Mirek Bojowy klasy "Pomarańczka"

  •  

    SCENA:

    Autobus miejski, godzina 19:00.

    BOHATEROWIE:

    ON: Starszy dystyngowany, siwy Pan. Lat około: 60
    ONA: Starsza zadbana Pani z trwałą "na grażynę" Lat około: 60

    AKCJA:

    Wsiadają wspólnie do autobusu:

    ON: Miło widzieć koleżankę. usiądzie Pani.
    ONA (siadając): A dziękuję, dziękuję. Co u Pana słychać?
    ON: A z wykładu wracam właśnie, bardzo ciekawie opowiadali o tym co nas może w najbliższym czasie czekać patrząc na to jak szybko zaczyna się coraz większa eksploracja kosmosu i jak to może wpłynąć na niedaleką przyszłość. Musiałem niestety wyjść wcześniej żeby odebrać wnuczka ze ścianki wspinaczkowej, bo syn nie mógł. Zalatani teraz, wie Pani. A co słychać u Pani?
    ONA: Kolano mnie boli.

    KURTYNA.

    Jak widać z wiekiem to nie przechodzi.

    #logikarozowychpaskow Trochę #badoo i #tinder
    pokaż całość

    •  

      @Grubas i @KatpissNeverclean: W tym gdybaniu odnośnie chęci przyhamowania wywodów dziadka-dyskutanta może być sporo prawdy. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Miałem kiedyś takiego sąsiada. Niby w porządku facet, ale jak się czasem uruchomił... Ludzie! Krajowy ekspert do spraw wszystkich spraw. xD Kojarzycie z gier taki rodzaj misji, gdzie mamy jakiegoś srogiego bossa, który pozornie jest nieśmiertelny i tylko zadawanie ciosów w konkretne miejsce i w konkretnych momentach powoduje u niego obrażenia? Tak właśnie wyglądała próba przerwania temu facetowi - trzeba było uchwycić moment, w którym gość bierze oddech czy zastanawia się, a następnie wyskoczyć z czymś totalnie z innej beczki. Inaczej się nie dało - mówił, mówił, mówił, chyba bardziej do siebie niż do rozmówcy, niejednokrotnie zapominając, czego właściwie dotyczyła wypowiedź, odbiegając w tysiące "bocznych uliczek", aby podsumować zupełnie inny temat, niż ten rozpoczęty. pokaż całość

    • więcej komentarzy (16)

  •  

    Taką mam przed zaśnięciem refleksję. Dopiero co obejrzałem odcinek serialu dokumentalnego "Lotnisko". A w nim historię bezdomnego, który zgłosił się do służby medycznej bo go stopa boli. Medyk zdejmuje but pana bezdomnego i wysypują się z niego białe robaczki. Stopa okazuje się dotknięta przez prawdziwą gangrenę.
    Co to ma wspólnego ze Szkolną 17? Otóż główny lokator z majorem są na pograniczu menelstwa i patologii społecznej, ale jakoś udaje się nie przekraczać pewnej granicy. Są przesłanki, by sądzić, że w roku 2015, kiedy Konon został pobity przez bandę bandycką coś w rodzaju meliny na Szkolnej funkcjonowało. Teraz mamy recydywistę i ćpuna Suchodolskiego, okazyjnego gościa Łosia, kompletnego żula, jest orbitujący wokół Mariusz z krzaków. Jest brud, smród, ale póki Konon i major nie będą mieć zgangrenowanych i zarobaczonych nóg to nie jest najgorzej. Właściwie to nawet dziwne, że Szkolna 17 nie stoczyła się na samo dno. Gdyby Konon nie miał tak silnej osobowości (piszę poważnie) to posiadłość mogłaby już pójść z dymem jak dziś domek na Boboli, gdzie żuliki urządzały sobie libacje.

    A więc nie jest tak źle, jakby mogło być. Dziękuję za uwagę.

