•  

    Niby #heheszki ale w sumie #niewiemjaktootagowac

    źródło: Zrzut ekranu 2019-05-24 o 14.39.57.png

  •  

    Mam do odsprzedania National Parks Annual Pass, ważny do kwietnia/maja 2020. Zapewnia wstęp do wszystkich parków narodowych i innych parków federalnych w #usa. Cena 200 zł plus ewentualne koszty wysyłki. Preferowany odbiór osobisty. Ktoś chętny?

    źródło: IMG_2915.JPG

  •  

    History, robisz to dobrze (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■) #heheszki #telewizja #bron

    źródło: 50936738_2191577574233291_8187672035275571200_o.jpg

    +: solo_ta, R....n +12 innych
  •  

    Czy któryś mirek z subskrypcją #hbogo może mi sprawdzic czy „Foo Fighters: Sonic Highways” jest dostępne w Polsce?

    +: Cronox
  •  

    #f1 #formula1 #budapeszt jak najlepiej dostać się z centrum na tor? Do placu z autobusami 4km, do kolejki 7,5. :/ mirki pomocy

    +: Cronox
  •  

    #wykopuczy ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    źródło: Zrzut ekranu 2018-07-20 o 12.01.53.png 18+

  •  

    Orientuje się ktoś czy kupując licencję #intellij przez Dreamsoft będę miał zniżki po roku, dwóch i więcej odnawiania licencji? Obawiam się kupowania licencji bezpośrednio od JetBrains z uwagi na odwrotne obciążenie VAT.
    #programowanie #jetbrains

    +: Cronox
  •  

    #aws #cloud #webdev
    Jaki #hosting w chmurze polecacie pod #wordpress ? Blog fotograficzny, dużo zdjęć. Okresowo wysoki ruch. Koszty nie są najważniejsze, ale budżet nie jest nieograniczony.

    +: Cronox
  •  

    To jest złoto xD #willakarpatia #afera

    źródło: Zrzut ekranu 2018-01-09 o 10.23.08.png

  •  

    #fut można mieć dwie karty tego samego zawodnika w klubie i używać ich na zmianę?

    +: Cronox
  •  

    Któryś Mirek był na #f1 na Hungaroring? Bardziej opłaca się wziąć bilety na trybunę S1/S2 czy S4? #formula1 #wegry #pytanie

  •  

    #gothic na #gog wszystkie 3 części po 9.99 zł z okazji wprowadzenia polskiej wersji serwisu!

    +: tyqp, Cronox
  •  

    ( ͡º ͜ʖ͡º)

    GIF

    źródło: naklamane_w_pracy.gif (7.03MB)

    +: sackomoddye, F...........a +6 innych
    •  

      @aldrael: osobiście nie grałem, ale po tym co twórcy obiecywali, co ja piszę, KŁAMALI, jaki hype wokół gry tworzyli, i po tym co finalnie wyszło (jeszcze za jaką cenę(!)), stwierdzam, że gra nie jest warta żadnej złotówki, a ludzie za to odpowiedzialni powinni upaść i sobie chciwe ryje rozwalić ( ͡° ͜ʖ ͡°) #pdk

      Więc gry nie zamierzam nigdy kupić, chyba, że będzie wchodziła w skład bundla, który mnie interesuje, ale wtedy całą kwotę przeznaczę na organizację charytatywną lub dla twórców bundla, ani grosza dla devów, żeby przypadkiem nawet jeden cent nie trafił do kłamców z Hello Games.

      pokaż spoiler Może to brzmieć jak ból dupy kogoś kto był napalony na grę, ale uwierz mi, tak nie jest. Produkcja była mi raczej obojętna, chociaż pierwszy, słynny już trailer zapowiadał coś fajnego. Na szczęście nie śledziłem gry, więc hype train mnie ominął.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (4)

  •  

    Nowy Orlean z daleka witał mnie kapryśną pogodą Louisiany i Mississippi. W ciągu piętnastu minut jazdy autostradą najpierw jest prawie bezchmurnie, potem tylko pochmurnie, potem przychodzi ulewa, paraliżująca jakikolwiek ruch na autostradzie przez kilka minut, po czym wracamy do bezchmurnej pogody. A właściwie nie tyle paraliżująca ruch, co paraliżująca mnie – nie mogłem dostrzec nawet pasów bezpośrednio przed samochodem, a we wstecznym lusterku widziałem zbliżające się światła innego samochodu, ryzykowne więc było nawet zatrzymanie się. Sytuacja przydarzyła się kilkukrotnie. Cóż, taki mamy klimat.

    Po wjeździe do miasto odniosłem niezbyt pozytywne wrażenie. Północno-wschodnia część miasta wygląda po prostu nędznie. Jest to teren w dużej mierze przejęty przez gangi, parające się obrotem narkotyków, prostytucją, wymuszeniami i zbieraniem haraczy. Yvonne – moja gospodyni – powiedziała mi wprost, że nie mam tam czego szukać. Poleciła też knajpkę z rosyjską kuchnią na wieczorny posiłek. W rzeczywistości było tam więcej polskiej niż rosyjskiej kuchni. Ogólnie odnoszę wrażenie, że amerykanie kochają polską kiełbasę, bo w większości knajp, a praktycznie wszystkich pizzeriach, dostępne jest danie z kiełbasą. Ostatecznie wybrałem jakąś roladkę z kapustą, dość podobną do tej, z której zrezygnowałem w domu. ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗ

    Mimo wcześniejszych doświadczeń, idąc w stronę rzeki łatwo zarazić się słynnym duchem Nowego Orleanu. Czuć kolonializm, dużo francuszczyzny, ale co najmniej tyle samo wprowadzili potomkowie dawno sprowadzonych niewolników – voodoo, wspólnotowość, oraz chyba najważniejsze – rytm.

    A propos voodoo – na praktycznie każdym rogu w centrum znajdziecie sklep, w którym dostaniecie kruszone skrzydła nietoperza, kwiat paproci, Biblię Szatana, różdżki, rytualne kości zwierząt, miotły, ręcznie malowane karty Tarota i eliksiry – na miłość, szczęście, pieniądze, zdrowie i… potencję!

