"There is no reason to be alive if you can't do deadlift!"

  •  

    Jaki jest wasz ulubiony dinozaur?
    Mój to ankylozaur, bo ma taką fajną zbroję i buławę na ogonie jak jakiś rycerz średniowieczny
    #pytanie #dinozaury

    Ulubiony dinozaur?

    • 5 głosów (21.74%)
      Tyranozaur
    • 5 głosów (21.74%)
      Diplodok
    • 5 głosów (21.74%)
      Triceratops
    • 1 głos (4.35%)
      Velociraptor
    • 3 głosy (13.04%)
      Stegozaur
    • 0 głosów (0.00%)
      Pterozaur
    • 4 głosy (17.39%)
      Ankylozaur
  •  

    Witam wszystkich po długiej przerwie, która niestety jeszcze troszeczkę potrwa, aczkolwiek nie dłużej niż do końca lipca bieżącego roku (oby!). Dzisiejszy odcinek nie jest bowiem częścią głównej serii, a raczej czymś pisanym obok, tak jak ten poświęcony Mandejczykom. Temat ma nieco wspólnego z tym, o czym traktuje główna seria, ale jest inny. Będą nim mianowicie książki. Niekoniecznie jednak chodzi o książki tak jak dzisiaj je rozumiemy - to znaczy papierowe strony w oprawce. Będzie bowiem mowa o piśmiennictwie starożytnym, które było często utrwalane było w formie papirusowego zwoju. Z biegiem czasu jednak zaczął wypierać go pergamin, wywodzący się ze starożytnego regionu znanego jako Pergamon.

    Nie o szczegóły techniczne tu jednak chodzi, a to, w jakim stopniu piśmiennictwo starożytne dotrwało do naszych czasów. Kto nie spał na lekcjach ten wie, że powstawały wówczas całe biblioteki. Najsłynniejsza, ta w Aleksandrii, miała mieścić około 550 000 woluminów. Pergamońska, zdaniem Plutarcha, dochodziła do 200 000. Nie mamy dobrych informacji o liczbach z Aten, ale wiemy, że miasto filozofów miało przynajmniej trzy takie instytucje: Ptolemaion, Bibliotekę Hadriana i Bibliotekę Pantainosa. Mniej znane biblioteki mieściły się poza tym na przykład na Rodos czy w Antiochii. Większość dzieł spisywana była po grecku (zwłaszcza prace na temat nauk wszelakich, czyli filozofii w starożytnym tego słowa rozumieniu). Część prac pisana była po łacinie (głównie akty prawne, kodeksy i te dotyczące administracji), syriacku czy w którymś z języków irańskich.

    Ile z tych dzieł przetrwało dziejowe zawirowania? Jest to bardzo dobre pytanie, ale nie mamy tutaj miejsca żeby na nie odpowiedzieć w sposób kompleksowy. Szacunki są bardzo różne - niektórzy posuwają się wręcz do twierdzenia, że przetrwał zaledwie 1% dzieł starożytnych. Uczeni są generalnie bardziej ostrożni w ocenach oraz pełni rezerwy co do metod takich wyliczeń, ale powszechnie przyjmuje się, że przetrwało raczej mniej niż więcej. Czemu tak się stało? No cóż, historia nie lubi nudy, w związku z czym jest pełna wojen, podbojów, łupiestwa zwycięskich armii, pożarów, powodzi, tumultów i im podobnych. Wszystko to. to w dużym skrócie - rzeczy, które raczej nie sprzyjają konserwacji papirusu i pergaminu.

    Swoją cegiełkę do niszczenia dziedzictwa poprzednich wieków dorzucili także niektórzy chrześcijanie, żyjący na pograniczu epok. No i, wybaczcie przydługawy wstęp, tym się zajmiemy w tym miniodcinku. Jakieś uwagi na ten temat pojawiały się często przy okazji gównoburz pod tagiem #naukowcywiary i zainspirowało mnie to żeby trochę bliżej przyjrzeć się tematowi. Palenie, niszczenie czy cenzurowanie książek przez chrześcijan można podzielić na dwie kategorie. Pierwszą określiłbym mianem “państwowej”, drugą zaś “spontanicznej”. W tej pierwszej mieszczą się przypadki niszczenia dzieł literackich z rozkazu rządzących, często inspirowanych przez wyznanie osoby odpowiedzialnej lub kościoły, a do drugiej zakwalifikowałbym te, w których chrześcijańskie tumulty “brały sprawy we własne ręce”. My skupimy się na tej pierwszej kategorii, bo nie chce napisać tutaj grzmota na 18 stron A4.

    Niszczenie książek i/lub cenzura nie były chrześcijańskimi wynalazkami, a państwo rzymskie miało w tej dziedzinie długie tradycje. Źródła wskazują na przykład, że niszczenie pism miało miejsce w II wieku przed Chrystusem, przy próbach złamania Bachanaliów. Sami chrześcijanie w czasach prześladowań Dioklecjana mieli okazję doświadczyć niszczenia pism przez Rzymian. Przykładem mogą być wydarzenia z Nikomedii z 303 roku, gdzie na mocy rozporządzeń cesarza zniszczono miejsce spotkań chrześcijan i wszystkie znalezione tam pisma. Zdarzały się też przypadki palenia ksiąg chrześcijańskich razem z ich posiadaczami (dodajmy, że jeszcze żywymi). Bardzo podobnie traktowano inne “wywrotowe” grupy, takie jak na przykład Manichejczycy. Zoroastryjska Księga Arta Wirafa zaświadcza, że i Hellenom sztuka palenia zwojów nie była obca (aczkolwiek dewastacja Persepolis to dość kontrowersyjny temat i generalnie historycy sprzeczają się czy było to celowe niszczenie perskiego dziedzictwa kulturowego, czy zwykłe łupiestwo połączone z wandalizmem).

