Półkrwi normik | Samiec Alfa Romeo

  •  

    OOOOOOOOOOO KUUUUUUUUUUUUURWA MIAŁEM GOTOWAĆ RYŻ 30 MINUT A GOTUJE KURWA Z 90

  •  

    Pewien pan z Amsterdamu powiedział wprost moja musisz byc droga Aniu! ( ͡° ͜ʖ ͡°) #muzyka #gimbynieznajo

    źródło: youtube.com

  •  

    OKAZJA!!!
    Tylko dzisiaj plusowanie i komentowanie tego wpisu jest ZA DARMO!! Nie zwlekaj! To OSTATNIA szansa!

  •  

    Na początku tego wpisu chciałbym powiedzieć,że adresuję go do wszystkich. Zarówno do kobiet jak i mężczyzn. Będących w związkach jak i singli. To historia jakich wiele ale mam nadzieję, że po jej przeczytaniu choć jedna dziewczyna spojrzy na swojego mężczyznę od innej-lepszej strony i choć jeden facet bardziej doceni sam siebie, bo my mężczyźni, kiedy kochamy także potrafimy się pogubić. A więc do rzeczy.

    Zerwałem zaręczyny i odszedłem od jedynej kobiety którą szczerze kochałem.

    Poznaliśmy się 1,5 rok temu. Szybko wpadliśmy sobie w oko i stwierdziliśmy, że do siebie pasujemy. Jeśli o mnie chodzi, z początku nie było fanfar, wielkiej romantycznej miłości ani stad motyli pomiędzy żołądkiem a wątrobą. Nigdy nie miałem problemów z nawiązywaniem relacji a kobietami, miałem za sobą kilka związków ale nigdy nie potrafiłem się w pełni zaangażować i średnio po ok. pół roku odchodziłem by szukać "prawdziwej miłości" i kogoś z kim będę w pełni szczęśliwy.
    Ten sposób myślenia doprowadził mnie do momentu w którym większość moich rówieśników założyła rodziny lub jest w szczęśliwych związkach a ja byłem sam. Postanowiłem więc dać miłości szansę. Chciałem zbudować miłość od podstaw. Na zaufaniu, szacunku i oddaniu. Przestałem wierzyć w romantyczną burzę hormonów a zapragnąłem pracy u podstaw która jak miałem nadzieję przyniesie mi szczęście.

    Dość szybko okazało się jednak, że dziewczyna ma charakterek. Lubiła się obrażać i domagała się ciągłej uwagi. Niestety ja, należę do facetów którzy nie adorują swych partnerek w sposób ciągły. Nad wysyłanie sobie 50 esemesków dziennie przedkładam wieczorny telefon i rozmowę. Myślę, że tego typu zachowanie wzięło się z ogromu atencji jaką otrzymywała od innych facetów którzy startowali do niej wcześniej. A obrażanie się? Olewałem to lub starałem się rozwiązywać problemy i sklejać związek. To, jak się potem okazało był mój błąd.

    Mijały miesiące, jak w każdym związku bywało lepiej lub gorzej ale w końcu mogłem powiedzieć, że kogoś kocham. Po pół rok znajomości pojechaliśmy na wspólne wakacje. Tylko ja i Ona. Niestety- to jak się tam zachowywała, przechodziło ludzkie pojęcie. Strzelanie focha doprowadziła do perfekcji. Potrafiła obrazić się o jakość zdjęć które jej robiłem lub o to, że w trakcie rozmowy o rodzinie i dzieciach nazwałem jej siostrzeńca "dość płaczliwym dzieckiem". szczytem był foch, że nie dostała ode mnie żadnej pamiątki - wspomnienie kilku kolacji które zafundowałem i które łącznie kosztowały ok 700 zł jakoś nie wryło się jej dostatecznie w pamięć. Finalnie, już w trakcie podróży powrotnej myślałem o odejściu od niej, jednak zacząłem wiele rzeczy sobie tłumaczyć. Tłumaczyłem sobie, że sam nie raz zachowałem się głupio i niedojrzale itp itd (Boże, jaki ja byłem głupi). W końcu jednak kochałem i czułem się kochany. To wystarczyło, żebym został.

    Kolejna sytuacja która powinna zakończyć ten związek miała miejsce kilka miesięcy później. Ponieważ mieszkaliśmy ok 200 km spędzaliśmy ze sobą przede wszystkim weekendy. Czułem już, że to jest to i planowałem zaręczyny. Podczas jednego z weekendów w którym ona przyjechała do mnie postanowiłem wyjść z kumplami na piłkę. Bez wchodzenia w szczegóły, skończyło się na fochu, fochu z przytupem, pretensjach, obrazie, histerii i na klatce schodowej, jeżdzeniu jak wariatka po osiedlu i niemalże rzuceniu się pod mój samochód kiedy jednak postanowiłem wbrew wszystkiemu charatnąć w gałę z kumplami. Kolejność dość precyzyjna a motorem napędowym tego cyrku był mój stoicki spokój. Skończyło się na błagani mnie o wybaczenie, obietnicach że już nigdy się tak nie zachowa itp itd. I I znów serce wzięło górę nad rozumiem- postanowiłem dalej kleić ten związek i przymykać oko na jej zachowania. Odłożyłem jednak plany zaręczynowe. Liczyłem, że tego typu zachowanie to pojedynczy wyskok i dziewczyna zrozumiała swój błąd.

    Kochałem i byłem kochany i tylko to się liczyło. Do tego stopnia, że kilka miesięcy później poprosiłem ją o rękę. Było cudownie. Jako, że zaraziłem ją miłością do gór, pojechaliśmy w Tatry i tam się jej oświadczyłem. Było cudownie. MIałem już gotowy plan kilka najbliższych miesięcy. Miała się do mnie przeprowadzić. Rozmawialiśmy o kupnie mieszkania i zmianie jej pracy. I dzień zaręczyn był ostatnim dniem w którym czułem się kochany. Dzień później pod wpływem rozmów z koleżaneczkami i po kolejnym fochu, pomachała mi przed nosem pierścionkiem i zapytała:

    "DLACZEGO ON JEST TAKI MAŁY?"

    Mirki kochane, czy znacie uczcie, kiedy coś budowane przez długi czas i z wielkim wysiłkiem wali się na waszych oczach?
    Czułem się jak zbity pies. Czułem się pogardzony i wyśmiany przez najbliższą mi osobę w dniach na które tak długo czekałem i zrobiłem tak wiele, by bł to piękny czas.

