Tylko mnie stać na takie opanowanie i takie wyczucie czasu, kumacie to? Ja piehdole, czysty luz, czyste niebo, luksus, sukces kuhhwa!

  •  

    Zapraszam do udziału w ankiecie i do dyskusji :) ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #perfumy

    Która męska róża jest lepsza twoim zdaniem?

    • 10 głosów (43.48%)
      Amouage Lyric
    • 13 głosów (56.52%)
      Cartier - Declaration d'Un Soir
  •  

    Witam i o #sotd pytam.

    U mnie dzisiaj wleciał LM Parfums Scandinavian Crime w ekstrakcie. Całkiem niezły przyjemniak, pozycja raczej dla osób, które zaczynają zabawę z niszą i szukają niekościelnego, nieofensywnego kadzidła, które nazwałabym nawet mainstreamowym kadzidłem. Kadzidło w wydaniu dość świeżym, podkręcone sporą dawką imbiru, dosłodzone bursztynem, z bardziej wybijających się nut czuć jeszcze kardamon, który moim zdaniem powoduje, że kompozycja uchodzi za taki troszkę odważniejszy crowd pleaser i nie jest w zupełności tak mroczna, jak przedstawiają ją grafiki.

    #perfumy
    pokaż całość

    źródło: perfumowyblog.files.wordpress.com

  •  

    #perfumy #150perfum 299/150
    Yves Saint Laurent Kouros Eau de Sport (1986)

    Jeszcze 3-4 lata temu można było kupić butelkę Sporta za 300/400 zł, dziś ciężko jest znaleźć cokolwiek. Przez wielu jest to zapach nazywany najlepszym flankerem Kourosa. Czy jest tak w rzeczywistości?

    Różnice między Eau de Sport a pochodzącym z podobnego okresu zwykłym Kourosem produkcji Parfum Corps są dość małe. Różni jest zdecydowanie otwarcie, w oryginale jest bardziej szorstkie i ziołowe, gdzie Sport jest „sportowy” od samego początku. Jest równie ziołowy, ale te zioła pachną inaczej. W Sporcie nie ma np. estragonu, który dobrze czuć w klasyku. Oprócz ziół, Sport jest pozbawiony skóry, która w wersji Parfum Corp jest chyba najbardziej wyczuwalna ze wszystkich Kourosów i jest to pierwsza z rzeczy która wygładza Sporta. Nie ma też ani cywetu ani miodu odpowiedzialnych za aromaty fizjologiczne, więc jeśli ktoś jakkolwiek wyczuwał coś co miałoby przypominać mocz w Sporcie tego nie wyczuje.

    Eau de Sport to bardziej gładka i kremowa wersja Króla, co jest jeszcze podkreślone przez bardziej wyczuwalną wanilię. Po jakiejś godzinie od aplikacji ciężko odróżnić zwykłego Kourosa od wersji Sport mając je oba na nadgarstkach. Jedyną na dobrą sprawę różnicą jest intensywność z jaką pachną. Parfum Corps, któremu intensywnością daleko do np. Sanofi pachnie o wiele mocniej niż Sport, który przez większą ilość czasu jest dość delikatny.

    Powiem szczerze, że pachnie on trochę tak jak miał pachnieć wykastrowany Kouros po paru reformulacjach. Obecne wypusty Króla są dobre, ale pachną zupełnie inaczej niż czy to dawny Kouros niż czy Eau de Sport. Ceny, które są proponowane za EDS są też zdecydowanie zawyżone i jeśli mam być szczery to dla kogoś kto nie jest wielkim fanem serii nie ma sensu się w to pchać i lepiej kupić stary bacz Króla.

    Aromat Sporta jest zbliżony też i do Fraicheur, z tym, że tam wychodzą bardziej owoce przez co jest on najbardziej noszalny ze wszystkich i chyba jest ciekawszy od bohatera dzisiejszego wątku i mógłby przypaść osobom nawet nie przepadającym za oryginałem.

    Parametry w EDS nie są złe, ale daleko mu do killerowych wersji Kourosa. Nie ma nachalnej projekcji ani aż tak wybitniej trwałości jak wersja Parfum Corps, ale jest dobrze. Król bez tytanicznej mocy jednak Królem już dla mnie nie będzie :)

    Zapach świetny i rzeczywiście bardziej „sportowy” od oryginału. Nie jest jednak aż tak różny od starego Kourosa żeby zaprzątać sobie nim głowę i polować na niego. Mam małą odlewkę i to mi wystarczy. Za flakonem rozglądał się raczej nie będę.

    zapach: 8,0/10
    trwałość: 8,0/10
    projekcja: 7,0/10
    cena: od 500 zł za 100 ml, ale raczej bliżej 1000 :)
    podobne: YSL Kouros wersji Parfum Corps
    pokaż całość

    źródło: uiimages.parfumo.de

  •  

    #perfumy #150perfum 298/150
    Serge Lutens Le Participe Passé (2018)

    Są oceny i recenzje, których zupełnie nie rozumiem czego idealnym przykładem jest La Participe Passe Lutensa. Zaledwie 6,5 na parfumo, sporo dislajków na fragrantice i niepochlebne recenzje. Ja te perfumy odbieram w stu procentach pozytywnie.

    Pierwszy plus jest za oryginalność. Mimo, że niektórzy sugerują, że Le Participe Passe pachnie jak inne perfumy Lutensa Chene, to jako posiadacz obu nie mogę się z tym do końca zgodzić. Chene pachnie dębem, słodkim, jakby trochę oblanym alkoholem dębem. La Participe Passe to bardziej żywica dębowa wymieszana z karmelem, a same perfumy nie mają drzewnego wydźwięku a bardzo żywiczny czy balsamicznie-słodki i pachną trochę jak toffie. Są to podobieństwa na poziomie 70%, ale jednak Chene to las, ściółka czy nawet grzyby, a tutaj jest żywica. Da się też wyczuć tutaj w tle coś owocowego. Różne źródła podają też tutaj inny skład. Niektóre podają np. obecność nieśmiertelnika, artemizii, czy limonki, a inne już nie i ja się składam ku temu, że ich w tej kompozycji nie ma. Paczula jest obecna bo La Participe Passe ma drydown taki jakby trochę ziemisty co mogłoby się zgadzać. Są tu też przyprawy, najpewniej kmin i czarny pieprz, które dodają trochę wyrazu całej kompozycji. Dziewczyna mówi, że LPP pachnie z daleka jak świeże orzechy laskowe.

    Lutens po raz kolejny stworzył perfumy z małej ilości składników a które pachną bardzo bogato. Jest tu dość linearnie ale ani trochę mi to nie przeszkadza bo słodki, ale nie ulepowy aromat jest bardzo przyjemny dla nosa a żywiczne ciepło ozdobione przyprawami daje świetną, otulającą atmosferę. Są to bardzo „lutensowe” perfumy i dla fanów Ambre Sultan, Jeux de Peau, Santal Majuscule czy Chergui są pozycją obowiązkową.

