•  

    A w Polsce nadal jak w chlewie

    TL;DR

    pokaż spoiler Uber, którym jechałem został zatrzymany przez taksówkarzy.

    Byłem z dziewczyną w gdańskim zoo. Oglądaliśmy zwierzaki i ogólnie było fajnie. Nie chcieliśmy wracać autobusem więc zamówiłem kierowcę uber. Niestety pierwszy kierowca anulował kurs, trudno. Już po chwili jechał do mnie Pan Ukrainiec, białą dacią logan na Warszawskich tablicach rejestracyjnych. Usiedliśmy na ławce i czekamy na naszego kierowcę. Zauważyłem, że po prawej stronie swój postój mają LICENCJONOWANI KIEROWCY TAXI, którzy rozmawiają przy swoich samochodach, nie spodziewałem się, że zaraz będzie imba. Przyjechał kierowca, weszliśmy do samochodu i ruszyliśmy. Nie minęło 10 sekund, a nasza biała dacia została zatrzymana przez stado wściekłych KIEROWCÓW Z BADANIAMI PSYCHOLOGICZNYMI, którzy umyślnie wchodzili pod koła naszego samochodu, szarpali za klamki, uderzali w karoserię samochodu. Dobrze, że kierowca ubera zamknął zawczasu wszystkie drzwi. Cała akcja trwała około minutę.

    Skończyło się tak, że udało nam się ominąć blokujących nas taksówkarzy. Mam nadzieję, że samochód ubera nie ucierpiał, a jeżeli do tego doszło, to taksówkarze zostaną pociągnięci do odpowiedzialności (kierowca miał wideorejestrator). Wydaje mi się, że pierwszy kierowca anulował przejazd ze względu na to, iż to nie pierwsza taka akcja w tej okolicy.

    #taxi #afera #gdansk #uber #bekazpodludzi
    pokaż całość

  •  

    Wikuś odszedł. Nagle. Młody, sprawny, aktywny kot, do tej poty bez cienia problemów zdrowotnych. Pobawił się, poszedł mi spać na kolanach, wstał, a godzinę później znalazłem go. Gdyby nie to, że leżał w nietypowym miejscu, to pomyślałbym, że spokojnie śpi.

    Nie wiem, czy był rasowy, czy nie. Nie wiem, czy komuś uciekł, czy został wyrzucony. Całkiem dosłownie wziąłem go z ulicy: był środek listopada, jechałem samochodem, a on, skołtunione kocię, siedział na środku jezdni. Gdy nie przestraszył się ani samochodu, ani klaksonu, wyszedłem, żeby go przegonić, bo bałem się, że ktoś go przejedzie. Zamiast uciec - wskoczył mi na kolano i zaczął mruczeć. Od razu postanowiłem przygarnąć.

    Był idealnym kotem. Spokojnym, ale nie flegmatycznym. Przyjaznym i uwielbiającym kontakt ze mną, ale nie narzucającym się. Delikatnym. Okazującym uczucia. Potrzebował mnie: lubił przychodzić na kolana, na krótko, tak 10-15 minut, po prostu żeby się przytulić i poczuć bezpiecznie, ale za to często. Nie musiał być w tym samym pokoju, co ja, ale był niezadowolony, gdy nie mógł być: lubił przyjść, zobaczyć, że jestem, dać się chwilę pogłaskać i sobie pójść. A po kwadransie to powtórzyć.

    Był u mnie 2 lata i 8 miesięcy. Sądzę, że był szczęśliwy. Często pracuję w domu, więc rzadko był sam, a nawet jeśli wychodziłem, to miał drugiego kota do towarzystwa; zresztą bardzo się lubiły. Zawsze go głaskałem, brałem na ręce, byłem szczęśliwy, gdy przychodził na kolana. To był mój kot. A teraz go nie ma i jedyne, co mnie pociesza, to myśl, że odszedł w domu, szybko i bezboleśnie, a swój czas tutaj spędził najlepiej, jak kot mógł. Tylko dlaczego nawet nie 3,5 roku...

