•  

    578 198 - 66 - 67 - 91 = 577 974

    66 - miejski zaleglak

    67 - pętelki i podjazdy na reja

    91 - i dzisiejsza jazda:D tu się trochę rozpiszę. planem na dziś było przejechać kawałek trasy z @byczys który wystartował dziś w mrdp (maraton rowery dookoła polski). sprawdzam stronę z sygnałem gps startujących co by wiedzieć gdzie się znajdują. patrzę że za jakieś się 15-20 minut dojadą do miejsca w którym miałem okazje przeciąć trasę i chwilę po tym postanawiam sobie odświeżyć stronę a tu kurwa zonk, strona tak jakby traciła sygnał i się zatrzymywała, a dopiero po odświeżeniu strony pokazała się prawidłowa pozycja, czyli zamiast Gdyni po wklepaniu kolejny raz strony z sygnałami okazało się że uczestnicy są już w gdańsku... no to co, wsiadam na rower i zaczynam gonić. zatrzymuje się w centrum gdańska by sprawdzić aktualną pozycję byczysa i oczywiście zjebana strona nie chcę się załadować. nie wiem czy ich dogoniłem czy nie bo patrzyłem dokładnie jak przebiega ich trasa. wtedy @sherkhaan podsyła mi screena z aktualną pozycją byczysa, a oni są 15km od miejsca w którym się znajduję, gonię dalej. wiedziałem że będą musieli przepłynąć promem przez wisłę, także liczyłem że albo go złapię jak będzie czekał albo jeszcze gdzieś na trasie, po czym dojeżdżam do brzegu i widzę to... prawie się udało ( ͡° ͜ʖ ͡°) kwestia minuty. ale we władku na powrocie to już się widzimy:D

    #rowerowyrownik #rowerowetrojmiasto #szosa
    pokaż całość

  •  

    Teraz trzeba dać z siebie wszystko, by najpóźniej za 240 godzin dojechać z powrotem w to miejsce :)

    #byczysnarowerze #mrdp

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    #elektryka #elektronika
    pomagam przy nagłaśnianiu i gość u którego robi mówi że takie bembny bezapelacyjnie winny być rozwijane.
    mam pewne teorię dlaczego to powinno być rozwijane przy dużych obciązeniach (np 3kW na fazę) ale chce się was zapytać

    źródło: onninen.pl

  •  

    #rower
    Mirki co się odjaniepawliło ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    dzwoni do mnie mama że kuzynka wróciła z 2-miesięcznego rejsu statkiem i miała z 6-7 znajomych jechać z #olsztyn do #zakopane rowerem.
    Problem w tym że WSZYSCY znajomi co do jednego ją wystawili... ( #bekazpodludzi ) A Magda lvl 21 wyje*ane wsiadła na rower i pojechała solo :O #czujedobrzeczlowiek #duma
    Jej cel to zrobić ten trip w 6 dni, około 100 km dziennie, później koło tygodnia chill w zakopanem no i powrót również na dwóch kółkach. Do tej pory trzyma się tego założenia bo w 3 dni zajechała już za Warszawę, aktualnie znajduje się 30km za Opocznem.
    Chciałbym jej jakoś pomóc ale niestety nie mam żadnego znajomego na jej trasie a sam jestem w pracy w trójmieście :(
    Może ktoś z Was drogie Mirki mógłby zapewnić jej jakiś ciepły posiłek czy chociaż trochę prądu a może nawet nocleg w ciepłym łóżku? A może chociaż zrobi jej jakąś fotkę i wesprze dobrym słowem? Podróżuje z namiotem, śpi na kempingach i na podwórkach rolników, dzielny #rozowypasekrozowypasek :)
    jeszcze trochę prądu ma więc kontakt jest gdyby znalazła się jakaś pomocna dłoń.
    A ja się bałem zrobić solo z Poznania do Koszalina #wstyd :(
    pokaż całość

  •  

    611577 - 410 - 280 = 610887

    Maraton Karpacki Hulaka 2017 ukończony!

