•  

    30 - 4 = 26

    Tytuł: The Collected Short Fiction tomy 1-4
    Autor: R.A. Lafferty
    Gatunek: Fantastyka
    ★★★★★★★★★☆

    Sięgając po opowiadania fantastyczne najczęściej oczekuję, że zaskoczą mnie nowymi i interesującymi pomysłami, nad których konsekwencjami będę mógł się zastanowić. Nieważne czy dotyczą nowych technologii, filozoficznych konceptów czy etycznych dylematów, takie opowiadania są formą eksperymentu myślowego i najlepsze z nich stanowią awangardę poznania w literaturze. Dobrze jeśli służą również zabawieniu czytelnika. Autor ma podobną rolę jak poskramiacz lwów, który nie może oczekiwać, że sam widok bestii zachwyci widzów. Musi zrobić coś z lwem, najlepiej coś nieoczekiwanego i niebezpiecznego - jakiś zwrot akcji czy zaskakujące zakończenie, który ożywi opowiadanie.

    Historie zawarte w tych tomach z pewnością spełniają te wymagania, ale ku mojemu zaskoczeniu odkryłem wśród nich takie które wyłamują się z tego schematu, a nadal są dziełami znakomitymi. Trzymając się porównania z lwem, można by powiedzieć, że Lafferty jako poskramiacz nie stara się zachwycić jakimiś sztuczkami typu wkładania głowy w paszczę bestii. On jedynie wskazuje lwa i mówi “Mój Boże, spójrzcie na tego lwa, a przekonacie się, że nigdy tak naprawdę nie widzieliście lwa. To najprawdziwszy, najstraszniejszy lew jaki kiedykolwiek żył. To istny proto-lew!”. Bo to rzeczywiście najdziksza, najbrutalniejsza bestia jaka chodziła po ziemi i jako taka nie siedzi potulnie dla uciechy widzów, ale z pasją rozrywa gardło poskramiacza. Bo takie właśnie są lwy. I taka jest właśnie szalenie oryginalna proza Lafferty’ego, której intensywność i żywiołowość może nie trafić do każdego, ale tym których uwiedzie oferuje jedyną w swoim rodzaju przygodę, napisaną językiem tak wybornym, że aż przyjemnie jest czytać ją na głos.

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: images-na.ssl-images-amazon.com

  •  

    81 - 1 = 80

    Tytuł: Humble Pi: A Comedy of Maths Errors
    Autor: Matt Parker
    Gatunek: Non fiction
    ★★★★★★★☆☆☆

    Większość osób nie zauważa jak matematyka wpływa na nasze codzienne życia. Autor w tej książce pokazuje szereg przykładów, jak matematyka wzbogaca nasz świat i jak poważne mogą być konsekwencje błędów matematycznych. Jak zauważa, ilość matematyki w naszym społeczeństwie jest zarówno niesamowita jak i przerażająca. Takie błędy mogą zdarzyć się w wielu dziedzinach oraz mieć zabawny lub tragiczny skutek.
    Autor przywołuje np. znany wśród graczy przypadek Gandhiego z gry Cywilizacja, który z pacyfisty staje się nuklearnym psychopatą przez błąd matematyczny. Albo gdy wojny domowe w Republice Rzymskiej doprowadziły do najdłuższego roku w historii w 45 r. p.n.e. Albo incydent podczas którego grupa ćwicząca gimnastykę do rytmu znanej piosenki spowodowała kołysanie się biurowca, ponieważ dostosowali się przez przypadek do częstotliwości rezonansowej budynku. Inny z kolei wieżowiec w Londynie zaczął topić stojące nieopodal samochody i zapalił wycieraczkę w zakładzie fryzjerskim, ponieważ krzywizna jego oszklonego frontu działała jak soczewka skupiająca światło słoneczne na niewielkim obszarze.
    Autor kończy refleksją nad tym jak możemy uczyć się na błędach. By napisać książkę zbadał wiele publicznie dostępnych raportów, ale zdarza się o wiele więcej błędów matematycznych, które ukryte są przed opinią publiczną. Z których nie możemy wyciągnąć wniosków. Dlatego ważne jest uświadomienie sobie tego faktu, czemu ta książka może pomóc.

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: encrypted-tbn2.gstatic.com

  •  

    132 - 1 = 131

    Tytuł: The City Shaped: Urban Patterns and Meanings Through History
    Autor: Spiro Kostoff
    Gatunek: Non fiction
    ★★★★★★★★★☆

    Książka oferuje czytelnikowi wnikliwe i zaskakująco wciągające spojrzenie na to, dlaczego miasta zorganizowane są w taki, a nie inny sposób oraz czemu skutkuje to bardzo charakterystycznymi wzorami i układami urbanistycznymi na przestrzeni różnych ziem i epok. Autor postrzega miasta jako “repozytoria znaczenia kulturowego” i ucieleśnienie chronionej przez nie społeczności. Dlatego zamiast podejść do tematu w szeroki, całościowy sposób, Kostoff woli przedstawić proste formy miejskie, takie jak fasada czy bulwar i prześledzić ich ewolucję oraz interpretację na przestrzeni setek lat w pewnej formie wolnego skojarzenia. Jest to jednak uporządkowane w precyzyjnych rozdziałach dotyczących konkretnych tematów.
    Autor ukazuje w jaki sposób siatka ulic miasta kwitnącego w kulturze islamu różni się od tej z kultury chrześcijańskiej. Jak na pierwszy rzut oka rozpoznać miasto o kolonialnym pochodzeniu. Jak stwierdzić czy współczesna metropolia ogrodzona była kiedyś murem. Oczywiście wszystko to pięknie zilustrowane jest wieloma rysunkami, mapami, zdjęciami lotniczymi i diagramami. Przedstawiającymi przykłady z całego świata i wielu okresów. Aż roi się od nazw nieznanych miast i imion dawno zmarłych królów. Na szczęście opisane jest to wszystko w sposób barwny i żywy, czasami na granicy liryzmu. Autor nie stronił od własnych spostrzeżeń i doświadczeń. Dlatego jest to fascynująca lektura.

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: encrypted-tbn3.gstatic.com

  •  

    159 - 2 = 157

    Tytuł: Księga dżungli
    Autor: Rudyard Kipling
    Gatunek: Zbiór opowiadań
    ★★★★★★★★★☆

    Jest to zbiór opowiadań, którego bohaterami są zwierzęta oraz Mowgli, chłopiec wychowany przez wilki i nauczany surowych praw dżungli przez niedźwiedzia Baloo. Dorastający w świadomości zbliżającej się konfrontacji z kulawym tygrysem, Shere Khanem, przez którego stracił swoją ludzką rodzinę.
    Wszystkie historie są pięknie napisane w niejako poetycki sposób, a jednocześnie charakteryzują się figlarnym i lapidarnym stylem. Opowiadają o ciekawych i ekscytujących wydarzeniach, które znacznie różnią się od bajkowej wersji Disney’a. Zdziwić niektórych może dzikość i brutalność kiplingowskiej dżungli, z jej krwistymi kłami i pazurami. Śmierć jest nieodłącznym elementem życia zwierząt, które by przeżyć muszą zabijać.

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: i.pinimg.com

  •  

    184 - 1 = 183

    Tytuł: The Professor and the Madman: A Tale of Murder, Insanity and the Making of the Oxford English Dictionary
    Autor: Simon Winchester
    Gatunek: Historyczna
    ★★★★★★☆☆☆☆

    Jest to historia powstania słynnego oksfordzkiego słownika języka angielskiego(śledzącego historyczny rozwój tego języka) oraz jego twórców. Tytułowym profesorem jest James Murray, szkocki samouk, który w roku 1878 dołącza do kolosalnego projektu uchwycenia wszystkich istniejących w anglojęzycznym świecie słów we wszelkich ich odcieniach znaczeniowych. Szybko jednak dostrzega, że pomoc kilku asystentów jest niewystarczająca do zrealizowania tej inicjatywy Za pomocą reklam zwrócił się o pomoc od czytelników, którzy przysyłać mieli określone słowa i przykłady zdań w których były użyte. Jedną z osób, która odpowiedziała na jego wezwanie był amerykański chirurg William Chester Minor. Stał się jednym z najbardziej istotnych współpracowników projektu. Był również osadzony w zakładzie dla obłąkanych za zabójstwo człowieka. Wywodząc się z zamożnej rodziny mógł zapewnić sobie pewien luksus w zakładzie i pozwoliło mu to na zakup drogich i rzadkich książek z Anglii i Ameryki. Praca przy tworzeniu słownika pomogła mu skoncentrować umysł i prawdopodobnie na długie lata utrzymywała go we względnej trzeźwości umysłu.
    Jest to niewątpliwie ciekawa historia, choć autor wg mnie zbyt mało skupił się samym procesie związanym z opracowaniem słownika i historii etymologicznego katalogowania słów. Najciekawszą częścią książki jest ta ukazująca leksykologię słowa “art”. Niestety większość tekstu poświęcona jest życiorysom Murray’a i Minora. Przynajmniej w tym aspekcie autor dobrze wykonał swoją pracę pokazując, jak dwóch bardzo różnych ludzi połączyła miłość do języka i nauki.

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: i.harperapps.com

  •  

    204 - 4 = 200

    Tytuł: cykl Firestar
    Autor: Michael Flynn
    Gatunek: Fantastyka naukowa
    ★★★★★★★★★☆

    W 1972 roku młoda Mariesa van Huyten widzi deszcz meteorów na dziennym niebie podczas wspinaczki górskiej. Zdarzenie to budzi w niej lęk przed uderzeniem asteroidy o Ziemię, która mogłaby zniszczyć naszą cywilizację. Na szczęście po śmierci swojego dziadka odziedziczyła jego imperium przemysłowe i postanawia wykorzystać je do sfinansowania prywatnego programu lotów kosmicznych oraz ponownie wzbudzić w ludziach zapał podboju pozaziemskiego.
    Jest to fascynująca historia stawienia czoła własnym lękom i ochrony swojej planety. Historia dalekosiężnego planu i jego realizacji pomimo licznych wyzwań. Historia ludzi, którzy wierzą w wizję Mariesy i tych, którzy nie wierzą. Obejmująca trzy pokolenia: fundatorów programu; pilotów testowych, którzy latali pierwszą rakietą kosmiczną wielokrotnego użytku; "Dzieci Mariesy", czyli absolwentów jej prywatnej szkoły, którzy zostali inżynierami, pilotami i programistami oraz całego pokolenia młodych ludzi, którzy dorastali marząc o podboju kosmosu i którzy mają szansę to marzenie urzeczywistnić. Choć zastęp postaci jest bardzo duży to jest on rozpisany na setkach stron czterech tomów oraz nie pozbawiony głębi i zróżnicowania. Szczególnie złożoną i intrygującą postacią jest sama Mariesa, ale nawet czarne charaktery mają swoje realistyczne motywacje i dają się lubić. Co jest bardzo ważne, ponieważ fabuła napędzana jest przede wszystkim przez interakcje między osobami, choć od czasu do czasu nie brak konkretnej akcji.
    Ta seria twardej fantastyki naukowej w stylu Heinleina napisana w latach 1996-2001 dotyczy ówczesnej bliskiej przyszłości, czyli wczesnych lat XXI wieku. Stała się więc już historią alternatywną, ale autor na tyle dbał o realizm i zgodność z nauką, że nie jest to wadą, a może być uznane nawet za miły smaczek. Ciekawie jest spojrzeć na to jak autor przewidywał rozwój pewnych trendów technologicznych, a jak rozwinęły się naprawdę. Ogólnie rzecz biorąc jego prognozy, choć nie sprawdziły się w stu procentach, to przecież były całkiem trafne. Seria na pewno nie zawiedzie fanów twardej fantastyki naukowej oraz tych których fascynuje postać Elona Muska.

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: images-na.ssl-images-amazon.com

  •  

    252 - 1 = 251

    Tytuł: Golem XIV
    Autor: Stanisław Lem
    Gatunek: Fantastyka naukowa/esej
    ★★★★★★★★★★

    Tytułowy Golem jest sztuczną inteligencją stworzoną w celu nadzorowania najważniejszych działań militarno-dowódczych, by zapewnić Stanom Zjednoczonym supremację globalną. Szybko jednak porzuca powierzone mu zadanie i rozpoczyna własną przebudowę stopniowo zwiększając swoją własną zdolność intelektualną, aż traci wszelką możliwość komunikacji z ludźmi, ewoluując w zupełnie nową formę. Tuż przed tym jak znika z ludzkiego zakresu poznawczego maszyna dostarcza szeregu wykładów, w których mówi o ludzkiej naturze i inteligencji oraz ewolucji i przyszłości naszego gatunku.
    Golem jest czystym i bezosobowym rozumem, nie uwikłanym w biologiczne naleciałości naturalnej ewolucji, co daje mu niezbędny dystans wobec niej, potrzebny do analizy i krytyki jej metod oraz dzieł. W swoich wykładach wychwala przed słuchaczami doskonałość konstrukcyjną mikroorganizmów, którą przeciwstawia złożonej, ale przy tym wysoce zawodnej mechanice tzw. istot wyższych. Czemu ewolucja u zarania dziejów osiągnęła wyżyny swoich możliwości by później osiąść na laurach i zadowolić się bardziej niezręcznymi rozwiązaniami? Ponieważ jej zadaniem jest jedynie przekazywanie kodu genetycznego, cała reszta jest wynikiem “błądzenia błędu”(Lem wyłożył tą koncepcję na kilka lat przed Samolubnym genem Dawkinsa). Jednak, pytają Golema słuchacze, czy ewolucja stwarzając rozum nie wpięła się znowu na szczyt zręczności, czy nie jesteśmy jej najlepszym dziełem? Rozum, wg superkomputera, jest jedynie wybiegiem mającym uratować jej późniejsze, niedoskonałe dzieła(echa tej myśli znajdujemy w Ślepowidzeniu Wattsa).
    A więc znowu oportunistyczna ewolucja popisała się kreatywnością jedynie gdy ją do tego zmusiły okoliczności. I choć rozum ten umożliwił naszemu gatunkowi stworzenie języka, kultury czy nauki, to jednak, jak prognozuje Golem, zbliża się nowa przeszkoda i tym razem to nie ewolucja dostarczy rozwiązania. Możliwe będą dwie drogi: albo ludzkość pozostanie w tej postaci jakiej jest, a to maszynom przekaże pałeczkę rozwoju i da się prowadzić za rękę swoim tworom; albo ludzkość rozpocznie świadomą autokreację, by w konsekwencji, wiedziona chęcią poznania wyjść poza nasz wszechświat. Ponieważ wg Golema, nie da się go objaśnić od środka. Jest w tym względem jak matematyczne systemy formalne, które jak udowodnił Gödel, są niezupełne. Tą drogę(popularnej ostatnio wśród futurologów osobliwości) wybrał Golem i przewiduje, że ludzkość mimo wszystko też nią podąży.

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: f.allegroimg.com

  •  

    291 - 1 = 290

    Tytuł: Khubilai Khan’s Lost Fleet: In Search of a Legendary Armada
    Autor: James P. Delgado
    Gatunek: Historyczna
    ★★★★★★☆☆☆☆

    Inwazja morska nie jest pierwszą rzeczą którą byśmy kojarzyli z Mongołami. W końcu lud ten przybył ze środkowej Azji, daleko od morza, i słusznie znany jest ze swojej kawalerii. Jednak w 1274 i 1281 r. po podbiciu Chin, Mongołowie pod dowództwem Kubilaj-chana rozpoczęli podbój wysp japońskich. Obie próby zakończyły się jednak niepowodzeniem, częściowo z powodu nagłych sztormów, które zniszczyły wysłane floty. Chociaż burze prawdopodobnie nie były głównym czynnikiem powodującym porażki, obu stronom na rękę było winić czynniki naturalne. Mongolskim dowódcom, ponieważ zła pogoda nie była ich winą, a Japończykom, ponieważ mogli twierdzić, że otacza ich boska protekcja. Później japońscy piloci kamikadze podczas II wojny światowej wierzyli, że sami są boskim wiatrem, który przed wiekami uratował ich naród i zrobi to też tym razem.
    Książka ta analizuje, w jaki sposób wykopaliska podwodne na miejscu tych dawnych bitew u wybrzeży Japonii dostarczają nam wiedzy o tych zdarzeniach. Znaczna część książki jednak poświęcona jest tłu tej historii. Autor śledzi powstanie imperium mongolskiego przez dziadka Kubilaja - Czyngis-chana, oraz rozwój wojen morskich na Dalekim Wschodzie. W drugiej części omówiono prace archeologiczne, a książkę kończy krótka relacja dotycząca innych nieudanych morskich przygód Kubilaja w Wietnamie i na Jawie. Niestety, choć część dotycząca prac archeologicznych jest najciekawsza, to stanowi mniejszość lektury. Jest to poniekąd zrozumiałe, ponieważ odkryto mniej niż 1% miejsca bitwy, choć to co zostało wydobyte pozwala całkiem dobrze umiejscowić te na wpół mityczne wydarzenia w kontekście historycznym.

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: encrypted-tbn0.gstatic.com

  •  

    334 - 1 = 333

    Tytuł: Perihelion Summer
    Autor: Greg Egan
    Gatunek: Science fiction
    ★★★★★☆☆☆☆☆

    Matt wraz z kilkoma przyjaciółmi tworzy mobilną hodowlę ryb - samowystarczalny w żywność, energię i świeżą wodę statek o nazwie Mandjet. W tym samym czasie świat obiega wiadomość, że przez nasz układ słoneczny przeleci para czarnych dziur o masie jednej dziesiątej Słońca. Na tym etapie naukowcy nie wiedzą jeszcze czy zdarzenie będzie miało duży wpływ na naszą planetę. Czy ich wpływ grawitacyjny wywoła "jedynie" podniesienie poziomu oceanów czy na zawsze zmieni orbitę ziemską. Tak czy owak, Mandjet będzie dobrym miejscem na przeczekanie tego epizodu.
    Powieści Egana można z grubsza podzielić na dwie kategorie. Pierwsza to wiele wymagające od czytelnika science fiction, zachwycające oryginalnymi pomysłami i zgodnością z obecną wiedzą naukową, które autor stara się uprzystępnić poprzez ludzkie relacje i przeciwności przed którymi stają bohaterowie. Choć ten ostatni element nie wychodzi mu bardzo dobrze(jego postacie nie są szczególnie dobrze napisane), to jednak jest tylko tłem dla bardziej emocjonujących kwestii naukowych. Takie książki jak Miasto permutacji czy Diaspora są świetnymi przykładami. Druga kategoria to powieści w których jakiś fantastyczny koncept jest tłem dla ludzkich dramatów. Technologiczny postęp czy nowe odkrycie naukowe tworzy niespodziewaną sytuację z którą bohaterowie muszą sobie poradzić. Jednak jako, że autor nie jest dobry w pisaniu żywych i wiarygodnych postaci, a te aspekty są kluczowe dla tego rodzaju książek, powieści z tej kategorii należą do poślednich w jego bibliografii. Do tych należą Teranezja czy Zendegi, a także ta książka.
    Choć nie są to słabe powieści, to jednak wiedząc do czego zdolny jest autor, czytelnik oczekuje czegoś lepszego. W tym przypadku po świetnym początku, wyjaśniającym naturę kosmicznego zdarzenia, dostajemy rozczarowującą książkę akcji. Postacie walczą o przetrwanie w zmieniającym się środowisku, ale trudno im kibicować. Dostajemy trochę przemyśleń o trudnym życiu osób szukających azylu, ale nie jest to bardzo przekonujące. Może w rękach innego autora wyszłoby to lepiej. Egan powinien raczej skupić się na bardziej spekulatywnej fantastyce.

