•  

    Bardzo dobry, poparty argumentami wywód o polskiej energetyce

    http://www.racjonalista.pl/index.php/s,38/t,40400?

    Niemcy spalają znacznie więcej węgla niż Polska. I jest to węgiel znacznie gorszej jakości. Mają więcej energetyki odnawialnej, ale nie dlatego, że redukują swój potencjał węglowy, lecz dlatego, że zamiast zwijać produkcję, jak robiła to III RP, znacznie ją rozwijają i w efekcie muszą rozwijać alternatywy energetyczne, bo nie mają tyle węgla, by zasilić całą gospodarkę. Mają węgiel brunatny, a ten nie jest zbyt mobilnym surowcem i elektrownie trzeba robić tam, gdzie są kopalnie. Gdyby mieli takie złoża kamiennego jak my, z pewnością mieliby bujny rozkwit elektrowni węglowych i pewnie także czystych technologii. Gdybyśmy leżeli tam, gdzie Niemcy, prowadzilibyśmy identyczną politykę energetyczną. Ekoreligia nie ma tutaj nic do rzeczy. To kwestia czysto ekonomiczna, gospodarcza. My także, jeśli planujemy się reindustrializować, powinniśmy obok węgla rozwijać technologie odnawialne, ale z powodów dywersyfikacyjnych. Potrzeba bowiem nie tylko dywersyfikacji zewnętrznej, ale i wewnętrznej. Ale powinniśmy je rozwijać nie zamiast przemysłu węglowego, lecz obok przemysłu węglowego. Ten może być naszym wielkim atutem.
    Polska powinna inwestować w czyste technologie węglowe, w technologie geotermalne oraz na potęgę budować biogazownie z metanu pochodzącego z rolnictwa, wysypisk, ścieków oraz kopalni.


    #4konserwy #energetyka
    pokaż całość

  •  

    Dobrze być liberalnym prawakiem - ateistą. Z której strony gówno nie leci, zawsze zostanie obrzucony ktoś, kogo nie lubisz ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #heheszki #neuropa #4konserwy #ateizm #religia

    •  

      @Camilli:

      W całości Heideggera i Satra

      Polemizowałbym, czy któryś z nich zasłużył na takie miano, nawet jeśli pierwszy miał duży wpływ na Derridę.

      Wiem, że sprawa Sokala jest teraz bardzo "tredny", ale to dobitnie pokazuje czym postmodernizm jest.

      Jak Sokal mógł tego dokonać, nie wdając się w przedmiotową polemikę z materiałem źródłowym? Nie wystarczy zebrać trochę cytatów, pokazując, że ich autorzy używają pewnych pojęć albo ich nie rozumiejąc, albo w sposób odmienny od przyjętego. Nie tak krytykuje się koncepty filozoficzne. Sokal pokazał jedynie, że można przemycić gówniany artykuł

      Przy czym chyba się zgodzimy iż głównym dorzeczem wszystkim prądów jest swoista "względność"

      Nie wiem, czy się zgodzimy, bo nie wiem, o jakich 'prądach' mowa ani o względności czego mówimy.

      Brniemy już w opary absurdu iż metodologia naukowa jest społecznym konstruktem czy coś?

      A czym jest? I ponownie - asercja absurdalności jakiejś koncepcji nie jest jej krytyką.
      pokaż całość

    •  

      @Camilli:

      Ej, szanujmy się. Ich polecił mi dr filozofii (pozdrawiam ówczesnego dr. N) jako wejście w temat i przykład.

      Nie znam dra N, ale jeśli rzeczywiście polecał Heideggera i Sarte'a dla celu poznania myśli postmodernistycznej, to kiepski z niego dydaktyk. Tytuł nie robi na mnie wrażenia, zwłaszcza, kiedy trafiają się tacy profesorowie filozofii jak Szczepan Hicks, stawiający Kanta jako przykład kontr-Oświecenia.

      Jak autor może wejść w polemikę jeżeli zaznaczasz iż sami autorzy używali pojęć których nie rozumieli, bądź zmieniając to znaczenie

      Tak jak robi się to od setek lat - rekonstruując stanowisko strony przeciwnej i podając argumenty za jego odrzuceniem. Sokal tego nie zrobił, bo i nie miał zamiaru. Celem ataku tamtego artykułu i późniejszej książki nie był postmodernizm per se, więc nie wiem, dlaczego przytoczyłeś nazwisko ich autora, pisząc o głupocie postmodernizmu.

      Język to narzędzie, nie konstrukt społeczny który można wyginać pod swoją myśl.

      Kto twierdzi, poza tobą, że konstrukty społeczne można wyginać pod swoją myśl? Jak funkcja narzędzia kłóci się z byciem konstruktem społecznym? Późny Wittgenstein patrzy (który, uprzedzając, nie był postmodernistą).