    Wraz z rozprzestrzenieniem się chrześcijaństwa i zdobywaniem przez nie (czyli w sumie przez kościoły, które rościły sobie prawo do jego definiowania i reprezentowania) wpływów w państwie rzymskim, część chrześcijan przejęła te niechlubne metody. Czytelnicy #niedoszlahistoria pamiętają zapewne, że chrześcijanie mieli bardzo różne podejście do pogańskiego dziedzictwa. Byli wśród nich tacy, którzy totalnie odrzucali osiągnięcia pogańskiej filozofii, kultury i idee religijne obecne w pogańskich społecznościach. Inni byli bardziej zniuansowani i twierdzili, że pewne rzeczy są jak najbardziej godne uwagi i nie sprzeczne z nauczaniem chrześcijańskim (jakkolwiek je definiowali). Często odwoływali się oni do idei o pierwotnym objawieniu, według którego Bóg ukazał niepełne prawdy różnym ludom, aby utorować drogę swojemu przyjściu na świat. Chodziło nie tylko o dziedzictwo żydowskie, ale także o intelektualne osiągnięcia pogańskiego antyku.

    Pewne postawy i poglądy były jednak wspólne. Może nie dla wszystkich, ale na pewno dla znaczącej liczby chrześcijan. Ważnym elementem religii pogańskich była magia. Trzeba tu zaznaczyć, że mówimy o czasach i społeczeństwach, w których rozdział spraw religijnych i niereligijnych w zasadzie nie istniał i taki sposób myślenia był praktycznie nieobecny. Magia czy wiara w nadprzyrodzone nie ograniczały się do świątyń, życia prywatnego czy wspólnotowego. Były one całą mocą obecne w życiu publicznym czy umysłowym i odciskały swoje piętno na filozofii. To rodziło poważne problemy, bo dla większości chrześcijan magia była czymś złym i nie do przyjęcia z definicji. Dodatkowo, wraz z postępującym definiowaniem ortodoksji i adaptacją chrześcijaństwa w tej interpretacji jako oficjalnej ideologii państwa rzymskiego, bardzo mocno kurczył się zakres tematów, na które można było swobodnie dyskutować. Dla niektórych problemem stawała się nie tylko magia czy wróżby, ale jakikolwiek inny światopogląd. Oczywiście nie ma tu mowy o cenzurze czy prześladowaniu w stylu bliższych nam totalitaryzmów. Ponadto trzeba by dodać, że radykałowie nie zawsze mieli największy posłuch.

    Przyjrzymy się tutaj wydarzeniom i prawu zebranemu w kodeksach późnej starożytności, wymierzonym w publikacje i osoby głoszące “nieprawomyślne opinie”. Na dzień dobry idą procesy czarowników, do jakich doszło podczas panowania Walensa. Rzecz zaczęła się w Antiochii w 372 roku. Podstawą było prawo uchwalone w 370 roku zakazujące nauczania i uprawiania astrologii pod groźbą kary śmierci. Procesy w Antiochii były najprawdopodobniej reakcją Walensa na działania wróżbitów, którzy próbowali przewidzieć jego przyszłość i to, kto go zastąpi. Miał więc podwójny motyw - jako chrześcijanin był przeciwny czarom i wróżbom, jako cesarz nie życzył sobie, aby ktoś mieszał się w jego panowanie. Według Ammianusa Marcellinusa, większość ofiar stanowili filozofowie. Wszyscy oni zostali poddani torturom (standardowa procedura), a niektórzy spaleni żywcem. Wśród nich znajdował się Maksymus, nauczyciel Juliana Apostaty, który jak się przypuszcza, odegrał sporą rolę w kształtowaniu się poglądów religijnych ostatniego (neo)pogańskiego cesarza Rzymu.

    Nie tylko ludzie ucierpieli w trakcie procesów - zarekwirowano i zniszczono książki, jakie posiadali oskarżeni. Ammianus donosi, że większość z nich dotyczyło tak zwanych sztuk wyzwolonych i sztuki. Dodaje też, że samo posiadanie dzieł jakie mieli domniemani “konspiratorzy” wystarczyło, by zostać zakwalifikowanym do ich grona. Potwierdzają to pisma Jana Chryzostoma, relacjonującego historię człowieka, który nie chcąc wpaść w sidła obławy wrzucił posiadaną przez siebie księgę do rzeki. Została ona jednak odnaleziona, a on sam skazany na śmierć. Dzięki zeznaniom torturowanych udało się znaleźć poszlaki prowadzące do innych uczestników domniemanego spisku czarowników - tym razem już nie tylko w Antiochii. Polowanie na “konspiratorów” miało miejsce na terenie całego rzymskiego Wschodu. Ze szczególną pieczołowitością przeglądano literackie kolekcje oskarżonych. Ammianus pisze, że z uwagi na to, że posiadanie pewnych dzieł (niekoniecznie stricte “magicznych”) groziło torturami, ludzie posuwali się do niszczenia ksiąg i zwojów, jakie posiadali.

