•  

    534 804 + 50 = 534 854

    Poprawiłem średnią :)
    Chyba ostatnia jazda na tym rowerze, jutro ktoś ma przyjechać oglądać, oby nie kupił bo mi go szkoda :D

    Ktoś coś doradzi jaką szose wybrać?

    #rowerowyrownik

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: php87F70Y

  •  

    Postanowilem, ze od przyszlego sezonu przerzucam sie na szose. Po ostatnich wynikach na krosowym pomyslalem ze na dluzsze trasy sie nie nada, bo boje sie nim wyjezdzac dalej niz kilka kilometrow poza miasto i do dluzszej jazdy jest malo wygodny. Popatrzylem troche i spodobaly mi sie rowery szosowe od #kross vento 2.0 lub 3.0. Posiada ktos? Ewentualnie bylby ktos w stanie polecic cos w ramach 3-4 tysiace?
    #rower #pytanie #szosa
    pokaż całość

  •  

    533 990 + 71 = 534 061

    Na grilla pod Radom.
    Przy okazji pobity rekord predkosci na 75,5 km/h ;)

    #rowerowyrownik #rower

    źródło: phpSVENlI

  •  

    531 806 + 104 = 531 910

    I strzeliło dziś 3000km w lipcu :) Jutro odpoczywam i pewnie umyję cały napęd bo ujebion na maksa

    #rowerowyrownik

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

  •  

    528 807 + 58 = 528 865

    w tym tygodniu czasu mało więc jednorazowy strzał, trzeba zainwestować w inne napoje bo na samej wodzie jak jest ciepło to idzie się umęczyć ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #rowerowyrownik #wykoptribanclub #triban500

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

  •  

    526 262 + 200 + 23 = 526 485

    Dzis znow na gofry do Sulejowa ;) + dpd z wczoraj

    #rowerowyrownik #rower #100km 13 #200km 3

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    źródło: php6EWOWq

  •  

    525 095 + 60 = 525 155

    Na spokojnie po pracy.

    #rowerowyrownik

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    źródło: phplteiNt

  •  

    524 296 + 60 = 524 356

    Znalazłem ciekawą drogę, bardzo dobrze się po niej jeździło.

    #rowerowyrownik

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    źródło: phppKmFw8

  •  

    520 411 + 111 + 96 + 121 + 146 + 146 + 117 + 197 = 521 345

    Na starość przychodzą człowiekowi dziwne pomysły, a że mi #woodstock odwołali w tym roku to wsiadłem na rower i pojechałem z bratem i ziomkiem nad morze:) Trasa Kraków - Gdynia, głównie wzdłuż Wisły, małym epilogiem Władysławowo - Jastrzębia Góra. W sumie to bez jakiegoś większego przygotowania poza tym że zrobiłem w tym roku już 3k na tym że śmigam codziennie 40 km do roboty.

    W skrócie dni:

    1. Kraków - Nowy Korczyn 111km (Niedziela) trochę nieświeży(dzień wcześniej mini wesele innego brata), ale tą trasę jechałem x-razy więc szybko mi zleciało(mimo że trochę wiało w gębę), wieczorem grill i parę piwek na wyrównanie ph
    2. Nowy Korczyn - Sandomierz 96km (Pon) fajna traska, płasko, w większości asfalty, gorąco i komary które atakowały na każdym stopie mimo upału, no i ostatnie 5 km jakimiś dziwnymi trasami wymęczyło mnie bardziej niż wcześniejsze 90, ale byliśmy wcześniej to można było na spokojnie pozwiedzać, zjeść coś konkretnego i a jakże wypić jakieś piwko
    3. Sandomierz - Puławy - 121km (Wt) rano trochę pochmurno, trasa spoko(sporo bezdroży), no i tu się już przekonałem konkretnie jaka jest różnica w podjazdach z dodatkowymi kilogramami na tylnym kole(sakwy miałem wypchane do granic możliwości), przed Kazimierzem Dolnym brat złapał pierwszego kapcia(w życiu się tak nie umordowałem na zmianie dętki, nowy rower i opona była jak przyklejona do obręczy że w trójkę ją odrywaliśmy), a potem obiad w Kazimierzu po którym mi się coś ciężko jechało, ale dotarliśmy na nocleg w agroturystyce za Puławami, a tam przywitały nas przemiłe Panie zimniutkim piwem z beczki i pierogami:)
    4. Puławy - Warszawa - 146km (Śr) dzień kryzysowy, od startu jakaś niemoc mnie ogarnęła, do tego brak płynności bo na bieżąco modyfikowaliśmy trasę, potem doszła jeszcze walka z piachem w lasach, a jakby było mało to jeszcze złapałem kapcia za Warką i jeszcze sobie za słabo napompowałem tylne koło i jechało mi się jakbym ciągnął wóz z węglem. Na szczęście brat miał lepszą pompkę i udało się dobić powietrza do przyzwoitego poziomu i jakoś odzyskałem siły i dotoczyłem się do stolicy, gdzie czekała nas nowa rodzina(bratowa z siostrą + ciocia), później chińczyk popity piwkiem i szybkie spanie
    5. Warszawa - Dobrzyń nad Wisłą 146km (Czw) rano wypasione śniadanie u cioci, potem lajtowo do Leszna gdzie dołączył do mnie i brata ziomek(rozdzieliliśmy się w W-wie bo miał w innym miejscu noclegu), potem bardzo relaksującym tempem przez Kampinos, wzdłuż Wisły do Płocka(południowa strona sporo szutrów), a tam wszedł placek po zbójnicku i dokręcenie 30 km do noclegu. Nie miejscu dostaliśmy talerz ciasta + pyszne mielone w chlebie, no a potem burzliwa narada nad modyfikacją następnego etapu zakończona opcją - skracamy żeby więcej skorzystać z plaży i jeziora
    6. Dobrzyń nad Wisłą - Grudziądz(Jezioro Rudnickie) 117km (pt) rano szybki start, śniadanie dopiero w Lipnie, potem super trasa góra-dół równiutkim asfaltem, na koniec zjazd do jeziora i reszta dnia chillout zakończony tym że trafiłem na ognisko urodzinowe i niektórzy stracili we mnie że będę się w stanie rano podnieść:)
    7. Grudziądz - Gdynia + Władysławowo - Jastrzębia Góra 197km (sob) o dziwo wstałem w dobrej formie, pierwsza cześć trasy do Malborka z postojem na śniadanie w Kwidzynie, potem miejscami strasznie dziurawy asfalt a że tyłek dostał już swoje przez te kilka dni to trochę bolało, z Malborka na Ujście Wisły(brat z kumplem przedarli się jakimiś chaszczami z rowerami na sam koniec, ja sobie w połowie odpuściłem:)), potem prom i super autostradą rowerową do Gdańska(jedynie dzikie tłumy w centrum trochę nam przejazd utrudniły, potem wzdłuż plaży, postój na molo, świętowanie i pożegnanie z kumplem i kilkanaście km do dworca w Gdyni na pociąg, a potem już po zmroku do celu:)

    Także podsumowując otworzyłem niektórym niedowiarkom oczy(cześć ziomków z pracy już składała się na wieniec, reszta twierdziła że bez przyczepki z piwem dalej niż do Sandomierza nie dojadę:), w sumie z wniosków na przyszłość to od początku jakieś większe żarcie zostawiłbym na koniec dnia, bo ciężko się jedzie zaraz po obiedzie, a w ostatnich dniach krótkie ale częstsze przerwy były najlepsze, noclegi w agroturystyce + własne zasoby to była świetna sprawa(odpadła plaga komarów + taszczenie dodatkowego sprzętu), ogólnie wyjazd super, nogi po tygodniu dalej świeże, zmęczenia większego nie stwierdziłem, jedyne problemy to te z odciśniętym siodełkiem na tyłku i jak zdejmę okulary to wyglądam jak spawacz po tygodniowym maratonie spawania:)

    #rowerowyrownik #rower
    pokaż całość

    źródło: IMG-20200723-WA0016.jpg

  •  

    521 435 + 1019 = 522 454

    Przed wyruszeniem w drogę należy nabrać pokory.