    Parametry są bardzo dobre. Trwałość dochodzi u mnie do 12 godzin co nie zdarza się za często u Serge’a. Projekcja także lepsza niż w większości zapachów tej marki. 4-5 psiknieć i mamy gwarancję zostawiania ogona. Wielu nazywa La Participe Passe najmocniejszym Lutensem i ciężko się z tym nie zgodzić. Do tej pory od reszty odstawał tylko Vitriol d’Oeillet, ale LPP wydaje się być odrobinę silniejszy,

    Znakomita, karmelowo-żywiczna kompozycja o bardzo dobrych parametrach, która niezasłużenie zbiera mocno przeciętne oceny. Świetna opcja na jesień, a jeszcze lepsza na nadchodzącą zimę, której słodycz i ciepło pomogą zmagać się z minusowymi temperaturami.

    zapach: 8,5/10
    trwałość: 9,0/10
    projekcja: 9,0/10
    cena: 100 ml za 440 zł
    pokaż całość

    źródło: lpp.jpg

  •  

    #perfumy
    Przyszła i na mnie pora. Na ktoś odlać 10ml króla kuorosa ? Z biedackim olx? Nie musi być vintage. Nie śledzę kościoła reformulacyjnego ale czy nowe wypusty są be?

  •  

    #perfumy #150perfum 297/150
    Swiss Arabian Imperial Arabia

    Imperial Arabia to świetny orientalny zapach, którego miałem okazję poznać dzięki uprzejmości @WujekAtom . To perfumy doskonale łączące drzewa, bliskowschodnie przyprawy, skórę i elementy dymne. Wysoka jakość w niedużej cenie.

    Opisywany dziś za[ach to na początku odymione owoce w postaci moreli i grejfruta z dużą dozą przypraw. Skład podaje też m.in lawendę oraz bylicę ale nie są one tu zbytnio wyczuwalne. Dym sprawia, że morela, która jest w tej kompozycji najbardziej wyczuwalnym komponentem, pachnie jakby była dobrze ususzona albo wręcz wędzona. Po mojej nieudanej przychodzie z Pure Gold od Montale zostałem bardzo pozytywnie zaskoczony tym owocem. Przez cały czas trwania czuć tutaj przyprawy z wanilią na czele, oraz obecność skóry. W bazie dochodzi też oud z cedrem, a zapach robi się bardziej suchy. Nie jest to skomplikowana propozycja, ale całkiem dobrze się ją nosi, w przeciwieństwie do wielu typowo arabskich perfum, gdzie twórcy często przesadzają z kadzidłem, oudem, szafranem, różą czy syntetycznym piżmem i duszącą, mdłą wanilią. Tu jest większy balans, nuty się na gryzą na wzajem, a momentami można odnieść wrażenie, że nie są to perfumy za 80 zł a jakieś Kemi czy Amouage.

    Parametry dobre. 8-10 godzinna trwałość i solidna projekcja z może i nawet lekkim ogonkiem.

    Całkiem dobre perfumy. Jeśli ktoś szuka budżetowego araba, to ciężko będzie o coś lepszego. Po Mutamayez to chyba drugie perfumy od Swiss Arabian jakie udało mi się poznać i jak do tej pory najlepsze.

    A. no i ma świetny flakon;

    zapach: 7,0/10
    trwałość: 8,0/10
    projekcja: 7,0/10
    cena: miesiąc temu 100 ml za niecałe 80 zł
    pokaż całość

    źródło: cdn.shopify.com

  •  

    #perfumy #150perfum 296/150
    Ralph Lauren Polo (1978)

    To, że mam słabość do klasyków wiecie pewnie od samego początku moich recenzji. Dziś marki modowe jak Ralph Lauren, Calvin Klein, Hugo Boss czy Lacoste idą na łatwiznę i bylejakość, robiąc często banalne i pachnące tanio perfumy. W latach 70, 80 czy jeszcze nawet w pierwszej połowie 90 stawiano na oryginalność i jakość i nawet tak żałosne dziś Lacoste stworzyło trzy dobre zapachy- Lacoste Original, Eau de Sport i Land. Może nie były one ponadczasowe czy jakiejś wyższej od reszty klasy, ale na pewno nie odstawało bardzo jakością od Diora czy Guerlaina. Od mniej więcej boomu jaki wywołało na świecie Acqua di Gio zaczęto bardziej naśladować niż wymyślać, a perfumiarze pracujący dla wcześniej wymienionych marek przestawali być architektami, a zaczęli kserowanie. Ralph Lauren do poziomu takiego YSL nigdy nie dobił i gdy świat zachwycał się męskim Opium, producent koszulek z koniem mógł się pochwalić pachnącym proszkiem do prania Polo Sport stojącym na poziomie nie wyzszym niż Axe/Lynx. Historia jest brutalna i pokazuje, że ci którzy się nie bali będą zapamiętani na zawsze jak Gaultier za Le Male, a RL będzie tylko marką, która oprócz ubrań ma jakieś przypominające dezodoranty perfumy w śmiesznych, kolorowych flakonach stojących na półkach z boku, obok Calvina Kleina, na lewo od Armaniego ;)

    Polo to perfumy zielone i kolor flakonu świetnie odzwierciedla to z jakim sokiem mamy dostęp czynienia. Czuć tu zielony las i jego skarby, mech, owoce jałowca, masa ziół z popularnym estragonem na czele, a także kwiatami jak goździk, rumianek, pelargonia czy nawet róża. Polo pachnie jak ejtisowe perfumy, ale bardziej mu do sportowych czy jakiegoś Azzaro Pour Homme niż konkretnego powerhouse'a typu VC&A Pour Homme, YSL Kouros, Jacomo de Jacomo czy Rochas Macassar. Są tu co prawda paczula, tytoń i cedr które razem mogą stworzyć gęstą bazę ale w wypadku Polo przewagę ma jednak zielona świeżość i aromatyczność. Jest też przyjemna i lekka słodycz, która następnie ewoluuje i zapach przypomina jagermeisterowy Davidoff Relax, ale bardziej uśpiony i pozbawiony tytanicznej mocy niż zapach producenta kaw i wyrobów tytoniowych ze Szwajcarii. Baza przypomina już Quorum, a tytoń z cedrem i paczulą dobierają do siebie jeszcze piżmo z wetywerią i ambrą. Jest to najsłabsza cześć z trzech. Polo to taki trochę Italian Cypress z elementami Fougere. Nie ma tu nic zwierzęcego więc fani Kourosa czy Iquitosa tacy jak ja mogą czuć lekki niedosyt.

    Nie wiem jak pachną nowe wersje, ja mam perfumy produkcji jeszcze Cosmair, 20 albo 30 letnie. Projekcja powerhousowa nie będzie, ale przy większej ilości psikow da nam trochę uśmiechu na twarzy. 5 gwarantuje dobrą moc, ale już 3 to będzie mało. Trwałość 8-10. godzinna, w zależności od dnia czy pogody.

