•  

    Uwaga dyskusja- przynajmniej jej chęć.
    Śledzę wykop od dłuższego czasu, ale jak widać piszę od niedawna proszę o wyrozumiałość.
    Dziś chciałabym poruszyć kwestie dyskryminacji, która ma miejsce ale jednocześnie nie oddziałuje w bardzo negatywny sposób na nasze życie a nawet ułatwia wiele aspektów. Niemniej jest jednym z dowodów dla których uważam, że w naszej kulturze domyślną płcią jest mężczyzna (przy czym zaznaczam, że nie piszę że to źle czy dobrze, po prostu tak jest)
    Mimo, że w języku polskim istnieją formy męskie i żeńskie (częsta dyskusja na temat nazw zawodów, ale o tym kiedy indziej), domyślnie zwracając się do „publiczności” mieszanej będziemy używać form męskich (np. w instrukcji „użytkownik”, w reklamie „klient”) i wiemy przy tym, że zwracamy się do obydwu płci, bo taki mamy kod kulturowy i porządek, jest to także zgodne z zasadami języka polskiego. Niemniej moje problemy na polu zwracania się do kogoś pojawiają się czytając książki i artykuły zwracające się bezpośrednio do czytelnika. Najpierw: Biblia.
    Lata temu, gdy jeszcze byłam na początku poszukiwań światopoglądu przechodziłam etap katolicyzmu, co za tym idzie, czytania Pisma Świętego, przy czym z założeniem, że wierzę. I pojawiają się fragmenty, najbardziej prozaiczny: dziesięć przykazań (na podstawie Biblii Tysiąclecia, Pwt)
    „Nie będziesz pożądał żony swojego bliźniego”
    W domyśle, i jak tłumaczy kościół: przykazanie dotyczy też postępowania kobiet. Pytanie: na jakiej podstawie to tłumaczenie? Na moje oko Bóg zwraca się tu bezpośrednio do mężczyzn?
    Oczywiście podstawa jest taka aby kobiety też się odnalazły we wspólnocie, bo im więcej wyznawców tym lepiej, więc babki w to wierzą i łykają i nie stanowi to dla nich żadnego problemu więc trochę #bekazkatoli. Bo w sumie kto tak naprawdę to przeżywa i wierzy, że Bóg mówi do niego? No właśnie ja próbowałam i znalazłam tu granicę niemal nie do przeskoczenia. Ktoś powie, że głupota ale przy odwróceniu ról, w innym wymiarze: Panowie, też jesteście ludźmi, czy w momencie w którym jest napisane „męża” bez zastanowienia wierzycie zapewnieniom że to też do was?
    Niemniej Biblii muszę przyznać, zwłaszcza kazaniom Jezusa, że w tej kwestii bardzo często kieruje swoje słowa do wszystkich, np.: (1 Kor 7)
    „Mąż niech oddaje powinność żonie, podobnie też żona mężowi. Żona nie rozporządza własnym ciałem, lecz jej mąż; podobnie też i mąż nie rozporządza własnym ciałem, ale żona.”
    Co, bądź co bądź, jest wyjątkowo postępowe na tamte czasy. Ale później w moje ręce trafił Koran. Tu już praktycznie nie ma miejsca na przykazania dla kobiet, a jeśli są, to są tylko dla kobiet, a dla mężczyzn (fragmenty nie odnoszące się do traktowania kobiet) teoretycznie „unisex”, jak się naucza. Tylko skoro autor, ba, nawet załóżmy że podopieczny Allaha, pisał do mężczyzn, gdzie w tej religii jest miejsce dla kobiet? Są tam przedmiotem nakazów i zakazów, a jednak to jak postrzegamy rzeczywistość POZWALA ICH ŚWIADOMOŚCI przyjąć fakt że także mają postępować według wytycznych, mimo iż na dobrą sprawę nie dostają żadnych instrukcji.
    W obydwu tych religiach, w XXI wieku, miliony kobiet nie widzą dysonansu między sformułowaniami a rzekomymi adresatami. Potulne owieczki, i niebiescy i różowe nie widzą w tym żadnego problemu, co więcej próba uświadomienia skończy się na wyzywaniu od radykalnych feministek.
    Cały temat obudził się we mnie na nowo przez pewien incydent. W ramach relaksu i powiedzmy, poszerzania horyzontów sięgnęłam po dawno upatrzoną książkę, a że jego tematyka była powiązana z egoizmem moim zamiarem było wczuć się w nie aby obiektywnie ocenić światopogląd. Już nie wspominając, że autor często zwracał się do czytelnika. Niestety, mimo iż większość rzeczy zrobiła na mnie wrażenie, nie mogłam się skupić ani odnieść do swojego życia bo autor wspominał o życiu ludzkim w kontekście życia mężczyzny. Nie mogłam porównać czy tak samo czułam się będąc małym chłopcem, bo nigdy nim nie byłam. A, kto czyta ten wie, że jest to bardzo powszechne, i bynajmniej nie są to książki typu „poradnik dla mężczyzn”. O ile zdaję sobie sprawę, że w czasach ich powstawania czytali to tylko mężczyźni, czuję się przez to wyłączona z dorobku kulturalnego i religijnego. Nie chodzi o rewolucję ani zmianę, a tylko o moje samopoczucie. Ciekawi mnie czy różowe paski miały kiedyś podobne myśli? I czy niebiescy się kiedyś nad tym zastanowili? Czy po prostu przyjęliśmy to za oczywistość?
    A jeśli przyjęliśmy to za oczywistość, potwierdza to tylko moją tezę że mężczyźni są płcią domyślną, „podstawową”, i może powinniśmy przestać udawać, że tak nie jest? I że mam prawo żałować, że nie urodziłam się mężczyzną?
    #redpillhandbook #redpill #feminizm #logikarozowychpaskow #logikaniebieskichpaskow #filozofia #religia #kobiety #gownowpis #rozkminy
    pokaż całość

