Magda Gessler na prezydenta!

  •  

    Tą piosenkę powinni puszczać ludziom chorym na bezsenność, pomysłodawca takiej terapii dostałby Nobla z medycyny, za pokonanie bezsenności xD
    #eurowizja

  •  

    Że to beztalencie ze Szwecji się dostało dalej to dramat
    #eurowizja

  •  

    Te kury niech przefarbują na purpurowo, będą robić za maskotki xD
    #kuchennerewolucje

  •  

    "Żurawinowa chatka zagadka"
    "Plantacja - Jagodowe Marzenie"
    Co to za nazwy? xD
    #kuchennerewolucje

  •  

    Przynajmniej nie może powiedzieć, że rosół będzie ze starego mięsa xD
    #kuchennerewolucje

  •  

    Akurat tego, że Pomarańczowy Błazen wywoła napaść na Kapitol swoim "podgrzewaniem" opinii publicznej, to się nie spodziewałem xD
    #usa

    GIF

    źródło: CACLqSq.gif (885KB)

  •  

    #kir3usarmy #kilofyirewolwery

    Der Groẞescooter

    Wolfgang odpoczywał po dniu pełnym przygód. Siedział oparty o niedużą sosenkę, co rusz pociągając samodzielnie skręconego papierosa. Po drugiej stronie polany na której oddział postanowił rozbić obóz, dowódca, oficer White postanowił zorganizować zawody strzeleckie dla chętnych, tak aby każdy chętny mógł poprawić swoje umiejętności. Za cele obrano puszki po wojskowym prowiancie.

    - Dobrze im tak - pomyślał Wolfgang, ręką obejmując brzuch

    Niedaleko pola zmagań oddziału USA z metalowymi wrogami, kompanijny medyk próbował opatrzyć ojca Masona, na co ten reagował krzykiem i recytacją losowych cytatów z Biblii. Dzięki temu młodemu inżynierowi Zurichskichowi udało się poznać co najmniej trzy nowe określenia dla Szatana, oraz przynajmniej kilka słów po łacinie. Wolfgang zatrzymał się przy tej scenie na trochę dłużej. Ciekawa, wręcz nowatorska próba wzbicia się Reverenda Luciena w powietrze o czymś mu przypomniało, o rzeczy, dzięki której tak naprawdę zdecydował się opuścić Europę, i wybrać się do Ameryki. Von Zurichskich zgasił papierosa, niedopałek wyrzucił w krzaki, i cofnął się w myślach kilka lat wstecz.

    Wolfgang ledwo co wtedy wszedł w dorosłość to jednak, jego charakter bardziej pasował do zniszczonego życiem, zgrzybiałego starca, aniżeli do bogatego człowieka w sile wieku. Ojciec próbował temu zaradzić, wysyłając syna do Amsterdamu, aby mógł się tam trochę "zabawić". Na nic mu jednak były zamtuzy, alkohole i inne rozrywki cielesne, kiedy to problemy Wolfganga leżały w poranionej duszy. Wszystko zmieniło się dnia, kiedy poznał parę wybitnych, choć niezbyt znanych lokalnych filozofów, Christiana i Romane Georgiu. Dla tej niezwykłej pary, rozwiązaniem każdego problemu było "pojechanie scooterem tam gdzie jest lepiej i nie przejmowanie się tym, co się zostawiło za sobą". I mimo, że każdy z pozostałych uczniów państwa Georgiu w pełni rozumiał i akceptował, że metafizyczny scooter jest w każdym człowieku, to Wolfgangowi to nie wystarczyło. On chciał skonstruować własny, prawdziwy scooter. Więc kiedy tylko dowiedział się o niezwykłych zdolnościach inżynierskich Indian z okolic Fort Louis, pożegnał się z swoimi guru, i udał się do Stanów Zjednoczonych, a już na miejscu zaciągnął się do armii, z nią trafił na zachód, przez wielu uważany za koniec cywilizowanego świata, dla von Zurichskicha była to tylko droga do szczęścia, do prawdziwego scootera.

    Wróciwszy do świata żywych, Wolfgang zajrzał do swojej torby, wyjął papierośnice, po czym sprawdził jej zawartość. Po przeliczeniu wszystkich sztuk papierosów, skrzywił nieco wyraz twarzy, schował papierośnice, za to wyjął ołówek i notatnik. Prawie połowa wszystkich kartek była zajęta własnoręcznie wykonanymi rysunkami i schematami, von Zurichskich otworzył na jednej z takich stron, po czym zaczął pracować nad jednym z rysunków, pod nosem podśpiewując to, co usłyszał od swoich przeciwników duchowych na pożegnanie...

    "Tutor Tutor Tutor Tutor Tutor
    Med Romana op de scootor"
    pokaż całość

    źródło: m.youtube.com

  •  

    Jak barka zacznie tonąć, to napompują właściciela powietrzem, będzie "USS Cziken" xD
    #kuchennerewolucje

  •  

    Ryba waląca mułem pasuje do atmosfery lokalu, zostawiłbym tak xD
    #kuchennerewolucje

  •  

    xDD
    W podpokładzie chyba mieszka karzeł, który sabotuje ten lokal.
    #kuchennerewolucje

  •  

    Niby nie chce niczego zjeść, a zamówiła długiego burgera,a nie zwykłego xD
    #kuchennerewolucje

  •  

    Magda chyba pomyliła programy, to wygląda jak Masterchef
    #kuchennerewolucje

  •  

    Kiedy ostatnio tyle przeklinali? Serio, to z każdą chwilą wygląda bardziej na stołówkę na bloku xD
    #kuchennerewolucje

  •  

    #lacunafabularniefantasy
    #lacunafabularnieczarnolisto

    Pierwsze kroki na kontynencie

    Mały, zwrotny nordycki okręt "Slant Ingvarson" wpływał do xantijskiego portu. Rzędy tarcz po obu stronach kadłuba połyskiwały na perłowo, na dziobie drewniana głowa morskiej bestii cięła fale. Żagle zostały schowane, na maszcie łopotała już tylko białopurpurowa flaga. Galernicy w pocie czoła wiosłowali napędzając okręt, co chwila nad ich głowami strzelał bicz kapitana.

    W dziobowej części pokładu, na skrzyni siedziała kobieta zaplatając warkocz z kruczoczarnych włosów.

    - Długo jeszcze będę tak siedziała, zanim przybijemy do lądu - rzuciła kapitanowi, zakręcając warkocz wokół głowy, i zakrywając ją opaską z czerwonej tkaniny
    - Pani kierowniczka się nie denerwuje, już już za chwilę, znajdziem tylko wolną cumę i będziemy na miejscu.
    - Oby szybko...

    Okręt jeszcze chwilę kluczył pomiędzy innymi jednostkami, dopóty kapitan nie zauważył wolnego miejsca. Na ten widok, zagwizdał, dwukrotnie zdzielił biczem powietrze, wskazując palcem miejsce cumowania. Galernicy posłusznie pokierowali okrętem ku celu, zarzucili liny i ustawili trap, po którym przeszła Beth, brudząc swoją zieloną suknie, co skomentowała przekleństwem pod nosem.

    - Ej, ej, ej - zatrzymał ją kapitan - a zapłata to gdzie?

    Młoda szlachcianka przewróciła oczami, po czym wyjęła zza pasa sakiewkę z pieniędzmi, którą rzuciła wprost do rąk kapitana.

    - Twoje pieniądze. A teraz wypakuj moje rzeczy.
    - Ależ oczywiście - odpowiedział jej, po czym wziął skrzynie i rzucił ją na deski portu, aż wypadły z niej przedmioty
    - Co ty robisz, morski psie, te rzeczy są droższe od twojego życia. I gdzie reszta?
    - Jaką reszta księżniczko, tatuś kazał zabrać tylko to. Chyba nie myślisz, że na Sinnie przydałoby ci się więcej, a to że kazałaś się wysadzić na kontynencie, to nie nasza sprawa, żegnaj morskie kurwiszcze - kapitan zaśmiał się, po czym splunął pod nogi Beth. Bicz znowu przeciął powietrze, i zanim Beth zdążyła włożyć wszystkie swoje rzeczy do skrzyni, "Slant Ingvarson" płynął już w kierunku morza.

    Port Xanthii był ciekawym miejscem, z jednej strony handlarze ryb, które cuchnęły jakby ktoś wyjął je z żołądka kobolda, z drugiej krasnoludy i karły, kłócący się którzy z nich są niżsi. Pomiędzy nimi znajdywała się młoda arystokratka, pozbawiona luksusów i służby do których była przyzwyczajona, ciągnąca ciężką skrzynie za sobą. Szybko ktoś się nią zainteresował.

    - Panienka nie potrzebuje pomocy? - tuż przed nią wyrósł pokryty tatuażami byczek, blokując jej przejście. Z tyłu kolejny jemu podobny, uniemożliwiał jej wycofanie się - taka ciężka skrzynia nie przystoi dla takich drobnych rączek.
    - Moje ręce na spokojnie sobie poradzą, nie potrzebuje pomocy.
    - Oj, nie wydaje mi się - odpowiedział jej, z ich pochw wysunęły się sztylety
    - Pozwólcie mi udowodnić, że się mylicie...

    Runa Ciemności na ramieniu zaświeciła bladym światłem, Beth dmuchnęła, a z jej ust wydobyła się czarna mgła, pokrywając całkowicie twarz zbója. Zanim drugi zdążył zareagować, podobny obłok szlachcianka skierowała ku jemu. Teraz oboje stali jak wryci, otumanieni przez mroczną magię. Dopiero po chwili, morska bryza przewiała czarny dym, ukazując ich twarze. Z ich wyrazów twarzy, dało się odczytać nieobecność myśli, a oczy pozbawione były źrenic.

    - Wiecie co, panowie - Beth siadła na skrzyni, zwracając się do swoich nowych niewolników - przemyślałam sprawę, wspaniałomyślnie pozwalam wam mi pomóc. A teraz, zabierzcie mnie do jakiejś porządnej karczmy, byle szybko.
    - Tak... - odpowiedzieli, głosem pozbawionym życia...
    pokaż całość

    źródło: pobrane (20).jpeg

  •  

    #lacunafabularniefantasy
    #lacunafabularnieczarnolisto

    Bajeczka

    Drewniane drzwi otworzyły się, do pokoju wbiegły dwie istoty. Jedna wysoka, o długich, brązowych włosach i druga, dużo mniejsza, żeby nie powiedzieć istotka. Większa istota goniła mniejszą, a ta starała się uciekać na swoich krótkich nóżkach, przewracając po drodze kilka rzeczy.

    - Aaa, wreszcie cię mam urwisie - rzekła długowłosa łapiąc swoje dziecko, i trzymając go w rękach - słońce już zachodzi, idziemy spać, dobrze?
    - Bajazia, hahaha.
    - Chcesz żeby ci opowiedzieć bajkę? A może poczytać? Za ten pościg nie powinnam... ale dobrze, nie mam siły, aby się oprzeć tak słodkiej kruszynie.

    Kobiety z dzieckiem na rękach przeszła parę kroków do łóżeczka dzieciny. Jednym ruchem posadziła go na nim i przykryła kocem, drugim zakręciła wisząca nad nim karuzelą, tak, aby zająć malca chodź na chwilę, następnie znowu przeszła parę kroków, do dużej drewnianej skrzyni w rogu, otworzyła nią i wyjęła pergaminową książkę. Następnie usiadła na łóżku, tuż obok dziecka.

    - To o kim czy dzisiaj poczytać? Może o mądrym Klemensie zza morza? Albo o serniczkowej kapłance Ulanej?
    - Meeee
    - Nie? To może szykownej Józefinie? Albo coś o Sykstusie Wielkim?
    - Nivva bajazia
    - Przykro mi, ale wszystko z tej książki już ci czytałam. Nie mam nic nowego.
    - NIVVA BAJAZIA
    - Bardzo bym chciała, ale nie mogę znaleźć nic nowego. Zobacz - kobieta poczeła przesuwać palcem po bokach kartkek - a to co?

