•  

    #anonimowemirkowyznania
    KURWA MAĆ. Mało inteligentne stwierdzenie, ale bardzo wymowne i przyciągające uwagę, więc zacznę od niego, a może więcej osób zdecyduje się, żeby przeczytać taką ścianę tekstu. Od razu zaznaczam, że nie jest to żadna pasta i wylewam tutaj swoje gorzkie żale, bo nie potrafię sobie z tym poradzić.

    Często spotykam się ze stwierdzeniami, że rodziców ma się jednych (czego nie neguję, sama prawda, ale z pozostałą częścią tego zdania nie zgadzam się) i że za to należy ich szanować, kochać, uwielbiać. Mam pokochać i uwielbiać osoby, które uwielbiają robić mi pod górkę i za każdym pierdolonym razem podcinają mi skrzydła? Mam szanować osoby, które za każdym razem, gdy mam inne zdanie niż oni starają się mnie zbłaźnić nie używając konkretnych argumentów, ograniczając się do wyzwisk i ubliżających słów? Zdaję sobie sprawę z tego, że możecie mnie w tej chwili uznać za zbuntowanego, rozpieszczonego 19-latka, który ukształtował swój światopogląd w patologicznym środowisku internetowym, które jest teraz bardzo popularne, ale tak nie jest i w sumie to nie mam żadnych dowodów, żeby wam to udowodnić - jeśli już teraz założyliście, że taki jestem to możecie sobie darować dalsze czytanie. Nawet nie wiecie jak bardzo chciałbym kochać swoich rodziców, jak bardzo chciałbym mieć z nimi normalne relacje, jak bardzo chciałbym czasami im powiedzieć o sytuacji, która mnie gnębi. Aktualnie jest to niemożliwe, każda próba poważnej rozmowy z nimi kończy się na heheszkach i robieniu ze mnie debila. Gdy obserwuję relacje moich rówieśników ze swoimi rodzicami to często mnie to przytłacza, staję się zazdrosny i jest mi po prostu przykro, że u mnie nie jest podobnie. Problem pojawił się, gdy przestałem im przytakiwać w każdej możliwej sytuacji i zacząłem myśleć samodzielnie, starając się kształtować własne zdanie. Na początku ich docinki nie były tak toksyczne i przykre jak są teraz, więc raczej podchodziłem do tego z dystansem i nie brałem tego do siebie, niemniej jednak odkąd zacząłem spotykać się z dziewczyną, z którą jestem 2 lata w związku ich debilne komentarze na mój temat stopniowo zaczęły robić się coraz bardziej smutne i męczące dla mnie. Nie wiem z czego to wynika, ale zauważyłem, że ten proces nasiliła moja mama, która zaczęła być coraz bardziej złośliwa nawet dla mojej niewinnej, neutralnej dziewczyny. Moja różowa na początku naszej znajomości i spotkań bardzo polubiła moich rodziców, a z miesiąca na miesiąc narastająca złośliwość mojej rodzicielki doprowadziła do sytuacji, w której moja partnerka zmuszała się do przyjazdów do mnie, bo nie chciała, żeby było mi przykro. Tłumaczyliśmy sobie, że to zwykła zazdrość i każda matka przez to przechodzi, gdy jej syn znajdzie sobie dziewczynę, z którą będzie ona musiała podzielić się swoim dzieckiem. Żyliśmy w nadziei, że w końcu wszystko to minie i będziemy mogli normalnie rozmawiać z moimi rodzicami, ale nadzieja jest matką głupich i od ponad roku poprawy nie widać, a nawet jest jeszcze gorzej. Po jakimś czasie moja dziewczyna zaczęła się żalić, że nie czuje się komfortowo w moim domu, boi się tekstów mojej mamy, że wydaje jej się, że jest tutaj niemile widziana. Z początku tłumaczyłem jej, że tak nie jest i że trochę przesadza, a każdą głupią sytuację u mnie w domu zrzucaliśmy na zazdrość mojej mamy i jakoś dalej żyliśmy sobie w przekonaniu, że będzie lepiej. Przejrzałem na oczy dopiero dzisiaj, gdy usłyszałem chyba najbardziej przykrą rzecz w swoim życiu z ust mojego ojca, który nie dawał oznak, że nie lubi mojej partnerki i docinki ograniczał tylko do mojej osoby. Jeśli chcecie bardziej zagłębić się w temat to przeczytajcie spoilery, a jeśli nie macie na to czasu i chęci to zjedźcie niżej i czytajcie to, czego nie wsadziłem w spoiler - przechodzę tam od razu do rzeczy i w sumie kontynuuję myśl z tego akapitu.