    Ale tym razem nie zacznę od relacji, a chciałbym poprosić Was o pomoc w opracowaniu strategii, ale również o plusy, które pomogą mi dotrzeć do większego grona użytkowników, rozsianych przecież po całej Polsce.

    Już niebawem (19 sierpnia) startuję w Maratonie Rowerowym Dookoła Polski. W ciągu 10 dni trzeba pokonać w trybie samowystarczalnym 3142 km. Więcej szczegółów na stronie Maratonu

    Jeszcze rok temu nawet bym nie wpadł na to, by w czymś takim wystartować. Jednak gdy we wrześniu 2016 ukończyłem Maraton Północ – Południe i tym samym zdobyłem kwalifikację do startu w MRDP, zacząłem rozmyślać, czy może jednak stawić czoła wyzwaniu. Rozpocząłem zagłębianie tematu, kolejny raz przeczytałem relacje uczestników edycji z 2013 roku (maraton odbywa się raz na 4 lata) i końcem roku podjąłem decyzję – jadę. Od tamtej pory, czyli ostatnich 8 miesięcy, duża część mojego życia podporządkowana była przygotowaniom do tego startu. Drobne modyfikacje sprzętu, testowanie ekwipunku itp. Poznałem kilka nowych osób ze światka polskiego ultrakolarstwa, popodglądałem, powymieniałem doświadczenia i chłonąłem dobre rady.

    Aktualnie jestem własnie na etapie planowania strategii. Najłatwiejszym rozwiązaniem, byłoby podzielenie trasy na odcinki i wcześniejsza rezerwacja noclegów, a następnie sukcesywna jazda od punktu do punktu. Jednak kto czasem śledzi moje wpisy, to pewnie orientuje się, że to zdecydowanie nie mój styl jazdy ;) Wolę poddać się przygodzie i spontanicznie reagować na konkretne sytuacje / warunki.

    Początkowo rozważałem wieźć ze sobą namiot, ale ostatecznie zdecydowałem się na sam śpiwór oraz lekki dmuchany materac, bo i tak waga całego zestawu jest daleka od optymalnej. Szczególne znaczenie będzie to miało na górskim odcinku pomiędzy Przemyślem a Świeradowem, liczącym ponad 1100 km.
    Z grubsza licząc, każdej nocy mogę sobie pozwolić na 3, maksymalnie 4 godziny snu, na rzeczonym materacu i w śpiworze. W przypadku złych warunków, dużego zmęczenia itp. będę na bieżąco szukał bardziej cywilizowanych warunków.

    I tu przejdę do meritum – chciałbym z Wasza pomocą stworzyć sobie listę:

    - potencjalnych miejscówek, gdzie mógłbym w miarę spokojnie i bezpiecznie przenocować w takim zestawie. Mogą to być przydrożne wiaty, opuszczone budynki, pola biwakowe itp. Być może ktoś ma również sprawdzoną "noclegownię", gdzie mógłbym za niewielką opłatą skorzystać z kawałka podłogi i łazienki. Oczywiście jak najbliżej wytyczonej trasy ;)

    - znanych i polecanych lokali gastronomicznych. Jeśli ktoś zna i może polecić restaurację czy bar, leżący na trasie lub w jej pobliżu, to proszę o informację. Najbardziej pożądane są takie z domowym jedzeniem, gdzie oferuje się danie dnia itp. Chodzi o to żeby było szybko i smacznie, ale przede wszystkim bezpiecznie, bo zatrucie pokarmowe mogłoby oznaczać konieczność wycofania się z udziału.

    Bezpośredni link do trasy: https://ridewithgps.com/routes/23843164

    Jeśli ktoś chciałby podopingować, to chętnie zamienię słówko na trasie. Jednak w mojej kategorii dłuższa jazda z innymi kolarzami jest zabroniona, już nie wspominając o jeździe „na kole”. Ale jadąc obok siebie można będzie chwilę pogawędzić :) Te zasady są dla mnie priorytetem i na pewno będę się ich trzymał.

    Z kolei jeśli ktoś zechciałby śledzić poczynania uczestników sprzed komputera, nie opuszczając piwnicy, to też jest taka możliwość, bo każdy zawodnik będzie wyposażony w urządzenie przesyłające na żywo dane o lokalizacji.

