Czarna sierść, biała skóra.

  •  

    Nowy zakup. Czytał ktoś, temat niezwykle interesujący. #historia #ksiazki

  •  

    Żywe trupy to nie tylko wymysł rodem z Hollywood. Podczas I Wojny Światowej doszło do starcia okrzykniętego - ATAKIEM TRUPÓW.

    We wrześniu 1914 pod twierdzę Osowiec przybyły oddziały niemieckiej 8. Armii które próbowały ją zająć z marszu. Bezpośredni szturm został odparty przez rosyjski garnizon, wobec czego rozpoczęło systematyczny ostrzał. Na pozycje obrońców spadały tysiące pocisków różnego kalibru wliczając w to potężne 420mm moździerze. Mimo poważnego uszkodzenia twierdzy garnizon odrzucał wszystkie wezwania do poddania się.Wobec nieustępliwej postawy obrońców Niemcy zostali zmuszeni do przejścia do działań pozycyjnych.
    W lipcu 1915 roku wojska niemieckie feldmarszałka von Hindenburga rozpoczęły ofensywę na olbrzymią skalę. 6 sierpnia pozycje niepokonanego rosyjskiego garnizonu rozpylono chmurę gazu bojowego - chloru z bromem - który pokrył 8 km terenu i osiągnął wysokość 15 metrów. Z powodu braku masek przeciwgazowych obrońcy praktycznie nie mieli szans na przeżycie, więc kiedy wiatr zaczął rozwiewać opary gazu, do szturmu ruszył 18. pułk 70. Brygady, która wchodziła w skład 11. Dywizji Landwehry, który miał przejąć oczyszczoną z nieprzyjaciela twierdzę.
    Jak napisał Artiom Denisow, autor książki "Atak umarłych":
    „Kiedy Niemcy zbliżali się do rosyjskich okopów, napotkali kontratak prowadzony na bagnety z okrzykiem na ustach. Choć było to raczej ochrypłe huuurrra ocalałych obrońców – pozostałości po 8. i 13. Kompanii. Może trochę więcej jak 100 osób. Ledwie stali, jednak nadal walczyli. To, co zobaczyli Niemcy, było straszne. Żołnierze mieli na twarzy szmaty, którymi obwiązali oparzenia chemiczne, pluli krwią, a czasem wypluwali na koszule kawałki swoich płuc”.
    Przerażeni tym widokiem napastnicy rzucili się do ucieczki. Garstka Rosjan zmusiła do wycofania się 7 tysięcy Niemców.
    Twierdza nie została zdobyta, zgodnie z rozkazem dowództwa pozostały przy życiu rosyjski garnizon opuścił Osowiec.

    #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #iwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu

    #oporwekrwi <TAG AUTORSKI
    pokaż całość

    źródło: 139313_900.jpg

  •  

    Zainstalowałem HoI2, niestety ucina mi ekran. Kojarzy ktoś jak to naprawić, nie mogę się dostać do rozdzielczości ? Windows 10 64-bit GeForce GTX . Odpalanie w zgodności z XP nie działa.
    #hoi2 #paradox #hoi4 #gry

    źródło: Beztytułu.png

  •  

    Słyszeliście kiedyś o bokserskim pojedynku człowieka z niedźwiedziem ?
    Taka walka rzeczywiście odbyła się w Nowym Yorku w 1949 roku. Naprzeciw siebie stanęli Gus Waldorf i oswojony niedźwiedź brunatny z wyrwanymi zębami i usuniętymi pazurami. Treser wprowadził swojego podopiecznego na ring w kagańcu i bokserskich rękawicach na przednich łapach. Po symbolicznym przywitaniu z rywalem rozpoczęła się walka w której obaj rywale nie szczędzili sobie ciosów. Waldorfowi nawet udało się posłać niedźwiedzia na deski, ten jednak po chwili wstał i kontynuował pojedynek. W przerwie przed drugą rundą treser pokazał jak ma uderzać rywala. Chwilę później zwierzę wyprowadziło mocny lewy sierpowy, który posłał człowieka na deski. Sędzia obwieścił triumf niedźwiedzia.
    Myślicie, że to nierealne i ludzie nie są aż tak pojeb*ni ? W komentarzu filmik.
    #ciekawostki #historia #historiajednejfotografii #boks #zwierzaczki
    pokaż całość

    źródło: gudlof-walka.jpg

  •  

    Dzisiaj dłużej ale czytajcie baaardzo powoli bo przez ponad tydzień nic wam nie wrzucę (jadę pooglądać spuściznę Imperium Rzymskiego ( ͡° ͜ʖ ͡°) )

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Muszę powiedzieć, że wzruszenie mnie łapie, gdy patrzę na to zdjęcie. Wrzuciłem je bowiem jako jedno z pierwszych - dokładnie pięć lat i tydzień temu. Wtedy było 99 lajków, zaskoczycie mnie dzisiaj - będzie 10 razy tyle? ( ͡° ͜ʖ ͡°) Dziś będzie dłużej.

    ''Symbol klęski... Amerykańscy żołnierze oglądają porzuconego Me-262, ukrytego między drzewami przy autostradzie. Z racji silnych ataków na lotniska, Niemcy pod koniec wojny byli zmuszeni wykorzystywać autostrady. Kwiecień 1945 roku.''

    Tak naprawdę to Me-262 A-2a z 1./KG 51, porzucony pod Brunnthal, maj 1945 r.

    Me-262, część II: przeciw Fortecom i Liberatorom

    ''To było... jakby być Bogiem'' ~ ppor. Klaus Neumann, JG 7.