  •  

    Takie mnie naszły refleksje po obejrzeniu po jednym sezonie: „Rolnik szuka żony” i „Ślub od pierwszego wejrzenia”.

    Dziwi mnie, że w 21 wieku, wieku globalnej wioski, dostępu do internetu, możliwości podróżowania bez barier, ludzie nadal mają problemy za znalezieniem dla siebie partnera i potrzebują do tego pomocy programów. Tak, jakby ta sposobność wyszukania i wybrania sobie jednej osoby z miliardów, była czymś trudnym, a wręcz jakimś niesamowitym wysiłkiem, czy osiągnięciem.

    Jeżeli chodzi o samych uczestników i format obu programów, to opinie pozostawiam dla siebie. Byłam po prostu ciekawa, o czym tak Mirunky rozprawiają co tydzień na Mirko.

    Opowiem Wam trochę o sobie i kwestii randek z mojego doświadczenia i punktu widzenia, i nie będzie tl;dr.

    Według wykopowych standardów, to już dawno powinna po mnie przyjechać śmieciarka, bo 3 z przodu to przecież wyrok i koniec życia.

    Jestem jakieś 6,5-7 w skali Ruchensteina. Jak się pomaluję i odpowiednio ubiorę, to w porywach nawet 8. Tak przynajmniej twierdzi niebieski. W podstawówce miałam chłopięcą fryzurę i raczej sportowe ciuszki. Nigdy nie byłam szczupła, ale nigdy też nie byłam gruba. Jestem normalna, zdrowa, BMI i waga w normie. Nie mam większych wahań od czasów studiów. Dopiero pod koniec podstawówki usłyszałam, że w jakimś tam rankingu lasek klasowych, nawet się na niego łapię, co już dla mnie było dosyć sporym szokiem. W tym samym mniej więcej czasie, pod nasze strzechy zawitał Internet. Nie miałam jeszcze wtedy kompa, ale często przesiadywałam u sąsiadów, którzy według dzisiejszych standardów, byli nerdami. Pokazali mi gry, internet, no i komunikator w postaci mIRC'a. #gimbynieznajo, ale było to super narzędzie z ogólnodostępnymi kanałami oraz pokojami prywatnymi, na które można było się dostać tylko przez zaproszenie. Na krystka, ależ ja tam ludzi poznałam! Kilku kolegów nawet przyjechało do mnie w odwiedziny z innych miast. Mam taki wewnętrzny radar – przeczucie, które pozwala mi stwierdzić, czy komuś mogę ufać, czy nie i to już po sposobie pisania do mnie. Nigdy się raczej nie pomylił i dość powiedzieć, że do tej pory żyję. Ale, wracając do meritum.