    pokaż spoiler Wydaje mi się, że moi rodzice wychodzą z założenia, że kupią sobie u mnie szacunek za pieniądze i rzeczy materialne, które mi dają. Nie pochodzę z biednej rodziny - moi rodzice posiadają duży i ładny dom, w wakacje latają wylegiwać się na słońcu za granicę, w garażu stoją dwa auta, jedzenia nigdy nam nie brakuje i nie musimy ciąć wydatków, żeby przeżyć miesiąc, więc jak na rodzinę z małego miasta jesteśmy naprawdę dobrze usytuowani. Rodzice mają dobrze płatne prace, co prawda fizyczne, ale ich zarobki na pewno wynagradzają im cały wysiłek. Naprawdę cieszę się, gdy dostanę od nich pieniądze na nową bluzę albo spodnie, czy też gdy podarują mi za nic kilka dyszek, ale nie zastąpi to tego, czego mi brakuje - zrozumienia, szacunku i wsparcia z ich strony. Mam wrażenie, jakby starali się oni zrobić ze mnie niewolnika - "ja dam ci teraz 50 zł, a ty myśl, tak, jak ja tego chcę". Najgorszy jest brak prywatności i terror, który wprowadza moja mama. Rozumiem, że do dorosłości jest mi daleko i tak naprawdę to gówno wiem o życiu, ale nie mam też 10 lat, żeby moja mama wchodziła do mnie do pokoju, grzebała w moich rzeczach, wyrzucała moje prywatne przedmioty do kosza, bo dla niej są bezużyteczne, a resztę wpierdalała do szafek. Robi się przez to nieporządek, nigdy nie wiedziałem gdzie co jest w moim pokoju, a za każdym razem jak miałem do niej pretensje i prosiłem, żeby nie grzebała i nie przestawiała moich prywatnych rzeczy padał tekst: "nie moja wina, że masz syf w pokoju". Każda prośba o szanowanie mojej prywatności kończyła się zdaniem, że jest to jej dom i będzie robiła co chce, a ja jak mi coś nie pasuje to mogę się wyprowadzić, bo mam w końcu 18 lat i jestem w pełni samodzielny, odpowiedzialny. Skutek przyniosła awantura, która wywiązała się z faktu, że zacząłem zamykać drzwi na klucz, który zresztą podebrałem z ich pokoju, bo mój własny został skonfiskowany - w końcu wszystko co jest w tym domu jest własnością mojej matuli... Usłyszałem wtedy jakim jestem kretynem, popierdoleńcem, nieudacznikiem i że niczego nie potrafię docenić, a jak skończę szkołę to do dupy pójdę, a nie na studia, bo mnie wyrzucą z domu i przestaną utrzymywać. Niczego nie podkoloryzowałem, każde wymienione słowo padło w moją stronę, a w sumie to było ich jeszcze więcej, ale ciężko słucha się furii własnej matki, która nazywa cię w ten sposób i nie da się wszystkiego zapamiętać.


