•  

    #crpg

    Prawie rok temu po obejrzeniu wykopalisko stwierdziłem, że muszę zagrać w Ultime VII. Jakiś czas temu zebrałem się w sobie i ukończyłem Black Gate z Forge of Virtue.
    Z racji, że nie jestem skażony nostalgią, bo jedyna Ultima, którą ogrywałem to Online dwadzieścia lat temu, to chciałbym podzielić się wrażeniami.

    Technologia

    Po kolei, wybrałem wersję z GOGa, a mimo tego z powodów technicznych/mechanicznych już początki były dla mnie naprawdę trudne, a ogólnie nie mam większych problemów z ogrywaniem staroci. Co uwierało od startu?

    - Żółta czcionka na transparentnym tle, która jest używana w dialogach w połączeniu z pstrokatym tłem jest mocno nieczytelna (później okaże się, że font zastosowany w księgach/zwojach jest jeszcze gorszy).
    - Szybkość gry mimo DOSBoxa jest zabójcza, "nacelowanie" na poruszającego się NPCa było wyzwaniem, a walki niemożliwe do śledzenia.
    - Przesiadka z "ludzkich" rozdziałek na 320x200 boli
    - Przez rozmiar okna zarządzanie maksymalnie ośmio (!) osobową drużyną jest niewygodne, ekwipunek korzysta z sakiewek plecaków i tego co się aktualnie się na sobie nosi, więc bardzo łatwo go zapełnić (dzieje się to praktycznie od razu)
    - Brak wielu sensownych skrótów (jedzenie!!! - postacie co chwila były głodne)

    Próbowałem ale po kilku godzinach stwierdziłem, że jak przejście ma trwać ~60h, to nie będę się tyle męczyć i rozpocząłem poszukiwania pomocy. W ten sposób natrafiłem na Exult - w skrócie jest to Ultima VII napisana od nowa przy wykorzystaniu oryginalnych zasobów. Po instalacji Exulta (z keyring modem i plikami audio) w końcu miałem spore możliwości konfiguracji gry. Udało mi się ograniczyć jej szybkość do 6 FPSów (bodajże oryginalna wartość w jakiej chodziła gra), dodałem sobie tła pod dialogami przez co uzyskałem efekt "dymków", które nie mieszały się już tak z otoczeniem. Za darmo dostałem też multum ułatwiających grę skrótów (np. k - postać używa sama wszystkich posiadanych kluczy w celu sprawdzenia czy pasują, dzięki temu nie trzeba samemu każdego szukać, a później klikać, f - pozwala na używanie (losowego?) jedzenia na danej postaci, itd.). A co z rozdziałką? Początkowo ustawiłem sobie ją taką jaką mam natywnie na monitorze (2560x1080) i wyglądało to naprawdę świetnie (trudniej się biegało z racji, że bieg "włącza" się jak myszka jest blisko krawędzi okna gry), niestety czytając o innych polecanych ustawieniach dowiedziałem się, że granie na wyższej rozdziałce niż 320x200 z uwagi na wyzwalacze zapięte na "widok" może zepsuć grę, nie wspominając o oczywistych rzeczach jak to, że widząc więcej możemy zobaczyć rzeczy, których nie powinniśmy (ukryte przejścia/komnaty), więc niechętnie ale wróciłem do tego zlepka kilku pikseli.

    Tak więc pozbywając się najbardziej uciążliwych problemów technicznych (a do reszty z czasem się przyzwyczaiłem) rozpocząłem grę od nowa (niestety savy z Dosboxa nie są zgodne z Exultem).

    A jak wyglądała już sama gra?