    Jedna z stronic niespodziewanie rozdzieliła się na dwie. Matka szkraba chwyciła rozdzielone kartki, powoli i delikatnie chcąc je odkleić od siebie, tak aby nie uszkodzić potencjalnego tekstu. Malec przyglądał się poczynaniom mamy z ciekawością.

    - A co my tu mamy, kartki czymś się skleiły, chowając przed cały czas jedną z opowieści. I akurat dzisiaj, akurat teraz, udało nam się ją znaleźć. Chyba Sha ci sprzyjają - kobieta zaśmiała się, chwytając malca za nos.

    "W dawnych czasach, za pierwszych wiatrów
    Żyły na świecie dwie siostry, Ina i Ani
    Ina światłem leczyła, lęku nie czuła, ino chęć pomocy
    Ani ciemnością dzierżyła, walcząc i niszcząc kłopoty
    Pod króla Llama obie podlegały, lojalnością go obdarowały, a on je zaufaniem darzył
    Kiedyś na patrolu, dostrzegły jak bestia orszak napadła, obie do pomocy przystąpiły, wszak bitka dla nich nie straszna. Zwyciężyły, sam książę tej ekspedycji podziękował, owocem i wodą obdarował
    Kilka miesięcy później, po kolejnej szczęśliwym zadaniu od króla, do swej wioski wróciły, jednak tam zastały śmierć i smród stęchliny
    Od rannycy, że inne grupa ich napadła, wojów pobiła, bogactwa ograbiła, rodziców ich śmierć nie oszczędziła. Obie zdruzgotane, ze sobą uzgodniły, Ani o pomoc do króla się uda, a Ina wrogich hultajów odszuka. Tak też postąpiły. Król Llam wściekły że pod jego egidą, jedno plemię na inne uderzyło, konie kazać siodłać, wróg jego sprawiedliwości smak miał poznać. Jednak Iny nigdzie nie było, poszukiwanie wrogów się dłużyło. Wtem blask zza gór drużynę oślepił, konie pędem pobiegły w te pędy. Kiedy wszyscy się znaleźli u źródeł wybuchu, wszystko zniszczone, tylko dziewczyna na skraju drogi stała, uczuć nie zdradzała..."

    - Na dzisiaj chyba wystarczy kruszynko, kiedyś to dokończymy. A teraz idź spać, księżyc już widać - powiedziała kobieta drżącym głosem, wycierając pot z czoła.
    - Lle bajazia...
    - Kiedy indziej, idź spać. Dobranoc

    Matka opuściła pokój, zabierając książkę z sobą. Dziecko nie mogąc spać, zaaferowane opowieścią, wyskoczyło z łóżka, popchnęło drzwi i podążyło za matką aż do schodów. Stamtąd dobrze widziało i słyszało, jak przy stole i świetle świecy rozmawiają dwie osoby.

    - Zwyczajna bajka dla dzieci, jakich pełno w tej książce, ok co ci chodzi? - odrzekł ciężki męski głos
    - Naprawdę to dla ciebie zwyczajna bajka dla dzieci, to może przeczytam ci dalej.

    "... uczuć nie zdradzała, w jej oczach szaleństwo było widać. Podeszła do głazu, zza niego staruszek wyskoczył. Ina światłem go powaliła, zza pazuchy nóż wyciągnęła, gardło poderżnęła, jucha na ziemię się polała. Ani przerażona, do siostry swej podbiegła, ta ją odepchnęła. "Coś ty zrobiła?" "Plugastwa żem tępiła" "Wszystkich wytrzebiła!" "Bo wszyscy winni byli" "I starczy ludzie, i dziecięce duszę?" "I oni na karę zasługiwali" "Szalona jesteś siostro" "Sprawiedliwość jest szalona". Ani zapłakana na glebę raz drugi upadła, Ine król skuć kazał. Niedługo potem zawisła, jej ciało sępy objadły, Ani w smutku się zatraciła, sztyletem się przebiła, ciało ucztą dla robali się stało. Taki oto był koniec wielkich sióstr"

    - Ta część już gorzej brzmi, nie powiem. To na pewno powinno być w książce?
    - Ależ skąd! Ale pismo się zgadza, kolor pergaminu...
    - Daj mi rzucić okiem - mężczyzna wlepił wzrok w nieszczęsne strony - a to wcześniej widziałaś? - powiedział, palcem wskazując jeden z rogów kartki.
    - Coś napisane jeszcze czerwonym tuszem, ale to przypomina też krew... Ledwo widać, ale chyba dam radę odczytać.

    "I tak historia Iny i Ani świeci przykładem
    Dla wszytek magów pomiędzy Sinną a Twinhallem
    Że samej mocy nie należy się bać
    Bać należy się tych, którzy nią władają"

    - I jak mamy to rozumieć?
    - Nie wiem mężu, ale lepiej będzie o tym nikomu nie wspominać. Nikomu, dziecku też.
    - A więc ustalone, niech Sha Teresa nas chroni...
    pokaż całość

    źródło: unnamed (1).png

  •  

    Panierka aż tak trudna do przygotowania w lokalu, że muszą ją kupować?
    #kuchennerewolucje

  •  

    #wielkawojnafabularnie
    #trojprzymierze
    #lacunafabularnieczarnolisto

    Nimm Gott in deinem Herzen an

    Maleńki okręcik pruł wodami Bosforu. Mimo, że był zaledwie łupiną, to jednak pozostawiany przez niego słup pary był potężny, swoim rozmiarem wznosił się zarówno ponad rdzewiejący wrak "Gala" czy minarety pobliskich meczetów, można powiedzieć, że sięgał aż do nieba. Taka niecodzienna sytuacja mocno zdziwiła mieszkańców Stambułu, którzy zgromadzeni w grupkach na brzegu, zastanawiali się kto mógł wybrać się w podróż taką jednostką. Żaden z nich albowiem nie wiedział, że to papież wybrał się parostatkiem w piękny rejs.

    - Wojtyła, te dokumenty to daj do zniszczenia! - papież zwrócił się do swojego asystenta. Obydwoje znajdywali się w głównym pomieszczeniu nadbudówki okrętu, Ojciec Święty siedział przy biurku pod ścianą, Wojtyła stał obok niego, przyjmując od niego wysoką reze papierów.
    - Nie mogliśmy po prostu wrócić do Rzymu pociągiem? - zapytał się Wojtyła - przecież Jego Świątobliwość uwielbia pociągi.
    - Nie, nie mogliśmy - zwięźle odpowiedział mu Sykstus, nie odrywając wzroku od leżących na biurku dokumentów - dobrze wiesz, że mam w Stambule ważną sprawę do załatwienia. Do tego Ententa nie śpi, pamiętaj o tym, że w każdej chwili mogą wysłać kogoś, aby mnie zabił! Muszę często zmieniać sposób podróży, inaczej skończę jak Sykstus III...
    - Na razie, to prawie zginęliśmy w Bułgarii, kiedy musieliśmy się przedzierać przez teatr działań wojennych - przerwał mu - No i później, w Burgas, kiedy wsadzili nas do tej pływającej trumny i prawie wpadliśmy na minę - twarz Wojtyły zdradzała jego irytację całą zaistniałą sytuacją - kto normalny rozstawia tyle min!? - krzyknął
    - Oj tam, przesadzasz - odpowiedział mu von Zurichskich - wiesz co, idź lepiej na pokład, wypatruj sam wiesz kogo. Przez te bulaje nic nie widać.

    Wciąż zdenerwowany Wojtyła mimo wszystko wykonał polecenie, i wraz z dokumentami do zniszczenia, ulotnił się z kabiny zaadaptowanej na biuro. Papież Sykstus VI pozostał teraz sam.

    - No dobra, co my tu jeszcze mamy - powiedział pod nosem papież, biorąc do ręki następną teczkę pełną dokumentacji.
    - List z groźbami od arcybiskupa Paryża... Nieważne. Sprawozdanie z śledztwa w Moguncji... Nieważne. Wniosek o beatyfikację wojowniczki Chrystusa, niejakiej Magdy Lolikon...a to akurat ciekawe.

    Bla bla bla Magda Lolikon była wierną wojowniczką bla bla bla walczyła z Saracenami w czasie Krucjat bla bla bla cud zmienienia wody w alkohol bla bla bla

    - Hmm - papież kilkukrotnie pogładził się po brodzie, po czym wziął pióro i napisał na wniosku "nadać bieg". Zdążył tylko włożyć dokument do odpowiedniej szuflady, po czym całym okrętem zatrzęsło. Kałamarz wylał się na biurko, brudząc wszystkie papiery. Wściekły Sykstus VI udał się na pokład z zamiarem sprawdzenia o co chodzi, zastał tam Wojtyłę, wpatrującego się jak głupi w górę. Sam podniósł głowę, i teraz obydwoje jak idioci wpatrywali się w potężny pancernik, z którym się zderzyli. Z pokładu molocha machał do nich z kolei brodaty mężczyzna w obwieszonym orderami mundurze. Zaraz potem na parostatek spuszczona została rozkładana drabina, po której oficer przeszedł na parostatek Ojca Świętego.

    - Abi Dalzim, admirał flotylli pancerników w służbie Sułtana - przedstawił się łamaną niemiecczyzną - ja, napisałem do Ojca Świętego z pewną prośbą...
    - Tak, pamiętam, właśnie po to przybyłem do Stambułu. Jesteś pewien synu, że chcesz przyjąć Boga Ojca do swego serca? - zapytał się Turka
    - Muszę, muszę dla... - tu Dalzimowi przerwał Sykstus
    - Nie musisz dalej mówić, kobieta, tak?
    - Ale skąd?
    - Jestem papieżem synu, ja wiem wszystko - zaśmiał się - chociaż szczerze mówiąc, to w pewnych kwestiach wolałbym być nieświadomy - Ernest szepnął Dalzimowi do ucha, oczy swe kierując ku Wojtyle.
    - To kiedy może odbyć się ceremonia?
    - Choćby zaraz, Wojtyła! - papież krzyknął do asystenta - przynieś wody święconej, gdzieś w mojej kajucie powinno jej trochę być.

    Na parostatek zeszło jeszcze kilka osób z pokładu "Jutrzenki". Centralne miejsce zajmował jednak Dalzim i Sykstus, obok nich stał Wojtyła, w rękach trzymał dzban z wodą święconą.

    - To wyjątkowa uroczystość, odbywająca się w wyjątkowych warunkach, dlatego dajmy sobie spokój z nic nie wnoszącymi formalnościami i przejdźmy do meritum - zwrócił się do zgromadzonych Ernest, po czym nachylił się do klęczącego Abiego.
    - Czy ty, Abi Dalzimie, chcesz przyoblec się w Chrystusa?
    - Chcę
    - Czy chcesz odrzucić swoje wcześniejsze grzechy, by wraz z nowym imieniem, narodzić się na nowo?
    - Tak, chcę.
    - Dobrze więc, z mocą daną mi przez Stwórcę, ja chrzczę cię w imie Ojca, i Syna, i Ducha Świętego nadając ci przy tym imię... Eeeeee - tutaj Ernest zatrzymał się, nie zapytał się Dalziego o nowe imię, musiał sam coś wymyślić, ale nie miał pomysłu.
    - Wojtyła, szybko - szeptem zwrócił się do Wojtyły - jakieś imię, najlepiej jakiegoś apostoła, któregokolwiek!
    - Imię, któregokolwiek... To niech będzie Judasz! Tak, Judasz Iskaryota!
    - nadaje ci imię Judasz Iskaryota - dokończył Sykstus VI, dopiero po chwili zdał sobie sprawę, co właśnie palnął. Ale było już za późno.
    - Będę je nosił z dumą - odpowiedział Dalzim, po czym wstał i zwrócił się do swoim żołnierzy - Od dziś jestem Judasz Iskaryota Dalzim, tak macie się do mnie zwracać - Judasz ponownie obrócił się do Ernesta - Dziękuję ci, dziękuję za to wszystko.
    - Nie ma za co... - zwięźle odpowiedział ten

    Grafik admirała był napięty, toteż natychmiast po ceremonii wraz z resztą załogi nowo nawrócony Judasz Iskaryota wrócił na pancernik. Odpływając, ponownie machał do Sykstusa i Wojtyły, ci odpowiedzieli mu tym samym.