      Równie dobrze mógłbyś kazać dogadać się Chińczykowi Han i Zulusowi zakładając iż znają oni jedynie mandaryński i zulu. Absurd

      Nie sądzę. Wystarczyła znajomość angielskiego, o czym świadczy fakt, że Sokal był w stanie stwierdzić, że atakowani przezeń autorzy nie rozumieli zagadnień, które poruszali. Jednak pewną nić porozumienia widać. Ba, zainteresowani poczuli się urażeni. Nie widać problemów w komunikacji.

      Nawet nie silę się na bardziej wyrafinowany argumenty

      A wypadałoby.

      Ogólnie o modernizmie. Chodziło mi o uproszczenie. Słowa bądź ich zbitek w ramach których możemy zamknąć definicję postmodernizmu by ustalić ramy dyskusji. Oczywiście zwróć uwagę, że to internet i pewne uproszczenia są naturalne. Sama próba znalezienia definicji zajęłaby nam długie godziny, a i tak trafiłby się jakiś odłam, który kręciłby nosem.

      Piszesz dość nieskładnie, zwłaszcza mając na uwadze treść mojego pytania. Uznaję jednak, że masz na myśli to, że postmodernizm to nurt różnorodny, jednak posiadający pewien rdzeń i tym rdzeniem jest relatywizm. Teraz mogę ci powiedzieć, że relatywizm wcale nie jest rdzeniem postmodernizmu, a oskarżenie o niego na ogół jest bezpodstawne, nawet w przypadku Rorty'ego.

      Ja zdaję sobie sprawę, że metodologia naukowa nie jest doskonały, a sam empiryzm jest sumą ułomności naszych zmysłów, ale to najlepsze narzędzia poznawcze na jakie nas stać.

      No i fajnie, wspieram cię w tym, ale jak to ma cię ustawić w opozycji do uznania nauki jako konstruktu społecznego?

      Podpięcie metodologii naukowej jako konstrukt społeczny jest dla mnie metaforą odrzucenia prymitywnych narzędzi i powrotu do napieprzania kamieniem o kamień.

      Dlaczego? Dlaczego uznanie jej za konstrukt społeczny miałoby się wiązać z jej odrzuceniem lub umniejszeniem wagi?

      Zamiast tak się produkować, wystarczy, że:
      - podasz argument za odrzuceniem konceptów któregokolwiek z postmodernistów,
      - podasz argument, którego dostarczył Sokal, skoro na niego się powołałeś,
      - podasz przeciw tezie, że nauka jest konstruktem społecznym.
      Wystarczy po jednym zdaniu, bo nikt to nie wymaga wnikliwej rozprawy.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (33)

  •  

    #zapytanie #pytaniedoeksperta #autocad #nauka

    Mirki, chciałam się sama nauczyć AutoCAD'a. Na studiach raczej nie było zbytnio fachowych programów, a pracodawcy wymagajo niekiedy znajomości tego programu.

    Czy dam sobie radę sama z tym, korzystając z tutoriali na YT, książek itp ?
    Pzdr

  •  

    1. Jeśli Bóg nie istnieje, to nie istnieją obiektywne wartości moralne.
    2. Obiektywna moralność nie istnieje.
    3. A zatem, Bóg nie istnieje.

    Czy to wnioskowanie jest poprawne?

    Pytam w nawiązaniu do komentarza @Turysta_Onanista, który uważał podobne wnioskowanie za poprawne, i wysunął następujący argument(?) dla obiektywnej moralności:

    Zaskakujące, bo wydaje mi się, że powszechną intuicją jest, że rzeczy są dobre lub złe niezależnie od ludzi.

    Zaskakuje mnie odniesienie się do intuicji. O ile jestem w stanie zaakceptować stanowisko, że każdy człowiek postrzega własne poczucie moralności jako obiektywne, o tyle jeżeli zestawimy stanowiska moralne wielu osób możemy dostrzec wiele różnić w ich ocenach. Niech przykładem będą zażarte dyskusje na tym portalu odnośnie miłości (kto z kim może) czy życia (eutanazja, zabójstwo, aborcja).