    Noc 26 lipca 1944 roku była pogodna i jasna nad Monachium. Pojedynczy Mosquito z 540. dywizjonu RAF leciał na pułapie 8,5 km. Porucznik A. E. Wall, pilot, czuł się bezpieczny - na tej wysokości nie zagrażała im ani artyleria, ani niemieckie myśliwce. Noc mijała spokojnie. Nawigator, ppor. A.S. Lobban znudzony patrzył na radar. Nagle zawołał: ''Bandyta na 6.! Zbliża się, i to szybko!''. Wall był zdumiony - niby skąd, u licha, mógł się tu wziąć niemiecki samolot, i to tak nagle? Nie było czasu na myślenie, trzeba było uciekać. Wall był spokojny. Mosquito to pierwszorzędna maszyna. Mało który samolot mógł go dogonić. Zaraz zostawią natręta za sobą.

    Mylił się.

    Mosquito zwiększał prędkość nurkując, skrzydła wibrowały niebezpiecznie od przeciążenia, ale Wall poczuł lód na plecach, gdy Lobban przerażonym głosem powiedział mu: ''Zbliża się''. Jak?! Pędzili ponad 650 km/h!

    Niemiecki samolot otworzył ogień. Wall poczuł wstrząs. Zostali trafieni, samolot zadymił. Mosquito ostatnim wysiłkiem skierował się w chmury i wtedy zobaczyli odchodzącego prześladowcę. Miał smukły, rekini kadłub. Dwa blade ogniki tańczyły pod jego skrzydłami. I nie miał śmigła.

    Kiedy weszli w chmurę, Lobban wykrztusił z siebie tylko:

    - Czym była ta rzecz?!

    Me-262, gdy się pojawił na niebie, wywołał konsternację w alianckich sztabach. I autentyczne przerażenie wśród załóg, które widząc maszynę szybką jak tajfun, potrafiły wykrztusić z siebie tylko bezładną mieszaninę strachu i podziwu. Mówili, że to najbardziej przerażająca rzecz, jaką można ujrzeć.

    Pierwszą jednostką, która otrzymała nowe samoloty, była Kommando Nowotny, elitarna jednostka, dowodzona przez sławnego Walthera Nowotnego, ''Tygrysa z Wołchowa''. Była to pierwsza w historii jednostka myśliwców odrzutowych. W toku służby zestrzeliła ona 21 alianckich samolotów za cenę sześciu Me-262, w tym samego Nowotnego, który poległ w walce 8 listopada 1944 r. Kommando Nowotny oddelegowano do dalszego szkolenia i przemianowano na JG 7 ''Nowotny'', na cześć poległego dowódcy.

    Nowy typ samolotu przeraził Aliantów tak bardzo, że celem nr 1 ataków bombowych była fabryka Messerschmitta w Regensburgu. Ale Niemcy byli sprytniejsi i produkcję przenieśli do kopalni Walpersberg w Turyngii, a samoloty montowano nierzadko w otwartych fabrykach na leśnych polanach. Mimo wszelkich trudności, zbudowano 1433 samoloty, jednak tylko 200 trafiło do walki. Niemcy obeszli też utrudnienia z paliwem - Me-262 był napędzany paliwem J2, uzyskiwanym z węgla drzewnego. Było tanie i łatwo dostępne, ale potrzebowano go dużo.

    Najsłabszym ogniwem okazał się czynnik ludzki. Wyczerpana Luftwaffe nie miała już kim obsadzać wizjonerskiej maszyny. Większość pilotów przechodziła krótki trening naziemny i 8-godzinny kurs pilotażu. Dlatego do latania na Me-262 kierowano pozostałych przy życiu Expertów. Najlepszych z najlepszych. Heinz Bär, Erich Rudorffer, Theodor Weißenberger, Heinrich Ehrler, Johannes Steinhoff - ten ostatni został trwale oszpecony po wypadku na Me-262, gdy pękła mu opona podczas startu.

    Alianci szybko poznali słabe strony Me-262 i wiedzieli, że najłatwiejszym sposobem na zestrzelenie odrzutowca było zaczajanie się w rejonie lotniska. Dopadano startujące i lądujące Jaskółki, niemogące się bronić. Taktyka ta została określona mianem ''łapania szczurów''. Wymusiło to na Niemcach powołanie specjalnych jednostek myśliwców ochraniających lotniska Me-262. Należy tu jednak dodać, że żaden aliancki pilot nie zestrzelił więcej niż jednego Me-262.

    Samolot był o ponad 160 km/h szybszy od najszybszych alianckich myśliwców. Uzbrojone w cztery działka 30 mm MK 108 Rheinmetall-Borsig i niekierowane rakiety R4M, pędzące z prędkością 870 kilometrów na godzinę odrzutowe potwory siały śmierć i zniszczenie wśród wypraw bombowych na niemieckim niebie. ''Prędkość tych maszyn w walce z naszymi P-51 i P-47 zdumiewała nas'', powiedział jeden z pilotów 336. dywizjonu bombowego. Podaje się, że Jaskółki zestrzeliły od 700 do 900 alianckich samolotów przy stratach własnych wynoszących zaledwie 85 maszyn. W jednym ze starć sześć Me-262 zestrzeliło bez żadnych strat 14 bombowców. Por. Kurt Welter z 25 zestrzeleniami był i pozostaje po dziś dzień asem wszech czasów na odrzutowcach.

    ''Nasi strzelcy pokładowi byli ogłupiali prędkością tej maszyny, i mimo naszej miażdżącej siły ognia, nie zrobiliśmy jej żadnej krzywdy. Odrzutowiec przeleciał przez naszą już i tak ciasną formację tak blisko, że mogliśmy zobaczyć pilota, nity w poszyciu i ziejące ogniem działka. Skrzydło prowadzącego samolotu zostało odcięte od reszty, niczym jakąś niewidzialną piłą i samolot zwalił się ku ziemi'', wspominał por. Eugene T. Jensen z 349. dywizjonu bombowego.