    Hermiasz Sozomen żyjący w V wieku pisał, że czasy panowania Walensa, to okres, w którym “zginęli wszyscy helleńscy filozofowie”. Nie należy jednak brać jego słów dosłownie - jego dzieło jest znane z triumfalizmu, próby ukazania wielkiego zwycięstwa jego Kościoła nad wszelkimi możliwymi rywalami i przedstawieniu ich w jak najgorszym świetle. Co do relacji Ammianusa czy Zosimosa (o której nie wspomniałem, ale jest ona utrzymana w bardzo podobnym tonie), to również należy być ostrożnym. Obydwaj mogli “nieco” podkoloryzować zarzuty i przerysowywać postawę Walensa, jako że sami byli poganami, a Ammianus dodatkowo obwiniał cesarza o katastrofalną sytuację polityczną, jaka doprowadziła do klęski Rzymian pod Adrianopolem.

    Rohmann uważa, że akcja wymierzona w domniemaną konspirację faktycznie zakończyła się zniszczeniem dzieł antycznych twórców oraz śmiercią wielu wykształconych obywateli imperium (co ciekawe: byli wśród nich także chrześcijanie). Przywołuje na przykład wzmianki o działającym na Wschodzie prokonsulu Festusie, dość odważnie szafującym wyrokami śmierci. Z drugiej strony twierdzi, że opisy Zosimosa i Ammianusa (oraz innych pogańskich autorów) mogą być mocno przesadzone. Relacje te składają się jednak na obraz, który chociaż w części jest prawdziwy - ludzie byli oskarżani o udział w spiskach na podstawie posiadanych przez siebie książek i znaczna część z nich należała do grupy, jak byśmy to dzisiaj powiedzieli, inteligencji. Wielu zginęło, a ich kolekcje literackie zostały zniszczone przez nich samych lub przez oskarżycieli.

    Kolejne większe akcje niszczenia książek miały miejsce w czasach Teodozjusza I, który ogłosił ortodoksyjne chrześcijaństwo oficjalną religią państwa, co w konsekwencji mocno ograniczyło spektrum dopuszczalnych poglądów w debacie publicznej. Na początku swojego panowania Teodozjusz zdawał się nie występować przeciwko poganom, ale wg. opinii części historyków zmienił zdanie pod wpływem biskupów takich jak Ambroży z Mediolanu (jest to jednak gorąco debatowana kwestia). W 391 lub 392 roku ogłosił szereg praw wymierzonych w pogan. Zostały wcielone w życie w sposób zorganizowany - w każdym mieście powoływano bowiem zespół ludzi odpowiedzialnych za rozstrzyganie w tego typu sprawach, wielu z nich było wykształconych, co było niezbędne dla właściwej oceny rekwirowanych dzieł pisanych.

    Najbardziej ścigano za posiadanie literatury heretyckiej, magicznej i krytykującej chrześcijaństwo.W 386 roku Walentynian II i Teodozjusz zabronili czytania pamfletów antychrześcijańskich pod groźbą kary śmierci. Jedyną nadzieją na ocalenie głowy było wydanie autora jeśli nie był on znany. Obowiązkiem każdego mieszkańca imperium, jeśliby znalazł taką publikację, było jej natychmiastowe zniszczenie i zgłoszenie władzom o zaistniałej sytuacji. Z prawa tego korzystał często Cynegiusz, prefekt pretorianów wschodniej części Imperium, współpracujący z niektórymi biskupami przy niszczeniu pogańskich miejsc kultu. Podobne prawo wydali w 406 cesarze Arkadiusz i Honoriusz, a w 407 roku potwierdzili je, po czym w 409 roku ogłosili, że wszyscy posiadacze nieprawomyślnych ksiąg muszą je oddać w celu zniszczenia i nawrócić się na ortodoksyjne chrześcijaństwo.

    O niszczeniu ksiąg w tym okresie donosił także Augustyn z Hippony, aczkolwiek winą za to obarczał lokalny kler, a nie rzymskie władze. Jest to możliwe, gdyż na mocy wspomnianego prawa z 409 roku, administracja imperialna nadawała im takie uprawnienia. Augustyn na początku swoich wyznań wspominał o tym kilkukrotnie i na tej podstawie sądzi się, że był to tak zwany chleb powszedni. Zwłaszcza na Zachodzie, nie będącym tak schrystianizowanym, jak Wschód. Z drugiej jednak strony wiemy, że tego typu przepisy nie zawsze były wprowadzane w życie tak, jak chcieliby legislatorzy. Lokalna administracja, często gęsto uwikłana w interesy lokalnej społeczności, miała tendencję do tego, żeby na wiele rzeczy patrzeć przez palce. Do tego dochodziła wspomniana niejednorodna postawa chrześcijan wobec różnych elementów “starego świata”. Świadczy o tym choćby częstotliwość ogłaszania edyktów - co jakiś czas odpowiednim organom trzeba było “przypominać” czego życzy sobie cesarz i jego otoczenie, ponieważ nie przestrzegali oni ustanowionych wcześniej praw.

