•  

    Które miasto wybrać? Chciałbym kupić dom pod miastem i zacząć studia informatyczne
    #wroclaw #krakow #gdansk #poznan

    hmmmmm?

    • 242 głosy (29.05%)
      Wrocław
    • 157 głosów (18.85%)
      Kraków
    • 276 głosów (33.13%)
      Gdańsk
    • 158 głosów (18.97%)
      Poznań
  •  

    tl;dr - wyjechałem do Anglii trzy lata temu i zrobiłem niezłą karierę - wyjazd zmienił mnie na lepsze i jestem szczęśliwy, że wyjechałem

    Jako, że w zeszłym tygodniu minęły trzy lata odkąd wyjechałem do Wielkiej Brytanii, chciałem opisać moją historię - jak zacząłem, co zrobiłem, co się udało a co jeszcze nie. Suma sumarum, jestem bardzo zadowolony z wyjazdu, miałem sporo szczęścia, czasem było trudno, w większości było łatwo. Jeśli miałbym opisać to jednym tagiem, byłby to raczej tag #wygryw ;).

    Mam nadzieję, że ten post przyda się, zaciekawi albo rozjaśni sytuację osobom, które planują coś podobnego.

    O mnie:
    26 lat (prawie 27 lat). Chłopak prawie że ze wsi. Na studia wyjechałem do Warszawy, gdzie dziennie zrobiłem studia inżynierskie z informatyki.
    Przed wyjazdem do Wielkiej Brytanii miałem inżyniera + w sumie około 2.5 roku doświadczenia jako programista .NET w dwóch firmach.
    Na studiach byłem bardzo dobry z matematyki i elektroniki, gorszy z programowania (chociaż zawsze zaliczalem na około 4).

    Dlaczego wyjechałem:
    O wyjeździe za granicę na poważnie zacząłem interesować się około pół roku przed samym wyjazdem. W mojej ówczesnej pracy trochę już się nudziłem, nie było ciekawych projektów. Chciałem zmienić pracę na coś fajniejszego i stwierdziłem, że warto by spróbować - no bo czemu nie. Do tego byłem dosyć wstydliwy i ciężko było mi wyjść ze strefy komfortu, a chciałem to zmienić. Pomyślałem - all in - i stwierdziłem, że jeśli nie teraz to nigdy. Rozważałem wyjazd do Holandii, ale czytając horror stories ludzi, którzy wyjechali do Amsterdamu, stwierdziłem, że to nie dla mnie.

    Pierwszym moim krokiem była próba szybkiego podszkolenia języka angielskiego. Mój angielski (jak u większości Polaków po polskiej szkole angielskiego) był w miarę dobry jeśli chodzi o czytanie i pisanie, myślałem też, że było dobrze jeśli chodzi o słuchanie (o tym później). Jeśli chodzi o mówienie, była kaplica. Nie potrafiłem wydukać ani słowa - głównie przez bycie wstydliwym i nie "rozgadanym". Pamiętam raz szukałem pracy i odpadłem od razu po pierwszym etapie rozmowy z HR na którym była wymagana podstawowa znajomość angielskiego (tj. jak się nazywasz, skąd jesteś etc). Nie potrafiłem powiedzieć jednego składnego zdania...

    Na OLX czy innym portalu znalazłem niedaleko mojego mieszkania ogłoszenie człowieka, który oferował konwersacje z języka angielskiego. Ważne dla mnie było to, żeby to było blisko mnie - inaczej zawsze znalazła by się wymówka, żeby nie pojechać. Przez cztery miesiące, raz w tygodniu chodziłem do niego, żeby nabrać pewności w mówieniu. Ze spotkania na spotkanie było coraz lepiej aż pewnego dnia stwierdziłem, że to już czas zacząć szukać pracy.

    Jak zorganizowałem wyjazd:
    To chyba najprostsza i zarazem najtrudniejsza część. Najprostsza bo w zasadzie wystarczyło kupić tylko bilet. Stwierdziłem, że zacznę szukać pracy jeszcze z Polski, ale że może być trudno z uwagi na mój brak dużego doświadczenia, łatwiej może być dostać pracę będąc na miejscu. Najtrudniejsza, bo trzeba jednak kupić ten bilet i na prawdę powiedzieć A. Kupiłem bilet w obie strony, w razie gdyby mi się nie udało, były by to tylko wydłużone i bardzo drogie wakacje. Na cel obrałem Manchester, w sumie przypadkowo - nie chciałem Londynu a Manchester był jednym z większych miast na mapie.

    Na jakiś tydzień/dwa przed wylotem, na Facebooku w jednej z grup typu Polacy w ..., znalazłem ogłoszenie pary, która chciała wynająć pokój w swoim mieszkaniu. Udało się z nimi dogadać, więc nie leciałem do końca w nieznane. W razie gdyby dom okazał się oszustwem albo nie dało by się w nim mieszkać, miałem plan B - na pierwsze trzy dni miałem również zarezerwowany nocleg w AirBnB. Na szczęście nie musiałem z niego skorzystać, bo pokój okazał się w porządku jak na początek.

    Jak szukałem pracy
    Poszukiwanie pracy zacząłem od wrzucenia mojego CV na stronę cwjobs.co.uk jeszcze będąc w Polsce. Rynek w Wielkiej Brytanii jest tak chłonny, że pierwszy telefon od rekrutera dostałem mniej niż minutę od momentu kliknięcia na przycisk "Wyślij". W sumie nawiązałem kontakt z trzema rekruterami, którzy zorganizowali cztery czy pięć rozmów z poszczególnymi firmami. Nie było to jakieś trudne - w większości były to tylko pierwsze etapy. Tutaj fakt, że mimo wszystko pojawię się w Anglii dużo pomógł. Większość firm chce jedna zobaczyć i przepytać kandydata na żywo a nie przez telefon. Z tych czterech czy pięciu rozmów, udało się ustalić trzy rozmowy kwalifikacyjne drugiego etapu, już w Wielkiej Brytanii. Muszę zaznaczyć, że osoby z którymi rozmawiałem miały bardzo dobry angielski, były pewne siebie i łatwo było je zrozumieć.

    Wyjazd
    W przeddzień wylotu dotarło do mnie, że to dzieje się na prawdę. Nie było łatwo, już prawie rozmyśliłem się i miałem nie jechać. Słowa mojego taty mnie jednak przekonały - nie odwodził mnie od wyjazdu (za to moja mama tak :P ), a powiedział, że zawszę mogę wrócić jak się nie uda. A, no i to miał być pierwszy raz gdy w ogóle leciałem samolotem, więc stres x2 :). Spakowałem bagaż podręczny, wziąłem komputer, pare koszulek i bieliznę i to w zasadzie wszystko.

    Przyjazd
    Po przylocie do Manchesteru, przywitał mnie dworzec Picadilly. Troche zaniedbany, brudny. Ogólnie nie to czego się spodziewałem. Miałem rozrysowane gdzie iść, żeby trafić na autobus. Nie pomyślałem, że kupno biletu może być jednak tak trudne. Przez 20 minut szukałem automatów do biletów, po czym okazało się, że bilety kupuje się u kierowcy. Kierowca zaciągał takim mocnym akcentem z Manchesteru, że chwile zajęło mi zrozumienie, czy on w ogóle mówi po angielsku. Jakoś jednak udało się kupić ten cholerny bilet i trafiłem do domu gdzie mieszkałem sobie przez kolejne trzy miesiące.