    Nie wiem czy są to najlepsze perfumy Ralpha bo wszystkich nie udało mi się poznać ale na pewno jest to dobry klasyczny zapach. Ciekawe i mimo wyczuwalnych tu niemodnych już elementów retro to nadal są to o wiele łatwiejsze perfumy niż chociażby Quorum, perfumy Aramisa czy piękne acz trudne Grey Flannel.

    zapach: 7,5/10
    trwałość: 8,0/10
    projekcja: 7,0/10
    cena: 233 zł za 118 ml.
    pokaż całość

    źródło: uiimages.parfumo.de

  •  

    #perfumy #150perfum 294/150
    Comme des Garçons G I R L by Pharrell Williams (2014)

    Perfumy te ciągle da się kupić u mnie w Anglii, w giftsecie zawierającym m.in 100 ml wody toaletowej za 11 funtów. W Polsce już w cenie 40-60 zł raczej ich nie kupicie, ale do 100 powinniście się zmieścić co jest i tak zajebistą ceną za takiej jakości produkt o czym za chwile przeczytacie. Nie zdziwiłbym się gdyby na jakiejś grupie fejsbukowej perfumych dałnów już za jakiś czas sprzedawali je za ponad 200 zł

    Jest to zapach, który pokazuje, że można zrobić perfumy z doskonałym stosunkiem jakości do ceny. G I R L może nie trafia jakoś w mój gust idealnie, początkowe testy nie napawały optymizmem, ale pierwszy globał (dziękuje @WujekAtom ) sprawił, że bardzo doceniłem te dzieło. G I R L to zaskakująco dobre połączenie aromatów drzewnych, takich jak cedr czy sandałowiec z fiołkiem i irysem. Akordy drzewne są... drzewne, zdominowane przez drzewo sandałowe. Jest jakby mlecznie i lekko gorzko. Nie przebijają się tu niepotrzebne słodkie nuty, a aromat jest wytrwany, ale jednocześnie lekki niezbyt poważny. Iris nadaje trochę takiego naturalnego, bardzo korzennego wymiaru. Fiołek to z kolei najciekawszy składnik perfum od Comme des Garcons. Dzięki niemu dostajemy takiej kwiatowej, bardzo głębokiej świeżości połączonej z lekką goryczką. Nie pachnie on tu podobnie do Narciso Rodriguez for Him więc dementuje te plotki, a najbliżej mu do Fahrenheit Cologne. Nie będzie betonowej piwnicy z workami ziemniaków, a raczej kwiaty po deszczu czy ozoniczność. Nie da się też przeoczyć pudru, który jest delikatny i nadaje bardzo uniseksowy wymiar tym perfumom. Wszystko pachnie bardzo naturalnie. Chylę czoło przed CdG.

    Czy G I R L przypomina jakieś inne pachnidło? Dla mnie irys jest tu podany podobnie do Zefiro od Xerjoffa, ale... jest też ciekawszy niż w perfumach kosztujących 10 razy tyle. Fiołek jak wyżej. czyli w Fahrenheit Cologne. Bardzo ciężko o zbliżone klimatem perfumy.

    Parametry ma jak na taką cenę bardzo w porządku. Od perfum za 40 zł raczej nie wypada oczekiwać nie wiadomo czego, no chyba, że mamy do czynienia z Jacquesem Bogartem to wtedy tak. Tak czy owak, projekcja przez godzine jakaś tam jest. Podszedłem w nich na siłownie i czasami coś tam mi zaleciało do nosa. Trwałość to 7 godzin czyli bardzo ok.

    Lepiej wydać 40 zł na G I R L, czyli kraftowe perfumy japońskiej marki Comme des Garcons niż na 3-5 kraftowe piwa browaru Koczkodan. Przynajmniej takie jest moje zdanie, ale kto co lubi. Można mieć przecież i to i to ;)

    Zapach pachnie niszowo a do tego ma artystyczny flakon i pewnie gdyby kosztował 10 razy tyle, albo został stworzony przez jakiegoś Toma Forda to i tak by się dobrze sprzedawał. Warto go mieć w kolekcji i sięgać po niego wtedy kiedy nie wiemy na co się zdecydować.

    zapach: 7,0/10
    trwałość: 7,0/10
    projekcja: 6,0/10
    cena: 70-100 zł, kiedyś 40 chyba najmniej za 100 ml. Jeśli było mniej to poprawcie mnie.
    pokaż całość

    źródło: uiimages.parfumo.de

  •  

    #perfumy
    Co polecacie dla pani po 40 do około 100-150 zl? Nic ciężkiego, coś słodkiego

  •  

    #perfumy #150perfum 295/150
    Guerlain Habit Rouge Dress Code (2015)

    Są tu jacyś fani legendarnego Habit Rouge? a może osoby, które z jakichś względów boją się go używać bo wydają się im zbyt retro? Habit Rouge Dress Code dla takich osób wydaje się wręcz stworzony.

    Dress Code w świetny sposób eliminuje obecną w EDT czy EDP retro-wość poprzez ograniczenie kolońskich, cytrusowych aromatów. Usunięto całkowicie cytrynę, która była najbardziej wyczuwalnym aromatem w klasykach, a zostawiono jedynie bergamotkę. Efekt? zajebisty. Od razu też wiemy, że mamy do czynienia z zapachem słodkim. Dodatek szwajcarskich czekoladek jeszcze bardziej podkreśla pralinowy charakter poprzedników. Do Dress Code włączono też tonkę co jak się okazało było strzałem w dziesiątkę gdyż jej aromat pasuje tu jak mało który. Jest też wyraźna wanilia ale nie aż tak szalona jak w EDP co też jest na plus. Skóra jest albo delikatna albo jej brak gdzie w takim EDT bardzo łatwo ją wyczuć.

    Parametry nie różnią się od EDT. Trwałość i projekcja są po prostu ok. Trochę szkodą, bo po wersjach premium oryginalnych zapachów, spodziewałem się, że i w tym aspekcie będą

    Zapach zbudowano na bazie DNA EDT i EDP, ale sam aromat podobny jest może w 75 procentach. Jest bardziej nowoczesny, słodki i ewidentnie niszowy. Są to jednak perfumy, których wskaźnik noszalności jest większy niż w poprzednikach i jest duża szansa, że spodoba się większej ilości ludziom. Minusem są na pewno cena i dostępność na rynku. Jeśli da się je kupić w Polsce to w cenie 450 zl za 100 ml. Przyznam, że trochę drogo. Warte sprawdzenia, ale mimo, że bardziej pasujące do obecnych realiów, to do klasycznego EDT im trochę brakuje. Habit Rouge to mój zapach na Święta i jest ze mną co roku. W tym roku chyba wjedzie w wersji Dress Code.