    Co więcej badania pokazują, że wypływając na mózg człowiek można zmienić osobowość i ocenę moralną. Np.
    - pojawienie się skłonności pedofilskich po uszkodzeniu mózgu
    - badania neurologów i filozofów nad mózgiem: https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/nauka/1583749,3,czy-istnieje-uniwersalna-moralnosc.read

    Chętnie poznam też opinie osób plusujących komentarz Turysty: @Brzytwa_Ockhama, @Djakninn0, @Croce, @Droden, @Poczmistrz_z_Tczewa

    #filozofia #religia #bog #moralnosc
    pokaż całość

    źródło: wnioskowanie.png

    •  

      @bigos555: Ciężko podać konkretną definicję, głównie z powodu braku konkretniej definicji faktu jako takiego. Chodzi o to, że dla realistów sądy moralne są ze swej natury podobne sądom niewartościującym. Przykładowo uznajemy, że zdanie 'Miotła stoi przy drzwiach' jest prawdziwe, jeśli opisuje ono stan rzeczy, który rzeczywiście ma miejsce. Czyli, ujmując inaczej, wtedy, gdy miotła i drzwi rzeczywiście znajdują się w takiej relacji. W stanowisku realistycznym analogicznie zdanie 'Zabijanie jest złe' będzie prawdą, jeżeli zdanie to opisuje stan rzeczywisty, to jest, jeśli rzeczywiście czyn ten posiada własność bycia złym.

      @tgdnx:

      Czy to jest poprawne i równoważne modus tollens?

      Jak najbardziej.

      skoro ludzie się mylą, to obiektywna moralność, o ile istnieje, nie jest dostępną każdemu człowiekowi (co wykażemy konfrontując osoby o sprzecznych poglądach)

      W uproszczeniu - tak.

      Zatem jeżeli ludzie głoszą zasady rzekomo obiektywnej moralności, to nie jesteśmy w stanie wykazać czy mówią prawdę.

      Nie wynika z powyższego. Ludzie nie zgadzają się ze sobą w kwestiach pozamoralnych, jednak nie oznacza to, że nie da się wykazać, że któraś ze stron ma rację.

      Zatem obiektywna moralność, jeżeli istnieje, jest nam niedostępna?

      Jak wyżej - nie wynika.

      A teraz tak - chociaż wyżej napisałem, że te wnioski są nieuprawnione, to nie oznacza to, że wyjaśnienie braku zgody w moralnym dyskursie nie jest wyzwaniem dla tych, którzy postulują realizm moralny. To jest wyzwanie, i to poważne, ale niepodołanie mu nie oznacza w sposób automatyczny, że stanowisko jest błędne.

      Jeśli interesuje cię polemika realizm vs. non-realizm albo uniwersalizm vs. relatywizm to nie jestem dobrym partnerem, bo nie mam sprecyzowanych poglądów metaetycznych. Jednak słaby argument to słaby argument, niezależnie od mojej sympatii do stanowiska.
      pokaż całość

    •  

      @tgdnx:

      wyjaśnij mi proszę czy dobrze zrozumiałem

      Źle.

      Uważasz, że jeżeli zapytamy kilku osób o rozstrzygnięcie problemu moralnego, dostaniemy sprzeczne odpowiedzi, to oznacza, że te osoby nie zgadzają się ze sobą w kwestiach pozamoralnych (a nie w kwestiach moralnych)?

      Bynajmniej. To, co pisałem, nawiązywało to wyjaśnień, jakich dokonałem opisując realizm moralny. Co prawda nie wyjaśniałem tego tobie, ale miało to miejsce w tym samym komentarzu, toteż sądziłem, że czytałeś.

      Chodzi o to, że kiedy spytamy dwojga ludzi o to, czy zabijanie jest złe, a oni udzielą sprzecznych odpowiedzi, nie oznacza, że jedno z nich nie ma racji i że nie da się tego rozstrzygnąć - trywialne, prawda? Przywołałem spór o kwestie pozamoralne po to, aby pokazać, że tam też dochodzi do różnic zdań, a jednak nikt nie wysuwa podobnych wniosków do tych, które ty wysnułeś w tamtym poście np.

      Zatem jeżeli ludzie głoszą zasady rzekomo obiektywnej moralności, to nie jesteśmy w stanie wykazać czy mówią prawdę.

      Jeżeli obiektywna moralność istnieje to dla każdego problemu moralnego zawsze istnieje prawidłowe moralne postępowanie

      Ok.

      ale powinien też istnieć obiektywny sposób wykazania, przede mną i Tobą, która z odpowiedzi w ankiecie jest moralnie poprawna

      To nie wynika w sposób konieczny z realizmu lub uniwersalizmu, ale zgodzę się, że ktoś postulujący realizm (a w sumie to kognitywizm) powinien podać też wyjaśnienie tego, jak prawd moralnych dochodzić, bo zwiększy to atrakcyjność jego teorii. Powtarzam jednak, że jeśli proponent realizmu/uniwersalizmu tego nie potrafi, to nie oznacza to z automatu fałszywości jego stanowiska.

      No tu akurat mój chłopski tępy rozum ma problem w doszukaniu się wspólnego odniesienia. O ile w pierwszym przypadku, jeśli przyjmiemy jakieś wspólną wykładnię epistemologiczną, możemy zgodzić się co do zaistnienia faktu to jak to miałoby wyglądać w drugim? Kiedy miałby zajść fakt moralny? Jeśli większość osób by takowy uznała? Czego oczekuje osoba postulująca obiektywne wartości moralne? No i jak żyć?