    Jak znalazłem pracę
    Przyleciałem w sobotę, pierwszą rozmowę kwalifikacyjną miałem mieć w poniedziałek. Popołudnie w sobotę i całą niedzielę spędziłem na zwiedzaniu, wszystko było dla mnie inne i nowe.
    W poniedziałek pierwsza rozmowa - technicznie bardzo prosta, z ludźmi, którzy byli przyjaźni i bardzo dobrze po mówili po angielsku i sprawili, że cały stres zniknął. Okazało się póżniej, że była to rozmowa z moim przyszłym managerem i jego szefem. Musiałem dobrze wypaść, bo 5 minut po tym jak wyszedłem z biura dostałem telefon, że chcą mnie przyjąć i zapytali jaką kwotę chciałbym dostać, żebym anulował dwie pozostałe rozmowy. Powiedziałem kwotę nieco większą niż ta o której wspomniałem wcześniej i powiedziałem TAK, firma spodobała mi się i widziałem w niej duże możliwości rozwoju i awansu. Jedną z dwóch pozostałych rozmów odwołałem, na drugą poszedłem z ciekawości, ale wygrała jednak pierwsza opcja. Tak o to znalezienie pracy zajęło mi jeden telefon z Polski plus trzy dni od przyjazdu do Anglii. Tutaj miałem najwięcej szczęścia, bo firma w której obecnie pracuje w ciągu trzech lat powiększyła biuro z około 40 osób do około 300. Dział programistów zwiększył się 2-3 razy, więc było duże pole do awansu, który dostałem po dwóch latach.

    Życie w Wielkiej Brytanii
    Na początku było trudno. Wszystkiego należało się nauczyć w zasadzie od nowa. Komunikacja miejska działała inaczej, w sklepach produkty były inne, inaczej się nazywały, inaczej były przygotowywane, smakowały inaczej. Ludzie mówili z akcentami (każde miasto ma swój własny), które bardzo trudno było zrozumieć. Ludzie czasem mieli problemy ze zrozumieniem mnie, bo tłumaczenie abstrakcyjnych konceptów po angieski nie jest zbyt łatwe, szczególnie na początku.

    Moje nastawienie na początku było bardzo nie ufne, ale szybko okazało się, że Anglicy są strasznie mili i jeśli tylko poprosi się o pomoc, bez problemu się nią otrzyma.
    W pracy dosyć szybko nawiązałem przyjaźnie z ludźmi w moim wieku lub trochę starszymi. Z ludźmi z wielu krajów. Do dzisiaj tworzymy jedną wielką paczkę, nawet (a szczególnie) poza pracą. Nigdy nie czułem się gorszy będąc Polakiem, nigdy nikt nie powiedział mi przez to ani jednego przykrego słowa - choć bardzo się tego bałem.

    W ciągu pół roku mój angielski wystrzelił w kosmos, potrafiłem płynnie i bez strasznego akcentu wyrażać się i formułować swoje myśli. Po trzech latach po angielsku jest mi mówić łatwiej niż po polsku (mówiąc po polsku mam pewne zaburzenia mowy gdzie niektóre dźwięku wydaję zbyt szybko i przez to trudno jest mnie czasem zrozumieć... w sumie nie wiem czemu tak jest). Pomogło to, że nie otaczałem się Polakami, a czas spędzałem głównie z Anglikami. Porównując mój poziom z moim przyjacielem z Grecji z którym zaczynaliśmy w tym samym czasie, i który większość wolnego czasu spędza jednak z Grekami, wydaje mi się, że mój angielski lepiej się rozwinął chociaż on startował z wyższego poziomu. Otocznie ma jednak duży wpływ na język.

    Co osiągnąłem
    Znalazłem super dziewczynę.
    Po około dwóch latach zostałem awansowany na Senior Developera (będąc w tej samej firmie - jeszcze nie zmieniałem pracy w Anglii).
    Po trzech latach moja pensja jest o 57% wyższa niż ta z której zaczynałem i ciągle rośnie co roku.
    Mnóstwo kasy odłożyłem, mimo moich podróży.
    Mieszkam w wypasionym domu (co prawda wynajmuję, ale za grosze w porównaniu do zarobków).
    Zwiedziłem prawie całą Europę - tanie loty z Manchesteru praktycznie w każdą stronę świata. Byłem kilkukrotnie w Irlandii, Francji, Portugalii, Hiszpanii, Włoszech, Niemczech, Ukrainie, Szwajcarii, Polsce.
    Bardzo podszkoliłem angielski.
    Nawiązałem sporo przyjaźni.
    Moja pewność siebie zdecydowanie podskoczyła, pobyłem się strachu przed społeczeństwem i innymi ludźmi, i wiem, że wszędzie sobie poradzę.
    Na własne oczy zobaczyłem, że ten zachód wcale nie upada, nie ma powodu by bać się muzułmanów, ludzie są szczęśliwi i pomocni.

    Co mi się podoba w Anglii
    W Anglii podoba mi się to, że każdy jest sobą. Chcesz sobie pomalować włosy na czerwono? Śmiało, możesz wyrażać siebie jak chcesz. Nie lubisz pracować w biurze? Śmiało, jeździj taksówką, utrzymasz się jakoś. Lubisz jedzenie z różnych stron świata? W Manchestrze są chyba wszytkie możliwe rodzaje kuchni. Lubisz muzykę na żywo? Każdego dnia masz kilkanaście koncertów w różnych miejscach w mieście. Lubisz naturę? Blisko do Walii, Szkocji, Lake District, Peak district.

    W pracy nie ma szalonego tempa. W piątki to normalne, że można wypić piwo do obiadu (ofc nie w biurze a gdzieś w pubie). Na wizytę u lekarza nie trzeba brać dnia wolnego, po prostu się idzie. Jak jesteś chory to dzwonisz, że Cię nie będzie i tyle.

    Lata są fajne, nie za gorące - w sam raz.

    Co mi się nie podoba
    Wszechobecny bałagan, mnóstwo śmieci leżących na ulicach, sporo bezdomnych. Budownictwo jest fatalnym stanie, technologia budowy sto lat za Polską. Wszechobecna czerwona cegła, problemy z wentylacją i grzybem na ścianie. Ja akurat nie mam z tym problemu, ale sporo ludzi ma.
    Drogie ubezpieczenia samochodu, słaba jakość jedzenia. Drogie nieruchomości. Nierówności społeczne większe niż w Polsce.

    Sporo emigracji polskiej to klasa robotnicza, z którymi ciężko znaleźć wspólne tematy. Do tego sporo osób bardzo słabo mówi po angielsku, często są rasistami i mają kompleks wyższości.

    Zimy są straszne, jest w miarę ciepło, ale non stop pochmurnie i brak słońca. Tyle, że loty do Portugalii tanie w zimę :)

    Czy poleciłbym wyjazd
    Tak, o ile wyjeżdżasz do pracy jako specjalista. Nie wiem czy zdecydowałbym się wyjechać do pracy na magazynie, chociaż sporo ludzi tak robi i nie narzekają. Ja jestem z mojego wyjazdu bardzo zadowolony - zdecydowanie zmienił mnie i moje życie na lepsze.