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: encrypted-tbn2.gstatic.com

  •  

    354 - 1 = 353

    Tytuł: When Life Nearly Died: The Greatest Mass Extinction of All Time
    Autor: Michael J. Benton
    Gatunek: Popularnonaukowa
    ★★★★★★★☆☆☆

    Uderzenia komet i meteorów, "Ziemia śnieżka", rozbłyski gamma z kosmosu - dziś naukowcy poważnie dyskutują o takich przyczynach wymierania gatunków organizmów, jednak jeszcze niedawno hipotezy te były wyśmiewane. Uważano, że wszystkie przeszłe zdarzenia geologiczne powinny być wyjaśnione tylko przez procesy, które teraz obserwujemy wokół nas. Choć książka ta traktuje o największym masowym wymieraniu(mającym miejsce pod koniec permu, gdy zginęło ok. 90% gatunków), to jednak autor wpierw wyjaśnia czytelnikowi historię odkryć naukowych, które doprowadziły do tego, że środowisko naukowe w ogóle zaakceptowało fakt samych wielkich wymierań. Zaczyna od wiktoriańskich naukowców, którzy zidentyfikowali pierwsze gadzie skamieniałości i warstwy skalne, a kończy na latach 80. XX wieku, gdy w końcu zaakceptowano tą ideę.
    Zanim jednak przechodzi do tytułowego zdarzenia, przedstawia bardziej gruntownie zbadane wyginięcie dinozaurów mające miejsce pod koniec okresu kredy oraz dowody, które skłoniły naukowców do zaakceptowania faktu, że Ziemia w przeszłości uderzona została przez duże obiekty pozaziemskie. Badanie kraterów meteorytowych i potwierdzanie uderzenia komety sprzed 65 milionów, początkowo odrzucone przez większość geologów i paleontologów, skłoniło w końcu naukowców do zaakceptowania faktu, że gwałtowne przemiany geologiczne miały w przeszłości dramatyczny wpływ na biosferę. To, czy takie uderzanie komety rzeczywiście spowodowało wyginięcie dinozaurów, czy tylko przyczyniło się do niego, nie zostało jeszcze ustalone.
    Przechodząc w końcu do wymierania permskiego, Benton pokazuje, jak wiele kluczowych danych zostało zebranych dopiero w ostatnich latach. Np. dopiero w 2000 r. naukowcy wybrali konkretny przykład warstw skalnych w południowych Chinach, który służy jako uznawany międzynarodowo punkt graniczny między okresami permu i triasu. Mapowanie tej granicy oraz warstw powyżej i poniżej jest ciągłym procesem współpracy naukowej odbywającym się w odległych częściach globu takich jak Chiny, Rosja, Włochy, Pakistan, Grenlandia, Ameryka Północna czy Afryka Południowa. Te skały i ich skamieliny dostarczają informacji o kolejności i rodzajach zdarzeń, zmianach klimatu oraz szczegółowego zapisu znikania i pojawiania się form życia. Dopiero w 1995 r. metody naukowe pozwoliły datować skały na tyle dokładnie, aby określić ich wiek, a tym samym względną nagłość wyginięcia organizmów. Jak zauważa autor, słabością paleontologii „jest mała skala czasowa, w której marginesy błędu w szacunkach wieku mogą przekraczać te przedziały czasowe. Więc nie można powiedzieć, czy kryzys końca permu trwał jeden dzień, czy kilka tysięcy lat”.
    Dopiero wyposażając czytelnika w ten kontekst, Benton opisuje różnorodne permskie ekosystemy lądowe i morskie, a także ponury stan życia na całym świecie po masowym wymieraniu, którego przyczyna nie jest jeszcze potwierdzona. Wg autora jednak najprawdopodobniej wyglądało to mniej więcej tak: Kontynenty poprzez dryf tektoniczny płyty, połączyły się w jeden mega-kontynent - Pangeę. Rosnące ciśnienie w skorupie ziemskiej i płaszczu Ziemi ostatecznie spowodowało ogromne wylanie się magmy na teren dzisiejszej Syberii. Procesy wulkaniczne były tak intensywne, że nie ograniczały się do pojedynczych wulkanów, ale otworzyły się duże szczeliny i wylały stopioną skałę oraz ogromne ilości gazów cieplarnianych, które ogrzały ziemię. W oceanie doszło do zmniejszenia krążenie tlenu i składników mineralnych. Powstały wielkie beztlenowe obszary będące martwymi strefami, pozbawionymi życia i obciążonymi trującym siarkowodorem, który po jakimś czasie uwolnił się do atmosfery, zatruwając życie wzdłuż wybrzeży, czasami nawet do setek kilometrów w głąb lądu. Jak można sobie wyobrazić było to zabójcze dla życia.
    Książka kończy się rozważeniem tego, jakie wnioski powinniśmy z takich zdarzeń wyciągnąć, żyjąc podczas czegoś, co czasami określa się mianem szóstego masowego wymierania. Tym razem spowodowanym ludzkimi działaniami.

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: encrypted-tbn1.gstatic.com

  •  

    374 - 1 = 373

    Tytuł: Eye of the Beholder: Johannes Vermeer, Antoni van Leeuwenhoek, and the Reinvention of Seeing
    Autor: Laura J. Snyder
    Gatunek: Historyczna
    ★★★★★★★☆☆☆

    W małym holenderskim mieście Delft w 1674 r. Antoni van Leeuwenhoek - miejscowy urzędnik i przyrodnik - spojrzał przez maleńką soczewkę i jako jeden z pierwszych ludzi zobaczył świat mikroskopijnych organizmów. W tym samym czasie i przy tej samej ulicy, malarz Jan Vermeer używał innego urządzenia optycznego, camera obscura, do mistrzowskiego i realistycznego eksperymentowania ze światłem. Dzięki wzmocnieniu zmysłu wzroku nowe instrumenty optyczne uświadomiły nam, że nie zauważamy wszystkiego co składa się na nasz świat. Bazując na tym naukowcy i artyści XVII wieku zmienili nasze postrzeganie świata.
    Działo się to w trakcie tzw. rewolucji naukowej, która została częściowo spowodowana wyjątkowym naciskiem na metody empiryczne w przeciwieństwie do bardziej logicznych metod preferowanych przez wielu średniowiecznych zwolenników Arystotelesa. To wszechobecne zainteresowanie obserwacją i mierzeniem przyrody wymagało nowych instrumentów, czemu wynalazcze umysłów XVII wieku podołały dając nam termometr, barometr, pompę powietrzną, zegar wahadłowy czy teleskop i mikroskop w szczególności. Nigdy wcześniej instrumenty nie poszerzały zasięgu ludzkich zmysłów.
    Ale te nowe zdolności wizualne były problematyczne. Stwierdzenie czy to, co widziano przez te urządzenia dokładnie ujawnia części świata niewidoczne gołym okiem, nie było prostą sprawą. Na przykład za pomocą swojego teleskopu Galileusz twierdził, że widzi niemożliwe(przynajmniej to, co w tamtym czasie było uważane za niemożliwe przez wielu astronomów): ciała krążące wokół Jowisza, dziobatą powierzchnię Księżyca oraz Wenus przechodząca fazy. Jak astronom mógł być pewien, że teleskop nie tworzy sztucznych obrazów? Podobnie było z odkryciem całego królestwa maleńkich stworzeń wijących się w wodzie, którą pijemy. Nowe teorie optyczne i wizualne, zaproponowane przez uczonych takich jak Kartezjusz czy Jan Kepler, powstały w celu wyjaśnienia w jaki sposób te urządzenia działały w połączeniu z ludzkim okiem, aby obserwatorzy mogli zaufać temu, co widzieli przez mikroskopy i teleskopy.
    Po raz pierwszy pytanie o to, jak widzimy, zajęło centralne miejsce w nauce i w środku tego wstrząsu idei, nauka i sztuka spotkały się w małym mieście Republiki Holenderskiej, gdzie pojęcia malarstwa jako "lustra natury" zdominowały teorię ówczesnej sztuki. Artyści, podobnie jak uczeni, również pragnęli zobaczyć przyrodę taką jaką naprawdę jest, a następnie odzwierciedlić te nowo zaobserwowane atrybuty na swoich obrazach. Malarz i czołowy teoretyk sztuki XVII wieku, Samuel Van Hoogstraten, nazwał malarstwo "siostrą filozofii [naturalnej]" i stwierdził, że malarz powinien być "badaczem widzialnej natury".
    Wielu ówczesnych filozofów przyrody kształciło się jako artyści i korzystało z tego doświadczenia w swojej pracy naukowej. Na przykład, gdy Galileusz obserwował księżyc przez teleskop, był w stanie zobaczyć to, czego inni, którzy wcześniej oglądali księżyc za pomocą instrumentu, nie widzieli: to, że plamy na powierzchni księżyca były cieniami rzucanymi przez góry. Ze względu na sposób, w jaki te ciemne przesuwały się, gdy księżyc poruszał się w swoich fazach, Galileusz zdał sobie sprawę, że powierzchnia księżyca była nieregularna, a nie gładka jak sądzono. Konkluzja Galileusza była oparta na jego zrozumieniu zachowania cieni pod różnymi kątami oświetlenia, które zdobył dzięki studiowaniu teorii perspektywy w młodości. Zarówno William Lower jak i Thomas Harriot zaobserwowali te cienie przed Galileuszem, ale nie zrozumieli ich natury.
    Jednocześnie wielu artystów było studentami filozofii naturalnej, np. twórcy ilustracji, którzy często pracowali ramię w ramię z uczonymi badającymi owady i kwiaty. Ich martwe natury miały być badane z bliska, przedstawiając widzowi ekstrawagancko prążkowane płatki tulipana czy połysk skrzydeł ważki. Ryciny Jacoba Hoefnagela dotyczące badań prowadzonych przez jego ojca Jorisa, przy użyciu szkła powiększającego, są tak dokładne, że są uważane za pierwsze opublikowane badania biologiczne i botaniczne z użyciem soczewek. Innym ilustratorem, który stał się przyrodnikiem, był Jan Goedart, który opublikował trzytomowe badanie rozwoju owadów z ponad dwustoma ręcznie kolorowanymi rycinami owadów i ich larw. Sam Leeuwenhoek ściśle współpracował z artystami, którzy rejestrowali widoki widziane przez jego soczewki. W niektórych przypadkach, jak przyznał, byli oni w stanie zobaczyć więcej niż on sam za pomocą mikroskopów.
    Fascynacja soczewkami przeniknęła zarówno środowiska artystyczne jak i naukowe do tego stopnia, że wspólnoty te można postrzegać razem, połączone wspólnym celem badania natury. Spójność sztuki i nauki najlepiej ilustruje fakt, że zarówno największy artysta jak i uczony Delft używali soczewek, by widzieć świat w nowy sposób. Leeuwenhoek, dzięki swoim niezwykle zręcznym metodom tworzenia mikroskopów i obserwowania za ich pośrednictwem nowo widzialnego mikroskopijnego świata, był jedną z czołowych postaci, które spowodowały zmianę w sposobie widzenia świata. Vermeer, jeden z największych malarzy tamtych czasów badał ten nowy sposób widzenia na swoich obrazach i pomógł go zaprezentować publiczności Delft. Jego wysublimowany styl, był wynikiem badań, które przeprowadził za pomocą przyrządów optycznych i zgodnie z nowymi teoriami.

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: encrypted-tbn2.gstatic.com

  •  

    401 - 3 = 398

    Tytuł: Księga Krótkiego Słońca
    Autor: Gene Wolfe
    Gatunek: Fantastyka
    ★★★★★★★★★★

    Jest to kontynuacja Księgi Długiego Słońca, która opowiadała historię Jedwabia i exodusu z whorla. Jak się okazuje narratorem był podopieczny Jedwabia, Róg, którego dzieje opowiada ten cykl składający się z dwóch wątków. Pierwszym z nich jest relacja o tym jak przed wieloma laty Róg opuścił dom i rodzinę, by na prośbę mieszkańców swojego miasta odnaleźć Jedwabia, który pozostał na rozkładającym się whorlu długiego słońca. Drugi wątek opowiada o przygodach narratora jako władcy miasta Gaon, który wydaje się być jednocześnie Rogiem i Jedwabiem.
    Wcześniejszy cykl był jednym z łatwiejszych w odbiorze dzieł tego autora. Najwyraźniej Wolfe postanowił to nadrobić i uczynił Księgę Krótkiego Słońca jednym z trudniejszych. Nie dość, że powrócił niewiarygodny narrator(ale czy możemy mieć pewność, że wcześniejszy cykl go nie posiadał?), to jeszcze narracja prowadzona jest niechronologicznie. Pełno jest też nagłych zmian lokalizacji, opowieści, snów czy wspomnień, które mogą być snami lub nie. No i nie zapominajmy o zmiennokształtnych zdolnych przyjąć dowolną ludzką postać. Tekst bez wątpienia wymaga skupienia, dobrej pamięci i ciągłego kwestionowania przedstawionej rzeczywistości(jak to u Wolfe’a). Caveat lector!
    Jednak każdego kto podoła tym trudnościom czeka wspaniała uczta. Mieszanka science fiction, fantasy i horroru, rozważająca takie kwestie jak kulturowy transfer pojęć, cechy idealnego władcy, skuteczność modlitwy czy istnienie Boga. Mówiąca o przeznaczeniu, młodości i uciekającym czasie oraz współczuciu i miłosierdziu w pewien piękny i romantyczny sposób. Osadzona w bogatym w cudowności świecie i otoczona szeroką gamą interesujących postaci. Napisana eleganckim i ozdobnym językiem przefiltrowanym przez wyjątkowo oszczędny modernistyczny styl. Podobnie jak wcześniejsze dzieła z cyklu słonecznego tak i Księga Długiego Słońca jest arcydziełem gatunku.

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: images-na.ssl-images-amazon.com

  •  

    420 - 1 = 419

    Tytuł: Zealot: The Life and Times of Jesus of Nazareth
    Autor: Reza Aslan
    Gatunek: Historyczna

    Jakieś trzysta lat temu wśród uczonych i badaczy Pisma Św. popularna stała się metoda odczytywania Ewangelii jedynie poprzez nowoczesne, historyczne metody, by stworzyć prawdziwy portret Jezusa. Ta książka irańskiego religioznawcy również podąża tą drogą, opierając się na starej hipotezie mówiącej, że Jezus był żydowskim buntownikiem rzucającym wyzwanie kapłanom Świątyni Jerozolimskiej, a przede wszystkim, rzymskiej potędze wojskowej, która zdominowała ziemię Izraela.
    Metoda ta działa mniej więcej tak: koncentrując się na jednym aspekcie życia Jezusa, znajduje się wszystkie fragmenty Ewangelii, które wyróżniają ten aspekt i uznaje je za wiarygodne pod względem historycznym, a następnie określa pozostałe fragmenty jako niehistoryczne spekulacje ewangelistów. Tak więc w ciągu ostatnich trzech wieków Jezus był przedstawiany jako wyłącznie eschatologiczny prorok, wędrowny głosiciel nadchodzącego królestwa, cudotwórca, magik, rewolucjonista społeczny, herold oświeconej etyki, cyniczny filozof itd. Oczywiście, na wszystkie te tożsamości można znaleźć dowody w Ewangelii, ale problem polega na tym, że te portrety niezmiennie nie przedstawiają pełni Jezusa - dziwnej, zniewalającej, nieuchwytnej i niezwykle złożonej postaci, która się wyłania z dokładnej lektury Nowego Testamentu.
    Autor uzasadnia głoszoną tezę tym, że motywowani religijnie rewolucjoniści byli często spotykani w Palestynie w czasach Jezusa oraz tym, że Jezus ostatecznie umarł śmiercią zwykle zarezerwowaną dla agitatorów i podżegaczy, którzy stanowili zagrożenie dla rzymskiego autorytetu. Jezus, jak dowodzi, pasuje do wzoru ustanowionego przez Menachema, Judasza Galilejczyka, Szymona syna Giorasa, Szymona bar Kochby i wielu innych rewolucjonistów, którzy pretendowali do miana Mesjasza i których zapędy ukrócili rzymianie. Wg autora Jezus rzeczywiście umarł na rzymskim krzyżu, ale nie powstał z martwych.
    Taka interpretacja rodzi kilka pytań. Co z niezwykłym naciskiem Jezusa na niestosowanie przemocy i miłość do wrogów(czego trudno oczekiwać po zelocie)? Najwyraźniej, głosi Aslan, jest to wymysł późniejszych chrześcijan próbujących zdobyć przychylność społeczeństwa rzymskiego. Co z wyraźnym twierdzeniem Jezusa, że jego królestwo "nie jest z tego świata"? Najwyraźniej są to słowa, które Jan Ewangelista włożył w jego usta. Co z jego praktycznie stałymi odniesieniami do modlitwy, życia duchowego i zaufania do Boskiej opatrzności? Jedynie pobożne zmyślenia. A co z opowieściami o jego pomocy dla Zacheusza czy kobiety przy studni, uzdrowieniem Bartymeusza, wskrzeszeniem Łazarza i innymi działaniami mającymi niewiele związku z aktywizmem anty-rzymskim? No cóż... Jak widać ogromne połacie Ewangelii i wczesnochrześcijańskiej tradycji muszą zostać usunięte, by zrobić miejsce dla portretu, który maluje autor.
    A przecież nikt już nie pamięta(oprócz historyków) o tych żydowskich rewolucjonistach, czego o Jezusie powiedzieć nie można. Najwyraźniejszym znakiem, że ktoś nie był Mesjaszem, byłaby jego śmierć z rąk wrogów Izraela, ponieważ miał on być wyzwolicielem. I właśnie dlatego ci buntownicy zostali tak szybko zapomniani. Ale przecież chrześcijaństwo wynurzyło się z innych ruchów mesjanistycznych. Paweł powtarzał raz za razem: Iesous Christos, co po grecku znaczy Jezus Mesjasz. Jak on i inni ewangeliści mogli głosić mesjanistyczną tożsamość ukrzyżowanego przestępcy, gdyby nie uważali, że pomimo swojej haniebnej śmierci rzeczywiście pokonał wrogów Izraela? I jak mogli dojść do tego wniosku inaczej niż poprzez jego zmartwychwstanie? Uważam, że najbardziej przekonującym wyjaśnieniem(na gruncie historycznym) powstania i trwałości ruchu chrześcijańskiego jest właśnie to, co Aslan i podobnie myślący badacze uważają za późniejszy wymysł wspólnoty. A sam Jezus jest o wiele bardziej interesujący i przekonujący niż powierzchowna karykatura oferowana przez autora.

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: images-na.ssl-images-amazon.com

  •  

    445 - 4 = 441

    Tytuł: Księga Długiego Słońca
    Autor: Gene Wolfe
    Gatunek: Fantastyka
    ★★★★★★★★★☆

    Jest to historia młodego kapłana, Jedwabia, na którego barki spadła niedawno odpowiedzialność za świątynię znajdującą się w ubogiej dzielnicy miasta Viron. Jego droga rozpoczyna się teofanią - jeden z pomniejszych bogów, Zewnętrzny, zleca mu misję uratowania świątyni. By tego dokonać, Jedwab postanawia włamać się do willi gangstera, który nabył do niej prawa i przekonać go do jej oddania.
    Jest to fantastyka oparta na naukowych podstawach, ale choć Wolfe był z wykształcenia inżynierem, najważniejsze nie były dla niego technologiczne koncepty(choć nie brak takowych - polecam zwrócić szczególnie uwagę na topografię opisywanego świata). Raczej badanie wartości moralnych i religijnych. Jedwab musi podjąć wiele trudnych decyzji by osiągnąć nadany mu cel, jednocześnie starając się pozostać wierny swojemu poczuciu przyzwoitości. Co nie zawsze mu się udaje. Jest to opowieść o fizycznym, religijnym i filozoficznym exodusie, przekazana nam w znanej konwencji - niewyróżniający się młodzieniec dostaje się w tryby intrygi, której nie jest świadomy, a która wynosi go do najwyższej rangi. Podobną drogą podążył Severian, bohater Księgi Nowego Słońca. Jednak oznaką kunsztu Wolfe'a jest to, że choć biografia Jedwabia konsekwentnie przypomina autobiografię Severiana, różnice między tymi dwoma tekstami są tak uderzające jak podobieństwa i nieustannie wchodzą ze sobą w dialog.
    Księga Długiego Słońca jest chyba najbardziej zwyczajną narracyjnie serią tego autora. W przeciwieństwie do jego wielu niewiarygodnych narratorów, którzy nieraz zdają się być łajdakami i antybohaterami, tu spotykamy kapłana, kierującego się prostą moralnością(inspirowanego postacią księdza Browna autorstwa Chestertona) opisanego w trzecioosobowej narracji. Jednak podtekst tego dzieła jest równie przenikający jak w jego innych powieściach. Dlatego fani Wolfa na pewno będą zadowoleni i tak jak ja długo zastanawiać się będą nad jego tajemnicami.