    Była jakaś impreza u sąsiadów i młodzież siedziała przy kompie. Sąsiad zalogował mnie na wyżej wspomnianego mIRC'a. Stworzyłam sobie nick: kruliczek, jako że króliczek był już zajęty. Nie wiem, co mi strzeliło do głowy, ale od razu, jak znalazłam się na kanale, napisał do mnie typek, że mam błąd w nicku. Gadało nam się super, ale niestety impreza dobiegała końca i mama kazała mi się zbierać. Nie chciałam stracić kontaktu z kolegą, zatem niewiele myśląc, w ostatniej wiadomości, wysłałam numer telefonu stacjonarnego. Musicie wiedzieć, że w tym czasie komórki dopiero wchodziły na rynek i były kurewsko drogie. Kolega był starszy, bo był już w technikum. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zadzwonił do mnie jeszcze tego samego dnia wieczorem. Jeszcze bardziej zdziwiona była moja mama i szczerze mówiąc, nie była w ogóle zadowolona. A raczej wkurwiona. Kolega dzwonił regularnie. Wisieliśmy na telefonie godzinami. Nigdy się nie spotkaliśmy. Nie wiedzieliśmy, jak wyglądamy. Miał przemiły, kojący głos. Kontakt urwał się w liceum, wraz ze zmianą numeru telefonu. Niestety. Nawet nie pamiętam, jak miał na imię. Szkoda.

    W czasie liceum miałam trzech chłopaków i wiele randek. Jednego takiego zakochanego po uszy poznałam w tramwaju, wracając z lekcji angielskiego. Popatrzył na mnie, podszedł i zaczął rozmawiać. Przyznam, że nigdy wcześniej, ani później, nikt w ten sposób mnie nie zaczepił. Był mega sympatyczny. Może nie był super przystojny, ale było w nim coś uroczego. Spotykaliśmy się, poznałam jego mamę. Kupował mi różne rzeczy, chociaż wcale tego nie chciałam i za każdym razem kategorycznie odmawiałam. Zabierał do kina i klubów. Ale nigdy nie wykazał na tyle inicjatywy, żeby sam coś wybrać: ja zawsze wybierałam klub, knajpę, film. To przerzucanie decydowania na mnie za każdym jebanym razem, stało się na tyle męczące, że musiałam niestety się z nim rozstać. Kolejny facet był skejtem (oni już chyba wymarli?). Zobaczyliśmy się na przerwie na korytarzu w szkole. I było, jak w filmie, takim wiecie, beznadziejnie romantycznym. Przeszedł wpatrzony we mnie. Potem przez znajomych dowiedział się, jak mam na imię i umówił ze mną na randkę. Zrobił dla mnie nawet graffiti na szkole: zamek, moje imię. Takie baśniowe. Miał talent. I żeby nie było: dyrekcja na to pozwoliła. Niestety, przegrał walkę z narkotykami i ostatecznie podobno wylądował w Monarze. Wielka szkoda.

    W czasie szkoły średniej, koleżanka wkręciła mnie do duszpasterstwa. Ona była tam ze względów ideologicznych, a ja w sumie nie wiedziałam czemu. Poznałam tam masę zjebów, ale też masę super ludzi. Nic tak nie śmieszy, jak chłopcy, którzy twierdzą, że czekają z seksem do ślubu, a potem umawiali się ze mną na randki, na których bynajmniej święci nie byli xD Dzięki temu doświadczeniu, upewniłam się tylko w swoim przekonaniu, że bóg nie istnieje i zawsze to wiedziałam. Nie przez facetów. Po prostu, przy tej ilości modlitw, czasu spędzonego w kościele, ja nadal nic nie czułam. I nie czuję, ale nie o tym wpis.