    Planowano kolejne modyfikacje - m.in. zamontowanie kabiny ciśnieniowej, ale zabrakło już czasu. Powstała wersja bombowa A-2a z dwoma działkami 30 mm i zaczepami na dwie bomby 250 kg. Była i wersja rozpoznawcza A-4a z dwoma aparatami, była dwumiejscowa wersja nocna B-1a i uzbrojona w działko 50 mm wersja A-1a/U4. W styczniu 1945 r. do testów trafił Me-262C, zwany ''Heimatschützer'', wysokościowy potwór, osiągający pułap 12 km w zaledwie cztery minuty.

    Ale nawet rewolucyjna maszyna i najlepsze wysiłki doskonałych pilotów nie mogły pomóc przy przygniatającej przewadze liczebnej wroga. Niemcy walczyli dzielnie i ofiarnie, zestrzeliwali setki wrogów, zażarcie bronili nieba Rzeszy, ale nie mogli wygrać tej bitwy. 18 marca 1945 r. 37 Me-262 strąciło 25 bombowców za cenę dwóch własnych maszyn. Ale to było zaledwie 2 % liczącej 1200 samolotów wyprawy. Największa liczba Me-262 w powietrzu jednego dnia to 59 maszyn - 44 z III./JG 7 i 15 myśliwsko-bombowych z I./KG(J) 54 7 kwietnia 1945 r. Przeciw sobie miały 1200 bombowców i 800 myśliwców. Wiele brało udział w ostatnim boju - bitwie o Berlin, atakując sowieckie cele naziemne i samoloty. Ostatnie zestrzelenie w Europie przypadło również Me-262 - por. Fritz Stehle z 2./JG 7 zestrzelił 8 maja o 4 po południu sowiecką Airacobrę nad Erzgebirge.

    Samolot pojawił się zbyt późno i w zbyt małej liczbie, by móc zmienić losy wojny. Cudowna broń zawiodła, zaś czwórka odrzutowców dzielnie stawiających czoła tysiącom alianckich maszyn była codziennością w 1945 r., co przepięknie pokazano w ułamku sekundy w filmie ''Furia''. Symbolem tego był los majora Heinricha Ehrlera, asa z 208 zestrzeleniami. 4 kwietnia 1945 r., prowadząc cztery odrzutowce przeciwko 1200 alianckim bombowcom nad Stendal zestrzelił dwie Fortece. Kiedy zorientował się, że nie ma już amunicji, nadał swój ostatni komunikat do przyjaciela, wspomnianego Weißenbergera:

    - Theo, tutaj Heinrich. Właśnie zestrzeliłem dwa bombowce. Nie mam już amunicji. Zamierzam staranować trzeci. Trzymaj się! Do zobaczenia w Walhalli!

    Po czym skierował się na trzeci bombowiec i uderzył w niego. Oba samoloty spadły w płomieniach. W grudniu 2018 r. powiadomiono, że rozpoczęto poszukiwania ciała majora. Odnalezienia szczątków majora czeka jego brat, który chce go godnie pochować.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Posłuchajcie o symbolu hiszpańskiej wojny domowej - noszącej znamiona prawdziwego bohaterstwa - obronie wznoszącej się nad Toledo warownej rezydencji reprezentacyjnej Alcazar.
    W lipcu 1936 roku wybuchła rebelia wojskowa wymierzona we władze republikańskie. Kraj podzielił się na części opanowane przez siły rządowe i spiskowców.W starej stolicy Kastylii - Toledo - rebelia się nie udała. Posiadające przewagę liczebną siły rząde zepchnęły spiskowców pod dowództwem pułkownika Jose Ituarte Moscardo do małej będącej pozostałością po islamskiej dominacji na półwyspie iberyjskim twierdzy. W Alcazarze zabarykadowało się 1300 ludzi - oficerów, członków gwardii cywilnej, falangi i kadetów Akademii Piechoty.Ponadto twierdza gościła 600 cywili i pewną liczbę zakładników.
    23 lipca dowódca milicji republikańskiej w Toledo zatelefonował do Moscardo z powiadomieniem, że jeżeli Alcazar się nie podda siły rządowe rozstrzelają będącego w niewoli syna pułkownika.
    Dramatyzmu sytuacji dodaje fakt, że Luis Moscardo został wezwany do telefonu.
    - „Papa”.
    - ” Co się dzieje, mój chłopcze?”
    - „Nic, oni mówią, że zastrzelą mnie, jeśli Alkazar nie podda się”.
    - „Jeśli to prawda, powierz swoją duszę Bogu, krzyknij i umrzyj jak bohater. Żegnaj mój synu…”
    Młody Moscardo został rozstrzelany trzy miesiące później. Okrutny los odebrał pułkownikowi również drugiego syna, który zginął w Barcelonie.
    Od samego początku strony prowadziły zażarty pojedynek karabinowy, jednak dobrze wyszkoleni i uzbrojeni obrońcy raz za razem odpierali nacierającego przeciwnika. Odcięci od informacji z kraju spiskowcy obawiali się że upragniona odsiecz nie nadejdzie. Pomimo bezustannego ostrzału i ciężkiej sytuacji żywnościowej, obrońcy zachowywali godny podkreślenia, prawdziwie hiszpański spokój. Dla podtrzymania ducha walki urządzano uroczyste parady, a w podziemiach Alkazaru odpędzano czarne myśli ognisto-refleksyjnym „flamenco” z kastanietami.
    17 sierpnia nad oblężonym garnizonem przeleciał frankistowski samolot zrzucając ulotki z podpisanymi przez przywódców rebelii generałów Franco i Mola wezwaniami do dalszej obrony twierdzy. 9 września nastąpiło chwilowe zawieszenie ognia. Twierdzę odwiedził major Rojo z propozycją od rządu republikańskiego. Gwarantowano życie i wolność cywilom znajdującym się w twierdzy, jednakże żołnierzom miał grozić Sąd Wojenny. Moscardo odmówił jednak poprosił majora o sprowadzenie do Alcazaru księdza, który przybył do twierdzy 2 dni później i udzielił oblężonym rozgrzeszenia.
    Po opuszczeniu twierdzy przez duchownego, republikanie podjęli kolejną próbę złamania oporu obrońców Alkazaru. Wiedząc, że ich położenie jest bardzo ciężkie, po podłożeniu min pod dwie wieże fortecy, rozpoczęli 18 września atak. Jedna z owych wież rzeczywiście wyleciała w powietrze, co umożliwiło milicjantom wdarcie się na dziedziniec, gdzie wywiesili czerwoną flagę. Na szczęście jednak dla obrońców mina podłożona pod wieżę północno-wschodnią nie eksplodowała, niwecząc tym samym ostateczny cel przedsięwzięcia.
    21 września generał Franco zdecydował się na odsiecz, która ruszyła 2 dni później. Oblegający podłożyli ładunek wybuchowy pod ocalałą wieżę. Zrobili to na tyle skutecznie, że ta 25 września runęła. Oszpeconej, bezgłowej twierdzy jednak nie zdobyto.
    27 września obrońcy Alcazaru ujrzeli upragnione sojusznicze wojska uderzające na Toledo z północnych wzniesień. Niezdyscyplinowana republikańska milicja została szybko rozgromiona.
    Dowódca odsieczy generał Varela wkroczył do miasta 28 września. Jego spotkanie z niewątpliwym bohaterem Alkazaru, płk. Moscardo, przebiegło w nietypowy sposób.Otóż pułkownik stwierdził wobec generała, że nie ma mu nic szczególnego do zakomunikowania, używając przy tym zwrotu sin novedad(nic nowego), który służył 17-18 lipca 1936 r. za hasło wojskowym spiskowcom.

