*Futuristic Rowdy Bounty Hunter* #teamaliceinchains Mamy obecnie 7527 rok

  •  

    Nie wiem czy mozna miec dar do....odbierania piłek ale Kante chyba go posiada
    Jest po prostu wszedzie
    #mecz

    źródło: dailypost.ng

  •  

    Czyli tak jak myslałem, Pavard z Lucasem na bokach obrony, do tego trio Kylian, Dembele, Antos w ataku mmmmmmm
    Alez to bedzie uczta
    #mecz

    +: Cronox
  •  

    Francja-Australia zakonczy sie

    • 31 głosów (60.78%)
      Zwyciestwem Trojkolorowych
    • 8 głosów (15.69%)
      Pogromem Australii
    • 1 głos (1.96%)
      Remisem
    • 11 głosów (21.57%)
      Sensacyjnym zwyciestwem Australii
  •  

    Wiecie, ze w lidze australijskiej graja jakies spotkanie u-21 kwadrans przed pojedynkiem Australii z Francja?

    https://www.flashscore.pl/pilka-nozna/australia/npl-nsw/

    Ciekawe kto wpadł na tak genialny pomysł
    #pilkanozna

    +: Cronox
  •  

    Kat z Nowego Orleanu

    Seryjny morderca czynny w Nowym Orleanie (i okolicznych hrabstwach, w tym Gretnie) od maja 1918 roku do października 1919 roku. W szczytowym okresie wywołanej przezń paniki prasa donosiła o podobnych morderstwach dokonanych już w 1911 roku, ale ostatnie badania wykazały, że te sprawozdania należy postawić pod znakiem zapytania
    Pseudonim zabójcy wziął się z jego modus operandi - sprawca atakował swe ofiary siekierą. W niektórych przypadkach Kat wpierw otwierał siekierą drzwi do mieszkania ofiary. Zabójca nie został schwytany ani zidentyfikowany, chociaż morderstwa ustały równie tajemniczo, jak się zaczęły. Tożsamość mordercy jest nieznana do dziś, mimo że proponowano różne rozwiązania.


    Nie wszystkie ofiary Kata umierały, ale brutalność i zupełna przypadkowość jego ataków terroryzowała społeczeństwo. Niektóre wczesne ofiary Kata to Amerykanie włoskiego pochodzenia, w szczególności syn Pietro Pepitone, który kilka lat wcześniej zabił szantażystę, członka Black Hand, Paula Di Cristinę (Paolo Marchese); gazety donosiły, że w to zabójstwo mogła być zamieszana mafia (podobnie jak w przypadku Shotgun Mana). Jednakże późniejsze przestępstwa wyraźnie nie pasowały do tego profilu, ponieważ ujmowały znacznie szerszą część społeczeństwa. Do ofiar Kata należały m.in. kobieta w ciąży czy dziecko zabite w ramionach swojej matki. Wydaje się, że Kat czerpał inspirację z Kuby Rozpruwacza, ponieważ on (bądź ktoś podający się za niego) wysyłał gazetom kpiące listy, w których pisał o przyszłych zbrodniach i twierdził, że jest nadprzyrodzonym demonem "z piekieł".

    13 marca 1919 roku w gazetach został opublikowany list, rzekomo od Kata. W liście Kat napisał, że ponownie zabije kwadrans po północy 19 marca, ale nie zabije w miejscach, gdzie grupy muzyczne będą grały jazz. W nocy z 18 na 19 marca wszystkie sale taneczne w Nowym Orleanie były wypełnione do granic możliwości, a zespoły zawodowe i amatorskie grały jazz w setkach domów w mieście. Nikt nie zginął tamtej nocy.

    Nie wszyscy zostali zastraszeni przez Kata. Niektórzy dobrze uzbrojeni obywatele za pośrednictwem gazet wysyłali Katu zaproszenia, by ten odwiedził ich domy i przekonał się, kto zginie pierwszy. W jednym zaproszeniu zapraszający obiecywał zostawić Katu otwarte okno, uprzejmie prosząc o nieuszkodzenie drzwi.

    Colin Wilson spekulował, że Katem mógł być Joseph Momfre, mężczyzna zastrzelony w 1920 roku w Los Angeles przez wdowę po Mike'u Pepitonie, ostatniej znanej ofiary Kata. Teoria Wilsona była później często powtarzana. Jednakże Michael Newton przeszukał dokumenty policji i sądów oraz archiwalne numery gazet z Nowego Orleanu i Los Angeles i nie znalazł żadnego dowodu, że człowiek nazwiskiem "Joseph Momfre" (lub podobnym) został zaatakowany bądź zabity w Los Angeles. Newton nie znalazł także żadnych informacji, że pani Pepitone (gdzieniegdzie identyfikowana jako Esther Albano, a gdzie indziej jako "kobieta, która utrzymywała, że jest wdową po Pepitone") została aresztowana, sądzona lub skazana za takie przestępstwo, a nawet, że przebywała w Kalifornii. Newton zaznaczył, że nazwisko "Momfre" i jego warianty nie było w czasie zbrodni niezwykłym nazwiskiem w Nowym Orleanie. Newton przyznał, że rzeczywiście w Nowym Orleanie mogła przebywać osoba nazwiskiem Joseph Momfre lub Mumfre mająca przeszłość kryminalną bądź powiązana z przestępczością zorganizowaną, ale dane z tamtego okresu nie pozwalają na potwierdzenie tej informacji. Podkreślił także, że wyjaśnienia Wilsona są miejską legendą, i obecnie nie ma więcej dowodów na tożsamość mordercy aniżeli w czasie zabójstw.

    Jedna z domniemanych "wczesnych" ofiar Kata, włoska para nazwiskiem Schiambra, została zastrzelona przez intruza w ich domu w Lower Ninth Ward wczesnym rankiem 16 maja 1912 roku. Mężczyzna przeżył, a kobieta zginęła. W relacjach gazet główny podejrzany miał nazwisko "Momfre". Chociaż modus operandi sprawcy był inny niż Kata, to wtedy po raz pierwszy pojawiło się powiązanie Momfre z Katem.

    Ofiary

    1. Joseph Maggio – Włoch, właściciel sklepu spożywczego. Został zaatakowany w nocy 22 maja 1918 roku, gdy spał obok żony, Catherine w ich domu na rogu ulic Upperline i Magnolia. Przeżył atak, ale zmarł kilka minut po przybyciu jego braci, Jake'a i Andrew, którzy ze swojego mieszkania po drugiej stronie ulicy usłyszeli krzyki ofiar.
    2. Catherine Maggio – żona Josepha Maggio. Także została zaatakowana w nocy 22 maja 1918 roku. Zabójca przeciął gardła Josepha i Catherine brzytwą, potem zaś rozłupał im głowy siekierą. W wypadku pani Maggio rany szyi były tak głębokie, że jej głowa została nieomal odcięta od ciała.
    3. Louis Besumer – także właściciel sklepu spożywczego, zaatakowany wczesnym rankiem 6 czerwca 1918 roku wraz z kochanką Harriet Lowe. Został uderzony siekierą w prawą stronę głowy, tuż nad skronią. Mimo tych ciężkich obrażeń przeżył atak. Ponieważ Lowe wskazała go jako napastnika, został aresztowany. Spędził za kratami dziewięć miesięcy, by zostać uniewinnionym przez przysięgłych po dziesięciominutowej naradzie.
    4. Harriet Lowe – zaatakowana podczas przebywania w łóżku z Louisem Besumerem. Zabójca uderzył ją siekierą w lewą stronę czaszki, co wprawdzie nie zabiło pani Lowe, wywołało jednak częściowy paraliż twarzy. Lowe zmarła 5 sierpnia 1918 roku, dwa dni po operacji w trakcie której chirurdzy starali się usunąć paraliż.
    5. Pani Schneider – zaatakowana wczesnym wieczorem 5 sierpnia 1918 roku. W czasie ataku była w ósmym miesiącu ciąży. Uświadomiła sobie nagle, że stoi nad nią ciemna postać, po czym została kilkakrotnie uderzona w twarz siekierą. Została znaleziona przez męża, który wracał z pracy. W szpitalu doszła do zdrowia, a trzy tygodnie po ataku urodziła zdrową dziewczynkę.
    6. Joseph Romano – starszy mężczyzna mieszkający wraz z dwiema siostrzenicami, Pauline i Mary Bruno. 10 sierpnia 1918 roku dziewczęta zostały obudzone przez dziwne odgłosy, dochodzące z sypialni wuja. Gdy tam weszły, ujrzały uciekającego przez okno krępego osobnika o ciemnej karnacji, odzianego w ciemne ubranie i kapelusz z szerokim rondem. Pan Romano, mimo, że ciężko ranny w głowę, był w stanie przejść o własnych siłach do wezwanej karetki, jednak dwa dni później zmarł w szpitalu. Śledczy znaleźli na podwórzu zakrwawioną siekierę, odkryli też, że sprawca dostał się do domu zrobiwszy dziurę w tylnych drzwiach.
    7. Charles Cortimiglia – imigrant mieszkający wraz z żoną i dzieckiem na rogu Jefferson Avenue i Second Street w Gretnie. W nocy 10 marca 1919 roku sąsiad Cortimigliów, sklepikarz Iorlando Jordano, zaalarmowany dochodzącymi z ich mieszkania krzykami przybiegł na ratunek, by zastać tam ranną w głowę Rosie, tulącą do siebie ciało córeczki, Mary. Charles Cortimiglia leżał na podłodze, krwawiąc ze strzaskanej czaszki. Oboje odwieziono do Charity Hospital.
    8. Rosie Cortimiglia – żona Charlesa Cortimiglii. Została zaatakowana wraz z mężem w trakcie snu 10 marca 1919 roku, mając dziecko w rękach. Została ciężko ranna, ale przeżyła atak.
    9. Mary Cortimiglia – dwuletnia córka Charlesa i Rosie Cortimigliów. Została zamordowana 10 marca 1919 roku w trakcie snu w rękach jej matki, otrzymawszy jeden cios w kark.
    10. Steve Boca – właściciel sklepu spożywczego, zaatakowany siekierą przez intruza w trakcie snu 10 sierpnia 1919 roku. Boca przeżył atak. Intruz dostał się przez tylne drzwi, tak jak w przypadku innych ataków Kata.
    11. Sarah Laumann – dziewiętnastoletnia kobieta, zaatakowana w nocy 3 września 1919 roku. Otrzymała liczne ciosy siekierą w głowę, straciła również kilka zębów, mimo tego udało jej się przeżyć. Nie pamiętała niczego, co wydarzyło się podczas tamtej nocy.
    12. Mike Pepitone – zaatakowany w nocy 27 października 1919 roku. Jego żona została zbudzona przez hałas i dotarła do drzwi jego sypialni w momencie, w którym Kat uciekał. Pepitone został przewieziony do szpitala, gdzie zmarł.


    https://pl.wikipedia.org/wiki/Kat_z_Nowego_Orleanu

    #seryjnimordercy
    #kryminalistyka
    pokaż całość

    źródło: i.wpimg.pl

  •  

    Celtic bije swoj rekord transferowy za wonderkida z PSG
    https://www.footballinsider247.com/superb-great-business-celtic-fans-ecstatic-as-club-announce-massive-transfer-coup/
    Kolejny napastnik po Augustinie oddany za smieszne grosze, nie rozumiem takiej polityki wobec swoich utalentowanych wychowankow, jest Rabiot, jest Kimpembe to czemu w ataku nie dzadza pograc swoim?
    #transfery #pilkanozna
    pokaż całość

  •  

    Widze, ze w zwiazku z transmisja #mundial przez tvp na wykopie pojawila sie masa pochwalnych wpisow ku czci Kurskiego
    Ptysie, przypominam ze on zadnej łaski nie robi. Raz, ze dostal 800 baniek pozyczki a dwa, ze co miesiac sciagany jest z nas abonamentowy haracz
    Ja juz bym wolał obejsc sie smakiem i za odzyskane pieniadze, ktore sila mi odebrano, zainwestowac w oplacenie mistrzostw w jakiejs prywatnej telewizji. Strzelam, ze wyszloby mi to znacznie taniej
    #polityka #pilkanozna
    pokaż całość

  •  

    Jak widze zawodnikow z duma spiewajacych hymn, kibicow w barwach narodowych, jezdzacych za swoimi reprezentacjami na drugi koniec swiata to nie moge ogarnac jak ktokolwiek moze opowiadac sie za wspolnym panstwem europejskim, kosmos jakis
    #mecz

  •  

    Jesli dzisiaj wezme dekoder i antene to od razu wysla do mnie montera? nie bede musiał czekac np dwa dni?
    #plus

    +: Cronox
  •  

    #pilkanozna #polityka
    LoL
    Rozumiem, ze Wojtek bedzie ogladał mecz w koszulce Mane?

    źródło: i2.wp.com

  •  

    Pikanterii sposobowy przedstawienia decyzji dodaje jednak to, że stworzeniem filmu zajęła się firma należąca do... Gerarda Piqué. Fakt, iż to właśnie obrońca tak silnie związany z Barceloną uczestniczył w całej konspiracji wywołał falę komentarzy w sieci. Defensor bierze jednak siebie, Griezmanna oraz całą koncepcję w obronę.

    Przy okazji emisji filmu Piqué opublikował kilka wiadomości na portalu społecznościowym. Najpierw zaprosił kibiców do oglądania filmu, a następnie pogratulował Kosmos Studios, jego zdaniem, dobrze wykonanej pracy.

    „To zupełnie nowy sposób, by zobaczyć życie piłkarza oraz jego wątpliwości podczas podejmowania najważniejszej decyzji w karierze. Dziękuję zespołowi Kosmos Studios, a w szczególności Antoine'owi Griezmannowi za te ostatnie tygodnie. Zdecydowałeś się pozostać w Atlético i mam nadzieję, że świetnie sobie poradzisz w najbliższym sezonie!” - napisał Piqué tuż po emisji filmu.