    Tydzień powrocie z tej wycieczki pojechałem z nią do jej rodziców. MIeliśmy szukać sali weselnej na jej wymarzone przyjęcie.
    Postanowiłem to wykorzystać, by wreszcie zakończyć ten związek i przy okazji pokazać jej rodzicom kogo wychowali swoim bezkrytycznym podejściem. W skrócie, histeria, błaganie na kolanach, całowanie po rękach, obietnice poprawy.
    A ja jak głupek zmiękłem. Mimo wszystko kochałem i widok jej we łzach kompletnie mnie urobił. No głupek po prostu...

    Jednak nasz związek przypominał raczej reanimowanie trupa. Byłem sfrustrowany i jej widok nie wywoływał już u mnie radości. Powiedziałem, że póki co nie może być mowy o ślubie, że potrzebuję czas by się pozbierać i że cały czas to przeżywam.... wytrzymała 3 tygodnie.
    W ostatnią niedzielę, rozegrała się ostatnia scena tego taniego dramatu klasy B. Zaczęła naciskać na ślub.
    Kiedy zacząłem tłumaczyć, że cały czas boli mnie to co zrobiła po zaręczynach i nie jestem w stanie póki co zająć się organizacją wesela zaczęła się zachowywać w sposób irracjonalny. Spakowała się, odłożyła pierścionek i wyszła.... by po kilku minutach wrócić. Z tym, że pierścionek już na nią nie czekał.Następnego dnia, kiedy zauważyła jego zniknięcie, została krótko i rzeczowo poinformowana o zerwaniu zaręczyn i wyproszona z mojego życia.

    Na tym kończę tę przydługawą historię.
    Żałowałem sposobu rozstania, jednak po krótkim przemyśleniu stwierdzam, że moja była narzeczona nie zasłużyła na nic lepszego.

    Jeśli chodzi o mnie, zastanawiam się, jak to się stało, że na 1,5 roku poświęciłem szacunek dla samego siebie dla miłości i chęci stworzenia rodziny. Wiem, że bycie samemu jest dużo lepsze niż tkwienie w tak unieszczęśliwiającej relacji, a mimo to czuję żal i krzywdę. Nie wiem też co dalej z moim życiem. Nie potrafię cieszyć się z tego rozstania. Z jednej strony uważam się za dość ogarniętego faceta- z drugiej, czuję pustkę i beznadzieję. Poza tym, 30stka na kark powoduje, że czas zacząłem traktować jako swojego wroga.

    Dziękuję każdemu kto przeczytał ten wpis do końca. Mirabelki, darzcie szacunkiem swoich facetów, bo wbrew słowom piosenki, Miłość nie jest jedyną rzeczą której potrzebujemy.

    #zwiazki #milosc #slub #zareczyny #rozowepaski #niebieskiepaski #feels #zerwanie
    pokaż całość

  •  

    W moim korpo udostępniona została apka służąca do monitorowania aktywności fizycznej wśród pracowników. Niby fajnie, można poczuć ducha rywalizacji, ludzie wrzucają trasy GPS swoich przejażdżek po 30 km i tam się zbiera punkty, jest ranking itd. Zgadnijcie kto jest od lat zapalonym kolarzem szosowym cichą wodą? No ja. Zgadnijcie kto cały tydzień przygotowywał się do traski 140 km. Cały tydzień 8h dziennie w robocie badalem trasy w sołectwie, by wykręcić najbardziej kosmiczną średnią. Sam papież przyjedzie mnie dopingować. Jeszcze jakiś typo się przechwalał dzisiaj, że przebiegł 2km i tak śmiesznie udawał, że kuleje. Szykujcie się
    #korposwiat
    pokaż całość

  •  

    zaraz będzie n... zaraz, jak to już 1:43? ( ͡° ʖ̯ ͡°)

  •  

    Zapraszam na nową historię z cyklu #polskiepato.

    W opowieści występuje dość zawiły wątek rodzinny, więc w ramach ułatwienia narysowałam dla Was drzewo genealogiczne, które znajdziecie w sekcji komentarzy.

    • • •

    W 1948 r. 20-letni Jan Sojda został zatrzymany pod zarzutem zgwałcenia pasterki krów. Mężczyzna został skazany na osiem miesięcy bezwzględnego aresztu, a winą za uwięzienie obarczył dalszego krewnego, Jana Roja, który jako członek ORMO był przy jego zatrzymaniu, brał aktywny udział w śledztwie i rozprawie sądowej. Trzy lata po tych wydarzeniach zaginął 10-letni syn Roja, Marian. Chłopiec został odnaleziony zastrzelony, a jego ciało przeleżało ukryte pod gałęziami na podwórzu Sojdy przez dwa letnie miesiące. Załadować broń miał sam gospodarz, a pociągnąć za spust jego znajomy. Zdarzenie zostało uznane za wypadek, Sojdę uniewinniono, a sprawca dostał niski wyrok w zawieszeniu. Mężczyzna ten zginął w tajemniczym wypadku samochodowym pół roku później, a wzajemna niechęć pomiędzy rodzinami była odczuwalna przez następne lata.

    Po tym jak skazanie uległo zatarciu, Jan Sojda został ławnikiem sądowym, przez co miał w zwyczaju przechwalać się swoją znajomością prawa. Prowadził także duże i dobrze prosperujące gospodarstwo, a przez mieszkańców rodzinnej wsi nazywany był "królem Zrębina". Z zamożnym rolnikiem rozsądnie było mieć dobre stosunki, ponieważ jako jedyny w okolicy posiadał ciągnik i telefon stacjonarny. Umiał też robić zastrzyki i wyrywać chore zęby, co nie było bez znaczenia, gdy do najbliższego lekarza trzeba było iść kilka kilometrów.

    Gospodarz często opowiadał o swoich licznych znajomościach i koneksjach, przez co wzbudzał jeszcze większy respekt wśród lokalnej społeczności. Gdy jeden z sąsiadów zaprzeczył, jakoby to jego pies zagryzł i pożarł kurę z gospodarstwa Sojdy, nazajutrz znalazł truchło zwierzęcia z rozprutym żołądkiem, w którym znajdowały się resztki kurzych piór i pazurów.

    Z biegiem lat zarówno córka Jana Roja, jak i dzieci Jana Sojdy założyły własne rodziny. W sierpniu 1976 r. odbyło się huczne wesele wnuczki Roja, 18-letniej Krysi ze starszym o siedem lat Stanisławem Łukaszkiem. Na przyjęciu zorganizowanym przez państwa Kalitów, rodziców panny młodej, zjawiło się ponad pół wsi. Nie zabrakło także rodziny Sojdów, a Wiesława Adaś, siostra Jana Sojdy, pomagała w kuchni podczas wesela. W trakcie zabawy kobieta wydawała obcym przez okno duże ilości mięsa i wódki, co zauważył syn gospodarzy, niespełna 13-letni Miecio. Gdy Zdzisława Kalita zwróciła uwagę nieuczciwej krewnej, ta poczuła się urażona do tego stopnia, że odwróciła się na pięcie i opuściła zaślubiny. Następnego dnia wróciła z żądaniem przeprosin, a w ramach zadośćuczynienia domagała się towaru w tamtych czasach deficytowego – części zastawy stołowej, którą wypożyczono na wesele.

