•  

    Dzisiaj moja matka umarła. Znalazłam ją zimną, z otwartymi oczami i ustami, na których jak codzień była zakrzepnięta krew. Przycisnęłam swoją głowę do jej piersi, podłożyłam dłoń pod jej usta, nic nie czułam. Wiedziałam, że to już koniec, przytuliłam ją do siebie.
    Próbowałam ją reanimować, ale czułam tylko, że dotykam bezwiedne, wychudzone ciało, słyszałam trzask pękających żeber i gulgot, wśród którego próbowałam wyłapać chociaż najpłytszy oddech.

    Kilka godzin później widziałam ją już po raz ostatni, w nowych ubraniach, po raz pierwszy bez grymasu bólu, nie walczącą z własną śliną i oddechem, bez nieobecnego, mętnego wzroku, który wskazywał, że jej mózg już prawie całkowicie obumarł. Bez kroplówki z zakrwawionym wenflonem, hałasującej maski tlenowej, sterty pieluch, w chłodnym, czystym pokoju

    Jeszcze ostatniego sylwestra siedziałyśmy razem przy stole, była cicha, spokojna, ale uśmiechnięta. Była najważniejszą osobą w moim życiu. Jej jedynym wymaganiem względem mnie było to, żebym w przeciwieństwie do niej była szczęśliwa. Całe swoje życie podporządkowała szczęściu innych osób. Od siebie tylko wymagała. Przez ostatnie lata obserwowałam jak powoli traci siły, jak godzi się z tym, że jej choroba wkrótce zbierze swoje żniwo. Próbowałam ją wspierać, chciałam żeby czuła, że dla mnie ciągle jest tą samą, sprawną, silną osobą, bo wiedziałam, że chce, żeby ją tak postrzegać. Wkrótce i ja się poddałam.

    Codziennie patrzyłam na nią i miałam nadzieję, że ten koszmar się dla niej jak najszybciej skończy. Wiem, że dobrze się stało, ale i tak jest mi tak cholernie przykro. Od miesięcy nie mogę znaleźć przyjemności w niczym. Moja przyszłość najprawdopodobniej będzie wyglądać tak jak jej. Moje życie polega tylko na zabijaniu czasu.

    W tym momencie nie wiem co mam ze sobą zrobić. Chcę po prostu spać i obudzić się, kiedy będę w stanie czuć cokolwiek poza obojętnością i smutkiem.

    #depresja #samotnosc

    Za chwilę pewnie i tak to usunę
    pokaż całość

  •  

    Jak długo trwa akceptacja wypłaty z #picodi do banku? Pierwszy raz wypłacam
    #cashback

  •  

    351 + 1 = 352

    Tytuł: Wywiad z problematem
    Autor: Prawdopodobnie problemat
    Gatunek: fantasy, science fiction
    Ocena: ★★★★★☆☆☆☆☆
    Liczba stron: 2137

    Wywiad jest krótki, ścierają się w nim dwie znane wszystkim, kompletnie odmienne od siebie osobowości. Pierwszą z nich jest @problemat, pseudonim „akademik” lub „profesor”, charyzmatyczna, lecz bardzo kontrowersyjna postać, która swoimi ostrymi jak brzytwa opiniami, prześmiewczymi recenzjami, których granica między pastiszem a pastwienie się zawsze była niemal zatarta, napsuła krwi wielu fanom LotR-a i Steinbecka. Fan książek o wielorybach

    W przeciwnym narożniku stoi @George_Stark, jeden z dominantów poprzedniej edycji bookmeter. Człowiek niewątpliwie ze smykałką do recenzowania, niebojący się własnych opinii, niestety muszę odjąć mu punkty za brak uczestnictwa w #booktalk, ale generalnie bardzo sympatyczny użytkownik.

    Wywiad w rzeczywistości jest najprawdopodobniej fikcją literacką, są pewne spekulacje na temat faktycznego uczestnictwa w nim @George_Stark, jednak z pewnością można stwierdzić, że nie brał w nim udział @problemat, ponieważ taka osoba w ogóle nie istnieje. Swoją opinię argumentuję tym, że nie jest możliwe istnienie tak idealnego człowieka. Słynny wykopowy koneser jest w rzeczywistości zjawą, sumą wszystkich grzechów użytkowników #bookmeter, która przyszła by karać nas za zbyt małe sławienie Gombrowicza. Istnieje legenda, że za każdą przeczytaną książkę tego autora, tuż po przewróceniu ostatniej kartki, usłyszysz ciche klaskanie, a oświetlenie w twoim pokoju zmieni się na fioletowo-różowe.

    Zarówno pytania jak i odpowiedzi są dość proste i oczywiste dla kogoś, kto już wcześniej spotkał się z twórczością autora. Wyłania się z nich obraz bardzo pewnego siebie, prawdopodobnie młodego człowieka, który może z pozoru wydawać się czyimś alter ego, kreacją artystyczną, ale już wiemy, że jest to tylko ułuda szerząca propagandę książek, których nikt już nie czyta, bo jako społeczeństwo dojrzeliśmy do tego, by nie porywać się na coś, co jest nudne i prawdopodobnie i tak tego nie zrozumiemy, i wolimy współczesną, często równie wartościową literaturę.

    Nie podoba mi się brak odpowiedzi na jedno z pytań. Uważam, że jest to podstawa szacunku do czytelnika. Jeśli twoim celem rzeczywiście jest edukowanie innych, inni powinni mieć szansę, żeby cię poznać, żeby później ci zaufać. Nikt nie pójdzie za tobą w ciemno, musisz pokazać tłumowi, że go słuchasz i jesteś wyrozumiały dla jego niewiedzy

    Na zachętę daję 3/10, co jest większe niż 2/10 oraz mniejsze od 4/10. Uważam, że to sprawiedliwa ocena. Życzę dalszych sukcesów autorowi i czekam na publikację, która rzeczywiście pokaże jego erudycję i wiedzę o literaturze.

    pokaż spoiler Przepraszam za shitpost, już nie będę ( ͡° ͜ʖ ͡°)


    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #problematycznie #fantasybookmeter #sciencefictionbookmeter
    pokaż całość

    źródło: 844506C9-7109-4F17-BE62-2DDD35CC4947.jpeg

  •  

    Jako zarówno piesza, jak i kierowca, mogę stwierdzić, że przepis nakazujący przepuścić pieszego wchodzącego na przejście jest najlepszym, co spotkało polskie drogi od przynajmniej kilkunastu lat.

    Sytuacja z dzisiaj. Stoję przed przejściem, jest już dosyć ciemno, więc średnia widoczność. Najpierw zatrzymuje się jeden samochód, potem zatrzymuje się auto z przeciwnego kierunku, które skręca w lewo i, to chyba pierwszy raz kiedy widzę to z perspektywy pieszego, auto na prawym pasie nie wyprzedza auta, które ma włączony kierunkowskaz i również grzecznie się zatrzymuje. Wszystko powoli, płynnie, bez gwałtownego hamowania. A to wszystko w małym mieście, gdzie jako dziecko kilka razy musiałam uciekać przed samochodziarzami (specjalnie małą), bo inaczej albo stałabym przed przejściem do rana, albo wylądowałabym pod kołami
    Byłam tak pod wrażeniem, że aż pokazałam kciuka w górę Panom Kierowcom (specjalnie wielką). Wiem, że to powinna być norma, ale póki w wielu miejscach dopiero się ona kształtuje, to warto chwalić takie postępy.
    Codziennie chodzę na długi spacer i widzę wyraźną poprawę bezpieczeństwa. Nadal nie jest idealnie, niektórzy nadal jadą bezmyślnie do przodu uważając, że są najważniejszym uczestnikiem ruchu, ale nawet w przypadku tych, którzy się nie zatrzymują widzę, że przynajmniej zwalniają.

    I nie wiem jak inni, ale z perspektywy kierowcy nie widzę, by po zmianie piesi nagle wyskakiwali na przejście i zaskakiwali biednych kierowców. Może niektórzy przechodzą pewniej (o co nikt nie powinien mieć pretensji, bo pieszy powinien czuć się na przejściu pewnie), ale najczęstszą postawą jest nadal ostrożność i ograniczone zaufanie, i bardzo dobrze, bo nigdy nie ma się pewności czy spotka się na drodze potencjalnego mordercę, a nasze życie jest zawsze ważniejsze od naszych praw.

    Wcześniej podjeżdżanie pod zderzak, niecierpliwe wychylanie się, było absolutną normą w sytuacji, kiedy zwalniałam, podjeżdżając pod przejście. Raz zostałam strąbiona za to, że dostosowałam prędkość do pojazdu, który skręcał z innego pasa w lewo. Odnoszę wrażenie, że przynajmniej w miejscach, w których ja jeżdżę, jeździ się teraz przede wszystkim wolniej. Nadal nie idealnie, do tego bardzo dużo brakuje, ale spokojniej.

    Teraz tylko oduczyć samochodziarzy parkowania na chodnikach, robienia z każdego skrawka wolnej przestrzeni dzikiego parkingu, niszczenia trawników, a może będzie się dało normalnie funkcjonować jako pieszy.

    #prawojazdy #polskiedrogi #przepisydrogowe #oswiadczeniezdupy
    pokaż całość

    źródło: embed.jpg

    •  

      @RudyKasztanek:

      nie jest tak, że piesi mają pierwszeństwo

      Bzura.
      Art 13. 1a. „Pieszy znajdujący się na przejściu dla pieszych ma pierwszeństwo przed pojazdem. Pieszy wchodzący na przejście dla pieszych ma pierwszeństwo przed pojazdem, z wyłączeniem tramwaju.”

      Piesi tak samo jak wcześniej nie mogą od tak wejść na przejście dla pieszych

      Co według ciebie znaczy „od tak”? Bo według kodeksu są tylko dwa wyjątki

      Art. 14. a) „bezpośrednio przed jadący pojazd, w tym również na przejściu dla pieszych,
      b) spoza pojazdu lub innej przeszkody ograniczającej widoczność drogi;”

      Edit. jeszcze przebieganie, o którym wspomniałam wcześniej

      W innym przypadku twoim obowiązkiem jest umożliwić pieszemu przejście

      Gdyby piesi nie uważali (zgoda, że nie we wszystkich, ale w większości przypadków) to uwierz mi, że posłaliby o wiele, wiele więcej bezmyślnych osób do więzienia.
      Na szczęście czasy się zmieniają, miasta powoli przestają być samochodocentryczne na rzecz komunikacji miejskiej, rowerzystów i pieszych. I bardzo dobrze, może kiedyś nasza kultura drogowa dogoni Zachód, chociaż sądząc po postawach niektórych, nie będzie to ani szybki, ani prosty proces
      pokaż całość

    •  

      @Wypok2: jakby nie mam argumentów, po prostu niech ludzie wchodzą na ulice nie rozglądając się, przecież mają pierwszeństwo.

      Tak jak dotychczas, jeśli pieszy ma pierwszeństwo, ale wejdzie pod samą maskę jadącego auta, to będzie wina pieszego, jeśli kierowca będzie jechał za szybko, jeśli powinien mieć szansę wyhamować i tego nie zrobi, bo nie zauważył, bo się gapił w telefon, albo jak napisałem - jechał za szybko , to wina jest kierowcy.

      Natomiast logika tego przepisu jest bardzo specyficzna, tak to widzę troszkę, jakby w idealnych warunkach, gdzie widać przejazd kolejowy z daleka, dać kierowcy bezwzględne pierwszeństwo przed pociągiem - no i ok, pewnie będą tacy którzy będą jeździć bez zastanowienia, bo mają pierwszeństwo i będą tacy jak ja, którzy powiedzą, że ten przepis jest chory i będą się zatrzymywać przed. A patrząc w dużym mieście po ludziach - zupełnie potrafią nie spojrzeć na drogę przed wejściem na przejście, telefon przed twarzą, albo przy uchu, albo słuchawki, kaptur na głowie i idą jakby jutra miało nie być. Przepisy przepisami, ale trzeba trochę rozsądku w sobie mieć.

      i nie może to być bzdura, skoro "Pieszy znajdujący się na przejściu dla pieszych ma pierwszeństwo przed pojazdem. Pieszy wchodzący na przejście dla pieszych ma pierwszeństwo przed pojazdem, z wyłączeniem tramwaju." i " a) „bezpośrednio przed jadący pojazd, w tym również na przejściu dla pieszych,
      b) spoza pojazdu lub innej przeszkody ograniczającej widoczność drogi;”" się po prostu wykluczają i mówią dokładnie o tym o czym pisałem w pierwszym poście.

      Ale jak napisałem wyżej - pozwólmy mieć swoje zdanie na ten temat i pozwólmy ludziom bezmyślnie (zgodnie z prawem) wchodzić na ulice bez zastanowienia, bo mają pierwszeństwo :)

      A przed tramwajami też bym dał pieszym pierwszeństwo, z jakiej racji nie ?

      spokojnego wieczoru
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (15)

  •  

    81 + 1 = 82

    Tytuł: Miasto ślepców
    Autor: José Saramago
    Gatunek: literatura piękna
    ISBN: 9788375102482
    Tłumacz: Zofia Stanisławska-Kocińska
    Wydawnictwo: Rebis
    Liczba stron: 348
    Ocena: ★★★★★★★★★☆

    Krótka piłka - jeśli komuś podobało się „Jestem legendą”, „Bastion”, a przede wszystkim „Droga”, to powinien sięgnąć również po „Miasto ślepców”. Od pierwszych stron, od surowego stylu opowiadania, motyw zagłady ludzkości, brutalność, po ogólny klimat, książki te (szczególnie ostatnia) są do siebie dość podobne. Nie potrafię wybrać, która mi się bardziej podoba, bo według mnie obie są genialne. Powieść McCarthy’ego jest bardziej emocjonalna, a Saramago bardziej emocjonująca, obie na pewno zapadają w pamięć.

