•  

    Nie no w ogóle ja pierdziele xD
    Jak można oglądać polską pornografię? Przychodzi taki nagi Polak suchoklates z penisem 10 cm w zwodzie i Polka, karyna, której ledwo ten beniz wchodzi przez otyły tyłek xD .. W tle polska meblościanka z lat PRL. Dobra, zaczynamy. Polak się leży i kładzie leciutko swoją karynkę na sobie, aby nie bolało go pod jej ciężarem. Zaczynają.
    JEB
    JEB
    JEB
    Zrobione 20 zdjęć aparatem. Dźwięk pyknięcia zasłania wszystko inne.
    Ruchają się oboje powoli jakby, żeby siebie nie uszkodzić.
    Kolejny raz podchodzi fotograf po 2 minutach i jeb kolejne 20 zdjęć aparatem! XD I po chuj?
    Kończy się na tłustych cyckach kobiety ze związanymi włosami, która bardziej się zdaje ma minę jakby myślała "kim jestem? Do czego zmierzam?"
    Nosz k*rwa, jak można oglądać polskie porno? Przecież nawet rosyjskie biją je na głowe.
    #wlasnapasta #pasta #porno #polskieporno #rakcontent
    pokaż całość

    +: MrSplither, c......o +13 innych
  •  

    Napisałem życzenia do mojej kumpeli Białorusinki, z którą rok temu studiowała, a teraz wyjechała na jakieś Erasmusy. Życzyłem jej życzenia. Lubię ją.
    #bialorusinka #erasmus #swieta #polskijezyktrudnajezyk #heheszki

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 26175552_933258863465727_1863539588_n.png

    +: the_white_crystal, przyjaciel_golomb +1 inny
  •  

    O pochodzeniu daty 25 grudnia jako dniu narodzin Jezusa z książki "The Golden Bough" Jamesa Frazera.

    "ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY DRUGI
    WSCHODNIE RELIGIE NA ZACHODZIE
    Kult Wielkiej Matki Bogów i jej kochanka względnie syna był bardzo rozpowszechniony za czasów
    Cesarstwa Rzymskiego. Napisy świadczą o tym, że obojgu oddawano honory należne bogom, wspólnie
    lub oddzielnie, nie tylko w Italii, a szczególnie w Rzymie, lecz również i w prowincjach, głównie w Afryce,
    Hiszpanii, Portugalii, Francji, Niemczech i Bułgarii. Kult ten przetrwał wprowadzenie chrześcijaństwa
    przez Konstantyna, donosi bowiem Symmachus72 o powtarzających się nadal świętach Wielkiej Matki, a
    za czasów Augustyna jej zniewieściali kapłani wciąż jeszcze paradowali drobnym kroczkiem po ulicach
    i placach Kartaginy, z napudrowanymi twarzami i perfumowanymi włosami, prosząc przechodniów o
    jałmużnę, podobnie jak mnisi żebrzący w wiekach średnich. Natomiast w Grecji krwawe orgie
    azjatyckiej bogini i jej małżonka nie spotykały się ze zbyt życzliwym przyjęciem.
    Religia Wielkiej Matki, stanowiąca dziwaczną mieszaninę prymitywnego barbarzyństwa i aspiracji
    życia duchowego była zaledwie jedną spośród wielkiej rzeszy podobnych wschodnich kultów, które u
    schyłku pogaństwa rozprzestrzeniły się w Cesarstwie Rzymskim, karmiąc ludy europejskie obcymi
    ideałami, stopniowo podkopującymi całą strukturę starożytnej cywilizacji. Społeczeństwo greckie i
    rzymskie zbudowane było na koncepcji podporządkowania jednostki społeczeństwu, obywatela
    państwu. Bezpieczeństwo rzeczypospolitej było celem najwyższym, który przyświecał obywatelom,
    celem stawianym ponad bezpieczeństwem jednostki, zarówno na tym, jak i na przyszłym świecie.
    Obywatele, od dzieciństwa wychowywani w tym altruistycznym duchu, poświęcali swe życie służbie
    publicznej i byli gotowi złożyć je dla wspólnego dobra, a jeśli kiedykolwiek cofali się przed największą
    ofiarą, przez myśl im nawet nie przechodziło, by ktokolwiek mógł nie uznać za nikczemne postawienia
    własnego życia ponad dobro ojczyzny. Wszystko to uległo zmianie wraz z rozpowszechnieniem religii
    wschodnich uczących, że komunia duszy z Bogiem i jej wieczne zbawienie są jedynym celem, dla
    którego warto żyć, celem, w porównaniu z którym dobrobyt, a nawet istnienie państwa traciły wszelkie
    znaczenie. Nieuniknionym skutkiem tej egoistycznej i niemoralnej doktryny było oderwanie wiernego od
    służby publicznej, skupienie jego myśli na własnych przeżyciach duchowych i wykształcenie w nim
    pogardy dla życia doczesnego, będącego w jego oczach jedynie próbą przed życiem lepszym i
    wiecznym. W powszechnym przekonaniu święty i pustelnik stali się najszczytniejszymi ideałami
    ludzkości. Zajęli oni miejsce dawnego ideału patrioty i bohatera, który nie myśląc o sobie żyje i gotów
    jest umrzeć dla swego kraju. Ziemskie państwo wydawało się biedne i godne pogardy w oczach ludzi,
    którzy dostrzegali w obłokach niebieskich nadejście państwa bożego. Tak oto środek ciężkości
    przesunął się z życia doczesnego na przyszłe, i bez względu na to, ile na tym zyskał inny świat, nie
    ulega prawie żadnej wątpliwości, że ten stracił wiele na tej zmianie. Rozpoczął się ogólny rozkład życia
    politycznego. Więzy państwa i rodziny rozluźniły się. Społeczeństwo zaczęło rozpadać się na
    poszczególne elementy i wracać w ten sposób do barbarzyństwa, albowiem cywilizacja jest możliwa
    jedynie przy aktywnej współpracy obywateli, gdy są oni gotowi podporządkować swe interesy prywatne
    wspólnemu dobru. Ludzie nie chcieli bronić swego kraju, a nawet przedłużać istnienia rodu ludzkiego. W
    trosce o zbawienie własnej duszy i dusz innych ludzi gotowi byli dopuścić do tego, by zginął otaczający
    ich świat materialny, który był dla nich równoznaczny z istotą zła. Obsesja ta trwała przez tysiąc lat.
    Wskrzeszenie prawa rzymskiego, filozofii arystotelesowskiej, starożytnej sztuki i literatury pod koniec
    średniowiecza oznaczało powrót Europy do bardziej naturalnych dla niej ideałów życia i postępowania,
    do zdrowszych, bardziej męskich poglądów na świat. Skończył się długi postój, który przerwał marsz
    cywilizacji. Nareszcie odwróciła się fala wschodniej inwazji. Wciąż jeszcze się cofa.
    Wśród bogów wschodniego pochodzenia walczących u schyłku starożytnego świata o podbój
    Zachodu był dawny perski bóg Mitra. O niezmiernej popularności jego kultu świadczą liczne
    odnalezione zabytki rozsypane po całym Imperium Rzymskim. Zarówno pod względem doktryny, jak i
    rytuału kult Mitry przypominał w wielu aspektach nie tylko religię Wielkiej Matki, lecz również
    chrześcijaństwo. Podobieństwa te uderzyły nawet Doktorów Kościoła i tłumaczyli je oni jako dzieło
    szatana pragnącego odwieść ludzi od wiary prawdziwej przez podstępne jej naśladowanie. Podobnie w
    oczach hiszpańskich zdobywców Meksyku i Peru wiele miejscowych pogańskich obrządków uchodziło
    za diabelskie fałszerstwa sakramentów chrześcijańskich. Z większym prawdopodobieństwem
    współczesny badacz religii porównawczej przypisuje takie zbieżności zbliżonym do siebie i niezależnym
    działaniom umysłu ludzkiego, w prymitywnych, lecz szczerych wysiłkach człowieka, by odgadnąć tajemnice
    wszechświata i dostosować swe skromne życie do jego straszliwych misteriów. W każdym
    razie nie ulega wątpliwości, że religia Mitry była poważnym rywalem chrześcijaństwa łącząc uroczysty
    rytuał z dążeniem do czystości moralnej i nadzieją na nieśmiertelność. Przez pewien nawet czas wynik
    walki między dwiema religiami pozostawał w zawieszeniu. Pouczającą pozostałością tej długiej walki
    jest nasze święto Bożego Narodzenia, które Kościół, jak się zdaje, zapożyczył bezpośrednio u swego
    pogańskiego rywala. W kalendarzu juliańskim dzień 25 grudnia uważany był za zimowe przesilenie i
    dzień narodzin słońca, ponieważ od tej zwrotnej daty dzień staje się dłuższy, a słońce nabiera coraz
    większej siły. Niezwykłe było święto boskich narodzin w tej postaci, w jakiej obchodzono je w Syrii i
    Egipcie. Celebranci udawali się do wewnętrznych kaplic, z których wypadali o północy z głośnymi
    okrzykami: “Dziewica powiła! Światło przybywa!" Egipcjanie przedstawiali nawet nowo narodzone
    słońce w postaci niemowlęcia, które w dniu jego urodzin, w zimowe przesilenie, pokazywali wiernym.
    Nie ulega wątpliwości, że dziewica, która poczęła syna i wydała go na świat 25 grudnia, była wielką
    wschodnią boginią, zwaną przez Semitów niebiańską dziewicą lub po prostu niebiańską boginią. W
    krajach semickich była ona jedną z odmian Astarte. Otóż wyznawcy Mitry zawsze identyfikowali go ze
    słońcem czy też, jak je zwali, Niezwyciężonym Słońcem. Stąd też jego dzień urodzenia przypadał
    również dwudziestego piątego grudnia. Ewangelie nie wspominają o dniu narodzenia Chrystusa i
    zgodnie z tym starożytny Kościół święta takiego nie obchodził. Z czasem jednak egipscy chrześcijanie
    zaczęli uważać szósty stycznia za dzień Bożego Narodzenia i zwyczaj upamiętnienia narodzin
    Zbawiciela w tym dniu rozpowszechniał się stopniowo, aż w czwartym wieku przyjął się na całym
    Wschodzie. Ale pod koniec wieku trzeciego i na początku czwartego Kościół zachodni, który nigdy nie
    uznawał szóstego stycznia za dzień Bożego Narodzenia, przyjął datę dwudziestego piątego grudnia
    jako prawdziwą, a z czasem decyzję tę uznał również Kościół wschodni. W Antiochii zmianę tę
    wprowadzono dopiero około roku 375.
    Czym kierowały się władze kościelne ustanawiając święto Bożego Narodzenia? O motywach tej
    innowacji mówi z całą szczerością pewien pisarz syryjski, sam zresztą chrześcijanin. Powód, dla
    którego Ojcowie Kościoła przenieśli uroczystość z szóstego stycznia na dwudziestego piątego grudnia -
    opowiada - jest następujący: “Istniał wśród pogan zwyczaj święcenia tegoż samego dwudziestego
    piątego grudnia jako dnia narodzin słońca, kiedy to na znak święta palono światła. W tych uroczystościach
    i obrządkach brali również udział chrześcijanie. Gdy więc Doktorzy Kościoła stwierdzili, że
    chrześcijan pociąga ta uroczystość, naradził, się i postanowili, by tego dnia obchodzone było prawdziwe
    Boże Narodzenie, a szóstego stycznia święto Trzech Króli. W związku z tym zachował się zwyczaj
    palenia świateł aż do szóstego." Na pogańskie pochodzenie Bożego Narodzenia niedwuznacznie
    wskazuje, a nawet milcząco to przyznaje, Augustyn, gdy napomina swych braci chrześcijan, by nie
    obchodzili tego dnia jak poganie ku czci słońca, lecz ku czci tego, który słońce stworzył. W podobny
    sposób Leon Wielki potępiał zgubne wierzenie, że Boże Narodzenie obchodzone było uroczyście ze
    względu na narodziny nowego słońca, a nie z powodu narodzin Chrystusa.
    Tak więc okazuje się, że Kościół chrześcijański obrał datę dwudziestego piątego grudnia dla
    obchodzenia urodzin swego Twórcy w celu odwrócenia nabożności pogan od słońca i przeniesienia jej
    na tego, który zwany był Słońcem Sprawiedliwości. Jeśli tak było istotnie, to całkiem możliwy staje się
    domysł, że podobnymi motywami kierowały się władze kościelne, dostosowując wielkanocne święto
    śmierci i zmartwychwstania Pana do uroczystości śmierci i zmartwychwstania innego azjatyckiego
    boga, która wypadała w tej samej porze roku. Obrządki wielkanocne przestrzegane nadal w Grecji, na
    Sycylii i w południowych Włoszech są pod pewnymi względami bardzo podobne do rytuału Adonisa i,
    jak już sugerowałem, Kościół, być może, świadomie dostosował nowe święto do pogańskiego
    poprzednika w celu zdobycia dusz dla Chrystusa. Nastąpiło to jednak raczej w greckiej aniżeli w
    łacińskiej części starożytnego świata, wydaje się bowiem, że kult Adonisa nie pozostawił głębszego
    śladu w Rzymie i na Zachodzie. Pewne jest, że kult ten nigdy nie wszedł w skład urzędowej religii
    rzymskiej. Miejsce, które mogłoby mu przypaść w uczuciach pospólstwa, zajęte już było przez podobny,
    chociaż bardziej barbarzyński kult Attisa i Wielkiej Matki. Otóż w Rzymie śmierć i zmartwychwstanie
    Attisa obchodzono oficjalnie dwudziestego czwartego i dwudziestego piątego marca, ten ostatni zaś
    dzień uważano za wiosenne zrównanie i dlatego za najbardziej odpowiednią datę wskrzeszenia boga
    roślinności nieżyjącego czy też śpiącego przez całą zimę. Zgodnie jednak ze starożytną i
    rozpowszechnioną tradycją Chrystus cierpiał na krzyżu dwudziestego piątego marca i wobec tego
    niektórzy chrześcijanie obchodzili ukrzyżowanie tego właśnie dnia niezależnie od fazy księżyca.
    Zwyczaj ten był z pewnością przestrzegany we Frygii, Kapadocji oraz Galii i mamy podstawy
    przypuszczać, że przez pewien czas również w Rzymie. Tak więc tradycja głosząca, że śmierć
    Chrystusa nastąpiła dwudziestego piątego marca, była dawna i głęboko zakorzeniona. Jest to tym
    ciekawsze, że względy astronomiczne dowodzą, iż nie może ona mieć żadnych podstaw historycznych.
    Wypływa z tego, jak się zdaje, wniosek nieodparty, że męczeństwo Chrystusa zostało samowolnie
    odniesione do tej daty, by harmonizowało ze starszym świętem wiosennego zrównania. Tego zdania
    jest uczony historyk Kościoła monsignor Duchesne 73 , wskazujący na to, że śmierć Zbawiciela
    przypadała dzięki temu na dzień uchodzący w powszechnym mniemaniu za dzień stworzenia świata.
    Ale "zmartwychwstanie Attisa łączącego w sobie postacie boskiego ojca i syna, było oficjalnie
    obchodzone w Rzymie tego samego dnia. Jeśli przypomnimy sobie, że dzień św. Jerzego w kwietniu
    zastąpił dawne pogańskie uroczystości Parilia, że dzień św. Jana Chrzciciela w czerwcu zajął miejsce
    pogańskiego święta letniego przesilenia i wody, że Wniebowzięcie w sierpniu wyrugowało święto Diany,
    że Dzień Zaduszny w listopadzie jest kontynuacją starego pogańskiego święta umarłych i że nawet
    narodziny Chrystusa wyznaczono na zimowe przesilenie, ponieważ przypadał wtedy dzień urodzin
    słońca, wówczas nie będzie bynajmniej przypuszczeniem pochopnym i nierozsądnym, jeśli założymy,
    że inne wielkie święto Kościoła chrześcijańskiego, Wielkanoc, mogło być w podobny sposób i z
    podobnych budujących przyczyn dostosowane do święta frygijskiego boga Attisa, które przypadało w
    dzień wiosennego zrównania.
    Zbieżności świąt chrześcijańskich z pogańskimi są zbyt liczne i bliskie, by mogły być czystym
    przypadkiem. Świadczą one o kompromisie, na który Kościół musiał pójść w godzinie swego
    zwycięstwa wobec swych pokonanych, ale wciąż jeszcze niebezpiecznych rywali. Nieugięty
    protestantyzm prymitywnych misjonarzy, żarliwie potępiających pogaństwo, został zastąpiony giętką
    polityką, wygodną tolerancją, wyrozumiałością mądrych władz kościelnych pojmujących, że
    chrześcijaństwo może podbić świat jedynie rozluźniając zbyt sztywne zasady swego Twórcy,
    rozszerzając troszeczkę wąską furtkę prowadzącą do zbawienia."