    Słuchajcie, zabieram dzbanki, wy powiecie, że one się stłukły i zapłacicie za nie

    – zaproponowała.

    Gdy jej żądania zostały odrzucone, skomentowała:

    Nie dasz dzbanków, nasze stosunki już się popsują na zawsze!

    Jednak pani Kalitowa była nieugięta. Od tej pory nikt z rodziny Sojdów nie odzywał się do Kalitów i Rojów, a wieść o kłótni rozeszła się po całej wsi. Zarzuty o złodziejstwo okazały się wielką zniewagą dla brata Adasiowej.

    Wyplenię te Kalitowe plemię!

    – odgrażał się wściekły Sojda.

    . . .

    25 grudnia 1976 r. w kościele św. Marcina w Połańcu odbywała się pasterka. Przed świątynią zaparkowały dwa autobusy, specjalnie wynajęte do przewozu mieszkańców sąsiedniego Zrębina. Jednak nie wszyscy uczestniczyli we mszy – w jednym z pekaesów Jan Sojda wraz z kilkunastoma innymi osobami pili wódkę. Była to swego rodzaju coroczna miejscowa tradycja.

    Kazania słuchała Krysia wraz z mężem i bratem Mietkiem. Wyszli jednak przed zakończeniem obrządków po tym jak niespodziewanie podeszła do nich kuzynka.

    Krycha, twój ojciec rozrabia w domu po pijaku, wracajcie szybko do chałupy

    – szepnęła.

    Mimo mrozu i zaawansowanej ciąży Krysi, Jan nie wpuścił ich do autobusu. To on wymyślił historię z domową awanturą, by wybawić "Kalitowe dzieci" z kościoła.

    Muszę z Kryśką Kalitów zrobić porządek, albo tak, albo tak. Nie będą nas dłużej nosić po pyskach jako złodziei mięsa. Od ich wesela do dziś wystarczy

    – powiedział Sojda.

    Cała trójka udała się pieszo w czterokilometrową podróż do rodzinnego domu. Kilkadziesiąt minut później "król Zrębina" wraz ze swoim szwagrem, 34-letnim Józefem Adasiem, zięciem, 28-letnim Stanisławem Kulpińskim oraz 30 innymi pasażerami ruszyli sprzed świątyni. Za nimi jechał drugi autobus, a na czele Fiat 125p prowadzony przez 27-letniego Jerzego Sochę, drugiego zięcia Sojdy. Jego pasażerkami były córki Jana. Większość pasażerów myślała, że jedzie po wódkę, jednak gdy samochód osobowy dogonił młode małżeństwo i chłopca, Socha dodał gazu i wjechał w idącego od zewnętrznej strony Mietka. Za nim z piskiem hamulców zatrzymały się autosany. Gdy przerażeni Łukaszkowie usiłowali pomóc rannemu, w ich stronę biegł już Sojda i Adaś. Mężczyźni zaczęli bić pięściami Staszka i okładać po głowie trzykilogramowym kluczem do odkręcania kół. Gdy skatowany osunął się na ziemię, mężczyźni zaczęli uderzać Krysię. Dziewczyna uciekła w pole, jednak oprawcy szybko ją dopadli.

    Wujku, nie zabijaj mnie, wujku... Zabrałeś mi męża i brata, zostaw chociaż mnie matce

    – błagała 18-latka.

    Oprawcy jednak nie mieli litości. Sojda trzymał ciężarną za włosy, a Adaś zadawał ciosy kluczem do kół, podczas gdy latarką przyświecał im 25-letni Henryk Witek.

    Całemu zajściu przez okna autobusu przyglądało się 30 świadków, większość nietrzeźwa. Niektórzy chcieli pomóc katowanym sąsiadom, jednak w drzwiach stał Kulpiński i groził, że jeżeli ktoś wysiądzie, to spotka go taki sam los.

    Gdy Krysia straciła przytomność, mężczyźni przyciągnęli ją do drogi.

    Sojda! Sojda! Co wy chcecie od mojej żony, od nas wszystkich

    – rozległ się w ciemnościach głos Staszka, który resztką sił usiłował stanąć na nogi. Wtedy Jan podszedł do niego i zadał jeszcze kilka uderzeń kluczem. Wskutek wgniecenia kości czaszki do mózgu mężczyzna zmarł. Wtedy Sojda zwrócił się do jęczącego z bólu Mietka. Wsiadł za kierownicę fiata i najechał na głowę chłopca. Przyczyną jego śmierci było rozległe złamanie kości ze zmiażdżeniem i stłuczeniem tkanki mózgowej.

    Przesiądźcie się wszyscy do drugiego autobusu

    – rozkazał przerażonym pasażerom wiejski lider, a ludzie posłusznie opuścili pojazd.

    Nieżyjących już mężczyzn i nieprzytomną dziewczynę wnieśli do środka i przewieźli półtora kilometra dalej. Sojda oświadczył, że trzeba upozorować wypadek samochodowy oraz gwałt. 120 metrów od zabudowań Zrębina ułożyli w rowie zwłoki, a w pewnej odległości od nich wciąż żywą Krystynę. Miejsce kierowcy pustego autobusu zajął Józef Adaś, który najechał na ciała Staszka i Miecia. Następnie cofnął auto wzdłuż dna rowu, najeżdżając tylnym kołem na dziewczynę, przez co doznała złamania kości miednicy. Śmierć Krystyny nastąpiła z powodu rozległego złamania kości czaszki i przerwania rdzenia kręgowego na wysokości czwartego kręgu szyjnego. Zwłoki ciężarnej obnażyli, zsuwając jej reformy (rodzaj damskich majtek z dłuższą nogawką i wysokim stanem) i podciągając palto do góry. Ciało ułożyli za pekaesem, który pozostawili na miejscu.

    Gdy Sojda wrócił do autobusu, oświadczył, że nikt nie może mówić na temat tego, czego byli świadkami, bo inaczej skończy jak "Kalitowe dzieci". Trzymał w ręku różaniec i kazał każdemu do siebie podejść, powtórzyć za nim słowa przysięgi milczenia i pocałować krzyżyk. Biorący udział w dziwnym rytuale mieli nakłuwane agrafką opuszki palców, by namalowanym kroplą krwi krzyżykiem na papierze potwierdzić pakt. W międzyczasie jeden z zięciów "króla Zrębina" przywiózł teczkę wypchaną pieniędzmi, które rozdawał przysięgającym.

