•  

    Brat zrobił konkurs na wierszyk o soli i popełniłam taki oto, chyba się nadaje na mirko... ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #sol #poezja #sosnowiec #slask #heheszki

    Dżentelmen pewien zza Rawy,
    Wybitnie świata ciekawy,
    Zaszedł po sól do Wieliczki.
    Nie będąc jednak geniuszem,
    Co przyznać szczerze tu muszę,
    Nie wziął ze sobą solniczki.
    Lecz pomysłowość miał wielką,
    Spodnią więc odzież zdjął wszelką,
    Aby dokonać zakupu,
    I po dziś dzień, tak wam powiem,
    Wzorem tym w mieście Sosnowiec
    Sypią se soli do dupy.
    pokaż całość

    +: r....t, m....3 +14 innych
  •  

    Jakie macie sposoby na Cygana z harmoszką rzępolącego od rana pod blokiem? Kiedyś paru darmozjadów tak mi podniosło ciśnienie, że złapałam jakiegoś starego glana, otwarłam okno i wydarłam się na cały głos "NAUCZCIE SIĘ NAJPIERW GRAĆ!"... i ku mojemu zdziwieniu poszli, zanim glan poszedł w ruch, ale dalej się nie nauczyli. ᕦ(òóˇ)ᕤ Zdjęcie poglądowe, nie moje.
    Przy okazji zapytam też, czy da się coś zrobić, żeby te cholerne kosiarki nie kosiły trawy od samego świtu. Dzisiaj zaczęli o ósmej, a w sobotę o siódmej, no jak żyć?...

    #boldupy #jakzyc #halasujo
    pokaż całość

    źródło: images24.fotosik.pl

  •  

    Klub Jagielloński zaspamował mnie dzisiaj żebraniem o darowiznę, mimo że już wcześniej wysłałam im porządny opieprz i pisemnie zadeklarowali się usunąć moje dane z wszystkich baz - zamiast tego po prostu wpisali mnie na listę "nie wysyłać"... i kolejny spam i tak wysłali. Pełna historia tutaj.
    Jeśli ktoś ma pomysł, co z tym dalej zrobić, to piszcie. Idę na piwo, bo się wkurzyłam - odpiszę później, jeśli w ogóle będzie jakiś odzew.
    #mikroreklama #mirkoreklama #afera
    pokaż całość

  •  

    Po obejrzeniu ostatniego odcinka mam taką teorię co do dalszych losów bohaterów... I nie, nie chodzi o to, że wszyscy zginą. Właśnie możliwe, że nie wszyscy.
    UWAGA, SPOILER!

    pokaż spoiler Przypuszczam, że George R. R. Martin był brzydkim i grubym dzieckiem, którego nikt nie lubił. Ładne dziewczyny go olewały, a popularni koledzy trzymali się od niego z daleka. Dlatego teraz mści się na nich wszystkich, wymyślając piękne kobiety i popularnych/przystojnych/walecznych mężczyzn, których po kolei morduje. Moim zdaniem w tej sytuacji rozsądne szanse na pozostanie przy życiu do końca całej historii ma tylko kilka postaci, z którymi mniej lub bardziej świadomie utożsamia się Martin: 1. Tyrion - bo jest powszechnie pogardzany z racji wyglądu fizycznego, mimo przewyższania inteligencją wszystkich dookoła (a za takiego niedocenianego geniusza uważał się pewnie Martin w dzieciństwie). 2. Sam - bo jest wyśmiewanym przez kolegów grubasem, który lubi czytać książki. 3. Lord Friendzone - bo Martin zapewne do momentu zdobycia pokaźnej gotówki był odrzucany przez wszystkie ładne dziewczyny mimo stawania dla nich na uszach; być może dojdzie nawet do skonsumowania friendzone'a w celu zaspokojenia fantazji autora i złagodzenia urazów psychicznych z okresu dorastania. Powyższa teoria "brzydkiego, grubego i nielubianego autora" tłumaczy również, dlaczego przy życiu utrzymują się nadal najwięksi sadyści pokroju Ramsaya - pozwalają oni Martinowi pokazać, co zrobiłby tym wszystkim pięknym i popularnym ludziom, którzy kiedyś się z niego śmiali, gdyby tylko dostał taką szansę. Sansa była na przykład typową rozpuszczoną, rozkapryszoną panną z bogatego domu, która nawet by na niego nie spojrzała, dlatego została ostatnio ukarana serią gwałtów, a wcześniej z obiektu jej westchnień Martin z satysfakcją zrobił geja. Można tu zauważyć, że Sansa dostała nawet swoją szansę na odkupienie win poprzez małżeństwo z Tyrionem, który: a) był od niej o wiele bardziej inteligentny; b) był dla niej naprawdę dobry; c) miał nawet kasę i dobrą pozycję społeczną - ale kapryśna idiotka i tak go nie chciała, bo był za mały. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Autor na bank miał też swoją "listę śmierci", którą powtarzał sobie do poduszki, zasypiając co noc ze łzami w oczach i batonikiem w ustach, co z kolei pozwala z nadzieją spoglądać na losy Aryi, której sam pewnie kibicuje. Jej oślepienie - choć to już nieco daleko idąca koncepcja - może tutaj symbolizować moment, w którym nastoletni autor, po odizolowaniu się od świata zewnętrznego, popsuł sobie wzrok od nadmiaru przyswajanej wiedzy (czytania książek) i musiał zacząć nosić okulary, co jeszcze bardziej pogorszyło jego wizerunek brzydkiego, nielubianego grubasa.

    #got #graotron #teoriespiskowe #bekazgrubasow
    pokaż całość

  •  

    Czyżby #bitcurex wzorem giełd azjatyckich zaczął bawić się w udawane transakcje? :/
    Boty były już wcześniej, ale można było je rozpoznać po wzorach, np. ustawianie oferty 0.01 PLN powyżej/poniżej najlepszej obecnej oferty czy kupowanie tej samej ilości/zwiększanej algorytmicznie ilości BTC w równych odstępach czasu. To mi wygląda na ustawianie losowych transakcji w celu sztucznego zwiększenia głębokości rynku. Niedobrze. Pora uciekać?
    #bitcoin #oszukujo
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

    +: p.....4, rfree +2 innych
  •  

    Kiedy wszystkie narkotyki zaczynają działać w tym samym momencie...
    #narkotykizawszespoko #sredniowiecze #heheszki #humorobrazkowy

    źródło: narkotyki zawsze spoko.jpg

    +: c....-, Alkonauta +9 innych
  •  

    Znalezione w zakamarkach Średniowiecza, posklejałam specjalnie dla mireczków. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    (Ostatnio ktoś wrzucił serię w tym tonie i chichrałam się jak głupia, więc chcę się odwdzięczyć.)
    #heheszki #sredniowiecze #humorobrazkowy #nsfw #karasiejedzoguwno

    źródło: arcydziela_sredniowiecza_kompilacja_diableecy.png 18+

  •  

    Ej, mirki, robię sobie właśnie test z Cosmopolitan "17 oznak, że to już na serio" i mam problem, więc chciałam się was poradzić w dwóch kwestiach, bo nie zgadzają mi się punkty. ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    1. Czy jeśli mój mężczyzna zamiast kwiatów kupuje mi czekoladowe babeczki z nadzieniem, to się liczy?
    2. Jak stwierdzić, czy uśmiecha się do mnie czule, czy z politowaniem, jeśli nosi brodę?

    #logikarozowychpaskow #pdk
    pokaż całość

    +: S....o, ninetyeight +5 innych
  •  

    Ej, obudzilibyście się w końcu, bo nie zobaczycie nawet końcówki przedstawienia. XD
    #bitcoin

    źródło: i.imgur.com

    •  

      @PIetwa: No to gratuluję i cieszę się, że pomogłam. :) Mam nadzieję, że za pół godziny, jak już uruchomią bezprowizyjny handel na stampie, kurs podskoczy dalej i zacznie się jakaś porządna jazda w górę, bo na razie już nieco opadło. :/ Sądząc po bitcointalk i np. wpisach pod tweetami Kodrica, entuzjazm wydaje się być jednak spory, a po przywróceniu stampa pojawi się też trochę pozytywnych artykułów w prasie i wzrost może zacząć się sam nakręcać. pokaż całość

    •  

      @diabLEEca: Zobaczymy jak to sie potoczy, najgorszym wypadkiem bedzie brak reakcji kursu, już lepiej jeśli zacznie spadac bo jest szansa na odbicie z impetem. Wybicie na finexie moim zdaniem było bezsensowne co już sami zrozumieli. Chińczycy raczej na spokojnie podchodzą do sprawy. Moim zdaniem możemy mieć mini pompe spowodowaną bitstampem, co pozwoli na trochę zabawy w short- na odwrócenie trendu spadkowego mid raczej bym nie liczył. Obstawiam korekte long do 70$ i dopiero wtedy kolejną bańkę 3k-10k. DanV twierdzi inaczej ale tak naprawde wszystko to wróżenie z fusów. Jedno jest pewne nowe ath bedzie na pewno :) pytanie tylko kiedy. pokaż całość

    • więcej komentarzy (8)

  •  

    Bitstamp ma zostać ponownie uruchomiony za 24-48 godzin (świeża informacja z Twittera CEO Bitstampa, Nejca Kodrica - screen w załączniku).
    #bitcoin #bitstamp

    źródło: i.imgur.com

    +: t...........i, S....o +7 innych
  •  

    Dobre wieści: Bitstamp potwierdził włam na 5 mln USD (niecałe 19 tys. BTC), ale klienci nie powinni z tego powodu ucierpieć, firma najwyraźniej pokryje straty z własnych rezerw, które akurat wiemy, że posiada - ostatnio mieli audyt. Tłumaczenie artykułu z insidebitcoins z oświadczeniem CEO Bitstampa w pierwszym komentarzu tutaj.

