Podleśniczy z doliny dużej dobrej polskiej rzeki.

  •  

    Grupa rekonstrukcyjna przełomu lat 80 i 90 w Polsce w wykonaniu #lasypanstwowe

    #modameska #pracbaza #lasy

    źródło: 1567344405689.jpg

  •  

    Problem z zakresu #motoryzacja
    Auto podczas jazdy traci prąd. Spontanicznie przez kilka minut jedzie na samym alternatorze. Potem wszystko wraca do.normy. Kiedy podczas takiej awarii gaśnie silnik, nie idzie go odpalić.
    Akumulator wymieniony. Alternator wymieniony. Klemy wyczyszczone. Pasek naciągnięty. Radio odłączone. Bez zmian ... Prąd nie ucieka, ładowanie w normie. Nic nie rozumiem...
    Na
    Golf 2 1.6 benzyna, do zadań terenowych. Ogółem naprawa u profesjonalisty przewyzszyla by jego wartość, więc staram się ogarnąć temat sam, ale.jestem w czarnej dupie. Pomocy, zanim oddam go na żylety, bo mam sentyment do gruchota (a poza tym jest zadbany i w.pelni sprawny)...
    pokaż całość

  •  

    Wiosna to zdecydowanie najlepsza pora roku w leśnej #pracbaza. Coraz więcej szkół chcę angażować się w wiosenne sadzenie lasu i choć wykonanie można różnie oceniać, to jest to super przeżycie i dla nas i dla dzieciaków.
    Przedszkolaki i wczesne klasy podstawówki fajnie się angażują i szaleją swoimi plastikowymi łopatkami, tylko mają mało sił.
    Licealiści zaskakują zdecydowanie na plus swoją, o dziwo, starannością i zaangażowaniem. I pytaniami czy warto studiować leśnictwo ;)
    Szkoły specjalne to żywioł nie do upilnowania i wulkan energii. Gdyby umieć go dobrze ujarzmić, naprawdę zawstydziliby nie jeden Zakład Usług Leśnych.
    Najsłabiej wypadają imprezy rodzinne... O ile mamy z dziećmi się angażują w sadzenie małych drzewek, o tyle tatusiowie bez piwka w lesie by nie wytrzymali...

    Podsumowując - korzystajcie z wiosny. Zachecajcie nauczycielki, wychowawczynie Waszych dzieci (albo i wasze xD ) do zaangażowania się w takie akcje. Nadleśnictwa po prostu nie mogą odmówić, a nawet jeśli uważacie #lasypanstwowe za zło wcielone, powiedzcie to leśników prosto w twarz :)

    Korzystajcie z wiosny. #las jest piękny o tej porze roku. #przyroda budzi się do życia. Nawet chce się żyć ;)
    pokaż całość

  •  

    Dzisiaj na głównej ginące ptaki we Francji, wczoraj odstrzał dziesięciu żubrów, prawie codziennie zabite psy i koty. Czemu nikogo nie obchodzi za to planowana i wdrażana eksterminacja dzika na terenie naszego kraju? Czemu nawet się o tym nie mówi.
    I czemu nie mogę przestać o tym myśleć?

    #gownowpis #przyroda

  •  

    Tak się zastanawiam, czemu to nie jest #afera na miarę afery o #puszczabialowieska. Czemu w mediach nawet wyśmiewano już absurdalny pomysł budowy ogrodzenia na dziki wzdłuż wschodniej granicy za 235mln zł, a milczy się o planowanej eksterminacji tego gatunku na terenie naszego kraju. ASF to prawdopodobnie nie przelewali, ale głęboko wątpię w znaczenie dzików jako wektora roznoszącego chorobę. Tymczasem pod pretekstem walki z wirusem planuje się wybicie do zera dzików na terenie RP. O, przepraszam. Do 1szt. na 1000ha, co tak naprawdę można już nazwać błędem statystycznym (konia z rzędem temu kto umożliwi precyzyjna redukcję gatunku do takiej absurdalnej liczby). W mojej okolicy, dla porównania, jest na piśmie 26 dzików na 100 ha. Czyli redukcja bliska 95%... Ale do rzeczy. Obecnie zaczęła się akcja zaniżania na papierze liczebności dzików, bo koła łowieckie boją się że nie podołają, my, jako leśnicy, dobrze wiemy, że tak naprawdę jest to przyzwolenie na pełny odstrzał i obecnie nieformalne polecenia wskazują na utrzymanie liczby na poziomie około 5 sztuk na 1000 ha.
    Zastanawia mnie tylko kto na dobrą sprawę ma tu interes. I co stanie się za dwa lata, gdy szambo wybije i plany zostaną zrealizowane, a dzik stanie się w naszych lasach rzadkością...
    Wolę myslec, że to niewykonalne.
    #las #lasypanstwowe #ekologia #lowiectwo
    pokaż całość

    •  

      @szybki_zuk ja przeciwko wycince jako takiej w PB jestem, bo i tak zamierzonych celów już osiągnąć się nie da, bo jest za późno, a straciliśmy argument do dyskusji z "ekologami"

      Dziwi mnie że ludzie nagle znaleźli w sobie wielką empatię do drzew, a los zwierząt jest im absolutnie obojętny najwyraźniej...

      Nie sukcesu popularności tu nie odnoszę.

    •  

      @TP-w-trzeciej-klasie: Z tym, że wcześniej coś by się zrobiło to bym miał co najmniej wątpliwości, ale nie chcę teraz zaczynać może debaty o korniku :D
      Nie wydaje mi się, żeby chodziło komuś o sympatię do drzew jako żywych istot, ważne jest to, że to najbardziej naturalny las jaki mamy i to była ochrona tej naturalności i idącej za tym bioróżnorodności, której nie ma w lasach gospodarczych i nie będzie.
      Co do losu zwierząt... mnie bardziej boli, że to bezsensowne działania, które ani nie będą obojętne dla przyrody ani tanie. Co za różnica ile dzików zostawią patrząc pod katem cierpienia zwierząt? Przecież te odstrzały i tak są ogromne (więcej dzików w ciagu roku niz wynosi liczebność populacji). Chyba, że chcemy całkowicie znieść polowania. Ale ja osobiście nadal patrzyłbym na to pod kątem ochrony przyrody, bo wegetarianinem nie jestem, więc czułbym się hipokrytą gdybym był przeciwnikiem, bo zwierzę umiera.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (1)