    #gruparatowaniapoziomu #swieta #mity #frazer #zlotagalaz #thegoldenbough #chrzescijanstwo #poganstwo
    pokaż całość

    źródło: turner_golden.jpg

  •  

    Zauważyłem, że wykopki masowo fapują nad Palestyną i biednymi Palestyńczykami, którzy Żydzi popalili domy, zgrabili dobytek i takie tam. Pytanie się pojawia - czy taki kraj jak Palestyna kiedykolwiek na poważnie istniał? Czy nie było na jej terenie przed końcem II Wojny Światowej Konglomeratu Brytyjskiego? Czy to nie Arabowie z sąsiednich krajów nie prowokowali do wojen, nie przybywali na tereny Izraela, aby potem robić za tanią siłę roboczą i wymyślić sobie nację?

    Żeby nie pisać bezpodstawnie, odwołam się bezpośrednio do tych, którzy są obeznani w temacie. Obejrzyjcie, drogie palestyńskie wykopki ten filmik, a następnie przeczytajcie ten artykuł. Fragment tutaj zamieszczę.

    Krótkie przypomnienie wydarzeń arabskiej i muzułmańskiej agresji przeciwko Izraelowi

    14 maja 1948 roku, wygasł brytyjski Mandat Palestyński; oenzetowski plan podziału Palestyny na państwo żydowskie i arabskie wszedł w życie; Izrael ogłosił niepodległość. Następnego dnia pięć sąsiadujących arabskich, muzułmańskich krajów − Egipt, Transjordania, Syria, Liban i Irak − zaatakowało Izrael od południa, wschodu i północy, w połączonej próbie zniszczenia kraju i wymordowania żydowskiej populacji.

    W ciągu tej 19-miesięcznej wojny 6373 Izraelczyków − jeden procent populacji − zginęło w walce o życie i niepodległość. Mimo strat Izrael wygrał wojnę, a Izraelczycy przystąpili do budowania kraju chroniącego prawa tak, jak zaplanowali.

    Ale arabskie, muzułmańskie kraje w regionie uznały to za nie do zaakceptowania. „Problememˮ był dla nich sam fakt − jak wielokrotnie powtarzały − istnienia Izraela.

    Izrael i Żydzi − wg arabskich, muzułmańskich agresorów − muszą zostać zniszczeni. Jak ogłosił to król Saud z Arabii Saudyjskiej w 1954 r.: „Dla świata arabskiego Izrael jest jak rak dla ludzkiego ciała, a jedynym remedium jest wycięcie go, tak jak wycina się rakaˮ. Z powodu zademonstrowanych przez Izrael zdolności bojowych okazało się to trudne i kosztowne. Ale to nie szkodzi, powiedział król Saud: „Narody arabskie są gotowe poświęcić 10 milionów z 50 milionów swoich ludzi, jeśli będzie trzeba, aby zniszczyć Izraelˮ.

