•  

    Szukanie partnerki w 2021 roku wygląda trochę jak wizyta w sklepie Ollivanderów w celu zakupu różdżki. Ale różdżka stanowi na rynku patologię, bo nie dość, że się za nią płaci, to ona musi wybrać właściciela.
    Z kobietami jest podobnie, a nawet gorzej. Beciak odprawia jakieś pajacowanie, fundowanie wypadów do kina i restauracji, kupowanie prezentów i nie otrzymuje w większości przypadków żadnej nagrody, bo kobieta (czyli towar na rynku matrymonialnym) musi go zechcieć.
    Powinno być tak jak kiedyś we wspólnotach plemiennych. Przynosisz ojcu dziewczyny zapłatę i możesz zabrać pannę z sobą. Tylko taka transakcja jest w 100% uczciwa.
    #przegryw #harrypotter #zwiazki
    pokaż całość

    źródło: media.proprofs.com

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Muszę bo się uduszę.

    Mirki, bo nie ukrywam do Was będzie to głównie skierowane. Potrzebuje wejść w głowę swojego męża, potrzebuje odpowiedzi. Dlaczego nie zapytam męża? Bo ciągle słyszę wymówki. Może źle konstruuję pytania. Nie wiem.
    Ale do sedna.

    Wyprowadziłam się z domu rodzinnego zaraz po szkole, wyjechałam do Krakowa żeby zarobić na studia. W moim malutkim miasteczku nie miałam nawet co szukać pracy, z resztą tam chciałam zacząć studia. Zarabiałam na zbiorach, pieliłam, opiekowałam się dziećmi od 16 roku życia żeby stąd wyjechać i mieć na prawo jazdy.
    Udało się, w Krakowie też harowałam jak wół żeby mieć odłożone jak tylko dostanę się na studia. Oczywiście w międzyczasie jeździłam do naszego miasteczka do rodziców i rodzeństwa. Wtedy poznałam też swojego męża.
    Studiował w naszym mieście wojewódzkim, akurat wrócił do domu rodzinnego bo w poprzednim mieszkaniu mu coś nie pasowało i wolał dojeżdżać 2 godziny każdego dnia.
    Zaczęliśmy się spotykać, jeździć do siebie.
    Od momentu kiedy wyprowadziłam się z domu i poznałam męża minęło około półtorej roku. Studiów w Krakowie nie rozpoczęłam pomimo, że się na nie dostałam. Wróciłam do miasteczka, do domu rodzinnego bo wiedzieliśmy, że na dłuższą metę ta odległość nie ma sensu. Problemy z czasem, grafikami, odległością dały nam znać, że trzeba zdecydować.
    Wróciłam, mieszkałam z rodzeństwem i rodzicami 10 miesięcy. Pracowałam w sklepie, w barze gdzie przychodziły jakieś stare Mietki. Pracy jak na lekarstwo, 4 miesiące z tego czasu szukałam zatrudnienia bo nic nie było. Na tamten czas, auta też nie posiadałam.
    Po tym czasie przeprowadziłam się do męża i jego rodziców, miało to być to tymczasowe bo pomysł był taki, że ja zaczynam studia w mieście wojewódzkim jak on i tam będziemy mieszkać w wynajętym mieszkaniu. U niego wielki dom, u mnie ciasno. Widział, że źle się tam czułam.
    Niestety, zbliżał się październik, a nie usłyszałam słowa o mieszkaniu. W sierpniu zaczęłam coraz bardziej naciskać. We wrześniu powiedział, że nie chce swoich rodziców tak obciążać finansowo (on studiował dziennie, ja miałam iść na zaoczne). Ok, zrozumiałam pomimo, że zapewniałam go ze finanse to nie problem. Miałam spore doświadczenie z pracy w Krakowie, mogłabym znaleźć bez problemu podobną, dobrze płatną pracę w miejscu gdzie studiowaliśmy.
    Kupiłam auto, żeby móc dojeżdżać do pracy i na studia.
    Więc teraz przechodzimy do teraźniejszości. Skończyłam studia, jesteśmy dwa lata po ślubie i nadal mieszkamy u teściów.
    W zeszłym roku pytałam czy kupimy mieszkanie, bądź działkę (pomimo pandemii mieliśmy pracę, dobrze płatną pracę, która nadal mamy).
    Pokazuje mu mieszkania, działki, nawet domy.
    Ale on nie ma czasu, głową go boli, jest zmęczony... Dwa pierdolone lata.
    Dusze się, czuje się jak gość w tym domu. Ostatni miesiąc praktycznie nie wychodzę z naszego pokoju. Mam dość. W nerwach zagroziłam mu nawet rozwodem, odpowiedział, że jestem niepoważna skoro przez coś takiego chcę się rozwodzić.
    Jego argumentem jest to, że nie mamy odłożonej całej kwoty jaką możemy przeznaczyć.
    Mamy pieniądze, nie całość ale sporą kwotę.
    Nie wiem jak z nim rozmawiać. Potrzebuje pomocy.
    Mam wrażenie, że on wcale nie ma zamiaru się stąd ruszać.