    Czyli Pique wiedzial juz wczesniejaka decyzje podejmie Griezmann, beka
    #pilkanozna
    pokaż całość

    +: Cronox
  •  

    Jerry Stiller ma juz 91 lat, i tak sie swietnie trzyma
    Swietny byl w roli Arthura, te gesty, ta mimika, no klasa swiatowa

    #seriale

    źródło: kingofqueens.ch

  •  

    Nie ogarniam skad czy na wykopie czy na jutubie takie uwielbienie dla Tomiego Robinsona. Toz to zwykly brytyjski Sebcio z pubu, ktory nas Polakow w ogole nie lubi
    To samo EDL, ktorego kiedys byl liderem. Nie ma sensu przyklaskiwac takim dzialaniom bo hasla Brytyjczykow na takich marszach nie brzmia "koniec z imigrantami, won do swoich krajow ale Polacy moga zostac bo sa spoko"

    Oczywiscie potem na fali swojego sukcesu zobaczyl, ze jednak duzo jest w WB Polakow i moze warto sie troche do nich usmiechnac, cos tam nagral na MN, nawet spotkal sie z nim Tarczynski....ale nie dajcie sobie wmowic, ze cokolwiek nasza Polonia zyska na tej retoryce bo takich przykrych spraw bedzie wiecej

    https://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/anglia-atak-na-polaka-w-hull,830583.html

    #polityka #anglia #neuropa #4konserwy
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

    +: szurszur, d........i +2 innych
    •  

      @Soul0Eater: Oni nas nie lubią jak sam skurwysyn. Wszyscy. To najbardziej fałszywy i obłudny naród według mnie. I co do mnie dotarło po latach, że większość ichnych sebixów psiocząc na imigrantów nie ma na myśli ludzi z azji i afryki którzy ich zalewają w chooy i w końcu ich wymienią całkowicie, ale nas ludzi ze wschodniej i środkowej europy. Knaga z nimi.

    •  

      @Soul0Eater to zwykly angielski recydywista. Do tego na jego "marszach uwolnienia" (XD) się hailuje. Jak mam rozumieć najpotężniejsze państwo w Europie myli się ze swoim wyrokiem prawomocnym? NO NIE SĄDZĘ XD

  •  

    W jaki sposób wyłącza się mózg po śmierci? Elektryczne tsunami

    Co się dzieje z naszym mózgiem w ostatnich chwilach przed śmiercią? Odpowiedzi na to pytanie jest tyle ile religii, ale to badania naukowe pokazują nam coraz więcej. No, żeby być zupełnie uczciwym, badania i niektóre seriale.

    Mózg, wedle badań, może pozostać w stanie umożliwiającym przywrócenie do życia nawet przez kilka minut po zatrzymaniu akcji serca, mimo niedotlenienia. W ciągu 20-40 sekund od ustania dopływu krwi neurony zaczynają ograniczać aktywność i przechodzą w stan, który możemy porównać do uśpienia. To ostatnia desperacka próba zatrzymania energii i przetrwania. Choć elektryczna aktywność mózgu jest wtedy bliska zeru, można go teoretycznie znów uruchomić.

    Następnie, po kilku minutach, przez organ przechodzi fala neuroelektrycznej aktywności i ciepła. Niektórzy nazywają to “mózgowym tsunami”. Mózg nie jest w stanie zachować równowagi elektrycznej między jonami wewnątrz i na zewnątrz neuronów, przez co dochodzi do depolaryzacji i wyrzutu energii.

    Samo w sobie odkrycie jest fascynujące, jednak robi się znacznie ciekawiej gdy dodamy do tego odrobinę popkultury. W 1988 roku wyjątkowo popularny wówczas serial Star Trek: Następne Pokolenie (w Polsce także nie brakuje jego fanów) włożył w usta dr Beverly Crusher właśnie takie wytłumaczenie procesów zachodzących w mózgu rannej oficer Tashy Yar.

    Skąd scenarzyści w ogóle mogli mieć pojęcie o takim zjawisku w mózgu w 1988 roku? Jens Dreier z Charité's Center for Stroke Research, który prowadził zespół badawczy stojący za zaobserwowaniem ludzkiego “mózgowego tsunami”, tłumaczy skąd to pojecie mogło wziąć się w serialu.

    - Zgaduję, że twórcy Star Treka trafili na badania z tamtych czasów opisujące podobne zjawisko u zwierząt – mówił Dreier w wywiadzie dla niemieckiego VICE – Jako pierwszy tego typu fale mózgowe zbadał brazylijski neurofizjolog, który w latach czterdziestych ubiegłego roku badał je u królików. My jedynie pokazaliśmy je u ludzi.

    https://www.focus.pl/artykul/w-jaki-sposob-wylacza-sie-mozg-po-smierci-elektryczne-tsunami

    #mozg #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: wolnemedia.net

    •  

      Mózg, wedle badań, może pozostać w stanie umożliwiającym przywrócenie do życia nawet przez kilka minut po zatrzymaniu akcji serca, mimo niedotlenienia.

      @Soul0Eater: czy to oznacza, że jesteśmy świadomi swojej śmierci? Słyszymy maszyny dookoła i płacz żony?

      +: Freakz
  •  

    Dzisiaj 3 spotkania, jutro 4....az mi sie przypominaja czasy gdy weekendami zasypialem przy C+ po maratonie z PL i La Liga
    #pilkanozna

  •  

    Layne dwa lata przed smiercia zostal odwiedzony przez Frusciante z RHCP aby pomogl mu wyjsc z nałogu

    Forrest agreed to, and he and Frusciante visited Staley at his Seattle condo. Forrest says that Staley’s mind clearly still worked but that he was “a million miles away.”

    Bob: “Hey Layne. What’s going on.”
    Layne: “Nothing. I know why you’re here.”
    Bob: “Your Mom’s worried, man. You don’t look too good.”
    Layne: “I’m okay, though. Really.”


    Staley was playing video games while they talked, and “pretended” to listen according to Forrest. After Forrest and Frusciante left, Forrest said, “I don’t think he’ll come out of this.” Frusciante said, “It’s his life, man.” Staley died from a drug overdose on April 5, 2002. Forrest said that for a long time he had thought love could cure addiction, but he said that he loved Layne Staley and it didn’t save him.
    https://archive.is/r9AE6#selection-513.0-540.0

    #grunge #aliceinchains
    pokaż całość

  •  

    Magia i zaklęcia świec

    Wróżby z ognia i świec stanowią ważną część praktycznej magii. Płonąca świeca jest symbolem ludzkiego życia, światła i spełniającej się ofiary. W wielu tradycjach dym z kadzidła lub płonącej świecy jest szczególnym symbolem drogi, która łączy niebo i ziemię. Rytuały, w których używa się ognia, odwołują się do początku życiowych cykli i mają sprzyjać rozwojowi oraz szczęściu. Także w domu można skorzystać z magicznych sposobów zapewnienia sobie powodzenia. Aby móc palić świece w określonych intencjach, należy zaopatrzyć się w kolorowe świece, świeczniki, kapturek do gaszenia płomienia i ładną zapalniczkę, która będzie służyła tylko do tego celu. Nie zapala się magicznej świecy od zapałki, gdyż jej główka pokryta jest siarką, która dawniej symbolizowała szatana. Istnieje stary pogląd, że świec zapalonych w dobrej intencji nie gasi się przez zdmuchnięcie, aby "nie rozwiać" zgromadzonego szczęścia, a także nie "dusi" się ognia palcami. Robi się wiatr gaszący świecę ruchami dłoni lub czeka aż świeca się wypali sama.

    Zaklęcia i rytuały magiczne związane z magią świec można podzielić na dwie grupy, w zależności od stopnia ich skomplikowania. Pierwsza grupa wymaga użycia od jednej do trzech świec we właściwych kolorach, które po prostu zapala się, aby płonęły w określonej intencji. Czary takie służyć mogą oczyszczaniu przestrzeni astralnej, zapewnianiu wzrostu przedsięwzięcia, uzyskiwaniu harmonii w związkach. Druga grupa czarów wymaga wielu świec w różnych kolorach, które ustawia się zgodnie z właściwym schematem na stole lub ołtarzu. Takie rytuały trwają często po kilka dni i związane są z odpowiednimi fazami księżyca i konstelacjami astrologicznymi. Czary takie służą wspomaganiu określonych przedsięwzięć, zapewnianiu sobie mocy i opieki astralnych przewodników. Świece zapala się w określonej kolejności, a gasi zwykle w odwrotnym kierunku.

    Przykładem takiego rytuału może być czar, który wykonuje się na siedem dni przed pełnią Księżyca, po której nastąpić ma wydarzenie, które wymaga wiele siły i odwagi. Na stole wokół złotej świecy (symbolizującej czarującego) ustawia się siedem fioletowych świec. Pierwszego dnia zapala się złotą i pierwszą fioletową świecę, a następnie rozmyśla o szczęśliwym przebiegu spodziewanego wydarzenia. Drugiego dnia zapala się złotą świecę oraz dwie fioletowe, trzeciego dnia złotą i trzy fioletowe, i tak dalej.

    W czarach i zaklęciach kolory świec są bardzo ważne. Odzwierciedlają podobieństwa i kojarzą się z odpowiednimi symbolami. Czar, w którym używa się niewłaściwych atrybutów, może się z tego powodu nie spełnić!

    Z czystością i jasnością kojarzy się zwykle świece białe. Są chętnie wykorzystywane podczas wszystkich ceremonii religijnych. Tradycja palenia gromnic wywodzi się z czasów, gdy światło poświęconej świecy symbolizowało jasność wiary i skutecznie odganiało złe duchy. Dziś białe gromnice stanowią ofiarę wotywną dla Bogini, a podczas święta Bogini jako Matki Boskiej święci się je w świątyniach i płonące zanosi do domu. Według starego przesądu komu przypadkowo zgaśnie zapalona w świątyni gromnica, ten przez cały rok może spodziewać się trudności. (Warto jednak tego dnia odetchnąć oparem ognia z gromnicy, bo strzeże to ponoć przed bólem gardła). W magii białe świece używa się w celu ochrony i oczyszczenia z negatywnej energii.

    Kolor różowy odpowiedni jest dla świec, które palone są podczas zawierania zgody lub wyjaśniania nieporozumień. Różowe świece będą odpowiednie do ozdobienia stołu podczas romantycznej kolacji dla dwojga. Wzmacniają one wiarę w siebie i swoje siły, pomagają unikać nieporozumień. Różowe świece są niezbędne w sypialni pary, która pragnie szybko doczekać się dziecka. Bardzo pozytywną aurę roztaczają wokół siebie świece pomarańczowe, a ich płomyki zapewniają powodzenie finansowe i poprawę samopoczucia. Podnoszą na duchu i pomagają podczas depresji świece w kolorze żółtym lub złotym. Żółte świece pali się w intencji szczęśliwej podróży lub w przeddzień ważnych negocjacji lub egzaminów. Aby zaklinać pożądanie i gorącą miłość odpowiedniejsza jest świeca czerwona. Najlepiej palić dwie takie świece i dodatkowo związać je u podstawy ozdobną wstążeczką lub ustawić na podwójnym świeczniku. Nie należy jednak palić czerwonych świec, gdy ktoś w pobliżu jest chory lub ma gorączkę.

    Świece zielone są odpowiednie podczas uzdrawiania i medytacji, a fioletowe podczas modlitwy. Fioletowe świece pomagają wydobrzeć po przebytej chorobie. Świece brązowe przydadzą się osobom, które mają kłopoty zawodowe lub problemy z pamięcią. Pomagają też chorym zwierzętom, a nawet roślinom w ogrodzie. Aby łatwiej rozwiązać trapiące problemy rodzinne lub domowe dobrze jest zapalić niebieską świecę. Ochroni ona dom przed negatywnymi wpływami i zapewni szacunek dla całej rodziny. Dla przypływu gotówki odpowiednie są świece granatowe i ciemnozielone. Szare i srebrne świece przydają się w magii ochronnej, bo neutralizują uroki, jakie rzucają zazdrosne osoby. Kolory świec można ze sobą łączyć.

    Także dni tygodnia mają przyporządkowane sobie odpowiednie kolory świec, które pali się w celu zapewnienia harmonii. W niedzielę pali się świece żółte, w poniedziałek białe, we wtorek czerwone, w środę fioletowe, w czwartek niebieskie, w piątek zielone, a w sobotę szare. Można także dobrać kolor świecy z zależności od Znaku Zodiaku. Baranowi odpowiada świeca czerwona, Bykowi różowa, Bliźniętom żółta, Rakowi srebrna, Lwu złota, Pannie brązowa, Wadze niebieska, Skorpionowi granatowa, Strzelcowi pomarańczowa, Koziorożcowi szara, Wodnikowi fioletowa, a Rybom zielona.

    Świece, które pali się w określonej intencji, można wcześniej odpowiednio przygotować, aby nadać im magiczną moc. Najczęściej smaruje się je olejkami roślinnymi (od połowy świecy w górę, a następnie od połowy świecy do dołu) lub graweruje na nich igłą różnego rodzaju inskrypcje. Może to być prośba, modlitwa lub imię osoby, której dotyczy czar.

    Podczas palenia świec należy zachować ostrożność i wykorzystywać świeczniki na stabilnej podstawie. Do najbardziej "czarodziejskich" należą te o siedmiu ramionach, co symbolizuje siedem niebios i siedem planet. Magicznie znaczące są też świeczniki w kształcie dłoni, które nie sprzyjają jednak uprawianiu białej magii. Zapewne ich producenci nie wiedzą, że kształt ten odwołuje się do legendarnej "ręki Glorii", czyli makabrycznego świecznika z ręki skazańca.

    Podczas wróżb i zaklęć z wykorzystaniem świec należy dbać, aby nie obserwowały ich postronne osoby. Wielu ludziom kolorowe świece kojarzą się z tylko z czarną magią i ze szkodzeniu innym. Szczególne miejsce w dziejach magii zajmują czarne świece. Palono je od wieków w intencji szkodzenia jakiejś osobie lub pozbycia się jej ze świata żywych.