  •  

    Mam głupi problem.
    Sąsiadki złożyły fałszywe skargi do spółdzielni dotyczące zakłócania ciszy nocnej. Od dłuższego czasu jestem przez nie praktycznie nękany (walenie w rury w nocy, wrzucanie agresywnych w treści listów do skrzynki, groźby jakoby były w stanie wyrzucić mnie z mieszkania). Ignorowałem to tak długo, aż dostałem pismo ze spółdzielni mieszkaniowej, w której grożą mi karą administracyjną (cokolwiek to znaczy). Obawiam się eskalacji konfliktu i jestem zmęczony uporczywym nękaniem. Co mogę zrobić w tej sytuacji, bo zdecydowanie czuję, że zostały naruszone moje dobra osobiste i ciężko czuć się w domu.. jak w domu.
    Pomożecie? Sypniecie dobrym pomysłem?
    #prawo #kiciochpyta
    pokaż całość

  •  

    Co jakiś czas wraca temat nagród w LP. I potwierdzę, nagrody takie są, wypłacane są zwyczajowo raz na kwartał i średnio wynoszą dla służby terenowej zazwyczaj 1500 zł brutto na zatrudniona osobę. Jako podleśniczy otrzymuję ok. 900zl na rękę. czy to dużo czy mało, to osobny temat, ale wytłumaczę czemu jest to dla nas, tak naprawdę, konieczne. W przeciwieństwie do każdej innej służby mundurowej, a także nawet wielu firm prywatnych, nie mamy samochodów służbowych. Osobiście nie wyobrażam sobie jak miałbym utrzymać siebie, mieszkanie i jeszcze awaryjny samochód. Dla zobrazowania sytuacji, w zeszłym miesiącu miałem dwie wizyty u wulkanizatora (okazało się że opony i tak do kasacji), zerwany tłumik i wymianę sworznia. I tak jest co miesiąc.
    Po prostu piszę to dla czystej jasności. Wiem, że źle nie zarabiam i chwałę sobie wiele rzeczy w tej pracy, jednak jest wiele niedomówień, które powodują, że dodatkowo krzywo się na nas patrzy. I nie mam terenówki a demonicznego opla corsę z 98 roku.
    #lasypanstwowe #pracbaza
    pokaż całość

  •  

    Pani Jolanta Sławomirska z Ministerstwa Rozwoju:

    w LP pracuje ok. 25 tys. ludzi, co daje 3,29 osoby na jeden hektar lasu. Dla przykładu w Finlandii jest to zaledwie 0,86 osoby.
    Ale po co sprawdzać jaki zakres obowiązków ma leśnik polski, a leśnik fiński... Kiedyś czytałem o kanadyjskim leśniczym, który sam pracuje na kilkuset tysięcy hektarów. Może porównajmy sytuację do tego? Inna sprawa, że pracowników biurowych jest dużo, ale na ten temat się nie wypowiem, bo wiem, że z jednej strony i tak mają masę papierkologii i wiecznie są zapracowani, ale z drugiej nie wiem czy jest ona naprawdę konieczna (mam czasami wątpliwości)

    Średnia pensja polskich leśników to ponad 7 tys. złotych, a koszty zatrudnienia jednego pracownika przez miesiąc to 9625 zł.Wyżej w Polsce plasuje się jedynie KGHM, z kosztami z rzędu 11 667 zł./miesiąc.
    No... ja nie mam tyle. Mam, dużo dużo mniej. Leśniczowie również. Pracownicy biurowi też. Jak zarabiają naczelnicy, nadleśniczowie etc nie wiem, ale to też można sprawdzić (bo zasady naliczania pensji są przejrzyste) i pewnie już na niektórych stanowiskach sięgają tego progu. Ale brzmi to jak brzmi.

    Nowe zasady sprzedaży drewna są za bardzo niezrozumiałe i zbyt złożone, zależą one niemal wyłącznie od decyzji jednego człowieka (dyrektora generalnego)
    Przepraszam, ale kto tego człowieka postawił na stanowisku półtora roku temu? Inna sprawa, że faktycznie tegoroczne zasady sprzedaży są... ciężkie w obyciu.

    Według ministerstwa rozwoju, najlepszymi rozwiązaniami będą umowy długoterminowe oraz zwiększenie podaży drewna przez obniżenie średniego wieku rębności. Ministerstwo powołując się na dane statystyczne i inne dokumenty podało, że szacunkowa wartość drewna w drzewostanach przeszłorębnych to ponad 22 miliardy złotych.
    Obniżmy wiek rębności. Rozumiecie? Tnijmy szybciej, sprzedajmy więcej. Wiecie co jest fantastycznego w polskim leśnictwie? Jest prowadzone tak, od wielu lat, wieloletnią tradycją polskiej szkoły leśnej, że zapas w lesie rośnie. Wciąż pozyskujemy, a lasy generalnie na tym nie traci. Bo i starzeje się i rośnie masa. A ilości drewna przez nas pozyskiwane są rozsądne. Niedawne klęski żywiołowe jak wichury, susza, gradacje kornika doprowadziły do tego, że na rynku pojawiło się dużo więcej drewna sosnowego i świerkowego. I co? Był problem ze zbytem.
    Owszem w przypadku dęba zawsze jest deficyt, ale czy dąb, długoletnie drzewo, które ma swoje miejsce w kulturze, a jednocześnie wcale nie ma go tak wiele w naszym kraju, powinien być traktowany w taki sposób?
    A inne gatunki, sortymenty mniej popularne i tak zawsze są kłopotliwe do pozbycia się.

    drewno to ulega przez niewykorzystanie deprecjacji.
    Po co wziąć też pod uwagę, że mamy całą masę form ochrony, drzewostany reprezentatywne, ostoje ksylobiontów etc, gdzie zwyczajnie drzewo pozostawia się do naturalnego rozkładu... Owszem, czasami jest tych miejsc za dużo, ale to nie jest kwestia LP a przepisów dot. ochrony przyrody (ale niech ich nie ruszają teraz, błagam)

    Wybrane wybiórczo wypowiedzi z http://firmylesne.pl/lista/informacje/pokaz/nie_dla_nowych_zasad_drewna,3646
    Zaczyna się dziwna gra na emocjach. Rozmawiając z klientami zauważam, że mają podobne spostrzeżenia i co ciekawe, poza tym, ze faktycznie narzekają na wzrastające ceny dęba wielkowymiarowego, również czują niepokój związany z rosnącym napięciem.
    Zatem komu zależy na tym co się dzieje dookoła LP?
    Jak niedawno usłyszałem: "Lasy Państwowe to już ostatni kawałek tortu w tym kraju".