    Trudno zliczyć jak wiele szeroko rozumianego rock’n’rolla powstało z prostego bicia afrykańskich bębnów. Znajdziecie to wszędzie, od Elvisa po U2. Można powiedzieć, że wszystko narodziło się na nowoorleańskim placu, na którym pozwalano Afrykańczykom grać na bębnach. W Nowym Orleanie wszystko w pewien sposób nawiązuje do tego rytmu, z którego powstał jazz. Przejeżdżający tramwaj, krzyki ludzi, zgromadzonych wokół kolejnej ulicznej kapeli, odległy dźwięk saksofonu – wszystko układa się w jedną całość na tym żywym pomniku światowego jazzu.

    Jak duży wpływ na ludzi ma jazz widać najlepiej na przykładzie pogrzebów. Nieboszczyka na miejsce spoczynku po dziś dzień odprowadza orkiestra, złożona głównie z dęciaków. Odpowiednio do nastroju uroczystości, grają powolną, smętną muzykę. I tak do samego cmentarza. Ale przecież z cmentarza, często oddalonego o kilka kilometrów, trzeba wrócić. Wtedy orkiestra robi w tył zwrot, i wraca do Rytmu. O ile dziś robi to mniejszą furorę, o tyle w czasach bez Internetu oznaczało to wielką, łączącą całe miasto, więc głównie czarną społeczność, imprezę. Ludzie wychodzą na ulicę i tańczą na chodnikach, samochodach, dachach, cała ulica tętni życiem.

    Nowy Orlean się nie poddaje. Ani globalizacji, ani żywiołom. Mówiąc o Nowym Orleanie, trudno nie wspomnieć o Katrinie. Wystarczy zagadnąć kilku losowych mieszkańców, by odnieść wrażenie, że nie do końca poradzili sobie z tym, co wtedy przeżyli. Wbrew temu, co pokazywały media, Katrina to nie tylko woda w mieście i kilka ofiar w statystykach. Yvonne, mając wykształcenie pielęgniarki, została w mieście na własną prośbę. Luźno cytując jej opowieść:
    „Ciała albo leżały na dachach, bo ludzie umierali z odwodnienia w tym klimacie, albo spływały wodą. Nigdy tego nie zapomnę. Najgorsze było jednak przeszukiwanie mieszkań, w których po kilku miesiącach można było znaleźć wysuszone ciała. Szczury biegały jak w kreskówkach – setki szczurów zbiegające się w jednym miejscu. W większości dzielnic ludzie powyjmowali broń. Rzeczy codzienne stały się łupem na wagę złota. Zaraz pojawiły się rozboje, narkotyki, zaczęła kwitnąć prostytucja. Do dziś tak jest w niektórych dzielnicach. Kradli sprzęty, nie tylko ze sklepów, ale od siebie nawzajem, od sąsiadów. Przy okazji - lodówki? Pomyślałeś o tym? Miasto przez tygodnie bez prądu, wszystko wewnątrz gniło. Firmy zajmujące się utylizacją chłodziarek i zamrażarek wyrastały jak grzyby po deszczu. Przed areną, w której mieszkańcy dostawali, oprócz ataków furii, miejsce do spania, kładzione były zwłoki, które przyniosła woda. Stosy ciał. Mężczyźni często zamordowani, kobiety brutalnie zgwałcone, często matki z córkami. Do dziś nie mogę tego zapomnieć. Nie wiem, czy to miasto kiedykolwiek stanie na nogach po Katrinie. Myślę, że z powodu terenu, na którym leży to miasto, Nowy Orlean nie będzie istniał za 100 lat”.

    Ta opowieść, okraszona wspomnieniami znajomych, których widziało się spływających z nurtem zaraz za oknem, wywarła piorunujące, a przy tym mocno dołujące wrażenie. Zmieniła też sposób postrzegania tego miasta. Tego jazzowego rezerwatu. Umierającego rezerwatu.

    Bourbon Street jest swego rodzaju jego centrum. Muzyka, mimo wszystko, gra tutaj 24 godziny na dobę. Wieczorem ulica jest pełna ludzi, ale pełna też jazzu, granego przez ludzi znanych ze współpracy z największymi na świecie. Ot, tak zwyczajnie -
    siedzą w lokalu i grają piosenki kolegów z sąsiedztwa – Louisa Armstronga, Dr. Johna czy Trombone Shorty’ego. Podtrzymują tradycję. Tradycję, która bez Preservation Hall niedługo może zostać jedynie w pamięci staruszków, wspominających miasto, które niegdyś było symbolem wolności, zapoczątkowanej przez jeden afrykański rytm.

    PS Nic nie oddaje klimatu NOLA lepiej, niż jego muzyka. Dla chętnych wrzucę własne nagrania na YT jako prywatne. Dajcie znać w kometarzach, a podeślę link.

    PS2 Wiem, minął prawie miesiąc od ostatniego wpisu. Działo się tak dużo, że nie mogłem znaleźć czasu i energii na kolejne wpisy. Przepraszam tych, którzy na nie czekali. Obiecuję jednak, że podróż zostanie należycie opisana i postaram się nie pominąć żadnego istotnego dla mnie faktu. Dzięki za upominanie! Dzięki Wam pamiętam, że warto. (。◕‿‿◕。)

    #usamusictrip #usa #podroze #nola #nowyorlean #podrugiejstroniebajora #jazz #muzyka
    pokaż całość

    źródło: IMG_1560.JPG

  •  

    W Nashville wszystko obraca się wokół muzyki. Najbardziej zdumiewające jest to, że właściwie o każdej porze, oprócz godzin przedpołudniowych, wszędzie w mieście rozbrzmiewa muzyka. Głównie country oczywiście. W kawiarniach można wciąż znaleźć szafy grające, tzw. jukebox, na których oprócz starych standardów, wręcz dóbr kulturowych tego miasta, znajdują się winylowe single dzisiejszych wykonawców. Na ulicach znajdują się skrzynki, przypominające amerykańskie kosze na śmieci, grające single! Idąc ulicą usłyszałem „Blue Ain’t Your Color” i szukając źródła dźwięku zauważyłem czarną skrzynkę, obklejoną wizerunkiem Keitha Urbana. Największe wrażenie robi jednak muzyka w najczystszej formie – grana na żywo.

    We wcześniejszym wpisie opisywałem songwriterów grających w kole. To jedna strona medalu, lub może bardziej jedna z aktywności tych muzyków. Po jednej z sesji in the circle którą miałem przyjemność obserwować, wymieniłem kilka zdań z jednym z artystów, dostając przy okazji płytę za napiwek. Jakie było moje zdziwienie, gdy dokładnie tego samego gościa zobaczyłem w klubie The Stage na II piętrze po drugiej stronie miasta, w czasie gdy wykonywał kolejny utwór „na zamówienie” wraz z całym zespołem!

