Can you introduce me as Sepecha?

  •  

    Trevor and Cory are stupid as fuck. Łapcie jeszcze autorskiego memucha na dobranoc.

    #mecz #chlopakizbarakow #pdk

    źródło: 2vdgfs.png

  •  

    Cudowny to był mecz, nie zapomnę go nigdy.

    #mecz #forzaitalia

    źródło: 214323698_2320295681436109_7232118658251331145_n.jpg

  •  

    #sepecharecenzuje Ciche miejsce 2 (2020) (no.82)

    Ciche miejsce. To właśnie dzięki pomysłowi Jasia Kap... Krasinskiego dostaliśmy całą serię tanich podróbek A Quiet PlaceNie oddychaj, Nie otwieraj oczu, Nie zesraj się, Nie głosuj na PIS itd. Szanuję pomysł, a pierwowzór z 2018 uważam za porządny horror. W sobotę finalnie udałem się na kinowy seans Cichego miejsca 2, a co wynotowałem, znajdziecie poniżej.

    +fantastycznie zrealizowany. Audiowizualnie najwyższy poziom potęgowany hukiem i ekranem sali kinowej. Polecam
    +sceny zupełnej ciszy. Przeplatanie ich ze wspomnianym rumorem to chyba najjaśniejszy element całego filmu
    +zaraz obok obsady. Ekipa z pierwowzoru plus Cillian Murphy robią robotę. Szkoda, tylko że są biali. Nadrabiają co prawda talentem, ale jakoś tak niepoprawnie politycznie.
    +klimacik. Choć zewnętrznego świata widzimy niewiele, sprawia on wrażenie pustego i rozdupconego. Rozrzucone zwłoki na każdym kroku, w to mi graj.
    +brutalny i bezpośredni, na początku można się przestraszyć, nawet bez jumpscare’ów

    -wtórny, niestety. To praktycznie kopia pierwowzoru, ale w nowej lokacji.

    -logika leży i kwiczy, nawet jak na film o potworach.

    -krótki jak dydek komara. A przy tym fabuła jest prosta, okrojona i poprowadzona bardzo na skróty. Finał na odwal się i wróć za 2 lata, na część trzecią.

    No i co mam powiedzieć, 6.5/10. Głównie za realizację i przyjemne dla zmysłów widowisko, jakie bez wątpienia dostarczono. Minus za umowność i okrojoną warstwę fabularną. Niemniej polecam, warto zobaczyć w kinie, nawet bez znajomości jedynki. Seans idealny na niedzielny wypad z dzieckiem.

    #kino #premiera #film #horror #recenzja #cichemiejsce #usa
    pokaż całość

    źródło: i1.fdbimg.pl

  •  

    Pozdrowienia dla Krzysia Stanowskiego. Mam nadzieję, że jesteś z siebie dumny... UGUŁEM

    #hejtpark #stanowski #kononowicz #jaskapela

    źródło: Jaś Suchodolski.jpg

  •  

    Witam wszystkich, wróciłem (。◕‿‿◕。)
    Zobaczymy co tu nowego i ciekawego na Wypoku.

  •  

    #sepecharecenzuje Pinokio (2019) (no.81)

    Mirki, spośród wszystkich baśni i historii z dzieciństwa do Pinokia zawsze podchodziłem nieco inaczej. To była historia inna niż wszystkie – mroczna, tragiczna, momentami przerażająca i okrutna, a przy tym na swój sposób piękna i wzruszająca. Niestety, los chciał, że jest to też najwyraźniej opowieść, którą ciężko zekranizować twórcom. A przynajmniej nie zrobić z niej filmowej szmiry i tandety rodem z kina klasy B. Co zatem z najnowszą wersją tej cudownej baśni o chłopcu ciosanym przez poczciwego Dżepetta?

    +klimat – niby bajka, a mroczna, chłodna i brudna niczym baśń braci Grimm. Sprzyja ku temu wspaniała scenografia – oszczędna i niedoskonała, całkowite przeciwieństwo disneyowskich animacji pełnych koloru i uroku. Spory plus.
    +muzyka jest cudowna – naprawdę piękna i doskonale komponująca się z baśniową formą filmu. Coś fantastycznego. Zaliczyłbym drugi seans tylko dla tej wspaniałej ścieżki dźwiękowej.
    +Roberto Benigni jako Dżepetto jest rewelacyjny – poczciwy, kochany i troskliwy, pełen uroku staruszek niczym wprost z klasycznej animacji Disneya (tej z 1940).
    +Kot i Lis – kolejne fantastycznie wykreowane postaci, wyśmienite duo. Warto wybrać się do kina choćby dla tej dwójki. Uwielbiam dialogi w ich wykonaniu, powtarzanie Kota po Lisie. No cudo :3
    +zaskoczył mnie artyzm w samym wykonaniu. Niektóre ujęcia na długo zapadną mi w pamięć, na przykład spacer Pinokia z Lisem i Kotem po wzgórzu pokazany z oddali czy toczący się z wolna we mgle wóz Woźnicy. Lubię i doceniam takie smaczki :3

    -minus za niezdecydowanie w kwestii kreacji postaci fantastycznych. Albo robimy ciekawie prezentujących się ludzi udających zwierzęta, albo wciskamy widzom tandetnie wykonane futrzaki. Tu mamy mieszankę studencką. Jak dla mnie obraz byłby o wiele ciekawszy, gdyby ludzie udawali małpy, koty, jenoty i inne tałatajstwo.
    -Stromboli? Co się stało z tą postacią? Bo czegoś tu nie rozumiem. Był potencjał na świetną postać - zmarnowany.

    No i co mam powiedzieć, 7/10. Spore zaskoczenie, szczególnie od strony audiowizualnej, która ujęła mnie od samego początku, a na koniec nawet ścisnęła za gardło. Tak, Mirki, stary Sepecha wzruszył się na Pinokiu. Ale to tylko dowodzi, że film jest naprawdę przyzwoicie zrobiony i warto go nadrobić, nawet jeśli musielibyście przełknąć tę gorzką pigułkę dziecinady, którą dzieło Matteo Garrone bez wątpienia aplikuje (w niewielkiej ilości, ale zawsze). Ja osobiście serdecznie polecam, bo bawiłem się znakomicie, a już dobre trzynaście lat żyję na tym świecie i trochę już w kinie widziałem…

    #kino #film #recenzja #wlochy #premiera #filmnawieczor #pinokio #robertobenigni #dobryfilm
    pokaż całość

    źródło: Chłopiec.Na.Rozpałkę.png

  •  

    #sepecharecenzuje 25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy (2020) (no.80)

    Raz do roku ojczyste kino zaskoczy mnie raz a porządnie i spośród fekaliów, jak zwykle określam polską scenę filmową, udaje mi się wyłowić ślicznie błyszczącą perełkę - Boże Ciało, Salę Samobójców. Hejter czy właśnie 25 lat niewinności. Po kilku reżyserskich średniakach Jan Holoubek wraca z bardzo konkretnym, mocnym i angażującym kinem spod polskiej bandery. Kurła, nareszcie – chciałoby się rzec.

    +przede wszystkim wspaniały pokaz umiejętności aktorskich. Pominę jak zawsze fantastyczną Agatę Kuleszę, by złożyć hołd Piotrowi Trojanowi, którego dotychczas widywałem w niewielkich rólkach, a tu fenomenalnie pokazał skalę psychicznego ciężaru, z jakim przez lata zmagał się pan Tomasz. Strach, ból, ogromna tęsknota za rodziną i wolnością. To wszystko emanuje z twarzy i oczu filmowego Komendy. Fantastyczny występ.
    +postać grana przez Frycza, co prawda jest go jak na lekarstwo, ale dodaje całości charakteru. Tym razem niestety nie pił herbatki z cukrem i bez cytrynki, ale też było zaje*iście.
    +troszkę takim hehe amerykańskim kinem momentami zaleciało, ale to na plus, bo wolę już subtelną szczyptę efekciarstwa niż chamskie dziadostwo bez grama dobrego smaku od wujka wegety
    +piękna i bardzo smutna scena jazdy autem po latach zniewolenia. Dodatkowe brawa dla wspomnianego Trojana. Byłem mocno wzruszony.
    +brutalne i poruszające ukazanie życia w więzieniu. Miałem oczy jak stare pięć złotych, aż trudno sobie wyobrazić przez jakie piekło przechodził Komenda
    +cała produkcja jest silnie emocjonalna. Czuć tu chęć opowiedzenia tragicznej historii, a nie trzepania kasy na ludzkim dramacie. Plusik.

    -początkowo scenariusz absolutnie mnie nie zachwyca. Mam wrażenie, że jest pocięty dość topornie, a sam obraz wiele traci już na starcie, zanim jeszcze zdąży wbiec na właściwe tory. (Później jest znacznie lepiej.)

    No i co mam powiedzieć, 8/10. Odbiegając od faktu, że sama historia jest bolesna i przerażająca, a co za tym idzie niezwykle angażująca, to sam obraz jest wykonany kapitalnie – również od strony technicznej, co ostatnimi czasy w polskim kinie jest rzadkością. Minus za pierwsze dwadzieścia minut i nieco chaotyczny scenariusz, plus za przyjemność z podziwiania kunsztu utalentowanych aktorów. Bardzo serdecznie polecam – to kolejna polska perełka w tym roku. Polacy jeszcze potrafią sklecić dobre kino, niech skonam!

    #kino #film #premiera #recenzja #komenda #filmnawieczor #polska
    pokaż całość

    źródło: państwo.z.dykty.jpg

  •  

    #sepecharecenzuje Tarapaty (2017) (No.79)

    Mirki kochane, ja wiem, że kino familijne jest jak upośledzony młodszy brat, którego trzeba akceptować takiego jakim jest i nie szydzić z jego ułomności, ale Tarapaty to już zdrowa przesada i festiwal niedorozwoju umysłowego w stopniu znacznym. W kinach niedawno pojawiła się kontynuacja, więc dziś przychodzę do Was z recenzją pierwszej odsłony tego dzieła.

    +obsada jest okropna – ale na ekranie pojawia się Krysia Tkacz, którą od zawsze uwielbiam <3 A poza tym spodobała mi się rola Krzysztofa Stroińskiego.
    +film stara się zbudować atmosferę przygody. No, z lichym skutkiem, ale liczą się chęci, więc daję mały plusik.

    -film sprawia wrażenie bardzo, hm… sztucznego. I to na każdej płaszczyźnie – od wypowiadanych dialogów po statystów, którzy kręcą się w tle jak npc w GTA San Andreas
    -domyślam się, że praca z młodymi aktorami nie zawsze jest prosta, no ale do licha ciężkiego – casting do głównej roli nie powinien odsiewać zupełnego drewna już na starcie? No, chyba że pod stołem poszła krata Harnasia i angaż się znalazł. To by wiele tłumaczyło.
    -fabułka polegająca na zabawie w detektywów przypomina mi odcinek Rodziny Rabatków (Polecam, jedna z animacji mojego dzieciństwa), a spodziewałem się jednak czegoś więcej.
    -poziom absurdu w tym filmie rozkłada mnie na łopatki. Miałem ochotę strzelić kopytami w scenach z groteskowymi postaciami dwóch starych bab z gangu, przy czym jedna wypadła tak drewniano i nienaturalnie, że asz asz.
    -i w ogóle „aktorzy” dają dupska równo – seplenią, mówią niewyraźnie, wyrzucają swoje kwestie byle mieć już swoją robotę za sobą. Przykro się toto ogląda.

    No i co mam powiedzieć, 3/10. Debiut reżyserski Piotra Swenda (Maćka z Klanu) niestety nie wypalił, choć trzymałem mocno kciuki. Całość nie trzyma się kupy, choć paradoksalnie kupę jak najbardziej przypomina. Cienka historia, słabiutki humor, siermiężne wykonanie i ostatni gwóźdź do trumny – obsada wyciosana z najtwardszego drewna. Niestety - w Tarapatach nie zagrało zupełnie nic. Ale powiem Wam, że wybiorę się na kontynuację. Kto wie, może tym razem siądzie? Tia, stary Sepecha chyba po raz kolejny przekona się, że nadzieja umiera ostatnia.

    #kino #film #recenzja #polska #tarapaty #familijny #gniot #filmnawieczor
    pokaż całość

    źródło: Kłopoty.Najmana.jpg

  •  

    #sepecharecenzuje Nowi mutanci (2020) (No.78)

    Tak na chłopski rozum, jak już się z czymś męczysz przez pierdyliard lat, to chyba jest szansa, że zrobisz coś więcej niż fuszerkę a la gimnazjalny projekt na poprawienie oceny z techniki, bo brakuje do paska, a za 5 dają 2 punkty do rekrutacji. Tym czasem finalnie debiutujący Nowi mutanci okazują się zwykłą siermiężną zapchajdziurą, nad którą równie dobrze mogli pracować sześć miesięcy. Niestety, Mirki, ale New Mutants dołącza uroczyście do zacnego grona kiepskich filmów o X-Menach. Witamy w klubie!

    +sam pomysł jest bardzo fajny. Wykonanie pozostawia wiele do życzenia, ale to już inna para kaloszy.
    +kilka nieźle zrobionych scen, chociażby ta na basenie czy z dupy wyjęte „uśmiechnięte” potwory
    +Charlie Heaton jako Człowiek-Kula armatnia, czy kim on tam był. Lubię gościa i dobrze jest go zobaczyć na ekranie, chociaż chłop jest najwyraźniej aktorem jednej miny.

    -natomiast reszta obsady zupełnie posysa. Rzygam już wszechobecną Maise Williams.
    -niska zawartość mutantów w mutantach. Równie dobrze mógłby to być film o zwykłych nastolatkach. Bardzo pożałowali scen pokazujących supermoce – od czasu do czasu komuś się zaświecą oczy i tyle. Bieda!
    -miejscami nudny. Niby jest tu atmosfera tajemnicy, ale wszystko to takie szare i mdłe, nawet na wielkim ekranie nie robi wrażenia.
    -finałowe starcie nudne i męczące. Miało być widowiskowo, a wyszło jakoś tak meh. Miałem już chęć wyjść wreszcie z kina.
    -ten wątek romantyczny, sklecony na szybko i na siłę, ale twórcy przynajmniej nie pokazują ohydnych relacji damsko-męskich :3 (Chociaż zabrakło mi jeszcze z dwóch wątków gejowskich i jakiegoś manifestu lgbt, wtedy film mógłby śmiało iść po Oscara).

