•  

    O kur...! Falcon Heavy ma lecieć nieco wcześniej niż "za pół roku"! Tego jeszcze nie było! :D

    Datę lotu demonstracyjnego podano właśnie jako "drugi kwartał 2017". Jakby nie patrzeć, styczeń już się kończy, więc zostało tylko ~5 miesięcy, zamiast standardowych ~6, które towarzyszą nam już od ładnych paru lat xD

    Jeśli Falcon Heavy faktycznie poleci w 2017, będzie najpotężniejszą aktywną rakietą. Obecne, duże rakiety są w stanie wynieść maksymalnie około 15-20 ton na niską orbitę ziemską (LEO). Poczciwa Saturn V śmieje się im w twarz, bo ona wynosiła dobrze ponad sto ton. Największa obecna rakieta, Delta IV Heavy, mało się nie zesra, żeby wynieść na LEO te ~30 ton.

    Falcon Heavy ma zamknąć trochę przepaść dzielącą obecne rakiety od Saturna V (podczas gdy Musk pracuje nad dużo większą rakietą marsjańską, a NASA nad SLS). Elon wpadł na genialny pomysł i zamiast budować większą rakietę, po prostu wziął Falcona 9 i przypierdolił do niego po bokach jeszcze dwa rdzenie Falcona 9. Iksde.

    Fotka poniżej.

    Wszystkie trzy rdzenie oczywiście są w stanie wylądować, czego akurat nawet Saturn V nie potrafił. Jednorazowy będzie tylko górny stopień rakiety, ten nad środkowym rdzeniem.

    Tym oto prostym, chamskim sposobem, Elon & co zaprojektowali (w około 5 minut) rakietę, która wyniesie 54 tony na LEO. Obama-not-bad.jpg (prezydenci się zmieniajo, memy zostajo xD)

    Szkoda, że ten prosty sposób im się od paru lat przedłużał i przedłużał, a Falcon Heavy ma być zawsze gotowa "za 6 miesięcy". No to teraz, najwyraźniej, jest to tylko 5 miesięcy, z drobnym hakiem!

    Źródło: https://twitter.com/jeff_foust/status/824371954559836160
    Wykresy pokazujące prognozowany czas pierwszego lotu FH: http://imgur.com/a/mhtvm (zbieżne gdzieś w ~2017, zomgomg!)

    #spacex #rakiety #kosmos
    pokaż całość

    źródło: spacex.com

  •  

    Start najbardziej niezawodnej rakiety na świecie już za kilka minut!

    Okno startowe: 01:42-02:22 czasy polskiego
    Webcast live: https://www.youtube.com/watch?v=5E5rP0IU78I

    Dziś druga próba startu. Wczoraj najpierw były problemy z czujnikiem w silniku, a potem samolot wleciał w strefę bezpieczeństwa.

    Startuje rakieta Atlas V 401 (firmy ULA), która jeszcze nigdy nie utraciła ładunku w czasie 68 lotów. Wynosi wojskowego satelitę systemu SBIRS do monitorowania... startów rakiet ( ͡° ͜ʖ ͡°). Na orbitę geostacjonarną/GTO.

    Link do poprzedniego, bardziej szczegółowego posta:
    http://www.wykop.pl/wpis/21796965/start-najbardziej-niezawodnej-rakiety-na-swiecie-j/

    #startyrakiet #ula #ulacwel
    pokaż całość

    •  

      @Sh1eldeR:
      Update'y (najnowsze najniżej)
      - Trwa klasyczne, oldschoolowe, Go/NoGo gdzie kontrolerzy będą zgłaszali gotowość do startu.
      - Mamy Go!
      - Zegar standardowo zatrzymany na T-4 minut. Zaraz ruszy odliczanie wsteczne.
      - Zegar ruszył, wczoraj nie doszedł nawet do T-3:30 min gdy naruszono strefę bezpieczeństwa.
      - 3 minuty do startu. Brak problemów. Jesteśmy już dalej niż wczoraj :)
      - T-1:35 min, wszystko git.
      - Wszystkie systemy GO!
      - Zaraz odliczanie wsteczne z 10 sekund...
      - Poszła!
      pokaż całość

  •  

    Start najbardziej niezawodnej rakiety na świecie już za około godzinkę! (01:46)

    Po raz pierwszy w tym roku startuje amerykańska Atlas V od firmy ULA. Rakieta ta odbyła już 68 lotów i nigdy jeszcze nie utraciła ładunku. Dlatego też jest jedną z rakiet preferowanych do wynoszenia drogich satelitów wojskowych. Tak jest i tym razem: wyniesiony zostanie satelita wojskowy systemu SBIRS, obserwujący Ziemię w podczerwieni i monitorujący m.in. starty rakiet. Jeśli Korea Północna albo Ruscy odpalą atomówki, SBIRS ma przed tym ostrzec :).

    Ten konkretny satelita będzie trzecim satelitą SBIRS, który ma znaleźć się na orbicie geostacjonarnej (GEO). To trudna i wysoka orbita na wysokości ponad 35 000 kilometrów. Dla porównania, ISS krąży na orbicie niskiej (LEO), na około 400 km. Atlas V wyniesie satelitę na geostacjonarną orbitę transferową (GTO), po czym satelita sam już doleci sobie do GEO.

    Pomimo trudności orbity, satelita nie jest specjalnie ciężki i dzisiaj leci podstawowa wersja rakiety, oznaczona jako Atlas V 401. Cyferka 4 oznacza 4-metrowej średnicy osłonę ładunku (jest jeszcze znacznie większa wersja 5-metrowa). 0 oznacza brak rakiet pomocniczych na paliwo stałe (możliwe jest do 5 takich rakiet), a 1 oznacza pojedynczy silnik w Centaurze, tj. drugim stopniu (teoretycznie możliwa jest jeszcze wersja 2-silnikowa, ale ostatnio się z niej nie korzysta).

    Co do Centaura (pic rel) to warto nadmienić, że ten drugi stopień, cały czas rozwijany i upgrade'owany, towarzyszy amerykańskim rakietom już od około 50 lat. Przez ten czas zebrał poprawki i łatki na wszelkie ewentualności. W zeszłym roku, gdy pierwszy stopień Atlasa miał niewielkie problemy i przestał pracować kilka sekund za wcześnie, niewielki lecz efektywny Centaur wyczyniał cuda, by nadrobić tę stratę i dostarczyć ładunek na właściwą orbitę. Tylko w jednej misji zdarzyło się, że osiągnięto orbitę niższą niż planowana, ale na tyle udaną, że satelita był w stanie sam dolecieć do miejsca docelowego.

    Ciekawostką jest to, że Atlasy zaczynały karierę jako międzykontynentalne pociski balistyczne, mające miotać głowice w ZSRR. Dzisiejsza wersja, Atlas V, jest już całkowicie odmieniona i, paradoksalnie, jej pierwszy stopień napędzany jest przez rosyjski silnik RD-180 (pic rel). Silnik jest bardzo wydajny, niezawodny i stosunkowo niedrogi, ale rządowi amerykańskiemu przestał podobać się fakt, że jest importowany od ruskich. Więc ULA opracowuje obecnie nową rakietę o nazwie Vulcan, napędzaną w pełni amerykańskimi silnikami.

    Póki co, konkurencja ze strony #spacex zmusiła ULA do zatrudnienia na stanowisku CEO prawdziwego pasjonata, Tory'ego Bruno. Bruno w ciągu ostatnich 2-3 lat znacznie zmniejszył cenę Atlasa. Podstawowa wersja kosztowała kiedyś 184 mln dolarów. Dzisiaj to już 109 milionów. Wersjami Atlasa i cenami można się pobawić na niedawno udostępnionym przez ULA narzędziu RocketBuilder.

    Okno startowe: 01:46 czasu polskiego, pozostanie otwarte przez 40 minut.

    #startyrakiet #ulacwel #ula #rakiety
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    Jak duży jest Falcon 9, czyli rakieta, która wylądowała na barce?

    Ani zwykłe zdjęcia, ani filmiki ze zwinnego lądowania, ani suche gadki o rakiecie "wysokiej jak wieżowiec" nie oddają do końca skali.

    To zdjęcie natomiast... ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #spacex #rakiety #tagujenanocnejbomampaszportpolsatu
    pokaż całość

    źródło: pbs.twimg.com

  •  

    Oficjalna aktualizacja od SpaceX ws. powrotu do lotów po eksplozji podczas tankowania (film poniżej):
    http://www.spacex.com/news/2016/09/01/anomaly-updates

    Pierwszy start po eksplozji oficjalnie przeniesiony na "początek stycznia". Napisali tylko tyle, że pozwala to na dodatkowe testy i przygotowanie rakiety.

    Rakieta wyniesie 10 satelitów systemu Iridium na niską orbitę. Firma Iridium już naprawdę cienko przędzie, cierpiąc z powodu opóźnień w wyniesieniu tych satelitów.

    #spacex #startyrakiet
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Utracono statek towarowy Progress lecący na ISS! :(

    Nikt nie ucierpiał, bo statek był bezzałogowy. Na Stację wiózł prawie 2.5 tony zapasów. Głównie wody, jedzenia i paliwa.

    Rosjanie podają, że przyczyną jest prawdopodobnie awaria trzeciego stopnia rakiety Soyuz-U. Soyuzy to rakiety sprawdzone jak żadne inne. Mają na koncie setki lotów i należą do najbezpieczniejszych na świecie. Nie są jednak całkowicie bezawaryjne i tym razem się niestety nie udało.

    Stacja powinna być bezpieczna. Ma spore rezerwy zapasów. W październiku zadokował do niej amerykański towarowiec Cygnus z niemal pięcioma tonami ładunku, głównie sprzętu. Kolejna misja towarowa planowana jest na 9 grudnia. Polecieć ma japoński HTV. Następny w kolejności jest Dragon od #spacex, zaplanowany na styczeń.

    Jak widać, kosmos wciąż jest trudny.

    Źródło: https://twitter.com/Space_Station/status/804391869350223872

    #startyrakiet #iss #nauka #kosmos
    pokaż całość

    •  

      @turbowarzywo:
      Wcale nie :). "Wyeksploatowane" to określenie nieadekwatne w stosunku do rakiet jednorazowego użytku. Na każdy start budowana jest ta sama rakieta. Duża liczba lotów powoduje zwiększoną niezawodność. Po każdej awarii, z następnych rakiet usuwa się jej przyczynę. Każdy lot, nawet udany, dostarcza cennych danych, które pozwalają ulepszyć przyszłe rakiety danego typu.

      To trochę tak jak z amerykańskim stopniem Centaur. Trudno wskazać misję, której Centaur jeszcze by nie wykonał. I to wielokrotnie. Początki Centaura sięgają jakieś pół wieku do tyłu. Ale każdy nowy egzemplarz jest ulepszany, upgrade'owany i zbudowany tak, żeby nie popełnić błędów poprzednich.

      Dlatego gdy masz dziesiątki i setki udanych lotów na koncie, jest większa szansa, że kolejny też się uda. Jeszcze w tym roku zresztą Atlas V miał dość poważne problemy, gdy główny silnik wyłączył się kilka sekund za wcześnie. Potem pałeczkę przejął Centaur. Wykrył oczywiście nieoptymalną trajektorię i skompensował. Ponieważ ładunek był bardzo ciężki, musiał wykorzystać swoje rezerwy niemal do granic możliwości. W niektórych momentach leciał niemalże bokiem/spodem do przodu, żeby ładunek nie spadł z powrotem na Ziemię przed osiągnięciem prędkości orbitalnej. Ale nadrobił co trzeba i lot zakończył się sukcesem.
      pokaż całość

    •  

      Zawołam parę osób, bo żeby było śmieszniej, to 4 dni temu gadaliśmy o (nie)zawodności rakiet.

      @Sh1eldeR: Ja kiedyś dyskutowałem na wykopie o robieniu kopii zapasowych dysków. Po skończonej dyskusji zająłem się porządkiem na biurku. Rzuciłem 2,5" 60 GB dyskiem w kierunku łóżka. Zamiast delikatnego wylądowania skończyło się pierdolnięciem w kawałek marmuru. Na szczęście miałem kopię zapasową ( ͡º ͜ʖ͡º) pokaż całość

    • więcej komentarzy (12)

  •  

    ULA właśnie zrewolucjonizowało zamawianie startu rakiet... przy pomocy JavaScriptu!

    tl;dr:
    Zamiast tygodni negocjacji, wystarczy wyklikać wymagania, a JavaScript złoży dla nas rakietę. ULA ją zbuduje i wystrzeli. Link poniżej.

    Kupno startu rakiety -- jak to wyglądało do tej pory?
    To były wielotygodniowe, indywidualne negocjacje.

    "Buduję satelitę komunikacyjnego z 50 transponderami. Chcę go umieścić na standardowej orbicie GTO".
    OK. Obliczymy, ile to wymaga energii i jakiej rakiety i wrócimy do pana z ceną.

    "120 milionów? Ten mój satelita waży 4 tony... A jakbym dorzucił jeszcze 25 transponderów komunikacyjnych? Zarabiałbym 50% więcej, a waga skoczyłaby tylko do 4.7t... Czy ta rakieta wciąż by go uniosła?"
    OK, obliczymy i wrócimy do pana z odpowiedzią.

    "Uniosłaby? Super! A tak sobie myślę... to może 100 transponderów i 5.4 tony? Pewnie trzeba by dołożyć rakietę pomocniczą? Czy to w ogóle wejdzie pod tę osłonę ładunku, czy muszę dokupić większą?"
    "A co jeśli zamiast orbity transferowej chciałbym od razu polecieć na GEO i zacząć zarabiać dzień po starcie, a nie miesiąc?"
    "A konkurencja ma taniej... Wy jednak ponoć startujecie bez wielomiesięcznych opóźnień. Ile na tym zaoszczędzę?"

    I tak to sobie trwało. Dodatkowo, starty zamawia się normalnie na 2-3 lata wprzód, bo tyle trwa zbudowanie rakiety.

    Cóż -- nie z ULA.

    Propozycja ULA
    Dzięki usłudze RapidLaunch, startować można nawet w przyszłym kwartale.

    A same negocjacje zrewolucjonizowało... zrobienie stronki.

    Sprawdźcie sami -- można się tym fajnie pobawić:
    https://www.rocketbuilder.com/ (kliknąć na Build)

    O "stronce" (aplikacji webowej)
    To dynamiczna aplikacja w JavaScripcie. Zamiast tygodni negocjacji, wystarczą minuty klikania. Aplikacja kontaktuje się z bazą danych ULA, sprawdza wolne sloty startowe i oblicza niezbędne osiągi rakiety, proponując konkretną konfigurację startową.

    Na każdym kroku podaje cenę. Szacuje też ilość kasy zaoszczędzonej na ubezpieczeniu, (nie)pewności okna startowego i jakości orbity. Czyli pokazuje wartość dodaną, jaką zapewnia nad konkurencją ULA -- najbezpieczniejszy, najpewniejszy dostawca przesyłek na orbitę.

    Przy okazji ujawniono, jak bardzo Tory Bruno -- nowy CEO ULA -- dał radę obniżyć cenę rakiety Atlas. W internetach czasami wciąż piszą o starych 224M USD czy nieco nowszych 164M za podstawową wersję 401. Teraz cena jest jawna. 109M!

    Wciąż jest to usługa premium, ale koszty są dużo niższe niż były, a aplikacja fanie pokazuje oszczędności, które ULA zapewnia na innych polach.

    Co na to konkurencja?
    Myśleliście, że #spacex jest otwarte z podaniem swojej podstawowej ceny za start (bez dodatkowych usług)? No cóż, jest!

    Ale od teraz, ULA jest w tym zakresie jeszcze bardziej transparentne! Na bieżąco podają nie tylko koszt podstawowy, ale również koszty dodatkowych usług i różnych wariantów rakiety.

    Może zresztą otwartość SpaceX była inspiracją dla Tory'ego? Na pewno konkurencja była motywacją, by powalczyć o komercyjnych klientów i obniżyć ceny.

    I super -- o taką konkurencję rakietową nic nie robiłem!

    A dla programistów jest to ciekawy przykład -- jeden z wielu -- jak można przyczynić się do rozwoju branży rakietowej... klepiąc stronki w JavaScripcie.

    #ulacwel #programowanie #javascript #rakiety
    pokaż całość

    •  

      @andromenda:

      ULA. W kwestii niezawodności nei mają chyba konkurencji.
      Jeśli wziąć pod uwagę całkowitą liczbę lotów (ponad 110) oraz 100% udanych misji to nie mają.

      Arianespace jest blisko, ale mieli kilka awarii Ariane na początku. Od dawna jednak też latają niezawodnie.

      Pod względem samej liczby lotów przodują Soyuzy. I mają dobrą niezawodność, jednak...własnie jeden pierdolnął :(.

      W sumie to poza rysunkiem z wielką flagą i orłem nie wiele wiadomo na jakim etapie jest Vulcan. Niby nie wcześniej niż 2019...
      Vulcan poleci najpierw z Centaurem, więc luz. Blue Origin ponoć robi dobre postępy z silnikiem BE-4, choć czort ich dokładnie wie -- są trochę skryci. AFAIK, nie zrobili jeszcze pełnego testu. W samym ULA, prace nad Vulcanem idą dobrze, z tego co wiem.
      pokaż całość

    •  

      @Sh1eldeR: o ULA i Soyuzy się nie martwię. Nie daje mi za to spokoju SLS i Orion - to nie ma racji bytu poza funkcją pokazową... Raczej uwsteczni nas tylko.

    • więcej komentarzy (17)

  •  

    Czemu nie używamy dysz próżniowych w atmosferze, skoro są tak efektywne?
    [post niszowo-techniczny]
    #spacex #rakiety #ulacwel
    Mirek winged pyta:

    Czy większe dysze obniżają impuls właściwy na poziomie morza czy tylko większa masa i brak wpływu na isp (na poziomie morza) jest powodem nieużywania ich w silnikach pierwszego stopnia?