    Mapa z położeniem będzie dostępna na stronie trackcourse.com (obecnie jeszcze nieaktywna).
    Maratończyków obowiązuje również relacja sms, za pomocą których trzeba będzie potwierdzić każdy z 41 punktów kontrolnych znajdujących się na trasie. Można też będzie wysyłać tam swoje aktualne, przemyślenia i odczucia ;) Będą pojawiać się pod profilem każdego z uczestników. Moje powinny być tutaj:

    http://mrdp.pl/zawodnik/marceli-byczek-2017

    Z kolei tutaj powinny pojawiać się po kolei wszystkie sms:

    http://mrdp.pl/relacja-online

    A tutaj będą mogli udzielać się kibice (obecnie są tam jeszcze wpisy z edycji 2013):

    http://mrdp.pl/komentarze

    Postaram się również czasem dodać swoje odczucia, sytuację i marudzenie pod swoim tagiem. Zainteresowanych zapraszam więc do obserwowania -> #byczysnarowerze

    Moja Strava: https://www.strava.com/athletes/7485043

    Tag jest ciągle żywy i raz na kilka tygodni wrzucam pod nim relacje z dłuższych wyjazdów i ultramaratonów.

    Jakie mam ambicje?

    Moim głównym i jedynym celem jest ukończenie trasy Maratonu w wymaganym limicie 10 dni. Jest to dla mnie olbrzymie wyzwanie i główną walkę będę toczył z samym sobą. Średnio na dobę trzeba będzie pokonać prawie 320 km. Niestety nie można sobie trasy podzielić na takie odcinki, bo jak wspominałem trasa wiedzie przez całe polskie góry, gdzie wyrobienie takiego dystansu przez 4 dni z rzędu, mając już ponad 1000 km za sobą jest arcytrudne i stać na to tylko garstkę wyjadaczy, którzy będą rywalizować między sobą o podium.

    Jak widać czas jest tak wyżyłowany, że w zasadzie wystarczy dłuższa chwila słabości i szanse na ukończenie gwałtownie maleją, a w raz z nimi morale. A poza przygotowaniem fizycznym to właśnie psychika będzie grać olbrzymią rolę. Dlatego każde dobre słowo jest mile widziane i może pomóc mi w osiągnięciu celu :)

    Z góry dzięki!

    #rower #kolarstwo #polska

    A poniżej relacja z Karpackiego Hulaki, czyli prawie 700 km wybitnie górskiej trasy bez wypłaszczeń ;)

    Karpacki Hulaka to nowy pomysł na imprezę w stylu ultra. Jej organizatorem jest Krzysiek Sobiecki. Formuła trochę odbiega od tych wg których jeździłem dotąd, jednak zdecydowanie przypadła mi do gustu ;)

    Zasady były dosyć proste: jazda solo, całkowita samowystarczalność i do przejechania 7 obowiązkowych segmentów, każdy w innej części Karpat:

    Beskid Mały
    Beskid Makowski
    Beskid Niski i Pogórza
    Beskid Śląski
    Beskid Wyspowy
    Pasmo Babiogórskie
    Podhale

    Trasę pomiędzy poszczególnymi segmentami, każdy sobie dobierał sam. Godzinę startu również każdy wybierał dowolnie, byle wraz z czasem finiszu zawrzeć się w trzech wyznaczonych dobach (pt-nd).

    Już dobre 2 tygodnie przed startem wyrysowałem sobie trasę, zapisałem w Garminie i zacząłem planować strategię. Wg śladu do przejechania miałem 660 km i prawie 9000 metrów w pionie. Pierwotnie planowałem start w sobotę wcześnie rano, jednak gdy zaczęły do mnie docierać powyższe cyfry, postanowiłem wyruszyć w piątek na noc - na wcześniej nie pozwalała mi praca.

    Początkowo chciałem jechać na lekko, jednak pomyślałem, że może być to świetna okazja do sprawdzenia ekwipunku jaki planuję zabrać na tegoroczny MRDP. Wiedziałem, że będzie to dodatkowy i w tym przypadku znaczący balast, bo trasa miała być wybitnie górska. Uświadomiłem sobie jednak, że w sierpni będę musiał z nim pokonać 5 razy tyle kilometrów, z których prawie 1/3 (ok 1100 km) będzie przebiegać po polskich górach.