    Po "ceremonii" każdy z obecnych musiał wymyślić sobie alibi. Socha zawiózł Henryka Witka do sąsiednich Łubic, by ten mógł zeznać, że na pasterce był w tamtejszym kościele. Gdy odjeżdżali, kierowca na prośbę teścia ponownie przejechał po Mietku Kalicie. Wielu ze świadków mordu wróciło do Połańca. Po zakończeniu mszy kierowca jednego z autobusów wszczął alarm, że został mu skradziony pojazd. Wierni wsiedli do drugiego i ruszyli w drogę powrotną do wsi. Po drodze zauważyli zaginiony autobus i wezwali milicję, która na miejscu zjawiła się około drugiej w nocy.

    . . .

    U ciebie wszystkie dzieci wybite

    – powiedział następnego ranka Wacławowi Kalicie zapłakany szwagier. Mężczyzna zemdlał.

    Cała wieś mówiła tylko o jednym, jednak nikt ze świadków zabójstwa nie chciał wyjawić prawdy o zdarzeniach minionej nocy.

    Jeszcze tego samego dnia na posterunku milicji pojawił się Sojda i zaproponował mundurowym łapówkę w wysokości 100 tys. zł (równowartość około dwuletnich przeciętnych zarobków, starczyłoby na Fiata 126p i jeszcze trochę zostało), by ci prowadzili dochodzenie w kierunku wypadku samochodowego, a nie morderstwa. Mieszkańcy Zrębina solidarnie milczeli, nie chcąc wyprowadzać z błędu mundurowych, którzy podejrzewali wypadek.

    Jednak niespodziewanie znalazł się jeszcze jeden obserwator całego zajścia – 14-letni Staś Strzępka, przyjaciel zamordowanego Miecia. Feralnej nocy chłopiec wracał pieszo z pasterki i widział jak sprawcy układają zwłoki na poboczu.

    Bandyto! Zabiłeś mi kolegę!

    – wykrzykiwał Staś przed domem Józefa Adasia dzień po morderstwie.

    Z obawy przed wykryciem Sojda chciał obłaskawić chłopca, zaczął zapraszać go do siebie, usiłując wpłynąć na jego wspomnienia z bożonarodzeniowej nocy. Częstował go amerykańskimi papierosami i dawał prezenty, a Sojdowa karmiła obiadami, poiła winem i obiecywała w przyszłości za żonę swoją jeszcze małą córkę. Kazali mu klęczeć przed obrazem Matki Boskiej i przyrzekać, że nic owej nocy nie widział, podyktowali też fałszywe zeznania, które chłopiec musiał wyrecytować, podczas gdy gospodarz nagrywał go na magnetofon. W końcu Sojda zaproponował Strzępkom 20 tys. zł, krowę i meble w zamian za milczenie ich syna. Ci jednak odmówili, mimo że byli najbiedniejszą rodziną we wsi. To rozwścieczyło Jana i jego sprzymierzeńców. Zaczęła się nagonka na rodzinę chłopca, groźby i nachodzenie.

    W śledztwie odnośnie do wydarzeń z nocy 25 grudnia zostały popełnione liczne błędy. Nie zabezpieczono miejsca zdarzenia, znalezionych przy autobusie przedmiotów takich jak pusta butelka po wódce, a sekcje zwłok zostały wykonane przez lekarza bez uprawnień. Medyk wprawdzie odbył szkolenie z przeprowadzania autopsji, ale nie przystąpił do egzaminu. Zwłoki zbadał bardzo pobieżnie i jak stwierdził po trzech latach, zastosował "uproszczoną technikę sekcyjną", która nie wykazała, że w wigilijną noc pod Zrębinem mogło dojść do czegoś więcej niż tylko do śmiertelnego wypadku drogowego. Przyznał też, że odstąpił od pewnych czynności na polecenie prokuratora, który nie chciał "zeszpecić zwłok".

    Tuż przed Nowym Rokiem na połanieckim cmentarzu odbył się pogrzeb ofiar, w którym uczestniczyło wielu świadków ich morderstwa. Jedną z trumien pomagał nieść nawet sam Jan Sojda.

    Dwa tygodnie po świętach Bożego Narodzenia został oddany do kasacji sprawny wciąż Autosan (zdjęcie), którym poruszali się sprawcy. Nie zabezpieczono w nim także śladów, które mogłyby pomóc w ustaleniu winowajców.

    Mordercy wraz ze swoimi rodzinami zastraszali całą wieś. Sojda rozdawał łapówki w zamian za milczenie i dyktował zeznania. Kalitowie dostawali anonimowe pogróżki, wypuszczono im w nocy krowy z obory, a najbliżsi krewni radzili:

    Wy dajta spokój, dzieci wam i tak już nikt nie wróci... Wy niepotrzebnie szukata zbrodniarzy, trzeba szukać tych, co na waszych dzieciach zrobili wypadek drogowy.

    Sprawcy wciąż naciskali na 14-letniego świadka i jego rodzinę. Sojda usiłował nawet wywieźć chłopca do wcześniej przekupionego psychiatry, aby stwierdził u niego ociężałość umysłową. Gdy i ten plan się nie powiódł, ktoś podpalił Strzępkom stodołę i regularnie wybijał w chałupie okna. W końcu Staszek zdecydował się zeznawać, dzięki czemu w lutym 1977 r. milicja zatrzymała Józefa Adasia pod zarzutem spowodowania wypadku drogowego. W międzyczasie sprawę tego dziwnego (jak cały czas sądzono) wypadku przejęła specjalna grupa milicjantów z komendy wojewódzkiej w Tarnobrzegu.

    Sojda z zięciami wciąż usiłowali trzymać wieś w ryzach. Zorganizowali spotkanie w sąsiedniej Wolnicy, gdzie przy ołtarzyku z Matką Boską Częstochowską i krucyfiksem, w blasku świec kazali zebranym ponownie składać przysięgę milczenia. Każdy dostał także od 2 do 10 tys. zł (średnia pensja wynosiła wtedy około 4 tys. zł) i medalik, po które kilka dni wcześniej sam morderca pojechał na Jasną Górę, gdzie modlił się o uniewinnienie.

    Nagonka na Strzępków zaostrzyła się do tego stopnia, że ojciec rodziny musiał czuwać nocami z siekierą. Ktoś regularnie wrzucał przez okno drobne monety, jakby symbol judaszowych srebrników. Równolegle do prokuratury dochodziły anonimowe groźby pod adresem rodziny Kalitów:

    Matka zginie tak, jak zginęły jej dzieci, to było upomnieniem dla nich wszystkich, dla całej rodziny. Proszę ją upomnieć i to jak najszybciej, bo nie doczekają obydwoje z mężem rozprawy sądowej. I nawet nie będą wiedzieć, jak ktokolwiek dostał. Proszę tę sprawę rozstrzygnąć jak najszybciej i proszę ją o to jak najszybciej upomnieć, bo będzie straszna tragedia.