      @bigos555: Nie jestem pewien, czy dobrze rozumiem, zwłaszcza, że pytasz o wiele powiązanych, ale jednak różnych kwestii, lecz kryteria prawdziwościowe można przyjąć zarówno podobne, jak i różne. W obrębie samego realizmu jest wiele propozycji odnośnie natury faktów moralnych (dokładnie rzecz biorąc to własności moralnych). Niektórzy twierdzą, że te własności są redukowalne do własności naturalnych, dajmy na to, do dawania przyjemności i cierpienia, a wtedy chyba łatwo znaleźć wspólną wykładnię. Non-naturaliści, którzy jednocześnie nie są teistami, bez wątpienia mają problem ze sformułowaniem odpowiedniej metafizyki, ale, jak pisałem koledze powyżej, nie przekreśla to ich stanowiska. Co do kwestii epistemicznych, to jedni twierdzą, że prawdy moralne poznajemy a posteriori; drudzy, że poprzez refleksję; jeszcze inni, że niektóre przyjmujemy jako self-evident, aby dalej z nich dedukować pozostałe, mniej fundamentalne.

      Zasadniczo daje się zaobserwować, że każda teoria etyczna lepiej wyjaśnia jedne kwestie, drugich nie wyjaśniając wcale lub robiąc to chujowo, toteż jednym z kryteriów ich oceniania jest zrobienie swoistego bilansu, aby określić, czy jednak więcej wyjaśnia, czy nie wyjaśnia xd.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (12)

    •  

      polecacie dla poszukującego agnostyka, aby zasiać w nim duże ziarno wątpliwości

      @bitcoholic: Ale wątpliwości odnośnie czego? Tego, czy warto poszukiwać? Tego, czy agnostycyzm jest słuszny?

      Prawo do wiary i Doświadczenia religijne William James (pierwszą pozycję w języku polskim ciężko dostać, na nowy egzemplarz nie ma szans).

    •  

      @bitcoholic: W takim razie obie polecone pozycje będą idealne. The Will to Believe (jak pisałem, w polskim tłumaczeniu ciężko dostać, z oryginałem za to problemu nie ma) napisana została właśnie przeciwko agnostycyzmowi. Doświadczenia wcale nie są cienkie, no i traktują o roli oraz charakterze przeżyć religijnych.

    • więcej komentarzy (6)

  •  

    Jak to jest z implikacją, bo na przykład wnioskowanie, że Jeżeli stolicą Francji jest Paryż, to stolicą Polski jest Warszawa" wydaje mi się nieco kontrowersyjne, a jest chyba poprawne logiznie.

    #filozofia

    +: biliard
  •  

    Nikt nie podejmuje decyzji o tym, by się urodzić. Narodziny człowieka to efekt zachcianek osób żyjącacych, wyrażających swoje pragnienia poprzez skazywanie innego człowieka na cierpienie i śmierć.

    Ile osób zdecydowałyby się przyjść na ten świat, gdyby mogły przed swymi narodzinami zobaczyć jak będzie wyglądać ich zycie? W czym byt jest lepszy od nicości?

    #antynatalizm #filozofia pokaż całość

  •  

    1. Jeśli Bóg nie istnieje, to nie istnieją obiektywne wartości moralne.
    2. Obiektywna moralność istnieje.
    3. A zatem, Bóg istnieje.
    #filozofia #religia

    •  

      Hume twierdził, że mówiąc co jest dobre a co złe wyrażamy tylko swoje uczucie aprobaty i dezaprobaty i nie ma w tym żadnego głębszego sensu - nonkognitywizm.

      @PolskaPrawica: Znam ze cztery interpretacje hume'owskiej etyki (w tym realistyczną i naturalistyczną), więc wstrzymałbym się z orzekaniem, jakie konkretnie było jego stanowisko. Nie zmienia to faktu, że Hume nie wykazał, iż nie da się sprowadzić własności moralnych do własności naturalnych (sam pisał, że dobre jest to, co pomaga ogółowi społeczeństwa), ale że nie da się tego zrobić na drodze zwykłego rozumowania, stąd nie ma co nadużywać Gilotyny.

      Tym, za czym Hume bez wątpienia argumentował, był eksternalizm, ale nic nie stoi na przeszkodzie łączyć eksternalizm i kognitywizm (w tym naturalizm).

      Mógłbyś wyjaśnić? Miałem na myśli platonizm jako pogląd, że istnieją obiekty abstrakcyjne.

      Co to znaczy 'abstrakcyjne'? Własności logiczne są abstrakcyjne (np. identyczność)? Bo naturalne prawie na pewno nie są. No i nigdzie nie napisałem, że własności to obiekty.