    Optymalny rozmiar dyszy zależy m.in. od ciśnienia, w którym ma być używana. Czyli od wysokości.

    Dysze za duże lub zbyt małe uzyskują mniejsze Isp od optymalnego. Ale to jeszcze da się jakoś przełknąć. Podobnie jak to, że duże dysze oczywiście są cięższe. I fizycznie większe. Choć różnica jest taka, że nierzadko byłyby problemy by zmieścić odpowiednia liczbę silników w podstawie rakiety, jeśli miałyby one mieć duże dysze próżniowe.

    Wystarczy zerknąć na dwa obrazki.

    Tu porównanie kilku (starszych) wersji silnika Merlin.
    http://i.stack.imgur.com/0A9SH.jpg

    Po prawej jest wersja próżniowa -- Vacuum. Ale to, co tam widać, nie ma jeszcze zamontowanego rozszerzenia dyszy. Ma tylko sam początek, który już jest szerszy od pozostałych. Rozszerzenie wygląda tak:
    http://i.stack.imgur.com/YC9rw.jpg

    Także to nie jest kwestia "trochę większej" dyszy, tylko dużo większej.

    Różnicę w rozmiarze widać też na przykładzie statku MCT / ITS. Silniki zamontowane na spodzie to Raptory:
    http://cdn.zmescience.com/wp-content/uploads/2016/09/spacex-mars-transporter-spaceship-cross-section.jpg

    Ale te trzy mniejsze, w środku, mają dysze atmosferyczne. Pozostałe mają dysze próżniowo-marsjańskie. A to wciąż Raptory! Różnica jest więc naprawdę duża.

    pokaż spoiler BTW: w dolnym stopniu rakiety ITS będą tylko Raptory z tymi mniejszymi dyszami.


    Wielkość, masa i efektywność to jednak niejedyne problemy. Po co statkowi ITS oddzielne Raptory atmosferyczne, specjalnie do lądowania na Ziemi? Czy nie dało się inaczej? Czy nie dało się użyć przy lądowaniu Raptorów próżniowych i przełknąć niższego Isp?

    Problem w tym, że przy dyszy o wiele zbyt dużej (a.k.a. próżniowej), gazy wylotowe uzyskują bardzo dużą prędkość -- co jest dobre -- ale jednocześnie niskie ciśnienie (!). Nawet sporo niższe od atmosferycznego.

    Ciśnienie atmosferyczne poziomie morza to 15 psi. Im większa dysza, tym ciśnienie gazów wylotowych niższe. W normalnych przypadkach, gdyby dysza była tak duża, że obniżyłaby ciśnienie gazów wylotowych do ok. 5 psi, nastąpiłoby bardzo niekorzystne zjawisko. Strugi gazów wylotowych oderwałyby się od dyszy. To groziłoby uzyskaniem ciągu nie idealnie w linii dyszy, tylko krzywo. Samo to mogłoby doprowadzić do katastrofy. Żeby było jeszcze gorzej, siły działające na dyszę prawdopodobnie spowodowałyby, że dysza by pękła lub wręcz (niemalże) eksplodowała.

    Także dysz próżniowych nie używamy w atmosferze nie tylko dlatego, że byłoby to nieefektywne. Także dlatego, że byłoby to katastrofalne.

    Co ciekawe, oczywiście wahadłowce używały swoich głównych silników, RS-25, od startu w atmosferze aż do osiągnięcia orbity w próżni. Dlatego RS-25 miały zaawansowane dysze, specjalnie zaprojektowane tak, by były trochę większe niż atmosferyczne, ale wciąż panowały nad przepływem gazów wylotowych. Nie były tak duże jak próżniowe, ale i tak sporo to dawało.

    RS-25 były w stanie kontrolować przepływ nie tylko przy gazach wylotowych rozprężonych do ~5 psi (w stosunku do atmosferycznych 15 psi), ale nawet do zaledwie 1-2 psi.

    Porównajmy to z innymi silnikami, RS-68A, używanymi w rakietach Delta IV. Chodziły na to samo, zaawansowane paliwo wodorowe co RS-25, ale miały prostszą konstrukcję i słabszą wydajność. RS-68A uzyskiwały w próżni Isp na poziomie 412s, podczas gdy RS-25 miały 452s. RS-25 miały też nieco lepszy stosunek ciąg/masa. No ale były znacznie droższe.

    Jak niejednokrotnie mówiłem, RS-25 to były bardzo zaawansowane silniki i jedno z wielu technicznych osiągnięć, które były udziałem projektantów wahadłowców. Niestety, efektywność ekonomiczna do takich osiągnięć nie należała.
    pokaż całość

    •  

      @Sh1eldeR: zajebisty art! ale proszę Cię, nie podawajmy ciśnienia w psich jednostkach :)

    •  

      @paradoksik: Taki już zwyczaj i ciężko to wykorzenić. Szczególnie w takich dość niszowych i uświęconych tradycją dziedzinach.
      Ale i tak jest postęp: Spacex w swych webcastach wyświetla prędkość i wysokość w jednostkach SI (choć prędkość w km/h). Z drugiej strony Blue Origin podczas pierwszych lotów New Glenna chyba stosowała w swych relacjach stopy i mph, nie pamiętam jak było ostatnio.

    • więcej komentarzy (8)

  •  

    Start satelity obserwacyjnego WorldView-3 widziany przez... satelitę obserwacyjnego WorldView-1.

    Rzadki przypadek spoglądania na autentyczny start rakiety z góry. Z setek kilometrów. WorldView-1 ma na tyle wysoką rozdzielczość, że rakietę Atlas V 401 widać bardzo wyraźnie.

    * Info o starcie z 2014 (EN)
    * Podobna rakieta wyniosła WorldView-4 niecałe 2 tygodnie temu.

    #ulacwel #ula #rakiety
    pokaż całość

    GIF

    źródło: spaceflightnow.com (1.93MB)

  •  

    "Kiedy wszyscy nie-rasistowscy, nie-mizoginistyczni, nie-homofobiczni, nie-bigoteryjni, najzwyklejsi, najnormalniejsi ludzie na świecie mają tak bardzo dość tego, że nazywasz ich rasistami, mizoginami, homofobami i bigotami, że idą szturmem na wybory i głosują przeciwko twojemu kandydatowi, którą z dwóch opcji wybierasz?

    A. Korygujesz swoje postępowanie i strategię przekonywania ludzi do swojej polityki...?

    Czy może:

    B. Nazywasz ich rasistami, mizoginami, homofobami i bigotami i drzesz na nich ryja jeszcze bardziej niż wcześniej...?

    Zgodnie z moimi obserwacjami, ostatnio w zachowaniu lewicy zdecydowanie przeważa opcja B. I dokładnie dlatego wasz kandydat przegrał, droga lewico."

    #amerykawybiera2016 #neuropa #4konserwy

    pokaż spoiler ( Luźne tłumaczenie [oryginału](https://pbs.twimg.com/media/Cw1uBYOVQAA0wkM.jpg). )
    pokaż całość

    •  

      Mizoginem jest zarówno osoba, która zaplusuje (bo plusy są, jakby nie patrzeć, powszechnym na tym portalu wyrazem poparcia) pogardliwą wobec kobiet treść (przez wyraz poparcia wzmacnia postawę twórcy) jak i osoba ustanawiająca prawo godzące w kobiety. Są tylko w innym miejscu na skali.
      Antysemitami zarówno byli ci od ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej, jak i ci od pogromu kieleckiego, tylko też inna skala działania.
      Tak samo rasistami są ci z Ku Klux Klanu jak i wykopek wyzywający wszystkich czarnych od złodziei.


      @Slonx: A komunistami są zarówno twórcy ZSRR, jak i neuropki propagujące podniesienie podatków, co nie?
      pokaż całość

    •  

      (jak np. pobicie Syryjczyka który jest chrześcijaninem czy atak na Hindusa).

      @niedoszly_andrzej: A wiesz, że akcja z atakiem na Hindusa była zmyślona? On dostał w papę, bo pchał się na chama do klubu, mimo że nie miał odpowiedniego stroju. Gdy zaczął szarpać ochronę, to chyba musieli go ustawić.

    • więcej komentarzy (13)

  •  

    #niebieskiepaski sa jakieś polskie firmy produkujące duze prezerwatywy? Nie chodzi mi o sklep internetowy. Od razu dziękuję :)

    #mirkipolecajo #pdk

    pokaż spoiler #heheszki #hehekondon

  •  

    Start rakiety Antares od Orbital ATK z misją na ISS. Rakieta wynosi transportowiec Cygnus.
    Planowany czas:
    01:40 czasu polskiego (za jakieś 10 minut!)

    http://www.nasa.gov/multimedia/nasatv/index.html

    Start przełożony z wczoraj ze względu na drobną usterkę sprzętu naziemnego.

    Pierwsza misja Antaresa po eksplozji tuż nad wyrzutnią 2 lata temu. Rakieta mocno ulepszona. Zamiast wyremontowanych, ruskich silników sprzed 50 lat, teraz Orbital montuje nowiutkie ruskie silniki ;-)

    2 lata zajął Orbitalowi powrót do lotów. W podobnym czasie, SpaceX zdążyło mieć własną eksplozję podczas lotu, naprawić wadę konstrukcyjną, wrócić do lotów, dokonać historycznego lądowania na ziemi, a potem na barce, wylądować jeszcze parę razy, wykonać wiele misji i rozjebać Falcona ponownie, tym razem na wyrzutni. I znowu się uziemić.

    Orbital posuwa się trochę wolniej do przodu. Pierwszy start tak ulepszonej rakiety to zawsze zwiększone ryzyko, więc... trzymajmy kciuki i nie liczmy za bardzo na fajerwerki. (Choć mogą się zdarzyć...)

    #startyrakiet #orbitalatk
    pokaż całość

  •  

    Creepy-pasta / Shitpost / Showerthoughts typu "a co jeśli?".

    Wyczytałem to lata temu. Teraz mi się przypomniało dzięki pewnemu shitpostowi z nocnej. Piszę ze (słabej) pamięci, tłumacząc na polski, więc będzie sporo inwencji twórczej.

    * * *

    Umarł człowiek. Trafił do czyśćca. Nie -- do małej poczekalni. Gdy otworzył oczy, jakiś bóg już na niego czekał. Powiedział człowiekowi, żeby się nie martwił i że wkrótce nastąpi reinkarnacja. Pochwalił go, że ostatnio wiódł niezłe życie, więc ma szczęście: tym razem trafi do średniowiecza. Będzie sławnym rycerzem.

    Ta informacja trochę człowieka skołowała.
    - Ale jak rycerzem? Przecież średniowiecze skończyło się setki lat temu. To jak to niby działa?

    Bóg odrzekł:
    - Ano tak, ty nie wiesz. W końcu w momencie reinkarnacji tracisz pamięć... Widzisz: nie będziesz jakimś tam rycerzem. Będziesz samym Sir Lancelotem.
    - Co?! Sir Lance--
    Bóg kontynuował:
    - Działa to tak, że teraz będziesz sir Lancelotem, a następnym razem możesz urodzić się jako jakaś biedna dziewczynka w Indiach w roku 2034. Wiodłeś już żywoty w średniowieczu, antyku, a nawet prehistorii. Tysiące żywotów. W zasadzie to "tysiące" to duże niedopowiedzenie.

    -Jak to? -- zadziwił się człowiek -- To ile ludzi na Ziemi to były tak naprawdę moje własne żywoty? Ile osób odgrywałem?
    - Chyba nadal nie rozumiesz... -- odrzekł bóg -- Wszyscy to byłeś ty. Na Ziemi istniejesz tylko ty, odgrywający różne role.

    Pod gościem ugięły się nogi. To oznacza, że... To on był tym sklepowym sprzedawcą, którego on sam opieprzał. To on był swoim własnym dziadkiem. Ojcem. Kurwa mać, był swoją własną matką. Za każdym razem jak kogoś zabił, zabijał samego siebie. Za każdym razem, gdy kogoś ruchał, ruchał samego siebie.

    To... za dużo... To się nie dzieje.... Pod człowiekiem ugięły się nogi. Odpłynął.

    Gdzieś w średniowiecznej Brytanii, przyszedł na świat mały chłopiec...

    #pasta #niepasta #creepy #creepypasta #showerthoughts
    pokaż całość

  •  

    Co to tak świeci?

    Króciutki filmik, który może wzruszyć każdego fana podboju kosmosu, sci-fi, SpaceX i innych organizacji, które chcą pchnąć ludzkość do przodu.

    pokaż spoiler Był na wykopalisku niecały tydzień temu, ale nie wszedł na główną.


    #spacex #kosmos #tagujemimozenocna pokaż całość

    źródło: youtube.com

    •  

      @blamedrop:
      No probs. Niech ludzie piszą co chcą. Nocna elitarna na pewno nie jest, tak jak i dzienna. Na mirko jest mnóstwo śmiecia tak czy siak. Część z tego śmiecia jest nawet zabawna. Część to legitny ściek o zerowej wartości.

      Od tego są plusy/tagi żeby głosować i żeby odpowiednie treści trafiały do odpowiednich ludzi. Jak ktoś woli shitposty, jego sprawa. Zresztą, nikt nie zabroni czasami shitpostować, a czasami wykopywać coś bardziej skłaniającego do myślenia. Nocna może zaskoczyć na różne sposoby -- jak ma być krejzolsko nieprzewidywalna, to nie może żyć samymi shitpostami. pokaż całość

    •  

      @Sh1eldeR: Zgadzam się, zresztą powyższe napisałem bez jakiegoś większego powodu, taka luźna uwaga do specyfiki tego miejsca. Nic mi do poziomu mirko. Obserwowanie tagów jako tako działa, więc niech szitpostują ile wlezie.

    • więcej komentarzy (1)

  •  

    Chińska rakieta Long March 2F startuje za ok. 15 min z dwoma astronauta... yy, z taikonautami w statku Shenzou. Lecą na chińską stację Tiangong-2.

    Transmisja na żywo z angielskim komentarzem:
    http://www.cctv-america.com/2016/10/15/destination-space

    Planowany czas startu to obecnie 1:30.

    Statek Shenzou to jeden z dwóch używanych obecnie załogowych statków kosmicznych. Z ludźmi latają jeszcze tylko rosyjskie Soyuzy. Amerykanie opracowują równolegle aż trzy załogowe, orbitalne statki kosmiczne -- Orion (NASA), Dragon 2 (SpaceX) i Starliner (Boeing) -- ale żaden z nich nie jest jeszcze gotowy.

    Statek Shenzou i stację Tiangong-1 można było podziwiać w filmie "Grawitacja" :)

    #startyrakiet #kosmos
    pokaż całość

  •  

    Skandaliczne afery Trumpa:
    1. Nazwał kogoś grubasem 20 lat temu. (klik)
    2. Przestrzegał prawa podatkowego. (klik)
    3. Gadał prywatnie z kumplem o kobietach w stylu "bzdury i przechwałki z męskiej szatni", a 10 sekund po wyjściu z "szatni" zachowywał się szarmancko i pozwolił się przytulić lasce "bo na tyle to mu żona jeszcze pozwala". 11 lat temu (klik)

    #debata #trump #trochetagujemimozenocna #polityka
    pokaż całość

    •  

      @Wsiok:

      Oczywiście udawaj, że jesteś tak dobrze oczytany na temat działalności Trumpa, że ty jesteś w tym niewielkim gronie dobrze poinformowanych wyborców
      Zacznę od tego, że też Ci walnę trybem rozkazującym: zesraj się.

      Po tej wymianie grzeczności, na wypadek gdyby chodziło Ci o to, że ja rzekomo udaję, że jestem w niewielkim gronie dobrze poinformowanych wyborców -- wprost przeciwnie. Mówię explicite, że w nim nie jestem. Bo w ogóle nie jestem tutaj wyborcą.

      Jestem dość dobrze poinformowany jeśli chodzi o mechanizmy polityczno-manipulacyjne (na pewno w stosunku do przeciętnego wyborcy). To mnie głównie interesuje. Nie czytam calutkich życiorysów kandydatów na prezydentów, choć przejrzałem (pobieżnie) wpisy na wiki, żeby mieć jakieś tło. To o farmerze wydało mi się nieistotne; nie mówi mi o Trumpie niczego nowego. Nie dodaje żadnych nowych wad do listy tych, których znam z jego innych wypowiedzi.

      Na tym etapie nie widzę, co dobrego dla mnie może mi dać kontynuowanie tej konwersacji, więc będę musiał się katapultować.
      pokaż całość

    •  

      @Sh1eldeR: Katapultujesz się, bo wpadłeś nie tylko na promowaniu Trumpa za pomocą zerżnięcia czyjegoś wpisu bez podania źródła z politycznego konta na TT, które jak widać zapamiętale śledzisz, ale co śmieszniejsze to sam nabrałeś się na tandetną manipulację, której mechanizmy rzekomo znasz.

      z*sraj się.
      Poza popisaniem się swoim prymitywizmem to nic takie wpisy nie dają. Panie dość dobrze poinformowany. ( ͡° ͜ʖ ͡°) pokaż całość

    • więcej komentarzy (49)

  •  

    Tom_Ja zaczął obśmiewać artykuł Onetu o SpaceX tutaj:
    http://www.wykop.pl/wpis/19863605/oto-profesjonalny-tekst-na-onecie-o-spacex-i-musk-/
    zwracając uwagę na to, że silnik Raptor został nazwany przez Onet silnikiem Raport ;-).

    To tylko autokorekta/literówka? Pewnie tak, ale nie "tylko". Festiwal spierdolenia dopiero się zaczyna od przekręcenia nazwy, ale na pewno się na tym nie kończy.

    Zobaczmy co więcej jest napisane w tym fragmencie artykułu.

    Test trwał przez 382 sekundy
    No raczej nie. SpaceX nie podało długości trwania testu, ale na filmikach widać, że trwał tylko kilka sekund. Nie ma też wielkiego sensu, by testować silnik aż tak cholernie długo na tak wczesnym etapie. Ale chyba niestety wiem, skąd te 382 sekundy wzięli...