    #las #lasy #podlesniczy #lasypanstwowe #drewno #polityka a może trochę #boldupy
    pokaż całość

    •  

      @TP-w-trzeciej-klasie: finansowanie z budżetu państwa (ktory by pochlanial przychody spolki).
      Na 100% byly by ciecia. Wiezba sadzenia by sie skurczyla, pojawi sie mega nacisk na odnowienia naturalne, obcinka na koszeniach, brak CW a CP tylko z pozyskaniem. Z ochrony redukcja grodzen co by drzewka nie rosly jak w obozie koncentracyjnym.
      Czyli w skrocie: przykręcenie śruby leśnikom, apteczne rozliczanie z pieniędzy, wypompowanie kasy w ramach pozyskania.
      Wszystkie znaki na to wskazują że do tego to zmierza.
      A co do odbiorki drewna. Normy drewna sa juz tak szczegolowe aby sztuka dęba w c odebrana w suwalkach spelniala te same wymagania odbiorcy co sztuka odebrana w zgorzelcu.
      A czy drewno jest "ladne" czy "brzydkie" to mozna sobie z lokalnym odbiorcą pogadac a nie z wielkim tartakiem o zasiegu ponadregionalnym, krajowym lub miedzynarodowym.
      pokaż całość

    •  

      @Lester_Burnham: Proponujesz dewastacje? Brak CW to zbrodnia na uprawie. Jak chcesz wyprowadzić deby z pomiędzy grabów np?
      Co nie robi sie z pozyskaniem bo to jest nieopłacalne. Sadzenie sztuczne jest ekonomicznie uzasadnione (mniej pielęgnacji, brak rozrzedzania siewow etc). Grodzenia sa fizycznie potrzebne. Powiem wiecej -problemem jest ich utrzymanie i konserwacja by byly zawsze skuteczne. Chyba ze proponujeszsadzenie tylko i wyłącznie sosny.
      Poza tym w przypadku klęski myślisz ze wziely by się pieniadze z budżetu na ratunek?
      Wyobraź sobie ze obecnie juz Tomaszewski wprowadził scisla konyrole pieniążków. Nie można przekraczać planu, a niewykorzystane srodki zwracamy zamiast wykorzystać na inne prace
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (9)

  •  

    Serce boli jak się jedzie teraz przez pola, drogi gminne, miejskie, wzdłuż linii kolejowych. Każdy cwaniak, pan na hektarach, chłopek roztropek rżnie drzewa gdzie może. Nie ważne, Male czy duże. Deby, jesiony, brzozy, wierzby...
    Najbardziej przykro jest gdy widzę zdrowiusieńkie jesiony, które leżą na glebie świecące zdrowym, jasnym drewnem... Zwłaszcza, że większość jesionów choruje i zamiera samoczynnie.
    Barbarzyństwo.
    A osoba za to odpowiedzialna jest profesorem nauk leśnych? Wstyd mnie ogarnia. Wstyd i przerażenie. Wiem, że jestem (jeszcze) młody i naiwny, ale do cholery, my, leśnicy powinniśmy byc pierwsi jeśli chodzi o szacunek do przyrody. Kazdej przyrody, a jednak drzew zwłaszcza ze względu na nasz fach. Dla niektórych moze to być hipokryzja czy w ogóle niezrozumiałe, ze to piszę, ale obecnie choc sztuka leśna zastępowana jest sos mocno schematyzmem i nieelastycznym planowaniem, wielu stara się dbać o las jak najlepiej potrafi. A potem dobre imię calej grupy jest tak szargane, ze nie wspomnę o ogromnych stratach jesli chodzi o piękno naszego rodzimego krajobrazu.
    Smutno mi. Smutno i straszno.
    #podlesniczy #las #lasy #pracbaza #drzewa #przyroda
    pokaż całość

    •  

      @Singularity00: Ok. Szanuje Twoje zdanie, Twoja wrażliwość. Tylko nie uważam, ze kilka uregulowań, których teraz moim osobistym zdaniem brakuje, ogranicza ta wolność. Tak jak obowiązek rejestracji samochodu np. I wiele innych. Zawsze będą zasady i prawa bo na tym zbudowane sa cywilizacje.
      Ale cieszę sie ze mogliśmy podyskutowac

    •  

      @TP-w-trzeciej-klasie: również się cieszę :D

      Tu nie chodzi o moją wrażliwość, a o to, że jak kupujesz działkę to chcesz nią w 100% dysponować a nie dostosowywać się do drzew, które mogą utrudnić inwestycje.
      Skoro władze chcą chronić drzewa to niech nie sprzedają działki z drzewem ( ͡° ͜ʖ ͡°) bo sytuacja w której prywatnego inwestora zmusza się do omijania drzewa, które nie ma żadnej wartości historycznej to absurd. pokaż całość

    • więcej komentarzy (49)

  •  

    Po dzisiejszym dniu mam refleksję i może przydatną dla kogoś nauczkę. Jeśli już Was w lesie leśnik na czymś złapie (zwłaszcza - wjazd samochodem do lasu), nie kłóćcie się, nie awanturujcie, nie wypierajcie. Owszem, dozwolonym jest rżnięcie głupa i powtarzanie "ja nie wiedziałem, że nie wolno", ale nie mówcie "gdzie tu jest napisane, że to las"... W zasadzie nie lubimy stawiać mandatów (wnioskuje na przykładzie mojego otoczenia) i nie robimy tego na ogół. Nawet jeśli spisujemy dane to tylko dla celów formalnego pouczenia, a nie dla mandatu.

