•  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Otrzymałem właśnie smutną wiadomość, że w wieku 105 lat zmarł ostatni odznaczony Krzyżem Rycerskim z Liśćmi Dębu, Korvettenkäpitan Reinhard Hardegen, jeden z najsłynniejszych asów U-Bootwaffe. :(

    Legenda już za swojego życia, dowódca U-123 typu IX B. Łowca amerykańskich statków podczas operacji ''Paukenschlag''. W jednym rejsie w styczniu 1942 r. zatopił osiem statków, co przyniosło mu Krzyż Rycerski i miejsce wśród czołowych asów U-Bootwaffe. Podczas patrolu Hardegen był na tyle bezczelny, że wszedł do nowojorskiego portu i spenetrował go. US Navy niemal go nie niepokoiła - nie była w stanie mu przeszkodzić. Przy drugim patrolu w marcu 1942 r., również u wybrzeży USA wdał się w walkę ze statkiem-pułapką, prowadząc pojedynek artyleryjski; zniecierpliwiony oficer dobił napastnika torpedą. Również i w tym rejsie zatopił osiem statków, w tym cenne zbiornikowce. Był to jego ostatni patrol bojowy, potem wykonywał już służbę w sztabie.

    Do bolzgich płaczków-internetowych patriotów: Hardegen nigdy nie był nazistą, otwarcie krytykował nazizm, a na kolacji u Führera z okazji odznaczenia Krzyżem Rycerskim wywołał wielki skandal, mówiąc, że wszystkie te dywizje pancerne są nic nie warte, a powinno się zwiększyć liczbę U-Bootów.

    Ponadto, oddam głos ostatniemu prawdziwemu podwodniakowi w internecie:

    ''Wiesz czym zasłynął oprócz tego, że wyśmiał całą US Navy gdy topił statki pod samymi atlantyckimi brzegami USA i spenetrowaniem (!) portu w Nowym Jorku? Pewnie nie wiesz... Gdy 21 października 1941 roku Hardegen storpedował krążownik pomocniczy HMS Aurania, podniósł z wody jedynego rozbitka tego okrętu - a miało to miejsce na środku Atlantyku - i uratował go.''

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

    •  

      @AndrusZgc: wytłumaczył, dlaczego by wstąpił do tej formacji. Naucz się czytać ze zrozumieniem to, co wklejasz.

      Żeby to zrozumieć, trzeba byłoby 20 lat przeżyć w biednych, zniszczonych, głodujących Niemczech. Wozić taczki banknotów, żeby kupić bochenek chleba. W rozgoryczeniu odwiedzać groby poległych braci, ojców, mężów, synów. Słuchać wiecznie o tym, że jest się wszystkiemu winnym.

      i

      SS dawało ludziom wiele możliwości. Przyciągało estymą i blichtrem elitarności. Otwierało ścieżki kariery dla tych, którzy chcieli służyć w armii, a nie mogli. Dawało dość wysoki żołd i pozycję społeczną. Można się było wykształcić w jej ramach.

      Dla mnie logiczny wywód.
      pokaż całość

    •  

      @Smieszek_Poza_Kontrolo: i widać z niego, co? Zainteresowanie historią?

    • więcej komentarzy (77)

  •  

    Czekam na mecz Niemców, bo chyba sięgną po tytuł drugi raz z rzędu.
    #mecz

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Wyjątkowo nie w kolorze, ale i okoliczności mnie zmuszają. Londyńska parada zwycięstwa w 1946 roku.

    Wydarzenie to przeszło w polskiej historii jako symbol narodowej zdrady, bo źli Anglicy nie zaprosili Polaków, co to ich ''ocalili'' w 1940 roku i ''kazali sobie płacić za sprzęt'', to jeszcze perfidni niewdzięcznicy nie zaprosili NA PARADĘ! No bo jak to, byli jacyś, hehe, sanitariusze z Fidżi (a dzie to wogule jest, wiesz Halyna?!?!??!), a Polaków nie było!!!111oneone

    No nie było. Na własne życzenie. Oczywiście, tego nie zrozumieją niektórzy.

    W 1946 roku rząd Wielkiej Brytanii uznawał tylko jeden polski rząd - Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej z Warszawy. Uznał go w lipcu 1945 roku, wespół z USA, wierząc, że będzie to kompromisowy rząd złożony z przedstawicieli PKWN i rządu londyńskiego.

    W związku z powyższym Brytyjczycy NIE MOGLI zaprosić rządu londyńskiego, bo oficjalnie nie utrzymywali z nim kontaktów. Zaproszono Warszawę, ale ta - pod naciskiem Moskwy - nie udzieliła żadnej odpowiedzi. Swoją drogą, czy na paradzie ktoś odnotował udział żołnierzy radzieckich, też przecież koalicjantów walki z Niemcami? Byli może Rumuni i Bułgarzy, też przecież walczący u schyłku wojny z Niemcami? Byli Jugosłowianie, mający podczas wojny dwukrotnie większą armię, niż Polacy? Chyba nie...

    Niezależnie od tego, RAF zachował się bardzo przyzwoicie i na własną rękę zaprosił 25 najlepszych polskich pilotów. Ci jednak, dowiedziawszy się, że będą maszerować w towarzystwie żołnierzy WP, a nie PSZ, zaproszenie odrzucili. Zaproszono też polskich generałów, m.in. Stanisława Kopańskiego, którzy również zaproszenie odrzucili, bo nie chcieli oglądać ''oddziałów Żymierskiego'' (tak to określił Kopański).

    Jestem zdumiony i zażenowany tym, że takie błahe wydarzenie, jakaś tam paradka sprzed 72 lat, urosła do rangi narodowej zdrady. W dodatku w sposób kłamliwy i zmanipulowany. Polacy zostali zaproszeni, a nie zjawili się na paradzie tylko dlatego, że znowu musieli robić swoje prywatne wojenki. Równie dobrze paradę z Londynu można skontrować paradą w Moskwie, gdzie w 1945 r. Polacy byli JEDYNYMI cudzoziemcami, defilującymi na Placu Czerwonym. Tylko po co, skoro to była tylko parada...