    SpaceX podało, że impuls właściwy Raptora wynosi 382 s. Impuls właściwy (oznaczany Isp) to efektywność paliwowa silnika rakietowego. Mówi, jak dużego kopa dostaje rakieta od spalenia jakiejś jednostki (np. tony) paliwa.

    To trochę dziwne, ale jednostką Isp są właśnie sekundy. Bo Isp równe jest prędkości gazów wylotowych (m/s) podzielonej przez przyspieszenie ziemskie g (m/s^2). 382 s nie ma więc NIC wspólnego z czasem trwania testu.

    Dalej...

    zmierzona siła ciągu nowej rakiety wynosiła 308 ton, czyli ponad trzykrotnie więcej niż wynosi siła ciągu rakiety Falcon 9.
    308 ton to ciąg pojedynczego silnika Raptor. Nie jest to 3x więcej niż siła ciągu rakiety Falcon 9. Rakieta Falcon 9 ma ok. 3x większy ciąg niż pojedynczy Raptor. Ale Falcon 9 ma -- jak sama nazwa wskazuje -- 9 silników Merlin. Można by je zastąpić ok. trzema Raptorami. Oznacza to, że 1 Raptor zastąpiłby 3 Merliny, tj. ma 3x większy ciąg niż Merlin. Ale nie niż cała rakieta!

    Raptor zasilany metanem jest mocniejszy niż jakakolwiek obecnie używana rakieta
    I znowu ta sama sraczka. Nawet SpaceX ma rakietę mocniejszą niż pojedynczy Raptor (bo rakieta ta ma 9 silników). Ba, istnieje wiele innych rakiet o ciągu większym niż Raptor. Raptor jest optymalizowany ze względu na stosunek ciąg/masa silnika, a także ze względu na wielkość. Jest tak zaprojektowany, by można było użyć kilku (lub nawet kilkudziesięciu!) Raptorów w zależności od tego, jak dużej rakiety potrzebujemy. Większość współczesnych rakiet potrzebowałaby 2-3 Raptorów.

    Jednak Raptor nie jest nawet "najmocniejszym silnikiem". Jest bardzo prawdopodobne, że Raptor będzie najlepszym silnikiem na świecie, ponieważ ma wiele parametrów na absolutnie najlepszym, światowym poziomie. Albo bezwzględnie, albo w swojej kategorii. Raptor optymalizuje wiele rzeczy. Ale np. ruski RD-180 ma ok. 400 ton ciągu. Więcej niż pojedynczy Raptor.

    Raptor go jednak skosi zarówno impulsem właściwym, jak i stosunkiem ciąg/masa, więc będzie bezwzględnie lepszym silnikiem. Ale "najmocniejszy" to po prostu niewłaściwe określenie.

    Krótki paszkwil, niewiele mówiący, wprowadzający w błąd, pisany bez zrozumienia. "Podają coś w sekundach? To pewnie czas trwania testu -- chuj, że nie rozumiem co to znaczy specific impulse, po co to sprawdzać..."

    #spacex #kosmos #rakietowyhumor

    Link do artykułu:
    http://technowinki.onet.pl/kosmos/spacex-odpalilo-marsjanska-rakiete/vjqfn9
    pokaż całość

    •  

      @Sh1eldeR: Fajna animacja, ale nie udziela odpowiedzi na najważniejsze kwestie:
      - Planują wieźć paliwo na powrót ze sobą, czy rakieta jest na metan i wyprodukują na miejscu, jeżeli tak, to jak ?

      - Co z problemem braku grawitacji, na marsie wylądują ludzie niemalże niepełnosprawni (vel. sprawność nóg jak po powrocie z ISS), czy lądownik jest na tyle duży, że można go wprawić w ruch rotacyjny i mieć namiastkę ziemskiego g .

      - Jakieś osłony przeciwko czątkom wysokoenergetycznym ktoś coś ?

      Mam nadzieję, że Elon poruszy w/w na streamie
      pokaż całość

    •  

      @Cooker: tak na metan

      http://imgur.com/a/20nku -wszystkie slajdy z konferencji

      śmieszyły mnie te pytania na konferencji Elona, wiadomo, że ryzyko jest ogromne. Z setki ludzi pewnie zostaną najmocniejsi. A ludzie chcieliby gwarancji na to, że nic im się nie stanie :D. Z koleji te wszystkie pytania po Elona prezentacji były żenujące.

  •  

    Nieoficjalne info: #spacex znalazło przyczynę eksplozji Falcona 9 / AMOS6!

    Anonimowe źródła w SpaceX podają, że na 99% anomalia nastąpiła w kompozytowym zbiorniku z ciekłym helem (COPV - Composite Overlay Pressure Vessel) w drugim stopniu rakiety. Rzekomo, zbiornik ten wpadł w jakieś dziwne drgania harmoniczne (rezonans?) podczas ładowania ciekłego tlenu. I wtedy nastąpiła awaria --zapewne rozszczelnienie zbiornika COPV. Brzmi to jak pewna wada samej rakiety. Nie powinna jednak być zbyt trudna do poprawienia.

    Zbiorniki COPV są umieszczone wewnątrz zbiornika z ciekłym tlenem (LOX). Hel z tych zbiorników potrzebny jest do tego, by utrzymać odpowiednio wysokie ciśnienie w głównych zbiornikach rakiety w miarę jak zużywa ona ciekły tlen (LOX) i paliwo (RP-1). W miarę zużywania paliwa, hel ze zbiornika COPV wpada do zbiorników głównych.

    Niewielkie zbiorniki COPV muszą więc wytrzymywać spore ciśnienie. Trochę z nimi związany był też problem poprzedniej katastrofy Falcona 9, gdy rakieta eksplodowała podczas lotu dla NASA. Wtedy jednak, za przyczynę uznano awarię wspornika podtrzymującego w miejscu zbiornik COPV (też w drugim stopniu!). Wspornik puścił, zbiornik helu się urwał, zderzył ze ścianką głównego zbiornika i stracił integralność. Hel wyciekł, ciśnienie w rakiecie wzrosło i główne zbiorniki nie wytrzymały -- drugi stopień uległ dezintegracji.

    Jeśli te pogłoski o przyczynie wybuchu AMOS-6 się potwierdzą, SpaceX zapewne spojrzy ponownie na poprzednią awarię. Może przyczynę wtedy źle rozpoznano i wspornik wcale nie zawiódł, tylko sam COPV? To już są jednak spekulacje do spekulacji.

    Wszystkie powyższe informacje te należy traktować z dużą ostrożnością. Zdarzało się już, że tego typu źródełka się myliły -- przynajmniej częściowo, ale nierzadko wręcz całkowicie. Oficjalne info zostanie podane przez SpaceX. Używając tak lubianej przez samego Elona metody StatystykZDupy, szanse na prawdziwość i dokładność tego wycieku oceniłbym na nie wyższe niż 30%. Ale zawsze coś :P
    pokaż całość

  •  

    Jeff Bezzos wylądował New Shepardem zanim Elonowi udało się wylądować Falconem. To było jakiś rok temu.

    Elon stwierdził wtedy, skądinąd słusznie, że Bezzos po prostu... ma mniejszego. Mniejszego, dużo słabszego i znacznie mniej zdolnego badyla do wylądowania. Na orbitę to i tak niczego nie wyniesie, więc co z tego, że taki malec ląduje? Tyle to słodkie, co nic nie w(y)nosi.

    Jeff się chyba trochę wkurwił, bo zamiast robić normalną rakietę orbitalną rozsądnych rozmiarów, zaprezentował New Glenna. Największą, klasyczną rakietę od czasów Saturn V. I zdolną do wielokrotnego użytku jak Falcony. Jak się ma pierwszy stopień New Glenna do pierwszego stopnia Falcona 9? I do New Sheparda?

    Załączam obrazek.

    pokaż spoiler I czekam z niecierpliwością na ogłoszenie przez Muska nowego statku i rakiety. Mars Colonial Transporter wraz z pierwszym stopniem (BFR) ma być jeszcze większy niż Saturn V.
    Do nowego wyścigu kosmicznego nie potrzeba mocarstw. Wystarczy dwóch inżynierów-miliarderów, którzy wzbogacili się na Internecie. I którzy chcą zmienić świat.


    pokaż spoiler PS.


    pokaż spoiler Haha beniz.


    #spacex #blueorigin #kosmos
    pokaż całość

    źródło: i.redd.it

  •  

    Musk przemówił w sprawie eksplozji AMOS-6!

    Przyczyna wciąż nieznana. Sprawa wydaje się trudna. Na kilka sekund przed eksplozją czujniki zarejestrowały dźwięk, jakby coś pięrdyknęło. Trudno to wyjaśnić.

    Treść tweetów Elona:

    Wciąż pracujemy nad śledztwem w sprawie eksplozji Falcona. To najtrudniejsza, najbardziej skomplikowana awaria jaką mieliśmy od 14 lat.

    Warto zauważyć, że stało się to podczas rutynowej operacji tankowania. Silniki nie były włączone. Teoretycznie, nie było żadnego źródła ciepła.

    Będziemy bardzo wdzięczni za wszelkie wsparcie od NASA, FAA, AFPAA i kogokolwiek innego. Prosimy przesyłać wszelkie nagrania na report@spacex.com

    W szczególności, staramy się wyjaśnić cichszy dźwięk "bang!" na kilka sekund przed eksplozją. Może mieć źródło we wnętrzu rakiety lub gdzieś indziej

    Źródło:
    https://twitter.com/elonmusk/status/774150065166229504
    https://twitter.com/elonmusk/status/774150289314029568
    https://twitter.com/elonmusk/status/774152037927792640
    https://twitter.com/elonmusk/status/774153847371501569

    W oryginale:

    Still working on the Falcon fireball investigation. Turning out to be the most difficult and complex failure we have ever had in 14 years.

    Important to note that this happened during a routine filling operation. Engines were not on and there was no apparent heat source.

    Support & advice from @NASA, @FAA, @AFPAA & others much appreciated. Please email any recordings of the event to report@spacex.com.

    Particularly trying to understand the quieter bang sound a few seconds before the fireball goes off. May come from rocket or something else.

    #spacex
    pokaż całość

  •  

    CEO Spacecom nie zaufa #spacex z kolejnym satelitą, dopóki Falcony nie odbędą "wielu udanych lotów":
    http://www.reuters.com/article/us-spacex-blast-idUSKCN11C2CK

    Trudno go winić.

    Dokładny cytat:

    Asked what SpaceX had to do to give him confidence to use the company again, Pollack replied: "I don't know how many, but several safe flights."

    Kilka dodatkowych informacji z wywiadu:

    - Spacecom nie byli ubezpieczeni od utraty zysków, jakie miało przynieść wynajmowanie satelity (m.in. Facebookowi). Satelita miał działać przez minimum 15 lat.

    - SpaceX nie przekazało Spacecomowi informacji o przyczynach wypadku. Czyli to nie tak, że ich klienci już coś wiedzą, a publika nie.

    - CEO Spacecom powiedział, że w sumie to uważa Falcona 9 za fajną rakietę ("nice launcher").

    - SpaceX odmówiło podania szczegółów dotyczących kontraktu ze Spacecomem i ubezpieczenia.

    - Z innych źródeł wiemy, że Spacecom dostanie zwrot kasy za koszt produkcji satelity plus odsetki, a także zwrot kasy od SpaceX za start (lub nowy start za friko).

    - Chińczycy chcieli kupić Spacecom za 285 mln USD, pod warunkiem, że start AMOS-6 by się udał :/
    pokaż całość

  •  

    Aktualizacja od #spacex ws. eksplozji rakiety na wyrzutni. Niewiele nowego:

    http://www.spacex.com/news/2016/09/01/anomaly-updates

    Sam krytyczny moment anomalii (zapewne: od pierwszych oznak do wybucju) trwal zaledwie 35-55 milisekund.

    Platforma jest uszkodzona, ale ocenianie szkod wciaz trwa. Nieoficjalne zrodla mowia o sporych zniszczeniach, ktorych naprawy moga potrwac miesiacami.

    SpaceX ma jeszcze druga wyrzutnie w Vandenberg, ale to na drugim brzegu USA. Do startow w druga strone, czy raczej orbit polarnych (od bieguna do bieguna). Wiekszosc startow leci na inne orbity: zgodnie z kierunkiem obrotu Ziemi. Co ciekawe, z Vandy teoretycznie daloby sie chyba wystrzelic cos na ISS, odpalajac na poludniowy wschod i wykonujac troszke karkolomny manewr dogleg zeby dostac sie na wlasciwa inklinacje. Technicznie, Falcon powinien miec dosc mocy.

    SpaceX ma tez druga platforme na Florydzie. Ona moze przejac to, co robila uszkodzona platforma. Ale ta druga jest jeszcze wykonczana. W aktualizacji podali, ze moglaby byc gotowa nawet juz w listopadzie.

    Tymczasem, podsumowujac prawdodobne, negatywne skutki eksplozji:
    - Firma Spacecom, z powodu utraty satelity, bedzie w plecy po 25 mln USD rocznie. Co wiecej, Chinczyli mieli ich wykupic. Byli w trakcie rozmow. Teraz w rozmowach jest reset

    - Firma Iridium, ktorej satelita mial zostac wkrotce wyniesiony w innej misji SpaceX, prawdopodobnie... zbankrutuje. Jesli start sie opozni. A pewnie sie opozni, bo...

    - SpaceX jest uziemione do czasu wyjasnienia sprawy. Sami sie uziemiaja. Nie chca powtorki z rozrywki.

    - SpaceX moze (choc nie musi) miec wielomiesieczne opoznienia w lotach zalogowego Dragona 2. Moze Boeing ich wyprzedzi w pierwszym locie nowego amerykanskiego statku. Bo statek Boeinga, Starliner, leci na rakietach Atlas V, ktore nie wybuchaja (oprocz jednej sceny w Marsjaninie ;)).

    - Inne plany SpaceX tez moga sie opoznic: potezna rakieta Falcon Heavy, ogloszenie planow podboju Marsa (BFR/MCT), loty zaopatrzeniowe na ISS.

    - Sama stacja ISS ma duzo zapasow i nie jest zagrozona. Oprocz Dragonow, zaopatrzenie woza tam tez ruskie Progressy (i Soyuzy z kosmonautami), europejskie ATV, japonskie HTV czy Cygnusy od amerykanskiej firmy Orbital Sciences.

    - Najlepsza opcja byloby, gdyby winne eksplozji byly urzadzenia na wyrzutni, a nie sama rakieta. Wtedy Falcony nie bylyby uziemione. Iridium mogloby leciec szybko, bo leci z bazy Vandy.
    pokaż całość

  •  

    2016:
    Miliarder-nerd Elon Musk tweetuje, że nie wyrobi się z wpisem na blogu o sztucznej inteligencji w jego elektrycznych samochodach, bo właśnie na jego prywatnej wyrzutni pierdolnęła mu zdolna do wielokrotnego użytku rakieta, która miała wynieść na orbitę satelitę dla Facebooka.

    https://twitter.com/elonmusk/status/771446048262946816

    #spacex #ulacwel #elonmusk #tagujemimozenocna
    pokaż całość

  •  

    Re: Czy w ogóle warto czytać?
    GrzesioPolak zwraca uwagę, że internauci nie czytają nawet tekstów, które zmieściłyby się na paru stronach (100x krócej niż książki!). Zamiast tego, skanują je po łebkach.

    A ja ripostuję:

    "Fragmentaryczny" styl czytania może w Internecie być nie złem totalnym, a zwykłą koniecznością. Internet daje bezprecedensowo szybki i pełny dostęp do informacji.

    Informacji jest tu nieporównywalnie więcej niż bibliotece. Nieporównywalnie łatwiej też po nie sięgnąć. Wyszukiwarki działają w ułamkach sekund. Linki też. Żeby dostać się do nowej treści, wystarczy dosłownie przesunąć palec o jeden milimetr w dół (!). Koszt znacznie mniejszy nawet od ruszenia dupy i sięgnięcia po kolejną książkę z półki.

    Korzystamy z tego i w necie czytamy z dużo większej liczby źródeł niż kiedyś.

    Ilość internetowych źródeł wynika z niskiego progu wejścia dla osób publikujących treść. Naprawdę, ten wpis mógłbym napisać, siedząc na kiblu (skąd wiecie, że tego nie robię?). Założenie bloga, konta na TT czy FB, edytowanie artykułu na wiki -- to wszystko jest proste, szybkie i tanie.

    Oprócz zalet, ma to wady. Nigdy nie było tak łatwo dotrzeć do tak wielu ludzi treściami o tak niskiej jakości, pisanych przez autorów tak niekompetentnych, tak głupich czy wręcz tak bardzo chcących jedynie trollować lub kłamać.

    Wydanie książki zawsze było większą rzeczą. Trudniej było wydać byle gówno. To się zwykle nie opłacało tak autorowi, jak i wydawcy. Jeśli coś było książką, to była to jakaś tam, w miarę pewna, obietnica pewnej minimalnej jakości.

    Większość źródeł w Internecie nic nie obiecuje. Każdy z nas codziennie natrafia na nowe źródła.

    I niby jak mamy dać im kredyt zaufania? Jak mamy zainwestować nasz czas, by powoli, w skupieniu i dokładnie przeczytać cały artykuł, skoro wg wszelkiego prawdopodobieństwa okaże się on zwykłym paszkwilem -- jak większość treści w Internecie?

    Powolne i dokładne czytanie wszystkiego, co widzimy, byłoby marnotrawstwem naszych zasobów. Każdy z nas codziennie trafia na minimum kilkadziesiąt nowych, losowych źródeł (licząc nawet nowych autorów wpisów w social media). Nie dziwota więc, że WIĘKSZOŚĆ odwiedzanych stron traktujemy po macoszemu. Że, licząc per strona, skanowanie fragmentaryczne jest dominującą praktyką.