    Niedawno miałem Pana, który wjechał do lasu w miejscu, w którym bardzo często się to zdarza i wszyscy się z tym chyba już pogodzili, ale pouczać pouczamy. Problem w tym, że jeszcze nie wyszedłem z samochodu, a już słyszałem krzyki i zarzuty pod moim adresem. Strategia tego Pana była następująca:

    1. "Skąd mam wiedzieć, że jesteś leśnikiem?" - (pomijam, że byłem umundurowany z tłustym napisem "Służba Leśna") pokazałem legitymację służbową.
    2. "A gdzie napisane, że to las jest" - wskazałem na drzewa
    3. "A gdzie napisane, że nie można wjeżdżać" - art. 161 KW
    4. "A co to oznacza" - zakaz wjazdu do lasu, jeśli nie jest Pan jego gospodarzem (W skrócie)
    5. "Nie wylegitymuje się" - to dzwonie na Policję.
    6. Facet uciekł. Zdjęcia samochodu i numeru rejestracyjnego już są gdzie powinny.
    A chciałem jedynie zwrócić uwagę i pokazać drogę do wyjazdu... ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    #pracbaza #lasy #lesnictwo #podlesniczy #lasypanstwowe
    pokaż całość

  •  

    Zimą w lesie czas pędzi szybciej. Raz, że w końcu można wejść z porządkami na wszystkie ptasie pozycje, dwa klienci budzą się z letargu, trzy, cały grudzień mija pod znakiem zamykania planów, realizowania umów etc. Aptekarska dokładność, w którym nie ma raczej miejsca na takie rzeczy.
    Zima w tym roku rozczarowuje. Tony błota sprawiają, że forwarder już drugą dobę tonie w bagnie i na razie brakuje pomysłu na to, jak go wyciągnąć. Samochody ślizgają się na zakrętach, w koleinach i w zasadzie wszędzie. Trochę mrozu. Błoto. Trochę mrozu. Paskudna maź. Brr.
    Z drugiej strony. Ogniska, kiełbaska, ciepła herbata w termosie. Z tej strony ciężko nie lubić zimy, kiedy przerwy stają się trochę dłuższe, ale i człowiek dowie się czegoś nowego. Np. że ognisko rozpalone na dachówkach, zmienia się w pokaz fajerwerków. Niebezpiecznie.

    Ale do rzeczy. Co mnie ostatnio boli, to to, że w telewizji, prasie i tutaj coraz więcej doniesień o tym, co się dzieje z polskim łowiectwem. I osobiście, jako leśnik, rozumiem potrzebę gospodarki łowieckiej i dostrzegam, że w Polsce jest ona na wysokim poziomie względem wielu innych krajów Europy, a jednak jest w tym towarzystwie wiele rzeczy, których lubić się nie da.
    Sam nie jestem myśliwym, co niejednokrotnie budzi zaskoczenie wielu. I to jest kwintesencja tego co mnie boli. Dla przeciętnego zjadacza chleba lesnik i mysliwy to ta sama osoba. Z resztą nawet na pogadankach w przedszkolach i szkołach, dzieci zawsze myślą, że karmię w lesie zwierzątka i oglądam ptaszki...
    Tymczasem myśliwych najczęściej lubić się nie da. Oczywiście, są miejsca, gdzie koła łowieckie dobrze dogadują się z lasami, są takie miejsca gdzie faktycznie, to leśnicy wiodą tam prym, ale są takie miejsce jak u nas, gdzie jest nieustający kłopot, co zrobić z kołem łowieckim, które ma nas w dupie.
    Nie informuje nas o polowaniach - zdarzały się sytuację, gdy orientowałem się, że jest w środku polowania zbiorowego. Arogancja, kiedy uważają, że mogą sobie jeździć po lesie jak chcą. ot przykłady.
    Świeżo wyremontowana droga, szarfą nawet zamknięta, coby nikt nie wjechał póki nie wyschnie, nie osiądzie. Pierwszego dnia ciągnik Koła rozjeżdża drogę bez mrugnięcia okiem. Po zwróceniu uwagi, następnego dnia terenówką ryją z premedytacją odcinek długości połowy remontu.
    Druga, dość świeża sytuacja, dwóch strażników łowiecki rozwozi kukurydzę i zamiast drogą, kluczy między drzewami. Po zwróceniu uwagi, że mimo wszystko są zobowiązani korzystać z drogi jeden wyskakuje z ryjem "nie przyjechałem tu ruchać, tylko kukurydzę sypać". Po dodaniu, że łamie prawo "sam łamiesz prawo. zawsze tak kurwa jeździłem".
    Kurtyna.
    Zastanawiam się komu służyć będą zmiany w prawie. Komu na rękę było ogromne liczenie zwierzyny w mijającym roku. Żeby było jasne - pośród myśliwych jest wielu sympatycznych i dobrych ludzi, ale jednak jako grupa nie zawsze są godni zaufania, właśnie przez te pojedyncze elementy, które są niebezpieczne.
    Inna sprawa, że obecna polityka sprawia, że cierpi na tym nie tylko wizerunek myśliwego, ale i leśnika. Choć pod tym względem cały rok był fatalny, co ma swoje oczywiste przyczyny.
    Trochę jęczę, ale to nie było dobry rok dla polskich lasów.
    #las #lasy #lesnictwo #podlesniczy #lowiectwo #polowanie #pracbaza
    pokaż całość