    Choć ciężko dokładnie określić na ile prawa te były skuteczne i egzekwowane, to ze źródeł wiemy, że takie akcje zdarzały się co jakiś czas i “astrologowie” byli prześladowani, wypędzani a nawet skazywani na śmierć. Pod tym mianem kryją się, zdaniem Rohmanna, nie tylko magicy i wróżbici, ale także heretycy i ci spośród pogan, którzy narazili się lokalnemu klerowi/wpływowym chrześcijanom. Niszczenie literatury heretyckiej i manichejskiej jest dobrze poświadczone nie tylko w zbiorach praw rzymskich i kanonicznych. Cesarze z dynastii teodozjańskiej nie byli tutaj zbyt oryginalni, bo już w czasach Konstantyna zniszczono dzieła podejrzewane o sprzyjanie arianizmowi oraz prace Porfiriusza. Kontrowersje w ramach chrześcijaństwa sprawiły, że heretyckich dzieł do niszczenia nigdy nie brakowało. Działalność innych kultów i krytyków chrześcijaństwa dokładała materiału.

    Kodeks Justyniana, skomponowany do 534 roku, również zawierał przepisy wymierzone w publikacje uznane za sprzeczne z nauczaniem kościoła lub jawnie przeciwko niemu występujące. Justynian poszedł jednak o krok dalej i w 529 roku zabronił poganom (a jakaś część filozofów była jeszcze poganami) i Żydom nauczać oraz pełnić ważne funkcje publiczne. Przepisy z 531 roku zabraniały wręcz nauczania czegokolwiek, co nie było zgodne z przyjętą wówczas definicją ortodoksji. Noethlichs zauważa, że antyczne teksty nadal były studiowane (inaczej przecież nie miałyby szans przetrwać do naszych czasów). Rohmann uważa, że prawo to miało na celu co innego: pozbawić pogańskich filozofów wpływów i pieniędzy z nauczania.

    Prawa te, w przeciwieństwie do wielu innych podobnych im przepisów, faktycznie weszły w życie (przynajmniej w jakimś stopniu), o czym zaświadczają na przykład Zosimos i Prokopiusz. Ich zdaniem sprawiły one, że nieortodoksyjni lekarze i uczeni stracili źródło zarobku. Co ciekawe, prawo to było wymierzone tak samo w chrześcijan uznanych za heretyków, jak i pogan. Jego ogłoszenie wiąże się często z zamknięciem tzw. Akademii Platońskiej (w praktyce byli to jednak neoplatonicy działający w Atenach, zmuszeni do zarzucenia nauczania). Wydarzenie to urosło do rangi symbolu końca antycznych tradycji intelektualnych, ale zdaniem współczesnych historyków, mocno na wyrost, ponieważ “Akademia” miała niewiele wspólnego z historyczną Akademią Platońską, a inne “szkoły” pogan lub te, w których poganie nauczali (np. w Antiochii czy Aleksandrii) działały nadal. Hannam, posiłkując się Malanasem (syryjski kronikarz żyjący w VI wieku), uważa, że dekret był wymierzony tylko w neoplatoników z Aten.

    Sankcja pragmatyczna z 554 roku głosiła dodatkowo, że annonę, pieniądze za nauczanie przyznawane z budżetów miast, mogli otrzymywać jedynie nauczyciele wyznający ortodoksyjną wersję religii chrześcijańskiej. Przepisy kodeksu podtrzymywały także wcześniejsze prawa zezwalające na przejmowanie majątków osób uznanych (na jakiejkolwiek podstawie) za pogan lub heretyków. Ewentualne publikacje podpadające pod jedną z tych kategorii miały być niszczone. Od czasów Marcjana przestępstwem były też wszelkie dyskusje podważające ortodoksyjne nauczanie (fakt jest jednak taki, że przepis ten był słabo egzekwowany). Tak zwani heretycy mieli jeszcze gorzej niż poganie-innowiercy. Jest to tendencja, która utrzymywała się także w późniejszych czasach.

    Jedną z najlepiej opisanych akcji represyjnych przeciwko “heretykom i poganom” z czasów Justyniana była ta z Antiochii. Znamy ją dobrze dzięki “Żywotowi Świętego Symeona”, a postać świętego robi za tło do całej afery. Otóż, zdaniem autora poganie i heretycy byli liczni w mieście i czuli się bardzo pewnie. Tak pewnie, że zniszczyli dzieło sztuki, będące wotem dla Symeona. Jego sponsorem był jeden z nawróconych pogan, który miał zostać uleczony za sprawą świętego. Symeon przepowiedział wówczas, że winni postępku zostaną ukarani, a miasto oczyszczone z grzechu. Według relacji, kilka miesięcy później do Antiochii przybył oficjel zwany Amancjuszem, który szybko zaczął “ciąć heretyków równo z ziemią”.

    Wielu znaczących mieszkańców straciło dobytki (część życie). Co ciekawe tekst dość jasno mówi o książkach, które posiadali oskarżeni i skazywani i wskazuje, że były one traktowane jako bardzo szkodliwe i to na nie spada odpowiedzialność za błędne poglądy karanych - zostają one przyrównane do idoli (tj. fałszywych bóstw). Dalej relacja mówi, że książki zostały znalezione, zarekwirowane i zniszczone - dokładnie tak, jak przewidział święty Symeon. Źródło nie mówi dokładnie o jakie księgi chodziło, ale wymienia rodzaje i obok standardowych czarów, wróżb, herezji, pogaństwa etc. na liście są jeszcze “automatycy” czyli zwolennicy epikureizmu.