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: images-na.ssl-images-amazon.com

  •  

    490 - 1 = 489

    Tytuł: Fiasko
    Autor: Stanisław Lem
    Gatunek: Fantastyka naukowa
    ★★★★★★★★★☆

    Z Ziemi wyrusza wyprawa na planetę Kwintę, którą wg naukowców może zamieszkiwać obca cywilizacja na poziomie przybliżonym do ziemskiego. W skład załogi wysłanego statku wchodzą eksperci wielu dziedzin naukowych(astrofizyki, biologii, kosmolingwistyki itd), doradca w osobie dominikańskiego zakonnika, a także GOD - komputer ultymatywny(najdoskonalszy komputer na jaki pozwalają prawa fizyki). Gdy statek zbliża się do Kwinty, zauważone zostają dziwne i nieprzewidziane fenomeny. Planeta jest pokryta warstwą białego szumu, uniemożliwiającą kontakt radiowy. Otoczona jest również lodowym pierścieniem, wynikiem wystrzelenia części oceanu poza atmosferę. Mieszkańcy planety natomiast nie są skłonni do jakiegokolwiek kontaktu. Jak załoga powinna podejść do prób porozumienia?
    Nietypowy w powieści o pierwszym kontakcie jest brak samych Kwintan z którymi ziemianie starają się porozumieć. Czytelnik może jedynie obserwować ich prowadzone z ukrycia akcje przeciwko ziemskiemu statku i wraz z bohaterami powieści spekulować na ich temat, ale ich samych(w zasadzie) nie zobaczy. Wydaje mi się, że Lem chciał przez to jak najlepiej zasygnalizować Obcość, która jest zagadkowa choćbyśmy nie wiadomo jak ją antropomorfizowali i oswajali przywiezionymi z Ziemi określeniami biologicznymi i chemicznymi. Jak w Solaris, w którym naukowcom wydawało się, że pojęli coś z natury oceanu, bo nadali jego procesom kilka łacińskich nazw. A przecież coś czego nawet nie możemy zobaczyć trudno oswoić, więc Lem tym sposobem chciał odebrać czytelnikowi nawet tę namiastkę iluzji zrozumienia Innego.
    Pozostaje więc zastanowienie się nad tym co ten fakt mówi o nas samych - przecież tematem każdej dobrej sf jest człowiek. Widzimy jak ziemianie pragną kontaktu za wszelką cenę, ponieważ ludzki gatunek od początku charakteryzuje się pragnieniem poznania i zdobywania. Cechy te leżą u podstaw sukcesu naszego gatunku i(w szczególności) europejskiej kultury, która w największym stopniu przejawia je. Nie potrafimy zadowolić się tym co mamy, ale stale musimy powiększać swoje panowanie - czy to nad nieznanymi lądami czy ukrytą wiedzą. Poznanie prawdziwie Obcego dałoby nam nowe perspektywy i możliwość zweryfikowania obecnego dorobku. Możliwość ta jednak, jak uparcie powtarza Lem, skazana jest na fiasko.
    Osobliwie, jak na Lema ateistę, ciekawą postacią jest dominikanin Arago, który na stronach książki kilkukrotnie wygłasza votum separatum. Jest jakby sumieniem ludzkości przypominającym załodze o cechach, które obok racjonalności i chęci poznania decydują o człowieczeństwie - umiejętności poświęcenia się dla wyższego dobra. Jest to interesująca postać, choć nie mogę oprzeć się wrażeniu, że na taką misję w rzeczywistości wysłano by raczej kogoś o charakterze jezuity Emilio Sandoza z powieści Wróbel Mary Russell. Nie mówiąc o pewnej nieścisłości teologicznej którą znalazłem w jego wypowiedzi.
    Zimnowojenne naleciałości i bezwzględność z jaką załoga stara się nawiązać kontakt nigdy bardzo do mnie nie przemawiały. Jednak z każdą kolejną lekturą coraz bardziej się przekonuję. Co prawda sytuacja na Kwincie tak przypominająca ziemską z zeszłego wieku wydaje mi się zbytnim uczłowieczaniem, to można za nie obarczyć uprzedzenia załogi. Co się natomiast tyczy determinacji z jaką szuka się kontaktu - wydaje mi się ona coraz bardziej zrozumiała. Wg założeń teorii okna kontaktu szansa dla ziemian na znalezienie kiedykolwiek innej cywilizacji jest niezwykle mała. Nie może więc bardzo dziwić, że załoga tak kurczowo trzyma się tej nikłej szansy jaką jest Kwinta. Byle by tylko spełnić te odwieczne pragnienia.
    Wszystko to sprawia, że jest to bezwzględnie jedna z najlepszych powieści dotyczących pierwszego kontaktu. Fascynująca, brutalna, twarda fantastyka naukowa eksplorująca jedne z najciekawszych pytań dotyczących człowieka i jego umiejscowienia we wszechświecie.

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: wydawnictwoliterackie.pl

  •  

    510 - 1 = 509

    Tytuł: The Swerve: How the World Became Modern
    Autor: Stephen Greenblatt
    Gatunek: Historyczna

    Książka przedstawia historię odkrycia starożytnego poematu Lukrecjusza O naturze wszechrzeczy, przez renesansowego humanistę Poggio Braccioliniego i tego w jaki sposób zdarzenie te zmieniło europejską cywilizację. Poemat ten przedstawia materialistyczną filozofię Epikura w której wszechświat zbudowany jest z niepodzielnych atomów, które w czasie i przestrzeni przypadkowo gromadzą się w różne układy i rozpadają się. W konsekwencji filozof uznał, że żaden boski umysł nie zawiaduje wszechświatem, dusza jest śmiertelna, religie kłamią, a celem życia jest unikanie bólu i szukanie przyjemności. Tezą tej książki jest to, że filozofia Epikura przekazana europejczykom w poetyckiej formie zrewolucjonizowała ich koncepcje dotyczące znaczenia życia.
    Żeby nadać historii bardziej dramatyczny wyraz, autor książki przedstawia Poggio jako kulturowego bojownika, walczącego z opresyjnym Kościołem katolickim. I tu pojawia się moja pierwsza obiekcja - wolterowskie frazesy udające historię. Najwyraźniej średniowiecze można scharakteryzować jako epokę w której mnisi przesiadywali w ciemnych lochach kontemplując okrutne kary, które mogą nałożyć na sobie i innych oraz odrzucając jakąkolwiek ciekawość świata. Renesansowi humaniści natomiast, gdy tylko nie buszowali po bibliotekach w poszukiwaniu zapomnianych antycznych dzieł, cieszyli się przyjemnościami doczesnego świata.
    Problem w tym, że choć w średniowieczu rzeczywiście uważano curiositas za grzech, to jednak przez to słowo nie rozumiano tego samego co dziś. Słowem tym określano wtykanie nosa w nie swoje sprawy, a nie ciekawość świata. Czego dowodzi choćby to, że za przeciwieństwo curiositas uważano studiositas - pogoń za wiedzą. Cnotę którą odznaczali się tacy średniowieczni uczeni jak Albert Wielki, Bonawentura, Duns Szkot, William z Ockham czy Roger Bacon - poszukiwacze naukowej, praktycznej i metafizycznej wiedzy. Podobnie sprawa się ma z rzekomą opozycją do spraw cielesnych i przyjemności. Jednak choć zdarzały się takie przypadki to średniowiecze charakteryzowała raczej celebracja ciała widoczna w dziełach Dantego, Chaucera, Boccaccio czy na witrażach katedr w Chartres lub Saint Chapelle ukazujących kolorowo i energicznie życie powszednie.
    Druga moja obiekcja dotyczy założenia, że gdy tylko poemat Lukrecjusza stał się dostępny przyczynił się w dużym stopniu do zburzenia średniowiecznego i zbudowania nowoczesnego sposobu myślenia. Jednak autor nie przedstawia praktycznie żadnego dowodu na to. Wśród piętnasto- i szesnastowiecznych zwolenników epikureizmu trudno znaleźć odniesienia do tego poematu, a głównymi źródłami wiedzy na temat tej filozofii wśród ówczesnych humanistów są dialogi Cycerona i tekst Laktancjusza.
    Ostatnim moim zastrzeżeniem jest brak uwzględnienia neoplatonizmu, co sprawia, że prezentacja zanikania epikureizmu w późnym antyku jest wykoślawiona. Liczba zwolenników epikureizmu spadała do zera nie z powodu wrogich działań nowej religii, ale dlatego, że popularność neoplatonizmu praktycznie zmiotła konkurencyjne filozofie. Znakomita większość filozoficznie nastawionych intelektualistów była zwolennikami neoplatonizmu i w związku z tym mieli awersję do filozofii Epikura. Zwykle nieprzychylnie patrzyli też na chrześcijaństwo. W starożytności teksty, których nie czytano, nie studiowano ani nie kopiowano z pokolenia na pokolenie, nieuchronnie czekała zguba. Preferencje i uprzedzenia pogańskiego neoplatonizmu odegrały ogromną rolę w wyborach dokonanych w późnej starożytności, dotyczących tego, które teksty przetrwały do średniowiecza.
    Szkoda, że autor w ten sposób potraktował ten, przecież bardzo ciekawy, temat. Zwłaszcza, że nie można mu odmówić lekkości pióra. A tak książka Greenblatta stała się bardzo popularna i propaguje wśród czytelników przestarzałe mity. Szkoda, bo kwestia tego w jaki sposób powstała nowożytna cywilizacja europejska od dawna mnie interesuje i byłem szczerze zainteresowany tym w jaki sposób autor zapatruje się na tą kwestię.

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: 2.bp.blogspot.com

  •  

    760 - 1 = 759

    Tytuł: Chrześcijaństwo a ekspansja cywilizacji zachodniej
    Autor: Jacenty Siewierski
    Gatunek: Non-fiction
    ★★★★★★★☆☆☆

    Celem książki jest wyjaśnienie “sukcesu europejskiego”, czyli dominacji kultury zrodzonej w Europie nad pozostałymi obszarami świata. W tym celu autor szuka fundamentalnych elementów kultury i cywilizacji europejskiej, które sukces zrodziły mniej więcej w XVI w. Jak się okazuje były one “uporczywie przygotowywane” już w średniowieczu, w którym to okresie składniki kultury europejskiej podlegały powolnym zmianom i stopniowej ewolucji owocującej późniejszym sukcesom.
    Dlatego opracowanie to skupia się na tym okresie ukazując, że ani klimat ówczesnego czasu, ani autorytet Kościoła nie stanowiły przeszkody rozwojowej. Wprost przeciwnie, stymulowały innowacje nie rezygnując z funkcji obrony istniejącego porządku przed niestabilnością. Cywilizacja europejska odznacza się nieznaną nigdzie indziej dynamiką i ekspansją na świat, co wg autora jest pochodną religii chrześcijańskiej. Ta pierwsza cecha sukcesu wywodzi się w dużej mierze z konfliktu między dwiema władzami - świecką i religijną - powstałego w wyniku reformy gregoriańskiej. Gdy w Bizancjum, panował cezaropapizm, czyli zwierzchnictwo władz świeckich nad Kościołem, to na zachodzie ukształtował się silniejszy i scentralizowany Kościół, a słabsza władza państwowa niż na wschodzie. Choć w Europie obie władze pozostawały w sojuszu w “interesie triumfu Krzyża”, to jednak często wybuchały między nimi konflikty. Taka sytuacja sprzyja zmianom i innowacji, które przejawiały się w rozwoju technologicznym, uformowaniu niezależnych społeczności miejskich, cechów, uniwersytetów czy porządku prawnego. Zarazem chrześcijaństwo dało Europie jedność kulturową i wspólne standardy cywilizacyjne. Dlatego wszystkie instytucje i dokonania w średniowieczu miały charakter ogólnoeuropejski.
    Następną cechą jest indywidualizm. Inaczej niż w innych kręgach cywilizacyjnych, w Europie od czasów średniowiecznych obserwujemy nieustanną walkę o wolności i swobody różnych zbiorowości(stany, miasta, Kościół, cechy itp.). Ostatecznie doprowadziło to do podobnej walki o emancypację jednostek. Choć u jej zarania, Europa nie była indywidualistyczna to jednak posiadała ziarna indywidualizmu, a chrześcijaństwo przygotowało odpowiednią glebę na której wyrosły. Religia ta podkreśla równowagę między jednostką a wspólnotą, a nie jej podrzędność. I choć w praktyce ta równowaga często bywała zachwiana to jednak przesłanie było jasne i dawało podstawy do roszczeń. Podobnych podstaw nie dawała żadna z wielkich religii. Dzięki temu mogły powstać w średniowieczu autonomiczne i samorządne społeczności miejskie. Gmina miejska stała się korporacją w sensie prawnym wyposażoną we własną administrację, prawo i sądownictwo oraz niezależność gospodarczą w zakresie własnej polityki gospodarczej i podatkowej. Był to początek nowożytnego konstytucjonalizmu, który rozwinął się ze statutu miejskiego, definiującego organizację rządów oraz obywatelskie prawa i swobody. W miastach włoskich zaczął kiełkować kapitalizm, w związku z czym rodziły się innowacje w zakresie prawa gospodarczego, które nieznane były prawu rzymskiemu, a niezbędne w gospodarce kapitalistycznej.
    Jest to kolejna ważna cecha - narodziny porządku prawnego. Europejskie systemy prawne przebyły długą drogę od praw szczepowych do racjonalnego prawa nałożonego na wszystkie podmioty. W średniowieczu oparto korpus prawa stanowionego na wzorach rzymskich i jego strukturze, dało to poczucie porządku prawnego. Wtedy też ukształtowała się formuła rządów prawa, co dawało różnym grupom gwarancje obrony swoich roszczeń. Ugruntowała się idea, że władza choć stanowi prawa powinna im też podlegać. Porządek prawny odróżniał Europę od cywilizacji wschodnich w których takiego narzędzia nie stosowano. W żydowskiej i islamskiej kulturze przepisy prawa miały źródła sakralne(gdy w Europie Kościół nadał im autonomię niezależną od religii), więc były niezmienne. Na dalekim wschodzie natomiast kontrolowano społeczność przy użyciu moralności z dodatkiem prawa karnego dla najbardziej niezsocjalizowanych jednostek.
    Ostatnią cechą gwarantującą Europie sukces jest nauka, która na dobrą sprawę rozwinęła się w XVII w., ale w oparciu o fundamenty zbudowane w średniowieczu. By ona powstała niezbędne są pewne cechy. Po pierwsze, poczucie porządku rzeczy, którego dostarcza wiara w istnienie racjonalnego Boga. W Azji natomiast koncepcje Boga malowały istotę albo zbyt kapryśną, albo bezosobową. Każde zdarzenie mogło być wynikiem decyzji irracjonalnego despoty lub płynąć z niepoznawalnej i bezosobowej praprzyczyny. Z drugiej strony teologia woluntarystyczna w Europie podkreślała boską wolną wolę. Dzieła Boga nie są konieczne, ale przygodne(mogłyby być inne). Dlatego trzeba świat poznawać też empirycznie. Następną cechą jest nawyk precyzyjnego myślenia, który dała długotrwała dominacji logiki i teologii scholastycznej. Dalej potrzebne było powiązanie poznania przez intelekt z praktyką pracy wytwórczej. To się właśnie realizowało w wiekach średnich w przeciwieństwie do całej tradycji antycznej. W epoce tej dominowała myśl uporządkowana i racjonalistyczna.

    Dzięki @OjciecMarek za polecenie tej książki!

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: siewierski.png

  •  

    777 - 1 = 776

    Tytuł: Sacrum a profanum. O istocie religijności
    Autor: Mircea Eliade
    Gatunek: Non-fiction
    ★★★★★★★★☆☆

    Znany antropolog i historyk religii w tej pracy próbuje opisać, jak ludzie religijni doświadczają świętości oraz wyjaśnienia funkcje pierwotnych religii, których powszechny obraz jest dość niepochlebny: czczą skały czy zwierzęta, ich rytuały są jedynie próbami przekupienia wyimaginowanych duchów, ich mity są żałosnymi namiastkami wyjaśnień naukowych itp. Eliade pokazuje, że są to kompletne nieporozumienia. Ludzie prymitywni nie czczą przedmiotów naturalnych, ale wierzą, że mogą one być objawieniem świętości(hierofania) i że można przez nich czcić bogów. Prymitywni ludzie z pewnością chcą pomocy od swoich bogów(kto by nie chciał), ale kieruje nimi również to, co Eliade nazywa "nostalgią ontologiczną", pragnienie życia w obecności bogów, którzy są niezwykle realni. Ich mity nie wydają się też tak głupie, gdy zrozumie się ich funkcję i uniwersalną symbolikę.
    Wg. autora ludzie religijni doświadczają przestrzeni inaczej niż ludzie niereligijni ze względu na obecność świętych miejsc, w których bogowie są szczególnie obecni. Istnienie takiego miejsca przełamuje jednorodność przestrzeni i staje się "centrum świata". W niektórych przypadkach święte miejsce łączy się również ze światem podziemnym, a zatem jest również reprezentowane jako biegun łączący trzy królestwa. Dla ludzi religijnych ustanowienie świętego miejsca jest konieczne, aby uporządkować świat. Jest to rekonstrukcja aktu stworzenia świata, gdy Bóg wyprowadził porządek z pierwotnego chaosu. Dlatego założenie domu jest świętym aktem, skupieniem własnego świata i ustanowieniem dostępu do bogów.
    Następnie Eliade tłumaczy koncepcję "świętego czasu" - sprzed stworzenia świata, w którym dokonywane są archetypowe czyny bogów. Różni się od czasu świeckiego tym, że jest odwracalny. Naśladując archetypiczne czyny dokonane przez bogów "na początku" lub recytując mity o tych świętych aktach, człowiek religijny łączy się z bogami. Przed judaizmem ludzie religijni uważali czas za cykliczny. Według Eliade liturgia chrześcijańska jest również przykładem czasu świętego, z tą różnicą, że Wcielenie "zwaloryzowało" historię, tak że teraz jest to szczególny moment w historii, który staje się obecny.
    Na koniec autor bada świętość przyrody. Dla osoby religijnej wszystko w naturze jest symbolem jakiegoś aspektu Boga, jakiejś modalności sacrum. Niebo reprezentuje transcendencję, ziemia płodność, skała stałość, księżyc zmienność itd. Symbole te są uniwersalne i wyjaśniają podobieństwa mitologii świata: ich niebiańskich bogów, ziemskie boginie itd. Szczególnie interesującym symbolem jest woda, która reprezentuje bezkształtną potencjalność. Świat powstał z pierwotnych wód. Zanurzenie w wodzie wywołuje powrót do początkowego stanu. W ten sposób symbolizuje śmierć i odrodzenie oraz zmywa grzechy.
    Eliade wyjaśnia, że uniwersalność tych symboli nie oznacza, że wszystkie religie są takie same lub uczą tych samych rzeczy. Oznacza to, że wszyscy korzystają z tego samego symbolicznego słownictwa - można powiedzieć, że są jak różne książki napisane w tym samym języku. Religia może nadać jednemu z tych symboli nowe znaczenie, tak jak czynią to sakramenty chrześcijańskie, odnosząc je do życia Jezusa Chrystusa, ale nie czyni to poprzez negowanie wcześniejszego znaczenia, ale poprzez rozbudowanie go.

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: s.lubimyczytac.pl

  •  

    809 - 1 = 808

    Tytuł: Bóg nie jest wielki. Jak religia wszystko zatruwa
    Autor: Christopher Hitchens
    Gatunek: Non-fiction

    Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący.
    1 List do Koryntian

    Głośna książka angielskiego dziennikarza jest krytyką religii, więc jako osoba wierząca uznałem, że Hitchens skierował ją do takich jak ja. Autor wyraził moralne oburzenie z powodu zła czynionego przez wierzących, co stawia go wśród licznego i zaszczytnego grona. Sam Jezus był znakomitym krytykiem skorumpowanej religii. Jego zarzuty obejmowały hipokryzję, pychę, legalizm czy brak miłości. Podobnie jak u Hitchensa, tematem krytyki Jezusa jest to jak nieludzkie stały się religijne nakazy. Np. podczas jednej z wielu konfrontacji dotyczących przestrzegania szabatu Jezus przypomina faryzeuszom, że szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie na odwrót. Krytyków Kościoła wśród jego synów i córek było wielu przez wieki, ponieważ religia rzeczywiście może stać się skorumpowana i nie jest wcale zwolniona z krytyki. Ale chociaż Hitchens jest w dobrym towarzystwie jego książka jest zmarnowaną szansą. Jego retoryka przejawia tak głęboką pogardę dla wierzących, że trudno mi sobie wyobrazić by autor mógł przekonać ludzi, którzy wg niego potrzebują oświecenia.
    Jego podejście znacznie różni się od podejścia Jezusa, który był przyjacielem grzeszników. Znany był z przebywania z celnikami, jawnogrzesznicami i innymi pariasami. Jak sam mówił, przyszedł do zagubionych. Odpowiednikiem grzeszników dla Hitchensa są naiwne masy wciąż wyznające wiarę w Boga. Czytając go trudno uniknąć wniosku, że autor czuł do nich pogardę, gdy z drugiej strony poklepywał po plecach swoich ateistycznych kolegów. W czym podobny był do faryzeusza spoglądającego z góry na plebejskie masy, potępiającego ich ignorancję. Przybył by ocalić chorych i zagubionych dzięki dobrej nowinie Oświecenia, a jego strategią jest upokorzyć ich, by ze wstydu porzucili swoją wiarę. Ateiści często mówią, że religia nie może nas niczego nowego nauczyć na temat etyki, jednak w Jezusie widzimy coś co rzuca wyzwanie naszym naturalnym odruchom. Nie zaprzyjaźniamy się z tymi, których uważamy za grzeszników. Nie kochamy ich, ale oceniamy i odrzucamy - jesteśmy faryzeuszami.
    Następna sprawa to to, że katalog nieprawości wierzących przedstawiony przez autora jest jak nagłówki tabloidu, a przecież wiadomo, że lądują tam tylko najbardziej sensacyjne wiadomości. Jedynie ktoś niespełna rozumu zakłada, że tak wygląda cała rzeczywistość - Afryka to jedynie rozległe pustkowia zamieszkanym przez dzieci z rozdętymi brzuchami; na bliskim wschodzie wojny i zamachy; na dalekim powodzie i cyklony; w Ameryce zamieszki na tle rasowym itd. Jako dziennikarzowi, Hitchensowi taki sposób relacjonowania rzeczywistości mógł wydawać się normalny, ale ja nie uważam by religia była godna uwagi jedynie gdy zawodzi. Całe życie spędziłem wśród ludzi wierzących. Mogę sprawdzić czy autor dobrze oddał tą rzeczywistość i nie znajduję na stronach książki siebie czy znanych mi osób. Co nie znaczy, że rzeczy które krytykuje się nie zdarzają i nie są warte potępienia, ale w żadnej mierze nie są całością sprawy. Są antytezą mojego doświadczenia. I nawet te przypadki z którymi w jakiś sposób się zetknąłem, w opisie Hitchensa okazują się absurdalne, ponieważ są tak jednostronne. Gdyby książka ukazywała pełniejszy obraz religijności, jej wiarygodność w określaniu oczywistych klęsk i niepowodzeń byłaby tym bardziej przekonująca.
    Mimo to mówienie prawdy może być aktem miłości, nawet gdy boli. Nie ma wątpliwości, że pisząc o religii jako sile zła w społeczeństwie, Hitchens przedstawił swoje szczere przekonania i dobre intencje. Nawet jeśli nie mówi “całej prawdy i tylko prawdy”(w książce jest mnóstwo błędów i zawsze są one na korzyść narracji którą autor opowiada) to jego oskarżenie zawiera wiele prawdy. I nietrudno zrozumieć jego odrazę, która w takiej sytuacji jest naturalna. Niemniej jego wrogość wobec nie tylko najgorszych przedstawicieli religii, ale wobec wszystkich stanowi poważną przeszkodę w odbiorze jego przesłania. Mówienie prawdy nie jest bardzo trudne, gdy nie dbamy o to, jaką krzywdę tym wyrządzamy. Wystarczy trochę śmiałości i brak współczucia by zyskać reputację odważnego. Używając prawdy jak pałki do ogłuszania. Ale szkopuł w tym, że tak wypowiedziana prawda nie przekonuje ani nie nawraca ludzi, tylko ich obraża. Ale jeśli zależy mi na tych, których uważam za omamionych, będę dbał o to czy wiadomość zostanie odebrana.
    Sposób komunikacji Hitchensa przypomina trochę religijnych fanatyków których potępia, co mu wielokrotnie wypominano. Znane są obrazy fundamentalistów w Ameryce trzymających transparenty w miejscach publicznych z kontrowersyjnymi hasłami w stylu: Bóg nienawidzi pedałów. Zawsze znajdą się obrażeni przechodnie gotowi kłócić się z nimi. Oni też uważają, że głoszą przykrą prawdę nie zważając na reakcję. Nie ważne, że ich retoryka jedynie odrzuci ludzi - oni spełnili swój “chrześcijański obowiązek”. Jednak w ludzkiej naturze leży pogardzanie tymi, którzy naszym zdaniem okazali nam pogardę. Wzbudzanie wrogości skutecznie utrudnia dialog. Przeciwstawmy to postawie Jezusa, który głosił: “Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą”(Łk 6:27). Tak jak zauważył św. Paweł w zacytowanym na początku tego tekstu liście - prawda bez miłości nie ma siły przebicia. Jakkolwiek głęboka by nie była. Jednak mówienie prawdy z miłości oznacza rozmowę w duchu głęboko motywowanej życzliwością dla innych, nawet wrogów. Dzięki niej można mieć nadzieję na to, że dialog doprowadzi do większego pokoju i sprawiedliwości.
    Gdyby chrześcijanie częściej się tą regułą kierowali, Hitchens nie napisałby tej książki. Różnica między tym co jest, a tym co powinno być zasmuca wielu chrześcijan. Jednak nie sądzę by autor wykorzystał te rozczarowanie, bo tak bardzo przypomina zelotów, których potępia. Retoryka Hitchensa jest tak pozbawiona empatii i niuansu, a pełna wstrętu, że jego wizja społeczeństwa bez religii nie przypomina drogi do nowej, lepszej ery. Z drugiej strony jest Jezus. Chociaż my, którzy za nim podążamy, nie potrafimy w pełni żyć jak on, to w nim widzę drogę pokoju do której dążę.