    Paradoksalnie może nam jeszcze z tego włamu wyjść mała pompa, bo Bitstamp pokazał, że nie każda giełda w przypadku włamu znika z resztą kasy. Zaufanie do bitcoina++ --> cena bitcoina++

    #bitcoin #bitstamp #kryptowaluty (was też zawołam, bo i inne krypty powinny się teraz odbić, a w każdym razie już tak szybko nie pozdychają)
    pokaż całość

  •  

    Przetłumaczyłam najnowszy komunikat ze strony Bitstampa - sama tam nie działam, ale myślę, że sprawa jest niezmiernie ważna:

    USŁUGI BITSTAMPA TYMCZASOWO ZAWIESZONE

    Mamy powód, aby uważać, że jeden z portfeli operacyjnych Bitstampa został narażony na niebezpieczeństwo 4 stycznia 2015. W ramach środków ostrożności mających zapobiegać zagrożeniom, Bitstamp trzyma jedynie niewielką część bitcoinów klientów w systemach online. Bitstamp posiada więcej rezerw offline niż potrzeba, aby pokryć zagrożone bitcoiny.
    W MIĘDZYCZASIE PROSIMY NIE DOKONYWAĆ WPŁAT NA POPRZEDNIO PRZYDZIELONE ADRESY DEPOZYTÓW BITCOINA. NIE MOGĄ ONE BYĆ HONOROWANE!
    Wpłaty uiszczone przez klientów przed godziną 9:00 5 stycznia 2015 czasu UTC (10:00 czasu polskiego) są w pełni pokrywane przez rezerwy Bitstampa. Wpłaty dokonane na nowo przydzielone adresy podane po godz. 9:00 5 stycznia czasu UTC (10:00 czasu polskiego) mogą być honorowane.
    Bitstamp bardzo poważnie traktuje nasze bezpieczeństwo oraz przejrzystość. W ramach dodatkowej ostrożności zawieszamy działalność, jednocześnie kontynuując badanie sprawy. W odpowiednim czasie powrócimy do działania i dokonamy należytych zmian w naszych środkach bezpieczeństwa.
    Zespół Bitstamp

    #bitcoin #bitstamp
    pokaż całość

  •  

    O lol, ktoś widzi, co to się odpieprza na bitcureksie? XD

    #bitcoin #bitcurex #tothemoon

    źródło: i.imgur.com

    +: T.....t, satoshi +1 inny
  •  

    #365rysunkow zapowiadało się tak dobrze, a tu już cenzura i zasady. ( ͡° ʖ̯ ͡°) Co to za sztuka bez wolności ekspresji? I gdzie jest wolny rynek? Oto @doria już na wstępie narzuca nam ograniczenia, jak następuje:

    2 stycznia - COŚ CO LUBISZ. (Bez niecenzuralnych rzeczy.
    4 stycznia - KULA Z DODATKAMI (...) Znowu - bez niecenzuralnych rzeczy;)
    6 stycznia - WZOREK (...) No i bez przeklejania
    7 stycznia - KSZTAŁT Z KROPEK (...) Bez wypełniania wzrokiem
    1. Cenzura. Wszystkie prace powinny być w trybie Safe For Work. (...) Jeśli jednak stwierdzisz, że hasło pozwala na narysowanie czegoś Not Safe For Work, ocenzuruj to;)


    O wieszczu, wzywam Cię przeto i pytam: Hej @marianbaczal, a co sądzisz o ograniczaniu wolnego rynku sztuki narzucaniem socjalistycznej cenzury i sztucznych ograniczeń w imię źle pojętego "bezpieczeństwa w pracy"? Co sądzisz o odrzucaniu przewagi technologicznej wybrańców, co to i przekleić potrafią, i wzrokiem wypełnić, byle tylko każdy zapóźniony technologicznie chłoporobotnik miał równe szanse? Czyż nie spowolnią te ograniczenia naszych dążeń do wolności i samoregulacji?

    #wolnyrynek #hejmarianbaczal #cenzura #marianbaczalcontent
    pokaż całość

    •  

      @diabLEEca: no wypełnianie wzrokiem to zdecydowanie wyższa szkoła jazdy. Thx.

      Wybacz że się zawiodłaś, te wpisy o cenzurze to tak bardziej formalność, żeby nie było, że nagle tutaj jakieś porno się znajdzie :P A że sporo luda nie rozróżnia erotyki od porno, to uznałam, że taki zapis trochę zabezpieczy oczy tych którzy na wykopie siędzą w pracy czy szkole :P

      No ale jak masz ciekawy pomysł i jest zajebisty bo ma cycki, to spoko. wrzucaj na nocnej zmianie najepiej ;)
      pokaż całość

    •  

      @diabLEEca: Flash to sie srednio nadaje do tej zabawy, tutaj trenujemy rysunek tradycyjny wiec wiesz ;)

    • więcej komentarzy (11)

  •  

    Ej, #nocnazmiana, wam też tak wiatr wyje za oknem, że sprawdzacie, czy to już syreny przeciwlotnicze włączyli? ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    +: D..............a, Felonious_Gru +1 inny
  •  

    Mnie też @Eestel zachęcił do zgłębienia tajemnicy Japeta - postanowiłam podzielić się z Wami hipotezą powstania pasma górskiego, którą znalazłam na blogs.discovermagazine.com i przetłumaczyłam na nasze. Pozwolę sobie użyć tagu #mirkokosmos, bo temat jest ściśle powiązany z poprzednimi wpisami naszego nowego mistrza. Oryginalny artykuł pochodzi z kwietnia tego roku.

    Góry na księżycu Saturna, Japecie, spadły z nieba

    Być może zabrzmi to jak coś z “Kurczaka Małego”, ale w pewnym momencie historii księżyca Saturna, Japeta, niebo rzeczywiście spadało na ziemię: naukowcy ogłosili w tym tygodniu, iż całe 800-milowe pasmo górskie położone wzdłuż równika tego księżyca uformowane zostało po tym, jak spadło na niego z kosmosu.

    Japet nie posiada charakterystycznych oznak aktywności wulkanicznej ani geologicznej, które zazwyczaj tworzą pasma górskie, co sprawiło, że istnienie wybrzuszonego równikowego grzbietu jest nieco tajemnicze. W nowym badaniu stworzono trójwymiarowe mapy górskiego pasma przy użyciu zdjęć zrobionych przez statek kosmiczny Cassini. Po przeanalizowaniu kształtu trójkątnych szczytów, z których część osiąga wysokość ponad 19 kilometrów, badacze doszli do wniosku, że góry powstały z materiału, który w pewnym momencie historii Japeta rozbił się o jego powierzchnię.

    Spojrzenie na Japeta z nowej perspektywy

    Hipoteza badaczy opiera się na obserwacji, iż większość szczytów w paśmie Japeta jest stroma i trójkątna, bliska ich “kąta naturalnego zsypu”, a więc maksymalnego kąta, pod którym obiekty takie, jak skały mogą spoczywać na stoku i z niego nie spadać. Gdyby pasmo górskie powstało w wyniku aktywności wulkanicznej lub sił tektonicznych, kształt szczytów byłby bardziej płaski i zróżnicowany.

    W związku z tym badacze twierdzą, że ich odkrycie wspiera hipotezę “egzogennego” - pozaksiężycowego - pochodzenia gór Japeta. Opublikowali oni swoje odkrycia online na stronie arXiv, jednak badanie nie zostało jeszcze potwierdzone przez innych ekspertów z ich dziedziny.

    Zapięcie na ostatni guzik

    Badacze są zdania, że pasmo górskie zostało uformowane po tym, jak Japet zderzył się z innym dużym ciałem planetarnym, podobnie jak w przypadku kolizji, w wyniku której powstał nasz Księżyc. Zderzenie wyrzuciło na orbitę materiał, który uformował tymczasowy pierścień wokół Japeta, jednak niestabilny pierścień w końcu opadł i rozbił się z powrotem o powierzchnię, tworząc tajemnicze pasmo górskie.

    Potężna kolizja planetarna mogłaby również pomóc w wyjaśnieniu zachwianej orbity Japeta, a także tego, dlaczego jest on zawsze zwrócony do Saturna tą samą stroną.

    Fotografia: NASA
    #mirkokosmos #japet #ciekawostki #astronomia #kosmos

    PS Na tę teorię natrafiłam też na innych stronach i wydaje się być co najmniej godna rozważenia. NIE tłumaczy ona natomiast, dlaczego pasmo górskie nie leży na całej długości równika, a jedynie na ok. 3/4, więc zagadka dalej nie jest w pełni rozwiązana. ;)
    pokaż całość

    źródło: blogs.discovermagazine.com

  •  

    Mogę zrozumieć, ze Joanna d'Arc urodziła się w Palestynie jako starzec z długą brodą i zbudowała buddyjską świątynię. Mogę zrozumieć, że Picasso paradował po Babilonie w stroju Elvisa i w XVI wieku wynalazł muzykę. Nawet zrozumiem, że jakimś cudem wszyscy Majowie, Wikingowie i Zulusi są Żydami. Ale kiedy miłościwie zgadzam się przyjąć pod swoje skrzydła wasala i bronię jego ostatnie miasta przed atakiem jego własnych braci w wierze, ofiarowuję mu statek i dzielę się z nim swoją wiedzą i bogactwem, a w zamian za to MÓJ KOŁOBRZEG, na MOIM KONTYNENCIE, który nawet w życiu nie widział tego nędznika i jego resztek "imperium", chce nagle przejść pod jego panowanie, to jest to moment, w którym należy powiedzieć "dość". ᕦ(òóˇ)ᕤ Po moim trupie, chuju. Za karę nie dam ci zostać żydowskim papieżem - i oddawaj moje świnie.