    #kononowicz #patostreamy
    pokaż całość

    •  

      @matador74: Jest dokładnie jak piszesz. US17 od absolutnego zarycia o dno ratuje fakt, że Prezydent nie jest olkoholikiem niebożym, a do tego rzeczywiście - ma silną osobowość i wkurzony potrafi niewłaściwe jego zdaniem towarzystwo szybko przetransferować za bramkę. Powstawanie typowej meliny pijackiej to proces, jednak elementem niezbędnym do uruchomienia tego procesu jest najczęściej osoba głęboko uzależnionego właściciela/dysponenta miejsca, w którym ta melina powstanie. Taki człowiek godzi się na obecność meneli w swoim miejscu zamieszkania, bo liczy na to, że w zamian za udostępnienie miejsca do picia, sam będzie miał niejedną okazję do nabicia się jak karabin. Na początku są to z reguły jego kumple, później przeróżne losowe obszczymurki, bo nie ważne kto tam przesiaduje, ważne żeby było co wypić. U Konona takich rzeczy nie ma. Mało tego, on nawet odpowiednio obdarowany i opłacony (słynne stawki za wspólne zdjęcia) potrafi wykurzyć towarzycho, kiedy skończy mu się cierpliwość. Pewnym poziomem zabezpieczenia jest też Major. To narkotykarz i recydywista, ale... narkotykarz i recydywista nie posiadający (przynajmniej oficjalnie) ziomków, których mógłby na Szkolną sprowadzać. Janek? Ot, ma zrobić swoje dla Prezydenta, a potem droga wolna. Mario jest Kononowi całkowicie zbędny do czegokolwiek, więc to postać epizodyczna i orbitująca gdzieś po obrzeżach "rdzenia" Uniwersum. Jeśli już miałbym przewidywać przeszłość, to podejrzewam, że prędzej typową meliną stanie się rezydencja przy Boboli po śmierci matki Jarosława Czarnego zwanego Bosym lub Meksykańskim. Szkolna stanie się nią dopiero wtedy, kiedy Prezydent zamieszka w innym mieszkaniu ewentualnie zachoruje na tyle poważnie, że nie będzie już miał władzy nad domkiem drewnianym i jego załogantami. pokaż całość

    • więcej komentarzy (7)

  •  

    Oglądam z żoną jakiś gówno polski film romantyczny na netflixie i wyłączyłem go po 10 minutach. Ja pierdole, co oni mają z tym udźwiękowieniem polskich filmów. Ja pierdole, cichy bełkot pijanego żula. Audio na full i nie idzie zrozumieć co oni pierdolą tam. Bez napisów nie da się tego oglądać. Wytłumaczcie mi o chuj z tym chodzi? Zachodni western z 53 roku, zrozumiesz każde słowo. Polski film 2018 rok, chuja słychać. Oni nie mają kasy na mikrofony? A może aktorzy to jacyś amatorzy z dykcją dwulatka?

    #polskiefilmy #netflix #film #kino #kinocebulowe
    pokaż całość

    •  

      @AnalnyNiszczyciel: Cichy bełkot pijanego żula jest wtedy i tylko wtedy, kiedy aktorzy wypowiadają swoje kwestie. Ustawiasz audio na full, towarzystwo nadal coś tam mamrocze, ale już mniej więcej można to i owo zrozumieć. Nagle aktorka uderza obcasem o podłogę, a aktor odsuwa krzesło... Fala uderzeniowa z głośników zmiata Ci pół wyposażenia chaty na przeciwległą ścianę, zdmuchuje żonie makijaż, wyrywa Cię ze skarpetek, a na parkingu włączają się autoalarmy. Ale to nie koniec - zmiana sceny. Ulica w dużym mieście, jeżdżą samochody, tramwaje, przelatuje samolot, a do tego świdrująca mózg na wylot muzyka typu "skrzypek ze srogą delirką gra dwa dźwięki na przemian, bo zapomniał jak to dalej leci". Kolejna scena. Bohater wchodzi do kamienicy. Jego kroki huczą jak wystrzały z Flugabwehrkanone acht-acht. Puka do drzwi - kilkanaście wybuchów granatów pod rząd plus jazgot szczekającego psa. "Dobłełebeszczur! Nasyfamełe Michał Ełebendełoshki, zassałem pani córkę? Abełemełełemełende i błebłe, a ona wczoraj ebe ebe, ebe ebe ebe, to ważne proszę pani!" "Łebe łebe, łebe abe! NIE MIESZKA TUTAJ!" Jebnięcie drzwiami, które powoduje, że w kuchni ostatnie szklanki obróciły się w pył. ( ͡° ͜ʖ ͡°) pokaż całość

    • więcej komentarzy (47)

    •  

      @matze: Też mnie ten obiekt kiedyś zainteresował, bo kiedy miał na ramionach te metalowe płyty, był widoczny zarówno z Limanowskiego, jak i z łąk za zalewem od strony Suchej. Pokopałem trochę w sieci i okazuje się, że on figuruje w spisie nadajników radiowych. Mało tego, posiada... aktualne zezwolenie, jeśli dobrze rozumiem wydane w 2016 roku i ważne do 2026. Operatorem tego ustrojstwa jest miasto. Może jakiś życzliwy Mirek z #krotkofalarstwo będzie wiedział, do czego ta maszyneria mogła służyć i rozczyta tę "specyfikację"? Przez myśl mi przeszło, że to może mieć związek z dawną bazą policyjną przy Toruńskiej, gdzie siedzibę miały oddziały prewencji i bodajże antyterroryści, ale policja miała swój maszt zamontowany na budynku. W PRL te tereny należały do jednego z oddziałów "Radoskóru", ale na diabła fabryce butów coś takiego? ( ͡° ͜ʖ ͡°) Przejrzałem stare zdjęcia lotnicze (retromapy dostępne na stronie miasta) i wychodzi na to, że w 1973 jest tam spory plac na którym w momencie zrobienia zdjęcia trwa budowa. Zdjęcie z 1983 jest niezbyt wyraźne, ale widać że teren jest użytkowany (ślady dróg?). Od 1998 zaczyna zarastać, obecnie rzeczywiście jest tam "dżungla". Ciekawa sprawa... ( ͡° ͜ʖ ͡°) pokaż całość

      źródło: Antena.PNG

    • więcej komentarzy (11)

  •  

    Jak to jest Mirki? Zapraszacie gości na parapetówkę, otwierasz drzwi gościom i mówisz:
    "Hej, zapraszam, ale buty zostawcie na klatce schodowej?"