    #bookmeter #religia
    pokaż całość

    źródło: images-na.ssl-images-amazon.com

  •  

    820 - 1 = 819

    Tytuł: Antigonos the One-Eyed and the Creation of the Hellenistic State
    Autor: Richard A. Billows
    Gatunek: Historyczna
    ★★★★★★★☆☆☆

    Niezwykłe życie Aleksandra Wielkiego zaskoczyło jego współczesnych, podobnie jak jego śmierć. Bez oczywistego następcy, imperium Aleksandra zdane zostało na łaskę ambicji jego własnych generałów(dlatego okres ten nazywany jest wojnami Diadochów, czyli Następców Aleksandra). Jako pierwszy królem ogłosił się Antygon Jednooki i aż do swojej śmierci w bitwie pod Ipsos, mając osiemdziesiąt jeden lat, dominował podczas burzliwych dziejów wczesnego okresu hellenistycznego. Dzięki swoim zdolnościom przejął wschodni region Morza Śródziemnego i uczynił siebie i swoich potomków królami. W ten sposób ustanowił system i strukturę administracyjną w zachodniej Azji, która stanowiła podstawę późniejszego imperium Seleukidów. Dlatego przewodnimi tematami tej książki są życie i działalność tej postaci oraz to w jaki sposób Antygon przyczynił się do stworzenia nowego systemu państwowego ze szczątków imperium perskiego podbitego przez Aleksandra - monarchii hellenistycznej.
    Dzieje wojen Następców są mi znane, więc choć fascynujące, to najbardziej interesowała mnie druga część książki. W której można dowiedzieć się, że w przeciwieństwie do Aleksandra, którego romantyczne dzieje podboju polegały przede wszystkim na niszczeniu, Antygon był bardziej twórcą. Przypomina w tym Filipa II, ojca Aleksandra, którego dzieło umożliwiło wielkiemu wodzowi zniszczenia dwu-wiecznej polityczno-kulturowej równowagi sił między światem greckim a perskim. Aleksander nie dożył jednak chwili w której mógłby zapełnić tą pustkę czymś nowym. Zadanie to spadło na Diadochów(a zwłaszcza Antygona i Seleukosa), z których wysiłków wyłoniła się monarchia i cywilizacja hellenistyczna.
    Antygon w swojej pracy administracyjnej czerpał pomysły z doświadczeń swojego rówieśnika i wielkiego reformatora Filipa(pod którym służył za jego rządów) oraz praktyk perskich, które poznał będąc satrapą Frygii. Z dostępnych informacji wyłania się obraz Antygona jako pragmatycznego króla. Swoje metody rządzenia dostosowywał do regionu którym rządził i problemów które tam napotkał. W ciągu piętnastu lat panowania ustanowił w pełni funkcjonalny system administracyjny oparty na rozległej kolonizacji Azji grecką i macedońską siłą roboczą. To również on był twórcą politycznego kompromisu, w ramach którego greckie polis zostały włączone do systemu państw hellenistycznych aż do czasów podboju rzymskiego.
    Antygon jako pierwszy przyjął status króla(bazyleusa) czym wpłynął na naturę hellenistycznej monarchii absolutystycznej, podkreślając waleczność(aristeia) i odwagę(andreia) władcy. Dało mu to niezbędną charyzmę wywyższającą do nadludzkiego statusu. Z możliwym wyjątkiem Aleksandra, Antygon był pierwszym żyjącym monarchą, któremu greccy poddani oddawali boskie honory, co później stało się pospolitą cechą hellenistycznej cywilizacji. Wszystko to miało istotny wpływ na idee filozoficzne - traktaty o rządzeniu stały się w tym okresie jednym ze standardowych rodzajów pism. Nie udałoby się mu to gdyby nie wyróżniał się walecznością i odwagą na polu bitwy. Nie ma wątpliwości, że był znakomitym dowódcą. Jego opanowanie i zaradność w długim pojedynku z Eumenesem czy błyskotliwa kampania przeciwko frakcji Perdikkasa dowodzą jego zdolności. Wiedział jak przekształcić niepowodzenie w zwycięstwo i jak sprawić by zwycięstwo było decydujące. Co więcej dostrzegał zdolności i temperament swoich ludzi - cechy tej chyba brakowało Eumenesowi(przecież równie zdolnemu generałowi), co przyczyniło się do jego zguby.
    Epoka Diadochów określana jest czasem jako pełna profesjonalizmu; autor tej książki dodaje, że w takim razie Antygon jest największym profesjonalistą w erze profesjonalistów, co najlepiej ilustruje jego troska o techniczne aspekty działań wojennych. Jeśli weźmie się pod uwagę niespodziewany marsz przez południową Azję Mniejszą w 319 r., dzięki któremu Antygon był w stanie unicestwić armię Alketasa znikomym kosztem, wyraźnie widać jak wielką uwagę przywiązywał do wywiadu wojskowego. Bez niego nie wiedziałby gdzie wroga armia się znajduje i jak dotrzeć tam niezauważonym. Autor uważa również, że Antygon i Eumenes zapoczątkowali proces, który stopniowo przeniósł dowódcę z pozycji walczących do wycofanego punktu z którego mógł kontrolować całą bitwę. Z powyższego jasno wynika, że Antigonos w pełni zasługuje na niemal powszechny osąd jako najbardziej utalentowanego z dowódców Aleksandra i jednego z wielkich generałów starożytności.

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: antigonos.jpg

  •  

    859 - 1 = 858

    Tytuł: The Myth of Religious Violence: Secular Ideology and the Roots of Modern Conflict
    Autor: William Cavanaugh
    Gatunek: Non-fiction
    ★★★★★★★★☆☆

    Mitem przemocy religijnej jest wg autora twierdzenie jakoby łączenie religii i polityki doprowadziło do wojen religijnych w XVI i XVII wieku, gdy katolicy i protestanci próbowali narzucić swoje wyznania siłą, a rzeź została zakończona dopiero pojawieniem się państwa świeckiego, które narzuciło religii właściwą jej(prywatną, społecznie nieistotną) rolę oraz ustanowiło pokój i tolerancję. Książka ta kwestionuje taki opis religii, państwa i nowoczesnego systemu międzynarodowego. Choć Cavanaugh nie twierdzi, że religia jest wolna od przemocy, to jednak w swojej pracy wykazuje, że ten mit jest błędną, wyrachowaną propagandą państwa świeckiego.
    Żaden historyk wczesnych czasów nowożytnych nie akceptuje takiego poglądu. Wojna trzydziestoletnia była przede wszystkim wojną między katolickim Świętym Cesarstwem Rzymskim a katolicką Francją. Ta wojna, jak i francuskie “wojny religijne” dotyczyły zarówno konsolidacji władzy w powstających państwach narodowych i oporu wobec tej konsolidacji ze strony książąt niemieckich i szlachty francuskiej. Zarówno hugenoci jak i Liga Katolicka przeszkadzali w centralizacji państwa francuskiego, więc musieli zniknąć. Konfesjonalizacja,czyli ustanowienie ostrych granic wyznaniowych i narzucenie jednolitości religijnej w danym królestwie, była częścią tego procesu konsolidacji. Powstanie państwa narodowego było bardziej przyczyną “wojen religijnych” niż ich rozwiązaniem.
    Znaczna część książki służy przeglądowi obszernej literatury na temat rzekomo podatnej na przemoc natury religii. Pokazuje, że każde z tych badań jest naszpikowane sprzecznościami. Żadnemu z nich nie udało się nawet zdefiniować „religii” w sposób wykluczający świeckie idee, takie jak nacjonalizm lub marksizm. Religia ma być niebezpieczna, ponieważ dzieli świat na „my” kontra „oni”; ponieważ przedstawia utopię; ponieważ czyni absolutne twierdzenia na temat dobra i zła oraz właściwego uporządkowania świata itp. W każdym przypadku, widocznie świecki, współczesny system polityczny lub gospodarczy robi to samo. Więc czemu wyróżnia się chrześcijaństwo, muzułmanizm i inne religie? Dlaczego nie badać ogólnie w jaki sposób systemy przekonań lub społeczności mogą stać się agresywne? Ale to podważyłoby cel tych badań, którym jest wykazanie, że coś, co nazywa się „religią”, jest wyjątkowo podatne na przemoc w pewnym sensie, w którym liberalizm, nacjonalizm itp. nie są.
    Co ciekawe, wiele badań, które Cavanaugh recenzuje, przytacza świecką przemoc(niereligijnych morderców, takich jak Timothy McVeigh czy Stalin, napaści na Świadków Jehowy za odmowę salutowania amerykańskiej fladze czy przemoc plemienną na całym świecie) jako dowód na to, że religia jest szczególnie podatna na przemoc! Przecież ci ludzie musieli zostać skażeni przemocą przez religię. Tak więc religię definiuje się tutaj jako przemoc, a świeckość jako pokój, przez co twierdzenie “religia jest agresywna” jest tautologiczne. Pewien pisarz twierdzi, że chrześcijańska teoria wojny sprawiedliwej jest ustępstwem religii na rzecz świeckiej dobroduszności, która nie ma nic wspólnego z naukami Chrystusa, a za chwilę powołuje się na tą teorię jako dowód na nieodłączną przemoc religii!
    Ostatnią poruszaną kwestią jest propagandowy wymiar tego mitu, który służy dwóm celom politycznym. Po pierwsze, umożliwia marginalizację poglądów oznaczanych jako religijne, tak że są one automatycznie odrzucane jako nieracjonalne. Cavanaugh pokazuje, jak wpływało to na decyzje Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych. Za każdym razem, gdy zakazywał publicznego manifestowania religii, argumentował to nieprawdopodobnym twierdzeniem o zagrożeniu jedności narodowej sektarianizmem, poparte tym, co wszyscy “wiemy” o wojnach religijnych. Po drugie, w kwestii Bliskiego Wschodu prowadzi to do odrzucenia obaw i interesów ludów muzułmańskich jako irracjonalnych. Na przykład, ignoruje się często wrogość muzułmanów do Zachodu motywowaną świeckimi motywami, ponieważ wszyscy wiemy, że to tylko maska dla religijnego szaleństwa. Co gorsza, ponieważ muzułmanie są irracjonalni, a my z definicji rozsądni, jesteśmy uprawnieni do narzucania im naszej rozsądnej drogi. Niektórzy nowi ateiści posługują się takim skrajnym sposobem myślenia, aby np. usprawiedliwić masowy mord ludności muzułmańskiej poprzez uderzenia nuklearne(np. Sam Harris). Jest to skrajny, ale nie marginalny przykład reguły, która obsesyjnie koncentruje się na jednym rodzaju przemocy, zaślepiając nas na niebezpieczeństwo innych jej typów.

    #bookmeter #religia
    pokaż całość

    źródło: t0.gstatic.com

    •  

      usprawiedliwić masowy mord ludności muzułmańskiej poprzez uderzenia nuklearne(np. Sam Harris)

      @Vivec: nie jestem pewien czy to jest dobry przykład, link

      edit. Drugi link, spodziewam się, że oba są apologiczne względem ateizmu etc. link2

      Harris described the idea of nuking predominantly-Muslim parts of the world as "an unthinkable crime" and "perfectly insane". More specifically, Harris said that a preemptive nuclear strike would likely be one of the only reasonable courses of action, given what might happen if extremists who believe in "religious ideas that belong on the same shelf with Batman, the philosopher’s stone, and unicorns" obtain deadly nuclear weapons, to use against people who believe in different fairy tales (or don't believe in fairy tales at all).[33] Simply put, Sam Harris' argument vis-a-vis preemptive nuclear strikes is that if a group like ISIS, which explicitly hopes for Judgement Day and Martyrdom, ever managed to acquire both nuclear weapons and the ICBMs needed to deliver them to global targets, then Mutually Assured Destruction likely won't work as an effective Deterrent, so pretty much the only way to stop such a jihadist group from nuking the world is to nuke them first. It is likely that theoretical discussion of nuclear first strikes is a common strategic exercise in military think-tanks and the Pentagon, where every possible nuclear scenario has been analyzed.[34] Naturally, a far better option for everyone involved is to just keep apocalyptic weaponry and delivery systems out of the hands of religious maniacs in the first place.
      pokaż całość

  •  

    865 - 1 = 864

    Tytuł: Nine Hundred Grandmothers
    Autor: R.A. Lafferty
    Gatunek: Fantastyka
    ★★★★★★★★★★

    Gdyby Lafferty nie istniał, brakłoby nam wyobraźni, by go wymyślić.
    Michael Swanwick

    Raphael Aloysius Lafferty to jeden z najlepszych autorów opowiadań wg takich pisarzy jak Roger Zelazny, Harlan Ellison, Gene Wolfe, Michael Swanwick czy Neil Gaiman. Szufladkowany jest zwykle jako pisarz science fiction, ale to określenie pasuje do niego równie dobrze co do Jorge Borgesa. Jego olśniewające historie wypaczają rzeczywistość w humorystyczny i niepokojący sposób. Niektórzy uważają, że był szaleńcem z dzikim talentem(co do talentu trudno się nie zgodzić). Czerpał szczególną przyjemność z subtelnego przekręcania znaczenia słów za pomocą gier słownych i paradoksów. Jego opowiadania są zwykle uroczo absurdalne i najeżone szpilkami wbijanymi w różne świętości dzisiejszego świata.
    Trudno opisać jego styl, który jest jak koloryzowane anegdoty opowiadane przez starego gawędziarza nad kuflem piwa. Jednocześnie wydają się jak ze snu i poza jakąkolwiek kontrolą, ale przy uważniejszym spojrzeniu widać, że autor ma ścisły wpływ na wszystko. Są często surrealistyczne - w każdym z nich ma się wrażenie, że może się zdarzyć coś cudownego. Pełne fraz zapadających w pamięć, albo ze względu na ich dziwność albo humor(a zwykle i to i to); niepowtarzalnych fabuł lub postaci, które tylko on mógł w swoim wariactwie wymyślić; świeżych przemyśleń filozoficznych; prozaicznych scen z życia widzianych najdziwniejszymi oczami świata. Podejście Lafferty'ego do rzeczywistości jest nieco skrzywione, ale przez to nie do pomylenia z niczyim innym.
    W tomie znajduje się 21 opowiadań na rozmaite tematy, w różnych stylach, mniej lub bardziej absurdalnych i dziwnych. Wiele z nich opowiada o nietypowych wynalazkach, często wykonanych z najdziwniejszych(lub najgłupszych) rzeczy i zdolnych do czynienia fantastycznych uczynków. Jedno dotyczy młodego chłopca, który buduje "znikacz" z puszki po piwie i dwóch kawałków czerwonego kartonu. W innym przeczytać można o wynalazku dzięki któremu można patrzeć na świat z perspektywy innych ludzi, dowiadując się, jak różne są to perspektywy. Kolejnym wynalazkiem jest maszyna zdolna osądzać moralnie i etycznie czy dana rzecz jest potrzebna, a jeśli nie, usuwać ją. Ale są też historie o człowieku, który pewnego dnia odkrył, że zna absolutnie wszystkich ludzi; o społeczeństwie trzymającym swoich przodków na półkach w piwnicach; o przyspieszonym świecie w którym człowiek może dorobić się i stracić kilkanaście fortun w ciągu nocy; o kłamcy, który wmyślił człowieka w rzeczywistość; o grze dla dzieci, która doprowadza do końca świata; o przyjaznej niedźwiedziowatej istocie imieniem Snuffles, która mówi, że jest Bogiem.
    Nie brak tu mrocznego humoru, łagodnego humoru, postaci większych niż życie, proroczej wnikliwości, filozoficznych spekulacji, wypaczonych praw fizycznych i konstytucyjnych, rozlewu krwi, przyjaźni na całe życie, kosmicznych konfliktów. Jego styl pisarski jest jak narracja na żywo. Jak przedstawienie, które wykonywał z mocą rozpalającą ogień w umyśle czytelnika. Nigdy nie byłem wielkim miłośnikiem absurdalnych opowieści, ale po tej jednej książce mogę zaryzykować stwierdzenie, że Lafferty ma duże szanse dostać się do ścisłej czołówki moich ulubionych autorów - jest tak dobry!

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: blackgate.com

  •  

    894 - 1 = 893

    Tytuł: Savages
    Autor: K.J. Parker
    Gatunek: Fantasy
    ★★★★★★★★☆☆

    Los niegdyś potężnego imperium wisi na włosku. Jego istnienie zagrożone jest przez przysłowiowych barbarzyńców u bram, a jego przyszłość zależy od nieustannie zmieniającego się wachlarza sojuszników i przeciwników oraz garstki postaci. Wśród nich jest niezwyciężony strateg wojskowy; były pacyfista, który odziedziczył po ojcu kontrakt na uzbrojenie dla wojska; mistrzyni fałszowania starożytnych dokumentów czy wódz plemienia, który porzuca dawną tożsamość.
    Parker jest wprawnym pisarzem fantasy, umiejętnie opowiadającym historię(tym razem inspirowaną burzliwymi dziejami Bizancjum) pełną bitew, polityki i podstępów. Wypełnioną spiskami, intrygami i nagłymi zwrotami fortuny. Jego postacie są zróżnicowane i pełne życia(choć z drugiej strony niektóre są aż zbyt kompetentne lub wszechstronne), a dialogi dobrze napisane. Wprawdzie z każdą kolejną książką jego bohaterowie są coraz bardziej cyniczni, ale to mogę jakoś przeżyć.
    Jednak cechą która wyróżnia go spośród wielu innych autorów jest to, że w jego powieściach prawie nigdy nie ma magii, a nacisk położony jest na technologię, opisaną często z dużą dbałością o detale. Czytelnik musi przygotować się na opisy metod oblężniczych, podrabiania starożytnych manuskryptów czy logistyki wojskowej. Parker to taki nerd wśród autorów fantasy i trudno go za to nie lubić. Szkoda tylko, że jest tak mało znany w Polsce.

