunki rodzaju Titanichthys osiągały 8 m długości, możliwe, że więcej). Największą gwiazdą wśród ryb pancernych był żyjący pod koniec okresu dewońskiego Dunkleosteus. Ten sześciometrowy mięsożerca był pierwszym kręgowcem, którego można nazwać superdrapieżnikiem. Jego charakterystyczne “zęby” były tak naprawdę zaostrzonymi płytami kostnymi, wchodzącymi w skład pancerza. Ślady po tym potworze były znajdowane w wielu miejscach na świecie, także w Górach Świętokrzyskich.

    Dunkleosteus, autor: James ST. John

    Pozycja plakodermów na drzewie życia nie jest pewna. Zazwyczaj są uważane za bliskich krewnych ryb chrzęstno- i kostnoszkieletowych, jednak kilka świeżych odkryć temu przeczy. Możliwe, że są taksonem parafiletycznym (tzn. taki, który obejmuje tylko część potomków danego przodka) lub po prostu nie wszystkie skamieniałości, które uważamy za plakodermy, były faktycznie plakodermami. Dużo namieszał tu opisany kilka lat temu chiński Entelognathus primordialis; ta niewielka ryba (+/-20 cm) miała już szczęki zbudowane jak u ryb kostnych (a tym samym jak u tetrapodów, w tym ludzi). Wspiera to hipotezę mówiącą, że kostnoszkieletowe pochodziły od ryb pancernych. Plakodermy (a przynajmniej niektóre z nich) były także pierwszymi znanymi kręgowcami żyworodnymi: u skamieniałych okazów Austroptyctodus gardineri oraz Materpiscis attenboroughi znaleziono embriony w ciałach samic, a w tym drugim przypadku ostał się nawet ślad po pępowinie.

    Materpiscis attenboroughi, słynna skamieniałość samicy z embrionem, zdjecie pochodzi z nature.com

    W sylurze pojawiły się fałdopłetwe lub akantody (Acanthodii) – i tu niespodzianka, bo przetrwały aż do wymierania permskiego. Czasem nazywane są kolczastymi rekinami (kalka z angielskiego: spiny sharks), a same fałdopłetwe nie mają za wiele wspólnego z samymi rekinami. Prawdopodobnie, gdyż (niespodzianka!) ich systematyka jest niepewna: są albo krewnymi ryb chrzęstnoszkieletowych, albo ich przodkami, albo przodkami zarówno chrzęstno-, jak i kostnoszkieletowych. Akantody przejawiają cechy obu tych grup, chociaż raczej ich prymitywnych przedstawicieli. Gatunek Doliodus problematicus (nazwa gatunkowa wyjątkowo akuratna ;)) na przykład wykazują cechy pośrednie między fałdopłetwymi i rekinami (a szerzej chrzęstnoszkieletowymi), co potwierdza pochodzenie ryb chrzęstnych od fałdopłetwych. Acanthodii miały ciekawą budowę płetw, przynajmniej jeśli porównamy ją z dzisiejszymi rybami. Wszystkie płetwy, z wyjątkiem ogonowej, były rozpięte na dość sztywnych kolcach, co często jest interpretowane jako sposób na obronę przed dużymi drapieżnikami.

    Climatius reticulatus, autor: Nobu Tamura

    Obecnie najliczniejszymi rybami są kostnoszkieletowe (Osteichthyes). Najstarszym przedstawicielem tej grupy, co do którego mamy pewność, że był rybą kostną, jest liczący sobie 419 mln lat Guiyu oneiros. Same kostnoszkieletowe zaczęły się rozwijać i pod koniec dewonu były już całkiem zróżnicowane. Po wymieraniu dewońskim (i później permskim) większość ich konkurencji została zmieciona z powierzchni Ziemi i same ryby kostne rozwinęły skrzydła (a właściwie płetwy).