    Egipski minister stanu Anwar Sadat zgodził się z tym i wytłumaczył przyczynę dżihadu przeciwko Żydom:

    „Nasza wojna przeciw Żydom to antyczne starcie, które rozpoczął Mahomet… Jest naszym obowiązkiem walczyć z Żydami w imię Allaha i w imię naszej religii i jest naszym obowiązkiem zakończyć wojnę, którą rozpoczął Mahometˮ.

    Przez lata 50. i 60. arabscy terroryści muzułmańscy − wspierani przez Arabię Saudyjską, Egipt i inne kraje arabskie i muzułmańskie − regularnie atakowali i mordowali Izraelczyków, którzy próbowali odwetu, ale nie mogli powstrzymać ataków.

    W 1959 roku siły antyizraelskie stworzyły Fatah (nazwa rozdziału Koranu oznaczająca „Podbójˮ), którego głównym zadaniem było zaangażowanie się w wojnę partyzancką mającą na celu zniszczenie Izraela i tzw. wyzwolenie Palestyny. W 1964 r. sprzymierzone siły utworzyły Organizację Wyzwolenia Palestyny, której ogłoszony cel brzmiał: zniszczenie Izraela przez „świętą wojnę (al-dżihad), aż całkowite i ostateczne zwycięstwo zostanie osiągnięteˮ.

    Na przestrzeni kolejnych lat arabskie i muzułmańskie kraje, razem z Fatah i OWP, składowały broń, trenowały żołnierzy i wypatrywały dnia, kiedy będą mogły zalać Izrael i wymordować Żydów. W 1967 r. poczuły, że są gotowe. „Istnienie Izraela jest błędem, który musi zostać naprawionyˮ, powiedział iracki prezydent Abdul Rahman Arif w maju owego roku. „To jest nasza okazja, by wymazać hańbę, która nie opuszczała nas od 1948. Nasz cel jest jasny − wymazać Izrael z mapyˮ. Syryjski minister obrony Hafez al-Assad oświadczył: „Nasze siły są teraz nie tylko w pełni gotowe do odparcia agresji, lecz także do aktu wyzwolenia i rozbicia syjonistycznej obecność w arabskiej ojczyźnie… nadszedł czas, aby ruszyć do walki o anihilację!ˮ.

    W czerwcu 1967 r. Egipt, Jordania i Syria − z pomocą Arabii Saudyjskiej, Iraku, Kuwejtu i innych − rozpoczęły kolejną otwartą wojnę przeciwko Izraelowi. Prezydent Egiptu Gamal Abdel Nasser zwięźle określił cel ataku: „Naszym podstawowym celem jest zniszczenie Izraelaˮ.

    Izrael po raz kolejny bohatersko się obronił, tym razem pokonując wszystkich najeźdźców w zaledwie sześć dni (stąd „wojna sześciodniowaˮ) i zagarniając ich terytorium, w tym Półwysep Synaj i Gazę od Egiptu − Wzgórza Golan od Syrii − oraz Zachodni Brzeg, w tym wschodnią Jerozolimę, od Jordanii.

    Ponieważ Izrael przejął te tereny od najeźdźców w wyniku obrony przed agresją, miał pełne prawo do ich zaanektowania − i powinien był tak zrobić. Niestety, Izrael nie zdecydował się na to. Zamiast tego wybrał obecność wojskową na tych terenach w celu powstrzymania najeźdźców od dalszych ataków i ustanowienia pozorów bezpieczeństwa dla siebie.

    Ale nie dało się w ten sposób zapewnić bezpieczeństwa Izraelowi, a kraje arabskie i muzułmańskie natychmiast dały o tym znać.

    W sierpniu 1967 r. przywódcy ośmiu krajów arabskich i muzułmańskich − Egiptu, Syrii, Jordanii, Libanu, Iraku, Algierii, Kuwejtu i Sudanu − odbyli szczyt, na którym zgodzili się i przyrzekli słynne 3xNIE:

    „Nie dla pokoju z Izraelem.
    Nie dla uznania Izraela.
    Nie dla negocjacji z Izraelemˮ.
    Podczas kolejnych kilku lat te kraje sponsorowały niezliczone ataki terrorystyczne przeciwko Izraelowi w nadziei, że choć częściowo rozwiąże to ich „problemˮ, którym było istnienie Izraela. Ale terroryzm nie był w stanie pokonać tego problemu.

    Izrael nadal istniał.

    W październiku 1973 r. Egipt, Irak, Syria, Libia i inne kraje arabskie i muzułmańskie rozpoczęły kolejną wojnę przeciwko Izraelowi. Libijski prezydent Muamar Kadafi wyjaśnił jej cel:

    „Wojna z Izraelem musi przebiegać tak, aby po niej Izrael przestał istniećˮ.

    Ale Izrael po raz kolejny pokonał najeźdźców, których, rzecz jasna, zaczęły frustrować jego skuteczność i niezłomność. Wznowiły zatem taktykę terroryzmu i podwoiły próby partyzantki.

    W latach 70. arabscy i muzułmańscy terroryści wspierani przez arabskie i muzułmańskie kraje bezustannie atakowali i mordowali Izraelczyków − od wysadzenia autobusu szkolnego pełnego izraelskich dzieci, przez wrzucenie granatu do samochodu, którym jechała izraelska rodzina, ostrzelanie Izraelczyków na lotnisku, porwanie izraelskich sportowców na olimpiadzie i zamordowanie ich, ostrzelanie Izraelczyków w hotelu, po wysadzenie kawiarni pełnej Izraelczyków i wiele innych. Wszystko to pojawiało się w codziennych wiadomościach.

    Jakkolwiek ponuro nie wyglądałaby sytuacja w latach 70., w 1979 r. niespodziewanie nastąpił pozytywny zwrot. Egipt zgodził się na zaprzestanie agresji przeciwko Izraelowi w zamiast za roponośny Półwysep Synaj, który Izrael przejął od Egiptu podczas wojny sześciodniowej. Izrael i Egipt od tamtej pory są w stanie pokoju − co pokazuje, że aby utrzymać pokój z Izraelem, wystarczy go nie atakować.

    Ale inne kraje arabskie i muzułmańskie oraz ich terrorystyczni pachołkowie nadal atakowały Izrael i mordowały Izraelczyków, ponieważ… Izrael nadal istniał.

    Organizacja Wyzwolenia Palestyny była szczególnie aktywna podczas tego okresu, a jej przywódcy jednoznacznie wyrażali się o jej celach. Jak wyjaśnił przedstawiciel OWP Rafiq Najshah w 1980 r.:

    „Nie nastąpiła żadna zmiana w fundamentalnej strategii OWP, a jest nią totalne wyzwolenie Palestyny i zniszczenie kraju okupującego… Pod żadnym pozorem Palestyńczycy nie zaakceptują części Palestyny jako państwa palestyńskiego i nie porzucą pozostałych terenów, które teraz zwą się państwem Izraelˮ.


    Podczas lat 80., poza częstszymi atakami OWP, wiele innych grup terrorystycznych powstało i dołączyło do ataków na Izrael. Palestyński Islamski Dżihad powstał w 1981 r. − i jego otwartym celem było zniszczenia Izraela. Hezbollah został (a więc Partia Allaha) sformowany w 1985 r. w celu zniszczenia Izraela. I w końcu Hamas (znany również jako Islamski Ruch Oporu) powstały w 1987 r. wyłącznie w celu zniszczenia Izraela. W rezultacie ataki przeciwko maleńkiemu państwu żydowskiemu zwielokrotniły się.

    Również w latach 80. nowa teokracja irańska dołączyła do prób zniszczenia Izraela. Ajatollah Chomeini poprzysiągł swój sojusz z Arabami słowami:

    „Och bracia! Nie patrzmy na tę świętą i męczeńską wojnę jako wojnę między Arabami a Izraelem. Uznajmy ją za wspólną wojnę muzułmanów przeciwko Żydom i ich przywódcom. Jest obowiązkiem wszystkich islamskich rządów i ich poddanych, aby całymi swoimi siłami, swoim potencjałem, pomagały i wspierały Fedajinów (partyzantów) na linii ogniaˮ.


    Oprócz finansowania, uzbrajania i szkolenia Hezbollahu Iran wkrótce rozpoczął finansowanie i zbrojenie Hamasu oraz pozostałych grup oddanych celowi zniszczenia Izraela.

    Ataki przeciwko państwu żydowskiemu były coraz liczniejsze.

    Mimo że sytuacja wyglądała dla Izraela coraz bardziej ponuro, w 1994 r. znowu nastąpił pozytywny zwrot: Jordania zgodziła się podpisać traktat pokojowy z Izraelem − w zamian za obietnicę Stanów Zjednoczonych na anulowanie długów Jordanii. Izrael i Jordania od tamtej pory są w stanie pokoju − co ponownie pokazuje, że jedynym, co musi zrobić dany kraj, aby cieszyć się pokojem z Izraelem, jest powstrzymanie się od atakowania tego państwa.

    Ale pozostałe kraje arabskie i muzułmańskie oraz ich pachołkowie nadal atakowały Izrael.

    W ciągu lat 90. i w roku 2000 Izraelczycy brali udział w wielu spotkaniach i negocjacjach, mających na celu rozwiązanie „dwupaństwoweˮ, polegające na tym, że Izrael miałby swoje suwerenne państwo, a Palestyńczycy swoje suwerenne państwo − i jedni i drudzy mieliby żyć obok siebie w harmonii, a sąsiednie kraje arabskie i muzułmańskie zostawiłyby Izrael w spokoju.

    Ten kompromis miałby spełnić życzenia Arabów, Palestyńczyków i muzułmanów odnośnie do pokojowych stosunków z Izraelem.