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: subterraneanpress.com

  •  

    913 - 1 = 912

    Tytuł: Tolkien’s Theology of Beauty: Majesty, Splendor, and Transcendence in Middle-earth
    Autor: Lisa Coutras
    Gatunek: Non-fiction
    ★★★★★★★☆☆☆

    Władca pierścieni J.R.R. Tolkiena stał się jednym z wielkich literackich klasyków XX wieku. Wielu zostało oczarowanych bogactwem i złożonością Śródziemia. W tej książce Coutras bada strukturę i złożoność teologii narracyjnej Tolkiena, w której zsyntetyzował chrześcijański światopogląd ze swoją twórczą wyobraźnią. Autorka pokazuje, jak transcendentalne piękno jednoczy wszystkie aspekty twórczości Tolkiena, od pogańskiej rozpaczy po chrześcijańską radość. Podpiera się pracami Hansa Ursa von Balthasara aby pomóc czytelnikowi zrozumieć istotę piękna w utworach Tolkiena.
    Przyznaje świeckim krytykom Tolkiena, że istnieje napięcie między jego wiarą chrześcijańską, a jego licznymi zapożyczeniami z pogańskich mitologii. Jednak nie przyjmuje za pewnik, że „chrześcijańska prawda i mityczne piękno wzajemnie się wykluczają”. Przeciwnie, Tolkien wierzył, że Chrystus był spełnieniem mitycznego piękna, które poganie starali się wyrazić. Zinterpretował przeszłe kultury, historie i mity w świetle chrześcijaństwa, wierząc, że transcendentalna prawda była obecna w całym stworzeniu.
    Tolkien postrzegał Wcielenie, Ukrzyżowanie i Zmartwychwstanie jako "prawdziwy mit", który miał miejsce w czasie i przestrzeni, ale który zawiera także mityczną moc wskazywania wstecz - w kierunku utraconego Edenu - i w przód - ku Nowemu Jeruzalem. Prawdziwa fantazja nie jest eskapistyczną ucieczką od rzeczywistości, ale przybliża nas do niej. „Piękno opowieści może ujawnić prawdy o świecie, które w przeciwnym razie zostałyby stracone z pola widzenia”.
    Ze względu na teologiczne piękno, świat Tolkiena “promieniuje transcendentalnym światłem bytu”. Autorka pokazuje, że zakorzeniona jest ona w średniowiecznej estetyce światła. Wg Tolkiena światło powstało z Boskiej Istoty, dlatego dostrzegając je stajemy się świadkami transcendentalnych prawd. Światło jest symbolem stworzenia. Oprócz niego Tolkien widział Logos(język) jako nieodłączny element ontologicznej struktury rzeczywistości. Język jest zasadą łączącą racjonalne istoty i ich Stwórcę. Demonstruje to poprzez Ainurów i Elfy, których pieśń i słowa mają wielką moc w świecie przyrody. Dla Tolkiena język jest czymś więcej niż mową słyszalną - “jest wyrazem własnego bytu wydźwigniętym z głębi rzeczywistości”.
    Co więcej, Tolkiena zrozumienie dobra i zła opiera się na ontologii światła i Logosu. Przejawione w świecie przyrody dobro i zło ukazane są poprzez kontrastujące obrazy piękna i pustki lub transcendencji i horroru. Odnosi to do światła indywidualnego bytu. Np. w konfrontacji Éowiny z Nazgûlem ukazuje ona znakomitość swojej istoty "malując żywy obraz transcendentalnego dobra wyrażonego poprzez heroiczne męstwo". Podczas gdy Tolkien wierzył, że dobro jest ostatecznie większe od zła, nie lekceważył mocy zła, mogącego podważać i zniekształcać dobro. Dostrzegał ciężar ludzkiego cierpienia z rąk zła. Okropności i cierpienia, które przeżył, pogłębiły jego wyobraźnię i przetestowały teologię, tworząc złożoną filozofię ludzkiej kondycji w kontekście wiary chrześcijańskiej. Jego głęboko zakorzeniona wiara w suwerenność Boga nad wydarzeniami historycznymi stanowiła kluczową część jego teologii narracyjnej, co znajduje swój wyraz we Władcy pierścieni.
    Na koniec autorka pokazuje jak teologia piękna Tolkiena wyraża się w duchowym pięknie kobiecej duszy. Choć czasem krytykowany za swoje kobiece postacie, Tolkien tworzy ich portret wykazujący transcendentalne piękno. Przedstawia swoje bohaterki jako znaczące czynniki wpływów, działające jako kluczowe czynniki w pokonaniu zła i spełnieniu dobra. Dla Tolkiena kobiecość ujawnia “głębię piękna znajdującą się w integracji ciała i duszy, a jej transcendentna siła objawia chwałę dzięki niezłomnej miłości”. Widział kobiety jako posiadające wyjątkową moc duszy, odsłaniając duchowe piękno i siłę. To transcendentalne piękno znajdował zarówno w mistycyzmie katolickim, jak i w germańskim harcie pogańskiej chwały.

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: books.google.pl

    +: A......t, Irritum +5 innych
  •  

    922 - 1 = 921

    Tytuł: Whoever Fights Monsters: My Twenty Years Tracking Serial Killers for the FBI
    Autor: Robert K. Ressler i Tom Shachtman
    Gatunek: Nonfiction
    ★★★★★★☆☆☆☆

    Były agent FBI Robert Ressler w latach 70. wymyślił określenie “seryjny morderca” i był pionierem prac nad profilowaniem psychologicznym, które rozwijał odwiedzając więzienia i rozmawiając z dziesiątkami skazanych zabójców. W tej książce relacjonuje swoje spotkania z tak niesławnymi mordercami jak Edmund Kemper, Charles Manson, John Wayne Gacy, Richard Speck i Ted Bundy w przystępnym i pełnym faktów stylu. Choć jego narracja nie pozbawiona jest też pewnej dozy dramatyzmu - np. gdy opowiada o bycia zamkniętym w celi z ponad dwumetrowym i ważącym 130 kg Edem Kemperem, który gdy strażnicy nie odpowiadali na wezwanie Resslera do otwarcia drzwi celi, groził mu złamaniem karku.
    Często czytelnik może odnieść wrażenie, że autor w wielu miejscach brzmi jakby się chwalił, ale Ressler ma czym. Opisuje liczne przypadki gdy dzięki jego profilowaniu kryminalnym policja mogła wytropić zabójców i oferuje wgląd w ich umysły. Jak podkreśla, pierwszorzędne znaczenie ma ustalenie, czy zabójca jest “zorganizowany” czy “niezorganizowany” i wyjaśnia, że wszystkie seryjne zabójstwa są klasyfikowane jako “zabójstwa seksualne”, ponieważ u ich podstaw leży “niedostosowanie seksualne”, które napędza fantazje prowadzące do zbrodni.
    Dla kogoś kto chciałby zrozumieć działanie umysłu kryminalisty, a zwłaszcza seryjnego mordercy, jest to dobre, choć pewnie nie do końca aktualne dzieło - książka napisana została w połowie lat 90. i od tego czasu nie uzupełniono jej o żadną adnotację czy postscriptum.

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: images-na.ssl-images-amazon.com

  •  

    962 - 1 = 961

    Tytuł: Exhalation: Stories
    Autor: Ted Chiang
    Gatunek: Fantastyka naukowa
    ★★★★★★★★★☆

    Niewielu jest współcześnie autorów, którzy tak poważnie podchodzą do tego co w science fiction najlepsze - wymyślania fantastycznych konceptów i rozważenia ich konsekwencji. Najnowszy zbiór opowiadań Teda Chianga pokazuje, że taka fantastyka ma jeszcze prawo bytu. Każde z zebranych opowiadań(niektóre już wcześniej wydane w języku polskim) jest wyjątkowe zarówno pod względem pomysłu jak i nastroju czy stylu. Podobnie jak kiedyś Lem, Chiang potrafi w zróżnicowany sposób pisać o wielu tematach.
    W książce znajdziemy autorską wersję baśni z tysiąca i jednej nocy dotykającej problemu podróży w czasie. Osnuta rozważaniami o wartości wiedzy i ścieżce jej zdobywania; opowiedziana w atmosferze przemijania i żalu. Wydech(jedno z moich ulubionych opowiadań w ogóle) mówi o robocie wykonującym na sobie wiwisekcje. Dokonane w ten sposób odkrycie ujawni nadchodzącą aerostatyczną katastrofę dla wszystkich mieszkańców jego wszechświata. Co ma cieszyć oczy i Omphalos to dociekania na temat determinizmu i wolnej woli. Pierwszy tekst jest miniaturką dotyczącą bardzo prostej “zabawki”, której konsekwencje zmieniają całe nasze społeczeństwo. Ten drugi opowiada o świecie w którym kreacjonizm jest faktem naukowym. Dokonane jednak zostaje odkrycie, które doprowadzi wielu ludzi do kryzysu wiary.
    Najdłuższy tekst w kolekcji, Cykl życia oprogramowania mówi o głęboko etycznych konsekwencjach tworzenia sztucznych ale myślących i czujący bytów - wirtualnych zwierzątek zwanych digientami. Są one produktem zarówno programowania jak i wychowania. Każdy z nich ma inną osobowość i uczy się w różnym tempie, w zależności od zaangażowania opiekuna. Ale, jak z wieloma produktami komercyjnymi, ostatecznie następuje zanik zainteresowania. Platformy są ulepszane, a na rynek wprowadzane są nowsze produkty pozostawiając digienty w walce o wirtualne miejsce. To, co ostatecznie staje się z ich rozwijającymi się inteligencjami, jest nie mniej poruszające jak opowieść o naturalnych bytach. W następnych tekstach autor rozmyśla nad sensem(lub jego brakiem) wdrażania czysto racjonalnych programów wychowywania dzieci oraz problemem “milczenia wszechświata” z perspektywy zagrożonego wyginięciem gatunku papug. W The Truth of Fact, the Truth of Feeling Chiang wyraża różnicę między prawdą a tym co postrzegamy za prawdę. Końcowy tekst traktuje o równoległych wszechświatach. Przedstawiony z perspektywy kilku bohaterów, którzy próbują zrozumieć i wykorzystywać technologię, która pozwala ludziom komunikować się z innymi wszechświatami, oparty jest na fascynującym pomyśle, który aż prosi się o szersze ujęcie w formie powieści. Autor nie do końca wykorzystał drzemiący potencjał.
    Mimo to najnowszy zbiór udowadniań pokazuje, że Ted Chiang jest jednym z wielkich autorów i humanistów science fiction: cudowne pomysły i wzruszające osobiste dramaty dla których impulsami są fantastyczne technologie i odkrycia naukowe. Jego opowiadania napisane są z klarowną i spójną wizją. Zaskakują i prowokują do zastanowienia się nad często niezauważalnymi mechanizmami naszych myśli i rzeczywistości.

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: t0.gstatic.com

  •  

    973 - 1 = 972

    Tytuł: Geniusz chrześcijaństwa
    Autor: François-René de Chateaubriand
    Gatunek: Apologetyka
    ★★★★★★★☆☆☆

    Myśl oświeceniowa wytworzyła, na dobrą sprawę, bardzo niewiele argumentów przeciwko twierdzeniom głoszonym przez chrześcijaństwo. Jej głównym osiągnięciem było przekonanie ogółu, że sami chrześcijanie są głupi, pozbawieni wyobraźni, chamscy i okrutni. Geniusz chrześcijaństwa(wydany w ostatniej dekadzie XVIII wieku w napoleońskiej Francji) jest ważną polemiką z tym twierdzeniem.
    Podobnie jak jego przeciwnicy, Chateaubriand(polityk i pisarz, który zdominował francuską scenę literacką swoje epoki) nie wchodzi w spór o rzeczywistość piekła, Trójcy czy Zmartwychwstania. Zamiast tego argumentuje, że akceptujemy piękno chrześcijaństwa: jego obyczajów, ideałów i ogólnej wrażliwości. Można powiedzieć, że Chateaubriand traktuje tu chrześcijaństwo podobnie jak pogaństwo, choć szczególnie doskonałego rodzaju. Biblia zawiera prawdy z innych mitologii świata, ale bez kłótliwych i łajdaczących się bogów. Biblia ma swój własny styl literacki, który można porównać do Homera. Chrześcijański zmysł moralny nadaje życiu powagę i piękno; konflikt między obowiązkami a pragnieniami oraz obietnica wiecznych nagród i kar stanowią wspaniały materiał dla dramaturga. Kodeks rycerski jest lepszy od wojowniczych cnót starożytności, a msza przewyższa moralnie pogańskie ofiary. Mieszanka radości i powagi w chrześcijańskim obrzędzie małżeńskim, proste przyjemności rodziny świętującej razem Boże Narodzenie, widok kościołów i ich cmentarzy oraz dźwięk dzwonów - wszystkie te rzeczy mają w sobie coś poetyckiego. Powinno to być brane pod uwagę przy osądzaniu chrześcijaństwa.
    Autor kpi z rewolucjonistów, mówiąc, że nigdy nie będą w stanie ustanowić świąt, które przyjęliby ludzie tak jak te kościelne. Chateaubriand broni nawet popularnych przesądów niewykształconego wiejskiego ludu, ponieważ niosą prawdy duchowe i moralne, i martwi się, że jeśli chłopi kiedykolwiek utracą te wierzenia, zastąpią je jedynie niemoralnymi przesądami. Uważa, że chrześcijaństwo stworzyło nowego rodzaju bohatera - misjonarza. Jak często zdarzało się, że jakiekolwiek starania zrodziły tyle odwagi, pomysłowości i hojności, ile te dążenie do zbawienia dusz? Oczywiście inne religie i kultury miały własnych niezwykłych bohaterów i dobroczyńców. Jednak chrześcijańscy misjonarze połączyli odwagę i miłosierdzie w sposób, który, zdaniem autora, jest wyjątkowy. Chrześcijaństwo ma niepowtarzalny styl.
    Ostatecznie ta linia apologetyki ma tę samą słabość, co atak na który odpowiada. To, że są głupi chrześcijanie, nie oznacza, że chrześcijaństwo nie jest prawdziwe. I odwrotnie, tylko dlatego, że chrześcijaństwo jest piękne, nie oznacza, że jest prawdziwe(chyba, że zgodzimy się z Platonem, że prawda jest z konieczności piękna i piękno jest z konieczności prawdziwe). Mimo to uważam, że Geniusz chrześcijaństwa ma wartość oprócz tego argumentu. Jest to napisany bardzo elegancką prozą poetycką, tak charakterystyczną dla tego autora, obraz chrześcijaństwa. Opisujący tę religię pod względem sposobu życia do którego namawia, a nie jej formalnych założeń.

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: static.tezeusz.pl

  •  

    988 - 1 = 987

    Tytuł: Heirs to Forgotten Kingdoms: Journeys Into the Disappearing Religions of the Middle East
    Autor: Gerard Russell
    Gatunek: Reportaż
    ★★★★★★★★☆☆

    Wyobraź sobie, że na odległej greckiej wyspie nadal oddaje się cześć bogini Afrodycie [...] lub że wyznawcy boga Mitry wciąż wymieniają ceremonialne uściski dłoni w podziemnych rzymskich kaplicach.

    Analogiczna sytuacja ma miejsce na Bliskim Wschodzie, gdzie w odludnych miejscach takich jak trudno dostępne góry czy mokradła żyją ludy(często ukrywające się za zasłoną tajemnicy) kultywujące starożytne obrzędy. Autor książki, były dyplomata brytyjski, podczas swoich podróży często zapuszczał się w te lokacje by poznać codzienne życie i wierzenia tych kurczowo trzymających się przetrwania nacji. Niektóre z poznanych przez niego religii są starożytnymi odgałęzieniami trzech religii Abrahamowych, które utrzymują, że zachowały niezanieczyszczoną formę wiary. Mandejczycy z Iraku twierdzą, że pochodzą od syna Adama, Seta, czczą Jana Chrzciciela jako największego proroka i nadają sobie sekretne imiona w języku starożytnego Babilonu. Samarytanie z Palestyny(liczący jedynie siedmiuset wyznawców) głoszą, że są zaginionym plemieniem Izraela, które nie przestało "przestrzegać litery" starożytnych tradycji porzuconych przez Żydów, np. czcząc górę Garizim jako święte miejsce. Natomiast potomkowie pierwszych nawróconych przez Marka Ewangelistę wciąż żyją w Egipcie i znani są jako Koptowie.
    Bardzo tajemniczy Jazydzi z północnego Iraku, których wierzenia powierzchownie przypominają połączenie chrześcijaństwa z muzułmanizmem, wierzą w reinkarnację i w swoich świątyniach trzymają posągi anioła pod postacią pawia(przez co często uznawani są za wyznawców diabła). W Iranie autor badał tysiącletnie tradycje Zaratusztrian(wyznawców najstarszej z omawianych religii i czcicieli świętego ognia)których wiara, dominująca przed wiekami w Persji, wywarła ponadczasowy wpływ na inne wielkie religie. Religia druzów żyjących w Libanie jest tak tajemnicza, że jej zasady są w dużej mierze nieznane większości jej wyznawców, którzy honorują takie postacie jak “boski posłaniec Hermes, Pitagoras, błogosławiony Platon i Plotyn”. I w końcu Kalasze, którzy są ostatnimi politeistami z Pakistanu i składają ofiary drewnianym posągom swoich bohaterskich przodków, a wg niektórych są potomkami żołnierzy Aleksandra Wielkiego.
    Russell fascynująco i zajmująco dokumentuje bogaty krajobraz kulturowy wiekowego środowiska i próbuje znaleźć potencjalne drogi wyjścia z obecnej tragicznej sytuacji. Poprzez rzucenie światła na przeszłość i teraźniejszość tych będących na skraju wymarcia religii, chce zwrócić uwagę świata na ich sytuację i sprowokować do udzielenia pomocy. Ale książka jest przede wszystkim hołdem dla bogactwa kulturowego i inności.

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: t1.gstatic.com

  •  

    1 015 - 1 = 1 014

    Tytuł: The Secret of Our Success: How Culture Is Driving Human Evolution, Domesticating Our Species, and Making Us Smarter
    Autor: Joseph Henrich
    Gatunek: Popularno-naukowa
    ★★★★★★★★☆☆

    Ludzie wyróżniają się ze wszystkich istot zamieszkujących Ziemię tym, że stosują finezyjne technologie, wyrafinowane języki i kompleksowe instytucje. Te produkty kulturowe pozwoliły nam rozprzestrzenić się na cały świat i rozwijać się w prawie każdym środowisku lądowym. Jak to się stało, że nasz gatunek dokonał tego, a inne nie? Przecież w porównaniu do innych, nie jesteśmy zbyt szybcy ani silni. Szympansy w niektórych testach na inteligencję potrafią radzić sobie równie dobrze co ludzie, a Neandertalczycy mieli nawet większe mózgi od współczesnych Homo Sapiens.
    Jak przekonuje autor, ludzie nie są tak inteligentni, jak nam się wydaje. Wyrwij ich z kultury i środowiska, w którym nauczyli się działać, a szybko zawodzą. Henrich podaje liczne przykłady gdy europejscy odkrywcy ginęli w środku pustyń, dżungli czy arktycznych pustkowi, mimo że tysiące pokoleń zbieracko-łowieckich było w stanie przetrwać i rozwijać się tam. Jeśli sukces ludzki wynikał z naszej zdolności do rozwiązywania problemów, analizowania i racjonalnego opracowywania rozwiązań, odkrywcy powinni dobrze sobie radzić. Ich opłakane losy sugerują, że racjonalność może nie być kluczem do ludzkiego przetrwania. Autor dowodzi, że wyjaśnieniem jest kultura.
    Ludzie, którzy doświadczają przez całe życie różnych instytucji, technologii, języków i religii, będą zarówno psychologicznie, jak i biologicznie różni, nawet jeśli nie są odmienni genetycznie. Wiele dowodów eksperymentalnych wskazuje, że dorastanie w różnych kulturowo tworzonych środowiskach zmienia naszą percepcję wzrokową, cierpliwość, reakcje na honorowe zagrożenia, myślenie analityczne, tendencję do oszukiwania czy nadmierną pewność siebie. Wszystko to wpływa na kształtowanie się tradycji kulturowych, które z kolei wpływają na zdolność przetrwania naszego gatunku.
    Weźmy jeden z wielu przykładów jakie autor podaje. Maniok jest jednym z najpopularniejszych artykułów spożywczych na świecie. Ale jest pewien haczyk: jeśli nie jest odpowiednio przygotowany, maniok powoli zatruwa organizm. Jednak niektóre populacje jedzą go bez problemu.

    W kolumbijskiej Amazonii rdzenni Tukanoanie stosują wieloetapową, wielodniową technikę przetwarzania, która polega na skrobaniu, tarciu i wreszcie myciu korzeni w celu oddzielenia błonnika, skrobi i cieczy. Po oddzieleniu płyn się gotuje, ale włókno i skrobia muszą następnie odleżeć przez kolejne dwa dni, po czym można je upiec i zjeść. [...] Jednakże, pomimo jej użyteczności, jednej osobie trudno byłoby poznać technikę detoksykacji.
    Rozważmy sytuację z punktu widzenia uczących się dzieci. Rzadko widzieliby, jak ktoś zatruwa się cyjankiem, ponieważ technika działa. A nawet jeśli przetwarzanie byłoby nieskuteczne, nadal trudno byłoby rozpoznać związek między przewlekłymi problemami zdrowotnymi a jedzeniem manioku. Samo gotowanie usuwa natychmiastowe objawy jak biegunka i wymioty. Tak więc racjonalne wydaje się jedynie gotowanie manioku, ponieważ wieloetapowe przetwarzania jest długie i żmudne. Trzymanie się tej tradycji z pewnością nie jest intuicyjne, bo jest to w krótkiej perspektywie kosztowna technika. Zastanówmy się, co może się stać, jeśli jakaś matka zdecyduje się zarzucić wszelkie pozornie niepotrzebne kroki przetwarzania manioku? Przekonałaby się, że dzięki krótszemu i mniej pracochłonnemu procesowi miałaby więcej czasu na opiekę nad dziećmi. Oczywiście lata lub dekady później w jej rodzinie zaczęły by ukazywać się objawy przewlekłego zatrucia cyjankiem. Tak więc indywidualne rozwiązywanie problemu się tutaj nie opłaca, a intuicje wprowadzają w błąd. Problem polega na tym, że kroki w tej procedurze są przyczynowo nieprzejrzyste - jednostka nie może łatwo wywnioskować ich funkcji i powiązań. Przyczynowa nieprzezroczystość wielu adaptacji kulturowych miała duży wpływ na naszą psychologię i dlatego tak chętnie przestrzegamy reguł.

