•  

    dzisiejsze show należy nie do piłkarzy a do kibiców. Szacun do ultrasów Cracovii za oprawy #mirkohooligans #mecz #ekstraklasa

  •  

    Mielcarski jest jebniety mało który bramkarz by to złapał
    #wislakrakow

  •  

    Nie wiem co Sobol zrobił przez te 2 dni, ale drużyna gra dużo lepiej, chociaż te bramki bardziej z winy Cracovii to nawet Cuesta się fajnie prezentuje.
    #wislakrakow

  •  

    no Wegrzyna popierdolilo mowiac zeby bez kibiców gosci rozgrywac takie mecze bo oni prowokuja... no kurwa jego mac XD #mecz #wislakrakow

  •  

    Probierz chyba sobie dopiero teraz zdał sprawę, co on pierdolił przejmując cracovie xD
    #wislakrakow #cracovia #mecz

    źródło: xD.JPG

  •  

    Lepiej żeby wygrali 3:0 niż walkowerem z powodu zadymienia. Co sądzicie?

    #wislakrakow

  •  

    Jeśli sędzia ogłasza walkower z powodu zachowania kibiców gospodarzy to strzelone bramki liczą się do statystyk?
    #wislakrakow #ekstraklasa

  •  

    Jak skończy się 0:3 to mimo, że Probierz podobno nie jest tylko trenerem w klubie to wydaje mi się, że ciężko będzie mu się utrzymać na posadzie trenera... I tak wytrzymał długo właściciel, bo normalnie to by się szybciej skończyło.
    #ekstraklasa

  •  

    Czy probierz poleci?

    • 37 głosów (58.73%)
      TAK
    • 26 głosów (41.27%)
      NIE
  •  

    Llonch żółtko, wpuścić Wojtkowskiego, ustawić się na gre do przodu a przy okazji na kontre
    #wislakrakow

  •  

    W meczu gdzie gra średnio wygląda, wygrywamy końcówkę. Pięknie gol Wasyla, gol Imaza też fajny trochę poszedł pinball ale kogo to ;D
    #wislakrakow

  •  

    laski w paski nawet stadionu na derby nie potrafia zapelnic
    #wislakrakow

  •  

    Cześć wszystkim, wołam wszystkich z mojego majowego znaleziska dotyczącego skradzionego roweru LINK.
    Sprawa została zgłoszona na policję. Wczoraj otrzymałem list z Prokuratury Rejonowej, Wydział Karny.

    Sytuacja na chwilę obecną wygląda tak, że gościa złapali i ma przybity czyn z art. 278 ust 1 kk w związku z art. 64 ust 1 kk i inne ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Cieplutko pozdrawiam!

    PS. Nie ogarnąłem jak działają mikrolisty i myślałem, że muszę wołać do nowego znaleziska więc wołam tutaj wszystkich zainteresowanych moją sprawą z maja
    pokaż całość

    źródło: x0.wykop.pl

  •  

    Mircy, zamówiłem pod koniec piździernika zestaw słuchawkowy Xiaomi na Banggood, niestety - nie dotarł. Majfrendy napisały, żebym skoczył na pocztę, bo ponoć czasem poczta olewa dostarczanie paczek nierejestrowanych. Spotkał się ktoś z Was z sytuacją, ze przesyłka (nierejestrowana) nie została Wam zaawizowana a czekała na poczcie?

    #xiaomi #banggood

  •  

    Z PS - nie tolerują adbloka więc jebać ich:

    Prezes Wisły: Biała Gwiazda przerosła Ramireza. Mamy potencjał, by grać inaczej

    Decyzja o zmianie trenera nie była impulsywna. Nie stać nas na reagowanie w emocjach – mówi Marzena Sarapata, prezes Białej Gwiazdy.

    Prezes Wisły Kraków Marzena Sarapata tłumaczy zwolnienie trenera Kiko Ramireza
    – Szkoleniowiec był bardzo konserwatywny. Być może klub trochę go w pewnym momencie przerósł – mówi
    Od nowego roku Wisłę poprowadzi Juan Carillo. – Znamy się z nim od roku. Wiemy, jak pracuje – dodaje Sarapata

    MICHAŁ TRELA: Dlaczego Kiko Ramirez nie jest już trenerem Wisły Kraków?
    Marzena SARAPATA: To nie ma nic wspólnego z meczem z Wisłą Płock ani z Górnikiem Zabrze. Te spotkania tylko utwierdziły nas, zarząd, w przekonaniu, że trzeba dokonać tego kroku. To nie była impulsywna decyzja. Projekt: „Kiko Ramirez” zakładał, że w pewnym stopniu polepszymy się w konkretnych aspektach gry. Po dziesięciu miesiącach zaczęliśmy sprawdzać, czy tak się stało, i nie do końca tak było. Czasami nawet wręcz odwrotnie.

    Jakie aspekty ma pani na myśli?
    Marzena SARAPATA: Nie patrzymy tylko na punkty, ale też na to, jak je zdobywaliśmy. Trzeba zaznaczyć, że nie jest tak, iż Ramirez w niedzielę po raz pierwszy usłyszał, że mamy do niego jakieś zastrzeżenia. Próbowaliśmy już wcześniej wyjaśnić wiele rzeczy. Na przykład kwestię kontuzji, przygotowania fizycznego czy wykorzystania badań w treningu. Za każdym razem nie otrzymywaliśmy jasnych odpowiedzi. Sugerowaliśmy mu pomoc w wielu obszarach, oferowaliśmy możliwość korzystania z najnowszych technologii. Trener mówił, że tego nie potrzebuje.

    Czego jeszcze oczekuje pani od szkoleniowca?
    Marzena SARAPATA: Przede wszystkim wykorzystania potencjału zawodników. Wisły nie stać na to, by mieć piłkarzy dobrej jakości, którzy grają na pięćdziesiąt procent potencjału. Chodzi o to, by przyszedł ktoś, kto jest z nich w stanie wykrzesać sto procent. Po to mamy szeroki sztab. Nasze założenia były takie, że mamy piłkarzy na dzisiaj, na jutro i na za tydzień. Może nie wszyscy o tym wiedzą, dlaczego Petar Brlek stał się piłkarzem, którego sprzedaliśmy do Serie A. Miał oczywiście duży potencjał, ale bardzo istotne było to, że Radek Sobolewski zostawał z nim i trenował indywidualnie, uczył go pewnych zachowań. Od początku oczekiwaliśmy od pierwszego trenera, że jego sztab będzie pracował indywidualnie z zawodnikami, czasem ćwiczył formacjami. Biorąc Tibora Halilovicia, zdawaliśmy sobie sprawę, że to gracz z potencjałem na jutro, ale że trzeba nad nim pracować. Jeśli słyszę od trenera, że wystarczy mu trening z całą drużyną i nie potrzebuje dodatkowych zajęć, a z drugiej strony słyszę narzekanie na tego zawodnika, to coś jest nie tak. Staraliśmy się namówić, zachęcić szkoleniowców, by pracowali indywidualnie. Trener Sobolewski zapewniał, że może zostawać codziennie i ćwiczyć indywidualnie z zawodnikami. Trener Ramirez tego nie chciał.