    pokaż spoiler Nie pamiętam kiedy ostatni raz usłyszałem z ich ust, że mam rację, że podoba im się mój pomysł, moje zainteresowania i moje zdanie. Z każdym innym - nawet z rodzicami mojej dziewczyny, którzy bardzo mnie lubią i wspierają bardziej niż moi prawdziwi rodzice - jestem w stanie nawiązać wartościową, merytoryczną dyskusję na różnorodne tematy, która nie skończy się na wyzwiskach i awanturze, a tymczasem moi rodzice za każdym razem starają się zrobić ze mnie debila. Każdy ambitniejszy temat zawsze kończy się awanturą, z tego też względu po jakimś czasie zacząłem takich unikać, ale nie jest to wcale wyjście z tej sytuacji i nie wyobrażam sobie, żeby rozmawiać z nimi całe życie o dupie Maryny i udawać, że wszystko mi pasuje. Najgorzej zawsze było z tematami o polityce. Nigdy im nie powiedziałem, że ich poglądy są głupie, durne, a jedynie co mogło zostać przez nich źle odebrane to fakt, że sugerowałem im, żeby czasami pooglądali czy też poczytali inne źródła informacji niż tylko TVP. Jak odważyłem się podważyć to, co usłyszeli z ust dziennikarzy Wiadomości to za każdym razem słyszałem, że jestem idiotą, że oglądam tych sprzedawczyków z TVN'u i bronię złodziei z PO i PSL. Nie będę tłumaczył ani argumentował swoich poglądów politycznych, bo nie w tym rzecz, ale dodam tylko, że są one dalekie od stwierdzenia mojego ojca, popartego na oślep przez moją mamę, która nie interesuje się polityką, więc myśli tak jak jej mój tata każe. Ostatnio chciałem wyprowadzić mojego ojca z błędu przy moim bracie i mamie, co skończyło się znowu wyśmianiem mnie i stwierdzeniu, że jestem nienormalny, a żaden gnój nie będzie go pouczał (HALYNA SŁYSZAŁAŚ GNOJA? BĘDZIE OJCA UCZYŁ JAK CO DZIAŁA). Kiedy próbowałem poprzeć swoje zdanie źródłem informacji to nawet nie dopuszczał on do siebie myśli, że może być inaczej niż mu się wydaje i nie chciał tego słuchać. Nie potrafi przyznać się do błędu, jego duma mu na to nie pozwala, a już na pewno nie zrobi tego przy mojej mamie i młodszym bracie - w końcu to on jest głową rodziny i zawsze ma rację, nikt nie może podważyć jego autorytetu w tym domu. Chodziło po prostu o inflację, więc raczej każda definicja tego procesu dąży do tego samego wniosku, a tymczasem mój ojciec stwierdził, że w Internecie piszą głupoty i żebym tego nie czytał. Nie będę się zagłębiał w szczegóły, ale jest to świeża sytuacja, która idealnie pokazuje jaki stosunek ma do mnie mój własny ojciec, o czym więcej dalej.


    pokaż spoiler Aktualnie kończę liceum i logiczne jest, że chcę iść na studia i dalej się kształcić. Gdy stałem przed wyborem szkoły ponadgimnazjalnej rodzice stwierdzili, że na studiach mi pomogą, że mają możliwości to mnie wykształcą i że będę miał lepiej, niż oni kiedyś. Świetna sytuacja, ale tylko w teorii. Im bliżej zakończenia liceum, tym bardziej żałuję, że nie poszedłem do zawodówki czy też technikum. Nie dlatego, że sobie nie daję rady czy już nie chcę iść na studia, ale wynika to z tego, że moje zainteresowania i pasje nie są wspierane przez moich rodziców i każdy mój pomysł jest dla nich głupi i bez sensu, a najlepiej by chyba było jakbym poszedł po liceum od razu do roboty. Ojciec cały czas marudzi mi o studiach oficerskich, bo jego zdaniem po żadnych innych nie znajdę pracy i rozwijanie swoich pasji jest bez sensu - lepiej jest pójść tam, gdzie cię w ogóle nie ciągnie, a później cierpieć całe życie, że robi się to, czego się nienawidzi, ale będzie mieszkanie i pieniądze. Nie potrafi zrozumieć, że wojsko to nie moja bajka, nie interesuje mnie to, a już na pewno nie chciałbym spędzić tam całego swojego życia. "Bo tam to mieszkania dajo, płaco za studiowanie, dobra pensja jes, emerytura po 20 latach służby". No zajebiście, mam się męczyć całe życie, bo ktoś mi kurwa da mieszkanie i emeryturę po 20 latach służby. Ostatnio zaczął mi wysyłać jakieś durne memy, których logika ogranicza się do tego, że wszyscy studenci to kretyni i gówno w życiu osiągną - nawet nie wiem skąd on je bierze. Zaraz ktoś stwierdzi, że mam bezwartościowe zainteresowania, które pieniędzy mi nie dadzą i zmarnuję tylko kilka lat na rozwijaniu ich na studiach. Nie, nie są to zainteresowania, po których będę musiał klepać biedę (lubię fizykę, matematykę i geografię, więc możecie sobie wywnioskować sami kim chciałbym kiedyś być), ale nawet jeśli tak by było to wolałbym robić to, co lubię i liczyć każdy grosz, niż męczyć się i narzekać dookoła jaką mam zjebaną robotę, a wszystko to dla dobrych pieniędzy. Nie odbierzcie tego jako pychę i narcyzm, ale po prostu chcę uniknąć zbędnych zarzutów, że zamierzam zmarnować kilka lat swojego życia na gównokierunku. W każdym razie: gdybym 3 lata temu wiedział, że znajdę się w takiej sytuacji to wolałbym pójść do zawodówki i szybciej się usamodzielnić, niż słuchać głupiego gadania moich rodziców i dopierdalania mi na każdym kroku, że nic w życiu nie osiągnę. Możecie mi nie wierzyć, ale jest to naprawdę przykre i demotywujące :)))