    - Czy Ojciec Święty jest na mnie zły, zapytał się Wojtyła, nie przestawając machać do Dalziego.
    - Powiem tak, ręka mnie świerzbi, aby ciebie pobłogosławić - odpowiedział mu pokrótce Sykstus - masz szczęście, że muszę jeszcze pogadać z siostrą Nawigacją odnośnie tej stłuczki.

    @Zeroskilla @Kroomka
    pokaż całość

    źródło: 231111.jpg

  •  

    #wielkawojnafabularnie
    #trojprzymierze
    #lacunafabularnieczarnolisto

    Die Neue Ordnung

    Biały papieski samochód zatrzymał się przed zakonem sióstr Stalinek. Najpierw wysiedli z niego szwajcarscy gwardziści, dopiero po sprawdzeniu najbliżej okolicy, pozwolili na wyjście papieża Sykstusa VI, za nim niczym cień kroczył jego wierny asystent Wojtyła.

    - Matko Boska, toż to Ojciec Święty! - siostra Eutanazja zapiszczała, gdy tylko Jego Świątobliwość przekroczyła progi zakonu.
    - Droga Siostro, ależ proszę bez tego, jestem wciąż tym samym człowiekiem co wcześniej - odpowiedział jej Ernest
    - Tak, tak... Uuuuu - siostra Eutanazja ciężko dyszała i oddychała, starając się opanować nerwy - w cz-czym mogę pomóc.
    - A jest taka drobniutka sprawa, może siostra zgromadzić wszystkich w jednym miejscu? Może tam gdzie ostatnio? Na atrium, pod jabłonką? - zapytał się jej uprzejmie
    - Ju-już się robi.

    Ernest wrócił w dobrze znane sobie miejsce. Tym razem w dużo lepszym stanie, ponownie usiadł na pieńku pod jabłonką, tym razem otaczały go nie dzieci, tylko siostry Stalinki.

    - Jak dobrze wiecie - zaczął - ostatnio Bóg postanowił postawić mnie na czele naszego Kościoła. Jednak sam nad wszystkim tymi duszami nie zapanuje, nie przypilnuje... dlatego potrzebuje wartych zaufania ludzi. Dlatego też przybyłem tutaj, bo tu są najbardziej zaufani mi ludzie w całym Rzymie

    Wśród sióstr przeszedł szmer

    - Siostro Malwersacjo, siostro Defraudacjo, proszę się zbliżyć - obie zakonnice zbliżyły się do papieża - Słyszałem, że to siostry dbają o finanse zakonu, i to bardzo dobrze dbają, a ja zawsze miałem problem z cyferkami. A w Banku Watykańskim trzeba sporo liczyć. To jak, drogie siostry?
    - Yyyyyyyyy - yyyyyyyy
    - Cieszę się z tej decyzji, wspólnie zrobimy porządek w Banku Watykańskim. Tam, za drzwiami czeka mój asystent Wojtyła, on wam przekaże wszystkie kwestie formalne, samochód z kierowcą powinien już czekać. No dalej, avanti!
    - Co następnie, co następnie... A tak! Siostro Degradacjo, Biurokratyzacjo i Korporacjo, siostry muszą...

    Przez następne kilka godzin trwało przydzielanie poszczególnym zakonnicom ich nowych obowiązków w Stolicy Apostolskiej. Pod samym wieczór, kiedy słońce nad Rzymem już zaszło, na atrium została już tylko siostra Eutanazja. Kiedy ta z smutnym wyrazem twarzy już chciała wracać do swojej celi, zatrzymał ją von Zurichskich.

    - Siostro Eutanazjo, myślała siostra, że o niej zapomniałem? Wręcz przeciwnie, dla siostry mam specjalne zadanie. Widzi siostra...
    pokaż całość

    GIF

    źródło: giphy-downsized.gif (1.7MB)

  •  

    #wielkawojnafabularnie
    #trojprzymierze
    #lacunafabularnieczarnolisto

    Bałkańska przygoda

    - Weź Wojtyła przenieś jeszcze jedną butelkę rieslinga.
    - Wojtyła, riesling.
    - Szybciej z tym rieslingiem Wojtyła.
    - RIESLINGA!
    - Potrząśnij bareczkiem, daj rieslinga dla Bozi, hehe.

    Kardynał von Zurichskich właśnie wybierał się w zasłużony urlop do transylwańskich Karpat. Wykorzystując tę okazję, postanowił nie ograniczać się w spożyciu swojego ulubionego trunku, co chwilę wysyłając Wojtyłę do salonu restauracyjnego po następną butelkę.

    - Weź się kopsnij Wojtyła po kolejną flaszkę, dno już widać! - powiedział Ernest, trzymając butelkę przy oku jakby służyła mu za lunetę, zupełnie jakby był słynnym karaibskim piratem, Lucinusem Ryewheatem.

    TRAAACH

    Pociąg nagle zahamował, aż spod kół zaczęły się wydobywać iskry, czarny dym zaczął się wydobywać z komina, a walizki spadły z półek na pasażerów. Służący Wojtyła przewrócił się, a Ernest prześlizgnął się po stole na przeciwne miejsce, gdzie skończył głową w dół, odsłaniając spod sutanny swoje pludry. Wojtyła zdążył jeszcze wstać i pomóc von Zurichskichowi, zanim do ich wagonu nie wszedł pewien jegomość w oficerskim mundurze.

    - Herr von Zurichskich, moje imię jest Adolf Litler, jestem oficerem w armii Jego Cesarskiej Mości Franciszka Józefa - żołnierz zwrócił się bezpośrednio do nie do końca przytomnego kardynała.
    - No i? - odpowiedział mu von Zurichskich
    - Miałem rozkaz, aby zatrzymać pociąg z Eminencją. Mamy informacje, że rosyjska armia wkroczyła do tego regionu.
    - No i?
    - No i... Niestety, z tego powodu musimy zatrzymać Eminencje i wraz z całym pociągiem skierować do Budapesztu.
    - To ja przez tych carskich podnóżków muszę skończyć wakacje? - na twarzy Ernesta pojawiła się złość - Niedoczekanie! Litler! Prowadź!
    - Ale gdzie? - zapytał się oficer
    - Jak to gdzie? Do Rusków, tam o gdzie oni, tam i ja! bek To...to rozkaz!
    - Chryste Panie... - zdążył tylko wycedzić Wojtyła

    -------------------------------------------------------------------------------

    - To oni? - zapytał się von Zurichskich. Razem z Wojtyłą, Litlerem i kilkoma innymi żołnierzami podeszli pod obóz wojsk carskich, oglądając go z lornetek
    - Coś mali ci Ruscy. Jak mróweczki, jak karły... Rosjanie wzięli karły do armii? Przecież karły to takie poczciwie zwierzątka, jak można je na front wysyłać. Brutale!
    - Jego Eminencja trzyma źle lornetkę. Już poprawiam - zwrócił uwagę Litler, następnie wyręczając kardynała - Proszę
    - Ooooo, teraz widzę tych Rusków. Jacy wieeelcy! Ale gdzie karły? Co ci Ruscy z karłami zrobili?
    - Księże Kardynale, ci żołnierze to pańskie "karły" - poprawił go Wojtyła
    - Ale jak? Pod takimi mundurami, o zielonym kolorze, a nie karlim? Karły muszą nosić mundury w karlim kolorze
    - Eminencjo, "karły" są wewnątrz tych mundurów. - powiedział Litler
    - A to już rozumiem. LUDZIE! RUSCY KARŁÓW ZEŻARLI! ŻADNEJ ŚWIĘTOŚCI, TAKIEGO KARZEŁKA ZJEŚĆ? PRZECIEŻ TO MIĘSA NIE MA W OGÓLE! - von Zurichskich zaczął krzyczeć wniebogłosy. Wojtyła przeszył Litlera piorunującym spojrzeniem, oficer postanowił spłacić swoje winy, uspokajając kardynała.
    - Jego Eminencjo, niech się Eminencja uspokoi, bo nam spostrzegą - Austriak próbował przemówić von Zurichskichowi do rozumu, ten go jednak niespodziewanie odepchnął, oderwał z pasa jego ręczny rewolwer, wycelował w stronę obozu i wystrzelił.

    Ptaki poderwały się z drzew, z pozycji Rosjan dało się usłyszeć wielokrotne powtórzone "Cyka blyst", przeplatane głośnym zawodzeniem, a także zauważyć spore zamieszenia. Wojtyle i Litlerowi udało się odebrać odebrać broń von Zurichskichowi, zamknąć usta i szybko pognać w kierunku pociągu, gotowego już do drogi powrotnej. Całą trasę do Budapesztu Ernest spędził odsypiając w zamkniętym, i będącym pod strażą wagonem sypialnym.
    pokaż całość

    źródło: 2610179-OFEANSFD-7.jpg

    +: S.................e, Zeroskilla +9 innych
    •  

      - Co? Kto to w ogóle jest @Zerri ? - dopytywał się Generał Staszkov po odczytaniu depeszy?
      Adiutant niezrozumiale wymamrotał coś pod nosem
      - Głośniej bo nie słyszę, zrozumiałem tylko Żółta Morda, a to kompletnie bez sensu!
      - Kardynał...
      - A że od Papistów? No to pisz: Pies Ci mordę... Nie patrz tak na mnie - to dyplomaci mają dbać o dobre stosunki! Mi wystarczą takie se, byle często! hehe... dobre nie? Ehh.. Dobra to im podajcie, niech też się pośmieją. Napisz - psia dupa! Albo lepiej, narysuj! Jak nie można wysłać obrazków? Za małe co? Daj, to trzeba na jedynki i zera zamienić i wszystko przejdzie! Jak nie umiesz?! Daj ja narysuję
      010
      101
      O! Psia dupa jak się patrzy! - Dobra wysyłaj
      pokaż całość

    •  

      Ernest von Zurichskich

      Ernest chodził po całym wagonie poddenerwowany, czekając na odpowiedź. Wreszcie drzwi się otworzyły, a z nich wyłonił się Wojtyła, z zwitkiem papieru w rękach.

      - Przyszła wiadomość od Rosjan - powiedział podchmielony Wojtyła( @Zeroskilla ), próbujący w swojej głowie złożyć jakieś sensowne zdania - przyszła do nas przed chwilą
      - Patrzyłeś już, co to jest? - dopytał się Ernest
      - Nie...
      - Bardzo dobrze, a teraz otwieraj, bo mnie ciekawość zżera.

      Wojtyła zgodnie z rozkazem rozwinął papier, oczom obu ukazał się dziwny, niepasujący do jakiekolwiek stylu artystycznego, rysunek.