    Fabuła jest prosta - pewnego razu z samochodu wychodzi mężczyzna i na środku drogi krzyczy, że przestał widzieć. Z czasem okazuje się, że jest pacjentem 0 podczas epidemii białej ślepoty. Nowi pacjenci trafiają do szpitala psychiatrycznego, który na czas epidemii przekształca się w izolatkę dla ślepców. Pierwsi przybysze skupiają się w grupkę złożoną z różnych ludzi, o różnym statusie społecznym, moralności, doświadczeniu życiowym. Wśród nich znajduje się kobieta, która jako jedyna na oddziale nie jest dotknięta chorobą. Z perspektywy tej osoby obserwujemy otoczenie.

    Książka jest tak naprawdę o ludziach. O instynkcie przetrwania, o bezsilności, o tym jak łatwo jest złamać człowieka, pozbawić go człowieczeństwa. O radzeniu sobie w grupie i o koniecznych kompromisach. O myśleniu o drugim człowieku, pozbawieniu się uprzedzeń i stereotypów. Wszystko ubrane we wciągającą, błyskawiczną w czytaniu fabułę.

    Uwielbiam takie książki, które są z pozoru proste, ale mają sobą wiele do przekazania. Podobają mi się również takie, w których zestawieni są różnorodni bohaterowie, którzy na skutek życiowych perturbacji muszą ze sobą współpracować i na koniec czegoś się od siebie uczą. Ta powieść właśnie taka jest.

    Jedyny problem jaki miałam był z tym, że początkowo nie mogłam się przyzwyczaić do zapisu dialogów, które nie były niczym oddzielone od reszty, przez co tekst wydawał mi się zbyt zbity. Gdy już się wciągnęłam w historię, kompletnie przestało mi to przeszkadzać.

    Szybko w tym roku udało mi się trafić na perełkę. Bardzo polecam

    Wspomnę jeszcze o tym, że autor jest noblistą i powstała jakaś ekranizacja, ale chyba średnia

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #literaturapieknabookmeter
    pokaż całość

    źródło: embed.jpg

  •  

    63 + 1 = 64

    Tytuł: Wszystko jak chcesz. O miłości Jarosława Iwaszkiewicza i Jerzego Błeszyńskiego
    Autor: Jarosław Iwaszkiewicz, Anna Król
    Gatunek: biografia, autobiografia, pamiętnik
    ISBN: 9788365089083
    Wydawnictwo: Wilk&Król
    Liczba stron: 528
    Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

    Ale przybyło ostatnio ludzi. Mam nadzieję, że zobaczymy się w tak zacnym gronie również w grudniu ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

    Co do książki, to jest to zbiór listów pisanych przez Jarosława Iwaszkiewicza do Jerzego Błeszyńskiego. Pierwszego pana raczej nie trzeba przedstawiać, pisarz, poeta, współtwórca Skamandrytów, o których męczyła chyba każda polonistka w szkole średniej, naczelny gej Polski w okresie międzywojennym. Tę ostatnią „ciekawostkę” możecie kojarzyć np. z wydanego niedawno „Hiacynta”, bo na pewno nie z polskiej szkoły.

    Podeszłam do tej pozycji z przekonaniem podpartym recenzjami, że jest ona o zakazanej miłości, nieszczęśliwym uczuciu starszego mężczyzny do nieuleczalnie chorego chłopaka, toksycznej relacji, która zakończyła się we wzruszający i tragiczny sposób.
    Tylko że tak nie do końca jest

    Książka zaczyna się od informacji o śmierci adresata listów. W takiej kolejności trudno byłoby kogokolwiek wzruszyć, chociaż znam akurat przykład, w którym ten zabieg się udał. Tutaj, moim zdaniem, zupełnie nie. Również pośmiertne listy na to nie wpłynęły.
    Relacja była jak najbardziej toksyczna, ale wbrew intencjom Iwaszkiewicza z korespondencji nie wynika, by całą winę za to ponosił Błeszyński. Iwaszkiewicz był w mojej opinii jeszcze gorszy.
    Czy była to miłość zakazana? Szczerze mówiąc, to ani to nie była miłość, a w kręgach artystycznej Warszawy, w otoczeniu bogatych i wpływowych ludzi, nie była też specjalnie zakazana.

    Jeśli miałabym podsumować całą tę historię, to powiedziałabym, że koncentruje się ona na życiu starego erotomana, który miał pieniądze, by spełniać swoje seksualne fantazje, a później przekładać je na swoją twórczość, i jego stosunkach z mężczyzną lekkich obyczajów, który starał się jak najmocniej wydoić z pieniędzy swojego klienta. Trudno powiedzieć, by Błeszyński był chociaż biseksualny. Raczej był po prostu przyzwyczajony do wygodnego życia.

    Iwaszkiewicz też nie wydaje mi się homoseksualny, chociaż on sam twierdził co innego. Praktycznie cały czas wspomina o „pięknych kobietach”, okazyjnie z nimi sypia, w pewnym momencie nawet jego kochanek jest zazdrosny o swoje partnerki. Czuć jednak jego niechęć w stosunku do kobiet, traktuje je bardzo przedmiotowo (młodych mężczyzn zresztą też), w pewnym momencie pisze wprost, że ich „nie lubi”. Czyli wychodzi, że jest bardziej biseksualnym incelem niż gejem.
    Prawdopodobnie wychodzi ze mnie cynizm, ale taki obraz wyłonił mi się z korespondencji.

    Trudno mi było do któregokolwiek z bohaterów odczuć sympatię. Może tylko do Hanny Iwaszkiewicz, która zdawała się rzeczywiście kochać i wspierać swojego męża, mimo że jego ciągłe zdrady niewątpliwie ją raniły.
    Iwaszkiewicz starał się przedstawić siebie w jak najlepszym świetle, ale pomimo niewątpliwego talentu literackiemu, chwilami nie udaje mu się to robić. W tych fragmentach widać jego rzeczywistą pogardę do Błeszyńskiego, do jego inteligencji, zachowania, zainteresowanie wyłącznie jego wyglądem, okłamywanie go, traktowanie jak tanią prostytutkę. Co ciekawe, w listach pośmiertnych ten negatywny stosunek wręcz narasta.

    Tyle jeśli chodzi o moje subiektywne odczucie jeśli chodzi o bohaterów, a co do samej książki, to jest całkiem interesująca. Męczy ciągle umizgiwanie się autora listów do swojego kochanka, ale z drugiej strony dostajemy też sporo informacji na temat pracy i podróży Iwaszkiewicza, jego relacji z innymi znaczącymi w świecie kultury osobami. I tak, to są listy, więc teoretycznie głupio je oceniać pod względem literackim, ale z drugiej strony odnoszę wrażenie, że autor doskonale wiedział, że jego korespondencja zostanie później wydana. Z pewnością był nietuzinkową, lubiącą być w centrum uwagi postacią

    Polecam, chociaż pozycja nie dla każdego, bardziej dla tych, których interesuje ten konkretnie poeta.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #biografiabookmeter #autobiografiabookmeter #pamietnikbookmeter
    pokaż całość

    źródło: 4DD8F761-7857-4C7C-B9C8-C893FC7CCB74.jpeg

    +: nastycanasta, p.........m +9 innych
  •  

    Kolejny raz utwierdzam się w przekonaniu, że wykop to jakaś alternatywna rzeczywistość. W prawdziwym życiu, gdy mówisz, że dużo czytasz, reakcje są zawsze neutralne albo pozytywne.
    „Też czytam, ale chciałbym więcej”
    „Polecisz coś?”
    „Szanuję, mnie zniechęciły do tego lektury”
    „Obejrzałem ostatnio serial x, bardzo różni się od książki?”
    „Co teraz czytasz?”
    „Więc ostatnio przeczytałem Mroza…”

    A na wykopie? Za każdym razem wyrzyg freethinkerów, którzy dosłownie szczycą się tym, że nie czytają, i próbują umniejszyć wszystkim osobom czytającym, przypisując im cechy, z którymi może spotkali się na grupkach na fb, a których nigdzie indziej nie widziałam, a już na pewno nie na mirko.
    - Halo, ja nie czytam. TY CZYTASZ? xddd PEWNIE MROZA I LIPIŃSKĄ. Reportaże? Reportaże czyta się błyskawicznie, ja oglądam DOKUMENTY. Fantastykę? BOŻE, ILE MASZ LAT, 5? Tak, ja też przeczytałem Harry’ego Pottera, miałem wtedy 2 lata i stwierdzony autyzm. Czy już mówiłem, że Rowling jest najlepszą osobą na świecie? Książki popularnonaukowe? A może zacząłbyś naukowe, chociaż nie, pewnie są dla ciebie za trudne. Noblistów, laureatów Pulitzera i Bookera? Książki dla lewactwa i wiadomo, że wyniki są ustawione. Przecież Tokarczuk to jakiś bełkot. W ogóle poczytałbyś rozprawki filozoficzne po łacinie, beletrystyka nie jest niczym wymagającym, a przy czytaniu musisz CIERPIEĆ. Sorry, muszę kończyć, śpieszę się na mój ulubiony serial na Netflixie. Co, pewnie czujesz się z tego powodu ode mnie lepszy? PRZESTAŃ MNIE PRZEŚLADOWAĆ, PRZECIEŻ TELEPATYCZNIE WIEM, ŻE W GRUNCIE RZECZY CZUJESZ SIĘ ODE MNIE LEPSZY. Dobra, na razie, widzę, że zabrakło ci argumentów, idź czytać swoje bezwartościowe książki
    -…

    Regularnie przeglądam tagi książkowe od 2 lat i ta narracja powtarza się cały czas, a jej autorzy chyba ciągle myślą, że są wyjątkowi w swojej opinii.
    Nie mam żadnego podsumowania, po prostu marzy mi się, żeby osoby nieczytające nie zaglądały na tagi książkowe, jeśli nie widzą w nich nic dla siebie. Chyba obu stronom będzie się wówczas żyło lepiej.

    #ksiazki #czytajzwykopem
    pokaż całość

  •  

    AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAaaaaaaaaaaaaa
    #topwszechczasow

  •  

    2344 + 1 = 2345

    Tytuł: Posełki. Osiem pierwszych kobiet
    Autor: Olga Wiechnik
    Gatunek: reportaż
    ISBN: 9788379760978
    Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie
    Liczba stron: 482
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    „Posełki” to reportaż na temat pierwszych kobiet, które zostały politykami w Polsce. Główną bohaterką jest Zofia Moraczewska - feministka, członek lewicowej partii, osoba, która dała przykład polskim kobietom, by walczyły o swoje prawa. A blisko 100 lat temu było o co walczyć. Stara konstytucja RP w stosunku do kobiet odnosiła się mniej więcej tak, jak my obchodzimy się dzisiaj z psami. Nie może głosować, nie może dziedziczyć, nie może podjąć pracy bez zgody swojego pana (męża), jej zdanie jest na równi ze zdaniem osób upośledzonych i ubezwłasnowolnionych, ogólnie jest mnóstwo tego rodzaju smaczków, które nie są tylko konwencją, a realnym prawem.

    Kobiety same musiały wywalczyć sobie równość, pełnie praw i wolność. Reportaż poświęcony jest właśnie tym odważnym jednostkom, który zdecydowały się zburzyć stary ład, by dać początek nowej, o wiele sprawiedliwszej Polsce.
    Świetny reportaż, jeśli kogoś interesuje temat pierwszej fali feminizmu, to będzie mu się bardzo dobrze czytało. Książka porusza bardzo ważny temat i życzyłabym sobie, żeby szczególnie w obecnej sytuacji w Polsce jak najwięcej kobiet ją przeczytało. Niektóre zdania przeciwników pierwotnej formy feminizmu, polityków i innych wszelakiej maści konserwatystów i bigotów można wprost przekleić w usta współczesnych ludzi i nikt nie poczułby dysonansu. Niestety.