    Dlaczego napomknąłem o II piętrze? Ponieważ kultowe miejsca, jak Tootsie’s czy The Stage posiadają nie jedną, a TRZY sceny, kolejno na parterze, piętrze i drugim piętrze lub też… na dachu. Nie zmienia to faktu, że aby dotrzeć na piętro w Tootsie’s i tak potrzebowałem kilku minut, bo klub dosłownie pękał w szwach. Muzyka wylewająca się przez otwarte okna wprost ze sceny działa wabiąco na wszystkich przechodniów – i tych zwabionych perfekcją dźwięków, i „wzrokowców”, widzących zaangażowanie muzyków, którzy grających praktycznie na witrynie. I tak wygląda to w KAŻDYM kolejnym lokalu na Broadwayu, oddzielonym od poprzedniego kilkudziesięciocentymetrową ścianą.

    Różne kapele mają różne formuły na zdobycie słuchaczy i tym samym ściągnięcie klienteli do lokalu, co pozwala im zarobić. Jedni zaczynają w roku 1950 i grają rok po roku jeden wybrany hit z konkretną datą wydania. Inni chałturzą, grając tylko to, co dostaną na karteczce z przypiętym banknotem, lub przy braku dużej publiczności – nawet bez niego. Do Nashville ściągają młodzi (choć nie tylko) muzycy z całego kraju. Tutaj spełnienie marzenia i rozpoczęcie profesjonalnej kariery wydaje się być na wyciągnięcie ręki. Z rzeszy ludzi napływających do miasta by się wybić, szansę dostają najlepsi, a idzie za tym jedna rzecz, która we wszystkich wykonaniach na żywo jest niezmienna bez względu na podjętą strategię - są świetni w tym, co robią!

    Nie przesadzę, jeśli powiem, że tak wielu wirtuozów w tak krótkim czasie i tak dostępnym dla wszystkich (od 21 lat wzwyż oczywiście) nie zobaczy się nigdzie indziej na świecie. Ich siła leży jednak w świadomości gdzie jest ich miejsce w tym wszystkim. Nie są to więc cyrkowe wręcz pokazy wirtuozerii – oni tworzą razem muzykę. Nieistotne, czy to ich własne kompozycje czy częściej klasyczne tematy. Wszystko jest odpowiednio wyważone, brzmi jak niepodzielna całość, do tego ciągła gra dynamiką, a w to wszystko razem tchnięte życie, energia bijąca ze sceny i elektryzująca wszystkich słuchaczy. Obserwując wykonujący skład wiesz jednocześnie, że ten gitarzysta, ten skrzypek, tamten gość grający na kontrabasie jak u Elvisa czy jeszcze inny gość grający na banjo jest cholernym wirtuozem. Dodatkowo ten umiejętnie podciągany niski wokal z nutą twangu, tak typowy dla country, by w następnej frazie trafiać dźwiękami dosłownie w punkt + świetny kontakt z publicznością skłaniał mnie do myślenia, że wszedłbym tego posłuchać nawet gdybym musiał zapłacić za wejściówkę.

    Skąd w ogóle wzięło się Music City USA, zwane też „światową stolicą country”? Z radia. W czasach, gdy elektryczność była domeną dużych miast, na wsiach posiadano jedynie radia na baterie. Mówimy o pierwszej połowie XX wieku. Za kreowanie trendów odpowiadały wtedy audycje radiowe. Nashville również posiadało kilka rozgłośni, z których jedna, o nazwie WSM, rozpoczęła nadawanie audycji Grand Ole Opry. Jeżeli ktoś interesuje się muzyką country, to serce powinno szybciej zabić. Ideą Grand Ole Opry było organizowanie koncertów, które transmitowane były w audycji. Z biegiem lat wszystko w Nashville zaczęło kręcić się wokół tej audycji. Jak bardzo? Przywołując wypowiedź Dolly Parton: „nie byłeś artystą country, jeśli nie grałeś w Grand Ole Opry”.

    Co zmieniło się do tej pory? Nic. Grand Ole Opry jest najdłużej nadawaną nieprzerwanie audycją w historii amerykańskiego radia i nadal spełnia swoją rolę. Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie dostał biletów na koncert „Opry Country Classics”, organizowany w historycznym Ryman Auditorium, dawnej mormońskiej świątyni, dostosowanej do potrzeb organizacji koncertów i de facto audycji. Klimatu i brzmienia tego miejsca nie opiszę, bo nie umiem dobrać słów. W czasie doskonałego show, trochę nostalgicznego względem czasów, którym sam nie mogę pamiętać, przez salę zdawały się przepływać duchy przeszłości – Johnny Cash, Emmylou Harris, Hank Williams, George Strait, Willie Nelson, Ray Price, George Jones, oczywiście Dolly Parton – wszyscy oni wykonywali kiedyś swoje ponadczasowe piosenki na tej scenie, na tych deskach, dosłownie kilka metrów przede mną.

    To uczucie utrzymywało się jeszcze nazajutrz, w ogromnym Country Music Hall Of Fame. Muzeum posiada ogromne zbiory, począwszy od gitar Hanka Williamsa i Emmylou Harris i innych instrumentów (często prawie stuletnich), przez stroje Dolly Parton, Johnny’ego Casha czy Dixie Chicks, nagrody Grammy, oddane do zbiorów przez Zac Brown Band, Brada Paisleya, Alabama, aż po… cadillac Elvisa! Wszystko na wyciągnięcie ręki. Te minione lata, te kultowe już przedmioty muzyków owianych nieśmiertelną sławą – wszystko tworzyło emocjonalną więź z tym, co znam i pamiętam, a co było ot tutaj, ledwo za szybą.

    Dziś po południu z krwawiącym sercem zostawiłem Nashville za sobą, mknąć na południe międzystanową 65 przez piękne wzgórza i lasy Tennessee i Alabamy, pełne małych domków, pickupów i nieodłącznych elementów krajobrazu - burgerów i steków pasących się na łąkach. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Z pewnością coś jeszcze wspomnę o Nashville w przyszłości. Obecnie znajduję się w miejscowości Irondale, AL. W głowie lekko pobrzmiewa Lynyrd Skynyrd, Goose IPA trochę ssie, ale cisza tego ciepłego wieczoru na werandzie wiejskiego domku pośród drzew przy rzeczce tworzy niezapomniany klimat.

