•  

    Muszę przyznać, że na początku Janek wydawał mi się zbędną postacią w US. Miałem wrażenie, ze Niemiecki na siłę wprowadza go do Belwederu. Z czasem jednak Łoś okazał się poczciwym alkoholikiem i nierzadko jego błyskotliwość zaskakiwała wszystkich widzów. Być może gdyby nie urodził się w pojebanej rodzince to życie Janka potoczyłoby się inaczej. Wódką zapijał smutne życie. Niech spoczywa w pokoju (ew. magazynie).
    #kononowicz
    pokaż całość

    źródło: 1596451420667.jpg

  •  

    Dzień dobry wieczór #polskirappolskiego

    Szukam piosenki w której jest beat z tego.

    źródło: youtu.be

    +: Loputrs, PiccoloColo
  •  

    Dziś mam dla Mireczków coś innego, niż zwykle.

    Historię postaci genialnej, człowieka, który w pewnym momencie miał u stóp cały świat, i od którego to momentu zaczął się jego powolny upadek. Upadek, któremu nie był w ogóle winny.

    Bobby Fischer, bo o nim mowa, był jedną z najgenialniejszych postaci szachów w całej historii, człowiekiem, który w swoim najlepszym momencie najprawdopodobniej również dziś znalazłby się w czołówce światowych szachistów mimo tego, że nigdy nie miał okazji wspomagać się komputerem.

    Bobby Fischer, postać genialna i tragiczna. Jego grób spoczywa w małej miejscowości Selfoss, położonej godzinę drogi od stolicy Islandii, Reykjaviku.

    Co zrobisz, gdy osiągniesz wszystko? Bobby Fischer - dramat geniusza

    Tradycyjnie cały wpis również poniżej:

    -----------------------------------------------

    Borys Spasski ma dość. Trwa właśnie przerwa w dwudziestym pierwszym meczu o Mistrzostwo Świata w szachach, ale panujący jeszcze mistrz postanowił nie kontynuować pojedynku i poddał partię. Jest ostatni dzień sierpnia 1972 roku w Reykjaviku i właśnie tutaj, w stolicy Islandii, dość zaskakującym miejscu, Bobby Fischer pokonał swojego przeciwnika 12,5-8,5 i sięgnął po tytuł szachowego mistrza świata. Osiągnął to, o czym marzył od momentu, gdy jako sześcioletni chłopiec zaczął uczyć się gry w szachy analizując instrukcję na odwrocie pudełka z bierkami. Niekwestionowany geniusz, który strącił z piedestału zawodników ZSRR, którzy wymieniali się między sobą mistrzowskim tytułem od ponad trzydziestu lat. Prezydent FIDE, Max Euwe, wręcza Bobby’emu czek i gratuluje wygranej. Fischer w swoim stylu najpierw rozrywa kopertę, sprawdza, czy suma na czeku się zgadza, i dopiero ściska wyciągniętą rękę byłego Mistrza. Cały Bobby.

    Bobby Fischer
    Po raz szósty w ciągu ostatnich czterech lat wita mnie port lotniczy w Keflaviku. To jedyne międzynarodowe lotnisko na Islandii, położone około 40 kilometrów od stolicy. To tutaj lądowali zarówno Bobby Fischer jak i Borys Spasski w 1972 roku, przybywając na mecz stulecia. Islandia wydaje się krajem pod pewnymi względami nieprzyjaznym – samotna wyspa położona na Oceanie Atlantyckim, tuż pod kołem podbiegunowym, dość często staje na drodze huraganom i sztormom toczącym się po wielkiej wodzie. Klimat jest tu bardzo surowy, temperatury niskie, a bardzo silne wiatry na porządku dziennym. Mimo to z uśmiechem na ustach żyje tu około trzystu tysięcy Islandczyków, potomków norweskich wikingów, którzy przybyli na wyspę w 874 roku.