  •  

    Słońce stało wysoko ponad koronami nieruchomo stojących sosen. Już tylko godzina lub dwie dzieliły je od zajęcia najwyższego punktu na nieboskłonie, ale już teraz siekało swoimi promieniami plecy pracującej w ciszy gromady. Przez flanelową koszulę gorąc kłuł bezlitośnie rozżarzonymi igłami. Mokre od potu plecy przestały chłodzić w powietrzu nasyconym wilgocią ubiegłonocnej burzy. I choć na trawie nie dało się znaleźć ani kropli rosy, to jakimś cudem wciąż było parno jak w saunie tuż po wylaniu wody na czerwone od żaru kamienie. Nawet ptaki umilkły i pochowała się w zacienionych zakamarkach. Ale to było lato wielu burz i pozostało się do tego przyzwyczaić. Tak też starał się Szymon i z zazdrością patrzył na pozostałych robotników stojących pośród zarośli. Na szyjach mieli przewieszone ręczniki, brudne, pociemniałe i wyświechtane od częstego używania kawałki materiału. Początkowo wydawało mu się to śmieszne, trochę odrzucające. Poza tym twarz mógł otrzeć rękawem. Dopiero przy pierwszym płacie skóry odrywającym się od jego szyi i pozostawiającym paskudną płytką ranę, która przy każdym ruchu głowy przypominała o swoim istnieniu, zrozumiał, że wykształcone latami rytuały służą jakiemuś celowi i trzeba przełknąć swoją dumę i zaadaptować do nowej sytuacji. Ale mimo niedogodności nie narzekał. Tak jak inni milczał. To znaczy milczał większość czasu od początku swojej pracy w Zakładzie Usług Leśnych Drzyzgała, ale teraz, z każdym kolejnym upalnym dniem, milczeli coraz dłużej i inni pracownicy. I wtedy, kiedy letnia spiekota stawała się już nie do wytrzymania, a każdy następny ruch kosą wydawał się już być ostatnim, jaki da radę zrobić tego dnia, śpiewny niczym syreni trel zawołał brygadzista, pseudonim Leń: „Przerwa”. Pozostali spod swoich wypłowiałych czapek z daszkiem spojrzeli na niego i jak jeden mąż wyciągnęli połyskujące w słońcu papierośnice, a z nich skręcone poprzedniej nocy samoróbne papierosy. Zapalili. I dopiero wtedy, ocierając przewieszonymi ręcznikami czoła i twarze, skierowali się do cienia.
    - Zapal, Młody – podsunął Szymonowi aż pod sam nos papierośnice pierwszy pilarz brygady, pseudonim Warchlak.
    - Dzięki. Nie palę.
    - No bierz!
    Uśmiechnęli się do siebie i poczłapali.
    Kiedy przyssał się do butelki ciepłej wody, która zaczynała już powoli smakować plastikiem, przysiadł się do niego Tomek, pseudonimu brak. Był od niego sporo starszy, jednak tutaj razem stanowili młodzież. Pozostali pracownicy ZULa mieli ponad pięćdziesiątkę, a najczęściej więcej. Nie wiedział ile lat miał Tomek. Zważywszy na jego wyprostowaną i szczupłą sylwetkę, mocne mięśnie, dawał mu trzydzieści pięć lat. Rozjaśniona od słońca fryzura odcinała się od prawie czarnej, spalonej skóry, podobnie białe zęby i rozbiegane oczy. Gdyby nie to, że prawie codziennie czuć od niego było wczorajszym alkoholem, Szymon mógłby go polubić. Tak jedynie cieszył się, że ma do kogo otworzyć gębę. Tak nienachalnie i prosto.
    - Ciepło dzisiaj. – Powiedział Tomek, niemalże jakby wymieniał uprzejmości. Jednocześnie trzymając kiepa w ustach, szukał kanapki w brudnym plecaku.
    - Ciepło. – Potwierdził Szymon. Żuł już niechętnie swoje śniadanie gęsto popijając plastikową wodą. Milczeli chwilę, gdy zupełnie bez powodu Tomek zaczął opowiadać.
    - Miałem kiedyś taką dziewczynę. – Uśmiechnął się do siebie bez cienia typowej sobie zuchwałości. – Wszystko mogliśmy robić razem. I wiesz co najlepiej pamiętam? Jak chorowaliśmy, czy ja czy ona, zawsze leczyliśmy się sami. Rozumiesz, pieniądze i tak dalej. Chorowanie też kosztuje. I zawsze dochodziło do tego, że żarliśmy cebulę i czosnek. I nie ważne, że drugie było zdrowe. Żarliśmy ile wlezie, byle bardziej śmierdzieć. Nie chwaląc się, wygrywałem, ale łatwo nie było.
    Dojadł chleb i popił czerwoną oranżadą, może zaprawianą.
    - Kiedyś w ogóle dużo jeździłem. Festiwale, autostopem za granicą. Wszystko jest dobrze, póki masz z kim to robić. Potem nagle budzisz się z ręką w nocniku. Jest poniedziałek, nie wiesz co ze sobą zrobić. Nie ma już nawet za co się najebać. I co gorsza nie ma z kim.
    Szymon jakoś pojął, że nie ma sensu pytać co się stało. Najczęściej odpowiedzi rozczarowywały, a możliwość dopowiedzenia sobie historii była… przyjemna. Dalej jedli w milczeniu, gdy nagle Tomek trapiony jakąś myślą wstał i poszedł między drzewa. Może tylko za potrzebą.
    - Coś taki smutny? – Zaszedł go Leń, wielki w każdą stronę, z ogorzałą mordą, ale przyzwoity. Kiedy nachylał się, aby spod swojego rzadkiego wąsa zadać jakieś pytanie, czuło się niewytłumaczalną potrzebę głębokich zwierzeń. A jednak stracony tak jak cała reszta. Jedynie szeptem czasami powtarzał, że odłoży trochę pieniędzy, pójdzie na kurs i wyrwie się z tej podłej pracy. Znajdzie coś porządnego, na jakimś magazynie. Bo w końcu ciągle Miasto się rozbudowuje i powstają miejsca pracy. Tylko zrobi kurs…
