•  

    Dlaczego koniecznie trzeba czytać ulotki dołączane do lekarstw? Żeby nie skończyć jak na zdjęciu. (UWAGA: zdjęcie lekko drastyczne, żaden gore, ale i tak nie klikałbym przy jedzeniu lub w pracy). Jeżeli boisz się kliknąć, przeczytaj najpierw opis.

    21 lutego 2014, mały Zachary Smith poskarżył się mamie na piekące uczucie w stopie, które przypisał zetknięciu z trującym dębem (poison oak, tak naprawdę nie ma polskiej nazwy). Mama posmarowała stopę odpowiednią maścią i zapomniała o sprawie. Następnego dnia dostał jednak czerwonej wysypki i gorączki. Mama zabrała go do szpitala gdzie stwierdzono nieokreśloną infekcję wirusową, przepisano odpowiednie leki i odesłano do domu. Wysypka jednak nie ustąpiła, wręcz przeciwnie, z każdą godziną było gorzej. Oczy stały się czerwone, wargi zaczęły pękać i się łuszczyć. Rodzina ponownie zawiozła Zacharego do lekarza. Tym razem jedna z pielęgniarek zasugerowała, że dziecko może cierpieć na Zespół Stevensa-Johnsona.

    SJS (tak się w skrócie nazywa ta choroba) to rzadkie zapalenie skóry, w Stanach Zjednoczonych diagnozuje się ok. 300 przypadków rocznie. Choroba może objąć nie tylko skórę, ale też błony śluzowe, co z kolei może doprowadzić do zaburzenia pracy niektórych organów i w konsekwencji do śmierci. Śmiertelność SJS szacuje się na 5-10%. Jeżeli stan zapalny obejmie więcej niż 30% skóry, wtedy chorobę klasyfikuje się jako Zespoł Lyella (zwany też TEN od angielskiego Toxic Epidermal Necrolysis). TEN to w zasadzie to samo co SJS tylko bardziej poważne. Występuje jeszcze rzadziej niż SJS, ale niestety ma wyższą śmiertelność - ok. 30-40%.

    Obydwie choroby są zazwyczaj skutkiem ubocznym przyjmowania pewnych leków i tak też najprawdopodobniej było w przypadku Zacharego. Cierpiał na migreny, kilkanaście dni wcześniej przepisano mu substancję o nazwie Lamotrygina (w Polsce sprzedawana m.in. pod nazwami Epitrigine, Lamilept, Lamotrix, Lamitrin, Symla, Verpin). Lamotrygina może powodować wysypkę, SJS znajduje się na liście jej skutków ubocznych. U Zacharego objawy wystąpiły dopiero po kilkunastu dniach przyjmowania preparatu, dlatego matka nie skojarzyła jego problemów z lekiem, a wręcz przeciwnie, podała mu go nawet przed drugą wizytą u lekarza.

    Zacharego odesłano do kolejnego szpitala, gdzie badania potwierdziły sugestię pielęgniarki. Niestety SJS szybko przeszedł w Zespół Lyella. Zdecydowano się na odesłanie chłopca samolotem do specjalistycznego szpitala posiadającego oddział leczenia oparzeń (takie oddziały mają dermatologów, którzy potrafią zająć się rozległymi chorobami skóry). Tam lekarze zaproponowali wprowadzenie go w stan śpiączki farmakologicznej, podłączenie do respiratora oraz chirurgiczne usunięcie wierzchniej warstwy skóry i poczekanie aż wyrośnie nowa, niezaatakowana chorobą. Jednak człowiek obdarty ze skóry (nawet jeżeli to tylko wierzchnia warstwa) staje się podatny na infekcje, nie mówiąc o tym, że pewnie każdy dotyk boli jak cholera. Dlatego żeby pozwolić skórze spokojnie odrastać owinięto go w skórę sztuczną, stosowaną normalnie w leczeniu oparzeń. W tym wypadku był to produkt o nazwie Biobrane. Taki nylonbojtel tyle że droższy - w polskim sklepie znalazłem cenę 5200 PLN za płat 38 x 51cm.

    I to właśnie widzicie na zdjęciu - dziecko owinięte w sztuczną skórę podczas gdy jego naturalna powoli odrasta.

    Mimo wdrożonego leczenia jego stan był bardzo poważny, choroba zaatakowała 90% powierzchni ciała, dotarła również do płuc.

    Co się z nim ostatecznie stało? Możecie zobaczyć w komentarzu poniżej.

    #medycyna #zdjecia #ciekawostki i trochę #historiajednejfotografii #nsfw
    pokaż całość

    źródło: 0.jpg 18+

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika Yaci

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.