    #usamusictrip #usa #ameryka #podrugiejstroniebajora #country #podroze, trochę #ciekawostkimuzyczne i #ciekawostki ogółem i na zdjęciu #ladnapani - Ashley Campbell gościnnie w czasie czwartkowego Grand Ole Opry. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    pokaż całość

    źródło: ashley_opry.jpg

  •  

    Z Raleigh wyruszyłem wypożyczonym samochodem na Wschód. Przez wiele mil spokojnych pól i dróg otoczonych lasem, wręcz wyjętych z The Walking Dead, dotarłem w tereny wymagające przeprawy przeze rosłe wzgórza gór Great Smoky Mountains. Widoki mógłbym porównać do Tatr po słowackiej stronie, pełne skalisk, widocznych przy drodze, i szczytów widocznych w oddali.

    Droga w tym obszarze dzieli się sprytnie na dwoje – jedna część należy do kierowców ciężarówek, którzy nie mają zakazu wyprzedzania, mając za to ograniczenie prędkości mniejsze o 10MPH względem innych, oraz inne samochody, które mkną lewą stroną jezdni. Amerykańskie poczucie obowiązku widać wśród obu stron – ani jednej wyprzedzającej ciężarówki, oraz ani jednego kierowcy osobówki, który w znaczy sposób starałby się przekroczyć prędkość. Wszystko to służy naprawdę pięknym widokom.

    Postanowiłem w pewnej chwili, pod wpływem pięknej architektury sakralnej, zjechać z autostrady by sprawdzić, czy będę mógł uraczyć się jakimś swojskim jadłem. Miejscowość, do której zjechałem, nosi nazwę Swananoa. Tam skusiła mnie knajpa o wdzięcznej nazwie Okie Dokies Smokehouse, serwująca grillowanego kurczaka. Środek niczego, w niewyczuwalnym pobliżu autostrady, pełen lokalnych przysmaków – magia. Tam również usłyszałem pierwsze oznaki zmiany klimatu – południowy akcent.

    Późna godzina zmusiła mnie do zatrzymania się w pobliżu – padło na jeden z wielu moteli w Asheville. Chcąc wykorzystać pozostały czas, wyruszyłem na podbój barów w Downtown. Jak się okazało, okolice Asheville są od lat zagłębiem browarnictwa południowych Stanów. Hell yeah!

    Wielu z Was pyta jak to jest z ludźmi w USA? Czy faktycznie są tacy otwarci? W jednym z barów poznałem Chrisa, pochodzącego z Greensboro, który w trakcie rozmowy, w pewnej chwili poprosił barmankę o kartkę i długopis, po czym zaczął wypisywać mi miejsca, które według niego powinienem odwiedzić w trakcie podróży. W dodatku nie były to miejsca, które znajdzie się w każdym przewodniku po USA. To chyba najlepiej opisuje stosunek „tubylców” do odwiedzających.

    Rano kolejnym, a zarazem głównym celem podróży zostało Nashville. Tam czekał mnie kolejny pewny nocleg u Christine. Droga nie przebiegła tak gładko, jak bym sobie tego życzył – temperatura wynosiła około 27 st. C, co miało spowodować gwałtowny deszcz okraszony fleszami błyskawic w samym mieście. Widoczność nagle spadła do kilku metrów, co można było odczuć na klasycznych amerykańskich skrzyżowaniach z czterema znakami STOP, kiedy nikt nie wiedział kiedy ruszyć dalej. Na szczęście nie przeszkodziło to bezpiecznie dostać się do zaklepanego mieszania.

    Samo Nashville – za długo by opisywać. Za poleceniem swojej gospodyni udałem się do Hattie B’s Hot Chicken. Trudno przypomnieć mi sobie coś lepszego, co jadłem w życiu! Mimo 20 minut stania w kolejce do lokalu – było warto. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Następnym celem był bar, położony blisko restauracji. Zdjęcie z niego w komentarzy. Następnie drugi bar – zdjęcie w drugim komentarzu. Po tym, gdy deszcz troszkę złagodniał, trzeci bar, w trzecim komentarzu.

    Nashville nie jest miejscem muzyków ani producentów. Jest to miejsce dla songwriter’ów. Jakby jeden wielki uniwersytet dla kompozytorów. W tym wszystkim chodzi o… piosenkę. Nie działa to jednak według zasady „mam piosenkę to ją wykonam i będę gwiazdą”. Nawet Willie Nelson nie był zbyt mile widziany za to, że nie oddawał swoich piosenek. To miasto kocha kompozytorów i kocha wykonawców. Niekoniecznie razem. Stąd zdjęcie z Owenem Bradley, mającym przed sobą kompozycję „Crazy” Willy’ego Nelsona, w głównej mierze znanego dzięki Patsy Cline.

    Rytuałem tutaj się stało „granie w kole”. W większości miejsc, do których można się udać, spotyka się 2-3 osoby na scenie z gitarami, które przedstawiają publiczności to, co właśnie napisały. Na tym polega siła Nashville – ci artyści współżyją razem na scenie. Nie walczą, bo tutaj nie ma na to miejsca. Trudno właściwie znaleźć lokal, w którym ktoś nie występuje właśnie na żywo. Tutaj chodzi o muzykę…

    Poza tym jest cholernie gorąco. Zważywszy na szerokość geograficzną nie ma się co dziwić, ale mimo wszystko stanie w słońcu przez więcej niż kilka minut jest porównywalne z polskim szczytem lata. Trzymajcie kciuki, żeby udało mi się dotrzeć do jeszcze cieplejszych regionów.

    Aha, trasa uległa zmianie – Wielkanoc czeka mnie w Alabamie i Nowych Orleanie! Mam nadzieję, że to dobra zmiana. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    @AnnaJ dzięki za wskazówki! Niestety byłem już w Tennessee, gdy napisałaś. :(

    Dorzucam zdjęcie z autostrady między NC a TN.