    Jeśli macie jakieś pytania to śmiało :)

    #uk #emigracja #programowanie
    pokaż całość

  •  

    stracilem wene tworcza, a mam jeszcze dwie rozmowy rekrutacyjne. Najbardziej plusowane pytanie idzie do kandydata. Programista C#

    #csharp #programowanie #praca #rozmowakwalifikacyjna

  •  

    Kroniki Gothic II Noc Kruka – część XIV (Stan postaci poziom 27 – NAJEMNIK –ROZDZIAŁ 2 –GÓRNICZA DOLINA)

    Jeśli chcesz być wołany do następnych kronik, plusuj komentarz na dole!

    Dla nieświadomych #gothickroniki to autorski tag, w którym dzielę się wrażeniami z gry Gothic (obecnie Gothic II), którą mnóstwo osób zna na pamięć, a je przechodzę ją pierwszy raz.

    TL:DR– Dotarłem do zmienionej, zniszczonej i cuchnącej śmiercią górniczej doliny. Na miejscu czekała mnie brutalna przygoda, zadanie z znalezieniem zaginionych ekspedycji i ponowne spotkanie ze starymi znajomymi.

    Witajcie w najdłuższych do tej pory kronikach! Prawie 5000 słów, 11 stron A4 w wordzie, parę godzin pisania i redagowania i niesamowite emocje towarzyszące graniu i opowiadaniu. Zaparzcie sobie kawę, usiądźcie wygodnie i zapraszam do czytania.

    PRZEŁĘCZ PROWADZĄCA DO GÓRNICZEJ DOLINY

    W pewien sposób zostałem oddzielony od świata Khorinis. Zostawiłem za sobą trawę, bujne roślinne drzewa, czystą, błękitną wodę i owce pasące się na łąkach. Gdy tylko znalazłem się na przełęczy tak poczułem że raczej nie zmierzam do miejsca tętniącego życiem. Pachniało śmiercią, a muzyka tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że muszę trzymać się na baczności. Od samego początku musiałem więc trzymać miecz w garści. Zaatakowały mnie wilki oraz szczury. Jednakże była mowa o orkach, toteż stwory były raczej punktem przygotowawczym. Szedłem więc dalej i dalej aż natrafiłem na pierwszego orka. A nie sorry… na dwóch orków! Ruszyli na mnie pełną szarżą. Ja jednak, nauczony doświadczeniem z Jarkendaru nie zamierzałem robić „taktycznego odwrotu” a stanąłem z nimi w szranki. Walka rozpoczęła się dosyć niewinnie, bo od bloku po którym natychmiast skontratakowałem.
    Niestety walka z dwoma orkami nie pozwala na taktyczne manewrowaniem blokami, a wąskie, skalne przejście raczej tego nie ułatwiało. Poległem w tej walce.. Dlatego tutaj postanowiłem zrobić jedną rzecz. Mianowicie założyłem SZPON BELIARA. Co prawda ma mniejsze obrażenia, ale wydaje mi się, że jego piorun może zdziałać cuda. Zaatakowałem więc orka i piorun przeszył jego pasek zdrowia zabierając mu jakieś 1/3 życia!! O cholera, tak się zdziwiłem mocą artefaktu, że nie zauważyłem jak drugi ork wykorzystywał moją nieuwagę i zadźgał mnie toporem. Dobra, w następnej walce wykorzystałem w pełni moc miecza – pierw się wycofałem, doprowadziłem orków do skalnej półki i tam wyprowadziłem pierwsze ciosy. Pioruny przeszyły niebo zabijając zielonoskórych a ja zadowolony z posiadanej mocy mogłem przeszukać ich truchła. Ruszyłem dalej. Tutaj spotkałem się jednak z zawodem, ponieważ dalsza wędrówka kończyła się natychmiastowym zgonem z rąk chyba 10 orków, w tym szamana. Dlatego też musiałem się wrócić i wybrać ścieżkę prowadzącą w górę przełęczy. Tam też spotkałem grupkę goblinów, wilki. Których to szybko roztłukłem mieczem. Kurde, niby gorsza broń, a jak napierdala! A jeszcze jak mi się załączy tryb lewo prawo, to już w ogóle. Xardas nie kłamał, ten miecz serio miażdży. Kiedy upewniłem się, że nie czekają mnie żadne niespodzianki za moimi plecami, wszedłem do jaskini która przede mną wyrosła.

    WIZYTA W GÓRNICZEJ DOLINIE - PRZEDZAMCZE

    Deja vu – znacie to uczucie, co nie? Uczucie, że coś się zna, że kiedyś się już to widziało, że się to „przeżywało”. Ja jednak znalazłem się w miejscu, gdzie Deja Vu miało inny wymiar. Mroczny, jak zły sen, w którym znane tobie miejsce jest wykarykaturzone i obdarte z elementów czyniących dane miejsce „swoim”. Tak, właśnie dostałem się do Górniczej Doliny, doliny zniszczonej przez panujące tam zło. Nie było już trawy, mech porastający skały zniknął, a woda w rzece zgęstniała niczym szlam. Zapanowała noc, a ja w znanym terenie poczułem się niemal obco, słabo i beznadziejnie. Jak niechciany gość. Cholera, co tu się stało? Wiedziałem, ze jest źle, ale zmiana dotknęła naprawdę sporą część terenu. Jakbym znalazł się w mieście zniszczonym przez wybuch wulkanu. W tym wszystkim musiałem się odnaleźć ja sam. Zamek może poczekać, choć zaczął mi majaczyć na horyzoncie. Poszedłem w stronę miejsca wymiany, tam gdzie zaczynała się I część. Ale niestety teren został otoczony przez orków i to w znacznej ich ilości. Cholera .. a kojarzę, że wtedy przecież zapierdoliłem tam chrząszcze xD No nic, trzeba więc ruszyć dalej. Znajoma dolinka w dole została jednak opanowana przez zębacze, wilki oraz smoczego zębacza! Z którym co prawda poradziłem sobie, ale na ogromnym farcie, bo stwór zblokował się na drzewie porastającym zbocze terenu. To JUŻ dało mi do zrozumienia jak niebezpiecznie tu jest. Tutaj też odpaliła mi się cutscenka, w której to zamek zostaje zaatakowany przez smoki! Kurde, trzeba się spieszyć, Lord Hagen czeka na dowód istnienia smoków, a tutaj zaraz nikogo nie zastanę i co wtedy?
    Zeszedłem w dół drogi prowadzącej do Starego Obozu i spotkałem jegomościa Jergana. Zapoznał mnie szybko z sytuacją, otóż smoki zaatakowały, dolina jest niebezpieczna, a orkowe palisady wyrastają jak grzyby po deszczu. Tutaj NIE MA bezpiecznej ścieżki, a najmniejsze prawdopodobieństwo natknięcia się na zielonoskórych to rzeka, która wygląda na skażoną, a jeszcze potwierdza to fakt iż orkowie nie są widziani w jej pobliżu. Jeśli chcę dostać się do zamku, to wybieranie głównego wejścia to samobójstwo. Cóż… zdążyłem się o tym przekonać.
    Zacząłem więc powoli eksplorować teren. Niby znany mi, ale podkręcony do maksymalnej możliwości. Tam gdzie kiedyś grasowały ścierwojady, teraz żerują zębacze, ich smocze odpowiedniki, a w lasach już rzadko spotkam wilki, teraz są to wargi. Ja pierniczę, aż się zastanawiam, czy ktoś kiedyś wpadł na pomysł by zmodować pierwszego gothica, by rozpocząć grę właśnie na poziomie trudności Gothica 2 jeśli chodzi o górniczą dolinę. Wyobrażam to sobie, wita nas Diego, idziemy do Starego obozu, w dłoni mamy stary kilof i rozpierdala nas zębacz xD To byłby challenge.