    Dzielą się na promieniopłetwe (Actinopterygii) i mięśniopłetwe (Sarcopterygii). Te pierwsze na początku były związane z wodami słodkimi, jednak z biegiem czasu coraz więcej z nich przystosowywało się do wody morskiej. W mezozoiku większość z nich żyła już w oceanach. Dzisiaj w większości zbiorników wodnych (zarówno słodkich, jak i słonych) promieniopłetwe są najliczniejszymi kręgowcami. Ciekawa jest też tendencja w ewolucji tych ryb: z biegiem czasu coraz mocniej potrafiły wysuwać swoje szczęki. W paleozoiku potrafiły (średnio) wysunąć szczęki na odległość około 1% długości ciała, w mezozoiku były to 2%, a dziś to ponad 3%. Niżej wklejam filmik z żyjącym dzisiaj rekordzistą – Epibulus insidiator – należącym do wargaczowatych, który potrafi wysunąć szczęki na około 21% długości ciała. Wspomniany wyżej Guiyu oneiros najprawdopodobniej należał już do Sarcopterygii, co znaczy, że mięśnio- i promieniopłetwe rozdzieliły się przynajmniej 419 mln lat temu.

    rekordowe szczęki Epibulus insidiator

    Najbardziej zróżnicowaną grupą ryb są z kolei mieśniopłetwe (Sarcopterygii). Dzisiaj są już nieliczne, a jednocześnie najliczniejsze, co wyjaśnię za chwilę. Najbardziej charakterystyczną cechą, którą wykształciły, są płetwy połączone z ciałem pojedynczą kością. Jest to całkiem rewolucyjne rozwiązanie, które miało wpływ na kolonizację lądów przez kręgowce – wszystkie czworonogi odziedziczyły taką budowę kończyn. Tetrapody (czworonogi – płazy, gady, ssaki i ptaki) są zaliczane do ryb mięśniopłetwych, przez co jest to nader liczna i zróżnicowana grupa, pomimo tego, że dziś rybie ryby trzonopłetwe są rzadkie i reprezentowane tylko przez kilka gatunków. I tak, oznacza to, że człowiek też jest rybą.

    Guiyu oneiros, autor: Nobu Tamura

    Najbliższymi obecnie żyjącymi krewnymi tetrapodów są ryby dwudyszne. Dwudyszne są mieśniopłetwymi, które potrafią oddychać zarówno pod wodą, jak i powietrzem atmosferycznym przy pomocy pęcherza pławnego (który przekształcił się u nich w rodzaj płuca). Według licznych hipotez był to kolejny krok kręgowców do podboju lądów. Niektóre dwudyszne są w stanie zapaść w hibernację; gdy wysycha zbiornik wodny, w którym żyją (a inne są za daleko, by ryby mogły do nich podpełznąć), zakopują się w norach, oblekają się kokonem ze śluzu i hibernują w oczekiwaniu na porę deszczową. Przydatna umiejętność, zwłaszcza że żyją m.in. w Australii i Afryce. Nory pozostawione przez dwudyszne znane są już z permu (same dwudyszne pojawiły się przynajmniej w dewonie).

    Celakantokształtne to mięśniopłetwe, które nie są ani dwudysznymi, ani tym bardziej czworonogami. Pod tą tajemniczą nazwą kryje się wiele gatunków kopalnych i dwa żyjące dzisiaj – latimerie. Latimeria to najsłynniejsza żywa skamieniałość. Ryby z linii prowadzącej do niej zniknęły z zapisu kopalnego 66 mln lat temu. Sensacją było złowienie osobnika u wybrzeży Afryki w roku 1938. Często niesłusznie latimeria jest uważana za zwierzę, które nie zmieniło się od milionów lat (a nawet za ten sam gatunek, który współistniał z ostatnimi dinozaurami). W rzeczywistości dzisiejsze latimerie jedynie przypominają swoich wymarłych krewnych. Nazwanie jej żywą skamieniałością oznacza, że ma ona kilka cech, które już nie występują pośród innych stworzeń, a które były obecne u kopalnych zwierząt. Obecnie ryby te żyją u wybrzeży południowej i południowowschodniej Afryki oraz Indonezji i są zagrożone wymarciem (są jednymi z najrzadszych kręgowców na Ziemi). Największe osobniki dorastają do 2 m długości i mogą żyć ponad sto lat.

    latimeria, autor: Laurent Ballesta

    Ryby przebyły długą drogę i osiągnęły spory ewolucyjny sukces. Przyjmują (i przyjmowały) wiele ciekawych form i uważam, że zasługują na trochę więcej uwagi, niż dane im jest na co dzień. Przynajmniej w tym popularnonaukowym obszarze.