    Kolejny chłopak, był już w czasie klasy maturalnej. Bardzo wysoki. Ja mam tylko 160 cm. Poznaliśmy się w czasie przygotowywania do szkolnych jasełek. Takich fajnych, rockowo – bluesowych. Kolendy i takie tam. Jakoś nie podobał się dziewczynom, ale był przemiły. I bardzo opiekuńczy. Niestety, okazało się, że nagle ktoś się nim interesuje, czyli ja, więc zrobił się interesujący dla innych i jedna taka ruda pizda, sprzątnęła mi go sprzed nosa. Teraz nie żałuję, bo spotkaliśmy się w czasie studiów przypadkiem i już nie było między nami chemii.

    W czasie wakacji, między końcem liceum, a studiami, przez jakieś forum, poznałam wielbiciela cygar i bilarda, przemiłego studenta o głębokim, radiowym głosie i kasztanowych oczach. Jako, że był też MG w grach RPG i częstym uczestnikiem wszelkiego rodzaju -conów, to pojechałam się z nim zobaczyć na jednym z pierwszych Goblikonów w Raciborzu. W sumie, to niewiele tego dnia uczestniczył w jakichkolwiek growych aktywnościach, ale mieliśmy czas dla siebie. Ależ on się całował! Potem przyjechał odwiedzić mnie w czasie studiów w moim mieście. Nie było to nic poważnego, a on później związał się z kobietą z dzieckiem i był szczęśliwy.

    Na pierwszym roku, chodził za mną taki Wojtek. Był z dobrze sytuowanej i bogatej rodziny. Nie podobał mi się z wyglądu. Ale robił dla mnie absolutnie wszystko. Nagrywał mi tysiące płyt z grami komputerowymi i filmami. Zapraszał do siebie (mieszkał blisko uczelni, więc jedliśmy u niego obiady). Ostatecznie poszliśmy na randkę, gdzie tylko upewniłam się, że on nie miał do tej pory styczności z kobietami, kompletnie nie potrafi się całować i nie nadaje się na faceta. W międzyczasie, zmieniłam uczelnię. Tam poznałam mojego pierwszego długoletniego faceta. Ale, nie na uczelni. Przez GG. Siedziałam na kompie któregoś razu i ktoś do mnie napisał na chybił trafił. To była dosyć częsta praktyka w tamtych czasach. Gadaliśmy, było późno, ale on nie odpuszczał. Ciągle coś pisał. Męczył mnie. Potem okazało się, że był podchmielony. Ostatecznie, dałam mu swój numer telefonu (wtedy już miałam komórkę) no i się spotkaliśmy. I tak minęło razem 4,5 roku. Całe szczęście, tylko tyle, bo ostatecznie okazał się niezłym chujem, a ja miałam tylko ładnie wyglądać, niewiele się odzywać i być ładną lalką do ruchania. Potem dowiedziałam się od koleżanki, że wpadł z jakąś starszą od siebie o 10 lat laską i zawalił mu się świat. A trzeba Wam wiedzieć, że był ode mnie młodszy o 2 lata. Także, karma is a bitch, yo!

    I znowu wpadłam w szał randkowania, bo w końcu czym się strułeś, tym się lecz. Było wielu fajnych facetów (wszyscy poznani przez neta i portale randkowe). Ale żaden mi nie podpasował. Jeden z nich był modelem, ale okazało się, że jest zjebem, bo nie pozwolił mi chodzić do lekarzy - mężczyzn. Wewnętrznie, wciąż tęskniłam za byłym i nie byłam tak naprawdę gotowa, na kolejny związek. Dopiero, kiedy zdałam sobie sprawę, że sama ze sobą dobrze się czuję, trafiłam na przyszłego niedoszłego męża.