    #historia #gruparatowaniapoziomu #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #hiszpania

    #oporwekrwi <TAG AUTROSKI
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    79 lat i 1 dzień temu. (Post z wczoraj - Mleko)

    ''We are so outnumbered there's only one thing to do. We must attack.''

    Sir Andrew Cunningham, dowódca Royal Navy.

    Jakby ktoś nie wiedział - tak wygląda bohaterstwo w najczystszej postaci. Bohaterstwo słabego, maleńkiego Dawida w walce z wielkim i silnym Goliatem.

    8 kwietnia 1940 roku na Morzu Północnym wachtowy na brytyjskim niszczycielu HMS ''Glowworm'' dostrzegł sylwetkę niszczyciela, który zidentyfikował się jako okręt szwedzki. Jednak był to niemiecki niszczyciel Z11 ''Bernd von Arnim'', który szybko otworzył ogień. Jednak kmdr Gerard Roope, dowódca ''Glowworma'' był czujny i nie dał się zaskoczyć. Niemiecki niszczyciel poprosił o wsparcie i wkrótce przypłynął kolejny niszczyciel - Z5 ''Paul Jacobi''. Wskutek celnego ostrzału z brytyjskiego okrętu, oba niszczyciele niemieckie zrezygnowały ze starcia, chowając się we mgle i prosząc bazę w Kilonii o pomoc. ''Glowworm'' ścigał je jakiś czas, wierząc, że dotrze w ten sposób do głównych sił inwazyjnych na Norwegię i nada ich pozycję do dowództwa Royal Navy.

    Po wyjściu z mgły, ''Glowworm'' natknął się na główną flotę inwazyjną, której trzon stanowił krążownik ciężki ''Admiral Hipper'', zmierzającą ku Norwegii. Niemiecki kolos miał miażdżącą przewagę siły ognia. Mimo gigantycznej dysproporcji sił, kmdr Roope zdecydował się atakować, wypełniając tym samym odwiecznego ducha Royal Navy. Dzielny niszczyciel podjął nieudaną próbę ataku torpedowego, otrzymując kilka trafień na skutek huraganowego ognia ''Hippera''. Mimo to, poważnie uszkodzony ''Świetlik'' cały czas się ostrzeliwał. Jeden z pocisków ''Hippera'' przewrócił maszt ''Glowworma'', który spowodował zwarcie syreny okrętowej - jej dźwięk towarzyszył niszczycielowi do samego końca. Okryty kłębami dymu, płonący niszczyciel wykonał zwrot i ruszył pełną parą na krążownik, taranując go i poważnie uszkadzając - rozdarto 30 metrów pancerza, do kadłuba wlało się 500 ton wody. Chwilę później bohaterski, maleńki ''Świetlik'' zatonął wraz ze 111 członkami załogi.

    Dowódca krążownika, Kapitän zur See Hellmuth Heye natychmiast nakazał zatrzymać okręt i udzielić pomocy brytyjskim marynarzom. Wyłowiono ich 40. Komandor Roope był ostatni raz widziany, gdy kiwał ręką na pożegnanie swoim ludziom, po czym nakryła go fala i zniknął pod wodą. Walkę obserwował z pokładu krążownika m.in. znany już nam Ali Cremer, późniejszy dowódca U-333.

    Po powrocie do Kilonii, komandor Heye - za pośrednictwem kanałów dyplomatycznych - przekazał Brytyjczykom swój raport z walki z niszczycielem i zasugerował odznaczenie jego bohaterskiego dowódcy. Tak też się stało i kmdr por. Gerard Roope jako pierwszy podczas II WŚ otrzymał najwyższe brytyjskie odznaczenie za męstwo - Krzyż Wiktorii, przekazany jego żonie 10 lipca 1945 roku. Jest to jedyny przypadek odznaczenia brytyjskiego oficera na wniosek oficera Kriegsmarine.