    Epikureizm był szkołą filozofii greckiej, na którą chrześcijanie patrzyli z największą podejrzliwością i wrogością. I ta uwaga nie tyczy się tylko tych odrzucających (lub podchodzących z rezerwą) do dziedzictwa filozofii. Potężnie upraszczając opierała się ona na poglądach, które można opisać jako materializm. Sam Epikur często krytykował różnego rodzaju przekonania o istnieniu sił nadprzyrodzonych, w tym wiarę w bogów. Tego typu poglądy w społeczeństwie, w którym ateizm był karany śmiercią (i nie mam tutaj bynajmniej na myśli tylko chrześcijańskiego Imperium Romanum, ale także pogańskie) sprawiły, że jego zwolennicy byli w konflikcie z wieloma innymi szkołami filozoficznymi. Pojawienie się chrześcijaństwa nie poprawiło ich sytuacji. Trzeba tu jednak zaznaczyć, że powszechnie przyjmuje się, że w czasach dominacji chrześcijaństwa z epikureizmu i tak niewiele już zostało.

    Dokładne ocenienie tego, jaki procent książek, które nie dotrwały do naszych czasów, został zniszczony w wyniku wyżej opisanych akcji i im podobnych, jest niemożliwe. Fakt, że tak mało piśmiennictwa starożytnego przetrwało do dzisiaj powszechnie przypisuje się czynnikom omówionym wcześniej. Niewątpliwie jednak jakaś część dziedzictwa antyku została zniszczona w toku akcji, o których traktuje tekst i im podobnym. Nie chodzi tylko o dzieła religijne, magiczne i astrologiczne. Nie było wówczas ostrych granic (o ile one kiedykolwiek były) między tymi dziedzinami, a sferą świecką - był to jeden z powodów tego, że prace, które dzisiaj ocenilibyśmy jako “naukowe” wpadały do tej samej kategorii, co dzieła, które zakwalifikowalibyśmy jako “magia i ezoteryka”. Istnieje jednak możliwość, że część prac “naukowych” została zniszczona z uwagi na to, że zawierała poglądy niezgodne z tym co było wówczas uznawane za obowiązującą ortodoksję.

    Oczywiście opinie na te kwestie wśród samych chrześcijan były zróżnicowane - niektórzy (zwłaszcza ci wywodzący się z warstw wyższych) twierdzili, że jak najbardziej należy zezwalać na debatę, wielość wierzeń i interpretacji. W czasach Justyniana czy Teodozjusza dominujące poglądy i podejście były już jednak inne, przynajmniej na szczytach władzy (bo w samym kościele to już niekoniecznie). Wiązało się to w dużej mierze ze wspomnianą już ideologizacją ortodoksyjnego chrześcijaństwa i początkami czynienia z niego oficjalnej ideologii państwowej. Wielu biskupów przyklasnęło tym pomysłom i dążeniom, a jedyne czym się w tej materii różnili, to która interpretacja powinna być wspierana i przyjęta przez państwo. Zaś zwycięski obóz ortodoksów, który w IV wieku uzyskał przewagę nad innymi, sam zaczął bardzo szybko dzielić się - ale to już inna historia, chociaż i w trakcie tych wydarzeń niszczono książki ideologicznych oponentów, z których część napisana została w II czy III wieku po Chrystusie.

    PS. Po raz kolejny składam hołdy @robson7 za uczynienie tekstu czytalnym. Gdyby jakieś błędy się ostały to proszę o zgłaszanie.

    PS.1. Źródła w komentarzu.
    PS.2. Odcinek z głównej serii już niedługo (naprawdę).

    Justynian z ekipą

    #niedoszlahistoria #historia #zainteresowania #gruparatowaniapoziomu #4konserwy #neuropa #chrzescijanstwo #starozytnosc
    pokaż całość

  •  

    do-bra-noc ( ͡° ͜ʖ ͡° )つ──☆*:・゚

    źródło: moviesmademe.com 18+

  •  

    @Tiszka napisała luźny tekst o kilku kopalnych kręgowcach. O dosyć specyficznych kręgowcach, dodam. Fajnie to pokazuje, że zwierzęta potrafią przyjmować zadziwiające formy. Zachęcam do czytania/wykopywania.

    #paleontologia #paleoart #dinozaury #ewolucja pokaż całość

  •  

    Mógłby ktoś podać jakieś dobre książki popularnonaukowe o paleontologii i ewolucji?
    #paleontologia

    •  

      @Godzill: Jakie języki wchodzą w grę?

    •  

      @Godzill: To co @GARN napisał ma już swoje lata i może być trudno dostępne. Pozycje @Tiszka będą IMO lepsze. "Dzieje życia na Ziemi" Dzika we wrześniu/październiku powinna pojawić się na Allegro w korzystnych cenach (zwróć uwagę na wydanie, najświeższe jest wydanie IV z 2011r z ciemnoczerwoną okładką; zieloną okładkę ma wydanie poprzednie). Jest to podręcznik akademicki, ale napisany strawnym językiem. Tylko np. o dinozaurach jest tam 10 stron (cała książka ma jakieś 500) i w dodatku autor zawarł w niej kilka kontrowersyjnych tez (ale często zaznacza, że ze swoim poglądem jest w mniejszości).

      Fajna jest też książka "Dzieje życia na Ziemi" Goulda (ta, inwencja w tytułach poraża). To już jest pozycja czysto popularnonaukowa, ale na poziomi. Jedyny problem z tym, że wszystkie wydania są tylko dodrukami i oryginalny tekst pochodzi z 1992r i siłą rzeczy miejscami jest już nie aktualny.