    No i co mam powiedzieć, 4.5/10. Rzyci absolutnie nie urwał. Zagorzałym miłośnikom mutantów sprawi zawód, szarych widzów zanudzi i wymemła jak bezzębna 90-letnia staruszka memli w dziąsłach krówkę zajumaną ze stoiska z cukierkami w jednym z radomskich sklepików osiedlowych. Pełnometrażowy odcinek netflixowego serialu dla nastolatków, ale z domieszką sci-fi i powiedzmy, że horroru. Dla mnie – solidne meh.
    P.S. W dniu publikacji tej gównorecenzji film zszedł już z ekranów, ale to dobrze – tym bardziej przestrzegam przed seansem w domowym zaciszu. Szkoda czasu…

    #kino #film #recenzja #usa #mutanci #marvel #xmen #premiera #filmnawieczor
    pokaż całość

    źródło: nowe.mutanty.jpg

  •  

    #sepecharecenzuje Jurassic World: Camp Cretaceous (2020) (no.77)

    Park Jurajski to w zasadzie jeden z najważniejszych filmów mojego dzieciństwa. Wieloletnia franczyza opierająca się na jednej wspaniałej powieści Michaela Crichtona od lat zajmuje miejsce w moim sercu, choć doskonale zdaję sobie sprawę z faktu, iż Jurassic Park 3 czy JW: Fallen Kingdom to produkcje, którym - łagodnie mówiąc - daleko od ideałów. W piątek do grona tych zacnych tytułów dołączyła prawdziwa perełka - Jurassic World: Camp Cretaceous. Ta ośmioodcinkowa animacja wydawała się być kolejnym gimbusowskim serialem a la Disney Channel. Po seansie wrażenia są jednak zupełnie inne (。◕‿‿◕。)

    +bardzo ładna animacja, szczególnie dinozaury są kapitalnie zrobione, choć te momentami sprawiają wrażenie zbyt lekkich i zwiewnych (Indominus w scenie między kontenerami)
    +od 4 odcinka historia nabiera niesamowitego tempa, warto przemęczyć trzy pierwsze epizody
    +nie sądziłem, że to powiem, ale Obóz Kredowy potrafi przestraszyć (oczywiście na swój subtelny sposób)
    +bardzo fajny klimacik klasycznego Parku Jurajskiego. Jest muzyczka, są wielkie ogrodzenia, słychać kultowe tupanie, Sepecha jest kontent :3
    +sporo naprawdę widowiskowych scen, jak chociażby te ze wspomnianym Indominusem, ale też przykładowo potyczka z Mozozaurem albo podróż kolejką
    +duży plus za sporo nawiązań do Jurassic World. Czuć, że choć jest to odrębna opowieść, to wciąż jesteśmy na Isla Nublar, gdzie za Indominusem śmiga Star-Lord ze swoją rudą dupeczką.
    +awaria parku z perspektywy bandy nieogarniętych nastolatków to zawsze jakaś nowość

    -trzy pierwsze odcinki są bardzo nierówne, delikatny zawód. Nie warto jednak się zrażać, bo sielanka i śmieszki szybko zmieniają się w walkę o życie :3
    -zrezygnowałbym z wątków, które srodze ujmują powagi serialowi. A trochę ich niestety jest.
    -gdzie T-Rex?!

    No i co mam powiedzieć, 7.5/10. Świeża i ciekawa forma przedstawienia klasycznego szablonu. Bawiłem się naprawdę zacnie i już wyczekuję kontynuacji, którą bez wątpienia pochłonę równie szybko. Dla mnie – bardzo miłe zaskoczenie, a serial bynajmniej nie tylko dla miłośników marki! No szkoda tylko, że tak krótko. Ja tam bym przytulił jeszcze dwa sezony...

    #seriale #netflix #jurassicpark #jurassicworld #campcretaceous #usa #premiera #recenzja
    pokaż całość

    źródło: Dzieciaczki.jpg

  •  

    #sepecharecenzuje Pętla (2020) (no.76)

    Major nasrał. Pełnometrażowa wersja gównofilmiku popularnego białostockiego menela i ćpuna trafiła na srebrne ekrany, gdzie bije rekordy oglądalności. Obraz ocieka tanią pornografią, przemocą i humorem na poziomie podstawówki. Zaraz... to nie Wojtek Suchodolski. To Patryk Vega i jego najnowszy ekskrement, filmowy zabieg lobotomii!

    +Jaglak. Wspaniały i intensywny, acz krótki występ, ale i tak poczułem się zmotywowany.
    +Królikowski. Chyba jako jedyny (poza wspomnianym Jaglakiem) pokazał cokolwiek na ekranie (nie mówię tu o gołej dupie). I to by było w zasadzie na tyle, jeśli chodzi o plusy :3

    -pełnometrażowy pornol. Większość scen to praktycznie akty seksualne w różnorakich formach.
    -obrzydliwość i zbereźność na każdym kroku. Zwyrodnialec Vega robi ogromne zbliżenia na rodzącą kobietę i wykazuje niezdrową fascynację płynami wydalanymi przez człowieka. (-Ale co ty Sepecha mówisz, kobieta rodząca jest obrzydliwa? To przecież cud natu...
    -Zamknij mordę, to jest kurła obrzydliwe, nawet z tym nie handluj)
    -jak zawsze sadystyczny i przesadnie brutalny. Rozrywanie sztucznych piersi, łamanie kręgosłupów, przeciągłe sceny okładania prostytutki metalową rurą, otwarte złamania, grzebanie żywcem, strzelanie do bezbronnych ludzi, a nawet zabijanie niewinnych piesków (╯︵╰,)
    -scenariusz przypomina wattpadowe opowiadanie szesnastolatki z chorobą dwubiegunową
    -warstwa fabularna to pozór, szybki wstęp do zabijania i kręcenia taniego pornola. Ha tfu!
    -humor. Haha, zobacz Halinka, motocyklista se łeb urwał, zobacz jak krew tryska! Albo tu haha, niedorozwinięty policjant z kataną, haha ale skacze xD (No kurła)
    -poziom żenady, jaki emanuje z każdego dialogu w tej siermiędze sprawia, że mam ochotę wydrapać sobie oczy i wyć do księżyca. I tak przez bite dwie godziny. Sroga przeprawa.

    No i co mam powiedzieć, 1/10. Jeden z najgorszych i najbardziej niedorobionych ulepów, jakie kiedykolwiek wydalił z siebie pan Krzemieniecki. Jedyny powód, dla którego zaliczyłem seans, to przewidywane zainteresowanie recenzją. I rzeczywiście, recka opływa w atencję, zasięgi rosną. Mam nadzieję, że i wersja wykopowa przypadnie Wam do gustu, Miraski i obsypiecie mnie plusami jak Kleopatra obsypała złotem Numernabisa. Ech, szkoda tylko mojego zdrowia psychicznego...

    #kino #film #premiera #recenzja #gniot #polska #patrykvega #poraumierac
    pokaż całość

    źródło: jajebe.jpg

  •  

    #sepecharecenzuje Tenet (2020) (No.75)

    Nolan, co by o nim i o jego filmach nie mówić, gość jest wizjonerem i jednym z najbardziej wartościowych twórców współczesnego kina. Idąc na jego dzieła do kina – podobnie jak w przypadku chociażby Tarantino czy Cuaróna - możemy śmiało liczyć na udany seans. Tak było i tym razem. Nie słuchajcie chłodnych i ironicznych dziadów hejtujących Krzycha, po zjawiskowym Interstellarze i nieco mniej zjawiskowej Dunkierce Nolan znowu wymiata. Tak się robi filmy!

    +Nolan dodał wreszcie coś nowego i świeżego do oklepanego tematu podróży w czasie. Za to duży plus.
    +wizualnie jak zwykle bajka. Film koniecznie do zobaczenia na wielkim ekranie. Nie jest to co prawda drugi Interstellar, gdzie każdy kadr nadaje się na tapetę, ale Tenet nadrabia rozmachem i gigantycznym przytupem. Sztos.
    +kurła, fragmenty w odwróconym świecie to majstersztyk. Sceny głupiego pościgu czy strzelaniny wbijają w fotel. Naprawdę, niesamowite widowisko.
    +tempo od początku może przyprawić o ból głowy, ale jednocześnie nietrudno się w tym wszystkim połapać. Jak na film o podróżach w czasie i międzynarodowych spiskach fabuła jest bardzo klarowna.
    +bardzo dynamiczny. Nie mówię tylko o tempie akcji, ale i samej pracy kamery, która nie szczędzi nam pędzących ujęć przez rozległe pola czy np. hol budynku opery. Majstersztyk.
    +walka z samym sobą wchodzi na nowy poziom. Ależ cudnie pomyślane :3
    +sceny bójek czy strzelanin (i to jeszcze w kinie) rozkładają na łopatki. Aż żałuję, że nie wybrałem się na seans w Imaxie.
    +niedługa, ale efekciarska scena napadu na skrytkę
    +muzyka, jakaś taka niepokojąca i fajnie podkreślająca napięcie
    +Michael Caine (。◕‿‿◕。)

    -obsada niemal w ogóle mi nie podeszła. O ile Washington i Pattinson dają radę, tak reszta obsady delikatnie posysa. Ale to głównie z winy takiego, a nie innego scenariusza.
    -a skoro już przy tym jesteśmy - bardzo słabo napisany czarny charakter. Do tego trochę tanich rozwiązań i ścieżek na skróty. Strasznie szkoda i wielkie F dla Branagha.
    -sporo głupotek w scenariuszu. Nie pytam nawet o sposób defekacji w świecie odwróconym, ale chociażby o anihilację. Tlenem nie dało się oddychać, ale już wszystkiego innego po drugiej stronie dotykali?

    No i co mam powiedzieć, 8.5/10. Nolan postawił krok na wydawałoby się zupełnie wyeksploatowanej ścieżce podróży w czasie. Odważnie, ale myślę, że i z sukcesem. Ja osobiście jestem Tenetem bardzo zadowolony i nie wykluczam drugiego seansu. Krzysiu i tym razem zrobił robotę, miłośnicy jego twórczości na pewno nie będą zawiedzeni. Mówię chociażby na swoim przykładzie. Nolan jest w formie!

    #kino #tenet #nolan #film #premiera #recenzja #usa #filmnawieczor #akcja #scifi #thriller #kamilslimak
    pokaż całość

    źródło: i1.fdbimg.pl

  •  

    Mirki,
    niedawno dokonałem solidnego upgrade'u sprzętu i z tytułów dziesięcioletnich i starszych przerzuciłem się wreszcie na nowości i kilkuletnie gierki, które zawsze chciałem ograć, między innymi Just Cause 3. Z dwójką spędziłem solidne 80 godzin i bawiłem się cudnie, ale to trójka zrobiła mi z dupska jesień średniowiecza. Ciężko opisać ile funu sprawia śmiganie wingsuitem po wyspach i nakurwianie do wszystkiego co się rusza. Poziom destrukcji otoczenia, przepiękna grafika i ogrom satysfakcji płynącej z tego zacnego tytułu wystrzelił mnie z kapci. Swoboda oraz czysta chęć eksploracji pięknej i barwnej mapy w połączeniu z niesamowitą filmowością każdej akcji w tej grze zwala z nóg i nie pozwala wstać z kolan. Gorąco polecam kto jeszcze nie grał, intro z przerobionym Firestarter utkwiło w pamięci, a przystojniak Rico ma moją fryzurę :3 Pic rel, prawie jakby sam Sepecha rozdupcał Medici.

    P. S. Co do recenzji filmów, myślę że niedługo wrócą, ale na razie mam sporo spraw organizacyjnych na głowie, jak się że wszystkim uporam, na pewno wrócę do pisańska.

    #justcause3 #gry #grajzwykopem #chad #pcmasterrace
    pokaż całość

    źródło: 1598136105145.47202.69723723102592683.73bba548-1c1f-47a4-a1d5-a69d36ac712a.jpeg

  •  

    #sepecharecenzuje Wskrzeszenie mistrza (2007) (no.74)

    Uwielbiam i cenię sobie dramaty sportowe, bo to z reguły filmy, które w swej nieco tandetnej wzniosłości potrafią opowiedzieć wartościową i budującą historię o drodze na szczyt czy wyjścia z życiowego dołka. Wskrzeszenie mistrza to zupełnie inna para kaloszy – bo co prawda opowiada o upadłej legendzie, ale niestety jednocześnie robi to w sposób ociekający sztucznym, łzawym patosem, którego w kinematografii nie cierpię.

    +Samuel L. Jackson jako podstarzały menel. Tu mam mieszane uczucia, bo kupuję drobiącego jak na ringu bezdomnego , ale jednocześnie zabrakło mi bliższego spojrzenia na tę tragiczną postać.
    +plus za pomysł opowiedzenia historii życia w formie wywiadu. Sprzedane przystępnie i umiejętnie.
    +kilka materiałów i urywek z archiwalnych walk bokserskich niezgorzej buduje sportowy klimacik, szczególnie w pierwszej połowie filmu
    +dialogi nawet mi się spodobały, nie powiem. Szczególnie kwestie tytułowego Mistrza
    +rzuca światło na dramat emerytowanych ludzi sportu, którzy idą na dno. Bardzo ciekawa sprawa.