      Tak, ale sama definicja zdrowia jest arbitralna. "Czy starość to choroba?" - to pytanie jak "Czy Pluton to planeta?". To zależy jak zdefiniujesz chorobę i jak zdefiniujesz planetę. Ale dobro i zło nie jest arbitralnie ustalane przez społeczeństwo.

      To prawda, że jest arbitralna, ale to nie zmienia faktu, że są własności naturalne, których nie da się postrzegać w sposób bezpośredni. I tylko o to chodziło, nie o to, że własność bycia dobrym jest co do istoty taka sama jak bycie zdrowym.

      2+2=4 i "nie istnieją żonaci kawalerowie" to tautologie. "Cierpienie jest złe" to nie jest tautologia.

      Ale co to ma tu do rzeczy? W tamtym fragmencie podawałem przykłady własności, których istnienie przyjmujemy, choć nie są zmysłowo postrzegalne. Swoją drogą 'Zdanie Miotła stoi w kącie jest prawdziwe/fałszywe' nie jest tautologią.

      Nie mam pojęcia co to w ogóle znaczy, że dobro i zło istnieją w próżni w oderwaniu od świata fizyki lub od Boga

      Nie napisałem, że istnieją w próżni, ale że mogą nie być naturalne (znajdować się w opisie nauk przyrodniczych i społecznych), a jako przykłady takich własności podałem własności logiczne lub własność bycia prawdziwym.

      Nie istnieje nic takiego jak liczba 2, to tylko kwestia ludzkich konwencji

      Dużo ryzykujesz, wchodząc w takie dywagacje, bo teraz musisz wykazać, że tak jest istotnie, co chyba nie jest zadaniem łatwym, skoro debata trwa od setek lat.

      I jeśli dobro i zło nie mają żadnego wpływu na świat fizyki, to w jaki sposób wpływają na nasz mózg? Jak możemy o nich wiedzieć?

      A wpływają na nasz mózg? Jak w ogóle jakiekolwiek własności wpływają na nasz mózg? Jak własność bycia prawdziwym wpływa na nasz mózg? Jak możemy wiedzieć o własnościach logicznych? Nie wiem, ale to nie przeszkadza nam w ich uznawaniu.

      Jeśli zanegujesz istnienie Boga nie ma żadnego powodu, by ewolucja dała nam właściwe przekonania moralne

      Nie ma też powodu, aby ich nam nie dała.

      To, że uważamy gwałt czy mord za złe to tylko przypadek uwarunkowań ekosystemu, gdybyśmy wyewoluowali w innych warunkach być może uważalibyśmy gwałcenie dzieci za nasz święty przypadek

      Tyle że odchodzisz już od 'obiektywnej moralności' do 'nieprzypadkowej moralności', a to nie było przedmiotem argumentu. Jeżeli nawet gwałt byłby zły tylko z powodu takiego, a nie innego uwarunkowania, to nadal byłby zły niezależnie od ludzkiej opinii i konwencji, ergo byłby zły obiektywnie, zaś relatywizm byłby błędny.

      I nie uważam, by istniał możliwy świat gdzie Bóg rozkazuje komuś zabić swojego syna z innego powodu, niż żeby go przetestować. Dobro i zło jest ugruntowane w boskiej naturze, która nie mogłaby być inna.

      Zatem Bóg nakazuje tylko rzeczy dobre, bo Bóg jest dobry, a jest dobry, bo nakazuje rzeczy dobre etc. Jak pisałem, albo mamy kołowość, albo uznajemy własności moralne za pierwotne względem boskiego nakazu.

      No i:

      a Bóg jest koniecznie istniejącym bytem

      To wprawdzie nie ma znaczenia dla dyskusji, ale - serio? ( ͡° ʖ̯ ͡°)

      @biliard:
      Cytowany fragment to przesłanka. Przesłanka może być fałszywa, o czym piszę wyżej, ale całość argumentu jest poprawna.
      pokaż całość

    •  

      @PolskaPrawica:

      2+2=4 i "nie istnieją żonaci kawalerowie" to tautologie. "Cierpienie jest złe" to nie jest tautologia.

      Jeszcze odnośnie tego fragmentu. Nadal nie wiem, przeciw czemu dokładnie to pisałeś. Jeśli jednak miałby być to argument przeciw naturalizmowi, to jest on w mocy tylko dla naturalistów uznających, że prawdy moralne poznajemy na drodze apriorycznej. To, że cierpienie jest złe, może być wiadome a posteriori (znów wzmiankowany przeze mnie Cornell realism - warto poczytać, bo to ciekawa propozycja), a wtedy zarzut tautologii nie ma żadnej wagi. pokaż całość

    • więcej komentarzy (90)

  •  

    1. Wszystko, co nakazuje Bóg jest dobre i Bóg nie może nakazywać złych czynów.
    2. Bóg nakazywał kamieniowanie homoseksualistów.
    3. Zatem kamieniowanie homoseksualistów jest dobre.