    Dzisiaj próbowałam się nie rozpisywać o książce, chciałam za to złożyć najserdeczniejsze życzenia całej społeczności #bookmeter i #ksiazki, mam nadzieję, że mało jest wśród nas antybohaterów z tego reportażu.
    Chciałabym życzyć wam wszystkim:
    - odbanowania @problemat
    - większych stoków Mag-a
    - wznowienia Hyperiona (w sensie, mnie to obojętne, ale wiem, że wy chcecie xD) I pierwszych części ABŚ w twardej
    - mnóstwa pieniędzy na książki, bo taniej już na pewno nie będzie
    - pogodzenia się zwaśnionych fanów Pana Lodowego Ogrodu i jego hejterów (pozdrawiam cię @Whoresbane)
    - żeby nikt nie cytował Orwella jako przeciwnika socjalizmu a nie totalitaryzmu

    I czego tam tylko chcecie. Pozdrawiam szczególnie wszystkich stałych recenzentów i komentujących i mam nadzieję, że wspólnie w przyszłym roku przeczytamy jeszcze więcej książek i nadal będziemy tak zgraną i nietoksyczną grupą ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗ

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem
    pokaż całość

    źródło: E3BD08BF-13F7-4DE0-9AA3-FD732D67A964.jpeg

  •  

    W ramach zalando pre-owned oprócz kredytu do wykorzystania dostaje się jeszcze jakiś kod rabatowy? Bo Załęski coś mówił, ale zazwyczaj gada głupoty, więc nie wiem
    #zalando #streetwear #modameska #modadamska

  •  

    2293 + 1 = 2294

    Tytuł: W ciemnej dolinie. Rodzinna tragedia i tajemnica schizofrenii
    Autor: Robert Kolker
    Gatunek: reportaż
    ISBN: 9788381913157
    Tłumacz: Jan Dzierzgowski
    Wydawnictwo: Czarne
    Liczba stron: 416
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    O książce dowiedziałam się z wpisu mirabelki @lukija

    Jest to reportaż poświęcony rodzinie Galvinów, w której aż 6 osób cierpiało na schizofrenię. Bohaterowie wychowywali się jednak w czasach, gdy wiedza na temat psychiatrii była na bardzo niskim poziomie, za chorobę obwiniano przede wszystkim „dominujące, chłodne” matki, które swoją postawą miały zaburzać spokój, jaki gwarantował patriarchat (bo ojcowie to wiadomo, że nie interesowali się wychowaniem swoich dzieci, więc nie mogli je w żaden sposób skrzywdzić), a osoby chore trafiały do szpitali psychiatrycznych rodem z horrorów, gdzie poddawane były elektrowstrząsom i podawano im końskie dawki leków wywołujące szereg efektów ubocznych.

    Reporter przygląda się rodzinie, od zdrowych rodziców w niezdrowym małżeństwie, po toksycznych, ogarniętych psychozą braci, aż do wnuków, w tym wnuczki, której celem życiowym stały się badania na temat tej choroby.

    Jest to tak naprawdę pobieżne studium schizofrenii, zaczynając od Freuda i jego ucznia Junga, kończąc na współczesnej medycynie, która biorąc pod uwagę rozwój technologiczny i społeczny, aż tak bardzo się nie rozwinęła jeśli chodzi o psychiatrię. Zamiast znaleźć rozwiązanie przyczyny powstawania chorób psychicznych, niszczyć je w zarodku, wolimy łagodzić powstałe już objawy lekami, które i tak są pochodnymi substancji, które używano już kilkadziesiąt lat temu. Dzieje się tak dlatego, że badania te są drogie i czasochłonne i bardziej opłaca się wypuszczać kolejne leki.

    Cegiełkę do takiej sytuacji dołożył koncern, który możecie kojarzyć - Pfizer. W 2000 r przerwał badania i zerwał współpracę z wybitną psychiatrą Lynn deLisi, zostawiając ją z połową próbek badań, ale bez pieniędzy. Po prostu nie zainteresował się tematem.

    Ciekawy reportaż na bardzo ciekawy temat. Trzeba tylko pamiętać, że jego głównym tematem nadal jest konkretnie rodzina Galvinów, dlatego znajdziemy tu dużo dramatów, przemocy fizycznej i seksualnej, śmierci i podwójnych standardów. Jeśli ktoś liczył na przekrojowe omówienie samej schizofrenii, to ta książka może go trochę zanudzić warstwą obyczajową. Chwilami jest to bardziej powieść niż reportaż. Głównymi źródłami autora były pamiętniki jednej z bohaterek, dlatego trudno się dziwić. Mnie akurat forma przypadła do gustu, chociaż nie miałabym nic przeciwko, gdyby książka była dwa razy dłuższa, ale więcej opowiadała o samej chorobie.

    To tego typu reportaż, który spodoba się większości, dlatego fajnie nada się na prezent, jeśli ktoś nadal się nad nim zastanawia. Schizofrenia sama w sobie jest niesamowicie ciekawą przypadłością, nadal nie w pełni zbadaną, a ciekawie opisana zainteresuje chyba każdego.

    Dzięki za polecenie, ja również polecam

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #psychiatria
    pokaż całość

    źródło: embed.jpg

  •  

    2270 + 1 = 2271

    Tytuł: Czarny obelisk
    Autor: Erich Maria Remarque
    Gatunek: literatura piękna
    ISBN: 9788375106329
    Tłumacz: Adam Kaska
    Wydawnictwo: Rebis
    Liczba stron: 408
    Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

    Musiałam sobie zrobić krótką przerwę od Remarque’a, bo ciągiem przeczytałam trzy jego inne książki i zaczynałam odczuwać, że ciągle czytam tę samą powieść. Świetną, przybliżającą realia okołowojenne, emocjonalną, przepełnioną humanizmem i humanitaryzmem, z błyskotliwymi dialogami i bohaterami, ale jednak tę samą powieść. „Czarny obelisk” jest chyba najbardziej odmienny od książek, które do tej pory przeczytałam

    Akcja rozgrywa się po I WŚ. Niemcy pogrążone są w ruinie gospodarczej, szaleje inflacja, a Hitler zyskuje jeszcze większe poparcie. Głównym bohaterem jest młody pracownik firmy pogrzebowej, który żyje swoim beztroskim życie. W książce poznajemy jego pracę, znajomych, ludzi, którzy z dnia na dzień zostali bez niczego i tych, którzy na kryzysie zyskali, jego liczne kochanki i szereg innych osobliwych charakterów.

    Fabuła stoi humorem, charakterystycznymi postaciami i dialogami. Ta pierwsza rzecz i fakt, że w tym przypadku główny bohater korzysta z życia i stara się zapomnieć o wojnie, wyróżniają „Czarny obelisk” od innych książek Remarque’a, przynajmniej tych, które do tej pory poznałam. Mam co do tego mieszane uczucia. Z jednej strony miło wreszcie przeczytać coś innego, z drugiej wolę jednak tego poważnego Remarque’a. Humor jest też dość nierówny, od żartów, przy których trzeba mieć min. 300 iq, żeby je zrozumieć i jak je rozumiesz, to jesteś z siebie dumny, po wyciąganie gwoździ ze ściany dupą, sikanie na groby i próbę uwiedzenia panny za pomocą kartoflanki i pasztetu, korzystając z kupionego za bezcen abonamentu obiadowego (co w sumie było trochę zabawne, bo było najbardziej niemiecką rzeczą, jaką mogłam sobie w tej chwili wyobrazić).

    Charakterystycznie dla tego autora mamy ponownie rozmyślania teologoiczno-egzystencjalno-moralne, przybliżenie sytuacji Niemców, którzy nie są tylko zwykłymi zbrodniarzami, a pionkami w grze politycznej, kpienie z nacjonalistów i ogólnie z konserwatystów (szczególnie spodobał mi się cytat, że „dla Henryka komunistą jest każdy, kto nie stoi na skrajnej prawicy”), sporo romansu i związanych z nim dram.

    Fajna książka, może nie wybitna, ale pozwala wkręcić się w klimat międzywojennych Niemiec, co bardzo lubię w twórczości tego autora. Mogłaby mieć w sobie trochę więcej głębi, humor mnie chwilami irytował, ale ogólnie nie jest źle. Fani Remarque’a będą zadowoleni.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem
    pokaż całość

    źródło: embed.jpg

    +: George_Stark, G.........d +12 innych
  •  

    2034 + 1 = 2035

    Tytuł: Lenin. Dyktator
    Autor: Victor Sebestyen
    Gatunek: historyczna
    ISBN: 9788381232616
    Tłumacz: Sebastian Szymański
    Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    Po biografii Mao naturalną koleją rzeczy było zabranie się za biografię Lenina. Chociaż teraz przeczytałabym te książki w odwrotnej kolejności, żeby zaobserwować, jak Mao przeinaczył komunizm do zbudowania własnego kultu. Lenin pod tym względem był jego przeciwieństwem, do samej swojej śmierci bronił się przed swoją idealizacją przez tłum, co i tak mu się nie udało. Za to podobnie jak Mao dążył do utrzymania władzy i całkowitego podporządkowania się partii, przeciwników i reszty społeczeństwa. To robił skrupulatnie za pomocą terroru lub propagandy, co zostało później przechwycone a potem udoskonalone przez jego następcę, Stalina. Według niektórych, w tym W. Churchilla, było to największą zbrodnią Lenina. Danie podwalin pod dyktaturę Stalina.

    Lenin, jak na zbrodniarza i oszusta, nie był na wskroś negatywną postacią. Po pierwszych latach swojej nieumiejętnej władzy, kiedy Rosję trapiły głód, inflacja, cenzura i bezprawie, zdecydował się na szereg zmian, można nawet powiedzieć, że zaprzyjaźnił się z kapitalizmem, co wpłynęło na polepszenie sytuacji mieszkańców miast i wsi. Był bardzo inteligentny i charyzmatyczny. Nie był sadystą jak większość przywódców totalitarnych, śmierć była dla niego tylko sposobem na utrzymanie władzy. Rządził dla rozpowszechnienia swoich poglądów i zarażeniem Europy rewolucją, o której pisał już Marks, a w którą żarliwie wierzył Lenin. Nie pragnął bogactw ani uznania, żył wręcz ascetycznie i gardził życiem na pokaz.

    Nie zmienia to faktu, że nadal był bandytą w białych rękawiczkach, który co prawda dzięki rewolucji październikowej uwolnił Rosjan od despotycznego cara, ale jednocześnie podzielił ich, cofnął ekonomicznie i wprowadził chaos. Był cynikiem i tchórzem, który poświęcił życie miliona osób w celu ochrony własnej pozycji.

    Książka traktuje o młodości Lenina, jego działalności konspiracyjnej, pobytach w więzieniu, fascynacji Marksem i Engelsem, wreszcie o zamachu na cara, konflikcie między bolszewikami a resztą świata, zostaniu dyktatorem, aż do jego mało efektownej śmierci. Również w bardzo skuteczny sposób zachęca do zapoznania się jeszcze z biografią Cudownego Gruzina, jak Lenin określał Stalina.

    Co do samej jakości książki, to ponownie nie mam jej zbyt wiele do zarzucenia. Bardziej niż poprzedniczka skupia się na aspektach historycznych i politycznych niż na życiu zwykłych ludzi, ale nadal jest ciekawa i jeśli kogoś interesuje temat, to na pewno się nie zawiedzie.
    Na razie seria trzyma równy, wysoki poziom i przyznaję, że wciągnęłam się w nią bardziej niż planowałam. Pozostaje mi już tylko dokupić Stalina i Berię, i jeszcze biografię Romanowów, bo autor też zainteresowała tematem, ale pobieżnie go omówił.

    Polecam

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #historia
    pokaż całość

    źródło: 2A18DAFC-B4FD-45F9-BDEB-9321A0FB9EA6.jpeg

  •  

    1989 + 1 = 1990

    Tytuł: Mao. Cesarstwo cierpienia
    Autor: Torbjørn Færøvik
    Gatunek: historyczna
    ISBN: 9788381233385
    Tłumacz: Ewa Partyga
    Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    Nie będę udawać, że nie poznałam tej serii książek z memów na wykopie, a konkretnie jednego, bo tak było. Moje zainteresowanie historią natomiast oscyluje gdzieś na poziomie błądzenia po biografiach nazistów na wikipedii o 3 w nocy, a uznaniem kilka lat temu, że Drewniak jest bezbekiem dla licealistów szukających materiałów na prezentację z historii na dodatkową ocenę. Z takiej perspektywy będę więc tę książkę oceniać, dlatego nie będę mogła za wiele powiedzieć na temat rzetelności podawanych w niej informacji, ale z góry zakładam, że pod tym względem jest ok.

    A biografia pod względem przytaczanych historii jest chwilami aż trudna do uwierzenia. Autor zamiast na zawiłościach politycznych skupia się bardziej na opisaniu życia obywateli Chin na przełomie lat 50-70. Ten fragment historii tego kraju jest ponoć skrupulatnie pomijany przez komunistyczne władze, żeby ukryć zbrodnie popełnione przez reżim. Trochę szkoda, że więcej czasu nie poświęcono współczesnej historii Chin, żeby wyjaśnić jak podniosły się po latach ekonomicznej i społecznej zapaści, ale książka i tak jest długa i obszerna, dlatego rozumiem tę decyzję.

    W dużym skrócie, Mao był prostakiem z przerośniętym ego, ale i ogromną charyzmą, dzięki której udało mu się porwać tłumy. Oprócz wiedzy historycznej w zasadzie nie znał się na niczym, wszyskich swoich przeciwników i wyimaginowanych wrogów skazywał na tortury, śmierć, więzienie, lub wszystko jednocześnie, chciał przybić sztamę ze Związkiem Radzieckim, ale ten za bardzo nie chciał, przekonywał o wyższości socjalistycznego wschodu nad zgniłym zachodnim kapitalizmem, po lekturze tej książki naprawdę wiele można o nim powiedzieć.

    Autor najmocniej skupia się na dwóch genialnych pomysłach Mao, wielkim skoku, czyli idei, że Chiny mają stać się samowystarczalnym chadem, który sam wykarmi 600 mln swoich obywateli, nakarmi obywateli innych komunistycznych państw, i sam będzie sobie wytwarzał stal ze wszystkich napotkanych śmieci, oraz rewolucji kulturalnej, czyli przekonaniu, że każdy posiadacz jakiegokolwiek kapitału, intelektualista, czy nawet krewny kogoś średnio bogatego to wróg narodu, wyzyskujący dzieci w fabrykach złodziej, dlatego trzeba posłać swoich czerwonych chłopców, żeby utarli nosa takiemu łobuzowi, a przy okazji zniszczyli pół miasta i wszystkie cenne zabytki.
    Jak można się było spodziewać, taka kampania doprowadziła do nienaturalnie wysokiego przyrostu naturalnego, ogromnego głodu, w wyniku którego śmierć poniosło miliony ludzi, przez co często Mao nazywa się największym zbrodniarzem w historii, i do innych patologii, takich jak brak wykształcenia, higieny, częstych samobójstw i kanibalizmu. Czego skutki do dzisiaj są odczuwane w państwie.