    -postać Erika Kernana Jr. (Josh Hartnett) drętwa, mdła, do bólu nudna i nieprzekonująca. Męczyłem się na widok tego gościa. To samo tyczy się jego filmowej żonki – suche, obżarte przez korniki drewno.
    -tona łzawych scenek, tanie wzruszanie widza (nie udało się wzruszyć) i sztuczne zapychanie ciekawej historii dennymi wątkami o relacji ojca z synem i wybaczeniu (no błagam was)

    No i co mam powiedzieć, 6.5/10. Sporo odbieram za bezceremonialne jeżdżenie po uczuciach tanimi obrazkami i łzawą historią o miłości ojca do syna. Bleh. Sama historia interesująca, podobnie jak postać ex-boksera, który teraz grzebie w śmieciach. Niemniej spodziewałem się większego bum i sporej dawki emocji, a nie pełnometrażowego odcinka Trudnych spraw. Myślę, że seans można zaliczyć chociażby dla dość przykrej, ale intrygującej opowieści o Mistrzu. A, no i Samuel ani razu nie powiedział Motherf…! A to już jest coś…

    #kino #recenzja #usa #dramat #sport #film #filmnawieczor #wskrzeszeniemistrza #boks
    pokaż całość

    źródło: Rocky.Zuloa.jpg

    •  

      @Sepecha: większość tych filmów jest oklepana
      Obejrzałem wsyztskei części Rickiego oraz te nowe Creed
      Nudne przewidywalne i wgl
      Może to były pierwsze takie filmy
      Oglądałem fighter ten nowy
      Te o MMA nie pamiętam tytułu o bliźniakach ogólnie wsyztzko na 1 kopyto... Nie pameitam żeby któryś z nich mnie porwał

  •  

    #sepecharecenzuje Iron Man (2008) (no.73)

    Wakacje z Sepechą i Marvel Cinematic Universe (1/23)

    Witam Was, Mireczki, w pierwszym wpisie z wakacyjnego cyklu na tagu. Maraton superprodukcji Marvela zaczynamy rzecz jasna od Iron Mana, czyli ponad 12-letniego już w zasadzie klasyka kina superbohaterskiego. Mimo kolejnych wiosen i kolejnych seansów – Iron Man wciąż robi na mnie niemałe wrażenie i zajmuje miejsce w ścisłej czołówce topki całego MCU.

    +Robert Downey Jr. jako Tony Stark to strzał w 10 i największy atut tego filmu. Luzak, playboy i cwaniak z gulko w nosie, ale go uwielbiam.
    +moim skromnym zdaniem jest to chyba najlepszy origin story z całego MCU. Nie zanudza, bez zbędnego patosu wprowadza w historię Tony’ego, jednocześnie pieczołowicie opisując tę niezwykłą postać.
    +fragment w jaskini to majstersztyk. Mark I wychodzący powoli z mroku to jedna z najbardziej kozackich scen w całym MCU, niech skonam. Jako zaczytany w komiksach dzieciak nawet nie marzyłem o czymś podobnym.
    +a skoro już przy tym jesteśmy, w scenie rozpirzenia czołgu wciąż mam ciary :3
    +technicznie nie zestarzał się wcale. Dużo nowsze produkcje dziś zalatują tandetą. Iron Man trzyma się świetnie. Sceny walk czy lotów z myśliwcami wciąż ogląda się kapitalnie.
    +antagonista – z pozoru banalny, dla mnie jeden z ciekawszych w uniwersum. Od początku widać, że menda, ale Bridges sprawia, że wręcz nienawidzi się tej postaci, za co duży plus
    +muzyka. Kocham ten soundtrack. Idealnie podkreśla mocny, hardkorowy klimat filmu.
    +podoba mi się fakt, że twórcy już od początku kładą fundamenty pod całe MCU (obecność Coulsona i od biedy ten Nick Fury w scenie po napisach).

    -postać Pepper Potts zawsze była drętwa, ale w IM to już ta Gwyneth zdrowo przesadziła. Absolutnie nieciekawa i mdła postać, spory minus, bo musiałem oglądać jej ryjec przez 1/5 filmu. Podobnie zasysa Terrence Howard jako pułkownik Rhodes, późniejszy Don Cheadle wycisnął z tej postaci nieco więcej.
    -co by nie mówić, finałowe starcie z Iron Mongerem to… meh ( ͡° ʖ̯ ͡°) (rozwaliłeś mi system celowniczy, szlag by cię trafił!)

    No i co mam powiedzieć, 8.5/10. Wciąż jeden z najlepszych filmów całego MCU i wręcz idealny wstęp do tej wielkiej jedenastoletniej przygody. Ma swoje wady, ale szczerze mówiąc wolę przymknąć na nie oko i cieszyć się seansem, od którego zaczęła się moja przygoda z MCU. Zdaję sobie sprawę, że byłby to przeciętniak, gdyby nie cudowny RDJ, ale no jak nie kochać tego tytułu? Był to pewnie mój dziesiąty seans, ale nawet jako dorosły już chłop wciąż jestem w stanie jarać się jak dziecko tym „piiii – jeb, piii – jeb!”. I między innymi za to pierwszy Iron Man wciąż ma ode mnie serduszko.

    #kino #recenzja #ironman #marvel #usa #komiksy #filmnawieczor #wakacje #maraton #mcu
    pokaż całość

    źródło: IronMan.jpg

  •  

    Największe filmowe wydarzenie na Wykopie w roku Pańskim 2020.

    Mirki i Mirabelki,
    niezależnie od tego czy właśnie piszecie matury, egzamin gimnazjalny, uczęszczacie do szkoły, a może co rano wstajecie na szychtę do Januszexu – czujcie się zaproszeni na event specjalny na moim tagu #sepecharecenzuje
    Już za nieco ponad tydzień – od piątku, 26 czerwca – rozpoczyna się maraton Wakacje z Sepechą i Marvel Cinematic Universe.
    Przez kolejne dwa miesiące na tagu cyklicznie pojawiać się będą recenzje każdego filmu z tzw. Sagi Nieskończoności, czyli wszystkich marvelowskich blockbusterów od Iron Mana, aż po Spider-Man: Far From Home, co daje łącznie 23 wpisy. Oprócz tego na tag wpadać będą również inne recenzje, więc bez obaw.
    Zapraszam do naduszenia obserwacji, wspólnych seansów i dyskusji zarówno wyjadaczy kina superbohaterskiego, jak i szaraków, którzy wcześniej MCU znali tylko z widzenia.
    Będzie się działo!

    #kino #film #mcu #marvel #maraton #recenzja #usa #oswiadczenie
    pokaż całość

    źródło: Wakacje.z.Sepecha.i.MCU.jpg

  •  

    #sepecharecenzuje 8. Mila (2002) (no.72)

    Po kilkunastu latach – już jako nieco bardziej doświadczony kinomaniak – powróciłem do 8. Mili. I muszę przyznać, że obecnie filmową historię Boga Rapu odbieram zupełnie inaczej. Przed laty odpychający luzacki styl, teraz potrafi mnie zaintrygować, bo w tle dostrzegam niezgorszą historię o wyrwaniu się z biedy i drodze na szczyt. Jako miłośnik muzyki Eminema – jaram się składaniem rymów i dissowaniem na punkty, a głowa sama się kiwa, gdy Rabbit składa kolejne zwrotki i łoi dupska przeciwników. Ale nie ma co bajdurzyć, zapraszam na plusy i minusy :P

    +Bóg Rapu, czyli sam Eminem jako B-Rabbit. W sumie to koleś zagrał lepiej niż niejeden profesjonalny aktorzyna. Obawiałem się tego, bo pamiętam co odwalili Ninja i Yolandi z Die Antwoord w Chappiem. Tu mamy znośnie zagraną rolę zagubionego i nieopierzonego rapera, któremu łotry podkładają świnie, ale który brnie w zaparte mimo kolejnych kopów.
    +historia przewidywalna, ale kurr, wciągająca jak diabli. Obejrzałem na jednym tchu i szczerze kibicowałem młodemu raperowi z mlekiem pod nosem.
    +klimacik zdecydowanie na plus. Szare, zimne Detroit, obskurne uliczki i rapujące gangusy na każdym rogu. Jest w tym coś sentymentalnego i na swój sposób specyficznie urokliwego.
    +no i wizualnie to małe cudeńko. Seans naprawdę przyjemny dla oka. Za same zdjęcia daję jedną gwiazdkę więcej.
    +film poświęca sporo czasu na ukazanie codziennej rutyny B-Rabbita – robota w fabryce, pisanie tekstów w autobusie i śmiganie po mieście gratem od matki – obraz nabiera realizmu ogromnymi haustami.
    +sceny rap bitw – o Boziu, szczere złoto. Chwalę gorąco scenografię, ale też świetną pracę kamery i wreszcie wyczuwalną dozę podniecenia i złości płynący z każdego pocisku. Finalna walka najlepsza :3
    +napisy końcowe i Lose Yourself w tle. Piosenka, którą Rabbit pisał przez cały film to taki symbol sukcesu, który można odnieść ciężką pracą. Cóż, w realu bywa różnie, ale w konwencji kinowej taki motyw jak najbardziej robi robotę.

    -o ile postać Rabbita jest napisana (i zagrana) całkiem przyzwoicie, tak chociażby matka naszego bohatera to wielkie XD Jej zachowanie i charakter przypomina mi przerysowaną p0lkę, która nagle staje się dobrą i odpowiedzialną matką. Meh, a jest tu więcej takich kwiatków, chociażby blond dzieweczka marząca o karierze modelki.
    -nie jestem do końca fanem musicalowego motywu „rozśpiewanego społeczeństwa”. Wiem, że w kulturze grup społecznych przedstawionych w 8. Mili hip hop jest głęboko zakorzeniony, ale sceny z dissowania się na przerwie w robocie to delikatne kek. Niewielki minus.

    No i co mam powiedzieć, 8/10. 8. Mila zasługuje już na miano klasyka. Prosta i satysfakcjonująca historia o drodze na szczyt, ale przede wszystkim ten kapitalny klimat a la Łódź 2015 i początki kariery polskiego króla rapu – Tigera Bonzo. A mówiąc poważnie – zaskakująco angażujący tytuł. Co prawda emanuje to wszystko pewnym patosem, ale jednocześnie film aż ocieka miłością do muzyki, co potrafi zarazić odbiorcę. No i kurczę, Eminem!

    #kino #film #usa #filmnawieczor #recenzja #eminem #rap #muzyka #8mila
    pokaż całość

    źródło: Tiger.Bonzo.historia.prawdziwa.jpg

  •  

    #sepecharecenzuje Niewidzialny człowiek (2020) (no.71)

    Invisible Man jest jak pudełko lodów w dwóch smakach – pierwszy (wpisz swój ulubiony) oraz ten drugi, felerny (o smaku fekaliów). Mówię to z przykrością, ale jeden z najlepiej zapowiadających się horrorów tego roku to film bardzo, ale to bardzo nierówny. To cios tym bardziej bolesny, że obecne kino grozy jest w większości niczym więcej, jak kupą przewidywalnych jumpscare’ów i masą zwykłej tandety. A Niewidzialny człowiek miał być inny (╯︵╰,)

    +i w pierwszej połowie rzeczywiście jest. Dokładnie do 62 minuty, czyli połowy filmu. Wiem, bo na nogach jak z waty poszedłech zaparzyć sobie herbatki, tupiąc głośno, żeby wszelkie niewidzialne barachło wiedziało, że się nie boję
    +to właśnie ten okres niepewności naszej bohaterki wywala z kapci. Twórcy fantastycznie budują napięcie. Czy lada chwila wydarzy się coś strasznego? Czy w tym cholernym czerwonym fotelu rzeczywiście ktoś siedzi? A może oglądamy poczynania zwykłej świruski? Miodzio, choć momentami miałem ochotę zatkać uszy i odwrócić wzrok.
    +Już dawno nie miałem takich ciar, jak na widok tych ujęć. Kamera zawieszona w nienaturalnym punkcie gdzieś za framugą, z innego pokoju, zza okna – dokładnie jakby ktoś cichaczem obserwował bohaterów filmu. I nawet kiedy oglądamy zwykłe domowe czynności, to z bijącym sercem – i patrząc, czy aby ten nóż lub ta pieprzniczka się nie poruszyły. Coś niesamowitego.
    +kilka scen, przy których niewiele zabrakło, a wyciągnąłbym kopyta. Chociażby kapitalna scena na strychu czy moja ulubiona – ze ściąganiem pościeli z wyra i robieniem fotek z fleszem. BRRR
    +cieszę się, że scenariusz zakładał ukazanie stanu bohaterki, która w pewnym momencie sama zastanawia się nad stanem własnego zdrowia psychicznego. Występ Eliski Moss to już inna para gumiaków.
    +dźwięki. Wow! Spora część filmu dzieje się w zupełnej ciszy, ale kiedy dochodzi do bliskich spotkań z naszym niewidzialnym kolesiem (a są one gwałtowne i błyskawiczne), towarzyszą im głośne dźwięki, jakby ktoś wypłacił solidnego luja dudom czy innej wiolonczeli. Strasznie mi się to spodobało, choć w kinie pewnie można było dostać zawału

    -I na tym koniec plusów, niestety, W połowie produkcji zaczyna się bowiem ta gorsza część. Niewidzialny człowiek coraz agresywniej ingeruje w życie Cecylii, bije ludzi i bajdurzy. Znacznie więcej tu akcji, ale takiej na minus – biegańsko z nożami, podrzynańsko gardeł i uderzańsko ludzi po łypach. Film nabiera tempa, ale bezpowrotnie traci misternie budowane napięcie.
    -nigdy nie byłem fanem Elisabeth Moss. Jest dla mnie drętwa i sztuczna, jak Kristen Stewart. To też duży minus, bo oglądamy jej przyśnięte lica cały cholerny film. No bo spójrzcie – osobie x wydaje się, że śledzi ją niewidzialna zmarła osoba, robi jej psikusy i czyha na życie. A może to tylko schiza i stres pourazowy? To dość złożona rola, wymagająca choć grama ekspresji, a Eliska wygląda, jakby ze spuchniętymi oczami robiła nam kanapki.