    Ale był jeden problem: oni nie mieli wcale takich życzeń. „Naszym życzeniem − wyjaśnił przewodniczący Organizacji Wyzwolenia Palestyny, Jaser Arafat, w 1996 r. − jest eliminacja państwa Izraelˮ.

    W roku 2000, przeoczając tę jawną przeszkodę w jakimkolwiek rozsądnym kompromisie, Izraelczycy zgodzili się oddać Palestyńczykom 95 proc. Zachodniego Brzegu i całą Strefę Gazy − w zamian za pokój. Palestyńczycy odrzucili ofertę i kontynuowali ataki na Izrael. Rzecznik OWP Bassam Abu Sharif powtórzył stanowisko palestyńskie:

    „Walka przeciwko syjonistycznemu wrogowi to nie kwestia granic, ale samego istnienia elementu syjonistycznegoˮ.

    Dostrzegacie już tę prawidłowość? Miała ona miejsce przez całą pierwszą dekadę lat 2000 i przez połowę drugiej.

    W 2012 r. lider Hamasu Khaled Mashaal wyjaśnił niezmienne i nadrzędne stanowisko arabsko-palestyńsko-muzułmańskie w czasie przemowy w Gazie:

    „Palestyna jest nasza od rzeki po brzeg morza i od południa po północ. Nie będzie żadnego ustępstwa odnośnie choćby cala tej ziemi. Nigdy nie uznamy prawowitości izraelskiej okupacji i − wobec tego − nie uznamy prawowitości Izraela, bez względu na to, jak długo to zajmie.


    Wyzwolenie Palestyny − całej Palestyny − jest obowiązkiem, prawem, celem i dążeniem. Jest obowiązkiem ludu Palestyny, tak samo jak narodu arabskiego i islamskiegoˮ.

    I tak dalej, i tak dalej.

    #izrael #palestyna #zydzi #gruparatowaniapoziomu #stoppropagandzie #telhai #muzulmanie #islam #bliskiwschod
    pokaż całość

    źródło: TIZRAEL.jpg

  •  

    Miałem dzisiaj bardzo wstydliwą sytuację, a zarazem taką, przez którą będzie mi głupio do końca życia ( ͡° ʖ̯ ͡°) ... Ale do rzeczy - jechałem dziś pociągiem bez rezerwacji. Wszystko fajnie i pięknie - myślę sobie. Pieniądze mam na pewno w portfelu, a konduktor przyjdzie i kupię, miejsca w brud, wagony prawie puste. Zobaczyłem do portfela, aby się upewnić, a tu tylko 6 zł..
    Wpadłem w wewnętrzną stagnację wywołaną niepożądaną sytuacją - albo zapłacę mandat/karę, albo muszę chodzić i spytać czy mi ludzie pożyczą, a pożyczę drogą bankową. Tak więc zacząłem chodzić po kabinach z pytaniem, czy mają pożyczyć (miałem przy sobie smartfona, kartę kredytową i ostrą desperację). Jeden koleś mi powiedział, że można zakupić bilet przez aplikację w telefonie - ok. Ściągnąłem więc i zacząłem szukać. Okazało się niestety, że nie mogę kupić, bo już za późno - pociąg odjechał, a tym samym wyłączyła się ta możliwość.
    Więc musiałem iść dalej, bo jak dotąd mi odmawiano. Szedłem randomo patrząc "po okładce" na wygląd ludzi. Nierzadko zdarzali się dziwnie patrzący z bluzami patriotycznymi i typowe karyny, więc takie nawet nie pytałem, gdy odmawiali wczęśniej. Starałem się przekonywać, że zwrócę pięniądze przelewem. Dopiero jak poszedłem na ostatnią kabinę, to siedziała tam samotnie Pani, na oko 30-35 lat, która zrozumiała o co mi chodzi i zaczęła szukać. Najpierw powiedziała, że ma tylko 2 zł, bo tyle tylko znalazła w portfelu - powiedziała, że musi jej starczyć na taksówkę. Zrozumiałem i nie chciałem nalegać, co oczywiście z mojej strony byłoby bardzo nieodpowiednie. Zwróciłem się więc w stronę swej kabiny w mocnym stresie, po czym lekkim truchtem pobiegła do mnie i powiedziała, że znalazła w kurtce 10 zł. Powiedziałem, że bardzo dziękuję i oddam, jeśli Pani napisze mi numer konta. Odmówiła. Poprosiłem chociaż o numer telefonu, facebook - także odmówiła.
    I tutaj zaczęła się karuzela mego spierdolenia.
    Przysiadłem się do jej kabiny i zacząłem namawiać do tego, abym miał informacje w celu możliwości zwróconych pożyczonych pieniędzy, bo tak byłoby mi zwyczajnie głupio (to powtarzałem, że mi głupio tak, chyba z 5 razy).
    Udało mi się poprosić o imię, nazwę ulicy. Była niesamowicie sympatyczną osobą, uśmiechniętą.
    Moje pytania raczej nie denerwowały, bo na każde odpowiadała z uśmiechem. Także udało mi się dowiedzieć, że jedzie na lotnisko w celu lotu do Anglii i tam pracy jako opiekunka osób starszych. Tak więc długo jej nie zobaczę w tym pociągu.
    Zaproponowałem, że dam jej książkę i wracając do swojej kabiny i szukając, szedł konduktor. Udało mi się dokonać zakupu i wszystko poszło jak po maśle - tutaj lekki wygryw.
    Zacząłem szukać książek których zawsze niosę na studia i ze studiów całe stertę, ale w tym czasie akurat miałem same z biblioteki. Wszystkie kupione były albo w domu albo w akademiku. Szlag.
    Wróciłem więc i zaproponowałem słuchawki mówiąc, że książki nie mam. Powiedziałem, że udało się kupić i dziękuję z całego serca. Ogólnie bardzo miło mi się z nią gadało, dobrze taką osobę poznać (nie tylko przez to, że de facto pieniądze mi dała, choć naprawdę chciałem zwrócić).
    Pomogłem jej wysiąść na odpowiednim przystanku i pożegnałem życząc wszystkiego dobrego i mówiąc, że "jeszcze oddam Ci te pieniądze".

    Oddam, choćbym miał jechać na gapę.
    #stulejacontent #spierdolenie #ciopagi #pociagi #dobrapani #dlug

    Jak coś nie napiszę, to dopiszę. Pisarzem za dobrym nie jestem.
    pokaż całość

  •  

    Odpalał ktoś kiedyś American Conquest na Windows8? #gry #americanconquest #strategie

    +: M.....a, Cronox
  •  

    Hejka. Wytrzymałem do dnia 6 i nie wytrzymałem, bo czułem niewyobrażalny ból w jądrach. Samo chodzenie sprawiało problem. Teraz po tym czuję ogromną ulgę. Czy tak powinno być? Warto to przeczekać następnym razem? Przez te 6 dni prawie codziennie zdarzało mi się trochę pomasować, ale byle się nie rozkręcać... Co robicie w takich sytuacjach?
    #nofapchallenge #nofap

  •  

    Byliście kiedyś takimi przegrywami jak ja, że graliście w Warcrafcie 3 mapę "Scenario" samotnie? Chciałby ktoś zagrać ze mną? #gry #warcraft3

  •  

    Mechatronika lub informatyka na politechnice lubelskiej czy może Informatyka lub geoinformatyka na UMCS?
    #lublin #studia #pytanie #studbaza

    +: Cronox
    •  

      @zly_dzien: Czemu geoinformatyka to pomyłka? Poważnie się nad tym zastanawiałem.. Kumpel z pokoju (studiowałem I rok na gównokierunku, ale zmieniam definitywnie) też studiuje informatyke na UMCS i mówił, że jest ostra selekcja na poczatku..

    •  

      @Strusprawa1: Może trochę przesadziłem z tą pomyłką - jak ktoś planuje pracować przy GISach to pewnie jest to przydatny kierunek. Uczę na informatyce i tak jak pisałem po licencjacie z Informatyki ci ambitniejsi idą spokojnie do roboty. Gdy ktoś po geoinformatyce ląduje na drugim stopniu na informatyce to musi pewne rzeczy nadrobić.
      Od zeszłego roku weszły na II stopniu zajęcia wyrównawcze z programowania bo między studentami czystej infy na UMCS a osobami po licencjatach z zewnątrz czy np po geoinformatyce była przepaść.
      Co do selekcji na początku - to nie jest kierunek dla każdego. Przyjmuje się ok 200-230 osób a licencjat kończy zawsze poniżej 70.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (14)

  •  

    Lubię te komiksy..
    #przegryw #prawda #alfaskurwiel

    źródło: 18664345_10212975990536324_7103369208593198494_n.jpg

  •  

    Polska walcząca w Lubelskim śmierdziuchu. #heheszki

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 20170515_081519.jpg

  •  

    Mam takie pytanie. Jestem z prowincji ze skrajnie wschodniej Polski i nigdy nie byłem w zachodniej (raz u wójka na Śląsku jedynie). Ciągle mi się wydaje, że skoro na zachodzie dalej jest ta Polska przypominającą tą ze wschodu, to czy wszyscy nie wyjechali do Niemiec? #gownowpis

    +: Cronox
  •  

    Mirki, co się odjebało to ja nawet nie. Dzisiaj oglądałem foliarski filmik o witaminach i zaletach jedzenia surowych ziemniaków. (to). Tak więc poszedłem do najbliższego supermarketu kupić ziemniaki. Kupiłem wraz z sokiem jabłkowym (tymbark) i snickersem. Wróciłem, umyłem ziemniaki, po czym skonsumowałem je wraz z surową skórką zostawiając środek. Nie zjadłem wszystkich, resztę wziąłem do lodówki. Nie były takie złe. Jak matka wróciła z pracy (mam 19 lat i uczę się na poprawę matury z informatyki) i powiedziałem co zrobiłem, to zaczęła się drzeć, że czy ja jakis pojebany jestem. I tak zaczęła się drzec, że gorączkę będę mieć, że biegunkę, oraz za jej młodości jedzono to gdy się chciało chorowac. Mirki, prawda to? ( ͡° ʖ̯ ͡°) #przegryw #gownowpis #rosyjscynaukowcy pokaż całość

    +: lubie-sernik, cripz +2 innych
  •  

    Jak się nazywa ten niemiecki youtuber, który odwala patolę, jest gruby, typowy nerd. To nie jest Leopold.. #gownowpis

    +: Cronox
  •  

    WYPIERDALAC Z TYM MAGICALEM. CHCĘ POCZYTAĆ COŚ KONKRETNEGO, CIEKAWEGO.