    #usamusictrip #usa #ameryka #podrugiejstroniebajora #country #nashville
    pokaż całość

    źródło: IMG_1291.JPG

  •  

    #usamusictrip #usa #heheszki #pdk ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)

    źródło: embed.jpg

  •  

    Po pięciu dniach wreszcie przyszedł czas rozpocząć właściwą podróż – Południe. Mój autobus ze stolicy odjeżdżał o 15:05 z Union Station, pięknego reprezentacyjnego dworca, ulokowanego nieopodal Kapitolu. Podróż dwuodcinkowa, więc miejscem przesiadki było Richmond, VA. Autobus z szybkim wi-fi, działającymi (tym razem) gniazdami sieci elektrycznej oraz naprawdę ogromną ilością miejsca na nogi! Świetnie! Jakaś czarnoskóra kobieta awanturuje się w samym przodzie, ale słuchawki na uszy i można jechać. Podróż upłynęła gładko, ale z tego miejsca:

    SERDECZNIE NIE POLECAM KORZYSTANIA Z USŁUG FIRMY:

    pokaż spoiler GREYHOUND


    Punktem docelowym było Raleigh, NC. Autobus miał wyjechać o 18:15, o 18:00 byliśmy już w Richmond. Niestety wspomniana wcześniej kobieta ma nierówno pod sufitem i wszczęła 3 kłótnie w ciągu 10 minut, a przed samym wsiadaniem do pojazdu napatoczył się jej kierowca, którego w wyniku kłótni… pobiła! #truestory ( ͡° ʖ̯ ͡°) Tak, to ten typ niezależnej black-lives-matters twardorękiej murzynki wielkości miejskiego różowego samochodu stojącego na tylnym zderzaku. Chyba jej się spieszyło, ale pobicie kierowcy autobusu to dość… niekonwencjonalny sposób na przyspieszenie odjazdu. Brakowało więc kierowcy, którego firma nie mogła ściągnąć przez kolejne 8 godzin, a przez cały ten czas autobus stał odpalony na zewnątrz! Oprócz nas byli ludzie jadący do NYC, których autobus miał kolizję zaraz po wyjeździe z dworca kilka godzin wcześniej oraz ludzie jadący na Florydę, którzy z niewiadomego mi powodu też mieli kilkugodzinne opóźnienie. Tak więc siedzieliśmy w hali w 150 osób, nabijając kabzy firmie, kupując wodę i jedzenie żeby przetrwać. Było wesoło, bo sytuacja wręcz groteskowa, a że przewoźnik nie podawał żadnych informacji oprócz „jest nam przykro” albo „autobus jest opóźniony”, przywykliśmy do myśli, że spędzimy całą noc w zasadzie pośrodku niczego. Ludzie porozkładali się gdzie mogli, grali w karty, spali w rogu albo jak my, wraz z grupą poznanych w biedzie przyjaciół, wyjmowali gitary i starali się poprawić humory nasze i innych. Finalnie dotarłem do Raleigh o 5:00 dnia następnego. Choć tyle, że nie przepadła mi rezerwacja samochodu.

    Zdoławszy dotrzeć do łóżka, przespałem ledwie godzinę, ogarnąłem się i zostawiłem bagaże. Po odebraniu samochodu nadszedł czas na podróż, która wynagrodziła mi poprzednie długie godziny. Północna Karolina to stan przeważnie wiejski, a przy tym bardzo, ale to bardzo klimatyczny! Za cel podróży obrałem sobie Outer Banks, ale w dużej mierze był to pretekst, by poczuć klimat okolicy, po prostu ją oglądając i się nią rozkoszując przy przepięknej pogodzie. Szerokie drogi, moczary przy lasach, stawy i jeziora, urokliwe mosty (Alligator River!), wreszcie budynki, które budują klimat, którego tutaj poszukuję. Dorzucam zdjęcie, które opisze wszystko lepiej niż słowa.

    Samo Outer Banks wydaje się opuszczone o tej porze roku. Co prawda łatwo trafić na kogoś, szczególnie w okolicach plaż, ale resztą miasteczka, zarówno jak i te sąsiadujące, ale ogólnie klimat zdaje się mówić: „wróć latem!”. Może kiedyś mi się uda. Natomiast same pensjonaty mają unikalny charakter i nadają temu miejscu dużo kolorytu. Wymarzone miejsce na #workandtravel !

    W Raleigh komunikacja miejska, za przeproszeniem, leży i kwiczy. Pociągów nie ma wcale, a rozkład autobusów planował chyba student na zaliczenie. Infrastruktura została zbudowana pod samochody. Był to mój pierwszy w życiu kontakt z automatyczną skrzynią biegów w samochodzie. Z racji tego, że drogi zostały rozwiązane perfekcyjnie – szerokie, wielopasmowe, stosunkowo prosto idące – po włączeniu tempomatu jadąc w jedną stronę przez 200 km nie tknąłem pedału gazu ani hamulca, więc nie miałem wielu okazji odzwyczaić się od próby wrzucenia „trójki”. ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    Mój gospodarz okazał się naprawdę świetnym człowiekiem! Wczoraj wstał o 5:00, żeby się upewnić, że wszystko mam, a dziś wieczorem po powrocie przyniósł z lodówki piwo i rozpoczęliśmy rozmowę, trwającą ponad 3 godziny. O życiu w NC, o życiu w USA, o różnicach międzykulturowych, które też zna z podróży po Europie. Najwięcej jednak czasu zajęła nam rozmowa o… Biblii. Cameron okazał się człowiekiem naprawdę, ale to naprawdę wierzącym. Takim cytującym konkretne fragmenty Nowego Testamentu w zależności pytania, na które odpowiadał, a przy tym bez tej szaleńczej pasji fanatyka. Jak prawie wszyscy tutaj, uczęszcza do Kościoła Baptystów i nad studiowaniem Biblii spędził tyle lat, ile siedzi w branży IT. Trudno w tym stanie nie natrafić co parę mil na mały kościółek Baptystów. Taki urok tej części Stanów. Opowiedział mi o tym, jak oni pojmują chrześcijaństwo i w zasadzie w 20 minut wyjaśnił mi więcej, niż Indoktrynacja przez kilkanaście lat. Poza tematami duchowymi – programowanie, RPG, konsole i stare filmy. Wymarzony rozmówca.

    Wyobraźcie sobie teraz, że w nieokreślonej przyszłości będziecie siedzieć późnym wieczorem z białym baptystą gdzieś na przedmieściach w Północnej Karolinie, rozmawiając o #wiara. Mi też wydawało się absurdalnie abstrakcyjne.