    Książka bardzo ciekawa, ale również temat był ciekawy, dlatego nie było o to trudno. Napisana sprawnie, czyta się ją w miarę sprawnie, nie przytłacza średnio zorientowanego w historii chińskiego komunizmu czytelnika. Na pewno jest fajnym sposobem na przyswojenie sobie w przystępny sposób faktów historycznych połączonym z nastawioną na sensację, brutalną i mało optymistyczną opowieść o szalonym człowieku zaślepionym władzą.
    Na promce w świecie książki kupiłam 4 książki z tej serii i już nie mogę się doczekać, żeby poczuć jeszcze większe obrzydzenie do komunizmu. Polecam!

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #historia
    pokaż całość

    źródło: embed.jpg

  •  

    1889 + 1 = 1890

    Tytuł: Terror
    Autor: Dań Simmons
    Gatunek: horror
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    Po „Hyperionie”, który średnio przypadł mi do gustu, postanowiłam dać Simmonsowi jeszcze jedną szansę. Wybrałam książkę, której tematyka mnie dla odmiany interesuje, oraz sam horror jest mi zdecydowanie bliższy niż sci-fi.
    Jest to powieść oparta na faktycznej historii wyprawy załogi brytyjskiego okrętu HMS Terror w 1845 r, która udała się ku wybrzeżom Kanady, by znaleźć krótszą drogę morską. Podróż jednak nie idzie po myśli marynarzy, zmagają się oni z warunkami atmosferycznymi, niedoborem jedzenia i sprzętu, wewnętrznymi konfliktami, szkorbutem i tajemniczą bestią, która zabiera co odważniejszych czy bardziej zdesperowanych członków załogi, szukających świeżego mięsa.

    Powieść zgodnie ze swoim gatunkiem faktycznie budzi niepokój i chwilami jest bardzo brutalna. Szczególnie opisy powolnego zanikania ludzkich instynktów w celu przetrwania lub zdobycia władzy, kanibalizmu czy objawów szkorbutu. Mocna była również dla mnie historia dogorywającego kapitana, który został zostawiony przez resztę ekipy na pewną śmierć w samotności i cierpieniu, jednak do końca postanowił walczyć i w zaawansowanym stopniu szkorbutu próbował się doczołgać do odpływającego statku. Czy historia pokładowego lekarza, który mocno sprzeciwiał się jedzeniu ludzkiego mięsa.

    Książka dość wymagająca, jest w niej dużo opisów prozaicznego życia na pokładzie i niuansów związanych z żeglarstwem, natomiast po jej przeczytaniu, a zaznaczam, że jest to cegła, zostaje się z wrażeniem poznania angażującej, epickiej, wielowątkowej historii o zwykłych ludziach, którzy w różny sposób próbują przetrwać.
    Polecam czytać ją szczególnie zimą, wtedy podejrzewam że najlepiej wczuć się w duszny, brudny, mroźny i mroczny klimat, który jednocześnie jest jednym z największych atutów tej powieści.
    Wspomnę na koniec o miękkim wydaniu Vespera, które poza tym, że ma 100 razy ładniejszą okładkę od oprawy twardej, to zawiera ciekawy komentarz dr hab. G. Rachlewicza i równie interesujące ilustracje o historii wyprawy

    Chyba wreszcie przekonałam się do tego autora

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #czytajzwykopem #ksiazki
    pokaż całość

    źródło: E2C2E5A6-04AA-4667-A7FA-B225DF95D71D.jpeg

  •  

    Ktoś wie jaką piosenkę puszcza Steph pod koniec epizodu 2? Próbowałam znaleźć po tekście i nie dało rady, nie ma też tego utworu na playliście spotify
    Tekst leci tak: How do I say I love you the day I let you go. How do I change all of the pain and tears to joy. I won’t hold on to this place without you… How do I say I miss all the ways you made me smile. How do I show you I’ll survive all these trials… I will let you fly, I will say goodbye

    Swoją drogą to sountrack do tej serii nadal jest genialny

    #lifeisstrange #muzyka #indierock #gry
    pokaż całość

    •  
      p.........m via iOS

      +2

      @Wypok2: kontynuuję swoje poprzednie komentarze, stąd numeracja:

      30. Część II Fausta jest głównym dziełem Goethego, pracuje nad nią w latach 1825-31, chociaż rzeczywisty plan dzieła stworzył wiele lat wcześniej.
      31. Część II pisana jest w czasach, gdy w Niemczech rodzi się kapitalizm, czego echo możemy dostrzec w Fauście [Goethe na bieżąco był informowany o sytuacji w kraju przez jednego z najbardziej progresywnych polityków, twórcę konstytucji, von Gersdorffa].
      32. Akcja I części zorganizowana jest w świecie mieszczańskim - Goethe porusza modny w tym czasie motyw dzieciobójczyni; w tej części Faust tylko na krótko (Noc Walpurgii) opuści ten mały świat. Dopiero w II części czytelnik wyrusza za Faustem w podróż ku wielkiemu światu - zatem podział dramatu na dwie części wydaje się być całkowicie logiczny.
      33. Faust jest reprezentantem ludzkości, konfrontuje się z rzeczywistością, jest to próba rozstrzygnięcia kwestii dotyczącej miejsca człowieka w świecie - jak człowiek powinien postępować, do jakich stosunków dążyć, jakie warunki powinna spełnić jednostka, by w pełni się rozwijać? [Goethe rozprawia się z sytuacją społeczną, w jakiej sam musiał się odnaleźć i tworzyć]
      34. Część II rozgrywa się w różnych epokach rozwoju ludzkości - czasy prehistoryczne, starożytna Grecja, epoka sag i mitów, średniowiecze, okres kapitalizmu.
      35. Faust zaczyna współpracować z klasą panującą [niczym Goethe na dworze weimarskim]. Na dworze cesarskim, podczas pochodu masek, występuje jako bóg bogactwa. W pierwszym akcie (i w jednym z późniejszych) autor rozprawia się z problematyką państwa feudalnego.
      36. Część II rozpoczyna się sceną snu, który pomaga Faustowi nieco zapomnieć o tragedii Małgorzaty, nasz bohater odzyskuje siły.
      37. Scena w sali tronowej cesarza - rada państwa czeka na cesarza, ten po chwili zjawia się wraz z mędrcami i Mefistofelesem, który objął miejsce usuniętego błazna. Mefisto wprowadza na dwór Fausta - jednocześnie konfrontując go ze światem wielkiej polityki. [Pierwotnie cesarzem miała być postać historyczna - Maksymilian I, jednak autor zrezygnował z tego zabiegu; cesarz ostatecznie będzie reprezentował społeczny porządek feudalny, posiada cechy władcy feudalnego, na dworze obowiązuje hierarchia feudalna, kanclerzem jest katolicki arcybiskup]
      38. Cesarz jest słaby (tak jak ustrój feudalny), nie tyranizuje swoich poddanych, a właściwie nawet o nich nie myśli; nie potrafi uporać się z gospodarczymi i politycznymi problemami państwa, pragnie jedynie używać życia, jego doradcy są równie bezczynni, nie posiadają twórczych idei, nie potrafią przezwyciężyć dotychczasowej sytuacji - skazani są na zagładę wraz z państwem feudalnym.
      39. Sytuacja gospodarcza prowadzi do bezprawia, brak pieniędzy budzi w ludziach żądzę pieniądza. Cesarz i jego świta nie są ludźmi twórczymi, lecz pasożytują na państwie. Tę trudną sytuację w państwie mogą zmienić jedynie siły nieczyste (Mefisto wprowadzający papierowy pieniądz bez pokrycia).
      40. Rozkład państwa widoczny jest w sferze ekonomicznej, politycznej oraz w dziedzinie sztuki - sztuka ma być jedynie rozrywką dla dworu - wywołanie ducha Heleny nie budzi wśród gawiedzi takich odczuć, jakie towarzyszą Faustowi zachwycającemu się jej pięknem. Faust nie potrafi porozumieć się z dworzanami, zbyt wiele ich dzieli - postanawia opuścić dwór.
      pokaż całość

  •  

    1649 + 1 = 1650

    Tytuł: Atlas chmur
    Autor: David Mitchell
    Gatunek: science fiction
    Ocena: ★★★★★★★★★☆

    „Atlas chmur” to zbiór opowiadań ludzi żyjących w różnych okresach historycznych, których przygody w jakiś sposób się ze sobą łączą. Zaczynamy od amerykańskiego marynarza płynącego przez Pacyfik, aż dochodzimy do przyszłości, w której ludzkość podzielona jest na prawdziwych ludzi i hodowane klony, czyli obywateli drugiej kategorii. Jest też kompozytor, który zatrudnia się w domu innego kompozytora, ale już uznanego i niepełnosprawnego, żeby pomagać mu w tworzeniu, a który (zatrudniony muzyk) po pewnym czasie tworzy tytułowy utwór „Atlas chmur”, jest starszy pan wydawca, który ucieka przed gangsterami, i dziennikarka, która próbuje rozwikłać zagadkę zniknięcia mężczyzny, oraz jest pasterz, którego wyspę, na której mieszka, nękają ataki zbrodniarzy.

    Książka zawiera w sobie mnóstwo treści i równie dobrze każde opowiadanie można by wydać osobno i nadal byłoby spójne. Wszystkie są pisane w inny sposób, różnym stylem, zależnym od lat, w których rozgrywa się akcja, zawodu oraz wykształcenia, jakie posiada główny bohater. Czasami to bywa problematyczne, szczególnie przy pierwszym opowiadaniu, pisanym dziwnym archaicznym stylem, szykiem przestawnym. Z czasem jednak przyzwyczaiłam się do tego i nawet polubiłam ciągłą zmianę konwencji i eksperymentowanie z formą.

    Trudno mi to dokładnie wytłumaczyć, ale cała powieść pisana jest z radością, z umiłowaniem słowa, zabawą formą. Czyta się to z przyjemnością i zaciekawieniem, czym autor nas jeszcze zaskoczy. Owszem, niektóre części historii są nieco słabsze od pozostałych, szczerze mówiąc nie jestem fanką pierwszej, ale składając całość do kupy pozostaje się z bardzo pozytywnym wrażeniem. Podobał mi się też suchy, sarkastyczny, brytyjski humor. Niektóre dialogi nadawałyby się wprost do jakiegoś angielskiego sitcomu.

    Autor przemyca wątki poruszające ważne społecznie tematy takie jak krytyka kolonializmu i kapitalizmu. Wplata też mnóstwo nawiązań do klasycznej literatury takiej jak „Moby Dick”, „Lot nad kukułczym gniazdem”, czy „Król szczurów”. Stąd mogę zrozumieć, dlaczego tak nietypowa dla Bookerów książka została do niego nominowana.

    Co do wydania, to uważam, że tłumacz całkiem nieźle poradził sobie z adaptacją różnych gwar i dialektów na nasze realia. Owszem, zdarzają się niekiedy dość niezręcznie przetłumaczone zwroty czy np. mowa pasterza aż się prosi o przetłumaczenie jej jako gwarę podhalańską tak jak to zrobił tłumacz w „Wichrowych wzgórzach”, zdarzają się też proste błędy takie jak uporczywe pisanie tytułu doktora z kropką, ale ogólnie nie czytała mi się tego źle, a o to było łatwo.

    Książka chyba już kultowa, idealna do podsunięcia jej komuś, kto dużo nie czyta, a chce poznać coś naprawdę dobrego i jednocześnie przystępnego w odbiorze. Wydaje mi się, że spodoba się większości.

    Polecam

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem
    pokaż całość

    źródło: D4DEE3F1-64F8-464D-A162-DC0321577C98.jpeg

  •  

    ””Faust” - Goethe

    Rozdziały: ”Noc” - „Więzienie”

    I tym sposobem skończyliśmy część pierwszą kochani!

    Linki do wcześniejszych rozdziałów:

    Część pierwsza:
    1. https://www.wykop.pl/wpis/59895011/no-to-zaczynamy-faust-goethe-rozdzialy-przypisanie/
    2. https://www.wykop.pl/wpis/59955631/faust-goethe-rozdzialy-pracownia-wieczor-linki-do-/
    3. https://www.wykop.pl/wpis/60013811/faust-goethe-rozdzialy-spacer-miedzymurze-linki-do/

    2.09 pojawi się: ””Akt pierwszy”

    Zapraszam, może tym razem pojawią się jakieś przemyślenia na temat przeczytanego fragmentu albo nawet całej pierwszej części książki

    #booktalk
    pokaż całość

  •  

    ”Faust” - Goethe

    Rozdziały: ”Spacer” - Międzymurze”

    Linki do wcześniejszych rozdziałów:

    1. https://www.wykop.pl/wpis/59895011/no-to-zaczynamy-faust-goethe-rozdzialy-przypisanie/

    2. https://www.wykop.pl/wpis/59955631/faust-goethe-rozdzialy-pracownia-wieczor-linki-do-/

    30.08 pojawią się rozdziały: ”Noc” - „Więzienie”

    Zapraszam

    #booktalk
    pokaż całość

  •  

    „Faust” - Goethe

    Rozdziały: „Pracownia” - „Wieczór”

    Linki do wcześniejszych rozdziałów:

    1. https://www.wykop.pl/wpis/59895011/no-to-zaczynamy-faust-goethe-rozdzialy-przypisanie/

    27.08 pojawią się rozdziały: „Spacer” - „Międzymurze”

    Zapraszam

    #booktalk
    pokaż całość

    •  

      Komentarz usunięty przez autora

    •  

      Wychodzę powoli na prostą.