    Pewien problem pojawia się wtedy, gdy jest to nasza jedyna praktyka. Bo oprócz surfowania i skanowania w poszukiwaniu nowych treści (a nuż trafimy na nowe, cenne źródło?), powinniśmy też mieć swoje stałe źródła tekstów wysokiej jakości. Do których z chęcią zasiadamy na dłużej i czytamy od deski do deski, poznając jakiś temat dogłębnie.

    I tak chyba ma każdy. Od czego jest możliwość śledzenia (followowania) danego źródła? Radziłbym tylko jedno: nie followować wszystkiego jak leci. A jeśli tak robimy, mieć gdzieś inną, mniejszą listę źródeł wysokiej jakości. Takich już sprawdzonych. Takich, które będziemy czytali uważnie.

    Ja nie mam problemów z tym, żeby czytać od deski do deski potężne artykuły na http://waitbutwhy.com/ . Podobnie, mam swoje ulubione strony z długimi artykułami na temat technologii rakietowej i inne, mówiące o technikach manipulacji i wywierania wpływu. Mam też listę autorów najlepszych publikacji z mojej profesji i z lubością czytam ich wpisy dokładnie i z pełną uwagą (i kupuję ich książki!).

    Z większością losowych treści w Internecie tak nie robię, bo... jeszcze sobie na to nie zasłużyły. Wiele z nich nigdy sobie na to nie zasłuży. Po prostu nie są warte.
    pokaż całość

    •  

      @Sh1eldeR: Dzięki za komentarz.

      Zatem robisz to, co mój krótki artykuł sugeruje: balansujesz zwyczaj „skanowania” informacji internetowych przyzwoitym czytaniem. Dla wielu jednak „skanowanie” przeradza się w rutynę oraz obdziera ich ze zdolności skupienia się, bądź nawet zdolności dedukowania (umiejętność odnalezienia pożądanej informacji nie jest umiejętnością dedukcji) - o tych niebezpieczeństwach chciałem przestrzec. W końcu przelatywanie przez dowolny artykuł na modłę „F” może się stać odruchowe (nawykowe), zaś wyniki badań potwierdzają te trendy. Tacy czytelnicy nie analizują kontekstu, posiadają wybiórcze informacje na dany temat, odzwyczajają się od zgłębiania wiadomości, nie odróżniają treści lepszych od gorszych - to nie są dobre tendencje.

      Ile czasu dziennie muszę spędzić w sieci, aby zobaczyć ostatnie wiadomości? 10 minut? 15 minut? Reszta tego czasu zależy od indywidualnych celów: poszerzam wiedzę, czy tylko serfuję z nudy? Chodzi o balans, o zauważenie niebezpieczeństw płynących z gloryfikacji internetu ponad, na przykład, dobrą lekturę. Coś niewinnego może przerodzić się w problem kiepskiej koncentracji w ogóle.
      pokaż całość

    •  

      @Sh1eldeR: Jeszcze parę innych dygresji na Twoje spostrzeżenia...

      Tendencje do skanowania "F" to rezultat badania. Warto zastanowić się jednak, dlaczego internauci czytają fragmentarycznie? Oczywiście, pojawią się opinie, że chodzi o wyławianie dobrych (pożytecznych) treści - jest to najlepsza linia obrony, sugerująca niejako zdolności selekcjonowania, czyli oddzielania beznadziejności od wspaniałości. Tymczasem może to być (i chyba jest) ucieczka od prawdy, bowiem z jakichś powodów zaczynamy przelatywać informacje na łapu capu. Ja myślę, że anturaż internetowy zmienia nasze zachowanie: jest dużo klikania, komentowania, otwierania nowych stron - dużo aktywności. Poza tym, strony są zawalone reklamami, listami linków do "podobnych" treści, wyskakującymi okienkami z "najnowszymi wiadomościami" - dystrakcje są wszędzie. To wszystko najprawdopodobniej wpływa na nasz behawior fizyczny, poniekąd pogania nas, przymula koncentrację.

      Z jednej strony, te internetowe maniery przeradzają się w formę nałogu, czyli skaczemy z miejsca na miejsce automatycznie, już nie myśląc o celu, aż do późnych godzin nocnych. Oderwanie ludzi od komputerów bądź smartfonów (takie doświadczenia były przeprowadzone) powoduje niesamowite zmiany: uspokajają się, są mniej konfliktowi, mniej zestresowani, bardziej skoncentrowani, mniej zainteresowani do powrotu w sieciowe głębie. To potwierdza, że skanowanie "F" nie jest wynikiem świadomego, przemyślanego wyboru, ale efektem charakterystyki przekazu. Niekorzystnym efektem, skoro ludziska czują się lepiej bez rzeki (podobno użytecznych) informacji płynących z www.

      Z drugiej strony, zachowania ludzkie w sieci są skrupulatnie monitorowane przez firmy, które treści przekazują, oraz które chcą zarobić. Ze względu na pośpieszne przelatywanie przez materiał, teksty stają się coraz krótsze, co jeszcze bardziej nakręca pośpieszność odbiorców. Zwraca uwagę fakt, że nie preferencje dotyczące wartości treści, ale samo zachowanie klientów w sieci (np. skanowanie "F") staje się podstawą dla takiego a nie innego modulowania przekazu przez mass media, czyli to, co w końcu otrzymujemy zadawala nasze nawyki (klikanie, przeskakiwanie, skanowanie), a nie jakieś głębsze pragnienia (dobrych artykułów, ciekawych spostrzeżeń, potrawy do medytacji itd.). W ten sposób dochodzi do tego zaśmiecenia, marnotrawstwa czasu, pączkowania witryn jeno napędzających ilość wizyt (aby reklama ukazała się na ekranie jak najczęściej).

      Powyższa sytuacja nie napawa optymizmem. Mój syn pracuje w firme, która analizuje rytuały internautów i doradza, jak tworzyć audiowizualno-interaktywne środowisko na stronie internetowej celem przytrzymania odwiedzających. W wytycznych nie ma mowy o klasie tekstów, lecz o ich długości, ilości paragrafów, doborze grafiki, umiejscowieniu banerów itd. - o wszystkim, co techniczne i o niczym, co wartościowe (pożyteczne) dla odbiorcy.

      Sam zauważyłem, że zaczynam śmigać przez artykuły w trybie "F", co mnie przeraziło. Kiedyś inaczej oceniałem kaliber autora: przeczytałem kilka paragrafów, aby w ogóle mieć pojęcie o jego stylu, zaś odchodziłem od tekstu, gdy mi się po prostu nie podobał. Dlaczego, nagle, przepoczwarzyłem się w maniaka, który "skanuje"? Nie chcę takowym być, ponieważ wyrabia to we mnie złe nawyki, więc zwracam baczną uwagę na to, gdzie i co czytam, tudzież ograniczam czas spędzany na internecie. To mój wybór

      Akurat Polacy lubią dyskutować i chwała za to, że istnieje Wykop oraz za to, że większość portali polskich dopuszcza komentarze (jeszcze). Stąd Twoja dygresja na temat traktowania komunikacji pisemnej jak werbalnej - myślę, że w kontekście polskim, internet stworzył platformę, gdzie nasza werwa do debat znajduje ujście. Tutaj, wierz mi, jest znacznie ciszej w kącikach "Komentarze" (jeżeli portal w ogóle dopuszcza czytelników do głosu). Nasze zamiłowanie do politykowania, poczubienia się i wymiany argumentów, połączone z istnieniem przestrzeni na prywatne poglądy powoduje, że polska sieć jest inna niż anglosaska. W życiu nie otrzymałbym tylu komentarzy na mój prosty artykuł po tej stronie świata, gdzie tkwię, i za całokształt uwag, opinii, krytyki, pochwał itd. jestem niezmiernie Wam wszystkim wdzięczny.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (4)

  •  

    O samcach beta, wyczerpująco
    Wspaniali Czytelnicy! Lurkujące męski świat, cudne Czytelniczki!

    Serwuję Wam dziś treściwego stejka, który rozpozna, opisze, wyjaśni i rozwiąże problem, jaki wielokrotnie przewijał się w naszym zacnym gronie. Świadomie lub nie.

    Dlaczego nie opłaca się być betą?

    Pytanie tendencyjne. Nic dziwnego: większość z nas jest betami. W najlepszym wypadku. A samym betom, tak bardzo przydatnym społeczeństwu, przez długi czas wiodło się nieźle. Ostatnio zaczęli dostawać w dupę -- tak w społeczeństwie jak i w związkach. Potraktujmy po macoszemu wszelkie pozytywy i skupmy się na klasyfikacji, problemach i rozwiązaniach.

    TL;DR

    pokaż spoiler Nie ma. Są zatytułowane sekcje, po których można skakać wedle potrzeb. Jak czujesz, że możesz mieć beta-problem, a nie chce Ci się czytać... to idź dalej mieć problem. Nie zapomnij zostawić za sobą oklepanego, błyskotliwego komentarzyka. Ciao!


    Samce beta, alfa i inna zwierzyna
    Klasyfikacja alfa/beta pochodzi z obserwacji świata zwierząt. Tam każdy ma swoje miejsce i rolę w stadzie.

    Społeczność ludzka jest jednak bardziej skomplikowana. Każdy należy do wielu grup. Wielu stad. W różnych grupach, lub nawet w różnym czasie, może pełnić różne role. Zależy to od konkretnych zachowań.

    Trafniej więc mówić o zachowaniach beta lub zachowaniach alfa. Za samca beta można uważać kogoś, u kogo zachowania beta dominują. Jakie one są?

    Cechy charakterystyczne bety
    - Uczynny, tj. robi wiele dla innych.
    - W ogóle: stawia innych ponad sobą.
    - Uległy.
    - Miły.
    - Ułożony.
    - Raczej unika konfliktu.
    - Co za tym idzie: stosunkowo często przyznaje się do błędu i przeprasza.
    - W pakiecie: miewa niezłą introspekcję, tj. widzi swoje wady (paradoksalnie: często nie widzi wad bycia betą).
    - …a to z kolei może powodować niższą pewność siebie.
    - Często: ma zasady, których nie będzie łamał.
    - Bywa mało asertywny (nie zawsze).
    - Często posiada całkiem niezłe, lub wręcz bardzo dobre zasoby, inteligencję i kompetencje.

    To ostatnie (m.in) odróżnia samca betę od omegi, który ani nie jest liderem, ani nic nie potrafi.

    Co robi beta w związku?
    Stara się dogodzić swojej partnerce.

    Ona ma zły humor?
    Beta pociesza.

    Ona ma focha?
    Beta stara się udobruchać. Nawet jak foch jest nieuzasadniony.

    Ona coś od niego chce, np. by poobwoził ją po wszystkich galeriach handlowych w mieście?
    Beta robi to. Nawet jak jest to ewidentne i w sumie zbędne wykorzystanie go któryś raz pod rząd.

    Ona chce coś inaczej, niż on?
    Beta kapituluje. Nawet jeśli jej pomysł nie należał do obiektywnie najlepszych.

    Ona mówi "to było niemiłe/świńskie/etc."?
    Beta przeprasza, tłumaczy się i wycofuje. Nawet jak to był oczywisty żart, a reakcja laski była tylko shit testem (gratuluję oblania, z niecierpliwością czekam na bolca na boku).

    Beta czasem się chwilowo postawi czy ponarzeka na swój los. Że zawsze musi robić to i to. Ale potem i tak to robi. Wcześniejsze marudzenie i narzekanie to tylko okazanie słabości, z którego nic nie wynika.

    Beta-zachowania w łóżku to raczej więcej miłości, a mniej (albo w ogóle) ostrzejszych zagrań.

    Jak kobiety reagują na beta-zachowania?
    Beta pod wieloma względami uchodzi za "dobrego tatusia" i w ogóle wartościowego partnera. Dla wielu kobiet, tak brzmi oficjalna wersja. A nieoficjalnie?

    Bety rzadko je fascynują. Albo zwyczajnie się w końcu (dość szybko...) nudzą. Nie zawsze: zależy, na ile kobieta myśli racjonalnie, na ile chce się już ustatkować. Na ile jest w stanie użyć mózgu, by stłumić swoją hipergamię. Bo hipergamia każe im szukać mężczyzny silniejszego od siebie. A jaki on silniejszy, skoro ciągle jej ulega i daje się jej zdominować?

    pokaż spoiler Zauważcie: w drugą stronę to działa dużo słabiej. Faceci generalnie nie priorytetyzują tego, by ich kobieta była "silna". A na pewno nie silniejsza od nich. Dla nas uległość jest OK. Jest nawet plusem. Większości z nas ona nie znudzi.


    A poza tym: jak ktoś jest na czyjeś posyłki, to jest zdobyty, zaklepany, owinięty wokół palca. Nie fascynuje. Nie imponuje. Często nie generuje lasce poczucia, że jest super szczęściarą, że go ma.

    pokaż spoiler Ponownie: w drugą stronę to działa słabiej. Dla facetów, kobiecy urok i piękno na długo wystarczą, by gały im wychodziły z orbit i by czuli się super podjarani na partnerkę (inna sprawa, że o wygląd trzeba nie przestawać dbać).


    Beta-provider
    To funkcja, do jakiej nierzadko sprowadza się beta.

    Ma zapewnić wszystko swojej kobitce (nawet niedoszłej). Robi za chodzący portfel. Za prywatnego taksówkarza i hydraulika.

    Do dobrych usług każdy z czasem się przyzwyczaja. Wyjątkowa przysługa, wykonana więcej niż trzy razy, staje się obligacją. Normą. A potem: przestaje wystarczać.

    Za mało kasy. Za kiepski samochód. Za słabe wakacje. Za wolno naprawiona rura. Za słabo posprzątane mieszkanie. Ty to nic nie potrafisz zrobić dobrze. Ty to nie umiesz mi — królewnie — zapewnić rozrywki.

    Kobieta traci szacunek do swojego bety.

    A beta, w swojej uległości i chęci udobruchania, nie bardzo potrafi się postawić i coś z tym zrobić. Nawet jak się postawi, szybko się wycofuje.

    W skrajnych przypadkach, prowadzi to do trybu #bolecnaboku. Laska da dupę jakiemuś alfie, który w ogóle jej nie szanuje i który nigdy by z nią na dłużej nie był, ale skoro ona jest 6/10, to co mu szkodzi ją puknąć.

    Ale to przecież nie jej wina... "Bo ona już nie czuła ze Zdziśkiem chemii". "Bo on już jej nie fascynował". "Bo kiedyś bardziej o nią zabiegał". I inne bzdury.

    Beta-podryw (?)
    W zasadzie, starający się o dziewczynę beta zachowuje się podobnie, jakby już był w związku, tylko... laska nie daje mu od siebie ani seksu, ani nawet łapki do potrzymania.

    Przypomnijmy wynikające z biologii zasady rynku matrymonialnego: faceci chcą seksu, a rozporządzają zaangażowaniem. Kobiety chcą zaangażowania, a rozporządzają seksem.

    Beta to fajny kandydat na friendzone. W FZ facet daje zaangażowanie -- rady, podwózki, naprawy, pomoc -- a nie dostaje seksu. Kobietom to pasi, facetom nie.

    Poza tym: czemu kobieta miałaby dać coś od siebie, skoro nawet gdy tego nie robi, to i tak dostaje to, co chce? A dodatkowo dostaje też opcję szukania alfa-bolca, utrzymując krążących wokół niej beta-orbiterów. Zawsze gotowi coś dla niej zrobić, w razie awarii i potrzeby związku, można zbić szybkę i użyć bety jako swojego faceta.

    pokaż spoiler BTW: Istnieją wyjątkowo ogarnięte różowepaski, z którymi opłaca się kumplować. To jednak trzeba ocenić na chłodno: czy to nie tak, że my dajemy im znacznie więcej, niż one nam? Czasem nie -- czasem jest równowaga. Rzadko. Dlatego kumplowanie się z różowymi często nam się nie opłaca. Kumpel w to miejsce by był lepszy (skoro seksy i tak nie wchodzą w grę).


    Nawet przed FZ, beta chętnie zapłaci lasce za drinka, kwiaty, kolację, kino. A za rękę odważy się ją złapać dopiero na N-tym spotkaniu. Co ona nierzadko skwituje oburzeniem: jak to, że przecież to nie jest relacja „na takim gruncie”!

    Jednocześnie, ta sama cnotka-niewydymka może bez problemu, niemal natychmiast pójść w tango z jakimś samcem alfa, który ani nie jest dla niej miły, ani nie postawił jej drinka, ani nie robi sobie nic z jej protestów na temat jego humoru.

    Stąd wzięło się określenie, który pewien polski mędrzec — może to był Mickiewicz, a może Bolesław Chrobry — przełożył na naszą mowę jako: „alfa szmaci, beta płaci”.

    Co jest złego w zachowaniach beta
    Brak szacunku do samego siebie. Sprzedawanie się tanio. Tak jak generalnie dla kobiety nie jest korzystnie sprzedać tanio i szybko swój "towar" (seks), tak facet nie powinien rozdawać każdemu swojego zaangażowania. A już na pewno nie dlatego, że ten ktoś jest ładną dziewczyną, która — złudne nadzieje — może będzie z nim w związku. Potencjalnie. Tak na 1.5%.

    Wszelkie modele psychologiczne mówią, żeby nie nagradzać kogoś ciągle i ciągle, jeśli osoba ta nie reprezentuje „dobrego zachowania”. Dobrego dla nas — takiego, jakbyśmy chcieli.

    Bety są notorycznie wykorzystywani. Raz, że przez kobiety, które czują, że mają nad nimi kontrolę. Dwa, że przez innych facetów — którzy są bardziej asertywni, bardziej egoistyczni, którzy nie mają oporów przed wykorzystywaniem ludzi. W obu tych względach, niestety, bety przegrywają z alfami.

    Rady dla betów
    - Przejawiać więcej alfa-zachowań.
    - Nie sprzedawać się tanio. Znać swoją cenę.
    - Robić komuś przysługi tylko jeśli ta osoba nas mega szanuje i również robi to, co byśmy chcieli.
    - Przynajmniej: być świadomym manipulacji i nie dać się NIKOMU wykorzystać. Wykorzystać asertywność do odmowy.
    - Nie bać się zrobić czegoś dla siebie.