      W serii "Na ścieżkach nauki" Pruszyńskiego też jest kilka ciekawych pozycji w temacie. Z tej serii średnio oceniam tylko "Gdy życie prawie wymarło" Bentona (jednak nie znam wszystkiego z tej serii), głównie dla tego, że autor jedną z hipotez podaje jako tą jedyną. W tym cyklu wyszło też kilka książek Richarda Dawkinsa - gość ten bardzo ciekawi pisze o ewolucji (pisze też, że nie ma żadnego boga, ale w oddzielnych książkach).

      Czasem wystarczy łut szczęścia. Niedawno w Empiku przypadkiem trafiłem na przecenioną "Prawdziwą planetę małp" Beguna (znów Pruszyński). Warto czasem pochodzić po księgarniach okołonaukowych i po bibliotekach (jak jesteś z większego miasta). W bibliotekach uczelnianych też można na coś czasem trafić. Jak coś znajdziesz, to śmiało pytaj - nawet jak czegoś nie znam, to chociaż autor książki mi może coś powiedzieć i łatwiej będzie oddzielić ziarno od plew.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (9)

  •  

    tl;dr: Przodkowie słoni wyglądali jak świnie, a kopalne trąbowce miały zadziwiające ciosy.

    Dzisiaj żyją tylko trzy gatunki trąbowców (dla zdziwionych: indyjski, afrykański oraz skarłowaciały słoń leśny), jednak w przeszłości całkiem sporo ich biegało po świecie. W końcu mamut włochaty jest jednym z najsłynniejszych "paleontologicznych" stworzeń. Najbliższymi krewnymi słoni, którzy żyją dzisiaj, są manaty oraz góralki. Podejrzewam, że zwłaszcza ten drugi zdziwi kilka osób.

    Jednym z najstarszych przodków słoni był Phosphatherium escuillei żyjący w północnej Afryce ponad 56 mln lat temu. Było to niewielki zwierzę, przynajmniej jak na trąbowca, osiągało około 60 cm długości. Zwierzę to nie posiadało jeszcze trąby (rekonstrukcja Vladimira Nikolova), najprawdopodobniej wiodło ziemnowodny tryb życia, a pewne przesłanki (głównie budowa zębów) sugerują, że przynajmniej okazjonalnie mogło być wszystkożerne. Oprócz linii prowadzącej do współczesnych słoni fosfaterium (bo tak brzmi polska nazwa tego pradziada słoni) dało początek kilku innym trąbowcom. Dobrym przykładem jest Moeritherium lyonsi żyjący ponad 35 mln lat temu. W swoich czasach był to już gatunek raczej reliktowy (tzn. trąbowce "głównego nurtu" były już bardziej zaawansowane). Ssak ten był wielkości dużej świni i zapewne odżywiał się roślinnością wodną, a tym samym, podobnie jak przodkowie, był związany ze środowiskiem wodnym. M. lyonsi miał już duże zęby (jeszcze niesłoniowe ciosy) jednak nie posiadał trąby (najwyżej coś znacznie mniej imponującego niż dzisiejsze tapiry). A skąd wiadomo, że dane zwierze miało trąbę? Otóż taka masa mięśni, nerwów i żył pozostawia ślady na czaszce. Co prawda nie da się na tej podstawie dokładnie określić kształtu i rozmiaru owej struktury, ale daje to jakiś pogląd. Z uszami jest trudniej (chociaż i tu można zauważyć pewne przesłanki) i wiele wymarłych trąbowców artyści przedstawiają z dużymi uszami, by bardziej przypominały dzisiejsze słonie. Tu całkiem ładna rekonstrukcja Moeritherium autorstwa Shu-yu Hsu, a tu bardziej rozpowszechniona (z serialu BBC "Wędrówki z bestiami" i niestety mniej oddająca stan naszej wiedzy o tym zwierzęciu.

    Deinotheriidae (dosłownie straszne bestie) dosyć wcześnie oddzieliły się od innych trąbowców (około 40 mln lat temu) i stworzenia z tej rodziny można było spotkać jeszcze 500 tys. lat temu w Afryce (czyli napotykały przodków dzisiejszych ludzi). Najbardziej znanym rodzajem (od którego nazwę wzięła cała rodzina) jest Deinotherium. Zwierzęta te miały bardzo charakterystyczną czaszkę (zdjęcie z Muzeum Uniwersytetu Oksfordzkiego). Oprócz umiejscowienia ciosów w oczy rzuca się spora kość nosowa - trąba tego zwierzęcia była gruba i stosunkowo krótka. Jednym z późniejszych, i zarazem najbardziej okazałym gatunkiem był Deinotherium giganteum, który osiągał 5 m wysokości w kłębie i mógł ważyć ponad 12 ton (tym samym walczy z mamutem kolumbijskim o drugie miejsce na podium największych lądowych ssaków, liderem jest kuzyn nosorożców Paraceratherium). Rekonstrukcja autorstwa Romana Yevseyeva całkiem realistyczna, bo zazwyczaj zwierzę to przedstawia się ze zbyt małą głową (o złym kształcie) i zbyt długą trąbą.

