•  

    #anonimowemirkowyznania
    Część Mirki i Mirabelki,
    #anonimowe #anonimowemirkowyznania #pytanie #praca

    Pisze z pewnym problemem ale wolę w nim pozostać anonimowy.
    Nigdy nie wiedziałem co chciałbym w życiu robić zawodowo i kim chciałbym być. I proszę, nie pomylcie tego ze słomianym zapałem, jak obiorę jakaś drogę w życiu to poświęcam się temu w 100% i nie odpuszczam, aż coś osiągnę.

    O mnie: Lvl26, kobieta w mieszkanku po jej dziadkach, więc niskie koszty utrzymania, ja mam jeszcze swoje mieszkanie na sprzedaż. Przez kilka lat zajmowałem się X ( "praca" polegająca na analizie, zarządzaniu pieniędzmi, można porównać do forexa/gry na giełdzie/krypto, o ile faktycznie one tak działają). Byłem sam sobie szefem, szło mi naprawdę dobrze. Niestety, pod naporem rodziców poszedłem na studia, które oczywiście olałem, potem drugi kierunek który skończył się podobnie i kiedy chciałem wrócić do zajęcia X, nie miałem ani pieniędzy żeby normalnie zacząć, a pod presja pieniędzy źle to wychodziło i w końcu zrezygnowałem. Nastał czas na zmiany. ( Mieszkałem wtedy z rodzicami).

    Stwierdziłem, że trzeba iść do normalnej roboty, poszedłem do korpo, załapałem się na wyjazdy zagraniczne na których sporo zarobiłem, w między czasie dorabiałem jako freelancer dla zagranicznej firmy ( jeszcze 4 h po normalnej pracy) i zarabiałem sporo, choć daleko do mitycznego 15k. W końcu dostałem ofertę pracy zdalnej tylko dla tej zagranicznej firmy, za 8 h miałem tyle samo co wcześniej łącząc dwa miejsca pracując 12 h, rzuciłem pewna posadkę w korpo i oddałem się pracy w domu na pełen etat.

    Praca była mega lajtowa, nikt mnie nie kontrolował, myślałem, że będzie tak samo jak zajmowałem się X ale niestety - marketing, w którym robiłem zaczął mnie mega nudzić, zacząłem się cofać w rozwoju i w końcu to rzuciłem. Wtedy pierwszy raz( jakiś rok temu) stwierdziłem, że będę programista.

    Bez pracy uczyłem się przez jakiś czas ( Java) ale zajęło to dłużej niż sądziłem i pieniądze w końcu się skończyły. Poszedłem do jakiejś chujowej pracy i po niej codziennie twardo cisnąłem dalej z nauką. Przyświecała mi myśl, że programowanie ma w sobie to, co dawało mi X - jest wymagające, analizowanie itd.

    Jednak, dochodzimy do konsensusu - Od jakichś 3 miesięcy jestem #programista5k i im dłużej pracuje, tym mniej mi się to podoba. Daleko temu do cech, które sobię cenię. Brakuje mi niezależności, decyzyjności (robię daną rzecz w określonym momencie bo jest ważna, a nie dlatego, bo ktoś mi każe). #pracait różni się też od domowego grzebania w projektach, w kodzie. Od poczatku uwielbiałem w programowaniu to, że decydowałem co i jak. Wiem, że teraz decyzje podejmują osoby ode mnie bardziej doświadczone, lepsze ale to nie o to chodzi. Teraz wszystko ma swoje schematy, zasady, mam znowu szefa, a dodatkowo nie radzę sobie po prostu w projekcie do którego trafiłem. Myślałem, że potrafię znowu pracować "pod kimś", jednak coraz bardziej okazuje się, że nie..

    Naprawdę nie wiem co dalej. Niby dobrze zarabiam, może jakimś cudem przedłuża ze mną kontrakt ale nie zmienia to faktu, że nie lubię chodzić do tej pracy. Z rana samą myśl pójścia tam mnie demotywuje. Jak już jestem na miejscu, przy komputerze, nie jest źle ale czuję, że nie robię tego ( lub w ten sposób ) który chcialbym.
    Wiem, najłatwiejsza odpowiedzią jest - jeb to, próbuj X, jesteś młody i nie masz dzieci, jak się nie uda to wrócisz do pracy. Niestety, z samego X sporo czasu nie będę się w stanie utrzymać, + co jeżeli znowu nie będę chciał tego robić? Dodatkowo, łączenie pracy z X jest prawie niemożliwe, może tylko w weekendy.

    Zawsze marzyłem o czymś swoim, gdzie pracuje na swój sukces. Potrafię zapierdalać, jak coś chce osiągnąć to siedzę i robię swoje. Jednak są to puste słowa, DG i pomysł na nią każdy jakiś ma ale niewielu to się udaje. Kumpela poszła w to zaraz po studiach i na ten moment pracuje w chujowym miejscu i ma ponad 70k długów. Nie trudno jest się zadłużyć, gorzej to wszystko pospinać. Wiem, że "kto nie ryzykuje nie pije szampana" ale nie wiem po prostu co dalej. Boje zrobic ten krok do przodu, bo może okazać się wielkim krokiem w tył, a tego mam już dosyć w życiu. Mój różowy przeżył już kilka moich pomysłów "na siebie", ostatnim miał być #programista15k i chyba też ma dosyć ciągłej zmian co chce robić ale właśnie to jest całe clue - narazie nic mi nie daje prawdziwej frajdy i nie wiem, czy zaryzykowanie dla własnej firmy to realnie będzie krop w przód. W końcu to takie oklepane - prawie "każdy" chce mieć coś swojego, czym niby różnię się od innych?

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: sokytsinolop
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy studenckie
    pokaż całość

Osiągnięcia (3)