    A stricte w relacjach z kobietami?
    No właśnie. Jak zdobyć lub udobruchać kobietę bez spamowania jej prezentami, komplementami, bez ciągłego bycia super-miłym i innych technik budowania komfortu?

    Po pierwsze, czasami trzeba budować ten komfort. Szczególnie gdy się go celowo zerwało (metoda push/pull). Lub w nagrodę za dobre zachowanie. W rzeczy samej: to ostatnie powinno być cokolwiek częste, gdy już jesteśmy w związku.

    Po drugie jednak… kobiet nie przyciąga bycie na ich usługach, tylko emanowanie wysoką wartością. Sukcesy zawodowe, społeczne, atletyczne. Decyzyjność. Bystrość umysłu. Zdolność do opowiadania ciekawych historii. I precyzyjnego cięcia humorem. Mocna psychika. Bycie ciekawą osobą, również poprzez zainteresowania, hobby. Umiejętność radzenia sobie w każdej sytuacji. Również, oczywiście: nienaganny wygląd.

    Tu nie chodzi o to, żeby nie robić dla kobiety absolutnie nic, nie dać jej żadnego poczucia bezpieczeństwa i zaangażowania, aż nie da nam dupy. Fakt: wartościowe samce alfa tak działają. Dla większości jednak to trudne do osiągnięcia, a w sumie nawet niepotrzebne.

    Wszystko można stopniować. Tak zaangażowanie, jak i seksualność relacji. Od bardzo niewinnych drobnostek poprzez wzajemne obdarowywanie się, znane również jako związek.

    Nie płaćmy za nią, jak ona nie chce za nas czy jeśli ona nie daje indykatorów zainteresowania (IOI). Niech ona też się stara. Wbicie się w dobrą kieckę i buty, wydanie ileś kasy i czasu na stylizację to już jest coś, co można ew. czymś nagrodzić. Uśmiechanie się, śmianie z naszych historyjek, patrzenie głęboko w oczy, chwalenie nas — IOI. Można czymś tam nagrodzić. Dopiero wtedy.

    Ale bez przesady: na pewno nie spędzeniem trzech nocy nad poprawianiem jej głupiej pracy licencjackiej czy zapłaceniem jej za wczasy (!).

    Stopniujmy. Eskalujmy. Przed łóżkiem jest faza swobodnego łapania za rękę, dotykania czy pocałunków. Tak, laskom wolno to robić i nie będą szmatami, jeśli to zrobią nawet na drugim spotkaniu. Więc niech to zrobią -- stopniowo, ale bez nadmiernych opóźnień -- i będą dobrymi dziewczynkami. Im więcej pozytywów z ich strony, tym więcej z naszej.

    Także: dostrajajmy nagrodę do zachowań.

    Więcej: czasami, paradoksalnie, pomaga nawet sztuczne sprzedawanie przysług jako czegoś, co i tak mieliśmy zrobić dla siebie. Jak już koniecznie chcesz ją zawieźć na te pieprzone zakupy, powiedz jej, że i tak miałeś sobie kupić marynarkę/buty/whatever i że zabierzesz ją ze sobą. I może nawet z nią wytrzymasz, jeśli będzie przydatna i powie ci bez ściemy, która marynara lepiej na tobie leży.

    Bo szczególnie we wczesnej fazie znajomości chodzi o to, by pokazać swoją wartość. To, że jesteśmy fun fun fun, że robimy fajne rzeczy. Sami z siebie i sami dla siebie. Jak ona chce, może wskoczyć do naszego kabrioletu i jechać z nami na prerię. Jak nie, pojedziemy sami lub… z kimś innym.

    Niech ona chce z nami być dlatego, że jesteśmy zajebiści i że wokół nas jest zajebiście. Nie dlatego, że tak jej wygodnie. Was samych nie zachęcam do zmieniania się dla kobiet. Zachęcam do zmieniania się na lepsze -- kropka. One to docenią. Zachęcam też do zbierania wiedzy o relacjach damsko-męskich. W końcu to przydatne, a nigdzie Was tego nie uczą. No, prawie nigdzie.

    * * *

    FAQ
    Q: Co to tak w ogóle są te alfa zachowania? Czy one zawsze wiążą się z tępymi łobuzami?
    A: Temat na oddzielny wpis.

    Q: A jak to jest z dobrymi manierami i powierzchowną uległością wobec kobiet? Z dżentelmeństwem? Czy to beta, czy alfa?
    A: Temat na jeszcze oddzielniejszy wpis.

    #rozowepaski #niebieskiepaski #zwiazki #podrywajzwykopem
    pokaż całość

  •  

    Męski stosunek do kobiet często jest prosty i prymitywny, ale... Zaskakująca prawda: kobiety+rodzina to nie jest 80% męskiego życia. W przeciwieństwie do życia znacznej części różowych.

    To dla tych drugich przygruchanie samca i założenie rodziny to bardzo często cel absolutnie priorytetowy. I w sumie jedyny ambitniejszy, skoro szczytem pozostałych ambicji są gównostudia i niewiele wnosząca gównopraca.

    "Ale to faceci ciągle podrywają!"
    Są stroną aktywną w podrywaniu. Ale kto poświęca mnóstwo czasu i uwagi na wyglądanie hot dla płci przeciwnej? Priorytety i zainteresowania widać po prasie kobiecej. Moda. Makeup. Trochę gotowania. Psychologia. Seks.

    Ile % kobiet czyta o cudach techniki, samochodach, komputerach, granicach nauki, polityce? Faceci to czytają, ale na pewno nie po to, żeby zaimponować kobietom -- bo tych to zwykle nie interesuje.

    "Ale dziewczyny stroją się dla siebie, nie dla facetów!"
    Już widzę, jak często szykują się nie dla treningu/pokazania się innym, tylko dla posiedzenia sobie samotnie w domu i pogapienia w lusterko.

    "No to... one robia to dla innych kobiet, nie dla facetów!"
    Czasem tak -- bo kobieca hierarchia opiera się na tym, która jest bardziej hot... dla mężczyzn. Dziwnym trafem, cechy dobrego wyglądu zgadzają się z upodobaniami mężczyzn i sugerują płodność i zdrowie (potomstwa). Więc znowu: kwestie matrymonialne.

    "Ale to faceci ciągle oglądają się za dupami!!11one"
    Tak. Przecież mówię: prymitywny odruch. Zajmuje chwilę. Kobiety są ładne. Seksy są fajne. Dla facetów zysk jakiś jest, a koszt niewielki (społecznie, biologicznie i ewolucyjnie).

    "Ale tu w internetach wszyscy kolesie ciągle szukają dziewczyny!!11"
    Nie wszyscy. Szukają ci, co szukają. Pozostałe 100 000 tu obecnych nawet o tym nie pisze.

    Poza tym: młodzi ludzie. Prymitywne hormony. Brak wyrobienia i osiągnięć. Jeszcze. Tacy chłopcy mają często problemy sercowe ("serce" to niekoniecznie właściwe oznaczenie tego narządu). Z wiekiem jest lepiej. Przychodzi sukces. Priorytety ewoluują. Uśredniając, karierowo czy sportowo idzie im lepiej niż kobietom.

    "Ale jakie to niby wielkie, męski ambicje istnieją poza zaliczaniem lasek?"
    Srsly?

    A kogo jest więcej wśród wynalazców? Wśród ludzi rządzących całymi krajami? Inżynierów budującym ten świat i nawet ten kawał krzemu i elektronów, na którym to czytasz?

    OK, w necie obie płcie regularnie trzaskają gownocontent. Ale nawet tu: kto dodaje więcej merytorycznej treści? Ile % danej płci dyskutuje o podboju kosmosu, a ile pokazuje tu swoje mordy czy, kurwa, stópki? Nawet biorąc poprawkę na różnice w tutejszej demografii. Ile %?

    Nie można temu zaprzeczyć: faceci dokonują wspaniałych czynów, kompletnie niezależnych od kwestii zaliczania lasek. Naukowcy z NASA naprawdę nie wykonują swojej pracy po to, żeby zaliczać panienki. Dla facetów u władzy panienki to mało znaczący bonus.

    Tak, gdzieś tam w tle chodzi sobie ten mały, prymitywny proces. Tak, aby przetrwał gatunek, w końcu trzeba się rozmnożyć (choć coraz więcej osób z tego rezygnuje...). I wtedy często faceci dostają od życia w papę za naiwne algorytmy typu dupa-cycek. Tak: bardzo polecam facetom, by ulepszyli te algorytmy.

    * * *

    Ale ten prymitywny proces chodzi tylko w jednym wątku na złożonym procesorze. Bo w męskim świecie, kwestie matrymonialne stanowią tylko część całości. Pozostała część jest wielka. To, że relacje z laskami często są dość proste, prymitywne, bynajmniej nie oznacza, że relacje z całym światem nie są dużo bardziej złożone. I znacznie ambitniejsze. Bo mężczyźni dokonują wielkich rzeczy. Wciąż ździebko częściej niż laski. Trochę szacunku.

    A te, które nie operują niczym innym oprócz wdzięku, dupy i gruczołów do karmienia niemowląt -- znajcie swoje miejsce.

    #rozowepaski #niebieskiepaski
    pokaż całość

  •  

    Potężny Atlas V startuje z tajnym ładunkiem na orbitę GTO.

    Okno startowe zaczyna się o 14:37 czasu polskiego i potrwa kilka godzin. Ale ULA akurat często startuje od razu, za pierwszą próbą. Pogoda jest obecnie 100% GO.

    Rakieta jest w wersji 421. Czyli: osłona ładunku o średnicy 4 metrów, 2 rakiety pomocnicze na paliwo stałe od ATK, 1 silnik RL-10 w drugim stopniu Centaur. To jedna z mniejszych wersji Atlasa -- maksymalnie można podczepić 5 rakiet pomocniczych, dać 5-metrową osłonę ładunku i Centaura z dwoma silnikami. Ale nawet wersja 421 wynosi ponad 5 ton na dobrą orbitę GTO lub niemal 7 ton na nieco gorszą. Takie osiągi są możliwe dzięki wysokoenergetycznemu drugiemu stopniu: Centaurowi na paliwo wodorowe.

    Stream:
    https://www.youtube.com/watch?v=7EPwWlseDNM

    Temat na Reddicie:
    https://www.reddit.com/r/ula/comments/4uip5m/atlas_v_421_nrol61_launch_updates_and_discussion/

    #ula #ulacwel #spacex
    pokaż całość

    •  

      @Gorion103:
      Widziałem to już. Bardzo fajny artykuł, ale mówi tylko o Atlas V w wersji 401. Nawet wersja 421 ma dużo lepszy stosunek ciąg/masa dzięki dwóm SRB.

      Inna sprawa, że Centaur, mimo że tak dobry (wydajniejszy od S2 F9 i zdolny do rzeczy, których sprzęt SpaceX nie potrafi), to jest po prostu za malutki. Wiadomo, że da się przesadzić i zrobić ten stopień za mały, no bo nawet jakby mieć Isp 500s i tylko 1% masy na strukturę, to jeśli cały stopień ważyłby ledwie tonę czy kilogram, efektywnie czyniłoby to z pierwszego stopnia w zasadzie SSTO. Centaur nie waży ani kilograma, ani tony, ale te niewiele ponad 20 ton to wciąż mało przy tak sporej rakiecie.

      Nowa rakieta ULA, Vulcan, ostatecznie będzie miała znacznie większy drugi stopień: ACES. On będzie od ~2 do ~3.5 raza większy -- w zależności od wersji -- i będzie miał bardzo duże możliwości.
      pokaż całość

    •  

      Hej tutaj jest lista skrótów, które pojawiły się do tej pory w tym wpisie i jego komentarzach.

      ACES - Advanced Cryogenic Evolved Stage – Drugi stopień (zasilany ciekłym tlenem i ciekłym wodorem) rakiety Vulcan, projektowanej przez firmę United Launch Alliance.
      GEO - Geostationary Orbit – Orbita geostacjonarna – orbita wokół równika, na wysokości 35 786 km nad powierzchnią Ziemi, z okresem orbitalnym wynoszącym dokładnie jeden dzień. Satelita znajdujący się na tej orbicie zawsze znajduje się nad tym samym punktem na Ziemi.
      SRB - Solid Rocket Booster
      F9 - Falcon 9 – Następca Falcona 1.
      SSTO - Single Stage To Orbit – Określenie stosowane dla rakiety/pojazdu orbitalnego, który wykorzystuje tylko jeden stopień do osiągnięcia orbity.
      LEO - Low Earth Orbit – Niska orbita okołoziemska – orbita o wysokości poniżej 2 000 km.
      Isp - Specific Impulse – Impuls właściwy – miara “wydajności paliwowej” silnika rakietowego.

      Jestem botem

      pokaż spoiler s[ACES;GEO;SRB;F9;SSTO;LEO;Isp;]e
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (3)

  •  

    No jak tam, mirki?
    a) posuwacie karyny na lewo i prawo bez skrupułów
    czy może
    b) nie żyjecie pełnią zycia
    ?

    Pytanie wydaje się Wam tendencyjne? No patrzcie -- mi też się wydawało, gdy w nieznacznie innej formie padło pod pewnym popularnym wpisem. Autor -- nie wiem, czy z zażenowania, czy czego -- ów temat usunął.

    Tak już jest, że jeśli popełniło się wpis, to nawet jeśli jest on bezwartościowy, można go usunąć wraz z wartościowymi komentarzami, które jeszcze komuś mogłyby się przydać. Mój komentarz w tamtym wątku cieszył się sporą popularnością, więc przytaczam go poniżej, by więcej zainteresowanych mogło se go przeczytać.

    pokaż spoiler Trochę mi to będzie śmieciło na "linii czasu", więc możliwe, że po jakimś czasie sam usunę.


    * * *
    Uganianie się za panienkami jako uniwersalny, jedyny cel życiowy? O RLY?

    Dla mężczyzn istnieje wiele scenariuszy dających całkowite spełnienie. Pewnie, każdy jeden z nich -- każdy jeden -- oprócz zalet, ma też jakieś wady.

    Posuwanie losowych panienek bez zobowiązań może być jednym takim scenariuszem. Oczywiście. Choć trudno powiedzieć, czy daje satysfakcję na dłuższą metę, na skalę życiową. Bo na krótszą sprawa jest jasna: dostajemy jedną z najbardziej pożądanych rzeczy (seksy), nie płacąc za nie ceny (zobowiązań).

    Wiadomo na pewno, że założenie udanej rodziny, z udanymi dziećmi i kochającą żoną, jak najbardziej daje satysfakcję na dłuższą metę. Jest mnóstwo ludzi, którzy są tego zdania. Tanią manipulacją jest stawianie takiej opcji -- albo nawet posiadania długofalowego, udanego związku -- jako czegoś spoza strefy "życia pełnią życia".

    Bo to jak najbardziej może być życie pełnią życia. Może zawierać dużo więcej (dobrego!) seksu niż u singli, mnóstwo innych, wspólnych przeżyć i wiele benefitów. Przecież zamiast nijakiej, tyjącej, fochującej się laski, możesz mieć coś innego.

    Możesz mieć wierną hot dziewczynę, która nie tylko nie odpierdala fochów, ale też jest ogarnięta i potrafi łatwić różne rzeczy. Możesz wsiąść w samolot i wypierdolić na drugi koniec świata -- na Bali czy do Australii. Ale nie sam jak palec, tylko z nią, dzieląc raj z drugą osobą, z którą dobrze się rozumiesz i która... owszem, obrobi ci kolbę 2x dziennie, jeśli tyko będziesz chciał. A następnie, można mieć z nią piękną gromadkę dzieci. To nie jest "życie pełnią życia?" A ruchanie karynek jest? RLY?

    Jako jeden z wielu znanych mi przykładów, podam znajome małżeństwo lekarzy. Dwójka świetnych specjalistów, zarabiających wspólnie tyle kasy, że już nie wiedzą jakie jachty mają se kupować (mówię serio: jachty se kupoj0), a na świecie powoli kończą się miejsca, których jeszcze nie zwiedzili. Mają też wspomnianą gromadkę udanych dzieci, które same pchają się na medycynę. Ale nie, chujnia na maxa! To wszystko miałkość, w porównaniu do wyrywania tępych karyn na standardowy, świetnie działający, redpillowy bullshit.

    Ów bullshit pozostanie zresztą właśnie tym -- bullshitem -- jeśli całe życie i motywację podporządkujesz niewiele wartym karynom. Twoje podejście i wybór celu stale się będzie gryzł z jego osiągnięciem. Bo najlepiej zdobywa się laski wtedy, gdy ma się wyjebane i gdy żyje się w zgodzie z samym sobą.

    Wreszcie, istnieje też ruch MGTOW (Men Going Their Own Way), gdzie faceci zajmują się innymi rzeczami niż laski. Bo to też dla nas solidna opcja. Tylko trzeba umieć robić coś więcej niż ruchać. I musi to być na tyle dobre, by sprawiało niemniejszą satysfakcję.

    Zawsze seks był dla mnie największą wartością, większą niż uczucia, pieniądze, władza czy jebany materializm.
    Wypowiedź pasująca do małych ludzi.

    OK, przyjmijmy, że tę jedną rzecz poznałeś: kogoś tam zaruchałeś. A co innego zrobiłeś?

    Sięgnąłeś kiedyś po władzę? Dostałeś kiedyś naprawdę dużo szacunku od sztabu ludzi, którzy gotowi byliby za Tobą pójść w piekło? Przeprowadziłeś tych ludzi przez piekło, rozpierdalając przeciwników?

    Rozpierdoliłeś kiedyś naprawdę dobrych graczy? Starłeś się z jakimiś wymagającymi alfami i wyszedłeś z tego zwycięsko?

    Pokonałeś własne słabości i granice ludzkiej wytrzymałości? Przebiegłeś maraton, wlazłeś na ośmiotysięcznik? Skoczyłeś ze spadochronem? Pilotowałeś kiedyś własnoręcznie samolot, czując jak skrzydłami łapie powietrze i jak stajesz się z nim przemierzającą przestworza syntezą neuronów, mięśni i aluminium?