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Dzisiaj opowiem o historii, której rocznica minęła dwanaście (Trzynaście, post z wczoraj - Mleko) dni temu. Zasiądźcie wygodnie, bo będzie długo.

    Gdy słońce wzeszło nad dolinę Drawy w Austrii pewnego czerwcowego poranka, oświetliło dramatyczne chwile. Rozbiegane tabuny koni, zapłakane kobiety i dzieci, starców zasłaniających się krucyfiksami przed ciosami oprawców. Gdyby ktoś zapytał - co się dzieje, odpowiedź nasuwałaby się pewne sama. Oto nieludzcy hitlerowcy, przeklęci esesowcy dręczą swoje ofiary.

    Odpowiedź byłaby błędna.

    Nie wiem, kiedy historia ta ma początek. Może w 1917 roku, gdy wybuchła rewolucja bolszewicka, a przeciw niej ruszyły tysiące ludzi - w tym wojowniczy jeźdźcy o smagłych twarzach, odziani w długie czerkieski i futrzane papachy. Może w XX-leciu międzywojennym, gdy antyludzka ''władza sowiecka'' gnębiła i mordowała tych ludzi i ich rodziny. Może w 1941 roku, kiedy na ich ziemie przybyły pancerne zagony Wehrmachtu, witane jak wyzwoliciele.

    Wiem, kiedy historia ta się kończy. Wraz z trwaniem wojny Niemcy tworzyli coraz więcej formacji kozackich. Był więc XV. Korpus Kawalerii, dowodzony przez generała von Pannwitza, o którym kiedyś pisałem. Były jednostki formowane ad hoc w ramach armii włoskiej i niemieckiej. Był też Kozacki Stan - coś w rodzaju taboru cywilów, osłanianego przez uzbrojonych mężczyzn. W jego ramach istniał chór wojskowy, instytut żeński, teatr, drukarnie, a nawet muzeum. Nie brakowało urzędników i oczywiście popów - dla głęboko wierzących Kozaków była to ważna kwestia. Wojskowi zorganizowani byli w dwie dywizje piesze, dwa pułki konne, małą grupę pancerną i grupę spadochronowo-snajperską. Dowodził nim wiekowy generał Timofiej Domanow, weteran walk z bolszewickimi hordami już w 1917 roku. Stan liczył 31 tysięcy ludzi w 1945 roku. Wraz z klęskami Niemiec przesunięto go do Austrii, w rejon rzeki Drawy - Lienz i Peggetz, gdzie poddał się Brytyjczykom w maju.

    Brytyjczyków traktowano ufnie. Przychodzili, dopytywali się, wyrażali zdumienie, jak wielką drogę przebyli Kozacy. Odbywano nawet wspólne patrole, niektórym Kozakom wydano nawet brytyjskie mundury. Brytyjczycy pozwolili zachować broń i dalej ćwiczyć, mówiąc ukradkiem, że być może Kozacy będą już niedługo potrzebni. Obiecali postawić kuchnie polowe, by Kozacy mogli gotować pod dachem - nawet przywieziono cegły, obiecano wyremontować salę koncertową w Lienz, a oficerom wyznaczono wygodne kwatery.

    Idylla zaczęła się kończyć, kiedy nagle Brytyjczycy nakazali oddać broń. Tłumaczyli to koniecznością wydania nowego i bardziej jednolitego uzbrojenia (Kozacy mieli mieszaną, włosko-niemiecko-radziecką broń). Pozostawiono ją żandarmerii i oficerom. Kozacy zgodzili się. Niedługo później Brytyjczycy zarekwirowali kasę pancerną Stanu, mimo protestów Kozaków. Poprosili też o spis imienny wszystkich dziennikarzy.

    28 maja 1945 roku oficerom oznajmiono, że udadzą się na konferencję z najwyższym dowództwem brytyjskim, by ustalić losy. Oficerowie raźno zaczęli pastować buty i czyścić epolety, ci, ze starej emigracji, przypięli wszystkie swoje ordery, carskie jeszcze - a mieli ich całe rzędy. Nikt niczego nie podejrzewał, w końcu Brytyjczycy dali słowo honoru brytyjskich oficerów. Nigdy słowo ''gentleman'' nie padło tak często w tak krótkim czasie, z takim zaufaniem.

    Oficerowie nie wrócili z ''konferencji''.

    30 maja pozostałym w Lienz Kozakom oznajmiono, że zostaną ''repatriowani'' do ZSRR. Działo się to na mocy operacji Keelhaul, w myśl której Alianci zobowiązali się przekazywać ZSRR wszystkich ludzi, którzy byli jego ''obywatelami''. Wąsaty łobuz z Kremla nie darował bowiem nikomu zdrady...

    Kozacy gorączkowo jęli radzić się. Natychmiast zorganizowano głodówkę i wywieszono plakaty nawołujące do mobilizacji. Pisano petycje. Do wszystkich. Do premiera Churchilla, do generała Eisenhowera, do króla Jugosławii Piotra II, do papieża. Brytyjska kancelaria petycje przyjmowała i wyrzucała hurtem do kosza. Powoływano się na osobistą znajomość generała Domanowa z marszałkiem Alexandrem, odwoływano do wspólnej walki z bolszewicką zarazą w 1919 roku. Na próżno. Gdy Brytyjczycy przywieźli prowiant, musieli go rzucić na ziemię. Żaden Kozak nie tknął jedzenia.

    1 czerwca słońce wschodząc oświetliło wielotysięczną procesję. Na jej czele szli duchowni, niesiono święte obrazy i chorągwie. Kozacy żarliwie modlili się. Modlitwa trwała do 8 rano. Brytyjczycy odczekali chwilę i rzucili się z pałkami i kolbami na wystraszoną ciżbę. Okładali po głowach, rękach, nogach. Bili do nieprzytomności. ''Nie ruszać Anglików! Modlić się! Przenajświętsza Bogurodzica obroni!'', krzyczeli popi. Wszyscy czekali na cud, który nigdy nie nadszedł.

