•  

    127722 - 42 - 41 = 127639

    Kaseta zmieniona na 11-30T i dokupiona lemondka :) prawie gotowy na #tourdesilesia
    Własnie pytanie za 100 pkt. Jak dostać się bezproblemowo z Katowic do Godowa?

    Statystyki:

    Dystans: 42 km
    Wertykalnie: 603m(↑303m/↓300m)
    Czas: ◷01:50:35
    Średnie tempo: 2:38 min/km
    Średnia prędkość: 22,65 km/h
    Kalorie: 1185 kcal

    Dystans: 41 km
    Wertykalnie: 435m(↑211m/↓224m)
    Czas: ◷01:24:32
    Średnie tempo: 2:02 min/km
    Średnia prędkość: 29,40 km/h
    Kalorie: 1281 kcal

    W tym tygodniu to już 83km!
    #rowerowyrownik #ruszmiasto

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    122798 - 191 - 184 - 30 - 106 = 122287

    Majówka beskidzko – jurajska

    Ponieważ losy majówki ważyły się w pracy długo, to nie miałem na nią żadnych konkretnych pomysłów aż do samego końca. Ostatecznie miałem 4 dni do dyspozycji, następnie dzień w pracy i kolejne 4 dni. Czyli takie 2 długie weekendy ;) Jeden spędziłem więc rowerowo, a drugi z rodziną. Dzień przed wyjazdem rzut oka na mapę i decyduje się na wyjazd gdzieś w góry. Bez konkretnego planu, bez wymaganych dziennych przebiegów – po prostu chciałem czerpać jak najwięcej przyjemności z jazdy. Do Garmina wgrałem ślad tegorocznego maratonu Północ – Południe, w którym nie będę mógł wziąć udziału, więc jako opcję obrałem powrót jego górską końcówką.

    Dzień 1

    Katowice - Jabłonka

    191 km | 2192 m ↑

    Strava: https://www.strava.com/activities/1537189601

    Na trasę wyruszam chwilę po 6 i kieruję się na Pszczynę. A ponieważ rano nie pojadłem porządnie, to z chęcią zahaczam o tamtejszy McD i rozmyślam nad dalszą trasą, zajadając menu śniadaniowe. Jako cel obieram sobie odwiedziny Makowskiej Góry i jadę wg wskazań trasy wytyczonej przez urządzenie. Po kilkudziesięciu kilometrach przyjemnymi bocznymi drogami, robię krótki postój nad rzeką Wieprzówką niedaleko Wieprza ;) Chwilę po południu wjeżdżam w rejony Beskidu Makowskiego, więc pojawiają się pierwsze solidniejsze procenty. Na jednym z podjazdów spotykam kolarza z Krakowa, który również planuje Makowską. Gawędzimy sobie trochę i wychodzi że jest świetnie zorientowany w tych okolicach. W Jachówce zatrzymuję się pod sklepem, by uzupełnić prowiant i złapać chwilę oddechu przed zbliżającym się podjazdem. Niestety nie idzie on po mojej myśli – najbardziej nachylone odcinki trzeba pokonać w pełnym popołudniowym słońcu. Dodatkowy bagaż też szybko daje się odczuć w nogach, więc łańcuch wędruje na coraz to większe tarczki na kasecie, by ostatecznie spaść między nią, a szprychy. No tak, po ostatnim skrzywieniu wózka przerzutki zapomniałem jej podregulować. Dalszą część podjazdu wciągam więc już z czarnymi palcami ;) Jadę na twardszym przełożeniu niż powinienem, więc przed szczytem wybija mi bezpieczniki i już wiem, że będę to musiał odcierpieć. W dalszej części trasy kibluję więc pod jakimś sklepem, dochodząc do siebie dobrą godzinę.

    Na nocleg postanawiam podjechać gdzieś w rejony Babiej Góry. Do Zubrzycy dojeżdżam więc przyjemnym wariantem przez Sidzinę i Wielką Polanę. Ponieważ marzy mi się widok na Tatry o poranku, zjeżdżam w kierunku Podhala. Za Jabłonką odbijam w kierunku granice ze Słowacją, gdzie znajduję odpowiednia dla mnie polankę z widokiem na cały interesujący mnie masyw. Jest jeszcze dosyć wcześnie, więc w oczekiwaniu na zachód słońca robię sobie mały piknik w tych przyjemnych okolicznościach. Kontaktuje się ze mną kolega, który jutro planuje trochę pojeździć po górkach, w ramach przygotowań do Tour de Silesia na dystansie 350 km. To będzie jego pierwsza tak długa i do tego górska trasa, więc wypadałoby :) Umawiamy się więc na jutrzejszy poranek w Żywcu. Gdy robi się szaro, rozkładam namiot i obserwuję słońce chowające się za zarysem Babiej.