    Rano wyruszam do Tennessee. Powinienem odwiedzić Dollywood zanim zahaczę Great Smoky Mountains? ( ͡º ͜ʖ͡º)

    #usamusictrip #usa #podrugiejstroniebajora #podroze #northcarolina #raleigh i trochę #country, bo dużo stacji radiowych dobrze twanguje. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    pokaż całość

    źródło: IMG_1203.JPG

  •  

    „Washington? Dude, it’s all about the politics!” – usłyszałem w jednym z barów od Coreya, właściciela firmy produkującej aplikacje mobilne. Mówił też o ostatnim ataku USA na Syrię, w wyniku czego „Make America Great Again” straciło tego dnia rzesze zwolenników. Dodał również, że usłyszę to od niewielu osób, ale usłyszę to od niego, ponieważ akurat on nie jest w żaden sposób związany z polityką.

    Polityka w ten czy inny sposób jest w Waszyngtonie obecna. Czuć to wszędzie. Metro ma specyficzny, na swój sposób elegancki i dystyngowany klimat, a ludzie w drogich garniturach i eleganckich garsonkach sprawiają wrażenie zajętych rzeczami spoza zakresu szarych obywateli. Trudno zresztą nie odnieść takiego wrażenia, gdy wszędzie dookoła widzi się tylko kolejne departamenty, a z większości ważnych miejsc widać obelisk, zwany Pomnikiem Waszyngtona, swego rodzaju łącznik między Kapitolem, Mauzoleum Lincolna a Białym Domem.

    Przyznam, że przy okazji wizyty w stolicy dałem się odrobinę ponieść turystycznemu podejściu. To zresztą planowałem. Biblioteka Kongresu, sam Kongres, wielki park z górującym obeliskiem i w końcu symbol równości i tolerancji, jakim jest Mauzoleum Lincolna, wraz z siedzibą Sądu Najwyższego, Czerwonego Krzyża, Białym Domem i budynkami Instytutu Smithsona robią niesamowite wrażenie. Dodatkowo jeśli ktoś interesuje się tematyką wolnomularstwa, to w Waszyngtonie będzie czuł się jak w raju.

    Nie mogłem też sobie odmówić wizyty w National Air and Space Museum. Obowiązkowy punkt wszystkich fanów awionistyki i podboju kosmosu! Egzemplarze samolotów militarnych wszystkich generacji (nie tylko amerykańskich), testowe łaziki, lądowniki, rakiety, repliki wahadłowców, wycięte kabiny A320 i 747 z prezentacją startu, symulatory lotu (40 minut czekania, ale warto by „polatać” myśliwcem) czy lotniskowca, edukacyjne warsztaty nawigacji i fizyki lotu – po prostu wszystko! (。◕‿‿◕。)

    Przy wszystkich tych wspaniałościach brakowało mi jednak życia. Może brakowało mi tego szaleństwa NYC? Wśród wszystkich ważnych instytucji trudno było znaleźć nawet jakikolwiek zaułek z jedzeniem! Owszem, wszędzie stoją food tracki, ale nie budziły one mojego zaufania. Błądziłem po omacku, aż trafiłem do Chinatown. To tutaj zaczyna się królestwo barów i restauracji. I te, choć wypełnione głównie sztywniakami wcześniej spotykanymi na ulicy, w piątkowy wieczór aż tętniły życiem i luźną atmosferą! Wszystkie powielały ten sam schemat – długi bar, wiele telewizorów, wyświetlających kolejno NBA, NHL, MLB i golfa; oraz ogromny (!) wybór piw, od pilsnerów, po belgijskie pale ale. Ostatnia, w której się znalazłem, oferowała ich ponad 200! (ʘ‿ʘ)

    Do barów przyciągała mnie muzyka. Przy jednym usłyszałem Dire Straits, przy innym rock’n’rolla, dalej znów starego bluesa. Waszyngton jest miastem zdominowanym przez czarną społeczność. Po przyjeździe na Union Station czułem się trochę niezręcznie. Szczególnie w autobusie pełnym czarnoskórych miejscowych, prowadzonym przez panią, której czarnego slangu też nie mogłem zrozumieć, jadącym na przedmieścia – oczywiście całkowicie czarne. Niezręczne również było odbieranie (świetnego!) jedzenia z jamajskiej knajpy i poranny spacer do metra. Co jednak ciekawe, w trakcie tego spaceru na swojej drodze spotkałem czarnego mężczyznę w wieku około 40 lat siedzącego na murku przy chodniku, obserwującego mnie od dobrych 30 metrów, który w momencie, gdy byłem już blisko niego, uderzył dwukrotnie otwartą dłonią w lewą pierś i podał mi „żółwika”, dodając „Ya ‘right, bro?”. Spodziewalibyście się?

    Kilka poznanych osób sugerowało mi wyruszenie do Nowego Orleanu. Zmagam się obecnie z dylematem, czy nie porzucić Memphis i Dallas. Jednym z założeń wyprawy było nie planowanie wszystkiego na przysłowiowy „tip-top”, żeby takie rzeczy miały prawo bytu, a droga do Austin w obu przypadkach prezentuje się podobnie. Temat do przemyślenia, a może dyskusji?

    Dorzucam zdjęcie z domu mojego gospodarza. Clint Eastwood by się nie powstydził. ( ͡° ͜ʖ ͡°) #pdk

    #usamusictrip #usa #ameryka #podrugiejstroniebajora #podroze #waszyngton
    pokaż całość

    źródło: IMG_1060.JPG

    +: m....o, frozenrb +410 innych
  •  

    Nowy Jork to miasto, w którym termin „język oficjalny” nabiera pełnego znaczenia. Stosunkowo trudno jest usłyszeć język angielski poza w miarę oficjalnymi rozmowami, na przykład w sklepie czy restauracji. Łatwo za to usłyszeć język hiszpański, włoski, któryś z azjatyckich czy polski bądź rosyjski. W pewnym sensie odniosłem wrażenie, że odseparowuje to ludzi od siebie, skupiając ich w zamkniętych grupach etnicznych. Zresztą daleko szukać - z Polakami na Greenpoincie lepiej rozmawiać po angielsku. ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    Muzycznie miasto również jest fuzją wszystkiego, co dostało się do niego drogą lądową i morską. I tak spotkałem muzyków serwujących przy bramkach metra coś pomiędzy bossa novą i country, saksofonistę proponującego jazzowe wariacje klasycznych numerów pop i rocka ‘60+, czy kobietę sprzedającą własne płyty z dudniącymi w głośnikach przebojami radiowymi w stylu gospel. Przykłady można mnożyć, ale ogólnie ma to plusy i minusy. Jak w nowojorskiej kuchni, mieszanka smaków i zapachów czasami się uda, a czasami zwyczajnie nie.