    #zwiazki

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    ID: #60fd20f3a36c0b000a9baa96
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: karmelkowa
    Roczny koszt utrzymania Anonimowych Mirko Wyznań wynosi 235zł. Wesprzyj projekt
    pokaż całość

    +: NaopaK
  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Chciałbym podzielić się swoją historią. Niby jestem gościem jakich wiele ale żeby mi chyba nie było za dobrze, to musiałem urodzić się z atopowym zapaleniem skóry. Dla tych którzy nie wiedzą to co to już tłumaczę.

    To strasznie upierdliwe gówno, polegające na tym że na różnych miejscach na skórze robią się zaczerwienienia. Skóra jest sucha i swędzi oraz piecze. Właściwie atopia ma podłoże genetyczne. To taka jakby "alergia na całe życie" nie da wiele się z tym zrobić, trzeba nie jeść rzeczy które są alergenami (jako chłopiec nie mogłem jeść np. czekolady i miodu, migdałów itd. ໒( •́ ∧ •̀ )७

    Trzeba ogólnie uważać na siebie i dbać o skórę albo wychodzą te zaczerwienienia. Czasem człowiek robi wszystko żeby było ok ale to i tak nie wystarcza. Atopia jest nieobliczalna bo warstwa lipidowa skóry nie chroni jej jak powinna - jak już mówiłem tkwi to w genetyce. Mi najpewniej przekazał mi to nie żyjący już dziadek od strony mamy.

    No i tak sobie żyłem, raz było lepiej raz gorzej ale już mnie szlak trafiał.

    Jednak ku mojej wielkiej radości udało mi się pokonać moją chorobę. A przynajmniej trzymać ją w ryzach na niespotykanym wcześniej poziomie. Wszystko dzięki mojej ukochanej babci od strony mamy. Ma już ponad 87 lat i wiele w życiu przeżyła. Rzadko kiedy ją odwiedzam bo mieszka w razem z ciocią co się nią opiekuje w Sanoku, a ja jestem z Wielkopolski więc mam w pizdu daleko. W każdym razie jak byłem mały to miałem z nią super kontakt, wiadomo. Wakacje, ferie itd były u niej.

    Przechodzę już do sedna. Babcia wiele w życiu widziała i ma taką mądrość życiową. Smutno jej z powodu mojej choroby i chcąc mi pomóc podzieliła się ze mną rewelacyjnym sposobem. To znaczy jak mi pierwszy raz o tym powiedziała przez telefon to pomyślałem sobie że z całym szacunkiem ale no nie... No ale spróbowałem i ulga jest niesamowita. Nie piecze mnie, zaognienia zbladły i skóra wraca do swojej właściwej formy. Najczęściej miałem podrażnienia w zgięciach łokci i na powiekach.