    Walka:

    Według mnie najsłabszy element. Ekran tworzenia postaci to wybór płci i imienia, postać opisują trzy atrybuty główne (Strength, Dexterity, Intelligence) oraz trzy pochodne (Combat, Mana, Hit Points). Nie mamy możliwości ich rozdzielenia, rozwój postaci w samej grze wygląda tak, że wraz ze zdobywaniem postaci zdobywami "training points" i szkoląc się u poszczególnych trenerów mamy bezpośredni wpływ na pierwsze trzy, te natomiast wpływają na "atrybuty pochodne". Zależności są następujące:

    Strength -> Hit points
    Dexterity -> Combat
    Intelligence -> Mana

    Niestety na podstawie samych liczb ciężko cokolwiek o faktycznej sile postaci powiedzieć, przynajmniej dla kogoś takiego jak ja, kto nie jest weteranem poprzednich części.

    Rynsztunek jest raczej klasyczny i w samej grze nie znajdziemy wielu typów magicznych broni/pancerzy. Mimo, że lubię w grach znajdywanie nowych "artefaktów" i emocje towarzyszące sprawdzaniu czy mogą mi się przydać, tak nie brakowało mi tego tutaj jakoś specjalnie, bo praktycznie do końca gry cieszyłem się z każdej ciekawszej znajdźki.

    Same potyczki są nieangażujące, wybieranie celu nie ma większego sensu, wszystko dzieje się nawet na 6FPSach bardzo szybko, rzucanie czarów w trakcie walki jest problematyczne i mimo, że grałem "magiem" (główna postać to bodajże jedyny członek drużyny, który może rozwijać się w tym kierunku), to czary (jest ich całkiem sporo, a użycie wymaga odpowiednich składników) używałem praktycznie tylko poza bitwami do otwierania zamków, wykrywaniua pułapek czy rozmów ze zmarłymi.

    Fabuła/Misje poboczne

    Krótko, żeby nie spoilerować, początek zapowiadał się intrygująco, rytualne morderstwo lokalnego kowala i gargulca, a my w roli detektywa. Szczerze mówiąc grając te kilka godzin na Dosboxie wątek główny trzymał mnie przy grze. Niestety później robi się znacznie słabiej. Bardzo często towarzyszyło mi uczucie "bycia" kurierem, schemat wyglądał tak:

    Idż do X po Y -> X mówi, że da Y ale jak dasz mu Z -> idź po Z, które wymaga... itd.

    Misje poboczne zazwyczaj były proste i raczej krótkie, choć części z nich nie odmawiam pomysłowości. Cieszyło to, że potrafiły poruszać poważniejsze tematy jak np. handel ludźmi czy narkotyki, co w fantasy rpg często jest nieobecne albo zrobione "na siłę".

    Dodatkowo w grze nie ma czegoś takiego jak automatyczny dziennik zadań czy marker na mapie, wszystko trzeba samemu zapisywać w dzienniczku. To akurat rozwiązanie charakterystyczne dla starych gier i z racji, że pozwala ono bardziej zanużyć się w świat gry mi się podoba.

    Świat

    Chyba największy plus Ultimy, gra jest otwarta (dosłownie) od samego początku. Mamy do dyspozycji całą Britannię (bez ekranów ładowania!), a więc góry, miasta, pustynia, lasy, wyspy itd. ogranicza nas tylko środek transportu i nasza siła. Samo otoczenie jest wyjątkowo żywe, mamy zmieniającą się pogodę, cykl dnia i nocy, który wpływa na mieszkańców, bo każdy ma tutaj pracę, gdzieś śpi, część wieczorami udaje się na spotkania lokalnej sekty, inni spędzają ten czas w karczmie czy po prostu w swoim domu. Gra w swojej "naturalności" idzie dalej, bo znając odpowiednie kroki wytwarzania miecza, czy pieczenia chleba możemy to spokojnie zrobić własnoręcznie w kuźni czy pierkani, a trzeba pamiętać, że mówimy o grze prawie trzydziestoletniej! Wielu mieszkańców jest ze sobą jakoś powiązana, co też umożliwa ciekawsze z nimi interakcje, choć czasami brakowało "oczywistych" kwestii do powiedzenia.