    #cywilizacja #heheszki #pdk #wykopobrazapapieza
    pokaż całość

  •  

    Ma ktoś stream może do meczu Włochy - Chorwacja? Chyba już wystarczy tej wyborczej propagandy...
    #stream #mecz

  •  

    Ma ktoś stream - #mecz Szkocja - Irlandia? (Niemcy - Gibraltar zbyt przewidywalne)
    #stream

  •  

    #traktory #heheszki #bollywood
    Scena walki z filmu "Alluda Majaka". ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    źródło: youtube.com

  •  

    Mirki, co moja klientka dzisiaj, to ja nawet nie wiem... XD

    Miała mi pokazać jedną stronę, co się tyczy zlecenia, ale nie pamiętała adresu, więc postanowiła ją wyszukać w wyszukiwarce. Otwiera laptopa, odpala Internet Explorera, a tam na stronie głównej ustawione Yahoo. I weszła w to Yahoo, i w okienku wyszukiwarki wpisała

    pokaż spoiler google.pl


    XD

    #truestory #coolstory #heheszki
    pokaż całość

    +: abralinc, d...........e +9 innych
  •  

    Próbowaliście kiedyś zabić swąd gówna perfumami? Niby dodaje się zapachu, a tylko przybywa smrodu.
    W całej aferze #pitrasiacontent dalej szkoda mi tylko @Chippy'ego - może jestem zatwardziałą szowinistką nieczułą na kobiece łzy, ale wychodzi mi na to, że jednak zupełnie go młoda nie doceniała, bo mimo tego, jak mu nawbijała i przed, i po zerwaniu, zdecydował się teraz poświęcić dla jej dobra i pocisnąć z nią tu zgodnie bzdurną historyjkę o "eksperymentalnym trollingu", żeby ratować resztki jej honoru, kiedy zwiedziała się cała szkoła, rodzice, sąsiedzi i może proboszcz. Mimo że przecież musiał wiedzieć, jak marne są szanse na to, że ktoś to "kupi", i jak bardzo smród będzie się teraz ciągnąć też za nim z powodu już nie tylko publicznego prania brudów, ale i ewidentnego kłamstwa.

    @Pitrasia: Młoda jesteś, popełniłaś błąd, może i dużo błędów, może i głupich - zdarza się. Teraz wstyd, bo dowiedzieli się znajomi - zdarza się, może następnym razem pomyślisz dwa razy, zanim napiszesz w internecie parę słów za dużo. Ludzie zapomną, za parę lat wyjedziesz gdzieś na studia/do pracy, ułożysz sobie życie - będziesz po prostu miała za sobą twardą nauczkę. Ale jeśli teraz zrobisz coś głupiego i wpędzisz w poczucie winy właśnie te osoby, które próbują Ci pomóc w tej sytuacji, to ja Ci mogę obiecać, że będę Cię regularnie wywoływać z zaświatów, żebyś nie zaznała spokoju. ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    A teraz dobranoc.
    pokaż całość

    +: C.....i, kmicico +27 innych
  •  

    Przeglądam sobie gorące, a tu nagle patrzę - znicze na górze strony zapalone. :/ Myślę sobie "no nie, bez przesady, znowu ktoś umarł? I nawet wykop już w żałobie? A MOŻE TO ZA TEGO KOSMONAUTĘ Z VIRGIN, CO JUŻ NIE POFRUWA?"
    I wtedy dopiero sobie przypomniałam, że przecież pierwszy listopada. >.<

    PS #takbylo.
    #rip #kosmonauta #heheszki #tylkonocny pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    Obecny wzrost kursu #bitcoin do 350$ to niestety dalej ledwie odzyskanie straty z ostatnich paru dni. Bardziej entuzjastyczne podejście miałam, kiedy przekraczaliśmy z powrotem 400$, a widać, jak wyszło.
    Obawiam się, że teraz już nikt nie przewidzi, kiedy pójdziemy w górę - za to w końcu pójdziemy - tego jestem niemal pewna. Dlaczego? Na przykład:

    Arthur Levitt, były przewodniczący SEC, został ostatnio oficjalnym doradcą Bitpaya i Vaurum, co podobno jest kolejnym dowodem na to, że w bitcoina inwestuje już Wall Street. W takim zaś wypadku najprawdopodobniej kurs jest ostatnio specjalnie zaniżany (niestety - wciąż jest nim bardzo łatwo manipulować przy zaledwie kilkunastu milionach dolarów wkładu na paru większych giełdach), żeby grube ryby stopniowo odkupiły jak najwięcej tanich bitków od "kopaczy" i wczesnych inwestorów, zanim machina ruszy - oczywiście zakupy odbywają się w ogromnej większości poza giełdą, chodzi tylko o utrzymanie niskiej ceny.

    Gdyby założyć, że tak może być, jaka cena Waszym zdaniem zostanie uznana za "wystarczającą" dla grubych ryb, żeby uruchomić rakietę na Księżyc? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #btc #kryptowaluty #januszeanalizy
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

    •  

      @FlameRunner: to prawda konsensus i w tym sila poza tym dopuki Gavin Andersen czuwa nad kodem mozemy spac spokojnie

    •  

      @diabLEEca: Analogiczna sytuacja jest na rynku złota i srebra, gdzie celowo zbija się kurs by nie wywoływać globalnej paniki, taić realną złą sytuację światowych gospodarek i ukrywać inflację. Od momentu, gdy bitcoin zbliżył się wartością do uncji złota trafił na listę obserwacyjną...

      Bitcoin stanowi dla nich potencjalnie większe zagrożenie, bo jest poza kontrolą i handluje się nim w czystej postaci, a nie papierowymi odpowiednikami realnych, niepoliczalnych zasobów złota zdeponowanych przez cały świat w skarbcach globalnych banków i grup interesów.

      Pojawiają się też nowe wynalazki jak #ultracoin czyli giełda w elektronicznym portfelu na bazie technologii bitcoina (od Reggie Middleton). Grube ryby by przetrwać muszą się przygotować na przyszłe turbulencje (wojny walutowe) i moment kiedy bitcoin stanie się realnie używaną walutą, szczególnie pod kątem zmian kursów walut wobec bitka i tworzenia opcji w oparciu o niego. Możliwość obejścia i zdecentralizowania globalnego systemu giełdowo-bankowego czyli odebranie monopolu Wall Street napawa panów w białych kołnierzykach ogromnym lękiem.

      FED zakończył QE3 w USA, ale nie udało się tak samo jak poprzednie QE, więc choć próbują tę skumulowaną megabańkę giełdową podtrzymać do wyborów prezydenckich to tylko kwestia kilku miesięcy do wywrócenia się. No chyba, że rozniecą problemy w Europie... ale to i tak ich już nie uratuje. Stagflacja uderza i w USA i w EU, Japonia popełnia walutowe i gospodarcze harakiri, więc powrót złota do łask wkrótce nadejdzie, a wraz z paniką nastaną również złote czasy bitcoina (już nie będzie gdzie dostać złota, a przy załamaniu się zaufania do wielu czołowych walut i odwrocie od giełd gorący pieniądz będzie szukał bezpiecznej przystani...). PZDR
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (25)

  •  

    #paranormaleeca ( #przesady #magiasrubek #srubki #truestory )

    Cz. 5 - Magia śrubek (link do cz. 4)

    Wierzycie w przesądy? Ja kiedyś postanowiłam wierzyć, ale tylko w te pozytywne. Siedem lat nieszczęścia po zbiciu lustra nie, ale już szczęście po znalezieniu grosika jak najbardziej - bo w dużym uproszczeniu lepiej zawsze myśleć o rzeczach pozytywnych. I tak wierzę na przykład, że znalezienie śrubki podczas spacerowania chodnikiem przynosi szczęście.

    Dlaczego akurat śrubki? Odkąd pamiętam, lubiłam zbierać ładne rzeczy. Kamyczki, kasztany, a już najbardziej szkiełka nad morzem, bo im bardziej błyszczące, tym lepiej. Ot, taki sroczy instynkt, żeby magazynować wszystko, co się świeci. I tak parę razy zdarzyło mi się dla odmiany znaleźć na ulicy śrubkę. Jeśli była to ładna i błyszcząca śrubka, to podnosiłam ją z ulicy i chowałam do kieszeni, tak, jak schowałabym piórko, kasztan czy ładny kamyk. Niby nic, tylko za którymś razem zauważyłam pewien dziwny zbieg okoliczności - otóż wydało mi się, że zawsze niedługo po tym, jak znalazłam na ulicy śrubkę, spotyka mnie coś dobrego. Ponieważ wbrew pozorom mam jednak dość sceptyczne podejście do wrażeń empirycznych, postanowiłam poobserwować to zjawisko - i tak obserwuję je już jakieś piętnaście lat.

    Z biegiem lat moja początkowa teza - śrubki przynoszą szczęście - przerodziła się w całą teorię. Ba, została nawet poszerzona o element gwoździ, nakrętek i kółeczek, jak to bywa z teoriami śrubek. I tak, po latach rozwoju, można zaprezentować ją w następującej formie:
    - śrubki przynoszą szczęście;
    - śrubka znaleziona w pierwszy dzień tygodnia pracy oznacza na ogół luźny i/lub szczęśliwy tydzień pracy;
    - gwoździe przynoszą przybijanie gwoździa (czyt. wróżą spożywanie substancji wyskokowych);
    - nakrętki i kółeczka przynoszą szczęście w relacjach damsko-męskich;
    - jeśli myśląc o czyimś problemie lub o zbliżających się np. urodzinach, znajdujesz śrubkę, śrubka ta jest przeznaczona dla osoby, o której myślałeś, i przyniesie jej szczęście w najbliższym czasie.

    I jeśli chcielibyście wiedzieć, ile mam śrubek po tylu latach zbierania, odpowiem, że niedużo, może z pięć kilo - mój kot waży więcej. Sęk w tym, że bardzo wiele śrubek rozdaję - a rozdaję tylko te, które znajduję, rozmyślając nad cudzymi problemami, co wcale nie zdarza mi się aż tak często. Często za to kiedy już rozmyślam, znajduję śrubki do rozdania. Ot, taki zbieg okoliczności.

    Jeśli zaś chcielibyście zapytać o skuteczność, to próbowałam sobie przypomnieć, czy kiedyś ktoś nie zdał np. egzaminu po otrzymaniu ode mnie śrubki - i żadnego takiego przypadku nie pamiętam. Próbuję tłumaczyć to sobie dodatkową pewnością siebie, którą zyskuje osoba obdarowana śrubką, bo rzeczywiście bardzo szybko znajomi przyzwyczaili się do mojego śrubkozbieractwa i przyjmowali szczęśliwe śrubki z wdzięcznością, a niektórzy zaczęli nawet sami znajdować swoje śrubki na ulicach - zatem może sama wiara w śrubki napędza ich moc i sprawia, że jest w co wierzyć? Może. Śrubek "podstawionych" raczej znajomym nie wręczam - albo rzeczywiście znalazłam śrubkę, myśląc o nich, albo nie.

