•  

    Widzieliście kiedyś na żywo prawdziwą debate na temat wojskowości? Ja miałem okazję wczoraj w jednej uczestniczyć. Przygotowałem prezentację o ANW(trudne zagadnienie), produkowałem się pół godziny, ale dobrze poszło. Ostatni slajd, na nim ”dziękuję za uwagę”, mówię:
    - Dziękuję za uwagę. Czy ktoś ma jakieś pytania albo komentarze?
    Atmosfera na sali trochę się rozluźniła. Głos zabrał doktor habilitowany Wolski:
    - Z całym szacunkiem, panie Anonimski, według mnie pańska prezentacja zawierała szereg błędów. Po pierwsze, ANW...
    Zaczęło się. Czułem się, jakbym schodził po schodach i nie trafił w stopień. Serce zamarło, po czym przyspieszyło do stu dwudziestu na minutę. Wolski po kolei punktował wszystkie słabostki mojego wystąpienia
    - ...mam wrażenie, że przeczytał pan jedynie przeglądówki sprzed piętnastu lat, a i to pobieżnie. Czy pan w ogóle odróżnia ANW od ZMECH?
    - Panie docencie... ja... ja... - dukałem nieporadnie. To koniec. Obrona nie była możliwa. Cały mój wysiłek poszedł na marne, słońce zaszło za chmurami, a z nim nadzieja na zaliczenie seminarium. Zawiodłem i przegrałem.
    Niespodziewanie inicjatywę przejął mój promotor, profesor Bartosiak.
    - Szanowni państwo - zwrócił się do zebranych - z całą pewnością wszyscy słyszeliśmy żałosne wywody docenta Wolskiego. Jakże jednak mamy traktować je poważnie, skoro pan docent, jak powszechnie wiadomo, ma małą i giętką pałę oraz lubi ssać męskie penisy?
    Szmer uznania przetoczył się przez audytorium. Ludzie kiwali głowami, przychylając się do słów profesora.
    - Panie profesorze - oburzył się Wolski - Co to do cholery znaczy? Co ma długość mojego członka do ANW? A „męski penis” to masło maślane, zna pan jakieś "żeńskie penisy"? Pan obraża naukową dyskusję!
    - Sam pan ją obraża swoją paskudną mordą, docencie Wolski. W kwestii „męskich penisów” to tak, znam jednego właściciela „żeńskiego penisa” – pana, docencie, bo pan pizda jesteś. Pytał pan jeszcze, co ma długość pańskiego fistaszka, którego szumnie określił pan nazwą członka, do ANW? Ano to, że tankował pan wódkę z przemytu, zmetylowało panu kutasa i jego rozwój zatrzymał się na trzech centymetrach.
    Widownia wybuchła śmiechem. Z osłupieniem obserwowałem tę scenę. Wolski poczerwieniał jak burak, Bartosiak zaś, bez zażenowania, wyciągnął cygaro, zapalił je i zaciągnął się z satysfakcją. Ktoś z sali krzyknął:
    - Brawo profesor Bartosiak!
    - Kto wpuścił tego debila na salę? Wypierdolić Wolskiego!
    - Wypierdolić!
    Docent poczerwieniał jeszcze bardziej, podszedł do Bartosiaka i warczącym głosem zaczął mu dogryzać:
    - Że niby ja mam jakieś braki? A co z panem, profesorze, co? Bartosiak-bezsiusiak! Stary impotent, bez viagry to nawet myśleć o ruchaniu nie może! Spójrzcie na niego, jakie cygaro wyciągnął, pewnie kompleksy ma! Lubi pan brać długie, grube rzeczy do gęby, co nie?
    Profesor Bartosiak zaciągnął się cygarem, wypuścił dym prosto w twarz adwersarza.
    - Chyba pana stary, docencie. Panie magistrze, proszę pocisnąć torpedę docentowi Kurwolskiemu. - zwrócił się do mnie.
    Rozgorączkowana publiczność pokazywała nas sobie z zaciekawieniem palcami. Wolski był już skompromitowany, a do mnie należało jego ostateczne dobicie. Widownia oczekiwała świetnej wiązanki, mój promotor patrzył na mnie z nadzieją, Wolski zaś próbował zamordować mnie wzrokiem. Wyprostowałem się, spojrzałem mu prosto w oczy i wyrzekłem.
    - Pytał się pan, docencie Wolski, co wiem o ANW. Wiem, kurwa, wszystko. I chuj pana obchodzi, z jakich źródeł korzystałem, bo i tak pewnie czytać pan nie potrafi. Jeśli moje wywody o ANW się panu nie podobały, to może mnie pan w dupę pocałować. Albo w wała possać, tak jak pan lubi!
    Docent skrzywił się nieprzyjemnie, wycelował oskarżycielsko palcem.
    - Panie Anonichuimski! Merytorycznie pana praca leży i kwiczy, to dno plus metr mułu, gówno psie i wie pan co?
    - Co? - odparłem odruchowo. Błąd.
    - Chujów sto!
    Audytorium zaśmiało się. Dałem się zrobić jak dziecko. Wolski uśmiechnął się triumfalnie, pewien zwycięstwa. Profesor niewzruszony palił swoje cygaro. Kiwnął przyzwalająco głową. Zripostowałem.
    - W pana dupę, docencie Kurwidolski! Tak, jak pan lubi!
    Zerwała się owacja. Wolski starał się coś odeprzeć, coś dodać, bronić, się, atakować, ale lud nie dał dojść mu do słowa.
    - Wypierdalaj! Wypierdalaj! WY-PIER-DALAJ!
    - Chuj ci na imię! Kurwidolski, chuj ci na imię! Chuj ci na imię! - skandowali.
    Biedny docent nie miał gdzie się schować. Usiadł na swoim miejscu, skurczył się w sobie i (choć wydaje się to niemożliwe) poczerwieniał jeszcze bardziej. Zasłonił twarz rękami. Nie wierzę. Triumfowałem. Wygrałem naukową dyskusję.
    - Czy ktoś ma jeszcze jakieś pytania lub komentarze? Dla odmiany sensowne?
    - Tak - podjął jeden z kolegów na sali - Czy z analizy przepływu geostrategicznego hegemonii na masach lądowych eurazji Polska na drabinie eskalacyjnej ma szanse obronić przesmyk suwalski?
    Uśmiechnąłem się. Z sali zaczęły padać coraz to nowe pytania, ja zaś odpowiadałem na nie zgodnie z moją wiedzą. Profesor Bartosiak dopalił cygaro i pokiwał głową z uznaniem
    #bartosiak #wolski #pasta
    pokaż całość