      1. Pracowania - na uwagę wg mnie zasługuje fragment o tym że siły nieczyste trzeba 3x zaprosić do domu, był to o ile dobrze pamiętam motyw wielokrotnie wykorzystywany w książkach/filmach.
      Również ciekawe jest rozważanie na temat Biblii i tego co było pierwsze.
      Dodamy do tego również znaki tajemne w drzwiach, które uniemożliwiają wejście/wyjście i opowieść Mefistofelesa o wojence z Bogiem.
      Najważniejszym fragmentem wg mnie jest rozważanie co było pierwsze, polemika z Biblią.

      2. Pracownia 2 - podobała mi się też bardzo rozmowa Mefistofelesa z Uczniem, który szuka swej drogi w życiu, przy okazji nie chcę się jakoś zbytnio przepracować, a i kobity bałamucić by się przydało przy okazji ;)

      3. Piwnica - ot zwykłe chlanie taniego wina i pioseneczki, nie bardzo się to podoba bohaterowi.

      4. Kuchnia czarownicy - bajerowanie bohatera że będzie młodszy i znajdzie piękną kobitę przy akompaniamencie zwierząt i krzyków na czarownicę.

      5. Ulica - okazuje się że Faust to podły pedofil i spodobała mu się 14letnia małolata ;(

      @Wypok2: @problemat: @n0vy: @Ilustrowany: @Owieczka997:
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (31)

  •  

    1575 + 1 = 1576

    Tytuł: Święto kozła
    Autor: Mario Vargas Llosa
    Gatunek: literatura piękna
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    Książka zdobywcy Nagrody Nobla z 2010 r. Dzieli się ona na dwie linie czasowe - współczesną, w której poznajemy Uranię Cabral, córkę ministra Rafaela Trujillo, oraz lata 60., czyli końcówkę panowania dyktatora w Dominikanie.
    Kobieta po latach spędzonych w USA wraca do kraju do umierającego ojca, do którego ma żal, że gdy miała 14 lat oddał jej cnotę Trujillo. Próbuje rozprawić się z przeszłością i z demonami swojego ojca.
    Część o samym Trujillo to przekrojowa historia polityki Dominikany z okresu dyktatury oraz przedstawienie mechanizmu terroru, jak się kształci, jak bardzo jest obszerny i jak powoli umiera. Jest to tak naprawdę fabularyzowana książka historyczna z kilkoma dopisanymi postaciami, natomiast wszystkie wydarzenia historyczne i większość bohaterów zdają się oparte na faktach. Co chwilami budzi konsternację, bo ilość brutalności, seksu i szaleństwa jest lekko przytłaczająca.

    Opisane są ostatnie lata panowania Trujillo, to jak powoli podporządkowywał i zastraszał społeczeństwo, jego cała świta, gotowa zrobić dosłownie wszystko dla swojego wodza, w tym z fałszywym uśmiechem oddać mu swoje żony, a ojcowie nastoletnie córki, jego zwyczaje, problemy urologiczne, niepohamowana chęć władzy oraz w końcu zamach na niego i śmierć. Ostatnie 100 stron to natomiast nawarstwienie całego okrucieństwa i przemocy, które zbierały się od początku książki. Trigger warning dla osób, których ruszają wyjątkowo brutalne opisy tortur oraz gwałtu na nieletniej.

    Innymi słowy jest to fanfik na temat historii Dominikany

    Książka ciekawa, chociaż chwilami wymagająca ze względu na zawiłości polityczne, o których ciężko czasami coś znaleźć nawet w anglojęzycznym internecie, oraz ze względu na emocje, cała rodzina Trujillo to obrzydliwe towarzystwo i zostało to doskonale przedstawione. Faktycznie odnosi się wrażenie obcowania z literaturą wysokich lotów, a jednocześnie dość łaskawą dla raczej niedzielnego czytelnika. Chętnie sięgnę po inne książki tego autora

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem
    pokaż całość

    źródło: 73FAAAAF-1515-41DB-91CD-5BEDBBF7D904.jpeg

  •  

    No to zaczynamy

    „Faust” - Goethe

    Rozdziały: „Przypisanie” - „Przed bramą”

    Dzielcie się swoimi spostrzeżeniami, przemyśleniami i wątpliwościami co do przeczytanego fragmentu

    Może zacznę od ciekawostki, że opis Fausta na stronie 15:

    Studiowałem, ach! filozofię, prawo, medycynę i niestety też teologię, do gruntu, a teraz widzę, biedny głupiec, że jestem tak mądry, jak byłem! Nazywają mnie magistrem, doktorem nawet, i wodzę tak już dziesiąty rok, w górę, w dół, w poprzek, w skos (…) żadne skrupuły mnie nie dręczą, żadne wątpliwości, nie boję się ani piekła, ani szatana (…)

    Może opisywać również kolegę @problemat

    24.08 pojawią się rozdziały: „Pracownia” do „Wieczór” włącznie
    Stałą porą dodawania przeze mnie wpisów będzie godzina 18-19

    Zapraszam

    #booktalk
    pokaż całość

  •  

    1538 + 1 = 1539

    Tytuł: Cokolwiek powiesz, nic nie mów. Zbrodnia i pamięć w Irlandii Północnej
    Autor: Patrick Radden Keefe
    Gatunek: reportaż
    Ocena: ★★★★★★★★★☆

    Książka tak naprawdę poświęcona jest współczesnej historii Irlandii Północnej od lat 70. do 2017 r. Historia ta oparta jest głównie na konflikcie unistów - protestantów, których jest większość, z republikanami - katolikami. Katolicy, ze względu na ciągłą dyskryminację od lat 20. w tym miejscu, porównywalną niemal do segregacji rasowej w USA, zakładają miejscową organizację terrorystyczną o skrócie IRA. Jej głównym założeniem jest odłączenie się kraju od Imperium Brytyjskiego oraz zjednoczenie Irlandii Północnej z Republiką Irlandii. Początkowo metody jej działania oparte były na polityce i działaniach partyzanckich, jednak z czasem nadszedł rozłam w strukturze organizacji i podzieliła się ona na oficjalną IRA, tę o umiarkowanych poglądach, i na tymczasową, bojówkę lewicowych nacjonalistów.

    Reportaż przybliża dwie różne perspektywy członków konfliktu. Pierwsza to rodzina McConville’ów, w której matka ginie w niejasnych okolicznościach. Podejrzana o to zdarzenie jest właśnie IRA, ale przez bardzo długi czas nie chce się do tego przyznać, przez co w śledztwo w pewnym momencie angażują się nawet Wielka Brytania i USA. O przestępstwo podejrzane są między innymi siostry Price i to one są kolejnymi głównymi bohaterkami reportażu.

    Siostry były gwiazdami w IRA, jednymi z najskuteczniejszych i najbardziej bezwzględnych członków organizacji. Ich najsłynniejszą akcją był zamach w Londynie, który miał być co prawda tylko straszakiem bez ofiar, zakończył się śmiercią tylko jednej osoby i to przez jej atak serca, ale proces, który dział się potem, przeszedł do historii. Zmienił stosunki IP z Imperium Brytyjskich, wpłynął na zmiany w polityce i prawie oraz wznowił dyskusję o autonomii Irlandii Północnej.

    Książka dzieli się na trzy części. Pierwsza jest ogólnie o historii i założeniach IRA, genezie konfliktu, druga w większości jest o zamachu w Londynie i odbywaniu kary w więzieniu przez siostry Price, a trzecia o teraźniejszości, politykach i dalszych losach bojówkarzy. Albo żyli na zasiłkach pogrążeni w depresji i z poczuciem niesprawiedliwości, albo odnosili sukcesy w polityce wypierając się jednocześnie swojego rodowodu. Tak było w przypadku czołowego członka Izby Gmin, Gerry’ego Adamsa.

    Adams, pomimo działalności terrorystycznej, zrobił w trakcie swojej kariery również pozytywne rzeczy, uspokoił konflikt i w 1998 r zawarł porozumienie wielkopiątkowe, na mocy którego GB miało się już tak nie wtrącać w sprawy IP, gwarantowało również szereg praw obywatelskich.

    Koniec poświęcony jest przewidywaniom co do dalszych losów kraju. Jako że książka kończy się na 2017 r, postanowiłam poszukać informacji o aktualnej sytuacji. Według najnowszych sondaży mieszkańcy nie chcą zjednoczenia i wolą pozostać w koronie brytyjskiej, jednak wystąpienie GB z Unii Europejskiej może wpłynąć w niedalekiej przyszłości na zmianę zdania unistów. Dużą rolę może również odegrać ewentualne odłączenie się Szkocji.
    Obecnie nastroje nieco się odwróciły i katolicy niekoniecznie identyfikują się z republikanami, szczególnie wśród młodych ludzi. Dostrzegają oni szereg przywilejów płynących z przynależności do Imperium i nie chcą powtórki z lat ubóstwa, wojny i głodu.
    Mimo zapisów w konstytucji sytuacja między chrześcijanami podobno nadal jest dość napięta i wciąż można znaleźć skupiska tylko określonej grupy czy odczuć wzajemną niechęć pastorów i księży. Chociaż oczywiście i tak jest o wiele lepiej niż kiedyś.

    O tym reportażu mogę opowiadać w nieskończoność a i tak nie wyczerpię tematu. Bardzo ciekawa książka, która pozwoliła mi pojąć podstawy na temat sytuacji politycznej w Irlandii Północnej. Jednocześnie nie była to żmudna, czysto teoretyczna lektura - jest to wyjątkowo wciągająca pozycja, którą chwilami czyta się jak dobry kryminał. Bardzo polecam

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #irlandia #irlandiapolnocna
    pokaż całość

    źródło: 0DDFB9A5-33CA-44B7-B828-627A13D2CFF6.jpeg

  •  

    Mam już w rękach wydanie, z którego mam nadzieję, że większość będzie korzystać, tj. „Faust. Tragedii część pierwsza i druga” w przekładzie A. Lama. W tym wydaniu odpowiednikami rozdziałów, które podałam w przypadku wersji z wolnych lektur, są ”Przypisanie” do „Przed bramą” włącznie

    Miłej lektury kochani i przypominam, że widzimy się 21.08
    #booktalk

  •  

    Ankieta https://www.wykop.pl/wpis/59644085/w-nawiazaniu-do-wpisu-https-www-wykop-pl-wpis-5958/ zakończona, wygranym, z dużą przewagą głosów, zostaje ”Faust” Goethego. Wiedziałam, że na mirko siedzą sami koneserzy ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Warto w tym momencie podać konkretne założenia i zasady tagu #booktalk, które będą obowiązywać także obecnego wygranego

    1. Zabawa polega na wspólnym czytaniu książki, którą uzgodnimy na tagu. Wybór jest oparty na ankiecie, której opcje wybierane są na podstawie sugestii użytkowników. Nie ogranicza was epoka literacka ani gatunek, mogą być klasyki, literatura współczesna, cegły, nowelki, co wam pasuje. Propozycje podajemy we wpisach z wcześniejszą ankietą. Ankiety trwają 24h
    2. Książka z największą liczbą głosów jest czytaną pozycją, natomiast dwie książki z najmniejszą liczbą odpadają. Po dłuższym czasie mogą jednak powrócić do ankiety.
    3. By urozmaicić zabawę, co kilka głosowań będą się pojawiały ankiety poświęcone określonej tematyce, np. zwycięzcy Pullitzera, najwyżej oceniane książki z # bookmeter, czy literatura określonego kraju
    4. Po wyłonieniu zwycięzcy daję 7 dni na zakup książki. Wydanie oraz tłumaczenie ustalamy wspólnie. Jeśli będziesz czytał inną wersję książki, zaznacz to w swoich komentarzach
    5. Książkę dzielimy rozdziałami, jednak jeśli są one wyjątkowo krótkie, łączymy je. Każdy rozdział/grupa krótkich rozdziałów to jeden wpis. W każdym wpisie będą się znajdowały linki do wcześniejszych rozdziałów. Na przeczytanie rozdziału są 3 dni. Jeśli akurat nie będę czytała danego tytułu, poproszę was o zdjęcie albo screen spisu treści i na tej podstawie podzielę książkę
    6. Przeczytanie całej książki kończy się osobnym wpisem, w którym dzielimy się ogólnymi wrażeniami z lektury, oraz ankietą, w której będziemy mogli przyznać ocenę w skali 1-10
    7. Wpisy z ankietami oraz z oceną będą tagowane tagami #ksiazki #czytajzwykopem #wykopkindleclub i #booktag w celu popularyzacji akcji, natomiast żeby nadmiernie nie spamować, wpisy z konkretnymi rozdziałami będą się pojawiać tylko na #booktag, dlatego zachęcam do obserwowania tagu.