    Niedługo pojawią się także dwa inne wpisy dotyczące ryb, chociaż będą krótsze niż ten ;) Założyłem sobie, że pomiędzy dinozaurami i mamutami będę przemycał także te mniej popularne wymarłe stworzenia. One również zasługują na trochę uwagi.

    Źródła, na których się opierałem są na moim blogu. Jakby się komuś chciało, to zapraszam do wykopania znaleziska. Będzie mi miło (。◕‿‿◕。)

    Chciałbym podziękować @Tiszka która sprawiła, że ten tekst stał się czytelny.

    Rysunek na dole przedstawia Dunkleosteus, autor: Aaron John Gregory

    blog
    fb

    #paleoart #paleontologiaboners #paleontologia #ewolucja #biologia #ciekawostki #nauka #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: img00.deviantart.net

    +: p.............k, Vivec +397 innych
  •  

    Pterodaustro guinazui, autor: Aldrich Hezekiah

    Pterozaur ten żył około 105 mln lat temu na terenie dzisiejszej Ameryki Południowej. Najcharakterystyczniejszą cechą tego stwora były jego zęby (zbliżenie na obrazku), które były przystosowane do odfiltrowania z wody drobnych żyjątek. Odkryto skamieniałości kilkuset osobników, dzięki czemu dość dobrze znamy budowę, rozwój i zmienność osobniczą tego gatunku. Młode Pterodaustro wykluwały się z jaj o długości 6 cm, następnie szybko rosły przez około 2 lata (osiągając połowę maksymalnych rozmiarów) i przypuszczalnie wtedy osiągały dojrzałość płciową. Przez kolejne 4 - 5 lat rosły już znacznie wolniej, a po tym czasie wzrost praktycznie się zatrzymywał. Największe osobniki miały skrzydła o rozpiętości 250 cm.

    #paleoart #paleontologia #biologia #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: dd.jpg

  •  

    Samica Daeodon shoshonensis ratuje swoje młode przed Dinictis felina. autor: Velizar Simeonovski
    Scena miała miejsce około 20 mln lat temu na terenie dzisiejszej Ameryki Północnej. Czaszka dorosłego Daeodon mogła dorastać do 90 cm długości. Całę zwierzę miało 2 m w kłębie, ponad 3,5 m długości i ważyło około tony. Często jest nazywane drapieżną świnią, lecz naprawdę bliżej mu do hipopotamów i wielorybów. Dinictis był nimrawidem, a nimrawidy to bliscy krewni dzisiejszych kotowatych. Między innymi to ten zwierzak jest nazywany tygrysem szablastozębnym. Miał trochę ponad metr długości (nie licząc ogona) i prawdopodobnie całkiem dobrze wspinał się po drzewach.
    #paleoart #paleontologia #biologia #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: dd.jpg

  •  

    Cześć paleoświry, nowa ściana tekstu z rana. Dziś będzie trochę o historii paleontologii. Osobiście traktuję go jako rozszerzenie wpisu o ewolucji dinozaurów. No to zapraszam.

    Paleontologia to gałąź biologii, która wyrosła z geologii. Przynajmniej z historycznego punktu widzenia. I właśnie historie paleontologii pokrótce dzisiaj przedstawię. Po trochu traktuję to jako rozszerzenie poprzedniego wpisu, dlatego też skupię się na dinozaurologii.

    Leaping lealaps, autor: Charles R. Knight, 1896; obraz przedstawia dryptosaury - źródło obrazka

    Gdy byłem dzieckiem/nastolatkiem często natrafiałem na informacje, jakoby dawno temu skamieniałości dinozaurów dały początek legendom o smokach i innych potwornych bestiach. Chyba najpopularniejszym przykładem był protoceratops, który to miałby dać początek o legendach o gryfie. Dzisiaj już znacznie rzadko trafiam na takie stwierdzenie, chociaż może to być związane z tym, że już raczej nie sięgam po pozycje popularnonaukowe skierowane do młodszych czytelników. W każdym razie wydaje się to być zwyczajnie nieprawdziwe (a przynajmniej znacznie wyolbrzymione). Już Ksenofanes z Kolofonu (żył mniej więcej w przedziale 570-470 lat p.n.e.) uważał skamieniałości za pozostałości zwierząt, których już nie ma. Podobnie uważał żyjący w V w. p.n.e. Empedokles z Akragas. Obaj zwrócili uwagę na to, że skamieniałości, którymi się zajmowali, należały do zwierząt morskich (ryby, muszle i skorupiaki), a jednak były znajdywane raczej na terenie górzystym. Jednak nie wszyscy podzielali taki pogląd, np. żyjący później, i słynniejszy dzisiaj, Arystoteles uważał, że skamieniałości są pochodzenia nieorganicznego.