    Tylko słomę tam porozrzucać xD

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: IMG_20191019_180950.jpg

    •  

      @bones1909: Identycznie to widzę. Traktowanie podłogi jako nietykalnej świętości trąci srogim januszostwem, bo "hehe, ale Halyna, pilnuj tam, żeby sie rozbuły jeszcze na klatce schodowy, bo mie parkieta dębianego porysujo i dywan zadepczo, a to piętnaście milionów na stare żeśmy dały!". Jeśli zaprasza się gościa, to ten gość ma się czuć komfortowo. Zmuszanie go do zdekompletowania stroju (szczególnie oficjalnego) nie jest spoko. pokaż całość

    • więcej komentarzy (12)

  •  

    Widze, ze wykopki znalazly sobie prawdziwy ideal kobiety xD.

    A no to spojrzmy jak to naprawde wyglada.

    Wszystko co piszecie to konserwatywka poswieca sie dla meza. A co Wy poswiecicie? Myslicie, ze taka konserwatywka, ktora robi wszystko dla meza, nie bedzie wymagala poswiecenia od Was? No to sie sporo mylicie. O ile nie macie hobby, kolegow to w sumie wszystko Wam powinno byc jedno, ale jak macie to miejcie swiadomosc, ze bedziecie musieli to ograniczyc.

    Co do siedzenia w domu gotowania i prania i duzej liczby dzieci (hehe duzo ruchania) to tak po pierwsze bedziecie musieli na to zarobic, czyli hardo zapieprzac w robocie, ktora mozecie z czasem znienawidzic, a kredyt i inne zobowiazania nie pozwola Wam z niej zrezygnowac. Po drugie, ruchanie i to z konserwatywka szybko Wam sie znudzi ;). Po trzecie wygladac dla meza przy tylu mordach do wykarmienia i do robienia przy nich to jest bardzo trudna sprawa. Nie wspominajac juz o ciazach.

    No to koledzy zycze powodzenia w wyimaginowanym swiecie krainy szczesliwosci ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #konserwatywka
    pokaż całość

    •  

      @niezdiagnozowany: Też byłem przez krótki czas z kimś w rodzaju takiej "konserwatywki" i... dziękuję, postoję. Jeśli ktoś marzy o Januszu Wąsaczu w spódnicy, to droga wolna. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Szczególnie, jeśli jego światopogląd nie jest wykonany ze zbrojonego betonu, a do tego ma swoje zdanie i doskonale wie, że pomiędzy czernią i bielą jest masa odcieni szarości. Przykłady myślenia znanego mi przypadku:

      - Praca stanowi sens życia człowieka. Odpoczynek to grzech lenistwa. Masz do pracy na ósmą? Wstań o czwartej i rób cokolwiek, byle tylko się nie "byczyć". Nadgodziny? Bierz ile wlezie, bo praca człowieka uświęca. Nie pracujesz fizycznie? No to po powrocie z pracy na pewno jest w domu coś do zrobienia, byle tylko się "prawidłowo" zmęczyć, bo tylko wtedy odpoczynek (krótki) jest zasłużony. A najlepiej zmień pracę na fizyczną, bo to jest prawdziwa robota.

      - Ludzie to jedyny właściwy monitor Twojej wartości. Tak, "co ludzie powiedzo" to podstawa, więc żyj tak, aby nie gadali, choćby trzeba było kłamać im w żywe oczy. Prezentuj się jako ten nieskazitelny, ukrywaj wszelkie problemy i bądź w stanie nieustannego alertu, czy przypadkiem ktoś czegoś nie zauważył i właśnie nie jesteś przedmiotem ludzkiego gadania. Jednocześnie żyj życiem innych, oceniaj bez litości ich odmienność, nieprawidłowy sposób postrzegania świata, stan majątkowy, cierp na cięzki ból tyłka, kiedy radzą sobie lepiej, tłumacząc to nieuczciwością i tym, że nieuczciwym to Szatan pomaga, więc nic dziwnego, że się udało. Powinie im się noga? "Ha! Kara boska! A mówiłam? Mówiłam...".

      - Autorytety i zwierzchnicy to świętość niepodważalna. Szef w pracy, ksiądz, nauczyciel, instruktor na kursie - każdy z nich jest nieomylny, więc nawet jeśli chrzani głupoty czy wymaga rzeczy szkodliwych dla ciebie, nie dyskutuj. Nie przypadkiem jest tym kim jest, więc zakładaj z góry, że jest od ciebie mądrzejszy i wie, co dla Ciebie dobre.