    Zdjęcie NIE MA na celu propagowania ustrojów totalitarnych.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Kupiłem za 9 zł w antykwariacie i po 50 stronach muszę stwierdzić że zapowiada się świetnie ( ͡º ͜ʖ͡º) #ksiazki #historia

  •  

    Poświęcenie się dla kraju to w dzisiejszych spokojnych czasach temat odległy, jakby obcy. Wiele aktów odwagi - często graniczących z szaleństwem lub wręcz z głupotą - pojawiało się w przypływie chwili, spontanicznie. Zapoznajcie się z kilkoma listami do rodzin tych, których przeznaczeniem była samobójcza śmierć w akcji bojowej wymierzonej we wrogów Cesarstwa - japońskimi pilotami kamikaze.
    Nazwa kamikaze oznacza Boski Wiatr. To temu niszczycielskiemu tajfunowi przypisywano dwukrotne zniszczenie mongolskiej floty inwazyjnej zmierzającej ku wybrzeżom XIII-wiecznej Japonii. Kiedy imperialna polityka Cesarstwa wmieszała państwo w II Wojnę Światową to właśnie nazwą "Boskiego Wiatru" określano pilotów z formacji Shinpū Tokubetsu Kōgekitai (Specjalny Korpus Uderzeniowy Boski Wiatr ), którzy mieli ponieść samobójczą śmierć w ataku na nieprzyjaciela jednocześnie zadając mu jak największe straty.

    Przed wyruszeniem w ostatnią misję oficerowie zbierali pilotów w specjalnej sali, gdzie odczytywano im założenia kodeksu Bushido i wiersze haiku pozostawione przez lotników, którzy złożyli już najwyższą ofiarę dla Państwa, Narodu i Cesarza. Miało to na celu przypomnienie wzorów samurajskich przodków oraz podbudowanie patriotyzmu i morale w straceńcach. Kolejnym etapem "ceremonii" było złożenie przysięgi. Piloci przebierali się w specjalne mundury, odbierali samurajskie miecze i wraz z oficerem prowadzącym wnosili toast czarką sake. Na płytę lotniska wychodzili w opaskach na głowach (hachimaki) z napisami "pewne zwycięstwo", "poświęcenie dla kraju" lub wizerunkiem tarczy "Wschodzącego Słońca Japonii". Tam byli żegnani przez przyjaciół, którzy przed ostatnim lotem wręczali pilotom drobne upominki. Startowali pośród śpiewów pieśni patriotycznych w nieskazitelnie czystych samolotach, jako że - jak tłumaczono - wszystkie trumny są czyste...

    Wpis z dziennika Irokawy Daikichi :
    „Staraliśmy się raczej żyć ze studwudziestoprocentową intensywnością niż biernie oczekiwać śmierci. Czytaliśmy dniami i nocami, starając się zrozumieć, dlaczego mamy umierać u samego progu wieku dojrzałego. Nasłuchiwaliśmy tykania zegara, mającego wybić godzinę naszego zgonu”

    List Isao Matsuo do rodziców:
    „Drodzy rodzice, możecie mi pogratulować. Dano mi wspaniałą okazję do śmierci. To mój ostatni dzień. Przeznaczenie naszego kraju zależy od decydującej bitwy na południu, gdzie mam nadzieję, że spadnę jak kwiat z drzewa wiśni. Będę tarczą cesarza i umrę czysto pośród moich przyjaciół z jednostki. Chciałbym móc narodzić się 7 razy i za każdym z nich niszczyć wroga. Jak bardzo doceniam możliwość odejścia jak prawdziwy mężczyzna! Jestem wdzięczny Wam rodzice, za trud wychowania, modlitwy i miłość. Mam nadzieję, że mój uczynek choć w małym stopniu wynagrodzi was za to, co dla mnie zrobiliście. Myślcie o mnie i wiedzcie, że Wasz Isao umarł dla naszego kraju. To moje ostatnie życzenie. Powrócę duchem i będę oczekiwał Waszej wizyty w Yasukuni Jinja. Jakże pełna chwały jest nasza jednostka, która zaatakuje wroga. Niech nasza śmierć, będzie tak nagła i czysta, jak tłukący się kryształ. Isao”

    List Teruo Yamaguchi do ojca:
    > „Drogi ojcze, gdy śmierć się zbliża, żałuję jedynie, iż nie byłem w stanie zrobić czegoś dobrego dla Ciebie w moim życiu. Zostałem wybrany całkiem niespodziewanie na pilota jednostki specjalnej i wyruszam dziś w kierunku Okinawy. Gdy otrzymałem rozkaz moim jedynym życzeniem jest wypełnienie misji. Nie mogę zapomnieć o uczuciu silnego przywiązania do Japonii. Czy to oznaka słabości? Wiedząc, że mój czas dobiegł końca, zamknąłem oczy i zobaczyłem Twoją twarz, twarz mamy i babci, twarze przyjaciół. Było to zapierające dech w piersiach i poruszające, gdy zdałem sobie sprawę, że wszyscy chcecie, abym był dzielny. Zrobię to, będę!
    > Okinawa jest częścią Japonii i wewnętrzny głos mówi mi, że muszę zniszczyć wroga, który bezcześci naszą ojczyznę. Mój grób będzie w wodach wokół Okinawy i ponownie zobaczę mamę oraz babcię. Nie czuję żalu lub strachu przed śmiercią. Modlę się jedynie o szczęście dla Ciebie i moich drogich rodaków. Żałuję też, że nie okazywałem Ci otwarcie szacunku, który zawsze miałem. Podczas mojego ostatniego nurkowania możesz być pewny, że będę myślał o tym wszystkim, co zrobiłeś dla mnie.
    > Trudny okres w historii narodu nie oznacza jego zniszczenia. Jestem przekonany, że nowa Japonia powstanie. Nasz naród nie może być zbyt pochopny w swym pragnieniu śmierci. Teruo”