    W kościele ceremonia ekskomuniki zawierała niegdyś gaszenie i rzucanie czarnej świecy w kierunku osoby, którą wykluczano ze wspólnoty chrześcijańskiej.

    Nakłuwanie wosku i palenie czarnych świec nadal jest wykorzystywane we wszelkiego rodzaju obrzędach, także w klątwach i innych złych intencjach. Do najbardziej popularnych należą tu rytuały, które wzorują się na kulcie woodoo (wudu, łudu). W zagranicznych sklepach magicznych można kupić woskowe figurki, czarne świece o kształcie człowieka i specjalne igły do wbijania w wyobrażenie swojej ofiary. Wypalająca się świeca symbolizuje wtedy umykające życie i powodzenie człowieka. Praktyki takie są moralnie naganne i osobie, która je praktykuje, nie przynoszą nic dobrego! Generalnie magię uśmiercającą robiono dla obrony przed najeźdźcą czy pskudnym wrogiem, uzasadniona była celami obronnymi.

    Wyjątkowym rytuałem, który wymaga wbijania igieł w płonącą czarną świecę, jest anglosaski zwyczaj przywoływania utraconej miłości. Aby przywołać z powrotem straconego kochanka należy zapalić świecę, wbić w nią głęboko igły w przeciwnych stron (powinny przebić knot i wypowiedzieć zaklęcie: "Nie pragnę igieł palić, lecz serce Twoje zawrócić. Nie zaznaj spokoju i szczęście, póki się prośba nie ziści". Rytuał ten wymaga, aby obserwować wypalanie się świecy do momentu, w którym płomień dotknie igieł, a następnie wyrzucić pozostałości i spokojnie czekać na dobrą wiadomość od skruszonego kochanka.

    Do magii świec zawsze podchodzić należy z szacunkiem i ostrożnością. Kto za jej pomocą nie będzie krzywdził innych, ten może spodziewać się z jej strony wsparcia i wielkiej pomocy.

    #magia #okultyzm #ciekawostki

    http://www.himavanti.org/pl/c/magia-kabala-okultyzm-czary-sufizm-rytualy/magia-i-zaklecia-swiec
    pokaż całość

    +: Freakz, rad_kop +2 innych
  •  

    Myslalem, ze ten film to forma pozegnania z Atletico, smune ujecia, zamyslona mina, jego zona jezdzi na koniu, on sobie gra w kosza i dzieli sie przemysleniami jadac autem a tu chuj
    jednak zostaje xDD
    #pilkanozna

  •  

    #fcbarcelona
    #pilkanozna
    Alez drama sie robi z tym transferem Griezmanna, plus ten filmik xDD, chce pokazac przed kibicami Atletico, ze jest fajnym, normalnym ziomem ale i tak pewnie beda go nienawidzic jesli odejdzie

    +: Cronox
  •  

    Ja nie wiem jak ktokolwiek moze brac na serio te biblijne historie, obstawiam ze dawno,dawno temu ktos to po prostu pisał dla zartow, np historia Chama

    Fragment z Księgi Rodzaju 9:18-27
    (18) Synami Noego, którzy wyszli z arki, byli Sem, Cham i Jafet. Cham był ojcem Kanaana. (19) Ci trzej byli synami Noego i od nich to zaludniła się cała ziemia. (20) Noe był rolnikiem i on to pierwszy zasadził winnicę. (21) Gdy potem napił się wina, odurzył się [nim] i leżał nagi w swym namiocie. (22) Cham, ojciec Kanaana, ujrzawszy nagość swego ojca, powiedział o tym dwu swym braciom, którzy byli poza namiotem. (23) Wtedy Sem i Jafet wzięli płaszcz i trzymając go na ramionach weszli tyłem do namiotu i przykryli nagość swego ojca; twarzy zaś swych nie odwracali, aby nie widzieć nagości swego ojca. (24) Kiedy Noe obudził się po odurzeniu winem i dowiedział się, co uczynił mu jego młodszy syn, (25) rzekł: "Niech będzie przeklęty Kanaan! Niech będzie najniższym sługą swych braci!" (26) A potem dodał: "Niech będzie błogosławiony Pan, Bóg Sema! Niech Kanaan będzie sługą Sema! (27) Niech Bóg da i Jafetowi dużą przestrzeń i niech on zamieszka w namiotach Sema, a Kanaan niech będzie mu sługą".


    WTF
    i sa ludzie, ktorzy poswiecaja na to czas, studiuja takie nowiny, interpretuja, potem jeszcze wyciagaja wnioski i staraja sie nauczac innych
    ptysie, naprawde....sa jakies granice w tym szalenstwie

    #wtf #heheszki #neuropa #japierdole
    pokaż całość

  •  

    Z całym szacunkiem dla Arabii, ale co to było? Tzn doskonale pamietam 0-8 od Niemcow ale liczylem, ze od tego czasu nauczyli sie podstaw w obronie
    Oczywiscie moja milosc do obecnego mundialu nie zgasla i obejrzałem cale spotkanie ale nie wiem jak to bedzie wygladac za 8 lat
    48 druzyn w 3 krajach, spotkania pewnie w nocy, ehh.....troche mi psuja moje hobby panowie z FIFY
    #mecz #pilkanozna #mundial pokaż całość

  •  

    To jest wlasnie ta magia #mundial
    Normalnie to bym nawet nie sprawdzal o ktorej graja ze soba Rosja z Arabia a tak siedze i odliczam minuty do rozpoczecie
    #pilkanozna

  •  

    Podobno według osob, ktore przezyly smierc kliniczna tak wlasnie wyglada to slynne swiatelko w tunelu
    Jeszcze tylko poczytam czy to napewno prawda i sie przerzucam na zydochrzescijanstwo

    #ladnapani #yvonnestrahovski #religia

    GIF

    źródło: media.giphy.com (1.23MB)

  •  

    Zobaczcie jak Niemcy sobie poradzily z problemem drzew przy drodze. Nie trzeba wszystkiego jak leci wycinac

    - Mamy ustawę, która nie pozwala na wycinki pięknych alei - tłumaczy Marko Szameit ze służby drogowej w Seelow, którego spotkaliśmy na drodze łączącej Frankfurt z Lubuszem. Niemieckie doświadczenia pokazują, że na drogach w alejach lip, kasztanowców, sosen czy brzóz można zadbać o bezpieczeństwo. Dwa razy do roku każde takie drzewo ogląda dendrolog, decydując o ewentualnym leczeniu bądź usunięciu suchych roślin. - Czy tu w Niemczech, czy w Polsce zachwycam się alejami - zdradza nam Zbigniew Kotarba, operator filmowy mieszkający w Wyskoku pod Sulęcinem, a dojeżdżający do pracy w Berlinie - i na takich drogach zawsze mam jedną zasadę: noga z gazu! Do Zielonej Góry jeżdżę zawsze przez Skąpe, właśnie ze względu na piękno krajobrazu, który buduje aleja.

    Nie ma prostej formuły Z Frankfurtu nad Odrą aleje na południe, północ i zachód. Jakąkolwiek drogą byś nie opuszczał miasta: rzędy lip czy brzóz, czasem drzew owocowych: jabłoni, śliw i czereśni. Tak jak po polskiej stronie - posadzone grubo przed wojną. Tylko że w Polsce w zastraszającym tempie ubywa przydrożnych drzew. - Za wójtem czy burmistrzem, który podpisał cyrograf skazujący na zagładę aleję, ta zła decyzja będzie chodziła już zawsze. Nie chciałbym, by potem taki człowiek trafił do sejmu czy rządu - ciągnie Kotarba. Przypomnijmy, że nasi samorządowcy decydując o wycinkach powołują się na względy bezpieczeństwa czy - jak w przypadku lokalnej drogi z Krężołów przez Łęgowo do Klępska - po to, by poszerzyć jezdnię.

    Tymczasem już na początku lat 90. niemiecki klub automobilowy ADAC, zajmujący się badaniem stanu bezpieczeństwa na drogach, ostrzegał, że skuteczną strategią zapewnienia tegoż bezpieczeństwa nie jest prosta formuła: wyciąć wszystkie drzewa z poboczy. Już wtedy w Niemczech było jasne, że w alejach niezbędne jest ograniczenie prędkości czy postawienie znaków zakazu wyprzedzania, oznaczenie drzew tablicami odblaskowymi, ustawianie barier energochłonnych zabezpieczających przed wypadnięciem pojazdów z jezdni, w szczególności przed wpadnięciem na drzewo. W ostatnich latach na takich drogach postawiono fotoradary. Ta recepta okazała się skuteczna w Brandenburgii, gdzie w latach 1997-2005 liczba wypadków najechania na drzewo zmalała o 33 proc., a liczba ofiar śmiertelnych takich wypadków spadła z 337 do 110. Do wypadków prowadzą wycinki - Metr barierki kosztuje 200 złotych, nie mamy na to pieniędzy - stwierdza Grzegorz Szulc z

    Zarządu Dróg Wojewódzkich w Zielonej Górze. -- Za usunięcie drzewa z mojej posesji magistrat chce 60 tysięcy złotych - ripostuje mieszkaniec Świebodzina i szybko dodaje: - Jeśli o bezpieczeństwo na drodze można zadbać w innym sposób niż przez usuwanie drzew, drogowcy nie powinni być zwalniani z tej opłaty! W 1994 r. przeciętne drzewo uliczne w Berlinie zostało wycenione na 15.000 marek - obecnie około 7,5 tys. euro, a wszystkie drzewa przydrożne w tym mieście na kwotę około 6 mld marek. - Poszczególne kraje wydają cały szereg aktów prawnych, chroniących drzewa i zapewniających prawidłową gospodarkę drzewostanem, a także opracowują lokalne metody wyceny drzew - alarmują polscy przyrodnicy. - Wycinanie drzew jako czynnik istotnego zwiększenia liczby i rozmiarów skutków wypadków na danym odcinku drogi potwierdzają badania prowadzone w Danii, Niemczech i Czechach. Najwięcej wypadków śmiertelnych jest na drogach szybkiego ruchu, a więc pozbawionych drzew, oraz tam, gdzie istnieje poczucie "pozornego bezpieczeństwa", skłaniające do rozwijania nadmiernej prędkości.

    Potwierdzają to także statystyki krajowe: w 2004 r. na wszystkich drogach warmińsko-mazurskich na drzewach zginęły 93 osoby, podczas gdy na pozbawionym drzew 156-kilometrowym odcinku drogi krajowej nr 7 zginęły aż 52 osoby - zauważa Krzysztof Worobiec ze Stowarzyszenia "Sadyba". Według opracowań niemieckiej policji zieleń przydrożna zwiększenia bezpieczeństwo ruchu drogowego, stanowi czynnik pozytywnego oddziaływania psychologicznego, dlatego w samej Meklemburgii dosadzono w ostatnich latach ponad 770 km alei. Zresztą tam prawo pozwala na sadzenie drzewa już w odległości 80 cm od drogi, podczas gdy w Polsce aż trzech metrów.

    #polityka #bekazpisu #dobrazmiana

    blay
    pokaż całość

    źródło: d-pt.ppstatic.pl

  •  

    HISTORIA PEWNEGO INDEKSU

    Jego powstanie uznaje się za jeden z najbardziej niechlubnych momentów historii Kościoła Katolickiego. Wielu uważa, że był miażdżącym ciosem w rozwój nowożytnej nauki i ograniczeniem ówczesnej wolności słowa. „Index Librorum Prohibitorum” – Indeks Ksiąg Zakazanych, gdyby obowiązywał do dziś, miałby już 450 lat.

    Początki cenzury
    Zjawisko cenzury ksiąg sięga dziesiątek wieków wstecz i nie jest bynajmniej wymysłem Kościoła doby Renesansu. Jako przykład może posłużyć tu grecki filozof Protagoras z Abdery (ok. 480-410 a.Chr.), który w dziele „Peri theon” („O bogach”) zakwestionował wiedzę człowieka o istnieniu bóstw. Sama księga została spalona, autor zaś zbiegł z Aten, chcąc uniknąć kary.


    Około roku 443 a.Chr., w okresie Republiki Rzymskiej, powołano urząd cenzorów. Ich obowiązkiem było między innymi czuwanie nad ogólnym porządkiem moralnym społeczności rzymskiej.

    Także w Biblii (Dz 19, 19) przedstawiono przypadek palenia pogańskich ksiąg wróżbiarskich. Czynili to ci, którzy uwierzyli w Chrystusa. Praktyka ta miała stanowić symbol radykalnego odrzucenia starej i przyjęcia nowej religii.

    Cenzura w Kościele
    Niszczenie pism niezgodnych z nauką Kościoła było jednym ze sposobów walki z herezjami. Już po soborze w Nicei, w 325 r., na rozkaz cesarza Konstantyna palono księgi Ariusza i popierających go teologów. Głosili oni bowiem błędną naukę dotyczącą relacji Ojca i Syna. Warto podkreślić, że w okresie starożytności dekrety nakazujące likwidację tego typu pism były generalnie wydawane przez cesarzy: wspomnianego Konstantyna Wielkiego, Teodozjusza II czy Walentyniana III. Z biegiem czasu zaczęli je już sporządzać dostojnicy kościelni. W 496 r. Gelazjusz I, biskup Rzymu, wydał dekret „De libris recipiendis et non recpiendis” („O księgach dopuszczalnych i niedopuszczalnych”), w którym wyliczył dzieła zarówno zgodne, jak i sprzeczne z doktryną katolicką.


    Pierwszą instytucję zajmującą się cenzurą publikacji powołał do życia arcybiskup Moguncji Berthold z Hennebergu w 1486 r. Kilkanaście miesięcy później papież Innocenty VIII wydał bullę „Inter multiplices” upoważniającą ordynariuszy do prewencyjnej cenzury w swoich diecezjach.

    Okoliczności powstania indeksu
    Europa w XVI wieku była niczym religijne pole walki, na którym nieustannie ścierały się obozy reformatorów postulujących radykalną odnowę Kościoła (zarówno instytucjonalną, jak i doktrynalną) oraz kontrreformatorów, stających w jego obronie. W dobie rozpowszechniania się druku Europę zalała fala pism sprzecznych z nauczaniem katolickim. Zadanie, jakie postawił sobie papież Paweł IV, zlecając stworzenie indeksu, było więc przede wszystkim zachowanie czystości wiary. Dlatego też jednoznacznie potępił on wszystkie pisma reformatorów oraz protestanckie przekłady Biblii.