    Osobnych przypadków szczęśliwych zdarzeń następujących po znalezieniu śrubek jest tak wiele, że nie będę ich opisywać w szczegółach - przypadki różnią się między sobą bardzo; mogło to być czasem zwykłe uniknięcie pecha, ale raczej np. telefon od starego znajomego, pochwała od szefa, podwyżka, dobre wyjście na piwo po pracy, zdany egzamin, pozytywna decyzja jakiegoś urzędu - słowem nieraz drobne rzeczy, które jednak sprawiały, że cały dzień był udany.

    A teraz pytanie: jeśli założyć, że rzeczywiście śrubki przynoszą szczęście (a polecam po prostu podnieść następną znalezioną śrubkę i przekonać się samemu), to dlaczego? Każdy słyszał o czterolistnych koniczynach i podkowach, ale śrubki? Kiedyś zaczęłam rozkminiać tę kwestię i zauważyłam coś ciekawego. Bo gdyby się zastanowić...

    1. Skąd brały się podkowy na drogach?

    pokaż spoiler Gubiły je konie w galopie.

    2. Co dzisiaj pełni rolę koni?

    pokaż spoiler Samochody.

    3. Co gubią samochody w galopie?

    pokaż spoiler Śrubki! ( ͡° ͜ʖ ͡°)


    I tak, moi drodzy, raz jeszcze zachęcam - następnym razem po prostu podnieście śrubkę z ziemi i sprawdźcie, czy zadziała - w końcu to nic innego, jak współczesna szczęśliwa podkowa.

    Wiąże się z tematem śrubek jeszcze jedna okoliczność, w której je znajduję - ale o tym już wkrótce - bo właśnie do tej opowieści potrzebny mi był wstęp do magii śrubek. Udanego śrubkowania życzę.
    pokaż całość

    źródło: us.123rf.com

    +: S........a, tHoePs +5 innych
  •  

    Takie moje #coolstory z dzisiaj:
    Jadę sobie tramwajem na badanie wzroku, było miejsce, więc usiadłam. Po chwili wsiadł starszy pan, rozejrzał się i stanął przy drzwiach, opierając się o rurkę. Był kilka metrów ode mnie, ale młodzież koło pana twardo siedzi, więc myślę sobie "No nie, tak nie może być!" W szacunku do starszych ludzi, tak zostałam wychowana. Wstałam, podeszłam i poprosiłam, żeby sobie usiadł. Pan odpowiedział, że bardzo dziękuje, ale sobie postoi. Parę przystanków później wysiadł, ale przedtem zawołał do mnie z uśmiechem: "Do widzenia i życzę miłego dnia!"

    I co?

    pokaż spoiler I nagle oko mi się naprawiło o całe 1,5 dioptrii. (ʘ‿ʘ)


    Karma wraca! Bardzo dziękuję panu z tramwaju. Ustępujcie miejsca starszym, to będziecie dobrze widzieć. :)
    pokaż całość

  •  

    #bitcoin rośnie, aż miło, wygląda na to, że faktycznie wychodzimy z kanału - kiedy waszym zdaniem przebije 400$?

    źródło: i.imgur.com

    +: a...........r, satoshi +1 inny
  •  

    Ściana na stampie znowu zniknęła. Może człowieko-niedźwiedzio-świnio-wieloryb wystraszył się, że mu ją ktoś jednak zeżre przez noc.
    #bitcoin

  •  

    Komentarz z bitcointalk.org a propos kolesia, który właśnie drugi raz postawił ścianę z ponad 25 tys. BTC:

    Might as well call him manbearpig.
    (✌ ゚ ∀ ゚)☞
    #bitcoin

    +: M.......r, s...i +7 innych
  •  

    #paranormaleeca ( #truestory #creepystory #duchy #wrozby )

    Cz. 4 - Prababcia i tragiczne zbiegi okoliczności (link do cz. 3)

    Ostatnio było o dziadku, dziś o prababci - mamie babci, która była bohaterką części 2.

    Prababcia wyjechała na stałe do Niemiec, kiedy miałam kilka lat, ale przyjeżdżała nas czasem odwiedzać, a kiedy przyjeżdżała, opowiadała nam o swoim życiu. Spośród tych historii dwie noszą wyraźne znamiona "dziwnych zbiegów okoliczności", więc przytoczę je tu w skrócie:

    1. W czasach swojej młodości prababcia wybrała się na wróżbę do Cyganki. Wynikiem wróżby były trzy czarne karty w rzędzie (chyba kombinacja króli/waletów, ale tego już niestety dokładnie nie pamiętam; nie był to raczej Tarot, tylko karty klasyczne), a Cyganka nie chciała powiedzieć młodej dziewczynie, co one oznaczają (jak rozumiem, nie otrzymała w związku z tym pieniędzy za wróżbę, więc nie miała w tym żadnego interesu). Prababcia wysnuła z tego wniosek, że karty oznaczają śmierć, i zachowała tę wróżbę w pamięci.

    2. Jakiś czas później mąż prababci, który był górnikiem, pewnego dnia powiedział, że nie pójdzie do pracy, bo ma złe przeczucie. Prababcię bardzo to zdziwiło, bo jej mąż był bardzo pracowity i nigdy wcześniej nie zdarzały mu się takie fanaberie, a przecież pieniędzy zawsze było mało (historia miała miejsce w okresie międzywojennym, kiedy żywot górnika był ciężki, krótki i nieosładzany tak hojnie jak dziś górniczymi bonusami). Ponieważ jednak chłop się uparł, co miała zrobić - odpuściła. Parę godzin później na ulicy rozległ się straszny krzyk: ludzie biegli z kopalni, wołając, że zawalił się tunel, a kilkunastu górników zginęło.

    Byli to górnicy ze zmiany pradziadka.

    Historia z happy endem? Na to wygląda, prawda? Pradziadek miał złe przeczucie, nie poszedł na kopalnię, uniknął niechybnej śmierci. Tak też wyglądało to z ich perspektywy. Pradziadek, przejęty uczuciem ulgi, położył się na kanapie, żeby się zdrzemnąć... a kiedy spał, ze ściany spadł obraz wiszący na ścianie nad kanapą i zabił go na miejscu.

    Była to jedna z trzech śmierci w najbliższym otoczeniu babci, które nastąpiły w ciągu roku od wróżby.

    Ja w związku z prababcią pamiętam tylko jedno dziwne zdarzenie (choć nie aż tak nieprawdopodobne i nienadające się na scenariusz horroru). Kiedy miałam piętnaście lat, chodziłam do szkoły muzycznej i od 19.00 do 20.30 mieliśmy najbardziej śmieszkowe zajęcia - rytmikę. Może pamiętacie coś takiego z przedszkola - w szkole muzycznej drugiego stopnia wygląda to niemal identycznie, choć tym śmieszniej, że zamiast małych dzieci w rytm muzyki hopsają, klaszczą i tupią kilkunastoletnie dziewczyny (plus jeden 21-letni "rodzynek", który unikał poboru do wojska). I właśnie na tych śmieszkowych zajęciach, prawie tuż po rozpoczęciu, nagle zrobiłam coś, co zdarzyło mi się jeden, jedyny raz w życiu - usiadłam pod ścianą i zaczęłam ryczeć, bo ogarnęła mnie bez żadnego powodu jakaś totalna, czarna rozpacz, jakby mi ktoś dosłownie wyrywał serce z piersi. I siedziałam tak i ryczałam aż do końca zajęć, nie mogąc się opanować. Dziewczyny i nauczycielka podchodziły do mnie i pytały, co się stało, a ja idiotycznie powtarzałam "nie wiem, po prostu tak mi strasznie, strasznie, strasznie smutno". Pamiętam do dziś, że po zajęciach miałam tak spuchnięte oczy od płaczu, że mimo późnej pory wracałam w okularach słonecznych, żeby ludzie nie patrzyli na mnie jak na kosmitę.

    Dopiero parę tygodni później dowiedzieliśmy się, że tego dnia ok. 19.15 w bólu i prawdopodobnie w poczuciu, że rodzina z Polski o niej zapomniała, umarła na raka moja prababcia. "Rodzina" z Niemiec nie raczyła nas poinformować ani o jej śmierci, ani o pobycie w szpitalu, ani o pogrzebie. Nie wiem, czy obawiali się, że ktoś się upomni o spadek, czy była jakaś inna przyczyna, w każdym razie nie utrzymujemy już z nimi kontaktu, a to, co zrobili, uważam za szczyt podłości. Jeśli faktycznie istnieje związek między śmiercią prababci a moim nagłym atakiem rozpaczy, to mam nadzieję, że uczucie rozdzierającego smutku było po prostu wynikiem rozgoryczenia prababci i jej żalu albo do nas, że nie było nas przy niej w chwili jej śmierci, albo do rodziny mieszkającej w Niemczech, że pozostawili nas w niewiedzy, żeby rozszarpać między sobą to, co po sobie zostawiała. Mam nadzieję, że prababcia trafiła w to samo wspaniałe miejsce, w którym byli już jej córka i zięć, i odzyskała spokój ducha.

    Zanim zakończę serię historii dziadków z tej strony rodziny, jeszcze jeden bonus dotyczący poprzedniej części:
    Kiedy po paru latach od śmierci dziadka zdecydowałam się opowiedzieć w końcu o swoim śnie mojej mamie, mama odwdzięczyła mi się... podobną historią. Okazało się, że moja babcia (ta, której ducha wywołałam w wieku ośmiu lat) też miała sen, kiedy umierał jej dziadek. We śnie kamienna postać podawała jej dłoń... a obudził ją telefon ze szpitala, z informacją, że dziadek nie żyje.

    Zbieg okoliczności?
    Zapewne.
    Jak wszystko.

    W następnej części napiszę o magii śrubek.
    pokaż całość

    źródło: art-of-gambling.com

    •  

      @pussinboots: Wielokrotnie opowiadałam już swoje historie znajomym i rodzinie, więc nie są one tak naprawdę żadną tajemnicą ani niczym nowym - wiem, że z obcymi ludźmi jest trochę trudniej i liczę się z możliwością ostrej reakcji, ale cóż... Kiedyś i tak bym je opublikowała. :) Dziękuję za zaufanie; mimo wszystko zawsze mnie dziwi, kiedy ktoś wierzy mi na słowo, nie znając mnie osobiście. Twoje historie chętnie poznam.