    No ale ja mam swój własny challenge. Dostać się do zamku. Ale jak? Wszędzie orkowie. Kurwa wszędzie! Gdzie nie pójdę już słyszę odgłos wyciąganego miecz i już ryjące banię „Gherassa-duda!” „MU-czo-czo” . Dobra, strategia pomyślunku. Skoro mam się trzymać rzeki to niech tak się stanie. Wszedłem do niej, niedaleko rozwidlenia ze skałą po środku i ruszyłem w stronę pomostu, tam też wyszedłem na chwilę na brzeg, załatwiłem zębacze i ruszyłem w górę rzeki. Tam musiałem na chwilę zboczyć z rzeki i poekslorowałem teren aż natrafiłem na małe obozowisko na prawo od głównego wejścia do zamku. Siedzieli tam myśliwi – Talbin i Engrom, polują głównie na topielce i w zasadzie to utknęli. Cóż nie dziwię się. Potrzebują jedzenia toteż wspomogłem ich serem (który notabene mieli w skrzyni obok xD), a w zamian w przyszłości mogę tam wrócić i nauczyć się skórowania gadów. Wróciłem się i spróbowałem więc szukać szczęścia po prawej stronie zamku, szedłem do chatki Cavalorna. W zasadzie nie wiem czemu tam poszedłem. Poczułem niebanalną potrzebę zobaczenia całej kolonii, a ta jej koszmarna wersja tylko zachęcała, mimo oczywistej odrazy do całości terenu. Po drodze zahaczyłem o polne bestie (na tym etapie to prawie jak ścierwojady) i zszedłem w dół ścieżki. Chatka Cavalorna stała, cała i „zdrowa”, co prawda kręciły się wokół niej jakieś szczury, ale dało się je rozwalić. Znalazłem tam sakiewkę należącą do Cavalorna, więc zwrócę mu ją przy najbliższej okazji. A w jaskini przy jego chatce spotkałem Paladyna – Marcosa. Jak się okazało, pilnuje on skrzyń pełnych rudy, które wydobyli i potrzebuje wsparcia od Garonda, przywódcy obecnej ekspedycji. Cóż, spoko pogadam z nim, jeżeli dostanę się do zamku, o ile paladyn w ogóle żyje po tym ataku smoków. W ogóle cały czas miałem wrażenie, że się spóźniłem. Tutaj poszedłem znów na górę, w stronę nowego obozu. Kierowałem się czystym pragmatyzmem – jeżeli na mojej drodze staną orkowie, bądź nieznany mi stwór, to spierdalam. W ten sposób powoli wyczyściłem znaną mi ścieżkę z polnych bestii, wilków, goblinów, zdobyłem skarby, mikstury. Ale nie chciałem iść dalej, ponieważ dalej zamajaczyły mi sylwetki jakichś dziwnych czerwonych jaszczuroludów. Wróciłem więc w „bezpieczne” (czytaj: wyczyszczone przeze mnie) miejsce przy chatce Cavalorna i zastanowiłem się co dalej:

    Z tej strony nie ma co uderzać, bo orkowie. Dalej nie pójdę bo coś dziwnego tam jest. Dobra, w takim razie wracam do punktu wyjścia i spróbuję od drugiej strony. – pomyślałem.

    Ta cała beznadzieja powodowała, że zaszczucie rosło gdy tylko zbliżałem się w pobliże zamku. W ogóle zastanawiałem się czy KTOKOLWIEK tam jest, no kurde, atak smoka... A odgłos wyciąganego miecza i szarżującego we mnie orka-elitę powodował u mnie zawał. Na szczęście jakoś udało mi się przedostać do miejsca gdzie stacjonował Jergan. Wskoczyłem znów do rzeki i zobaczyłem, że niebo zaczyna się przejaśniać. W tym momencie zdałem sobie sprawę, że przecież noc w górniczej dolinie zawsze majaczyła zamalowana przez fale magicznej energii dostarczanej przez barierę. Gdy ona zniknęła to niebo również się oczyściło. Czysta noc… czyste zło. Dotarłem do drugiej strony, tam gdzie szło się do starej cytadeli. Ale… cytadeli nie było, zamiast niej ogromna palisada oddzielająca znaczną część terenu. Cóż, oznacza to że przyjdzie mi zwiedzić tylko część starej kolonii. Zastanawiało mnie tyle rzeczy, czy istnieje tam wieża Xardasa, a jeśli tak, to czy nadal pilnuje jej demon, czy istnieje obóz orków, a wraz z nimi podziemie Śniącego, co z obozem na bagnie, nowym obozem, w ogóle wszystkie te ważne tereny. Niestety to nie jest wycieczka krajoznawcza. A poważna misja, a na pewno orkowie stacjonujący w pobliżu nie pomogą mi zaspokoić ciekawości.
    Tutaj dotarłem do „lasu”, a raczej tego co z niego zostało. Pojedyncze drzewa, wypalona do kamieni trawa, a w środku wilki, krwiopijce, jaszczury i topielce, dużo topielców, oraz ścierwojady! Wszystko udało mi się z pewnymi trudnościami pokonać, szpon beliara skutecznie radził sobie z przeciwnikami. Do palisady nawet się nie zbliżałem, bo choć silny jestem tak nie jestem masochistą. No i znalazłem się w miejscu gdzie dostrzegłem drewniany pal prowadzący do wyrwy w zamku. Mógłbym po niej wejść. I nawet jest szansa, bo w pobliżu (czyli tak do 20 metrów) nie ma namiotu orków, a jedynie dwoje strażników. Jak dobrze to rozegram to pokonam ich i szybko dostanę się do środka. Podszedłem więc jak najbliżej jednego orka, ale niestety oboje wyciągnęli topory i ruszyli na mnie. Ja musiałem się upewnić, że wciągając ich do lasu nie ściągnę na siebie uwagi jakiegoś ocalałego zębacza, dlatego w lesie szybko się rozejrzałem i zacząłem machać szponem beliara jak pojebion. Jeżeli w tym momencie jakiś paladyn spojrzałby w stronę lasu to zobaczyłby dosyć dziwny widok. **Otóż jakiś pojebany samobójca celowo zbliżył się do orków, ściągnął na siebie ich uwagę, spierdolił do lasu, nagle z nieba spadło chyba z 10 piorunów, po czym wyszedł jak gdyby nigdy nic z lasu i o kurwa zbliża się do naszego zamku!**