    Debiut...
    Pierwsze wydanie Indeksu Ksiąg Zakazanych miało miejsce w roku 1559. Spis składał się z trzech zasadniczych części. W pierwszej wyliczono nazwiska autorów, których pism w ogóle nie wolno było czytać. Kolejny rozdział zawierał tytuły zakazanych ksiąg, ostatni zaś spis ocenzurowanych dzieł anonimowych. Liczba pism objętych zakazem posiadania, czytania i rozpowszechniania wynosiła wówczas 1107. Lista publikacji zawartych w pierwszym wydaniu indeksu spotkała się z dezaprobatą nie tylko samych wydawców, w interesy których niewątpliwie godziła. Wywołała także burzliwe dyskusje w środowisku ówczesnych teologów katolickich, którzy wskazywali na zbyt surowe potraktowanie wielu dzieł uznanych za zakazane. Dlatego już w 1564 r., za pontyfikatu Piusa IV i w rok po zakończeniu Soboru Trydenckiego, ukazała się druga, poprawiona edycja wykazu, zwanego Indeksem Trydenckim.


    Funkcjonowanie indeksu
    Egzekutorem postanowień zawartych w indeksie była początkowo Kongregacja Świętej Inkwizycji, karą zaś za świadomą lekturę czy rozpowszechnianie zakazanych dzieł – ekskomunika. Jednak już w 1571 r. zadanie Inkwizycji przejęła specjalnie powołana Święta Kongregacja Indeksu. W kompetencji jej członków leżało korygowanie listy ksiąg zakazanych, poprzez wpisywanie na nią nowych i skreślanie poprawionych pism. Kongregacja Indeksu została rozwiązana przez papieża Benedykta XV w roku 1917. Jej obowiązki przejęła Kongregacja Świętego Oficjum i sprawowała je aż do roku 1966.


    W sumie „Index Librorum Prohibitorum” wydawano 32 razy. Ostatnie miało miejsce w roku 1948, i zawierało aż 4000 pism uznanych za niezgodne z szeroko pojętą nauką Kościoła. Swą moc prawną stracił w roku 1966. Wówczas to papież Paweł VI uznał go za dokument historyczny.

    Indeks dzisiaj
    Największym błędem współczesnych komentatorów jest próba spojrzenia na Indeks Ksiąg Zakazanych przez pryzmat dzisiejszej epoki, w której narzucanie jakichkolwiek ograniczeń postrzega się jako pogwałcenie praw i godności ludzkiej. Z tej perspektywy trudno o obiektywną ocenę indeksu. Niewątpliwie powstaniu owego spisu przyświecał szczytny cel – dbania o czystość wiary. Niektórzy historycy wskazują jednak na fakt, że narodziny tej księgi mogły spowolnić postęp naukowy w krajach katolickich. Czy jednak ich teza jest możliwa do zweryfikowania? Wszak rozwój nauki i niezależnej myśli filozoficznej postępował według swojego rytmu. Paradoksalnie, świadczyć o tym może choćby systematycznie wzrastająca liczba tytułów w kolejnych wydaniach indeksu.


    W dzisiejszych czasach dostojnicy kościelni dalecy są od zakazywania, a zwłaszcza od karania za czytanie książek, które mogą być niezgodne z nauką katolicką. Jednak przez cały czas troska o prawowierność i nienaganne morale wyznawców Chrystusa pozostaje jednym z głównych zadań pasterzy Kościoła. Dlatego też nie zaprzestali oni wskazywać tego, co może okazać się szkodliwym dla wiary i obyczajów chrześcijańskich. Oczywiście dziś nie są to wyłącznie książki...

    Fragment Indeksu Ksiąg Zakazanych
    Indeks autorów i ksiąg, których z urzędu Św. Kościoła Rzymskiego i powszechnej Inkwizycji wszyscy i każdy z osobna powinien się wystrzegać pod groźbą kar dla czytających bądź posiadających zakazane księgi, przedstawionych w bulli odczytanej w (dniu) Wieczerzy Pańskiej i pod innymi karami zamieszczonymi w dekrecie tegoż Świętego Oficjum […].

    Wszystkim wiernym w Chrystusie, jakiegokolwiek statusu, rangi, stanu, pozycji, czy godności, i gdziekolwiek przebywającym, pod groźbami i karami przedstawionymi w Bulli Wieczerzy Pańskiej i w dekretach przenajświętszej Rady Laterańskiej, a także pod karą podejrzenia o herezję, pozbawienia wszelkich pozycji, urzędów i przywilejów […] i wiecznej hańby, oraz pod innymi karami, jakie według naszego osądu mogą zostać nałożone, surowo nakazujemy i polecamy, by nikt w przyszłości nie ważył się pisać, wydawać, drukować bądź do druku oddawać, sprzedawać, kupować, pożyczać, czy dawać pod żadnym pretekstem, przyjmować, otwarcie czy skrycie posiadać, bądź w jakikolwiek inny sposób przechowywać bądź kazać strzec jakiejkolwiek księgi lub pisma spośród tych, które wymienione zostały na tym indeksie Świętego Oficjum, ani też żadnych innych pism, które okazałyby się, przez jakieś zepsucie, sprzyjające jakiejkolwiek herezji bądź służące heretykom […]”.

    https://opoka.org.pl/biblioteka/I/IH/pk200904-indeksksiag.html

    #bekazkatoli #kosciol #ciekawostkihistoryczne
    pokaż całość

    źródło: edusens.pl

    +: Koliat, VodkaDestroyer +8 innych
    •  

      Niewątpliwie powstaniu owego spisu przyświecał szczytny cel – dbania o czystość wiary.

      @Soul0Eater: co znaczy "czystość wiary"? I czy aby na pewno było to szczytne? W końcu zniesiono te zakazy, wiec chyba nie. I dlaczego zniesiono? Pod naporem ludu? Przez odsuniecie KK od władzy? Czy moze właśnie dlatego że:

      rozwój nauki i niezależnej myśli filozoficznej postępował według swojego rytmu. pokaż całość

  •  

    Wrzesień – miesiąc wrzosów, rui, siewów i pająków

    Wrzesień dla dawnych Słowian był miesiącem szczególnym, głównie za sprawą równonocy jesiennej, na którą przypadały obchody pogańskiego Święta Plonów. W czasie tym lato przechodzi w jesień, ziemia po wydaniu człowiekowi plonów przechodzi w stan uśpienia. Jest to czas dziękczynienia za plony i dary ziemi. Tak jak dawni Słowianie uczestniczyli w Święcie Plonów, tak teraz co poniektórzy biorą udział w obchodach dożynkowych, czerpiących pełnymi garściami z pogańskiej tradycji.

    Dlaczego dziewiąty miesiąc wg kalendarza gregoriańskiego nazywamy wrześniem? Rzecz jasna za sprawą wrzosów – pięknych fioletowych roślin, które późnym latem można spotkać najczęściej na polanach i zrębach leśnych porastających rozległymi wrzosowiskami. Nazwa wrzesień ma etymologię ogólnosłowiańską, czego dowodem jest to, że Ukraińcy i Białorusini nazywają ten miesiąc podobnie, por. ukr. вересень (veresenʹ) oraz biał. верасень (vierasień). Na terenie Słowiańszczyzny występują jednak jeszcze inne rodzime nazwy tego miesiąca, które stoją w opozycji do form utworzonych od łacińskiego September.

    Wrzos jest rośliną w kulturze ludowej dość popularną, wykorzystywaną nie tylko w celach ozdobnych, ale też w lecznictwie i w codziennym życiu. Roślina ta hamuje rozwój bakterii w przewodzie pokarmowym, a także pobudza wydzielanie soków trawiennych. Działa też moczopędnie. Wrzos był bez wątpienia rośliną magiczną dla celtyckich druidów – wierzono, że przynosi szczęście, dlatego np. trzymano go w okolicach głowy podczas snu, by przyniósł dobre sny. Podróżowano również z nim, gdyż miał mieć rzekomo moc chronienia przed gwałtem i innymi formami fizycznej napaści. Roślina ta była również wykorzystywana w magicznych rytuałach palenia. Spalona wraz z paprocią mogła sprowadzić deszcz, zaś sama – przywołać duchy przodków. Okrążanie pola z płonącym wrzosem było w stanie zapewnić obfitość plonów na cały przyszły rok. Czy dla dawnych Słowian roślina ta była równie ważna? Raczej nie, choć bez wątpienia wrzos dla Słowian musiał być dość istotny, skoro został wyróżniony w niektórych słowiańskich nazwach.

    Jak jeszcze wśród narodów słowiańskich nazywano ten miesiąc? Jako ciekawostkę warto wymienić obecną jeszcze w staropolszczyźnie nazwę pajęcznik. Skąd skojarzenie dziewiątego miesiąca roku z tymi sympatycznymi stworzeniami o czarnym PRze? Wszystko za sprawą babiego lata, drobnych nici przędzonych przez pająki obu płci, przemieszczających się w ten sposób wraz z wiatrem do nowych terytoriów. To właśnie dzięki pająkom wczesna jesień jest nazywana właśnie babim latem. Pajęczynki babiego lata można dostrzec najczęściej tuż nad powierzchnią ziemi: na trawie bądź względnie niewielkich wysokościach.

    Rodzime nazewnictwo września zachowało się jeszcze wyłącznie u Czechów i Chorwatów, wśród których miesiąc ten wywołał jeszcze inne skojarzenie. Ciekawym i problematycznym przypadkiem jest czeskie září, które często mylnie łączone jest z promieniami słonecznymi, choć tak naprawdę forma ta wywodzi się od dawnego wyrażenia przyimkowego, które byłoby można przetłumaczyć jako "podczas rui". Podobna motywacja występuje również wśród Chorwatów, gdzie wrzesień jest określany jako rujan. Cóż, można na podstawie tego domniemywać, że dla Słowian wrzesień jest miesiącem płodności, rozumianej nie tylko jako obfitość plonów.

    Pozostałe narody słowiańskie porzuciły rodzime nazewnictwo na rzecz terminologii łacińskiej, gdzie nazwa September jest pozostałością po kalendarzu rzymskim, w którym nazwa ta została ukuta po prostu od przymiotnika 'siódmy', por. mac. септември (septemvri), ros. сентябрь (sentâbrʹ), serb. септембар (septembar), bułg. септември (septemvri), słow. september.

    Dawne nazwy zachowały się jednak dobrze wśród niektórych słowiańskich mniejszości etnicznych. Dla Kaszubów wrzesień to séwnik (siewnik) – miesiąc siewów. Z kolei Łużyczanie posługują się nazwą požnjenc (pożniewiec) – miesiąc po żniwach. Niektórych może nieco dziwić to, że wśród przywiązanych do cyklu rocznego Słowian zachowała się tylko jedna nazwa odnosząca się do dawnego Święta Plonów. Skoro sierpień był dla miesiącem żmudnej pracy w polu, to wrzesień powinien być miesiącem odpoczynku i dziękczynienia. Zapewne tak właśnie było, jednak nie wszystko może zostać zawarte w nazwie miesiąca, która jest przecież wyłącznie jednym nieprzypadkowym słowem.

    #slowianie #astronomia

    https://www.slawoslaw.pl/wrzesien-miesiac-wrzosow-rui-siewow-i-pajakow/
    pokaż całość

    źródło: globtroter.pl

  •  

    CZY BÓG WYBACZY SIOSTRZE BERNADETCIE

    Uwaga, długie i mocne. Jak jestes wrazliwy to lepiej odpusc czytanie

    Wieczorem 6 lutego 2006 roku Barbara Domaradzka z Rybnika zadzwoniła na policję. Jej syn Mateusz wyszedł poślizgać się na górce zwanej „Depta” i nie wrócił. Rozpoczęto poszukiwania. Policja użyła psów tropiących. Rozesłano komunikaty: 8 lat, 120 cm wzrostu, szczupły, włosy ciemny blond. Sprawdzono wszystkie miejsca, do których chłopiec mógł pójść. Ale nie znaleziono go.

    Policjanci zaczęli obserwować szkołę, do której chodził. Kręcili się koło niej dwaj mężczyźni: 22 letni- Łukasz i jego kuzyn, 25-letni Tomasz. Ustalono, że mogą mieć związek z zaginięciem Mateusza. Uczniowie mówili, że mężczyźni pili alkohol, dawali dzieciom słodycze, zachęcali do wspólnej gry w piłkę. Próbowali też dotykać chłopców i sami się przed nimi obnażali.

    Gdy policja zatrzymała Tomasza, okazało się, że od lat utrzymywał kontakty seksualne z Łukaszem. Początkowo je wymuszał, później Łukasz sam zaczął je inicjować, a także interesował się kontaktami seksualnymi z dziećmi.

    Tomasz przyznał, że znał zaginionego Mateusza. Opowiadał nawet, że chłopiec był bardzo piękny i że się w nim zakochał.

    Obaj mężczyźni zostali oskarżeni o zabójstwo. Sprawa – prowadziła ją gliwicka prokurator Joanna Smorczewska – miała charakter poszlakowy, bo nie było świadków zdarzenia ani ciała. Przeprowadzono więc eksperymenty procesowe. 6 marca 2006 r. policjanci przywożą kukłę odpowiadającą wyglądowi Mateusza. Tomasz opowiada, jak zaprosili chłopca na wspólne ślizganie się. Doszli na górkę. Rozebrali go. „Mieliśmy go tylko przeleciec. Ale mały zaczął się wyrywać. Krzyczał, że o wszystkim powie mamie” – zdradza Tomasz. Zaczęli go bić. W pewnej chwili chłopiec zemdlał. Mężczyźni przykryli go gałęzią. I poszli do sklepu „Balbina”. Wypili wino i dwa piwa. W Rybniku temperatura tej doby wahała się od – 8 do -22,4 stopni C.