    •  

      @Zawiera_Gluten:

      Był piątek, kilka godzin po prezentacji, jeszcze nie do końca ochłonąłem ale już równo o 18-tej zadzwoniłem do domofonu pod adresem podanym przez promotora.
      Budynek 2 a numer 49, to musi być pierwsze albo drugie pietro - pomyślałem.
      "kieruj się do piwnicy, czekamy" - odezwał się głos profesora Bartosiaka w interkomie i szczęknął elektrozamek drzwi.
      Otworzyłem i trochę zszokowany machinalnie zszedłem w dół.
      Drzwi na końcu schodów obite były nierdzewną blachą a w miejscu "judasza" miały dużą żółtą naklejkę z symbolem radioaktywności.
      Otworzyły się gdy stawiałem stopę na ostatnim schodku, stał w nich Jacek w skórzanej kurtce, błysnęły mu okulary światłem odbitym od lampy i zagaił "wchodź, też dopiero niedawno tu wbiłem, mialem coś do załatwienia na mieście, dzisiaj korki ale podrzucił mnie taki znajomy koleś maluchem".

      Uśmiechnął się lekko i weszliśmy głębiej. Drzwi zatrzasnęły się za mną i same zaryglowały. Z krótkiego korytarza weszliśmy do dużej sali, na jednej ścianie pokrytej całkowicie monitorami wyświetlały się podglądy z satelit, wystąpienie Zeleńskiego, informacje z CNN a na prawej części leciał teledysk do piosenki "Bayraktar" z mocno przyciszonym wokalem. Sala miała wyłączone oświetlenie, mrok rozjaśniał tylko blask od ściany monitorów.