    Nie robił. Szymon spędził z nimi dość czasu, by rozpoznać ten syndrom zatracenia się w codzienności. I nie było w tym chyba nic złego, jeśli umiało się żyć za te pieniądze robiąc swoje. Koszenie upraw, zbieranie śmieci, noszenie wałków. Plecy bolą, ręce bolą, nogi bolą, ale dusza powoli się leczy albo drzemie w głębokim letargu, pozwalając zapomnieć o sobie i wszystkich duchowych potrzebach. A jeśli się przebudzi i niespodziewanie zacznie niepokoić – zawsze przecież można ją zalać, uśpić ponownie.
    - Nie, tak tylko myślę. – Odpowiedział po chwili Szymon przecierając czoło zakurzonym rękawem. – Gorąco.
    - O biedaku, że tu do nas trafiłeś. – Rozsiadł się obok niego w cieniu wypełniając całą okolicę i przestrzeń osobistą. – Pewnie szkoły pokończyłeś, a teraz z tymi emerytami i rencistami musisz siedzieć. Czemu nie znajdziesz sobie roboty w Mieście? Na pewno znalazłbyś coś. Masz prawo jazdy?
    - Aha.
    - No to wozisz gazety, piwo, cokolwiek. Już jakaś praca. Robisz kurs na koparkę i w ogóle żyjesz jak pączuszek. Co ty tu z nami robisz, to ja nie rozumiem…
    Oni też nie rozumieli. Szymon często do tego wracał. Nie miał złego życia, a przynajmniej on nie nazywał go złym. Rodzice jak rodzice. Rodzina jak rodzina. Nie bogata i nie biedna. Taka zwyczajna, bez miłości, a z przyzwyczajeniem, którą na początku żegna się z trudem, a po chwili z absolutną ulgą. I tą ulgą oddychał najpierw tydzień do tygodnia. Potem miesiąc do miesiąca. I poszło w lata. Życie się zmieniło, studia go zmieniły. Samodzielność, pierwsza praca – samowystarczalność. Potem i to było za mało, zakochał się. Jezu, jakie to było banalne, że się zakochał. Wtedy dopiero poczuł, że osiąga maksimum swoich możliwości.
    W perspektywie wszystkiego co się stało, najlepiej pamiętał swoją ostatnią prawdziwą rozmowę z Zośką. Okazało się, że była jedyną osobą, której ufał i mógł ufać bezgranicznie. Połączyła ich szczenięca tajemnica o wzajemnych fantazjach o sobie, z których wyrośli nie mówiąc ani słowa, kiedy był jeszcze na to czas.
    - Właśnie tego nie rozumiem. Mówisz, że ją poślubisz. Dom, pies, dziecko. Stateczność i dorosłość.
    Pamiętał, że po wszystkim parsknęła i napiła się czegoś zimnego z wysokiej szklanki. Pamiętał krople rosy, które gęsto osadziły się na ściankach i ściekały prosto na porysowany blat.
    A on tak chciał. Nie wiedział co bardziej – malować ściany, wyprowadzać psa czy chodzić z wózkiem na spacery. Chciał wpaść w rutynę małych zaskoczeń i jeszcze mniejszych sukcesów. Potem Zośka pojechała na swoją wycieczkę dookoła świata i kontakt się urwał, bo i na nią padło. Poznała kogoś i uznała, że byłoby nieuczciwe utrzymywać taką dwuznaczną znajomość. W krótkiej wiadomości napisała tylko: „wiesz co o tobie myślę”. Bolało, ale to przynajmniej jasne zasady, uczciwe. Takie kajdany, które sobie nakładamy, bo nie ufamy swojej lepszej (gorszej?) naturze. Tylko niedługo później minęło jego własne zakochanie. Wtedy właśnie, gdy myślał już tylko o obrączkach i imprezie na kilkadziesiąt osób. Został sam z kłopotami i pustym wnętrzem. I obrzydło mu wtedy wszystko, życie, Miasto, ludzie, których widywał każdego dnia. Wtedy coś w nim pękło, nie mówiąc nic nikomu, spakował się w dwie torby i wyszedł. Nie wypowiadając umowy najmu, nie biorąc samochodu. Po prostu wsiadł w autobus i wiedziony impulsem zapłacił za bilet do samego końca trasy. Wiedział, ze to było głupie. Uciekał od problemów, które dla kogoś innego byłyby jedynie małą przeszkodą, niewielkim krokiem w inną stronę niż zwykle. Wysiadł dopiero gdy łysawe opony autobusu uderzyły o kocie łby zaniedbanej pętli.
    Okazuje się, że nie ma nic prostszego jak znalezienie miejsca do spania na wsi, wystarczy popytać i mieć trochę gotówki. I z pracą też nie jest trudno, o ile komuś nie szkoda zdrowia i nie potrzebuje ubezpieczenia, nie wierzy w emeryturę i stroni od lekarzy. Dla kogoś, kto chce pozostać niezauważony, jest idealnie. Wręcz śmiesznie prosto.
    Słońce mknęło po niebie i zaraz miało osiągnąć zenit, a potem jak wiele razy wcześniej, zachwieje się i zniknie za zachodem swoim niespiesznym tempem. Przerwa dobiegła końca. Szymon wstał otrzepując się z igliwia i kilku ciekawskich mrówek.
    Ponownie zaczepił go Warchlak.
    - Papieroska? – Zarechotał wyciągając ponownie srebrzącą się w słońcu papierośnicę z gołą babą w 3D.
    Szymon zawahał się, po czym wyciągnął rękę. Warchlak nie okazał zdziwienia, jedynie uśmiechnął się odsłaniając bezzębną górną szczękę. Szymon wziął papierosa i niechlujnie zwiniętą bibułę wcisnął między spierzchnięte wargi. Zapalił i odetchnął z ulgą. Właśnie dotarło do niego, że przestał się martwić. Coś dziwnego targnęło jego twarzą, lekki skurcz, a po policzku spłynęła łza, która szybko zlała się z licznymi kroplami potu. Przetarł piekące oko i zaciągnął się po raz kolejny. Potem uśmiechnął się i wyciągnął rękę po kosę, którą zdążył poznać tak samo dobrze, jak własną rękę lub nogę. Gwizdnął po osełkę, którą prędko rzucił do niego jeden z chłopaków. Usiadł na przewróconym przez wiatr pniu i wziął się do ostrzenia. Z każdym zdecydowanym pociągnięciem dłoni ostrze stawało się cieńsze i ostrzejsze, ale szczerby pozostawały, na zawsze już zdradzając swoją historię.