    •  

      @diabLEEca: Skąd jestem pewien, że bogów jest kilku? Dobre pytanie, może za jakiś niedługi czas sama znajdziesz na nie odpowiedź. Tematu zgłębiać nie musiałem, a ciekawość jest mi zupełnie obcym uczuciem, niepotrzebnym. Przy okazji najłatwiej wytłumaczyć rzeczy, w które ciężko uwierzyć dragami. Bardziej precyzyjnie się nie da - skąd wiesz, że "że to coś" z poprzedniej historii, goniącego Twojego 8 letniego kolegę nie używa mózgu, nie posiada dostępu do komputera, nie ma osób, które kontroluje? Ta pustka w Twojej głowie. Ciekawe ile w całym życiu już takich doświadczyłaś. W każdym razie jest na tym świecie wiele rzeczy, których nigdy do końca nie zrozumiesz. A gdy przyjdzie na Ciebie czas i Ty dostaniesz możliwość wyboru.

      (PS. Na takich jak ja mówi się wariaci, problemem w moim przypadku jest to, że raczej w swoim życiu miałem do czynienia z małą ilością ludzi wierzących w tego typu historie, mimo, że ich przykład stał bardzo blisko nich.)
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (9)

  •  

    #atencyjnyrozowypasek #pokazkoda #programowanie #javascript
    Drogie mirki, zrobiłam swoją pierwszą interaktywną animację w javascripcie. :)
    Jest też opcja dla bojówek #tylkodzienny i #tylkonocny - możecie sobie zrobić gify bojowe. ( ͡° ͜ʖ ͡°) pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

    +: C....m, Niedowiarek +64 innych
  •  

    To przykre, jeżeli najbardziej mięsny produkt w Twoim domu to chrupki dla kota... ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    80%...

    #koty #przykrasprawa

  •  

    Zauważyłam ostatnio dziwną rzecz... Jest pewien koleś, który udziela się na bardzo wielu portalach, forach dyskusyjnych, no najprościej mówiąc: jakby nie miał nic innego do roboty, tylko wypowiadał się wszędzie na każdy temat. I przez ogromną większość czasu zachowuje się jak debil, pisze idiotyczne posty, aż żal patrzeć. Ale czasem zdarza mu się wypowiedzieć naprawdę na poziomie - i wtedy nie wiem, czy nagle go olśniło, czy przez całą resztę czasu tylko trolluje, a tym razem wypowiedział się zupełnie serio. Może znacie tego typa? Bardzo chciałabym go znaleźć, żeby zapytać, o co chodzi (nigdy nie ma możliwości wysłania mu wiadomości na tych forach i portalach :/ ). Koleś nazywa się "Gość". Pomożecie?

    #rozkminyzdupy #gosc #wykoppomaga
    pokaż całość

  •  

    #paranormaleeca ( #truestory #creepystory #duchy #sny )

    Cz. 3 - Sen o dziadku (link do cz. 2)

    Kiedy miałam 12 lat, przyśnił mi się mój dziadek. Nie pamiętam, żeby śnił mi się kiedykolwiek wcześniej ani kiedykolwiek później, chociaż był to akurat ten dziadek, który mieszkał blisko i którego widywałam dzięki temu przynajmniej parę razy w miesiącu, a czasem i codziennie. Na przykład w zimowe ferie, kiedy zabierał mnie i moją kuzynkę na lodowisko. Dziadek bywał może czasem nieco marudny, ale pozwalał sobie zaplatać na głowie malutkie warkoczyki i przypinać do włosów wszystkie spinki, które znalazłam w domu, więc oczywiście ogromnie go kochałam. Regularnie targowałam się też z dziadkiem, żeby zamieszkał z nami, ale on cały czas uparcie mieszkał parę miast dalej z ciocią, wujkiem i kuzynką. Był wdowcem - babcia umarła, kiedy miałam roczek.

    A zatem przyśnił mi się sen. W pierwszej scenie snu stałam na placu zabaw przed moim blokiem w całym tłumie ludzi - i wszyscy na coś czekaliśmy. Staliśmy nieruchomo, patrząc w niebo, które mieniło się wszystkimi kolorami tęczy, i czekaliśmy długo, aż w końcu nadleciało stado dzikich łabędzi - i wiedziałam, że jednym z tych łabędzi jest mój dziadek, który leci w jakieś cudowne miejsce, gdzie będzie bardzo szczęśliwy. Łabędzie leciały strasznie nisko, a ja chciałam polecieć razem z moim dziadkiem, więc podskoczyłam i złapałam dziadka-łabędzia, ale moje ręce przeszły przez niego jak przez powietrze. I wtedy gdzieś z góry usłyszałam głos: “Miłości nie można dotknąć”.

    I pojawiła się druga scena. W tej scenie ja i moja rodzina byliśmy ubrani na czarno, i właśnie wchodziliśmy na stypę do mieszkania dziadka - bo w moim śnie dziadek właśnie umarł. I kiedy zdejmowałam buty, zerknęłam na lewo, do kuchni - a kuchnia była ulubionym miejscem dziadka, który uwielbiał gotować - i tam, w kąciku, na swoim ulubionym małym krzesełku, siedział dziadek i się uśmiechał. Krzyknęłam “Dziadziuś! Ty żyjesz!” i rzuciłam się w kąt kuchni, żeby go przytulić, ale znowu moje ręce przeszły przez niego jak przez powietrze, i tylko poobijałam się o krzesło. I kiedy stałam tak, zdziwiona, patrząc na dziadka, którego najwyraźniej tam nie było, dziadek powiedział, patrząc mi w oczy z czułością i z wielką powagą: “Przecież wiesz, że nigdy bym was tak nie zostawił”.

    W tym momencie sen się urwał i usłyszałam dźwięk telefonu. Wiedziałam, kto dzwoni, i wiedziałam, co się stało, jeszcze zanim tata podniósł słuchawkę. Z kuchni dobiegła mnie przyciszona rozmowa, a po chwili tata wszedł do pokoju, żeby powiedzieć nam, że w nocy umarł dziadek. Wzywał pogotowie dla cioci, która była chora, i sam dostał zawału. Pogotowie nie zdążyło mu pomóc.

    Pamiętam, jak na pogrzebie (i tuż po telefonie) wszyscy płakali i patrzyli na mnie podejrzliwie, bo przecież wiedzieli, jak bardzo kochałam dziadka, a ja nie uroniłam nawet łzy. Cały czas czułam, że dziadek przecież nigdzie nie poszedł, że dalej jest tuż obok i nad nami czuwa, a jednocześnie jest gdzieś, gdzie jest szczęśliwy, i zagryzałam wargi, żeby się nie uśmiechać, bo przecież ludzie by nie zrozumieli. Bo przecież nikt nie wierzy w prorocze sny, a już tym bardziej nikt nie wierzy dzieciom.

    Mojej mamie, chociaż to jej ojciec umarł, opowiedziałam o tym śnie dopiero parę lat później… ale to, co z tego wynikło, to już zupełnie (?) inna historia.

    PS Ostrożnie z komentarzami, to jedno z moich najcenniejszych wspomnień.
    (a, i wołam @Obi-San, bo prosił)
    pokaż całość

    źródło: fssbirding.org.uk

    •  

      W tym miejscu muszę dodać, że historię spisywałam dziś w nocy i z ciekawości postanowiłam sprawdzić znaczenie symbolu łabędzia w głupich internetowych sennikach... I trafiłam na coś, przez co ryczałam przez godzinę. Przysięgam, że nie miałam do tej pory pojęcia, co symbolizuje w snach łabędź. Oto "Wskazówka do prawidłowego odczytania snów" z tej strony:

      Łabędź w sennej rzeczywistości reprezentuje jednocześnie wodę, ziemie, przestworza i ogień życia, więc w tym kontekście symbolizuje naszą duszę, w Azji, podobnie jak w Europie jest symbolem światła, czystości i wdzięku. Symbolika ta ze swej strony rozszczepia się częściowo na żeński i męski kompleks znaczeniowy. Przede wszystkim dominuje aspekt żeński, gdyż łabędź jako symbol piękna, niebiańskiej dziewicy jest zapłodniony przez wodę i ziemię. W Indiach, Chinach, Japonii, u Arabów i Persów spotykamy symbol łabędzicy, jako postaci z innego świata. Natomiast w starożytności dominował aspekt męski, białe łabędzie ciągnęły rydwan Apollina, Zeus zbliża się do Ledy pod postacią łabędzia, także Afrodycie i Artemidzie towarzyszą łabędzie. Według wierzeń greckich łabędź posiadał poza tym zdolność prorokowania i zapowiadania śmierci. Na Dalekim Wschodzie łabędź jest zarówno symbolem wdzięku, jak dostojeństwa i odwagi. U Celtów łabędź uchodził za wcielenie nadziemskich istot sprawujących subtelna piecze nad ludzkim żywotem. W alchemii łabędzia często przyporządkowywano Merkuremu, uchodził on za symbol ducha i pośrednictwa między wodą, ziemią a ogniem. Jajo łabędzie spotykamy niekiedy także jako symbol jaja świata. Łabędzi śpiew, zwykle cichego i niemego ptaka, który przed swą śmiercią wydaje z siebie, stał się symbolem ostatniego dzieła lub słowa kończące żywot jakiegoś człowieka, w tym sensie jest również symbolem Chrystusa w odniesieniu do jego ostatnich słów na krzyżu. W mitach przemiana ludzi i bóstw w łabędzie wyobraża oczyszczenie ducha. Łabędź może symbolizować także wyższe dążenia człowieka na drodze do doskonałości i zmagania ludzkiego ducha z przeszkodami w swoich dążeniach…

      Na marginesie: "uproszczone" znaczenie lecącego łabędzia jest podawane jako znaczny przypływ gotówki. Spadku po dziadku co prawda nie dostałam, ale dostałyśmy z siostrą po 50 zł (co w tamtych czasach było sporą sumą, szczególnie dla dwunastolatki), które dziadek bardzo chciał nam dać na odpust, ale już nie zdążył. Ciocia mówiła, że jeszcze chciała mu parę dni wcześniej wyperswadować dawanie takiej kasy dzieciom na przepuszczenie - zwykle dziadek dawał nam z tej okazji po 10-20 zł, ale tym razem się uparł.
      pokaż całość

  •  

    Tak dopiero teraz coś zauważyłam i mam rozkminę - dlaczego @Josif6969 obserwuje 26 166 osób? (w tym i mnie - mam się martwić?)