    #filozofia #ateizm #katolicyzm

  •  

    Dlaczego nie powinniśmy wierzyć?
    Z punktu widzenia logiki - oczywiście dlatego, że nie ma żadnych dowodów na istnienie chrześcijańskiego bóstwa Elohima. Czyli dokładnie dlatego, dlaczego nie wierzy się w jednorożce czy smoki. W przypadku Jahwe jednak sprawa jest nieco cięższa; a mianowicie trudno jest udowodnić tezę przeciwną do tej zakładającej jego istnienie. Nie da się tak naprawdę udowodnić nieistnienia istoty. która z samej definicji jest wszechpotężna i może chcieć bronić się przed wykryciem. Co nie zmienia faktu, ze wiara w nią mimo braku dowodów nie ma sensu i jest na rowni z wiarą w płaskość Ziemi. JEDYNE co daje chrześcijanom przesłanki do wiary w ich Boga są starożytne zbiory żydowskiej mitologii, oraz słowa ludzi, którzy w nie wierzą, a także słowa ludzi, ktorzy wierzą ludziom wierzącym w te mity.
    W przypadku tezy np. "Jednorożce zamieszkują lasy Europy" postępująca eksploracja owych lasów w końcu udowodniła, że teza "Jednorożców nie ma w lasach Europy ani nie ma żadnych innych przesłanek świadczących o ic istnieniu" jest prawdziwa. Ale teza przeciwna do tej zakładającej istnienie chrześcijanskiego boga ma, najprościej mówiąc, zbyt wygórowane wymagania, by ją udowodnić, a chrześcijanie będą przesuwać kreskę coraz dalej.

    Dlaczego ludzie wierzą?
    Około 2000 lat temu Żyd zwany Jezusem Chrystusem stwierdził, że jest wcieleniem boga, które bylo zapowiedziane przez Biblię (wspomniany zbiór żydowskich mitów). Znalazł grupę zwolenników, co nie było trudne, gdyż jego religia głosiła kuszące dla niższych warstw społecznych postulaty - odrzucenie dóbr materialnych i zrównanie gromadzenia ich ze złem, miłosierdzie. Jezus został zabity przez Rzymian, nakłonionych do tego przez faryzeuszy, a wokół jego osoby powstała druga część obecnej Biblii, w której opisane jest jego życie, nauki i rzekomo dokonane cuda. Z czasem religia, początkowo prześladowana, stała się dominującą w Imperium Rzymskim, a z biegiem wieków w całej Europie, gdyż byla dobrym casus beli dla rosnacych w siłę władców, oraz legitymizowała ich rządy. Chrześcijaństwo uksztaltowało w dużej mierze granice krajów europejskich oraz podziały kulturowe. Cuda podobno nadal zdarzaly się, z każdą kolejną epoką w coraz mniejszej ilości (hmmm... ciekawe dlaczego) by zaniknąć wtedy, gdy możliwe stało by się ich udokumentowanie w niepodważalny sposób i ukazanie, że chrześcijaństwo jest jedyną słuszną religią

    Dlaczego nie powinniśmy wierzyć - lecz pod kątem szkodliwości wiary
    Religia jest pretekstem do wojen, do skłaniania ludzi do oddawania życia za interesy tych, którzy ją wykorzystują. Religia zabija postęp naukowy i żądzę szukania odpowiedzi. Modlitwy są wymówką i oszukują sumienie wierzących, gdyż ci myślą, że cokolwiek nią pomagają sobie lub innym. Chrześcijaństwo upadla człowieka, gloryfikuje słabość, cierpienie, brak ambicji, zachęca do zmarnowania życia na rzecz życia wiecznego, które nie jest niczym pewnym. Religia czyni autorytetami ludzi, którzy nie powinni nimi być. Religia sprawia, ze wierzący chcą dostosowywać do swoich zasad życie innych i tym samym ograniczać święte niezbywalne prawo wolności.
    #bekazkatoli #religia #filozofia #katolicyzm #gimboateizm
    pokaż całość

    •  

      @Kedlov:

      Z punktu widzenia logiki

      Miałeś chyba na myśli punkt widzenia chłopskiej epistemologii.

      oczywiście dlatego, że nie ma żadnych dowodów na istnienie chrześcijańskiego bóstwa Elohima

      Ja bym szukał jednak innych powodów, zwłaszcza jeżeli chcesz wierzyć, że ludzie mają 'święte i niezbywalne prawo wolności'.

      Czyli dokładnie dlatego, dlaczego nie wierzy się w jednorożce czy smoki.

      W smoki i jednorożce nie wierzymy, ponieważ mamy powody by wierzyć, że ich nie ma. Podobne powody, wbrew temu, co piszesz, da się znaleźć w wypadku boga.