    No i co mam powiedzieć, 7/10. Absolutnie fenomenalny początek, ale im dalej w las, tym gorzej. Mimo tego spadku formy bawiłem się nieźle, choć moich oczekiwań Niewidzialny człowiek bynajmniej nie spełnił. I raczej już do niego nie wrócę, bo to typowy efekt wow – ale na raz. Niemniej zachęcam do seansu, bo nie jest to typowy jumpscare’owy gniot o morderczych lalkach i opętanych dzieciurach. Horrory wciąż potrafi straszyć i zaskakiwać, co w gruncie rzeczy bardzo mnie cieszy. No i być może po seansie zastanowicie się, czy ten wasz obiad ostatnio na pewno przypalił się sam?

    #kino #horror #niewidzalnyczlowiek #invisibleman #filmnawieczor #film #recenzja #usa
    pokaż całość

    źródło: neviditelny chlap.jpg

  •  

    #sepecharecenzuje Jestem legendą (2007) (no.70)

    Jakiś czas temu odświeżyłem sobie jeden z moich ulubionych filmów sci-fi z genialnym (i jak dla mnie wciąż za mało eksploatowanym) motywem ostatniego człowieka na Ziemi. Jestem legendą obejrzałem po raz pierwszy jako dzieciur. Pamiętam, że wywołał wtedy na mnie ogromne wrażenie - rozpamiętywałem go w nieskończoność, nocne potyczki Willa z hordami Poszukiwaczy Ciemności stały się przedmiotem niezliczonych koszmarów sennych i wreszcie postanowiłem napisać swoją pierwszą recenzję – jeszcze długopisem i w niewielkim zeszyciku… i to z taką ilością błędów ortograficznych, jaką teraz popełnia przeciętny Wykopek :D Ale przejdźmy do rzeczy, bo słońce zachodzi.

    +Will w roli Neville’a to strzał w 10. Gołym okiem widać ogromne zaangażowanie Smitha, podoba mi się np. jak w niektórych kwestiach pokazuje skrajne wyczerpanie psychiczne (What the hell are you doing out here, Fred? ;))
    +o ile CGi wampirów jest cienkie (nawet jak na 2007 rok), tak na widok opustoszałego miasta wciąż opada szczęka. Fantastyczne i bardzo klimatyczne ujęcia postapokaliptycznego Nowego Yorku
    +mnóstwo scen, które na lata wryły mi się w pamięć, chociażby fragment ze wspomnianym Fredem, Will leżący z psem i karabinem w wannie, podczas gdy w tle słychać narastające jęki i wrzaski wampirów albo scenę, w której wspomniane bestie biegną bez słowa do manekina, a kamera trzyma się z tyłu. Miodzio.
    +no i obserwowanie codziennej rutyny Neville’a – polowanie, zbiór warzyw i wizyta w wypożyczalni kaset. Chociaż trzeba przyznać, że Charlton Heston w Człowieku Omedze bawił się lepiej i np. odpalał nagrania archiwalnych koncertów w kinie
    +podoba mi się relacja Roberta z Sam. Nie jest to parę dialogów dla zasady, ale namacalna przyjaźń, szczególnie w scenie… wiecie jakiej (╯︵╰,)
    +muzyka – bardzo klimatyczna i podkreślająca przygnębiający klimat filmu, mocny plus
    +w kwestii m.in. udźwiękowienia Jestem legendą to perełka!
    +dbałość o szczegóły fajnie buduje tu realizm całego obrazu. Przykładowo – w scenie plądrowania mieszkania w poszukiwaniu zapasów Will otwiera drzwi lodówki, na której widnieją wycinki gazet. Widnieje tam ostrzeżenie przed zakażonymi psami, które mogą wyłazić już o zmierzchu. I faktycznie, niedługo później psiory wyłażą, choć nie zapanował półmrok. Mała rzecz, a spostrzegawcze oko się ucieszy.

    -zakończenie zawsze otwiera mi nóż w kieszeni i nie mogę go przeboleć. Wolę rzecz jasna alternatywny koniec, z bardziej ludzką postacią Alfy. No, ale tak to jest w życiu, pojawia się samotna madka i poczciwy Miras prędzej czy później idzie do piachu (╯︵╰,). Nawiasem mówiąc, twórcy mogli zaimplementować jeszcze ciekawsze zakończenie wprost z oryginalnej powieści :)

    No i co mam powiedzieć, 8/10. Jestem legendą to jeden z tych filmów, do których co jakiś czas wracam. Zarzuca mu się wiele, ludzie nie mogą przeboleć kiepskiej kreacji wampirów, ale dla mnie obraz Francisa Lawrenca nawet dziś, po ponad 13 latach od premiery, stanowi jedną z najlepszych produkcji w swoim gatunku. Nawiasem mówiąc, w scenie wejścia do budynku za pieskiem wciąż mam chęć narobić w nachy…

    #kino #film #horror #scifi #recenzja #filmnawieczor #willsmith #jestemlegenda #usa
    pokaż całość

    źródło: sepecha.i.will.dwa.ziomki.jpg

    •  
      s......a

      0

      w pierwszym MIB.

      @Sepecha: To tak, to i Bad Boys to są role dla niego, sprawdza się idealnie - ma charyzmę i ekspresję.

      robić parodię Tommyego Wiseau?

      Po co od razu skrajności. Price przekazał wszystko - szaleństwo na granicy obłędu, samotność, ale też determinację. To jest prawdopodobnie jego najlepsza rola, a miał wiele wybitnych. Heston to inna bajka, zupełnie inny koncept filmu. Smith natomiast praktycznie nie gra, po prostu snuje się.

      No nie mów, że w Siedmiu duszach nie zagrał świetnie...

      Witamy na polu minowym xDDDD

      "7 dusz" to jeden z najgorszych filmów, jakie widziałem, nie wiem, czy nie jeden z najgorszych w historii kina. W przeciwieństwie jednak do filmów, które nie wyszły bo za mało talentu, nie przekuto wizji w produkt itd., ten jest katastrofą, bo jest dokładnie taki, jak reżyser sobie zaplanował. Serio. Jak to ładnie ujął recenzent filmwebu - emocjonalna pornografia. Szantaż emocjonalny na poziomie przedszkolaka, który drze i ryczy, kiedy nie ma zabawki. Pretensjonalne, bełkotliwe, pompatyczne i bezmyślnie głupie. Smith tutaj daje idealny pokaz, jak bardzo gówniany aktorem dramatycznym jest - zaciśnięta, kamienna twarz męczennika SOMUCHSUFFERING WWOOOOO XDDDDD - ryj wykrzywiony, jakby zeżarł worek fety.
      Przez cały film się śmiałem, tak bardzo tandetne było. A scenę w wannie oglądałem z podłogi. Muszę kiedyś odświeżyć, bo to unikatowa komedia. xD
      pokaż całość

    •  

      @Nieszkodnik Kilkanaście godzin wystarczyło. Chłop elegancko się zabezpieczał, pozbywał zapachu, pilnował wychodzenia i wracania w odpowiednich godzinach (z dokładnością co do minuty), żeby nie być na zewnątrz przed lub po zachodzie słońca, a tu nagle zjawia się baba. I co? Pierwsze co robi, to wjeżdża mu na chatę, gdy obserwują ją wampiry, potem wyżera Mirasowi bekonik, a na koniec kitra się w szybie wentylacyjnym, a beciak białorycerz oddaje życie za nią i za bombelka. I to w imię czego? Szczepionki na wirusa Krippin? Ciekawe jak ją zbadają i skopiują mieszkańcy obsranej osady, gdzie głównie kopią kartofle. Echh, takie życie jest parszywe. pokaż całość

    • więcej komentarzy (11)

  •  

    @Sepecha: Spośród dotychczasowych #hot16challenge2 mogę wyróżnić sporo złota, chociażby zwrotki Dawida Podsiadło, Artura Andrusa czy Zbyszka Stonogi, ale najbliżej mojemu sercu znalazł się Paweł Domagała i jego wykonanie. Aż chciałoby się posłuchać pełnej wersji tej piosenki. Ciepło i pozytywnie, a nie jakieś zakazane mordy łotrów pokroju Palucha, strach się bać.

    https://www.youtube.com/watch?v=m25bP_8wU3U

    #muzyka #paweldomagala #oswiadczenie
    pokaż całość

    źródło: Domagała.png

  •  

    Mirki, jakiś czas temu na jednym ze swoich kanałów na YT, Łukasz Stelmach odpowiadał na luźne pytania od widzów. Wspominał między innymi o fandomie MCU i tu padło kilka ciekawych zdań. Myślałem, że na miejscu strzelę kopytami, kiedy z dumą stwierdził, że fandom MCU to fandom MCU, ale u niego na kanale ludzie tworzą zgraną grupę widzów o jednakowych poglądach, bo, cytuję – „jeśli ktoś wbija do komentarzy i zaczyna pisać jakieś pierdolety o politycznej poprawności, o feminazizmie i tak dalej, no to dostaje kopa w tyłek i tyle go widzieli”. A jak doskonale wiemy, na tym kanale (podobnie jak na Napisach końcowych) pod takie komentarze podchodzą… dosłownie wszystkie negatywne opinie. Nie zgadzasz się, więc albo dostajesz bana, albo Stelmaszek wyśle ci zdjęcie skwaszonej bili ajlisz z symbolicznym xd. I nie rozumiem argumentu, że swoją społecznością chce tworzyć własną wizytówkę. XD To nie społeczność, tylko zgraja dupowłazów i ślepych wyznawców, którzy spijają każde słowo z ust grubego. Gdzie tu miejsce na merytoryczną dyskusję? Po co w takim razie w ogóle cokolwiek komentować? Tworzenie jakichkolwiek treści i zamykanie się na dyskusje pod pretekstem… czego? Zresztą cosplayerce Fiony też wyrwało się kiedyś, że Napisy Końcowe wykopują typów, co pyskują w komentarzach. I fakt, wystarczy zobaczyć dowolny materiał na ich kanale – setki wazeliniarzy płaszczących się przed tym błaznem Piesulą albo wspomnianą parką zielonych barbarzyńców z Warhammera. No nie powiem, jestem pod wrażeniem, jaką sobie zrobili utopię i kółko wzajemnej adoracji. A potem płacz, że rozrost społeczności jakby się zatrzymał :D No zatrzymał, bo robicie z siebie bandę dzbanów. W zasadzie to tylko Oskara da się jeszcze lubić i słuchać, Mroowy nawet jeszcze nie poznałem. No i tu można jak człowiek napisać kilka słów, Piwosz nie ruszy postu na Wykopie. Tej siły nie pokonasz, ile byś się nie pocił (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

    #feminazizm #feministki #ichabod #napisykoncowe #lukasztelmach #wolnoscslowa i #bekazlewactwa
    pokaż całość

    źródło: feministka.jpg

  •  

    #sepecharecenzuje Wstrząsy (1990) (no.69)

    Dziś, Mirki i Mirabelki, cofamy się trzy dekady wstecz, do upalnej i dusznej Nevady, gdzie Kevin Bacon i Michael Gross napieprzają się ze słusznych rozmiarów czerwiami. Tak, dokładnie – to Wstrząsy! Film należący do klasyki gatunku i z pewnością znany większości z Was, ale warto go sobie przypomnieć.

    +klimat to chyba najmocniejsza karta tego filmu. Najlepiej oglądać go w środku lata, bo to właśnie na upalnej pustyni dzieje się cała akcja. A ta znów dzieje się na przemian w nocy i w dzień, co daje bardzo fajny efekt i nie tak łatwo się tą prostą historią zapchać.
    +Kevinek rzecz jasna na plus, ale to postać Barta Gummera jest szczerym złotem – i jak po latach okazuje – jednym z głównych filarów wciąż rosnącej serii. Wiejski Rambo ze strzeleckim zapałem Andersa B. Jak go nie kochać?
    +humor. Wstrząsy nie udają poważnego kina grozy i za ten brak sękatego kawałka drewna w odbycie cała seria ma u mnie ogromnego plusa. Nawet obecnie twórcy tej serii tworzą nowe części i ewidentnie bawią się swoimi pomysłami. Nie zdziwiłbym się, gdyby Wstrząsy 10 były w kosmosie – z odległym potomkiem Gummera.
    +muzyczka – czilowa i bardzo westernowa, na plus dla klimatu filmu
    +kilka nieźle pomyślanych scen i efektów, które ograniczał budżet, a wyszły całkiem miodnie. Miła odmiana od tego typu horrorów z potworami robionymi na szybko w Paincie.

    -historia, co by nie mówić, jest bardzo prosta i przewidywalna. Cała seria opiera się niestety na jednym schemacie – spotkanie z robakiem, nacoorwianie w robaki, przy ostatnim sprawy się komplikują. I tak w koło Macieju.

    No i co mam powiedzieć, 6/10. To zdecydowanie najlepsza odsłona serii (może poza westernowym Początkiem legendy, który również bardzo przyjemnie się oglądało). Seans mogę polecić na wieczór mniej ambitnego, acz satysfakcjonującego kina. Zachęcam też do nadrobienia całej serii, która jest pomieszaniem kija i marchewki, ale jak dla mnie warto. W tym roku ma wyjść siódma odsłona :3 Największe filmowe sagi się chowają.

    #kino #horror #wstrzasy #tremors #usa #nevada #klasyka #recenzja #film #filmnawieczor
    pokaż całość

    źródło: Wstrzonsy.jpg

  •  

    #sepecharecenzuje Ona (2013) (no.68)

    Ona to wbrew pozorom nie romans o miłości człowieka z systemem operacyjnym, ale przede wszystkim film, który wiele uwagi poświęca ludziom, relacjom między nimi, jak również zupełnie rozbieżnym uczuciom towarzyszącym każdemu z nas – miłości, samotności i niepewności. Spike Jonze rzuca swoim scenariuszem światło na przedziwny paradoks – jak często usiłujemy uciec od samotności, jednocześnie oddalając się od drugiego człowieka.