    Josif, powiedz - robisz to dlatego, żeby żaden mirek nie czuł się pominięty czy dlatego, żeby mirki-ateusze też wiedziały, że ktoś patrzy, jak plusują #ladnepanie? ( ͡° ͜ʖ ͡°) A może dlatego, żeby w końcu ktoś się z Tobą zaprzyjaźnił?

    #rozkminy #josif6969 #inwigilujo
    pokaż całość

    +: b..........a, Oszaty +3 innych
  •  

    #paranormaleeca ( #truestory #creepystory #duchy #kinderparty )

    Cz. 2 - Wywoływanie duchów (chciałam tym razem krócej, ale nie potrafię ( ͡° ʖ̯ ͡°) )

    link do cz. 1

    Kiedy miałam osiem lat, koleżanka z klasy obchodziła swoje urodziny, na które zostałam oczywiście zaproszona wraz z kilkoma innymi ośmiolatkami. Impreza zaczęła się bardzo pozytywnie, było pełno pyszności, czipsy i batony, a do tego przeboje typu Lambada umilały nam czas i zachęcały do tańca. W pewnym momencie solenizantka - nazwijmy ją Jolą - uparła się jednak, abyśmy wszystkie uczestniczyły w pewnej zabawie... która z mojego punktu widzenia zabawą wcale nie była. Jola uparła się mianowicie, żeby wywoływać duchy. Jakie duchy? Byle jakie. Jak? No jak to jak, ze świeczką, trzymając się za ręce i wzywając głośno duchy, żeby przyszły i coś zrobiły, przecież to oczywiste, nawet dziecko w przedszkolu wie. I chociaż bardzo lubiłam Jolę, powiedziałam wtedy "nie" - bo parę dziwnych przeżyć (opisanych w poprzedniej części) już wtedy miałam za sobą i zwyczajnie zakładałam możliwość, że wywoływanie duchów dla hecy zakończy się niespodziewanym sukcesem... No bo tak:
    - jeżeli duchów nie ma, stracimy tylko czas,
    - a jeżeli są i da się je wywołać, to nie jesteśmy w stanie przewidzieć efektów... Jak na przykład i kiedy taki wywołany duch może wrócić do siebie? Jaki wpływ mamy na to, który duch akurat nas odwiedzi? Co się stanie, jeśli wywołamy przypadkiem ducha Hitlera i zrobi nam krzywdę? (argument autentyczny)

    I mimo moich argumentów, które do dziś wydają mi się całkiem logiczne, Jola uparła się, no bo tak, bo to jej urodziny i ja je właśnie zepsułam, bo przecież miałyśmy się tak fajnie bawić, ona sobie zaplanowała, a ja teraz robię jej na złość i nie chcę. Hurr durr, awantura na całego, Jola zamknęła się w łazience i ryczy, ja stoję na zewnątrz i negocjuję przez drzwi. Może jakaś inna zabawa? Nie, duchy i koniec. To może same powywołujcie, tylko ostrożnie, a ja poczekam obok? Nie, bo albo wszystkie, albo żadna. Zatem impas. Po około godzinie ryków, płaczu i stawiania mnie w roli rozwalacza imprez (Jola była głucha na argumenty jak mój ostatni szef "wizjoner", który zakazał w firmie używania zwrotów "niemożliwe" i "nie mogę"... (╥﹏╥) ) uległam. Będziemy wywoływać duchy, ale na moich warunkach, tak, żeby ryzyko było jak najmniejsze:
    - duchy wywołujemy po cichu, w myślach, nie wypowiadając ŻADNYCH słów,
    - każda z nas wywołuje swojego prywatnego, zaufanego ducha ze swojej rodziny, o którym wie, że był za życia dobrym człowiekiem.
    Jola wyszła z łazienki, otarła łzy i przytuliłyśmy się na zgodę - zatem wywołujemy! Zasiadłyśmy wszystkie przy stole z zapaloną świeczką, złapałyśmy się za ręce, zamknęłyśmy oczy i zaczęłyśmy wywoływać. W wieku ośmiu lat trudno jest jeszcze znaleźć jakieś osoby, które nie żyją, a o których coś się wie, ale każda kogoś tam sobie wyszukała (ustaliłyśmy przed faktem, kto kogo będzie wywoływać, żeby nie było niespodzianek). Kiedy miałam roczek, zmarła moja babcia - nie zdążyłam jej nawet poznać, więc pomyślałam, że przynajmniej wykorzystam okazję i spróbuję z nią porozmawiać. A nuż się uda, a babcia na pewno nie będzie mi tego miała za złe. Babcię widziałam tylko parę razy w życiu na zdjęciu, ale zaczęłam intensywnie o niej myśleć... i w pewnym momencie jej obraz pojawił się w mojej głowie. Trochę inny niż na zdjęciu (choćby przez dodane kolory) i trochę niewyraźny, ale zdecydowanie była to babcia. Zaczęłam z nią rozmawiać w myślach, ale to wszystko było nic w porównaniu z uczuciem, które mnie ogarnęło. Poczułam czyjąś obecność, bardzo pozytywną, a przede wszystkim poczułam się absolutnie bezpieczna, jakby ktoś otoczył mnie nagle ochroną i opieką. Coś niesamowitego, nie do opisania, z wrażenia łzy pociekły mi po policzkach i Jola, która podglądała, przerwała krąg, żeby nad świeczką podać mi chusteczkę (w tym momencie jedna z koleżanek, która też podglądała, zobaczyła w płomieniu twarz swojej babci, i też się rozpłakała - ogólnie dość łzawa impreza). Ktoś mnie szturchnął, żebym wzięła chusteczkę, i tak jakoś wywoływanie duchów się skończyło, bo przez tę całą awanturę zrobiło się w końcu strasznie późno i trzeba było iść do domu.

    Do domu daleko nie było, Jola mieszkała w sąsiedniej klatce, więc rodzice nie musieli mnie odbierać z imprezy. Oczywiście wszystkie koleżanki po seansie były przerażone, że teraz na pewno będą nas straszyć duchy, a już szczególnie przerażona była Mariola, która mieszkała cztery piętra nade mną. Nie pomagał fakt, że na jednym piętrze nie świeciła żarówka i było całkiem ciemno, ale ja dla odmiany dalej czułam się objęta absolutną ochroną, więc pewnym krokiem odprowadziłam roztrzęsioną Mariolę na górę i wróciłam do siebie. Później jeszcze długo w nocy rozmawiałam w myślach z babcią - niestety nie pamiętam już po latach konkretnych pytań, ale wiem, że babcia była szczęśliwa, gdziekolwiek była, i cały czas powtarzała mi, że wszystko będzie dobrze. Zadziwiające, ile problemów można sobie stworzyć w dowolnym wieku; osiem lat zupełnie do tego wystarcza, ale babcia pomogła mi tej nocy pozbyć się wszystkich moich zmartwień. Przynajmniej na jakiś czas.

    Tu historia powinna się była zakończyć - wspomnienie tego fantastycznego uczucia, które ogarnęło mnie podczas tamtego "seansu", pielęgnowałam w sobie przez kolejne lata, ale cały czas miałam świadomość, że całe przeżycie mogło być po prostu halucynacją wywołaną autosugestią - byłam przecież rozsądnym dzieckiem. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Aż do czasu, kiedy... poczułam to samo uczucie. Po prostu pewnego wieczora, w wieku już lat piętnastu, weszłam do pokoju - i tam to uczucie było, i otuliło mnie z całą siłą, i znowu poczułam się tak absolutnie spokojna i bezpieczna, i chroniona. Nie wiedziałam jednak, dlaczego - w końcu w żadnym seansie nie uczestniczyłam, a nawet nie myślałam w tym czasie o nikim zmarłym. Następnego dnia powiedziałam o tym siostrze, a ona powiedziała... że też to czuła. Też nie wiedziała, co to, i skąd się wzięło, i też nie zrobiła niczego, co mogłoby to uczucie wywołać. Tak się więc razem zadumałyśmy nad sytuacją, ale z braku wyjaśnienia po prostu o niej zapomniałyśmy.

    Jakieś dwa tygodnie później mama rzuciła mimochodem przy obiedzie, że przeczytała w jakimś czasopiśmie, że można wywołać ducha za pomocą lustra i świeczki, i że próbowała ostatnio wywołać ducha swojej matki, ale nic się nie stało, więc to jakaś bzdura. (ಠ_ಠ) Zamarłyśmy wtedy z siostrą i zapytałyśmy, kiedy to dokładnie było - jak się domyślacie, data pokryła się dokładnie z dziwnym uczuciem, które ogarnęło nas wtedy w pokoju... Powiedziałam "Mamo! Nie baw się w takie rzeczy! Może Ty nic nie widziałaś, ale MYŚMY to poczuły!" - i mama obiecała już nie robić takich numerów za naszymi plecami. A ja... no cóż, już nie byłam taka pewna, że zdarzenie sprzed ośmiu lat było tylko wytworem mojej wyobraźni. W końcu chodziło nawet o tę samą osobę...