    Z technicznych aspektów to chyba tyle. Zachęcam do udziału absolutnie wszystkich, nie trzeba być z wykształcenia literaturoznawcą, żeby wziąć udział w dyskusji, chociaż podejrzewam, że i takie osoby się tu pojawią, i je również serdecznie zapraszam. Dyskusja ma luźny charakter, nie śmiejemy się z niewiedzy innych, możemy postować memy, papieża (nie wiem tylko jak to połączyć z „Faustem”, ale możecie próbować), co tam tylko chcecie. Tag ma przede wszystkim na celu zgłębienie wszystkich aspektów omawianych książek, często takich, do których samemu trudno byłoby się zabrać. Jeśli masz w swojej biblioteczce jakąś książkę, którą chciałeś przeczytać, ale gdy już się na to decydujesz, nagle potrzebujesz posprzątać mieszkanie, wyjść na spacer czy zrobić obiad, to nasz tag może ci pomóc zabrać się w końcu do lektury.

    W każdym momencie, na priv czy w komentarzach, możecie zgłaszać swoje sugestie i pomysły co do prowadzenia tagu.

    Zatem widzimy się 21.08 na omawianiu rozdziałów od „Dedykacja” do „Przed bramą miejską” włącznie. Jest to ok. 30 stron. Co do przekładu, to zdaję sobie sprawę, że większość osób będzie korzystać z tego dostępnego legalnie i bezpłatnie na stronie wolnelektury.pl, link: https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/goethe-faust/, ale że podobno nie jest to najlepszy przekład, zachęcam do nabycia najnowszego wydania z tłumaczeniem Andrzeja Lema. Osobiście taką wersję już kupiłam.

    Zdjęcie przedstawia statystycznego użytkownika tagu #booktalk

    Zapraszam
    pokaż całość

    źródło: embed.jpg

  •  

    W nawiązaniu do wpisu: https://www.wykop.pl/wpis/59582795 wstawiam ankietę z propozycjami z komentarzy.

    Przypominam, że wybieramy książkę, którą chcielibyśmy wspólnie czytać na tagu #booktalk
    Ankieta będzie trwała 3 dni. Potem ogłoszę zwycięzcę i dam czas na kupno książki. Kolejne wpisy będą poświęcone poszczególnym rozdziałom i żeby nie spamować tagów książkowych, będą się pojawiały tylko na tagu #booktalk, dlatego zachęcam do jego obserwowania.

    Domyślnie wszystkie książki czytamy w najnowszym/najpełniejszym wydaniu. Dopisek „wl” oznacza, że książka jest za darmo do pobrania na stronie wolnelektury.pl.

    Polecam też z góry nie skreślać „nudnych” opcji, ponieważ wspólne czytanie pomoże urozmaicić lekturę i paradoksalnie może sprowokować ciekawsze dyskusje niż w przypadku łatwiejszych pozycji

    Więcej szczegółów, ilość czasu i podział książki podam, gdy już sama będę miała swój egzemplarz.

    Zapraszam do głosowania i podzielenia się sugestiami na temat całej inicjatywy

    #ksiazki #czytajzwykopem #wykopkindleclub
    pokaż całość

    Jaką książkę chciałbyś/chciałabyś przeczytać?

    • 4 głosy (5.00%)
      Hermann Hesse - „Demian"
    • 9 głosów (11.25%)
      James Joyce - "Ulisses”
    • 19 głosów (23.75%)
      Vladimir Nabokov - „Lolita"
    • 4 głosy (5.00%)
      Charles Dickens - „Opowieść o dwóch miastach"
    • 14 głosów (17.50%)
      Herman Melville - „Moby Dick"
    • 24 głosy (30.00%)
      Johann Wolfgang Goethe - „Faust” (wl)
    • 1 głos (1.25%)
      Louisa May Alcott - „Małe kobietki” (wl)
    • 5 głosów (6.25%)
      Joseph Conrad - „Lord Jim” (wl)
  •  

    1461 + 1 = 1462

    Tytuł: Martin Eden
    Autor: Jack London
    Gatunek: literatura piękna
    Ocena: ★★★★☆☆☆☆☆☆

    „Dzieło Londona jest opowieścią o rozczarowaniu konformizmem i jałowym samozadowoleniem elit, a przede wszystkim filozofią indywidualizmu budującą autorytet współczesnych elit.”

    Dzieło Londona jest prostym, melodramatycznym romansidłem o zachowującym się protekcjonalnie przedstawicielu klasy robotniczej, który zakochuje się w gold diggerce, ponieważ jest ładna, a później ma do niej pretensje, że nie akceptuje jego stylu życia lekkoducha i niespełnionego artysty, który chce nakarmić rodzinę pięknymi słowami i ideami.

    Głównego bohatera poznajemy jako niewykształconego marynarza, który w wyniku fatalnego zauroczenia przedstawicielką opresyjnej klasy arystokracji, czy mówiąc inaczej na skutek bycia simpem, decyduje się zdobyć wykształcenie i zmienić całe swoje życie, które wcześniej mu zupełnie nie przeszkadzało. Z czasem staje się bucem, który o swoich dawnych kolegach wyraża się jak o bezrozumnych zwierzętach. Jednocześnie nadal gardzi klasą wyższą i ma żal do całego świata, że jego pierwsze zrywy poetyckie z miejsca nie odniosły sukcesu.

    W końcu po pewnym czasie udaje mu się jednak zdobyć sławę i pieniądze, staje się sigmą i trwoni pieniądze w z pozoru szlachetny, ale bezsensowny sposób. Dochodzi do tak odkrywczego wniosku, że pieniądze szczęścia nie dają i przez resztę książki jest smutny.

    Wiem, że w tym momencie spłycam fabułę i że powinnam wspomnieć o takich rzeczach jak poruszone wątki różnic klasowych, wiary w siebie, indywidualizmu i dlaczego socjalizm jest najlepszą doktryną gospodarczą, ale szczerze mówiąc nie chce mi się. Książka jest po prostu płytka i infantylna. Bohaterowie cały czas mnie irytowali, szczególnie próba idealizowania Martina, napisane jest to topornym stylem, morał jest banalny. I to nie jest tak, że jestem uprzedzona do klasycznych romansów, wprost przeciwnie, lubię powieści Austen i sióstr Brontë, po prostu na ich tle dzieło Londona ma bardzo mało do przekazania. Tamte pisarki przynajmniej mogły jakoś wpłynąć na obyczajowość ludzi, na postrzeganie kobiet w społeczeństwie, a „Martin Eden” co najwyżej przeciętnie porusza tematykę różnic klasowych. Nie mówiąc o tym, że te klasyczne pisarki pisały o wiele wcześniej, a ich dzieła pod względem czysto rozrywkowym czyta się o tysiąckroć lepiej.

    Z zalet, to chwilami czytało się to dobrze i zakończenie było ok. Generalnie raczej nie polecam. Może miałam zbyt wysokie oczekiwania, bo w gruncie rzeczy jest to chyba literatura młodzieżowa(?), może nie rozumiem ówczesnej obyczajowości, ale książka mi się nie podobała. Niemniej widzę, dlaczego innym mogła się podobać.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem
    pokaż całość

    źródło: 84D34A0D-4268-4655-922E-085D71C1BD1B.jpeg

  •  

    Siemanko książkowe świry. Ostatnio zagorzała na naszych tagach dyskusja na temat pomysłu, by założyć tag, na którym wybieralibyśmy książki do czytania, a wrażeniami z lektury dzielilibyśmy się po każdym rozdziale na tagu. Tag nazywałby się #rozmowyoksiazkach lub #booktalk, powiedzmy że co tydzień robilibyśmy osobny wpis poświęcony konkretnemu fragmentowi książki, w którym każdy zainteresowany mógłby się podzielić swoimi wrażeniami z czytania. Wstępnie zainteresowane jest kilka osób, ale żeby całe przedsięwzięcie miało sens, potrzebujemy ich przynajmniej kilkunastu. Jak dla mnie inicjatywa jest bardzo fajna i mogłaby np. pomóc we wspólnym zrozumieniu co bardziej skomplikowanych książek, ale też po prostu zachęciłaby do dyskusji o książkach i o tym jak różnie możemy je interpretować.

    W komentarzach podsuwajcie pomysły, jakie utwory moglibyśmy wziąć wstępnie na tapet. Z części propozycji utworzę ankietę, a zwycięzca ankiety będzie pierwszą propozycją, która pojawi się na tagu. Proponuję podawać tytuły raczej uznane, najlepiej klasyki, ale każda dobra książka będzie mile widziana

    Dla przyciągnięcia uwagi wstawiam zdjęcie tej przepięknej figury woskowej P. K. Dicka

    Wołam też potencjalnie zainteresowanych: @D4nielek: @wacek_1984: @George_Stark: @Shashek: @lanekrasz: @Windmonda @Ilustowany

    #ksiazki #czytajzwykopem #bookmeter #wykopkindleclub
    pokaż całość

    źródło: embed.jpg

    Czy jesteś zainteresowany wzięciem udziału w projekcie #booktalk / #rozmowyoksiazkach?

    • 23 głosy (43.40%)
      Jeszcze jak!
    • 14 głosów (26.42%)
      Nie
    • 16 głosów (30.19%)
      Jak wygra książka, która mnie interesuje
  •  

    1411 + 1 = 1412

    Tytuł: Wspomnienia z martwego domu
    Autor: Fiodor Dostojewski
    Gatunek: literatura piękna
    Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

    Jeśli ktoś zastanawiał się skąd Dostojewski tak dobrze znał bandziorów i potrafił zagłębić się w ich najdalsze zakamarki psychiki, to o dziwo nie słuchał podcastów kryminalnych na spotify, tylko sam spędził na tzw. katordze cztery lata, co zapewne jakoś wpłynęło na jego pisanie. Np. w więzieniu spotkał rzekomego ojcobójcę i Polaków zachowujących się jak to p0lacy, czy ogólnie niziny społeczne i biedotę, a wątki tych osób dość często pojawiają się w jego twórczości, więc pewnie w dużej części ze swoich doświadczeń z tego okresu czerpał inspirację.

    Głównym bohaterem książki jest szlachcic skazany za zabójstwo żony, ale spokojnie można założyć, że to po prostu Dostojewski opowiada swoje doświadczenia związane z odbywaniem kary. I jak to w rosyjskim więzieniu, jest ciężko, są grupki, do których nasz protagonista nie potrafi się przebić, przez co jest samotny, a jego najlepszym przyjacielem w pewnym momencie staje się pies, są całkiem zepsuci kryminaliści, ale i całkiem wartościowi ludzie, których jedynym błędem był fakt, że postanowili sprzeciwić się władzy, i wiele, wiele innych. Pojawiają się zwierzątka, pojawia się nawet więzienny teatr, jest całkiem ciekawie, chociaż ze względu na autobiograficzny charakter powieści nie jest to tak naładowane akcją jak mogłoby być. Trochę brak tu też charakterystycznego dla tego pisarza stylu
    I taka bonusowa sprawa, gdzieś czytałam, że Dostojewski mógł być biseksualny i że szczególnie w jego listach widać subtelny homoerotyzm. Nie wiem, nie miałam okazji go zapytać, ale w tej książce rzuciły mi się w oczy bardzo emocjonalne opisy ładnych młodzieńców. Może to autosugestia, może byli tylko przyjaciółmi jak Achilles i Patroklos, ale że więcej nie mam o tej książce nic do powiedzenia, to podzielę się chociaż tym.

    Jest ok, ale raczej dla fanów

    Aha, i nie denerwujcie mnie, że MG znowu coś skróciło albo ukradło czyjeś tłumaczenie xD

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: embed.jpg

  •  

    1346 + 1 = 1347

    Tytuł: Czas życia i czas śmierci
    Autor: Erich Maria Remarque
    Gatunek: literatura piękna
    Ocena: ★★★★★★★★★★

    Młody niemiecki żołnierz, Ernst Graeber, po dwóch latach starania się o urlop, w końcu go dostaje. Jedzie do rodzinnej miejscowości, by niezapowiedzianie odwiedzić swoją rodzinę. Na miejscu okazuje się, że ulica jest zrównana z ziemią, a całe miasteczko nękają naloty bombowe. Dwa tygodnie przerwy od pola bitwy mężczyzna spędza na poszukiwaniu informacji o swojej rodzinie, zaprzyjaźnianiu się z miejscowymi oraz romansie z kobietą, której ojciec znajduje się w obozie koncentracyjnym.
    Książka koncentruje się na opisywaniu uczuć targających głównym bohaterem, opisuje jego zwątpienie w reżim totalitarny i sens wojny, pokazuje jego wahania moralne i przemianę duchową.

    Książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Piękno i wrażliwość, z jaką Remarque opisuje kraj pogrążony w wojnie, z ludźmi, którzy po prostu pragną żyć a nie umierać za pociągających za sznurki, są niesamowite i są dla mnie idealnym połączeniem emocjonalnej, skoncentrowanej głównie na ludziach a nie na faktach literatury pięknej, z surową, pełną okrucieństwa i brudu literaturą wojenną.