    Dla zachowania uczciwości jednak przytoczę kilka przykładów, gdzie skamieniałe kości dały początek legendarnym stworzeniom (chociaż nadal nie były to dinozaury i smoki). Bostońskie Museum of Fine Arts dysponuje grecką wazą z połowy VI w. p.n.e. Na owej wazie widnieje m.in. podobizna Heraklesa walczącego z Ketosem (duży morski potwór). Głowa stwora zdaje się podobizną czaszki kopalnego, niezidentyfikowanego zauryspyda, na co wskazuje np. pierścień sklerotyczny. Znamy też doniesienia ze starożytności i wczesnego średniowiecza dotyczące odnalezienia kości olbrzymów, które to czasem są interpretowane jako kości dinozaurów lub wymarłych ssaków takich jak mamuty czy nosorożce. Te drugie są bardziej prawdopodobne, gdyż ze względu na wiek są (zazwyczaj) znacznie lepiej zachowane (i łatwiej rozpoznać w nich kości). W 1335 r. w pobliżu austriackiego miasta Klagenfurt odnaleziono czaszkę nosorożca włochatego, którą uznano za należącą do Lindwurma, czyli smoka z miejscowych legend. W 1550 powstał pomnik, do którego wspomniana czaszka posłużyła jako wzór, chociaż rzeźbiarz miał naprawdę bogatą wyobraźnię. Sama rzeźba oraz kość nosorożca do dziś znajdują się w Klagenfurt.

    waza z Heraklesem i Ketosem - źródło obrazka

    Chiński historyk Chang Qu, który żył w IV w. p.n.e. wspominał o odkryciu kości smoka, co niekiedy jest interpretowane jako opis kości dinozaura. Jeśli faktycznie tak było, to jest to najstarszy znany opis strasznego jaszczura, jaki znamy. W tradycyjnej chińskiej medycynie w miarę często używa się sproszkowanych skamieniałych kości jako leku (lub składniku leku). Sama tradycyjna chińska medycyna zmienia się znacznie z biegiem czasu, a także wraz z regionem, ale faktem jest, że pierwszy ząb (i niejedyny) olbrzymiej małpy gigantopiteka został znaleziony właśnie w sklepie/aptece specjalizującym się w tej odłamie niemedycyny. Czasem też niektórzy archeolodzy łączą niektóre legendy indiańskie właśnie ze skamieniałościami dinozaurów, jednak zazwyczaj są to najwyżej mgliste przesłanki. Faktem jest natomiast to, że przynajmniej na terenie dzisiejszych środkowych stanów USA rdzenni mieszkańcy od dawien dawna wykorzystywali skamieniałe kości przy budowie ognisk (chociaż raczej nie była to powszechna praktyka). Niektóre duże i płaskie kości dinozaurów były używane jako naczynia do obróbki termicznej pożywienia. Formacja Morrison, która ciągnie się od południowej Kanady, przez środkowe stany USA, aż do Nowego Meksyku, jest na Ziemi jednym z miejsc najobfitszych w kości dinozaurów. Ponadto w Montanie, w warstwach skalnych pochodzących z wczesnej kredy rdzenni amerykanie poszukiwali minerałów potrzebnych do uzyskania pewnych barwników. W takich miejscach niekiedy można natrafić na kości zauropelty, całkiem sporego dinozaura pancernego (pancerz tego stworzenia był czasem wykorzystywany jako naczynie lub patelnia).