    +: w.........k, mistejk +2 innych
  •  

    Roman Nicolaus von Ungern-Sternberg (ur. w 1886 r. na Łotwie, zmarł 15 września 1921 r. w Nowosybirsku) - urodził się w niemieckiej rodzinie szlacheckiej, był generałem białych w wojnie domowej w Rosji 1917-1923, okultystą, buddystą, zwano go "Krwawym Baronem" za brutalność w stosunku do bolszewików i ludzi sprzyjających im. Brał udział w wojnie Japońsko-Rosyjskiej, a także w I wojnie światowej, w której to walczył pod Tannenbergiem, a także ukazał się odwagą przeprowadzając zwiad 150 metrów od okopów wroga pod silnym ogniem karabinowym i artyleryjskim. W latach 1914–1916 walczył w Prusach Wschodnich, Galicji i Karpatach, gdzie trafił pod komendę gen. Piotra Wrangla. We wrześniu 1916 roku otrzymał awans na podesauła wojsk kozackich oraz dowództwo nad sotnią. Mimo awansu jego zachowanie nie uległo zmianie i 22 października, przebywając na urlopie w Czerniowcach, wdał się w awanturę w hotelu "Czarny Orzeł", czego efektem było okaleczenie adiutanta komendanta miasta, Zagorskiego; sąd wojskowy 8. Armii, pod wrażeniem przeszłości wojennej Ungerna oraz dzięki wstawiennictwu Wrangla, skazał go na karę zaledwie dwóch miesięcy więzienia.
    Pod odbyciu kary Ungern trafił do rezerwy, jednak oddalenie od frontu zaczęło mu prędko doskwierać i niezwłocznie załatwił sobie przeniesienie do Władywostoku. Powrócił do walki na froncie kaukaskim, gdzie poznał człowieka, który znacznie wpłynął na jego dalsze losy – Grigorija Siemionowa. Obu skierowano w góry otaczające jezioro Urmia w Persji, gdzie wojska rosyjskie potykały się z Turkami. Tamże mieli możność obcować z jednym z większych okrucieństw tej wojny – eksterminacją chrześcijańskich Asyryjczyków przez wojska tureckie oraz kurdyjskich bojowników. Ungern chciał z nich uczynić żołnierzy, którzy tym chętniej walczyliby z wrogiem, jednakże pomysł ten nigdy nie wszedł w życie. Zainspirował on jednak Siemionowa do werbowania ludzi Wschodu.
    Nie jest pewne, gdzie przebywał von Ungern między marcem a listopadem 1917 roku – wiadomo, iż udał się z Siemionowem na Zabajkale. Tuż po bolszewickim przewrocie w Piotrogrodzie obaj trafili do Daurii, gdzie rozpoczęli przekształcanie miasta w centrum antykomunistycznego oporu. Siemionowowi udało się zjednać buriacką starszyznę i zwerbować, co prawda na papierze, sześciuset wojowników. Faktyczny stan "oddziału" wynosił zaledwie ośmiu ludzi, wliczając dowódców.
    W tym czasie, w leżącym niedaleko Daurii mandużurskim Manzhouli wybuchł bunt rosyjskiego garnizonu, którego przywódcy natychmiast powołali rewolucyjne trybunały i rozpoczęli sądzenie oficerów oraz urzędników kolejowych. Generał-major chińskich sił, Gan, dostał rozkaz rozbrojenia buntowników, jednakże uważając, iż ma za mało ludzi, nie uczynił tego. Wówczas pojawił się Siemionow, który zaproponował pomoc. Zawiadowca stacji rozkazał wysłać pociąg do Daurii po wyimaginowany pułk, a naprawdę pojechał nim posłaniec do Ungerna, rozkazujący mu zwerbowanie jak największej ilości ludzi. Ten ostatni, w towarzystwie jednego kozaka udał się do dowódcy milicji chroniącej kolej, kapitana Stiepanowa i zażądał od niego pomocy w rozbrojeniu garnizonu. Stiepanow, usłyszawszy, iż mają tego dokonać we trzech roześmiał się i zapowiedział, że idzie do domu. Ungern uderzył go pochwą od szabli i zastraszył. Następnie wszyscy ruszyli do Manzhouli, gdzie w kilka godzin rozbroili zbuntowanych żołnierzy, i zapędzili liczący 1500 osób oddział do transportu, który miał zabrać ich na tereny opanowane przez bolszewików. Ta akcja przysporzyła obu dowódcom sławy i poparcia Chińczyków oraz Białych, a także przyciągnęła nowych ludzi do oddziału.
    W sylwestra 1917 roku Siemionow na czele swoich ludzi z Ungernem w straży przedniej wkroczył na terytorium Rosji, rozpoczynając walkę partyzancką. 12 stycznia zajęli osiedle Ołowianna, gdzie zdobyli zapasy amunicji, jednak prędko odparła ich Czerwona Gwardia. W połowie stycznia mieli w swoim władaniu ponad 300 kilometrów drogi żelaznej, jednak prędko kończyły się im zapasy. Aby poprawić sytuację aprowizacyjną, Ungern unieszkodliwił bolszewicki garnizon w rosyjskiej dzielnicy Hailaru, mając trzykrotnie mniej żołnierzy.
    Siemionow starał się w międzyczasie zwerbować więcej żołnierzy mniejszości etnicznych – w tym celu nawiązał kontakt z Bargutami oraz Karaczenami, których udało mu się pojednać w 1917, dzięki pomocy Chińczyków. Nowym oddziałem, liczącym około 250 ludzi, dowodził Ungern. Parę dni po wydarzeniach z Hailaru podporządkował wraz z nowymi podwładnymi stację kolejową w Bugt. Coraz bardziej zaniepokojone władze chińskie postanowiły zastawić na barona pułapkę – dowódca garnizonu zaprosił go na obiad, a następnie uwięził. Rozzłoszczony Siemionow ponownie uciekł się do fortelu – zbudowawszy fałszywy pociąg pancerny z makietą haubicy, postraszył nim chińskiego dowódcę, który czym prędzej uwolnił barona i jego ludzi.
    W lutym tego samego roku Ogólnosyberyjski Zjazd Rad mianował Siergieja Łazę dowódcą frontu zabajkalskiego rozkazując mu wyparcie sił Siemionowa. Bolszewicy mieli znaczną przewagę liczebną, przez co łatwo zmusili białych do opuszczenia zdobytych ledwie miesiąc wcześniej miast. Przed całkowitą klęską uratowała ich interwencja chińskiej armii, która wymusiła zawieszenie broni, chcąc przeciwdziałać rozlaniu się konfliktu na tereny Mandżurii. Tam też wycofali się Ungern i Siemionow. Pierwszy z nich następne miesiące spędził w pociągach – najwięcej pracy przyszło mu wykonać w Harbinie, gdzie negocjował poparcie różnych frakcji i organizował uzbrojenie. Z listów do Siemionowa można wywnioskować, iż takie zajęcie bardzo go irytowało. Siemionow w tym czasie starał się pozyskać wsparcie logistyczne Japończyków, Francuzów i Brytyjczyków.
    W marcu 1918 Mandżurski Oddział Specjalny ponownie wkroczył na Zabajkale i wznowił działania zbrojne. 13 lipca oddział ruszył z desperacką pomocą dla przedzierających się na wschód Czechów. Po kilku dniach zajadłych walk biali zostali odparci i musieli uchodzić. W pobliżu Manzhouli wojsko Siemionowa zostało niemal doszczętnie wyrżnięte, głównie wskutek zdrady jednego z oficerów. Dzięki krótkiemu zawieszeniu broni, wynegocjowanemu przez władze chińskie, Oddział Specjalny uniknął całkowitej eksterminacji i uciekł w głąb Mandżurii, by przegrupować się w Hailarze.
    W sierpniu tego samego roku Ungern i Siemionow na czele ponad 10 tysięcy żołnierzy, ze wsparciem Czechów i Japończyków, powrócili na Zabajkale i całkowicie wyparli czerwonych. We wrześniu Siemionow, z kwatery głównej w Czycie, władał całym Zabajkalem – wraz z nim przybyła armia japońska, obsadzając linie kolejowe i posterunki żołnierzami. Prócz nich pojawił się kontyngent Ententy składający się z Amerykanów, mających umożliwić ucieczkę Korpusowi Czechosłowackiemu i krzyżować posunięcia bolszewików. Ungern został mianowany komendantem Daurii oraz awansowany na generała majora.
    Baron był bezlitosny dla bolszewików lub podejrzanych o sprzyjanie bolszewikom czy innym frakcjom rewolucyjnym, przez co zyskał tytuł Krwawego Barona. Peking and Tientsin Times z 25 stycznia 1919 roku opisał sytuację, podczas której sześciu powracających z Irkucka kupców chińskich zostało oskarżonych o bycie "pierwszą grupą bolszewickich emisariuszy", po czym odebrano im sześć i pół miliona rubli. Ludzie von Ungerna często okaleczali bogatszych podróżnych, obcinając palce z pierścionkami. Zrabowane w ten sposób dobra przesyłane były do agenta w Harbinie, a zarobione ze sprzedaży pieniądze służyły do zakupu zaopatrzenia. Dauria służyła także jako obóz tortur i egzekucji nad więźniami pochwyconymi w potyczkach z czerwonymi – na wschodzie znana była jako "szubienica Syberii".
    W lutym i marcu 1919 roku odbyły się dwa kongresy, w Daurii i Czycie, poświęcone utworzeniu tzw. "Wielkiej Mongolii", marionetkowego państewka pod przewodnictwem Japonii. Udział w nich wzięli Siemionow, Ungern, przedstawiciele ludów Mongolii Wewnętrznej, Buriatów i Bargutów. Tamże wybrali premiera nowego państwa i wysłali przedstawiciela na Paryską konferencję pokojową. Plany kongresu spełzły na niczym – w obradach wzięło udział tylko 16 reprezentantów, z czego ani jeden nie był z Mongolii Zewnętrznej, zaś delegaci na konferencję nie zdołali niczego wskórać, ku wielkiej uciesze Ungerna, przeciwnika wszystkich postanowień obu spotkań. 16 marca Japonia zabroniła swoim obywatelom jakiegokolwiek wspomagania ruchów pan-mongolskich.
    3 września w Daurii doszło do rzezi, podczas której 500 wojowników księcia Fushengge z Mongolii Wewnętrznej wymordowało rosyjskich oficerów, rozbroiło ich buriackich współtowarzyszy i przechwyciło pociąg pancerny. Przez dwa dni miasto było areną zmagań, w efekcie których zginęli wszyscy buntownicy, z przywódcami na czele oraz wielu lojalnych baronowi Mongołów.
    W lecie 1920 roku Siemionow znalazł się w beznadziejnej sytuacji – zimą załamał się opór kołczakowców, ewakuowano główną bazę w Omsku, zaś sam admirał uciekł do Irkucka, gdzie aresztowali go byli sojusznicy, żołnierze Korpusu Czechosłowackiego i 15 stycznia wydali w ręce rządu eserowsko-mienszewickiego (Ośrodka Politycznego – Politcentr) w Irkucku. Na Krymie generał Wrangel ewakuował ostatnich żołnierzy po przegranej obronie Perekopu. W tej sytuacji ataman rozkazał Ungernowi wkroczenie do Mongolii i utworzenie zalążka nowej armii. Od tego momentu drogi obu dowódców rozdzieliły się bezpowrotnie; baron odciął się od przegranej sprawy białych.
    Ungern ruszył przez granicę na czele około tysiąca pięciuset ludzi, jednak w ciągu następnych paru miesięcy oddział powiększył się do około dwóch i pół tysiąca. Jądrem sił barona pozostawała odziedziczona po Siemionowie Azjatycka Dywizja Konna, podzielona na trzy pułki: kozacki, mongolsko-buriacki i tatarski; prócz tego należało do niej około 60 Japończyków obsługujących artylerię pod dowództwem Hira Yamy. W połowie września dołączyły do niej posiłki przesłane przez XII dalajlamę Thubtena Gjaco w sile kilkuset wojowników.
    26 października 1920 rozpoczął się zaplanowany na podstawie wróżb i przepowiadań przyszłości atak na Urgę – Ungern podzielił wojska na dwie części, obejmując dowództwo nad jedną, a drugą powierzając pułkownikowi Borysowi Riezuchinowi. Celem był Górny Majmaczen (chiń.: 買賣城; pinyin: Mǎimàichéng; dosł. „miasto handlowe”). Ta ofensywa i kolejna, wykonana 5 dni później, spełzły na niczym. Wojska wycofały się do Zam Kuren, leżącego około dwustu pięćdziesięciu kilometrów od miasta, gdzie rozbiły obóz.
    Zima nadeszła dość prędko, zaś żołnierze nie posiadali odpowiednich strojów efektem czego była wysoka śmiertelność, spotęgowana przez tyfus. Baron został zmuszony do otworzenia punktu medycznego, opiekę nad którym powierzył swojemu krajanowi, doktorowi Kligenbergowi. Klingenberg, zwolennik tężyzny fizycznej i doboru naturalnego, podsunął przełożonemu pomysł eliminacji słabych i niezdolnych do służby żołnierzy za pomocą trucizny na co Ungern chętnie przystał.