    Już od jakiegoś czasu chodziło mi po głowie żeby zrobić na rowerze tysiąc kilometrów. Na raz.
    Pomysłów na trasę było kilka, terminów też, sił za to nie było. Aż do teraz.

    Przed wyruszeniem w drogę postuję na #rowerowyrownik i na #rower czy komuś by się nie chciało pojechać choćby kawałek. Info ląduje też na Stravie. Zbieram chętnych… I sprawdzam pogodę. Dramatu niby nie ma. Dopiero później się okaże że pogoda będzie chciała ze mnie zrobić truchło...

    23 lipca, czwartek, 5:20 wstaję. Zaraz po moim powstaniu z ciepłego i wygodnego łóżka dostaję wiadomość od @metaxy. Wstawaj – pisze. Zanim mija mi 50km dostaję wiadomości od znajomych i kilku osób, również na Instagramie i Wykopie. Trzymają kciuki:) I jest to cholernie miłe uczucie. Kiedy często obcy ludzie piszą ci że jak będzie jakiś problem w trasie, to mam pisać (i wysyłają numer telefonu do siebie:)) @porywacz_zwlok zapewnia w Wielkopolsce pomoc w razie potrzeby :)

    Początkowy etap mija całkiem przyjemnie. Może poza stukaniem „czegoś” w tylnym kole (chyba luźna szprycha) ale niepomny na lekkie niedogodności jadę przed siebie. W związku z tym że wstaję nico później niż planowałem (mamo, jeszcze 5 minut) śniadanie zjadam dopiero na Orlenie w Herbach. Do tego momentu ratuję się batonikiem.

    Później następuje deszcz. Pada przez ok 10km ale szkoda mi marnować czasu na przeczekiwanie na jakichś przystankach… Których i tak nie ma, Jadę więc w tym w rześkim jesiennym deszczyku, targany wiatrem w ryj, który będzie przeszkadzał do samego wieczora. Jest 18 stopni, odczuwalna znacznie mniejsza, ale jakoś idzie. Po deszczu robi się jakoś przyjemniej więc lecę sobie zgodnie z planem w kierunku Kalisza z którego ma po mnie wyjechać @Tomahawk. Zakładam że pojedzie moim śladem. Źle założyłem. Uznaje on bowiem że jazda naprzeciw po śladzie jest passe i jedzie po swojemu. Kiedy udaje się nam skomunikować okazuje się że @Tomahawk jest w Czajkowie ja zaś w Grabowie nad Prosną… A mięliśmy się spotkać w Kraszewicach. Typowe :) Wracam się kilka km i od tego momentu jedziemy już we dwóch. Adam nie prowadzi mnie po mojej trasie za to pokazuje kawałek miasta i obrzeży, bardzo urokliwych. I BARDZO pobocznych. W stosunku do całości jestem jakieś 40 kilometrów na plus… Będzie można później skracać jakby co ;) W Kaliszu (bardzo ładne miasto) robimy przerwę w Maku, gadamy o pierdołach i jedziemy dalej, W Tursku @Tomahawk życzy mi powodzenia w dalszej trasie i wraca do siebie. Żegnamy się, szczerze dziękuję za towarzystwo i jadę dalej. W noc. Zimną noc. Będąc jeszcze w Koszalińskim McDonaldzie zakładam pod koszulkę longsleeva termo. Do 22:00 jedzie mi się całkiem przyjemnie. Później temperatura zaczyna spadać drastycznie. Na Orlenie w Pyzdrach zakładam nogawki i ubieram pierwszego ultralighta (bluzę już dawno mam na sobie). Przed Wrześnią zrównuje się ze mną radiowóz. Jest środek nocy, ZEROWY ruch na drodze a panowie uprzejmie pytają czemu nie jadę po DDR… Nie będę dyskutował z nimi w środku nocy, zjeżdżam na ten ich niby DDR (nie widziałem żeby tam jakieś znaki były ale cóż, niech będzie że ten trakt z polbruku to DDR). Jadę tym czymś jakiś czas. Później kiedy przeskakuje w CPR poprzecinany wjazdami na posesję olewam i jadę drogą. Nie mija mnie żaden samochód. Ja za to mijam jakiegoś bobra na zjeździe (omal w niego nie walnąłem) który postanawia swoje bobrze sprawy załatwiać po nocy na środku drogi. Klnę niecnie i jadę dalej bo co mogę zrobić.