    W średniowieczu i renesansie skamieniałości były uważane albo za nieorganiczny wybryk natury, albo za pozostałości po potopie (inne interpretacje były raczej wariacją na któryś z tych poglądów). Zapewne duże znaczenie miało to, że niemal wszystkie skamieniałe okazy, które wtedy znano, należały do ryb oraz morskich bezkręgowców. Leonardo da Vinci naszkicował kilka skamieniałości i czasem nawet je poprawnie sklasyfikował (jak na stan wiedzy, który panował w ówczesnej Europie). Dodatkowo uważał, że są to pozostałości po morzach, które to kiedyś zajmowały znacznie większe połacie Ziemi niż dziś (a właściwie to na przełomie XV i XVI wieku ;)). W 1517 roku Girolamo Fracastoro (dosyć znany włoski lekarz, chociaż wtedy człowiek nauki często zajmował się wieloma jej dziedzinami) badał skamieniałości morskich stworzeń i łączył je z biblijnym potopem i/lub z pochodzeniem morskim, podobnie jak Leonardo.

    W XVI w. żył także Konrad Gesner, prawdziwy człowiek orkiestra. Szwajcar ten interesował się różnymi dziedzinami wiedzy, jednak w kontekście tego wpisu kluczowe zdają się przyroda oraz bibliografia. Dziełem jego życia śmiało można nazwać „Historia animalium”, która to była bogato ilustrowanym wszystkich ówcześnie znanych stworzeń (ostatni piąty tom został wydany już po śmierci Gautora). Pomimo że niektóre rekonstrukcje stworzeń wydają się dziś przynajmniej zaskakujące, to był to kanon przez niemal dwa stulecia. W czwartym tomie (poświęconym rozmaitym zwierzętom morskim) Gesner umieścił podobizny kilku skamieniałości, z których największe wrażenie robi podobizna kraba. Niemal po drugiej stronie globu, w roku 1519 żołnierze Corteza oglądali kości (najprawdopodobniej) mastodonta, które to wcześniej zostały znalezione przez miejscowych. Zdarzenie to miało miejsce w mieście Tlaxcala (dzisiejszy Meksyk), zaraz po podbiciu go przez europejczyków. I tu urywa się jakikolwiek ślad po tych skamieniałościach.

    Nicolaus Steno, 1667; współczesny rekin oraz skamieniałe zęby - źródło obrazka

    W drugiej połowie XVII w. Robert Hooke oglądał pod mikroskopem skamieniałości i opisał je w „Micrographia”. Porównywał też skamieniałe zwierzęta i rośliny do tych współczesnych. Hooke uważał, że skamieniały kawałek drewna był kiedyś zwykłym drewnem, które to zostało nasączone przez wodę cząstkami skał i ziemi. Twierdził także, że skamieniałości są zapisem historii życia. Duński geolog Nicolaus Steno sformułował podstawy stratygrafii (stratygrafia zajmuje się ustaleniem wieku oraz przyczyn rozmieszczenia skał w ziemskiej skorupie). Wprowadził także epoki geologiczne. Twierdził, że przynajmniej spora część skamieniałości jest pochodzenia organicznego. Porównywał też skamieniałe stworzenia do współczesnych, np. sporządził pierwszy rysunek olbrzymiego rekina Carcharocles megalodon (chociaż wtedy ta nazwa jeszcze nie funkcjonowała). Wtedy jeszcze nie wszyscy uczeni uznawali organiczne pochodzenie skamieniałości, jednak nie była to też niszowa hipoteza. Dopiero w następnym stuleciu ogromna większość uznała ją za prawdziwą. W 1676 Robert Plot w książce „Natural History of Oxfordshire” opisał i naszkicował dolną część kości udowej megalozaura. Dziś zazwyczaj większość specjalistów uważa, że to była kość megalozaura, chociaż całkowitej pewności mieć nie możemy, gdyż okaz zaginął. Plot przypisał tę kość słoniowi z czasów rzymskich, a później olbrzymowi, które były wspomniane w Biblii. Jest to najwcześniejszy rysunek nieptasiego dinozaura oraz najwcześniejszy potwierdzony opis jego kości. Niemal sto lat później (1763) Richard Brookes nazwał tę kość Scrotum humanum, czyli ludzkie jądra. Zapewne to tylko skojarzenie wizualne, jednak do dziś żyje legenda, która głosi, że pierwszą nazwą dinozaura była moszna człowieka ( ͡º ͜ʖ͡º)