      - Hmm, widzisz Wojtyła te dwie kropki, tu i tu? I ta długa linia na środku, Rosjanki chyba mają długie nosy. O nie, chyba już wiem kogo dopadłem - powiedział drżącym głosem kardynał - chyba zabiłem rosyjskiemu dowódcy matkę...
      - Co?
      - Oj nie wtrącaj się z tym co Wojtyła, zabiłem taką osobę, i teraz mam wyrzuty sumienia. Pisz Wojtyła, pisz co mówię, a następnie każ wysłać to tam, gdzie to wcześniejsze

      pokaż spoiler Do rosyjskiego generała


      pokaż spoiler Otrzymałem pańską wiadomość, i jestem w głęboko zasmucony tą informacją. Wyrażam żal, że z pośród tylu możliwości, nasz niemiecki rajd, musiał postrzelić tak ważną dla pana osobę... Na pewno był pan do niej bardzo przywiązany, i z pewnością wychowała ona pana na wspaniałego mężczyznę ̶C̶h̶o̶ć̶ ̶m̶o̶g̶ł̶a̶ ̶p̶a̶n̶a̶ ̶n̶a̶u̶c̶z̶y̶ć̶ ̶l̶e̶p̶i̶e̶j̶ ̶r̶y̶s̶o̶w̶a̶ć̶.̶ ̶A̶l̶b̶o̶ ̶n̶i̶e̶,̶ ̶t̶o̶ ̶s̶k̶r̶e̶ś̶l̶.̶ ̶A̶l̶e̶ ̶n̶i̶e̶ ̶p̶i̶s̶z̶ ̶t̶e̶g̶o̶,̶ ̶t̶y̶l̶k̶o̶ ̶s̶k̶r̶e̶ś̶l̶,̶ ̶t̶a̶k̶ ̶t̶o̶ ̶t̶e̶ż̶,̶ ̶i̶ ̶t̶o̶ ̶c̶o̶ ̶t̶e̶r̶a̶z̶ ̶p̶o̶w̶i̶e̶d̶z̶i̶a̶ł̶e̶m̶ ̶t̶e̶ż̶.̶.̶.̶ Następną mszę odprawie w jej imieniu, i jeszcze raz składam wyrazy współczucia.


      pokaż spoiler Kardynał Ernest von Zurichskich


      @Stah-Schek
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (4)

  •  

    #wielkawojnafabularnie
    #trojprzymierze
    #lacunafabularnieczarnolisto

    A falaknak füle van

    Po całym lokalu przeszło dzwonienie dzwoneczka nad wejściem, a także odgłos skrzypiących drzwi. Do budapesztańskiej kawiarni weszło dwóch mężczyzn, dostojny purpurat i jego służący. Zajęli stolik przy oknie, kościelny zdjął piuskę i zamówił kawę, jego lokaj położył teczkę na zaczął wyjmować różnoraką dokumentacje.

    - To co teraz Wojtyła? - von Zurichskich zapytał się do sługi, cukrząc przy tym swój napój
    - Spotkanie z miejscowym komisarzem policji, później bal w miejskim ratuszu...

    Ty, ale z tym Hűségim to trzeba coś zrobić
    Porwie się chuja, niech rodzinka zapłaci

    - Eminencjo? - Wojtyła zwrócił się do Ernesta, ten zasłonił palcem usta w geście dyskrecji, wzrok kierując w stronę siedzących nieopodal mężczyzn

    Myślisz, że ile tego będzie?
    Przynajmniej 100 000 koron, a pewnie i więcej
    Starczy na broń dla nas wszystkich?
    Nie musi, w zdobytych koszarach będzie pełno broni

    - A o dwudziestej spotkanie z generałem Köboldym, nie, kapitanem Köboldym... - Wojtyła nieudolnie próbował udawać normalnego, jedynie utrudniając Ernestowi nasłuchiwanie

    Hűségi na bal w ratuszu pojedzie karetą, skurwiel.
    Dorwiemy go jak będzie przejeżdżał przez park

    - Kelner! - krzyknął von Zurichskich, ten szybko podszedł do jego stolika - poproszę rachunek, a i jeszcze jedno. Można stąd gdzieś zadzwonić?

    Kardynał jak i jego służący wyszli z kawiarni, na ulice właśnie dojeżdżały policyjne furgonetki. Ernest uśmiechnął się, założył swoją piuskę i razem z Wojtyłą pognał w kierunku miejskich koszar.
    pokaż całość

    źródło: gerbeaud_in_19th_century.jpg

  •  

    #trojprzymierze
    #wielkawojnafabularnie
    #lacunafabularnieczarnolisto

    Spinaci & Piccolo Bambino

    - Bardzo cieszę się z wizyty w naszym przytułku, księże arcybiskupie, och, przepraszam, księże kardynale! - rozpromieniła siostra Eutanazja krzątała się w kuchni, oddzielonej od małej jadalni za pomocą ścianki z zamykaną "szczęką". Dzięki takiej budowie, siedzący przy dębowym stole Ernest von Zurichskich mógł obserwować jak siostra zakonna miesza w garach różnorakie jedzenie i dodaje tam przyprawy.

    Ernest żywił się w klasztorze sióstr Stalinek za czasów swoich studiów w Rzymie, wtedy jeszcze gotowała dla niego przysadzista siostra Kastracja, złota kobieta ze złotą szczęką, która kruszyła orzechy zębami. Requiescat in pace jej duszy. Ernest miał nadzieję, że siostra Eutanazja przejęła od niej talent kulinarny.

    - Gotowe, wszystko co najlepsze dla jaśnie dostojnika! - zakrzyknęła siostra Eutanazja, po czym wyłoniła się zza drzwi z parującym talerzem zieleniny.
    - Szpinak! - tym razem zakrzyknął sam von Zurichskich, po czym kilkoma machnięciami widelca włożył sobie do ust całkiem sporą ilość liści, i przełknął je, bez nadmiernego przeżuwania. Dopiero po chwili Ernest poczuł na języku coś jakby zjełczałe masło, zgniłe liście i zupełny brak soli. Można powiedzieć standardowa brytyjska potrawa, jednak Ernest nie był fanem tej kuchni.
    - I jak, smakuje? - siostra Eutanazja siedziała tuż obok von Zurichskicha, podpierając się dłońmi i wpatrując się w niego.
    - Mmm, bardzo - odparł kardynał, gryząc kolejną porcję. Nie chciał, żeby siostrze zrobiło się smutno.
    - A czy ksiądz kardynał może spełnić moją małą, maciupką prośbę? - siostra Eutanazja zatrzepotała rzęsami, Ernest milcząco jadł swój szpinak - a może by ksiądz chciał porozmawiać z naszymi podopiecznymi? Zainspirował, pokrzepił serca w tych trudnych czasach.
    - Eeeeeeeeeeeee - eeeeeeeeee
    - TAK SIĘ CIESZE - usłyszawszy tą niejednoznaczną odpowiedź siostra Eutanazja chwyciła Ernesta za rękę, po czym zaczęła z nim zbiegać w dół schodów. Rytmiczne wstrząsy jeszcze bardziej wzmogły niszczący efekt szpinaku na jelita kardynała.

    Obydwoje znaleźli się w atrium zakonu. Eutanazja posadziła von Zurichskicha na małym pieńki po środku, pod jabłonką, i razem z siostrami Dekapitacją i Masturbacją zaczęły zaganiać dzieci. Von Zurichskich lubił dzieci, choć nie tak jak rozumiał to jego kamerdyner Wojtyła, ale w obecnej sytuacji wolałby raczej pozostać sam na sam w łóżku, z butelką rieslinga pod ręką.

    - To kto pierwszy chce coś powiedzieć, może się o coś zapytać? No dalej dzieci, nie wstydźcie się! - do zgromadzonej dzieciarni przemówiła siostra Dekapitacja - o, może ty Francesco.
    - Jakby ksiądz biskup, miał, miał zastrzelić Brytyjczyka albo Rosjanina, to kogo by wybrał?
    - Po co mam wybierać, najlepiej zabić obu!
    śmieją się, to dobrze
    - Ojcze kardynale, kiedyś chciałbym zostać żołnierzem. Czy wojną można wielbić Boga?
    - A można jak najbardziej, jeszcze jak!
    - Marysia ma pytanie - siostra Eutanazja przekazała głos kolejnemu dziecku
    - A czy ksiądz, a czy ksiądz, lubi szpinak?
    - Szpinak? - Ernestowi spłynęła potężna kropla potu po policzku - a jak mi dadzą to jem!
    hehe, dobrze idzie
    - O tu jest jeszcze jedno pytanie...

    Minęło kilka godzin, zanim wedle siostry Eutanazji, każde z dzieci otrzymało odpowiedź na swoje pytanie. Natychmiast po tym Ernest wyrwał się z tego dziecięcego domu tortur, kazał się zawieźć do niemieckiej ambasady, tamże udał się do swojego pokoju, i szybko zasnął. Kolejnego dnia rano, von Zurichskicha obudził jego służący Wojtyła ze śniadaniem, talerzem szpinaku. Zaraz po tym, po Wojtyłę musiał przyjechać ambulans, nieszczęśnik "przez przypadek" nabił się kilka razy widelcem po rękach.
    pokaż całość

    źródło: PicsArt_08-15-08.56.59.jpg

  •  

    #wielkawojnafabularnie
    #trojprzymierze

    Wiara i Węgiel

    Ten wieczór w Kolonii był dość chłodny, aczkolwiek pogodny. Na rozległym tarasie pałacu arcybiskupiego, znajdującego się tuż przy korycie Renu, znajdował się tylko mały stoliczek oraz fotel bujany, a w fotelu tym siedział odziany w purpurę dostojnik kościelny, jednak wciąż z młodzieńczym wyrazem twarzy. Notabl ten powoli bujał się, to w przód, to w tył, spoglądając na swój kieszonkowy, pozłacany zegarek.

    - 19:11 i 12 sekund, 19:11 i 17 sekund - powtarzał cały czas w pod nosem
    - Ekscelencjo - z wnętrza budynku na środek tarasu wysunął się sługa - chciałem zakomunikować, że dziecko czeka już w holu pałacu.
    - Dziecko? Jakie dziecko? - arcybiskup był wyraźnie zdziwiony - Mam nadzieję Wojtyła, że nie chodzi o to, no wiesz...
    - Tak, chodzi o ru... - Wojtyła chciał dokończyć, jednak dostojnik ruchem dłoni wyraźnie pokazał, żeby tego nie robił.
    - Posłuchaj mnie uważnie Wojtyła - zdziwienie zamieniło się w gniew - bo nie będę się powtarzał. Dopóki ja, Ernest von Zurichskich, coś znaczę w tutejszym kościele, to nie będzie żadnego, nooo... ten tego... I tam w dziecko wtedy wchodzi... DOBRZE WIESZ O CO CHODZI! NIE BĘDZIE TAKIEGO CZEGOŚ W MOJEJ DIECEZJI!
    - Ależ jaśnie arcybiskupie, toż to tradycja...
    - Gdzieś mam taką tradycje! Z dzieckiem można się bawić, ale bawić się dzieckiem już nie można. A teraz Wojtyła, oddaj tego malucha, co go umieściłeś w holu, jego rodzicom.
    - Ale to dziecko nie ma rodziców, ekscelencjo, zgarnęliśmy je z ulicy.
    - To je oddajcie do zakonu, albo do ochronki, i nie zawracaj mi już głowy - rozkazał wzburzony arcybiskup. Wojtyła natychmiast wykonał polecenie i ulotnił się z tarasu.

    Von Zurichskich wrócił do bujania się na fotelu, i sprawdzania swojego zegarka kieszonkowego.

    - 19:19 i 7 sekund, ach, zaraz tu powinien być! - zakrzyknowszy w myślach, Ernest wyciągnął spod stoliczka butelka rieslinga i kryształowy kieliszek na wino. Następnie nalał sobie ulubionego trunku i obserwował...

    Potężne koła nieubłaganie toczyły się po szynach, wielkie buchy pary wzbijały się w niebo, dziecko niemieckiej myśli kolejarskiej, lokomotywa T2173, linia Saarbrücken - Brema, jak co tydzień, dokładnie o 19:20 przejeżdżała przez most kolejowy nad Renem. Większość mieszkańców w ogóle nie zwracała na niego uwagi, niektórzy byli podirytowani hukiem, jaki tworzyła lokomotywa, ale była też jedna osoba, która właśnie raczyła się ulubionym winem, patrząc z podziwem na żelaznego molocha, na dowód niemieckiej potęgi.

    - Jest w pytę - pomyślał Ernest, obserwując ten cały industrialny spektakl, po czym nalał sobie kolejny kieliszek.
    pokaż całość

    źródło: fb953e75f62b6dd51e83d972aad5a85d.jpg

  •  

    Zadanie z kwasem powinno wyjść 4 cząsteczki? Bo węgiel z grupy -COOH nie może być użyty do powstania acetylo-CoA, tak?
    #matura

    +: v....s
  •  

    Kiedy jesteś upośledzony, i zapomniałeś o wymaganej liczbie słów w wypowiedzi pisemnej

    #matura

    źródło: 7f5.jpg

    +: G.....l, Majos +1 inny
  •  

    Dlaczego cząsteczka tRNA o antykodonie 5'-AUG-3' ma transportować histydyne (kodony CAU i CAC), a nie tyrozynę (UAU i UAC)?