    Gdyby Ramirez wszystko to robił, pracowałby dalej w Wiśle przy takich samych wynikach?
    Marzena SARAPATA: Trudno powiedzieć, ale gdybyśmy widzieli, że wyciąga wnioski z sytuacji na boisku, uwierzylibyśmy, że to może przynieść rezultat. Latem były duże zmiany, lecz zaczęłam się bać, czy w ogóle skończymy rundę zasadniczą w ósemce. Po meczu z Wisłą Płock jeszcze się to na siliło. Mogliśmy albo reagować teraz, albo czekać, co się wydarzy. Mam świadomość, że każdy trener sam sobie wyznacza tryb pracy, ale dla nas w klubie pewne rzeczy są standardami minimum. Jeśli możesz korzystać z czegoś, co klub ma, to dlaczego nie korzystasz? Gdyby trener to robił, zupełnie inaczej byśmy rozmawiali.

    Latem pozyskiwaliście piłkarzy wyłącznie za darmo, przeprowadziliście największą rewolucję personalną od 20 lat. Nie sięgaliście wyłącznie po graczy, którzy z miejsca gwarantowaliby odpowiednią jakość. Skąd przekonanie, że Wisła ma potencjał, by grać o wyższe miejsca?
    Marzena SARAPATA: Wisła ma potencjał, by grać inną piłkę: zorganizowaną, ofensywną, dokładną. Trener powinien z tego wyciągnąć najwięcej, jak się da. Było widać, że czegoś brakuje. Nie było reakcji na wydarzenia na boisku. Nie było zapobiegania katastrofom. Prezesi w Wiśle nigdy nie będą wtrącać się do składu, ale chodzi mi o reakcję na zagrożenie i na błędy. Konsekwentne granie w taki sam sposób, bez względu na wynik, zmiany ustalone wcześniej, co by się nie działo na boisku, to była droga donikąd. Ramirez się sprawdził. Był dobrym trenerem. Pracował dzień i noc. Dzięki niemu drużyna zajęła szóste miejsce w poprzednim sezonie. Był jednak bardzo konserwatywny. Być może klub trochę go w pewnym momencie przerósł.

    To, że Ramirez mówił tylko po hiszpańsku, miało wpływ na decyzję zarządu? Denys Bałaniuk, ukraiński napastnik, narzekał w mediach społecznościowych, że nie rozumie trenera.
    Marzena SARAPATA: Na naszą decyzję nie miało to wpływu, ale na pewno było uciążliwe. Co do Bałaniuka, jeżeli prawdą jest, że krytykował trenera w mediach społecznościowych – nie widziałam tego – to takie zachowanie jest absolutnie niedopuszczalne. Zawodnik nie miał prawa tak napisać i, rzecz jasna, rozmowa z nim była stanowcza. Ale wiem, że nie rozumiał trenera i że trener nie chciał, aby podczas odprawy, lub po niej, towarzyszyła mu osoba, która będzie tłumaczyć dla Denisa.

    Wszystkie argumenty można zrozumieć, ale czy nie lepiej było ze zmianą trenera poczekać jeszcze tydzień, do końca rundy? Co by się stało, gdyby Ramirez poprowadził zespół w dwóch ostatnich meczach?
    Marzena SARAPATA: Nie wierzyliśmy, że to może cokolwiek zmienić. Uważam, że ta zmiana, w tym momencie, może zrobić więcej pożytku, niż spokój, który zostałby z trenerem Ramirezem. Trener Sobolewski daje większe szanse na powodzenie w derbach. Jego charakter i wiślacka charyzma zmotywuje drużynę. To jasne, że mogliśmy te pięć dni poczekać. Pierwotnie nasz plan był taki, by rozstać się po rundzie. Zależało nam, by skończyć jesień w dobrym stylu i dopiero wtedy zmienić trenera. Teraz mało kto uwierzy, ale naprawdę tak było. Chcieliśmy uniknąć sytuacji, w której wpadlibyśmy w kryzys i musielibyśmy brać tego, kto jest dostępny, a nie tego, kogo chcemy. Stąd się bierze tzw. karuzela trenerska.

    Dlaczego w takim razie chcieliście Joana Carillo?
    Marzena SARAPATA: Znamy się z nim od roku. Wiemy, jak pracuje. Zeszłej jesieni był w Krakowie, wizytował bazę w Myślenicach. Spotkaliśmy się na kolacji. Zrobił na nas wrażenie, bo oprócz tego, że mówił poprawnie po angielsku, przyszedł z tabletem i przeprowadził bardzo długi wykład na temat Wisły, poparty filmikami i slajdami. A trzeba pamiętać, że on nie walczył o pracę w Wiśle, tylko Wisła o niego. Byliśmy dla niego opcją numer dwa-trzy, a mimo to miał nas rozpracowanych w małym palcu. Ma osobowość, która sprawia, że potrafi się znaleźć w danej rzeczywistości. Nie trzyma się raz upatrzonego stylu gry. Gdy był w naszym ośrodku w Myślenicach, od razu coś chciał zmieniać, coś poprawiać. Chcemy trenera, który ma wizję i wymagania. Który nas też mobilizuje. Cała Wisła musi iść do przodu.

    Nie obawia się pani, że ta zmiana to za duże ryzyko?
    Marzena SARAPATA: Zawsze jest ryzyko. Ale jeśli dzisiaj ktoś nam mówi, że popełniamy błąd, uważam, że powinien nam zaufać, bo gdy zatrudnialiśmy Ramireza, też zewsząd słyszeliśmy, że to nieporozumienie. Zmiana trenera to ma być krok naprzód dla całego klubu. Sytuacja, jaka się wytworzyła, przyspieszyła naszą decyzję. Rok temu Carillo ostatecznie wybrał Hajduka Split. Po jego rozstaniu z chorwackim klubem wiedzieliśmy, że długo nie zostanie bez pracy. Mogliśmy dostać nasz wybór numer jeden, tylko trzeba było reagować od razu. Zawsze będzie ryzyko. Ale ta decyzja jest przemyślana. Dokładnie liczyliśmy ryzyko, pieniądze, punkty. Nie stać nas na podejmowanie emocjonalnych decyzji.