      Siedząca na końcu długiego stołu postać podniosła głowę znad laptopa i dość żywo zapytała:

      - jak tam młody nastrój po prezentacji? Zszedł już cały stres?

      To Marek Budzisz, spytał się i nie czekając na odpowiedź, odchylił się mocno na fotelu i zaśmiał się szeroko.

      - rewelacyjny - odparłem - trochę było nerwów przed i w trakcie ale dałem radę z pomocą profesora Jacka.

      - po to ma się promotora - odrzekł z uśmiechniętą miną.

      Zamknął ekran laptopa, wstał i podszedł do baru

      - co ci nalać? Co lubisz? Dzisiaj twoje święto i mamy tutaj niezły wybór trunków, od miodów pitnych po single malty.

      Sięgnął po 3 szklanki i nie czekając na odpowiedź wypełnił każdą do połowy 38 letnim Singletonem, dorzucił po 2 kostki lodu i krzyknął:

      -Jacek, chodź bo alkohol stygnie

      - widziałem jak na obronie zgasiłeś czelfajera, nie było łatwo ale zachowałeś bystrość umysłu.

      - przecież nie było trasmisji, to jak pan oglądał?

      Znowu Marek zaśmiał się i wyjaśnił:

      - Jacek miał kamerkę z mikrofonem w krawacie, dostaliśmy trochę gadżetów od chłopaków z Potomac Foundation, potrzebujemy urozmaicenia w tym smutnym jak pi*zda kraju.

      Kliknął przycisk na barze i płynnym rosyjskim powiedział do interkomu "Tatiana, priszoł siuda".

      W tej chwili wszedł Jacek z któregoś z mniejszych pomieszczeń, już bez kurtki i krawata, rękawy koszuli podwinięte, na kieszonce wyhaftowane złotymi literami S&F.

      - zaraz zaczynamy, niech tylko Albert przyjdzie, dajmy mu chwilę - wyjaśnił.

      I w tym momencie z pomieszczenia za barem wyszła blond dziewczyna i stanęła blisko nas. Około 18 lat, długie włosy w kolorze słomy, miała na sobie tylko czarne szpilki i czarne stringi. Nagie, jędrne piersi próbowała maskować włosami ale były jeszcze za krótkie i w całej okazałości móżna było podziwiać pokaźny biust.

      Oniemiałem. To było jak strzał otępiający ale jednocześnie w głowie pojawiły się pytania - kto to jest, co tu robi i co to za sytuacja?!?

      Jacek odczytał z mojej twarzy zdumienie i wyjaśnił:

      - to prezent od Zeleńskiego, za konsultacje, analizy i pomoc w opracowaniu strategii dla armii ukraińskiej. Wiesz, że walczą głównie według koncepcji Armii Nowego Wzoru? Duże nasycenie elektroniką, ręczną bronią ppk, dronami a satelity zapewniają świadomość sytuacyjną. To się po prostu sprawdza, przez tydzień byliśmy z Markiem w Kijowie i opracowaliśmy reorganizację, później armia ukraińska obroniła stolicę. Duże ryzyko ale warto było. W dodatku Tatiana wróciła z nami.

      - byliście tam w czasie oblężenia Kijowa? - Dopytałem.

      - tydzień przed Kaczyńskim, utarliśmy mu drogę i wiesz jak jest - politycy spijają później całą śmietankę - dodał.

      Marek zarządził Tatianą:

      - przygotuj przekąski do alkoholu.

      Dziewczyna odwróciła się i poszła do kuchni za barem a my we trójkę odprowadziliśmy ją wzrokiem.

      - dlaczego jest prawie naga? - Próbowałem ustalić gdy zniknęła z pola widzenia.

      Marek swoim spokojnym głosem zaczął wyjaśniać

      - wiesz, wmówiliśmy jej, że boimy się podsłuchów i musi chodzić tylko w tych minimalnych stringach - bezpieczeństwo - parsknął śmiechem i Jacek też zachichotał głośno.