    Nie wszystkich jednak we wsi udało się zastraszyć. Jeden z pasażerów autobusu, Leszek Brzdękiewicz, złożył zeznania obciążające sprawców, dzięki czemu wiosną 1977 r. milicja aresztowała Jana Sojdę, a latem obu jego zięciów. Sam świadek niestety nie doczekał procesu, ponieważ rok później w Wielkanoc pijany utopił się w pobliskiej rzeczce Czarnej. Mimo tego, że poziom wody sięgał do kostek, sprawa została uznana za wypadek i umorzona.

    Dostaliśmy informacje o osobach, które mogły pomóc Leszkowi utonąć. Jednak nie mieliśmy dowodów

    – mówił po latach jeden z milicjantów pracujących przy tej sprawie.

    Henryk Witek, który najpierw występował w charakterze świadka, pod koniec maja został aresztowany pod zarzutem pomocnictwa w morderstwie. Jako jedyny przyznał się do uczestnictwa w zbrodni, a podczas przesłuchania wyjaśniał, że bał się rodziny Jana Sojdy, dlatego nie stanął w obronie ofiar.

    Jakie jest porównanie między waszym strachem i waszą bojaźnią przed paru uderzeniami ze strony Sojdy i Adasia, a próbą uratowania życia kobiety w piątym miesiącu ciąży i dwóch mężczyzn?

    – zapytał prokurator.

    Mężczyzna nie odpowiedział. Prokuratura zarzuciła mu pomocnictwo w zabójstwie.

    . . .

    26 maja 1977 roku odbyły się ekshumacje zwłok ofiar. Wykazały one między innymi, że uszkodzenia głów Krystyny i Stanisława wyglądają dokładnie tak, jakby pochodziły od uderzeń zadanych podłużnym, twardym, tępym i ciężkim przedmiotem.

    W sierpniu odbyła się wizja lokalna, której przyglądali się wszyscy mieszkańcy Zrębina.

    Podczas śledztwa okazało się, że Sojda sporządzał listę ludzi do zabicia w związku ze sprawą śmierci Łukaszków i Mietka.

    Po aresztowaniu sprawców część świadków zaczęła opowiadać o zdarzeniach z nocy 25 grudnia 1976 roku. Wielu z nich w końcu odwołała zeznania, jednak dowody zebrane przez milicję pozwoliły, by rozprawa ruszyła 7 listopada 1978 r. w Sądzie Wojewódzkim w Tarnobrzegu z siedzibą w Sandomierzu. Proces stał się bardzo medialny, a tak zwaną "sprawę połaniecką" śledziła cała Polska Rzeczpospolita Ludowa.

    (zdjęcie) (zdjęcie)

    Podczas pierwszej rozprawy Kulpińska przysięgała na swoje dzieci, że jej mąż jest niewinny. Żony oskarżonych do końca zarzekały się, że ten proces to kłamstwa i pomówienia. Z kolei siedzący na ławie oskarżonych Jan Sojda zwrócił się do Zdzisławy Kalitowej:

    A jak się będziesz czuć, Zdzisiu, gdy ja wyjdę z więzienia?

    Podczas procesu anonimowe groźby w kierunku krewnych zamordowanych oraz mieszkańców Zrębina nie ustawały. Rodzina oskarżonych wciąż usiłowała przekupywać świadków, a Kulpińscy chwalili się, że cała prokuratura i sąd zostali już przekupieni.

    Wy dajta spokój, dzieci wam nikt nie wróci, a żywych chłopów wpakujeta do więzienia

    – usiłowali przekonać krewni rodziców zamordowanych, którzy występowali w sprawie jako oskarżyciele posiłkowi.

    Przed sądem ludzie wciąż milczeli lub twierdzili, że nic nie pamiętają.

    . . .

    Sojda wielokrotnie usiłował wysyłać z więzienia grypsy do swojej żony, w których instruował co do zeznań i tego, komu na wsi zapłacić łapówkę, na które łącznie wydali od 200 do 400 tys. zł.

    Jeden z mieszkańców Zrębina, gdy któregoś dnia zaprzęgał konia, znalazł na furmance przyciśniętą kamieniem kartkę. Jej treść jednoznacznie sugerowała, że jeśli podzieli się z kimś swoimi wątpliwościami, jego obejście pójdzie z dymem. Kolejny gospodarz został nocą zaatakowany i poczuł na swojej krtani nóż. Usłyszał ostrzeżenie, żeby nic nikomu nie mówił. Inny rolnik w czasie prac polowych usłyszał od rodziny Sojdów, że będzie miał “łeb ucięty kosą”.

    Po pierwszej rozprawie ktoś podpalił groby Krysi, Staszka i Mietka. Świadek widział tylko zarys uciekającej kobiety. Ludzie we wsi byli przerażeni, szeptali między sobą: "Co będzie jak Sojdowie jednak wrócą?".

    Gdy Zdzisława Kalita spotkała w autobusie jedną z żon zatrzymanych mężczyzn, ta zaczęła krzyczeć:

    Przez Was nasze chłopy wsadzone, one wyjdą niedługo i gówno im narobita!

    Prowadzący sprawę prokurator postanowił chwilowo odpuścić rozpatrywanie winy oskarżonych i zajął się wykazywaniem kłamstw i mataczeń w zeznaniach świadków. Zaczęły się liczne aresztowania. Przerażeni wizją więzienia mieszkańcy Zrębina zaczęli zeznawać prawdę.

    . . .

    Po roku trwania procesu odbyła się druga wizja lokalna, której przyglądała się prawie cała wieś.

    (zdjęcie) (zdjęcie) (zdjęcie) (zdjęcie) (zdjęcie) (zdjęcie) (zdjęcie) (zdjęcie)

    10 dni wcześniej powiesił się ojciec Stasia Strzępka. Uzależniony od alkoholu mężczyzna nie wytrzymał wciąż trwających prześladowań i nagonek na jego rodzinę. Przez okna wciąż sypały się drobne monety, jego syn był obrzucany kamieniami i butelkami, a dwa tygodnie przed śmiercią ktoś znów wybił im szyby w chałupie.

    Ino Sojdowe chłopy wyjdą jakim swoim sposobem z więzienia, a my, matka, możemy pierwsze pójść z dymem. Jak ony wrócą, zarządzą wsią, to nas nikt nie zapyta, czy prawda nam kazała tak zeznawać, czy tak. Kto ze strachu będzie słuchał prawdy?

    – zamartwiał się przed swoją śmiercią mężczyzna.

    . . .