    Tak, w szachach jest zbyt dużo Żydów. Obniżają klasę tej gry. Wiesz, nie ubierają się dobrze. Nie lubię tego.
    Bobby Fischer o Żydach, 1962

    Po chwili oczekiwania zbieram bagaże, ładuję je do samochodu i ruszam w kierunku stolicy. Tym razem nie zatrzymuję się w Reykjaviku – wjeżdżam jedynie na obwodnicę i ruszam dalej na wschód. Po niecałej godzinie dojeżdżam do Selfoss i wchodzę do małego muzeum poświęconego pamięci wielkiego mistrza. Amerykanin ostatnie lata życia spędził na Islandii, krążąc bez celu po mieście autobusem miejskim, pogrążając się powoli coraz bardziej w swoich obsesjach. Kazał usunąć sobie z zębów wszystkie plomby, by uniknąć elektronicznej inwigilacji. W swoim islandzkim domu wszystkie okna wyposażył w kuloodporne szyby. Nie kupuje niczego, co zostało wyprodukowane w Izraelu. Nie ufa nikomu, nawet garstce najbliższych znajomych, którzy mu jeszcze pozostali, gdy choruje, nie pozwala się leczyć, do tego stopnia, że najbliżsi potajemnie dodawali mu do jedzenia morfinę, by choć trochę ulżyć mu w bólu. Ostatecznie umiera 17 stycznia 2008 roku, w wieku 64 lat.

    Co sprawiło, że jeden z najlepszych szachistów w historii skończył zapomniany na dalekiej północy, rozgrywając jedynie kilkanaście oficjalnych partii przez ostatnich 30 lat życia?

    Najmłodszy arcymistrz. Największy awanturnik
    Młody Robert mieszkał w Nowym Jorku, gdy jako sześcioletnie dziecko znalazł pudełko szachów z dołączoną instrukcją. Szybko przyswaja zasady gry, przegrywa z siostrą kilka pierwszych partii, ale po chwili role się odwracają. Dla Bobby’ego szachy stają się wszystkim. Gra sam ze sobą, aż trafia do klubu na Brooklynie, gdzie przez następne lata powoli szlifuje swój talent. Szybko okazuje się, że jest dzieckiem ponadprzeciętnym – w wieku 13 lat wygrywa Mistrzostwa USA juniorów, dwa lata później zdobywa pierwsze Mistrzostwo USA i tytuł mistrza międzynarodowego, a chwilę później najwyższe szachowe odznaczenie – tytuł arcymistrza. Wydaje się, że kiepsko znosi nieliczne porażki, które odnosi, ale po każdej wraca i jest jeszcze mocniejszy. Bobby Fischer z przebojem wchodzi do czołówki światowych szachów, walczy jak równy z najlepszymi zawodnikami i otwarcie mówi, że już niedługo zostanie Mistrzem Świata.

    Przede wszystkim musimy zrozumieć, czym jest komunizm. Dla mnie prawdziwy komunizm, komunizm sowiecki, jest w zasadzie maską dla bolszewizmu, która jest maską dla judaizmu.
    Bobby Fischer o komunistach, 1992

    Po drodze jednak wielokrotnie ujawnia się arcytrudny charakter młodego zawodnika. Fischer o wszystko się wykłóca, wszystko mu przeszkadza, wszędzie widzi spiski. Przeszkadzają mu przede wszystkim Żydzi i komuniści. W każdym turnieju walczy o jak najwyższe honorarium, a zarabianie pieniędzy wydaje się być drugim, obok szachów, sensem życia Fischera mimo, że niechętnie je wydaje. Nawet u schyłku życia, gdy mieszkał w Reykjaviku, nie jeździł taksówkami, bo uważał to za marnowanie pieniędzy, mimo posiadania milionów dolarów na koncie. Zrezygnował z udziału w niejednym atrakcyjnym turnieju, ponieważ nie zadowalała go wypłata. W trakcie niejednych zawodów stawiał organizatorom listę żądań z kilkudziesięcioma podpunktami, takimi jak wymiana oświetlenia, bierek, odsunięcie trybun od zawodników, usunięcie kamer z sali.

    W 1967 roku w Tunezji odbywał się turniej międzystrefowy – przedostatni krok do meczu o mistrzostwo świata, który był głównym celem Fischera. Po siedmiu rundach Bobby miał na koncie sześć punktów i zdecydowane prowadzenie i wydawało się, że nikt nie może odebrać mu zwycięstwa i awansu – nikt, oprócz niego samego. Zaczęło mu przeszkadzać wszystko – nieodpowiednia klimatyzacja, fotograf i masa innych rzeczy, które spowodowały, że postanowił nie pojawić się na kolejnych partiach. Otrzymał jednego i drugiego walkowera, wycofał się z turnieju, później znów się pojawił, wygrał partię upokarzając swojego największego przeciwnika z USA, Samuela Reshevsky’ego, a następnie po raz kolejny zignorował turniej – aż otrzymał trzeciego walkowera i został z niego usunięty. I choć Fischer uznawany był za utrapienie, zwłaszcza organizatorów (na niejeden turniej postanowiono go nigdy więcej nie zapraszać, ze względu na fochy i wymagania), to szachiści przyznają, że czasem warunki gry były paskudne, nagrody mizerne, a to właśnie Bobby walczył o szacunek, profesjonalizm i zawodowstwo. Po latach Garri Kasparow przyznał, że najprawdopodobniej nigdy szachy nie były tak popularne, jak w 1972 roku, właśnie za sprawą Fischera. Ani wcześniej, ani później.