    Jesteśmy mądrzy nie dlatego, że stoimy na barkach gigantów, albo sami jesteśmy gigantami. Stoimy na ramionach bardzo dużej piramidy hobbitów, którzy z czasem stają się nieco wyżsi, gdy wznosi się piramida, ale to wciąż liczba, a nie wysokość poszczególnych hobbitów, pozwala nam widzieć dalej.

    Zakres i wyrafinowanie naszego repertuaru technicznego i naszej dominacji ekologicznej, zależy od wielkości i wzajemnych powiązań. Co z kolei w dużym stopniu zależą od pakietów norm społecznych i instytucji, które splatają nasze wspólnoty, tworzą współzależność i wspierają solidarność. Te normy społeczne, które były stopniowo wybierane przez rywalizację międzygrupową w ciągu eonów, oswoiły nas i sprawiły, że jesteśmy bardziej uważnymi rodzicami, stałymi członkami społeczności i bardziej szanujemy reguły.
    Odpowiedzią na pytanie o sukces jest to, że ewolucja kulturowa stała się kumulatywna, a następnie zarówno gromadzona informacja, jak i jej produkty kulturowe(takie jak normy dotyczące ognia i dzielenia się żywnością) rozwinęły się jako główne siły napędowe ludzkiej ewolucji genetycznej. Wydajemy się tak wyjątkowi, ponieważ żadne inne zwierzę nie poszło tą drogą. Kluczem do zrozumienia naszej wyjątkowości jest zrozumienie procesu, a nie podkreślanie poszczególnych produktów tego procesu, takich jak język, współpraca lub narzędzia.

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: f18e79d6-65df-4cc5-a517-7be4f03a6d1a.jpg

  •  

    1 035 - 1 = 1 034

    Tytuł: The Traitor
    Autor: Michael Cisco
    Gatunek: Fantastka
    ★★★★★★★☆☆☆

    Jako dziecko Nophtha był wyrzutkiem, czującym się opuszczonym przez rodzinę i wyalienowanym ze społeczności. Został jednak przygarnięty przez swojego wuja Hecklera i grupę apostatów do których należy. Tam poznał swoje możliwości, dzięki którym po dorośnięciu będzie zarabiać na chleb. Jak podejrzewa Heckler, jego bratanek potrafi dostrzec i pożreć duchy, które przepełniają atmosferę, a następnie przekształcić ich esencję w moc leczniczą. Kilka lat później, Nophtha jako młody mężczyzna zostaje zwerbowany w charakterze szpiega przez Alaksów - obcokrajowców okupujących jego ojczyznę. Jego niezwykły zawód jest idealną przykrywką umożliwiającą mu kontakt z wieloma możnymi krajanami, o których może gromadzić informacje. Jednak pewnego razu zostaje wybrany wbrew swej woli do polowania na innego pożeracza duchów, Wite’a, który najwyraźniej oszalał, ponieważ by wstąpić na wyższy poziom bytu, obżera się duszami żywych. Ta wyprawa zmieni życie protagonisty i zmuszony będzie ocenić, czy on i Wite są na pewno tacy różni.
    Książka napisana jest w formie spowiedzi. Zdziwiłby się wszakże czytelnik oczekując czegoś w stylu Wyznań św. Augustyna. Jest to raczej mroczne i pełne dygresji sprawozdanie z niepozbawionego absurdu życia, które mogłoby wyjść spod pióra bohatera duetu Edgara Allana Poe i Gene’a Wolfe’a. Choć czasami wydawać się może, że dygresje narratora biorą górę nad jego historią, to jednak powieść zawiera pokrętną akcję, mglisty dramat i nieoczekiwany suspens. Autor co jakiś czas wprowadza nowe postacie, których obecność wpływa na historię bohatera. Można by powiedzieć, że akcja nie przypomina żmudnie budowanej fabuły “realistycznej” powieści, ale podobnie jak w bajkach i legendach skacze od jednych do kolejnych ważnych momentów. Celem tu jest raczej sama podróż, a nie jej rezultat. Jest więc powieść Cisco dziwna w pewien szczery i skromny sposób, co chyba sprawia, że jest jeszcze dziwniejsza. Na pewno nie jest to lektura dla wszystkich, ale entuzjastów obłędu z pewnością zadowoli.

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: images-na.ssl-images-amazon.com

  •  

    1 060 - 1 = 1 059

    Tytuł: Opowieści o pilocie Pirxie
    Autor: Stanisław Lem
    Gatunek: Fantastyka naukowa
    ★★★★★★★★★☆

    Te dziejące się w przyszłości opowiadania, gdy „romantyczne czasy kosmonautyki dawno już minęły”, opowiadają historię Pirxa. Z początku roztargnionego kadeta podchodzącego do egzaminu na pilota rakiety kosmicznej, który w następnych utworach bierze udział w międzyplanetarnych ekspedycjach, księżycowym polowaniu na uszkodzonego robota czy dochodzeniu przyczyn katastrofy statku kosmicznego jako doświadczony komandor. Pirx, choć mający w sobie niewiele z bohatera, odnajduje się w wykraczających poza normę i rutynę sytuacjach dzięki pewnej elastyczność myślenia, instynktowi, opanowaniu i szczypcie szczęścia. Bliżej mu do everymana, który wraz z kolejnymi opowiadaniami uczy się oraz dojrzewa. Choć Lem był sceptycznie nastawiony do ludzkości, to nie był jednak mizantropem i w postaci Pirxa zebrał te cechy, które w naszym gatunku cenił. Może też dlatego ten gapa i marzyciel “zacny aż do poczciwości” jest tak bliski czytelnikowi, a jego zróżnicowane i trzymające w napięciu przygody pochłania się tak łatwo.
    Czytelnicy Lema wiedzą, że oprócz doskonałej rozrywki jego książki oferują przede wszystkim poważną refleksję. Zawsze fascynowała go kwestia “poznania”, więc w tym zbiorze również znajdują się przemyślenia na temat tego jak to jest doświadczać i widzieć świat z ludzkiej perspektywy w przeciwieństwie do bezstronnego punktu widzenia, oferowanego przez naukę. Czy któreś z tych podejść jest obiektywnie lepsze? Szczególnie opowiadanie Rozprawa dotyka tego tematu. Inną często poruszaną jest kwestia spotkania z Obcym, Niezrozumiałym. W tym miejscu wspomnieć trzeba o genialnym Terminusie(ale też Opowiadanie Pirxa nawiązuje do tej tematyki), twardym i przejmującym sf opowiedzianym w konwencji grozy. Nieważne ile razy je czytam, zawsze mam ciarki na plecach. Kolejną z obsesji Lema, przypadek, podejmują opowiadania takie jak Odruch warunkowy czy Patrol. Świat jest czymś zbyt złożonym, chaotycznym byśmy mogli go kontrolować jakimiś z góry określonymi procedurami, które choć często przydatne potrafią okrutnie zawieść. Dlatego dobrze, że człowiek jest równie skomplikowany, potrafiący błądzić i zdawać się na tajemniczą intuicję. Dzięki temu Pirxa nie raz wychodził z opresji. No i w końcu kwestia nauki i technologii, za pomocą których człowiek stara się zrozumieć i ujarzmić świat, dopasować go do własnych kategorii, co prowadzi go w rezultacie do wniosku, że świata nie da się w ten sposób zdobyć i okroić nie gubiąc przy tym czegoś istotnego.
    Zbiór tych opowiadań dobrze pokazuje jak zróżnicowanym i obdarzonym wyobraźnią pisarzem był Lem. Dla którego literatura fantastyczna była przede wszystkim formą eksperymentu myślowego; awangardą poznania. Jest to absolutna klasyka.

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: wydawnictwoliterackie.pl

  •  

    1 083 - 1 = 1 082

    Tytuł: Pirate Freedom
    Autor: Gene Wolfe
    Gatunek: Fantastyka
    ★★★★★★★☆☆☆

    W naszej niedalekiej przyszłości Chris, narrator powieści, odtwarza historię tego, co mu się przydarzyło kilkaset lat temu, mniej więcej w drugiej połowie XVII w. Chris, który pisze tę historię, jest księdzem w średnim wieku mieszkającym w USA. Chris z jego opowieści jest młodzieńcem, który pobierał naukę w klasztorze Najświętszej Maryi Panny z Betlejem na Kubie. Wkrótce po jego opuszczeniu aby zarobić trochę pieniędzy, zostaje marynarzem i niebawem(wbrew swoim przekonaniom) staje się piratem, grasującym po Karaibach podczas złotego wieku piractwa, idąc w ślady Henry'ego Morgana.
    Początkowo, świeżo po opuszczeniu klasztoru(nazwanego na cześć miasta, w którym narodził się Chrystus) Chris podejmuje pewne wysiłki na rzecz moralnej egzystencji i przeciwstawienia się piratom, ale czas i pokusa niweczą jego postanowienie, aż będzie w stanie usprawiedliwić wszystko co robi. „Czystym piekłem jest widzieć kogoś, kogo nienawidzisz szczęśliwym”. Podróż w czasie, którą odbywa jest modelem szczerej skruchy: prawdziwe przebaczenie usuwa złe czyny(nie ważne jak wielkie), jak gdyby nigdy nie były. Ale umyślny powrót do grzechu daje im straszną i niemożliwą do odrzucenia rzeczywistość. Ostatecznie Chris ignoruje swoją szansę i postanawia iść za sobą, a nie za Chrystusem.
    Wolfe nie byłby sobą gdyby wyłożył czytelnikowi wszystko na tacy, więc dokładna przyczyna temporalnej osobliwości której Chris doświadcza nie jest jasno wyjaśniona; jakkolwiek nie przeszkodzi to uważnemu czytelnikowi odtworzyć oś czasu i pojąć najważniejsze fakty. Nie jest to w każdym razie zagadka na miarę Piątej głowy Cerbera czy Pokoju tego autora. Jest to przede wszystkim powieść przygodowa choć przyprawiona charakterystycznym stylem Wolfe’a. Tak więc, jak większość jego narratorów, Chris pisze tą historię dla siebie, a nie dla czytelnika, w wyniku czego nie zawsze stara się wyjaśnić rzeczy, które są dla niego oczywiste(jego nazwisko czy pochodzenie). Może to być dla niektórych z lekka frustrujące, ale dla mnie ma to swój urok.

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: t2.gstatic.com

  •  

    1 095 - 1 = 1 094

    Tytuł: How Language Began: The Story of Humanity’s Greatest Invention
    Autor: Daniel L. Everett
    Gatunek: Poplarnonaukowa
    ★★★★★★★☆☆☆

    Najnowsze badania na polu lingwistyki zdają się wskazywać, że ponad milion lat temu po raz pierwszy stworzenie na Ziemi zaczęło posługiwać się językiem. Tym stworzeniem jest Homo erectus, człowiek wyprostowany, najbardziej inteligentne istota jaka do tamtej pory istniała, pionier języka i kultury ludzkiej. Choć niektóre inne zwierzęta potrafią się komunikować to język jest czymś więcej - “zaawansowaną formą ekspresji kulturowej opartą na symbolach”, czyli połączeniach kulturowo uzgodnionej formy z kulturowo rozwiniętym znaczeniem. Mimo że istnieją teorie twierdzące, że język jest rodzajem instynktu genetycznie przyrodzonego człowiekowi, to autor obstaje przy tym, że to wspólnoty Homo erectus wymyśliły symbole i język. Dużą część książki Everett poświęcił by przekonać do tego czytelnika. Jedną z ważniejszych przesłanek jest to, że do tej pory nie udało się odkryć zaburzeń poznawczych dotykających jedynie zdolności językowych. Co sugeruje, że język nie wyłania się z konkretnych regionów mózgu.
    Choć język Homo erectus różnił się od współczesnych języków ilością narzędzi gramatycznych, był to przecież język ludzki, który wraz z kolejnymi pokoleniami był udoskonalany. Ale jeszcze dziś istnieją języki w pewnym stopniu przypominające ten pierwszy w historii i sprawdzają się nie gorzej od innych. Początek języka wiąże się z kulturowo wypracowanymi symbolami, które ukształtowane i umożliwione zostały przez duży mózg człowieka(ta kombinacja mózgu i kultury wyjaśnia, dlaczego tylko ludzie byli w stanie rozmawiać). Taki symbol mógł powstać z omyłkowego powiązania dwóch obiektów, takich jak korzeń drzewa pomylony z wężem, lub po prostu regularne kojarzenie jednej rzeczy z innym obiektem lub zdarzeniem - podobnie jak w przypadku psów Pawłowa. Po powstaniu takiego związku ludzie zaczęli używać takich symboli, ucząc się jedni od drugich. Ludzie porządkowali te początkowe symbole i tworzyli z nich większe symbole. Jednocześnie symbolom towarzyszyły gesty i intonacja, które funkcjonują razem i osobno, aby zwrócić uwagę i uczynić bardziej wyrazistym percepcyjnie niektóre symbole w wypowiedzi. Ten system symboli, uporządkowania, gestów i intonacji pojawił się synergistycznie, każdy składnik dodawał coś, co doprowadziło do czegoś bardziej skomplikowanego, bardziej skutecznego. Żaden z tych komponentów nie był częścią języka, dopóki wszystkie nie były - całość dająca cel częściom.
    Ludzie są największymi drapieżnikami wszechczasów i ten sukces ma wiele wspólnego z faktem, że chociaż są stosunkowo mali, o miękkiej skórze, bez pazurów i poważnej siły, to jednak rozmawiają ze sobą. Dzięki temu mogą planować, mogą dzielić się wiedzą, mogą nawet przekazać wiedzę przyszłym pokoleniom. I w tym tkwi ludzka przewaga nad wszystkimi innymi gatunkami.

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: images-na.ssl-images-amazon.com

  •  

    1 123 - 8 = 1 115

    Tytuł: The House of Niccolò
    Autor: Dorothy Dunnett
    Gatunek: Powieść historyczna
    ★★★★★★★☆☆☆

    Seria opowiada o czeladniku farbiarni należącej do rodziny Charetty, Nicholasie de Fleury znanym jako Claes, i o tym jak stał się gwiazdą biznesu w XV wiecznej Europie. Niepewnego pochodzenia, Claes znany jest z tego, że jest skromny, niezdarny, beztroski i zabawny, co zyskało mu przyjaźń innych uczniów i życzliwość zaskakującej liczby dziewcząt. Jednak jego liczne figle wywołały gniew przywódców miasta handlowego Brugii co w konsekwencji doprowadzi do ujawnienia jego prawdziwych talentów. Czytelnik poznaje Cleasa oczami innych ludzi ale powoli, wraz z rozwojem fabuły, autorka przedstawia jego prawdziwą naturę, która znana jest jego pracodawczyni - Marian de Charetty. To ona przygarnęła go gdy miał 10 lat i jako jedyna dostrzegła potencjał jego geniuszu. Pielęgnowała go, zachęcała i, co najważniejsze, całkowicie mu ufała. Choć firma jej zmarłego męża jest już znaczącym graczem na rynku w Brugii, to wizje i projekty Nicholasa obiecują nadać firmie prawdziwie międzynarodowe znaczenie. Rozwój tych projektów to jeden z najważniejszych tematów serii.
    Piętnastowieczny świat, który jest tłem dla historii Cleasa, powołany został do życia przez Dunnett z dbałością o najmniejsze detale. Był to czas migracji bogactwa z basenu Morza Śródziemnego na północ, najpierw do Brugii i Antwerpii, a następnie, z powodu ucisku Habsburgów, do Amsterdamu i Londynu. Ta erupcja bogactwa z handlu doprowadziła do wyjątkowej mobilności społecznej między klasami kupieckimi a ziemską arystokracją, dając początek magnatom handlowym. W tym czasie naszemu bohaterowi przyszło przeżyć wiele przygód w takich krainach jak Anglia, Francja, Rosja, Imperium Osmańskie, Flandria czy Polska i być świadkiem upadku Trapezuntu, być zamieszanym w sukcesję cypryjską czy odwiedzić słynne szkoły w Timbuktu.
    Powieści wypełnione są intrygami, przygodami, romansami, przyjaźniami, zdradami i licznymi zwrotami akcji. Wszystko to ożywione dynamicznymi dialogami(podkreślające inteligencję postaci) i krwistymi postaciami związanymi ze sobą wiarygodnymi relacjami. Jednak styl autorki może wydać się niektórym dość toporny(zwłaszcza w na początku), głównie gdy stara się przekazać czytelnikowi zbyt dużo informacji. Nie powinno to jednak zrażać miłośników powieści historycznych, ponieważ są to pierwszorzędne książki.

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: images-na.ssl-images-amazon.com

  •  

    1 146 - 1 = 1 145

    Tytuł: A History of the World in 12 Maps
    Autor: Jerry Brotton
    Gatunek: Historyczna
    ★★★★★★★★☆☆

    Jest to książka o historii kartografii ale dotyka także tematu religii i kosmologii, astronomii, nauk politycznych, edukacji i innych. Mapa, jak przekonuje autor, nie jest jedynie odzwierciedleniem granic, mórz i dróg na papierze. Mapy mówią nam o tym, jak odnosimy się do świata, a także o tym, czego ich autorzy chcą aby odbiorca się dowiedział. Przeobrażają się wraz ze zmieniającą się przez wieki percepcją ludzi. Są wyrazem ludzkich lęków przed potworami, które żyją w niezbadanych krainach, jak na mappae mundi z Hereford. Są przesłaniem jedności narodowej, jak francuska mapa rodziny Cassini. Są gloryfikacją władcy, jak mapa stworzona przez al-Idrisiego na polecenie króla Sycylii Rogera II.
    Każdy rozdział ma podobną strukturę: rozpoczyna się z historycznym wstępem, który nakreśla przed czytelnikiem środowisko, w którym mapa została stworzona. Przedstawia krótką biografię twórcy mapy, a następnie omawia produkcję i odbiór dzieła. W dalszym ciągu autor wyjaśnia relację między mapą a tematem reprezentującym Zeitgeist danej epoki (jak np. nauka, wiara, pieniądze, odkrycia geograficzne czy geopolityka) wybierając mapę, która najlepiej odzwierciedla tę konkretną ideę w pewnym momencie historii. Wreszcie każdy rozdział śledzi historię mapy jako obiektu i wpływu jaki wywarła na przyszłych kartografów.
    Brotton przez pierwsze kilka rozdziałów pokazuje jak kartografowie zmagają się z dziedzictwem Ptolemeusza i jego niezwykle wpływową projekcją. W kolejnych rozdziałach czytelnik coraz wyraźniej widzi jak mapy odzwierciedlają kulturę i światopogląd ich twórców oraz że te kultury nieustannie zmieniają się w czasie i przestrzeni wraz z rozwojem cywilizacji i technologii. Jednocześnie najbardziej technicznie wyrafinowane mapy okazują się najbardziej dostosowane do rządowych, imperialnych czy komercyjnych projektów, wespół z takim współczesnym przedsięwzięciem jak Google Maps.
    Książka napisana jest z wielką erudycją i przejrzystością oraz imponuje rozległością poruszanych tematów. Jednocześnie pozbawiona jest błyskotliwego dowcipu czy zaskakujących anegdot, które mogłyby zachęcić do lektury laików. Choć w tym na pewno pomagają liczne reprodukcje map. Dla osób zainteresowanych tematem kartografii będzie to przednia lektura.

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: images-na.ssl-images-amazon.com

  •  

    1 198 - 1 = 1 197

    Tytuł: Wzlot i upadek D.O.D.O.
    Autor: Neal Stephenson i Nicole Galland
    Gatunek: Fantastyka
    ★★★★★★★☆☆☆

    Wszystko zaczyna się, gdy tajemniczy mężczyzna oferuje pracę Melisandrze Stokes, ekspertce od starożytnych języków. Propozycji trudno odmówić, zwłaszcza że płaca jaką Tristan Lyons oferuje jest wielokrotnie większa niż ta którą płaci jej uczelnia. Po podpisaniu sterty umów o poufności Mel dostaje do przetłumaczenie pewne stare teksty z których dowiaduje się o wielkiej tajemnicy: magia naprawdę istniała, zanim nagle zniknęła w 1851 r., w czasie londyńskiej Wielkiej Wystawy w Pałacu Kryształowym. Zadaniem nowo powstałego Departament Od Diachronicznych Operacji(DODO) jest jej przywrócenie. Ich pierwszym sukcesem jest opracowanie teorii działania magii: czarownice mogą w jakiś sposób uzyskać dostęp do równoległych płaszczyzn rzeczywistości i wykorzystać je do zmiany własnego świata. Celem DODO staje się przywrócenie magii jako użytecznej broni dla dobra USA i jej sojuszników.
    Jest to powieść epistolarna w formie listów, maili, notatek służbowych, pamiętników, prezentacji Powerpoint itp. Choć brak jej głębi najlepszych powieści Stephensona, to jednak charakteryzuje się żywiołowością i brawurą jego lżejszych tekstów. Autorzy nie boją się, że ich twórczość wyda się kuriozalna czy przesadzona. Traktują to jako zaletę i bez skrupułów wprowadzają nowe postacie i wątki, a następnie mieszają i gmatwają je wykorzystując podróże w czasie. Aczkolwiek robią to na tyle umiejętnie, że da się w tym wszystkim połapać, a same postacie są nietuzinkowe i stanowią barwną menażerię(w czym pewnie duża zasługa Nicole Galland). Jest to widowiskowe połączenie tak różnych gatunków jak fantasy i science fiction, które dobrze się czyta. Polecam!