    Zanim w sprawie morderstwa młodego małżeństwa i 12-letniego chłopca zapadł ostateczny wyrok, aresztowano wiele osób za mataczenie i składanie fałszywych zeznań, odwoływanie ich czy utrudnianie przebiegu rozprawy. Z około 232 przesłuchanych świadków aż 38 odwoływało swoje zeznania, a 24 z nich aresztowano. Tylko trójka zdecydowała się opowiadać przed sądem. Ostatecznie 18 świadków spędziło w więzieniu od czterech do ośmiu lat. Jedna z sióstr Jana Sojdy także została skazana.

    Idź pan w cholerę

    – powiedziała do swojego obrońcy, opuszczając salę sądową po ogłoszeniu wyroku czterech lat pozbawienia wolności.

    Sąd 77 razy korzystał z prawa nakładania na świadków uchylających się od zeznań kar pieniężnych od 500 zł do 2 tys. zł, co w sumie wyniosło 51 tys. zł.

    Sąd dwoił się i troił, odbierał przysięgi, odczytywał zeznania ze śledztwa, pytał o przyczyny rozbieżności zeznań, a kiedy świadkowie bezczelnie odmawiali zeznania lub kręcili –- upominał, przywoływał do porządku, groził karami. Gdy i to nie odnosiło skutku, posypały się kary pieniężne i areszty. Siedziały nieraz całe rodziny.

    – pisał Bogusław Sygit w swojej książce "Kto zabija człowieka. Najgłośniejsze procesy kryminalne w powojennej Polsce".

    Jednak większość świadków do końca zachowała milczenie.

    Nie znalazłam żadnych informacji, czy jakąkolwiek odpowiedzialność ponieśli milicjanci i prokuratorzy za błędy popełnione w śledztwie.

    . . .

    Ostatni proces odbył się w 10 listopada 1979 r. Pod budynkiem Sądu w Sandomierzu kilkaset osób wykrzykiwało:

    Dawać ich tu, wystawimy szubienicę na ulicy!

    Jan Sojda w swoim ostatnim słowie prosił o powrót do domu by w najbliższą Wigilię móc podzielić się z rodziną opłatkiem. Józef Adaś odczytał swoją wcześniej przygotowaną mowę, w której zapewniał o swojej niewinności. Uznał, że nie zasługuje na żaden wyrok i prosi o uniewinnienie. Jerzy Socha, Stanisław Kulpiński i Henryk Witek także prosili o wydanie wyroku uniewinniającego.

    Sąd uznał wszystkich mężczyzn za winnych zarzucanych im czynów i skazał Sojdę, Adasia, Sochę i Kulpińskiego na mocy art. 148 § 1 kk. i art. 40 § 1 punkt 1 kk. na karę śmierci oraz pozbawienie praw publicznych na zawsze. Z kolei Witka na karę pięciu lat pozbawienia wolności i pozbawienie praw publicznych na siedem lat. Jego klasyfikację prawną czynu zmieniono z pomocy w zabójstwie na pomoc sprawcy przestępstwa.

    Przewodniczący kompletu orzekającego, sędzia Marek Mociąg, tak uzasadniał wyrok:

    Proces przeciw społeczeństwu wsi, więc nie tylko przeciw skazanym. W kraju na nieszczęście zdarza się kilkaset zabójstw rocznie. Ale jeszcze nie zdarzyło się, aby społeczność wiejska zanikiem sumienia, korupcją, przekupstwem, strachem, paraliżem woli utkała tak szczelną zasłonę milczenia wokół zbrodni. (...) Retoryczne pytanie: ile jest warte ludzkie życie? W okolicach Połańca nabiera ponurego wymiaru konkretnego – może być warte od pięciu do pięćdziesięciu tysięcy złotych łapówek. (...)

    Kara poprzez eliminację jest karą wyjątkową, stosowaną wobec ludzi, którzy okazują wyjątkowy ładunek okrucieństwa w pozbawianiu życia innych. Kara ta ma przypominać, że człowiek posiada tylko jedno życie i nikt nie ma prawa tego życia przerywać. Zwłaszcza jeśli jest to życie ludzi, którzy – jak Mieczysław, jak Krystyna z nienarodzonym dzieckiem w łonie, jak Stanisław – nie narazili się nikomu.

    Wyrok nie był prawomocny.

    Ludzie, zostańcie z Bogiem, odchodzimy i nie wiemy, kiedy wrócimy

    – powiedział Sojda, wychodząc z sali sądowej.

    . . .

    Na początku 1981 r. rozpoczął się proces kasacyjny.

    Według sądu rodzina oskarżonych zachowywała się agresywnie, dlatego została wyproszona z budynku i otrzymała zakaz pojawiania się tam.

    16 marca 1981 r. w Sądzie Najwyższym zapadł prawomocny wyrok. Sąd uznał wszystkich oskarżonych za winnych zarzucanych im czynów i utrzymał w mocy wyrok wobec Jana Sojdy, Józefa Adasia oraz Henryka Witka. Karę Jerzego Sochy zmienił na karę 25 lat pozbawienia wolności oraz 10 lat pozbawienia praw publicznych. Wyrok Stanisława Kurpińskiego został zmieniony na 15 lat pozbawienia wolności oraz sąd orzekł pozbawienie praw publicznych na 10 lat. W tamtym czasie w polskim prawie nie było kary dożywocia.

    Stanie nasza niewinność przed oczami!

    – krzyczała matka jednego ze skazanych do Zdzisławy Kality tuż po ogłoszeniu wyroku.

    . . .

    Dwa lata od dnia ogłoszenia wyroku Sojdzie posiwiały wąsy.

    Będę wisiał i się nie martwię

    – mówił wtedy.

    Niech się martwią te, co mnie powieszą. Sojda jest inny niż wszystkie ludzie. Dziś żyje, jutro może go nie być. Ci, co mnie osądzili, do końca swego życia nie przebadają mego charakteru. Niech się z tym gryzą, że mnie nie przebadali. Sojda zabierze do grobu całego Sojdę, z nikim się sobą nie podzieli.
    Ani on, ani Adaś, Socha, Kurpiński czy Witek nigdy nie przyznali się do winy i nie przeprosili poszkodowanych.

    Karę śmierci wobec 54-letniego wtedy Jana Sojdy i 40-letniego Józefa Adasia wykonano przez powieszenie 23 listopada 1982 r. w krakowskim Areszcie Śledczym przy ulicy Montelupich. Według jednego ze świadków egzekucji ostatnie słowa Sochy brzmiały: "Nie jestem winowaty, to śledcze winne za zrobienie tej szopki".

    Jerzy Socha w wieku 45 lat został warunkowo zwolniony z zakładu karnego po odsiedzeniu 14 lat i sześciu miesięcy, a Stanisław Kulpiński spędził w więzieniu 11 lat i sześć miesięcy. Wyszedł w wieku 41 lat.