    Tłum zafalował i odsłonił ołtarz. Ku brytyjskim żołnierzom wyszedł pop z Biblią w ręku. Wytrącono mu ją bagnetem. Ołtarz przewrócono, na co Kozacy zareagowali groźnym ''Urra!''. Anglicy cofnęli się, bojąc się, że Kozacy zaraz przejdą do natarcia. Niektórzy z brytyjskich żołnierzy wiedzieli, że robią coś podłego, coś urągającego wszelkim normom cywilizowanego świata. Do jednego z nich podeszła mała dziewczynka. Dziecięcym, niezgrabnym pismem napisała na kartce po angielsku, prosząc, by ją zabito, ale niech nie oddają jej Sowietom. Brytyjski żołnierz przeczytał napis i rozpłakał się.

    Kozacy stawiali opór, jak Anglikom kogoś udało się wyrwać i wrzucić na pakę ciężarówki, ten zaraz wyskakiwał z powrotem. Bito więc do nieprzytomności. Wielu ludzi zadźgano, albo zastrzelono - kobiet, starców, dzieci. Dantejskie sceny trwały i następnego dnia. Niektórym Kozakom udało się uciec, większość jednak trafiła w ręce Sowietów. Z samej Austrii Brytyjczycy wydali - wg raportów NKWD - 42 913 osób. Takie sceny ciągnęły się wszędzie, gdzie byli ''obywatele ZSRR''. W cudzysłowie, bo wielu z nich nigdy obywatelami ZSRR nie było. Część urodziła się już za granicą, część wyjechała po rewolucji. Wydawano wszystkich. Nawet w dalekich Stanach, w New Jersey żandarmeria musiała używać pałek i gazu, żeby spacyfikować ''repatriantów''.

    Co ich czekało? Dla oficerów wyrok był tylko jeden. Generała Domanowa i wielu innych powieszono w 1947 roku. Pozostali - wiele lat łagrów, dla dzieci - sierocińce, niewiele lepsze. Mało kto doczekał ''amnestii'' z 1955 roku. Alianci wiedzieli o takic praktykach, niemających nic wspólnego z cywilizacją ludzką na długo zanim wydali nieszczęśników w łapy łobuzów spod czerwonej szmaty. Złamali podstawowe konwencje i prawa człowieka, o które rzekomo walczyli z nazizmem...

    Należy oddać sprawiedliwość - jedno tylko państewko zachowało twarz i honor, którego nie starczyło wielkim mocarstwom. Maleńkie Księstwo Liechtensteinu przyjęło blisko 500 uciekinierów i odmówiło wydania ich Sowietom. Widocznie książę Franciszek Józef II miał w sobie więcej odwagi, niż wielcy tego świata...

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Ciało amerykańskiego jeńca - ofiary masakry w Malmedy. Zdjęcie wykonano 15 stycznia 1945 r. podczas ekshumacji, gdy Amerykanie odbili utracony teren.

    17 grudnia 1944 roku doszło do wydarzeń, zwanych jako ''masakra w Malmedy''. Przyjęło się - pod wpływem amerykańskiej propagandy - uważać, iż była to starannie zaplanowana zbrodnia. Słówko ''Malmedy'' to taki wyraz amerykańskiego cierpienia od nazistów, koronne oskarżenie, wytrych. Tak się stało pod wpływem m.in. filmów wojennych i książek - chociaż (to już moja personalna uwaga) Malmedy wydaje się być mało istotnym i interesującym wydarzeniem, jak się wspomni choćby mord na 300 polskich jeńcach pod Ciepielowem w 1939 r.

    Przypomnijmy zatem tło. Rankiem 17 grudnia 1944 roku amerykańska bateria B z 285. Batalionu Obserwacyjnego Artylerii Polowej zmieniała pozycję, ponieważ doniesiono, iż w pobliżu znajdują się niemieckie oddziały. O godzinie 12:30 batalion natknął się na czołówkę Kampfgruppe ''Peiper''. Po krótkiej walce, w której poległo trzech amerykańskich żołnierzy, reszta się poddała. Zgromadzono więc łącznie ok. 120 jeńców (także z innych jednostek, a więc z 575. i 576. Kompanii Medycznej oraz 32. Kompanii Rozpoznawczej), do pilnowania których Niemcy przeznaczyli zaledwie kilkunastu wartowników, a sami ruszyli dalej, w tym sam Peiper, który był już wówczas bardzo mocno spóźniony. Wg niektórych autorów, wartownicy byli tak zdezorientowani, że nie potrafili powstrzymać kolejnych ucieczek. W pewnym momencie, z przejeżdżającego obok czołgu typu Panzer IV o numerze 731, wychylił się strzelec, SS-Rottenfuhrer Georg Fleps (rumuński Volksdeutsch) i otworzył ogień z pistoletu do jeńców - jak później zeznał, jeńcy uciekali i chciał ich powstrzymać. W wyniku samowolnej akcji esesmana, tłum jeńców zaczął się buntować, kilku jeńców zaczęło wyrywać broń strażnikom, oraz uciekać. W odpowiedzi na to, nieświadomi sytuacji żołnierze z KG Peiper, przejeżdżający drogą, otworzyli ogień z pak ciężarówek. Jeńcy próbowali chronić się w pobliskich zabudowaniach.
    Oddajmy głos świadkowi.