    WIZYTA W GÓRNICZEJ DOLINIE - ZAMEK PALADYNÓW

    Wydaje mi się, że mniej więcej takie myśli musiały kołatać się w głowie strażnika Udara, który przywitał mnie słowami, że jeszcze chwila, a by mnie zestrzelił z kuszy. Udało się, znalazłem się w zamku Gomeza, obecnie teraz paladynów. Wygląda na to, że cały zewnętrzny pierścień już nie istnieje, a i tak sam zamek ledwo się trzyma. Wszędzie paladyni, aż dostałem flashbacków jak sam tam masakrę robiłem xD
    Zacząłem więc rozmawiać ze stacjonującymi tam ludźmi. Cóż, sytuacja nie przedstawiała się pozytywnie. Orkowie budują palisady, zbliżają się do zamku, oblężenie smoków trwa, a racje żywnościowe coraz mniejsze. W samym zamku miałem wszystko co potrzeba. Kupcy oferowali mi broń, wytrychy, mikstury, magiczne zwoje, a nauczyciele naukę broni, siłę. Kiedy już zapoznałem się ze wszystkimi panującymi tam moralami, to zacząłem zwiedzanie. Zacząłem od wieżyczki magów, w której spotkałem samego MILTENA. O jak miło. Niestety on sam nie za bardzo miał humor, bo wysłany przez paladynów do górniczej doliny miał dopilnować by ruda, którą wydobywają była czysta i nieskażona. Tymczasem żaden konwój nie wrócił z ekspedycji, co potęguje narastające napięcie wśród pozostałych. Dowiedziałem się też tutaj o Gornie, który jest więźniem tutejszego lochu, ale możliwe, że będę mógł go wykupić. Milten, Gorn, jeszcze tylko Diega brakuje w komplecie ;D A i okazało się, ze Diego jest, ale został wysłany razem z kompanią ekspedycyjną. Oby tylko żył.
    W jednej z komnat znalazłem mapę górniczej doliny, którą od razy przestudiowałem. Cóż, pozmieniało się, przede wszystkim zastanowiło mnie czemu na terenie nowego obozu jest biało. No i widziałem tą całą palisadę, odgrodzona jest znaczna część dawnej kolonii.
    A przy magicznym pentagramie znalazłem rudę teleportacyjną pozwalającą teleportować się w dogodnym dla mnie momencie do zamku. No i zajebiście. Jakieś światełko w tunelu w tej całej beznadziejnej sytuacji. Znalazłem również dziennik Corristo, w którym opisywał dawne dzieje, kiedy to Gomez obawiał się najazdu szkodników z nowego obozu.
    Jakoś tak w tym wszystkim włączył mi się zmysł zbieracza i szperacza. Tak, wiem, że Paladyni mają ciężko, ale dzięki temu, że przez następną godzinę odwiedzałem ich sypialnie i opróżniałem skrzynie tak dorobiłem się ciekawych fantów, jak zwojów, rudy, czy nawet dokumentu uczącego mnie jak pozyskiwać żądła krwiopijców. Niestety nie do wszystkich komnat mogłem się swobodnie dostać i nawet skradanie nie uchroniło mnie przed całodobowym czujnym okiem strażników. Kiedy jednak uznałem że mogę spotkać się z Garondem to to zrobiłem.
    Poszedłem do komnaty, w której jest tron, na którym kiedyś siedział Gomez, jednakże tym razem nie idę tam jako uniżony sługa, który całuje swego pana po stopach, lecz jako posłaniec, domagający się dowodu dla Lorda Hagena. Garond nie chciał jednak wysłać mnie tak o po prostu. O nie, to nie takie proste, przede wszystkim on chce wiedzieć jak idzie ekspedycja. Nie dostają żadnych wieści, a on potrzebuje rudy. Zostałem więc wysłany z misją znalezienia owych ekspedycji i zdania raportu Garondowi. O jednej już go poinformowałem, w końcu spotkałem paladyna przy chatce Cavalorna. Ale pozostałe muszę odwiedzić. I to nie byle gdzie. Stara kopalnia, oraz pobliże wieży Xardasa (dostałem mapę z dokładnym zaznaczeniem)! Zapytałem też go o Gorna. Żeby go uwolnić zażądał 1000 sztuk złota. Dużo kasy. No ale, z moim obecnym budżetem, prawie 8 kaflami, nie ma rzeczy niemożliwych. Wykupiłem Gorna i poszedłem do strażnika pilnującego lochów. Spotkałem więc starego znajomego, wyglądał na zadowolonego i jeszcze to zdziwienie, ze ratuję go akurat ja ;D Dał mi zbroję, podziękowanie i zapewnił, że spotkamy się u Lee na farmie Onara. Kiedy już w zamku uregulowałem osobiste sprawy i wypełniłem obowiązki, tak mogłem wyruszyć na poszukiwanie ekspedycji.

    WIZYTA W GÓRNICZEJ DOLINIE - ZAGINIONA EKSPEDYCJA -1

    Najbliższa ekspedycja do której śmiałem skierować moje kroki to ta znajdująca się przy starej kopalni. Nie mogłem powiedzieć, że jestem jakoś podekscytowany tą wyprawą, ba, moje pierwsze doświadczenia związane z odkrywaniem na nowo górniczej doliny skończyły się śmiercią od smoczego zębacza. Dlatego też niespecjalnie spieszyłem się na docelowe miejsce, a moje graczowe zmysły wyostrzyły się o 200%. Wyszedłem z zamku i skierowałem się dokładnie do tego samego punktu wyjścia. I ruszyłem dalej, w stronę kopalni. No i kurde miałem rację, w sensie, stało się to czego się obwiałem. Po drodze natrafiłem na stado zębaczy oraz orków. Którzy to tylko czekali aż zapuszczę się „niby przypadkiem” za daleko, żeby móc trafić we mnie kulami ognia. O nie, tak się nie będziemy bawić.
    Zacząłem się skradać, najzwyczajniej w świecie skradać. Poczułem niebanalną potrzebę, by do tego całego obozu po prostu się zakraść. Jak ninja. Orkowie jednak przewidzieli moje zamiary i mimo mojej cichej strategii przypuścili na mnie zmasowany atak. No ja pierdole, to jak się dostać do tego obozu? I tu nawet nie chodzi o to, że mam szpon beliara i powienienem sobie poradzić. Mogę sobie poradzić z jednym orkiem, max 2 i to tylko w sytuacji patowej, gdzie jestem na znanym terenie i mogę wykorzystać ukształtowanie powierzchni na swoją korzyść. A nie: w nieznanym mi miejscu, w nocy, w mrocznym lesie wyjść naprzeciw orkom gdzie nie ważne gdzie spierdolę na pewno mnie coś w pewnym momencie zeżre.
    Wobec czego postanowiłem inaczej. Skoro udało mi się wcześniej wykorzystać rzekę do swoich celów, tak teraz też ją wykorzystam. Podszedłem do niej i zacząłem płynąć w górę jej nurtu aż dotarłem do charakterystycznego mostu i za nim na znajomą wyżynkę z myśliwymi. Tym razem jednak popłynąłem dalej. Natrafiłem w ten sposób na stadko topielców, krwiopijców i chyba wilków – znak że jest na właściwej drodze, ścieżce „medium”. A ja głupi się na „superhard” porywałem. No ale… Gothic :D
    Znalazłem się na kamienistej plaży z wodospadem przy rzece i jaskinią po jej lewej stronie. Pozbyłem się grasujących w pobliżu stworów i zbliżyłem do jamy. W środku zastałem grupkę zbiegłych kopaczy, którzy rzucili się na mnie bez cienia ostrzeżenia z sierpami. A no tak… przecież dla podbicia własnej obrony założyłem zbroję Bloodwyna więc w oczach NPC jestem bandytą xD
    Wczytałem save, znowu pozbyłem się zębaczy i tym razem normalnie na legalu zagadałem do kopaczy. Cóż, harówa w kopalni wymęczy każdego prędzej czy później. Tych wymęczyła wcześniej bo uciekli. I poprosili mnie bym pozbył się topielców, co już wcześniej zrobiłem, bynajmniej nie dla nich. Ale mam exp i to się liczy :D
    Przydało się również moje doświadczenie z poprzedniego Gothica, bo pamiętałem o tym, że za wodospadem jest ukryta jaskinia ze skarbami. I w ten sposób wszedłem w posiadanie kolejnej kamiennej tablicy ;)
    No i w końcu stara kopalnia, a raczej to co z niej. Marna popylina, jaskinia z 3 odnogami, gdzie miast dziesiątek kopaczy pracuje pięcioro na krzyż, a całej „ekspedycji” pilnuje dwóch paladynów. Wystarczy jeden ork elita by wszystkich tam skutecznie rozwalić. Myślę, że ten świadomy efekt rozczarowania jest dobrze wpisany w tą strukturę gry, gdzie widzimy efekty zniszczenia bariery, najazdu orków i jeszcze poprzedniego zalania kopalni, o czym wspomniał sam Grimes. Jak się okazało, ten konwój to właśnie 4 skrzynie, ukryte w jaskini przy chatce Cavalorna. Cóż, nic tu po mnie, okolica wyczyszczona, sytuacja wybadana.