    Podczas kolejnego eksperymentu w rybnickim lesie, mężczyźni opowiadają jak po wypiciu wina i piw wzięli z domu łopatę „sztychówkę” i wrócili po ciało chłopca. W obecności kamery pokazują, jak nieśli go aż do mostu kolejowego. Tam Łukasz został na czatach, a Tomasz sam poszedł zakopać ciało. Podczas eksperymentu Tomasz ma napady duszności, przyspieszone tętno. Opowiada jak patrzył na twarz leżącego w dole Mateusza i nie potrafił nasypać na nią ziemi. Wziął kawek ubrania, rzucił na chłopca i dopiero zaczął przysypywać ciało.

    Tomasz i Łukasz przed sądem odwołali wcześniejsze zeznania, mimo to w 2008 roku zostali skazani na 25 lat więzienia za zabójstwo. Sąd uznał, że ich wypowiedzi były tak bardzo zbieżne, że nie mogli ich uzgodnić przebywając w osobnych celach.

    Obszar wskazany przez mężczyzn jako teren pochowania Mateusza, jest zbyt rozległy, by można go przekopać. Ciała chłopca do tej pory nie odnaleziono,

    Ławeczka

    Jeszcze w trakcie procesu o zabójstwo Mateusza, do prokuratury okręgowej w Gliwicach przyszedł list od kolegi z celi Tomasza. Więzień donosił, że Tomasz przyznał się do zabójstwa, a także do gwałtów na dzieciach w Ośrodku Wychowawczym Sióstr Boromeuszek w Zabrzu, w którym mieszkał do osiemnastego roku życia. Jedynym powodem wysłania listu jest to, że sam mam dziecko, pisał autor.

    Na wniosek prokuratury w Gliwicach kolejny eksperyment odbył się w Ośrodku Sióstr Boromeuszek. Funkcjonariusze z dwudziestoletnim stażem pracy mówili potem, że czuli się w ośrodku nieswojo. Po kątach snuły się szare dzieci, wyglądały jak mali dorośli. W domu brakowało hałasu, radości. W pokojach nie było półek, jedynie łóżka przykryte kapą i taborety. W oknach kraty. Wszystko wspólne, nawet szafa z bielizną. Na pytania policjantów dlaczego dzieci nie mają szczoteczek do zębów w oddzielnych kubkach, siostry powiedziały, że dzieci wiedzą, która jest czyja. Ale skąd wiedzą, skoro wszystkie szczoteczki są niebieskie?

    Przed pokojem siostry dyrektor czekała na ławeczce trójka dzieci ze spuszczonymi głowami. Policjanci próbują z nimi porozmawiać, ale dzieci są przerażone. Z pokoju wychodzi siostra Bernadetta. Jeden z funkcjonariuszy opowiadał potem: „Tomasz spojrzał na nią i jakby diabła zobaczył. Jego strach był dziwny, bo siostra była spokojna, delikatna. Bardzo blada, szczupła, około 50 lat, roztaczała pewien czar osoby, która wie co robi”.

    Policjanci oraz prokurator poszli z siostrą do jadalni. Dzieci jadły w ciszy. Tomasz wskazał czworo z nich jako swoje ofiary. Wskazani chłopcy byli bardzo podobni do Mateusza.

    2 lata i 34

    Prokuratura Okręgowa w Gliwicach w 2007 roku rozpoczyna kolejną sprawę, tym razem przeciwko dyrektor Ośrodka Sióstr Boromeuszek Agnieszce F., czyli siostrze Bernadetcie oraz wychowawczyni w grupie chłopców Bogumile Ł., siostrze Franciszce.

    Tomasz opowiedział biegłemu psychologowi, jak w sierocińcu gwałcili go starsi wychowankowie. Nie miał wówczas nawet pięciu lat. Pamiętał, że to „było coś strasznego”. Nie pamiętał, kiedy sam zaczął dotykać innych chłopców.

    Z zeznań wychowanków ośrodka wynikało, że Tomasz wykorzystywał dzieci przez wiele lat. Miał ksywkę „Pantera”, bo skradał się w nocy do łóżek. Wszyscy wychowankowie o tym wiedzieli i twierdzili, że o zachowaniu Tomasza wiedziały także siostry.

    W roku 2007 w ośrodku mieszkało około 60 dzieci, dziewczynek i chłopców w wieku od dwóch do osiemnastu lat.

    Siostry nie starały się o ograniczenie władzy rodzicielskiej rodzicom i znalezienie dzieciom nowej rodziny lub chociaż rodziny zastępczej. Skutek był taki, że po kilkunastoletnim pobycie w ośrodku były odsyłane do tego samego środowiska, z którego przyszły. Nie miały innego.

    Siostry przyznały przed sądem, że niektórzy wychowankowie zostawali w ośrodku dłużej, bo nie mieli w ogóle dokąd wracać. Najstarszy miał 34 lata.

    Do gwałtów dochodziło w grupach chłopców.

    Dzieci opowiadały, że młodsi zamykani są na noc na klucz w pokoju z dwudziestoletnimi mężczyznami. Jedne twierdziły, że to kara za moczenie się do łóżka, inni mówili, że siostra nie tłumaczy, dlaczego muszą spać w danym pokoju. Jeśli dzieci zgłaszały siostrze Bernadetcie, że są dotykane, nie reagowała, nazywała jedynie molestujących zboczeńcami i pedałami, albo karała biciem po twarzy.

    Dzieci mówiły, że siostry biły je prawie codziennie, często do krwi. Nazywały „zboczeńcami, małymi gnojkami, debilami, ułomkami”.

    W ośrodku pracowało osiem sióstr, nie było psychologa. Pozostałe siostry podporządkowały się systemowi kar dyrektorki. Dziewczynkom za karę wkładały mydło do ust, wiązały do słupa lub kaloryfera, myły w zimnej wodzie. „Koleżanka przybiegła do mnie – zeznawał jeden z wychowanków. – Miała opuchnięte ręce, siniaki, płakała. Okazało się, że siostra przykuła ją do kaloryfera i zostawiła”.

    „Pamiętam jak dziewczyny zostały przyłapane na paleniu papierosów – mówiła podczas procesu jedna z sióstr. – Siostra Bernadetta mówiła, że są niemoralne, głupie i stoczą się jak rodzice, bo mają to w genach. Wszyscy milczeliśmy. Siostra dyrektor traktowała nas, nie tylko dzieci, z dużym dystansem, oschle. Jej obowiązki powodowały frustracje i agresywne odzwierciedlanie problemów. Zawsze starała się narzucać swoją wolę, nie można się było jej sprzeciwić”.

    Funkcjonariusze przypomnieli sobie w sądzie troje przerażonych dzieci, które siedziały na ławeczce przed pokojem siostry Bernadetty. Okazało się, że czekały na wymierzenie kary. Dzieci dostawały klapsy na gołą pupę za nierówny szlaczek w zeszycie, urwanie guzika, zgubienie skarpetki. Wychowankowie uważali kary za normalne. Zwłaszcza, jeśli do ośrodka trafili jako dwuletnie dzieci bite i maltretowane w domu.

    Prokuratura ustala, że takie zachowanie sióstr miało miejsce już od lat 70.

    Patologia

    Jak podaje strona parafii św. Andrzeja: działalność Sióstr św. Karola Boromeusza w Zabrzu trwa od 1887 r. Siostry opiekowały się chorymi i biednymi z całego miasta, prowadziły przedszkole oraz kursy robót ręcznych dla dziewcząt. W 1893 r. budynek został przeznaczony na „Dom Dziecka” i ta działalność trwa do dziś.

    Rafał, wychowanek sióstr w latach 1974-1991 roku, tak opisuje teraz lata w ośrodku: „Do dziś mam ślad na głowie, od tego jak siostra Monika uderzyła mnie menażką, bo śmialiśmy się podczas obiadu. Miałem 10 lat. Na jadalni musieliśmy być tak cicho, żeby muchy było słychać. Siostra uderzyła nas wszystkich, ale ja zemdlałem i podobno było dużo krwi. Zawiozły mnie do szpitala. Tłumaczyły, że przewróciłem się na rowerze. Lekarz mówił, że to niemożliwe, bo rana jest zbyt głęboka, ale sprawy nie zgłosił. Inne siostry też biły. Wieszkami, menażkami, chochlami do zupy, pasem, trzepaczkami, kluczami, krzesłami. Najgorzej pobiły Adama, bo miał problemy z mową. Biły go prętami po szyi aż pojawiła się krew. Później kazały mówić dzieciom, że się przeziębił i dlatego nie ma go w szkole przez tyle tygodni.

    Siostra Bernadetta była w ośrodku od 1978 roku, w 1994 została dyrektorem. Byłem zdziwiony jak później się zachowywała, bo wcześniej była spokojna i sama bała się siostry dyrektor Scholastyki. Myślę, że od niej przejęła ten system kar. W ośrodku ceniono rygor i dyscyplinę. Jeśli któraś z wychowawczyń była dla dzieci ciepła, przytulała je lub wykazywała większą troskę, była z ośrodka usuwana.

    Nauczycielka muzyki ze szkoły powiedziała, że ja i mój kolega mamy talent. Poprosiła siostry, bym poszedł do szkoły muzycznej. Lubiłem chodzić do szkoły: grałem na waltorni, fortepianie, miałem kolegów. Siostry zgodziły się nawet, abym śpiewał w chórze, ale później mi zabroniły. Nigdy nie wyjaśniały dlaczego.

    Nie narzekam, bo jako jedyny mogłem się rozwijać. Jak dzieci miały zdolności plastyczne, siostry zabraniały im malować. Za wyrwanie kartki w zeszycie były bite, nawet jeśli chciały zapisać swoje myśli. Gorsze od bicia było absolutne posłuszeństwo i brak prywatności. Jak dostałem zegarek od chrzestnej na komunię, to siostry go zabrały i zwróciły po kilku latach.

    Najbardziej nie lubiłem weekendów i świąt. Na święta dostawaliśmy dary z zagranicy. Widzieliśmy te owoce, ale siostry kazały czekać aż ksiądz poświęci, wiec gniły.

    Myliśmy się wszyscy razem. W jednej wannie. Ściągałem majtki, wkładałem takie do kąpieli, na chwilę wchodziłem do wanny, a po mnie te same majtki ubierał inny chłopak i wchodził do tej samej wody. Jak się zagapił, to siostry lały lodowatą wodą. Wycierały nas tym samym ręcznikiem, zmieniały dopiero, gdy woda się z niego lała.

    Budziły nas o 5:30 rano na modlitwę, później śniadanie, szkoła, obiad, odrabianie lekcji. Od 18:00 nie mogliśmy nic pić, jak ktoś był spragniony to próbował z kranu w łazience się napić pod nieuwagę sióstr. Budziły nas o 23:00 i rozkazywały się wysikać, nawet jak nie chciałeś. Najbardziej karane było nasikanie do łóżka. A tam były dzieci z rozbitych rodzin, które dużo przeżyły i często miały kłopoty z moczeniem się.

    Najbardziej jest mi przykro, że siostry kazały mi iść do zawodówki na ślusarza. Nie można było pójść do liceum. Wszystkim wybierały zawód. Mówiły, że jesteśmy upośledzeni. Teraz studiuję pedagogikę. Staram się zrozumieć ich zachowanie i to, dlaczego nikt nie reagował – nauczyciele, lekarze, kuratorium. Przecież dzieci chodziły do szkoły z siniakami, a jak nauczyciel zgłaszał siostrom, że chłopiec był pobity, to tygodniami nie wysyłały go do szkoły.

    To, że ośrodek prowadzony był przez zakonnice uśpiło czujność ludzi. Gdyby nauczycielka wyobraziła sobie, że to jej dziecko jest bite i poniżane, od razu rozpętałaby burzę. Ale dorośli nie myśleli o nas „dzieci” tylko „patologia”.”

    Nie myślę, aby siostra Bernadetta była bardzo religijna. Zresztą my lubiliśmy modlitwy, ale nie było ich dużo.

    Ceniony pedagog

    W trakcie sprawy prokurator Joanna Smorczewska złożyła wniosek do Kongregacji Sióstr Miłosierdzia o odwołanie siostry Bernadetty ze stanowiska dyrektora ośrodka. Na tej podstawie Kongregacja powołała nową dyrektor. Siostra Bernadetta została przeniesiona do Seminarium Duchownego w Opolu.

    Zaledwie kilka lat wcześniej, w 2003 roku siostra Bernadetta otrzymała zabrzańską nagrodę św. Kamila. „Kocham dzieci, serce mi pęka, kiedy widzę, że są opuszczone i smutne, wiem, ile dla nich znaczy uśmiech i ciepłe słowo” – mówiła w wywiadzie dla lokalnej gazety. Z artykułów w zabrzańskiej prasie wynikało, że siostra była cenionym pedagogiem, który poświecił życia dla dobra wychowanków.

    – Do czasu ujawnienia sprawy, z placówki, a także ze szkół, do których chodzą jej podopieczni, nie płynęły niepokojące sygnały, a Agnieszka F. zwana siostrą Bernadettą została nawet wyróżniona przez lokalną społeczność – zapewniał w trakcie procesu rzecznik kuratorium w Katowicach, Piotr Zaczkowski.

    Okazało się też, że do 2007 roku nie było w ośrodku żadnej kontroli z kuratorium.

    Kuratorzy tłumaczyli, że za kontrolę odpowiada tylko zakon. Po sprawdzeniu przepisów, także zapisów konkordatu, prokuratura w Gliwicach potwierdziła, że instytucje świeckie nie mogą ingerować w kontrolę sprawowaną przez zakon nad ośrodkiem.

    Katoliczki i diabeł

    Jednym ze świadków w procesie była nauczycielka Zofia Włodarska ze Szkoły Podstawowej nr 8 w Zabrzu, która jako jedyna zareagowała na prośby wychowanka Pawła, aby zabrać go z ośrodka.