    William Merriken, obserwator z kompanii B:

    ''Staliśmy w małych grupkach, czekając na jakiś samochód, który mógłby nas podwieźć do obozu jenieckiego - opowiada. - Na drodze stały dwa czołgi i pojazd półgąsienicowy; wyglądało na to ze nas pilnują. Nagle jakiś Niemiec w pojeździe wstał i wycelował z pistoletu. Zabił jednego Amerykanina, potem drugiego i trzeciego. Kiedy oba czołgi zaczęły ostrzeliwać nas z karabinów maszynowych, ja, choć nie trafiony, padłem na ziemie. Tamci strzelali jeszcze przez chwilę, słyszałem jak pociski trafiają ciała leżących obok mnie i w ziemię. Potem minęły nas dwie kolumny pojazdów, z których też zaczęto nas ostrzeliwać. Wreszcie nastała cisza, ale wkrótce usłyszałem kroki dwóch zbliżających się Niemców. Stanęli tuz nade mną. Czyjeś ciało przygniatało mi nogi, leżało w poprzek. Kiedy się poruszyło, jeden z tych dwóch strzelił do niego z pistoletu. Pocisk zabił rannego i utkwił w moim kolanie, ale udało mi się pozostać w bezruchu.''

    Od ostrzału zginęło - wg różnych źródeł - od 20 do 84 jeńców, przeżyło ją zaś od 43 do 56, z czego 25 było rannych. Sama liczba jeńców jest już dyskusyjna - Niemcy podawali liczbę 20, Belgowie 30-35, zaś Amerykanie 120.

    CDN - w tym fałszowanie przebiegu zbrodni.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowa
    Skoro Niemcom w barbarossie przeszkodzila zima to czy nie było lepszym pomyslem rozpoczęcie jej nie w czerwcu a na koniec kwietnia/początek mają?

    •  

      @marekrocki: im przeszkodziło błoto, a zima tylko zatrzymała front. 15 maja Hitler miał podjąć decyzję o ataku, a nie go rozpocząć. Należy pamiętać, że w Sowietach miały wtedy miejsce wiosenne roztopy, dorównujące tym jesiennym, dlatego czekano na dogodny moment. Teraz rodzi się pytanie, kiedy ten moment nastąpił i czy ataku nie dało się przeprowadzić np. 3 tygodnie wcześniej, a to już wiele zmienia, bo w tej kampanii czynnik czasu był decydujący. pokaż całość

    • więcej komentarzy (5)

  •  

    I to ten kurwa multiplayer, który tak zapowiadali? Minuta, bez HUDu?
    #e3

  •  

    nie wiecie dlaczego odnośnie paktu Ribbentrop - Mołotow zapomina się o aneksji państw Bałtyckich?

    a odnośnie ataku na Pearl Harbor jak to mozliwe ze UK znało kody enigmy i połozenie niemieckich jednostek, a US nie dało rady własnie wtedy z japońskimi?
    #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #gruparatowaniapoziomu #polska

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Okupacja_kraj%C3%B3w_ba%C5%82tyckich#/media/File:Ribbentrop-Molotov.svg
    pokaż całość

    +: MysGG
    •  

      @j777: w Pearl Harbour, bardziej zastanawiający jest fakt, że żaden lotniskowiec tam nie stacjonował, mimo, że była to ich główna baza, 7 grudnia ich zabrakło. A co do paktu R-M, to nie wiem, gdzie spotykasz się z takim zjawiskiem, bo zazwyczaj mówi się o podziale Europy Środkowo-Wschodniej, z wytłuszczeniem II RP.

    • więcej komentarzy (3)

  •  

    Moi drodzy dzisiaj mamy rocznicę D-Day, pamiętajmy o nim ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    ''No dobra, Helmuty, zobaczymy, czy będzie Wam teraz do śmiechu''. Żołnierze i pojazdy brytyjskiej 27. Brygady Pancernej (konkretnie 13th/18th Royal Hussars) zbliżają się do plaży Sword, 7:30 rano, 6 czerwca 1944 r. Poza nimi wylądowali też żołnierze brytyjskiej 3. DP oraz komandosi z 1. i 4. Brygady. Zdjęcie zajumane z WW2 Colourised. [A]

    Brytyjczycy wylądowali o 7:25 rano, wspierani dziwadłami Hobarta, szybko oczyszczając plażę z niemieckiego oporu o godzinie 8:20 - obronę stanowiła tam raczej słaba 716. DP, złożona z Osttruppen. Po wylądowaniu na plaży miało miejsce raczej osobliwe wydarzenie, kiedy brygadier Simon Fraser, Lord Lovat, jeden z najodważniejszych brytyjskich komandosów z 1. Brygady Specjalnej, nakazał swojemu dudziarzowi, 21-letniemu Bobowi Millinowi grać na dudach, żeby zebrać żołnierzy. Millin zaprotestował, powołując się na rozkazy dowództwa, na co Lord Lovat odpowiedział: ''Ah, ale to są ANGIELSKIE rozkazy. Ty i ja jesteśmy Szkotami, więc nas nie obowiązują.'' Millin zresztą jako jedyny w swoim oddziale nosił kilt. Później tego dnia, wzięci do niewoli niemieccy snajperzy mówili, że nie strzelali do niego, bo myśleli, że zwariował. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Niemcy ocknęli się po południu 6 czerwca i czołgi 21. DPanc., dowodzone przez sławnego Hansa von Lucka w dwóch grupach przeszły do kontrataku przez rzekę Orne by złamać opór brytyjskich spadochroniarzy i dotrzeć do plaż w okolicach Lion-sur-Mer, co niemal im się udało o 8 wieczorem. Zostali zatrzymani przez alianckie samoloty i ogień artylerii okrętowej. Próbowali to powtórzyć znowu 8 czerwca, ale i wtedy zatrzymała ich artyleria.

    Cóż, nie na darmo plaże dostały swoje przydomki:

    Utah: Mildly the Easiest
    Omaha: The Bloodiest
    Gold: The Less Known
    Juno: Canada's Pride
    Sword: The Craziest

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Amerykański spadochroniarz w Afryce, 1943 rok.

    Mało znanym faktem jest to, że Alianci pierwszych desantów spadochronowych nie przeprowadzili wcale na Sycylii w lipcu 1943 roku, ale znacznie wcześniej, bo już w Afryce, w ramach realizowania operacji ''Torch''. Mało znanym, bo zakończyły się totalną klęską Aliantów.