    WIZYTA W GÓRNICZEJ DOLINIE - ZAGINIONA EKSPEDYCJA -2

    Ze starej kopalni prowadzi ścieżka do nowego obozu, tutaj nawet nie wiem co z niego zostało. Ale nie mogłem się doczekać by zobaczyć co. Najwyżej zginę. Ale ciekawość silniejsza. I tak jest to droga, gdzie w pewnym momencie wkracza się na tereny orków, a i tak muszę się tam udać, bo właśnie tam obok siebie stacjonują kolejne ekspedycje. Przeszedłem więc przez mościk zostawiając za sobą wypalone do kamieni ziemie i robiąc miejsce nowej, lodowej przestrzeni. Zaczął padać śnieg, a ja znowu poczułem się nieswojo. Kurde, nie pasuje tu coś, co się dzieje? Kilka kroków w przód, w stronę obozu i dowiedziałem się co – jakieś kurwa jaszczuroludy i lodowe wilki! Nawet szpon beliara nie dał rady. Poległem szybko, to zdecydowanie miejsce nie dla mnie. W zasadzie to mam wrażenie, że chyba zacząłem zbliżać się do smoka… lodowego smoka. No innego wytłumaczenia nie widzę.
    Nie mniej, w jakimś stopniu moja ciekawość została zaspokojona, co prawda w brutalny sposób ale zawsze. Udałem się dalej ścieżką, tym razem robiąc obchód do ścieżki prowadzącej do Cavalorna. Trafiłem na obozowisko bandytów, którzy nie atakowali mnie (bo miałem ich zbroję), dzięki czemu ja mogłem zrobić piękny sabotaż w środku ich obozu. Pioruny strzelały aż miło, a doświadczenie rosło i rosło. „Pioruny strzelały aż miło” – zdanie to brzmi jakby opętał mnie sam beliar. Damn…
    No i cholera, znalazłem się w kropce, bo okrążyłem całość. Znalazłem się na ścieżce na ziemie orków, ale zapomniałem, że tam są też jaszczuroludy. Czyli żeby przeszedłem taki szmat drogi by okazało się, że szedłem po nic xD NA SZCZĘŚCIE miałem ze sobą ten cały teleport do zamku, a że jest on centralnym punktem mapy, tak mogłem jakoś inaczej zaplanować wyprawę. Przynajmniej trochę poekspiłem i zbadałem teren, wiem co mogę a czego nie w jakich miejscach. Z zamku poszedłem więc w drugą stronę, w stronę południowej bramy, tam gdzie idzie się na (nie istniejący już) obóz na bagnie. I jak się okazało TO była właściwa ścieżka na ziemię orków. Ziemię orków, kurwa cała kolonia to jebana ziemia orków, no ale wiecie o co chodzi…
    Po drodze pozbywałem się wilków, polnych bestii czy zębaczy, na szczęście orka żadnego nie spotkałem. Spotkałem za to martwe truchło jakiegoś żołnierza, którego jadły wilki.. świeć Innosie nad jego duszą.
    Tutaj poniekąd poczułem się jednak swojsko. Bo jednak w pierwszym Gothicu na tych ziemiach panoszyły się mniej więcej te same bestie co teraz. Więc zabijanie zębaczy, jaszczurów czy wilków, topielców przywołało uczucie Deja Vu w pełnym tego słowa znaczeniu. Choć nadal wisiał nade mną ten cały omen smoków, które pustoszą okoliczne tereny, tak pod względem rozgrywki, było tu całkiem podobnie. Tym bardziej gdy w tle mojej przygody zamajaczyła mi stara wieża Xardasa! Cała! Tak samo wielka, majestatyczna i poniekąd przerażająca. Kurde, całą kolonię szlag trafił, a jego wieża stoi jak gdyby nic. Nie no.. muszę się tam wybrać. Tam musi być coś fajnego. Jednak by tam trafić muszę przedrzeć się przez okoliczne tereny. Mijały minuty moich mozolnych walk i natrafiłem na ekspedycję prowadzoną przez Fajetha. Ten oczywiście nie był za bardzo szczęśliwy z mojego przybycia, poniekąd rozumiem go, stres związany z orkami daje w kość, sam bym sobie nie ufał.
    Fajeth oświadczył, że zda mi raport o wydobytej rudzie, ale w zamian muszę wyczyścić okolicę z wszystkich zębaczy. problem polega jednak na tym, że zębacze mają najprawdopodobniej jakiegoś swojego przywódcę. A to ciekawe! Cóż, po rozmowach z innymi „obozowiczami” dowiedziałem się mniej więcej tego samego. Najbardziej jednak zaciekawiła mnie sytuacja, którą przedstawił mi Jergan (tak, ten sam którego spotkałem przy przejściu na przełęcz). Otóż Diego był w oddziale Silvestro i spotkał go gdy szedł z dwoma Paladynami oraz skrzyniami z rudą do zamku. Nawet wskazał mi miejsce gdzie mam Diego szukać. A w dodatku podpowiedział mi co nie co o przywódcy stada zębaczy i jeszcze za darmo nauczył jak je oprawiać. No niesamowity facet!
    Spotkałem tez jakiegoś Bilgotha, który dał mi questa, żebym go wyprowadził z górniczej doliny. Cóż, obecnie jest to niemożliwe, ale jak będę miał taką możliwość to czemu nie.
    Gdy wyszedłem z obozowiska to od razu natrafiłem na grupkę zębaczy. Niczym stado mrówek, prowadziły mnie wprost do wieży Xardasa. Charakterystyczne jeziorko pod jego wieżą natomiast oferowało mi skarby i dostęp do posągu Beliara, gdzie naładowałem Szpon (bo w trakcie tych całych wypraw dorobiłem się 2-óch leveli). I tak wyczyściłem sobie drogę do wieży i wszedłem do je środka.
    Znajomy teren i odgłosy mrocznych demonów zalały moje słuchawki i już wiedziałem, że to nie jest dobry pomysł by tu być. O nie… słyszę tego charakterystycznego demona, a jeszcze atakują mnie szkielety i gobliny szkielety, nope, nope, nope….
    Wrócę tu, jeszcze wrócę. Udałem się więc dalej, na ścieżkę golemów, gdzie oczywiście był golem, którego nie dałem rady rozwalić ;(( A jeszcze dalej, w drugą stronę, trafiłem na mój koszmar.. ognistego jaszczura. No kurwa xD Chyba wszedłem w jakieś sidła zła, t ja chyba wracam rozwalać zębacze…
    Jergan wspominał o wieży strażniczej, że to tam żyje przywódca stada. Zębaczy w okolicy już nie było, został on. Research po okolicy sprawił, ze go znalazłem i zabiłem! Ha, przywódca nie żyje, mam fajne pazury, a Fajeth jest zadowolony z moich starań, czym odwdzięczył się natychmiast sprzedając mi informacje dotyczące wydobycia. Mogłem więc pójść dalej…