    Wracamy do głównej linii. Około 35 mln lat temu pojawił się (już całkiem słoniowy) Palaeomastodon beadnelli. Stworzenie to ważyło ok. 2 - 2,5 tony i miało trochę ponad 2 m wysokości w kłębie. Czaszka ukradziona z Wikipedii posiada cztery ciosy: krótkie, lecz w miarę "tradycyjne" górne oraz łopatowata dolne, wyrastające z żuchwy (i tradycyjnie rekonstrukcja Vladimira Nikolova). I by nie było za łatwo, to mniej więcej tutaj trąbowce znowu rozdzieliły się na kilka linii. Najbardziej znana są mastodonty (po łacinie Mammut, by nie było za łatwo). Zwierzęta te miały krótsze nogi i dłuższe tułowia niż dzisiejsze słonie. Większość tych zwierząt była niewielka (oczywiście w porównaniu do dzisiejszych słoni), ale np. taki Zygolophodon borsoni mógł osiągać prawie 4 m wysokości w kłębie, a jego ciosy dorastały do blisko 5 m i tym samym były to najdłuższe ciosy spośród wszystkich trąbowców. I oczywiście rekonstrukcja tego gościa. Najsłynniejszym przedstawicielem tej gałęzi był mamut amerykański (Mammut americanum), który był nieco mniejszy od dzisiejszego słonia indyjskiego i żył jeszcze około 10 tys. lat temu. Zęby mastodontów znacznie różniły się od zębów słoni, które to żywią się znacznie twardszym pokarmem niż ich wymarli krewni. Zdjęcie z tej strony, przedstawiające ząb mastodonta (z lewej) i mamuta, oraz dla porównania zęby współczesnego słonia (zdjęcie z "The Guardian"). Jeszcze z wiki wklejam porównanie mastodonta i mamuta: klik.

    Kolejną boczną linią były gomfotery (Gomphotheriidae). Zwierzęta te miały charakterystyczne szczęki: rozwinęły rozwiązania Palaeomastodon i ich ciosy z żuchwy znacznie się rozwinęły. Najstarszym przedstawicielem jest Phiomia serridens żyjący ponad 30 mln lat temu (rekonstrukcja Nabu Tamury). Młodszy i większy jest Gomphotherium productum , którego to żuchwa była znacznie większa niż górna szczęka (zdjęcie poglądowe z wiki). Prawdopodobnie trąba tych zwierząt była dosyć krótka i jednocześnie niezwykle szeroka. Najbardziej wyspecjalizowanym gatunkiem był Platybelodon grangeri (oraz kilka innych platybelodontów), o którym już pisał na mirko @piotrass007 Prawdopodobnie blisko spokrewnionymi z gomfoterami był Cuvieronius hyodon, który już znacznie bardziej przypominał współczesne słonie. Trąbowiec ten pojawił się ok. 5 mln lat temu posiadał nietypowe ciosy - były skręcone spiralnie wokół własnej osi. Joaquin Eng Ponce stworzył taki obraz tego zwierzęcia.

    Gdzieś po drodze do współczesnych słoni pojawiły się stegodonty. Zwierzęta te potrafiły osiągać całkiem spore rozmiar, np. Stegodon zdanskyi (rekonstrukcja) mógł ważyć nawet 10 ton. Charakterystyczne dla stegodontów były ciosy umieszczone bardzo blisko siebie - na tyle blisko, że między nimi nie mieściła się trąba (stąd jej pozycja na obrazku). Najmłodszym przedstawicielem tego rodzaju był skarłowaciały Stegodon aurorae, który to żył jeszcze 12 tys. lat temu (istnieją młodsze szczątki, ale ich wiek jest podważany) na wyspie Flores. Jeżeli kojarzycie tę nazwę, to właśnie tam odkryto słynnego hobbita, czyli skarłowaciały gatunek człowieka Homo floresiensis (o ile to ważny takson, bo trwają tu spory), który najprawdopodobniej polował na S. aurorae. Bliskim krewnym dzisiejszych słoni był Stegotetrabelodon syrticus, który pojawił się w Afryce 10 mln lat temu i chodził po Ziemi kolejne 5 mln. Zwierzę to miało dodatkową parę ciosów wyrastających z podbródka - ilustracja autorstwa Stevena Thompsona.

    Pewnie większość z mirków i mirabelek zastanawia się co z mamutami. Właśnie przyszła na nie pora. Około 5 mln lat temu trąbowce rozdzieliły się na dwie linie: jedna prowadzi do dzisiejszego słonia afrykańskiego (i słonia leśnego), a druga do mamutów i słonia indyjskiego. Tak, słoń indyjski jest bliżej spokrewniony z mamutami niż ze swoim afrykańskim kuzynem. Dzisiejsze słonie pominę. Najpopularniejszym z mamutów jest niewątpliwie mamut włochaty (Mammuthus primigenius), którego kojarzy niemal każdy. I wbrew temu, jak zazwyczaj jest przedstawiany, to był nieznacznie mniejszy od dzisiejszych słoni afrykańskich. Największym znanym mamutem jest mamut kolumbijski (Mammuthus columbi), który przekraczał wagę 10 ton. Zwierzę to nie było tak kudłate, jak jego bardziej znany krewniak (ilustracja Mauricio Antona). Ostatnim żyjącym mamutem był ukrywający się na wyspach nieopodal Kalifornii mamut karłowaty (Mammuthus exilis), który żył jeszcze 10 - 11 tys. lat temu. Porównanie rozmiarów kilku gatunków mamutów wzięte z Wikipedii.