    Trudne warunki, głód oraz choroby rozluźniły dyscyplinę i przyczyniły się do licznych dezercji, niezwykle surowo karanych przez barona i jego katów – Rieziuchina, Burdokowskiego, Wiesiełowskiego i Sipajłowa. Mimo tego liczebność wojska rosła z dnia na dzień, zasilana Mongołami, rosyjskimi zbiegami z terenów objętych wojną oraz wcielanymi siłą chłopami.

    Regularnie wysyłane patrole i podjazdy utwierdziły rosnącego w siłę Ungerna, iż kolejny atak na Urgę musi się powieść. 18 stycznia 1921 roku przeprowadził wojska nad leżącą zaledwie 40 kilometrów od miasta rzekę Tuul gol. Starą mongolską metodą rozpalania nadmiernej liczby ognisk dodatkowo zgnębił spanikowanych Chińczyków, którzy przeceniali jego siły. Wstępny plan działań przewidywał odcięcie drogi karawanowej przez podjazd, aby główne siły mogły odciąć wschodnie okopy obrońców i z tej pozycji uderzyć rankiem na miasto; trzeci zagon miał przekroczyć góry i uwolnić Bogda Chana. Założeń nie udało się w pełni zrealizować, a większa część starć pełna była improwizacji i przypadków, jednak ostatecznie garnizon majmaczeński został zepchnięty do domów rosyjskich osadników. Kiedy bramy obwarowanej dzielnicy puściły, zaczęła się rzeź. Siły chińskie załamały się i ponad 2000 żołnierzy zbiegło. Po zakończeniu ataku żołnierze barona zajęli się plądrowaniem i niszczeniem miasta. – dopiero po trzech dniach wódz "surowo zabronił wszelkich rabunków i ciężko karze za najmniejsze nieposłuszeństwo". Zakaz dotyczył wszystkich, prócz Żydów, gdyż "zdaniem [barona] Żydów nie broni żadne prawo". Z 2000 chińskich niedobitków kazał Ungern sformować kolejną dywizję, którą siłą wcielił do swojego wojska.
    Po zakończeniu działań wojennych Ungern, lamowie i książęta przywieźli Bogda Chana z monastyru Mandzuszir chijd 21 lutego 1921 roku. Następnego dnia odbyła się ceremonia przywrócenia go na tron. Ungern, w dowód zasług, został uznany za inkarnację piątego bogd gegeena[46]. Mongolia została proklamowana niezawisłą monarchią pod teokratyczną władzą Bodgy Chana, zaś jej wyzwoliciel otrzymał tytuł "chana" (stricte grzecznościowy) .

    Ungern, chociaż poczynał sobie okrutnie z mieszkańcami Urgi oraz żołnierzami, wprowadził szereg usprawnień sanitarnych i logistycznych – wydał nakaz oczyszczania ulic, ożywił życie religijne oraz promował tolerancję międzykulturową; starał się nawet zreformować ekonomię.
    Szacuje się, iż około 80 000 Mongołów przeciwstawiających się rządom "Szalonego Barona" zostało wymordowanych przez jego oddziały. Jeden z byłych żołnierzy Bogda Chana, Damdin Suche Bator, poprowadził mongolski nacjonalistyczny ruch przeciwników Ungerna, podczas gdy komuniści sformowali następną grupę.
    Bolszewicy rozpoczęli infiltrację Mongolii krótko po rewolucji październikowej 1917 roku, to jest na długo przed opanowaniem Zabajkala. W 1921 roku różne oddziały Armii Czerwonej wraz ze sprzymierzeńcami w postaci sowieckich państw marionetkowych rozpoczęły inwazję na Mongolię celem pokonania Ungerna. Wśród dowódców znalazł się również Suche Bator. Przed głównymi siłami posłano szpiegów i dywersantów, którzy mieli nękać i podkopywać morale ungernowskiego wojska. Baron sformował ekspedycję, aby uderzyć na nadciągające wojska. Wierząc w poparcie lokalne nie uzbroił odpowiednio swoich oddziałów, których liczebność była daleko niższa od napierającego agresora.

    Na wiosnę Azjatycka Dywizja Konna została podzielona na dwie brygady – jedna pod wodzą Ungerna, druga Riezuchina. W maju jednostka tego drugiego dokonała rajdu przez granicę sowiecką, na zachód od Selengi. Brygada Ungerna opuściła Urgę i powoli ruszyła w kierunku Troickosawska. W międzyczasie czerwoni posłali do Mongolii wiele oddziałów z różnych stron. Mieli przewagę w uzbrojeniu (samochody pancerne, samoloty, kolej, kanonierki, amunicję i nieprzebrane ilości rekrutów) – widoki na zwycięstwo były ogromne. Ungern został pokonany w kilku starciach między 11 a 13 czerwca i nie udało mu się zdobyć Troickosawska. Następnie bolszewicy w towarzystwie Czerwonych Mongołów wkroczyli do Urgi i opanowali ją po kilku małych potyczkach z gwardią barona.