    Wisła jest dziś na granicy grupy mistrzowskiej i spadkowej. Gdy Carrillo przyjedzie do Polski, usłyszy, że celem Wisły jest awans do europejskich pucharów?
    Marzena SARAPATA: Przyjedzie do nas między świętami a Nowym Rokiem i dopiero wtedy będziemy wspólnie ustalać cele i możliwości. Jestem człowiekiem, który przychodził do klubu z pełną pokorą i to się w żadnym stopniu, po półtora roku pracy, nie zmieniło. Chcę najpierw wysłuchać jego, usłyszeć, co ma do powiedzenia i jakie ma spojrzenie na nasz zespół. W trakcie tej rozmowy wspólnie określimy cel. Proszę pamiętać, że w poprzednim sezonie też był bardzo krótki moment, w którym mogliśmy mieć nadzieję na walkę o powrót do europejskich pucharów. Taki cel został postawiony przed sztabiem szkoleniowym i zawodnikami, rozpisaliśmy odpowiednie premie, ale się nie udało. Mimo to, trener pracował dalej, jesteśmy bowiem w stanie realnie ocenić, że wtedy awans do pucharów byłby bardziej wynikiem szczęścia. Wówczas nie do końca był na to potencjał.

    W środę odbędą się derby Krakowa. Jest pani prezesem, ale też kibicem Wisły. Tak po ludzku, lubi pani mecze z Cracovią?
    Marzena SARAPATA: Pełnienie tego stanowiska trochę mi odebrało tę czysto kibicowską przyjemność. Teraz nadal nie da się tego nie przeżywać, a trzeba przy tym być prezesem. Ale uważam, że derby są potrzebne. Ten mecz to musi być stały punkt programu w każdym sezonie.

    Ma pani jakieś relacje z władzami Cracovii?
    Marzena SARAPATA: Żartobliwie sobie dokuczamy. Jesteśmy z jednej branży. Ale to są tacy koledzy, z którym wiadomo, że się „nie lubimy”. Kontaktów towarzyskich nie utrzymujemy, ale zawsze wymieniamy kilka zdań.
    #wislakrakow
    pokaż całość

  •  

    Froome na dopingu. Dwukrotne przekroczenie stężenia leku na astmę. Wykryto to na Giro. Znajac zycie sprawę zamiotą pod dywan #sport #kolarstwo

  •  

    Jak tam Mirki spod tagu #wislakrakow i #derbykrakowa ? Adrenalinka już jest? ( ͡° ͜ʖ ͡°) Byle do 16 w pracy i wio na R22.
    Damy radę. WIsła PANY ᕦ(òóˇ)ᕤ
    #ekstraklasa

    źródło: bi.gazeta.pl

  •  

    Wielka Krakowska Święta Wojna już jutro. A człowiek mimo, że trójka z przodu dalej ekscytuje się jak małolat. To jest właśnie piękno tego sportu. Teraz tylko pasiastym damom na ich markecie trzeba pokazać miejsce w szeregu ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗ
    Polecam fajną zapowiedź #derbykrakowa
    #wislakrakow #ekstraklasa

    źródło: youtube.com

  •  

    Wiele kobiet rezygnuje z częstej komunikacyjnej jazdy rowerem z powodu prozaicznej przyczyny - boją się, że umięśnione nogi będą je po prostu szpecić. Mocno umięśnione kończyny dolne wydają im się nieatrakcyjne, a wierzą, że jazda rowerem się do tego mocno przyczyni.

    Słabo mi się zrobiło po przeczytaniu tego ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    #rower #kolarstwo #cwiczenia #logikarozowychpaskow #rakcontent pokaż całość

    źródło: bi.gazeta.pl

  •  

    najlepszy telefon do 1500zł obecnie na gearbest
    #gearbest

  •  

    moim zdaniem mogli poczekać z tym zwolnieniem do koca rundy.
    najważniejsze są derby i nie potrzebny jest chaos z trenerm.

    uważam, że albo go powinni zwolnić wcześniej (mieli podstawy) albo zaczekać do końca grania w tym roku bo derby jedak są ważne i lepiej nie robić cycrku przed tak waznym meczem.

    mimo wszystko tej sytuacji mam nadziejej, ze derby dla nas
    Wisła Pany

    #wislakrakow
    pokaż całość

  •  

    za takie coś to jeszcze kartka powinna być dla cartliosa
    #wislakrakow

  •  

    na ostatnie 7 bramek jakie stracila wisla, to 6 razy wychodzilem z pokoju. dzis poszedlem do kuchni i od razu jeb, bramka
    #wislakrakow

  •  

    Polecam 17 letni artykuł Tomasza Toszy

    Sporo ostatnio mówiłem o BRD. Kiedyś napisałem o tym reportaż. 17 lat temu. Czy wiele się zmieniło w podejściu Polaków do jeżdżenia po drogach?

    NIECH PAN TAM JEDZIE PO DESZCZU

    LEAD: Kto by tam patrzył na jakieś znaki. Antyradar milczy. Nikt nie błyska światłami. Jak się pojedzie wolniej, to może przecież spaść produkt narodowy brutto

    W Brudzowicach to nie jaskółki zapowiadają deszcz. Pewniejsze od ptaków są lawety. Zbierają się przy drodze. Cztery, czasem siedem.
    Po deszczu słychać tylko wycie karetek pogotowia i policyjne radiowozy.
    Jedna niedziela: osiem wypadków, trzy trupy, czternaście rozbitych aut, w tym samochód wiozący generała policji.
    Jeden rok: ponad trzysta rozbitych aut.
    Siedem ostatnich lat: co najmniej 32 zabitych, ponad 200 rannych.

    Serce do przeszczepu

    Nie wiadomo, dlaczego kierowca mercedesa zaczął hamować tak późno. Nie widział wypadku? Rozświetlonych lawet, migoczących lamp? Zagapił się?
    Przód auta zanurkował. Nie słychać pisku opon, było zbyt mokro. Samochód zatańczył, jeden obrót, drugi, odbicie od bandy. Laweciarze rzucili się do ucieczki. Mercedes wbił się bokiem w stojący na poboczu samochód pomocy drogowej, która wyciągała rozbite kwadrans wcześniej inne auto.
    Fotel kierowcy był węższy od zagłówka.
    Pasażerka już nie żyła (złamane żebro przebiło serce), mężczyzna gasł, kiedy laweciarze wyszarpywali go spomiędzy blach. Nogi w strzępach, miednica w kilku kawałkach.
    Przybiegł lekarz z jednego z samochodów, które utknęły na zablokowanej drodze. Dłonią wygrzebał resztki wymiocin z ust kierowcy. - Czy ktoś ma maskę do sztucznego oddychania? - krzyczał. Laweciarka, dziewczyna po szkole pielęgniarskiej, odsunęła lekarza. Zwinęła gazę na pół. - Ty rób masaż serca! - poleciła.
    Serce zaskoczyło na krótko.
    Było zdrowe i silne - poszło do przeszczepu. Miało 41 lat. Kobiecie lekarze pobrali rogówkę i skórę z ud i ramion.