    Pierwszy desant to operacja ''Villain'', rozpoczęta 7 listopada 1942 roku, w której wziął udział amerykański 2. batalion 509. pułku piechoty spadochronowej, dowodzony przez ppłk Edsona D. Raffa. Celami były lotniska wokół Oranu - Tafaraou i La Senia. Wtedy to, wieczorem z Kornwalii wystartowało 39 Dakot z 556 spadochroniarzami na pokładzie - lot pogwałcał neutralność Hiszpanii. Silna burza rozproszyła formację, w dodatku sygnał naprowadzający był nadawany na złej częstotliwości, zaś urządzenie naprowadzające - Eureka - po całonocnym nadawaniu została w końcu wysadzona o świcie przez amerykańskiego agenta. Do świtu 8 listopada formacja straciła siedem samolotów, z czego trzy internowali Hiszpanie. Nad lotnisko La Senia dotarły zaledwie trzy samoloty, gdzie przywitał je bardzo silny ogień francuskiej artylerii przeciwlotniczej. Wszystkie skierowały się 30 km na wschód, lądując na wyschniętym jeziorze. Wszyscy dostali się do niewoli. Kolejnych 12 Dakot dotarło do innej części jeziora, gdzie płk Bentley, pilot samolotu Raffa, wylądował na polu zboża, aby dokładnie wypytawszy kilku miejscowych upewnić się, że znalazł się na właściwym kontynencie. Dziewięć kolejnych maszyn zrzuciło spadochroniarzy na tyłach kolumny 1. DPanc. Spadochroniarze wobec tego próbowali dotrzeć na piechotę do Tafarou po dnie wyschniętego jeziora... gubiąc masę amunicji. W końcu, dowódca tej grupy, mjr Yarborough skontaktował się z pilotami trzech Dakot, prosił aby zlali paliwo z innych maszyn, przylecieli po nich i zabrali jego grupę do Tafaraou. Tak się stało, ledwo tylko Dakoty wystartowały zostały przechwycone przez francuskie myśliwce i zmuszone do lądowania. Podczas tego ataku zginęło 5, a 15 Amerykanów zostało rannych. Efekt operacji - oba lotniska nie zostały zdobyte, na 39 samolotów zaledwie 14 było zdolnych do lotu, a z całego batalionu pozostało... 15 ludzi.

    Jeszcze gorzej wypadł desant brytyjskiego 2. batalionu z 1. Brygady 1. DPD na lotnisko Pont Du Fahs. Wywiad nie pokusił się o sprawdzenie lotniska, które od dłuższego czasu było... opuszczone. Batalion, liczący 530 żołnierzy w 54 Dakotach, po wylądowaniu 40 km od celu skonfiskował od francuskich farmerów kilka... wozów, ciągniętych przez osły. Jeden z żołnierzy wspominał: ''Wyglądaliśmy jak jakiś pieprzony cyrk objazdowy, a nie batalion spadochroniarzy''. Wkrótce batalion otoczyły niemieckie wozy pancerne z kompanii rozpoznawczej 10. DPanc., Ramcke Brigade i żołnierzy 1. Dywizji Górskiej ''Superga''. Po bardzo ciężkich walkach batalion zdołał w końcu wyrwać się z okrążenia, tracąc 290 ludzi, do własnych linii dotarło zaledwie 180 3 grudnia. Co ciekawe, dowódcą batalionu był mjr John Frost, ten sam, który dwa lata później będzie heroicznie bronić przyczółka na moście w Arnhem, ponownie przed niemieckimi wozami pancernymi...

    Alianci nie uczyli się na błędach...

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  
    Towarzysz_Moskwin

    +239

    Zainspirowany przez @Lawrence_z_Arabii postanowiłem nieco bliżej przyjrzeć się "artykułowi" autorstwa @Brzytwa_Ockhama o piecu z Rievaulx (którego nawet zdjąłem z czarnej listy co by mógł bronić swojego dzieło)

    Nasz dzisiejszy wpis łączy się z pewnymi poglądami które sądzą, że gdyby Kościół Katolicki nie miał wpływu na świat to bylibyśmy znacznie dalej technologicznie. Wykażemy jednak, że jest odwrotnie i gdyby pozwolono Kościołowi spokojnie działać rewolucja przemysłowa spotkałaby nas 250 lat wcześniej. Najlepiej widać to w Anglii w której z dnia na dzień zniszczono setki gospodarstw i przedsiębiorstw zarządzanych przez zakony.

    Mamy kontrowensyjną śmiałą teze którą autor zapewne poprze ciekawymi argumentami. Czytamy więc dalej:

    Opactwo w Rievaulx w Yorkshire było silnym ośrodkiem zakonu cystersów i tak jak zakon cystersów w całej Europie zajmował się wszelkiego rodzaju sprawami gospodarczymi. To właśnie cystersi byli jednym z pierwszych zakonów które wprowadziły się na stałe do Królestwa Polskiego. Ich działania pozwoliły rozwijać ziemie polskie. Ale nie tylko ziemie polskie, gdziekolwiek bowiem pojawili się cystersi - których celem życia była praca, intelekt i Bóg - wprowadzali najnowsze osiągnięcia technologiczne zgodne z Boskim zamysłem zrozumienia i poznania świata. To właśnie tam pisano największe księgi ówczesnego świata, zdobywano lekarstwa i odkrywano nowe horyzonty myślenia.

    Następne śmiałe tezy tytułem wstępu i już nie mogę się doczekać przejścia do meritum.

    Cystersi z Rievaulx byli jednak wyjątkowi. Ich głębokie zrozumienie zasad metalurgii sprawiło, że to właśnie tutaj powstał pierwszy tego rodzaju wielki piec który wydajnością dorównywał piecom z XIX wieku.