    pokaż spoiler Kolejnym przykładem jakimi ludźmi są moi rodzice jest fakt jakie zdanie mają o rodzinie mojej dziewczyny, z której nikogo nie znają. Bardzo często pada argument, że jak mi się nie podoba u mnie w domu to mogę się spakować i iść mieszkać do rodziców mojej różowej. Niby nic takiego, ale w sytuacji, kiedy za "mój debilizm" obwiniają moją dziewczynę i całą jej rodzinę jest to naprawdę przykre. Nie wiem skąd w nich tyle nienawiści i z czego to wynika. Często słyszę złośliwe teksty na temat mojej różowej i jej rodziny, a motywów tej durnej złośliwości nigdy nie mogę zrozumieć. Polega to najczęściej na tym, że moja mama porównuje sytuacje z naszego domu do sytuacji w domu mojej dziewczyny i wypytuje się o to, dorzucając ironiczne i debilne zdania. "Ochhh, to u nich tak wspaniale jest? No to nieźle, nieźle, oni to jednak są super!". Mam wrażenie, że jest to jakiś kompleks - nie chciałbym tak myśleć, ale tylko to nasuwa mi się na myśl. Dodam, że w rodzinie mojej dziewczyny są sami "prawnicy i lekarze", jak to się mówi, a tymczasem w mojej rodzinie mało kto poszedł w ogóle na studia. Mam wrażenie, jakby uważali się za gorszych, a to tylko dlatego, że nie mają magistra przed imieniem i nazwiskiem. Nigdy tak nie myślałem i moim zdaniem o wartości człowieka nie decyduje jego tytuł, a wydaje mi się, że moi rodzice tak myślą, przez co popadają w kompleksy i lubią pognoić studentów i ludzi po studiach. Rodzice mojej dziewczyny często interesują się tym, co słychać u moich rodziców, składają im życzenia na święta, a tymczasem moi rodzice z niewiadomych przyczyn po prostu ich nie lubią i nie szanują.


    pokaż spoiler Każde moje skrytykowanie ich działania (bez zbędnej agresji), jest odbierane jako ofensywne i od razu zaczyna się kłótnia, bo przecież ja nie mogę mieć racji, jestem tylko ich gówniarzem, a oni są nieomylni (a raczej chcieliby być). Zacząłem interesować się tematem smogu, wpadłem na kilka artykułów jak jemu zapobiegać, po czym doszedłem do wniosku, że źle korzystamy z naszego pieca, który należy do tych "proekologicznych". Według moich rodziców nie ma chyba znaczenia jak się użytkuje taki piec, bo przecież jest "proekologiczny" i przez to niczego nie trujemy. Jak im wytłumaczyłem na czym polega ekologiczne spalanie węgla czy drewna to zaczęli się śmiać, że chyba tylko idioci rozpalają od góry, a oni nie po to płacili tyle za nowy "proekologiczny" piec, żeby teraz robić sobie pod górkę i dalej będą palić tak jak im jest wygodnie. Po tej akcji za każdym możliwym razem dopierdalali mi, że starałem się im wyjaśnić taką "głupotę". Pewnego razu zapytałem dlaczego zamiast zakręcenia kaloryfera wolą otwierać wieczorem okno i wdychać ten śmierdzący dym z kominów z naszego osiedla, to od razu się zaczęło: "NO TAK HEHE PRZECIEŻ TRUJEMY WSZYSTKICH DOOKOŁA PRZECIEŻ NIE UMIEMY PALIĆ W PIECU DYM TAKI SZKODLIWY A JAKOŚ ŻYJEMY HEHE NIE PO TO PALĘ ŻEBY KALORYFERY MIEĆ ZIMNE HEH, U *imię mojej dziewczyny* TO SIĘ PALI TYLKO GAZEM BO TAM TO BURŻUAZJA I SIĘ PRZELEWA". Chyba każdy zrozumie, że brak w tym logiki i nie muszę tego tłumaczyć. Niby taka niewinna sprawa, ale jak robią z ciebie wiecznie debila to takie rzeczy działają na człowieka jak płachta na byka.