    Pół metra bandaża

    To nie jest zła droga. Inaczej: to jedna z lepszych dróg w Polsce - dwie jezdnie, cztery pasy, gładki asfalt, bez dziur, bez przełomów, bez kolein. 46 tysięcy samochodów dziennie. Średnio dwa tysiące na godzinę.
    Na poboczu: kawałek tablicy rejestracyjnej (biała, numer warszawski), złamana wycieraczka, obudowa od lusterka (passat), gumowa uszczelka drzwi, złożona na pół przednia szyba z winietkami autostradowymi Czech i Austrii, styropian ze zderzaka, tylna lampa laguny, pół dekla na koło od mitsubishi, prawie cały dekiel od audi, jakaś plastikowa obudowa ze znaczkiem skody, odbłyśnik lampy mercedesa (jak nowy), resztki opony z napisem "fury" (czyli furia), jeszcze dwa lusterka z rozbitymi szybami (bordowe metalik i niebieskie), przecięte pasy od dziecięcego fotelika, pół metra bandaża ze śladami krwi.

    Policjanci z drogówki powiedzieli: - Chce pan widzieć wypadek na żywo, to niech pan tam jedzie zaraz po deszczu. Ma pan 95 procent szans.
    Tam, czyli na Drogę Krajową numer 1, kilometr 511 + 350 metrów, jezdnia prawa, kierunek do Katowic. Do Brudzowic pod Siewierzem. Niespełna 40 kilometrów przed Katowicami.

    Otoczony mgiełką wody

    Piątek po południu, 21 września. Ciepły front przyszedł z zachodu, gęste niskie chmury, mżawka. Na taką pogodę czekałem kilka dni.
    Na jedynce tłok. Prawym pasem pełzną wielkie ciężarówki: kopcące liazy, kamazy, tatry, przedpotopowe jelcze, każdy wiezie po trzydzieści ton węgla. Między nimi kaszlą małe fiaty, pordzewiałe skody. Lewym pasem przemykają lepsze wozy. Co chwila z kolumny ciężarówek wyrywa się na lewy pas tirowiec. Czarna laguna poradziła sobie z zawalidrogą, wciskając się wężykiem na prawy pas, wyskoczyła mu przed maską.
    Za Dąbrową Górniczą jezdnia jest już mokra. Mijam skrzyżowanie w Siewierzu. Boję się.
    Rano policjanci pokazywali mi meldunki z wypadków, widziałem zdjęcia. Przez kilka ostatnich dni słuchałem opowieści laweciarzy, rozmawiałem z ludźmi, którzy przeżyli Brudzowice. Widziałem, co wyprawiają tu kierowcy.

    Zwalniam do przepisowych 70 kilometrów na godzinę. Wyprzedza mnie tir otoczony mgiełką rozpylonej wody. Podmuch spycha na pobocze. Po plecach chodzą mi dreszcze.
    Podjeżdżam do szczytu górki, we wsi jest skrzyżowanie, na którym muszę zawrócić. Jadę lewym pasem, od dwustu metrów sygnalizuję zamiar skrętu. W lusterku widzę wściekłe błyskanie światłami, żebym ustąpił drogi. BMW śmiga z prawej. Po kilkunastu sekundach nie widzę nawet jego świateł - jechał 130, może 150 kilometrów na godzinę.
    Do zjazdu w pola, gdzie mogę bezpiecznie czekać na wypadek, zostało pięćset metrów. Najpierw tablica: "Kontrola radarowa". Za nią znak: "Uwaga: Wypadki". Za nimi dwa znaki: "Ograniczenie prędkości: 70". Ponadwymiarowe, takie jakie stawia się na autostradach. Teraz łomocą zatopione w asfalt czerwone pasy zwalniające. Sam zakręt - wielka tablica: Czarny punkt. Ilu zabitych (2), ilu rannych (16). Pełna fikcja - liczby były nieaktualne już w dniu, kiedy ją stawiali trzy lata temu.
    Pięć lawet już czeka.

    Tam były jakieś znaki?

    Łuk w lewo. Na mapie nie jest nawet zaznaczony. Przestało padać, więc za chwilę rozbije się jakieś auto. Laweciarze rozmawiają:
    - A pamiętasz dziewczynę z tego samochodu, którego dach zrównał się z przednią i tylną maską? Tę bez czucia od pasa w dół. Okazało się w szpitalu, że skróciła się o trzy centymetry, bo jeden z kręgów szyjnych rozpadł się na kawałki.
    - To było w lipcu, jak ten Bułgar rozwalił mercedesa i się zapalił?
    - Dokładnie wtedy. Cały dzień był porąbany. Jaki jest rekord lipca - chyba wywieźliśmy 28 aut w ciągu jednego dnia?
    - Ja naliczyłem 32.
    - Rzeczywiście. Ta baba we fiacie rozwaliła pięć aut, zanim się zatrzymała.
    - A pamiętasz, jak Tadkowi rozbili lawetę?
    - Wyciągałem wtedy z rowu mazdę, która rozwaliła mercedesa. Spojrzałem tylko, jak z górki zasuwa volvo 440, widzi cały bajzel, daje depa na hamulec i zaczyna kręcić śmigło na kołach. Spierdalać, krzyknąłem.
    - Wiozłem ostatnio klienta do Warszawy, pięknego merca skasował, sam wyszedł bez szwanku. Pytam go: Czemu pan nie zwolnił? On: Tam były jakieś znaki?
    - Zabawne. Jak z tym biznesmenem, którego podwoziłem do Sosnowca. Otrzepał garnitur, wyciągnął komórkę i dzwoni, żeby na niego poczekali z podpisaniem kontraktu, bo właśnie miał wypadek, ale już jedzie dalej. I daje mi trzysta złotych, żebym go podwiózł lawetą...
    - Dziwisz się, czas to pieniądz. Pamiętasz tego gościa, który stał dziesięć minut na blokadzie policyjnej po wypadku? Tak chciał nadrobić czas, że wystartował z piskiem opon i po trzystu metrach owinął się dachem dookoła drzewa.
    - A co z dziewczyną z tego rozbitego opla z niedzieli?
    - Zmarła w szpitalu. Pęknięta wątroba, śledziona.
    - Szkoda. Bo ładna była.