    List Ichizo Hayashi do matki:
    „Najdroższa mamo, wierzę, iż cieszysz się dobrym zdrowiem. Jestem żołnierzem jednostki „Schichisei”. Jej połowa wyruszyła dziś na Okinawę, aby zaatakować okręty wroga. Pozostali dołączą do nich w ciągu 2 lub 3 dni. Możliwe, iż nasz atak nastąpi 8 kwietnia, w dzień urodzin Buddy. Proszę mamo, nie martw się o mnie. To chwalebne umrzeć w trakcie akcji. Jestem wdzięczny, że mogę umrzeć w walce, która zadecyduje o przeznaczeniu mojego kraju. Na naszym następnym spotkaniu omówimy wiele spraw, które trudno przelać na papier. Żyję snem, który jutro zabierze mnie z tej ziemi. Żyjemy w duchu Jezusa Chrystusa i w tym duchu umieramy. Ta myśl zostaje ze mną. Jestem wdzięczy, że mogłem żyć na tym świecie, ale życie dziś ma także ducha bezcelowości . Czas umrzeć. Nie szukam powodów do śmierci. Moim jedynym poszukiwaniem jest wrogi cel. Jestem zaszczycony, iż zostałem wybrany, ale nie mogę powstrzymać się od łez, gdy myślę o Tobie mamo. Będę czekał na Ciebie u bram Nieba. Proszę, módl się, abym tam trafił. Będę żałował, gdy nie pójdę tam, gdzie Ty z pewnością trafisz. Módl się za mnie matko. Żegnaj, Ichizo.”

    #iiwojnaswiatowa #historia #gruparatowaniapoziomu #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #japonia

    #oporwekrwi <TAG AUTORSKI
    pokaż całość

    źródło: kamikaze.jpg

  •  

    Kurcze. Przypomniało mi się dzieciństwo.
    Czy to Jodła to ubodła?
    Nie. To klon spowodował zgon.

    #historia

  •  

    Nasz bramkarz Łukasz Fabiański w 11-stce najlepszych transferów Premier League według "The Guardian"

    Najlepsze transfery sezonu w Premier League według “The Guardian”:

    Ł. Fabiański (West Ham) – R. Pereira (Leicester City), F. Schar (Newcastle United), J. Vestergaard (Southampton), L. Digne (Everton) – Richarlison (Everton), J. Maddison (Leicester City), J. Moutinho (Wolverhampton), F. Anderson (West Ham) – R. Jimenez (Wolverhampton), S. Rondon (Newcastle United).

    #pilkanozna #premierleague #mecz
    pokaż całość

  •  

    Jedziesz sobie spokojnie rowerem w czasie burzy, nagle pierdalnie w ciebie piorun, nie umierasz lecz twoja dusza przenosi się do innego ciała z teraźniejszości lub przeszłości. Otwierasz oczy i jesteś:

    1. Murzynem na plantacji bawełny w Luizjanie w XVIII wieku
    2. Łysym z Brazzers podczas sceny orgii
    3. Krzysztofem Ziemcem prowadzącym Wiadomości w 2018 roku
    4. Majtkiem na statku Magellana podczas jego podróży dookoła Świata
    5. Krzysztofem Piątkiem podczas cieszynki po strzelonym golu w meczu reprezentacji z Austrią
    6. Indianinem który jest prowadzony na ołtarz ofiarny ku czci azteckiego boga Xihuatecuhtli
    7. Nilem Armstrongiem robiącego pierwszy krok na Księżycu
    8. Traperem na północy Kanady w XIX wieku na którego szarżuje grizzly, jesteś uzbrojony w broń czarnoprochową i nóż
    9. pilotem kamikadze obierającym kurs na amerykański okręt wojenny podczas II WŚ
    0. nic się nie stało, budzisz się we własnym ciele i nadal jesteś zerem

    #glupiewykopowezabawy
    pokaż całość

  •  

    Jak wczoraj wspomniałem miałem debiut w najnowszym wydaniu miesięcznika 'Odkrywca' . Za zgodą wydawcy wrzucam wam zdjęcie artykułu [; całą gazetę możecie kupić w #empik lub większych punktach sprzedaży prasy.
    ps. artykuł jednak na 8 i 9 stronie a nie jak wczoraj pisałem 42-43 ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

    Chcesz być na bieżąco? #zwiadowcahistorii - tag z moimi najciekawszymi znaleziskami! Zapisz się też do mikrolisty zwiadowcahistorii lub zaplusuj ten komentarz, bym zawołał Cię do najlepszych znalezisk!

    #historia #wykrywaczmetalu #poszukiwacze #archeologia #iiwojnaswiatowa #gazeta #odkrywca #ciekawostkihistoryczne
    pokaż całość

    źródło: IMG_7735.JPG

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Sztandar chwały. Jedno z najsłynniejszych zdjęć II wojny światowej. W nagrodę będzie dłużej. Ten wpis dedykuję temu komuś, z kim miałem pisać książkę o Iwo Jimie...

    Zażarte walki o Suribachi trwały dwa dni. Marines walczyli o każdy metr tuneli, aż udało im się dotrzeć do magazynów amunicyjnych. Wielu japońskich obrońców popełniło samobójstwo, lub zdołało się wycofać do północnej części wyspy, do kwatery głównej generała Kuribayashiego. Amerykanie podciągnęli wreszcie czołgi, te zaciekle ostrzeliwały wejścia do jaskiń, wspierając nacierających marines. Podczas jednego z ostrzałów od ognia czołgów zginął dowódca obrony Suribachi, płk Atsuchi. Amerykanie ostrzeliwali też pociskami z płynnym fosforem jaskinie. Płonący fosfor, którego nie dało się niczym ugasić, wciskał się w najdrobniejsze szczeliny i palił wszystko na popiół. Nie żałowały rakiet i bomb atakujące raz po raz Corsairy i Helldivery, szczodrze na japońskie pozycje spadały pociski artylerii okrętowej. Major Yonomata w ostatniej odezwie do swoich ludzi powiedział: ''Ci, którzy jeszcze pozostali, są w pełni świadomi, że nadzieje na odepchnięcie Amerykanów, czy powrót żywym do naszych domów, do naszych ukochanych, są wykluczone. Jesteśmy zgubieni. Ale będziemy walczyć do końca.''