      W pewnym momencie naszego związku panna oficjalnie pracowała na jednym etacie. Nieoficjalnie obskakiwała pięć innych stanowisk w firmie, tyrając na nich ZA DARMO. Dlaczego? Bo szef jej kazał. Bo skoro umie, to może pomóc. No to pomagała, niejednokrotnie będąc ochrzanianą z góry na dół za to, że zaniedbuje swoje podstawowe stanowisko, ewentualnie za to, że zaniedbała któryś ze swoich dodatkowych "pod-etatów". Jedna z ostatnich kłótni była właśnie o to - moja opinia była taka, że jej szef to Janusz, który totalnie ją wykorzystuje i jeśli będzie się to dalej toczyło tym torem, to w pewnym momencie panna się wyhuśta na sznurze (normą było przychodzenie z pracy zapłakaną i roztrzęsioną). Ona... broniła zaś PANA Janusza, który jest poważnym biznesmenem (xD) i osiągnął wiele, więc ma prawo decydować o losie swoich pracowników. Nikt, kto nie osiągnął tyle co Janusz, nie ma prawa oceniać jego postępowania, a ja tyle nie osiągnąłem, bo za słabo się staram. Postanowiłem pociągnąć temat dalej i okazało się, że... po prostu nie wykorzystuję okazji do okantowania swoich klientów, ewentualnie nie wchodzę im po palcu do dupy, na przykład do podstawowej usługi oferując pakiet innych, nie mniej pracochłonnych usług gratis. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (20)

    •  

      @czlowiek_z_lisciem_na_glowie: "JA (specjalnie z W I E L K I E J litery) wywoływałem zdjęcia we własnej krwi, kiedy ty (specjalnie z najmniejszej możliwej litery) skakałeś z jajka na jajko u swojego ojca, więc nie ucz mnie czym jest fotografia, chłopcze!" "W mojej torbie mam trzy pełne klatki, każda z kompletem jasnych <fap fap> stałek, oczywiście <fap fap fap> wszystko <fapfapfapfapfap> elki, a Ty co? Nadal z kitem przy cropie z marketu? Nawet mi cię (specjalnie z małej litery) nie żal". "Nawet nie wiesz, jakie modelki do mnie piszą! Taka Klaudia, taka Dagmara..." xD pokaż całość

    •  

      @czlowiek_z_lisciem_na_glowie: Bo właśnie tacy "elektrodowaci" fotografowie to domena przede wszystkim grup, dawniej forów, generalnie rzeczywistości "internetowej". Podejrzewam, że większość tego hiperdrogiego sprzętu to widzieli głównie w katalogach Canona/Nikona, a te wszystkie supermodelki pstrykali w bardzo odważnych snach, ale... przecież oni nie muszą nikomu niczego udowadniać. ( ͡° ͜ʖ ͡°) pokaż całość

    • więcej komentarzy (5)

  •  

    Z blachy noże się robią.

    Całkiem innowacyjna konstrukcja językowa. A myślałem, że Konon mnie już nie zaskoczy.

    #kononowicz #suchodolski #szkolna17 #patostreamy

    •  

      @Kalwi: Wbrew pozorom nie jest to konstrukcja innowacyjna, a... przestarzała. Tak mówiono, a raczej pisano w okolicach połowy dziewiętnastego wieku. Czytałem niedawno jakąś książkę, która dotyczyła fotografii, a napisana była mniej więcej w tamtych czasach. W rozdziale o tzw. procesie kolodionowym można było przeczytać, że płytki służące do wykonywania zdjęć tą techniką "robią się ze szkła". Były tam też przepisy na konkretne fotograficzne mieszaniny chemiczne, gdzie znów była informacja, taką i taką mieszaninę można sporządzić własnoręcznie, ale można też ją nabyć gotową, bo ona "sprzedaje się" w konkretnych sklepach. pokaż całość

  •  

    Ja patrząc na te wyniki tegorocznych #wybory mam jedno pytanie które mi się po głowie tłucze.

    Po jakiego skurwysyna ludzie w latach 80-tych krzyczeli precz z komuną, tak bardzo byli za obaleniem tego systemu skoro teraz tak bardzo tęsknią za:

    - Traktowaniem ich jako upośledzonych przez państwo ("Kiedyś każdy miał robotę i było dobrze!");
    - Rozdawnictwem (500 plusy i inne bzdury dawane w nie ukrywając sporej części nierobom na bezrobociu);
    - Szczuciem na siebie nawzajem i dzieleniem społeczeństwa (Kto nie z nami, ten przeciw nam);
    - Gloryfikacją człowieka niewyedukowanego, zindoktrynowanego, wierzącego w jedną, słuszną partię i ojca narodu;

    Bo to głównie według statystyk głosy na #pis lecą z tego przedziału wiekowego, który wówczas miał te 20-40 lat. Ludzi wówczas młodych i w sile wieku, tak zwanych ideowców.