    No i mamy pierwszy poważny zgrzyt. Otóż wedle badań archeologicznych piec powstały przed kasacją zakonu był piecem proto-blast furnice co stwierdzona na podstawie badań żużlu. Jako że wykopaliska nie były prowadzone jakiekolwiek porównania wydajności nie są jeszcze możliwe (o ile kiedykolwiek będą) a porównanie do XIX pieców jest zwyczajną fantazją autora. Jeżeli już można go do czegoś porównywać to do właściwego pieca szybowego zbudowanego w 1570 30 lat po rozwiązaniu zakonu.

    "The Dissolution Period
     c. 1500- 1577

    The document relating to the dissolution (Schubert 1957) refer to the “bloomsmithy” at Laskill and a forge at Rievaulx itself.  Both have been located. The slag analyses demonstrate that the furnace is a proto-blast furnace generating a slag with less than 10% FeO.  The smelted iron was sent to the forge at Rievaulx"

    Piec został zniszczony w 1538 roku przez głupotę anty-katolickiego motłochu. Jakim cudem tak wielkie przedsiębiorstwo zarządzane przez zakon popadło w ruinę?

    O ile pierwszy akapit jes baaardzo luźną interpretacją pewnych faktów tak tu mamy zwyczajne kłamstwo:

    "The project is investigating the monastic iron working landscape from the foundation of Rievaulx Abbey in 1131 to the Dissolution of the Abbey in 1538. The Abbey lands were taken over by the Earl of Rutland who continued mining and smelting iron. The ironworks continued, a blast furnace was built in 1570, with finery and chafferies."

    Nie tylko protestenci niczego nie zburzyli "przedsiębiorstwo" pod ich opieką rozwineło się na tyle że zbudowano piec szybowy z prawdziwego zdarzenia.

    Henryk VIII, król angielski wybrał chyba najgłupszą możliwość odejścia od Kościoła Katolickiego ever. Dążył do rozwodu żądając męskiego dziedzica zaś Kościół Katolicki twierdził, że nie można brać rozwodu z kobietą tylko dlatego, że urodziła córkę. Jego chuć, pożądanie Anny Boleyn doprowadziło do ustanowienia Kościoła Anglii i rabunku majątku Kościelnego które było budowane od czasów chrystianizacji Brytanii (czyli od IV wieku). Anna Boleyn w końcu i tak została skazana na śmierć, ale wypadków historycznych już nie było można odwrócić.

    Zaczynała się nagonka na Kościół Katolicki zaś sam Henryk VIII mógł bawić się w rękach i piersiach swoich dworzanek. Dochodziło do rabunku ołowiu z dachów kościołów i innych budynków użyteczności lokalnych mieszkańców. Ołów jednak był do czegoś potrzebny, ale Anglicy dowiedzieli się o tym dopiero gdy dachy zaczęły spadać na ich głowy. Zaczęto rozganiać zakony i samych mnichów co skutkowało upadkiem rozumu i godności człowieka, lekarstw i wspaniałych ksiąg. Dziesiątki tysięcy miejsc pracy z dnia na dzień upadło a żebracy i epidemie zaczęły być czymś powszechnym.

    Tych histerycznych bzdur pozwole sobie nie komentować jako że niewiele mają wspólnego z prawdą i piecem który jest tematem (?) wywodu

    Niestety, region ten trafił w ręce tępego diuka który mógł stać się Teslą swoich czasów. Diuk Rutland bowiem, który zajął opactwo siłą, usunął mnichów z klasztoru nie zdając sobie sprawy co trafiło w jego ręce. Pchany chciwością i umysłową ciemnotą zabrał z wielkiego pieca tylko to co uznał za cenne a resztę zostawił doprowadzając do stopniowego upadku tego Cudu katolickiej myśli któremu mogło służyć kilkaset statków z węglem. 

    Jw wierutna bzdura nie posiadająca żadnego oparcia w faktach (pomijając to że nie był on żadnym diukiem). Earl przejął majątek a sam piec działał do 1570 kiedy został zastąpiony lepszym i ponownie przebudowany w 1577. Całe przedsiębiorstwo działało nieprzerwanie do końca wojny domowej w 1651

    "A Furnace of a “new fascion” was built in 1577.  It is assumed that this is a full blast furnace or a refinement of an earlier blast furnace.  The slag analyses clearly demonstrates that a blast furnace operated at Rievaulx.  Another forge was built at the site now occupied by Forge Farm to the south of the Abbey.

    It is uncertain when the furnace closed but it can be assumed that it operated through the Civil War (1641-51), but probably closed soon after."

    tego Cudu katolickiej myśli któremu mogło służyć kilkaset statków z węglem. 

    Poprosił bym o źródło tych rewelacji myślę że autor troszkę się zagalopował z tymi setkami statków pełnych węgla ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Historycy szacują, że gdyby umożliwić rozwój metalurgii w opactwie Rievaulx ich rewolucyjny piec mógłby przyśpieszyć rewolucję przemysłową o 250 lat.

    Tu również poprosił bym o nazwiska tych historyków stawiających tak śmiałe tezy na podstawie stanowiska archeologocznego które nie zostało nawet przekopane.

    W tym samym czasie władca Wielkiej Brytanii dążył do powiększenia swojej władzy, zostania głową nowego Kościoła oraz zajęcia jak największej ilości majątków Kościoła Katolickiego. Było to zjawisko porównywalne do Nocy Kryształowej. Skok na kasę, rozdawnictwo pieniędzy, zbytek i tępa anty-katolickość doprowadziła do upadku setek prężnie rozwijających się ośrodków nauki, sztuki, kultury i przyszłości którą mogliśmy mieć wcześniej niż sobie wyobrażamy - wiki

    Od czasu upadku tej dawnej cywilizacji w Anglii mogła w końcu nastąpić era władzy absolutnej i korupcji władz gdzie żaden Kościół Katolicki nie będzie dążył do rozwoju moralnego i technologicznego chcąc jedynie zachować swoją autonomiczność i niezależność wobec głupoty i chciwości ówczesnego świeckiego świata. Warto wejść w link podany wyżej i zainteresować się jakimś opactwem, co wytwarzał, ile ludzi zatrudniał i co doprowadziło do jego upadku.