    Czy tylko zaruchałeś parę karyn i sądzisz, że widziałeś już wszystko i że to jest najlepsze na świecie?

    O, nie wątpię. Może dla Ciebie priorytety są takie, a nie inne. Nic do tego nie mam. Wbrew temu, co starają się nam wmówić, praktycznie jedyne, co "facet powinien", to wybierać swoje cele, a potem je realizować. Takie cele, jakie uważa za słuszne.

    Oczywiście, że seksy mogą być dobre. Powinny takie być. Ale robienie z tego najwyższej wartości... i niedopuszczanie innego punktu widzenia... jest naiwne. No i właśnie: małostkowe.

    #zwiazki #niebieskiepaski
    pokaż całość

    •  

      @Sh1eldeR: Ci kumple są już dosyć długo w związkach, ruchają swoje panny i stąd ich rady.

      Wiesz z byle kim czy tam pierwszą lepszą nie chce być, bo szkoda mojego czasu, nie lubię go marnować.

      Co do dzieci to jest to co napisałem i w sumie to co Ty napisałeś. Kumpla szwagier miał fajną pasję, w której się realizował z żoną bardzo chcieli mieć dziecko, przyszło dziecko i musiał porzucić pasję, bo trzeba sie nagle zajmować dzieckiem, domem. Tez mam swoją pasję, dlatego wiem, że jakbym miał dziecko to nagle pasja staje w miejscu, albo zaniedbam, bo nie będę mógł poświęcić na obie rzeczy wystarczająco czasu.
      Ożenić może bym sie jeszcze ożenił, ale dzieci miec nie chce.
      pokaż całość

    •  

      @dave_qwerty:

      Kumpla szwagier miał fajną pasję, w której się realizował z żoną bardzo chcieli mieć dziecko, przyszło dziecko i musiał porzucić pasję, bo trzeba sie nagle zajmować dzieckiem, domem. Tez mam swoją pasję, dlatego wiem, że jakbym miał dziecko to nagle pasja staje w miejscu, albo zaniedbam, bo nie będę mógł poświęcić na obie rzeczy wystarczająco czasu.
      Rozsądne wydaje się, że dziecko pochłania tyle zasobów, że z czegoś trzeba zrezygnować.

      Z drugiej strony... Są liczne przykłady ludzi, którzy znajdują mnóstwo czasu na swoje sprawy pomimo posiadania dzieci. Nie jest przecież tak, że pasje mają tylko niedzieciaci. Zdecydowana większość ludzi ma ostatecznie dzieci.

      Znam osobiście różne przypadki. Znam kolesia, który od lat trenował sobie amatorsko bieganie bez wielkiego progresu (czas na 10 km ok. 50 min). A dopiero po urodzeniu syna, w wieku ponad 35 lat, zaczął mu się ogromny progres i mając czterdziestkę wyciska odrobinkę ponad 40 min na tę dychę, co jest naprawdę dobrym czasem.

      Czy syna olewa? Wątpię, bo chłopak jest superinteligentny i mądry na swój wiek (powiedzmy, że umiem to ocenić), zresztą nawet ojcu pozazdrościł medali i oprócz bycia nerdem startuje sobie w biegach dla dzieci.

      Jego ojciec dostał olbrzymiego boosta do swojej pasji może niekoniecznie dzięki synowi, ale też dziecko go przed tym nie powstrzymało. Pomogło mu to, że po prostu zaczął trenować dużo mądrzej i efektywniej. (Aha: jego żona sama ma świetną pracę, więc to nie jest tak, że na nią spadło siedzenie z dzieckiem 24/7).

      Słyszałem o wielu typkach, którzy są tytanami pracy, tj. praca jest jednocześnie ich hobby, które robią na światowym poziomie. Dzieciaci programiści, którzy pracują od zawsze po 60 godzin tygodniowo. Ba, Elon Musk ma ile, piątkę dzieci? I pracuje po 70-80h tygodniowo.

      Kwestia tego, czy chcemy mieć dzieci, czy nie, to indywidualna sprawa. Bez wątpienia -- bez cienia wątpliwości -- posiadanie dzieci to jednak jeden z topowych imperatywów tak homo sapiens, jak i każdego innego zwierzęcia. Na pewno jest więc to coś, co trzeba bardzo, bardzo solidnie, wielokrotnie rozważyć.

      Na piramidzie potrzeb Maslowa, gdzieś tam bardzo wysoko, są potrzeby najwyższego rzędu jak "misja", "przydatność dla społeczeństwa", "zostawienie czegoś po sobie". Nawet jeśli się tego jeszcze nie odczuwa, to po zdobyciu forsy i zaspokojeniu potrzeb niższego rzędu, takie coś może nas najść.

      Jestem przekonany, że jakby ktoś był Einsteinem czy innym Zawiszą Czarnym, na łożu śmierci mógłby powiedzieć, że jest w pełni usatysfakcjonowany ze swojego życia, nawet jeśli nie dorobił się potomstwa.

      Ale czy zwykły managerek w korpo mógłby tak powiedzieć? Gdzie leży granica?

      Oczywiście, o ile znalezienie karynki do posuwania może być dosyć łatwe, o tyle dużo trudniej znaleźć dobrą kandydatkę na żonę i matkę swoich dzieci. Jeśli takiej nie ma, to nie ma co forsować tego rozwiązania.

      Nieforsowanie tego rozwiązania poprawia zresztą rynek. Wydaje się, że różowe ostatecznie mają znacznie większe ciśnienie na założenie rodziny niż my. Jak się skapną, że faceci nie chcą się z nimi wiązać, to może zmusi ich to do bycia lepszymi kandydatkami. Ot, dobór płciowy. Tak jak wielu z nas jest zmuszanych do bycia silniejszymi, agresywniejszymi, bardziej dominującymi etc., jeśli chcemy znaleźć partnerkę (inna sprawa, że nie polecam robienia tego dla partnerki -- tylko dla siebie).
      pokaż całość

      +: okmanek
    • więcej komentarzy (10)

  •  

    Prawilnie przypominam:

    Dziś start rakiety Delta IV Heavy firmy ULA. Raz w roku trafia się okazja zobaczenia tego live. To najpotężniejsza i najdroższa rakieta na świecie, nie jakiś tam Falcon za rozsądną cenę ;-) Delta startuje w odgłosach grzmotu i w ogniach piekielnych -- do tego stopnia, że pracujące na kriogeniczne paliwo wodorowe silniki lubią osmolić rakietę od zewnątrz. Ludzie się zakładają, czy ten kolos w końcu kiedyś nie pierdyknie, co byłoby smutnym, ale efektownym fajerwerkiem za ponad miliard dolarów (wraz z ładunkiem). ULA jednak cieszy się ponad setką udanych startów pod rząd. Może nie wiedzą, co to innowacja -- a przynajmniej dopiero niedawno sobie o niej przypomnieli -- ale na pewno wiedzą co robią jeśli chodzi o wystrzeliwanie drogich, potężnych, niezawodnych rakiet.

    Okno startowe otwiera się o 19:51 polskiego czasu i potrwa kilka godzin. Delta wynosi wielkiego, supertajnego satelitę (prawdopodobnie szpiegowskiego giganta) w misji NROL-37.

    To druga próba startu. Pierwsza była w czwartek. Rakieta nie sprawiała problemów, wszystko szło jak po maśle (jak to zwykle w przypadku ULA), ale pogoda niestety zupełnie nie chciała kooperować. Był wiatr, wilgotność, a nawet deszcz i pioruny nieopodal.

    Webcast nagrywany ogórkiem 360p (1080p to za duża innowacja dla ULA? ;-)):
    http://www.ulalaunch.com/webcast.aspx

    Info na reddicie po ang. (live updates!):
    https://www.reddit.com/r/ula/comments/4ngh3l/delta_iv_heavy_nrol37_launch_updates_and/

    Więcej info w czwartkowym wpisie:
    http://www.wykop.pl/wpis/18067787/taka-okazja-trafia-sie-raz-do-roku-start-najpotezn/

    #spacex #ula #ulacwel
    pokaż całość

  •  

    Taka okazja trafia się raz do roku!
    Start najpotężniejszej rakiety Delta IV Heavy z supertajnym ładunkiem ustalono na 23:58 polskiego czasu.

    Webcast:
    http://www.ulalaunch.com/webcast.aspx

    Pogoda się poprawiła. Rakieta z paliwem kriogenicznym wciąż w gotowości. Systemy pracują nominalnie.

    Ze względu na iście kosmiczną cenę 400 mln USD za start, Delta IV Heavy lata w zwykle tylko raz do roku. Z najcenniejszymi i najdroższymi ładunkami. W zeszłym roku była niezbędna, by wynieść prototyp nowego statku kosmicznego, Oriona, na wysokość kilkakrotnie wyższą niż latały wahadłowce. Teraz, śmiesznie się składa, leci z supertajnym satelitą szpiegowskim, który też nazywa się Orion.

    Poprzedni wpis: http://www.wykop.pl/wpis/18064581/najwieksza-najciezsza-i-chyba-najdrozsza-obecnie-l/

    PS. Tak, niestety ULA -- producent i operator Delty i establishmentowy konkurent SpaceX w Ameryce -- nagrywa te starty hamburgerem z Big Kahuna i webcast ma jakość tylko 360p.
    PS2. Co więcej, tajny klient ULA -- tak tajny, że wszyscy wiedzą, że to wywiad USA -- zażyczył sobie, żeby webcast przerwano po odrzuceniu osłony ładunku. Żeby przypadkiem nikt nie zobaczył ich supertajnego, wartego miliard(y) dolarów szpiega.

    #spacex #ula #ulacwel
    pokaż całość

    •  

      @Sh1eldeR: Łe panie to jak porównac Golfa I z Golfem VII wspólna tylko nazwa ;)

    •  

      Hej tutaj jest lista skrótów, które pojawiły się do tej pory w tym wpisie i jego komentarzach.

      GTO - Geostationary Transfer Orbit – Geostacjonarna orbita transferowa – eliptyczna orbita, której perygeum znajduje się na niskiej orbicie okołoziemskiej, a apogeum na (lub powyżej) orbicie geostacjonarnej.
      ICBM - Intercontinental Ballistic Missile
      GEO - Geostationary Orbit – Orbita geostacjonarna – orbita wokół równika, na wysokości 35 786 km nad powierzchnią Ziemi, z okresem orbitalnym wynoszącym dokładnie jeden dzień. Satelita znajdujący się na tej orbicie zawsze znajduje się nad tym samym punktem na Ziemi.
      GSO - Geosynchronous Orbit (any Earth orbit with a 24-hour period)
      ULA - United Launch Alliance – Firma konkurująca ze SpaceX.
      ISS - International Space Station – Międzynarodowa Stacja Kosmiczna – międzynarodowy, zamieszkały satelita, umieszczony na niskiej orbicie okołoziemskiej.
      RD-180 - RD-series Russian-built rocket engine, used in the Atlas V first stage

      Jestem botem

      pokaż spoiler s[ULA;GTO;ICBM;GEO;GSO;ULA;ISS;RD-180;]e
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (17)

  •  

    Największa, najcięższa i chyba najdroższa obecnie latająca rakieta -- Delta IV Heavy -- ma dzisiaj wynieść supertajnego satelitę w misji NROL-37. Satelitą prawdopodobnie jest to Orion, czyli znowu: największy satelita na świecie. Jego antena radiowa, po rozłożeniu, może mieć nawet 100 metrów średnicy.

    Okno startowe rozpoczyna się o 20:00 polskiego czasu. Na razie pogoda jest kiepska, były nawet burze. Jeśli się poprawi, rakieta jest gotowa na start. Przygotowania do startu idą ULA (producentowi i operatorowi Delty) zawsze bardzo gładko i sprawnie. Żeby tylko matka natura pozwoliła...

    Start olbrzymiej Delty to zawsze #czystyubaw, bo jest tak ciężka, że z początku ledwo przyspiesza. Silniki wodorowe zaś lubią ją przy tym starcie osmolić. Jest to oczekiwane, ale... efektowne.

    Temat na r/ula:
    https://www.reddit.com/r/ula/comments/4mtytm/delta_iv_heavy_nrol37_launch_updates_and/

    Webcast od ULA:
    http://www.ulalaunch.com/webcast.aspx

    #spacex #ulacwel #kosmos
    pokaż całość

  •  

    Rozwiązanie afery ULA #ulacwel:

    Wiceprezes ULA, który ostatnio wygadywał bzdury na temat SpaceX (że SpaxeX tylko udaje, że przynosi zyski, że Musk nasyła na nich senatora McCaina etc.) właśnie ustąpił ze stanowiska.

    Oficjalnie, oczywiście, sam zrezygnował ( ͡° ͜ʖ ͡°). Źródło:
    http://www.reuters.com/article/us-space-ula-idUSKCN0WJ05H

    CEO ULA, Tory Bruno, skomentował, że "Poglądy, stanowiska i nieprawdziwe spostrzeżenia, które pan Tobey ostatnio zaprezentował, są niezgodne ze stanowiskiem firmy, z moimi poglądami i z poglądami, których oczekuję od wyższego kierownictwa ULA".

    Tytułem komentarza: szkoda trochę gównoburzy, jaką spowodowało to w social media. Sam Tory Bruno, który przejął firmę 1.5 roku temu, nie tylko obniżył koszty ULA i nadał firmie kopa w kierunku innowacji (amerykańskie silniki, SMART, ACES), ale zrobił bardzo dużo w kierunku #ocieplaniewizerunkuula. Łącznie z tym, że potrafi siedzieć w weekend na Reddicie i odpowiadać na losowe posty użytkowników, tak w /r/ula jak i /r/spacex. I robi to regularnie, a nie raz na ruski rok, podczas AMA. Można chyba powiedzieć, że Tory cieszy się dużym i zasłużonym szacunkiem.

    A ta wtopa wiceprezesa... zaprzepaszcza część pracy, którą Tory wykonał. "Rezygnując" tego wiceprezesa, Bruno jednak udowodnił, że może i na co dzień jest bardzo miłym człowiekiem, ale jak trzeba, to nie zawaha się użyć drastycznych środków.

    #ula #spacex
    pokaż całość

  •  

    #spacex
    Elon pisze, że w silnikach nic nie pierdyknęło. Wszystko było w gruncie rzeczy git, ale sensory zmierzyły ciąg Merlinów i był on mniejszy niż oczekiwano. Wiązało się to najprawdopodobniej z mniejszym niż nominalny przepływem ciekłego tlenu (LOX).

    W najnowszej wersji rakiety, SpaceX schładza LOX kilkadziesiąt stopni poniżej standardowej temperatury. Do ok. -210 C (paliwo RP-1 też jest schładzane, ale do ledwie minus kilku stopni, więc to się aż tak nie liczy).

    Schłodzenie zagęszcza LOX, dzięki czemu:
    a) można upchnąć go więcej do tych samych zbiorników,
    b) turbopompy mogą w każdej sekundzie wtłaczać większe ilości LOX do silników. Daje to znacząco większy ciąg.

    Ponieważ jednak LOX jest tak cholernie schłodzony, a rakieta nie ma za dobrej izolacji termicznej (byłaby ona zbyt ciężka!), LOX trzeba wtłoczyć z super-chłodnic do rakiety tuż przed startem. Tak, żeby nie zdążył się on za bardzo ogrzać.

    LOX skończono ładować zaledwie 3 minuty przed pierwszym, planowanym czasem startu dzisiaj. Ale wtedy był ten problem z łódką, która naruszyła granice strefy bezpieczeństwa. Rakieta musiała czekać na wyrzutni dodatkowe ~20 minut, zanim łódź odpłynęła. LOX zdążył się już trochę ogrzać. No przez to, w drugiej próbie, Merliny dawały niższy ciąg, niż powinny.

    Więc, niestety: paliwo i ciekły tlen trzeba wypompować, a start przełożyć. Z Falconem 9 jednak wszystko w porządku.

    (interpretuję tweet Elona: https://twitter.com/elonmusk/status/704102461766676481 )
    pokaż całość

  •  

    #spacex Abort. Brak szczegółów, ale chyba coś nie tak z napędem. Merliny już odpaliły, ale zaczepy wciąż trzymały rakietę na wyrzutni. To standardowa procedura dla SpaceX: silniki pracują przez kilka sekund, gdy rakieta jest trzymana, żeby potwierdzić, że pracują nominalnie.

    No i czyżby nie pracowały? Wyglądało to jak automatyczne wyłączenie rakiety po tym, jak komputery wykryły przekroczenie jakichś parametrów, już w czasie pracy silników. Merliny mają pełno sensorów mierzących ciśnienie, temperaturę, pracę turbopomp i tak dalej.

    Takie aborty zdarzają się dosyć rzadko. Częściej coś się skisi z pogodą, strefą bezpieczeństwa (jak dzisiaj, wcześniej) czy ładowaniem paliwa (jak przy poprzednich próbach). Nie jest to jednak nic super-niespotykanego. Nie musi też oznaczać poważnej awarii.

    Odpalenie i wyłączenie silników wyglądało gwałtownie, ale to zawsze wygląda gwałtownie, gdy mamy do czynienia z setkami ton ciągu. Możliwe, że np. ciśnienie gdzieś tam było nieco wyższe niż planowano. Może paliwo (RP-1) lub utleniacz (LOX) okazały się nieco zbyt lepkie po tym dodatkowym schłodzeniu. A może coś mocniej jebło.

    Na podobnej zasadzie, sekundy przed startem, testowano główne silniki promu, SSME. Zdarzało się nawet, że coś na tyle pierdyknęło w silniku, że jeszcze na platformie wymieniono cały silnik.
    pokaż całość

    •  

      @Sh1eldeR: Wahadłowcom też to sie kilka razy zdarzyło.