    Oczywiście nie opisałem wszystkich znanych kopalnych trąbowców, starałem się wybrać te najciekawsze. Zamieszczam także drzewo genealogiczne słoni, by łatwiej można było się połapać w tym, co opisuję. Nie zawiera ono wszystkich zwierząt, które wymieniłem oraz różni się trochę w szczegółach od mojego tekstu (czasem pewne sprawy są niepewne + starałem się opierać na zdaniu większości oraz na najświeższych analizach, a obrazek ten ma już kilka lat). Niestety nie znalazłem autora. Jakby ktoś chciał poczytać coś twardszego o wymarłych trąbowcach, to polecam artykuł na Acta Polonica Palaeontologica (po angielsku). Ilustracja na dole przedstawia mamuty włochate i jest autorstwa Balazsa Petheo.

    #paleoart #paleontologiaboners #paleontologia #ewolucja #biologia #ciekawostki #nauka #gruparatowaniapoziomu

    Poprzednie wpisy:
    Megafauna plejstocenu:
    - Ameryka Północna
    - Ameryka Południowa
    - Australia
    - Europa/Azja
    Jak rosły dinozaury
    Dlaczego dinozaury były tak duże?
    Dlaczego kiedyś zwierzęta były większe?
    Ewolucja waleni
    Pterozaury
    Gady morskie
    Kopalne krokodyle
    Eksplozja kambryjska
    Pierwsze wielokomórkowce na świecie
    Rekonstrukcja iguanodona
    pokaż całość

    źródło: dd.jpg

  •  

    occulkot - SIGT
    A to moje - sumie track robiony od 4-5 lat, bo najpierw na windowsie a potem 2 wersje na linux.
    To jest trzecia i ostatnia iteracja, nie mam zamiaru tego wiecej rozgrzebywac chyba ze poprawic lekko pod liveset
    #speedcore #polskikurwaterror #terror #tworzeniemuzyki #renoise

    źródło: soundcloud.com

  •  

    Scientific American wyjaśnia, czemu obrazek z obrazka nie mógł mieć miejsca: widzicie, t-rex nie mógł pokazywać języka ;) tl;dr:

    badacze z uniwesytetu w Austin i z Chińskiej Akademii Nauk przebadali kości gnykowe licznych dinozaurów i pterozaurów i porównali je z ptasimi i krokodylimi. Okazalo się, że są w większości najbardziej podobne do tych krokodyli, co oznacza, że najprawdopodobniej języki były "na stałe" przymocowane do dna paszczy i miały ograniczoną mobilność.

    PS - tak, oznacza to, że ktoś ufundował badania języków dinozaurów :P

    #dinozaury #paleontologia #biologia #nauka #ciekawostki
    pokaż całość

  •  

    Atak na Londyn przyszłości gdzie mutanty zostały wyhodowane przez ludzi, aby walczyć w wojnach. Mają małą niespodziankę dla wampirów z innego wymiaru, a jest nią Zombie King Kong zarażony każdą możliwą chorobą czy wirusem. Po zaklęciu odkrywającym najgłębsze pragnienia wspina się na Big Bena.

    #komiks #starszezwoje #fantastyka #myrmekochoria pokaż całość

  •  

    Mam tak, że lubię pojebaną muzykę, nieważne na czym jest zagrana, może to byc #blackmetal , może być #dubstep ( ͡° ͜ʖ ͡°) Dla przykładu, ten kawałek jest pojebany, ten drop jest popierdolony ( ͡° ͜ʖ ͡°) #muzykaelektroniczna #dubstep #muzyka

    źródło: youtube.com

    •  

      @jtank: Jeśli lubisz prędkości, to polecam tag #speedcore

      źródło: youtube.com

    •  

      @jtank: Samo Evil Activities nigdy mi nie podchodziło, takie to ugrzecznione jakieś. Z Extreme Audio już lepiej, ale to też zależy - musi trafić to coś, bo często łapie się na tym, że to taka muzyka tła. Z kolei grindcore'y się u mnie rozwarstwiły, tzn. najlepiej słucha mi się właśnie takich pojebanych wynalazków, ale także klasyki i te łagodne (hehe) odmiany.

      Chociaż jestem świadomy, że mogę mieć trochę przesunięte granice tego, co uważam za ekstremę dzięki temu, czym nasiąknąłem przez lata ( ͡º ͜ʖ͡º) Taka anegdotka mi się nasunęła: gdy Azarath nagrywał (chyba) drugą płytę, to przy miksach (czy może samym nagrywaniu) był człowiek, który nie miał zbyt częstej styczności z takim graniem. Opisywał, że słyszał dźwięki końca świata i upadającego cmentarza, i zdziwił się reakcją Zbycha "Kurwa, czy to aby nie jest za wesołe?".

      Jak Ci siadają takie wynalazki:
      pokaż całość

      źródło: youtube.com

    • więcej komentarzy (6)

  •  

    Dokładnie rok temu wrzuceniem swojej mordy wywołałem dramę, czy uda się znowu? ( ͡º ͜ʖ͡º)
    Dawno mnie tu nie było, pozmieniało się coś?
    #pokazmorde #niewiemjaktootagowac

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    No hej, dawno mnie nie było :D Wracam i przynoszę cudowny art: Spinosaurus aegyptiacus wylegujący się podczas pory suchej na rozgrzanym piachu północnej Afryki. Jak sieweczki i nie tylko dzisiejszym krokodylom i hipopotamom, małe pterozaury czyszczą zęby gigantycznego rybożercy. Urocze i całkiem niegłupie ;)

    Autor: Antonin Jury

    #paleontologia #paleoart #paleontologiaboners #dinozaury #biologia
    pokaż całość

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika Prekambr

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.