    Miasta też wydają się mieć swój charakter, zazwyczaj w każdym jest coś ciekawego i wyjątkowego, w Yew możemy znaleźć opactwo oraz więzienie, Minoc to natomiast miasteczko górnicze, New Magincia to z kolei wyspa uczonych itd. Cieszy to, bo odwiedzając kolejne lokacje możemy je bez problemu scharakteryzować, nie mamy uczucia odwiedzania losowych makiet.

    Jak wspominałem pomimo klasyki, jeśli chodzi o oręż czy pancerze, tak w grze istnieje całe multum ciekawych przedmiotów, które nie służą do wyrządzania krzywdy. Przykładem niech będzie breloka do kluczy (?), dzięki niemu będziemy mogli łatwiej ich używać, sekstans pokaże nam nasze położenie na mapie, rozkładane posłanie pozwoli odpocząć w każdym miejscu, księga z opisanymi brońmi pokaże nam liczbowo ile co zadaje obrażeń (normalnie tego nie wiemy) itd.

    Niestety przez to, że świat jest rozbudowany to część rzeczy jest nieoczywista dla kogoś nie znającego serii. Np. korzystanie z Orb of the Moon czy Virtue Stones było dla mnie niewiadomą i gdyby nie internet (który niestety nie zawsze jest przy tej grze pomocny), to miałbym problem z odgadnięciem jak używać tych przedmiotów. Fabularnie też jest sporo postaci, wydarzeń, o których się mówi/spotyka, a które miały miejsce w poprzednich odsłonach. Dodatkowo gra potrafi w różnych momentach wymagać od nas konkretnego przedmiotu, a niekoniecznie musi dawać jakieś wskazówki z tym związane (zgubienie czegoś małego też potrafi się zdarzyć).

    TLDR

    Czy jest to w dzisiejszych czasach gra, którą poleciłbym ograć? Prócz początkowych problemów grało mi się naprawdę przyjemnie i ze względu na świat gry myślę, że warto byłoby dać jej szansę. Niemniej do zachwytów ze wspomnianego wykopaliska mi daleko (choć może powinienem sobie to nagranie odświeżyć).

    Sam teraz stoję przed dylematem kontynuowania gry w Serpents Isle, która pcha dalej wątek z Black Gate. Tutaj moje pytanie do tych, którzy ogrywali. Słyszałem, że Part Two jest bardziej liniowe, a więc pewnie stracę to, co najbardziej lubiłem w pierwszej części ale czy zyskam coś "w zamian", czy sposób prowadzenia fabuły/zadania z nią związane będą ciekawsze, bo sama gra jest podobno jeszcze dłuższa? Z góry dzięki za odpowiedzi.
    pokaż całość

    źródło: external-content.duckduckgo.com

    •  

      Mówimy o okresie rozrostu wszystkich firm sprzedających giereczki, rozwijały wtedy skrzydła i to dość potężnie – "imperia" Techlandu i CD Projektu

      @Ercefet: Mówimy o okresie w którym ówczesny 2 i 3 największy (Mirage Media i IPS Computer Group) dystrybutor oficjalnych gier w Polsce musiał się połączyć żeby nie zbankrutować.

    •  

      dostała port na najpopularniejszy system operacyjny – faktycznie kogo to obchodzi

      @Ercefet: Mogę cie zapewnić. nikt w tamtych czasach w Polsce nie grał w żadnego Dooma 95. Natomiast wszyscy grali w Dooma 1 i Dooma 2.

      prawdopodobnie jestem starszy od ciebie

      @Ercefet: Jeżeli jesteś faktycznie starszy ode mnie (w co wątpie) to musiałeś te czasy spędzić pod jakimiś kamieniem, skoro ci się ubzdurało że ktokolwiek grał w ten fatalnie zoptymalizowany port Dooma pod Windowsa. No i że koniec lat 90-tych to były super czasy dla wydawców gier w Polsce. Podczas gdy w rzeczywistości pierwszy i faktycznie legendarny (w przeciwieństwie do CD Projekt) wydawca gier w Polsce, jeszcze z czasów Amigi - Mirage Software - właśnie wtedy bankrutował. pokaż całość