    Babcia powiedziała mi żebym nasączył opatrunek lekko moczem i miejscowo przykładał tak żeby on powoli wchłaniał się w skórę. Mówiła że tak przynajmniej półgodziny potrzymać z dwa, trzy razy na dzień. Stwierdziłem że nie mam wiele do stracenia. Zastosowałem się do babcinej rady i po paru dniach to naprawdę mi pomaga. Nie wiem w czym tkwi sekret ale w sumie mam to gdzieś. Jak wspominałem mój dziadek też miał atopię i takim sposobem sobie radził jak go obsypało.

    W sumie jakoś specjalnie mnie to nie dziwi bo jak mój świętej pamięci dziadek był mały to mieszkał na wsi, biegał po klepisku i krowy pasał. To nie te czasy co teraz i jego rodzice nie mieli leków. W każdym razie kocham swoją babcię za to że mi powiedziała o tej metodzie. Zawsze była dla mnie dobra, a ponadto przekonałem się że stare ludowe sposoby są najlepsze. Nie mówię że mocz jest cudownym lekiem na atopię ale mi przyniósł ulgę podczas gdy łykanie tabletek odczulających gówno dawało, a maści sterydowych nie mogłem za długo stosować bo mają skutki uboczne. To by było na tyle.

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    ID: #60fb501da36c0b000a9ba7ed
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: karmelkowa
    Przekaż darowiznę
    pokaż całość

  •  

    Hej wykopki . Mam kolejne "toksyczne" (bo tak mnie ostatnio niektorzy z was nazwali) pytanie.

    Do mężczyzn! Zajętych dodajmy.
    Podoba wam się ten kawałek?

    https://youtu.be/I_4Bl5EzJmY

    Jaki jest cel słuchania i posiadania w ulubionych zarówno muzyki jak i teledysku gdzie teledysk jest o kobiecie, o tym jak wygina swe "seksowne" ciało i jest najlepsza, podczas gdy ma się swoją kobietę, która podobno jest "najlepsza".
    Serio nie ogarniam tego bo ja mając faceta nie oglądam teledysków i muzyki, w której główną rolę gra inny "najlepszy" facet. Mam oglądać i wzdychać do innego gościa podczas gdy obok mam swojego? Nie ogarniam. Wytlumaczycie mi jak to działa ?

    #rozowepaski #niebieskiepaski #zwiazki #muzyka
    pokaż całość

    źródło: youtu.be

    •  

      @aange Dla mnie to masz jakieś dziwne problemy. Fajna laska w teledysku, to sobie ogląda.
      Też kocham mojego faceta i mega mi się podoba, ale to nie znaczy, że nie mam oczu i nie wiedzę dookoła czy to na żywo, czy na monitorze facetów, którzy też fajnie wyglądają. I nie oznacza to, że mój dla mnie nie wygląda, albo przestał być fajny czy cokolwiek innego. Popatrzę chwilę, bo ładne i 'idziemy dalej'. ¯\(ツ)

    •  

      @aange Nie, po prostu mam normalny stosunek do ludzkiego ciała.
      To, że ktoś jest estetyczny nie oznacza, że się do niego wzdycha. Można popatrzeć, bo ładne i tyle.
      Na ładne laski też mi się dobrze patrzy, a lesbijką nie jestem. ¯\(ツ)

      Tak btw, to dobrze sobie uświadomić, że nie jesteś najpiękniejszą laską na świecie, tak samo jak i on nie jest najprzystojniejszym facetem. Zawsze się znajdzie ktoś piękniejszy/lepiej wyrzeźbiony/z ładniejszą fryzurą/cokolwiek. Ale to nie oznacza, że jesteś przez to gorsza. Z jakiegoś powodu siebie wybraliście i z jakiegoś powodu dalej jesteście razem.
      A to, że sobie ktoś popatrzy od czasu do czasu dla doznań estetycznych na kogoś innego jest dość normalne.
      Z takim podejściem jak masz obecnie, to oby się nigdy nie wydało, że facet ogląda od czasu do czasu porno. ¯\(ツ)
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (12)

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika alfka

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (3)