    Po jaki chuj oni to zmieniali skoro to im najwidoczniej pasowało?

    #pytanie #przemyslenia #wtf #komunizm #lata80
    pokaż całość

    •  

      @taki_tam_ktos: Powód jest taki, że ci niegdyś krzyczący "precz z komuną", a dziś głosujący na PiS chcą czegoś w rodzaju "komuny bez komuny". Chcą rozbudowanego socjalu, chcą skrajnie opiekuńczego państwa prowadzącego za rękę, chcą też znać "wroga narodu", na którego można pokazać palcem i zwalić winę za niepowodzenia, mówiąc "my chcemy dobrze dla was, tylko TAMCI nam i wam nie pozwalają...". Gloryfikacji braku wyedukowania i "chłopskiego rozumu" też chcą. Tyle, że nie chcą zomowca, który wali pałą po plecach za krzywe spojrzenie, nie chcą tych kolejek, kartek, paszportu leżącego w siedzibie MO, ormowca podpierdzielającego za pędzenie bimbru. Nie chcą też otwartej walki z kościołem i tłumaczenia, że Gagarin w kosmosie był, Boga żadnego nie widział, więc "Boha niet!" ( ͡° ͜ʖ ͡°) I, czy tego chcemy, czy nie, oni to wszystko od PiS właśnie dostają. Nie obchodzi ich przedsiębiorca, bo to nie żaden przedsiębiorca, tylko "prywaciarz", który chce ich krzywdy. Nie obchodzą ich szersze kwestie ekonomiczne, bo... nie zdają sobie sprawy z ich istnienia. Niektórzy stwierdzą wręcz, że "za komuny żadnej tam ekonomii nie było i dobrze było". Tak jak wielu rzeczy według nich "nie było", tylko dlatego, bo o nich dzięki propagandzie nie słyszeli. pokaż całość

    • więcej komentarzy (56)

  •  

    Życzę dla Kska jak najlepiej, ale gdyby zmienił miejsce zamieszkania, to by była chyba najgorsza możliwa sytuacja dla strusia. Wyleciałby na bruk to już by się na stałe w lesie zainstalował, bo wątpie żeby ogarnął jakiś wynajem
    #kononowicz #patostreamy

    •  

      @BIBIK: W teorii tak. W praktyce jest to dość skomplikowany proces. Załóżmy, że dla Kśka się zmarło się. Kluczową sprawą jest to, czy w ogóle ta działka z punktu widzenia miasta ma jakąś konkretną wartość. W tym przypadku ta wartość jest niewielka, bo to typowa parcela budowlana umieszczona w dzielnicy z mieszkaniową zabudową jednorodzinną, znajdująca się dość daleko od centrum, do tego stosunkowo mała. Wniosek? Trudno postawić tam coś "państwowego", trudno też to sprzedać komuś, kto chciałby ten teren np. wydzierżawić pod inwestycję. Powiedzmy jednak, że miasto jednak chce przejąć tereny Republiki Bombaskiej. Pierwszy krok, jaki musi wykonać to zdobycie prawa do nabycia spadku przy braku innych spadkobierców. Tyle, że rzeczywisty brak tych spadkobierców stwierdza sąd. To sąd musi ustalić, czy spadkobiercy istnieją, ilu ich jest, gdzie mieszkają, następnie wezwać ich na rozprawę. Już samo poszukiwanie spadkobierców trwa. Trwa też ich ściąganie na rozprawy spadkowe, bo te odbywają się w mieście spadkodawcy, a jeśli spadkobiercy rozsiani są po całej Polsce (albo - co przecież dziś nie dziwi - po świecie), to nie każdy jest w stanie przyjechać na jakiś losowy, wyznaczony dzień. Jeśli stan prawny działki jest nieuregulowany, sąd może też wezwać świadków, którzy potwierdzają, że ten teren faktycznie należał do Konona, bo tam przebywał, mieszkał z rodzicami itp. Efekt tego wszystkiego jest taki, że tego typu postępowania ciągną się długimi latami. A to ktoś się nie stawił, a to brakuje dokumentu, który miał donieść, a to nie da się ustalić, czy taki dokument istnieje, a to znów w sądzie okres urlopowy i najbliższa rozprawa za kilka miesięcy... Do tego dochodzą jeszcze wszelkie spiny pomiędzy spadkobiercami, bo nawet w przypadku Konona na pewno znaleźliby się jacyś familianci, którzy nagle wyskoczyliby spod ziemi i zaczęli opowiadać bajki o tym, jak bardzo kochali i szanowali wuja/stryja/kuzyna i to im się należy, a nie "tamtym"... Każdy, kto interesuje się eksploracją miejską wie, że w Polsce istnieje ogromna ilość pustostanów. Niektórzy czasem się dziwią, czemu jakiś dom stoi pusty a jakaś ładna działka jest pusta i straszy syfem. Tymczasem jest to pokłosie takich właśnie sytuacji - nikt tego nie rusza, bo nikt nie ma czasu, pieniędzy i cierpliwości. pokaż całość