    #biologia #licbaza #matura

  •  

    #lacunafabularnieczarnolisto
    #lacunafabularniestarwars

    Koniec

    Sala pałacu w Imritsarze była wypełniona po brzegi. Dostojnicy z całej planety przybyli na uroczystość koronacji. Od rodów Jerdów, Puimów i II-Rinów z mroźnej strony, po zamieszkujących wulkaniczne płaskowyże Gossów, Merditich i Dretchów. Wszyscy oni razem symbolizowali zgodę która w końcu zagościła na Holcei.

    Esca stała na samym początku tegoż zgromadzenia, ubrana w królewską purpurę i włosami spiętymi grzebieniem, przypominała z twarzy bardziej jej matkę, dojrzałą matronę Karnasse, niż dzieciaka, wysłanego razem z bratem w serce galaktycznej polityki. Przez te kilka lat sporo się zmieniło, ale teraz Esca była gotowa na wszystkie przeciwności losu. Po jej prawicy czekała sama królowa. Tak samo gustownie ubrana, jednak z widocznymi oznakami opływającego czasu. To właśnie czas zadecydował, że ta niegdyś nieugięta kobieta postawiła oddać królewskie atrybuty młodszemu pokoleniu. Po lewej z kolei, miejsce zajmował hospodar Shxi, z widocznymi bliznami na twarzy. Ironiczne, że dawny przeciwnik był jej największym sprzymierzeńcem w starciu z niepokojami, które przeszły przez królestwo po śmierci Desny.

    — Synowie i córy Holcei — na ułożony tuż przed dostojnikami podest wszedł odziany w złoto otyły kapłan, zwracając na siebie uwagę tłumu — zgromadziliśmy się tu, aby celebrować ukoronowanie nowego władcy. Planeta nasza przeszła ostatnio dużo wydarzeń, które wywarły na nas ogromny wpływ. Ale lud nas nie jest słaby, jest silny! Kiedy inni giną od ognia, my używany go do wykucia nowej broni. Kiedy inni giną od zimna, my używany go do zahartowania metalu. Tak oto Holcea przetrwała wieki pod przewodnictwem mądrych władców, a dzisiaj dołączy do tego wielkiego grona kolejny człowiek.

    Utyty kapłan zszedł z mównicy, wziął w swoje ręce czekajacą dotychczas obok niego koronę, po czym podszedł do królewskiego potomka

    — W imię Dire, Mek'ele, Nazretu i innych bóstw Szafirowej Otchłani, koronuje ciebie Jantarze, synu Magmora i Karnassy, na króla Holcei.

    NIECH ŻYJE KRÓL JANTAR

    NIECH ŻYJE KRÓL JANTAR

    — A teraz kiedy część oficjalną mamy za sobą, idźmy się napić i dobrze zjeść. Szyneczka na mnie czeka, haha!

    ____________________________________________________

    kilka godzin później

    Esca stała samotnie na balkonie królewskiego pałacu. Za jej plecami, w sali bankietowej trwała huczna zabawa, wszyscy bawili się z okazji koronacji nowego króla. Esca mimo, że kochała swojego starszego brata, i cieszyła się jego szczęściem, to coś ją tej nocy gryzło, i nie był to wszechogarniający mróz, tak pospolity po tej stronie planety.

    — BIP BOP — komunikator ukryty w sukni Esci zadźwięczał, Esca na ten sygnał szybko wyjęła go i odpaliła hologram.

    — Księżna Esca Aqre, miło cię znowu widzieć.
    — Witaj Tankenie, ciebie też miło widzieć, ale pamiętaj, że nie musisz ale i nie powinieneś się tak do mnie zwracać.
    — A co ja słyszę? Jakaś zabawa? Aż dziw, że nie jesteś tam, popijając drink.
    — Wiesz, że już nie pije — powiedziawszy to, Esca zasłoniła jedwabiem mały szew na przedramieniu — wiesz też, że ta zabawa pozwala nam na wykonanie twojego planu. Wszyscy strażnicy i żołnierze świętują, mały może być swobodnie przetransportowany na Lachebie. Tam będzie bezpieczny, o tamtejszych pałacu wszyscy już zdążyli zapomnieć.
    — Lachebia, ha! Wciąż zastanawiam się, jak udało ci się przekonać wszystkich, aby księżyc Holcei przemianować na Lachebie. I skąd w ogóle ten pomysł, już prędzej pole planetoid wokół Nal-Hutty powinno nosić imię Kormaka.
    — Szczerze mówiąc sama nie wiem, może wciąż mam w sobie trochę tej szalonej nastolatki — na twarzy Esci pojawił się lekki uśmiech
    — Może, choć szczerze mówiąc dostojna Esca bardziej mi pasuje.
    — Mi też. Żegnaj Tankenie, będziemy w kontakcie. Aa, i niech Moc będzie z Tobą.
    — Niech Moc będzie z Tobą, Esco.

    pokaż spoiler Dzięki za grę @lacuna Pisało to już wielu ludzi, wiele razy ale nie mogę się powstrzymać aby jeszcze raz ci podziękować. Z niecierpliwością czekam/y na fantasy.
    pokaż całość

    źródło: IF_IceBladeCity_Wide_02_670.jpg

  •  

    Ten wpis jest kontynuacją tego

    ____________________________________________________

    #lacunafabularniestarwars
    #lacunafabularnieczarnolisto

    Ten rok nie może być gorszy...

    Królewski niszczyciel pędził przez naświetlną. Na mostku kapitańskim panował względny spokój, jedynie Esca co jakiś czas pytała się komandora jak długo jeszcze będą tak lecieć, na co ten odpowiadał dyplomatycznym "nie wiem". Wszyscy byli zdenerwowani, zastanawiali się czy w ogóle uda im się uratować z tego niecodziennego limbo, toteż kiedy system zakomunikował o zbliżaniu się do układu, każdy z obecnych poderwał się na równe nogi.

    — Za chwilę wejdziemy w studnię grawitacyjną układu — zakomunikował komandor — za trzy, dwie jedną...
    — Jesteśmy! — zakrzyknęła Esca

    Ich oczom ukazał się niewyróżniający się niczym na pierwszy rzut oka system planetarny. Osiem planet, średniej wielkości gwiazda, pas planetoid. Nic niezwykłego.

    — Komandorze, spójrz na to — powiedziała Esca wskazując na dal kosmosu — ta planeta jest chyba zamieszkała
    — Hmm, widzę dużo wody i zieleń roślin, a do tego te duże skupiska świateł po zaciemnionej stronie, tak to chyba wysoko rozwinięta cywilizacja techniczna.
    — Skontaktujmy się z nimi, może pomogą nam walczyć z Imperium Smrodów.
    — Księżno, ta planeta nie weszła jeszcze w epokę międzygwiezdną, nie sądzę że będą użyteczni w walce.
    — To chociaż przygarnę sobie kosmicznego zwierzaka. Komandorze, musimy się zbliżyć. To rozkaz
    — Tak jest...

    Silniki okrętu odpaliły, wprawiając go w ruch. Nie minęła chwila, gdy niszczyciel wszedł na orbitę zamieszkałej planety. Komandorowi oprócz tego udało się przechwycić jeden z emitowanych w przestrzeń kosmiczną sygnałów, a następnie przesłać obraz na ekran na mostku.

    — To ludzie! — zakrzyknęła Esca — skąd ludzie w takim zapomnianym przez galaktyczną społeczność układzie? I dlaczego mówią tak dziwnie, te słowa zdecydowanie nie przypominają basicu.
    — Może uda mi się to odszyfrować... — odparł komandor — gotowe, teraz pokładowa AI będzie na bieżąco tłumaczyła ich narzecze

    Z tej strony BBC News, a to jest popołudniowy skrót wiadomości

    ~Koronowirus wciąż zbiera żniwo, liczba światowych przypadków przekroczyła 6 milionów osób, w tym połowa z nich w samych Stanach Zjednoczonych, dotychczas zmarło tam 130 tysięcy osób.
    ~Naukowcy przewidują, że kwietniowe wybuchy Wezuwiusza, Kluczewskiej Sopki oraz Cotopaxi spowodują co najmniej kilkuletnie anomalie klimatyczne, oprócz tego cały czas monitorowana jest aktywność Yellowstone z uwagi na ubiegłotygodniowe trzęsienie ziemi w tamtym rejonie.
    ~Polski rząd podał wyniki wyborów prezydenckich. Zgodnie z nimi, kandydat bloku rządzącego otrzymał łącznie 99.99% wszystkich głosów. Liderzy opozycji nie akceptują wyników, mówiąc o fałszerstwach na szeroką skalę
    ~NASA podała przed chwilą o zaobserwowaniu na ziemskiej orbicie dużego obiektu przypominającego statek, dziwnego obiektu. Na razie wiadomo o czym dokładnie mówimy, obserwację tej dziwnej "rzeczy" potwierdzają także ESA i Roskosmos.


    — Chyba nas zauważyli komandorze, ale to dobrze.
    — Nie rozumiem — odparł komandor
    — Nie słyszałeś tego co mówili w wiadomościach? Ta planeta ma poważne problemy, nie możemy tych ludzi zostawić samych sobie! — powiedziała Esca, uderzając gniewnie pięścią w panel sterowania
    — Księżno, właśnie aktywowałaś działo laserowe!
    — Oj

    Lufa działa wypluła z siebie zielony promień, który z impetem podążył w stronę powierzchni planety.

    — Może pocisk uderzy w wodę? — zapytała się Esca, głosem pełnym nadziei
    — Lepiej sprawdźmy wiadomości — odrzekł komandor

    ~ Z OSTATNIEJ CHWILI Kosmici przypuścili atak, powtarzam kosmici przypuścili atak! Ich celem stał się budynek WTC ONE w Nowym Jorku. Na miejscu trwa akcja ratunkowa, na razie nie mamy informacji o innych zaatakowanych miastach...

    — Komandorze, każ obliczyć współrzędne na Coruscant, i natychmiast skoku w naświetlną po osiągnięciu tychże. A, i rozkaż wszystkim nie zbliżać się do magazynu, ja będę tam przebywała i chcę spokoju
    — Ale dlaczego magazyn?
    — A myślisz, że gdzie kazałam schować wino?
    pokaż całość

    źródło: PicsArt_04-07-10.39.41.jpg

    •  

      Smutny księgowy siedział sobie jak codzień w biurze. Kredyt na mieszkanie, prawie 30 na karku, kilka nieudanych związków i brak oszczędności to rzeczy o których nauczył się nie myśleć.
      Przed nim na stole leżały kartki z jego własną instrukcją do raportu kwartalnego, jednak nie miał żadnej motywacji by zaczynać pracę.
      Patrzył w okno i myślał, co może go czekać za 5 lat. Za 10, 15 i im dalej tym gorszy stawał się jego wyraz twarzy.

      Uwagę tego szaraczka przyciągnął jednak niecodzienny widok. Na szybie biurowca, jakby rozmazana na całej długości szyby zielona poświata.

      Hmm. Pewnie dzieciaki znów świecą laserem.
      No nic, czas pracować - pomyślał.

      Wpisał swoje hasło w ekranie blokady i energicznie wcisnął enter.
      pokaż całość

  •  

    #lacunafabularniestarwars
    #lacunafabularnieczarnolisto

    Sztuka wojny

    Mały niszczyciel wyłonił się z nadprzestrzeni. Jego systemy maskujące działały bez zarzutu, o czym świadczyło to, że z pobliskiej oceanicznej planety nie poderwał się żaden statek. To mogło się jednak szybko zmienić, okręt albowiem kierował się wprost na planetę.