    Co mnie skłoniło do napisania tego? Sytuacja z dzisiaj, w której mój ojciec ładnie skomentował co myśli o mojej dziewczynie, która nigdy mu niczym nie zawiniła. Zaczęło się od tego, że jedliśmy obiad i zapytałem, czy nie umówiliby mnie prywatnie do ortopedy, bo mam problemy z plecami i chciałbym coś z tym zrobić, bo nie mogę spać po nocach i jest to dla mnie uciążliwe w ciągu dnia. Na kasę chorych latałem kilka miesięcy po specjalistach, po czym w końcu neurolog stwierdził, że żadne ćwiczenia korekcyjne mi nie pomogą i przepisał jakąś sznurówkę, która miała wspomóc mój kręgosłup, której zresztą rodzice mi nie zafundowali, bo wyszli z założenia, że jak więcej się poruszam (czytaj: więcej pozapierdalam z drewnem i węglem) to mi przejdzie. Dodam tylko, że mojemu bratu kupują pas do pompy insulinowej "dla sportowców" za 250 zł, kiedy dobry pas i etui na pompę można dostać za 80 zł, więc raczej z braku pieniędzy ta sytuacja nie wynika. Z tego pytania zrodziła się awantura przy rodzinnym obiedzie, podczas której usłyszałem już milionowy raz jaki jestem popierdolony, że za dużo od nich wymagam a nic od siebie nie daję, ale gdyby na tym się to skończyło to w sumie bym to zignorował - już się na to uodporniłem. Ostatnie dwa dni moja dziewczyna spędziła u mnie, obyło się bez żadnych głupich komentarzy w jej kierunku, bo w sumie to unikaliśmy obecności moich rodziców jak ognia. Robimy to odkąd zauważyłem, że pytania i teksty kierowane do mojej partnerki są po prostu złośliwe i nie wiem co mają na celu poza sprawieniem przykrości. Momentem kulminacyjnym było zdanie, w którym mój nakręcony ojciec stwierdził, że moja dziewczyna ma na mnie zły wpływ i nie ma on zamiaru jej więcej widzieć w tym domu. Jeszcze chyba nigdy nie zrobiło mi się tak przykro. Nie mogę zrozumieć dlaczego w moich rodzicach jest taka nienawiść w stosunku do mojej dziewczyny i jej rodziny, co opisuję dokładniej w czwartym spoilerze. Moja dziewczyna nigdy nie była złośliwa dla żadnego członka mojej rodziny, zawsze starała się zrobić dobre wrażenie, interesowała się co słychać u moich rodziców, dziadków, ciotek czy też kuzynów, zawsze była życzliwa i miła. Za każdym razem, gdy ich zirytuję to całą winę zrzucają na moją różową, ewentualnie na jej rodzinę i robią to nawet wtedy, kiedy nie ma ona z tym nic wspólnego, co zresztą widać w opisanej sytuacji. Nie potrafię zrozumieć skąd się to wzięło, tym bardziej, że reszta mojej rodziny bardzo ją lubi i interesuje się co u niej słychać, zawsze jak ją widzi to ją zagaduje, a tymczasem moi rodzice nie potrafią nawet jej tolerować.