    WIZYTA W GÓRNICZEJ DOLINIE - ZAGINIONA EKSPEDYCJA - 3

    Te obozy są dosyć blisko, więc nie miałem większych problemów z dotarciem do kolejnego obozowiska. Na miejscu jednak nie zastałem ani Diega, ani Silvestra, ani kopaczy, ani rudy. Zastałem śmierć… Wszyscy zginęli. O chuj, dotarło to do mnie gdy po prostu zobaczyłem ciała. A w środku jaskini pełzacze jedzące ich ciała. A więc to tak. Szybo dobyłem miecz i zaatakowałem stwora. W liście Silvestro wspomniał, że wysłał Diego by zabezpieczył rudę. A oddział pozostaje na miejscu i spróbuje się przebić przez ostatnią ścianę.
    Ta ściana okazała się być bramą do gniazda pełzaczy. W jaskini roiło się od nich. Zapaliłem światło i zacząłem zabijać jeden za drugim. Znalazłem nawet pseudo królową bo po prostu pełzacza wojownika, a przy nim jaja. Kurde, nigdy nie lubiłem takich jaskini. T świadomość śmierci w tak okropnym miejscu, brrr…
    No niestety, oddział poległ, ja zabrałem ich fanty i teraz trzeba szukać Diega. Tutaj przydała się mapa, bowiem niedaleko oddziału wydobywczego dostrzegłem małe wgłębienie jaskiniowe, akurat w miejscu, o którym wspominał mi Jergan. Udałem się więc tam i stacjonujące tam zębacze i zwłoki dwóch paladyńskich żołnierzy uświadomiły mi że dobrze myślałem. Ale co zabiło tych Paladynów.. nie gadajcie, że Diego?

    WIZYTA W GÓRNICZEJ DOLINIE - DIEGO

    „Myślałem, że nie żyjesz” . Jak miło wiedzieć, że Diego o mnie pamięta xD W miarę postępującej rozmowy były cień przekazał mi jednak istotne informacje. Otóż był on w Khorinis i próbował ostrzec paladynów przed smokami, i faktycznie przypomniałem sobie, że przecież Lothar wspominał o tym. I Diego wyraża swoisty sprzeciw mojemu zaufaniu do paladynów. Cóż, sam im nie do końca ufam, ja przybyłem głównie po Oko Innosa. Diego natomiast chce jak najszybciej dać nogę z tej przeklętej doliny, a skrzynie z rudą niech sobie weźmie sam Garond. No i to nie Diego zabił paladynów, a stado zębaczy. Cóż, kupuję to wytłumaczenie.
    Została mi zaproponowana współpraca, gdzie razem z Diego miałbym wydostać się z przełęczy i poprowadzić go do wyjścia. Cóż, to świetny pomysł, ale na początek muszę przekazać wieści lordowi Garondowi. Uruchomiłem portal i dostałem się do zamku.
    „Dwieście skrzyń” .. ja pierdole. Dwieście skrzyń, a oni wydobyli 10. Powiedzieć „nieciekawie” to nic nie powiedzieć. Serio Garond, współczuję ci. Chyba nawet jakbym nie przybył tu z misją dostarczenia dowodu to i tak zostałbym posłańcem mającym przekazać Hagenowi wieści z Górniczej doliny. To miejsce pachnie śmiercią. I wszyscy o tym wiemy. Nawet ja. Dostałem od Garonda list dla Lorda Hagena więc teoretycznie „nic tu po mnie”. No ale nadal czekają mnie obowiązki.
    Moje spotkanie z Diego nie wywołało sensacji wśród reszty przyjaciół, sądziłem, że może chociaż Milten coś się odezwie w tej sprawie, no ale nic. Cóż, najwyraźniej dopiero po tym jak opuszczę Górniczą Dolinę, to będę mógł wejść dalej w interakcję z czwórką przyjaciół. A się Lester zdziwi :D
    Wróciłem więc do Diego i jego małej dolinki i postanowiłem zabrać go z powrotem na przełęcz. Dołączył do mnie i ostrzegł, żebym zrobił to jak najrozsądniej i bezpiecznie. Zaczęliśmy więc razem podróżować, zapadła noc więc pod jej osłoną postanowiłem zabrać starego druha tą samą drogą którą przyszedłem. Tutaj spotkałem się jednak ze sprzeciwem Diego, ponieważ droga, którą zaplanowałem szła zbyt blisko zamku i palisady, więc Diego stwierdzał, że mi odjebało xD No to chuj no to się wracamy.
    Jedyna droga prowadziła przez ścieżkę prowadzącą do starego grobowca, gdzie za starych czasów razem z Miltenem zabijaliśmy ożywieńców. Tam właśnie po drodze musieliśmy zmierzyć się z paroma wargami oraz Orkami. A Diego okazał się być bardzo dobrym kompanem w walce. Jego umiejętności strzeleckie były nieocenione, gdy kolejni przeciwnicy padali jak muchy. Dotarliśmy do starego grobowca i sam Diego nawet dostrzegł, że cuchnie śmiercią, więc lepiej go unikać. Ja z kolei dostrzegłem w oddali parę szkieletów, dlatego sam też postanowiłem się tam nie zapuszczać. Przeszliśmy obok do ścieżki ukierunkowanej na chatkę Cavalorna. Tam kolejne wilki i wargi padały, a ja rosłem ze swoim doświadczeniem. Trochę to było smutne, to miejsce tętniło swoim życiem za czasów kolonii. Teraz wszędzie walające się po ziemi kości, nad głową tylko ciemna noc bez magicznej bariery, a ja razem z Diego przemierzamy starą kolonię broniąc się zaciekle przed jej prawdziwymi władcami – orkami.
    Nasza wędrówka prowadziła przez chatkę Cavalorna, mostek przy drodze do Nowego obozu, starą kopalnię i las, gdzie natrafiliśmy na grupkę kolejnych zębaczy i nawet zębacza smoczego. Razem z Diegiem daliśmy mu radę, choć skubany gryzł okropnie. Bezpieczna perspektywa pojawiła się dopiero gdy wspólnie dotarliśmy w góry, do opuszczonej kopalni, skąd przyszedłem. Tam właśnie Diego podziękował mi za współpracę i oczywiście stwierdził, że „jeszcze się spotkamy”. Po czym usiadł jak gdyby nigdy nic przy wejściu do kopalni ;D