    Jako ciekawostkę warto dodać, że co rok Guerlain wypuszcza co roku nowy flakon w limitowanej edycji. Wszystkie wyglądają kapitalnie i czasem sobie myślę, że dla samych butelek warto zrobić zapas.

    zapach: 7,5/10
    trwałość: 7,0/10
    projekcja: 7,0/10
    podobne: seria Guerlain Habit Rouge
    cena: 450 zł za 100 ml.
    pokaż całość

    źródło: habitksionc.jpg

  •  

    Hej Mirko #perfumy
    Co pachnie świeżym ogórkiem? Szukam i znaleźć nie mogę.

  •  

    Pierwsze półtorej flaszki Furyo pękło w tempie ekspresowym, dlatego musiałem zamówić kolejną. Można wciąż deklarować.
    Niestety zostało mi już tylko kilka dekantów, będę musiał kombinować. Zobaczę, co mają w aptece. Jeśli cena będzie znośna to w najgorszym razie niektórzy chętni dostaną w buteleczce bez atomizera (oczywiście, jeśli się zgodzą)

    Oto, co mam jeszcze w ofercie oprócz Furyo. Cena jest jaka jest, nie muszę nic z tego sprzedawać na siłę:

    Annick Goutal Nuit Etoilee EDT, stara butelka z samego początku produkcji, 2012
    Mimo, że nie ma anyżu w składzie, to dla mnie pachnie anyżem lub fenkułem i nie jestem w tym zdaniu odosobniony. Do odlania maksymalnie 30ml

    cena €1/ml plus dekant

    Acqua Di Gio Essenza recenzja dr_love

    cena €2/ml plus dekant, dostępne będą 4 fiolki po 2,5ml

    Jean Paul Gaultier Gaultier2 od pana Kukurydziana, recenzja dr_love

    cena €3/ml plus dekant, dostępne będą 4 fiolki po 2,5 ml

    YSL Rive Gauche 2017 recenzja dr_love)

    cena €2/ml plus dekant, dostępne będą 4 fiolki po 2,5ml

    Jovoy Psychédélique

    Tym razem dla odmiany jest tanio, nie wiem, czy ktoś go na Wykopie taniej puszczał, w każdym bądź razie cena za ml niższa od rynkowej Ze wszystkich moich zapachów jest to najbardziej ekonomiczna pozycja, tutaj pojęcie "trwałość aż do zmycia" traci rację bytu ( ͡° ͜ʖ ͡°) Jedno psiknięcie wystarcza, żeby go cały dzień dobrze czuć. W tym przypadku odlewanie większych porcji nie ma najmniejszego sensu.

    cena €1/ml plus dekant, dostępnych będzie 8 fiolek po 2,5ml

    No i oczywiście mogę cały czas lać klona Kourosa, czyli Jacques Bogart Furyo dopóki będę go mógł zamawiać i dopóki będę miał szkło

    W komentarzu zdjęcie Fine Accoutrements American Blend EDT czyli zapachu podobnego do Rive Gauche (ręka w rękę różnice są dobrze wyczuwalne), gdyby ktoś był ciekawy jak to pachnie i chciał sobie dobrać do paczki. Zapach w Polsce łatwo dostępny i może nawet tańszy, niż ja płaciłem

    Cena €0,30/ml, mogę odlać więcej w zależności od dostępności szkła

    Tym, którzy mnie jeszcze nie kojarzą, chciałbym zwrócić uwagę na fakt, że mieszkam za granicą i tu wysyłka paczkomatem nie wchodzi w grę. Zachęcam do łączenia zamówień, podział kosztów najtańszej paczki (€9,50) na trzy osoby to mniej więcej tyle samo, ile trzy wysyłki paczkomatem

    #perfumy #paniecotakdrogo
    pokaż całość

    źródło: Perfumy1.jpg

  •  

    Taki ładny zestawik od Harley Davidson mi się trafił:

    After Shave

    Eau de Toilette

    Eau de Toilette Intense

    #perfumy

    źródło: PXL_20201119_183255057_copy_2016x1512.jpg

    •  

      @dyniel: to trochę bez sensu. Coś co jest wycofane i ludzie wystawiają za chore ceny wcale nie znaczy, że będzie łatwo je później spieniężyć.

      Na Ebayu już pare lat widze niektóre klasyki w chorych cenach i nikt ich nie kupuje. Przykładów jest kilka, od Trussardi L'Uomo, które wisiało za 60 funtów ze 4 lata (co wcale nie jest dużą ceną za tak świetne perfumy) , po Escada Casual Friday. Trzeba wiedzieć w co celować. Harley Davidoson to nie jest Tiffany for Men, którego byś sprzedał nawet w cenie 1000 euro, a badziewny zapach jakich na pęczki było w latach 90 i nikt tego raczej nie chce w cenie nawet miminalnie większej niz z czasów gdy był normalnie dostępny.

      Coś nieprodukowane nie równa się czysty zysk kiedyś/
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (3)

  •  

    #perfumy #150perfum 293/150
    Tauer Perfumes Au Coeur du Désert (2016)

    Au Coeur du Désert to perfumy, które wiele osób krzywdzi nazywając klonem L'Air du Désert Marocain z podrasowanymi parametrami. To świetne perfumy, które bronią się czym inny,, a łączy z protoplastą je może 70-80%, a najbardziej podobne robią się po ponad godzinie i wtedy procentowo te podobieństwo może wrosnąć.

    Bohater dzisiejszego dnia to nie tylko bardziej intensywna wersja L'Air du Désert Marocain, ale też wyraźnie się różniące perfumy. Trochę dziwią mnie głosy wskazujące na szalone podobieństwo obu zapachów. Mam je oba na ręku i nie wiem co musiałoby się stać abym je pomylił. Już otwarcia są zupełnie inne. Opisywane dziś perfumy są pozbawione jakichkolwiek elementów świeżości. Mniej się też w nich dzieje. Od początku są ciężkie i suche od akordów drzewnych. Fajnie tu czuć ambergris czyli szarą ambrę, która podobnie jak w poprzedniku pachnie słono, co w połączeniu z nutami balsamicznymi wypada naprawdę nieźle. Oprócz tego dużo suchego drewna. Jest bardzo ciepło, da się poczuć coś jakby gorzką czekoladą, kawę, dym i lekką słodycz. Dlatego tak właśnie uwielbiam nuty balsamiczne, zapewniają wiele olfaktorycznych doznań. Później robi się gładko i perfumy te faktycznie idą w kierunku serca marokańskiej pustyni.

    Parametry bardzo dobre, ale czy takie zajebiste? Projekcja 2 godziny dość mocna, później osiada bliżej skóry. Jest świetnie, ale w tej cenie to mus. Trwałość nie jest lepsza niż w LADDM, przynajmniej na mnie po 2 testach globalnych. Albo reformulacja albo znowu zauroczeni mocno aromatem perfum fani trochę podkręcili oceny. Na pewno nie jest to killer o czym można wyczytać ale jest bardzo dobrze.