    23 lutego 1945 roku nieco się wypogodziło. Następne wydarzenia najlepiej oddać świadkowi. Raymond Jacobs, łącznościowiec z 2. batalionu 28. pułku wspominał: ''To był piątkowy poranek. Patrol pod dowództwem sierżanta Watsona wrócił ze zwiadu. Zameldowali, że na samym szczycie i wewnątrz krateru nie ma już Japów. Kapitan zadzwonił do płk Johnsona, szefa 2. batalionu, a ten kazał zająć Suribachi. Wyznaczył do tego 40 ludzi i porucznika Schriera z kompanii F jako dowódcę. Wręczył mu amerykańską flagę, by ją zatknął na wierzchołku. Ja dostałem rozkaz, by iść z nimi i zapewnić łączność radiową.
    Szliśmy bardzo powoli, było stromo i ślisko. W niektórych miejscach musieliśmy się czołgać, pomagając sobie łokciami i kolanami. Porucznik Schrier rozstawiał czujki. Do krateru dotarliśmy już niewielką grupą. Wydawało się, że teren jest czysty. Ktoś znalazł rurę - na Iwo Jimie nie było o nie trudno - i przyczepił flagę. Ktoś nogą oczyścił dół, w którym umieściliśmy flagę. Chwilę później pasy i gwiazdy poszybowały w górę''.

    Ale to była pierwsza flaga. Zdjęcie z jej zatknięcia zrobił Lou Lowery z magazynu USMC, ''The Leatherneck''. Ułamek sekundy po zrobieniu zdjęcia z pobliskiej groty wypadło dwóch Japończyków - jeden rzucił się z mieczem, drugi rzucił granatem. Lowery uskoczył na dno krateru, a obaj Japończycy zginęli.

    Kiedy marines dostrzegli flagę, zaczęli wiwatować i cieszyć się. Płk Johnson uznał, że flaga jest zbyt cenna, ''bo jeszcze jakiś sukinsyn sobie ją weźmie'' i kazał zmienić ją na większą - banderę z okrętu USS LST-758. Sam pułkownik poległ 2 marca 1945 r., zabity przez ostrzał moździerzy.

    Kiedy pulchny 30-letni, mało znany reporter Joe Rosenthal z Associated Press dowiedział się, że marines idą zatknąć flagę, natychmiast tam popędził, przebierając krótkimi nogami. Spóźnił się, ale, jak sam później mówił, dopisało mu szczęście. Załapał się na moment zmiany flagi.

    i wtedy to, stojąc na chybotliwym stosie kamieni, nie używając wizjera, zrobił to Zdjęcie. Zdjęcie przez wielkie ''Z'', które dało mu nagrodę Pulitzera, zapewniło dożywotnią sławę i stało się sławne na całym świecie aż do dziś. Trafiało na pocztówki, plakaty, nawet pudełka zapałek. Uwieczniono ten moment na pomniku Korpusu Piechoty Morskiej na cmentarzu Arlington. Całe wydarzenie sfilmował sierż. Bill Genaust z Korpusu (poległ 4 marca w walce z czołgistami barona Nishi, gdy wszedł do jaskini oświetlając drogę swoją kamerą).

    Na zdjęciu jest sześciu żołnierzy. Od lewej: Ira Hayes, Harold Schultz, Michael Strank, Rene Gagnon, Franklin Sousley i Harlon Block.

    Zaledwie trzech z nich przeżyło bitwę. Michael Strank zginął 1 marca raniony odłamkiem pocisku, Harlon Block został zabity tego samego dnia kilka godzin później przez moździerz, a Franklin Sousley został zastrzelony przez snajpera 21 marca, na kilka dni przed zakończeniem walk.

    Pozostali przeżyli, stali się sławni, sprzedawali akcje, nawet wystąpili w filmie ''Piaski Iwo Jimy'' w 1948 r., gdzie grali samych siebie, ale...

    Do 1947 roku uważano, że pierwszym z prawej jest sierż. Hank Hansen, weteran spadochroniarzy, który poległ 1 marca. W rzeczywistości zatykał on pierwszą flagę. Dopiero Ira Hayes osobiście udał się do ojca Harlona Blocka i powiedział mu, że to jego syn jest na zdjęciu. Tak na marginesie, to małżeństwo Blocków rozpadło się po śmierci syna - matka Harlona nigdy nie wybaczyła mężowi, że wysłał go na wojnę. Rodzinie Hansena powiedziano przez telefon, że nastąpiła pomyłka.

    Do 2016 roku uważano, że na zdjęciu jest medyk John Bradley. Ten, lecząc się z ran (został ciężko ranny w nogi 13 marca) w istocie zatykał pierwszą flagę i nie chciał ujawniać, że ma coś z tym wspólnego. Rene Gagnon w raporcie w Waszyngtonie ujawnił, że Bradley też zatykał flagę. Bradley nie przyznał się, że to nie on jest na zdjęciu, gdyż myślał, że chodzi o sprawę pierwszego zdjęcia. Nie miał żadnych korzyści z tego tytułu, do końca życia odmawiał prasie wywiadów. Nawet swojej żonie powiedział tylko jeden, jedyny raz, że zatykał flagę na Iwo Jimie. Do końca życia dręczyły go koszmary z Iwo Jimy. Nawet podczas kręcenia filmu okłamał rodzinę, że jedzie ''w interesach''. Gdy dzwonili reporterzy i historycy, kazał dzieciom mówić, że jest w Kanadzie na rybach. Nie chciał mieć nic wspólnego z Iwo Jimą. Zmarł w 1994 r.