    — Teraz to mam tego głowonoga, hehe — nadzorująca wszystkim z mostku Esca zacierała rączki, uśmiech nie opuszczał jej twarzy
    — Księżno — rozmyślania Esci przerwał komandor — statek wejdzie na orbitę księżyca planety za około minutę. Jakie dalsze rozkazy
    — Doskonale, doskonale. Gdy tak się stanie, przekierować całą energię do działa laserowego na dziobie.
    — Co? — na twarzy komandora pojawiło się zdziwienie
    — I dać mi nad nim pełną kontrolę
    — Ale Pani, jeśli to zrobimy to stracimy nasz kamuflaż i staniemy się łatwym celem
    — Zaufaj mi, po prostu.

    Niszczyciel wszedł na orbitę księżyca Aquaparkii. Ostatnim manewrem ustawił się przodem do powierzchni satelity, po czym zgodnie z rozkazem cała energia została przekierowana do głównego działa. Laserowy promień rozbłysł, z całą swą siłą uderzając na powierzchnię, topiąc i odrywając setki ton skał.

    — Księżno, z planety poderwały się myśliwce Sithów. Musimy uciekać, teraz!
    — Czekaj komandorze, jeszcze nie skończyłam — odparła Esca, cały czas manipulując drążkiem od działa
    — Wystrzelili rakiety, jeszcze chwila i zginiemy!
    — Czekaj
    — Zaczęli nas ostrzeliwać laserami, przypominam, że cała energia została przekierowana do działa, osłony są nieaktywne!
    — Czekaaaaj...
    — Santa Madonna, nie myślałem że dołączę do Sixtusa III tak szybko...
    — Gotowe! — zakrzyknęła Esca — komandorze, kierunek Holcea!
    — Nie mamy obliczonych współrzędnych, mimo że hipernapęd już działa, to bez współrzędnych nie wrócimy do domu.
    — Co do kurwy? To zamiast przygotować odpowiedni kurs to ględziłeś mi nad uchem?
    — Kolejny raz przypominam, cała energia została przekierowana do działa laserowego. Nie miałem jak tego zrobić!
    — A no tak — Esca zamyśliła się, jednak w tym samym momencie potężne uderzenie zatrzęsło statkiem — jebać, niech komputer skorzysta z losowych współrzędnych
    — Ależ...
    — TO ROZKAZ KOMANDORZE I NIE PIERDOL MI ŻE TO JEST NIEBEZPIECZNE!

    Hipernapęd okrętu zaświecił się, i wkrótce potem niszczyciel Esci znikł z układu, zostawiając myśliwce z Aquaparkii za sobą, zaskoczonych obrazem jakim dostrzegli na księżycu. Tymczasem na niszczycielu

    — Księżno, nie wiemy gdzie lecimy, jak to się skończy i czy w ogóle przeżyjemy — zaraportował komandor
    — No u chuj, ważne, że jak Zoidberg rano wstanie to będzie go dupa bolała

    ____________________________________________________
    @Onde pozwoliłem sobie wykorzystać planetę ( ͡º ͜ʖ͡º)
    pokaż całość

    źródło: PmuvhEY.jpg

  •  

    #lacunafabularniestarwars
    #lacunafabularnieczarnolisto

    Dyplomacja na procentach

    Esca wróciła do swojego gabinetu. Cały dzień musiała poświęcić na tłumaczenie dowódcy jednego z pancerników, dlaczego Kormak Lacheb nie był zbrodniarzem wojennym, tylko po prostu przywódcą o radykalnych poglądach. Zgodnie ze swoim zwyczajem wskoczyła na swoje krzesło obrotowe, okręciła się na nim kilka razy, po czym przystąpiła do czytania wiadomości.

    — No co my tutaj mamy...

    Pasożytniczy grzyb rozprzestrzenia się po Coruscant! Mieszkaniec planety: To największy GRZYBULEC jakiego żem w życiu widział!

    — Chyba nigdy nie dzielił łazienki z senator Paraną, pff. Dalej

    AnonseTowarzyskie.rp.com - masz jedną nową parę z : Mistrz Stah-Schek

    — A oni skąd mają mój holoemail? Desna! Nawet zza grobu musisz mi robić dowcipy? Dalej

    Mieczyki.rp - najlepsze ploteczki w galaktyce - Wojna domowa w Zewnętrznym Sojuszu. NASZ WYWIAD z buntownikiem Darionem Celeste!

    — Przecież mieli publikować przepis na sernik! Płaciłam za przepisy, a nie głupie wywiady. Nie wytrzymam tego na trzeźwo. Tylko jeden łyczek

    Esca wysunęła szufladę w której znajdowała się butelka "Rady Jedi". Ta jednak na długo nie wystarczyła, a podwładni Esci donosili kolejne butelki, które szybko puste lądowały pod biurkiem. Z procentami we krwi, Esce dużo szybciej i sprawniej odpowiadało się na wiadomości, tak że została tylko jedna. Od senatora Zoidberga.

    Odczep się odemnie głupia babo, nic nie chcę od ciebie! przekleństwo przekleństwo maseczki przekleństwo

    — Zoidberg? Zoidberg... ZOIDBERG! TEN KALMAR! Ja mu zgodnie z prośbą trzy tony maści na pryszcze na przyssawkach zamówiłam z Holoavonu, a on teraz że nie chcę? Ja mu dam — klik klik klik
    — Panienka Aqre? Przecież już rozumiem, że za kanclerz Lacheba były niższe podatki i to się liczy...
    — Nie o to chodzi komandorze. Cała flota kurs na Aquaparkie, ostrzelać tą planetę owoców morza
    — Ale Aquaparkia jest członkiem Imperium Sithów. Na pewno chcemy rozpocząć z nimi wojnę?
    — Sithów? — Esca pomyślała — Sithowie odemnie nie zamawiali kilka ton maści, aby później zignorować. Hmm, komandorze na razie wstrzymaj się z atakiem.

    — Teraz muszę wymyślić jak dowalić głowonogowi bez wszczynania wojny — na kontrolce zaświeciła się czerwona lampka. Nowa wiadomość od Caiusa Carrambusa — to jest to!
    — Halo, Carrambus-szajbus? Sprawa jest...

    ____________________________________________________

    @lacuna @Carramba666
    W imieniu Ententy składam "oficjalny" wniosek o przyłączenie Ententy do KPP
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Wine_Goes_In_Wisdom_Comes_Out_1200x.jpeg

  •  

    #lacunafabularniestarwars
    #lacunafabularnieczarnolisto

    Echa galaktycznych wydarzeń

    W obozie oblegających panował zgiełk i rozgardiasz. Dla osób nieprzyzwyczajonych do takiego życia, połączone dźwięki maszerujących wojaków, przesuwane skrzynie czy kaprali drących się na niższych stopniem żołnierzy tworzyły razem ciężką do wytrzymania kakofonię. Ale najgorsze i tak były działa. Potężne armaty raz za razem wypluwały z siebie wiązki plazmy, które po chwili rozbijały się o rozpostartą wokół miasta energetyczną barierę. Dla uwięzionych w mieście żołnierzy oraz garstki cywilów był to piękny widok, przypominający im jednak o ich złym położeniu.

    W samym środku obozu, gdzie panował największy hałas, paradoksalnie potrzebna była cisza. Znajdywał się tu namiot królewski. Zwykle zapełniony obradującymi na temat posunięć generałami, teraz przebywała w nim jedynie królowa Karnassa. Stała przed stołem na którym znajdowała się mapa, przedstawiająca miejsce nadchodzącej bitwy. Karnassa raz za razem przesuwała po niej małe metalowe figurki symbolizujące oddziały wojska.

    — O Najwyższa — do namiotu wszedł barczysty mężczyzna, przerywając królowej w rozmyślaniach
    — Generale Goro, mówiłam, żeby mi nie przeszkadzać, mam nadzieję że to przynajmniej coś ważnego
    — Ależ nie raczył bym łamać twego rozkazu przez wyraźnej potrzeby — odrzekł Goro — wykryliśmy republikański statek który leci właśnie w naszą stronę, próbowaliśmy się z nim skontaktować, ale te psy z miasta blokują całą komunikację. Nawet nie wiemy dokładnie jaki to statek!
    — Republikański statek? To dziwne... Odsłonić lądowisko i pozwolić mu wylądować. Sama rozmowie się z kapitanem.

    chwilę później

    Karnassa czekała wraz z Goro przy lądowisku. Dla bezpieczeństwa za ich plecami ustawił się pułk piechociarzy, z blasterami gotowymi do oddania wystrzału. Republikański statek, który okazał się małą kanonierką o numerach bocznych JP-2137 gładko wylądował, a jego wnętrza wyłoniło się kilku osobników w wojskowych mundurach.

    — Kim jesteście, co tu robicie — zwróciła się do nich Karnassa trzymając dłoń na rękojeści miecza który był ukryty w rozłożystej sukni
    — Zostaliśmy tutaj wysłani jako kurierzy doraźnych władz Coruscant z pewną "przesyłką", jeśli mogę tak to nazwać — odpowiedział jeden z nich
    — Czekajcie — wtrącił się Goro — jakich niby doraźnych władz, chyba chodzi wam o Republikę
    — Republiki już nie
    — Ale jak to?! — na twarzy Karnassy i Goro malowało się zdziwienie
    — Myślę, że to wiele wyjaśni

    Posłaniec powrócił do wnętrza kanonirki, gestem dłoni przywołując obojga. W środku nie było niczego oprócz dużego pojemnika. Żołnierz wystukał kod na znajdującej się na nim konsolce, odpieczętywujac go. Oczom wszystkich ukazała się zawartość pojemnika.

    — Desna... — zdążyła wyszeptać Karnassa po czym zemdlała

    ____________________________________________________

    kilka godzin później

    Hospodar Shxi czekał nocą na murach Beijing. Kilka godzin wcześniej oblegający zaprzestali ostrzału, hospodar wysłał więc szpiega, aby wyjaśnij tą anomalie. Ruch krzaków na dole wskazywał na jedno, jego agent właśnie wracał. Mały człowieczek dobiegł pod same mury, po czym za pomocą plecaka odrzutowego dostał się na ich szczyt. Przekazał informacje hospodarowi po czym ulotnił się w cień.

    — A więc książę Desna nie żyje... — hospodar powiedział do siebie w zadumie
    — Nie przesłyszałem się Shxi — z bocznej wieży murów wyłonił się Dit-Pio — syn Karnassy, książę Desna nie żyje?
    — Nie, nie przesłyszałeś się. Naprawdę to straszliwa...
    — To wspaniała wiadomość, Karnassa jest w rozsypce, jej armia zresztą też. Natychmiast rozkaże zebrać wojska do wypadu. Atakujemy!
    — Pio, nie możemy tego zrobić. Tam jest ciało wnuka brata mego. Bogowie się rozgniewają, jeśli wykorzystamy tą sytuację. Nie pozwalam ci na to
    — Kiedyś cię szanowałem Shxi — odezwał się Pio — największy dowódca w historii, ten który zniewalał, zabijał, łupił. Kiedyś byłeś moim mentorem, a teraz co z ciebie zostało? Stary dewota bojący się bogów, tfu!

    Shxi milczał, wpatrując się w dal

    — Wyzywam cię na pojedynek, nie mogę pozwolić, aby taki słabeusz jak ty zaprzepaścił tą szansę. Szykuj broń i przygotuj się na śmierć!

    Z pochwy przy pasie Dit-Pio wyciągnął swój potężny miecz. Miecz hospodara Shxi był znacznie cieńszy i krótszy, wyglądał jak drzazga w porównaniu do ostrza jego oponenta. Pierwszy do ataku ruszył Pio, wielokrotnie uderzał z wielką siłą, za każdym razem cios był jednak parowany, mimo wszystko, Pio wciąż nacierał, Shxi musiał się cofać, jednak z każdym krokiem pozostawało mu coraz mniej gruntu do odwrotu. Pod murami zebrało się sporo żołnierzy, kibicowali to Shxi, to Pio. Jednak było słychać, że wraz z każdym kolejnym atakiem, imię generała dominowało coraz bardziej.