    Ehhhh.... Szkoda to komentować ale wystarczy porównać rozwój Anglii z rozwojem Irlandii która pozostała katolicka i jasno widać kto na tym lepiej wyszedł ( ͡° ͜ʖ ͡°) Ale wracając do pieca, kolega @Brzytwa_Ockhama przytacza 3 źródła: jendo z nich to ładne zdjęcia opactwa (niewnoszące jednak nic poza wrażeniami estetycznymi oraz dwa linki do wikipedi ;))).

    Owe dwa linki podają 3 źródła:

    https://www.telegraph.co.uk/news/uknews/1397905/Henry-stamped-out-Industrial-Revolution.html

    Sensacyjny artykuł w gazecie który jeśli przeczyta się więcej poza krzykliwym nagłówkiem i wstępem jasno pisze że takowy cudowny piec nie istniał a McDonnell jedynie spekuluje że mógł powstać.

    R. W. Vernon, G. McDonnell and A. Schmidt, 'An integrated geophysical and analytical appraisal of early iron-working: three case studies'

    Które jest jedynie sprawozdaniem z badania geofizycznego stanowiska.

    Oraz powieść fantastyczna

    "How the Catholic Church Built Western Civilization, Thomas Woods, (2005), ISBN 0-89526-038-7

    Powołująca się na Dr. McDonnella (bez przypisów)

    Pozostawie to bez komentarza a wszyskich ciekawych odsyłam do strony Dr. McDonnella z której pochodzą wszystkie moje cytaty.

    http://archmetals.org.uk/rievaulx.html

    Tak więc licze na źródła potwierdzające owe śmiałe tezy ewentualnie na RiGCz @Brzytwa_Ockhama i usunięcie kłamliwego wpisu.

    Wołam #naukowcywiary #historia #gruparatowaniapoziomu #neuropa #4konserwy
    pokaż całość

    •  

      @Towarzysz_Moskwin: jakbyś czytał wnikliwiej, co pisałem, m.in. cytując fragmenty wypowiedzi pana Askey'a (polecam jego artykuły; myśli bardzo analitycznie, biorąc pod uwagę mnóstwo uwarunkowań), to doszedłbyś do mojej ścieżki myślenia. Szósty wolumin serii jego książek o Barbarossie będzie poświęcony wnikliwej analizie militarnej i strategicznej sytuacji m.in. po domknięciu kotła smoleńskiego - bo to, wtedy stracono cenne tygodnie na rozważaniach, czy nacierać na Moskwę, czy w głąb Ukrainy). Ale jest też książka poświęcona temu zagadnieniu w całości. "Hitler's Panzers East" R. H. Stolfiego wydana na początku lat 90. przez Uniwersytet Oklahoma, więc jest to jak najbardziej pozycja akademicka. Ja dla odmiany czytam pozycje przeciwników, takiego rozwiązania i do tej pory nie natrafiłem na nic konstruktywnego. A drugi Stalingrad (?) to chyba stwierdzenie Glantza. pokaż całość

    •  

      @Towarzysz_Moskwin: może kiedyś postaram się to skompensować; ale przeczytaj przed hipotetyczną dyskusją książkę Stolfiego. A o flankach też pisałem, więc czuję się w tym momencie trollowany. Tymczasem wychodzę z wątku, chyba, że pan Brzytwa znajdzie coś na swoją obronę.

    • więcej komentarzy (65)

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Amerykańscy żołnierze na pokładzie brytyjskiej barki desantowej, okolice Oranu w Algierii, 8 listopada 1942 r. Trudno pisać o ''Torch'' i nie wspomnieć o masakrze - operacji ''Reservist''.

    Głównymi celami Aliantów były przede wszystkim porty - Algier, Casablanca i właśnie Oran. W celu zdobycia tego ostatniego wyznaczono niewielki zespół brytyjskich okrętów: dwa slupy wojenne: HMS ''Walney'' i ''Hartland''. Desant osłaniały dwa ścigacze torpedowe. Na slupach znaleźli się żołnierze z 6. pułku 1. Dywizji Pancernej oraz specjaliści portowi US Navy i Royal Navy. Ze względu na francusko-brytyjskie animozje, pogłębione jeszcze agresjami Wlk. Brytanii przeciwko Francji Vichy, okręty płynęły pod wielkimi amerykańskimi banderami, a żołnierzom wydano opaski identyfikacyjne. Załogi zaprotestowały i dodatkowo pozwolono im wywiesić na rufach okrętów bandery brytyjskie.

    Tuż po północy 8 listopada zespół zbliżył się do oświetlonego Oranu - jako pierwszy podchodził ''Walney'', przygotowując się do staranowania zagrody bonowej, reszta za nim. Nagle zgasły światła i okręty minęły zagrodę, wykonano więc zwrot i spróbowano ponownie. Oficer stojący na mostku nawoływał po francusku załogę Oranu do poddania się - i wówczas odezwały się działa artylerii nadbrzeżnej, zabijając oficera na miejscu. Francuzi zapalili reflektory i widzieli agresorów jak na dłoni - razem z podwójnymi banderami na flagsztokach Ścigacze próbowały stawiać zasłonę dymną - ale tę rozwiewał wiatr. W chaosie jeden ze ścigaczy zderzył się z ''Walneyem'' i musiał wycofać się z walki. Rozbudzeni Francuzi odpowiedzieli ze wszystkiego, co mieli: ogień otworzyły działa, będące w porcie niszczyciele, a nawet okręty podwodne. Awizo ''La Surprise'' ruszyła z miejsca, więc ''Walney'' próbował je staranować. Okręty minęły się o włos, a awizo otworzyło ogień, doszczętnie demolując mostek brytyjskiego okrętu. Chwilę później ''Walney'' zbliżył się do niszczyciela ''Epervier'', który próbowano abordażować - ale brytyjski slup miał za małą moc, by przyciągnąć wielki niszczyciel do siebie. Francuzi otworzyli morderczy ogień z niewielkiej odległości, masakrując amerykańskich komandosów, którzy próbowali obrzucić francuski okręt granatami. W końcu, dryfujący już tylko siłą bezwładności ''Walney''zatonął. Nie lepiej było z ''Hartlandem'' - okręt przy drugim podejściu został ciężko uszkodzony ogniem artylerii nadbrzeżnej i minął o metry wejście do portu, uderzając w skały. Zdołał się wycofać i wejść do portu, ale tam na niego czekał niszczyciel ''Typhon'', który z 30 metrów bluznął salwą 130 mm pocisków, całkowicie dewastując okręt. Ci, którzy zdołali, opuścili tonące slupy i próbowali dotrzeć do brzegu, gdzie wyłapali ich Francuzi.