    W osiemnastym stuleciu Karol Linneusz w swoim „Systema Naturae” (w X edycji) umieścił trzy królestwa: zwierząt, roślin i minerałów. Twórca podstaw klasyfikacji biologicznej chciał skatalogować nie tylko świat ożywiony. W każdym razie do minerałów zaliczył m.in. skamieniałości. W pierwszej połowie XVIII w. Johann Jakob Scheuchzer opisał skamieniałość olbrzymiej salamandry (dziś znanej pod nazwą Andrias scheuchzeri) jako człowieka, który zginął w czasie biblijnego potopu (Homo diluvii testis). Mimo to z opisem skamieniałych roślin poszło mu lepiej, tzn. całkiem poprawnie je oznaczył. Jednym z nielicznych ówczesnych naukowców przeciwstawiających się dyluwializmowi (pojęcie, który łączył geologię z biblijnym potopem, m.in. skamieniałości miały być pozostałościami to nim) był Georges Buffon. Uważał on, że zmiany klimatu (a dokładnie ochłodzenie) mogło spowodować zniknięcie kilku gatunków. Na terenie Ameryki Północnej zaczęto odnajdywać tajemnicze zęby i kości, które były często brane za należące do różnych zwierząt (zazwyczaj słoni i hipopotamów). Niektórzy postulowali, że należą do jednego stworzenia, które nazwano Incognitum. Dzisiaj wiemy, że owe Incognitum to mastodont amerykański. Do Europy szczątki (głównie zęby) tego tajemniczego stworzenia wysyłał Thomas Jefferson (ten sam, co był trzecim prezydentem USA) i był przekonany, że zwierzę nadal żyje gdzieś w głębi kontynentu. W 1784 roku opisano pierwszego pterodaktyla, chociaż nie za bardzo wiedziano, co to takiego jest. Poprawny opis (oraz nadanie nazwy) miało miejsce na początku dziewiętnastego stulecia.

    Duria Antiquior, Henry De la Beche, 1830; zwierzęta zrekonstruowane na podstawie skamieniałości odkrytych przez Mary Anning - źródło obrazka

    Żyjący na przełomie XVIII i XIX w. Georges Cuvier, którego można śmiało nazwać twórcą (lub jednym z twórców) paleontologii, badał wiele skamieniałości, także Incognitum oraz salamandrę-człowieka z potopu. Doszedł on do wniosku, że niegdyś na świecie żyły stworzenia, które wymarły (i zdołał do tego przekonać wielu uczonych). Cuvier głosił katastrofizm, który był dominującym poglądem w pierwszej połowie XIX wieku, i którego był jednym z głównych głosicieli. Pogląd ten zakładał, że co jakiś czas (raczej dłuższy niż krótszy) wskutek jakiejś olbrzymiej katastrofy masowo wymiera wiele gatunków, a na ich miejsce powstają nowe. Z tym że te powstania często były łączone z kreacjonizmem. W opozycji stali ewolucjoniści, z których najbardziej dziś znany jest Jean-Baptiste de Lamarck. Nie była to ewolucja w dzisiejszym rozumieniu tego procesu, jednak już zakładała powolne zmiany zachodzące w organizmach. Sam Lamarck był twórcą lamarkizmu, o którym zapewne uczyliście się w szkole (w skrócie: zwierzęta zmieniają się, bo chcą się zmienić). Przełom nastąpił w roku 1859 roku, gdy Karol Darwin opublikował „O powstawaniu gatunków” (należy pamiętać, że Alfred Russel Wallace doszedł do tych samych wniosków w tym samym czasie co Darwin). Pierwszą katedrę paleontologii otworzył Alcide d’Orbigny w Muzeum Historii Naturalnej w Paryżu (rok 1853).