    Temperatura spada do 6 stopni. W lipcu. Ubieram na siebie wszystko co dam radę i jadę przed siebie. Organizm bardzo szybko traci temperaturę i zaczyna zużywać bardzo dużo energii na ogrzanie się. Energii której potrzebuję do kręcenia korbą. Idziemy na kompromis. Jadę trochę wolniej ale nie dzwonię zębami. Co nie zmienia faktu że jest mi tak zimno że ledwie jadę. Dobrze że już nie wieje tak jak za dnia…
    W nocy robię przerwę na herbatę na Orlenie, smaruję się maścią rozgrzewającą, krtóra nic nie daje i jadę dalej w ten ziąb… Po wschodzie słońca dojeżdżam do kolejnego Orlenu… Który z jakiegoś powodu jest zamknięty. Przemarznięty do szpiku, zmęczony ponad miarę siadam na chodniku i zerkam na telefon… Gdzie by tu zwiać na pociąg i pojechać do domu. Najbliżej mam Bydgoszcz który i tak jest cholernie daleko. Postanawiam zrobić sobie drzemkę. Ustawiam budzik żeby obudził mnie za 20 minut i odpływam… Co jest najlepsze? Z Rafałem i Pauliną jestem w ciągłym kontakcie. Mimo że Rafał jedzie tysiąc po swojemu a Paulina pracuje, cały czasu czuję że ktoś tam jest i czuwa. Momentami mam wrażenie że za chwilę wylecą gdzieś zza zakrętu i dadzą posiedzieć na kole :)

    … Trochę mi to pomaga. Wsiadam szybko na rower i kontynuuję jazdę. W międzyczasie opiernicza mnie Paulina. Myśleniem mam się zająć w pracy, teraz mam kręcić (to tak a propos moich rozmyślań o porzuceniu planu). @ZgnilaZielonka też mnie motywuje więc jadę.

    Temperatura się podnosi, wiatr póki co się uspokoił, zaczyna się jechać całkiem przyjemnie. Po drodze, za Bornym Sulinowem, obok jeziora Komorze robię kolejną 20min drzemkę. Jadę dalej… Po południu witają mnie pierwsze chmury z których zaczyna kropić . Wiatr też się wzmaga. Zaczynam zwiedzać pierwsze pomorskie ujeby. Plus jest taki że kiedy pada to mam równy, gładki asfalt. Kiedy zaś przestaje padać… Trafia się i leśna ścieżka i szuter. A kiedy już jest asfalt to z takimi dziurami i tak nierówny że na MTB byłoby wesoło… Pogoda ewidentnie chce mi przeszkodzić. Kropi od 640km a pada od 680 do Słupska, gdzie na chwilę przestaje. Akurat żebym na sucho przejechał przez miasto w którym „ścieżki rowerowe” tworzył ktoś o inteligencji pawiana (nie obrażając przy tym Bogu ducha winnych pawianów). Skacze toto z jednej strony drogi na drugą, oznakowanie tego ktoś miał ewidentnie w dupie, przygotowanie asfaltu (marzenia!) kostki czy nawet płyt to jakaś katastrofa na której można rozwalić rower. Warszawo, nie jesteś najgorszym miastem po którym miałem przyjemność jechać na rowerze.