    Płaczę od wczoraj, bo to stworzonko było mi bliższe niż - poza rodzicami - jakikolwiek człowiek. I wiem też, że ja byłem dla niego ważny. W stosunku do innych ludzi trzymał dystans, a ja mogłem z nim zrobić wszystko.

    #koty #pokazkota
    pokaż całość

  •  

    Prędkość zmierzona 255 km/h
    Prędkość dozwolona 140 km/h
    Kara: Pouczenie i 20 minutowa rozmowa o aucie i ciężkiej pracy Policjanta :)

    Kocham ten protest Policji. Obyście go nigdy nie zakończyli.

    #policja #motoryzacja #samochody #polska

    źródło: IMG_49887.jpg

  •  

    Myślicie czy jest sens założenia firmy i podpięcia jej pod #uber na zasadzie brania pojazdów w leasing? Coś typu partner uber

  •  

    W tym wpisie będę wymieniał imiona i wstawiał fotografie wszystkich dziewczyn z którymi byłem w związku, w kolejności chronologicznej.

  •  

    Co w przypadku kiedy zamówiłem jedzenie z mcd w tym dwa napoje a dostawca rozlał je w torbie a później przed moimi drzwiami? #ubereats #uber

  •  

    #ksiazki skończyłem właśnie czytać Hel 3 Grzedowicza, możecie polecić coś dalej? Klimat nawet spoko

  •  

    #rower #gravel #bikepacking
    Ukończyłem rowerowy #ultramaraton Wisła 1200. Pewnie jakieś podsumowanie by się przydało.
    1139km w 113h 3m (4d:17h:3m)

    Dzień 1
    204,5km
    czas brutto: 12:21
    czas netto: 10:52
    Start 6 lipca o 8:00. Już przed startem widziałem, że nie jest źle ze mną choć ostatnio mało jeździłem. Start spod schroniska w Przysłopie a żeby dam dojechać to trochę podjazdu trzeba zrobić i czułem się tam nieźle. Przed startem szybka odprawa i polecieliśmy. Starałem się trzymać czołowej grupy ale po godzinie odpadłem kiedy chciałem podnieść jakieś zawiniątko, które wypadło komuś ale grupy nie dogoniłem bo mieliśmy przejście przez tory i akurat jechał pociąg. Na słynnym jeziorze Goczałkowickim byłem jeszcze w czubie ale co tam się działo.. Trawy po pachy przez kilkanaście km. Kląłem pod nosam przy każdej nierówności - średnia tam to 11km/h, typow MTB. Pierwsze myśli o rezygnacji. Potem długo sam lub kilkuminutowe jazdy z kimś. Ogólnie wymęczony byłem początkowym sprintem, trochę mało piłem i jadłem, skwar okrutny i klasyczna bomba. Do końca dnia jechałem "na oparach" Przed Krakowem złapała mnie burza która "goniła" mnie od kilku godzin. W Krakowie straciłem mnóstwo czasu na szukanie pizzerii aż odpuściłem i noclegu zacząłem szukać za Krakowem. Tam spotkałem księdza, u którego przespałem się w altance (miałem ze sobą materac i śpiwór). Poczęstował mnie herbatą i mogłem wziąć prysznic. Spać poszedłem o 22:30.

    Dzień 2
    268km
    czas brutto:15:00
    czas netto: 12:33
    Pobudka o 4 ale przez noc może spałem 2h. Jakoś nie dałem rady wypocząć. Ciężko się zbierałem do jazdy, ciuchy jakoś mokre od porannej wilgoci. I tu największy błąd tego wyścigu - nie posmarowałem tyłka sudokremem. Odparzenia miałem już do końca wyścigu. No i tak ruszyłem konkretnie o 5. Trasa po wałach i w ogromnej większości całego dnia po asfalcie. W sporej części po tzw WTR. Śniadanie gdzieś we wsi o 7. Po braku w kaloriach z poprzedniego dnia wiedziałem, że muszę jeść więcej. No to na śniadanie zjadłem całą paczkę parówek, mnóstwo wody, zapasy na drogę - banany, żelki, batony. Już wcześnie rano czuję, że wewnętrzne strony dłoni bolą niemiłosiernie po tylu godzinach spędzonych na rowerze a o bólu tyłka nawet nie wspominam. Co 5 min muszę wstawać na korby bo nie jestem w stanie jechać. Później ok. 11 za Szczucinem też przystanek w barze na stacji paliw - micha rosołu, pierogi i piwo bezalkoholowe. Morale poszybowały mocno w górę. Od godziny 14 jechałem z jednym z zawodników - Robertem, z którym okaże się, że będziemy jechać razem przez dłuższy czas. W Sandomierzu meldujemy ok 15:30 i szybko na stację coś zjeść. Postój nie za długi i za Sandomierzem "atrakcja" Mamy wnieść rowery pod Górę Pieprzową Jakieś 70m w górę. Po raz kolejny przeklinam organizatora. Dalej coś co sprawiało mi niezłą frajdę - pagórki. Okolice Słupi Nadbrzeżnej. Kilka podjazdów i zjazdy. Dojeżdżamy do Solca nad Wisłą - szybkie zakupy na kolację, śniadanie i drogę na następny dzień. W Solcu Robert załatwił kwaterę i śpimy jak królowie. 22:30 już w łóżku