    . . .

    My ciągle rozmawiamy na jeden tylko temat: najgorzej temu z nas obojga, które zostanie ostatnie. Kto poda kroplę wody?

    – mówiła Zdzisława Kalita w latach 80.

    Jej mąż Wacław zmarł w 1998 r. Na początku 2018 r. pani Kalitowa (zdjęcie z 2006 r.) wciąż żyła i mieszkała w tym samym domu w Zrębinie.

    W 2006 r. jeden z dziennikarzy chciał nawiązać kontakt ze Staszkiem Strzępkiem. Okazało się, że dorosły już mężczyzna ma poważny problem z alkoholem, rzadko bywa w swojej rozwalającej się chacie i ciężko jest się z nim porozumieć.

    W styczniu 2007 r. dziennikarze zagadnęli Henryka Witka, który powiedział:

    Jak Boga kocham, nie było mnie tam. Wciąż żyją ludzie, którzy mogą to potwierdzić. Bili mnie, to powiedziałem, co chcieli usłyszeć. Potem w sądzie odwołałem, ale nic to nie dało. Nie mam pojęcia, czy to było zabójstwo, czy wypadek. Mnie tam nie było.

    Rodzina Sojdy zapowiadała, że chce zgłosić sprawę do Trybunału w Strasburgu.

    Chodzę po wsi z podniesioną głową, bo ludzie wiedzą, że jestem niewinny. Wierzę, że cała prawda jeszcze ujrzy światło dzienne

    – mówił Stanisław Kulpiński (zdjęcie).

    klik <- krótki reportaż z grudnia 2014 r.

    W styczniu 2018 r. dziennikarze TVN-u udali się do Zrębina, gdzie okazało się, że nawet po 41 latach od zbrodni ludzie boją się o niej mówić. -> klik (pokazują dużo zdjęć z akt)

    Rodziny skazanych do tej pory uważają, że ich bliscy są niewinni.

    . . .

    Na podstawie tej zbrodni w 1988 r. powstał film "Zmowa" w reżyserii Janusza Petelskiego, warto zobaczyć (jest na CDA).

    • • •

    Jeżeli ktoś chciałby mnie wesprzeć, bym mogła pozwolić sobie na poświęcenie większej ilości czasu na pisanie dla Was, a w przyszłości zacząć nagrywać podcasty na podstawie swoich tekstów, to zapraszam na mój Patronite. Działa już płatność kartą, PayPal i inne takie, tak że jakby ktoś jednak chciał zrezygnować z wypicia jednego piwka i przekazać ten skromny pieniądz na kvoczą działalność – będę dozgonnie wdzięczna!

    Na patronite’owego bloga wrzuciłam dziś:

    • uzasadnienie wyroku Sądu Najwyższego
    • reakcja ojca na informację o śmierci jego dzieci, relacja z kostnicy i miejsca zdarzenia
    • tłumaczenia oskarżonych, ich wersja wydarzeń z 25 grudnia 1976 r.
    • reakcja rodziny Kalitów na wykonanie wyroków
    • Wigilie rodziny Kalitów po śmierci dzieci

    • • •

    Nad poprawnością języka polskiego w moich tekstach czuwa @TerazMnieWidac, a nad językiem prawnym, prawniczym oraz służąc wiedzą z dziedziny prawa karnego @IgorK.

    • • •

    Do napisania powyższego tekstu korzystałam z książki "Nie oświadczam się" Wiesława Łuki, którą bardzo Wam polecam. Informacje z prasy, które zawarłam w swoim tekście, pochodzą stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd i stąd.

    • • •

    pokaż spoiler #kryminalne #kryminalistyka #morderstwo #patologiazewsi #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #morderstwo #sprawapolaniecka #zrebin #polaniec #karasmierci
    pokaż całość

  •  

    Ehh czemu nie moge miec normalnej rodziny (╯︵╰,)

  •  

    Policja mnie dziś oszukała, kupię bluzę z JP albo coś, może być używana ( ͡º ͜ʖ͡º)

    #warszawa #policja

  •  

    Ponawiam pytanie.
    #film #cotozafilm

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 1550060421475.png

  •  

    #warszawa
    Jakie korki? Ja tam wróciłem do domu w takim samym czasie jak zwykle ¯\_(ツ)_/¯

    pokaż spoiler dobrze mieć blisko pieszo (╭☞σ ͜ʖσ)╭☞

  •  

    Przywitajcie 20 kg szczęścia w mojej rodzinie (。◕‿‿◕。)
    Wybór większej dzieży to był dobry pomysł. W tym tygodniu przetestuję i wstawię jakiś fajny przepis :D

    #gotujzhannah #chwalesie #gotujzwykopem #kuchnia #cotahannah

    źródło: embed.jpg

  •  
    DigiDigi

    +8

    Trafiłem na ogłoszenie o prace do jednego z większych polskich koncernów medialnych. Załamałem się:

    "Oferujemy:

    Pracę w jednej z największych w Polsce, nowoczesnej i prężnie rozwijającej się firmie mediowej
    Dużą samodzielność działania
    Przyjazny team i swobodną atmosferę pracy
    Możliwość rozwoju w ramach Grupy Kapitałowej
    Nowoczesne biuro
    Parking dla rowerów i prysznice
    Pracę zmianową również w weekendy i święta
    Atrakcyjny pakiet benefitów"

    Ni słowa o hajsie. Nawet tego sztampowego "atrakcyjne zarobki" xD Co ma kogokolwiek przekonać do tej roboty? Parking dla rowerów? Czy wy już totalnie ochujeliście w tej Warszawie? Nie ważne, że jem gruz, ważne że do pracy mogę dojechać hipsterskim rowerem xD

    Zabrakło mi jeszcze owocowych czwartków :D :D :D

    #pracbaza #januszebiznesu #warszawa #bekazneuropy
    pokaż całość

  •  

    Próbowaliście się czasem zesrać na miętowo? Przecież to niewykonalne

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Całkiem przypadkowo przeprowadziłem "eksperyment społeczny" na #tinder

    Spokojnie, żadnych chadów i innych tego typu zagrań. Użyłem własnych zdjęć, w dobrej jakości, bez selfie w lustrze i fotek gołej klaty. Trik polegał na czym innym: zdjęcia były takie, że odwracały uwagę od zdecydowanie mojej największej wady czyli twarzy. Najzwyczajniej w świecie pierwsze co rzucało się w oczy to chyba najbardziej oklepane rzeczy, o których tak wiele się mówi. Pasje, ciuchy, ogarnięta sylwetka. Twarz była, nie kadrowałem jej ani nie obrabiałem w Photoshopie ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Starałem się dawać lajki tym dziewczynom, które przynajmniej na zdjęciach wydawały się ogarnięte albo miały normalne opisy. Taktyka się sprawdziła, bo wpadło sporo par. Oczywiście szybko jakieś 3/4 przesiałem (chociaż celniej byłoby powiedzieć, że zostałem przesiany, bo nie wykazywały inicjatywy w rozmowie).