    Tym sposobem uzbrojony w śpiwór, materac i wszystkie łachmany, około godziny 19 zajeżdżam na ulicę Staromostową w Krakowie, gdzie znajduje się lokal o nazwie "Punkt Docelowy" wyznaczający miejsce startu.

    Już na początek niespodzianka - gdy chcę napełnić bidon wodą z izotonikiem, orientuję się, że zgubiłem zakrętkę. Musiała być niedokręcona i na krakowskich brukach po prostu sobie uciekła. Postanowiłem wyruszyć na poszukiwania, więc przejeżdżam całą trasę do dworca jeszcze raz (a w zasadzie dwa razy). Niestety nie udało się znaleźć zguby, więc kupuję jakieś Oshee z dziubkiem, który przekładam do 1,5l butli z woda mineralną. Strasznie to nieporęczne, ale ostatecznie będzie mi służyć aż do mety.

    Ostatecznie lekko wkurzony startuję o godzinie 20 i ruszam w stronę Wieliczki, by na pierwszy rzut zaliczyć segment w Beskidzie Wyspowym. Ruch samochodowy spory. Co chwilę łapią mnie czerwone światła, co mnie dodatkowo denerwuje, bo nie mogę się rozkręcić. Myślę nawet czy ta cała akcja ma sens ;)

    W samej Wieliczce ślad ładuje mnie na jakiś stromy brukowy podjazd, czyli pierwszy ze skrótów na którym się tak naprawdę traci :) Za Dobczycami wjeżdżam na właściwy segment. Początek drogi zamknięty (przebudowa mostu), jednak można się przedostać dalej kładką dla pieszych. Od teraz muszę być czujny, bo przez nieuwagę przy planowaniu, mój ślad nie prowadził dokładnie po tym wymaganym. Zorientowałem się w dzień startu i nie miałem już możliwości wgrania właściwego. Dlatego już w pociągu przejrzałem na Street View właściwy wariant i teraz odtwarzam go z pamięci. W sumie mam aż 3 korekty, ostatnia przed Żegociną.

    Ostatni posiłek jadłem po południu w domu, więc już około północy zajeżdżam już na stację na Hot Doga i przyodziewam nogawki itp. Dotąd dało się spokojnie jechać na krótko. Za Uściem Gorlickim wita mnie świt, a także dzika zwierzyna przecinająca mi drogę.

    Jako cel na pierwszy dłuższy odpoczynek obieram sobie McD w Nowym Sączu. Jestem trochę za wcześnie, więc korzystając z chwili czasu rozbieram się znów na krótko, choć jest jeszcze dosyć rześko. Niedaleko mnie zbiera się grupa kibiców na wyjazd do Warszawy. Do śniadania słucham więc w kółko powtarzanej popularnej przyśpiewki o Legii ;)

    Za mną 2 segmenty, więc pora skierować się w kierunku Podhala. Oznacza to prawie 100 km wspinania się pod górę, z małym wyjątkiem w okolicy Jeziora Czorsztyńskiego. W Tylmanowej mijam się z jadącym z naprzeciwka Krzyśkiem, czyli wspomnianym organizatorem całego zamieszania, ale jednocześnie jednym z uczestników. Krzysiek startował w piątek rano, więc większą część trasy ma już za sobą. Chwila pogaduszek, wymiana wrażeń i żegnamy się. Tuz za Krościenkiem zatrzymuję się na szybki rosół i małą toaletę. Teraz zaczyna się już właściwy podjazd na kulminacyjny punk segmentu podhalańskiego, czyli przełęcz na Hali Głodówka. Rok temu była tu meta maratonu Północ – Południe w którym brałem udział, jednak tym razem trzeba jechać dalej ;) Teraz wybija mi tutaj równe 300 km, wtedy było to 990.
    Niestety jest sobota w pełni, więc ruch na drogach jest duży. W połączeniu ze słońcem i niedospaniem, ciągle wyprzedzające auta drażnią mnie podwójnie. Kończy mi się prowiant, więc na zjeździe do Poronina, w Murzasichle, robię postój. Jestem tak wygłodzony, że chciałbym kupić wszystko po kolei. Do picia biorę 3 różne napoje, w tym sok pomidorowy. Nie mogę się również oprzeć ogórkowi małosolnemu ;)