    WIZYTA W GÓRNICZEJ DOLINIE - KONTROLA LOKACJI

    Ja tymczasem zastanawiałem się czy wrócić. Jakby nie patrzeć, spędziłem tu znaczną część czasu. Poznałem miejsca do których mogę się zapuścić, a do których nie. Wypełniłem swoje zadanie o raporcie Garonda, ich nieciekawa sytuacja musi być opowiedziana Lordowi Hagenowi. Ale nie zamierzałem wracać. Jeszcze nie.
    Teleportowałem się do zamku i zacząłem przeszukiwać wszystkie tereny jakie tylko przyszły mi do głowy. Nie chciałem pozostawić ani jednego wilka, krwiopijcy, topielca, słowem – nikogo kogo mógłbym na tym etapie zabić. Skąd ten dramatyczny ruch? Ano powiedzieliście mi, że ponoć powrót z kolonii = 3 rozdział, a więc resp potworów. Dlatego nie chciałem zmarnować tej szansy, a wydaje mi się, że nieprędko wrócę z powrotem do doliny. Zacząłem więc ostrożnie podchodzić do terenów jeszcze mi „nieznanych”. Trafiłem w ten sposób na jaszczuroludów, kamienne golemy, czy jakieś dziwaczne cieniostwory, które rozpierdalały mnie tak szybko jak szybko od nich uciekałem. Znalazłem jakieś pojedyncze sztuki zębaczy, wilków, czy krwiopijców, a w dodatku przypomniałem sobie o obietnicy jaką złożyłem Bilgothowi, którego chciałem również odprowadzić na przełęcz.
    Przy nowym obozie trafiłem na to jezioro i chatkę rybaka, a od drugiej strony mogłem nawet próbować zajść, gdzie czaiły się topielce i gobliny. Trafiłem też na jaskinię z bandytami, których zabiłem. Najlepsze jednak było potem. W jednej z jaskini znalazłem goblina wojownika, którego zabiłem. Bronił on skrzyni, którą próbowałem otworzyć. I nagle jak nie usłyszałem za sobą „GERASHAA DUDA” I patrzę leci na mnie chyba z 3 orków! No ja piernicze zawał. A jeszcze muzyki nie było żadnej więc zaskok totalny.
    No cóż, skrzynia będzie musiała poczekać, a i tak nie było w niej niczego szczególnego.
    Spędziłem tak kilka następnych minut szukając czegokolwiek co nadaje się do zabicia. Orków nie ruszałem, wargów również. A wszystko to przez to, że skubańcy trzymają się w stadach.
    W końcu przyszedłem do obozu wydobywców rudy, gdzie zabrałem ze sobą Bilgota. Ten jednak nie miał żadnych zastrzeżeń co do ścieżki jaką wybierzemy, toteż mogłem wybrać najkrótszą. A że ta ścieżka była przeze mnie wyczyszczona tak mogłem bez problemu prowadzić gościa do przełączy. Ale mimo to trzymałem się na baczności. Ogólnie zauważyłem, że tutaj potwory mogą pojawić się niespodziewanie. A to niesamowicie buduje suspens.
    Odprowadziłem strażnika pod dolinę, gdzie przysiadł razem z Diego. I w ten sposób uznałem, że jestem chyba gotowy do opuszczenia doliny. Spojrzałem jeszcze raz na majestatyczny zamek, gdzie rozpoczęła się moja przygoda. I oto gdzie dotarłem.

    OPINIA:
    Górnicza dolina rzuciła klimatem w moje zmysły z zatrważającą siłą. Widok zniszczonej, brudnej kolonii dotkniętej przez rażące pasmo śmierci to niesamowite doświadczenie. Uderza w pewien sposób we wspomnienia i jednocześnie daje nadzieje, gdy spotyka się starych znajomych. Natomiast sytuacja Garonda nie jest specjalnie pocieszająca i trochę żal mi tych ludzi. Mimo iż jestem najemnikiem i paladyni wydają mi się zbyt dumni. To już nie jest kolonia. To jest pogorzelisko. A czające się gdzieś w odmętach smoki tylko potęgują napięcie. I mimo mojej siły czułem się zaszczuty i zagrożony. Pora wrócić do bezpiecznego Khorinis.

    #gothickroniki #gothic #gothic2 i z ciekawości taguję #gry
    pokaż całość

    źródło: dolina.jpg

  •  

    Jesteś z Lublina lub bliskich okolic? Zapraszam! :-)

    W najbliższą sobotę organizuję całkowicie darmowe spotkanie, na którym możesz nauczyć się podstaw związanych z treningiem na siłowni i w domowych warunkach, z odżywianiem i szeroko rozumianym zdrowiem.
    Liczba miejsc ograniczona do 6 osób (2 tury po 3 osoby). Decyduje kolejność zgłoszeń.

    Jak to działa?
    Miejsce: CityFit Lublin (klub oferuje darmowe wejście (dzień otwarty) dla każdego w każdą drugą sobotę miesiąca), godzina 14:30, 16:30 (z możliwością zmian po uzgodnieniu) - 2019-07-13;
    Potrzebne są tylko: koszulka, spodenki, buty na zmianę, woda, ręcznik.

    Co robimy?
    Lekki nauczający trening, na którym poznasz podstawowe zasady ćwiczeń, technikę kilku podstawowych ćwiczeń siłowych i/lub ogólnorozwojowych. W trakcie/przed/po możesz zadawać mi pytania związane z żywieniem, zdrowiem czy inną tematyką, w której się specjalizuję.

    Oferta skierowana jest dla wszystkich osób spełniających poniższe:
    - Brak przeciwwskazań cd. uczestnictwa w zajęciach ruchowych;
    - Preferowany wiek 16-45, płeć dowolna;
    - Początkujący/średni poziom zaawansowania (brak doświadczenia lub małe do średniego doświadczenia w ćwiczeniach).

    Pozostałe informacje:
    - Inicjatywa jest prywatna i nie jest ofertą klubu CityFit
    - Jeśli ktoś nie chce abym mógł go/ją powiązać z kontem z wykopu proszę napisać bezpośrednio na facebooka, dane dostępne w moim profilu. W przypadku napisania tutaj na PW także gwarantuję prywatność;
    - Decyduje kolejność zgłoszeń
    - Trzeba się zarejestrować na stronie CityFit w klubie Lublin Gajek i wybrać darmowy Karnet Open 24h
    - Nie zdążyłeś(-aś)? Napisz do mnie, może coś poradzimy :)

    #lublin #lubelskie #zdrowie #mikrokoksy #mirkokoksy #silownia #fitness #dieta
    pokaż całość

    źródło: comment_IXVDe07DdB6xkcsqWJkoJ4Oxl9qh3dbB.jpg

  •  

    Niniejszym dołączyłem do grona Polaków Premium™ osiągając to o czym wielu innych w tym kraju marzy. Tfu, gardzę biedotą.

    #polakpremium #pracbaza #korposwiat #chwalesie #heheszki

    źródło: bogactwo.png

  •  

    Cwaniactwo i spryt to chyba najlepsze perki jakie można w życiu mieć ( ͡° ͜ʖ ͡°) Dostałem właśnie wyniki z E14(Tworzenie aplikacji internetowych i baz danych oraz administrowanie bazami) i dostałem 89% W ogóle nie miałem ochoty uczyć się tego w ramach szkoły, nie potrafiłem sqla, php, jsa, a nawet nie pamiętałem wielu rzeczy potrzebnych do robienia css, ale wykorzystałem zmysł cwaniactwa i dzięki narzędziom deweloperskim z chrome i plikom dostępnym w folderze instalacyjnym xamppa objechałem cały ten śmieszny egzamin na ez, nawet pełny fragment łączenia się z bazą, wysyłania i wypisywania zapytania w php zerżnąłem z examplowego pliku. Tak się powinno żyć ( ͡° ͜ʖ ͡°)ノ⌐■-■ #programowanie #techbaza #informatyka #komputery pokaż całość

    źródło: cf-images.us-east-1.prod.boltdns.net

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika coolerini

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (1)