    – Paweł został od nas przeniesiony w 2006 roku ze szkoły nr 13 w Zabrzu. Miał za duże ubranie, był brudny, podenerwowany, dzieci się z niego naśmiewały – opowiada Zofia Włodarska. – Mówił, że siostry zamykają go na noc z dwójką chłopaków, którzy go gwałcą. Powtarzał, że się zabije. Po moim zgłoszeniu został przeniesiony do interwencyjnej placówki wychowawczej – Centrum Wsparcia Kryzysowego Dzieci i Młodzieży. Później okazało się, że wszystko, co mówił było prawdą. Paweł w ciągu następnych kilku lat bardzo się zmienił. Był zadbany, uważny, dzieci go polubiły. To była największa przemiana, jaką do tej pory widziałam.

    Jedna z zabrzańskich nauczycielek opowiada teraz, że – gdy o procesie było już głośno – jej koleżanki z pokoju nauczycielskiego tak komentowały sprawę: „To konflikt wiary. Jestem katoliczką i nie będę donosić na siostry zakonne. Innym też odradzam”.

    „Siostra Bernadetta ma wpływy, była nie do ruszenia przez kilkadziesiąt lat. Na pewno zostanie i dzieci będą miały jeszcze gorzej.”

    „Siostra i tak do więzienia nigdy nie pójdzie. Po co dzieci mają przez to przechodzić.”

    „Nie wiadomo z czym musiały mierzyć się te wychowawczynie. Siostra Bernadetta jest miłą, delikatną osobą. A to są dzieci alkoholików, narkomanów. Przecież w takim dziecku, nawet jak ma trzy lata, może tkwić diabeł.”

    Psychotropy

    Z dokumentacji medycznej Poradni Neurologicznej i Psychologicznej w Zabrzu wynika, że podczas pobytu w Ośrodku Sióstr Boromeuszek Paweł był leczony na zaburzenia zachowania i nadpobudliwość. Siostry podawały mu leki. W 1999 roku doznał zatrucia lekami psychotropowymi i w stanie śpiączki przewieziono go do szpitala. U lekarzy ze szpitala ten fakt nie wzbudził podejrzeń. Siostry nie poinformowały o tym zdarzeniu lekarza, który leczył chłopca w poradni.

    Paweł ma teraz 22 lata, tak opisuje swój pobyt w ośrodku: – Do ośrodka trafiłem po jednej z imprez u rodziców. Miałem 1,5 roku. Siostry mówiły: »twoja stara jest nic nie warta, jesteś debilem, ułomem, gnojem«. Biły za wszystko. Najgorzej jeśli zsikałeś się do łóżka w nocy, albo byłeś głośno. Lubiły bezwzględną ciszę. Czasem prosiły starszych chłopaków o pomoc. »Dajcie im nauczkę” – mówiły. Wtedy prowadzili nas na gwiazdę. Tak mówiliśmy na strych z gwiazdą na podłodze. Chłopcy nas tam rozbierali, bili, do krwi. Siostry patrzyły.

    Każdy był bity, ale jeśli kogoś bito wcześniej w domu, to nawet nie myślał, że to coś złego. Co kilkuletnie dziecko może wiedzieć na temat zła? Czasem siostra Bernadetta tak mnie pobiła, że nie mogłem chodzić do szkoły. Raz wzięła drewniany wieszak. Biła po całym ciele. Już nie pamiętam za co. Ale najgorsze były uderzenia w głowę. Tak jakby chciała dostać się do środka. Musieli mi zszyć rany, wiec siostry wzięły mnie do szpitala i tłumaczyły lekarzowi, że się przewróciłem.

    Pierwszy raz przyszli do mnie w nocy jak miałem sześć lat. Spałem i rozebrał mnie starszy chłopak, kazał mi różne rzeczy zrobić. Od razu powiedziałem siostrze Bernadetcie i bardzo się bałem, bo siostra nie zareagowała. Później zaczęli do mnie przychodzić inni wychowankowie. Pytali czy chłopacy już mi to robili. Powiedzieli, że im też. Nikt się tym nie zajął. Więc zajęliśmy się sobą sami. Siostry musiały reagować na nasze próby samobójcze. Nałykałam się najsilniejszych psychotropów, zadzwoniły po karetkę. W szpitalu mówiły później: „myślał, że to cukierki”. Najdziwniejsze, że ich tłumaczenia nie miały sensu, a wszyscy wierzyli.

    Powiedziałem o gwałtach do nauczycielki. Mówiła, że to sprawdzi. A potem zobaczyłam jak rozmawia z siostrą Bernadettą na zebraniu. Śmiały się, żartowały. Czułem się przyparty do muru. Tak jakbym wybierał między śmiercią a życiem w ośrodku.

    Był taki jeden z braci. Silny. On zmuszał wielu. Siostry zamykały mnie z nim i jego bratem w pokoju na klucz. To jest taki strach, że już nie możesz myśleć ani czuć. Prosiłem siostrę Bernadettę, aby mnie przeniosła, bo mnie dotykają. Teraz myślę tylko, że Pan Bóg ma jej dużo do wybaczenia. Bo tego co się tam wydarzyło nie da się opowiedzieć. Próbuję to ubrać w słowa, ale trzeba przeżyć żeby zrozumieć.

    Myślę, że ludzie widzieli tylko habit, a trzeba widzieć serce. Ona go nie ma. Dla mnie to uosobienie zła. Najbardziej się boję, że takich wychowawców może być więcej.

    Na moje prośby zareagowała dopiero pani Zofia Włodarska, gdy w 2006 roku przeniesiono mnie do szkoły nr 8 w Zabrzu. Uwierzyła mi. Zgłosiła sprawę do prokuratury, zostałem zabrany z ośrodka. Tylko dzięki niej żyję. Pytała jak się czuję, co u mnie. Chwaliła. Chciałbym mieć taką matkę.

    Jak już wyszedłem z ośrodka, to sam o sobie nie myślałem dobrze. W nocy wszystkie historie wracały. Kilka lat temu postanowiłem to zakończyć. Stałem na moście. Zauważył mnie pan, który pomyślał, że chcę skoczyć. Chwycił mocno za rękę. Powiedział „Bóg cię kocha”. Rozpłakałem się i opowiedziałem mu wszystko.

    Tego ośrodka się nie da zapomnieć. Nadal chodzę taki skulony. Na razie pracuję jako ochroniarz i z tego się cieszę. Chciałbym kiedyś założyć rodzinę. Ale chciałbym powiedzieć ludziom, żeby nie mieli dzieci dla zasiłku albo becikowego, bo tacy się tutaj zdarzają. Potem dziecko ma dwa latka i ląduje w takim miejscu jak Ośrodek Sióstr Boromeuszek. Niech rodzice się przejdą po tych ośrodkach, poobserwują. To jest piekło, te dzieci nie chcą żyć.

    Proces

    Przed sądem zeznawało 22 wychowanków. Wszyscy, także dzieci, zeznawali w obecności siostry Bernadetty. Sędzia oddalił wniosek prokuratury, by nie było jej wtedy na sali sądowej. Uznał, że nie miałaby pełnego obrazu swojej sytuacji, co mogłoby naruszyć jej prawo do rzetelnej obrony.

    Biegła psycholog wielokrotnie prosiła o usuniecie pytań adwokatów, którzy zadawali je w zbyt skomplikowany sposób lub sugerowali dzieciom, że siostra dyrektor może jeszcze wrócić do ośrodka. Ale dzieci je już słyszały.

    „Podczas składania zeznań przed sądem u większości pokrzywdzonych widać było wysoki poziom napięcia i lęku, szczególnie w czasie odczytywania im wcześniejszych zeznań – napisała w opinii psycholog. – Niektórym stan emocjonalny nie pozwolił na dalszy udział w czynności procesowej i po potwierdzeniu złożonych wcześniej zeznań przestali odpowiadać na pytania bądź rozpłakali się”.

    Sióstr broniło dwóch adwokatów znanych z najwyższych stawek w Gliwicach.

    Siostra Bernadetta odmówiła składania wyjaśnień i nie przyznała się do winy. Nie skierowano jej na badania psychologiczne, ponieważ nie istniały podejrzenia o niepoczytalności. Jej adwokat nie nawiązywał do żadnych wydarzeń w jej życiu osobistym, które mogłyby tłumaczyć jej okrucieństwo.

    Siostra Bernadetta dwukrotnie odmówiła rozmowy do reportażu. „Proszę niech sprawa Zabrza pozostanie w cieniu. Życzę sukcesów w pracy” – napisała.

    Nieoficjalnie jedna z sióstr Kongregacji Sióstr Miłosierdzia w Trzebnicy mówi mi. – Przez kilkadziesiąt lat wszyscy ją w Zabrzu chwalili – nauczyciele, prasa, urzędnicy. W dzisiejszym świecie każdemu można udowodnić, że jest przestępcą.

    Kontrola

    Po procesie w ośrodku w Zabrzu zmniejszono liczbę wychowanków do 36. Zatrudnionych jest 23 pracowników, z tego siedem to siostry zakonne, reszta to świeccy wychowawcy. Zatrudniono psychologa, przeprowadzono remont, sale dwudziestoosobowe zamieniono na pokoje trzy-, czteroosobowe.

    Anna Wietrzyk, rzecznik kuratorium w Katowicach mówi, że obecnie placówka jest kontrolowana, ale kuratorium nadal odpowiada jedynie za poziom pedagogiczny (czyli może kontrolować, czy dzieci mają warunki do odrabiania lekcji i nauki). Za rozwój i bezpieczeństwo wychowanków nadal odpowiada jedynie Kongregacja Sióstr Miłosierdzia Św. Karola Boromeusza w Trzebnicy.

    Kongregacja Sióstr Miłosierdzia informuje, że ośrodek jest kontrolowany, ale siostry odmawiają rozmowy na ten temat.

    Wyrok

    W 2010 roku Sąd Rejonowy w Zabrzu uznał siostrę Bernadettę i siostrę Franciszkę za winne przemocy psychicznej i fizycznej wobec wychowanków, oraz podżegania do aktów pedofilskich na czterech nieletnich wychowankach i nakłanianie starszych wychowanków do przemocy fizycznej wobec młodszych chłopców.

    Siostra Bernadetta został skazana na dwa lata więzienia w zawieszeniu, natomiast siostra Franciszka – która zdaniem sądu była posłuszna i bezwzględnie przyjęła system kar narzucony przez dyrektor – na osiem miesięcy w zawieszeniu.

    W 2011 roku sąd apelacyjny zaostrzył karę wobec dyrektorki ośrodka. Skazano ją na dwa lata bezwzględnego pozbawienia wolności. Uzasadnienie wyroku zostało utajnione.

    8 lipca 2011 siostra Bernadetta miała zgłosić się do aresztu karnego we Wrocławiu. Nie zgłosiła się. Od trzech lat sąd odracza karę po wnioskach siostry, w których powołuje się ona na zły stan zdrowia oraz podeszły wiek (ma 59 lat).

    W lutym siostra Bernadetta złożyła wniosek o warunkowe zawieszenie kary pozbawienia wolności ze względu na podeszły wiek oraz działalność na rzecz Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Karola Boromeusza. Posiedzenie sądu w tej sprawie odbędzie się 24 kwietnia 2014 roku.

    Pani Agnieszka

    Tomasz i jego kuzyn Łukasz od 2008 roku przebywają w więzieniu. Z ekspertyz psychologa wynika, że Tomasz nie ma zaburzeń pedofilnych. Boi się natomiast dorosłych kobiet. Według psychologa jego zachowanie prawdopodobnie ukształtował pobyt w ośrodku, szczególnie molestowanie przez starszych wychowanków, gdy był małym dzieckiem.

    Świadek obecny na obu procesach: – Zastanowiło mnie, że siostra ani przez chwilę nie pokazała, że żal jej chłopców. Podczas całego procesu była bardzo spokojna. Mówiła, że dzieci są złe, upośledzone i nie należy im wierzyć. Jedyne uczucia pokazała, gdy prokurator powiedziała do niej imieniem z dowodu „Pani Agnieszko”. Zaczerwieniła się ze złości, krzyczała, by nazywać ją „siostrą dyrektor Bernadettą”.

    http://justynakopinska.pl/instalator/wordpress/?page_id=33

    #neuropa #4konserwy #polska #kryminalistyka
    pokaż całość

    źródło: kkpp.blox.pl

  •  

    Dlaczego kłamiemy?

    Według Roberta Feldmana, psychologa zajmującego się badaniem zjawiska kłamstwa, nie należy zadawać pytania, czy ludzie kłamią, a raczej: jak często i dlaczego? Kłamiemy średnio co 10 minut, wypowiadając trzy kłamstwa. Ponad 60 proc. naszej konwersacji ma charakter kłamliwy. 80 proc. naszych kłamstw to tak zwane „kłamstwa czyste”, czyli te, gdy zdajemy sobie sprawę, że mijamy się z prawdą. Pozostałe 20 proc. to przemilczenia, półprawdy i koloryzowanie, czyli upiększanie rzeczywistości oraz intrygi.

    > Wygodniejsze od prawdy

    Kłamstwo wydaje się nam często wygodniejsze od prawdy. Jest sposobem na uniknięcie nieprzyjemnych sytuacji, choć często tylko chwilowym. Kłamiemy więc w czasie rozmów o pracę, stroszymy nieprawdziwe piórka na spotkaniach towarzyskich i randkach, podlizujemy się przełożonym, łżemy spóźniając się na spotkania. Wymieniać by długo.

    Nie wszystkim ludziom kłamstwo przychodzi łatwo. By wiarygodnie kłamać, trzeba mieć dobrą pamięć i smykałkę do tworzenia historii, bo jedno kłamstwo pociąga za sobą kolejne i nierzadko kłamiący sam gubi się we własnych zmyśleniach. Są osoby, które w szczególny sposób brzydzą się kłamstwem, ale i takie, które po prostu to lubią, bo jak podkreśla Paul Ekman, psycholog również badający naturę kłamstwa, daje im to przyjemny zastrzyk adrenaliny, poczucie wyższości, kontroli nad otoczeniem. Na niektórych działa to jak narkotyk.