    Dzień 3
    237,7km
    czas brutto:16:45
    czas netto: 14:18
    Klasycznie pobudka o 4, konkretne śniadanie i o 5 już jedziemy. Początek ciężko. Mówię Robertowi niech jedzie sam bo nie ma sensu żebym spowalniał. Jakoś kilka godzin jednak jedziemy razem. Początek trasy to jakieś łąki, jakieś wały, płyty. Nic przyjemnego. Do Dęblina bez przystanku, swoim tempem. W końcu wiem, że szybka jazda spowoduje tylko niepotrzebne ujechanie się. Po jakimś czasie mały przystanek w sklepie we wsi. Klasycznie paczka parówek. Dalej trasa leciała przez drogę techniczną przy wale - betonowe płyty z wielkimi otworami. Przez kilkadziesiąt kilometrów. Rower skakał, ja na nim, Dostawałem po tyłku, po nadgarstkach, ramionach i jeszcze upał. Niezliczone ilości przekleństw... Znowu chciałem zrezygnować i odpuści ale jadąc jeszcze z Robertem mówił o barze przed Wilgą. Tam dojeżdżamy i razem jemy. Pierogi, chłodnik, piwo, toaleta (nawet nie wiecie ile daje spokojne posiedzenie na kibelku). Posmarowałem łańcuch i już nie świszczy.
    Robert zostaje odpocząć a ja lecę dalej bo wiem, że Warszawa tuż tuż a żona czeka ;) Do mostu w Górze Kalwarii super gravele, potem odcinek singlowy pod MTB, który już objechałem 2 tyg wcześniej. I tak dojeżdżam na Plażę Romantyczną w Warszawie i już żona z przyjaciółmi czekają i dopingują. Nawet banery zrobili ;) Szybko lecimy do Maka bo potrzebowałem czegoś ciepłego co ma dużo kalorii. Zestaw + 3 cheesburgery dają mocy na cały pozostały dzień i kawałek następnego. Półmetek za mną i miałem znowu ochotę zrezygnować ale widziałem ile osób mi kibicuje i trzyma kciuki. Opocząłem i poleciałem dalej. Przy moście Północnym jeszcze piąteczka z kumplem i morale na tyle wysoko, że lecę dalej a było dosyć późno. Ostatecznie 21:30 ląduję na plaży w Modlinie, rozbijam się, kąpię w Wiśle (planowałem choć raz się wykąpać w rzecze i w końcu się udało). Spać idę ok północy.