    Mając na jednym nadgarstku Au Coeur du Désert, a na drugim L'Air du Désert Marocain, to jednak nie mogę oderwać nosa od powietrza marokańskiej pustyni. ACdD jest świetny, ale LADDM ma więcej wymiarów, więcej aromatów się ze sobą miesza i jest bardziej oryginalny, a tej oryginalności tutaj brakuje ze względu na podobieństwo bazowe do poprzednika. Co byście nie mówili to kilka razy już się spotkałem ze stwierdzeniem - „skądś znam ten aromat “ . Au Coeur du Désert mimo to jest zapachem, którego warto spróbować, nawet mimo tak gargantuicznej ceny. Jeśli lubicie klimaty Soul Costume National, Tom Ford Tobacco Oud czy Mancera Red Tobbacco to ACdD także powinien się Wam spodobać. Świetne na zimę, ale latem też dają radę. Polecam.

    zapach: 8,0/10
    trwałość: 8,0/10
    projekcja: 8,0/10
    cena: 1300 zł za 100 ml
    podobne: Tauer Perfumes L'Air du Désert Marocain
    pokaż całość

    źródło: uiimages.parfumo.de

  •  

    Hej jakie najlepsze damskie perfumy z fiołkiem? Cena bez szalenstw tak do 2-3 pln za ml.

    #perfumy

  •  

    #perfumy #150perfum 292/150
    Serge Lutens Fourreau Noir(2009)

    Lawenda jest jedynym z moich ulubionych składników w perfumach ale niestety znam wiele kompozycji gdzie składnik ten zepsuł całkowicie aromat perfum. Fourreau Noir to perfumy zdominowane przez tą nutę, gdzie pokazano ją jako lekko słodką, wyłaniającą się z kłębów dymu.

    Lawenda, dym, piżmo, migdały i tonka - tak prezentuje się skład Fourreau Noir. Wszystkie te składniki wyłapiemy, może nie bez kłopotu ale wyłapiemy, co wcale nie powinno być takie oczywiste gdy mamy do czynienia ze komponentem takim jak lawenda, która zazwyczaj jest dominatorem i przykrywa swoją mocą całą resztę. Na pierwszy rzut oka czuć podobieństwo do innych perfum Lutensa Gris Clair gdzie lawenda jest również słodka, ale tam pachnie ona jak rozgrzane żelazko. Tutaj jest mnóstwo tonki i dymu dające poczucie większej głębi przy linearnym Gris Clair. Brakuje natomiast obecnych tam irysa czy wanilii. Słodycz też nie jest wcale oczywista, bo charakterystyczna gorycz migdałów balansuje tu wszystko wręcz doskonale.

    Całość jest zdecydowanie męska. Perfumy na mroźne wieczory, zdecydowanie mniej uniwersalne niż przywoływane tu Gris Clair. Mimo, że jak zawsze u Lutensa jest to unisex to nie wyobrażam sobie w nich kobiety. Zbyt głębokie, ciemne i ciężkie. Ciemnofioletowy kolor pasuje do nich idealnie.

    Parametry bez zarzutów, ale projekcja mogłaby być większa. 4 strzały żeby zostawić za sobą ogon to trochę mało, ale już 6-7 powinno dać oczekiwany efekt i nawet lekko przydusic. Trwałość koło 8 godzin.

    Polecam, nisza pełną gębą. Nie jest to sztuka dla sztuki ale dzieło które każdy może nosić z przyjemnością i nie bać się o reakcje otoczenia. Tak właśnie powinny wyglądać perfumy niszowe gdzie niebanalny aromat jest jednak w zasięgu każdego. Ciekawe, trochę niekonwencjonalne ukazanie lawendy między słodyczą, goryczką i dymem.

    zapach: 8,0/10
    trwałość: 8,0/10
    projekcja: 7,0/10
    podobne: Serge Lutens Gris Clair jest spokrewniony ale to daleki krewny.
    cena: dostępne są we wkładach 2*30 ml w cenie około 600 zł.
    pokaż całość

    źródło: luidefine.jpg

  •  

    Kurwa, w zajawce na #perfumy najgorsze jest to, ze w odróżnieniu od innych pasji, które są generyczne, z tej na perfumy musisz się wiecznie tłumaczyć i ktoś wiecznie Ci ją umniejsza. No bo jak to tak kurwa – gość lvl 26, który interesuje się perfumami? Haha baba, znajdź se jakieś męskie hobby – np. wojnę, sport, cycki albo mięso XD a olfaktoryka? Co to takiego? To jakieś przetwórstwo płyt pilśniowych na meble? Co to za nauka? No nie mogę xD No i kurwa na każdą rozciągłości znajomości z nowopoznaną osobą tłumacz się z tego, że lubisz rozwijać swoje horyzonty myślowe związane z tym, że odkrywasz nowe zapachy, bo na przykład otwiera Twój umysł na pewne skojarzenia, z którymi od dawna nie miałeś styczności, albo na jakieś zupełnie nowe, obce doświadczenia, czuj się jak jebany alien albo kurwa jebany ekscentryk. Niezależnie od tego, czy wąchasz perfumy, kwiaty, czy świece zapachowe, ale czujesz, że jakimś stopniu daje Ci to pole do samorozwoju – nie kurwa, co to za hobby – przecie to hobby dla jakichś zjebanych dandysów XD bo nie można być normikiem, który chce od życia trochę więcej niż czytanie, słuchanie, oglądanie i jedzenie.

    No ale chuj – liczę się z tym, że nie każdy w jakimś stopniu podziela Twoją zajawkę – tak jak ja nie pojmuję strzelania do zwierząt dla sportu, układania puzzli albo walenia sobie konia pod ahegaoface. Nie mam problemu z tym, że ktoś nie podziela mojej pasji, nie uważam ją za jakąś wysoce ekskluzywną, nie jest zarezerwowana dla najlepszych. Nieco większy dyskomfort czuję w wyżej wymienionych przykładach – kiedy jakaś spierdolina zdobywa się na umniejszanie moich zainteresowań i tego, czy wpisuje się ono w jego wyobrażenie o hurr durr jebanej męskości no bo facet powinien przecież pachnieć potem, piżmem, gównem i śladowymi ilościami mydła, a nie jakimiś perfumami XD.