    Przy okazji jest to pierwszy test nowego namiotu. Po wielu godzinach spędzonych na wertowaniu sklepów internetowych, opinii itp. ostatecznie zdecydowałem się po prostu na mniejszą (1-os) wersję Tordisa II, z którym jeździłem dotychczas. W międzyczasie testowałem też pod kątem zabrania na North Cape 4000 namiot-trumnę Rockladn Soloist, który jednak ostatecznie mi nie przypasował. Tordis 1 jest zdecydowanie mniejszy od dwójki, ale nadal komfortowy. Niestety nie jest to superlekki namiot (ok 1,9kg), jednak nie mogłem sobie pozwolić na namiot w cenie w okolicach 1500 zł, które z reguły swoja niską wagę zawdzięczają użyciem bardzo cienkich i wrażliwych na uszkodzenia materiałów. Wyboru dokonałem więc biorąc pod uwagę perspektywę dłuższego użytkowania, gdzie chciałbym mieć też zapewniony trochę wyższy komfort. No nic – mój balast rośnie ;)

    Dzień 2

    Jabłonka - Żelazko

    184 km | 2409 m ↑

    Strava: https://www.strava.com/activities/1540289014

    Gdy się budzę jest ciemno, ale jakby zaczyna szarzeć. Patrzę na zegarek – jest po 4. W sumie jestem wyspany, więc postanawiam się zebrać wcześniej, by móc się nie spieszyć za bardzo w czasie jazdy ;) Poranek jest zimny i wilgotny. Gdy już cały majdam mam zwinięty i umiejscowiony na rowerze, ostatnią czynnością jest zamknięcie kuferka. I tu niespodzianka, bo w zamku nie ma kluczyka. Z mojego wcześniejszego wyjazdu nici, bo przez kolejne 1,5 h przeczesuję polanę w jego poszukiwaniu. Niestety bez skutku, więc pozostaje mi zniszczenie zamka za pomocą noża… początkowo jestem wkurzony, ale ostatecznie traktuję to jako zachętę do zamontowania bardziej pewnego zamknięcia, by uniknąć w przyszłości niespodzianek z otwieraniem się pokrywy podczas jazdy, jak to się zdarzyło podczas MRDP. Grunt, to znaleźć jakiś pozytyw :)

    Ruszam więc w kierunku Krowiarek, bo odtąd trzymać się nitki śladu MPP2018. W drodze do Żywca spotykam Gustava i gawędzimy dobre pół godziny. Na miejscu spotykam się z Arturem i po śniadaniu uderzamy na Kocierz. Droga w dolnej części podjazdu jest rozkopana. Artur dość boleśnie weryfikuje swoją formę podczas jazdy w górę, ale wiatr w plecy nie pozwala mu się zrazić do górskiej jazdy i ostatecznie jest nieźle ;) W Zatorze rozstajemy się, bo kolega jeszcze musi zdążyć na nockę do pracy. Odtąd jadę już samotnie. Za cel obieram sobie dotarcie na Jurę, gdzie biwakują teściowie ze znajomymi. W zajeździe w Bolęcinie robię przerwę obiadową. Wokół widać przechadzające się komórki burzowe. Jakiś motocyklista informuje, że w Krzeszowicach zlewa ostra. Mi na miejsce udaje się dotrzeć na sucho, choć za Olkuszem faktycznie asfalty są już mokre. Po kolacyjnym poczęstunku, rozbijam się obok namiotu teściów ;)