    — Najpierw ty, potem królowa, a jak dotrzemy do stolicy to zajmę się resztą twojej rodzinki — krzyczał Dit-Pio — Zdziwiony? Jantar to mięczak, a tej planecie potrzeby jest prawdziwy przywódca! Taki był mój plan od samego początku!

    Pio wykonał potężny zamach, tak mocny, że próbując go zablokować, miecz hospodara złamał się, a odłamki stali poraniły mu twarz.

    — Zwycięstwo jest już moje, haha! — wrzasnął Dit-Pio, szykując się do kolejnego potężnego zamachu
    — Mylisz się Pio, jedyne co na razie osiągnąłeś, to obudziłeś dawnego mnie — odpowiedział mu Shxi

    JEB — Pio uderzył w mur, Shxi uniknął ciosu dzięki unikowi. Teraz to on przejął inicjatywę. Ogromny miecz Pio był teraz był bezużyteczny, nie mogąc zablokować wszystkich ciosów szybkiego ostrza Shxi. Złamana klinga raz za razem przejeżdżała po pancerzu generała, żłobiąc w nim kolejne wyrwy.
    — Zakończmy to — rzucił Shxi, po czym wykonał dwa cięcia. Jedno pozbawiło Pio dłoni, drugie głowy, które pofrunęła w dół murów, ciało upadło tuż pod nogi Shxi. Pojedynek zakończył się.

    — Hospodarze — na mur wspięła się dwójka wojaków, w dłoniach nieśli wonne maści i bandaże — pozwól że cię opatrzymy.
    — Nie, rozkazuje otworzyć bramy
    — Ale...
    — To rozkaz!
    pokaż całość

    źródło: 737d021dc4dcb3b4814e4abd439a59a7.jpg

  •  

    #lacunafabularnieczarnolisto
    #lacunafabularniestarwars

    Wieści z domu

    — Desna, obudź się! — głos jego siostry wyrwał młodego księcia ze snu. Ta stała tuż nad jego łóżkiem, z świecącą pałeczką w ręce delikatnie oświetlającą pokój.
    — Ubieraj się — powiedziała, po czym podała mu ubrania
    — Jest noc, czego teraz odemnie chcesz, zwołali jakieś ważne posiedzenie Senatu? — zapytał się
    — Później ci to wyjaśnię, a teraz szybko ubieraj się, bo nie będę tego trzeci raz powtarzała i wyjdziesz tak jak teraz.

    Niechcąc się dalej sprzeczać, a przy tym targany ciekawością Desna szybko ubrał się w podane mu ciuchy, a następnie po cichu wyszli z kwatery. Skierowali się w stronę sekcji pracowników Senatu. Tam znaleźli windę, Esca wybrała za cel ostanie możliwe do wyboru piętro.

    — To może teraz mi powiesz — Desna powtórzył swą próbę dowiedzenia się czegokolwiek — dlaczego ciągasz mnie tak późno w nocy, i to jeszcze po niedostępnych dla nas poziomach
    — Dotrzemy na miejsce, to się przekonasz, nie tutaj
    — Ale dlaczego? Jesteśmy tu sami!
    — Nie na długo

    Drzwi windy otworzyły się, a oczom bliźniaków ukazał się rozległy magazyn. Esca szybkim krokiem wyszła z niej i schowała się za pobliskimi skrzyniami, za nią tak samo postąpił Desna.

    — Słuchaj, musimy się dostać tam — powiedziała Esca wskazując palcem na rozsuwaną drabinkę na przeciwległym końcu hali — ale drogę blokują ci — kontynuowała, tym razem wskazując na rozmawiających nieopodal drabiny pracowników.
    — Sprawa wygląda tak, ja zajmuję się przywołaniem naszej drabinki, ty musisz tylko jakoś odwrócić uwagę tych gostków.
    — Co, ale jak to, nie... — jednak głos sprzeciwu Desny pozostał bez konsekwencji, albowiem Esca szybko przekradała się pomiędzy kolejnymi skrzyniami i tobołami.

    Widząc, że został postawiony przed faktem dokonanym, Desna zaczął rozglądać się po pomieszczeniu. Całe szczęście jego oczom ukazał się droid GNK, dreptający w nocy pomiędzy alejkami. Szczęśliwie udało podejść się tuż za robocika, zdjąć zabezpieczenie i wyrwać kilka kabelków. Ta niespodziewana ingerencja w obwody oprócz kilku iskier wywołała również fakt, że droid zmienił kurs i zaczął uderzać rytmicznie o metalową podporę, każde uderzenie kończyło się głośnym dźwiękiem. Dywersja się udała, pracownicy zaintrygowani tymi odgłosami, oddalili się od drabinki co pozwoliło Esce na opuszczenie jej. Chwilę później obydwoje byli już na górze, na dachu Senatu.

    — Łooo, pięknie tu jest — młody Aqre był zachwycony widokiem. Setki samochodów razem z iluminacją budynków tworzyło niesamowitą grę świateł.
    — Podejdź tutaj — krzyknęła do niego siostra — stąd widać to wszystko jeszcze lepiej.

    Oboje usiedli na skraju dachu, rzeczywiście, tutaj widok był jeszcze lepszy.

    — Chciałeś wiedzieć, dlaczego cię tu w ogóle zabrałam, proszę — powiedziała, podając mu w dłoń datapad, schowany dotychczas w małej torbie przewieszonej przez ramię
    — To urządzenie Shxi...
    — Nie chodzi o samo urządzenie, ale o samo to, co się w nim znajduje. Na Holcei źle się dzieje.
    — Co dokładnie?
    — Mama pokłóciła się ze stryjem, obydwoje mają zbierać armię, dążą do konfrontacji.
    — To wszystko?
    — Żeby tylko, w czasie święta Dlaini jacyś zamachowcy próbowali zabić mamę, za tym podobno ma stać stryj Shxi, ale on się nie przyznaje.
    — A to my narzekaliśmy na naszą sytuację, a wygląda na to, że schowani tu jesteśmy najbezpieczniejsi. Ech, zaprawdę smutne to wieści
    — ... — Esca odpowiedziała milczeniem
    — Szczerze mówiąc, wolałbym teraz o tym wszystkim zapomnieć.
    — Chyba mam coś odpowiedniego, aby spełnić twoją prośbę — Esca zaśmiała się, po czym wyciągnęła z torby dwie butelki — nie tylko datapad podkradłam Shxi
    — Rada... Jedi? A to co? — zapytał się zaskoczony Desna
    — To co chciałeś, spełnienie twojej prośby — powtórzyła otwierający butelki — najlepszy zapominacz w Galaktyce
    — Hmm, teraz chyba powinniśmy wznieść toast. To co, za Holceę siostrzyczko?
    — Za Holceę, braciszku.
    pokaż całość

    źródło: Casa_Opera_Galaxia.jpg

    +: Queltas, Z....................n +17 innych
    •  

      Kot Cytryn

      Ooo, a co to za śmieszne pastylki? Spróbuję sobie. Hoho, całkiem ciekawy smak! Ciekawe gdzie można takie ku... O BOŻE.

      Cytryn nagle dostał ataku padaczki. Silne konwulsje spowodowały, że wpadł w leżące nieopodal śmieci. Przez około 2 minuty było słychać dziwne odgłosy, aż wreszcie ustały.

      Wtem oczom wszystkich ukazał się Cytryn pokryty jakimiś dziwnymi kłaczkami, musiały na niego wypaść z któregoś worka ze śmieciami.

      Oszołomiony Cytryn powiedział do wszystkich: Miau!
      Można to przetłumaczyć jako: Zbudujemy mur na granicy z Nar-Shadda i to Nar-Shadda za niego zapłaci!
      pokaż całość

      źródło: Cytrump.png

    •  

      @ZdenerwowanyBialorusin: @Zerri:
      - stać! (Uff puff) - ledwie dychał Wojtek kiedy dogonił bliźniaków - wszystko (uff) widziałem (puff)! Nie ruszać się dzieciaki! A Pan - wskazał podkomisarz Wojtek na Baalara- będzie (jezumamzawal) świadkiem u Sędzi Achtunka! Ona lubi takie sprawy dzieciaków! (Uff) Tylko poczekajcie, usiądę na chwile bo chwilkę tu biegłem.
      Co jest z tym kotem? Czemu zaczął tak chodzić dumnie z wypięta piersią? @profesjonalna_skarpeta:
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (7)

  •  

    To jest tak bardzo głupie, ale jednocześnie mnie tak bardzo śmieszy xD

    #koronawirus

    źródło: 2ba06a2.png

    +: wypok_smieszne_obrazki, M.................r +956 innych
  •  

    #lacunafabularnieczarnolisto
    #lacunafabularniestarwars

    Krew i wino

    Na dziedzińcu pałacu trwała huczna zabawa. Muzycy grali skoczne pieśni, w rytm których tańczyli sproszeni goście, a wśród szlachcice, mieszczanie czy nawet chłopi. Wśród tańczących znajdował się Jantar, następca tronu Holcei. Z wysokiej sceny na której mieściła się izba honorowa, spoglądała na niego jego matka. Nienawidziła tych przaśnych świat, organizowanych już chyba wyłącznie z tradycji, toteż przyjście Fytta było dla niej błogosławieństwem.

    — Z czym przychodzisz? — zapytała się szeptem swego sługi
    — O Najwyższa, najnowsze wieści od szpiegów. Duża armia zebrała się pod Beijing — Fytt przełknął ślinę — dowodzić ma nimi generał Dit-Pio, a same wojska mają w większości należeć do hospodara Shxi.
    — A więc to tak. Ci głupcy naprawdę uważają, że coś zdziałają — Karnassa wzięła gryza pomirańczy — urocze.
    — Jak mamy zareagować, wysłać na nich nasze własne oddziały? — zapytał się Fytt
    — Powinniśmy raczej...

    Ciche rozmówki Karnassy i jej sługi musiały poczekać, wszystko zagłuszył albowiem hardy dźwięk rogu. Tancerze wrócili do swoich stołów, a ich miejsce zajęła trupa artystów, każdy w ekstrawaganckim stroju, każdy wykonujący różnorakie sztuczki, od połykania ognia do żonglowania, czym wzbudzili w ten sposób zachwyt u gawiedzi.

    — Panie i Panowie!— z grupy wyłoniła się jakaś postać, ubrana w błaźni strój z czapką z dzwonkami — Me imię to Tessil, jestem tu z polecenia i opłaty Wielkiego Kruka, lorda Shxi. Mój pan przychodzi z pomocą i to właśnie teraz, w wesołe święto Dlaini przybyłem więc tu rozwiązać pewien problem...
    — Skończ rzucać ciepłymi słówkami i powiedz z czym konkretnie przychodzisz — odpowiedziała mu Karnassa
    — Nie tak szybko królowo, nie tak szybko. Pewnie każdy z was zastanawia się skąd święto Dlaini się w ogóle wzięło — Tessil zwrócił się do ludzi przy stołach — A więc było to tak...

    W czasach już bardzo dalekich
    Żył pewien król z rodu Montekich
    Który z demonem zawarł pakt
    W myśl tego traktatu
    Cała żywność poszła do piachu
    Śmierć rozpoczęła swe żniwa
    Lecz notabl pewnien z małego grodu
    Nie zgodził się na ten rozsiew głodu
    A na imię on Dlaini miał
    Poszedł do króla, gdy ten licho podejmował
    I władcę złego za pomocą miecza pokonał
    Zmuszając też czarta do ucieczki
    Po zgonie króla sam tron objął
    Z którego panowanie swe rozciągnął
    Przywracając królestwu szczęśliwość

    — Ten stary poemat jest naprawdę piękny, a opowiada tak naprawdę uniwersalną prawdę, czyż nie? — zgromadzeni opowiedzieli mu szmerem.
    — Nie rozumiecie, to nie szkodzi. Całe sedno sprowadza się do jednej, ale to naprawdę prostej rzeczy. W tym wszystkim chodzi o to, że jeśli władca jest zły, to należy go usunąć!