    Druga rzecz to fakt, że możesz chuj wie jak poszerzać swoją wiedzę i doświadczenie, a i tak przed Ciebie wpierdoli się przed szereg ktoś z płytką, powierzchowną wręcz znajomością tego środowiska, ale to jej przypisze się jakiś autorytet XD. A jeszcze gorsze jest, kiedy Twoja pasja czy zainteresowania jest odbierana z wyraźnym rozbawieniem albo rezerwą, a przed Tobą pojawia się jakaś typiara, która głośniej niż Ty mówi o tym, że interesuje się perfumami i je kolekcjonuje XD – nawiasem mówiąc, laska była pierdolonym lizodupem, który wchodził w dupę każdemu, kto był stanowisko wyżej od niej. Postanowiłem więc, że do niej zagadam no i po prostu z ciekawości podpytam o jej zainteresowania. Spytałem – no dobra, skąd ta pasja, skąd to zainteresowanie, kto Cię na to nakręcił. Ona na to, że jej chłopak Rafik, bankier (po szybkiej weryfikacji okazało się, że to pracownik infolinii w jednym z banków – super bankier kurwo), wspaniały facet z fryzurą a’la pompadour (kojarzycie lata 2010-2014?) jest takim znawcą perfum jak chyba żaden inny, no bo ma najlepsze zapachy XD No więc pytam, co tam w kolekcji, a ona mi pokazuje zdjęcia – 7 flakonów. A*Men od Muglera, Dior Sauvage, Bleu de Chanel, Invictus Paco Rabanne, chyba Stronger with you, Aqua di Gio i bodajże Creed Aventus. U niej – Miu Miu Twist, YSL Black Opium i La Vie Est Belle. No i dobra – generalnie spoko kolekcja, choć mam wrażenie, że jak na kolekcjonera to o jakieś 10000 % zbyt generyczna, no ale się nie wpierdalam; chciałem spytać o jakieś inne marki, o jakieś choćby delikatnie niszowe kierunki – no bo jest przecież znawcą. „Encre Noire? Kurczę, kojarzę ten czarny flakon, ale Rafcio go wypierdolił, bo strasznie śmierdziało”. XD I tak – to ja byłem tym śmiesznym gostkiem, zaledwie interesującym się perfumami, którego pasja jest komentowana jakimś chichotem (haha Ty – interesujesz się perfumami?) ta gruba pizda, o której opowiadam – prawdziwą znawczynią i ekspertką.

    No i czuj się kurwa komfortowo z tym, że słuchając muzyki klasycznej i chcąc się tym podzielić z innymi ludźmi zostaniesz wzięty za snoba, dandysa, quasihomoseksualistę albo pretensjonalnego zjeba, a kiedy spróbujesz rozmawiać z kimś, kto uważa się za pasjonata muzyki, ale zatrzymał się na Led Zeppelin i Deep Purple, i zaczynasz mówić o klasykach, to oni CI mówią coś w stylu, że w sumie to przecież jest nudne gówno xd. Jak mnie to wkurwia, ten brak głębi i otwartości na pasje, zainteresowania ale i perspektywy drugiego człowieka. I znajdź tu kurwa chęć do funkcjonowania, kiedy nawet Twoja wielka pasja jest albo umniejszana, albo mieszana z gównem xd Ha tfu kurwa.
    pokaż całość

  •  

    #perfumy #150perfum 280/150
    Houbigant Fougère Royale (2010)

    „Wie Pani to grupa zapachów trawiastych, trochę zielonych: kumaryna, wetyweria, lawenda, bergamotka. Tak jak by Pani wąchała mężczyzne 30+ lat temu. Klasyka.” – te legendarne już dziś na Wykopie słowa po części oddają to jak pachnie Fougere Royale. Houbigant to marka tworząca perfumy od ponad 300 lat, więc o perfumach coś na pewno wiedzą. To, że Fougere Royale pachnie jak mężczyzna 30 lat temu to nie prawda. Tak mógł pachnieć mężczyzna używający dziś innych perfum Houbiganta – Duc de Vervins, bo Fougere Royale to jednak bardziej nowoczesna interpretacja tego jak powinny pachnieć zapachy w stylu fougere i porównując je chociażby z takim Armani Eau pour Homme to bardziej o tym drugim powiemy, że jest on „dziadem”. Są to perfumy stworzone na bazie zapachu z 1882 roku o tej samej nazwie co też warto odnotować.

    Najlepsze jest tu otwarcie, niesamowicie bogate i wiążące wiele aromatów, od lawendowych, przez świeżo cytrusowe aż po lekko gorzkie, trawiaste. Później jest trochę miętowo i perfumy stają się jakby częścią skóry i robią się niesamowicie gładkie. Wiele osób zarzuca małą niszowość zapachu, cokolwiek to znaczy. Domniemam, że chodzi o to, że są tak banalne że mogłyby stanąć na półce obok jakiegoś Sauvaga. Pewnie te same osoby spuszczają się dziś nad zapachami Eau de Kościół z nienoszalnym kadzidłem albo jakimiś arabskimi śmierdziuchami w złotych flakonach. Nie róbmy jaj. W Fougere Royale czuć przede wszystkim doskonałą jakość składników z jakich te perfumy zostały wykonane co wyróżnia je na tle innych zawodników. Czuć też to, że wiele z tych składników pachnie bardzo naturalnie i próżno jest tam szukać syntetyki co w dużym stopniu usprawiedliwia w moim mniemaniu tak wysoką cenę za ten zapach. Zioła, lawenda, cytrusy, nuty zielone i trawiaste, ambra, tonka, cynamon i jeszcze wiele innych składników co możecie zobaczyć na fragrantice albo parfumo.

    Parametry to niestety duża wada w przypadku Fougere Royale. Ja mam taką zasadę, że nieważne jak zajebisty aromat by nie był, to jeśli nie ma dobrych a ma słabe albo tylko przeciętne parametry to nie dostanie u mnie nigdy maksymalnej noty za całość. Fougere Royale to trochę taki kameleon. Założyłem go ostatnio do pracy i po dobrej godzinie albo nawet dwóch kolega powiedział, że dziś mam chyba jakiś mocny aftershave, bo jak się wszedł do pomieszczenia w którym wcześniej byłem to jedyne co czuł to moje perfumy. Po tej opinii powąchałem nadgarstek i czułem tylko resztki umierające powoli na skórze FR. Dziwne. Wcześniej jak robiłem typowo nadgarstkowy test to wytrzymał na ręku 7 godzin. Ukryta projekcja jest tu ewidentnie..

    Uniwersalność to temat rzeka. Z reguły podobne perfumy są dobre na każdą okazję, ale jednak Fougere Royale pachnie bardzo wyrafinowanie i troche szkoda byłoby je tak po prostu zarzucać na co dzień. Ja to bym je założył do trochę bardziej wyjściowego stroju niż np. t-shirt i jeansy, ale wszystko zależy od tego jak podchodzimy do tego tematu. Jak ktoś chce je zarzucić do grania w kosza to na pewno będzie to wybór lepszy niż Amouage Interlude albo Paco Rabanne 1 Million.

    Podsumowując krótko są to perfumy pachnące wyśmienicie, których największym atutem jest obfite w przeróżne aromaty otwarcie. Największym minusem są przeciętne parametry. Mam przecież dowód w postaci opinii kolegi, że czuć je ode mnie wyraźnie ale mam wrażenie, że dość krótko. Warto też odnotować, że flakon Fougere Royale jest po opisywanym pare dni temu Eau des Merveilles chyba najpiękniejszy w mojej kolekcji. Doskonały.