    Od Poronina zaczynam wymagający podjazd pod Ząb, czyli najwyżej położoną miejscowość w Polsce. Tutaj ruch już mniejszy, a widoki na tatrzańskie szczyty cieszą oko i duszę. Porządną kolację planuję zjeść w Czarnym Dunajcu, gdzie mam sprawdzony lokal z dobrymi obiadami. Gdy tak sobie jadę i już rozmyślam o menu, nagle uświadamiam sobie, że przecież zaraz wyjeżdżam z Podhala, a nie zaliczyłem jeszcze obowiązkowego odcinka pod Obidową! Zerkam na mapę i wszystko jasne – minąłem zjazd, a że była to tylko „odnoga”, to nadal byłem na właściwym kursie, co uśpiło moją czujność. Szybka kalkulacja i wychodzi 16 km gratis. Trudno, trzeba wracać.

    Gdy zaliczam szczyt podjazdu i zatrzymuję się pod Rdzawką, okazuje się że Czarny Dunajec to w zasadzie nie jest mi po drodze, więc postanawiam wejść do baru oferującego obiady. Jestem ostatnim obsłużonym klientem, więc decyzja słuszna, bo później mógłbym zostać skazany na hot-dogi, które mi się już mocno przejadły podczas poprzednich maratonów. Niestety ziemniaków brak, a na frytki nie mogę patrzeć, ale udaje mi się zamówić dużą porcję ryżu, grillowaną pierś z kurczaka i zestaw surówek, uprzednio rozgrzewając żołądek porządną michą pomidorowej. W końcu trochę „normalności” ;)

    Dobrze odżywiony ruszam z powrotem w kierunku Jabłonki. Teraz zacznę jazdę po znanych mi terenach – celowo tak ułożyłem kierunek trasy, by w jej drugiej części, gdy zmęczenie jest największe, czuć się jak u siebie ;)

    Zgodnie z przyjętą strategią, przed samym zachodem słońca planuję znaleźć jakiś kąt, gdzie mógłbym się przespać około 3 godzin w śpiworze. Od Zubrzycy rozpoczyna się długi podjazd na Przełęcz Krowiarki, więc okoliczności dobre – po wyjściu z ciepłego śpiwora będę mógł się od razu rozgrzać jadąc pod górkę. Po lewej mijam jakiś plac budowy. Chwilę się przyglądam, planuje nawet zagadać ochroniarza, ale zauważam kamery, więc jadę dalej. Zajeżdżam na tyły szkoły, gdzie ubieram się cieplej, obserwując przy tym okolicę. Obiekt również wyposażony jest w monitoring, ale nie mogę przecież jeździć z miejsca na miejsce bo szkoda czasu. Teraz 20 dmuchnięć w materac i już leżę pod zadaszonym wejściem do budynku. Budzik ustawiam na 3 godziny i w końcu nadszedł czas odpoczynku.

    Jeszcze dobrze nie zamknąłem oczu, gdy słyszę jakąś grupę młodzieży która rozsiada się na ławce 20 metrów ode mnie. Jest już ciemno więc nie zauważają mnie, jednak ich śmiechy i rozmowy nie pozwalają mi zasnąć. Słucham więc sobie i oceniam towarzystwo. Raczej niegroźne młodziki - przyszli napić się piwa i spalić jakieś chwasty – mam nadzieję że zrobią co mają do zrobienia i sobie pójdą, więc zatykam uszy i próbuję zasnąć. Po około godzinie jeden z nich dostrzega mój rower. Podchodzą we dwóch i świeca we mnie latarkami z telefonów. „Ty ktoś tu leży!” „Dobra, zostaw go, niech śpi”.