    Jakoś udaje mi się te „DDRy” przejechać i lecę na Ustkę. Ale żeby nie było za łatwo, znów zaczęło padać. @ZgnilaZielonka pisze że w Koszalinie już przestało więc jadę pełen nadziei:) Nadzieja jakby pryska im bliżej Darłowa. Za sprawą wiatru. Mówiłem że pogoda mnie nie lubi? To powiem tak: wieje w ryj tak bardzo że zatrzymuje w miejscu.

    Bez zbędnych pauz przejeżdżam prze Ustkę i kieruję się w kierunku Sławna, później Darłowa i dalej, na Mielno. Kawałek przed miastem ktoś mnie woła po imieniu. Nie zauważyłem a to Zielonka czeka na poboczu. Zawijam się, minutka na gadkę szmatkę, wymianę ogniw w lampce i zapoznanie się (bośmy się nie znali wcześniej) i jedziemy dalej we dwoje. W związku z tym ze jest ciemno i późno to widoków ujrzeć nie sposób. Jestem pełen podziwu że mirabelce w ogóle się chciało wyjeżdżać po mnie. Spotykamy się wszak po północy. Lecimy na Kołobrzeg. Zielonka pokazuje że po lewej jest Bałtyk, po prawej jakieś lotnisko, pokazuje bardzo ładny most oddzielający bagna od morza… Gdyby tak był dzień… :D Po tej krajoznawczej i krajobrazowej wycieczce podczas której wicher chce nam strącić głowy z ramion (rozstajemy się w Kołobrzegu, Zielonka wraca do siebie zrobić sobie setkę) jadę sam pośród drzew i nocy.

    Mój mózg śpi. Ja nie. Co to oznacza? W moim przypadku przewidzenia. Omamy. Słuchowe też. O czym uświadamia mnie Rafał. Każde się zdrzemnąć i zresetować. Zatrzymuję się na ławce w jakimś miasteczku, ale że to imprezownia to… Nie ma spokoju. Nie będę ryzykował spotkania z jakimiś wesołymi lokalsami po kilkudziesięciu głębszych. 10 minut odpoczynku musi wystarczyć.
    Już w Łazach było wesoło kiedy krzaki coraz bardziej zaczynały przypominać ludzi, teraz zaczyna się cyrk. Godzinę po tym jak Magda pojechała do siebie zaczynam się faktycznie bać tego co widzę. W moim kierunku obracają się drzewa, słyszę jakiś głos obok i nie wiem czy przywiał go niesłabnący wiatr czy to ktoś bliżej mówi… Znaki drogowe patrzą na mnie, a gałęzie drzew próbują złapać. Co chwilę coś przemyka obok. Głupi cień na ogrodzeniu wygląda jak starzec z laską który ewidentnie wskazuje tym drągiem na mnie o chyba coś mówi. Nie jest wesoło kiedy 200 metrów przed sobą widzisz drzewo które obraca „głowę” w twoim kierunku. Wiesz że to bujda, że takich rzeczy nie ma. Ale Twój mózg nie. Zimny pot strachu oblewa Ci plecy. Coś mruga z tyłu. Osobówka więc zjeżdżam. Patrzę w lusterko, obracam się do tyłu, droga pusta...W takich oto wesołych okolicznościach mojego mózgu, z niesłabnącym wiatrem jadę ku słońcu. Kiedy świta zaczyna być lepiej. Dużo. Już ciągle po wybrzeżu, w porywach słabnącego wiatru dojeżdżam do Międzyzdrojów. Udaje mi się ogarnąć w WC, kupić trochę jedzenia, posiedzieć na plaży. Zmierzam na dworzec. Pociąg po 14:00… Do Katowic, później na rowerze do domu…

    Staty:
    Km: 1019,99
    Kalorie: 17854
    Czas netto: 39:13:43
    Czas brutto: 48:56:34
    Temp min: 6 stopni, max 30 stopni

    Życiówka

    #rowerowyrownik #rower #szosa #100km #200km #300km #400km #500km #600km #700km #800km #900km #1000km
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 123-down.jpg

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika gregoor3

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (3)