    Jazz. Jazz pasuje do tego miasta. Pasuje do eleganckich halli hoteli i biurowców, skrytych za dużymi drzwiami strzeżonymi przez odźwiernych, jakby żywcem wyciągniętych z filmów lat ’50. Wystarczy jednak wybrać się kawałek dalej, aby scenę przejął gospel albo rap – oba słusznie kojarzone z czarną społecznością, a ta jest bardzo ekspansywna względem otoczenia. Przynajmniej takie odniosłem wrażenie. Cała grupa murzynów śpiewających w restauracji do tego, co leci w radio, taniec na środku ulicy czy włączanie głośno muzyki w wagonie metra to kilka z przykładów.

    Ogromnie bawią mnie relacje kierowca-kierowca oraz kierowca-pieszy. „Wczesne czerwone” to norma. I to nie tylko niektórzy kierowcy – WSZYSCY. W tym samym czasie piesi, którzy wiedzą, że zaraz będą mogli przejść, ruszają na pasy kilka sekund przed czasem. W ten sposób dochodzi do sytuacji, kiedy to kierowcy starają się nie przejechać pieszych, a piesi starają się dojść na drugą stronę. To z kolei też nie zawsze jest łatwe. Amerykanie kombinują jak mogą żeby posunąć się choć kilka centymetrów do przodu i potrafią przy okazji utworzyć pięć rzędów samochodów z trzech pasów i zastawić całe przejście dla pieszych. Byłem świadkiem, jak kobieta z dzieckiem musiała się wracać z połowy przejścia, bo wózek nie mieścił się między Nissanem Rogue a autobusem komunikacji miejskiej. No i wiadomo – wszystko w akompaniamencie klaksonów, bo utworzenie na powrót trzech pasów z pięciu bez użycia kierunkowskazów to takie małe wyzwanie. Najpierw klakson, potem działanie, skwitowane przez kogoś innego klaksonem. Rutynowo. ( ͡° ͜ʖ ͡°) I trochę profilaktycznie, jak kierowca śmieciarki, który w okolicach Wall Street strąbił mężczyznę stojącego już na przejściu na wąskiej jezdni, tylko po to, żeby w tym samym czasie z miną stryja widzącego ulubionego bratanka uprzejmie machnąć mu ręką, żeby bez obaw przeszedł sobie na drugą stronę. Oni to mają we krwi.

    Na zdjęciu poniżej kwintesencja ruchu drogowego w Nowym Jorku. Ciężarówka zastawiała przejazd już wtedy, gdy zaświeciło się czerwone, ale nie przeszkodziło to kierowcy autobusu pojechać za nią. Na dokładkę jeszcze gość po lewej rżnie dosłownie przez środek skrzyżowania na drugą stronę. ( ͡° ͜ʖ ͡°)ノ⌐■-■ Po prostu piękne!

    Jutro czeka mnie trasa do Waszyngtonu. Naskrobię w jej trakcie parę słów o tym jak się poruszam, gdzie sypiam i inne tego typu rzeczy, które mogą kogoś zainteresować. Gdybyście mieli jakieś pytania/sugestie - piszcie komentarz. Będe wdzięczny za feedback. :)

    #usamusictrip #usa #ameryka #podrugiejstroniebajora #podroze #nowyjork #newyork
    pokaż całość

    źródło: IMG_0939.jpg

    •  

      @wogbius: Nie wiem czy OP opisuje swoje wrażenia po dniu czy tam dwóch (z tego co pisał na mirko) czy może spędził więcej czasu w Stanach, ale powiem Ci szczerze, że kultura poruszania się tutaj u pieszych i zmotoryzowanych jest na wyższym poziomie jeśli chodzi o uprzejmość i taką praktyczność. W Polsce nigdy nie przeszedłem na ruchliwej ulicy poza miejscem do tego przeznaczonym - tutaj każdy robi to nagminnie zamiast lecieć nie wiadomo gdzie i wydłużać sobie drogę do samochodu/do sklepu etc. kierowcy też dobrze na to reagują i ludzi przepuszczają. Zresztą praktyczność i tak idzie krok dalej w innych kwestiach jak skręcanie w prawo na czerwonym gdy nic nie jedzie, przekraczaniu linii ciągłych przy skręcie oraz wszechobecnych znakach 'stop', które cholernie lubię. Jeżdżąc po Europie ciężko od razu się przestawić na warunki tu panujące, bo trzeba ten ich praktyczny sposób jazdy poznać. pokaż całość

    •  

      @aldrael: To co mogę powiedzieć od siebie to na Waszyngton zarezerwuj sobie cały weekend. Jeden dzień to stanowczo za mało jeśli lubisz zwiedzać muzea - a National Air and Space Museum to obowiązkowy moim zdaniem punkt programu. W centrum - niedaleko Capitolu jest duży darmowy parking. Z tego miejsca do wszystkich atrakcji w centrum jest max. 30 minut spacerkiem......

    • więcej komentarzy (31)

  •  

    Dziś zaczyna się moja wielka przygoda w USA. Minęło 10 lat od pierwszej myśli o podróży, sporo wody upłynęło więc w Missisipi przed napisaniem tych słów. Wiele osób prosiło mnie o relacje na bieżąco. Dla nich między innymi tworzę tag #usamusictrip. Mam przy tym nadzieję, że Wam też przyda się na coś moje doświadczenia.

    Plan podróży zakłada, że USA połknie mnie w Nowym Jorku, a wypluje w Los Angeles. Aby znaleźć się w Kalifornii, czeka mnie wyprawa przez m.in. Waszyngton, Nasvhille, Austin, Albuquerque, Death Valley i San Francisco. Na całość podróży mam 25 dni. Po co tak duży obszar, skoro na wschodzie jest najwięcej zwiedzania, a na zachodzie kanion i Golden Gate? – ktoś mógłby zapytać. Bo nie o to chodzi. Chodzi o klimat, o ludzi, o inne tempo życia i poczucie przestrzeni, którą trudno znaleźć w Europie. I jest to podróż muzyczna. Nie East Coast, nie West Coast – Południe.

    Nie jest to też typowy road trip, choć chcę przemierzyć pustkowia, i te bardziej, i te mniej zamieszkane, poznać miasta, w których rodziły się sławy legendarnych artystów i prowincję, która swoją prostotą wychowała wybitnych muzyków.