    • więcej komentarzy (9)

  •  

    szampan hotel
    spula kopiel
    ( ͡º ͜ʖ͡º)

    #heheszki #humorobrazkowy

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 1570778188299.jpg

    •  

      @Cointreau: Dokładnie są to ludzie, którzy nie potrafią poprawnie mówić, czytać i pisać. I rzeczywiście, kiedy muszą już coś napisać, piszą fonetycznie, mniej więcej tak jak mówią. Moi bardzo dobrzy znajomi pracują w MOPS. Nie wyobrażasz sobie, jak wielka ilość wniosków, oświadczeń i innych dokumentów wymagających własnoręcznego napisania kilku zdań wygląda właśnie tak jak na tym obrazku. Dotyczy to nawet sytuacji, w których urzędnik dyktuje delikwentowi tekst, a ten po prostu ma go zapisać. Przy niektórych sprawach wprowadzono więc do bólu uproszczone formularze, gdzie wystarczy zaznaczyć krzyżykiem odpowiednią opcję, która delikwenta dotyczy, ewentualnie wpisać cyfry. Ale... żeby dobrze zaznaczyć czy wpisać, trzeba przeczytać opis "zadania", a to też niektórych przerasta... pokaż całość

    • więcej komentarzy (25)

  •  

    SZCZECIŃSKA DEFILADA ŚMIERCI

    Dokładnie 57 lat temu, 9 października 1962 roku, podczas defilady wojsk Układu Warszawskiego w Szczecinie doszło do tragicznego wypadku. Polski czołg typu T-54A, nad którym załoga straciła panowanie, wjechał w tłum widzów. Na miejscu zginęło co najmniej 7 osób, głównie dzieci, 21 zostało rannych, a kolejne 22 poturbowane w wyniku paniki, jaka wybuchła po tej katastrofie.

    „Szczecin witał sojusznicze wojska jesiennym słońcem, kolorami flag, serdecznym uśmiechem. Szczeciniacy (!) wylegli tłumnie na trasę przemarszu oddziałów radzieckich, NRD i Wojska Polskiego” – czytał lektor słowa komentarza utrwalone w jednym z ostatnich wydań Magazynu Filmowego Radar (wojskowej kroniki filmowej) w roku 1962. Widzom, głównie żołnierzom służby zasadniczej i zawodowej oraz rodzinom tych ostatnich, pokazano wielką defiladę w Szczecinie. Przeszła, a raczej przejechała ona ulicami tego miasta we wtorek, 9 października 1962 roku, na zakończenie ćwiczeń wojsk Układu Warszawskiego zorganizowanych pod kryptonimem „Gryf Pomorski” na terenie Pomorza Zachodniego i w północnej części ówczesnej NRD.

    Ćwiczących żołnierzy odwiedzili wówczas I sekretarz Komitetu Centralnego PZPR Władysław Gomułka, premier Józef Cyrankiewicz i marszałek Sejmu PRL Czesław Wycech, co legło u podstaw pogłoski, że ci przywódcy Polski Ludowej przyjechali również do Szczecina na defiladę. Gdy o godzinie 15:00 dowódca Śląskiego Okręgu Wojskowego, generał dywizji Czesław Waryszak, meldował ministrowi obrony narodowej PRL, generałowi broni Marianowi Spychalskiemu, gotowość wojsk do defilady, na trybunie honorowej Gomułki i Cyrankiewicza nie było. Był zaś dowódca Zjednoczonych Sił Zbrojnych Układu Warszawskiego, marszałek Związku Radzieckiego Andriej Greczko. Obok niego stali generałowie radzieccy, enerdowscy i polscy oraz przedstawiciele władz województwa szczecińskiego, z I sekretarzem KW PZPR Antonim Walaszkiem na czele. Po przemówieniach Spychalskiego i Walaszka ruszyła defilada, którą zainaugurowała część lotnicza.

    Nad Szczecinem przeleciały śmigłowce, bombowce i myśliwce, a ulicami centrum miasta przejechały kolumny sprzętu bojowego Armii Radzieckiej, Narodowej Armii Ludowej NRD i Wojska Polskiego. Jechały ciężarówki ciągnące armaty, rakiety i transportery opancerzone, ciągnęły czołgi. Przed defiladą przedstawiciele wojska, milicji oraz lokalnych władz administracyjnych ustalili ogólne zasady bezpieczeństwa.

    Żołnierze WSW mieli strzec porządku i bezpieczeństwa w rejonie trybuny honorowej, a na pozostałej części śródmiejskich ulic, którymi miał przejechać sprzęt wojskowy trzech armii, zadanie to scedowano na Milicję Obywatelską. Ponadto widzowie mieli oglądać defiladę z chodników dla pieszych i pod żadnym pozorem nie wchodzić na jezdnię.