    Prędkość, poślizg, trzeźwi

    Niedziela, 17 września.
    Meldunki policji:
    Godzina 3.45, Brudzowice. Fiat. Kierowca nie dostosował prędkości jazdy, na łuku drogi stracił panowanie nad pojazdem. Trzeźwy.
    Godzina 9.00, Brudzowice. Passat, na śliskiej jezdni kierowca stracił panowanie nad pojazdem, uderzył w tył jadącego przed nim VW golfa i zjechał na pobocze. Kierowca i pasażer lekko ranni.
    Pasażerem był zastępca komendanta głównego policji generał Władysław Padło. Śpieszył się do Katowic na uroczystości katyńskie.
    Godzina 10.30. Kierujący renault laguną stracił panowanie nad pojazdem i uderzył w prawidłowo stojący na poboczu radiowóz komendanta policji z Siewierza. Kierowca trzeźwy. Przyczyna: niedostosowanie prędkości.
    Godzina 11.20, Brudzowice. Fiat. Na łuku drogi. Nie zapanował. Trzeźwy. Prędkość.
    Godzina 12.45, Brudzowice. VW polo. Jak wyżej.
    Godzina 16.55, Brudzowice. Kierujący samochodem opel kadett stracił panowanie nad kierownicą, uderzył w bariery energochłonne, wzbił się w powietrze, przeleciał około 30 m, obracając się w powietrzu i uderzył dachem w dach prawidłowo jadącego poloneza. Na miejscu zginął kierowca i pasażer opla, kolejna pasażerka umarła po przewiezieniu do szpitala. Trzy podróżujące polonezem osoby w stanie ciężkim.
    Godzina 17.30. Kierowca samochodu osobowego marki Ford podczas hamowania nie zapanował nad pojazdem i zderzył się z mercedesem. Prędkość. Kierowcy trzeźwi.
    Godzina 18.00. Kolizja trzech samochodów: peugeot, ford, mercedes. Nadmierna prędkość. Poślizg. Wszyscy trzeźwi.
    Przez cały dzień padał deszcz.

    Tak wygląda ludzki mózg

    Na rogatkach Siewierza Radosław i Marzena Sławkowie mają plac, na który zwożą rozbite wozy. Wybebeszone wraki, okryte folią - właściciele jeszcze w szpitalach albo rodziny ofiar nie zdążyły się zgłosić.
    Marzena - piękna, wysoka dziewczyna, pielęgniarka - prowadzi do wraku.
    - Co to było za auto? - pytam. Zmiażdżone blachy, wydarty dach, jak pognieciona kulka papieru.
    - Opel kadett. Proszę popatrzeć na podsufitkę. Te różowe... Tak wyglądają kawałki ludzkiego mózgu.
    Miękną mi kolana. Ona mówi dalej: - Nie mam pojęcia, z jaką prędkością trzeba jechać, żeby uderzyć w barierę z taką siłą, by ją przerwać, wybić się w powietrze, lecieć 30 metrów, kręcąc korkociąg. 160 kilometrów na godzinę? - zastanawia się. - W tym aucie było radio i głośniki za kilka tysięcy złotych, a opony były kompletnie łyse.
    - Dlaczego mówią na was laweciarzy, sępy? - pytam.
    - Bo nie wiedzą, że ja i mój mąż Radosław mamy skończone kursy ratownika medycznego, że jeszcze jedna załoga lawety jest ratownikami. Bo myślą, że my się cieszymy, że ludzie się tam rozbijają.
    - Wie pan, kiedy byłam najszczęśliwsza? Jak kiedyś z leżącego na dachu samochodu wyczołgała się dziewczyna i śmiała się, że nic się jej nie stało, że przeżyła.
    2 lipca sama otarła się o śmierć. Jak zwykle po deszczu stała lawetą z włączonym radiem w polach obok zakrętu. - Gdy ktoś wyleci, to najpierw to słychać. To stało się dziwnie cicho - opowiada. - Kątem oka zauważyłam, że samochody zwalniają, mrugają światłami. Okazało się, że na drugim pasie w poprzek stoi dostawczy mercedes. Tak go obróciło? - pomyślałam. Wysiadłam i dopiero wtedy zauważyłam, że bandy leżą wyciągnięte. Przeleciał na drugą stronę. Zrobił się korek, biegnę bez zastanowienia między autami do dostawczaka. Widzę jak z góry zasuwa audi i zaczyna go obracać. Jezu! Uciekam między auta, na oślep. Jak najdalej, bo zaraz przywali. Łomot. Koło ucha gwizdnęła mi walizka, która wyleciała przez przednią szybę audi. Zrobiło się cicho. Stanęłam, audi w rowie, sześć rozbitych aut. Żyję.
    Marzena Sławek reanimowała kierowcę mercedesa, który wpadł w poślizg i rozbił się o lawetę na poboczu. Potem po wrak przyjechała siostra ofiar. Mieli pensjonat w górach, dorabiali się całe życie. Auto miało miesiąc. Wymarzone. Ona mówiła, że jeśli będzie miała mercedesa okularnika, to będzie miała wszystko i może umierać. On nigdy nie miał garnituru. Pierwszy kupił tydzień przed wypadkiem. Żartował wtedy, że będą go w nim chować.
    Kierowcom przestało zależeć na życiu
    Policjanci z zawierciańskiej drogówki świętowali powstanie powiatów jak mało kto - wraz z nowym rokiem 1999 brudzowicki zakręt śmierci przejmowali (wraz z całym powiatem ziemskim) ich koledzy z Będzina.
    - Zbierał pan kiedyś do worka kawałki człowieka, a może szukał pan w nocy urwanej ręki, która poleciała gdzieś w krzaki? - pyta jeden ze starszych policjantów z Zawiercia. - Albo oglądał ciało młodej kobiety, której blacha ucięła głowę? Jeśli nie, to nigdy pan nie zrozumie.
    Nadkomisarz Stefan Szczechla, naczelnik wydziału ruchu drogowego zawierciańskiej policji, w drogówce przepracował 15 lat, ale tego, co się dziś dzieje na drogach, nie potrafi pojąć. - Kierowcom przestało zależeć na życiu - mówi.

    Źle zaczęło być siedem lat temu. Po remoncie drogi. - Dopóki tam były głębokie koleiny, nic niezwykłego się nie działo - mówi naczelnik Szczechla. - Mało kto o zdrowych zmysłach próbował przez łuk przejechać szybciej niż setką. Bo to nie zakręt zabija, ale szybkość. Tu jednak to chyba nie tylko prędkość. W tym zakręcie jest coś niedobrego. Przejeżdżając przez niego, trzeba na środku łuku jeszcze dokręcić kierownicą w lewo. Gdy samochód jedzie zbyt szybko, to nie wystarczy dokręcić, trzeba jeszcze przyhamować, a na śliskiej jezdni powoduje to zarzucenie tyłem, poślizg.