    Konieczna pozycja dla każdego.

    zapach: 9,0/10
    trwałość:6,5/10
    projekcja: 6,5/10
    cena: 550 zł za 100 ml. Ja jakoś płaciłem koło tego, ale wiem, że później rozbierał ktoś na Wykopie koło 300 zł
    pokaż całość

    źródło: uiimages.parfumo.de

  •  

    #perfumy #150perfum 291/150
    D.S. & Durga Burning Barbershop (2008)

    Któż z nas nie uwielbia aromatu wędzonej kiełbasy bądź szynki? Nie wiem jak Wy ale ja mam do niego slabość. Wolałbym jednak taki zapach czuć w powietrzu a niekoniecznie nim pachniec. Burning Barbershop zdecydowanie bardziej przypomina zakład mięsny niż fryzjerski, przynajmniej w otwarciu. Później jest trochę lepiej, ale zapach świeżo co uwędzonej szynki to nie jest to czego można się spodziewać po perfumach za tysiaka.

    D.S &. Durga to dla mnie bardzo zagadkowa marka i trochę nie rozumiem jej popularności na bazie tego co poznałem. Do tej pory przetestowałem dokładnie kilka zapachów i było bardzo różnie. Z takich kilku przykładów to White Peacock Lily okazał się mega fajny ale miał straszliwie brzydkie otwarcie, Radio Bombay przypominał mi rosół i ostatecznie okazał się strasznie nudny i nieciekawy, a jedyną bardzo dobrą pozycją całościowo był Amber Kiso, ale to tylko ze względu na moją słabość do syropowych perfum. Jako fan fougere spodziewałem się po Burning Barbershop wiele. Otwarcie to dym. Zapach jest z gatunków Tyranozaurów czy Rhinocerosów i niczym nie przypomina jakiegoś Azzaro pour Homme czy żadnego barberowego fougere. Można tu znaleźć jakąś skórę, kadzidła czy smołę. Po pozostałościach spalenizny z otwarcia da się wyczuć potem przedostającą się lawendę i zapach robi się jakby ziołowy co faktycznie może przypominać jakieś kremy do golenia. Wszystko to jednak jest płytkie i pachnie tak jakbyśmy oglądali zakład fryzjerski przez szybę a nie w nim byli. Szkoda, chociaż zamysł autora jest taki że to ma pachnieć jak pozostałość po tym zakładzie więc odwzorowanie na plus. Więcej o aromacie już powiedzieć się nie da. Najpierw dym, potem średnio wyczuwalna lawenda z ziołami wśród których najgłośniej krzyczeć zdaje się mięta, ale wszystko to dalej jest okryte dymem z początkowych faz, którego ciągle jest tu za dużo i warto to podkreślić.

    Minusem jest dla mnie zbyt mocne otwarcie przypominające wędzarnie. To samo zauważyła moja dziewczyna, która się roześmiała mówiąc, że czuć ode mnie kiełbasą. Raczej nie chciałbym tak pachnieć przez dłuższą chwilę. Warto dodać, że po A City on Fire od Imaginary Autors to drugie perfumy w którym tak bardzo czuć wędzone mięso. Elementów fougere też jest tu za mało i obstawiam, że mało kto jest tu w stanie wyczuć coś barberowego co też mi się niespecjalnie podoba. Jeśli więc czy ta to jakiś fan Beau de Jour czy Rive Gauche i myśli, że znajdzie w nim fajne perfumy to może się bardzo zawieść.

    Parametry przeciętne, jak na zapach za 1000 zł to jest wręcz słabo. Trwałosć co prawda na skrórze jest duża i przekracza 8 godzin6 godzin, ale co z tego skoro nie pachnie zbyt intensywnie i cały czas trzyma się blisko niej. Żeby po godzinie go wyczuć to trzeba przejechać nosem po nadgarstku i w ten sposób wygląda u niego wysoka trwałość. Projekcja jest tylko na samym początku, może max godzinna, później jest to typowy skinscent. Dla wielu to nie ma większego znaczenia, ale dla mnie to odgrywa znaczącą rolę bo co mi po zapachu, którego sam mam problemy poczuć ,a po paru godzinach ciężko było BB wyczuć z nadgarstka.

    Zapach ciekawy, ale wykonanie takie sobie i o wiele lepiej zapowiadał się na papierze. Zapach chyba troche lepszy niż Radio Bombay ale o wiele gorszy niz dwa pozostałe o których pisałem wcześniej. W ciemno odradzam. No i bardziej dla fanów zapachów dymnych niż barbershop. Może być świetny w lecie na domowe BBQ.

    zapach: 6,0/10
    trwałość: 6,0/10
    projekcja: 5,5/10
    cena: 500/600 zł za 50 ml
    pokaż całość

    źródło: heh.jpg

  •  

    #perfumy #150perfum 290/150
    Aqua di Parma Blu Mediterraneo - Mandorlo di Sicilia (1999)

    Są takie perfumy, którym do ideału brakuje bardzo mało. Mandorlo di Sicilia czyli drzewo migdałowe z Sycylii to mało znana perełka która zdecydowanie zasługuje na większe zainteresowanie.

    Cała seria Blu Mediterraneo pachnie wyjątkowo i nawet mimo nienajlepszych parametrów warto się im bliżej przyjrzeć. Nuty wcale nie wskazują, że w przypadku Mandorlo mamy przyjemność z perfumami na lato. Migdały, wanilia, balsam tolu, białe piżmo? to bardziej przypomina coś na zimę. Są tu jednak w otwarciu trzy składniki które pokazują, że jednak mamy do czynienia ze świeżym zapachem, mianowicie anyż, bergamotka i kwiat pomarańczy. Nazwa jednak wskazuje, że główne skrzypce powinny tu grać tu migdały i tak tez jest. Jeśli uważacie, że te orzechy pachną świetnie w L' Homme Ideal to po poznaniu Mandorlo di Sicilia zmienicie zdanie. Nie wiedziałem, ze ich genialny, słodko-mleczny aromat można pokazać w taki sposób jak tu. Perfumy pachną zarówno świeżo jak i przypominają jakieś ciastka z migdałami. Aromat ten pachnie wybitnie naturalnie.

    Acqua di Parma słynie z kompozycji banalnie łatwych w noszeniu. Tu jest podobnie. Mandorlo di Sicilia jest wystarczająco świeża by nosić ją latem i wystarczająco kremowa by założyć ją gdy jest chłodniej. Słodkie i świeże aromaty sprawiają, że zarówno faceci jak i kobiety z powodzeniem mogą nosić te perfumy.