    Mimo zdobycia stolicy 6 czerwca 1921 roku bolszewikom nie udało się pokonać głównych sił Azjatyckiej Dywizji Konnej. Ungern przegrupował się i próbował najechać Zabajkale przez granicę rosyjsko-mongolską. Aby podnieść morale wojska powoływał się na domniemaną pomoc Siemionowa oraz Japończyków – żadna ze stron nie była chętna do takiego wsparcia. Wreszcie, 18 lipca, wojska barona przeszły granicę sowiecką. Wedle Kamila Giżyckiego Ungern mógł dysponować tylko 3 tysiącami ludzi – mimo tego udało mu się wejść w głąb terytorium wroga, który wprowadził stan wojenny na terenach objętych niebezpieczeństwem (w tym we Wierchnieudyńsku, stolicy Buriacji). Siły "Szalonego Barona" zajęły wiele osad – najdalej wysuniętym na północ był Nowoselengińsk, zajęty 1 sierpnia. Ungern zdał sobie wreszcie sprawę, że jego kampania została źle zaplanowana; patrole doniosły mu także o zbliżaniu się dużego kontyngentu czerwonych. 2 sierpnia rozpoczął odwrót w kierunku Mongolii. Żołnierze barona chcieli uciec do Mandżurii i dołączyć do innych rosyjskich uchodźców, jednak przywódca miał inny pomysł – chciał dotrzeć do Tuwy i dalej do Tybetu. Podwładni zaczęli się buntować, a nawet układać plany zamordowania Ungerna i Riezuchina. 17 sierpnia udało im się zabić tego drugiego. Następnego dnia próbowali powalić i barona, jednak ten uszedł z obozu – Azjatycka Dywizja Konna przestała istnieć. Zaledwie dwa dni później, 20 sierpnia, sowiecki patrol pochwycił Ungerna 15 września, po zaledwie sześciu godzinach procesu, w którym oskarżycielem sowieckim był Jemelian Jarosławski, baron został skazany na rozstrzelanie. Tego samego dnia wykonano wyrok w Nowonikołajewsku.

    Źródło: wikipedia.

    mapy

    Więcej informacji o Ungerze: Antoni Ferdynand Ossendowski "Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów"
    #historia #ungern #rewolucjabolszewicka #mongolia #bohaterowie #wikipedia #buddyzm #wojny #rosja
    pokaż całość

    źródło: tumblr_o1vk0qiXmv1r2qr2so1_500.jpg

  •  

    W jaki sposób i z czego uczyliście się do matury z informatyki? #programowanie

  •  

    Ej, ja serio nie czaję tego całego hejtu na Ukraińców i Ukrainę. Jestem na pierwszym roku studiów w Lublinie. Byłem od października do połowy lutego u typowego grubego przegrywa, Polaka, który siedział cały czas przed laptopem, był tak gruby, że jeszcze czegoś takiego nie widziałem, nawet masturbował się przed laptopem, gry przechodził w tydzień, które normalnie się przechodzi w 2 miesiące. Najgorszy to był smród wydobywający się z jego pach. Ok, ja wytrzymałem. Wmawiałem sobie, że to normalne. Miał wiele innych wad, krzywo spał, że mu siura było widać, puszczał bomby, gryzł sobie stopę (nie ogarniam serio, coś tam grzebał), no i nic po sobie nie sprzątał. Ogólnie dla mnie był miły i pytał jak tam u mnie, jak mi droga minęła do miasta i wgl., ale sam znajomych miał null. raz na uczelni widziałem jak chodził jak kulka w koło korytarza mówiąc sam do siebie jakieś niestworzone rzeczy, a ja z jakąś randomową loszką patrzyliśmy na niego jak na upośledzone dziecko z zażenowanym uśmieszkiem. Taki przegryw 9/10 w skali przegrywu. Byc może to był powód przez który o mało roku nie oblałem, bo przy takim smrodzie nie dało się skupić i musiałem na korytarz wychodzić się uczyć. Dopiero postanowiłem zmienić mieszkanie po wizycie mojego brata, który po tym smrodzie o mało pawia nie puścił, w sumie tez często miałem takie uczucie. Przeprowadziłem się do pokoju Ukraińskiego informatyka robiącego pracę magisterską, czy jak to się nazywa.. Późno go poznałem, bo tego dnia późno przyszedł do pokoju, ogólnie to go często nie ma. Pierwsza noc w sumie była najdziwniejsza. Zerwałem się o 4:30 krzykami jego po Ukrainsku, aż mi się Wołyń przypomniał, po czym wchodzi do pokoju, wyciąga swojego przyjaciela i sika na podłogę, po czym idzie w stronę kosza by tam oddać resztę części siebie. Koło kosza była lodówka, więc otworzył ją, aby sobie poświecić. No spoko, wysikał się w pokoju, mimo że ubikacja była 3 metry od niego. No spoko, zdarza się. Koleś każdego wieczora pił piwo, choć i tak jest dużo lepiej, nie śmierdzi szczurami, jak od poprzedniego, jest całkiem zadbany, jakieś Sofie do niego przychodzą. No spoko. Dopiero wczoraj, gdy świętowałem zaliczenie semestru poznałem go lepiej. Wróciłem o 23:00 do akademika z dziwacznym pytaniem "Czy wiesz może jak nazywa się ta piosenka?". Puściłem mu soundtrack z gry Gothic 2 Podróżnik, który jest modem rosyjskim, a że on zna rosyjski, to mógłby mi pomóc w tym. Okazało się, że to był utwór Сектор газа — Вечером на лавочке, polecam. Potem zaczęliśmy gadać o życiu, pokazałem mu Testovirona, co było trochę dla niego niezrozumiałe. Nie jest banderowcem, jego pradziadek był Polakiem i zamierza tutaj zostać na stałe. Mówił, że chuje rządzą na Ukrainie, a medycyna u nich to też " chuj". Mówił, że gdyby nie chujowa medycyna u nich, to miałby brata bliźniaka, a tak zginął po urodzeniu przez błąd lekarzy, oraz że odmówili leczenia jego ojcu i zmarł mu rok temu w wieku 45 lat. Rozumiałem jego ból i cierpienie, bo mi ojciec zginął gdy miałem 11 miesiecy, więc nawet w ogóle go nie znałem, co jest jeszcze bardziej chujowe jak się człowiek wychowuję przez matkę w większości. Do czego dążę - dziwi mnie skąd ten hejt na ten kraj za Bugiem. (sam mieszkam 5 km od granicy, ale nienawiści nie czuję, jest ich całe mnóstwo w miescie - sprzedają wódkę, papierosy). Po rozmowie ze współlokatorem mogę stwierdzić, że można znaleźć wiele wspólnych mianowników. Żalił się, że jego matka pracuje w poczcie ukraińskiej i wychodzi tylko na polskie 450 PLN. Pytałem oczywiście jeszcze o banderyzm i te sprawy. Mówił, że na zachodniej Ukrainie jest to popularne (jest z byłego Stanisławowa), lecz on i jego znajomi są co do tego neutralni. O rzezi wołynskiej mówił, że nie miał na to wpływu, bo nie żył w tamtych latach. I w sumie racja. Dziwi mnie, że tak masowo hejtuje się Ukraińców, a nie na przykład Turków, ciapatych, murzynów itd., którzy to w Anglii szczycą się i mają z nas OTWARCIE bekę, jak to Polki ruchają, jakie są łatwe i tak dalej. Często się z tym spotykałem. Poza tym beka z narodu podobnego do nas, wręcz spokrewnionego, który ma podobne problemy jak u nas (masowa emigracja, korupcja, niskie płace)... Życzę dobrej nocki i wiecej obiektywizmu na co dzien :) Jak będziecie chcieli, to mogę wstawić zdjęcie grubego przegrywa i sików w pokoju ( ͡º ͜ʖ͡º) #gownowpis #gorzkiezale #ukraina #studbaza pokaż całość

  •  

    Czemu Brytole na 4chanie często piszą, że Słowianie nie są biali? #gownowpis

  •  

    Wymyśliłem ciekawy program telewizyjny/internetowy ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Jest show w rodzaju "Mam Talent!" albo "Must be the music", tyle że artyści zawsze występowaliby nago. Zespół wykonuje swoją piosenkę nago przed publicznością, siurki latają, w ogóle pełne szaleństwo. #gownowpis

  •  

    Byly tutaj podobne wpisy, ale przed chwilą poczułem to na wlasnej skórze. Bylem w supermarkecie stokrotka by kupic sobie jeszcze "cos slodkiego" przed cwiczeniami. Ide sobie, szukam i patrzę a tu #rozowypasek - blondynka, wzrost 170 cm, normalnie tak 9/10 i jej lekki usmieszek w strone do mnie. I tak patrzymy na siebie tak 5 sekund i sie usmiechamy i sobie poszedlem po Snickersa. Nastepnie ide do kasy i patrze, a tu po drugiej stronie jest i ona i rowniez patrzymy przez 3 sekundy, że aż mi w sercu stwardniało. Kupuję batona przy kasie i idę w stronę wyjscia ze swiadomoscią swojego spierdolenia i zmarnowania szansy poznania kogos, kto poruszył serce. Mieliscie tak kiedys? #gownowpis #przegryw #stulejacontent #logikaniebieskichpaskow pokaż całość

  •  

    Mam dylemat co do studiów, bo zamierzam od nowego roku wybrać od nowa i takie pytanko mam - mechatronika czy informatyka? Czy na mechatronice nauczą robienia dronów itd.? (politechnika lubelska, jeśli Swaróg da, to może gdzie indziej). Zawsze w mokrych snach miałem tworzenie czegoś, czy to robotów, kodów, sterowanie itd. Polecacie mechatronikę, czy może Informatykę? A może na nic z tego, iść do byle jakiej pracy i uczyć się w zaciszu domowym samodzielnie? #perspektywy #gownowpis #studbaza #mirkipomozcie pokaż całość

    +: Cronox
  •  

    Siemka Mireczki. Co sądzicie i jakie znacie historie o Polkach w Anglii? Miedzy innymi chodzi mi o te, ktore na ciemne lecą (google, ciapte itd.).Czy nie przez nie jest nadpodaż mezczyzn w Polsce, stąd tyletutaj kawalerów? Jest tutaj duzo polonusów, wiec niech sie wypowiedzą.. #przemyslenia #polki #degeneracja #gownowpis