    #tworczoscwlasna
    pokaż całość

    +: Cronox
  •  

    Podobno w tym roku było już 27 wypadków śmiertelnych przy pracy w lesie. Tak. 27. Nie weryfikuę liczby, którą zasłyszałem podczas rozmowy sprawdzonymi źródłami, ale fakt jest, że w ubiegłym miesiącu słyszałem o dwóch przypadkach, a kilka innych kojarzę w skali roku. Zachęcam do wpisania w google hasła „wypadek przy pracy w lesie” czy coś podobnego.
    Teraz pytanie: o ilu wypadkach w lesie słyszeliście? A o ilu wypadkach górników?
    Nie rozumiem tego, czemu zawód pracownika leśnego, tzw. ZULa, dla niewtajemniczonych (upraszczając) drwala jest traktowany tak lekceważąco? Kiedy górnikowi kamyk spada na głowę, mamy do czynienia z ogromną machiną medialną i nagłaśnianiem sprawy. W lesie? Cóż. Pracownik leśny nie ma tych przywilejów, co górnik. Często pracuje za naprawdę skromne pieniądze, niewyposażony właściwie do pracy ryzykuje życiem niemal każdego dnia.
    Nie przesadzam.
    Szczerze mówiąc, zanim trafiłem do lasów, kilku rzeczy się imałem i praca fizyczna nie jest mi obca. Nie. I nie miał bym problemów, by wyskoczyć z munduru i znów zająć się, dajmy na to, szpadlem. Ale nigdy, ale to nigdy w życiu nie chciałbym być pracownikiem leśnym. Fizycznym podstawowym kółkiem zębatym w tej machinie.
    Choć alkoholizm, to niestety norma w tej branży, i po każdej zaliczce dziwnym trafem brygady kurczą się nawet o 90% na czas nieokreślony, a także nie rzadko zdarza mi się złapać ludzi z alkoholem podczas pracy, to jednak szanuję i podziwiam ich za tę siłę, jaką mają żeby wykonywać swoją pracę.
    Niestety BHP na tym poziomie często leży. I nie mam pojęcia kto powinien zrobić z tym porządek. Ale jako przykład podam tylko anegdotkę, jak wygląda typowa kontrola.

    Witam kontrolerów i, jako, że mnie to nie dotyczy, nie wtrącam się, jedynie kieruję ich do ludzi, gdyż jako jedyny wiem gdzie są. Szukając pilarzy po gęstym lesie, widzą tylko jak operator maszyny zrywkowej ucieka w oddali w podskokach mimo swojej tuszy, gdyż nie ma umowy o pracę, a HDS nie ma legalizacji. Przypadkiem trafiają na pilarza, który pomylił strony i spisują go za brak kasku, spodni przeciwprzecięciowych. Przypadkiem może znajdą matę absorpcyjną na olej, która jest nieskazitelnie biała od kilkunastu lat. Kiedy chcą odnaleźć punkt, w którym pracownicy trzymają apteczkę, siekiery, kliny i inne niezbędne rzeczy, nagle okazuje się, że ktoś to przeniósł. Po chwili kręcenia się po lesie, okazuje się, że nikt nie został na polu bitwy, a szef ZULa ma wyłączony telefon.

    Kolejna kontrola zakończona sukcesem, można się rozejść.

    #podlesniczy #las #lesnictwo #pracbaza #bhp #drwal
    pokaż całość

  •  

    Pierwszy dzień pozyskania zaczął się malinowo. Wsiadam do auta, wsteczny i… o mało nie zatrzymałem się na samochodzie sąsiada. Hamulce nie działają. Tak więc droga do pracy zajęła mi nie dziesięć, a prawie czterdzieści minut. Dookoła, wiejskimi i leśnymi drogami. Na jedynych światłach redukcja, powoli kulanie się (bo czerwone), tylko po to, żeby przed samą sygnalizacją drogę zajechała mi typowa wiejska beemka. Hamowanie ręcznym na milimetry.

    Zanim udałem się do majstra szybka narada wojenna z leśniczym. Pierwsza rzecz – telefon do ZULa. Tak, tak. LKT nie ma w lesie, ale już zaraz będzie. Nie trzeba się martwić. Koło tylko napompują, bo przecież całe lato stało i już jadą. W międzyczasie wypuszczą kilka drzew, jasne, jasne…

    Jadę do majstra. Pierwsze co rzuciło się w moje oczy, kiedy zajechałem na placyk to ogromna czarna dętka… Prawda, majster miał być nad morzem, weekend wcześniej, ale jakoś wątpiłem, aby wypoczywał w tak wielkim kole. I szybko moje złe przeczucia się sprawdziły – dopiero co ZUL oddał koło do połatania. Wniosek? W ogóle nie sprawdzili (znowu) sprzętu przed sezonem.
    Co do moich własnych hamulców, płyn uciekł, nic strasznego. Niejaki cylinderek do wymiany.

    Oczywiście, ZULe wciąż szli w zaparte, że wszystko jest okej. A sanitarne cięcia tuż przy linii wysokiego napięcia. Drzewa niepewne, wymagające naciągania, poza tym mało miejsca na układanie drewna, a więc konieczność mygłowania na małej przestrzeni, aby nie stwarzać niebezpieczeństwa. Oczywiście bez LKT nie do wykonania.
    Jak zawsze.

    Dzień drugi. Przyjeżdżam na las i chłopaki od razu w podejrzanie dobrych humorach. „Ktoś się zakopał na lesie samochodem”.
    Co?! Kto?!
    Nie wiedzą. Nie znają. Podobno będzie robił gałęziówkę.
    Szybki telefon. Leśniczy nic nie wie. Ja nic nie wiem. Czubek.
    Ponad stuletnie, suche i zamierające dęby lecą dookoła, maszyny pracują, a facet wjeżdża sobie starym, zdezelowanym puntem na las. Wjechał 200-300 metrów w głąb lasu zanim się zakopał.
    Cierpliwie czekam na wyjeździe, zastawiam drogę. W końcu go wyciągnęli i podjeżdża.
    „Dzień dobry, podleśniczy … leśnictwa…, proszę zgasić samochód i okazać dokumenty.”
    Staram się być spokojny. W aucie na tylnim fotelu widzę stihlowską pilarkę. Coraz weselej.
    „Panie… Ale już nie ruszę jak zgaszę… mieszkam o tam zaraz…”
    Zaczynam się robić niegrzeczny. Nie obchodzi mnie to, kto panu pozwolił wjechać do lasu i co w ogóle sobie pan myślał? Życie panu nie miłe?
    „Gałęziowka”.
    Nikt tak lekkomyślny nie będzie robił gałęziówki!
    Proszę ponownie o dokumenty, silnik ciągle pracuje, facet jęczy, że nie ma paliwa.
    Nie ma dokumentów. Spisuje blachy, robię zdjęcia, wypisuje wyzwanie. Wiem – mało profesjonalnie. Było dzwonić od razu po Policję. Ale kiedy podał dane, łatwo było na wsi zweryfikować, czy to prawda czy nie. Kieruję sprawę na straż leśną i umywam ręce.