    Podobny temat z przybliżeniem perspektywy niemieckiego żołnierza, który nie jest zwykłym opresorem, a ofiarą systemu, podjęło pullitzerowe „Światło, którego nie widać”. Ta książka również mi się podobała, ale porównanie jej z dziełem Remarque’a wychodzi jak porównanie ty vs syn koleżanki twojej starej. „Czas życia i czas śmierci” jest ponadczasowym, pacyfistycznym klasykiem o umiłowaniu pokoju jako nadrzędnej wartości jednostki. Może odnosić się właściwie do każdego konfliktu zbrojnego z każdego okresu historycznego. Książka Doerra po prostu powtarza schemat i nie robi tego aż tak dobrze

    Jeszcze jedna uwaga, żaden inny autor nie opisuje tak ładnie wątków miłosnych jak Remarque. Bohaterowie są prawdziwi, rozwijają się, a w ich motywację można wierzyć. Wątki te pozwalają też odetchnąć od duszącej atmosfery wojennej

    Nie mam nic do zarzucenia tej książce. Jest połączeniem kunsztu literackiego i wszystkich dobrych cech prozy tego autora. Od niedawna na stronie Rebisa można kupić kilka książek Remarque’a i przy tej okazji serdecznie polecam zapoznać się z jego twórczością. Szczególnie, że wydaje mi się, że u nas poza „Na zachodzie bez zmian”, to wyjątkowo niedoceniony autor.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem
    pokaż całość

    źródło: B5653CA8-4586-4392-BC27-A0CD13A370EA.jpeg

  •  

    1299 + 1 = 1300

    Tytuł: Miasto z mgły
    Autor: Carlos Ruiz Zafon
    Gatunek: literatura piękna
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    Ostatnia książka Zafona wydana już po pośmiertnie w celu uhonorowania jego twórczości. Jest to zbiór 11 różnych, w większości niepowiązanych ze sobą fabularnie opowiadań, wydanych wcześniej w różnych publikacjach lub zupełnie nowych. Dość łatwo poznać, które teksty są nowe, ponieważ ogniwem łączącym je są motywy straty, ulotności, umierania czy pamięci. Zafon doskonale wiedział, że jest śmiertelnie chory i wydaje mi się, że ta książka jest po części próbą pogodzenia się z tym faktem, a po części pożegnaniem z najwierniejszymi czytelnikami, dla których motyw pamięci czy miłości do literatury nie jest obcy w twórczości tego pisarza. Moim zdaniem jest to godne pożegnanie, a niektóre opowiadania zostaną ze mną na dłużej.

    Jako że przeczytałam cały Cmentarz Zapomnianych Książek, miło było mi wrócić do bohaterów znanych z tej serii. Wychwyciłam przodków rodziny Sempere, Fermina i Davida Martina, ale z tego co sprawdzałam, to pojawiają się też postacie z „Mariny”. Do uniwersum wprowadzone zostają też nowe postacie, w tym Cervantes czy Gaudi, co jest ciekawym zabiegiem.

    Ponownie tym, co zachwyca w twórczości Zafona, jest przede wszystkim język. Autor bawi się słowem, język jest niesamowicie poetycki i barwny, ale jednocześnie nie popada w skrajną patetyczność. Snujemy się sennymi ulicami Barcelony, obserwujemy życie bohaterów pełne duchowych, eterycznych chwil i wspomnień, zagłębiamy się w relacje postaci, które bardziej przypominają relacje z duchem, z nieuchwytnym momentem niż z namacalną istotą. A nad wszystkim unosi się mgła tajemnicy, niedopowiedzeń, czy po prostu realizmu magicznego.

    Jednocześnie powiedziałabym, że styl jest odrobinę prostszy i mniej humorystyczny niż w przypadku CZK, co może spodobać się wszystkim osobom, które odbiły się od tego elementu w głównej serii.

    Moim ulubionym opowiadaniem było „Panienka z Barcelony”. Jest to historia dziewczyny, która potrafi idealnie naśladować bliską, zmarłą osobę. Swoją umiejętność odkrywa wtedy, kiedy pogrążona w żałobie matka innej dziewczynki myli główną bohaterkę ze swoją córką, ale dzięki temu osiąga wreszcie wewnętrzny spokój.
    Piękna historia o żałobie, pamięci o bliskich osobach i desperacji. Więcej nie można o niej napisać bez zdradzenia istotnych elementów fabuły, bo zajmuje niewiele stron, ale przy tym zawiera w sobie wiele treści.

    Tak jak to bywa w zbiorach, niektóre opowiadania są lepsze, inne nieco gorsze. Znajduje się tu nawet jeden thriller/kryminał, który choć był pięknie opisany, to jednak przypomniał mi o „Labiryncie duchów”, a to nie była moja ulubiona część cyklu.

    Niemniej na pierwsze zetknięcie z tym pisarzem jest to bardzo udana pozycja. Pozwala poczuć charakterystyczny styl i pomysły autora, a jednocześnie jest krótka i nie wymaga znajomości innych książek. Warto jednak poznać pozostałą twórczość Zafona, ponieważ jest to jeden z pisarzy, który ma potencjał, by w przyszłości wkroczyć w kanon literatury.

    Dzięki Panie Zafon za całą swoją twórczość, za danie wrażenia, że razem z tobą podróżujemy malowniczymi uliczkami Barcelony i odkrywamy tajemnice bohaterów nieco zamrożonych w czasie. Dzięki swojej spuściźnie najprawdopodobniej zostanie urzeczywistnione przesłanie płynące z jego powieści, że artysta żyje, dopóki żyje jego dzieło. A dziełom Zafona przepowiada się, że będą żyć bardzo długo

    Polecam

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem
    pokaż całość

    źródło: ECE92AB4-6BB5-4685-9A1E-151A6DF570F9.jpeg

  •  

    1267 + 1 = 1268

    Tytuł: Coś się kończy, coś się zaczyna
    Autor: Andrzej Sapkowski
    Gatunek: Tak
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    Zbiór niepublikowanych wcześniej i publikowanych w różnych antologiach i magazynach opowiadań Sapkowskiego. Tematyka i gatunki są bardzo różnorodne, znajdują się tu horrory, sci-fi w tym space opera, a także klasyczna dla Sapkowskiego fantastyka. Dwa opowiadania są z uniwersum Wiedźmina, w tym tytułowe „Coś się kończy, coś się zaczyna”, będące nawiązaniem do ślubu znajomych autora.
    W opowiadaniu ślub biorą Geralt i Yennefer, a spotyka się na nim szereg postaci znanych z sagi. Jest też Ciri, która odegra sporą rolę, a która później wyruszy, by pomścić swoją dziewczynę Mistle. Świetna, humorystyczna historia, która swoim poziomem dorównuje pierwszym opowiadaniom z sagi wiedźmińskiej. Widać, że Sapkowski wyjątkowo dobrze odnajduje się w krótkiej formie. Nie ma się wrażenia niedosytu, fabuła ładnie się zamyka w tych kilkudziesięciu stronach.

    Drugim moim ulubionym opowiadaniem jest ostatnie, które jest reinterpretacją wydarzeń z Salem. Grupka duchownych wkracza do wsi, w której ukrywa się rzekoma czarownica. Spotykają jednak grupę kobiet, której średnio podoba się ich postępowanie. Średniowieczne, patriarchalne, katozamordystyczne i mizoginistyczne poglądy ścierają się z walką kobiet o ich prawa.
    Chyba nikogo nie zdziwią poglądy autora w tej kwestii, bo doskonale było je widać już w sadze wiedźmińskiej.
    Antyklerykalna, mocno feministyczna opowieść z ważnym przesłaniem i zaskakującym zakończeniem. Ponownie widać, że Sapkowski jest mistrzem krótkiej formy

    Z istotnych faktów, to autor jest kociarzem, czego dał wyraz w dwóch opowiadaniach. Pierwsze z nich jest klasycznym horrorem w stylu „Cmętarza zwieżąt” Kinga (o czym jest nawet w przedmowie), a drugie to zabawny retelling „Alicji w Krainie Czarów”. I „zabawny” nie jest w tym przypadku określeniem na wyrost, podobnie jak podczas czytania tytułowego opowiadania kilka razy głośniej wypuściłam powietrze nosem. Znajduje się w nim też sporo nawiązań do życia i twórczości Lewisa Carrolla czy takie smaczki jak postać kruka o imieniu Edgar.

    Poza tym mamy jeszcze bardzo dziwny horror nagrodzony Zajdlem, średnią historię poznania się rodziców Geralta czy krótką space operę, która miała być wydawniczym żartem.

    Ogólnie poziom opowiadań waha się od dobrych do świetnych, nie ma tu pozycji, które bezwzględnie bym wyrzuciła. Największą wadą jest fakt, że książka chodzi po zaporowych cenach na aukcjach, ale i tak warto tyle zainwestować. Szczególnie, że raczej nie będzie tanieć, a dla fanów twórczości Sapkowskiego jest to pozycja obowiązkowa. Polecam

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #fantastyka #wiedzmin
    pokaż całość

    źródło: 900F645C-E959-4FFB-97ED-7BC4B097F22B.jpeg

  •  

    Ostatnio zakwitł mi jakiś dziwny kwiatek w doniczce, czy ktoś wie co to za gatunek?
    #pokazkota #kitku #smiesznekotki #koty

    źródło: IMG_3112.jpg

  •  

    1224 + 1 = 1225

    Tytuł: Dziennik z Morza Cortez
    Autor: John Steinbeck
    Gatunek: reportaż
    Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

    Zapiski z rejsu po Zatoce Kalifornijskiej Steinbecka i Eda Rickettsa w latach 40-tych. Głównym celem wyprawy było łapanie i opisywanie zwierząt morskich, jakie znaleźli. Jeśli motyw wydaje wam się znajomy, to pewnie czytaliście „Ulice Nadbrzeżną”. Ricketts, najlepszy przyjaciel Steinbecka, był biologiem morskim i jednocześnie pierwowzorem postaci doktora we wspomnianej powieści. Zaraził swoją pasją również pisarza i razem w jakimś stopniu zajmowali się badaniami.

    Warto zacząć od tego, że książka, pomimo podpisania jej nazwiskiem Steinbecka, zgodnie z jego biografią Pariniego, została w rzeczywistości w większości napisana przez Rickettsa i tak początkowo miała być sygnowana. John nadał tekstowi charakterystycznego dla siebie szlifu literackiego, jednak to jego przyjaciel napisał pierwotną wersję. Zdecydowanie czuć to podczas czytania, szczególnie przy fragmentach filozoficznych czy dotyczących naukowych kwestii. W częściach przygodowych natomiast już widać rękę noblisty i te fragmenty czyta się najprzyjemniej.

    Temat reportażu jest wyjątkowo niszowy i specjalistyczny, natomiast Steinbeck ma na tyle angażujący i wyjątkowy sposób narracji, że mógłby napisać transkrypt meczu Ekstraklasy i byłoby to ciekawe. Cechą wszystkich jego tekstów reporterskich jest humor, zapijanie wszystkiego alkoholem, przekomarzanie się między członkami zespołu i skupienie się bardziej na ludziach niż na sytuacji. „Dziennik z Morza Cortez”, w częściach ewidentnej pisanych przez niego, nie jest wyjątkiem.

    Niedługo przed wydaniem reportażu zdarzył się tragiczny wypadek z udziałem pociągu, w wyniku którego zmarł Ed Ricketts. Steinbeck postanowił przez to dopisać 50 stronicowe posłowie upamiętniające jego najlepszego przyjaciela. Ten fragment, mimo że pisany w lekki i chwilami zabawny sposób, jest bardzo smutny i pokazuje ogromną więź jaka łączyła tych dwóch mężczyzn.

    Nie jest to najlepszy przykład literatury faktu, który napisał Steinbeck, ale czyta się go dobrze. Szczególnie fani „Ulicy Nadbrzeżnej” i „Cudownego czwartku” powinni zainteresować się tą pozycją, ponieważ właściwie wszystkie postacie i lokalizacje są wzięte z życia autora. Np. kobieta alfons w rzeczywistości nazywano Madam i była sympatyczną, przyjaźniącą się z Rickettsem, dobrze traktującą swoje pracownice kobietą, która przeznaczała duże sumy na pomoc charytatywną.

    Polecam

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #steinbeck
    pokaż całość

    źródło: 203DB3D6-81A8-4C81-A6C7-723EF75E0971.jpeg

  •  

    1199 + 1 = 1200

    Tytuł: Gottland
    Autor: Mariusz Szczygieł
    Gatunek: reportaż
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    Zbiór kilku reportaży na temat Czech za czasu panowania Sowietów. Rys historyczny jest tu jedynie tłem dla przedstawienia historii ludzi, którym przyszło żyć w okresie wszechobecnej cenzury, niszczenia przez władzę wszelakich przeciwników politycznych, braku własności prywatnej i zaszczucia społeczeństwa przez szkodliwą ideologię.

    Jako że na literaturze historycznej raczej usypiam, cieszę się, że w tym zbiorze przedstawienie faktów historycznych ogranicza się do absolutnego minimum niezbędnego do zrozumienia motywów postępowania i sytuacji głównych bohaterów. A bohaterowie są z pozoru zwykli, ale różnorodni i mają za sobą różne przejścia. Jest aktorka, która miała romans z Göbbelsem, jest artysta, który stworzył rzeźbę Stalina, a który nie zniósł presji i popełnił samobójstwo, są wszechobecni agenci SB, których inwigilacja i szerzenie nieprawdziwych informacji porównywane jest do sposobu działania obecnych mediów, są trojaczki popowej muzyki czeskiej, z których najpopularniejsza w Polsce była Helena Vondráčková i był ku temu istotny powód, i wiele innych ludzi, którzy w jakiś sposób spotkali się z ówczesną władzą

    Trochę też o samym komunizmie, czeskiej wersji „wielkiego brata”, o poświęceniu swojego życia zawodowego w zamian za wolność słowa, oraz o postawie oportunistycznej w kontraście. Jednocześnie autor nie stara się jednoznacznie potępiać tych drugich, pokazuje jak zniszczone mieli życie ci pierwsi, i że nie wszyscy mieli dość siły i chęci by zostać bohaterami czy wręcz męczennikami.