    Mecz Stulecia w Reykjaviku
    Robię przejażdżkę po Reykjaviku. Mijam lokalne lotnisko i hotel, w którym mieszkał Fischer w 1972 roku. W drodze powrotnej z centrum przejeżdżam obok największej lokalnej hali sportowej – Laugardalshöll. Obiekt ten został otwarty w 1965 roku, odbywa się tu mnóstwo koncertów, w 1995 roku rozegrano tu finał MŚ w piłce ręcznej. Dwadzieścia trzy lata wcześniej arena była świadkiem jeszcze jednego meczu o mistrzostwo świata – szachowego pojedynku pomiędzy Bobbym Fischerem i Borysem Spasskim, meczu, do którego o mały włos by nie doszło – za sprawą Amerykanina oczywiście.

    To zakłamane dranie. W całej swojej historii Żydzi zawsze byli kłamcami. Są brudnymi, brudnymi, obrzydliwymi, podłymi przestępcami.
    o Żydach, 1999

    Datę rozpoczęcia meczu wyznaczono na 1 lipca 1972, ale kilka dni przed rozpoczęciem zmagań Fischer postanowił anulować swój bilet do Islandii i postawił organizatorom całą listę wymagań. Z finansowymi na czele. Problem pieniędzy rozwiązuje jeden z angielskich milionerów, który z własnych środków pokrywa dodatkowe 50 tysięcy funtów, które trafiają do puli nagród. Mimo to Fischera brakuje zarówno na uroczystej ceremonii otwarcia 1 lipca, jak i oficjalnym losowaniu następnego dnia. Nikt nie wie, czy Bobby w ogóle pojawi się na Islandii, ale prezes FIDE przesuwa termin rozpoczęcia meczu o dwa dni. Ostatecznie Fischer przylatuje 4 lipca i mecz rozpoczyna się tydzień później.

    Pierwszy mecz Fischer przegrywa po swoim błędzie.

    Drugi przegrywa, otrzymując walkowera, gdy nie stawił się na drugą partię, rozwijając listę swoich wymagań.

    W końcu nadchodzi trzecia partia, w której Bobby po raz pierwszy w życiu pokonuje Spasskiego, po raz pierwszy od 1960 roku, gdy zagrali pierwszą partię. W meczu jest 2-1 dla radzieckiego Mistrza, ale z kolejnych siedmiu partii Amerykanin wygrywa 4 i remisuje 3, co daje mu olbrzymią przewagę. W sumie rozegrano 21 partii, a rywalizacja zakończyła się wynikiem 12,5-8,5 dla pretendenta.

    Bobby Fischer został Mistrzem Świata, sięgnął po upragnioną koronę.

    Powolny upadek

    Są podludźmi. To szumowiny. Kiedy mówisz o Żydach, drapiesz dno beczki ludzkości.
    o Żydach, 1999

    Przez kolejne trzy lata Fischer gra coraz mniej. Odrzuca sporo ofert, nawet tych niesamowicie lukratywnych finansowo, co trochę dziwi. Apogeum jego braku aktywności jest jego decyzja o nieprzystąpieniu do obrony tytułu mistrzowskiego w 1975 roku, przez co Mistrzem Świata zostaje radziecki zawodnik Anatolij Karpow. Fischer rusza w podróż po świecie, odwiedza Filipiny, Indonezję i Indie i w końcu znika, pojawiając się na chwilę to tu, to tam. Cały zarośnięty zostaje zatrzymany przez policję w Kalifornii i trafia do aresztu. W sumie aż do 1992 roku zostaje praktycznie nieuchwytny, gdy pojawia się w Jugosławii, by na dwudziestolecie pojedynku ze Spasskim zagrać rewanż. Mecz kończy się wynikiem 10-5 dla Bobby’ego, ale Fischer krytykowany jest za średni poziom rozgrywanych partii i dodatkowo staje się ścigany w USA przez wjazd do Jugosławii, na którą ONZ nałożyło sankcje. Przez kolejne lata Bobby pomieszkuje trochę na Węgrzech, Filipinach i w Japonii. W końcu nadchodzi rok 2001 i pamiętny atak terrorystyczny na World Trade Center, po którym Fischer powiedział w wywiadzie dla filipińskiej stacji radiowej:

    To świetna wiadomość. Popieram ten atak. USA oraz Izrael mordowali i rabowali Palestyńczyków przez lata i nikogo to nie obchodziło. Teraz Amerykanie dostali za swoje. Chciałbym, żeby USA zostało zmazane z powierzchni ziemi. (…) Ostatecznie biały człowiek powinien opuścić Stany Zjednoczone i czarni ludzie powinni wrócić do Afryki. Biali powinni wrócić do Europy, a kraj powinien zostać zwrócony amerykańskim Indianom. (…) Śmierć USA!

    Chwilę później amerykański związek szachowy skreśla Fischera z listy członków, a dwa lata później ambasada USA unieważnia jego paszport. W 2004 roku próbuje wylecieć z Tokio na Filipiny, ale tam zostaje aresztowany i rozpoczęta zostaje procedura jego deportacji do USA. Bobby i jego przyjaciele próbują wszystkiego, by uratować go od powrotu do USA – zrzeka się obywatelstwa, występuje o obywatelstwo niemieckie, wielkie postacie jak Spassky piszą do prezydenta USA listy z prośbą o ułaskawienie. Wszystko na nic.

    Do momentu, gdy do gry wchodzą Islandczycy.

    Mały naród decyduje się nadać Fischerowi obywatelstwo Islandii i wysyła do niego ambasadora z paszportem. Po dziewięciu miesiącach aresztu szachista jest uratowany i odlatuje do Reykjaviku. Tutaj przez 3 lata żyje w spokoju, jeździ autobusami po mieście, słucha muzyki, czyta i, niestety, choruje. Odwiedzają go Borys Spasski, Viswanathan Anand, jego japońska żona Miyoko Watai. Ostatecznie umiera w szpitalu w Reykjaviku 17 stycznia 2008 roku, a jego ostatnim życzeniem było spojrzenie ostatni raz na portret zmarłej już matki.

    Wychodzę z muzeum w Selfoss. Budynek jest mały, otwarty tylko trzy godziny dziennie i na dodatek latem, ale pełen doskonałych pamiątek po Fischerze, z którego Islandczycy są dumni. Zbaczam z głównej drogi i po dziesięciu minutach trafiam w okolice małego kościoła. Po chwili staję przed jasną płytą.

    Robert James
    Fischer
    F. 9 mars 1943
    D. 17 januar 2008

    Płyta jest marmurowa, wcześniej stał tu tylko drewniany krzyż z tabliczką, na której dodatkowo napisane było hvíldu í friði, co po islandzku znaczy spoczywaj w pokoju. Tutaj, na Islandii, Fischer świętował największy sukces. Pokonał mistrza świata, był na ustach wszystkich, zdobił okładki gazet, to właśnie wtedy, 31 sierpnia 1972 roku szachy były popularne jak nigdy wcześniej i później, a Bobby osiągnął swój cel i spełnił największe marzenie. Wiele razy powtarzał, że jest najlepszym szachistą na świecie, i właśnie w Reykjaviku udowodnił to w stu procentach. Ponad trzydzieści lat później, pełnych tułaczki, dziwnych, niezrozumianych zachowań to właśnie tutaj, w Reykjaviku, Bobby odnalazł swój spokój. W stolicy i na cmentarzu w Selfoss. Tuż przed śmiercią, w szpitalu, wypowiedział ostatnie słowa:

    Nic tak nie uzdrawia, jak dotyk człowieka.

    -----------------------------------------------

    Pozwolę sobie otagować: #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #szachy #podroze #islandia

    IG / FB

    #zwtravel

    Wołam tylko tych, którzy plusowali odpowiednie komentarze przy poprzednich wpisach (lub są zapisani na listę na Mirkolistach). Jeśli nie chcesz być więcej wołany/a - zaplusuj odpowiedni komentarz niżej. Jeśli chcesz dołączyć do wołania - również zaplusuj odpowiedni komentarz niżej :)
    pokaż całość

    źródło: newsweek.jpg

  •  

    Jak wyglądają egzaminy na studiach?