    Czerkawski w BMW, Olbrychski w peugeocie

    Ile aut rocznie rozbija się na łuku w Brudzowicach?
    Policja jest pewna tylko trupów i ciężej rannych w wypadkach. - Wiemy, że większość zdarzeń odbywa się bez naszego udziału. Rozbite samochody lądują na lawetach, kierowcy nie wzywają nas, bo nie chcą ryzykować mandatu - tłumaczy podkomisarz Arkadiusz Miśta z będzińskiej drogówki. Właśnie dlatego przez pierwszych dziewięć miesięcy tego roku będzińscy policjanci mają w statystykach zaledwie 17 wypadków i 78 kolizji, w których zginęło pięć osób, a 28 zostało rannych.
    Firmy ubezpieczeniowe nie prowadzą zestawień kolizji i wypadków ze względu na miejsce. - Nasz lokalny oddział zna problem, ale rozbijają się tam auta z całego kraju, więc trudno nam nawet oszacować, ile tam tracimy - mówi Adam Taukert, rzecznik prasowy PZU, największego ubezpieczyciela w Polsce. Podobnie jest w Warcie.
    Laweciarze, którzy są w Brudzowicach dzień i noc, mają najbardziej wiarygodne dane. Na stałe dyżuruje pięć albo siedem wozów, które stoją w kolejce i zbierają rozbitków według kolejności. Do połowy września jedna z firm, która ma dwie lawety, wystawiła 123 faktury. Plus około 40 transportów bez rachunku. Oznacza to, że rocznie przed Siewierzem wypada z drogi grubo ponad 300 aut. A jeszcze samochody, które przelatują przez rów, gładko lądują na kołach w polu i wyjeżdżają o własnych siłach.
    Małe fiaty rozbite w Brudzowicach to te, które zepchnęło szybsze auto kręcące piruety na mokrej jezdni. Cmentarzysko mercedesów, BMW, lexusów, audi, opli, fordów, renault. Same szybkie.
    Kierowcy: głównie Warszawa, trochę Łódź. Drogie garnitury, głównie mężczyźni, w średnim wieku, dobrze ustawieni biznesmeni, przedstawiciele handlowi, wielkie korporacje w delegacji. Ze sław: hokeista Mariusz Czerkawski w nowiutkim BMW, aktor Rafał Olbrychski w peugeocie.

    40 kilometrów w kwadrans

    Warszawa, początek września. Rano u Szymona Gui był rehabilitant. Lewy bark ciągle jest sztywny. Dwa razy w tygodniu godzina ćwiczeń - trzeba nauczyć stawy, że pracuje się również w poziomie. Zbudować gorset z mięśni. Rany na twarzy zostawiły bladoróżowe blizny. Wypadek był we wrześniu ubiegłego roku.
    Szymon ma pretensje do lekarzy, że od razu nie ustawili nosa. Złamana przegroda, chrząstka przesunięta w głąb. Tłumaczyli, że nie dało się wszystkiego poskładać od razu. Będzie jeszcze jedna operacja.
    - Co boli najbardziej? - pytam.
    - Stopa.
    Nie powinienem pytać. Szymon nie ma stopy. Zmiażdżona między skrzynią biegów a złamaną kolumną kierownicy. To były strzępy. Strażacy wycinali go z karoserii hydraulicznymi nożycami.
    - Rozluźniłem się, to przecież piętnaście minut przed Katowicami - opowiada.
    - Jakie piętnaście minut? - pytam. - Przecież to jest 40 kilometrów.
    - Uwierz. To zawsze było 15 minut.
    Ma 31 lat, był merczem (zajmował się sprzedażą, promocją i ustawianiem towaru) w koncernie tytoniowym. Ford miał dwulitrowy silnik, 136 koni mechanicznych - 220 na godzinę, 9 sekund do setki. Dwie poduszki i ABS.
    - Setki razy przejeżdżałem ten łuk, i nic. Jak przez masełko. Nie mam pojęcia, co się stało. Na łuku było luźno, więc go ściąłem z lewego pasa. Nagle czuję plecami, że zaczyna mi znosić tylną oś na zewnątrz, lekka kontra kierownicą, puściłem gaz i auto zaczęło się kręcić wokół osi. Szarpnięcie i już leciałem w pole. Teraz sobie tłumaczę, że musiałem tyłem zjechać na pobocze, tam żwir zatrzymał koła i wykręciło auto. Dach, koła, dach, koła. Gdyby nie złamało się oparcie fotela, tobym nie żył.
    Lekcja fizyki
    - W Brudzowicach zbiegły się najgorsze okoliczności - tłumaczy mi Andrzej Brzozowski, były taryfiarz (cztery lata temu taksówka przestała się opłacać), dziś laweciarz z zakrętu śmierci. - Od Częstochowy do Koziegłów gierkówka jest kręta, przebija się przez pagórki ciasnymi łukami - trudno jechać szybciej niż 140 na godzinę. Potem sześć kilometrów idealnie prostej drogi, świetna widoczność, gładki asfalt. Można popędzić, ile fabryka dała. Na końcu prostej droga biegnie pod górkę. Auto zwalnia przed zakrętem na szczycie bez dotykania hamulca. Za górką znów prosta - kilometr w dół. Aż się prosi, żeby depnąć. Kto by tam patrzył na jakieś znaki. Antyradar przecież milczy. Nikt z naprzeciwka nie błyska światłami. Jak się pojedzie wolniej, to może przecież spaść produkt narodowy brutto.

    Łuk w lewo jest niewielki, ledwie 18 stopni.

    Po suchym fizyka pozwala przejechać z prędkoścą 130 kilometrów na godzinę. Na dobrych oponach, sportowych amortyzatorach z dobrym tłumieniem, bez szarpania kierownicą, bez odpuszczania gazu, bez hamulca i lekko ścinając łuk, można spróbować go przejść nawet przy 170. Bez żadnej gwarancji na przeżycie.
    - No, jeszcze trzeba dodać, że od Warszawy większość jedzie bez zatrzymywania. Po 260 kilometrach jazdy człowiek staje się już przymulony - mówi Brzozowski.
    Kierowca minął już od stolicy kilkadziesiąt takich łuków z ograniczeniem do 70, dziesiątki skrzyżowań z ograniczeniem do 70. Wszędzie dało się przejechać szybciej. Co tam: jeszcze jeden łuk.
    Jak zamarznie woda - przewracają się tiry
    Sierżant sztabowy Bogusław Kołdon z będzińskiej drogówki bierze mnie na miejsce. Sierżant zajmuje się bezpieczeństwem ruchu drogowego. Uważa, że łuk do idealnie wykonanych nie należy.
    - Drogowcy najpierw kładli dywanik na odcinkach prostych, potem zrobili łącznik na łuku i przy nakładaniu asfaltu wyszedł im garb - tłumaczy. - Zupełnie nieodczuwalny, gdy się jedzie z dopuszczalną prędkością - zastrzega od razu.
    Co się dzieje z samochodem po najechaniu na łuk? To zależy od szybkości, od stanu opon i amortyzatorów. Lekko wybite na garbie, zaraz za łukiem auto uderza przednią osią w asfalt. Jeśli amortyzatory dobrze nie wytłumią, koła się uślizgują. Im gorsze opony, tym łatwiej o poślizg. Próba kontrowania kierownicą kończy się tańcem na jezdni.
    O dziwo, auta w większości wypadków (rejestrowanych przez policję, czyli tych z ofiarami śmiertelnymi i rannymi) nie wylatują na zewnętrzną łuku, ale ześlizgują się do środka i dopiero tam odbijają od bandy, przelatują przez dwa pasy i do rowu albo na pole.
    Drogowcy wydali w tym roku już 200 tys. złotych na naprawę barier energochłonnych. To syzyfowa robota. Bariery stoją nienaruszone do pierwszego deszczu.
    - Poza tym jezdnia jest nieodwodniona - mówi dalej sierżant Kołdon. - Zimą niebezpieczny staje się drugi pas, do Warszawy. W dzień woda spływa sobie asfaltem na pobocze. Wieczorem zamarza i wtedy przewracają się tiry.