    Szczygieł to obecnie jeden z najpopularniejszych i najczęściej nagradzanych polskich reporterów i po tej książce widzę dlaczego. Pisze w sposób bardzo przystępny, lekki i czyta się to błyskawicznie. Temat jest ciekawy, może wnioski, które zostają wyciągnięte nie są zbyt rewolucyjne, ale autor ma na tyle charyzmy i w na tyle interesujący sposób opowiadania, że całość się jak najbardziej broni.

    Pozycja dla osób zainteresowanych komunistyczną historią Czech, ale i dla wszystkich, którzy po prostu szukają dobrego reportażu. Polecam

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem
    pokaż całość

    źródło: embed.jpg

  •  

    1127 + 1 = 1128

    Tytuł: Psie Serce
    Autor: Michał Bułhakov
    Gatunek: science fiction
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    Taka ciekawostka od autora „Mistrza i Małgorzaty”.
    Szarik jest zwykłym, średnio rozgarniętym psem, który lubi kiełbasę, nie lubi kotów, i trafia do laboratorium, w którym eksperymentuje się z łączniem narządów zwierząt z gatunkiem ludzkim i na odwrót. Naszemu głównemu bohaterowi przeszczepia się mózg i jądra nieboszczyka i obserwuje zmianę zachowania.
    Szarik staje się typowym według Bułkahova przedstawicielem klasy robotniczej ówczesnych Rosjan, zaczyna pić, ma skłonności do burd i robi się nieuczciwy, co rodzi szereg problemów dla naukowców.

    Książka jest komentarzem społecznym dotyczącym rewolucji proletariackiej.

    Krótka, humorystyczna nowelka, która kilka razy nawet wywołała uśmiech na mojej twarzy. Ciężko właściwie coś więcej o niej powiedzieć, jak kogoś po prostu zaciekawiła koncepcja wszczepienia psu mózgu i genitaliów człowieka, nad czym unoszą się opary wódki i brudu, biedy i wadliwego ustroju Moskwy, to będzie miał przyjemną rozrywkę na 1.5h. Dla mnie to był wstęp do tego, by wreszcie, bez widma przymusu, przeczytać „Mistrza i Małgorzatę”. Póki co mogę powiedzieć, że Bułhakov ma fajny, lekki, naturalistyczny, pisany pod bystrym okiem obserwatora styl opowiadania, i że dobrze się bawiłam podczas lektury

    Trochę dziwna, trochę śmieszna, ale fajna, polecam

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem
    pokaż całość

    źródło: 90FDE64A-83E2-4743-B41D-2CA10C259027.jpeg

  •  

    1103 + 1 = 1104

    Tytuł: Jenny Nordberg
    Autor: Chłopczyce z Kabulu
    Gatunek: reportaż
    Ocena: ★★★★★★★★★☆

    „Chłopczyce z Kabulu” to zbiór historii kobiet zamieszkałych w Afganistanie, których matki, z powodu tradycji mówiącej o tym, że każda dobra muzułmanka musi urodzić syna, zdecydowały się przebierać swoje córki za chłopców. Robiły to po, by razem byli szanowaną rodziną, z powodu mnóstwa przywilejów przysługujących wyłącznie mężczyznom czy też dlatego, że wierzyły, że zmienianie swoich córek w bacza pusz zwiększy ich szanse na urodzenie prawdziwego chłopca.

    Książka porusza przy tym wiele interesujących tematów, z czego najwięcej uwagi przysługuje segregacji płciowej, tradycyjnym rolom płciowym, najbardziej prymitywnej formie patriarchatu, płci kulturowej i biologicznej oraz pomocy humanitarnej przez kraje wysokorozwinięte. Głównie przez USA pompujące mnóstwo pieniędzy swoich podatników, które później na miejscu trafiają w większości do skorumpowanych polityków i urzędników. Wątek pomocy jest jednym z najciekawszych i pokazuje jak obłudne i naiwne jest działanie większości fundacji i polityków. Np. szerzenie pomocy poprzez budowanie domów, w których Afgańczycy nie mieszkają, bo ich lepianki są lepiej klimatyzowane, budowę szkół, w których kształcą się głównie chłopcy z bogatych domów, a które pogłębiają problem nierówności społecznych, czy przede wszystkim działanie na rzecz kobiet, zazwyczaj całe projekty czy wykłady, na które… Zaproszone są same kobiety.

    Tutaj warto wspomnieć o okupacji przez Sowietów, którzy pomimo wielu swoich wad wprowadzili też trochę cywilizacji w tym regionie i których nawet przeciwnicy komunizmu postrzegają dość pozytywnie. Jako pierwsi próbowali wpoić mieszkańcom idee wolności, sprawiedliwości i równości społecznych. Otwarcie twierdzili, że kobiety są równe mężczyznom i powinny mieć taki sam udział w życiu publicznym. Za ich panowania powoli zachodziły zmiany w mentalności tamtejszej ludności, jednak przywłaszczenie sobie władzy przez talibów znowu cofnęło kraj zarówno ekonomicznie, jak i społecznie

    Bardzo ciekawy, sprawnie napisany reportaż na temat miejsca, które według ONZ jest najgorszym miejscem do życia dla kobiet i dla wszystkich. Opowiada o świecie tak oderwanym od współczesnych realiów, prymitywnym, w którym nie można nawet myśleć o seksie (teoretycznie, bo w praktyce tylko kobiety nie mogą), a jednak wszystko obraca się wokół niego, że czyta się to jak opis sytuacji w średniowieczu, a nie w 2010 r.

    Polecam wszystkim nie tylko zainteresowanym tematyką praw kobiet, ale również obyczajowością krajów Bliskiego Wschodu i ogólnie bardziej radykalnego islamu.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem
    pokaż całość

    źródło: 97357758-714E-46D7-A1F0-58DD36A7B66E.jpeg

  •  

    Wczoraj ogłoszono zremasterowanego LiS-a i LiS: True colors na #nintendoswitch (。◕‿‿◕。) Premiera tego drugiego 10.09. Oj, będzie grane
    #lifeisstrange

    źródło: youtu.be

  •  

    1074 + 1 = 1075

    Tytuł: Rdza
    Autor: Jakub Małecki
    Gatunek: literatura piękna
    Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

    Książka jest podzielona na dwie linie czasowe - lata współczesne i lata tuż powojenne, z których powoli przedostajemy się do wyjaśnienia wydarzeń i zjawisk ze współczesności. Głównymi bohaterami są mały chłopiec, który z czasem dojrzewa i którego problemy dojrzewają razem z nim, i babcia chłopaka, która z kolei cofa się pamięcią do lat swojej młodości i swoich problemów.

    Trudno właściwie jednoznacznie stwierdzić o czym jest książka. Może o relacjach, o dojrzewaniu, o przemijaniu, o przyjaźni, odpowiedzialności? Nie ma tu jednego dominującego motywu oprócz tego, że losy Tośki i Szymka splatają się ze sobą. I losy Szymka i jego najlepszego przyjaciela.

    Wcześniej ludzie na tagu mnie ostrzegali, że pierwsza lektura Małeckiego budzi zachwyt, a kolejne przyprawiają o déjà vu. Przyznaję, że trochę tak było i w moim przypadku. Zauważyłam zbieżne z motywami „Dygotu” wątki okrucieństwa wobec zwierząt, podzielenia akcji na dwie linie narracyjne, śmierci powiązanej z naturą, nieplanowanej ciąży, zestawienia dzieci z dorosłymi, głównego bohatera nieakceptowanego przez rówieśników przez swoją nietypową aparycję, i ogólnej beznadziei i ludzkich dramatów.

    Czy to już kopiowanie własnego pomysłu? Może trochę, ale jeszcze w granicach przyzwoitości. Uznałabym to po prostu za taki styl autora, który wymaga, by czytać jego książki z pewnym odstępem czasu. Ja tak zrobiłam i dlatego „Rdzę” oceniam pozytywnie. Na pewno nie tak jak „Dygot”, ten był bardziej emocjonujący i emocjonalny przede wszystkim, ale „Rdza” to również popis wyjątkowego w polskich współczesnych realiach warsztatu Małeckiego.

    Polecam, chociaż na pierwszą książkę tego autora bardziej polecam wspomniany „Dygot”

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem
    pokaż całość

    źródło: EE5A9DCD-A000-4160-9CBC-D8AB5DE10A79.jpeg

  •  

    1056 + 1 = 1057

    Tytuł: Gdzie dawniej śpiewał ptak
    Autor: Kate Wilhelm
    Gatunek: science fiction
    Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

    Ze względu na szereg katastrof nawiedzających planetę, ludzkość zostaje zdziesiątkowana, a nieliczni, którzy mogliby przedłużyć gatunek, są bezpłodni. W tych okolicznościach pewna grupa naukowców zajmuje się genetyką, przede wszystkim tworzy grupę ludzi sklonowanych z ich naturalnego pierwowzoru. Po pewnym czasie już żadnemu zwykłemu człowiekowi nie udaje się przeżyć, a klony tworzą własne społeczeństwo oparte na wzajemnym bezwględnym przywiązaniu, braku indywidualności i ściśle określonych rolach kobiet w fazie płodności i po niej. Nawet w tym z góry określonym systemie rodzą się pojedyncze jednostki, które buntują się przeciwko takiemu uprzedmiotowieniu i brakiem prawdziwych uczuć u ludzi, i starają się zachować swoją odrębność. Czy ma to sens i czy im się to uda, dowiecie się z książki.

    Podeszłam do tej książki z wiedzą, że jest o klonowaniu i że zdobyła nagrodę Hugo. Trochę się zaskoczyłam, bo spodziewałam się klasycznego sci-fi o wojnie klonów z ludźmi, a dostałam antyutopię o zabarwieniu filozoficznym. Chwilami powieść przypominała mi pomieszanie „Opowieści podręcznej” z rokiem 1984, traktując o zanikających uczuciach i uzależnieniu wartości kobiet od ich zdolności reprodukcyjnych.

    Mam przesyt literaturą antyutopijną, która w wielu przypadkach jest bardzo powtarzalna, ale ta książka była ok, do samego końca ciekawiło mnie jak historia się rozwinie. Myślę, że jednak z tego pomysłu dałoby się wyciągnąć trochę więcej niż konkluzję w stylu „ujednolicone społeczeństwo zabija indywidualność”, ale może to ja nie zauważyłam wszystkich wartości, jakie autorka chciała przekazać.

    Jest ok, ale raczej nie zostanie ze mną na dłużej

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem
    pokaż całość

    źródło: embed.jpg

  •  

    1033 + 1 = 1034

    Tytuł: Dziewczyna, kobieta, inna
    Autor: Bernardine Evaristo
    Gatunek: literatura piękna
    Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

    Gdyby za 50 lat ta książka stała się lekturą szkolną w krajach wysokorozwiniętych, tj. nie w Polsce, wcale bym się nie zdziwiła. Niezależnie od samych walorów czytelniczych, trzeba przyznać, że porusza ogromną liczbę obecnych problemów cywilizacyjnych. Głównie kobiecych i w jakiś sposób związanych z feminizmem, ale znajdują się tu też tematy ogólnie związane z nierównością rasową, finansową, z polityką, z akceptacją inności, i wiele innych. Z tego powodu Booker wydaje się uzasadniony, jednak odnoszę wrażenie, że to nawet zbyt oczywisty wybór na tę nagrodę. Opisywana przeze mnie wcześniej książka „10 minut i 38 sekund na tym dziwnym świecie”, również nominowana w 2019 r i również poruszająca problematykę praw kobiet, wyczerpywała temat i pozostawiała większe wrażenie.

    Największym problemem powieści Evaristo jest chaotyczność i pobieżne potraktowanie większości tematów. Wątek rasowy ciągnie się aż do końca i do niego nie mam raczej zastrzeżeń, ale aż prosiło się o danie więcej przestrzeni bohaterce niebinarnej. Niemniej plusik daję już za sam fakt istnienia tego wątku, bo jeszcze w żadnej książce nie spotkałam się z reprezentacją tej mniejszości.

    Nie jestem też pewna co sądzę o samym tłumaczeniu. Z jednej strony tłumaczka starała się jak mogła, żeby oddać różnice między bohaterami z różnych warstw społecznych, o różnym wykształceniu, z drugiej wiele decyzji translatorskich wydaje mi się sztucznych i zwyczajnie niepotrzebnych, niektóre słowa w ogóle zostawiłabym w oryginale i najwyżej dała przypis.
    Tłumaczka np. podjęła decyzję o zmianie oryginalnych słów z lesbijskiego slangu (butch, femme) na zapis fonetyczny po polsku (bucz, femka) i mam serdeczną prośbę, żeby nigdy więcej już tego nie robiła.

    Chyba najlepsze określenie, jakie przychodzi mi w celu opisania tej książki, to to, że jest inna. Ma nietypową strukturę tekstu, do której trzeba się przyzwyczaić, ale potem nie przeszkadza, ma innych bohaterów, inne rozwiązania stylistyczne, cała jest inna.

    Interesująca książka. Nie lubię tego zdania, ale raczej przeznaczona dla kobiet. Ja się w żadnej bohaterce nie odnalazłam, a według wielu recenzji powinnam, ale nie trudno jest mi sobie wyobrazić scenariusz, w którym jakaś kobieta ściśle utożsami się z którąś z postaci i ta powieść coś w tej osobie obudzi. Mnie tylko zaciekawiła

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: 7451C50C-29D5-4924-99FC-0A6DEE6D71ED.jpeg

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika Wypok2

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.