    • więcej komentarzy (20)

  •  

    Moja recenzja gry Pathfinder: Wrath of the Righteous- może się komuś przyda w podjęciu decyzji o zakupie. Dobrnąłem mniej więcej do połowy trzeciego rozdziału. Dalej nie gram bo mi się już nie chce. Wersja Fitgirl repack. Działała ok, miałem w sumie ze 4 niegroźne crashe. No i moje GPU się bardzo mocno nagrzewało.

    1.Mechanicznie gra prezentuje się dobrze podobnie jak Pf:K. Duży wybór klas i dobrze zaimplementowane reguły 3.5 D&D (poza kilkoma klasami postaci które są obecnie zepsute/zabugowane). Walka w systemie aktywnej pauzy działa dobrze. Wersja turowa jednak jest zabugowana mocniej niż w Pf:K Kreator postaci i walka to są właściwie jedyne atuty tej gry.

    2.Graficznie to poprawiony Pf:K. Wiele map prezentuje się ładniej dzięki lepszemu oświetleniu i większej liczbie małych obiektów graficznych. Poprawiono także sylwetki postaci i potworów. Generalnie jednak jest to kolejna gra z trochę zmienioną stylistycznie kopią grafiki z World of Warcraft i osobiście jestem już zmęczony tym stylem graficznym. Za dużo takich gier widziałem.

    3.Fabuła Pf:WotR to kompletna plajta. Poziom fan-fiction. Wiele fragmentów ociera się wręcz o grafomanie.Grupa docelowa tej histori to chyba młodzież w wieku 14-16 lat. Mnie osobiście wiele fragmentów narracji kojarzyło się z serialem tv "Power Rangers" i często odczuwałem wstyd że w to gram, tak infantylna i dziecinna jest ta historia. Ostatni raz podobne odczucia miałem gdy grałem podczas premiery w Diablo 3. Tyle że tam fabuła była właściwie szczątkowa: kilka scenek i dialogów tu i tam, łatwo pomijalnych. W Pf:WotR dialogi potrafią ciągnąc się czasami po pięć i więcej minut. Ściany ekspozycji jeszcze dłuższe niż w pierwszych Pillarsach. Towarzysze i npc gadają i gadają mimo że właściwie nic ciekawego do powiedzenia nie mają.

    4.Towarzysze i npc którzy cie otaczają to poza jednym wyjątkiem (Regill) wyjątkowe nieporozumienie. Często irytujący ale zazwyczaj nudni i nieciekawi, mimo że większość z nich ma rogi, wypustki, futra albo dziwne oczy.Bohaterowie Pf:WotR cały czas uparcie przekonują cie że są krzyżowcami uczestniczącymi w krucjacie przeciwko demonom. Problem w tym że zachowują się jak świeżo poznana w realu grupa znajomych z facebookowej grupy LGBT, biorąca udział w marszu równości.
    Plajty tego aspektu gry dopełnia słaby, wręcz cringowy w wielu przypadkach voice acting. Część aktorów nie do końca chyba orientując się właściwie w czym bierze udział "gra głosem" jakby podkładała go do kreskówek na Mini- Mini czy Disney Channel. Tym bardziej potęguje to wrażenie dziecinności i infantylności fabuły. Z drugiej strony ci sami dziecinni i infantylni towarzysze, z tymi głosikami jak z kreskówek, non stop próbują się dobrać do twoich spodni. Robi to nawet gadający lis (screen poniżej).