      Widzę jednak potencjał, więc wpis oceniam na 3 Czajniczki, a w ramach zachęty dodaję Boeinga z Dawkinsem jako pilotem.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (10)

  •  

    mam ostatnio dużo czasu i tak sobie pomyślałam, czemu by nie poczytać, zainteresować się bardziej filozofią. polecacie mi, od czego zacząć? jakie książki kupić?
    #filozofia

  •  

    A propos tego wpisu to niedawno V rocznicę obchodziło klasyczne już dzieło największego (większego nawet ode mnie) pseudointelektualisty na wykopie, niejakiego @rineo. Kto zna niech sobie przypomni, a kto nie zna niech ogarnie, bo naprawdę warto. Jest jeszcze humor dla fizyków: kwanty czasu. #filozofia pokaż całość

    •  

      @mecenas_z_piaseczna:

      Tylko tak się składa, że Polska rzeczywiście jest jednym z liderów jeśli chodzi o produkcję energii z biomasy

      Masz jakieś dane na ten temat? Bo z tego, co wiem, biomasa okazała się niewypałem.

      Pomijam już takie niuanse jak sieci ciepłownicze

      Ciepłownie nie emitują CO2?

      Oprócz tego postawiliśmy ostatnio kilka całkiem niezłych nadkrytycznych bloków węglowych.

      Jak nadkrytyczne parametry pary redukują emisję CO2?
      pokaż całość

    •  

      @mecenas_z_piaseczna:

      Jest w chuj danych na ten temat

      No moje na ten przykład głoszą, że udział biomasy w produkcji energii w elektrowniach zawodowych spada.

      lwia część elektrociepłowni w Polsce na nich pracuje, równolegle z gazem i węglem

      Jaka część? Bo przykładowo w EC Wrocław swego czasu zainstalowano kupę hajsu w technologię współspalania, a od paru lat zbiorniki na biomasę stoją puste, a taśmociąg nieruchomy.

      Elektrociepłownie mają przede wszystkim znacznie wyższe sprawności od zwykłych elektrowni

      Mniejsza emisja CO2 na megawat nie zmienia faktu, że emisja całościowo wciąż rośnie, bo i zapotrzebowanie wzrasta.

      Nadkrytyczne parametry pary przede wszystkim zwiększają sprawność elektrowni oraz obniżają emisję pyłów

      Co mają pyły do emisji CO2? Pomijając fakt, że zmniejszenie emisji pyłów to zasługa głównie elektrofiltrów?

      W takich elektrowniach działają reaktory katalityczne, które ograniczają emisję tlenków azotu praktycznie do minimum.

      Co mają NOx do CO2? Przywołaj jeszcze IOS, aby tylko nie nawiązać do meritum.

      W pobliżu naszych elektrowni jest czystsze powietrze, niż gdziekolwiek indziej XD

      Spoko, ale jakie to ma przełożenie na globalne zjawisko ocieplenia? Pomijając to, że gdyby nie IED i konkluzje BAT, które zła Unia nałożyła na nas przemocą (w związku z czym Polska złożyła nawet skargę do Trybunału) to nikt w Polsce nie dbałby o takie zredukowanie emisji.
      pokaż całość

      +: Croce
    • więcej komentarzy (57)

  •  

    “Religia nieoświecona nauką często przeradza się w fanatyzm, który ostatecznie polega na tym, żeby siłą narzucać drugiemu swoje przekonania. I wcale ta siła nie musi być strzelaniem z kałasznikowa lub ucinaniem głów; często przejawia się w nietolerancji, w pogardzie drugich, w negowaniu argumentów oponenta bez próby ich zrozumienia, w zastępowaniu rzeczowych racji nadmiarem słów i podniesieniem głosu. A nauka bez wsparcia ze strony ducha rzeczywiście jest kulawa. Wprawdzie idzie przed siebie, ale nie wie dokąd i po co. Nie dajmy sobie wmówić, że pomiędzy religią i nauką istnieje niepokonalny konflikt. Owszem, są napięcia, są konflikty powstające w jakichś szczególnych miejscach zapalnych, ale po to mamy oczy i rozum, żeby je wyjaśniać i uczyć się na błędach. Natomiast na poziomie podstawowym, najgłębszym religia i nauka są sobie nawzajem potrzebne”
    – religia, żeby nie być ślepą,
    – nauka, żeby nie kuleć, lecz poruszać się pewnie w przekonaniu, że odkrywane przez nią prawdy nie są fragmentami wyrwanymi z niezrozumiałej całości. Nauka i religia są ważnymi elementami logosfery – tej przestrzeni ludzkiej kultury i wartości, która jakby płaszczem otacza naszą planetę, ale sięga poza nasz widzialny horyzont.”
    - Michał Heller


    #nauka #religia #cytaty #wojnaidei
    pokaż całość

    źródło: heller.png

    •  

      I o to mi właśnie chodzi - sama filozofia, jak najbardziej, ale po co ta reszta?