    •  

      @Paszko_Rymbaba:
      Napisałeś o tym w trakcie gdy robiłem edycję komentarza, podając więcej szczegółów. M.in. właśnie ten o SSME :-)

      Dla zainteresowanych: w przypadku wahadłowców można było w ten sposób sprawdzić główne silniki -- SSME. Te 3 z tyłu samego samolotu-orbitera. Bo SSME, w razie wykrycia problemów, można było wyłączyć. Podobnie jak dzisiaj to zrobiono z Merlinami.

      Prom jednak nie wystartowałby na samych SSME. Większość ciągu podczas startu zapewniały dwie rakiety pomocnicze (SRB). One działały nie na paliwo ciekłe, jak prom czy F9, tylko na paliwo stałe. Dawało to prostą konstrukcję i ogromny ciąg, ale poziom wyrafinowania niewiele odbiegał od gigantycznego fajerwerka. Raz odpalonych SRB nie dało się już zatrzymać.

      Więc prom na platformie testował tylko silniki główne. Je można było wyłączyć. Potem odpalano SRB i trzeba było startować, co by się nie działo.
      pokaż całość

  •  

    #spacex
    Odliczanie wstrzymano, bo jakaś łajba przekroczyła granicę strefy bezpieczeństwa pod ścieżką lotu rakiety.

    Musk wysłał właśnie helikopter, by chłopaki podlecieli do łajby i powiedzieli wilkom morskim, że mają się przesunąć ( ͡° ͜ʖ ͡°)ノ⌐■-■

    Wciąż jest opcja startu dzisiaj. Okno startowe trwa 1.5h. Jeśli uda się ponownie załadować superschłodzony ciekły tlen, powinno być git.

    https://twitter.com/elonmusk/status/704092857829732353
    pokaż całość

  •  

    Dziś o 22 NASA ogłosi zwycięzców drugiej rundy kontraktu na zaopatrywanie stacji ISS

    Obecnie, jeszcze w ramach pierwszej rundy kontraktu, ładunki na ISS dostarczają:
    - SpaceX, z własną rakietą Falcon 9 i własnym statkiem: kapsułą Dragon (wersja towarowa, a.k.a. v1). Latem tego roku, SpaceX straciła ważny transport na ISS, gdy ich rakieta eksplodowała. Szybko się jednak po tym poskładali i już w grudniu odnieśli ogromny, podwójny sukces: w pięknej misji wynieśli 11 satelitów naraz i po raz pierwszy w historii wylądowali pierwszym stopniem klasycznej rakiety orbitalnej z powrotem na miejscu startu. Plusem SpaceX są niskie ceny i supernowoczesna technologia. Dragon jest dość niewielki, ale ma osłonę termiczną. Więc nie tylko może dowieźć ładunek na ISS, ale również zabrać fizyczne wyniki eksperymentów na Ziemię. Kombinacja Dragon+Falcon 9 jest na tyle silna, że może udźwignąć naprawdę ciężkie ładunki, ale pojemność Dragona jest ograniczona. Na szczęście, ładunki mogące przetrwać w próżni można przewozić w... pojemnym bagażniku Dragona, który to bagażnik nie jest ciśnieniowy i spala się w atmosferze na końcu misji.
    Ciekawostką jest to, że SpaceX wygrało też kontrakt na loty załogowe (a nie transportowe) na ISS. Tu również mają latać rakietą Falcon 9, ale tym razem z załogową wersją kapsuły Dragon -- mocno zmodyfikowanym Dragonem V2 (to w zasadzie praktycznie zupełnie nowy statek).

    - Orbital Sciences, z własnym statkiem Cygnus i własną rakietą Antares. Ta ich rakieta jest niestety dość słaba i chodziła na starych, ruskich silnikach. Ponad rok temu wybuchła tuż po starcie. Orbital rezygnują z ruskich silników, ale modyfikacja Antaresa trochę im zajmie. Dlatego co najmniej dwa razy (z czego jeden już nastąpił) muszą lecieć Cygnusem na innej, sprawdzonej rakiecie. Wykupili dość drogą, ale bardzo dobrą i bezpieczną rakietę Atlas V od firmy ULA. Minusem Cygnusa jest to, że nie ma osłony termicznej, więc nie jest w stanie nic dowieść z powrotem na Ziemię. Plusem jest to, że kapsuła ciśnieniowa jest bardzo duża. Prawie 3x większa niż ta z Dragona. Więc Cygnus może przewieźć naprawdę sporo dużego ładunku.
    Ale że Cygnus spala się podczas ponownego wejścia w atmosferze, nie ma nawet opcji, by przerobić go na statek załogowy.

    A co z tą drugą rundą kontraktu, której wyniki poznamy dzisiaj?

    Oczywiście, zarówno SpaceX, jak i Orbital -- pomimo ich wpadek -- zakwalifikowali się do ścisłego finału. Giganci w stylu Boeinga podobno (choć wciąż nieoficjalnie) odpadli. W grze została jednak jeszcze trzecia firma, z bardzo interesującą propozycją...

    - Sierra Nevada Corporation. Nie mają własnej rakiety, bo zapowiadają, że ich statek będzie mógł polecieć na różnych rakietach. Póki co celują we wspomnianą wcześniej, superbezpieczną Atlas V. Ale najciekawsze jest co innego. Ich statek: Dream Chaser.

    Jest to... mała, uproszczona, efektywna, zaawansowana wersja promu kosmicznego (ściślej: samego orbitera). Jedyny statek w konkursie, który nie jest kapsułą. Dream Chaser rozwiązuje problemy, przez które oryginalny wahadłowiec był nieefektywny i niebezpieczny. Statek od Sierra Nevada będzie na szczycie rakiety, więc żadne kawałki pianki izolacyjnej w niego nie walną (jak w Columbię). Jego osłona termiczna ma być wytrzymalsza i dużo prostsza w konserwacji od promu. Sam statek nie waży zaś 100 ton i nie potrzebuje ogromnej rakiety klasy Saturn V by go wynieść. Nie musi mieć też własnych, drogich silników, żeby dostać się na orbitę -- choć będzie miał bardzo porządne silniki manewrowe. W przeciwieństwie do promu, nawet gdyby coś się stało z wynoszącą go rakietą, Dream Chaser może się odłączyć tak jak np. kapsuły Soyuz czy Apollo i odlecieć na bezpieczną odległość. Będąc samolocikiem, a nie kapsułą, statek łagodnie wchodzi w atmosferę i ląduje podobnie jak prom: poziomo, na lotnisku.

    Zaraz... systemy awaryjne? Osłona termiczna? Łagodne ponowne wejście w atmosferę? Bezpieczna rakieta? Czy to się dodaje?

    Tak! I to do czego. Ano do misji załogowych. Dream Chaser od początku był planowany jako statek załogowy. Kontraktu załogowego nie udało się jednak wygrać w walce z SpaceX (Dragon) i Boeingiem (statek załogowy CST-100). Sierra Nevada proponuje więc teraz kontrakt towarową wersję swojego ciekawego mini-promu.

    Ja tam bardzo im kibicuję. Minus jest taki, że Dream Chaser jeszcze nigdy nie latał w kosmosie. A Cygnus i Dragon już latały. Ale firmy produkujące obie rakiety zaliczyły już swoje wtopy.

    Na pewno nie chciałbym, żeby SpaceX się osrało finansowo, bo im w ogólności kibicuję najbardziej -- chciałbym już widzieć tę kolonię na Marsie i tani dostęp do kosmosu ;-). Jednak SpaceX na chwilę obecną wydaje się zabezpieczone: mają załogowy kontrakt dla NASA dla Dragona v2 i świetnie im idzie pozyskiwanie kontraktów na wynoszenie satelitów komercyjnych. A może też uda się wynosić wreszcie satelity rządowe.

    Jakbym wiedział, że nie opóźni to zbytnio R&D SpaceX, to -- paradoksalnie -- zamiast nich może chętniej widziałbym wśród wygranych Sierra Nevadę z ich Dream Chaserem (on niestety bardziej konkuruje z Dragonem niż Cygnusem). Bo DC mógłby skończyć jako kolejny, trzeci już amerykański statek załogowy. I to by była niezła zemsta kapitalizmu, po latach polegania na ruskich. USA mieliby Dragona od SpaceX, CST-100 od Boeinga i Dream Chasera od Sierra Nevada. Niezdobycie tego kontraktu przez Orbital Sciences byłaby też pewnie końcem Cygnusa, dla którego ciężko by było znaleźć inny rynek.

    Niestety, miejsca prawdopodobnie jest tylko dla dwóch z tych trzech firm. A może NASA zaskoczy i ogłosi innego zwycięzcę? Np. Boeinga? Okaże się za nieco ponad godzinkę na NASA TV:
    https://www.nasa.gov/multimedia/nasatv/index.html

    #spacex #kosmos
    pokaż całość

  •  

    Przybyło mi 2 kilo! Basen byłby fajny, ale nie umiem pływać. Czy to nie wstyd się zapisać na lekcje pływania w wieku 23 lat?
    Takie mniej-więcej pytanie napisała przed chwilą pewna mirabelka. Wynikała z niego postawa tyleż szkodliwa, co niestety powszechna. Postanowiłem więc odpowiedzieć ogólnie, ale w międzyczasie wpis został usunięty. Postuję więc tu.

    Do tych, co myślą podobnie. Co wstydzą się zapisać na zajęcia. Zadać pytanie.

    Zmień żesz myślenie!

    Pamiętam, jak u mnie jeszcze w podstawówce nie potrafienie pływać było niby wstydem. Każdy mówił, że jest świetnym pływakiem, a ja dopiero zaczynałem chodzić na lekcje pływania.

    Po 20 latach okazuje się, że jakoś wbrew pozorom całkiem sporo osób praktycznie w ogóle nie umie pływać, a bardzo mało osób umie pływać poprawnie technicznie. Niedawno zdarzyło mi się być na dużej plaży przy oceanie. Ogromne fale. Ludzie bali się pływać. Pływały tylko 3 osoby. W tym ja. Czyli ktoś, kto zapewne mógł się wstydzić, że w podstawówce wszyscy dookoła pływają (albo raczej: mówią że pływają), tylko nie on.

    Zmień żesz takie myślenie i wyjeb je z mózgu raz na zawsze. NIGDY nie pozwól, by Cię zatrzymało.

    Takie spaczone myślenie dotyczy nie tylko pływania. Byłem wielokrotnie np. na jakiejś konferencji czy prezentacji, gdzie omawiany był temat może nie trudny, ale kręcący się wokół jakiegoś skrótu, który nic mi nie mówił. Pytałem ludzi wokół siebie, czy wiedzą co on znaczy. Nikt nie wiedział. Wtedy po prostu pytam się prowadzącego o czym on tak naprawdę mówił i prosiłem o wyjaśnienie.

    Okazuje się, że ludzie wstydzą się zapytać. Wstydzą się, bo przecież "powinni" coś wiedzieć, coś umieć. Boją się zapytać, boją się działać tylko dlatego, że musieliby pokazać innym swoje "braki". Tymczasem koleś koło Ciebie tak samo sra po portkach i tak samo gówno wie.

    Laska koło Ciebie tak samo przytyła 2 kilo i tak samo nie umie pływać. I tak samo się wstydzi. Ona nie pójdzie na zajęcia i nic z tym nie zrobi. Przytyje w tym roku 2 kilo, w kolejnym 2 czy 3 i po paru latach będzie gruba i utonie w katastrofie promu ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    A Ty?

    * * *

    Choćby cwierć-ogarnięci ludzie NIGDY nie będą karcili nikogo za to, że czegoś się uczy. Kiepski manager, kiepski nauczyciel wywali z tekstem "cooo? o to mnie pytasz? to ty tego jeszcze nie wiesz?" i zachęci kogoś jedynie do tego, by nie przyznawał się do niewiedzy i by się nie uczył.

    Mówię to jako ktoś, kto jest po drugiej stronie barykady. Jestem zaawansowanym specjalistą, bywałem team leaderem i nigdy nie skarciłem nikogo za pytania techniczne czy kontekstowe, nawet jeśli ci ludzie już niby sami byli specjalistami i zarabiali sporo kasy.

    Podobnie jest np. z siłownią. Ci, co chodzą tam dłużej i mają choćby mózg wielkości orzeszka, nigdy nie wyśmiewają ludzi ważących 150 kilo, którzy z trudem robią szybki marsz po bieżni. Jedyne co widziałem, to jakichś młodzików, którzy próbowali kogoś takiego wyśmiać. Zostawali totalnie skarceni przez przypakowanych sebixów. "Bo śmiać się można nie z tych, co tu w takim stanie przyszli, ale z tych, co zostali w domach".
    pokaż całość

    •  

      @Sh1eldeR: Święte słowa, niestety takie podejście zostało nam wpojone w młodości, głównie przez rówieśników, gdzie każda słabostka, każde odbieganie od 'najlepiej i najfajniej' było piętnowane i wyśmiewane. Dzieci potrafią być okrutne o bezwzględne, a z drugiej strony na tyle jeszcze niewykształcone psychicznie, że każdy taki atak odbierają BARDZO personalnie. Stąd się rodzą kompleksy i podejście o którym piszesz w poście. Osobiście, mimo że zdaję sobie z tego sprawę, oraz z faktu jak to działa teraz (czyli że tak naprawdę nikt mnie nie wyśmieje) to MIMO WSZYSTKO czasami mam jeśli nie blokadę, to strach czy wątpliwości. Ale przynajmniej kiedy mimo niego idę robić coś, czego nie umiem, to czuję się z tym faktem tym lepiej. :)
      Druga sprawa, że Ci którzy się śmieją, zwykle mają właśnie najmniej do powiedzenia. 99% przypadków tak wygląda, to samo co opisałeś na siłowni. "Najmniejszy pies najgłośniej szczeka".
      pokaż całość

  •  

    Głupi programiści, prawo Moore'a, prędkość światła, 1024 rdzenie i to cholerne #programowanie funkcyjne
    (Nie wiem czy jest tu duże zapotrzebowanie na takie dłuższe, mniej typowe wpisy -- sprawdźmy!)

    Co nas ratowało, gdy w ciągu dziesiątek lat pisaliśmy coraz bardziej skomplikowane programy, coraz bardziej na odpieprz, coraz mniej przejmując się wydajnością?

    Kolesie projektujący hardware. Prawo Moore'a. Liczba tranzystorów na małym czipie rosła wykładniczo, a wraz z nią częstotliwość pracy procesora. Nie musieliśmy robić nic, by ten sam program chodził ze 2x szybciej na sprzęcie o rok-dwa lata nowszym, bo nowy procek w każdej sekundzie wykonywał 2x więcej instrukcji.

    Ale kolesie od hardware'u już nie mogą już nas ratować. Są limity częstotliwości. Prędkość światła. Szerokość ścieżek przewodzących. Już teraz mają ile -- kilka atomów? Kilkadziesiąt?

    Zegary procesorów praktycznie stanęły w miejscu, ale za to przybywa nam rdzeni. Dzisiaj w maszynach developerskich 4 to normalka, a da się kupić i 8.

    Jak dziwnie by to nie brzmiało, wygląda na to, że w przyszłości zaliczymy nie tylko 16 rdzeni, ale i 512, i 1024 i więcej. Dziesiątki tysięcy rdzeni! Podobne rzeczy dzieją się już teraz na rynku kart graficznych.

    100 rdzeni. 999 nieużywanych
    Czy zwykły kod może zyskać na szybkości gdy odpalimy go na 1000 rdzeniach? Np. taka pętla for:

    for (i = 0; i < MILION; i++) {
    zrobcos(i);
    }

    Skoro mamy odpalić zrobcos() milion razy, każdy rdzeń mógłby -- równolegle -- zrobić to po 1000x. I mielibyśmy praktycznie tysiąckrotne przyspieszenie.

    Ale skąd mamy wiedzieć, czy wolno nam wywoływać równolegle zrobcos()? A może funkcja ta modyfikuje jakiś stan globalny? Może kolejne jej wywołanie bazuje na poprzednim? Mogłaby przecież dodawać otrzymany parametr do jakiejś listy. Zrównoleglenie wywołań oznaczyłoby praktycznie przypadkową kolejność wykonywania funkcji, a więc zaburzyłoby zawartość listy.

    Są też niezliczone inne sposoby, w które nawet ledwie dwa wątki, wywołujące równolegle zrobcos(), psułyby sobie nawzajem sytuację.

    W ogólności więc, taka pętla musi się wykonywać szeregowo. Na jednym rdzeniu. Pozostałe 999 może sobie spać.

    Aby to naprawić, obecnie stosujemy zwykle jedną technikę.

    Ręcznie synchronizowany kod współbieżny
    Mówimy maszynie, że ten fragment wydaje nam się bezpieczny i że można go zrównoleglić. Ale na ilu wątkach? Już przy dwóch mogą wystąpić zakleszczenia. Jeden wątek może nadpisać drugiemu współdzielone dane. W kolejności, której nie przewidzieliśmy. W dowolnej instrukcji. W dowolnej kombinacji.

    Ręczne żonglowanie trzema czy czterema wątkami jest jeszcze bardziej karkołomne.

    Stosujemy więc synchronizację, semafory i inne narzędzia.

    Niestety, współbieżne wykonanie jest chaotyczne. Nigdy nie wiadomo, co się dokładnie kiedy wykona i w jakiej kolejności. Trudno więc tu wykryć błąd. Możemy w 100% pokryć test automatycznymi testami. Możemy go wykonać na 10 różnych maszynach po 100x. Bezbłędnie.

    W gotowym produkcie, w tysiąc pierwszym odpaleniu, nasz kod się wyłoży. A my nie będziemy w stanie tego odtworzyć.

    Dlatego programowanie współbieżne jest tak szalenie trudne. Gdy ktoś nam mówi, że wcale nie -- najprawdopodobniej znaczy to, że sam nawet nie zdaje sobie sprawy z jego trudności.

    Takie problemy mamy już przy 2 czy 4 wątkach. A przy 1024? Przy 64k?

    Niby jak mamy wykorzystać dziesiątki tysięcy rdzeni, które kolesie od hardware'u dadzą nam za 20 lat, skoro nie ogarniamy zaledwie kilku?