    +świat w filmie mnie przeraża, a to dlatego, że jest tak realistyczny. Tłumy ludzi, ale każdy mruczy do siebie, czaty głosowe samotnych dusz, listy z życzeniami pisane na zamówienie. Jakoś w tym wszystkim tracimy na człowieczeństwie. I najgorsze, że praktycznie to odzwierciedlenie obecnych czasów.
    +a jednocześnie nie jest to dystopia, bo na plaży wciąż spędzają czas (offline!) tysiące osób, a film sam podsuwa nam obrazy szczęśliwych rodzin, które obserwuje bohater
    +wspaniały występ Joaquina Phoenixa jako rozdarty w sobie, ale i zagubiony samotnik, który obawia się związku z systemem, a jednocześnie boi zamknięcia wieloletniego związku. Bardzo ludzka, świetnie napisana postać. Nietrudno się utożsamić.
    +film stara się nakreślić proces rozwój i związane z ewolucją rozterki systemów. Miejscami lepiej, miejscami gorzej, ale plus za same starania.
    +głos Scarlett Johansson w tle (。◕‿‿◕。)
    +w sumie to piękna i napawająca szczególnym uczuciem scena finałowa, idealne zwieńczenie tak wartościowej produkcji
    +a od strony technicznej, to od groma tu pięknych, długich i pełnych melancholii ujęć z akompaniamentem cudownej muzyki. Miło popatrzeć i posłuchać.

    -kilka baboli i głupot w scenariuszu. Wiążą się z tytułową Samanthą, ale nie umiem używać tych piekielnych spoilerów na wykopie. Można napisać na priv albo w komentarzu, a kto nie widział, to sam niech obejrzy i dostrzeże ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    -Poświęciłbym trochę więcej czasu na postać graną przez Amy Adams. Myślę, że scenariusz tylko by na tym zyskał. Ale to maleńki minusik.

    No i co mam powiedzieć, 8/10. Uderzająco realistyczna, a przy tym przygnębiająca wizja niedalekiej przyszłości człowieka – nie ludzkości, a szarej, pojedynczej jednostki, przeciętnego zjadacza chleba. Her odbieram jako swego rodzaju filmowy traktat filozoficzny o naturze każdego z nas. Traktat, który stawia pytania, nad którymi można dywagować, ale do odpowiedzi najpewniej nie dojdziemy nigdy. Sam tytuł bardzo serdecznie Wam polecam, to jeden z tych filmów, który mocno chwyta za gardło, ale warto się z nim zmierzyć.

    #kino #dramat #melodramat #film #filmnawieczor #recenzja #joaquinphoenix #usa #recenzja #her
    pokaż całość

    źródło: smutny.joker.jpg

  •  

    #sepecharecenzuje Co robimy w ukryciu (sezon I) (2019) (no.67)

    Połączenie paradokumentalnego stylu The Office i niepowtarzalnego poczucia humoru Taiki Waititiego to przepis na niemal 100% sukces. Zachwycony krótkometrażową i pełnometrażową wersją What we do in the shadows, sięgnąłem po pierwszy sezon serialu o tym samym tytule. I nie zawiodłem się. To działa, działa!

    +forma niezmiennie bawi. Każdy odcinek to dzień (a raczej noc) z życia wampirów. Są popijawy, nocne burdy na Manhattanie, a nawet domowe orgie. Ogląda się to kapitalnie i z niegasnącym zaciekawieniem.
    +stylizacja na dokument wciąż działa. Na plus bardzo częste interakcje z ekipą filmową.
    +rozszerzanie uniwersum WWDITS, poznajemy nowe klany wampirów i watahę wilkołaków, a historia zgrabnie zazębia się z „materiałem” o Viago, Deaconie i Vladislavie.
    +sporo kapitalnie napisanych postaci i równie ciekawych relacji między nimi. Jest chociażby kilkusetletnie małżeństwo czy wrukwiający wszystkich wampir energetyczny.
    +świetne i pełne różnorakiego absurdu dialogi
    +humor - w sporych ilościach, ale bez męczącego natłoku. Poza tym zabrakło tylko cameo Carella jako wampira i mielibyśmy mroczną wersję The Office.
    +A skoro już o tym mówimy - występy gościnne, o jeżu. Od samego Waititiego, przez Tildę Swinton i Danny’ego Trejo, aż po cholernego Wesleya Snipesa. Tak - Blade’a.

    -delikatna powtarzalność. I nie chodzi tylko o formę. Część żartów i sytuacji widziałem już w krótkometrażówce i pełnometrażowym projekcie Waititego o tym samym tytule.

    No i co mam powiedzieć, 8/10. Kocham absurdalny humor, którym przesycony jest ten serial. Pierwsze dziesięć odcinków można obejrzeć w jeden wieczór, do czego Was zachęcam, bo właśnie wychodzi drugi sezon. Bardzo przyjemny tytuł, idealna alternatywa dla setek jednakowych produkcji z kijem w rzyci. Waititi jak zawsze z rigczem i humorkiem. Gorąco polecam!

    #kino #serial #whatwedointheshadows #corobimywukryciu #usa #taikawaititi #recenzja #horror #komedia #mockumentary
    pokaż całość

    źródło: edward.cullen.jpg

  •  

    Witam, Finowie. Ogunie chciałem naruszyć kwestię tego typu, że wy mówicie – ,,Wuwunio wybił Tigera; Bonzo to zjeb”… Zastanówcie się troszkę.
    I. Bonzo wypromował cały paszal swoją postacią i rapem. Bonez i Wuwu to marionetki do pisania tekstów i załatwiania spraw technicznych, Mateusz nie poświęca takim bzdurom czasu. Co, myślicie że Eminem sam montuje swoje teledyski?
    II. Bonzo od lat tworzy na Yt, zawsze z kumorkiem, jest legendą i symbolem polskiego Internetu, zna go każdy Polak. Jest na równi z JP2 i Pudzianem.
    III. Tiger ma żonę, którą zna od czasów szkolnych i której pozostaje wierny. @wuwunio i Bonez to są geje, chodzili na zmianę do kibla. Razem.
    IV. Mateusz organizował finom zloty pod Manufakturą. Wuwu zbiera swoich ludzi, potem piją i chodzą po zamkach. Ale to ich broszka, nie moja.
    V. Utwory takie jak „Pluję na was totalnie” stały się dobrem narodowym i są cytowane przez profesorów polonistyki na uniwersytetach. Mateusz to Chopin wśród raperów. Darcia kota w wykonaniu Wuwunia słucha tylko spocony Pawłowski.

    Można tak wymieniać w nieskończoność. Mój apel – ogarnijcie się troszeczkę, zacznijcie myśleć głową, a nie dupą. Czymajcie się. Ello benc!

    #bonzo #wuwunio #palhajstv #tigerbonzo
    pokaż całość

    źródło: zhumorkiem.jpg

  •  

    Mireczki i Mirabelki, przy sobocie proponuję małą zabawę. Zainspirował mnie post na temat oczekiwań co do apokalipsy. Pytanie brzmi – gdybyś musiał/a wybrać jeden świat postapokaliptyczny (z filmu lub serialu), w którym przyszłoby ci spędzić resztę życia, na co byś się zdecydował/a?

    Ja strzelam w The Last Man on Earth (pic rel). Przynajmniej pobujałbym się po Ameryce z Willem Forte i pobawilibyśmy się miotaczem ognia. Nie tak źle. Ale może są tu hardkorowe wykopki, które podpiszą się chociażby pod Mad Maxem?

    #kino #seriale #thelastmanonearth #apokalipsa #glupiewykopowezabawy #postapo
    pokaż całość

    źródło: IAmTheLiquor.jpg

  •  

    #sepecharecenzuje 365 dni (2020) (no.66)

    Uświadomiłem sobie, że - parafrazując klasyka – jeżdżenie po tym filmie jak po MOPRu nie ma większego sensu. A to głównie dlatego, że 365 dni jest jednym wielkim autodissem. I o ile taki Vega to w zasadzie biznesmen, który produkuje swoje filmowe fekalia jedynie dla łatwych pieniędzy, wydawać by się mogło, że niejaka Barbara Białowąs i sztab pracujących z nią ludzi faktycznie próbuje ulepić coś sensownego. No cóż, na pewno daliście z siebie wszystko, kochani.

    +pomijając fakt, że 365 dni to pełnometrażowy pornol (dobrze zarabiający pornol), to jest to jednocześnie gniot z pełną parą poniewierający widza wszelkimi stereotypami, również (o ironio) o typowej p0lce. Tak, drogie Panie. W jednej ze scen dwie p0lki rozwalają się przy stole z brudnymi girami, wywalonymi bebzonami i kielichami taniego wina. Piękny obraz kobiety wyzwolonej.

    -sama historia przypomina opowiadanie erotyczne dwunastolatki na Wattpadzie. Szybko, szybko wprowadzenie i jedziemy z grubym tematem.
    -dialogi sprawiły, że miałem ochotę strzelić kopytami. Znajdzie się też kilka perełek, w sumie to dobry film do obejrzenia dla hecy z grupą znajomych.
    -a poza tym gra aktorska. Jeżu, co to była za gra. Na forum jakaś kobieta wspominała o gali Oscarów i tej siermiędze. W sumie dałbym go odtwórcy roli Massimo, bo chłop przez cały film powiedział może 10 zdań i głównie się prężył. Reszta aktorzyn bełkotała wykute na blachę kwestie (po angielsku!!!) z topornym polskim akcentem (Przemysław Sadowski i jego KŁESZCZYN, nie zapomnę nigdy)
    -cliffhanger na koniec – wow. Zapowiada się kontynuacja, a nawet Massimo Universe i crossover z Marvelem. Po godzinie zapomniałem o tym filmie, więc będę musiał sobie go odświeżyć przed dwójeczką

    No i co mam powiedzieć, 1/10. 365 dni to po prostu skrajnie zły film, który nawet nie zasłużył na obrzucenie łajnem. Nijaka i śmiertelnie nudna ekranizacja (sądzę, że równie udanej) powieści pióra Blanki Lipińskiej bije na głowę legendarny Botoks, a nawet niebezpiecznie zbliża się do Smoleńska. Przyznaję, że seans zaliczyłem w prędkości nadświetlnej, pomijając ciągnące się w nieskończoność sceny mierzenia wzrokiem i monumentalne sceny kopulacji. Bo o tym jest ta produkcja – to jedna wielka kopulacja przeplatana scenami zakupami. Ale zarobił swoje, obejrzały go setki tysięcy Polek i p0lek i wreszcie poszedł w świat, gdzie ktoś kiedyś weźmie go za wizytówkę polskiego kina... Pora umierać.

    #kino #premiera #365dni #filmnawieczor #recenzja #massimo #p0lka #gniot #polska
    pokaż całość

    źródło: Mmm.Massimo.jpg

  •  

    #sepecharecenzuje Cóż za piękny dzień (2019) (no.65)

    Tom Hanks jako terapeutyczny Kubuś Puchatek w ludzkiej skórze to postać, którą można albo uwielbiać, albo udawać, że się jej nie trawi, a w głębi duszy uśmiechać się do tego poczciwca. Czytałem sporo opinii o przerysowanej laurce i banalnej jeździe po ludzkich uczuciach, jaką niby jest ten film. Ku mojej uldze, Cóż za piękny dzień okazał się kinem ciepłym, uczuciowym i napawającym optymizmem, ale to wszystko w granicy dobrego smaku.

    +kruci, Tom Hanks mógłby być moim ojcem. Nawet nie musiałby być świętym, jak w filmie. Nawiasem mówiąc, jedna z jego lepszych ról ostatnich lat.
    +porównanie do Puchatka trafione w zasadzie po części. Hanks wysłuchuje z kojącym uśmiechem, a potem udziela rady. I te różne mądrości bardzo mnie w tym obrazie ujęły, szczególnie w scenie przy łożu śmierci jednego z bohaterów. Nie zawsze się pochylam nad takimi frazesami, w tym przypadku owszem.
    +wątek relacji ojca z synem jest oklepany jak Najman w pierwszej rundzie, ale w takiej formie wciąż bardzo mnie porusza. Plus za rolę Chrisa Coopera.
    +narrację utrzymano w dobrym smaku, bez przesadnej cukierkowości. Część scen musi oczywiście wyglądać infantylnie, bo Hanks prowadzi program dla dzieci i częściowo tak właśnie stylizowany jest cały film.
    +bardzo ciekawe pomieszanie formy – wstawki z planu zdjęciowego z makietą, która udaje rzeczywisty świat
    +i całość mówiąc krótko ma bardzo pozytywny wydźwięk. Jestem oczarowany.

    -postać Lloyda absolutnie do mnie nie przemawia. Najpierw bardzo sceptyczny, potem wylewny i uczuciowy gostek, moment wewnętrznej przemiany nakreślony od niechcenia. Niedobrze, bo to główny bohater i jest go tu najwięcej, a Matthew Rhys zagrał drętwo.

    No i co mam powiedzieć, 7/10. To oczywiście sporo banałów i lukru a la kino familijne, ale film z powodzeniem nadrabia cudowną postacią pana Rogersa i kręcącą łezki w oku historią obyczajową w tle. Miły seans, jak miód na serce. Pozytywne kino w sam raz na aktualną sytuację i codzienne informacje o zgonach i zakażeniach. Polecam!

    #kino #tomhanks #obyczajowy #dramat #recenzja #filmnawieczor #cozzapieknydzien #usa #film
    pokaż całość

    źródło: cóż.za.piękny.dzien.jpg

  •  

    "Ale wiecie, uśmiech losu można zobaczyć nawet w tych najciemniejszych chwilach (siup), jeżeli tylko pamięta się, żeby zapalić światło. (siup)"

    #harrypotter #motywacja #przegryw #kino #film #cytatywielkichludzi #oswiadczenie

    źródło: mowamotywacyjnadziada.jpeg

  •  

    #sepecharecenzuje Psy 3. W imię zasad (2020) (no.64)

    Pasikowski przypomina mi Patryka Vegę. No, oczywiście Władek jest myślącym i znacznie bardziej uzdolnionym reżyserem, ale zauważyłem, że obaj panowie nabrali wygodnej maniery robienia swoich filmów pod określony szablon. I choć ten pierwszy może nie robi tego na tak wielką skalę, co by nie mówić, Psy 3 to niemal kropka w kropkę Pitbull. Ostatni pies. Uwaga, nie zmienia to jednak faktu, że W imię zasad to zaskakująco udana produkcja sensacyjna. Powiem więcej – dzięki swojemu pazurowi (hehe, wujek Czarek) z powodzeniem odgrywa rolę polskiego odpowiednika Irlandczyka!