    Natychmiast po wypowiedzeniu ostatniego słowa Tessil wyciągnął schowany dotychczas w bufiastych spodniach blaster i strzelił prosto w królową Karnasse, jednak ta zdążyła osłonić się swoim sługom Fyttem, który dostał prosto w głowę i padł na ziemię. Po chwilowym otumanieniu zaistniałą sytuacją goście zaczęli uciekać, a strażnicy wkraczać do sytuacji, jednak reszta trupy także wyciągnęła bronie, rozpoczęła się bitwa.

    — Jantar, uciekaj! — Karnassa zwróciła się do wciąż siedzącego obok niej syna
    — Nie zostawię cię tak!
    — Natychmiast stąd idź, ja sobie poradzę. No już, ruszaj! — dopiero po rozkazie Karnassy, książę Jantar ruszył do bezpiecznego schronienia, eskortowany przez dwóch strażników.

    Karnassa wcisnęła kilka przycisków na swoim pasie, po czym jej sylwetka zaczęła emanować
    błękitną poświatą. Z przywleczonej do sukni pochwy wysunęła zdobiony, długi, błyszczący srebrem miecz i tak przygotowana ruszyła do boju. Dwóch pierwszych zamachowców padło nawet nie wiedząc z której strony dostali, następnie jeden próbował strzelić z blastera z bliskiej odległości, jednak pocisk jakby rozpadł się przy zderzeniu z niebieską poświatą. W odpowiedzi Karnassa ucieła swym mieczem najpierw lufę broni, a następnie samą rękę wroga, wyłączając go z walki. Trzech próbowało zajść królową od tyłu, jednak ta w porę odwróciła się i jednym sieknięciem miecza zdekapitowała ich wszystkich. Walka trwała, Królowa z swoimi gwardzistami raz za razem zabijała kolejnych wrogów, aż w końcu, na środku placu boju, pozostał już sam błazen Tessil.

    — Poddaj się szczurze, a twa śmierć będzie godna!
    — krzyknęła do niego
    — Nigdy w życiu! I tak zginę, ale przynajmniej zabiorę jeszcze kilku twoim ludzi z sobą! — odpowiedział jej, po czym próbował strzelić z blastera w jednego z strażników, jednak w porę powstrzymała go Karnassa, rzucając swój miecz prosto w jego serce. Bitwa zakończyła się

    — Wszyscy zamachowcy nie żyją. Jakie są twoje rozkazy, o Najwyższa — zwrócił się do niej jeden z strażników
    — Rozkazuje wysłać posłańców do lojalnych lordów, niech zbiorą się w Susnyjos. Stamtąd ruszamy na Beijing. Uwolnili bestię, więc muszą z nią zawalczyć...
    pokaż całość

    źródło: nahuel-brezik-gauna-lady-sword-fullres.jpg

  •  

    #lacunafabularnieczarnolisto
    #lacunafabularniestarwars

    Nastolatki

    Jest! Jest! Jest! — po korytarzach kompleksu mieszkalnego Republiki dało się usłyszeć piskliwy, dziewczęcy głos. Zaraz potem do mieszkania przydzielonego dyplomatom z Holcei wpadła senator Esca Aqre. W ręku trzymała dziwny, kolorowy papier.

    — Siostro, co się stało? — zapytał się Desna, przeglądający na datapadzie różnorakie raporty — dlaczego wpadłaś tu z takim krzykiem.
    — Wreszcie te sługi się postarały i zdobyły to dla mnie — powtarzała do siebie Esca.
    — Ale co?
    — "HoloBravo"! — wykrzyknęła — nie widziałam tego od czasu naszego wyjazdu rok temu. Nie tak łatwo to dostać, nawet w holonecie tego nie ma. Ale teraz NIE PRZESZKADZAĆ! — wrzasnęła, po zamknęła się w swoim pokoju, zostawiając osłupionego Desne.

    Natychmiast po zamknięciu drzwi i odpowiednim ich zabezpieczeniu kodem, Esca rozsiadła się na swoim łóżku i zabrała się do czytania.

    — To co my tutaj mamy — powtarzała po nosem — najlepsze dodatki do blasterów, nieważne, dziesięciu najgorętszych najemników, hihi, to może później, hmm a to Ca za artykuł? "Przybliżamy sylwetkę najciekawszej senator Republiki Galaktycznej, reprezentantką Muunilinst Oyage Parana".Twarz Esci nabrała kolorów wściekłej czerwieni.
    — Widziałam ją na żywo, przecież ona wcale nie jest niebieska! I dlaczego niby ona ma być najciekawszą postacią Republiki? Przecież nawet nie może wydawać wyroków śmierci — gorączkowała się w myślach Esca — no nie, coś trzeba z tym zrobić.

    ś óź

    Drzwi do pokoju Esci w końcu się otworzyły, czego dowodem była mrugająca zielona kontrolka. Przez nie wyszła do wspólnego pokoju sama senator, która jednak zdecydowanie różniła się od tej która tam weszła. Zamiast królewskich szat, ubrana była w krótką plisowana spódnicę, prowokacyjny t-shirt, a na nogach miała założone wysokie szpilki koloru seksownej czerwieni. Duża warstwa makijażu oraz różowe pasemka były kolejnymi wyróżniającymi się rzeczami.

    — Idę na imprezę — zakomunikowała — w niższych poziomach Coruscant otworzyli nowy klub "Pod Martwą Kanclerz". Muszę się wyszaleć, a to będzie idealne miejscówka.
    — W takim razie miłej zabawy — odpowiedział jej brat, nie spuszczając oczu z datapadu.
    — Nie zastanawia cię to? Dlaczego idę na imprezę, w przebraniu?
    — Nie
    — W takim razie... cześć?
    — Cześć

    Po tej krótkiej wymianie pozdrowień Esca niezgrabnie udała się do wyjścia, kilka razy potykając się z powodu swoich długich szpilek, zwracając też co chwilę uwagę czy pojawiła się jakakolwiek reakcja z strony Desny, jednak nie doczekując się jej, Esca po prostu wyszła, zapewne na wspomnianą wcześniej zabawę. Nie minęło dużo czasu, gdy do mieszkania wróciła majordomus Shxi, a ta gdy tylko dowiedziała się powodzie nieobecności Księżnej, wpadła w wielki gniew, przeplatany ze strachem o swoje życie. Skontaktowała z siłami porządkowymi Coruscant, aby te zaczęły zwracać uwagę na "czternastolatkę z koordynacją ruchową ślepca, ubraną niczym paniusia z Nar-Shaddy" która była tak naprawdę ważną dyplomatyczną osobistością. Sama także postanowiła rozpocząć poszukiwania na własną rękę, ostrzegając jednocześnie Desne przed próbą podobnego ekscesu, grożąc mu konsekwencją iście "holceańską". Ten jednak niczego takiego nie planował.

    — Nareszcie sam i nikt mi nie przeszkadza — powiedział do siebie, po czym wcześniej przeglądane zamknął dokumenty na swoim datapadzie, uruchomił holonet, po czym gdy tylko upewnił się czy na pewno jest w zupełności sam, wpisał w przeglądarkę następującą frazę "Oyage Parana Deep Fake"
    pokaż całość

    źródło: 5d3k9kqTURBXy9hMmRmMjVkNDU5N2FmODYxYzMwMTg0ODY2YTFkNzdlOS5qcGVnkpUDDwDNBiHNA3OVAs0CGgDDw4GhMQE.jpeg

    +: Z....................n, gasior22 +17 innych
  •  

    #lacunafabularnieczarnolisto
    #lacunafabularniestarwars

    Koszta wojny

    Dwieście osiemdziesiąt trzy lou, to będzie gdzieś czterysta dwa kredyty — przy drewnianym biurku w przestronnym gabinecie siedział starszy mężczyzna. W swoich starych, pomarszczonych palcach raz za razem przewracał kolejne kartki pergaminu. Jego długa i siwa broda sięgała aż do sporej wielkości pasa. Oczy, choć już niezbyt ruchliwe, wciąż posiadały w sobie pewnego rodzaju blask. Tuż za nim, trochę z boku stała chuda starowinka. Ubrana w kwiecistą suknie i tradycyjnym kapeluszem futou na głowie ,przepisywała dane i obliczenia z pergaminu do programu w datapadzie, czemu towarzyszyły charakterystyczne stuknięcia palców. Ta monotonia pewnie trwałaby przez wiele godzin, gdyby nie przybycie posłańca.

    — Panie mój, przybyli generałowie armii ognia. Proszą o audiencję.
    — Niechaj wejdą — odpowiedział staruszek zachrypniętym głosem — minęło zaledwie kilka minut od wyjścia sługi, po czym do pokoju weszło dwóch mężczyzn w zbrojach.
    — Hospodarze Shxi — zaczął jeden z nich — nazywam się Merabietie Uelde, a mój towarzysz to Khan Anbesa. Przybywamy tu z polecenia i prośby innego generała, Dit-Pio. Z tego co wiemy to się znacie.
    — Niepotrzebnie mielisz tym ozorem, generale — odparł hospodar, wciąż wertując kartki — tylko wy potraficie tak głośno poruszać się skolocendrą, te zwierzęta w naturze polują z ciszą i gracją godną baletnicy, wy traktujecie je jak żywe czołgi, nie sposób było was nie usłyszeć.
    — Hospodarze, wybacz ale nie jesteśmy tu po lekcje w ujeżdżaniu skolocendr — do rozmowy wtrącił się Anbesa — przybywamy z ważne sprawą od Dit-Pio.
    — W takim razie, skoro to takie ważne, kontynuuj.
    — Khmm, no więc tak... "Despotat królowej Karnassy ciemięży nasz ognisty lud, nie dopuszcza do władzy legalnego króla Jantara i chłapie się władzą niczym wesz najgorsza. Musimy to powstrzymać, a nikt inny nie może nam w tym bardziej pomóc niż jej najpotężniejszy lennik"
    — A więc to tak — Shxi wstał spod biurka i podszedł do okna z panoramą na cały jego pałac — słyszałem pogłoski o nieposłuszeństwie Dit-Pio, ale otwarty bunt? I to wtedy kiedy nasza planeta wreszcie dołączyła do tak zwanej "Republiki". No, no, ciekawe.
    — Republika to nasz kolejny problem — wtrącił się Uelde — "Królowa" wykorzystuje Coruscant, niczym kolejną podporę swojej władzy. Wysłała tam Esce i Desne, kolejne dzieci zmarłego króla Magmora. Jest tam też twoja córka Shxi, niczym... zakładniczka.
    — Nie pozwalaj sobie Uelde, nie masz prawa jakkolwiek deprecjonować mojego rodu, rodzina Shxi jest niczym ognisty kruk, i niczym nasz symbol, każdy Shxi jest zawsze wolny i niezależny. A teraz idźcie, nie jesteście już tu mile widziani.
    — Popełniasz błąd Shxi — kontynuował Uelde — miałeś szansę, i chyba właśnie ją zmarnowałeś, żebym ci tylk... — w tym momencie Anbesa uciszył jednym ruchem ręki swego towarzysza i dał mu do zrozumienia, że pora iść
    — Proszę o wybaczenie, nie my prosimy... Rozumiemy decyzję hospodarze, jednak jakbyś zmienił zdanie, wiedz, że nasze wojska zbierają się w Beijing.

    Dokończył Anbesa, po czym razem z Uelde opuścił wciąż poddenerwowanego Shxi. Hospodar stał tak nie ruchomo następne pół godziny, dopóki skinieniem dłoni nie przyzwał stojącej dotychczas w ciszy przy biurku kobiety.

    — Ayvtu, wyślij posłańców do Beizhou, Gynji, Foshen, Hai Ti, Anxui oraz do każdej innej twierdzy mej domeny, z rozkazem sformowania oddziałów, i następnie udania się do Beijing. Idziemy na wojnę...
    pokaż całość

    źródło: Fire_Nation_Palace.png

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika Zerri

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (2)