    Są to głównie pytania otwarte czy zamknięte,a może ustne?Zależy to od kierunku?

    #studbaza #studia

  •  

    AMBER PLUS
    Każdy chyba już zna zasady.
    1. Plusujesz post
    2. Plusujesz wszystkie komentarze
    3. Dopisujesz swój komentarz
    4. Reszta plusuje Twój komentarz

    #amberplus #plusujomireczki #glupiewykopowezabawy #heheszki #zadarmo

    źródło: fasdas.jpg

  •  

    Co tak jasno świecie na wschodnim niebie?
    Jakaś planeta?
    #niebo #astronomia

    +: m132
  •  

    Jestem świadkiem na ślubie mojego znajomego. Razem ze swoją wybranką biorą ślub kościelny, który odbędzie się w sobotę. Od początku wiedzieli, że nie po drodze mi z bogiem i tym bardziej kościołem, ale mówili, że nawet nie trzeba być wierzącym, by być świadkiem, więc powiedziałem, że spoko.

    Dzisiaj oświadczyłem, że nie zamierzam klęczeć, ani się modlić, ani odbywać żadnych rytuałów kościelnych, zgodnie z moimi przekonaniami i tu zaczęły się problemy. Dołączam screena ;)

    #wesele
    pokaż całość

    źródło: i.gyazo.com

    Jak powinien postąpić?

    • 5465 głosów (78.32%)
      Dostosować się i robić to co inni w kościele
    • 1513 głosy (21.68%)
      Siedzieć jako niewierzący w roli świadka
  •  

    szukam więcej takich jak te oklepane poniżej ( ͡° ͜ʖ ͡°) obrazek dla atencji

    - masz pozdrowienia
    - od kogo?

    - jedziesz na te zawody?
    - jakie zawody?

    - byłeś na otwarciu?
    - otwarciu czego?

    źródło: comment_NckIVlXbB9zETbhk47nQIft2ag50DRHs.jpg

  •  

    #koronawirus

    źródło: tempFileForShare_20200728-140033.jpg13462336812275989390

    +: SzycheU
  •  

    Kijek prawdy był kozacki, fractured but whole wkurza mnie niemiłosiernie iiczbą i długoscią loadingów
    #southpark

  •  

    Skończyłem Days Gone. Nie potrafię zrozumieć jakim cudem ta gra ma tak przeciętne recenzje. IMHO to jest absolutne mistrzostwo.
    Najbardziej ze wszystkiego zachwycił mnie świat i lokacje - miazga. Tak powinien być zaprojektowany każdy sandbox. Mapy zawierają mnóstwo smaczków - a to grób jakiegoś dziecka, z poukładanymi maskotkami, a to imprezowe pozostałości stołu do beerponga, a to krzyż przy drodze z imieniem i nazwiskiem, a to rozgrzebane auto, które się akurat popsuło, a obok leży trup właściciela - takich detali jest cała masa, świetnie przedstawiono klimat normalnego świata na który nagle spadła plaga. Tereny są zróżnicowane i twórcy fajnie przedstawili różne oblicza stanu Oregon - mamy więc i zalesione góry, i bardziej stepowe obszary, a nawet zimowe, górzyste scenerie. Architektura też świetnie oddaje rzeczywistość, ale to akurat dość logiczne, bo studio tworzące tę grę akurat jest z Bend w Oregonie.
    Fabuła niby nie jest odkrywcza, bo to kolejna produkcja o zombiakach, w której morał jest taki że największym zagrożeniem są jednak ludzie, ale historia mnie wciągnęła, a główne postaci są bardzo dobrze napisane i można rzeczywiście poczuć prawdziwe sympatie/ antypatie.
    Co do gameplayu - nie jestem wytrawnym graczem, więc może dlatego przez większą część gra była dla mnie wymagająca, ale dzięki temu cały czas byłem wczuty w klimat - czyli świat pełen niebezpieczeństw, gdzie wszędzie czai się zagrożenie. Efektu dopełniała świetna muzyka, a motyw który zaczynał grać jak pojawiała się horda po prostu jeżył włos na głowie
    Jeśli chodzi o optymalizację - czasem, zwłaszcza jak miałem już najszybszą wersję motocykla, zdarzało się zobaczyć efekt doczytywanych na bieżąco tekstur, ale z drugiej strony gra nie zwalnia ani na chwilę przy +/- 300 wrogach jednocześnie na ekranie, co naprawdę robi wrażenie. Tych słynnych chrupnięć i zawieszek ani razu nie uświadczyłem.