    Dzień 3

    Żelazko - Podlesice

    30 km | 300 m ↑

    Strava: https://www.strava.com/activities/1541431696

    Śpię zdecydowanie dłużej niż myślałem. Na dziś miałem nieśmiały plan by dotrzeć do żony i synka, którzy przebywali w Kaliszu. Jednak jak podejrzewałem, nie będzie się tak łatwo wyrwać spod macek teściowej ;) „A gdzie będziesz tyle jechał. Siedź i odpoczywaj” itp. itd. :) Z drugiej strony przyjemnie się rozmawiało, więc dalej ruszam dopiero przed południem. No ale co tu dalej robić? Przejeżdżając przez Ryczów, przypominam sobie o towarzystwie z okolic Wodzisławia, które kilka lat temu mieliśmy przyjemność poznać i z którym spędziliśmy wtedy 2 noce pod namiotem w pobliskim lesie. Spotykają się oni od kilkunastu lat w jednym miejscu, zawsze w majówkę. Myślę sobie – przecież jest majówka! :) Ciekawe tylko czy znajdę to miejsce. Trochę błądzę po różnych ścieżkach ale udaje mi się ich znaleźć, pomimo że jak się okazało zmienili miejsce spotkań o kilkaset metrów. Zabawiam tu dwie godzinki i ruszam w kierunku Ogrodzieńca. Kawałek za miastem oglądam sobie przydrożną mapkę turystyczną i okazuje się, że jestem na szlaku do Siamoszyc. A ponieważ w Siamoszycach nad zbiornikiem znajomy ma działeczkę rekreacyjną, postanawiam sprawdzić czy przypadkiem towarzystwo tam nie urzęduje. Na miejscu jest kilka osób i akurat załapuję się na grilla :) Przed zmrokiem wyruszam w poszukiwaniu sklepu i miejsca noclegowego. Zakupy na noc robię w Kroczycach, a rozbijam się pod skałkami niedaleko Podlesic, uprzednio podprowadzając rower po stromym zboczu.

    Dzień 4

    Podlesice - Katowice

    106 km | 632 m ↑

    Strava: https://www.strava.com/activities/1543209404

    Rano widok mam bardzo przyjemny :) Dziś ostatni dzień wolności, więc nie pozostaje nic innego, jak powoli kierować się do domu. Robię jeszcze małego zawijasa do Mirowa, by stamtąd dostać się przyjemnym wąskim asfaltem do Żarek. Dalej zamknięta jeszcze drogą w remoncie do Myszkowa. Na szczęście jest już prawie skończony, więc jedzie się dobrze. W Zawierciu robię przerwę obiadową w sprawdzonym lokalu. Dalej sprawdzam alternatywne ścieżki w kierunku Niegowonic, które nie zawsze okazują się asfaltami. Od Dąbrowy Górniczej do domu jadę już jakąś dziadowską trasą po Sosnowcu itp. więc szkoda strzępić ryja :)

    Cały album foto

    A już jutro startuję w maratonie Tour de Silesia na dystansie 600 km.

    Kawał ciężkiej trasy się szykuje. Limit 36 godzin nie pozwala na zbytnie obijanie się po drodze. W tamtym roku żyłowanie było mocne, bo po pierwszych 300 km na liczniku mieliśmy średnią 34,4 km/h. Tym razem może poza początkiem, nie planuję jazdy w grupie. Moim celem jest dojechać w limicie i szlifować dyscyplinę podczas jazdy solo, a także spotkać znajome twarze :) Jak będzie – zobaczymy.

    Nasze zmagania można będzie śledzić na żywo tutaj: http://tds.1008.pl/

    #byczysnarowerze

    #rowerowyrownik #ruszkatowice #100km
    pokaż całość

  •  

    Dziewczyna zaprosiła mnie dziś na rower. Zgodziłem się ochoczo, jako że jestem amatorskim kolarzem szosowym. Ustawka oczywiście o 6 rano pizgawica straszna, więc założyłem moje super oddychające rękawice na warunki wilgotne o wadze 0,1 grama. Kosztowały 800 złoty, ale w takich od razu jeździ się szybciej. Na grzbiet narzuciłem nieprzepuszczjącą wiatru, dopasowaną bluzę za 1 tys złoty. Na koszulce najebane tyle sponsorów, że prawie mnie zza nich nie widać, co tam, szkoda tylko, że mi nie płacą. No i wsiadam na moją karbonową szosę, której ceny nie podam, bo boję się, że walnę się w ilości zer. Zapinam moje karbonowe spd do karbonowych pedałów spd i jadę na spotkanie lekkim tempem 45km/h na godzinę, żeby się nie zapocić przed spotkaniem. No i stoi ona. Na góralu. W wełnianych rękawiczkach i puchowej kurtce, cała telepie się z zimna. Widać, że nie ma super lekkich neoprenowych rękawic za 800 złoty. Nogi od urodzodzenia pewnie też ma te same. No i zaczynamy przejażdżkę. Narzucam tempo 35 km/h na godzinę, bo w końcu dziewczyna. W pierwszych chwilach dawała radę, to dopierdoliłem 55 km/h niczym Armstrong pod Alpe d'Huez. Gdy dziewczyna zniknęła z tyłu za horyzontem, doceniłem kupno karbonowego super lekkiego trenażera za 10tys złoty, widać, laska opierdalała sie cała zimę. Trochę dla beki jeszcze pokręciłem kółka wokół niej, popchałem trochę za siodełko. Śmiesznie wtedy piszczała, że się boi. Doszedłem do wniosku, że nudy i olewam taki układ i już wypierdoliłem VMAX 65km/h i zniknąłem w oddali. Objechałem standardową rundę przez Wólkę Kosowką, aż po Łódź. Niestety musiałem już zawijać na chatę, po praca na 8. Polecam te neoprenowe rękawiczki.
    #pasta
    pokaż całość