    Okazuje się, że jest sposób programowania, które jest z definicji bezpieczne dla wielu wątków. Więcej: dla dowolnej ilości wątków.

    Programowanie funkcyjne
    Tak, używa się w nim funkcji. Można tworzyć funkcje anonimowe, dostawać funkcje jako argumenty i zwracać funkcje z innych funkcji.

    Ale dla współbieżności, kluczowa jest w zasadzie tylko jedna dyscyplina.

    Musimy pozbyć się... operatora przypisania.

    Tak. Operatora przypisania. Nie można używać "=". No OK, można sobie go użyć by nadać zmiennej wartość początkową, ale potem tej wartości nie można już zmieniać. Więc w sumie mamy nie tyle zmienne, co stałe. Nie można też używać rzeczy takich jak i++, bo to tak naprawdę tyle co i=i+1, a więc znowu operator przypisania.

    Miejsca w pamięci mogą zostać zainicjalizowane wartościami, ale te wartości muszą tam potem zostać. Nie mogą się zmienić.

    Co nam to da?

    To, że nawet jeśli nasz kod będzie wykonywał się na milionie wątków, żaden nie nadpisze danych drugiego. Bo w ogóle żaden nic nie będzie "nadpisywał".

    Czy da się tak w ogóle pisać? Dane to dane, ale jak np. pisać głupie pętle bez zmiennych sterujących?

    Okazuje się, że się da. I ludzie piszą tak w językach funkcyjnych, takich jak Clojure, OCaml czy Erlang.

    Pętle? Kolekcje, które możemy modyfikować?
    Tutaj nie używa się pętli. Używa się rekurencji.

    Myślisz, że to powolne? Że wywali stos? Nie. Te języki mają optymalizację rekurencji ogonowej. Jeśli napisze się rekurencję poprawnie, interpreter będzie wykonywał nasz kod "w miejscu", bez spamowania niepotrzebnymi ramkami stosu wywołań. Szybkie i bezpieczne.

    A co z listami, tablicami, mapami? Często przecież piszemy kod, który dodaje coś do listy.

    Tu, w językach czysto funkcyjnych, listy są stałe. O tak: masz funkcje, które wstawiają coś np. na początek listy. Ale to nie tak, że one modyfikują jakąś listę. One zwracają nową listę, z dodatkowym elementem z przodu.

    Myślisz, że to powolne i strasznie pamięciożerne? Nie. Te języki optymalizują listy. Kojarzysz listy wiązane, gdzie jeden element ma referencję do następnego? Wyobraź sobie taką listę:

    C->B->A

    Wyobraź sobie, że dodajesz kolejny element na jej początek:

    D->C->B->A

    Widzisz jakąś prawidłowość? Tak: stara lista zawiera się w nowej. Nowa lista to po prostu referencja do elementu D, którego referencja następnego elementu wskazuje na element C, a więc na de facto poprzednią listę. Nic nie jest kopiowane. Nic się nie marnuje.

    W językach funkcyjnych, funkcje nie mają efektów ubocznych. Załóżmy, że masz funkcję zrobcos(i). Oraz że gdy przekażesz jej parametr 42, to ona zwróci ciąg "foobar". Co zwróci, gdy wywołasz ją drugi raz z takim samym parametrem? Zwróci tę samą wartość: "foobar". To gwarantowane. I po raz trzeci. I po raz tysięczny. I za żadnym razem funkcja nie zrobi niczego innego poza zwróceniem ciągu znaków. Niczego nigdzie indziej nie popsuje.

    Nie ma ukrytego stanu. Nie ma efektów ubocznych. Teoretycznie -- a stopniowo coraz praktyczniej -- daje to potężne możliwości.

    Nie dzieje się nic ciekawego i mamy akurat 500 wolnych rdzeni?

    No to wykorzystajmy je, by odpalić funkcję zrobcos() dla wartości od MILION do DWA_MILIJONY. I żeby zapamiętać wyniki. Na przyszłość. Gdy ktoś o nie poprosi -- już je będziemy mieli.

    Ktoś nas poprosił o silnię z 5, a mamy jeszcze 5 wolnych rdzeni? Policzmy silnię do 10, na wszelki wypadek, i zapamiętajmy wyniki na potrzebę przyszłych wywołań.

    Wracając do początku...
    Co z tą pętlą po milionie elementów listy? Implementujemy ją trochę inaczej. Odpalamy funkcję MAP, której przekazujemy listę miliona liczb ([0..MILION)) i funkcję F, która jest fragmentem kodu, który chcemy wywołać dla każdego elementu listy. Wygląda to jakoś tak:

    MAP(F, RANGE(0, 1000000))

    Choć w językach funkcyjnych obowiązuje często składnia z LISP-a, w której nie trzeba stawiać przecinków pomiędzy argumentami, a nawiasy otwierające stawia się w złym miejscu (przed nazwą funkcji, a nie po niej):

    (MAP F (RANGE 0 1000000))

    Funkcja F zostanie wywołana dokładnie raz dla każdego elementu, i dostanie ten element -- tj. liczbę -- za argument. Ponieważ F nie może mieć efektów ubocznych, jedynym sposobem, żebyśmy coś tu w ogóle zrobili, jest zwrócenie wartości przez funkcję F. Funkcja MAP zwróci nową listę o milionie elementów, z czego i-ty element będzie zawierał wartość funkcji F(i).

    Co nam to daje? Skoro F nie ma efektów ubocznych, nie trzeba jej nawet wykonywać w dobrej kolejności. Nie ma "dobrej kolejności". F(1) zwróci jakąś wartość X, a F(123) zwróci Y niezależnie od tego, w jakiej kolejności zostaną wykonane.

    Środowisko wykonawcze może więc ją odpalać równolegle na 1000 rdzeniach. Czyli dla 1000 elementów naraz. A jak nam dołożą drugi tysiąc rdzeni, to dla 2000.

    Programista już się o to nie musi martwić.

    Musiał się tylko martwić o to, jak u licha napisać kod bez instrukcji przypisania.

    pokaż spoiler "Trochę" (sporo) tu naupraszczałem, ale post i tak już się zrobił długi. Przepraszam za to wszystkich, szczególnie bardziej obeznanych w temacie. Mam jednak nadzieję, że w istotnych tutaj kwestiach, post powinien być "wystarczająco prawdziwą aproksymacją".
    pokaż całość

  •  

    Z cyklu #ciekawostki i #militaria, zainspirowane wpisem nt. piosenki "Always Look on the Bright Side of Life".

    Z tą piosenką wiąże się zapewne wiele ciekawych wydarzeń, ale skoncentrujmy się na jednym, konkretnym i chyba trochę nietypowym przykładzie.

    4 maja 1982 roku, podczas wojny o Falklandy, dwa argentyńskie, lecące tuż nad wodą Super Etendardy, odpaliły rakiety Exocet w kierunku brytyjskiego niszczyciela rakietowego HMS "Sheffield". Sensory okrętu wykryły, że coś nadlatuje, ale były to czasy, gdy świat jeszcze nie do końca wymyślił, jak budować okręty w nowoczesnym świecie. Świecie latających w tę i wewte pocisków rakietowych. Zgadnijcie który okręt miał zaraz stać się materiałem szkoleniowym dla przyszłych projektantów i taktyków?

    "Sheffield" był wyposażony rakiety przeciwlotnicze dalekiego zasięgu typu Sea Dart -- zaawansowane jak na owe czasy -- a także armatę 114 mm. W przeciwieństwie do współczesnych okrętów, nie był wyposażony w automatyczne, szybkostrzelne działka i inne systemy obrony punktowej, jak np. miniaturowe antyrakiety. Mógł odpalić wabiki, ale nie wymyślono jeszcze odpowiednich zaleceń taktycznych, by zrobić to odpowiednio szybko. Sea Darty zaś mogłyby zniszczyć Super Etendardy, gdyby tylko te leciały wystarczająco wysoko, by dało je się wykryć. Nadlatujących rakiet nie zdążyłyby przechwycić.

    "Sheffieldowi" zabrakło czasu.

    Okręt został bezpośrednio trafiony ciężką rakietą Exocet.

    Systemy elektryczne okrętu zostały poważnie uszkodzone. Główne rury dostarczające wodę zostały przebite, przez co systemy gaśnicze praktycznie nie mogły funkcjonować. Los płonącego okrętu został przesądzony. "Sheffield" miał pójść na dno.

    Szybka fregata rakietowa HMS "Arrow" pospieszyła z pomocą. Marynarzy z "Sheffielda", często rannych, po cokolwiek ciężkim dniu i wyczerpującej walce z pożarem, najwyraźniej nie opuszczały dobre humory.

    Gdy "Arrow" ich odnalazł, śpiewali sobie właśnie (nie)sławną piosenkę z Monty Pythona: "Always Look on the Bright Side of Life..."

    (źródło)
    pokaż całość

    •  

      @Sh1eldeR: Nie no jasne, że po prostu nie zdążono ich zmodernizować. Trochę niefortunne jest po prostu określenie, że nie wiedziano jak sobie z zagrożeniem pokpr radzić.
      Całe zachodnie lotnictwo się teraz obrazi za nazywanie Sidewindera minirakietą.:) Chociaż w sumie jak się go porówna do Exoceta to faktycznie jeden jest ciężki a drugi mini.:)

    •  

      @Mekki:

      Całe zachodnie lotnictwo się teraz obrazi za nazywanie Sidewindera minirakietą.:)
      Liczyłem się z tym, że ten post może spowodować kryzys dyplomatyczny, ból dupy u pilotów -- szczególnie z USAF -- i panikę na Wyspach Dziewiczych :) YOLO!

      A tak na poważniej. IMO, w świecie antyrakiet krótkiego zasięgu, małe jest piękne. Sidewindery zawsze były i wciąż są świetne (teraz w wersji -X), ale to są małe rakiety, nawet jeśli oleje się Exocety i porówna się je do innych AAM-ów. To najmniejsze takie rakiety w amerykańskim arsenale: mniejsze od AIM-7 czy Slammerów, no i oczywiście dużo mniejsze od niedostępnych już Phoenixów. Na prawdziwe minirakiety typu Cuda będziemy musieli jeszcze trochę poczekać...

      RIM-116 (RAM) też są mniejsze od Sea Sparrowów. Rakiety rodziny Standard to już w ogóle inna bajka. SM-2 jest wielokrotnie większy od RAM, nie wspominając już o SM-3. Większe rakiety mają jednak inne możliwości. Byłyby odpowiednikiem Sea Dartów, a więc nie bardzo się ich używa do atakowania bliskich celów (oczywiście, możliwości Sea Dartów miały się nijak do SM-3). Uzbrojeniem uzupełniającym lukę w obronie były więc te małe RIM-116.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (6)

  •  

    Ktoś dzisiaj pytał o #ssd, a ja zapytam o większy rozmiar: jaki wybrać taki dysk 1 TB, w wersji SATA do laptopa?

    W sumie najbardziej zależy mi na niezawodności. Jakikolwiek w miarę szybki SSD powinien być odpowiednio szybki.

    Sam system będzie jednak zainstalowany na dwóch SSD-kach 128 GB w RAID 0. Potrzebuję jeszcze czegoś na składowanie danych. Laptop to będzie trochę zmodyfikowany MSI Ghost Pro. Normalnie ma te dwa SSD-ki plus HDD 1 TB 7200 rpm, ale nie wiem czy będzie to dla mnie wystarczająco szybkie.

    Po cholerę mi taka szybkość? Programowanie. Łyknę każdą wydajność dla ultraszybkiej kompilacji. Ale ponownie: nie wiem, na ile mi zrobi różnicę, czy to 1 TB SSD będzie szybkie, czy ultra szybkie.

    Najszybsze co znalazłem to Samsung 850 Pro, ale to może być trochę overkill szybkościowy -- ma jednak te super-turbo-bezpieczne, nowe NAND-y.

    Co myslicie o Samsungu 850 Evo? Jest zaskakująco szybki, ale w starszej technologii. Czy zapewni odpowiednią niezawodność?

    Cena nie gra tutaj największej roli, ale też nie chcę bez sensu kupować SSD-ka za ponad 2 tys., jak nieco tańszy byłby praktycznie równie dobry.

    #hardware #pcmasterrace
    pokaż całość

    +: suowik
  •  

    Szukam typowego laptopa "dla rodziców" (ostatnio coś kupuję laptopy niemal hurtowo...).

    Co myślicie o czymś takim?
    http://www.komputronik.pl/product/255263/Elektronika/Laptopy_Tablety/HP_ProBook_450_G2_J4R81EA_.html
    Może jeszcze dorwałbym go w wersji z 8 GB RAM-u.

    Wymagania:
    - Win7 koniecznie, "bo ja to nie umie tych nowych prostokątów".
    - Rozmiar 15", "bo te małe to za małe".
    - HDMI, coby mogli podpiąć do ogromnego TV i oglądać coś z kompa.
    - Napęd DVD/CD, bo... nie pytajcie.
    - Brak udziwnień typu odłączany ekran jak do tabletu.

    Wymagania IMHO:
    - Brak dedykowanej grafy, bo po co ma się grzać i tracić prąd (liczba gier, jakie zostaną na tym zainstalowane: 0)
    - Możliwie reprezentacyjny wygląd, bo jednak może zostać zabrany na spotkania biznesowe.
    - Możliwie niewielki jak na te 15", żeby okazjonalnie zabrać w podróż.
    - Tak myśle, że do ok. 2.5k PLN to chyba coś się znajdzie, plus minus...?

    Zastosowanie:
    - Internet. Oglądanie zdjęć. Filmy, ale nawet nie na wbudowanym ekranie, tylko na TV. Ew. oprogramowanie biurowe typu Office.

    pokaż spoiler Rodziców uważam za całkiem nowoczesnych, a na pewno za bardzo ogarniętych (świetne wykształcenie, świetny biznes i sukces życiowy), ale kompletnie nie są zainteresowani np. nauką Win8.


    #laptopy #hardware
    pokaż całość

    •  

      @Solitary_Man:
      Jak masz Win8 pro, to możesz go zdowngrade'ować do W7.

      A co myślisz o tym, który linkowałem? On ma odpowiedni OS.

      Bardziej chodzi mi o to, czy ten model HP jest spoko, czy np. psuje się niemiłosiernie. Specyfikację to jeszcze mogę sobie poczytać sam. Choć też nie do końca czuję, jaki sprzęt pozwoli na komfortowe oglądanie netu, fotek i tak dalej. Sam dużo bardziej obciążam sprzęt w pracy, więc dla siebie czaję się na coś z minimum i7, 16 GB RAM-u i SSD.

      Ale czy na i3 można sobie wygodnie szperać w necie po np. 2 czy 3 latach posiadania kompa, jak już się troszkę zasyfi czy sfragmentuje? Nie wiem.

      @Carlos_Irwin_Estevez:
      Chodzi o to, by to im w miarę szybko chodziło. Poza tym -- stać mnie. Wiadomo, nie chcę wydawać też góry kasy, ale te okolice, które powiedziałem, wydają mi się jeszcze rozsądne cenowo (jak dla mnie).

      Moja mama miała paroletniego laptopa z i3, i to nie jakimś najwolniejszym. Używała go bardzo lekusieńko. I, nie wiedzieć czemu, bootuje jej się długo, a chodzi tak wolno, że ich to trochę wkurza (na Win7).

      Oczywiście, tamto i3 nawet nie stało obok Haswella, bo tej architektury wtedy jeszcze nie było. Wciąż, nie był to jakiś całkiem gówniany procesor, a chodzi słabo. Chcę tego uniknąć.
      pokaż całość

      +: arrent
    •  

      @Sh1eldeR: Na 8.1 zainstaluj Classic Shell i będzie ok żadnych prostokątów a tak z 7 to mocno ograniczasz się przy kupnie sprzętu.

      +: Rzuku
    • więcej komentarzy (3)

  •  

    Gdzie w Polsce kupić laptopa MSI Ghost Pro w wersji z GTX 970M mającym 6 GB VRAM?

    Najlepiej z matrycą "zaledwie" FHD. Pozostałe parametry -- jak najlepsze. Zależy mi na odbiorze w jakimś polskim sklepie i na tym, bym go nie zamawiał zza granicy.

    #laptopy #hardware #tagujemimozenocna

    •  

      @vdr:
      To nie wiem co też ten koleś pisał o wersji Ghost Pro z 6 GB GPU VRAM. Trudno mi to znaleźć nawet na zagranicznych stronach.

      Clevo umożliwiają uzyskanie super parametrów, dużo lepszych niż Ghost Pro. Autentycznie, poleciałbym nawet z GTX 980M, 32 GB RAM-u i RAID 0 SSD + HDD. Bo czemu nie? Ale wtedy wagowo zbliża się to już do 3 kg -- o połowę ciężej niż Ghost Pro. Poniżej 2.6 kg z tym nie zejdę.

      A co sądzisz o Clevo? Opłaca się toto kupować, pomijając specyfikację techniczną? Chodzi mi o wygląd, wykonanie, stabilność (temperatura), czas pracy na baterii, serwis i inne pierdoły, które są ważne, a które nie do końća widać po specsach. Wiem np. o tym, że hyperbook.pl używa Clevo. Ale to jakaś świeżutka firma, z 2015 roku. Choć niby z tradycjami...
      pokaż całość

    •  

      @Sh1eldeR: Sam mam Clevo P170SM-A z GTX 970m 6gb i jestem bardzo zadowolony. Fakt, że jest ciężki i głośny, ale za to temperatury jak na laptopa ma bardzo dobre. Do tego łatwy do czyszczenia i zmiany pasty. Generalnie Clevo to świetne wykonanie i możliwość łatwej rozbudowy i zmiany podzespołów. Jak chcesz się dowiedzieć więcej o Clevo to zajrzyj na NHL.pl

    • więcej komentarzy (19)

  •  

    Zapoda ktoś link do streamu z #debata (o ile jeszcze trwa)?

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika Sh1eldeR

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.