    Miałem nadzieję że po tym zbiorą się trochę szybciej, lub chociaż będą odrobinę ciszej. Niestety po powrocie do grupy stwierdzili tylko „ktoś tam śpi” i toczyli dyskusję dalej bez żadnych pohamowań ;)

    Na chwilę udaje mi się zasnąć, a gdy się budzę, to nikogo już nie ma. Patrzę na zegarek – spałem max godzinę, ale minęły prawie całe założone trzy. A pośpię jeszcze ze dwie, w końcu spokój… Zaraz, zaraz, halo - przecież nie o to w tym chodzi. Zwijam majdan i marznąc wsiadam na rower aby kontynuować podjazd u podnóży Babiej. Po chwili we wsi zaczynają wyć syreny. Jest pierwsza w nocy, ale nikogo to chyba nie interesuje. A wyją głośno i bardzo długo. Po pewnym czasie mija mnie jednostka straży pożarnej.

    Na parkingu pod Przełęczą Krowiarki sporo samochodów i turystów (jak na tę porę). No tak, jest weekend i ludzie przyjechali podejść na Babią na wschód słońca. Trochę mnie wkurzają, bo patrzą na mnie oślepiając mnie tymi swoimi czołówkami. Na szczycie popełniam błąd, bo przed tym długim i przecież znanym mi dobrze ponad 15 km zjazdem do Zawoi nie ubrałem kurtki. Wytelepało mnie nieźle. Na dziurawym podjeździe pod Stryszawę trochę się rozgrzewam i na szczycie przyodziewam się przed kolejnym zjazdem. Da dole jest czynna stacja, niestety samo okienko i ciepłej strawy brak. Zjadam 7 Days i ruszam dalej. Brak snu daje się we znaki. Postanawiam uciąć sobie jeszcze drzemkę przed samym wschodem. Na jednym z przystanków udaje się przespać jeszcze kilka minut, ale chłód szybko stawia mnie na nogi. Czuję się dużo lepiej więc jadę dalej.

    W okolicy Huciska ślad wprowadza mnie w jakieś szutrowe ścieżki. Nie chcę ryzykować i zawracam na główną i sprawdzoną drogę. Gdy docieram do Żywca jest już jasno. Świt wita mnie w tym samym miejscu co podczas niedanego Tour de Silesia. W Węgierskiej Górce klasycznie już postój na Hot Doga. Ogarniam toaletę i zaczynam kolejny raz w tym roku wspinaczkę pod Ochodzitą. Tym razem jednak, postanawiam sprawdzić wariant którym przyjdzie mi jechać podczas MRDP, czyli przejazd przez wieś Szare, ze „słynnymi” stromymi płytami na końcówce podjazdu.

    Za Koniakowem zaczyna się właściwy segment Beskidu Śląskiego. Jest zaledwie kilka minut po godzinie 8, a odczuwalna temperatura zdradza już, że pozostałe niespełna 200 km do mety nie będzie sielanką. Pod zameczek prezydencki docieram prze Stecówkę wąskimi i przyjemnymi asfaltami. Na jednym z podjazdów wypatruję nawet zabłąkane 10 zł ;)

    Podjazd pod Przełęcz Salmopolską bardzo mi się dłuży. Na jednym z zawijasów przebieram się na krótko. Zjazd do Szczyrku i dalej do Bielska idzie sprawnie. Tutaj dłuższa przerwa na posiłek, tankowanie i ruszam w kierunku Straconki, skąd zaczyna się obowiązkowy, ale dobrze mi znany podjazd na Przełęcz Przegibek w Beskidzie Małym. Drzewa dają sporo cienia, więc jeszcze jedzie się dosyć przyjemnie. Szybki zjazd do Międzybrodzia i przez zaporę zmierzam w kierunku Porąbki. Stąd jeszcze podjazd pod Wielką Puszczę ze stromą ścianką w pełnej lampie i rozpoczynam przerzut krajówkami przez Andrychów i Wadowice, w okolice Beskidu Makowskiego. Ciężki to odcinek – duży ruch samochodowy i jazda w pełnym słońcu, w godzinach gdy doskwiera ono najbardziej.