    Mamy kocie oczka

    Urzędnicy w Generalnej Dyrekcji Dróg Państwowych (Oddział Południowy w Katowicach) sprawiają wrażenie, jakby nie bardzo rozumieli, o co mi chodzi.
    - To nie jest najniebezpieczniejsze miejsce - zapewnia Grzegorz Błaszczyk, zastępca naczelnika wydziału dróg, który odpowiada za bezpieczeństwo.
    Zbaraniałem. - Pan wie, ile tam rocznie rozbija się aut? - pytam.
    - No... nie mamy takich zestawień.
    - Zapytam inaczej - ile macie czarnych punktów?
    - Siedemnaście...
    - Ile?
    - Oznaczonych mamy dwa. W Brudzowicach i kilka kilometrów dalej, w Podwarpiu.
    - Co zrobiliście, żeby poprawić tam bezpieczeństwo?
    - Zamontowaliśmy kocie oczka, ustawiliśmy znaki: kontrola radarowa, uwaga wypadki, czarny punkt i ograniczenie prędkości do 70. Więcej znaków ustawić się nie da. Tam jest problem egzekucji przepisów, a to jest sprawa policji. Nie potrafią sobie z tym poradzić. Wystarczyłoby, żeby ustawili się z radarem.
    - I to jedyny problem?
    - Droga jest wykonana zgodnie z normami. Jej prędkość projektowa wynosi 70 km na godzinę, co oznacza, że rzeczywista bezpieczna prędkość podróżna wynosi tam 100 km w każdych warunkach. Droga to nie jest tor wyścigowy. Winę za wypadki w 97 proc. ponoszą kierowcy, stan dróg jest przyczyną 0,12 proc. wypadków. Takie są polskie statystyki. Większa egzekucja ograniczeń prędkości, i będzie bezpieczniej.
    Tak samo uważa Jerzy Pałasz, naczelnik wydziału planowania Oddziału Południowego Generalnej Dyrekcji Dróg Państwowych, który odpowiada za remonty i budowę dróg. - Półtora roku temu zrobiliśmy nawet pomiary profili. Wszystko było w porządku. Można przebudować ten łuk do większych prędkości, łagodząc go i zwiększając profil poziomy, ale to przecież nie jest autostrada. To zwykła droga trzeciej klasy [klas jest sześć - przyp. red], pełniąca funkcje drogi ogólnodostępnej. Na dodatek zatłoczona.
    - Przebudujecie ten zakręt? - pytam.
    - Jeśli będą pieniądze. Półtora miliona złotych - mówi naczelnik Pałasz.
    Na razie musi wystarczyć neutralizator żył wodnych - półtora decymetra sześciennego kamienia i metalu zakopane w pasie między jezdniami. Na początku sierpnia umieścił go tam inżynier elektryk Zygmunt Hołoga, dyplomowany radiesteta z Pszczyny. Za darmo, bo przeraził się, gdy mu brudzowiccy laweciarze opowiedzieli, ile tu zdarza się wypadków.
    - Deszczowa pora zwiększała tam promieniowanie strefy geopatycznej i jonizacji powietrza, co wydłużało czas reakcji kierujących - tłumaczy.

    Ślizg na ręcznym

    Piątek, 21 września wieczorem. Siedzę z laweciarzami w szoferce. O dach bębni deszcz.
    Próbujemy policzyć, ile w Brudzowicach tracą firmy ubezpieczeniowe. Wychodzi nam, że nawet kilka milionów złotych rocznie.
    Siedzimy, czekamy. Mija kwadrans.
    - Rany boskie! Leci - laweciarze rzucają się do swoich samochodów.
    Samochodem zarzuciło po wyjściu z łuku. Kierowca dał gazu, już miał wejść w następny zakręt, kiedy zaczęło go ściągać z jezdni. Orał brzuchem ziemię. Głuchy łomot giętych blach.
    Auto zsuwało się 50 metrów bokiem. Gdyby wiozło pasażera, nie żyłby. Kierowca: podarte ubranie, osłupiały. Menedżer Budki Suflera. Kiedy wpadł w poślizg, ratował się zaciskając hamulec ręczny. Nie miał zapiętych pasów, uderzenie wyrzuciło go z auta. Miał szczęście.
    Radiowóz w polu
    - Dlaczego nie ustawicie tam radaru na stałe? - pytam policjantów.
    - Radar w tym miejscu powodowałby dodatkowe zagrożenie - tłumaczy sierżant Kołdon.
    Robimy z policjantami eksperyment. W słoneczny dzień ustawiamy się radiowozem w polu, tuż za łukiem.
    Na nasz widok kierowcy wpadają w panikę. Widać, jak maski samochodów nurkują podczas gwałtownego hamowania.
    Laweciarze przyglądają się: - Gdyby było mokro, to czarne BMW byłoby nasze na sto procent.
    - Przed zakrętem ustawić radaru nie ma sensu - mówi sierżant Kołdon. - Zwolnią, potem gazu, i nieszczęście gotowe. Na samym łuku nie da się. Za łukiem bylibyśmy sprawcami tragedii, gdyby na śliskiej nawierzchni kierowcy na nasz widok próbowali hamować.
    Dlatego policjanci pod koniec września poprosili administratora drogi o ograniczenie prędkości na łuku w Brudzowicach do 50 kilometrów na godzinę.