    > Przesiąknięci kłamstwem

    Choć uczymy dzieci od małego, że kłamstwo jest brzydkie i złe, to równocześnie, w pewnych sytuacjach pokazujemy, że kłamać trzeba. Uczymy je społecznie akceptowanego kłamstwa „grzecznościowego”. „Podziękuj ładnie za prezent!” – mówimy – „choćby ci się nie podobał…”. „Jakie pyszne ciasto!” – chwalimy zakalec, by nie zranić uczuć gospodyni. Zmyślamy bajeczki o bocianie przynoszącym dzieci w chuście i o tym, że chomik poszedł do nieba. Cóż za niekonsekwencja!

    W ogromnej większości stosunki międzyludzkie opierają się na konwenansach i pozorach. „Jak się cieszę, że cię widzę!” – ileż to razy wołaliśmy tak na widok nielubianej osoby? Jak często bywamy równie nieszczerzy? Często. Ale gdyby zastanowić się nad tym głębiej, większość naszych relacji uległaby zerwaniu przy pierwszych próbach całkowitej szczerości. Kto z nas chciałby usłyszeć prawdę o sobie odbitą w oczach innych? O tym, że jesteśmy grubi, leniwi, nie tak przebojowi ani dobrzy, jak nam się wydaje. Na wszelki wypadek podtrzymujemy więc innych w ich iluzjach, by oni robili dla nas to samo.

    Akceptowanym kłamstwem rządzi się także reklama. Choć każdy z nas wie, że występujący w niej dentysta nigdy nie kończył stomatologii i jest tylko wynajętym do reklamy aktorem, to jednak chętnie ulegamy złudzeniu, że prawdziwy dentysta też poleciłby nam reklamowaną pastę. Podobną taryfę ulgową dajemy politykom. Choć narzekamy, że kłamią, rozumiemy, że ich całkowita szczerość byłaby politycznym samobójstwem. Także blef w negocjacjach uznajemy za wysoko cenioną strategię biznesową.

    > Na usługach ewolucji

    Naukowcy zastanawiali się, dlaczego kłamiemy, pomimo że kłamstwem się brzydzimy? Psychologowie i antropolodzy uznali, że to ważna adaptacyjna cecha, która w zamierzchłej przeszłości umożliwiła ludziom rozwinięcie społecznych zachowań. Plotkowanie, oszukiwanie było pierwszą próbą manipulowania innymi osobnikami i zaczęło być użytecznym narzędziem zdobywania wysokiej pozycji w grupie.

    Z tego punktu widzenia osoba pozbawiona umiejętności kłamania jest niedostosowana społecznie. Tak jest u osób autystycznych, które nie kłamią, bo nie potrafią. („Co nam daje przyjaźń?” – „Nic, bo nie ma rąk do dawania” – odpowie autystyk.) Jego rozumienie języka jest dosłowne i jednopłaszczyznowe, dlatego wszelkie naginanie rzeczywistości jest mu obce.

    Nie tylko człowiek kłamie. Patyczak udający zeschły badyl czy mistrz kamuflażu – kameleon, obydwaj chcą przechytrzyć otoczenie. Ale tylko człowiek uznał kłamstwo za coś nagannego, rozumując, że na dłuższą metę jest szkodliwe społecznie.

    > Oszukując samych siebie

    Oszukujemy nie tylko innych. Całkiem skutecznie także samych siebie. Wolimy widzieć siebie takimi, jakimi chcielibyśmy być, niż jesteśmy. Stosujemy w tym celu wiele mechanizmów obronnych. Przekonujemy siebie, że palimy mniej, niż w rzeczywistości i że w każdej chwili możemy zerwać z nałogiem, tyle że teraz nie chcemy. Że spóźniamy się nie przez własną opieszałość, tylko przez głupie korki. Robimy wiele, by ochronić swój subiektywny obraz siebie. Ignorujemy niewygodne informacje, które nie pasują do układanki.

    Według pewnych teorii samooszukiwanie służy przede wszystkim skuteczniejszemu oszukiwaniu innych. Nigdy nie jesteśmy bardziej przekonujący niż wtedy, gdy sami w coś wierzymy. Pomaga nam to też zredukować strach, że kłamstwo zostanie wykryte, a my stracimy twarz.

    > Prześwietlić oszusta

    Skoro wszyscy mamy skłonność do kłamstwa, to powinno nam być łatwo demaskować je u innych? Tak nie jest. Większość ludzi uważa, że inni są wobec nich szczerzy. Choć istnieje szereg objawów wskazujących, że ktoś próbuje wciskać nam ciemnotę – od zwężonych źrenic, przyspieszonego oddechu, przez pocenie się i nerwowe tiki, aż do unikania kontaktu wzrokowego i czerwienienie się – nie są one pewnymi symptomami. Pokazują jedynie, że osoba mówiąca doświadcza silnych emocji – może jest nieśmiała albo właśnie przypomniała sobie, że zostawiła garnek na gazie. Mowa ciała nie jest pewnym i bezspornym dowodem na łgarstwo, choć dającym wiele do myślenia.

    Nawet specom od wykrywania kłamstw: prawnikom, kryminologom i psychiatrom udaje się odkryć szczerość bądź fałszywość wypowiedzi tylko w 50 procentach, więc praktycznie mogliby zagrać o to w kółko i krzyżyk. Także wariograf – maszyna stworzona specjalnie po to, by rejestrować poziom stresu u oszustów, okazuje się bezradna, gdy ktoś nie denerwuje się podczas kłamania, co jest charakterystyczne dla osobowości psychopatycznych.

    Najlepiej rozpoznać nam kłamstwo u naszych bliskich, bo ich znamy najlepiej. Ale też im właśnie ufamy najbardziej, rzadko spodziewamy się nielojalności z ich strony i wyłączamy jakąkolwiek czujność. Można więc stwierdzić, że choć sami dopuszczamy się kłamstwa, wobec bliźnich jesteśmy wyjątkowo łatwowierni.

    > Kiedy to boli

    Żyjąc w świecie kłamstw i złudzeń, chcielibyśmy przynajmniej przez najbliższych nie być okłamywani. Im najtrudniej wybaczyć oszustwo. Wiele związków rozpadło się z powodu kłamstw, bo dla większości osób prawdziwa bliskość wyklucza wzajemne oszukiwanie. Paradoksalnie, niejedno kłamstwo uratowało też niejeden związek, gdy prawda miała okazać się boleśniejsza od kłamstwa. Jak widać, umiejętne balansowanie na krawędzi prawdy i kłamstwa stanowi istotną sztukę w stosunkach międzyludzkich.

    Dlatego zanim zaczniemy kogoś osądzać jako łgarza, policzmy, ile razy skłamaliśmy od początku dnia lub przynamniej nie byliśmy szczerzy. Szybko wycofamy oskarżenia…

    https://www.swiat-zdrowia.pl/artykuly/dlaczego-klamiemy

    #gruparatowaniapoziomu
    #nauka
    pokaż całość

    źródło: bi.gazeta.pl

  •  

    Gen - ZŁA - tyka – czyli biologia seryjnego mordercy

    Dyskusja na temat zaburzenia psychicznego napotyka na problem już w traktacie definiowania owego zagadnienia. Gdy bowiem zajrzymy do treści ustawy o ochronie zdrowia psychicznego, a więc aktu prawnego, który wyjaśnia wiele istotnych kwestii dotyczących „leczenia duszy" widzimy, że do powyższego pojęcia odnieść możemy takie stany kliniczne, jak: zaburzenia przychotyczne (występują tutaj np halucynacje oraz urojenia), upośledzenie umysłowe osób inne dysfunkcje o charakterze utrwalonych zmian w zachowaniu.- np uzależnienia, zaburzenia odżywiania, problemy lękowe, nerwicowe itd. W odniesieni do pierwszych dwóch grup od lat można stosować przymusowe formy leczenia. W ostatnim przypadku, przymusowy terapia dotyczy tylko osób uzależnionych. Co ważne, w wypadku osób dorosłych możemy mówić tylko o możliwości leczenia bez zgody osób uzależnionych od alkoholu. W polskim prawie nie można leczyć na siłę osób, które mają tzw niepsychotyczne zaburzenia psychiczne. Z początkiem 2014roku powyższy stan uległ zmianie, ku silnej krytyce środowiska psychiatrycznego. Głównie lekarze zwracali uwagę, że nie da się leczyć w sensie farmakologicznym skłonności do podejmowania zachowań sprzecznych z obowiązującymi normami. W kolejnych debatach, dyskusjach oraz wywiadach psychiatrzy tacy, jak dr Marek Balicki oraz prof. Janusz Heitzman dodawali, iż zaburzenie psychiczne jest, jak już wspomniano formą utrwalonego oraz niewłaściwego zachowania, jakie dana osoba przyjmuje wobec siebie innych lub społeczeństwa. Ponadto w opinii Heitzmana Ministerstwo Sprawiedliwości oczekuje od psychiatrów, iż podejmą działania lecznicze wobec osób, które powszechnie uznawane są za ludzi złych.

    Zły gen

    W tym miejscu wydaje się, iż konieczne jest by zastanowić się: Czy psychopatia jest najzwyczajniej rzecz ujmując dewiacją, czy też jest to schorzenie, zaburzenie lub też inna anomalia spowodowana np. nieprawidłowościami w systemie neurologicznym?

    Tudność z udzieleniem odpowiedzi na powyższe pytanie pojawiła się już w XIX w. Zastanawiano się wówczas co popycha ludzi do działań niemoralnych. Do problemu tego odniósł się słynny, włoski kryminolog, Cesare Lombroso, który w 1876r. skonstruował pojęcia „urodzonego kryminalisty” oraz „moralnego imbecyla”. Zatrzymanie się na powyższych, mało przyjemnych sformułowaniach było niemożliwe, a zarazem mało satysfakcjonujące dla różnej maści badaczy. Przez kolejne lata rozważano, jaka jest zależność pomiędzy wyposażeniem biologicznych danej osoby, a wzrastaniem przez nią w określonym środowisko. Z pomocą przyszła oczywiście genetyka, która niestety udowodniła jedno: psychopatia nie może powstać poza społeczeństwem. Badający powyższe zjawisko prof. Kazimierz Pospisyl zwrócił uwagę, iż „wyizolowanie czynników biologicznych może mieć miejsce jedynie w teorii”. Morze jednak chwilkę warto poteoretyzować?

    W 1978r małżeństwo H.J. i S. B. Eysenck badając bliźnięta jedno i dwujajowe zwrócili uwagę, iż zgodność w zakresie pojawiania się cech psychopatycznych w pierwszym przypadku występowała na poziomie 55%, a w drugim na poziomie zaledwie 13%. Podobne badania przeprowadzili również B. Gutchings oraz S. Mednick. Badania naukowców odnosiły się jednak do grupy dzieci adoptowanych. Na podstawie dokładnej analizy dokumentacji policyjnej w 50% stwierdzono zgodność pomiędzy zachowaniami przestępczymi synów oraz ich biologicznych ojców. W grupie kontrolnej- składającej się z chłopców nie podejmujących zachowań aspołecznych- skłonność ich biologicznych ojców do podejmowania działań sprzecznych z prawem występowała na poziomie 28 %.

    Część poszukiwań skupiła się na dokładnej analizie anomalii na poziomie chromosomów. W analizach starano się wskazać jakie znaczenie posiada aberacja objawiająca się u mężczyzn, posiadaniem przez nich dodatkowego chromosomu Y- posiadał go np. znany kryminologom, Daniel Hugon skazany za zabicie paryskiej prostytutki. Jak przypomina Pospiszyl- od wielu lat zajmujący się psychologicznymi i biologicznymi uwarunkowaniami przestępstw- u osobnika posiadającego dodatkowy chromosom zaobserwować można większą agresywność, impulsywność oraz brak umiejętności panowania nad sobą. Co ciekawe jednak, występowanie wspomnianego, tzw. chromosomu zbrodni jest zjawiskiem niezwykle rzadkim. Wg np. M. Bruntona- który wraz z zespołem przebadał już w 1965r. prawie 200 mężczyzn wykazujących silną skłonność do agresji- jedynie w 7 przepadkach dostrzeżono podobną genetyczną anomalię. Interesujące jest, iż przywołany dodatkowy „genetyczny element” podzielił sądy, orzekające w sprawach karnych. Np w 1968r. Sąd w Melbourne uniewinnił 21 zabójcę, u którego w badaniach dostrzeżono dodatkowy chromosom Y. Sąd uwzględnił wniosek obrony wskazujący, iż zaburzenia genetyczne skłaniające do podejmowania działań przestępczych powodują, iż osoba ta jest „legalnie obłąkana”- legally insane. Dwa lata wcześniej Sąd Okręgowy w Chicago, w podobnej klinicznie sytuacji wyraził jednak inne zdanie. W sprawie R. Specka, mordercy 8 pielęgniarek wydano wyrok skazujący- kara śmierci.

    Tacy sami, ale inni

    Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że wszystkie typowe objawy psychopatii pojawiać się mogą w przebiegu zaburzeń układu neurologicznego. Zapewne niejeden neurolog jest w stanie poświadczyć, iż u części pacjentów, u których wykryto nowotwór mózgu skłonność do zachowań agresywnych pojawia się na zwiększonym, często zaskakującym dla samych pacjentów poziomie.

    Pierwszy czynnik ukazujący zbieżność psychopatii (czasem nadal określanej mianem charakteropatii) oraz zaburzeń okładu nerwowego określić można mianem: wybuchów nagłej i niekontrolowanej agresji- pojawia się ona np. u pacjentów cierpiących na sporadyczne ataki padaczki skroniowej. Kolejny element podobieństwa określić można mianem: nieliczenia się ze skutkami własnego postępowania. Zachowania te badacze łączą ze zmianami jakie dostrzec można w trakcie badań płatów czołowych pacjentów. Z podobnym postępowaniem łączy się tzw. brak krytycyzmu zwany anozognozją. Podobne zjawisko pojawić się może w przebiegu: nowotworów mózgu oraz postępującego paraliżu.