    Rene Gagnon jako jedyny z chęcią czerpał korzyści ze swojej sławy, ale trwały one krótko. Po wojnie chwytał się różnych zajęć. Nie wychodziły mu biznesy, ludzie, którzy obiecywali mu stanowiska podczas akcji sprzedawania obligacji, odwrócili się od niego. Pracował w fabryce i skończył jako woźny. Kiedy 20 lat po wojnie odwiedził Iwo Jimę, przeżył zawał. Zmarł w nędzy w 1979 r.

    Losy Iry Hayesa łamią serce i wyciskają łzy z oczu. I on nie chciał mieć nic wspólnego z tą sprawą, ale wydał go Gagnon. Hayes pochodził z biednej rodziny indiańskiej z plemienia Pima w Arizonie. Nie chciał żadnego zainteresowania wokół swojej osoby. Uważał, że mu się ono nie należy. Że prawdziwi bohaterowie polegli na Iwo Jimie. Próbował uciec od sławy i żyć normalnie. Nie pomagało mu to, że był Indianinem, wielokrotnie źle traktowanym przez białych. Popadł w alkoholizm. Nigdy się nie ożenił. Wielokrotnie trafiał do aresztu za pijaństwo i włóczęgostwo. W więzieniu pozwalano mu na opuszczanie flagi na dziedzińcu. W 1955 r. zmarł z powodu wychłodzenia organizmu i zatrucia alkoholem. Szeryf z Phoenix, który wielokrotnie go aresztował za pijaństwo, powiedział o nim: ''Był bohaterem dla wszystkich, lecz nie dla samego siebie''.

    Cała trójka spotkała się ostatni raz przy odsłonięciu pomnika na cmentarzu Arlington w 1954 r. Mimo, że Hank Hansen zatykał pierwszą flagę na Iwo Jimie, jego rodziców nawet nie zaproszono.

    Harold Schultz, ciężko ranny 13 marca 1945, zmarł w 1995 roku, jako ostatni z ludzi na zdjęciu. Pracował całe życie na poczcie, sortując przesyłki. Nigdy nie odniósł się publicznie do kwestii flagi. Jego córka, zapytana o to, jak odniósłby się do tej sprawy, powiedziała: ''Na pewno byłby zawstydzony. Nigdy nie szukał sławy''.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Dwóch marines oczyszcza umocnienia w pobliżu góry Suribachi, Iwo Jima, 21 lutego 1945 r.

    Na Iwo Jimie pogoda pogorszyła się już trzeciego dnia. Lał ulewny deszcz, było zimno i pochmurno. Przemarznięci marines nie spali. Szczękając zębami trzęśli się w swoich dołkach w nocy. Z zimna i strachu. Nadal brakowało amunicji, a przede wszystkim - czołgów, których nie można było przerzucić na plaże przez wzburzone morze.

    Mimo wyłamywania kolejnych pozycji umocnionych, dowodzący obroną góry Suribachi płk Kanehiko Atsuchi wciąż dysponował 900 żołnierzami. Jego zastępca, mjr Yonomata, patrząc przez lornetkę na zbocze góry rzucił zimno: ''Zaczynają się wspinać w stronę naszych linii. Niech poznają smak naszej stali i ołowiu!''.

    W istocie Amerykanie walczyli z Japończykami u podnóża góry przez cały dzień 22 lutego. Dopiero pod wieczór 3. batalionowi 28. pułku marines udało się okrążyć zbocze. Japończycy jednak nadal górowali na swoich pozycjach. Dopiero zmasowany ostrzał artylerii okrętowej, ściągnięcie ciężarówek Dodge z wyrzutniami rakiet i użycie bazook pozwoliło na przytłumienie zażartego ognia obrońców. Wtedy to marines wdarli się do jaskiń. Tutaj jednak nie mogła im pomóc posiadana przewaga techniczna. Znowu pierwsze skrzypce odgrywały miotacze ognia, granaty z termitem, ładunki wybuchowe. Góra wewnątrz przypominała ciemny, koszmarny labirynt, w którym z każdej strony mogły paść strzały, lub pojawić się znikąd japoński żołnierz z nożem w dłoni. Ciemności rozświetlały tylko eksplozje, błyski wystrzałów i długie języki płomieni z miotaczy ognia. Zdarzały się przypadki wpadnięcia na siebie amerykańskich oddziałów i dopiero siarczyste przekleństwa po angielsku uświadamiały obu stronom pomyłkę. Skały tłumiły łączność, więc Amerykanie musieli sięgnąć do telefonów polowych i gońców.

    Zażarte walki trwały także na innych odcinkach. 25. pułk walczył o kamieniołom. Tam też został ciężko ranny ppłk Justice Chambers, dowódca 3. batalionu. Za swoją odważną postawę, gdy dowodził nieprzerwanie z pierwszej linii przez trzy dni, został odznaczony Medalem Honoru. Poważne straty i przemęczenie wojsk zmusiły gen. Smitha do wprowadzenia odwodu - 21. pułku z 3. Dywizji. Ci wkroczyli do walki w okolicach lotniska nr 2, mniej-więcej w centrum wyspy. Na swoje nieszczęście, trafili na doskonale przygotowane pozycje japońskiego 145. pułku płk. Masuo Ikedy. W ciągu dnia kompania F 2. batalionu 21. pułku została całkowicie rozniesiona. Ale i marines się odgryzali. W walkach szczególnie wsławił się zaledwie 22-letni operator miotacza ognia, kpr. Hershel Williams, który palił bunkier za bunkrem (w jednym wypadku wsadził dyszę miotacza w otwór wentylacyjny i dosłownie usmażył obrońców bunkra). Kiedy grupa Japończyków próbowała go zaatakować bagnetami, odparł atak jednym strzałem miotacza. Odznaczono go Medalem Honoru. Pan Williams żyje do dziś. Mam z nim nawet kontakt.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika Thronstahl

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.