    Na ostatnim roku, spotkałam się z kolegą z nastoletnich lat z podwórka. Wrócił dopiero z saksów i na nowo budował życie w Polsce. Jakoś tak wyszło, że na pierwsze nasze spotkanie po jego powrocie, namówił mnie wspólny kolega, który cały dzień wiercił mi dziurę w brzuchu, żebym przyszła do klubu, gdzie siedzą. Byłam wtedy na ciężkim kacu, bo mama miała dzień wcześniej huczne imieniny. Nie chciałam iść. Chciałam spać i wymiotować, ale ostatecznie miałam dosyć jego wydzwaniania i dałam się namówić. I dobrze. Spędziliśmy razem prawie 8 lat. Zaręczyliśmy się. Ale nie wyszło. Długo zwlekał z oświadczynami, a rozstaliśmy się pół roku później. W którymś momencie nastąpiło zmęczenie materiału, poprzedzone zbyt długim okresem wspólnego życia, zbyt szybkim zamieszkaniem razem, bo byliśmy tylko na dwóch randkach. Nasze drogi się rozeszły. W złości. Ale potem wszystko sobie wytłumaczyliśmy i pozostajemy w kontakcie i dobrych stosunkach. Spotykamy się na piwo i pogadać, co tam u nas słychać, od czasu do czasu.

    Kiedy wewnętrznie uporałam się z kolejnym rozstaniem, postanowiłam iść z duchem czasu i zainstalować #tinder. Ale se przesuwałam w lewo i w prawo. Od razu zaznaczę: wiem do czego głównie Tinder służy, potrafiłam jednak odsiać ziarno od plew, których jest zdecydowanie więcej. Były matche. Może nie jakaś wielka ilość, ale kilka się udało. Nie czekałam, aż ktoś napisze pierwszy. Przede wszystkim, szukałam facetów z normalnymi zdjęciami bez golizny i epatowania bogactwem. I z opisem. Brak opisu z miejsca dyskwalifikował klienta. Poznałam przemiłego Amerykanina, mieszkającego na stałe w Polsce oraz mojego obecnego „przyszłego byłego” męża. Najbardziej mi się chciało śmiać, jak napisałam do typa, co chwalił się, że uwielbia gotować i poznawać nowe smaki i kuchnie. Zadałam mu pytanie, którą kuchnię ceni sobie najbardziej i dlaczego. W odpowiedzi dostałam: zależy xD

    Za to mój niebieski miał niebanalne zdjęcie w profilu, bo w sukience z damską peruką na głowie. Takie obwarzanki, jak księżniczka Leia. Potem okazało się, że to był Woodstock, a on był przebrany za Helgę kelnerkę, czy coś tam. W każdym razie, moim pierwszym skojarzeniem była właśnie Leia i takie zadałam mu pierwsze pytanie: czy to jest owa Leia? Na co on odpisał dopiero po paru dniach przecząco. I zaczęliśmy rozmawiać. Okazało się, że obydwoje jesteśmy fanami SW. Things escalated quickly, bo po kolejnych 3 czy 4 zdaniach, na temat dobrego piwa, powiedział że na nie pójdziemy. Jeszcze tego samego dnia. Nie mogłam tego samego, ale mogłam już za 2. No i poszliśmy. Zagroził mi jeszcze, że na randce wejdziemy na drzewo. I wiecie co? Weszliśmy. I było fajnie. Na drugą randkę już mnie zaprosił do siebie, no i jakoś tak wyszło, że już zostałam. Także, krótka piłka. Jesteśmy na tyle dorośli, że wiemy czego chcemy od życia. Nie udawaliśmy przed sobą, kim jesteśmy. Ustaliliśmy wszelkie zasady na początku. Zaręczyny nastąpiły w te wakacje. A w piątek idziemy do USC, żeby ustalić termin.