    Wpisy postaram się dodawać codziennie.

    #usa #music #rock #country #podrugiejstroniebajora (@Taco_Polaco mam nadzieję, że się nie obrazisz)
    pokaż całość

  •  

    #usa #newyork #airbnb Greenpoint jest bezpieczny? Jest fajna opcja nieopodal mostu na Queens i druga w sercu Brooklynu. Pierwsza ma kultowy taras z widokiem na Manhattan, druga jest... normalna i ma lepsze połączenie. Mam dylemat. Pomoże ktoś?

  •  

    Murki, będę potrzebował założyć #dzialalnoscgospodarcza #jdg w maju. Kwestia dotyczy #zus - kiedyś powiedziano mi, żeby nie zakładać działalności w pierwszy dzień miesiąca, najlepiej w drugi. Czy tyczy się to dni kalendarzowych czy roboczych? Poniedziałek wypada 1 maja, działalność przydałaby się w pierwszy dzień roboczy.

  •  

    #google wie najlepiej ( ͡° ͜ʖ ͡°) #facebook #heheszki

    źródło: facebook_google.PNG

  •  

    #ubezpieczenia #usa i może trochę #prawo Przyjmijmy hipotetyczną sytuację: prowadzę samochód w którymś ze stanów, gdzie dopuszczalna zawartość alkoholu we krwi wynosi 0,6 promila, ja mam 0,4 i:

    a) powoduję kolizję
    lub
    b) uczestniczę w kolizji jako poszkodowany

    W regulaminie Warty dot. ubezpieczenia turystycznego czytamy:

    Za co WARTA nie odpowiada?
    §24
    1. Nie ponosimy odpowiedzialności za szkody powstałe i spowodowane:
    (...)
    2) w związku ze spożyciem alkoholu, zażyciem narkotyków lub innych środków odurzających przez Ubezpieczonego


    I tu pojawia się pytanie - czy jeżeli miesczę się w skali dopuszczalnego stężenia alkoholu we krwi, to zaistniała okoliczność ma związek ze spożyciem alkoholu? Idąc tym tokiem myślenia, jakakolwiek mierzalna zawartość alkoholu we krwi pozbawia mnie pokrycia szkód przez ubezpieczyciela, co rzeczonemu ubezpieczycielowi byłoby na rękę i umieszczenie tak ogólnego zapisu ma perfekcyjny sens. Parafrazując moje wcześniejsze pytanie - czy dopuszczalne stężenie alkoholu gdzieś w USA lub innym kraju ma jakiekolwiek zastosowanie w przypadku wypłaty ubezpieczeń?
    pokaż całość

  •  

    Poleci ktoś tani VPS? Potrzebuję niewielką instancyjnę dla celów stricte deweloperskich, postawić jakiś jeden serwis z drugim i bazę, dosłownie 1 core i 2 GB RAM. Miałem przyjemność zakupić dziś takowy z #ovh, ale padło im na głowę i chcą potwierdzenia danych osobowych dowodem osobistym (box na osobę fizyczną).

    Potrzeby niewielkie, pieniędzy też ogromnych nie chcę za to płacić, więc z góry informuję, że EC2 nie chcę. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Z góry dzięki elo benc.

    #hosting #serwery
    pokaż całość

  •  

    Nienawidzę wiedzieć co będzie czekać na mnie pod choinką.
    #oswiadczenie #swieta #prezenty

    +: Cronox
  •  

    Mircy w #krakow, u was też taka mgła? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    +: V.......7, Cronox
  •  

    Mirunie, jutro idę przekonywać konsula #usa w #krakow że warto pozwolić mi zwiedzić jego kraj. Stresik jest motzno, więc rzućcie plusem na otuchę i trzymajcie kciuki jutro rano. ( ͡º ͜ʖ͡º)

  •  

    Co to w tych internetach to ja nawet nie
    #heheszki #humorobrazkowy

    źródło: 1.bp.blogspot.com

    +: s.....r, gizio46 +11 innych
  •  

    Czy ktoś z was podróżujących do #usa wynajmował bądź kupował tam samochód na długie wyprawy? Przekopałem kilka, powiedzmy, topowych wypożyczalni i żadna z nich nie pozwalała na wynajęcie samochódu ze zwrotem w innym stanie. Może szukałem ze złymi parametrami. Będę w USA miesiąc i z tego co czytałem niezbyt opłaca się kupno samochodu i późniejsze bujanie się z jego sprzedażą (ubezpieczenie, przeglądy etc). Doradźcie coś, bo pociągi i łapanie stopów z tobołami to średnio satysfakcjonująca wizja. ( ͡° ʖ̯ ͡°) pokaż całość

  •  

    Na #ceneo wiedzą co warto podarować bliskim ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #heheszki

    źródło: dykta.PNG

    +: Cronox
  •  

    Jak dużo czasu potrzebuję żeby ogarnąć #react? Pracowałem jako junior full stack przez pół roku na #angularjs, znam #jquery, #html i #css 3/5 z racji niekorzystania z nich w praktyce od jakiegoś czasu. ( ͡° ͜ʖ ͡°) #java dev here.
    #programowanie #webdev

    +: Cronox
  •  

    #programowanie #programista15k #dzialalnoscgospodarcza #podatki
    Przechodzę z UOP w jednej firmie na B2B w drugiej. Kiedy otworzyć działalność? Na koniec miesiąca poprzedzającego rozpoczęcie kontraktu?

    +: Cronox
  •  

    Vaadin / GWT - przez kilka lat programowania w Javie nigdy się tym nie zajmowałem, zwyczajnie nie było po co. Teraz mając ofertę pracy przed oczami zastanawiam się na zmianą tego stanu. Murki, warto? Do tej pory tylko #backend i pół roku Java + Angular (3 lata temu). Da się w tym pisać? Wygląda mocno chaotycznie porównując z moimi dotychczasowymi wymuskanymi mirkoserwisami. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Inna sprawa - jak wygląda integracja Vaadina ze #spring? Nie lepiej pójść w Spring MVC + #javascript? Pytam, bo mam również i taką możliwość.

    #java #programowanie #javascript
    pokaż całość

    +: l.........k, Cronox
  •  

    Co dla pana do wędliny? Tataru, chrzanu? (✌ ゚ ∀ ゚)☞ #mecz #heheszki #bojowkamajonezukieleckiego

    +: Cronox

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika aldrael

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.