    Z niecierpliwością wyczekuję Makowa Podhalańskiego, skąd w końcu odbiję na dwa ostatnie, lecz bardzo wymagające podjazdy. Pierwszy prowadzi pod Makowską Górę. Jadę go w tym kierunku pierwszy raz, ale wchodzi jako tako, bo w większej części jest zacieniony. Od strony Jachówki jest bardziej wymagający. Na ostatnim podjeździe (tzw. „Hujówce”), z Bieńkówki do Batorówki piekarnik piękny. Przy mocnym nachyleniu toczę się kilka km/h w pełnym słońcu, więc nawet chłodzenie powietrzem nie funkcjonuje ;)

    Gdy w końcu docieram na szczyt, pozostaje zjazd i ostatnia prosta aż do Krakowa. Za Skawiną, pomimo że jest już po godzinie 18, termometry wskazują chore liczby.

    Na metę docieram chwile przed 19. Od startu upłynęło więc 46h48m. Licznik wskazuje 690 km, z przewyższeniem w okolicach 10000m. Zwycięzca, czyli Daniel Śmieja, potrzebował tych godzin zaledwie 34,5 – wielkie gratulacje. Czas dla mnie nieosiągalny, jednak nie on był dla mnie najważniejszy w tym starcie. Z pewnością mogłem z niego urwać sporo jadąc na lekko i przede wszystkim nie zarywając dwóch nocy. Udało mi się jednak sprawdzić ekwipunek i znów lepiej poznać reakcje swojego organizmu wystawionego na długotrwały wysiłek. Pozostaje mieć nadzieję, że zdobyte doświadczenie zaprocentuje podczas startu w MRDP :)

    Link do całego albumu

    Strava: https://www.strava.com/activities/1109949002

    #rowerowyrownik #ruszkatowice #100km #200km #300km #400km
    pokaż całość

    źródło: snag.gy

    •  

      @artuone: jak wspominałem, nie planuję z góry miejsc noclegów. Jadę "na żywioł", czyli tak jak najbardziej lubię ;) Dlatego chcę zebrać i nanieść sobie na mapę listę potencjalnych miejscówek i w trakcie jazdy na bieżąco decydować o noclegach, zależnie od sytuacji.

      @Qardius: dzięki :)

      @fixie: to za droga impreza dla mnie. Do przejechania jak najbardziej, bo nie ma w zasadzie limitu czasu. Niektóry jadą tam trochę ponad 100 km dziennie z wielkimi sakwami. Inna sprawa, to żeby wystartować trzeba przejść jakiś casting na zupełnie niejasnych zasadach.

      @metaxy: dzięki. Jedną taką dziurę (Kosakowo) przykoszę podczas dojazdy z Gdyni do bazy maratonu. W pobliże pozostałych i tak trzeba się będzie kiedyś wybrać, więc to nie problem. Ale to już na spokojnie "na starość" :D
      pokaż całość

    •  

      @mr_bless: dzięki, odnotuję :)

      @azgag:

      @x-ray:

      niestety w kategorii w której startuję nie mogę korzystać z tego typu pomocy. Mogę korzystać tylko z ogólnodostępnej bazy noclegowej. Jednak istnieje tez prawdopodobieństwo, że nie dam rady sprostać jej wymogom i w trakcie trwania imprezy mogę zmienić kategorię na mniej restrykcyjną. Wtedy taką pomoc mógłbym przyjąć. Dziękuję więc za propozycję i odezwę się na PW po szczegóły :)

      @frems: dzięki. To moje marzenie!

      @zarowix: to jest pierwszy tak długi i wymagający maraton. Długie trasy jeżdżę od około trzech lat. Pierwsze 300, 400, 500, i 600 km przejechałem na samodzielnie zaplanowanych trasach jeżdżąc samotnie. Sprawdzałem w ten sposób swoje możliwości i zdobywałem doświadczenie. Pierwsze czterysetki robiłem na rowerze MTB. Żeby jeździć takie dystanse naprawdę nie trzeba być nadczłowiekiem. Trzeba bardzo chcieć i po prostu próbować, bo najczęściej bariera istnieje tylko w głowie. Poziom trudności zwiększa się gdy trzeba to robić kilka dni z rzędu, lub w krótkim czasie :)

      Sam się jeszcze uczę i zorganizowane imprezy ultra są dla mnie nowością. Do weteranów mi daleko ;)

      Średnie prędkości z jakimi jeżdżę zależą od trudności terenu i długości trwania. Ostatnio w bardzo górzystym Karpackim Hulace wyszło niecałe 22 km/h. Na mniej wymagających trasach rzędu 500 km oscyluje w granicach 25-30 km/h.