    Parametry nie są jednak mocną stroną Mandorolo di Sicilia. Trwałość jest zaskakująco dobra i ciepło wanilii i migdałów jest wyczuwalne ponad 10 godzin. Projekcje czuję od siebie wyraźnie około 30 minut, następnie aromat gaśnie i czuć je jedynie bliżej skóry. Overspraying trochę pomaga i przy 10 psiknięciach będzie lepiej. Mając jednak dekant ze sobą można jednak się cieszyć dłużej i częściej

    Wspaniały, wyjątkowy zapach na lato. Zamiast genialnych cytrusów, marka z Parmy pokazała jak zrobić letniego przyjemniaczka opartego na słodyczy migdałów. Wszechstronność, naturalność na plus, na minus projekcja. Do ideału zabrało niewiele.

    zapach: 8,0/10
    trwałość: 8,0/10
    projekcja: 6,0/10
    cena: 150 ml za 199 zl
    pokaż całość

    źródło: 120135286_354204938959442_6629438896458462233_n.jpg

  •  

    Mam zagwozdkę odnośnie mojego starego zakupu, w zasadzie jednego z pierwszych poważniejszych perfumowych. Otóż lata temu zakupiłem A*Mena w perfumerii internetowej i teraz próbuję rozszyfrować co to za wersja. Kupowałem go w okolicach 2010-2011 przy czym nie był to sam flakon a cały "gift set" z aftershave i deo w sztyfcie. Niestety nigdzie nie mogę teraz znaleźć tego zestawu i zastanawiam się, czy nie był to jakiś fejk, chociaż perfumerię raczej sprawdzałem przed zakupem. Pudło było, z tego co kojarzę, w kolorystyce srebrno-jasnoniebieskiej a batch wskazuje na 2005r. (pokazuje 2015r. ale na pewno kupowałem go wcześniej). Ktoś pomoże, potwierdzi? Dodam, że jedna kropla na nadgarstek i czuję czekoladę przez dobre kilka godzin :) Batch 509283 #perfumy pokaż całość

    źródło: IMG_20201113_125304.jpg

  •  

    Fuck, jeszcze rok temu Chanel Egoiste był dla mnie smrodem, dziadem, zapachem nie do przejścia. Chyba zaczynam cierpieć na SKS, bo nie sądziłem, że Platynowy zostanie kiedykolwiek zdeklasowany przez swojego starszego brata.

    Panie Polge kocham Pana♥️
    #perfumy

    źródło: IMG_20201114_131012.jpg

  •  

    #perfumy #150perfum 289/150
    Xerjoff Casamorati: Dolce Amalfi (2017)

    Dawno nie miałem takiej frajdy z odkrywania nowych perfum jak podczas pierwszego globalnego testu Dolce Amalfi. W ich aromacie podobało mi się wszystko, od słodkiego otwarcia przez parametry, aż po całkiem zwyczajną bazę.

    W perfumach bardzo cenie oryginalność, chociaż nie zawsze ma to przełożenie na zapach i opisywane przeze mnie niedawno perfumy marki Zoologist mimo, że pachną unikatowo to często są tak dziwne i odrealnione, że nie da się ich nosić. Dolce Amalafi jest bardzo unikatowe bo mimo, że styl gourmand jest teraz bardzo popularny to nie znam nic co by przypominało te perfumy.

    Podobno jest to jeden z najbardziej damskich zapachów z serii Casamorati. Nie pamiętam ich wszystkich aż tak dokładnie ale nie wydaje mi się by była to prawda. To, że jest piekielnie słodki nie sprawi, że nagle będzie odbierany kobieco. Pytając dziewczynę czy uważa, że jest damski odparła, że jest „chłopski”. Zapytałem ją przy okazji co sądzi i co czuje to najpierw dostałem informacje, że pachnie jak kotlet schabowy, a po paru minutach, że jednak nie i są to chipsy bekonowe. Wysłałem to info do @qtavon i on potwierdził, że coś z tymi chipsami jest na rzeczy, dziwne. Ja tu czuje zupełnie co innego, głównie jest to szarlotka z cynamonem i goździkami. Podobno najbardziej wyczuwalną nutą jest tu pigwa ale ja kojarzę ją tylko z herbat z jej dodatkiem więc nie do końca znam jej zapach i który może mi się mylić z jabłkiem. Do tego cynamon, goździki, duża doza wanilii na której opiera się baza, no i kolejne przyprawy w postaci kardamonu czy szafranu. Jest też kadzidło i balsam tolu ale średnio wyczuwalne. Aromat jest bardzo kulinarny, oprócz jabłecznika można poczuć tutaj coś na wzór waniliowego olejku do ciasta, którego aromat czuje również w Lirze Xerjoffa. Nie ma tu ku mojemu zaskoczeniu innych cytrusów z których słynie włoska marka ale brak ich obecności wcale nie wpływa na jakość perfum.

    Uniwersalność jak to w przypadku zapachów „jadalnych” jest raczej marna, bo ciężko by je sie nosiło gdy na zewnątrz jest gorąco. Ja założyłem je raz do tej pory, a było na dworze 17 stopni. Perfumy pachniały fenomenalnie. Projekcja była niebotyczna a aromat Dolce Amalfi docierał do mojego nosa przez 3-4 godziny. Czułem, że projektuje na metr lub dwa co nie zdarza mi się za często. Jako ciekawostkę dodam, że projekcję oceniam wyżej niż trwałość bo jest zdecydowanie agresywna i pachnie wyraźnie do 3-4 godzin, przy czym sam aromat na skórze na skórze czuć około 8 godzin, czyli standardowo.

    Podsumowując są to według mnie obok Naxosa i 1888 jak do tej pory najlepsze perfumy Xerjoffa. Mam jeszcze odlewki kilku droższych zapachów tej marki ale nie zdążyłem jeszcze zrobić globalnych testów. Słodkie, ciepłe, aromatyczne i wyraźnie balsamiczne perfumy o gigantycznej projekcji.

    zapach: 9,0/10
    projekcja: 9,0/10
    trwałość: 8,0/10
    cena:30 ml za 205 zł, 100 obecnie za 1095 ale to tylko chwilowo. Da się je wyrwać pewnie za około 600 zł.
    pokaż całość

    źródło: uiimages.parfumo.de

    •  

      @dr_love: wczoraj je miałem w pracy, otwarcie to najsłabsza część przez tę pigwę( ͡° ͜ʖ ͡°),pigwa pachnie jak trochę zlezale jabłko. Potem jak ta pigwa słabnie ale nadał jest wyczuwalna jest zajebiście,w ostatniej fazie to jakieś fajne ciasto (chyba jabłecznik ale bez tony cynamonu). Parametry też świetne, trochę słabsze niż naxos ale przez te 8h+ aromat spokojnie wyczuwalny na sobię, Chyba wezmę cała butelkę.

      +: dr_love
    •  

      @dr_love: Parametry też świetne, trochę słabsze niż naxos ale przez te 8h+ aromat spokojnie wyczuwalny na sobię, Chyba wezmę cała butelkę.
      @Mywave: na mnie Naxos az tak dobrze nie projektuje jak DA. Ale to dobrze bo się nie polubiliśmy( ͡° ͜ʖ ͡°)

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika dr_love

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.