•  

    Całe lato spędziłem w Ekwadorze. Zaczęło się od telefonu, który niespodziewanie zadzwonił w czerwcu.

    "Posłuchaj mnie uważnie, jutro rano masz samolot do Quito. Gdy wyjdziesz z lotniska, pod czerwoną budką telefoniczną jest skrytka, otwórz ją tajnym hasłem: hajduszoboszlo. W niej znajdziesz dowód osobisty. Od dziś nazywasz się Juan Pablo Fernandez Maria FC Barcelona Janusz Sergio Wasilij Szewczenko..."

    Nie no, memy na bok. Ale w Ekwadorze byłem naprawdę, przez bitych sześć tygodni. Zjeździliśmy kraj wzdłuż i wszerz. Cejrowskiego nie spotkałem, lecz i tak się nie nudziłem.

    Czy, biorąc poprawkę na odległość i wiążące się z nią koszty transportowe, warto się tam wybrać? No pewnie! O dziwo, uzasadnienie jest całkiem obiektywne. Otóż Ekwador, piąty najmniejszy kraj w Ameryce Południowej, o 10% mniejszy od Polski, okazuje się fenomenem różnorodności. Na jego terytorium znajdują się aż cztery diametralnie różne krainy geograficzne.

    Kręgosłup kraju stanowi La Sierra, czyli wysokie Andy. W północnej ich części pod (aktywnym!) wulkanem Pichincha [picincia] leży Quito [kito, nie: kłito], druga najwyższa stolica państwowa na świecie, która i na nasze Rysy patrzyłaby z góry. Na wschód od And rosną lasy deszczowe Amazonii, zwanej tutaj Orientem, gdyż „El Oriente” to po hiszpańsku „Wschód”. Punkt mówienia zależy od punktu siedzenia. Dla Ameryki Łacińskiej Chiny to Zachód.

    W głębi dżungli kryją się pokłady ropy naftowej. Gospodarka Ekwadoru zawdzięcza jej pokaźne dochody. Obecnie ropa stanowi 30% ekwadorskiego eksportu. Niestety, nie obeszło się bez poważnych zniszczeń środowiska naturalnego. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych dżunglę rujnowało bezkarnie Texaco, wylewając gdzie popadło toksyczne ścieki.

    Korporacja potem niby po sobie posprzątała, ale sprawa ciągnęła się jeszcze przez wiele lat po sądach. Indianom udało się nawet wywalczyć zbiorowe odszkodowanie w wysokości 20 miliardów dolarów... którego Texaco (znane już wówczas jako Chevron) nigdy nie zapłaciło, wymawiając się korupcją ekwadorskiego wymiaru sprawiedliwości.

    Zjechawszy z zachodnich zboczy And rychło dotrzemy na La Costę, czyli wybrzeże Pacyfiku, najżyźniejszy rejon kraju. Hoduje się tam banany i łowi owoce morza, odpowiednio drugi i trzeci produkt eksportowy Ekwadoru. Nad zatoką na południu znajduje się gorące Guayaquil [głajakil], główny port i największe miasto w kraju (2,7 miliona mieszkańców).

    Czwarta kraina geograficzna kryje się za horyzontem, tysiąc kilometrów na zachód od kontynentu. Są nimi oczywiście słynne Wyspy Galápagos obfitujące w endemiczne gatunki zwierząt i roślin. Większości występujących tam ptaków, gadów oraz lądowych ssaków nie znajdziemy nigdzie indziej na Ziemi.

    To właśnie podczas podróży morskiej na Galápagos w 1835 r. Charles Darwin ułożył zręby teorii doboru naturalnego. Podówczas wyspy należały do Ekwadoru dopiero od trzech lat. Można by więc zażartować, że Ekwador aneksji terytorialnych dokonuje bardzo rzadko, lecz zawsze z ogromnym pożytkiem dla nauki.

    Full disclosure: Akurat na Galápagos nie dotarłem. Wszystkie pozostałe rejony zwiedziłem i napiszę niebawem o nich więcej. Na zdjęciu poniżej Río Napo, wschodnie dorzecze Amazonki. Że co, proszę? Że tylko „dorzecze”? Ma 1130 kilometrów długości, o 100 więcej niż Wisła.

    #ekwador
    pokaż całość

  •  

    Polecicie coś w stylu hrabia monte cristo, red rising? Nauki barona, filmy the great escape, papillon z McQueen. Historia która rozgrywa się latami i dzięki wysiłkowi bohatera za 50 razem czy po 10 latach w końcu się udaje. A do tej pory upadłem jakieś 40 razy i serio czasami nie mam pomysłu co dalej robić ze swoim życiem. Moje morale jest bliskie zeru i potrzebuje motywacji. #czytajzwykopem #ksiazki pokaż całość

  •  

    Prośba do miłośników #poezjaspiewana – polećcie mi jakieś płyty. Chodzi konkretnie:
    - o Wasze ulubione klasyki, bo choć sam nie jestem zielony w temacie i znam wielu wykonawców, to będę miał pretekst, żeby ich sobie odświeżyć, a i pewnie odkryję jakieś nowe rzeczy;
    - o ciekawe, ale zapewne niszowe, nowości z tego podgatunku.

    Dzięki.

    #muzyka

  •  

    Zabrałem się do oglądania trzeciego sezonu oryginalnego Star Treka.

    3.1: Spock's Brain. Oj, ostrzegano mnie przed tym odcinkiem, rzekomo najgorszym w historii całego serialu. Moje oczekiwania spadły do absolutnego zera, nie dziwota więc, że aż tak źle nie było. Rdzeń koncepcji fabularnej jest w zasadzie w porządku. Obcy kradną mózg Spocka, załoga wyrusza na poszukiwania? Brzmi wątpliwie, ale przecież wiele innych odcinków starego Star Treka nie wspinało się bynajmniej na wyżyny sajfajowej wiarygodności.

    Nie wiedzieć jednak czemu, w Spock's Brain dialogi nagle zrobiły się kampowe („His brain is gone!” „We have to take him with us to look for his brain”), a aktorzy zaczęli ekspresyjniej grać, tak w stylu kina klasy B. Komediowo znakomite są wyrazy niedowierzania na twarzach Kirka, McCoya i Scotta, gdy dowiadują się, że mózg Spocka zniknął z jego czaszki.

    Owszem, niektóre sceny miażdżą swoją głupotą: ciało Spocka sterowane „klikaczem” (dobrze, że nie maszynką z korbką...); obezwładniony bólem Kirk, który bierze „pilota” do ręki, żeby napaść Spockiem na wroga. Co ważniejsze, odcinek jest niesamowicie seksistowski. Dywagacje o atrofii kobiecego mózgu muszą być miodem dla uszu Janusza Korwin-Mikkego. Ale w Spock's Brain kryje się też fascynująca filozoficzna koncepcja „mózgu w naczyniu”. Czyli ten kampowy epizod jest pradziadkiem Matriksa!

    #startrek
    pokaż całość

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika eagleworm

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.