    Dzień trzeci. Sam ranek. Facet z punta czeka przed moim autem z flaszką.
    Zdenerwowałem się.
    Podpowiem tylko, że nic ze mną nie załatwił.

    Po takich trzech dniach zastanawiać się można co będzie później.
    #podlesniczy #las #lesnictwo #zul #lasy #lasypanstwowe #pracbaza
    pokaż całość

  •  

    Jakoś się zabrać nie mogę za konkretny wpis na dobry początek.

    Wrzesień zbliża się wielkimi krokami, co zdecydowanie już czuć w pracy.
    Zanim wyszedłem dzisiaj rano z toalety, już miałem dwa telefony: pierwszy ZUL odzywa się po chyba dwóch albo trzech tygodniach milczenia, jakby nigdy nic oznajmia, że dojeżdża do lasu. Hola, hola? Ale po solidnej reprymendzie, że nie odbierali telefonów, zostawili nieskończoną robotę i uciekli, w końcu rzucam tylko wyrozumiale: „Tam gdzie przebiłem oponę, pamięta Pan?”.
    „Tak, tak… po prawej stronie dwa gniazda.”
    „Nie po prawej, a po lewej. Nie dwa, a cztery. Poza tym się zgadza. Traficie?”
    „Trafimy.”
    Chwila moment drugi ZUL.
    „Napisał Pan smsa, że mam się pilnie skontaktować.” Owszem, pisałem, dobre kilka dni wcześniej. Czemu? Zostawił rozbabraną pielęgnację i uciekł. Nie odbierał telefonów.
    „Już jutro będę, dokończę. Podszyty do wycięcia były…”
    Tu przerywam, że mnie nie obchodzi co gdzie było, kultura wymaga, żeby powiedzieć jak się zjeżdża na kilka dni do kogoś innego na robotę. Oczywiście, tłumaczenia, że ktoś miał przekazać i tak dalej, i tak dalej…

    Czuć wrzesień, to oczywiste. Już za kilka dni będziemy mogli rozpocząć, na razie skromne, ale jednak, pozyskanie. Pełną parą ruszymy dopiero za półtora miesiąca, ale ZUL wygłodniały kubików zaczyna się budzić z letargu i przypominać sobie o nas, zwłaszcza, że wszędzie powoli powinni kończyć cięcie, a u nas na odwrót. I nie rozumiem tego – za każdym razem powtarzam ZULom, że jak znajdą lepszą robotę niż u nas, ja to rozumiem, niech tylko powiedzą kiedy ich nie będzie, jak długo. Ale zawsze, zawsze to samo – uciekną, przestają odbierać telefony. A potem na przełomie miesięcy pytają kto ile wykonał pracy, bo wypłata…

    Podobnie czuć wrzesień w przypadku innych połączeń telefonicznych (choć zwykli ludzie dzwonią o ludzkich porach). Ale każdego dnia już ktoś pyta czy można gałęzie robić. Ciężko wytłumaczyć, że trzeba jeszcze chwilkę poczekać. Bo co za różnica? „Ja będę cichutko robił, nikt mnie nie zobaczy, nie usłyszy”.
    Aha.

    Z innej beczki: do tej pory rekordzistą w dzwonieniu o niestosownej porze był kierowca, który o 4 rano dzwonił do mnie, żeby zameldować, że rusza spod stolicy… Nie mam pojęcia do dziś po co.

    I poza tym, że wrzesień zaraz, kończy się po prostu miesiąc. Wypłata za pasem, trzeba odbierać pozycje ze zleceń. W końcu ZUL zgłosił poprawkę pielęgnacji, którą zrobił w pierwszych dniach sierpnia. Poprawki było dosłownie na godzinę, dwie pracy dla jednej osoby. Ale zwlekali, zwlekali… Jadę na powierzchnię i trzcinnik odrósł od początku miesiąca już na tyle, że zakrywa ponownie sosnę poza miejscem, owszem, w którym wykonano dopiero co poprawkę. Teraz pytanie filozoficzno-ekonomiczno-moralne: powinienem odebrać pozycję wykonaną w 100%, wykonaną w tych 5% gdzie teraz jest dobrze wykoszone, czy w 95% gdzie było ok. na początku miesiąca? Czego się nie zrobi, jest źle…

    I może nie jest to najciekawszy wpis, ale trochę wyjaśnia co teraz się dzieje i czemu brakuje mi chwili na zastanowienie się nad mądrzejszym wpisem.
    I zabieram dla siebie tag #podlesniczy , jako, że nikt z niego jeszcze nie korzystał

    #las #lesnictwo #zul #drwal #lp
    pokaż całość

    +: Cronox
  •  

    Chciałem podziękować za zaskakująco popularne AMA. Przeszlo moje najśmielsze oczekiwania, bo nie spodziewałem sie ze tyle osob to interesuje. Ponadto chce podziekowac @mpetrumnigrum , który skutecznie mnie odciążał. Wiem, ze wiele pytań nie uzyskali wyczerpującej odpowiedzi, ale nie jestem omnibusem i ponadto ilość pytan mnie przytłoczyła. Zachęcam do zadawania jakichkolwiek pytan dot. Lasu kiedykolwiek kogoś najdzie ochota.
    Moze zacznę nawet spisywac tutaj jakies anegdoty? Musze pomyśleć. Zaskoczyliście mnie bardzo pozytywnie.
    Jeszcze raz dziękuję.
    #las #lasy #ama
    pokaż całość

  •  

    Może ktoś zainteresowany jest tym jak wygląda praca w lesie, prawdziwi drwale etc. Zapraszam do pytań. Pracownik Lasów Państwowych z kilkuletnim stażem tutaj ;) odpowiadanie na pytania moze pozwoli mi wypełnić czas oczekiwania, którego jest czasami sporo w pracy podleśniczego. A czasami w ogóle, rzecz jasna.
    #las #lasy #ama #lasypanstwowe #lp #drwal pokaż całość

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika TP-w-trzeciej-klasie

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.