    +Linda zestarzał się jak wino i choć od lat widujemy go w gniotach pokroju Diablo czy Planety Singli 3, chłopina wciąż potrafi zrobić na ekranie zadymę i grać charakternego gangusa. Stary, dobry Franz.
    +Dorociński jako dobry glina to kolejna wersja Despero, ale wciąż robi robotę i śledzi się go pierwszorzędnie. (Może mi już te Vegi i Akiny kompletnie zatarły gust?)
    +sporo akcji i dobrze rozpisanych dialogów plus bardzo obsada (oprócz wspomnianych na ekranie także Schuchardt, Frycz I Pazura, który jak chce, to potrafi grać)
    +rzecz jasna nie jest to nic oryginalnego, ale klimat brudnej, skorumpowanej policji zawsze na plus
    +muzyka, Mirki, muzyka to małe arcydzieło. W kinie miałem ciarki.
    +deczko humoru i gościnny występ Jakubika :3

    -[tu mały spoiler] - największa bolączka tego filmu to niepotrzebna jatka na zakończenie. Prywatne porachunki zmieniają się w mordowanie niewinnych ludzi, Pazura jadący full auto z kałacha, mmm
    -Pitbull. No w zasadzie był to Pitbull, choć o innym umaszczeniu, ale szczeka identycznie
    -wątek z zatruciem polonem nie pasuje mi do Psów. Bardziej to klimaty amerykańskiego kina i filmów akcji z Jasonem Stathamem. Niepotrzebne udziwnienie.

    No i co mam powiedzieć, 7.5/10. Jak na polski film było zaskakująco dobrze. Rzecz jasna nie jest to już poziom poprzednich odsłon, ale W imię zasad z powodzeniem broni się jako zwieńczenie tej wspaniałej trylogii. Polecam gorąco, głównie dla świetnej obsady i kultowej Kołysanki, ale nie spodziewajcie się cudów na kiju, bo Psy 3 to schematy, schematy i jeszcze raz schematy, choć wciąż potrafiące przynieść sporo satysfakcji i wartko wprawić w brudny, gangsterski klimat a la podlaski Scorsese, a to się ceni i chwali.

    #kino #film #recenzja #psy #franzmaurer #polska #filmnawieczor #dramat #klasyka
    pokaż całość

    źródło: panciaglejestwkomisji.jpg

  •  

    Zobaczcie koledzy - użytkowniczka arinkao spamuje mi osą i wulgarnymi slowami pod każdym komentarzem od 10 minut. Niespotykana wrogość w odpowiedzi na uprzejmą polemikę w jednym ze znalezisk. Oczywiście natychmiast dała też na czarno. Gdzie się lęgną takie zwariowane wariatki? Żylka ci pęknie @arinkao

    #oswiadczenie #patologia #wariatka #logikarozowychpaskow #p0lka pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 1585005105172.jpg

  •  

    #sepecharecenzuje Miszmasz, czyli Kogel-Mogel 3 (2019) (no.63)

    Obejrzane, ale jakim kosztem. Trzecia odsłona jednej z przyjemniejszych polskich komedii lat 80-tych reklamuje się hasłem: „Komedia taka jak dawniej”. No cóż, nie wiem, co w niej jest „jak dawniej”. Mówię to ze smutkiem, ale Miszmasz jest najbardziej nieśmiesznym, żenującym i przykrym wysrywem, jaki miałem okazję oglądać w ciągu ostatnich paru ładnych lat, wliczając w to gnioty kinowych trolli i Januszy pokroju Vegi czy Zatorskiego.

    -historia zaskakiwała mnie do samego końca. Nie wiem o co chodzi, było tylko sporo mówienia BANG i jeszcze więcej scen usilnie starających się być śmiesznymi, jak trwająca kwadrans karuzela śmiechu z dwojgiem naćpanych gerontów w traktorze. Poziom niżej od cyrku. Dosłownie, bo tu jeszcze rzucali pomidorami w Zborowskiego. Sale kinowe musiały tonąć w salwach śmiechu.
    -dialogi o niczym, sztucznie błyskotliwe i ozdobione paroma nawiązaniami do poprzednich części
    -Miszmasz zamyka większość wątków z poprzednich odsłon, ale robi to półsłówkami i na odpier*ol, zupełnie jak gimbus kończący pracę domową na przerwie w kiblu, z zeszytem na ścianie kabiny i dyszącym w kark kolegą, który pilnuje, żeby nie było słowo w słowo, bo facetka się skapnie. Autorka scenariusza – Ilona Łepkowska, wypróżniła się na scenariusz i napluła widzom w ryje.
    -pełno schematów, jakie znamy doskonale z każdej współczesnej komedii przeciętnego polskiego twórcy (tak, jest warszawka, są niedorozwinięci stróże prawa, jest Kamil Roznerski i disco polo)
    -a skoro o tym mówimy, kiedy na ekranie pojawił się Żenek Martyniuk, umarłem w środku (kochani, opa, rączki w górę, wysoko – i zwierzęta skaczące w rytm „Oczu zielonych”. Błagałem o szybką śmierć.)
    -szkoda mi bardzo Zdzisława Wardejna, bo chłop bardzo się starał, ale już w pierwszej scenie brodził po pas w ciepłym szambie, a potem było tylko gorzej

    No i co mam powiedzieć, 1/10. Absolutny upadek rozumu i godności człowieka. Poczułem się ugodzony prosto w serce i jest mi przykro, że powstają takie cuda i żerują na sentymencie widzów. Niewyobrażalny poziom szamba i ekstremalnej żenady, seans tego ścierwa przypłaciłem całonocnym pobytem na kiblu, a to wszystko dzięki genialnemu scenariuszowi „komedii takiej jak dawniej”. Trudno opisać mi w słowach jak potwornie zły jest ten… niech będzie - film. Trzymajcie się od tego tytułu z daleka, niech przepadnie w czeluściach piekieł i nigdy nie wraca. Nigdy.

    #kino #film #recenzja #gniot #komedia #dramat #kogelmogel #filmnawieczor #zenada #polska
    pokaż całość

    źródło: i1.fdbimg.pl

  •  

    Witam, drogie Mirki. Jako, iż kina zamknięte, postanowiłem, że wrócimy do formy z początkowych wpisów na tagu, czyli recenzji nie tylko premier kinowych, ale i ciekawszych filmów z dawnych lat, które niedawno obejrzałem. Napiszcie co o tym sądzicie i zapraszam do lektury (oraz do zagłosowania w ankiecie na dole)! :P

    #sepecharecenzuje Blade: Wieczny łowca II (2002) (no.62)

    Filmowa wersja Blade’a to moje guilty pleasure. Podszyte kiczem, ale miażdżące klimatem kino od Guillermo del Toro (tylko II odsłona) i bez wątpienia stworzony do roli wojowniczego półwampira Wesley Snipes. Inni machną ręką, ja jaram się jak wampirza rzyć o poranku.

    +wizualnie - bajka. Film sprzed prawie dwóch dekad, ewentualne braki w budżecie doskonale skrywają kapitalne, wyprane z barw sceny i wszechobecny mrok. Mniam.
    +film całkiem nieźle straszy, bliżej mu do horroru. Szczególnie udały się sceny z kanałami, gdzie Blade ściera się z setkami bestii.
    +krwawy i brutalny – momentami całkiem konkretna sieczka
    +kręcący się na drugim planie Norman Reedus (Daryl z TWD) pasuje do tego świata idealnie. Chciałbym zobaczyć go z kuszą!
    +może to błahostka, ale doceniam inwencję twórców w kwestii uzbrojenia Blade’a. Mamy więc nie tylko klasyczny miecz, ale też np. granaty świetlne.
    +delikatna doza humoru zawsze na plus, Blade groteskowo cmokający na odpicowane auto fajnie wplata się w ton całego filmu

    -choreografia walk zupełnie nie w moim guście. Kiczowate, sztuczne skoki nie robią wrażenia, szczególnie w finałowej scenie. Szczelaniny od biedy ujdą.
    -scenariusz jest banalny i naiwny. Wiem, że to adaptacja komiksu, ale podczas seansu czułem, jakbym oglądał cinematiki z leciwej gierki. Gdzieś tam nawet pojawił się wątek miłosny, ale napisano go chyba na kolanie.

    No i co mam powiedzieć, 7/10. Oprawa wizualna to gratka, choć efekty rzecz jasna zdążyły się zestarzeć. Klimatyczne i przyjemne kino, odsłona znacznie brutalniejsza od pierwowzoru, ale to na plus. Co do trójki, słyszałem, że okrutny paździerz, więc pewnie na razie odsunę seans. Niemniej „dwójeczkę” serdecznie polecam, jak na adaptację komiksu przed erą MCU, jest naprawdę bardzo przyzwoicie.

    #film #kino #recenzja #blade #horror #komiks #marvel #wampiry #filmnawieczor

    Ankieta poniżej, zapraszam do udziału (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)
    pokaż całość

    źródło: blade2fanowskiplakat.jpg

    #sepecharecenzuje - co dalej?

    • 19 głosów (79.17%)
      jedziemy po równo - trochę staroci, trochę nowości
    • 1 głos (4.17%)
      ok boomer - tylko premiery kinowe
    • 4 głosy (16.67%)
      kiedyś to było - przewaga starszych produkcji
  •  

    Mirki, muszę powiedzieć, że Cinema City po raz kolejny pozytywnie mnie zaskoczyło. Co by nie mówić, jest to firma dbająca o swoich klientów. Teoretycznie abonenci Unlimited nie mają nic do gadania w przypadku, dajmy na to kwarantanny i zamknięcia kin na 2 tygodnie, bo regulamin mówi jasno, że kino nie ponosi odpowiedzialności za takie sytuacje, a tu proszę - przychodzi mail, że w ramach rekompensaty najbliższa "rata" będzie odpowiednio obniżona, a na dokładkę każdy dostanie darmowy bilet, który z przyjemnością podaruję matuli albo staremu. Gorąco polecam, a za Multikinem nie tęsknię, te ich drewniane fotele i wiecznie obcięty repertuar. Trzymajcie się i bądźcie zdrowi!

    #kino #cinemacity #unlimited
    pokaż całość

    +: 9...9, zancira +1 inny
  •  

    W Polsce jak w lesie. Wziąąąąą i zamknąąąą, poważne dziennikarstwo.

    #koronawirus #bekazpodludzi #analfabetyzm

    źródło: wpolscejakwlesie.png

  •  

    #sepecharecenzuje Nędznicy (2019) (no.61)

    Nawet po tygodniu od seansu Nędzników mam spore trudności z ustosunkowaniem się do tego tytułu. To obraz mający spore szanse na bycie godnym zastępcą świetnego The Florida Project (także jeśli chodzi o oprawę audiowizualną), ale jednocześnie kilka rzeczy nie zagrało tu tak, jak mogło i jak powinno.

    +Mirki, jest na co popatrzeć. Zalany słońcem Paryż, ale nie ten rodem z allenowskiej komedii. Niejaki Ladj Ly stawia na ukazanie biedy i codzienności francuskiej klasy niższej, a w to wszystko wplata masę genialnych ujęć panoramy miasta.
    +ciekawy kontrast policyjnego świeżaka do jego kolegów-weteranów. Nie tylko na tle podejścia do służby, ale i kodeksu moralnego.
    +Ly wplata swoje przesłanie i stosuje ciekawy zabieg, bo pojedynczym cytatem skłania do refleksji tuż po dramatycznym zakończeniu filmu. Chytra sztuka z tego Francuzika.
    +kilka mdłych postaci, ale też sporo bardzo wyrazistych, głównie na drugim planie, jak choćby Burmistrz
    +znalazło się też trochę niezgorszych sekwencji. Dynamiczna i żywa praca kamery robi swoje.

    -zastanawiam się, z czego wynika fakt, iż scenariusz momentami kluczy i sprawia wrażenie sztucznie rozciągniętego. Odkryłem, że Nędznicy to pełnometrażowa wersja krótkometrażówki sprzed trzech lat, być może tu tkwi problem.

    No i co mam powiedzieć, 8/10. Dwie gwiazdki w dół za kilka potknięć w samej narracji. Całość ogląda się jednak wyśmienicie, szczególnie na dużym ekranie, gdzie wszechobecna bieda i dojmujące upały paryskich slumsów są wręcz namacalne. I to z pewnością jest ciekawe doświadczenie, którego nie miałem przyjemności doznać od premiery wspomnianego The Florida Project. Zachęcam więc do seansu, Nędznicy nie należą do kina łatwego, ale potrafią zaserwować nam dużo, dużo satysfakcji.

    #kino #nedznicy #francja #filmnawieczor #recenzja #dramat #film #premiera
    pokaż całość

    źródło: i1.fdbimg.pl

  •  

    #sepecharecenzuje Sala Samobójców. Hejter (2020) (no.60)

    W twórczości Jana Komasy podobają mi się trzy rzeczy. Przede wszystkim, stroni ona od Karolaków, Głowackich, Oświęcimskich i reszty wszędobylskich aktorzyn. Po drugie, o czym by nie opowiadała – nie zaznacie tu grama boomerstwa i bufoniarstwa „czołowych” polskich reżyserów, bo Komasa faktycznie jest twórcą z wizją i niegłupią myślą do przekazania. No i wreszcie, stawianie kart na młodych aktorów nowego pokolenia, jak Bielenia czy właśnie Maciej Musiałowski, którego jeszcze będę dziś chwalił. To i parę innych rzeczy składa się w nowoczesne, ale bardzo angażujące kino, które po potopie fekaliów w postaci Żenków, Swingersówi Bad Boyów jest jak balsam na moje zbolałe oczy kinomaniaka.