      Drzwi wejściowe trzasnęły, Albert wszedł do sali z żarzącym z cygarem w ustach, zrzucił na fotel skórzaną kurtkę model M65 i uśmiechnięty wszedł za bar nalać sobie whisky z butelki pozostawionej przez Marka. Podszedł do nas i poczęstował Bartosiaka cygarem wyciągniętym z kieszonki swojej śnieżnobiałej koszuli.

      - kubańskie - rzekł

      Wróciła Tatiana, krokiem modelki wniosła dużą deskę z pokrojonymi serami, plastrami wędzonego boczku, kawałkami słoniny i małymi półmiskami z różnokolorowym kawiorem. Położyła na barze i stanęła niedaleko czekając na kolejne dyspozycje.

      - wielki dzień dzisiaj - rzekł Albert. Za co pijemy?

      - za przyszłość - odpowiedział Marek.
      - za twoją przyszłośc w naszych szeregach S&F - doprecyzował Jacek patrząc na mnie.

      Uśmiechnęłi się wszyscy i 4 szklanki z brązowym trunkiem spotkały się w powietrzu.
      Toast przyjęty...
      pokaż całość

  •  

    Wkurwiają mnie już tacy piwosze-neofici, co to kurwa całe życie walili harnasie za 1,99 i inne tatry, a teraz nagle koneserzy piw kraftowych.

    Pół biedy, jak ustawiasz się na piwo w plenerze. Teraz każdy monopolowy musi mieć w lodówkach jakieś ciachany palone, kormorany niskosłodzone i inne żywe bezglutenowe, nabierze sobie taki 6 różnych do siatki i zadowolony nie truje dupy. Ale nie daj boże kup sobie piwo jakiegoś większego browaru. Nie mówię to o obiektywnie hujowych harnasiach, żubrach czy innych tyskich, ale normalnych piwkach typu perła czy Łomża, co to przyjemnie obalić latem bez kontemplacji bukietu smakowego. Zaraz się zaczyna:

    - hurrr durrr co ty pijesz, koncernowe siki, jebie tekturo, za tyle samo mogłeś mieć ekokraftowy CIEMNY PRZENICZNY LAGER PILS PALONY JASNY PEŁNY z BROWARU KOCZKODAN, mmm, pacz jakie to dobre, wyliżem jeszcze butelke po wypicu!!!!!!!

    Nieważne, że 5 lat temu sami spuszczali się nad „perło export”, bo okazało się, że istnieje poniżej 4 zł coś nie jebie żółcią jak harnaś i nie chce się rzygać wypiciu 7.

    Prawdziwa jazda zaczyna się przy próbie ustawienia w jakiejś knajpie. Lokale z wyborem mniejszym niż 15 gatunków piw kratowych albo belgijskich czy niemieckich odpadają. Rzut oka na kartę wystarczy, i już trzoda:

    - o, nie ma południowosakosńskiego stouta 16894 IPA uberchmielone 69 IBU z browaru Himmler, wychodzimy, co mie tu jakimś guwnem pizner urkłel chco otruć!
    Koniec końców po sprawdzeniu wszystkich lokali z jedzeniem lądujesz w jakimś speluno pubie z gównomuzyką i wyborem 10 0000 piw o zjebanych nazwach typu „atomowy morświn”, „natarcie pszenicy” albo o nazwach na zasadzie „w chuj długa nazwa procesu technologicznego+nazwa wioski, z której jest browar”

    -pacz opie , to je zajebisty lokal, to je wybór, mmm, ukraińskie piwo pszeniczne środkowej fermentacji wysokohmielone palone otwartej ekstaktacji w niedomknietej kadzi browaru Jabolon, w schłodzonym kuflu, tak jak mówił Kopyr na blogu, boże, jakie to dobre, mmm…

    I żłopie tą zupę o konsystencji gunwa, co to do niczego nie podobna. To tyle żali na dziś, gorzej jak spotka się dwóch takich januszy koneserów piwa i pierdolo całe spotkanie, ale to już temat na inną opowieć, jak chcecie, to napisze…

    #piwo #kopyra #pasta
    pokaż całość

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika Zawiera_Gluten

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Popularne tagi Zawiera_Gluten

Osiągnięcia (3)