    Przykro mi jest, że nie mam ze strony moich rodziców ani grosza zaufania i wsparcia. Nie pamiętam kiedy ostatni raz usłyszałem od nich, że są ze mnie dumni czy że podobają im się moje osiągnięcia, a słyszę tylko wieczne narzekanie. Wcale nie zwracają uwagi na pozytywne rzeczy, które mi wychodzą, ale jeśli coś mi nie wyjdzie to od razu jest rozmowa na ten temat, z której nic pozytywnego nie wynika - zawsze jestem głupi, idiotyczny i nawet nie pomyślą, żeby mnie wesprzeć i dodać otuchy. Nie zwrócą uwagi na to, że mam zajebiste oceny w szkole, a zamiast tego przypierdolą się, że nie byłem na WFie, bo to mój zasrany obowiązek i HUR DUR WYRZUCĄ MNIE ZE SZKOŁY. Nie zwrócą uwagi na to, że staram się im pomóc jak tylko potrafię, podczas gdy ich lepszy młodszy syn gra całymi dniami na komputerze, a zawsze jak odmówię pomocy z różnych względów to zaczyna się wykład na temat tego jaki jestem niewdzięczny i że na moją pomoc mogą liczyć tylko wtedy, gdy czegoś od nich potrzebuję. Największą przykrość sprawił mi chyba fakt, że mentalności moich rodziców już chyba nic zmieni i dalej będą mieli taki stosunek do świata i innych osób - wszystko czego nie rozumieją jest dla nich głupie, wszystko niezgodne z ich zdaniem jest debilne, a oni są idealni i nie dopuszczają do siebie myśli, że ktoś może uważać inaczej niż oni i być jednocześnie mądrym, wartościowym człowiekiem. Chciałbym, żeby moi rodzice otworzyli oczy i zauważyli w końcu swoje wady i przestali przypierdalać się do innych o co tylko mogą. Męczę się z tym, bo od dłuższego czasu czuję się we własnym domu jak intruz, pasożyt, którego nikt tutaj nie potrzebuje. Bardzo cenię sobie rodzinę i uważam, że jest ważna w życiu każdego człowieka, ale w takiej sytuacji ciężko jest mi szanować rodziców, kiedy oni są tak do mnie nastawieni. Bez nich nie byłoby mnie tutaj, bez nich bym nie istniał, ale tylko dlatego mam tolerować to jaki mają do mnie stosunek? Spędziłem na pisaniu tego 4 godziny, ale w sumie to nie żałuję, bo nic pożytecznego bym nie zrobił ze względu na fakt, że sytuacja z dzisiejszego obiadu nie dawałaby mi spokoju, tak chociaż wylałem swoje żale i poniekąd mi ulżyło. W sumie to nie wiem w jakim celu żalę się neutralnym osobom w Internecie, ale po prostu czuję się przez moich rodziców jak śmieć i nie potrafię zrozumieć stwierdzenia, że rodziców się szanuje bez względu na wszystko, bo ma się ich tylko jednych i bez nich by nas tutaj nie było.

    #gorzkiezale #przegryw

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: kwasnydeszcz
    pokaż całość

  •  

    Co z nim zrobić, /wykop ? ( ͡º ͜ʖ͡º)

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    #mikrokoksy
    Ile tłuszczu jest w szynce?
    wg tabel kalorycznych ok 20g t /100g masy a na opakowaniu biedronkowej/lidlowej chudej szynki pic rel
    Jak mam podliczyć kcal zatem?

  •  

    Na redukcji jest jakikolwiek sens stosowania białka w proszku? Nie chodzi tu o podejście "bylem 2 razy na siłowni, koszulka z Treca i białko + kreatyna już zamówione", po prostu czy takowe białko może zastąpić/uzupełnić posiłek gdy nie mam możliwości zjeść czegoś normalnego i zdrowego?