      @gzres: Czy religia jest zjawiskiem pozytywnym, czy też negatywnym, filozofia nie jest w stanie zaspokoić tych samych potrzeb, jakie syci żarliwość religijna. Mam też wrażenie, że popularne wyobrażenie o filozofii zawiera obraz żula w todze, który, siedząc na kamieniu, 'kontempluje byt', jednak obraz taki zupełnie nie przystaje do tego, jak współcześnie filozofię się uprawia.

      "Wiara" w Boga i "wiara" w to, że prawa człowieka są dobre to dwie różne sprawy

      Dlaczego przekonanie o istnieniu boga miałoby mieć inny status epistemiczny niźli przekonanie o słuszności praw człowieka? Czy też może jedno i drugie podlega innym władzom kognitywnym?
      pokaż całość

    •  

      @gzres:

      Wydaje mi się, że autorowi chodzi tutaj o to, że religia daje jakiś aparat poznawczy i prawdziwą narrację, dzięki której rozumiemy sens i kontekst fragmentów poznanych dzięki nauce - i to tutaj się nie zgadzam.

      Właśnie narracja jest tym, co religia jest w stanie zapewnić, filozofia zaś nie. Nie znam za bardzo myśli prof. dr. inż. ks. akr. Hellera, ale wydaje mi się, że chodzi mniej więcej o to, metaforycznie ujmując, iż nauka dostarcza fragmentów mapy, religia zaś (lub jej odpowiedni substytut) te fragmenty jest w stanie scalić w całość.

      Inaczej to ujmę - czy gdyby dana religia nie była prawdziwa to dalej by zaspakajała te potrzeby?

      Te potrzeby, które z nią wiążę - owszem. Nigdy nie sądziłem, aby religia powstała do tego, aby odkrywać wiedzę o świecie. Miast tego sadzę, że wynika ona z chęci określenia swojego miejsca w świecie i swoich związków z jego elementami. I w sposób oczywisty nie chodzi o relacje czysto fizyczne, ale relacje, które wywołują u nas reakcje emocjonalne; zaszczepia ona przekonanie, że nie wszystko, co otacza jednostkę, jest marnością. Świat oglądany przez religijne okulary przestaje być zimny i obojętny (choć to pewnie zależy od wyznawanej religii).

      Nie twierdzę, że osoby religijne mają monopol na posiadanie ukonstytuowanej i pozytywnej relacji 'ja - świat'. I jeżeli ty sprzeciwiasz się użyciu pojęcia religii, rozumiejąc ją wąsko jako pewien skodyfikowany system przekonań dotyczącej sfery boskiej (cokolwiek to jest), to ja się z tobą zgadzam. Twierdzę natomiast, że religia umożliwia ustanowienie takowej relacji oraz że filozofia per se (czyli w zasadzie wyprana z jakiejkolwiek mistycznej lub quasi-religijnej otoczki) takiej możliwości nie ma, bowiem pozbawiona jest, przynajmniej współcześnie, jakichkolwiek inklinacji ku tworzeniu narracji, w której jednostka może się umiejscowić. Gdyby sięgnąć do książek pisanych przez współczesnych filozofów w poszukiwaniu odpowiedzi na trapiące nas zagadki żywota, to nie znaleźlibyśmy tam nic, co byłoby choćby wskazówką. A ściślej rzecz ujmując, tyle samo, jeśli nie więcej, znaleźlibyśmy na półkach z beletrystyką.

      Broń Boże, uważam, że powinniśmy używać tych samych narzędzi (o ile dobrze zrozumiałem pytanie).

      Chodziło o to, że napisałeś:

      "Wiara" w Boga i "wiara" w to, że prawa człowieka są dobre to dwie różne sprawy

      Nie widzę uzasadnienia dla takiego rozgraniczenia. Jeśli weźmiemy, że 'wierzyć w X' oznacza 'mieć przekonanie, że X' lub 'mieć sąd X za prawdziwy' (a użycie tego słowa wskazuje właśnie na takie rozumienie), to nie widzę powodu, aby wiara w boga była czymś innym od wiary w słuszność praw człowieka, pomijając oczywiście sam przedmiot przekonania. Dopuszczałem możliwość, że masz na myśli jakiś szczególny sposób, w jaki ludzie religijni używają języka lub to, że sądy moralne nie wyrażają przekonań (non-kognitywizm), jednak skoro nie to chodziło ci po głowie, to, jak napisałem, rozgraniczenie takie mnie nie przekonuje.
      pokaż całość

      +: Croce
    • więcej komentarzy (23)

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika Turysta_Onanista

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (3)