    Kontakt z babcią i dziadkiem (który zmarł w międzyczasie, kiedy miałam 11 albo 12 lat) próbowałam w życiu złapać już tylko raz, w sytuacji mocno kryzysowej ze względu na mamę - w końcu to byli jej rodzice. Nie lubię cmentarzy i nie podoba mi się myśl, że dusze zmarłych siedzą tam i czekają, aż ktoś przyjdzie je odwiedzić, więc na ogół ich unikam. Tylko czasem wybieram się na cmentarz w Święto Zmarłych, ale dopiero bardzo późnym wieczorem, kiedy nie ma tam już ludzi, tylko tysiące, setki tysięcy zapalonych zniczy rozświetlających mrok. Ale pewnego jesiennego dnia poczułam taką potrzebę i wybrałam się ze zniczem na grób babci i dziadka. Wyżaliłam im się w myślach i ze łzami w oczach prosiłam o jakiś znak, zadając pytania, czy będzie dobrze, czy nie, czy z mamą będzie lepiej, czy jakoś przetrwamy ten kryzys. I wtedy przewróciła się stojąca na grobie kilkukilogramowa kamienna donica. Do dziś nie wiem, jak powinnam była to zinterpretować, ale może po prostu chcieli mi pokazać, że dalej są gdzieś obok i czuwają. Z mamą bywało jeszcze później różnie - raz lepiej, raz gorzej - a kilka lat później umarła, ale jako rodzina przetrwaliśmy, i wyszliśmy z tego mocniejsi niż wcześniej. Wyciągnęłam natomiast z tej przewróconej donicy wniosek na przyszłość:

    pokaż spoiler Jak już zadajesz pytanie duchowi, to zrób to, do cholery, konkretnie. >.<


    W kwestii praktycznej - z mojego, skądinąd niewielkiego, doświadczenia wychodzi, że do wywoływania duchów wystarczy świeczka i silna chęć wywołania duchów; to jedyne wspólne elementy trzech opisanych zdarzeń. Wynika też z tego, że nie każdy jest w stanie złapać "kontakt", chociaż nie oznacza to, że się nie udało - więc ostrożnie, moi drodzy, ostrożnie...

    Tag do zasubskrybowania jest na górze. ( ͡º ͜ʖ͡º)
    pokaż całość

    źródło: monstergirl.files.wordpress.com

    +: m...............................m, CherryDarling +15 innych
    •  

      @Profesjonalne_spodnie_z_kapturem: Filmu nie oglądałam, może się skuszę. :)
      Ateizm to brak wiary w jakiegokolwiek boga - nie wierzę zatem w jakiegokolwiek boga, a każdą religię uważam z grubsza za opium dla mas. Co do życia po śmierci - no tu właśnie zaczyna się dylemat, bo teoretycznie nie powinnam wierzyć, a praktycznie po prostu wiem, że jest, bo tak wynika z mojego prywatnego empirycznego doświadczenia. Ciężko być mną. >.< pokaż całość

    •  
      P..............................m

      +1

      @diabLEEca: Film dodaj sobie do zakładek czy gdzieś bo jestem przekonany niemal na 100%, że ci się spodoba :) Co do twojej niewiary to życzę ci żebyś znalazła spokój ducha, bo wydaje mi się, że trochę jednak twoja świadomość jest rozdarta między "sercem a rozumem". Wszyscy czegoś poszukujemy, oby było nam dane odnaleźć :)

    • więcej komentarzy (8)

  •  

    #paranormaleeca #truestory #creepystory #potwory #duchy

    Cz. 1 - Potwory i strachy z dzieciństwa (UWAGA, DŁUGI TEKST)

    pokaż spoiler i lepiej nie czytać przed zaśnięciem


    Zainspirowana historiami o duchach, które zamieścili @th0r, @ateibok i @biuna, postanowiłam również podzielić się z mirkami swoimi osobistymi doświadczeniami z kategorii tych dziwnych (o duchach będzie więcej w dalszych częściach, w ogóle jest tego... sporo). Znajomych, którzy te historie słyszeli bądź w nich uczestniczyli, proszę o zachowanie moich danych osobowych dla siebie. :) Imiona bohaterów zostaną zmienione; całą resztę opowiem dokładnie tak, jak pamiętam.

    Chciałabym zacząć od początku, a zatem od wspomnień z wczesnego dzieciństwa. Wiele słyszy się o tym, że dzieci są bardziej otwarte na zjawiska paranormalne i częściej ich doświadczają, tylko dorośli im nie wierzą. Później te dzieci dorastają i same zaczynają wszystko racjonalizować, i dwadzieścia lat później same nie wierzą swoim dzieciom, kiedy te mówią, że widziały coś dziwnego - i tak krąg się zamyka. Pamięć bywa też zawodna; sama nie pamiętam już dziś zbyt wiele z tego, co przytrafiało mi się w wieku przedszkolnym, ale kilka rzeczy, które pamiętam, pamiętam bardzo wyraźnie - i pamiętam na przykład, jak moja mama nie wierzyła w to, co jej mówiłam, przez co w pewnym momencie na dłuuugie lata przestałam się z nią dzielić swoimi dziwnymi przeżyciami.

    Po pierwsze muszę przyznać, że zawsze miałam żywą wyobraźnię, choć byłam też podobno zadziwiająco rozsądnym dzieckiem i zdecydowanie odróżniałam fikcję od rzeczywistości. Zaczęłam też bardzo wcześnie czytać, a co więcej, czytałam między innymi książki, których nie powinno się dawać dzieciom, i czytałam je nałogowo. Kiedy rodzice gasili światło w pokoju i kazali mi iść spać, czekałam, aż sobie pójdą, po czym odpalałam lampkę pod kołdrą i otwierałam książkę - a kiedy się zorientowali i zabronili palenia lampki, to czytałam przy świetle Księżyca (moje popsute lewe oko bardzo mi teraz za to dziękuje). Ale z tego, co pamiętam, i na co wskazują pewne szczegóły moich wspomnień, koszmary i idący za nimi paroletni lęk przed zasypianiem pojawiły się dopiero po tym, jak widziałam pewne rzeczy... na jawie.

    Jeden z typów koszmarów - o potworach wchodzących przez okno do mieszkania (mieszkałam na parterze) - zaczął pojawiać się po tym, jak zobaczyłam coś za szybą. Łóżko (wtedy jeszcze piętrowe, stąd wiem, że musiało to być bardzo wcześnie i jeszcze przed takimi lekturami, jak “Baśnie” braci Grimm...) ustawione było tak, że po otwarciu oczu widziałam od razu okno. Pewnego dnia obudziłam się tuż po świcie, odruchowo spojrzałam w okno i w jego prawym dolnym rogu zobaczyłam okrągłą, trupio bladą twarz z wyłupiastymi, wodnistymi oczami i długim, cienkim, haczykowatym nosem, okoloną postrzępionymi, sterczącymi na wszystkie strony szarymi włosami. Oczy wpatrywały się we mnie nieruchomo i wtedy zobaczyłam też szpony. Długie, ciemne szpony skrobiące po szybie,
    k t ó r a z a c z ę ł a p ę k a ć. Kiedy zobaczyłam pęknięcie na szybie, schowałam się pod kołdrę i sparaliżowana strachem, czekałam, aż to coś sobie pójdzie (bo przecież wiadomo, że kołdra to najbezpieczniejsze miejsce na świecie). Myślę, że spędziłam tak parę godzin, zanim odważyłam się w końcu wyjrzeć spod kołdry - jak się pewnie domyślacie, żadnego potwora już nie było, a szyba - co zdziwiło mnie chyba bardziej niż sam potwór - była cała, bez jednego zadrapania! Nigdy więcej nie widziałam niczego bezpośrednio za szybą, choć mam jedno mgliste wspomnienie o czymś chodzącym po śniegu tuż przed świtem... Ale to wspomnienie jest już dziś dla mnie zbyt niewiarygodne, żebym nawet mogła je rozważyć jako realistyczne i pochodzi z nieco późniejszego okresu (6-7 lat), kiedy zdarzało mi się siedzieć całą noc na parapecie i wyczekiwać wschodu Słońca - być może ze strachu przed potworami pojawiającymi się już wtedy w snach. Z dzisiejszej perspektywy tłumaczę to sobie raczej halucynacją spowodowaną brakiem snu. Tak jest bezpieczniej.

    Drugi typ koszmarów zaczął pojawiać się pod wpływem pewnego wydarzenia, które już o wiele trudniej byłoby wytłumaczyć osobistą halucynacją. Zdarzenie miało miejsce, kiedy miałam jakieś 3 lata; jego świadkiem była też moja siostra, wtedy w wieku 7 lat, oraz cała gromada innych dzieciaków z naszej ulicy - wszyscy w podobnym przedziale wiekowym, ponieważ bloki były wybudowane tuż przed moimi narodzinami specjalnie dla młodych małżeństw z małymi dziećmi. Tu należałoby wspomnieć, że okna naszego mieszkania wychodziły na oddalony ledwie o 100 metrów powojenny bunkier, a główne wejście do tego bunkru było wówczas niezabezpieczone. Bunkrów w okolicy jest więcej; połączone są siecią tuneli ciągnących się podobno całymi kilometrami, a przez okienka "kopuł" na szczytach bunkrów można było jeszcze wtedy dostrzec różne ciekawe rzeczy w zamkniętych i zapomnianych przez czas pomieszczeniach, np. starą armatę czy coś, co wyglądało na kupkę zakurzonych kości. I tu możecie się już zapewne domyślić, co się dzieje, kiedy zostawia się niezabezpieczone wejście do bunkru na osiedlu pełnym dzieci bawiących się bez opieki pod blokiem. Pewnego pięknego dnia sąsiad, wtedy w wieku ok. 6 lat (nazwijmy go Sebą) wpadł na genialny pomysł udania się do bunkru celem poszukania broni. Poinformował o swoim planie pozostałe dzieci, ale nikt nie odważył się pójść razem z Sebą, więc ja, moja siostra, dwie siostry Seby i ok. 10 innych dzieciaków zostaliśmy pod blokiem, obserwując bunkier i czekając na powrót Seby z łupami. Wyjście znajdowało się niestety z przeciwnej strony, natomiast sam bunkier był na tyle straszny, że nie chcieliśmy nawet czekać po drugiej stronie, bliżej wejścia. Seby nie było może z pół godziny, po czym zobaczyliśmy, jak wybiega z prawej strony bunkra, po ścieżce, która biegła wokół bunkra na połowie jego wysokości. Seba biegł z pustymi rękami, a za nim wyłoniło się... coś. Coś było zdecydowanie wyższe od Seby, biegło na nogach chudych jak patyki, korpus miało pokryty lub porośnięty futrem (zdarzenie miało miejsce latem i świeciło słońce), a w chudych jak patyki rękach trzymało jakiś długi kij, dzidę lub widły. W tym momencie część dzieciaków zamarła w bezruchu, a część - w tym siostra Seby stojąca tuż obok mnie - zaczęła krzyczeć wniebogłosy "SEBA, SEBA! UCIEKAJ! BIEGNIJ TUTAJ!". Z jakiegoś powodu Seba nie skręcił jednak w naszą stronę, tylko zrobił jeszcze parę okrążeń wokół bunkru. Kiedy wyłonił się po raz kolejny, skręcił wreszcie na ścieżkę w stronę bloku i tym razem nic już za nim nie pobiegło.