    #mikrokoksy

  •  

    Mirki, jak macie kilkudniowy chleb który już zrobił się twardy to porwijcie go na kawałki, zagotujcie mleko, wrzućcie do niego ten chleb i jeśli potrzeba to posłódźcie łyżeczkę albo dwie cukru.
    Zajebiste (ʘ‿ʘ)

  •  

    Mireczki naszła mnie nostalgia na stare gry, zacząłem przeglądać jakie to kiedyś były gierki na pisi (pc) i wyszła mi całkiem fajna lista do odświeżenia, stwierdziłem że nie zagram w nic poza Ligą Legend dopóki nie zakończe mojej listy, a może czegoś brakuje i wy pomożecie mi znaleźć coś starego co dobrze pamiętacie? Najlepiej rok gier od 2000 do max 2006 ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #staregry #nocnazmiana #gownowpis pokaż całość

  •  

    Co lubicie robić podczas palenia samemu marihułany? #narkotykizawszespoko

  •  

    Dobry wieczór/dzień/cokolwiek drodzy Wykopkowicze!

    tl;dr - mój #rozowypasek ćpie i odwala chory szajs. czy to przez to? co robić?

    Jutro te słynne #walentynki a moja wybranka serca strzeliła focha o kompletną pierdołę. I nie, nie chodzi o typowe gównopowody o które kłócą się pary w tysiącach związków tylko faktycznie rzecz, w której trzeba być detektywem Rutkowskim, żeby odnaleźć jakikolwiek powód do przy*****nia się, ale z pewnych przyczyn wolałbym go nie przytaczać.
    Zaznaczam że to nie jest mój pierwszy związek, nawet nie drugi, więc opcja "laski takie są, musisz z tym żyć" tym razem nie przechodzi, bo nigdy nie było aż tak źle.
    Jakiś czas temu zacząłem nawet monitorować w daily trackerze dni w których wybitnie NIE odwala, przez co w ciągu ostatnich 3 tygodni zauważyłem schemat 2 dni robienia spiny z niczego na 1 w którym jest kochana i faktycznie wtedy miłość mocno, życie jest piękne itp itd.
    I tu pojawia się moje #pytanie

    Czy to przez fetę? (jbc kompletnie nigdy w życiu niećpiący here)
    Bierze całkiem sporo ale niestety nasz dobry wspólny znajomy zażywa tego syfu 2 razy więcej, przez co rozmowy zazwyczaj kończą się na "wcale nie biorę tak dużo, X to przesadza, ale ja to tam spokojnie".
    To druga moja ulubiona wymówka po "ale ja biorę tylko dobrą, sprawdzoną i tylko fetę"
    Jeżeli ktoś sobie ich teraz wyobraża, żeby lepiej przeżyć tę historię to podpowiem, że ich styl życia bardziej pasuje do Wilka z Wall Street niż do patusów w rynsztoku.
    Miałem z tym problem od zawsze, ale przez to że to raczej świeży związek moje dotychczasowe próby c**j strzelił, bo nie chciałem jeszcze za bardzo naciskać na samym początku.
    Poguglowałem co nie co i dowiedziałem się, że jej ponadprzeciętne humorki mogą być spowodowane właśnie tym.
    Nie chcę w żadnym wypadku jej zostawiać, bo poza tym że jest 11/10 to (raz na trzy dni XD) jest naprawdę cudowną osobą z podobnymi pasjami itp dlatego wolałbym coś z tym zrobić.
    Co robicz?

    #zwiazki #narkotykizawszespoko
    pokaż całość

  •  

    Dobry pomysł, żeby na walentynki dać jeden kwiatek za jeden miesiąc bycia razem (czyli w moim przypadku 2 xD)?
    #zwiazki

    Dobry pomysł?

    • 274 głosy (33.41%)
      Tak
    • 546 głosów (66.59%)
      Nie
  •  

    Martwy ciąg, odkładamy po każdym powtórzeniu, czy trzymamy w powietrzu?

    #silownia #mirkokoksy #mikrokoksy

    •  

      @berti: berti, nawet jak odkladam sztangielki przy laweczce to probuje to zrobic z poprawna sylwetka. w koncowej fazie ruchu musze az rzucic sztangielkami bo czuje ze nie dam rady i dupsko pojdzie do gory. to samo mialbym w martwym. ktore miesnie rozciagnac, porolowac?

    •  

      dla ulatwienia - chce zrobic wyciskanie sztangielek nad glowe na laweczce (siedząc). wiec biore hantelki, ide do laweczki, ustawiam sie przed nia i schodze na dol odkladajac je jak np. w martwym

      chodzi o sama koncowa faze

    • więcej komentarzy (9)

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika bemo

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.