  •  

    155433 - 90 - 17 - 94 - 10 - 63 - 145 = 155108

    Maj trwa w najlepsze, 1000 km (pełnych nie pustych ( ͡° ͜ʖ ͡°)) zrobione, CC zrobione, progres jest, forma rośnie, wytop się wytapia.
    Poniedziałek to pracodomy i już tradycyjnie, mam nadzieję, damska szosa w dość przyjemnym tempie. Z dziewczynami się bardzo elegancko jedzie, niektóre jeszcze muszą lepiej panować nad rowerami, inne gonić, a inne nie odpuszczać koła, ale potencjał na zgraną grupę jest!
    Wtorek i środa to deszcz, więc tylko pracodomy i bieganie.
    Czwartek to pracodomy + OTR z mocniejszą grupą TrendA+Gruz (która na szczęście czekała na górkach). Dali mi wycisk niesamowity, do dziś czuję że nogi nie odpoczęły... Ale udało się dojechać do końca ustawki i przeżyć z ~30 facetami ( ͡º ͜ʖ͡º)
    Piątek to tylko pracodomy i rege po powyższym.
    Sobota to towarzyska krótka wizyta na #przegibekzawszespoko i Żarze;)
    A niedziela - medytacyjny solo kofirajd i obczajka Pustyni Błędowskiej.

    pokaż spoiler ktoś te opisy w ogóle jeszcze czyta? XD


    #rowerowyrownik #wspodnicynaszosie #100km
    pokaż całość

    źródło: unnamed.jpg

  •  

    168131 - 105 - 5 - 23 - 5 - 20 - 21 - 19 - 21 - 21 - 18 - 19 = 167854

    Formalności - dojazdy do pracy i jedna dłuższa runda po pracy, żeby złapać Pawła Pieczkę podczas ultramaratonu Race Trough Poland. Kolega zajął pierwsze miejsce, co było do przewidzenia, bo maraton nie był obsadzony prawie wcale, a przecież Paweł zajął drugie miejsce na MRDP :)

    #rowerowyrownik #ruszkatowice #100km pokaż całość

  •  

    168374 - 106 - 137 = 168131

    Niestety brak czasu na dłuższe opisy... a już minął prawie miesiąc od wyjazdu, więc trzeba dodać do równika. Łudziłem się, że znajdę czas, ale to się tylko nawarstwia ;)

    Wypad z namiotem na relaksie. Po drodze poznałem niedzielnego rowerzystę, który okazał się być ciekawą osobą. Jeździ w długie trasy na motorach z namiotem. Pamir, Kirgistan... nocowaliśmy w Brennej przy drodze nad strumykiem, było o czym pogadać ;)

    Drugiego dnia namierzyliśmy się z @Mortal84 który to przeciorał mnie po górkach. Z bagażem lekko nie było, ale było fajnie i była okazja pogadać na spokojnie. Powrót pociągiem z Bielska.

    Ostatnie i przyszłe wyjazdy, to głównie wypady z namiotem, żeby testować nowy ekwipunek pod #nc4000

    Kilka zdjęć:

    https://photos.app.goo.gl/OxutCJNjtK9sXtZB3

    Strava:

    https://www.strava.com/activities/1509071483
    https://www.strava.com/activities/1511049126

    #rowerowyrownik #ruszkatowice #100km
    pokaż całość

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika byczys

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.