    Z tego, co wiem, Seba nie chciał mówić o tym, co się stało w bunkrze i co go goniło, za to nikt już później do bunkra nie chodził. Ogólnie zdarzenie było chyba na tyle traumatyczne, że nie rozmawialiśmy o nim nawet między sobą... Jako rozsądne dziecko postanowiłam jednak poinformować o fakcie kogoś dorosłego i opowiedziałam o tym mamie. To był chyba ostatni raz, kiedy próbowałam - mama oczywiście zbagatelizowała sprawę i nie uwierzyła, chociaż przecież było wielu świadków zdarzenia i mogła zapytać którekolwiek z innych dzieci... Długo miałam do niej żal, że mi nie zaufała - kiedy byłam w liceum, opowiedziałam jej jeszcze raz o swoich dziwnych wspomnieniach z dzieciństwa. Wtedy już znała mnie na tyle, że wiedziała, że nie potrafię kłamać... i dopiero wtedy uwierzyła.

    Jedynym efektem "incydentu z bunkrem" było to, że ktoś niedługo później zamurował do niego wejście - może jednak któryś z rodziców choć po części uwierzył w straszną historię swojego dziecka? A kiedy po latach zapytałam o to zdarzenie moją siostrę, zresztą - jakże klimatycznie - siedząc w Święto Zmarłych właśnie na szczycie rzeczonego bunkru (starałam się nie naprowadzać jej własnymi wspomnieniami, tylko wyciągnąć od niej jej własną wersję), przypomniała sobie i okazało się, że zgadzają się wszystkie szczegóły, z jednym "ale"... W miejscu "czegoś" siostra miała... czarną plamę. Powiedziała, że widzi to tak, jakby ktoś nałożył cenzurę w filmie. Rozmawiałam też po latach z paroma koleżankami i z siostrą Seby, pytając, czy pamiętają to zdarzenie - wrażenia były podobne, pamiętały, że coś takiego miało miejsce, że coś goniło Sebę, ale nie mogły sobie przypomnieć szczegółów. Co ważne, żadna z pytanych osób nie powiedziała jednak "Sebę gonił bezdomny" czy "Sebę gonił jakiś koleś". Z odległości 100 metrów naprawdę można rozpoznać postać człowieka, a to nie wyglądało jak człowiek.

    W tej części dorzucę jeszcze tylko dwie krótkie historyjki, o których wiem na pewno, że miały miejsce w podobnym okresie czasu (3-5 lat), bo na pierwszym planie jest łóżko piętrowe, które później zostało zamienione na dwie rozkładane kanapy.

    Raz szłam do pokoju wieczorem lub późnym popołudniem (na dworze było już ciemno) i na górnym piętrze łóżka siostra czytała książkę przy lampce. Stanęłam w drzwiach i zamarłam, bo... po drabinkach łóżka (były dwie) chodziło w kółko duchy. Nie całe postacie, tylko takie, hm, świetliste kulki. Wchodziły jedną drabinką, lewitowały do drugiej i schodziły, lewitowały do pierwszej i wchodziły. Wymamrotałam cicho "Siostra... duchy ci chodzą po łóżku" - siostra rozejrzała się wokół siebie i niczego nie zobaczyła, więc powiedziała tylko "E, zdaje ci się" i wróciła do czytania. A ja tak stałam z piętnaście minut i czekałam, aż znikną. Zniknęły, więc weszłam do pokoju i poszłam spać. Jaki z tego wniosek? Nie tylko dorośli nie wierzą dzieciom. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Na pocieszenie dodam tylko, że gdyby sytuacja miała miejsce dzisiaj, siostra uwierzyłaby mi na słowo... i pewnie wpadłaby w panikę, bo skoro duchy chodziły po drabinkach, to nawet nie miałaby jak zejść z tego łóżka.

    I ostatnia historia z łóżkiem (i siostrą) w rolach głównych: miałyśmy kiedyś chodzącą lalkę - na ówczesne czasy absolutny szczyt techniki. Pewnego wieczoru siostra postanowiła z nią spać, a że lalka była dość ciężka, zaoferowałam, że pomogę ją wnieść na górne piętro łóżka. I podczas przenoszenia przypadkiem uderzyłyśmy lalką o kant łóżka, a wtedy lalka powiedziała płaczliwie "mama". Wszystko byłoby ok, gdyby nie fakt, że lalka nie miała wbudowanej funkcji mówienia. Nie było ani guziczków, ani głośniczków, ani niczego w opisie produktu, co mogłoby chociaż sugerować taką możliwość - zresztą wcześniej spędziłyśmy mnóstwo czasu na zabawie z tą lalką i owszem, pięknie chodziła, ale nic poza tym. To jedno ciche "mama" zmroziło nas tak bardzo, że nie wiedziałyśmy, co z tą lalką zrobić. Po namyśle siostra postanowiła dalej spać z lalką, ale... trzymając ją w nogach łóżka, tak na wszelki wypadek - żeby nie ryzykować, ale też zadośćuczynić lalce poniesioną krzywdę. Siostra tak bardzo była jednak przerażona spaniem z lalką nawet w nogach łóżka, że następnego dnia po dokładnych oględzinach i rozłożeniu na części celem sprawdzenia, czy jednak naprawdę nie mogłaby jakoś mówić (nie mogłaby), lalka wylądowała głęboko w szafie i została tam już na zawsze... No, prawie. Pewnego dnia, jakieś 12-13 lat później, mama poinformowała nas, że znalazła w szafie stare zabawki i zawiozła je koleżance, która ma małe dziecko, bo przecież my się już tym nie będziemy bawić, a tam była na przykład taka fajna chodząca lalka, prawie jak nowa. Słysząc to, jednocześnie krzyknęłyśmy "CO?!?" i uświadomiłyśmy sobie, że przecież mama nie wierzyła w dziwne historie, więc nie mogła wiedzieć, dlaczego lalka w ogóle wylądowała w szafie... Opowiedziałyśmy mamie wtedy historię lalki, ale stwierdziła, że teraz już głupio by było odbierać dziecku podarowaną zabawkę... więc po prostu mam nadzieję, że cokolwiek w tej lalce siedziało, przez te wszystkie lata w szafie nauczyło się przynajmniej nie ujawniać.

    Do czytających jedna uwaga: jeśli ktoś nie wierzy w powyższe (i kolejne) historie, ma do tego pełne prawo, jednak ostrzegam, że mogę ostro reagować na oskarżenia o kłamstwo i zmyślanie. Z drugiej strony wszelkie możliwe racjonalne wytłumaczenia opisanych sytuacji są jak najbardziej mile widziane, tak samo, jak Wasze własne opowieści. Kolejne części będą się pojawiać pod tagiem #paranormaleeca.
    pokaż całość

    •  

      @Mattiopl: O cieniu w rogu pokoju też będzie. ;) Ale mój był czarny. Co do lalki: dalej mimo wszystko najbardziej logiczne wyjaśnienie to chyba to, że miała gdzieś głęboko schowany głośnik, który miał być normalną cechą lalki, ale coś im nie wyszło w produkcji, głośnik nie działał tak, jak powinien, i wypuścili serię tylko "chodzących" (i może jeszcze przerobili trochę lalki w tej serii, żeby głośnik był niewidoczny), a przypadkiem przy rąbnięciu lalką o łóżko akurat się uruchomił. Mój pierwszy komputer też trzeba było czasem walnąć z pięści albo kopnąć, żeby zaskoczył, więc kto wie? Z tego, co czytałam po internetach (wtedy niestety jeszcze nie było takiej możliwości), wynika, że sporo było właśnie modeli lalek, które i chodziły, i mówiły. pokaż całość

    •  

      @diabLEEca: ja na szczęście nigdy nie spotkałem ducha ale... Kiedyś mając z 8 lat leżałem w łóżku w nocy, nadchodzila burza i dość nie daleko uderzył piorun. Około 500m i jakaś zabawka z zestawu happy meal zaczęła grać i świecić. A ja (bałem się burzy wtedy btw.) zacząłem piszczeć w nie w głowie miałem coś w rodzaju "czemu ja piszcze?" nie potrafiłem przestać, darłem się tak z 3 minuty a potem przestałem i normalnie poszedłem spać. Zawsze myślałem ze piorun jakoś wpłynął na to ze nie uruchomiła ale teraz.. ( ͡° ʖ̯ ͡°) pokaż całość

    • więcej komentarzy (8)

  •  

    Nie śpię, bo trzymam #bitcoin... ლ(ಠ_ಠ ლ)

    #bedziebankaczyniebedzie

    +: a...........r, s...i +4 innych
    •  
      Z...........e

      0

      @diabLEEca: W ogóle skoro już kupiłaś to w czym problem? Chciałaś dodatkowo wskoczyć w pozycje leveraged long dla większych zysków? Bo przez te 8 godzin snu bańka nie zdąży się nawet dobrze rozkręcić.

    •  

      @ZgubilemBulke: Nie, po prostu czekam na tę bańkę całe wakacje, bo gdyby nie wakacje właśnie, to już by się pewnie dawno zaczęło pompować. Teraz ostatnio się znowu rozbujało, a wakacje prawie za nami, więc chciałabym zobaczyć, jak zaczyna rosnąć. W zeszłym roku miałam to szczęście obserwować, jak o trzeciej w nocy Chiny zaczęły pompować - po pierwsze ślicznie to wygląda, kiedy masz kupione bitki, a po drugie gdyby mi się teraz udało zaobserwować to samo na żywo, to mogę porównać i oszacować, jak duży jest potencjał pompowania (choćby po wielkości pojedynczych megaorderów, korelacji między różnymi giełdami i tempie reakcji). Dzisiaj o trzeciej poszło parę średnich zamówień z Chin, które podciągnęły cenę z powrotem na >500$, ale tu akurat miałeś rację - to jeszcze zdecydowanie za mało na początek bańki. pokaż całość

    • więcej komentarzy (6)

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika diabLEEca

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.