    +suspens. Uuuch, historia opowiedziana na jednym tchu. Fantastycznie zbudowane napięcie już od samego początku do samych napisów końcowych. Siedziałem i kwiczałem, Komasa jest sadystą.
    +młody Musiałowski wymiata, koleś jest jak polski Joaquin Phoenix w roli Jokera. Odrzucony i wyśmiany, zamiast się załamać, walczy o swoje, drąży i gra na dwa fronty. Zbudował przerażająco autentyczną maskę, na którą sam dałem się nabrać.
    +na drugim planie Vanesska Aleksander, na którą miło popatrzeć, a także jak zawsze świetna Agata Kulesza
    +o problemie hejtu w ten sposób chyba jeszcze nikt nie mówił, za to spory plus. Przyzwoicie ukazany proces nakręcania aferki, ale też burzy, która może być jej następstwem.
    +koniec końców to bardzo smutna historia. Dramatyczna opowieść o ludzkich uczuciach, także tych skrajnie negatywnych.
    +kilka scen autentycznie wbija w fotel, głównie przez kapitalną pracę kamery, genialną rolę Musiałowskiego i łupiącą w tle muzykę klasyczną. Innym razem potrafią hipnotyzować, jak w ujęciu „cichego tańca”. Magnifique dentastix.
    +dialogi muszę pochwalić, bo są treściwe i bardzo… konkretne, rzekłbym.
    +końcówka wywaliła mnie z kapci tak, jak Vince McMahon wyleciał z krzesła. Drastyczny, bezpośredni strzał w pysk odbiorcy.
    +a patrząc od strony technicznej, montaż zaskakująco satysfakcjonujący, przeplata m.in. dialogi z przeszłości z obrazem z teraźniejszości. No, pójdziecie to zobaczycie o co chodzi.

    -w zasadzie to nie wyciąłbym z tego filmu nic, ale wskazanie na jedyny błąd w planie Tomka Giemzy załatano w dość banalny sposób, co mnie uszczypnęło. Zobaczycie sami w kinie.

    No i co mam powiedzieć, 8.5/10. Bardzo mocne, współczesne kino z wybitnie poprowadzoną narracją, z którą pierwszorzędnie komponuje się calutka obsada. Cieszę się bardzo, że powstają takie filmy i robią je polscy twórcy. O takich tematach również trzeba mówić i to właśnie Jan Komasa jest do tego idealną osobą. Seans jak najbardziej polecam, zaufajcie Komasie i dajcie przywrócić sobie wiarę w polskie kino, które wciąż potrafi być mądre i ambitne.

    #film #kino #premiera #recenzja #salasamobojcow #hejter #jankomasa #filmnawieczor #polska #dobryfilm
    pokaż całość

    źródło: krucadobryfilm.jpg

  •  

    Moi drodzy, mam bardzo dobre przeczucia. Opublikowany niedawno pierwszy materiał z Pattinsonem w kostiumie Batmana klimatem bije na głowę wszystkie gnioty z Affleckiem, a muzyka przywodzi na myśl klasyczny motyw w wersji a la... marsz? Brzmi toto wcale nie gorzej niż zimmerowski The Dark Knight Rises Theme. Oglądam w kółko i jaram się jak pierwszym materiałem z tańczącym Phoenixem - Jokerem. I fantastycznie, że wybór padł ostatecznie na Roberta, bo gość ma niesamowity talent i o nową kreację Wayne'a jestem spokojny. Ech, gdyby tylko cały film był tak przygnębiający i mroczny, jak sam test kamery.

    #kino #batman #dc #premiera #usa #robertpattinson #film
    pokaż całość

    źródło: 1582879186459.webp

    •  
      F.........e via Android

      0

      @Sepecha

      Przyznam szczerze że jak ogłosili Pattinsona to byłem zdziwiony i zdegustowany. Ciągle mam przed twarzą wizerunek wampira w Zmierzchu który wyglądał jak ćpun i grał jedną miną. Jednak z pierwszych zdjęć latających w necie można mieć nadzieję na coś fajnego. Z Danielem Craigem w roli Bonda też byłem sceptycznie nastawiony a teraz jestem jego fanem.

    •  

      @FifthAvenue Sęk w tym, że ludzie błędnie postrzegają Pattinsona jako tego wampira sprzed paru ładnych lat. Do tego czasu zdążył zaliczyć kilka bardzo ciekawych występów, pokazał talent chociażby w ubiegłorocznym Lighthouse. Dlatego mam dobre przeczucia, Hoult w ogóle by do tej roli nie pasował.

    • więcej komentarzy (8)

  •  

    1 marca rusza kolejny sezon warszawskiego Veturilo. Pierwsze stacje już zapelnione rzędami lśniących, odpicowanych rowerków. Ja już zacieram rączki na myśl o przejażdżkach dłuższych i krótszych, ale niestety - jeszcze przed niedzielnym startem jakieś zwierzę z nożem przyjdzie i skasuje parę opon, uszkodzi hamulce, powygina szprychy i odłamie homoseksualistów. Bo mu to przeszkadza, bo po co ma to być i ktoś ma z tego korzystać. Ciężko mówić. W pierwszych miesiącach jeździ się najlepiej, potem znalezienie sprawnego roweru graniczy z cudem. Raz przy hamowaniu przed jezdnią siodełko się zarwało, a rower dosłownie rozleciał pode mną.

    #rower #veturilo #warszawa #zwierzeta #podludzie #thatslife
    pokaż całość

    źródło: 1582710731974.jpg

  •  

    Filmweb bije sam siebie. Żenada sięga zenitu. I nie mówię tu o recenzjach Muszyńskiego (ten typ zasługuje na osobny post), ani nawet o tłumaczonych słowo w słowo z zagranicznych portali, jeżących się od błędów artykułach. Nie, bo niedawno do serii o gustach filmowych mniej lub bardziej popularnych osobistości zaproszono... Benka Martyniuka. Sic! Już Tokarczuk nie miała nic ciekawego do powiedzenia, a tu bęc, Benek. 5 minut wywiadu kręciło się wokół La Bamby, Czterech pancernych i Polskich dróg. Nie mam pretensji do samego Żenka, bo zainteresowanie kinem w jego przypadku ogranicza się do niedzielnych seansów przy obiedzie, ale co w takim razie robi na portalu z filmami? Rozumiem, że tłuszcza chce swojego idola w każdym kącie, ale wciąż mam ochotę strzelić kopytami na widok takich kwiatków. Kto będzie następny?

    #kino #zenek #cringe #filmweb #discopolo #bekazpodludzi #janusz
    pokaż całość

    źródło: 1582637890227.jpg

  •  

    #sepecharecenzuje Bad Boy (2020) (no.59)

    Jeżu. Czego ja się spodziewałem? Papryk Vega chcąc nie chcąc wyrobił sobie w Polsce własną markę. Jego gnioty są jak Kola 2l za 0.99 zł w Biedronce – obrzydliwe, sztuczne i skutkujące długą i bolesną wizytą na kiblu. A Bad Boy… Mmm, Bad Boy. Bad Boy jest nawet gorszy ¯\_(ツ)_/¯

    +pierwszy kwadrans – nie powiem – da się oglądać. Na pewno w porównaniu do paździerzy pokroju Botoksu
    +dwie czy trzy sceny, w których można się uśmiechnąć. Za szybką recenzję Uczty wodza pół gwiazdki w górę

    -scenariusz jak zawsze na jedno kopyto – kalka z poprzednich gniotów gangsterskich, pseudo intrygi, denne dialogi. Po prostu czysty Papryk!
    -wiecie po czym poznać film Vegi? Ano po tym, że w filmie nie następuje jako takie rozwiązanie akcji. A w zasadzie nie to typowe rozwiązanie, do którego przyzwyczaili nas szanujący widza twórcy. Krzemieniecki narobi bigosu, zdefekuje do scenariusza, a w ostatnie 5 minut zabije kogo trzeba i kończy film powerpointowym Dziękuję za uwagę (uśmieszek)
    -nie jestem pewny, czy to wina scenariusza, a może samych aktorów, ale znakomita większość twarzy wypadła tu nadzwyczaj kiepsko. Młody Stuhr i Zawadzka to dno den. Sytuację jako tako ratuje Królikowski, ale też Piotr Stramowski (piękna rola :3)
    -Bad Boy obrywa głównie na swojej wtórności. Vega wciąż używa tych samych szablonów, niestety.
    -sceny, w których Grabowski dupcy losowe baby czy robi piknik z Kożuchowską w akompaniamencie muzyczki z randek w GTA San Andreas, wtf
    -przebitki z boiska to srogie kek, piłkarze Unii biegają jak dziatwa w wieku przedszkolnym

    No i co mam powiedzieć, 2.5/10. Vega niestety nie ma już nic więcej do pokazania. Jak zawsze próbuje szokować i zabawić z subtelnością nosorożca. Film jest żenujący, durnowaty i do bólu powtarzalny, a scenariusz to strzał w pysk odbiorcy. Osobiście czuję się urażony, seansu szczerze żałuję. I pomyśleć, że w tym czasie mógłbym choćby sadzić… znaczy… marchew.

    #kino #premiera #badboy #kryminalny #patrykvega #film #recenzja #gniot #polska #sensacyjny
    pokaż całość

    źródło: sieczkaumysłowa.jpg

  •  

    #sepecharecenzuje Bad Boys for Life (2020) (no.58)

    Nie mogę zaprzeczyć, lubię klimaty a la Zabójcza broń, Godziny szczytu czy właśnie Bad Boys – serii, z którą zetknąłem się za młodu i do której mam niemały sentyment. I powiem Wam to ze sporą ulgą - po 17 latach przerwy duet Mike & Marcus wciąż daje radę.

    +Will Smith i Martin Lawrence kapitalnie się uzupełniają i współpracują na ekranie. Cieszę się, że nowy reżyser nie zrezygnował z ukazywania kontrastu między nimi.
    +doskonale czuć, że Bad Boys for Life to pełnoprawna kontynuacja, a nie tylko kolejne odcinanie kuponów od znanej marki
    +klimacik słonecznego Miami, teraz również sporo scen nocą, a gdzieś w tle Bob Marley (mogłoby być go trochę więcej)
    +humoru znacznie więcej, sporo zabawy z motywem emerytury Marcusa (porównanie dwóch poranków jak w ubiegłorocznym Hobbs & Shaw, jak ja uwielbiam taki zabieg)
    +co by nie mówić, jest to efektowne i widowiskowe, pierwszorzędnie zrealizowane sceny strzelanin i pościgów

    -plot twist z czarnym charakterem nie w moim guście, zdecydowanie ograniczył pole działania scenarzystom
    -czuć wpływ współczesnego kina akcji i Bad Boys bliżej do Szybkich i wściekłych, na czym oczywiście film traci. Statyczna akcja i strzelaniny kosztem widowiskowych pościgów.

    No i co mam powiedzieć, 7.5/10. Bawiłem się naprawdę dobrze, choć humor w większości nie w moim smaku. Jest to jednak udane odświeżenie marki i wcale niezła kontynuacja. Tak więc polecam dorwać seans, póki jeszcze grają.
    P.S. Zakończenie sugeruje sequel, na co już zacieram ręce. Willa w akcji nigdy dość.

    #kino #recenzja #premiera #badboys #sensacyjny #usa #miami #akcja #filmnawieczor #willsmith
    pokaż całość

    źródło: źlichłopcynażycie.jpg

  •  

    #sepecharecenzuje Dżentelmeni (2020) (no.57)

    Milej żyć ze świadomością, że wciąż są na tym świecie twórcy, którzy od poprawności bardziej cenią sobie dobranie perfekcyjnej obsady i napisanie historii, którą aż chce się zgłębić. Tytuł najnowszej produkcji Guya Ritchie’ego jest jak najbardziej trafny, bo to film z klasą, szykiem i odrobiną nowoczesnego kopa. Kinowy Rolls-Royce.

    +jaki kraj, takie bandyciaki. Jeżeli macie dość filmów o polskich łotrach w kominiarkach, Matthew McConaughey, ale bardziej Charlie Hunnam (ależ kreacja!) pokazują życie gangsterów z klasą – w eleganckim garniaku, dopasowanym płaszczu i skitraną za pasem pukawką. Coppola by się nie powstydził.
    +dialogi robią tu połowę roboty. Brak tu zbędnego gadania, każdy ma coś interesującego do powiedzenia i to się ceni. Cięte i podszyte dowcipem wymiany zdań, jak w scenie z akcją w norze bananowych Oskarków. Hunnam ma charyzmę, to trzeba przyznać.
    +akcji wcale nie tak dużo, ale wystarczająco, by podkreślić opowiadaną historię
    +intryga miesza się z intrygą, każdy ma tu na każdego haka, a z rękawów sypią się asy. I jest to przednie, bo utrzymane w odpowiednim nadmiarze.
    +film niejako ukazuje sposoby działania różnych grup i ich interesów. Sporo zgrabnie przeplatających się wątków i przyjemny dla oka kontrast, chociażby gangusów-dżentelmenów z nowoczesnymi rycerzykami w dresach
    +humor również wyważony i w idealnej dawce
    +można? Można! Kino bez słowa o wyższości (czy równości) jakiejkolwiek z płci. Plus za niewplatanie swoich poglądów politycznych do Bogu ducha winnego filmu. Niestety, dzisiaj to już nie jest powszechne i oczywiste. (Gwoli jasności – jest różnica między przekazaniem własnej myśli a wciskaniem jej do łba odbiorcy)

    -początek troszkę mylący. Przez moment zapowiadało się na angielską wersję Jak zostałem gangsterem
    -nie jest to wielki minus, ale nie cierpię brytyjskiego akcentu w wykonaniu kogoś innego, niż Ricky Gervais. Po jakimś czasie zatęskniłem za hamerykańskimi głosami :P

    No i co mam powiedzieć, 8/10. Ewidentnie męskie kino ((ale nie tylko dla chłopów ( ͡º ͜ʖ͡º)), choć w dobrym guście i ze scenariuszową elegancją. Nie jest to tępa sieczka pokroju Niezniszczalnych, ale subtelny i satysfakcjonujący film. Serdecznie polecam wszystkim, nie zrażajcie się delikatnie kulejącym początkiem. Miło spędzony czas i duży plus dla Guya za siódmy z kolei przyzwoity obraz. Udanego wieczoru, Mirki!