      Na MRDP zabieram ze sobą kuferek, do którego pakuję śpiwór, materac. folię NRC, ubrania przeciwdeszczowe, oraz dodatkowe skarpetki. Do tego oczywiście elektronika, baterie, powerbank itp. oraz drobne narzędzia i zapasowe dętki. No i jedzenie, batony, izotoniki i witaminy. Niby tylko tyle, a mimo wszystko jeszcze za dużo :)

      @kamzie: dzięki! :)
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (18)

  •  

    615740 - 331 = 615409

    Małe chwalę się... Podczas wyprawy udało się wygrać Distance Challenge (dawniej MTS) na Stravie. Wygląda na to, że jako pierwszemu Polakowi. Tym milej. Na wyprawie było 8238km w miesiąc, ale nie był to miesiąc kalendarzowy. Na szczęście 7284km wystarczyło.

    "Podczas wyprawy" to nieścisły termin, bo 1-24 lipca zahaczało o wyprawę. 25-31 to już w połączeniu z pracą, weselem w weekend, więc najłatwiej nie było, ale udało się.

    Sama trzysetka w temperaturze 32-34 stopnie, ergo:

    Wskazania termometru przebijemy dziesięciokrotnie i to nie jest nasze ostatnie słowo!
    Start z domu rodzinnego, bo niedaleko w weekend miałem wesele kumpla. Najpierw 50km samemu czekając aż kolega z liceum będzie wolny, potem zabrałem go i zrobiliśmy razem kolejne 50km do Brzostka. On do domu, ja boczkiem na Tarnów. Tam dużo w te i na zad serwisówkami przy A4, bo czekałem na kolegę z Tarnowa, który wracał dopiero do domu z pracy. Razem ze 30km, rozdzielamy się i miał po mnie do Puszczy wyjechać @kiwacz, ale, ku mojej rozpaczy, nie zrobił tego za to spotkałem jakiegoś koleżkę ze Stravy to zrobiliśmy razem choć 10km.

    Z Puszczy jadę prosto do domu, zabieram lampki, przebieram się w czyste szmaty, bo po całym dniu w upale średnia przyjemność jeszcze dokręcać w nich w nocy. Na wałach spotykam grupkę, która zrobiła sobie night ride, więc z nimi kawałeczek i w domu na liczniku 331km. Jak się potem okazało 130km więcej niż było wymagane, aby wyprzedzić Kanadyjczyka, który jechał z zachodniego na wschodnie wybrzeże Kanady i też trzepał konkretne dystanse.

    Sierpień zapowiada się mało rowerowy. Pracować trzeba.

    Strava

    #100km #200km #300km (nr 6) #metaxynarowerze
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: distance-challenge.jpg

  •  

    615933 - 6 - 7 - 6 - 7 - 19 - 21 - 19 - 22 - 19 - 21 - 24 - 22 = 615740

    Formalność

    W tym tygodniu to już 193km!
    #rowerowyrownik #ruszkatowice

  •  

    Wracam wlasnie z #woodstock to był mój pierwszy raz. Wrażenia mam raczej pozytywne dużo miłych osob, no i głównie spedzalem czas że znajomymi jednak szczerze mówiąc najbardziej w pamięć zapadnie mi wszechogarniająca smrod, pola minowe z kup i żółte jeziorka z moczu w pobliskim lasku ( ͡° ʖ̯ ͡°) ale to i tak jeszcze Luz. Przejrbane miał gościu który zaparkował autem przy toi toiu - nasrali mu na maske. No ja pierdole (╥﹏╥) #woodstock2017 #brudstock #oswiadczenie pokaż całość

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika byczys

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.