    Dzień 4
    200,9km
    czas brutto:16:02
    czas netto: 13:18
    Pobudka o 4:30 i start o 6. Początek sporo singli, krzaki, pokrzywy ale nie jest tragicznie. Gdyby nie ból rąk i tyłka to byłoby znośnie. Po godzinie jazdy w trudnym terenie nagle widzę kartkę "Woda" i stolik z dzbankami z wodą. Okazuje się, że Ludzie mieszkający obok są fanami MTB i maratonów i przygotowali taki jakże cenny poczęstunek. Była nawet pompka serwisowa i stojak. Czapki z głów. Świetni kibice. Śniadanie i zapasy na drogę w Wyszogrodzie ok 9. Już bez parówek bo mi zbrzydły, ale konkretna drożdżówka dorzuciła co nieco do pieca. Droga całkiem ok asfalty, szutry. W Płocku przerwa. Jest godzina 13 więc czas na upragnioną pizzę. Dorzucam piwo i colę i znów morale wysoko. A przypominam o bólu tyłka. Do Włocławka asfalt. Całkiem szybko poszło. A potem zaczął się dramat. Las pełen piachu. Na moich oponach 35 nie byłem w stanie jechać. Przekleństwa leciały na prawo i lewo. Trwało to wieki aż mi wody zabrakło a upał straszny. Więcej rower prowadziłem niż jechałem (może przesada ale kilkadziesiąt minut prowadzenia było) Pod Toruń dojechałem na oparach. Szybko na jakąś stację - cola, herbata, woda, żelki, batony i telefon do żony. W tym momencie miałem 3 opcje: - jechać na dworzec i spadać do domu, jechać dalej przez noc, szukać noclegu w Toruniu. Żona mówi nocleg - no to nie będę się sprzeczał. W hostelu jestem o 22:30, kąpiel i spać. Najtrudniejszy dzień. Wyczerpał mnie ze wszystkich sił. Ale znowu głowa jest najważniejsza. Kilka pozytywnych myśli i nie odpuszczasz. Jedziesz dalej.

    Dzień 5
    252,7km
    czas brutto:19:11:48
    czas netto: 17:02:00
    Pobudka o 5 i szybkie sprawdzenie trackera - Robert już jest przede mną, trzeba gonić. Startuję o 6 i dosyć szybko spotykam April i Jasona. Już poprzedniego dnia jechaliśmy prawie równo i mijaliśmy się wielokrotnie. Tutaj szybka wymiana zdań, April ma kontuzję kolana ale da radę - zajmie pierwsze miejsce wśród kobiet. z Jasonem trochę dłużej pogadałem i to jest człowiek, który jechał dwukrotnie TransAmBikeRace czy TransAtlanticWAy. On czeka na April ja lecę dalej. Cisnąłem do Chełmna bo chciałem tam zrobić postój przy sklepie. Droga łatwa, większość asfalt. W Chełmnie wchodzę do Żabki i akurat spada deszcz. Szybkie zakupy i uciekam pod wiatę na rynku. Spokojnie jem i czekam na koniec deszczu. Robert gdzieś jest w Chelmnie ale przy rynku nie mogłem go znaleźć - potem dowiaduje się, że wynajął pokój żeby się zdrzemnąć. Poleciałem dalej i za Świeciem podobno miał być najtrudniejszy odcinek. OWszem był trudny bo to szlak pieszy i taki single track pod MTB, duż obłota, drzew, nierówności. Ale mnie się podobał. Bardzo malowniczy. No i Towarzyszył mi Krzysiek. "Kibic" mieszkający obok. Sporo czasu pogadaliśmy. Potem znowu trochę asfaltów ale nie da się rozpędzić bo nieprzyjemny wiatr północny. Do Tczewa jakoś się dotoczyłem a potem znowu armagedon. Kilkanaście(dziesiąt) kilometrów łąkami przy Wiśle. Zdychałem tam. Trwało to wieki. I jeszcze mnie wyprzedziło dwóch zawodników. Morale siadły. Dotoczyłem się do śluzy i wiedziałem, że już blisko. Godzina 22, ciemno a ja w lesie tzn. przy ujściu Wisły. Tutaj znowu przekleństwa bo przez 40 min prowadziłem rower po kamienistym brzegu aż do ujścia. Potem jeszcze długi odcinek przez nadbrzeżny las w zupełnej ciemności. W Gdańsku zastałem zamknięty szlaban kolejowy na którym stałem 15 min i wtedy przegoniło mnie dwóch kolejnych zawodników. Ostatecznie dojechałem o 01:05.
    pokaż całość

    źródło: IMG_E0016[1].JPG

  •  

    Jest nocna, więc można się wyżalić.