    I teraz clue tego całego i tak zbyt długiego wpisu: rozumiem, że ktoś może być singlem z wyboru. Bo robi karierę, bo nie chce się jeszcze wiązać, albo w ogóle. Ale nie narzeka, tylko żyje. Ale są ludzie dysfunkcyjni, których tu nie brakuje, na przykład pod tymi tagami: #przegryw i #tfwnogf, którzy nienawidzą płci przeciwnej, obarczają ją złem całego świata, nie potrafią rozmawiać z ludźmi, a jednocześnie tęsknią za bliskością drugiego człowieka. Jakim trzeba być nieudacznikiem, żeby w erze takich mediów nadal być samemu??? Tyle imprez, ludzi, komunikatorów, forów, gier online (ileż fantastycznych ludzi poznałam w grach!), a ludzie nadal sami. Niepotrafiący po prostu uśmiechnąć się, być miłym, otwartym. To nie jest jakaś wiedza zakazana! Do tego nie potrzeba poradników, ani trenerów, czy kursów podrywu. Serio! Wystarczy odpalić kompa, czy telefon. A czasem po prostu – otworzyć gębę. Może obniżyć oczekiwania, albo zadbać o siebie. Umyć się, zmienić ubrania. Zainteresować się czymś. A nie czekać, żeby telewizja kogoś podała na tacy, albo szukać poklasku wśród takich samych użalających się nad sobą przegrywów. Najłatwiej jest nic nie robić, nienawidzić wszystkich i ssać fiutki wspólnie użalając się nad sobą w swoim gronie. Trudniej opuścić strefę komfortu, zdobyć się na coś szalonego i żyć.

    Nie trzeba być modelem, nie trzeba być ślicznym. Nie trzeba być szczupłym. Ja nigdy nie lubiłam szczupłych facetów. Facet ma być facet. Ma mieć włosy tu i tam. Każda, absolutnie każda potwora znajdzie swojego amatora. Czasem, jak widzę pary, to aż dziw bierze, że są ze sobą. I mimo tego, że on jest monstrualnie gruby i łysy, a ona niewysoka i ma krzywe nogi, to są ze sobą. I są szczęśliwi! Dziwne kurwa, nie?

    A dla tych, którzy dotrwali do tego miejsca, na koniec, takie #heheszki i ostatni akapit o moim randkowaniu.

    Na studiach poszukiwałam konkretnego typu facetów, bo obejrzałam wówczas: Wolverine: Origins i bardzo spodobał mi się Hugh Jackman w roli drwala. Wymyśliłam sobie, że ja też chcę takiego drwala. Z prawdziwego zdarzenia. Faceta z lasu. Z siekierą, we flanelowej koszuli, dobrze zbudowanego. Zawsze mnie kręciły duże ramiona u facetów, w których mogłabym się schować i przytulić. Zatem znalazłam ogólnopolskie forum dla leśników i tam umieściłam wątek o tym, że szukam męża drwala i dlaczego. Mój wpis był zabawny i bezpośredni. Dostałam masę ciepłych i zabawnych odpowiedzi. Wielu ludzi życzyło mi szczęścia i dopingowało. Na maila zaczęły spływać propozycje spotkań z całej Polski. Dostałam zaproszenie na zjazd leśników, na który niestety, nie mogłam pojechać, a szkoda. Wątek rozrastał się w szalonym tempie i wisiał na głównej forum przez dobre 2-3 tygodnie. Jeden z drwali przyjechał odwiedzić mnie w moim mieście. Może nie był to wymarzony Hugh Jackman, ale był bardzo miły. Niestety, ze względu na odległość i brak chemii z mojej strony, nic z tego nie wyszło. Propozycje na mailu, znajdowałam do końca studiów, a sam fakt umieszczenia ogłoszenia matrymonialnego na takim forum, stał się chętnie opowiadanym zabawnym wydarzeniem na rodzinnych imprezach.

    #zwiazki #przemyslenia #opinia #randki #logikarozowychpaskow #rozowepaski #niebieskiepaski
    pokaż całość

    źródło: tinder.jpg

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika Roman_Polanski

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (1)