    5.Reklamowana szeroko minigierka w stylu Herosów, zgodnie z przewidywaniami okazała się takim samym niewypałem jak zarządzanie królestwem w pierwszym Pathfinderze. "Epickie" bitwy krzyżowców z demonami polegają najczęściej na tym że stojące obok siebie nieruchomo jednostki rycerzy i gargoyli przez kilkadziesiąt tur, okładają się wzajemnie mieczami i szponami aż w końcu gargoyle umierają i wygrywasz. Podobnie jak w pierwszym pathfinderze wprowadzenie minigierki rozwala strukturę i tempo właściwej gry (drużynowego crpga), zmuszając cie do zarządzania czasem i oddzielając od właściwej rozgrywki niekonczącymi ekranami ładowania.

    Podsumowując: Gra dużo gorsza niż pierwszy Pathfinder. Pierwsza cześć miała pewien urok (szczególnie w pierwszych dwóch rozdziałach, potem już z tym było gorzej) takiej niezobowiązującej małej i niskopoziomej przygody, w klimacie przypominającym amerykańskie książki i filmy pulp fantasy z lat 70 i 80 -tych XX wieku. W drugiej części klimat zjadliwej pulpy został jednak zastąpiony niestrawną mieszanką klimatu gier serii Dragon Age i jRPG-ów typu Final Fantasy podlanej dodatkowo gęstym sosem woke/LGBT.
    W Pf:WotR wszystko jest "epickie" i walczysz o ocalenie świata. Problem w tym że ten świat jest nieciekawy, więc nie masz żadnej motywacji żeby go ocalać. "Epickie" sceny zamiast wzmocnić narracje gry paradoskalnie osłabiają ją, uwidaczniając sztuczność i tekturowość stworzonego świata fantasy. O jakiejkolwiek imersji nie może być więc mowy i Pf:WotR staje się zwykłym symulatorem buildów i walki drużynowej. Co samo w sobie nie jest złe gdy gra jest tworzona wyłącznie pod takie ambicje: patrz Icewind Dale czy ToEE. Tutaj jednak tak nie jest i gracz co 4 -5 walki musi przeklikliwać się przez nieciekawe dialogi pełne bezwartościowych ekspozycji albo brać udział w nudnej minigierce typu HoMM dla ubogich.
    Generalnie polecam więc wstrzymać się z zakupem i poczekać aż cena spadnie do okolic 50 zł. Tyle ta gra jest moim zdaniem realnie warta.

    #pathfinder #crpg
    pokaż całość

    źródło: bw1.jpg

    •  

      Mirki wyżej twierdzą że należy to do świata Paizo.

      @hansschrodinger: Owszem kreacja świata tzw. setup to dzieło Paizo. Ale jego wypełnienie to robota Rosjan I tak przykładowo czarna paladynka to postać od Paizo. Ale jej niemal wszystkie teksty i dialogi, jej dziwaczna kreacja na ziomala z getta (łącznie z podkładająca głos aktorką która też robi z niej współczesną ziomalkę z bloków na Bronxie) to już robota Rosjan.
      Tak samo te wszystkie niewydarzone romanse, oczywista dla każdego grafomania i wątki woke/LGBT. Podobno ten trans w tych modułach ma kompletnie marginalną rolę. A tutaj jest jednym z głównych bohaterów w pierwszej części gry.
      Najlepsze że na RPG Codex nawet Rosjanie którzy brali udział w becie i ostro promowali tą grę i wydawcę wcześniej przy Kingmakerze, przyznają że fabuła tej gry to nieporozumienie i nawet jej nie próbują bronić tylko każą przeklikiwać i skupić się na walce.
      pokaż całość

    •  

      @hansschrodinger: Wejdz na RPG Codex (dział general RPG Discussion) i tam masz wątek główny (tzw. oficjalny) o tej grze i setki postów w nim. Masz też kilka pobocznych krótszych wątków/wpisów gdzie odbywa się dyskusja na temat fabuły tej gry. Ale uprzedzam to jest czytania na kilkanaście godzin w tym momencie.

    • więcej komentarzy (45)

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika Thorkill

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.