    #kino #film #premiera #recenzja #dzentelmeni #guyritchie #sensacyjny #kryminalny #usa #mafia #filmnawieczor
    pokaż całość

    źródło: Dżentelmeni.jpg

  •  

    #sepecharecenzuje Lighthouse (2019) (no.56)

    O kurła. Czasem już człowiek myśli, że w kinie widział już wszystko, a potem pojawia się taki Robert Eggers i tostuje złoto, a raczej artystyczny stop czerni i bieli. Lighthouse jest jak męczący koszmar z dzieciństwa, ale o niepokojącej głębi, której nie powstydziliby się mistrzowie kina grozy, od których też sporo tu zaczerpnięto.

    +całość to wielka alegoria mitu o Prometeuszu w wersji autorskiej Eggersa. Najlepsze jest jednak to, że film ma tak nietypową narrację, iż można go interpretować na dziesiątki innych sposobów. Do mnie osobiście trafia teoria dwóch osobowości.
    +intertekstualność, ogrom nawiązań i inspiracji. Lighthouse bynajmniej nie jest jednak żadnym pionierem, który by tworzył coś absolutnie nowego. To bardziej wskrzeszenie i zmieszanie kilku zapomnianych elementów horroru i kina psychologicznego oraz sięgnięcie do klasyków literatury, chociażby prozy Lovecrafta.
    +kreacje Roberta Pattinsona i Willema Dafoe. No przecież to jest bajka, soczysta wisienka na tym czarno białym torcie.
    +dialogi, szczególnie w drugiej połowie filmu, są cholernie dobre. A monologi „na jednym tchu” tylko potęgują efekt.
    +a zdjęcia! Boziu, co to były za zdjęcia. Szczególnie w scenach kolacji – ze skitranym w półmroku Dafoe. Cudo.
    +wszystko to składa się na miażdżący klimat, który można kroić nożem. Opisałbym go słowem „złowieszczy”. I niepokojące wrażenie, że coś ewidentnie wisi w powietrzu i lada chwila może wybuchnąć.
    +motyw z utratą poczucia czasu i mieszającym we łbie staruchem rewelacyjnie podbudowuje i wplata w narrację

    -z drugiej strony oniryzm jest tu na tyle intensywny, że w pewnym momencie utrudnia nieco odbiór i sam przyłapałech się na tym, że pewnego wątku nie skojarzyłem, ale to równie dobrze może być wina późnej pory :P

    No i co mam powiedzieć, 8/10. Z pewnością jest to nowe doświadczenie, a także pokaz najwyższych umiejętności aktorów, ale jednocześnie nic mnie tu nie zaskoczyło na tyle, bym miał do tej produkcji jeszcze wracać, tak jak chętnie wrócę do asterowskiego Midsommara. Lighthouse natomiast bardzo mnie zmęczył (w pozytywnym znaczeniu), bo to – umówmy się – nietypowe, a przy tym trudne kino. Ale jak najbardziej warte zobaczenia, więc serdecznie zachęcam do seansu!

    #kino #film #horror #lighthouse #willemdafoe #robertpattinson #roberteggers #usa #filmnawieczor #recenzja
    pokaż całość

    źródło: niezgorszytenplakat.jpg

  •  

    #sepecharecenzuje Pan T. (2019) (no.55)

    Znalazłech w archiwum tę zaległą minirecenzję, zachęcam do lektury. Dziś jeszcze na tagu coś się pojawi, więc zapraszam do obserwacji :*

    Nie, żebym nie lubił Pawła Wilczaka, ale nie lubię go. Jest wyniosły, sztuczny i obleśny. Widać to też w Panu T. gdzie na ekranie z drugiego planu przyćmił go Sebastian Stankiewicz. I obrywa na tym cały film. W ogólnym rozrachunku przypomina bowiem męczący sen, w którym popierdzielacie biegiem po schodach, ale ktoś cały czas ciągnie was nazad.

    +oczywiście oprawa wizualna, czerń i biel fantastycznie podkreśla nastrój powojennej Warszawy z przygnębiającym pałacem kultury w tle
    +monologi Witczaka wcale niezgorsze, coś a la polski Max Payne :D
    +Bolesław Bierut i jego przemówienia, świetna rola Jerzego Bończaka. Na drugim planie Mecwaldowski jako impulsywny agent bezpieki. Aha, i jeszcze Zdzisław Wardejn :P

    -całość niestety usypia i jakoś tak męczy, ale może to zasługa połączenia specyficznej narracji i wplatanych co rusz scen z podziemi pkinu z długością samego filmu
    -druga połowa rozciągana na siłę jak guma od moich cottonworldów
    -monologi to jedno, ale drewniana gra wspomnianego Wilczaka to cholerny strzał w kolano

    No i co mam powiedzieć, 5/10. Stanowczo zbyt sztuczny i męczący. Plus za kilka niezłych kreacji i występujących tu i ówdzie „cameosów”, jak mała rólka Jacka Fedorowicza. Film ewentualnie do zobaczenia i zapomnienia, ale już lepiej iść na 1917 i cieszyć się wyśmienitym kinem, a nie nadętą, pseudoartystyczną wydmuszką pokroju Pana T

    #kino #film #pant #dramat #obyczajowy #kinopolskie #warszawa #recenzja
    pokaż całość

    źródło: typ_z_kasiitomka.jpg

  •  

    #sepecharecenzuje Małe kobietki (2019) (no.54)

    Nie powiem, żebym miał szczególnie romantyczną duszę, ale Małe kobietki obejrzałem… i to z całkiem sporą satysfakcją. Oparty na powieści niejakiej Louisy May Alcott film Grety Gerwig o dziwo broni się i stoi na własnych nogach. Chociaż… być może nie była to do końca zasługa pracy naszej pani reżyser.

    +aktorskie kreacje Florence Pugh i Timothée Chalameta robią niesamowitą robotę. Z jednej strony fantastycznie ukazana przemiana krzykliwej dziewuchy w wykalkulowaną damę z salonów, z drugiej zaś wychowany w dobrobycie, ale i zagubiony obszczymurek. Dwójka twarzy młodego pokolenia o niezwykłym talencie. Ogromny plus.
    +na drugim planie również sporo przyzwoitych nazwisk, chociażby zawsze świetna Meryl Streep czy wymiatająca ostatnio Laura Dern
    +podoba mi się sposób narracji jako przedstawienie kolejnych rozdziałów w powieści głównej bohaterki. Może nie jest to najoryginalniejszy zabieg, ale dość ciekawy.
    +zwykle nie wymieniam charakteryzacji i kostiumów, ale tu akurat te elementy fajnie budują i podkreślają klimat czasu akcji. Niby standard, ale paryskie salony przeplatane z wiochą i dworkiem ogląda się wybornie.
    +w sumie całkiem znośna historia. Pomijając łzawe fragmenty, gdzieś tu przewija się słowo o międzyludzkich relacjach, wątek powieści dla przebywającego na wojnie ojca.

    -obsada co prawda imponuje, ale nie każde nazwisko się tu wpasowało. Saoirse Ronan jest nieciekawa, płaczliwa i mdła jak mdłe mydło Nivea. A to główna bohaterka i jest jej na ekranie najwięcej.
    -niektóre wątki fabularne znużyły mnie i trochę zniechęciły. Jak chociażby Hermiona, która nakupiła szmat za 50 dolców, czym zawiodła harującego mężusia. Pierwsze skojarzenie – Trudne sprawy.

    No i co mam powiedzieć, 7/10. Głównie za wyśmienitą grę aktorską wspomnianych młodzików, ale też staroci z werwą i ogniem w duszy. Co do historii mam pewne obiekcje, ale bawiłem się zaskakująco dobrze i być może kiedyś sięgnę po starsze adaptacje, a nawet samą powieść. Seans jak najbardziej polecam, na pewno wyniesiecie z niego więcej niż z żenkówi innych pokemonów. Spokojnego wieczoru!

    #kino #film #recenzja #premiera #malekobietki #literatura #obyczajowy #florencepugh #timotheechalamet
    pokaż całość

    źródło: niewiemczemu_alebawimnieto.jpg

    +: Rocky_Zuma_Skye, H.........n +3 innych
  •  

    Mirki, dziś miałem okazję po raz drugi rozkoszować się kinowym seansem Once Upon a Time In Hollywood. Film wciąż robi niesamowite wrażenie, bawi, angażuje i wciąga jak diabli. Niespełna 3 godzinki minęły ot tak. A finalna scena walki dalej rozkłada mnie na plecki. Mogę ten film oglądać w kółko. Idźcie do kina póki jeszcze grają, bo od jutra repertuar zawalony żenkami i pornusami dla karyn. Z fartem i miłego wieczoru!

    #kino #tarantino #pewnegorazuwhollywood #usa #film #bradpitt #leonardodicaprio
    pokaż całość

    źródło: 1581619831053.jpg

    •  
      S..................t via Android

      0

      @Sepecha Nie lubię kina akcji, nie lubię wybuchów, pościgów i innych gówien, zadałem poważne pytanie, jaki był cel w tym aby robić z sharon tępaka, który się błaźni za 75 centów? Django był 9 na 10, a to to jest jakieś nieporozumienie.

    •  

      @SfrustrowanyFrustrat Powtarzam - No przeca widać było, że młoda aktorka się jara swoim nazwiskiem na reklamie. Potem jeszcze to podkreślano scenami w samym kinie, gdzie się puszyła, gdy ludzie wybuchali śmiechem. A co do tej drugiej sceny, widziałeś inne filmy Quentina? On bawi się scenariuszem, w takich Bękartach wojny sama końcówka to też przełamanie wszelkich zwyczajów i popuszczenie wodzy fantazji. Tarantino opowiada historię na swój sposób i scena bójki jest tego ukoronowaniem. Jak dla mnie zabieg kapitalny, szczególnie po dość spokojnym tonie całej produkcji. pokaż całość

    • więcej komentarzy (9)

  •  

    Szanowne Mirki, chciałbym przy wieczorze napisać kilka słów, zapraszam do poświęcenia chwili. Ogunie, zainspirował mnie post Mirka o tym, że w tv leci I Am Legend. Jest to słuchajcie dość ważny film w moim życiu, obejrzałem go po raz pierwszy jako bardzo młody człowiek i zmieniło się wtenczas moje spojrzenie na kino scifi, ale i sam wątek samotności w filmach. Co ciekawe, po latach (teraz mam 13, jestem u progu dorosłości) odbieram go podobnie, szczególnie pierwsza scena wciąż zwala mnie z nóg - zestawienie wywiadu z Emmą, cyk lek na raka, policjant na autostradzie i nagle bum - opustoszałe miasto, Will śmigający z psem. Wcisnęło mnie to za pierwszym razem w fotel i napelnilo takim nieprzyjemnym uczuciem niepokoju, naprawdę bardzo ciekawe przeżycie. No i rzecz jasna wspomniany Smith, którego pokochalem jak ojca od tego filmu :3 Tak czy siak, wiele koszmarów zawdzięczam temu tytułowi. Człowiek Omega z Hestonem tak mnie nie ruszył, choć też miał swój pomysł, był bliższy oryginalnej historii z powieści, gdzie typ był trochę takim filozofem, a wampiry co noc robiły oblężenie jego chaty. W ekranizacji lepiej przedstawiono motyw samotności (absolutnie kapitalny motyw z manekinami). Klimacik - petarda, także za sprawą cudnej muzyki. Oczywiście oficjalne zakończenie filmu każdy zna, mi się osobiście nie podoba, bo Willa lubię i szanuję, a tu przez babę i bombelka (ten bombelek potem występował w teledyskach The Lumineers :3) trafia do piachu. W książce zakończenie było inne, bardzo tragiczne i beznadziejne, jak ostatni gwóźdź do trumny po wcale niełatwej lekturze. Jest też leciwy film o tym samym tytule z Vincentem Price'em, ale to przemilczam i pomijam. W każdym razie polecam wszystkim, bardzo dobre kino, co by nie mówić, a sceny wymarlego, zarośniętego miasta wciąż robią spore wrażenie. I tyle na ten temat chciałem powiedzieć. Pozdrawiam i dobranoc!

    #kino #film #dygresja #postapo #jestemlegenda #willsmith
    pokaż całość

    źródło: 1581543523216.jpg

  •  

    Moi drodzy, to znowu się dzieje :D Social justice warriors już na stanowiskach, lada chwila zmieszają mnie z błotem. Bo Birds of Prey to głęboki film z morałem. Kobiety są silne, przecież nikt o tym wcześniej w kinie nie mówił. A Pan Radzio czuje się dotknięty faktem, że Phillips mówi o psychicznych problemach białego mężczyzny. Aż mi trochę smutno. Tak czy siak, Joker to banał, w ogóle żenada dla plebsu. Dobrze, że są jeszcze twórcy, jak Cathy Yan i jej Ptoki nocy, film zgłębiający złożoną naturę kobiet, bawiący się stylem, z niecodzienną narracją i drugim dnem, prawdą o tym, że faceci to w zasadzie prosiaki i najlepiej to rozwalać im łby młotem i kopać po jądrach, bo na tym w znacznej mierze opierają się Ptaki nocy. I nie rozumiem o co kaman z tym argumentem, że Phillips nie potrafi się zamknąć. To znaczy co, miał morwa biała przerwać pracę w połowie filmu czy scenariusz napisać tylko do sceny wywiadu z De Niro?

    #bekazlewactwa #napisykoncowe #sjw #kino #spierdolenie #feminizm #afera
    pokaż całość

    źródło: boziuczemutaksiedziejenatymswiecie.png

    +: hajnekan, T....i +12 innych

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika Sepecha

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (4)