    W XIX w. paleontologia nabrała wiatru w żagle. W pierwszej połowie tego stulecia odkryto pierwsze dinozaury, a także wiele innych mezozoicznych potworów. Wyróżniała się tutaj angielka Mary Anning, która w wieku zaledwie 12 lat odkryła niemal kompletny szkielet ichtiozaura, a później także plezjozaura, pterozaura z gatunku Dimorphodon macronyx oraz wiele innych okazów. Inni angielscy poszukiwacze skamieniałości także nie próżnowali. Pierwszym nazwanym dinozaurem był mięsożerny megalozaur, którego opisał William Buckland w 1824 roku (chociaż nazwę gatunkową M. bucklandii nadał Gideon Mantell). Rok później Mantell opisał iguanodona, a w roku 1933 pancernego hyleozaura. Kilka lat później Richard Owen nadaje trzem powyższym gatunkom miano dinozaurów i tak oto świat usłyszał o strasznych jaszczurach (bo to dosłownie znaczy nazwa dinozaur). Ówczesne rekonstrukcje tych stworzeń wydają się dziś śmieszne, ale wtedy wyobrażano je sobie jako przerośnięte (niemal w karykaturalny sposób) jaszczurkokrokodyle. W 1861 r. w Niemczech odnaleziono archeopteryksa, słynnego praptaka. Jest to chyba najsłynniejsza skamieniałość, której zdjęcia do dziś potrafią pojawić się w szkolnych podręcznikach.

    iguanodon zrekonstruowany przez Gideona Mantella - źródło obrazka

    W połowie XIX wieku opisano pierwszego amerykańskiego dinozaura – kaczodziobego hadrozaura. Po wojnie secesyjnej w USA wybuchło prawdziwe dinozaurowe szaleństwo. Miała nawet miejsce osobliwa rywalizacja, która została nazwana wojną o kości. Dwaj paleontolodzy, Othniel Charles Marsh oraz Edward Drinker Cope, pokłócili się ze sobą i zaczęli konkurować w liczbie odkrytych i opisanych gatunków kopalnych. Rywalizacja ta skończyła się dopiero w 1897 roku, wraz ze śmiercią Cope’a. Panowie nie odpuszczali aż do końca, chociaż w ostatnich latach jechali już na oparach, gdyż po prostu roztrwonili rodzinne fortuny. Na porządku dziennym używano dynamitu do wydobycia skamieniałości, by zyskać na czasie (co miało raczej niekorzystny wpływ na trwałość okazów). Zarówno Cope, jak i Marsh podkupywali sobie nawzajem pracowników, wysyłali szpiegów do obozu wroga, potrafili dwukrotnie opisać ten sam gatunek pod różnymi nazwami oraz sabotować wyprawy i obozy przeciwnika, a nawet niszczyć wykopaliska (chociaż dzisiaj podważa się przynajmniej część tych czynów – przeciwnicy wyolbrzymiali nawzajem swoje przewinienia). Nie są to zbyt honorowe czyny, pomimo że sama historia jest ciekawa. Wojna o kości dała nam grubo ponad 100 nowych gatunków, w tym takie klasyki jak allozaur, triceratops, brontozaur, stegozaur czy apatozaur. Czyli dinozaury, które zna niemal każde dziecko.

    słynna skamieniałość archeopteryksa - źródło obrazka

    Amerykańskie gatunki dwunożnych mięsożerców (i dalsze odkrycia na starym kontynencie) zmieniają obraz dinozaurów. Zaczyna się je postrzegać jako krwiożercze, jednak całkiem żywotne potwory. Jednak na początku XX w. postrzeganie tych zwierząt się zmieniło. Swoje trzy grosze dało odkrycie naprawdę dużych okazów (zauropody), ale głównym winowajcą był pogląd, że jak dinozaury wymarły, to znaczy, że niezbyt były przystosowane do życia. Zaczęto je postrzegać jako głupi i ociężałe, niejako skazane na wymarcie. Przed II wojną światową paleontologia rozwijała się całkiem prężnie. Roy Chapman Andrews (prawdopodobnie był inspiracją do stworzenia Indiany Jonesa) zorganizował szereg wypraw do Mongolii, gdzie odkryto wiele dinozaurów i dziwacznych ssaków. Niemieccy naukowcy podróżowali do północnej oraz południowej Afryki, zaczęto też odkopywać liczne skamieniałości w Kanadzie. Ilustracje z pierwszej połowy XX w. przedstawiające kopalne ssaki są znacznie bardziej poprawne (z dzisiejszego punktu widzenia) niż te z np. dinozaurami czy niessaczymi synapsydami. Wyjaśnienie tego jest proste – łatwo jest przyrównać mamuta czy tygrysa szablastozębnego do dzisiejszych zwierząt. Z tymi odmiennymi anatomicznie jest już większy problem i czasem trzeba było zwyczajnie kombinować.