    Tymczasem świadkowie wspominali, że niektórzy, także dzieci, przebiegali jezdnię alei Piastów w trakcie defilady, a chodniki nie mieściły tłumów, które przyszły oglądać rakiety i czołgi. W wielu miejscach ludzie stali na jezdni, mniej więcej metr od krawężnika, a nawet nieco więcej. A że ludzie stali z obu stron, jezdnia dla jadącego sprzętu wojskowego skurczyła się o dwa, a w niektórych miejscach nawet o trzy metry. To bardzo dużo. Ponadto na wspomnianej naradzie dotyczącej bezpieczeństwa ustalono, że kolumny wojsk zmotoryzowanych poruszać się będą z prędkością 20 kilometrów na godzinę. To ustalenie złamali już Rosjanie, którzy defilowali jako pierwsi. Ich wozy bojowe i rakiety jechały szybciej. O ile? Nikt tego nie mierzył. W każdym razie świadkowie twierdzili, że wojsko jechało bardzo szybko, aż drżała ziemia.

    Nie tylko na dzieciach robiło to duże wrażenie. Były wiwaty i oklaski, zagłuszane przez ryk silników pędzących pojazdów. Niektórzy szczecinianie rzucali kwiaty. Po Rosjanach i kolumnie wojsk wschodnioniemieckich na ulicach Szczecina zaprezentowały się pojazdy Wojska Polskiego. Defiladę zamykały czołgi T-54A, nowość na wyposażeniu naszej armii, rzadko pokazywane publicznie. Radiostacja czołgu o numerze taktycznym 0165 z 1. Kompanii Czołgów 5. Dywizji Pancernej w Słubicach odebrała słowa dowódcy pancerniaków, pułkownika Wojnara: „Dołączyć! Dołączyć!”, co było skutkiem narzucenia ostrego tempa przez defilujące pododdziały Armii Radzieckiej.

    „Staraliśmy się dostosować. Bo rozkaz to rozkaz. W poprzek przechodziły szyny tramwajowe. I poślizg. […] Nie straciłem zimnej krwi i krzyknąłem do mechanika-kierowcy: »Karol, hamuj! Zaciąg[nij] drążki do tyłu i co będzie, to będzie. Tylko nie manewruj!«. A ludzi było tyle, że nie mieścili się na chodniku. Stali też na ulicy [tu w znaczeniu jezdni – przyp. L.A.]. I w tej panice jeden drugiego wpychał pod gąsienice” – wspominał po latach Bronisław Bieniarz, wówczas dowódca czołgu 0165. Jego kierowcą-mechanikiem był wspomniany Karol, czyli starszy szeregowiec Karol Gieliszkiewicz.

    Wbrew temu, co przez lata twierdzili niektórzy szczecinianie, stalowy kolos nie wjechał na chodnik. Zatrzymał się przed krawężnikiem, zabijając lub raniąc osoby, które stały na jezdni. Były to głównie dzieci z pobliskich szkół, zwłaszcza ze Szkoły Podstawowej numer 1, koło której doszło do tragicznego wypadku. „Mordercy!” – zaczęli krzyczeć ludzie. „Zamknęliśmy się w czołgu. Nie wiem, jak długo czekaliśmy, ale chyba dziesięć minut później ktoś zapukał we właz. Przyjechała obstawa z WSW. Wychodzę z czołgu, patrzę: krew, włosy, strzępy ludzkich ciał” – wspominał dalej Bronisław Bieniarz.

    Ani operatorzy filmowi z wytwórni „Czołówka”, realizujący film dokumentalny o ćwiczeniach wojsk Układu Warszawskiego i materiały do magazynu „Radar”, ani operator raczkującej wtedy Telewizji Szczecin, ani żaden z fotoreporterów prasowych i fotografów-amatorów nie utrwalił tragicznego wypadku na alei Piastów w pobliżu skrzyżowania z ulicą Jagiellońską. W każdym razie nigdzie takie zdjęcia się nie pojawiły, a wiele by nam one powiedziały. Zachowały się jednak zdjęcia z samej defilady i setki metrów taśmy filmowej wówczas naświetlonej przez operatorów „Czołówki”. I wszędzie widać jedno: tłumy ludzi, których setki zeszły z chodnika na jezdnię.