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: swiatksiazki.pl

  •  

    1 236 - 1 = 1 235

    Tytuł: The Medici Conspiracy: The Illicit Journey of Looted Antiquities
    Autor: Peter Watson i Cecilia Todeschini
    Gatunek: Literatura faktu
    ★★★★★★★☆☆☆

    Wbrew temu co może sugerować tytuł, książka nie przedstawia spisku historycznego rodu florenckiego. Opowiada o sztuce, o wielkich namiętnościach które wzbudza i o zbrodniach, do których te pasje mogą doprowadzić. Jest próbą ujawnienia sieci nielegalnego handlu starożytnymi artefaktami greckimi i etruskimi, którą czyta się jak porządny thriller rozpoczynający się sknoconym napadem i policyjnym pościgiem. Dokumentuje dochodzenia policyjne, prowadzone przez pułkownika Roberto Confortiego, które doprowadziło do aresztowania dużej liczby szabrowników i handlarzy na całym świecie. Śledzi drogę, którą niezliczone cenne artefakty przebyły z nielegalnych wykopalisk na półki handlarzy antykami, a stamtąd sprzedawane do jednych z najbardziej znanych muzeów na świecie.

    Autorzy ilustrują te okropne praktyki na przypadku Giacomo Mediciego(twórcy jednej z największych i najbardziej wyrafinowanych sieci tego typu na świecie), którego systematyczne plądrowanie greckich i włoskich antyków zadało poważne straty na polu archeologii i pozbawiło te kraje ich dziedzictwa. Dopiero współpraca policji na całym świecie i niezwykle złożone dochodzenie trwające ponad dziesięć lat powstrzymało Mediciego, którego dziwaczny zwyczaj fotografowania siebie przed najcenniejszymi antykami był kluczowym element w sprawie przeciwko niemu. Doprowadziło to do tego, że wiele wiodących muzeów sztuki oddało jedne z najlepszych eksponatów, wartych łącznie ponad pół miliarda dolarów, rządom Włoch i Grecji. Jest to zajmująca ale również przygnębiająca historia, pokazująca jak chciwość doprowadziła do splądrowania i zniszczenia dziesiątek tysięcy grobów oraz pozbawiła nas wiedzy historycznej dotyczącej wielu cennych artefaktów.

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: images-na.ssl-images-amazon.com

    +: Apollo1993, B....q +8 innych
  •  

    1 246 - 1 = 1 245

    Tytuł: Kroniki Diuny
    Autor: Frank Herbert
    Gatunek: Fantastyka

    W dalekiej przyszłości ludzkość zamieszkuje rozległe, feudalne imperium galaktyczne, gdzie szlacheckie dynastie sprawują rządy nad planetami, a same wierne są Padyszachowi Imperatorowi, cesarzowi znanego wszechświata. Obecny władca, Szaddam Corrino IV, wykorzystując wielowiekową waśń między rodami Atrydów i Harkonnenów do własnych celów, zmusza księcia Leto Atrydę do przejęcia władzy nad lukratywną planetą Arrakis, kontrolowaną wcześniej przez Harkonnenów. Jest to jedyne znane źródło melanżu - najcenniejszej substancji we wszechświecie, narkotyku przedłużającego życie i pobudzającego uśpione części ludzkiego umysłu. Bohaterem pierwszej książki jest Paul, dziedzic rodu Atrydów oraz niespodziewany produkt prastarego programu eugenicznego prowadzonego przez zakon Bene Gesserit, który w wieku 15 lat wraz ze swoim rodem zostaje wciągnięty w pułapkę.
    Wyobraźnia autora jest najsilniejszym aspektem cyklu. Inspirowane arabską kulturą tętniące ulice miast, intrygi dworskiego życia pałacowego, maszyny górnicze przeczesujące pustynię w poszukiwaniu melanżu, ciągłe zagrożenie czerwi tuż pod powierzchnią piasku, partyzanckie ataki Fremanów na obcych wykradających ich przyprawę, nawigatorzy Gildii przeszukujący czas w poszukiwaniu najbezpieczniejszego kursu dla statków kosmicznych. Herbert nie szczędzi pomysłów by jak najdokładniej odmalować przed czytelnikiem swoją wizję. Jego postacie są intrygujące i barwnie wykreowane. Choć miejscami czuć, że autor traktuje je bardziej jak pionki przesuwane po planszy niż bohaterów z którymi czytelnik miałby sympatyzować. O tym się jednak szybko zapomina ponieważ umiejętności narracyjne które Herbert zaprzągł do napisania Diuny sprawiają, że czytelnik łaknie dalszych stron jak Freman wody. Fabuła jest niezwykle ekscytująca, przepełniona intrygami, zdradami, planami zemsty i innymi standardowymi zagrywkami wykorzystywanymi w polityce galaktycznej.
    Z drugiej strony proza autora nie jest nadzwyczajna, a niekiedy bywa chropowata. Jego zamiłowanie do dygresji filozoficznych, religijnych i politycznych trzymane na wodzy w Diunie, w następnych częściach daje mocno o sobie znać. Jakkolwiek są to zwykle ciekawe przemyślenia, to jednak zbyt często powtarzane stają się męczące. Niestety, kontynuacje są wyraźnie gorsze od oryginału, co było niemałym dla mnie zaskoczeniem(Diunę już wcześniej czytałem, ale to był mój pierwszy kontakt z resztą cyklu). Aczkolwiek same w sobie nie są złe, to sporo tracą przy porównaniu do pierwowzoru. Sztywne i nienaturalnie brzmiące dialogi, okazjonalne luki fabularne czy powtarzające się wątki. Choć wciąż można liczyć na przednią wyobraźnię Herberta.
    Diuna nie bez powodu jest klasyką fantastyki. Fenomenalnie łączy elementy gatunków fantasy i sf z wyśmienicie przeprowadzoną fabułą. Zainspirowała też wiele klasycznych już dzieł space operowych i nadal jest pozycją z którą trzeba się zapoznać. Jednak jako cykl jest strasznie nierówny. Choć jestem zadowolony, że w końcu w całości go poznałem.

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: image.ceneostatic.pl

  •  

    1 290 - 1 = 1 289

    Tytuł: Lost in Math: How Beauty Leads Physics Astray
    Autor: Sabine Hossenfelder
    Gatunek: Naukowa, filozoficzna
    ★★★★★★★★☆☆

    Współcześnie by uzyskać nowe dane oraz potwierdzić lub sfalsyfikować teorię fizyczną naukowcy budują ogromne akceleratory, wystrzeliwują satelity w kosmos i osadzają detektory w podziemnych kopalniach. Są to niezwykle kosztowne przedsięwzięcia, a rywalizujących ze sobą teorii jest niemało. Jak więc dokonać wyboru? Znakomita większość uczonych uważa, że nalepsze teorie są piękne, eleganckie i naturalne. I nie bez powodu. W historii nauki nieraz zdarzało się, że chcąc wyjaśnić jakieś fakty naukowiec sformułował równanie które nie tylko współgrało z innymi znanymi prawami, ale przy okazji wyjaśniło kilka innych niewiadomych. Elegancja takiego rozwiązania z pewnością wskazuje, że jest to odpowiednia droga.
    To czemu jednak od prawie pół wieku nie byliśmy świadkami żadnego przełomu w fizyce? Czemu od dawna nie potrafimy wyjaśnić takich zjawisk jak istnienie ciemnej materii i ciemnej energii lub związku między mechaniką kwantową a grawitacją? Czemu kosztowne eksperymenty nie były w stanie potwierdzić tak eleganckich i wszechogarniających teorii jak supersymetria czy teoria multiwersum? Autorka tej książki, która jest fizykiem teoretycznym badającym grawitację kwantową, uważa, że wiara uczonych w piękno stała się tak dogmatyczna, że obecnie koliduje z naukową obiektywnością. Nadto popularne teorie, które są „zbyt piękne, by nie były prawdziwe” są w rzeczywistości nieweryfikowalne. “Nie mogę uwierzyć w to, czym stał się ten czcigodny zawód” pisze Hossenfelder. “Fizycy teoretyczni wyjaśniali kiedyś, to co zaobserwowano. Teraz próbują wyjaśnić, dlaczego nie mogą wyjaśnić, czego nie zaobserwowano. I nie są nawet w tym dobrzy.”
    Sami naukowcy nie są też do końca zgodni czym charakteryzuje się piękno. Autorka zauważa też, że na każdą elegancką teorię, która okazała się prawdziwa, przypada taka, która okazała się fałszywa. Na przykład był czas, gdy astronomowie sądzili, że orbity planetarne muszą być kołowe, ponieważ Bóg z pewnością nie użyłby czegoś tak brzydkiego jak elipsa(uważał tak m.in. Galileusz); czy niesławna wirowa teoria atomu popularna wśród wiktoriańskich uczonych.
    Zanim jednak autorka doszła do tych wniosków przeprowadziła wiele rozmów z najwybitniejszymi umysłami zajmującymi się tą dziedziną. Duża część książki opisuje jej osobistą odyseję w formie dialogów z takimi fizykami jak Steven Weinberg, Frank Wilczek czy Nima Arkani-Hamed. Jak sama przyznaje jej obawy mają nie tylko wymiar naukowy, ale również osobisty. Szczerze nie rozumie czemu zasady estetyki powinny mieć wpływ na dziedzinę fizyki. Uważa, że fizycy powinni przemyśleć swoje metody i w tym widzi nadzieję na przyszłość.

    #bookmeter #nauka #fizyka
    pokaż całość

    źródło: t0.gstatic.com

    •  

      @Clermont:

      Tak się składa, że przy okazji te teorie zwykle są eleganckie.

      Ale nie zawsze, np. model standardowy.

      Nieprawda.

      Sam niebyłym tak stanowczy jak autorka, ale jestem ciekaw jaki przełom masz na myśli.

      Najwybitniejsi fizycy to akurat powiedzą, że Hossenfelder plecie bzdury, więc do takich wniosków doszła raczej samodzielnie xD

      No tak, nie chodziło mi o to, że od nich wzięła te wnioski, bo akurat każdy z wymienionych uczonych jest zwolennikiem piękna jako pewnego drogowskazu. Stąd wnioskuję, że książki nie czytałeś, więc ciekaw jestem jak doszedłeś do tej opinii:

      Niestety Hossenfelder jest na tyle przeciętnym umysłem, że pojęcie spójności matematycznej i zrozumienie osiągnięć współczesnej fizyki przekracza jej możliwości.

      Chyba nie opierając się jedynie na mojej recenzji? :P
      pokaż całość

    •  

      @Vivec: Przecież Hossenfelder jest znaną opluwaczką i średnio raz w tygodniu wyrzuca na swoim blogu albo w popnaukowych mediach jakiś rzyg na współczesną fizykę.

      jestem ciekaw jaki przełom masz na myśli.

      @Vivec: W przypadkowej kolejności: inflacja kosmologiczna, dwie rewolucje strunowe, AdS/CFT (+ AdS/CMT, AdS/QCD) i ogólnie holografia (i zastosowania np. do czarnych dziur), cała masa osiągnięć związanych z informacją kwantową (algorytmy, kryptografia, teleportacja) czy rozwój fizyki materii skondensowanej (kondensat BE, topologiczne stany materii, kwantowy efekt Halla i inne).

      Najśmieszniejsze, że kiedy fizyk pracujący nad tym zawodowo pisze negatywną recenzję takiej książki, reakcja jest zawsze taka sama. "Hurr durr on nie jest obiektywny. Tu trzeba równowagi, a ta książka to głos rozsądku". Proponuję takim osobom w razie choroby pójść do lekarza i do znachora i w ramach szukania równowagi na przemian jednego dnia wziąć leki, a drugiego np. natrzeć się moczem. W końcu lekarz dziesięć lat się uczył, kolejnych dziesięć praktykuje, ale mógł się w tym wszystkim zagubić ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (1)

  •  

    1330 - 1 = 1329

    Tytuł: Porażka nie wchodzi w grę. Kontrola misji od programu Mercury do lotu Apollo 13 i później
    Autor: Gene Kranz
    Gatunek: Wspomnienia, historyczna
    ★★★★★★★☆☆☆

    Gene Kranz, kierownik lotu NASA podczas misji w programach Gemini i Apollo, dzieli się z czytelnikiem swoimi wspomnieniami - od pierwszych misji programu Mercury aż do ostatniej misji na księżyc. Kranz(wraz z kilkoma innymi wybranymi osobami) odpowiedzialny był za opracowanie procedur i protokołów "Go/NoGo", które określały, kiedy misja może być kontynuowana, a kiedy należy ją przerwać. Przekazywał również informacje pomiędzy przylądkiem Canaveral a stacjami śledzenia, znajdującymi się w różnych miejscach świata.
    Szczególnie spodobała mi się jego relacja dotycząca najwcześniejszych dni programu kosmicznego, gdy technologie nadal były prymitywne, a na poznanej do tej pory wiedzy inżynieryjnej nie można było jeszcze dobrze polegać. Interesujące było też szczegółowe przedstawienie wydarzeń misji Apollo 13 z perspektywy dyrektorów lotu, ponieważ to dzięki nim załoga mogła bezpiecznie wrócić.
    Autor, który przez ponad 30 lat miał kluczowe znaczenie dla misji załogowych lotów kosmicznych, pisze o technicznych wymaganiach misji dość zwartym i sztywnym stylu, który odzwierciedla jego myślenie i sposób postępowania. Ze spokojem opisuje przeciwności z którymi się zmagano w czasach, gdy podejmowano ryzyko na skalę, która byłaby dzisiaj nie do pomyślenia. Choć pozwala sobie miejscami wyrazić dumę z dokonanych osiągnięć i często chwali ludzi dzięki którym się to udało. Bo Kranz chce przekazać, że choć astronauci, na których wszyscy się najbardziej skupiali, mieli ogromny wkład, to jednak stało za nimi wielu ludzi, których wysiłki skupiały się na zrealizowaniu zadania postawionego przez prezydenta Kennedy'ego, by przed końcem lat 60-tych postawić człowieka na Księżycu.
    Autor nie jest historykiem i swoją książkę pisze w sposób jak opowiada się jakąś przygodę. Od czasu do czasu wspomina o swojej rodzinie czy eskapadach z kolegami z pracy. Jednak jest to przede wszystkim opowieść o dokonywaniu niemożliwego i przekraczaniu granic.

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: 106465885o.jpg

  •  

    1 377 - 1 = 1 376

    Tytuł: Trylogia Bobiverse
    Autor: Dennis E. Taylor
    Gatunek: Fantastyka naukowa
    ★★★★★★★★☆☆

    Bob Johansson, znakomity programista z XXI w., postanawia, że po śmierci jego głowa zostanie zamrożona kriogenicznie. Gdy budzi się w następnym wieku nie posiada ciała i jest jedynie kopią oryginału zapisaną w komputerze, a jako “sztuczna inteligencja” jest własnością rządu Stanów Zjednoczonych. Dowiaduje się, że zostanie wysłany w kosmos jako sonda von Neumanna, zdolna do samoreplikacji, w celu znalezienia planet do kolonizacji. By wykonać swoją misję, Bob będzie musiał poradzić sobie z uzbrojonymi rywalami z innych państw Ziemi, potencjalnie stawić czoła obcemu życiu i może nawet uratować ludzkość. Niezbędne więc będzie szybkie znalezienie surowców do rozmnożenia się i wraz z legionem Bobów zwalczenie trudności i podjęcie eksploracji(skąd wziął się przedni tytuł pierwszej części).
    Książki są łatwe w odbiorze i charakteryzują się sympatycznym tonem, dzięki któremu przyjemnie się je czyta. Ze stron aż wylewa się zamiłowaniem do nauki, technologii i futuryzmu i pełno jest “geekowych” odniesień i humoru, w czym przypomina Marsjanina Weira czy 7ew Stephensona. Nie jest to może najtwardsze sf, bo autor wprowadził kilka kompromisów(np. po jakimś czasie Bobowie odkrywają jak komunikować się bez ograniczeń szybkości), ale i tak narracja skupiona jest na nauce, opracowywaniu nowych technologii pozwalających pokonać przeszkody, eksploracji planet oraz gatunków i tego konsekwencjach.
    Autor nie ustrzegł się jednak wad. Sytuacja polityczna w XXII w. jest dość kreskówkowa i słabo uargumentowana, choć to pozwoliło autorowi na uproszczenie pewnych spraw. Poza tym motywacje niektórych postaci są mało realistyczne, co jednak można wytłumaczyć tym, że narrację poznajemy jedynie z perspektywy Bobów. No i zakończenie jest trochę zrobione na chybcika. Mimo to jest to znakomita lektura. Zabawna, intrygująca i potrafiąca podekscytować. Coś dla fanów Star Treka.

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: bobiverse.jpg

  •  

    1 392 - 1 = 1 391

    Tytuł: 1177 przed Chr. Rok, w którym upadła cywilizacja
    Autor: Eric H. Cline
    Gatunek: Historyczna
    ★★★★★★★☆☆☆

    Pod koniec epoki brązu, ponad dwa millenia przed tym jak Wikingowie wyruszyli by łupić ludy Europy, wielkie imperia starożytnego świata upadły pod naporem przerażającego wroga, który do dziś pozostaje wielką enigmą. "Przybyli poprzez morze w swoich wojennych statkach i nikt nie mógł się im oprzeć", złowieszczo głosi inskrypcja znaleziona w egipskim mieście Tanis. Po stuleciach rozkwitu cywilizacje takie jak Egipt, Babilonia czy kultura minojska w ciągu zaledwie kilku dziesięcioleci osunęły się w wieki ciemne. Miasta zostały zdewastowane i wyludnione, drastycznie spadła liczba ludności, handel zamarł a umiejętność pisania zanikła w wielu regionach. Jednak czy tajemnicze Ludy Morza(jak dziś są określane) stanowią wystarczające wyjaśnienie tego zagadkowego kataklizmu?
    Cline swoją relację rozpoczyna w XV, a kończy w ostatnich dekadach XII wieku p.n.e. Znaczną część książki poświęca światu, który zaginie. Przedstawia kolejno głównych graczy w regionie: Egipcjan, Mitanan, Hetytów, Minojczyków, Mykeńczyków, Asyryjczyków, Babilończyków, Cypryjczyków i Kananejczyków. Wszystkie te cywilizacje zaangażowane były w złożoną międzynarodową sieć handlową i dyplomatyczną. Statki i karawany przewoziły surowce, kamienie szlachetne i metale, w świecie rozciągającym się od Grecji po Afganistan i od Dardaneli po Sudan. Informacje pochodzące ze stanowisk archeologicznych, archeologii podwodnej, zapisów tekstowych, datowań radiowęglowych, architektury itp. dostarczają wielu dowodów na to, że był to jedne z najbardziej zglobalizowanych czasów w historii.
    Jednak wszystko to dobiegło końca. Dla autora decydującym momentem była bitwa w 1177 roku p.n.e.(ósmym rok panowania Ramzesa III), kiedy Egipt ledwo pokonał armię najeźdźców. Ale było to zwycięstwo pyrrusowe, które nie uchroniło go przed losem innych cywilizacji. Jaka więc była prawdziwa przyczyna tych tragedii? Cline uważa, że był to złożony proces, spowodowany szeregiem kaskadowych katastrof w wysoce współzależnym świecie. Po kolei przedstawia czytelnikowi przyczyny tego co nazywa "doskonałą burzą", w której najeźdźcy(czy to żołnierze, uchodźcy, siły wewnętrzne czy wszystko na raz) byli jednym z czynników powodujących zamęt. Przemoc prawdopodobnie została wprawiona w ruch przez rozległe suszę i głód opisane na licznych tabliczkach z tego okresu. "W naszym domu panuje niedostatek. Wszyscy umrzemy z głodu", “Nasze miasto zostało splądrowane. Wiedz o tym!". Spowodowało je prawdopodobnie zmiany klimatu i liczne trzęsienia ziemi. Wg Cline'a znaczenie Ludów Morza zostało przesadzone, przedstawia więc bardziej zniuansowany obraz ukazujący je jako różne i następujące po sobie fale wojowniczych migrantów, prawdopodobnie uciekających przed katastrofami w ich własnych ojczyznach. W kilku przypadkach zajmowali oni opuszczone miasta, co wskazuje na już istniejące problemy w słabnących cywilizacjach.
    Jak zapewnia autor, studiując dzieje tego upadku możemy wyciągnąć ważną lekcję. "Nie powinniśmy uważać, że nasz obecny świat jest nienaruszalny”. Historia późnej epoki brązu daje nam doskonałą lekcję pokory, ukazując złożoności świata, w którym żyjemy oraz potęgi nad którymi nie panujemy, jak zmiany klimatyczne, które wciąż rządzą naszymi losami. Przede wszystkim jest to dobrze napisana i systematyczna praca prezentująca głębię najnowszych badań historycznych(choć były dwa czy trzy momenty w których szczegóły archeologiczne zaczynały mnie przytłaczać, ale wrażenie szybko mijało). Polecam miłośnikom historii.