    •  

      @w_szafa: szczerze ci powiem ze nie znam dziewczyn z uk az tak bardzo zebym mogl sie wypowiadac. Jedynie co widzialem i co slyszalem. Inaczej o chlopakach bo z nimi pracuje. Wydaje mi sie tak czy siak ze to inna kultura. NA tyle co poznalem pare znajomych mojej dziewczyny to w sumie normalne laski pierwszy kontakt taki sredni bo tutaj ludzie strasznie zaklamani i nie tacy szczerzy jak my. Troche na odwrot ja mu powiem w twarz ze nie lubie tego i tamtego az sie czerwony zrobi i ze ciii tego nie mowi sie a z drugiej strony fryzjerka mi potrafi cala historie zycia powiedziec ale juz nie to co mysli hehe no nie wazne. Tez zauwazylem ze z irlandi o dziwo inni ludzie pracowici i wogole pokaż całość

    •  

      @johnmorra: Irlandczyków gościliśmy w Poznaniu na euro - maja bardzo podobny charakter narodowy co polacy - piwko, chillout, zabawa, głośno i sympatycznie. Póki co sprawdza sie z irlandczykami w UK również :) A co do zakłamania - 100% prawdy, ale to tylko na poczatku tak jest - mam ekipe naprawdę dobrych znajomych a wręcz przyjaciłów (głównie anglicy) i tak po pół roku znajomości zaczęli mówic co naprawde myślą :P

    • więcej komentarzy (16)

  •  

    Dzień dobry Mirki. Mam lvl 19, skończyłem licbazę w 2k16 i z zainteresowania jestem ekonomistą - Mises, Hayek nie są mi obcy. Moim marzeniem na wakacjach było zostać przedsiębiorcą kiedyś. Trochę rakłem, bo wybrałem kierunek "Zarządzanie" na UMCS w Lublinie i już po paru dniach stwierdziłem jakim rakiem jest ten kierunek. Ogólnie 70% to atencyjne rozowepaski, które za cel objęły jak największą ilość bolców w dupie, 20% to tępaki, którzy rysują na ćwiczeniach emblematy Legii. Jeden z takich nawet nie umiał narysować funkcji x kwadrat plus cztery. Kurwa, 5 minut przed tablicą się męczył, aż w końcu zrezygnował. Dopiero 10% ludzi, to są całkiem spoko ziomki, z którymi można pogadać i mają jakieś plany i zazwyczaj wybrali ten kierunek studiując już inny. Jest chujnia na wykładach, profesorowie nawet nie udają, że mają nas w dupie i że wiekszość z nas skończy w biedapracy za minimalną krajową. Nie zamierzam tu zostać, bo czego innego się spodziewałem. Wiedziałem, że studia w Polsce to gówno, ale żeby nie aż tak. Myślałem, że ten semestr nawet nie będę zaliczał, poprawię maturę z matematyki i informatyki (mam całą masę książek, bo brat into Informatyka), lub politechnika w kierunek budowy maszyn, bo też to lubię, choć wiadomo - samemu można się wszystkiego nauczyć.. i jak na razie pójdę do pracy. Gdy już poprawię, to zmienię studia. Natomiast mam problem inny. Mój ojciec tak poza tym nie żyje i biorę rentę po nim (był w służbie więziennej), co nie za bardzo przyjemnie się z tym czuję. Gdybym nigdzie się nie uczył, to bym nie dostawał. Dlatego matka mówi, żebym zaliczył ten semestr i kontynuował, no i wtedy zaliczę. Natomiast mój drugi brat(7 lat starszy), PiSowiec z Anglii, który emigrował, bo po Politologii może najwyżej na sprzątaczkę iść, wkurwia się na mnie, bo sądzi, że zarządzanie to bardzo dobry kierunek i to ma dużo związanego z ekonomią, a po tym jego jakiś tam znajomy pracę znalazł. Mi nie zależy na tym, żeby pracować w korpo, mam inne plany, lecz to inny temat. Co byście postąpili na moim miejscu? Czy pierdzielić zdanie "bliskich", iść do pracy (w Lublinie w sumie popyt na pracowników jest) i tak starać się poprawiać maturę? Czy jednak posłuchać się i tracić czas na ten kierunek, by po 3, ewentualnie 5 latach uświadomić sobie, że się straciło czas..? Tak poza tym - czy to naprawdę tak jest, że Ci z góry patrzą na ludzi, którzy nie mają wyższego wykształcenia z pogardą? Nie można liczyć na wyższe stanowiska, na zaistnienie w polityce (myślałem także nad tym)? Jak macie pytania dalsze, to zadawajcie. Ostatnio było kilka tematów odnośnie studbazy na mirko i rozpiszcie się o własnych doświadczeniach. #studbaza pokaż całość

    +: 1021690019151491, l.........k +1 inny
  •  

    Hej, jeśli marzycie o tym, że w przyszłości na starość będziecie jeździć na bogate wycieczki do egzotycznych krajów, to takiego! Nie będzie emerytów, starsi ludzie będą umierać na ulicach, bo zapewne nie oszczędzicie, bo za mało teraz zarabiacie, a dzieci też zapewne nie macie, bo strach zagadać. Takie tam optymistyczne przemyślenia po zobaczeniu tego.
    http://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/ludnosc/ludnosc/ludnosc-piramida/
    #demografia #przegryw #optymizm #upadekokcydentu
    pokaż całość

    źródło: slide_10.jpg

    +: Cronox
  •  

    Dostałem bana na fb na okres wigilijny przez napisanie tej pasty. STOP BAN FOR RASISM.

    pokaż spoiler ! SŁUCHAJCIE, BYŁEM PO SIŁOWNI, W STANACH, POLAZŁEM NA MOKRĄ SAUNĘ I SIEDZIAŁ TAM TAKI TYPOWY KUHWA MURZYN, TAKI CZARNUCH W MORDĘ JEBANY, WYTATUOWANY CAŁY I ZACZĄŁ TAM NAPIERDALAĆ, ŻE "O, CHŁOPAKI, JA JAKBYM BIAŁASA ZOBACZYŁ, TO BYM GO ZABIŁ", NO I WIECIE TAK DALEJ. NAPIERDALAŁ, ŻE NIENAWIDZI BIAŁYCH I TAK DALEJ. JA SOBIE MYŚLĘ "TAK? CZEKAJ CZARNUCHU, ZOBACZYMY". NO I SŁUCHAJCIE, NASTĘPNEGO DNIA BYŁEM Z SEBĄ NA MIEŚCIE W CHICAGO, SEBA JEST Z POLSKI I PATRZYMY TEN MURZYN WYCHODZI, ROZUMIECIE? Z GALAXY Z DYSKOTEKI, RAZEM ZE SWOJĄ DZIEWCZYNĄ. FAJNA DUPA. TO JA MÓWIĘ: "CZEKAJ KUHWA, ZOBACZYMY TERAZ KTO JEST BIAŁAS". I TAK. ZASZLIŚMY GO OD TYŁU. JA GO POWALIŁEM NA ZIEMIĘ, TĄ CZARNĄ KUHWĘ I GO TRZYMAM, NIE? A SEBA PODSZEDŁ DO JEGO PANIENKI, FAJNA DUPA PODKREŚLAM. I TAK, JA TRZYMAM TEGO CZARNUCHA MÓWIĘ "PATRZ KUHWO CO TERAZ BĘDZIE, PATRZ SIĘ NA SWOJĄ ZDZIRĘ". NO I SEBA NIE MUSIAŁ NIC ROBIĆ. TYLKO WYCIĄGNĄŁ SWOJĄ GAŁĘ ZE SPODNI, TA MURZYNKA JAK TO MURZYNKA, NIE? ZOBACZYŁA BIAŁĄ GAŁĘ, MOKRO JEJ SIĘ ZROBIŁO I ODDAŁA SIĘ, SŁUCHAJCIE, NA TYM PIERDOLONYM AMERYKANSKIM CHODNIKU W CHICAGO. A TEN MURZYN TYLKO KRZYCZAŁ "DŻIZYS, KUHWAA, PRZESTAŃ MU SSAĆ, NIECH CI NIE BĘDZIE TAK DOBRZE Z TYM BIAŁASEM, PROSZĘ CIĘ PRZESTAŃ MU SSAĆ, NIEEE, CHOCIAŻ UDAWAJ, ŻE ON CIĘ GWAŁCI, NIECH CI NIE BĘDZIE TAK DOBRZE Z TYM BIAŁASEM". NO I SEBA Z NIĄ SKOŃCZYŁ, SPUŚCIŁ JEJ SIĘ WSZĘDZIE - DO RYJA, DO DUPY, DO NOSA, NO WSZĘDZIE JEJ SIĘ SPUŚCIŁ. NO I JA TEGO CZARNUCHA PUŚCIŁEM, NIE? I TEN DEBIL ZAMIAST, NNNIE WIEM, PÓJŚĆ NA POLICJĘ, CZY COŚ. TO ZACZĄŁ DZIEWCZYNĘ NAPIERDALAĆ ARBUZAMI. NO ZABIŁ JĄ W KOŃCU. I MY USIEDLIŚMY SOBIE NA KRAWĘŻNIKU Z SEBĄ, PALIMY BLANTA, ŚMIEJEMY SIĘ Z NIEGO, A TEN CZARNUCH SIĘ PODERWAŁ, W NASZYM KIERUNKU SKOCZYŁ, MY SIĘ ODSUNĘLIŚMY, SKOCZYŁ NA JEZDNIĘ, ROZJECHAŁA GO CIĘŻARÓWKA. FAJNIE, NIE? ROZJECHAŁA GO CIĘŻARÓWKA I ZDYCHAŁ, JESZCZE GO BAMBUSAMI TYKALIŚMY, JEBANA CZARNA KUHWA. SEBA SIĘ ŚMIAŁ, JA SIĘ ŚMIAŁEM I OBAJ POSZLIŚMY NA SAUNĘ. JEBAĆ KUHWA MURZYNSKIE AFRYKAŃSKIE KUHWY, CZARNE ŚMIECIE KUHWA !!
    pokaż całość

    +: VegaClaw, U..a +4 innych

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika Strusprawa1

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (5)