    Ciekawym jest, iż coraz jaśniej dostrzec można biologiczne przyczyny bezwstydności oraz wyrzutów sumienia, które także powiązane są wg wspomnianego powyżej Kazimierza Pospiszyla z deficytami w obszarze płatów przedczołowych. Jak się okazuje również deficyty neurologiczne stanowić mogą podstawę pojawienia się braku poczucia lęku u osób chorych oraz skłonnych do podejmowania działań przestępczych. Przyczyną powyższego stanu są uszkodzenia w obszarze ciała migdałowatego. Przywołane grupy wykazują również podobieństwo w takich zachowaniach, jak: niewspółmierna reakcja na alkohol oraz działanie na szkodę samego siemię. Choć stany te w przypadku normy oraz patologii zachowań ukazują się w sposób podobny, zdaniem nestora gdańskiej psychiatrii, Tadeusza Bilikiewicza podstawowe rozróżnienie pojawia się na poziomie wyników badań. W przypadku charakteropatii lekarz nie jest w stanie stwierdzić klinicznych podstaw np. działań przestępczych. Pospiszyl idzie jednak dalej w podobnej refleksji. Jego zdaniem u osób „prawdziwie” chorych dostrzec możemy zaledwie jeden lub dwa „sprzeczne ze sobą objawy zachowania antyspołecznego.” Poza tym wspomniany klinicysta dodaje, że osoby ze stwierdzonymi zaburzeniami neurologicznymi, podejmując np. działania sprzeczne z prawem prezentują jednocześnie dostrzegalne wyrzuty sumienia, które charakteryzuje tendencja do samokarania.

    Leku brak

    Poszukiwania leku w zakresie zachowań psychopatycznych do tej pory nie okazało się niestety skuteczne. Jak wskazywał w trakcie wielu rozmów ww. prof. Janusz Heitzman,


    „Psychopatia jest zaburzeniem osobowości, nie chorobą. Nie ma na to tabletki. Elektrowstrząsy nie pomogą. Zastrzyki z wody święconej też nie. Nie leczy się osobowości. A tym bardziej nie leczy się upośledzenia umysłowego”, Wcześniejsze wyniki badań sugerowały, iż pojawienie się zachowań przestępczych powiązane może być z obniżeniem poziomu serotoniny, która odpowiada za występowanie tzw. tonizujących połączeń pomiędzy „zwierzęcą”: częścią mózgu- płatami czołowymi, a bardziej „cywilizowanymi” obszarami neurologicznymi- korą mózgową. Tak jak wspomniał jednak prof. Heitzman nie mamy dzisiaj skutecznego środka farmakologicznego, który uniemożliwiałby podejmowanie działań przestępczych. W ciągu kolejnych dekad próbowano podawać omawianym osobom neuroleptyki oraz psychostymulanty. Także elektrowstrząsy były stosowane. Świadczy o tym z jednej stromy- być może mało miarodajna- fabuła filmu „Lot nad kukułczym gniazdem”, gdzie podobne postępowanie prowadzone było wobec głównego bohatera, Rendie McMurph,ego, skierowanego do szpitala w związku z podejmowaniem działań seksualnych z osobami małoletnimi. Podobne informacje pojawiają się również w zapisie pamiętnika znanego pisarza, Paulo Coelho, który trzykrotnie leczony był w szpitalu psychiatrycznym w związku z podejmowaniem w młodości działań antyspołecznych.

    Czemu zatem ludzie czynią zło? Tego nie wiemy. Jak jednak stwierdził Ernst Kretschmer „Psychopaci istnieją zawsze, ale w czasach chłodniejszych my bywamy ich sędziami, a w czasach gorących oni panują nad nami”. Wydaje się, iż ta prawda nie uległa zmianie.

    #psychologia #ciekawostki #kryminalistyka
    http://biotechnologia.pl/informacje/gen-zla-tyka-czyli-biologia-seryjnego-mordercy,13578
    pokaż całość

  •  

    To prawda, ze za przyjazd karetki na sygnale placisz w #usa 600 dolarow i ludzie wola...zadzwonic na ubera i samemu podjechac bo wyjdzie taniej?

    +: Cronox
  •  

    Ale mnie denerwuje gdy w sklepie kasjerka mi nie odpowiada na dzien dobry, tzn w biedronkach czy tesco to wala z automatu formulki ale w osiedlowych sklepach to co najwyzej swoje echo mozesz uslyszec, w galeriach to samo
    A jak jeszcze wejdziesz usmiechniety to juz na bank jakis swir
    Jak jestem w Austrii czy we Francji(Nadkraj z Nadludzmi, polecam) to czlowiek dostaje szoku, wszedzie walcza o klienta, zawsze jestes witany z usmiechem na ustach, pamietam jak pierwszy raz bylem w Designer Outlet Parndorf to myslalem, ze zatrudniaja tam psychotropowych testerow, nawet jakbys jej w twarz powiedzial, ze cenych wysokie i szmaciane ubrania to nawet by jej powieka nie drgnela
    Cytujac Bogusia Lidne, zrobcie cos ze swoimi mordami

    #gownowpis #takaprawda #gorzkiezale
    pokaż całość

  •  

    Lato srato, niech juz nadejdzie jesien, najpiekniejsza pora roku
    #earthporn #jesienboners

    źródło: wykop.pl

    +: Henryk_ze_Skalicy, t..............i +24 innych
  •  

    Tyle religii, tyle odlamow grup wyznaniowych, tyle obiektow kultu, sekt, ugrupowan. A prawda tylko jedna. Ilez osob sie rozczaruje po smierci, a przeciez troche juz ten proceder trwa.
    #gownowpis

    +: Cronox
  •  

    Ksiądz skazany za znęcanie nad dziećmi w Hłudnie czuje się niewinny, złożył apelację od wyroku. Prokuratura natomiast chce surowszej kary

    W marcu w Sądzie Rejonowym w Brzozowie zapadł wyrok skazujący ks. Stanisława K., byłego proboszcza z Hłudna, za znęcanie się nad dziećmi i przyczynienie się do samobójstwa 13-letniego Bartka. Orzekł karę 2 lat więzienia, ale warunkowo zawiesił jej wykonanie na 5 lat.

    Od tego wyroku odwołała się prokuratura - chce kary bezwzględnego pozbawienia wolności (wnioskowała o 2,5 roku). Odwołał się też oskarżony, który czuje się niewinny, a także jego obrońca: chce uchylenia wyroku albo uniewinnienia. Sprawa toczy się od 10 lat - wciąż bez prawomocnego wyroku. Dwa poprzednie zostały w apelacji uchylone.
    12-letni Bartek popełnił samobójstwo W grudniu 2007 roku, na kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia, 12-letni Bartek popełnił samobójstwo. Powiesił się na drzewie niedaleko domu. Chłopak był ministrantem. Tego dnia ksiądz miał wezwać jego mamę na rozmowę by powiedzieć, że nastolatek kradnie. W liście, który zostawił Bartek, napisał, że to przez oskarżenia ze strony księdza odbiera sobie życie. Ks. Stanisław K. po raz pierwszy stanął przed sądem w Brzozowie 2008 roku. W 2013 roku w I instancji zapadł wyrok skazujący za znęcanie się nad dziećmi, ale sąd nie dopatrzył się winy duchownego w tym, że nastolatek popełnił samobójstwo. Ten wyrok został uchylony w apelacji. W drugim procesie sąd umorzył postępowanie wobec księdza. Z tym rozstrzygnięciem po apelacji prokuratury i rodziców Bartka ponownie nie zgodził się sąd odwoławczy, dlatego sprawa po raz trzeci trafiła do sądu pierwszej instancji. Wyrok, który zapadł po tym procesie (w marcu br.) po raz pierwszy uznawał winę księdza nie tylko w kwestii znęcania się nad dziećmi dziewczynkami ze szkoły podstawowej) ale także - że były proboszcz znęcając się nad 12-latkiem psychicznie i fizycznie, doprowadził do tego, że chłopiec targnął się na swoje życie. Sąd: proboszcz bił po twarzy i karku, targał za uszy Zdaniem sądu oskarżony prowadząc zajęcia z ministrantami w parafii oraz lekcje religii z dziećmi w Zespole Szkół w Hłudnie wielokrotnie naruszał nietykalność cielesną Bartłomieja O. Bił go po twarzy, karku, targał za uszy. Posądzał go o kradzieże pieniędzy z kościoła i wielokrotnie krzyczał na chłopca. Znęcał się nad nim psychicznie, pomawiając go wielokrotnie w obecności ministrantów i innych uczniów o dokonanie kradzieży z plebanii. Miało chodzić o 480 złotych, gliniany dzbanek, popielniczkę i metalową smycz. Bartek wielokrotnie zaprzeczał, by to zrobił. Mimo to ksiądz straszył go przeszukaniem domu i zawiadomieniem policji, choć nie złapał chłopca na kradzieży i nie miał dowodów jego winy.


    #polska #bekazkatoli #skandal #niesmak #lipatakiecos

    http://www.nowiny24.pl/wiadomosci/podkarpacie/a/ksiadz-skazany-za-znecanie-nad-dziecmi-w-hludnie-czuje-sie-niewinny-zlozyl-apelacje-od-wyroku-prokuratura-natomiast-chce,13253346/
    pokaż całość

  •  

    Dietą w Alzheimera. "Dietetyka w psychiatrii powinna być równie ważna, jak jest w gastrologii"

    Ryby i inne źródła kwasów omega-3 mogą zapobiegać psychozom i depresji. Sfermentowane produkty, takie jak jogurt, ogórki i kapusta kiszona, pomagają walczyć z lękiem, a zielona herbata i owoce bogate w antyoksydanty poprawiają pamięć.

    Do niedawna żaden szanujący się naukowiec nie powiedział- by, że dieta jest równie ważna dla zdrowia mózgu, jak i serca. Tymczasem sami psychiatrzy przyznają, że w psychiatrii nie dzieje się najlepiej. Mimo że leki są coraz doskonalsze, leczenie nimi nie zawsze przynosi oczekiwane rezultaty. Współczesna psychiatria znalazła się na rozdrożu – tak w czasopiśmie „Lancet” dr Jerome Sarris z University of Melbourne podsumowuje aktualną sytuację.

    Do szukania nowych rozwiązań problemów mobilizuje statystyka. Według danych WHO na świecie na samą tylko depresję cierpi blisko 350 mln ludzi. Gorzej pracują, gorzej funkcjonują w społeczeństwie, gorzej radzą sobie z codziennym życiem. Ale czy rzeczywiście depresję i inne choroby psychiczne udaje się powiązać z treścią posiłków?

    Dieta, geografia i psychika
    Z największym rozmachem do badania wpływu posiłków na zdrowie psychiczne podszedł brytyjski psychiatra Peet Malcolm. Porównał dane na temat spożycia konkretnych produktów i wskaźniki zachorowań na choroby psychiczne w 16 krajach z różnych rejonów świata. Na tej podstawie stwierdził, że im więcej w diecie przetworzonego cukru i nabiału, tym bardziej nasilona schizofrenia. Natomiast depresja występuje częściej, gdy w diecie jest mało ryb i owoców morza. A dalej rozumował tak: rokowania schizofrenii i depresji na podstawie diety są dość podobne jak przy chorobach serca i cukrzycy. W dodatku te choroby przewlekłe występują częściej u osób z zaburzeniami psychicznymi. Skoro w ich przypadku rekomenduje się zmiany w diecie, dlaczego nie zaleca się zdrowszego jedzenia chorym psychicznie?


    Inne badania, które skłaniałyby do uzupełnienia terapii o zalecenia dietetyczne, przeprowadzono we Włoszech, Grecji i Hiszpanii. Charakterystyczna dla tych krajów dieta składająca się głównie z owoców, warzyw, orzechów, całych nasion, ryb, chudego mięsa, oliwy z oliwek i niewielkich ilości wina wydaje się najbardziej sprzyjać dobrej kondycji mózgu. Za dietą śródziemnomorską przemawia też jedno z największych przeprowadzonych do tej pory badań. Wzięło w nim udział aż 12 tys. Hiszpanów. Po sześciu latach zbierania danych okazało się, że ci, którzy pozostali wierni diecie śródziemnomorskiej, są aż o jedną trzecią mniej podatni na depresję niż osoby, które żywią się na sposób „zachodni”. Wyniki te potwierdziło kolejne badanie, także z Hiszpanii, w którym tradycyjny dla tego kraju sposób odżywiania wzbogacono dodatkowo o orzechy włoskie.
    Grupa zapaleńców wierzących w związek diety i psychiki założyła International Society for Nutritional Psychiatry Research (ISNPR – Międzynarodowe Stowarzyszenie na rzecz Badań Dietetycznych w Psychiatrii) – Mamy już wiele dowodów na to, że niektóre produkty spożywcze mogą być wykorzystywane do zmieniania procesów chemicznych w mózgu. Dietetyka w psychiatrii powinna być równie ważna, jak jest w gastrologii, kardiologii czy onkologii – mówi „Focusowi” dr Jerome Sarris, jeden z założycieli ISNPR.


    https://www.focus.pl/artykul/alzheimer-jak-odzywic-mozg-i-ochronic-sie-przed-choroba

    #nauka #gruparatowaniapoziomu #zdrowie
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

    +: o......y, lubie-sernik +7 innych
  •  

    Sacred Black Magic from the deadly Voodoo Powers
    Secret séances performed at midnight hours
    Mystic Styles of the ancient mutilations
    Horrifying chaos, shackle zombies in me basement
    The evil Lord Infamous will take the damn replacement
    For the one called Satan when he's up on his vacation


    Najlepsze, ze Ricky odszedl w czasie przesilenia zimowego gdy jest najdlusza noc w roku
    RIP Lord

    #rap #muzyka
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

    +: Freakz, Cronox
  •  

    Homage for Satan, sworn to the devil, Unholy master,
    Destroy the heavens,
    Homage for Satan, the invocation, rule the unwanted,
    Armies of the dead


    #nadmuzyka #metal #deathmetal

    źródło: youtube.com

    +: N.........................z, dracul +2 innych

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika Soul0Eater

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (1)