    Co mi się nie podobało? Dwie główne kwestie.
    Mało zróżnicowane misje - większość z nich, zwłaszcza w pierwszej części gry polega na pojechaniu w jakieś miejsce i zabiciu danej osoby. Brakowało mi większej liczby zadań takich jak ze Skizzo albo Rikki, w których trzeba trochę więcej zrobić. Żałuję także, że dwa pierwsze obozy zostały potraktowane trochę po macoszemu, tylko jako generatory takich właśnie prostych misji - szkoda, bo zarówno foliarz Copeland, jak i nadzorczyni Tucker to postaci z potencjałem.
    Druga sprawa to jednopłaszczyznowy i oszczędny sposób dystrybuowania informacji - o genezie istnienia świrusów dowiadujemy się w zasadzie tylko podczas śledzenia badaczy NERO. Nie ma innych momentów w grze, w których ten temat byłby podnoszony, ani w rozmowach z innymi osobami, ani w cutscenkach, reminiscencjach (za wyjątkiem jednej misji z pewną postacią, nie powiem kim żeby nie spolerować). Szkoda trochę, bo nadałoby to trochę meandrów fabule, a przy tym można było bardziej skupić się na historii - bo jakoś podczas śledzenia badaczy głównie skupiałem swoją uwagę na pasku podsłuchiwania i pozostaniu niewykrytym, niż na przyswajaniu informacji.
    Wiem, że w początkowych etapach gra słynęła z bugów, ale w tej wersji, w której ja grałem, nie wydarzyło się nic poważniejszego. Ot, parę razy martwy zombiak zastygał w pozycji pół-stojącej - zabawne, ale niegroźne.

    Dla mnie ta gra to absolutny top. Jestem dużym fanem The Last of Us (pierwszej części, druga dopiero przede mną) ale imho Days Gone przebiło TLoU pod wieloma względami.
    Cudo, polecam każdemu.
    #ps4 #daysgone #recenzja #gry #dystopia #oregon
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

    •  

      @advert Przechodzę wlasnie 2 raz i zgodzę się po części z Tobą. Gra bardzo plusuje tym że lokacje są takie normalne, prawdziwe, lecz jednocześnie dla wielu to będzie płytkie. Tak samo z postaciami. Po pierwszym przejściu wydały mi się takie nijakie, ale to właśnie pokazuje jakie są autentyczne. Wiele osób jednak nie doceni.

      Fabuła też cierpi na ten problem. I niestety powtarzalność misji to pogłębia. Skopano również pierwsze 2 obozy. Gdyby je bardziej rozwinąć to reszta była by niepotrzebna. Zaprzepaszczony pomysł.

      Otwarty świat miał też swoje minusy. Mimo że pięknie i ciekawie zrobiony to męczyła mnie powtarzalność tekstur postaci. Motyw z ratowaniem randomowych ludzi i wysyłaniem ich do obozów. Za pierwszym przechodzeniem miałem ciągle tego samego gościa. Z bandytami to samo. Przy tak otwartym świecie powinno być zdecydowanie więcej tekstur.

      Z innych rzeczy to na minus będzie Polski dubbing, strasznie słaby oraz warstwa techniczna bo mi mimo najnowszej wersji dalej w niektórych miejscach potrafi przyciąć. I co ciekawe są to te same miejsca.
      A i istotny minus to że rozmowa z postacią jeśli nie dotyczy misji musi odbywać się poza obozem. Przykładowo jestem u Rikki, tankuje motor, latam jak głupi, wyjeżdżam z obozu a ona dopiero wtedy przypomina sobie że ma dla mnie questa. Bardzo to mnie irytowalo.

      Co do plusów to cała reszta. ( ͡º ͜ʖ͡º)
      Na wielkiego plusa zasługuje ścieżka dźwiękowa.

      Co do oceny to mimo tego że gra jest fantastyczna to i tak dałbym 7/10. Na tyle zasługuje i taką daje frajdę. Koniec mojego wywodu. ( ͡º ͜ʖ͡º)
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (43)

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika Staraagrafka

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.