    Zdjąłem nogę z gazu

    Wyciągarka ładuje na lawetę rozbitą alfę romeo. Urwane koło, silnik wybił maskę do góry. Ocalały dwie szyby. Rozbitek lekko potłuczony. Garnitur obsypał talk z wystrzelonej poduszki powietrznej.
    Policjant wypisał już mandat: - Teraz niech pan powie uczciwie, jak kierowca kierowcy, ile pan jechał?
    - Tak szczerze - to 130.
    - To nauczka, czym się kończy szybka jazda.
    - 130 jest szybko? Dla taaakiej bryki? - rzucił rozbitek.
    - Pan sobie kpi?
    - Skąd. Tylko zapomniałem, że polskie drogi nie pasują do nowoczesnych samochodów - odparł.

    #polskiedrogi
    pokaż całość

  •  

    Według naszego ulubionego janekxa89, Kiko coraz bliżej out. Zarząd miał rozmawiać z jakimś zagranicznym trenerem w sprawie przejęcia schedy po Kiko.
    #wislakrakow

  •  

    Pierwsza fotorelacja z budowy Velostrady. Lanie pierwszego z obiektów

    Reszta zdjęć
    https://imgur.com/a/2BQCJ
    #velostradajaworzno #jaworzno #rower

    źródło: i.imgur.com

  •  

    Witam tu #chinskiekody, jako że nadal pytacie się o to, czy dana paczka zdąży dojść na Święta lub przed końcem, to wieczorny wpis zawiera tylko promocyjne produkty z europejskich magazynów #gearbest:
    Od naszych południowych sąsiadów, tj. z Pragi:
    Kamera sportowa ThiEYE T5e WiFi 4K w cenie 101,99$ z kodem warehouseCZ10 (bez refa)
    Kamera sportowa Elephone EleCam Explorer Elite w cenie 55,99$ z kodem warehouseCZ17 (bez refa)
    Kamera HawKeye Firefly 8S 4K w cenie 121,99$ z kodem warehouseCZ34 (bez refa)
    TV Box Alfawise A95X R1 w cenie 24,99$ z kodem warehouseCZ07 (bez refa)
    Lampka smart Xiaomi Mijia w cenie 35,99$ z kodem warehouseCZ12 (bez refa)
    Waga łazienkowa YUNMAI M1301 czarna w cenie 45,39$ z kodem warehouseCZ35 (bez refa)
    Drony
    Dron składany TIANQU XS809W w cenie 39,99$ z kodem warehouseCZ27 (bez refa)
    Dron DJI Mavic Pro w cenie 925,99$ z kodem warehouseCZ31 (bez refa)
    Druk 3D
    Drukarka 3D Anet A8 Prusa i3 w cenie 128,99$ z kodem EUA8JK (bez refa)
    Drukarka 3D Tevo Tarantula w cenie 167,99$ z kodem EUTEVOKK (bez refa)

    Prosto z polskiego magazynu, czyli ze Słubic:
    Rejestrator jazdy Xiaomi Mijia w cenie 49,99$ z kodem warehousePL05(bez refa)
    Kamera do monitoringu Xiaomi Mijia 720P w cenie 34,99$ z kodem warehousePL07 (bez refa)
    Smartwatch Zeblaze THOR 3G w cenie 103,99$ z kodem warehousePL25(bez refa)
    Dron JJRC H37 Elfie w cenie 39,99$ z kodem warehousePL01 (bez refa) - PL
    Dron DJI Spark Mini w cenie 499,99$ z kodem warehousePL04 (bez refa)
    Dron DJI Mavic Pro Combo w cenie 1129,99$ z kodem warehousePL12 (bez refa)

    Więcej ofert na naszej stronie lub Facebooku.
    Obserwuj także tag #nowepromocje - pojedyncze promocje z chińskich sklepów - godzinowe, tylko dla Polski, bez czekania na całe zestawienie kuponów lub zobacz naszą stronę ChinskieKody

    Chcesz być zawołanym do promocji? Zapisz się na listę powiadomień Chińskie kody

    Obserwuj #chinskiekody aby nie przegapić żadnej okazji lub dodaj go na czarnolisto, by nie oglądać niepotrzebnych wpisów. Sprawdź starsze wpisy, by znaleźć oferty na inne #telefony, których nie było w tym zestawieniu lub dodaj wpis do ulubionych, by wrócić do niego później.

    Wysyłki zmniejszająca szanse na VAT:

    pokaż spoiler 1. Banggood - wysyłka Priority Direct Mail (PDM)
    2. Gearbest - w przypadku produktów z magazynu CN, HK HK-2 - przesyłka Priority Line (EU Express)
    3. Tomtop/Cafago - Wpisz w wiadomości do sprzedającego „please help me choose a tax-free shipping method”, by zmniejszyć szanse na VAT


    Płatności:

    pokaż spoiler 1. Paypal - ochrona kupującego 180 dni. Najlepiej z podpiętą kartą w dolarach, by nie ponosić kosztów przewalutowania.
    2. Karta kredytowa - w razie czego Charge Back.
    3. Wirtualna karta [Revolut](https://www.revolut.com/).
    4. Przelewy24 - wygodne do płatności w złotówkach na GB, ale dla bezpieczeństwa tylko niskie kwoty.


    Szukasz więcej?
    Polub stronę na Facebooku
    Dołącz do grupy na FB
    Strona ChinskieKody
    Aktualna oferta Hong Kong Goldway z Aliexpress
    Aktualne kupony rabatowe do iBuygou
    Telefony Xiaomi w Banggood i w Gearbest
    Odkurzacze automatyczne iLife i Xiaomi
    Informacje na temat zwrotów z Cashback
    Moda z Chin

    Linki bezpośrednie:

    pokaż spoiler https://www.aliexpress.com/store/311331
    https://www.ibuygou.com/categorie/xiaomi-1.html
    https://www.banggood.com/Wholesale-Attribute-Smartphones-c-1567-s-4403v36757.html
    http://www.gearbest.com/home-applicances-c_11323/
    http://www.gearbest.com/xiaomi-_gear/c_11992/


    #xiaomi #kodyrabatowe #kupony #drony
    pokaż całość

  •  

    Niby #jaworzno tacy hejciciele Metropolii a tu taki psikus?

    Paweł Silbert, prezydent Jaworzna, w piśmie skierowanym do Przewodniczącego Zarządu Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii Kazimierza Karolczaka, zaproponował obustronne obniżki w cenach biletów sieciowych miesięcznych i kwartalnych. Takie ulgi przysługiwałyby tym pasażerom którzy zmuszeni są do kupowania dwóch biletów okresowych w PKM Jaworzno i KZK GOP w celu dojazdu do miejsca pracy pomiędzy Jaworznem a GZM.

    http://silesiainfotransport.pl/blog/2017/12/04/pasazer-pkm-jaworzno-i-kzk-gop-z-ulga/#utm_source=rss&utm_medium=rss

    #slask #kzkgop #gzm #komunikacjamiejska
    pokaż całość