    Straty wyniosły 90 %, poległo ponad 300 żołnierzy i marynarzy, a dalszych 250 było rannych. Ci, którzy przeżyli doświadczyli francuskiej niewoli - i kto tu jest tchórzem, Jankesi? ( ͡° ͜ʖ ͡°) Oran pozostał niezdobyty aż do 10 listopada, a Francuzi zablokowali go na następne miesiące zatapiając kilkadziesiąt statków w basenie portowym.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    ''Nikt tędy nie przejdzie'' - tak brzmiało motto legendarnego włoskiego korpusu Alpini. Elitarnej formacji, doskonałych żołnierzy z Dolomitów i Alp, której tradycje sięgają 1872 r. Istnieje do dzisiaj. Jej żołnierze odznaczają się eleganckimi kapeluszami z kruczym piórem - stąd też ich przezwisko: ''Czarne Pióra''. Formacja brała udział we wszystkich wojnach Włoch, zapisując się złotymi zgłoskami na polach bitew. 75. rocznicę jednej z nich obchodzimy dzisiaj (Post z 26 Stycznia - Mleko).

    Korpus Alpini nie ucierpiał podczas operacji ''Mały Saturn''. Złożony z trzech dywizji górskich: ''Tridentina'', ''Julia'' i ''Cuneense'' stanowił północną flankę włoskiej armii. 14 stycznia 1943 r. ruszyła druga część ''Saturna'' - ofensywa Frontu Woroneskiego. Sowieci mieli miażdżącą przewagę w ludziach, działach i czołgach. Wojskom koalicji antybolszewickiej groziło okrążenie. Całkowicie zniszczona została węgierska 2. Armia, a niemiecki 24. Korpus Pancerny został odepchnięty na zachód. Włosi jednak stawiają bohaterski opór, dokonując nawet lokalnych kontrataków. Jednak dzielna obrona Włochów nie przydała się na wiele - Sowieci dokonali okrążenia nad Donem, zamykając żelazny pierścień wokół blisko 90 tysięcy żołnierzy. Dowódcy włoscy zdecydowali się na odwrót dwiema kolumnami. Jako ubezpieczenie została dywizja ''Julia''. Mając ledwo kilka niemieckich dział pancernych i wyrzutni rakiet, zapisała wspaniałą kartę. Jej żołnierze walczyli dosłownie do samego końca - Sowieci przebili się przez ich linie dopiero, kiedy wszystkich zabili. Z bohaterskiej dywizji zostaje tylko 3 tysiące żołnierzy.

    Tymczasem dwie grupy szły na zachód. Na południu wycofywała się nadal zwarta i dumna ''Tridentina'', w ciężkich walkach przebijając sowieckie linie, na północy - ''Cuneense'' i resztki ''Julii'', które natknęły się pod Wałujkami na pięciokrotnie większe siły Sowietów. Obie dywizje zostały straszliwie poharatane w boju. Celem obu kolumn była Nikołajewka - mała wioska, która była granicą kotła. Morale upadało, rodziły się konflikty. Butni Niemcy dawali wyraz swej pogardy do Włochów, oskarżali ich o dezercje i wykłócali się o prawo do pojazdów. Sytuacje pogarszały ataki partyzantów. 40-tysięczna zbieranina ostatkiem sił próbowała ujść z życiem.

    Rankiem 26 stycznia 1943 roku Włosi stanęli pod Nikołajewką. Do ataku ruszyła ''Tridentina'', została jednak odepchnięta. Włosi zebrali się jeszcze raz i ruszyli. Z potwornym rykiem, z desperacją, z rozpaczą do ataku ruszyli wszyscy - Włosi, Niemcy, Węgrzy. Atak osobiście z karabinem w reku prowadził dowódca korpusu Alpini, generał Giulio Martinat. Powiedział on wówczas: ''Z batalionem Edolo zacząłem, z batalionem Edolo chcę skończyć''. ''Edolo'' był jednym z batalionów 5. pułku alpejskiego. Generał służył w nim podczas I WŚ. Zginął podczas natarcia. Za jego bohaterstwo odznaczono go Złotym Medalem za Odwagę. Sowieci, przerażeni tak szalonym atakiem cofnęli się, po czym w ich liniach wyrąbali lukę Włosi. Do niemieckich linii po 350-kilometrowym marszu dotarło 40 tysięcy żołnierzy wszystkich narodowości. Smutną katastrofą zakończył się los ''Cuneense'' i ''Julii'' - nie zdołały one wyjść z okrążenia.''Vicenza'' i ''Cuneense'' zostały całkowicie zniszczone (ocalało ok. 1300 żołnierzy), większość trafiła do niewoli. W kotle pozostało 40 tysięcy włoskich żołnierzy - martwych, rannych i wziętych do niewoli.

    Gorzko spełniła się treść ulotek, jakie Sowieci zrzucali przed pozycjami Alpini latem 1942 r.: ''Witamy nad Donem, Alpini: szkoda, że nikt z was już nie zobaczy pięknych Włoch''...

    Ale wróg wyraził największe uznanie. 30 stycznia 1943 r. Radio Moskwa podało: ''Tylko włoski Korpus Alpini można uznać za niepokonany na froncie rosyjskim''

    Tacy to byli ci ''tchórzliwi makaroniarze''...

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika drect

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.