    O. C. Marsh oraz E. D. Cope, bohaterowie wojny o kości - źródło zdjęcia

    Blask chwały przynosiły także odkrycia związane z „jaskiniowcami”. Neandertalczyk został opisany już w 1864 roku (przez Wiliama Kinga), a Homo erectus, jeszcze jako pitekantrop, w 1892 (Eugène Dubois). Prawdziwą bombą było odkrycie w Afryce w 1924 roku oraz opisanie rok później australopiteka przez Raymonda Darta. Chociaż już Darwin pisał o driopiteku, kopalnej małpie człekokształtnej z Europy.

    Poprzedni wiek przyniósł także kilka przełomów w paleontologi. Na pewno takim przełomem było datowanie izotopowe wynalezione przez Willarda Libby’ego. Dziś stosuje się kilka metod takiego datowania i w przeciwieństwie do tego, co można często przeczytać w internetach w paleontologi raczej nie stosuje się izotopu węgla C14 (zwyczajnie działa on na niewielkich odcinkach czasu, maksymalnie ok. 60 tys. lat). Z kolei czas występowania i zasięg geograficzny danych organizmów pozwoliła połączyć ze sobą teoria płyt tektonicznych. W połowie XX w. zaczęto odkrywać najstarsze organizmy wielokomórkowe, ale także rozwijać się zaczęła mikropaleontologia (organizmy jednokomórkowe). Othenio Abel uknuł termin paleobiologia i od tej pory paleontologia coraz więcej zaczęła mieć wspólnego z biologią (do tej pory była to dziedzina raczej geologiczna).

    deinonych, Robert Bakker, 1969; jest to znana i często kopiowana ilustracja - źródło obrazka

    W 1969 r. John Ostrom opisał deinonycha. Zwierzę to niezbyt pasowało do ówczesnych wyobrażeń na temat dinozaurów. Był to szybki i zwinny drapieżnik, bardziej ptasi niż gadzi. Ostrom twierdził, że przynajmniej niektóre dinozaury były stałocieplne, a dzisiejsze ptaki pochodzą od dinozaurów. Jego uczeń, Robert Bakker poszedł o krok dalej. W 1986 r. wydał on „The Dinosaur Heresies” – książkę, która przedstawiała dinozaury jako stałocieplne, aktywne i inteligentne zwierzęta, które opiekowały się swoim potomstwem. Z początku Ostrom i Bakker byli w mniejszości, jednak z czasem ich tezy okazały się słuszne. Rewolucję tą często nazywa się renesansem lub odrodzeniem dinozaurów.

    Dzisiaj paleontologia przeżywa swoje złote czasy, a szczątki dinozaurów zostały odkryte na każdym kontynencie (również na Antarktydzie). Chiny okazały się prawdziwym skarbcem opierzonych dinozaurów (niektóre okazy zachowały się tak dobrze, że znamy ich ubarwienie) i nikogo dziś już nie dziwi to, że dzisiejsze ptaki to właściwe dinozaury, które przetrwały wymieranie kredowe. Popularność paleontologii cały czas rośnie, czego dowodem mogą być rzesze moich fanów i fanek ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Jakby kogoś zaainteresowało, to założyłem bloga oraz fb.

    Poniżej daję filmik od dkm17, który zahacza o Cuviera i wymieranie gatunków. Źródła oraz kilka ciekawych linków umieściłem na blogu, żeby już mirko nie zaśmiecać.

    #paleoart #paleontologiaboners #paleontologia #ewolucja #biologia #ciekawostki #nauka #gruparatowaniapoziomu #dinozaury
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

    +: rhqq, M........a +64 innych
  •  

    @Tiszka napisała fajny tekst o jednych z bardziej ciekawych (i jednocześnie zagadkowych) dinozaurów. Alwarezaury były niewielkimi mięsożercami (owadożercami) o silnie zredukowanych rękach. Właściwie to T. rex miał w porównaniu do nich naprawdę duże łapki.

    #paleontologiaboners #paleontologia #dinozaury
    pokaż całość

  •  

    Potwierdzone info by Beamhit - Rebel wypuszcza polskojęzyczną 5ed dedeków w kwietniu 2019. Mnie cieszy :D
    #rpg #papierowerpg #dnd

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika Prekambr

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.