    Bądź sobie różowym paskiem od 9 lat na vipok.ru.
    Organizuj różne akcje na tej stronie że śmiesznymi obrazkami.
    Graj w vipokowym radiu przez parę lat.
    Zorganizuj thevoiceofwykop.
    Zajmuj się przez jakiś czas rolkomaratonem i plywajzwykopem.
    Organizuj z innymi mirkami wspólne nauki języków obcych.
    Udzielaj się pod różnymi tagami, pomagaj innym, trochę też czasem troluj.

    Wpadasz na pomysł.
    Vipokowe radio padło z braku zainteresowania.
    To może twitch.tv?
    Lubisz grać w gry, lubisz przemawiać do mikrofonu i głos masz miły.
    Starasz się bardzo.
    Miła muzyka, normalna dziewczyna, skill w grze jako tako, piwniczny humor, miły kontakt z widzami.
    Kulturka.
    Na każdym streamie i na mirko organizujesz rozdajo, różne gierki, nagrody rzeczowe i kody na pizzę.
    Zapraszasz mirków na streamka, zainteresowanie niewielkie.
    Parę miłych osób zagląda, bardzo to miłe, nie zapomnę tego nigdy.
    Parę innych osób jeździ po Tobie.
    "Stream bez kamerki, nawet nie oglądam."
    "Kody na pitce? Żałosna promocja."

    A tymczasem patostreamy?
    Chuj kurwa chlanie wódy na melinie.
    1500 wpisów na sekundę.
    To jest kontent na miarę naszych czasów.
    smutna żaba.jpg
    smutna melodia na trąbce.mp3
    pokaż całość

  •  

    #taxi
    Jak wygląda sprawa z zabraniem bagażu w taxówce?
    Potrzebuję przewieźć większą walizkę, monitor i kompa. Czy to jest jakiś kłopot, dodatkowa opłata?

    Przyznam szczerze, że nie mam dużego doświadczenia z taxówkami.

    +: Ademu
  •  

    Mirki, co sie odjebalo to ja nawet nie. Wczoraj mialem spotkanie klasowe. O dziwo nawet mnie zaprosili. Poszedlem tam jedynie ze wzgledu na moja kumpele, bo mnie namawiala. W sumie nawet spoko sie bawilem, alkohol zrobil swoje.. Dzis rano sie budze, a tu takie cudo. Przyjaciolka niby szara myszka 6/10, a tu prosze. Co najlepsze, typek zachowywal sie jak totalny buc i narcyz. kazdego wkurwial i sie popisywal, no ale jak powszechnie wiadomo chadom takie rzeczy sie wybacza poprzez pryzmat atrakcyjnosci. Ehh, p0lki co wy ze soba robicie?
    #przegryw #stulejacontent #seks #tinder #logikarozowychpaskow #zwiazki #podrywajzwykopem
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 36758526_636083516757181_3396285710464974848_n.png

  •  

    Czy korzystając z aplikacji mytaxi mogę zamówić komuś taksówkę? Czy z tego może korzystać tylko osoba z telefonem, na którym jest aplikacja?

    #mytaxi #taxi #taxizlotowa #uber

  •  

    Wrzucam zdjęcia mojej przemiany trwającej 9 miesięcy.
    Z 85 kg na 58 kg. Jeszcze nie powiedziałam 'stop'.
    Od czego się tak zapasłam? Lek o nazwie depakine, który bardzo zaostrzał apetyt. Hektolitry piwa, które miały uśpić moją depresję, a jeszcze bardziej ją pogłębiały.
    Jak schudłam?
    Deficyt kaloryczny i wychodzenie z piwnicy.
    Przede wszystkim uwolniłam się od alko
    (。◕‿‿◕。)
    #pokazfigure #odchudzanie #dieta #abstynencja #rozowepaski #atencyjnyrozowypasek
    pokaż całość

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Coś tag #uber #taxify umarły. Ukraińcy aż tyle kursów po 7,50 zł mają że nie wyrabiają? A ja sobie robię powoli, z poważnymi ludźmi za normalne pieniądze. Co lepsze już kilka razy słyszałem od klientów że jeździli uberem ale przestali bo Ukraińcy A teraz nawet Hindisi jeżdżą xD łapcie dalej krociaki od najebanych gimbusów XD

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika gali20

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.