    Załogę czołgu 0165 przewieziono od razu do prokuratury wojskowej, a potem do pobliskiego szpitala MSW na badania krwi i moczu. Badania takie przeprowadzono dwukrotnie. W organizmach żołnierzy nie znaleziono śladów alkoholu, bo jest mało prawdopodobne, by wówczas – był wszak rok 1962 – szukano w organizmach żołnierzy Wojska Polskiego śladów jakichś środków odurzających. Ze szpitala czołgiści wrócili do prokuratury i dopiero 11 października zostali zwolnieni do macierzystej jednostki. W środę, 10 października, czytelnicy„Głosu Szczecińskiego” znaleźli ledwie widoczną notatkę, zatytułowaną „Komunikat”, następującej treści:

    „Z głębokim bólem i żalem donosimy, że w dniu wczorajszym – w czasie przejazdu polskiej jednostki zmechanizowanej przez nasze miasto w pobliżu skrzyżowania ulic Jagiellońskiej i Piastów – zdarzył się nieszczęśliwy wypadek. W wyniku doznanych obrażeń zmarło sześć osób, w tym pięcioro dzieci. Jednocześnie z przykrością stwierdzamy, iż mimo wielu apeli, w których proszono o zachowanie zdyscyplinowania na trasie przemarszu wojsk, część mieszkańców Szczecina nie wykazała właściwej postawy. Szczególnie przykrym jest fakt, iż wielu rodziców pozostawiło swoje dzieci bez właściwej opieki. W celu szczegółowego ustalenia przyczyn wypadku powołana została specjalna komisja”

    Tylko tyle i aż tyle.

    „Głos Szczeciński” podał, że pod gąsienicami czołgu 0165 zginęło sześć osób, w tym pięcioro dzieci. Tymczasem na tablicy pamiątkowej przytwierdzonej do ściany Szkoły Podstawowej numer 1, przy alei Piastów, widnieją imiona i nazwiska siedmiorga dzieci. Są to: Bogumiła Florczak lat 8, Leszek Kolczyński lat 9, Ryszard Krawczyński lat 7, Henryk Sikuciński lat 6, Ryszard Stachura lat 9, Fryderyk Zawiślak lat 12 i Marian Zdanowicz lat 10. Pod nazwiskami jest także informacja, że 21 osób zostało rannych. Między pisaną na gorąco informacją prasową a tablicą pamiątkową nie musi być wcale sprzeczności. Gdy redagowano tę pełną przemilczeń notkę, dwie z siedmiu wymienionych na tablicy osób mogły jeszcze żyć. Szczecińscy lekarze twierdzili później, że ofiar wśród dzieci było więcej, ale nigdy nie udało się tego potwierdzić w sposób niebudzący żadnych wątpliwości. Jeden z lekarzy zapamiętał dziewięcioletniego chłopca Leszka Lipińskiego, który zmarł na stole operacyjnym. Takiego nazwiska nie ma na tablicy.

    Weryfikacja nazwisk ze szkolnej tablicy pamiątkowej była i jest mocno utrudniona. W czasach PRL, a przynajmniej do końca sierpnia 1980 roku, nikt by się tego nie podjął, a po 1989 roku okazało się, że ze szpitalnych kartotek usunięto karty z zapisami dotyczącymi tego wtorku i kilku następnych dni. Prawdopodobnie wkrótce po defiladzie…

    Jeszcze raz okazało się, że w Polsce Ludowej o wypadkach z udziałem wojska nie wolno było mówić i pisać. Śledztwo jednak trwało. Przesłuchano dziesiątki osób, przeprowadzono eksperymenty dowodowe. Całą dokumentację z wojskowego śledztwa zniszczono jednak w stanie wojennym. Zachowały się z niej zaledwie okruchy informacji. Wiemy wprawdzie, że przed defiladą mających w niej uczestniczyć kierowców pojazdów wojskowych przewieziono jej trasą, ale próbnej defilady nie było. Ponadto kierowcy-mechanicy czołgów nie byli przeszkoleni do ich prowadzenia po ulicach. Śledczy uznali również, że nieskutecznie odgrodzono tłum od jezdni, a ludzie nie słuchali milicjantów każących im się cofnąć.

    Mimo tych niedociągnięć uznano, że przy organizacji defilady w Szczecinie nie popełniono błędów i 9 marca 1963 roku, równo pięć miesięcy po tragedii w alei Piastów, Prokuratura Śląskiego Okręgu Wojskowego śledztwo umorzyła. Dowódcy czołgu 0165 i jego kierowcy-mechanika nikt nie ścigał. Przesłuchano ich jeszcze kilka razy i sprawa została zamknięta…

    Na zdjęciu:
    Tablica pamiątkowa na murze Szkoły Podstawowej nr 1, w okolicy której doszło do wypadku. Jej uczniami było czworo z dzieci, które zginęły w wypadku

    #wmrokuhistorii #polska #historia #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu #szczecin #ciekawostkihistoryczne #prl #kalendarium #wypadek #wojsko
    pokaż całość

    źródło: 800px-Szczecin_tablica_pamiatkowa_SP_Nr_1_al_Piastow.jpg

  •  

    Stan przedmiotu nieznany nie mam możliwości sprawdzenia dlatego sprzedaje jako nieznany brak możliwości zwrotu i tylko pozytywny komentarz.

    Kupujący musi być świadomy, że sprzęt może być uszkodzony.

    Wyświetlacz wygląda na uszkodzony

    xD

    allegro

    pokaż spoiler #heheszki #allegro #allegrocontent
    pokaż całość

    źródło: CZCZV.png

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika SP_Alfa_Kilo

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (1)