    I teraz dochodzimy do sedna tego wpisu. Tyle się mówi o tym, jak ważne jest bycie ogarniętym, zadbanym, posiadanie pasji. No i kurczę ten mój tinderowy "ja" to wszystko miał. Kilka dziewczyn chętnie inicjowało rozmowę, wręcz zachwycały się tym co studiuję, co robię w życiu. I wiecie co? Czar pryskał po kontakcie poza tinderem. Możesz wykazać się tą słynną osobowością, pasjami i ogarnięciem życiowym a koniec końców przegrasz przez coś na co nie masz najmniejszego wpływu. I przykro mi się robi, kiedy czytam porady w myśl których moje niepowodzenia wynikają z tego, że pewnie noszę stare ciuchy albo nie biorę codziennie prysznica. Bo gdyby powody były tak prozaiczne to nie miałbym do nikogo pretensji

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy studenckie
    pokaż całość

    •  

      @Fexo: byłby nawet ze zdjęciami ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      @AnonimoweMirkoWyznania: Nie mówię o wylewaniu frustracji, bo do tego poniekąd służą anonimowe mirko wyznania, boli mnie tylko Twoja logika. Odhaczyłem [X] pasje, [X] zadbanie i [X] sylwetkę, więc moje niepowodzenia to na pewno wina twarzy. No... nie, to znaczy może tak być, ale nie musi, bo jest jeszcze masa innych czynników, które mogły te niepowodzenia wywołać z pominięciem kształtu ryjca.
      Poza tym o wygórowanych gustach różowych pasków można pisać godzinami, ale akurat na twarz nie zwracają uwagi tak bardzo, jak na inne elementy, które wymieniłeś (przynajmniej według moich spostrzeżeń).
      pokaż całość

      +: ypoauy
    • więcej komentarzy (12)

  •  

    - bądź chory od ponad pół miesiąca
    - nic poważnego, zwykłe przeziębienie, ale jednak upierdliwe, jak non stop Cię nakurwia gardło albo leci z nosa
    - co ci na chwilę przejdzie to zaraz znowu wraca
    - ludzie w pracy: wykurwiaj na L4 zanim nas pozarażasz
    - w sumie racja
    - umów się do lekarza na następny dzień
    - czujesz się chwilowo trochę lepiej, no ale nie idziesz do pracy tylko czekasz na wizytę
    - pójdź w końcu do lekarza, dostań receptę i nara
    - chwila, a co z pracą
    - "coo, nie poszedł pan do pracy przez katar?"
    - no nie kurwa przez katar tylko przez cały zestaw objawów
    - lekarz łaskawie wystawia ci L4 za dzisiaj, skoro już nie poszedłeś
    - 17:00, siedzisz w domu i żresz ibuprom z nadzieją, że jutro będzie spoko

    Inb4 naprawdę nie uważam, żeby mój stan wymagał miesięcznego zwolnienia, ale planowałem w końcu się porządnie doleczyć przez 2-3 dni, a tu taki chuj. O tej porze już się nawet nie umówię nigdzie na jutro. Pierwszy raz się spotkałem z czymś takim (╯°□°)╯︵ ┻━┻

    #zalesie
    pokaż całość

  •  

    Ehhh przepraszam prywatna opieko medyczna, że w Ciebie zwątpiłem, od marca wracam z podkulonym ogonem ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    #zalesie #nfz #sluzbazdrowia

  •  

    Jeden z użytkowników tego portalu gnębi Mnie na tagu mirkomodlitwy swoimi modłami. Odpisuję więc w nadziei, że się ode Mnie w końcu odwali.
    1. Po pierwsze, modlitwa to nie życzenia świąteczne, tutaj kopiuj-wklej nie działa. Świadczy to tylko o tym, jak kładziesz na Mnie lachę. Nawet brak kropki na końcu powielany.
    2. Chcesz zdrowia dla rodziny to weź ich do lekarza. Po wyleczeniu nie zapomnij Mi podziękować.
    3. Sióstr nie będę nawracał, wolna wola, chcą być grzeszne to ich sprawa. Czasy nawracania siłą się skończyły. Na razie ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    4. Jak chcesz poradzić sobie w pracy i w szkole to więcej pracuj i się ucz, a nie wszystko mam za ciebie robić. Najlepiej siedzieć na dupie, modlić się i uważać, że twoja robota zrobiona. Nie ma tak łatwo.
    5. Sam se zapłać, to że jestem dziany i mam królestwo nie oznacza, że będę szastał hajsem na lewo i prawo.
    Pozdrawiam.

    #

    pokaż spoiler #heheszki #gownowpis #religia #ateizm #bekazlewactwa #bekazkatoli
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 1549879540621.jpg

  •  

    Różowa czyta wykop, ale tylko gorące, więc nie mogę postować śmiesznych rzeczy, bo jak dostanę dużo plusów to zobaczy mój nick i sobie skojarzy po avatarze, że to ja #gownowpis #oswiadczenie

  •  

    Zgubiłam tabletki. To będzie przechujowy dzień.

  •  

    Kiedy jesteś nowy w pracy i ogarniesz swoje pierwsze poważne zadanie
    #pracbaza #heheszki

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Jestem z #niebieskim od 5 lat i od jakiegoś czasu seksu jest mniej. Bywa i co 2-3 tygodnie. Często próbuje się od niego dowiedzieć czy sobie jakoś z tym radzi czyli czy się masturbuje, ale on unika tematu jak ognia xD albo odpowiada że nie robi tego ( ͡º ͜ʖ͡º).
    Tylko jedno nie pasuje bo wcale nie próbuje mnie zachęcić do seksu, czyli sam nie ma potrzeby bo pewnie sobie sam ogarnia temat.
    Mirki powiedzcie jak tu u Was facetów jest. Jak często musicie się zaspokajać? Orientacyjnie.
    Ja nie wypytuje go dlatego żeby mieć jakieś pretensje. W życiu! Po prostu jestem mega ciekawa. Kobiety mają inaczej więc nie mogę tego nawet przyrównać.

    #seks #zwiazki #anonimowe

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy dla maturzystów
    pokaż całość

    Jak często faceci się masturbują?

    • 15 głosów (9.62%)
      Raz w tygodniu
    • 131 głosów (83.97%)
      Kilka razy w tygodniu
    • 10 głosów (6.41%)
      Raz w miesiącu

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika c_loud

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (2)