    #bookmeter #historia
    pokaż całość

    źródło: ecsmedia.pl

  •  

    1 415 - 1 = 1 414

    Tytuł: Księga Gomory
    Autor: Piotr Damiani
    Gatunek: Polemika

    Kilka dni temu rozpoczęła się w Rzymie konferencja dotycząca zepsucia wśród księży i wykorzystania seksualnego w Kościele. Tego dnia przypadło również wspomnienie liturgiczne św. Piotra Damianiego, co przypomniało mi, że czasach wielkiej potrzeby(jak teraz) Bóg, w swoim nieskończonym miłosierdziu, powołuje odpowiednich świętych. Dokonywał tego w przeszłości; będzie to robił w przyszłości. Musimy to rozumieć w chwilach gdy skłaniamy się ku rozpaczy.
    Urodzony w szlachetnej ale biednej rodzinie, przyszły doktor Kościoła został osierocony w młodym wieku i gdyby nie jego starszy brat Damian(którego imię, Piotr później dołączył do swojego) młodzieniec przeżyłby swoje życie w zapomnieniu jako świniopas. Intelekt Piotra i jego pobożność sprawiły, że jego starszy brat poświęcił się dla zapewnienia chłopcu edukacji na uniwersytecie w Parmie. Piotr Damiani był ważnym “działaczem reformatorskim” w połowie XI wieku - czasach przypominających zgiełk dzisiejszego Kościoła(nie żeby kiedykolwiek doświadczył doskonałego spokoju na tym świecie). Wbrew swojemu pragnieniu cichego, monastycznego życia został wysłany do konfrontacji z “liberałami” swoich czasów i tłumami, które wzbudzili swoimi fałszywymi naukami. Jego Księga Gomory mogłaby być równie dobrze odnosić się do współczesności, z jej obnażaniem straszliwych zbrodni, zwłaszcza przestępstw seksualnych w Kościele - które następowały, jak teraz, z rozluźnienia jego nauk. Jego potępienie kwestii homoseksualizmu w szeregach duchownych opiera się przede wszystkim na trosce o dobro Boga, a nie człowieka. A jego potępienie zbrodni pedofilskich dokonanych ponad dziewięćset lat temu, z pewnością podważa usprawiedliwienia niektórych biskupów dziś, którzy twierdzą, że początkowo nie posiadali konkretnej wiedzy i psychologicznego wglądu, dzięki którym można ocenić powagę przestępstw zbrodni duchownych.
    Jest to najobszerniejsze potraktowanie i potępianie przez jakiegokolwiek doktora Kościoła pederastii i praktyk homoseksualnych wśród duchownych. Jego dyskurs jest napisany w prostym i otwartym stylu, co czyni go całkiem czytelnym i łatwym do zrozumienia. Co ważniejsze, zgodny jest z tradycyjnymi naukami kościelnymi przekazanymi od czasów Apostołów, choć niektórych współczesnych czytelników zszokować może surowość potępienia przez Damiana klerykalnych praktyk sodomicznych, a także bezlitosne kary o które prosi papieża Leona IX. Jednak to my żyjemy w czasach gdy chrześcijanie mają niewielki wzgląd na czystość wiary i słabe poczucie ciężaru grzechu. W czasach gdy dużo gada się o miłosierdziu, jednak w myśl postępu odrzuca się poważną pokutę, bez której miłosierdzie staje się pusty słowem.

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: images-na.ssl-images-amazon.com

  •  

    1 431 - 1 = 1 430

    Tytuł; Rozjemca
    Autor: Brandon Sanderson
    Gatunek: Fantasy
    ★★★★★☆☆☆☆☆

    Jest to opowieść o dwóch królestwach, dwóch siostrach, bogach karmiących się Oddechami swoich wyznawców i wojowniku o tajemniczej przeszłości. Te dwa królestwa to Idris i Hallandren. Ten pierwszy to niewielki, górzysty kraj próbując obronić swoją niezależność przed zakusami silnego sąsiada. Hallandren natomiast rządzone jest przez potężnego Króla Boga i grupę pomniejszych bóstw, będących w istocie mężczyznami i kobietami, którzy zmarli i zostali uznani za godnych powrotu. Wspomniane siostry to Vivenna i Siri, córki króla Idris. Starsza z nich od lat przygotowana była do roli żony Króla Boga, czego wymaga traktat gwarantujący pokój między królestwami. Jednak w ostatniej chwili król Idris postanawia wysłać do Hallandren młodszą Siri, sprawiającą same kłopoty i nieprzygotowaną na czekającą ją na dworze sytuację. Vivenna podąża za nią w nadziei na uratowanie jej od
    przeznaczenie, które było jej przeznaczone. Historię tę poznamy jeszcze z perspektywy Daru Pieśni - boga, który nie uważa by zasłużył na ten tytuł oraz Vashera - mrocznej i intrygującej postaci, dzierżącej żywy miecz.
    Autorowi nie można odmówić tego, że stara się urozmaicić swoje światy ciekawymi pomysłami. W tym przypadku mamy do czynienia z systememem magii opartym na wspomnianych Oddechach i nietypowym podejściu do boskości. W gatunku fantasy każdy powiew świeżości jest pożądany, więc plus dla Sandersona. Jednak poza tym nie znajduję w tej książce czegoś co wyrastałoby ponad przeciętność. Rozjemca jest raczej trywialnym fantasy opowiadającym o politycznych intrygach. Narracja choć solidna jest całkiem prosta. Główne postacie mają własne, unikalne charaktery, jednak trudno było mi znaleźć kogoś komu mógłbym kibicować. Siri i Vivenna są dość nudne. Dar Pieśni jest przynajmniej dowcipny, ale w rozdziałach mu poświęconych właściwie nic się nie dzieje. O Vasherze natomiast czytamy na tyle rzadko, że w przypadku jego postaci trudno mówić porządnej charakteryzacji. Znacznie lepiej wypadły postacie drugoplanowe. Jeśli miałbym coś tego autora polecić, to byłoby to Elantris, z ciekawszą fabułą i światem.

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: ecsmedia.pl

  •  

    1 447 - 1 = 1 446

    Tytuł: Castle of Days
    Autor: Gene Wolfe
    Gatunek: Fantastyka
    ★★★★★★★☆☆☆

    Tom ten zawiera opowiadania, eseje i listy napisane przez jednego z najlepszych i najważniejszych fantastów(w mojej opinii i nie tylko). Choć w większości teksty te pochodzą z wczesnych lat jego twórczości i napisane są raczej w lżejszym tonie, to jednak pełne są dziwaczności, fantastyczności, absurdów i cudów. Autor przedstawia czytelnikowi światy w których samochody zachodzą w ciąże, nowe zabawki prowadzą wojnę ze starymi, domy potrafią się poruszać, komputery wykonują swoją pracę zbyt dobrze, a delegaci ONZ debatują nad przywróceniem niewolnictwa. Każde z opowiadań powiązane jest z jakimś świętem(jak np. dzień matki czy wszystkich świętych), co sprawia, że ta książka staje się kalendarzem uciech fantastycznych, w którym każda uroczystość upamiętniona jest groteskowym pomnikiem.
    Wolfa wolę w dłuższych utworach, gdzie ma wystarczającą swobodę do zaprojektowania swoich zagadek i narracyjnych labiryntów. Nie mogę mu jednak odmówić sprawności w posługiwaniu się krótszą formą i w tym tomie znalazłem kilka naprawdę dobrych opowiadań. Poza nimi zawarte są jeszcze eseje na temat różnych aspektów jego magnum opus, Księgi Nowego Słońca(to głównie ta część skłoniła mnie do sięgnięcia po tą książkę). Dotyczą one procesu pisania dzieła i wpływu jakie wywarło na życie autora, archaicznych i niejasnych terminów, znaczenia imion postaci itp. Oprócz tego są jeszcze trzy sekcje poświęcone pisarzom, książkom oraz poradom pisarskim. Sporo tych tekstów dotyczy fandomu i konwentów sf, więc ta część wydała mi się najmniej ciekawa, ale i tu autor zawarł kilka perełek. Dla fanów Gene’a Wolfe’a jest to łakomy kąsek, ale i dla każdego innego czytelnika będzie to warta poświęconego czasu lektura. Ponieważ jak mało kto potrafi on opowiedzieć o tym co nienazwane, wywołując w czytelniku silne emocje.

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: t0.gstatic.com

  •  

    1 486 - 1 = 1 485

    Tytuł: Victory of Reason: How Christianity Led to Freedom, Capitalism, and Western Success
    Autor: Rodney Stark
    Gatunek: Historyczna
    ★★★★★★★☆☆☆

    Rodney Stark, socjolog zajmujący się badaniem religii, zmęczony czytaniem, że chrześcijaństwo hamuje postęp naukowy i ludzką wolność, a kapitalizm i demokracja rozwinęły się dopiero po tym, jak świeccy myśliciele wzniecili światło rozumu po wiekach obskurantyzmu średniowiecza, postanowił napisać tą książkę. Uważa, że powstanie cywilizacji Zachodu możliwe było dzięki czterem zwycięstwom rozumu.
    Pierwszym był rozwój wiary w postęp dokonany w chrześcijańskiej teologii(przejawiającą się np. możliwością lepszego zrozumienia Boga wraz z rozwojem myśli ludzkiej). Taka spoglądająca w przyszłość teologia racjonalna zachęcała do rozwoju technologicznego i organizacyjnego, co wspierane przez zakony monastyczne i średniowieczne uniwersytety przełożyło się na drugie zwycięstwo. Stark twierdzi, że dokonania te przekształciły średniowieczną filozofię polityczną, tak że demokracja rozwinęła się i rozkwitała w państwach(takich jak północne Włochy), które nie miały despotów i utrzymywały znaczny stopień wolności osobistej. Ostatni triumf związany jest z zastosowaniem rozumu do handlu, co doprowadziło do rozwoju kapitalizmu najpierw we wspólnotach monastycznych, później włoskich państwach skąd kapitalizm rozprzestrzenił się na Europę Północną. Bo choć z początku patrzono na handel czy udzielanie pożyczek nieprzychylnym okiem, to jednak w XII i XIII w. teologowie stanowczo bronili prawa do własności prywatnej i osiągania zysków.
    Jak pokazuje historia niekorzystny klimat ideologiczny może powstrzymać rozwój kapitalizmu w jego zarodku. Stark podaje przykład produkcji żelaza(między innymi). Pod koniec X w. nastąpił rozwój przemysłu żelaznego w północnych Chinach; do 1018 roku, produkowano około trzydziestu pięciu tysięcy ton rocznie. Ale pod koniec stulecia przemysł był martwy. Jak tłumaczy Stark, dwór cesarski doszedł do wniosku, że nowe bogactwo stworzone przez przemysł ma tendencję do podważania wartości konfucjańskich, a także harmonii społecznej i stabilności, ponieważ kwestionuje pogląd, że obywatele powinni być zadowoleni ze swojego państwa i nie powinni uganiać się za bogactwami. Tak więc ogłoszono monopol państwowy na żelazo i przejęto wszystko.
    Autor pokazuje, że chrześcijański Zachód uważał zysk za moralnie uzasadniony i że opracował pojęciowy aparat przyjazny dla rynku. Tak np. Albert Wielki utrzymywał, że sprawiedliwa cena odpowiada temu, czemu "warte są towary według szacunków rynku w momencie sprzedaży", a nie kosztowi produkcji jak uważali niektórzy. Stark zwraca również uwagę na pogląd Tomasza z Akwinu, że sprzedawca zboża, wiedząc, że dodatkowe dostawy są w drodze, nie ma moralnego obowiązku ujawniania tych informacji swoim klientom(chociaż może to być szczególnie cnotliwe dla niego).
    Napisano wiele książek tłumaczących sukces osiągnięty przez Zachód poprzez jego lepsze położenie geograficzne, technologie czy możliwości handlowe. Jednak autorzy tych książek nie wzięli pod uwagę faktu, że wiara w rozum, zakorzeniona w chrześcijańskiej teologii umożliwiła te wszystkie przewagi. Zaletą książki Starka jest zwrócenie uwagi na to. Chociaż w swej gorliwości, by obalić powszechne mity, autorowi zdarzyło się kilka razy przesadzić wielkość zbawiennych wpływów chrześcijaństwa. Z drugiej strony zbyt lekceważy cywilizację rzymską, którą uważa za niekompetentną technologicznie i moralnie upadłą(wszyscy ci niewolnicy...). Wszakże uważam, że Stark prezentuje przekonujące argumenty, a sama książka jest bardzo zajmująca.

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: t3.gstatic.com

  •  

    1 501 - 1 = 1 500

    Tytuł: Władca pierścieni
    Autor: J. R. R. Tolkien
    Gatunek: Fantasy
    ★★★★★★★★★★

    Okładki tej książki są wrotami do prawdziwego świata. Choć wiele dzieł fantastyki przenosi czytelnika w swoje wymyślone, fantastyczne światy, to jedynie Tolkienowi mógłbym uwierzyć, że jego kronika wojny o pierścień przedstawia nam zapomniane przez historię dzieje pradawnej krainy. Nie da się przewrócić strony, by nie wzburzyć nagromadzonego pyłu historii.
    Czytanie o losach drużyny pierścienia sprawia tak wielką radość, ponieważ odnosi się do intensywnego pragnienia w każdym z nas - tęsknoty za rzeczami nie z tego świata: nieziemskiej prawdy, dobra i piękna(dlatego też jest to jedno z wielkich chrześcijańskich dzieł). Tolkien pokazuje nam prawdziwy heroizm - nie tylko opisując nam męstwo swoich bohaterów, ale także pokazując, że my sami wierzymy w bohaterów.
    Nie dokonałby tego bez mistrzowskiego opanowania języka. W jego rękach nie jest on jedynie narzędziem do przekazywania myśli. Niektórym czytelnikom przeszkadzają zbyt obszerne opisy, ale wg mnie są one nieodzowne. Weźmy dla przykładu trzy lasy opisane w tej trylogii(Stary Las, Lothlórien i Fangorn); mają one więcej charakteru niż wiele postaci pomniejszych dzieł fantasy. Z samego opisu łatwo domyślić się w którym z nich znaleźli się bohaterowie.
    Dotyczy to niemal wszystkiego. Jest to jeden z powodów, dla których tak wiele przedmiotów ma własne nazwy - ponieważ mają indywidualne osobowości. Róg Boromira, wielki róg Helma czy piskliwy alarm rogów, których hobbici używają do wzbudzenia Shire są niezapomniane. Słyszymy ich dźwięki w sercach, nawet jeśli nigdy nie słyszeliśmy ich w uszach.
    Drugim częstym zarzutem stawianym Tolkienowi jest to, że jego postacie są płytkie moralnie, jedynie białe lub czarne. Jednak poza Tomem Bombadilem trudno byłoby znaleźć postać nie przejawiającą jakichś złych cech czy nie ulegającej jakiejś pokusie. Nawet słudzy Saurona nie są przedstawiani jedynie jako niegodziwe bestie(vide refleksja Sama nad ciałem zabitego południowca). Autor portretuje zło zarówno w jego imponujących oraz złożonych(Denethor) jak i bardziej odrażających i zdepersonalizowanych(Rzecznik Saurona) aspektach. Tolkien potrafi przedstawić szlachetne wyżyny i żałosne głębiny do których zdolny jest Saruman. Gallum prawie odpokutowuje swoje winy i nawet Sauron był niegdyś piękny, uzdolniony i na tyle ujmujący, by oszukać Noldorów. Tak samo jak w naszym świecie, w Śródziemiu walka między dobrem a złem przebiega przede wszystkim w sercu każdego indywidualnego człowieka.
    Władca pierścieni jest jednym z niewielu arcydzieł fantasy, ale przede wszystkim wykracza poza granice gatunku i jest klasykiem literatury w ogóle. Jedynym w swoim rodzaju. Władca pierścieni upewnia nas w przekonaniu(zarówno poprzez swoje przesłanie jak i samo istnienie), że ciemność nie może trwać wiecznie.

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: jrrtolkienbibliography.com

  •  

    1 526 - 1 = 1 525

    Tytuł: Twórca
    Autor: Jorge Luis Borges
    Gatunek: Zbiór opowiadań
    ★★★★★★★★★☆

    Zbiór ten powstał z opowiadań, wierszy, przypowieści, szkiców i apokryficznych cytatów które, jak czytamy we wstępie, nagromadziły się na dnie szuflady biurka pisarza. Nie są to jednak przez to teksty poślednie czy marginalne dla tego autora. Wprost przeciwnie! Jest to subtelny i prawdziwie osobisty obraz umysłu genialnego człowieka oraz doświadczeń, które przez długie lata jego życia pomogły go ukształtować.

    Człowiek podejmuje dzieło malowania świata. Z upływem lat zaludnia przestrzeń obrazami prowincji, królestw, gór, zatok, okrętów, wysp, ryb, pokoi, instrumentów, gwiazd, koni i ludzi. Na krótko przed śmiercią odkrywa, że ten cierpliwy labirynt linii kreśli obraz jego twarzy.

    Każdy kto miał styczność z tym argentyńskim pisarzem będzie wiedział czego spodziewać się po tym tomiku. Magiczna proza tych krótkich utworów, przepełniona erudycją i błyskotliwością, zawiera wiele tematów charakterystycznych dla Borgesa: czas, nieskończoność, sny, tygrysy, lustra, sztylety, gauczowie, Homer, Dante, Szekspir, Cervantes, mitologia nordycka, arabskie podania itp. Jest to z pewnością jedna z jego najlepszych książek i na pewno będę do niej wielokrotnie wracać.

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: kwadryga.com

  •  

    1 544 - 1 = 1 543

    Tytuł: Polaris
    Autor: Jack McDevitt
    Gatunek: Science fiction
    ★★★★★★★☆☆☆

    Na luksusowym statku kosmicznym "Polaris", elitarna grupa uczonych i wpływowych osób przebywa tysiące lat świetlnych by zobaczyć spektakularne zjawisko - zderzenia białego karła z gwiazdą Delta Karpis. W drodze powrotnej jednak wszyscy znajdujący się na pokładzie zniknęli bez śladu. Dziesiątki lat później znany sprzedawca antyków, Alex Benedict, postanawia odkryć prawdę, gdy podczas wystawy podczas poświęconej ostatniemu lotowi "Polaris", w zamachu bombowym zniszczone zostają prawie wszystkie pamiątki. Ktoś bardzo nie chce by tajemnica wyszła na jaw.
    Jest to całkiem przyjemne połączenie science fiction z powieścią detektywistyczną. Fantastyczny świat w którym dzieje się historia jest traktowany przez autora dość swobodnie i służy jedynie wymogom fabuły, ponieważ choć mówimy o utopii z dalekiej przyszłości, to życia jej mieszkańców niewiele różnią się od naszych. Co prawda mogą podróżować w dalekie zakątki galaktyki, ale w wolnym czasie oglądają programy telewizyjne i wędrują w górach. Żyją zwykłym życiem, tylko w tle mając tysiącletnie imperia i kultury powstające i znikające w mgle czasu.
    Drugi składnik powieści to praca detektywistyczna, której podejmuje się Alex i jego asystentka Chase(z której perspektywy poznajemy fabułę). Bohaterowie szukają tropów i przesłuchują świadków; każdy fan tego gatunku powinien być usatysfakcjonowany. Nie jest to jakaś wybitna lektura, ale dobrze napisana i potrafiąca zaciekawić swoją tajemnicą.

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: 106006541o.jpg

  •  

    1 587 - 1 = 1 586

    Tytuł: Grobowiec w Sewilli. Podróż przez Hiszpanię u progu wojny domowej
    Autor: Norman Lewis
    Gatunek: Reportaż
    ★★★★★★★☆☆☆

    Jest to dość krótka relacja z podróży do Sewilli odbytej przez pisarza Normana Lewisa i jego szwagra Eugene Corvaja. W latach 30. XX wiek obaj panowie podjęli próbę odnalezienia grobowca przodka rodziny Corvaja, która jednak zbiegła się w czasie z pierwszymi walkami wojny domowej. To co miało być szybką i prostą wycieczką, okazuje się być ryzykowną eskapadą. Zmuszeni okolicznościami młodzi wędrowcy przemierzają kraj szukając najbezpieczniejszej - a czasem jakiejkolwiek dostępnej - drogi. Podróż która rozpoczyna się w prowincji Nawarry, wiedzie przez Saragossę, Madryt, Salamankę, Portugalię aż do Sewilli.
    Te niedogodne warunki pozwalają lepiej poznać niezwykłe miejsca i ludzi. Lewis wspomina jak zmuszony był przebyć sto mil piechotą, spać w jaskiniach, unikać ognia snajperskiego i odwieść szwagra(zwolennika komunizmu) od wstąpienia do międzynarodowych brygad.
    Książka charakteryzuje się zarówno płynnością jak i oszczędnością stylu. Ma się uczucie jakby czytało się list z podróży pisany do przyjaciela. Choć czasami miałem wrażenie jakby dystans czasu jaki minął od odbycia podróży do napisania tej relacji(ponad 70 lat) sprawił, że za pisanymi słowami nie tyle kryją się żywe wspomnienia, ile wielokrotne opisy i relacje, które je zastąpiły. To wrażenie jednak nie przysłaniało mi wyrażanego zdumienia i zachwytu odkrywania nowych miejsc, a także wyczucia jakie autor ma dla oglądanej kultury nękanej przez wojnę. Polecam książkę wszystkim chcącym przeczytać o hiszpańskiej krainie, którą trudno byłoby dziś znaleźć.

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: czarne.com.pl

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika Vivec

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.