•  

    Jestem w związku od kilku miesięcy. Moja dziewczyna miala przede mną jednego chłopaka - naszego wspólnego znajomego.

    Ogólnie świetnie nam ze sobą. Seks udany, ale troche mnie załamała jedna rzecz. Dziewczyna twierdzi, że mam wielkiego penisa. W ogóle bez porównania do jej ex. Nie powiem. Duma mnie rozpierala przez długi czas.

    Ostatnio znalazłem przypadkiem na jej komputerze folder ze zdjęciami. Były na nich roznegliżowane zdjęcia tego naszego znajomego - wysyłał jej, gdy byli jeszcze razem. Rozumiem, nie mam z tym problemu. Trochę mnie jednak zszokowało, że koleś ma... duzo grubszego i większego penisa od mojego.... Naprawdę ogromna różnica... Nie wiem co o tym myślec... pokaż całość

    +: Episjer
  •  

    #przegryw #wychodzimyzprzegrywu

    Przeklejam mój komentarz z już mało aktywnego wpisu. Może da komuś do myślenia.

    @Blackpill_RAW szerzy ideologię nierobienia niczego, bo i tak nie mamy na nic wpływu. Ja mam fajne życie i spotykam się jednak z ludźmi, więc zdaje sobie sprawę, że to wszystko przejaskrawione brednie. Jednak jeżeli ktoś jest w zamkniety w sobie i w swojej piwnicy, to może to wszystko zacząć brać na poważnie, nawet podświadomie. Jakie mogłoby być lepsze wytłumaczenie na własną nieporadność? Zjebane geny i te materialistki, patrzące tylko na wygląd, p0lki są do tego idealne. Może chronić własne ego i przy okazji przekierować nienawiść na innych. No super po prostu.

    Czy gość sam w to wszystko wierzy czy jednak tylko szerzy te brednie? Nie wiem, ale wolałbym chyba, żeby w to wierzył. Bo jeżeli świadomie bawi się w inżyniere społeczna to jest do cna zepsutym człowiekem. Do cna.

    Jak cię to bawi, to pomysł sobie o tych wszystkich normalnych, zagubionych ludziach, którzy autentycznie potrzebują pomocy, ale są ignorowani albo wyśmiewani. Wszelkie ich starania są kwitowane słowami "bez sensu - za niski i tak jesteś", czy coś w tym stylu. To jest szkodliwe i moderacja powinna jebać banami jak pojebana, ale wiemy dobrze jak jest.

    A co do kompleksów, to pewnie, że je mam. Ale ani nie jestem niski, ani brzydki, ani głupi i znam mnóstwo mądrych, życzliwych kobiet, które są po prostu ludzkie. Teorie tego kretyna do mnie kompletnie nie trafiają, bo wiem że rzeczywistość nie jest tak stereotypowa. Jeżeli jednak ktoś od dzieciaka jest aspołeczny - ze względu na zaburzenia lękowe, które powinien leczyć, a zamiast tego wmawia sobie, ze problemem jest to, że jest za niski - to naprawdę może w to wszystko wierzyć, bo tak naprawdę nigdy nie miał możliwości i chęci, żeby to zweryfikować.

    Gardzę @Blackpill_RAW . Z całego serca życzę mu jak najgorzej, a naprawde nie jestem nienawistnym człowiekiem. Próbuje ściągnąć na dno kogo tylko może, żeby lepiej mu się ostatecznie płakało w samotności, że świadomością, że ktoś inny ma gorzej...

    Edit: Tu macie link do wpisu https://www.wykop.pl/wpis/47365899
    @Blackpill_RAW oczywiście nie mógł znieść krytyki i mój komentarz usunął. Jego odpowiedź jest po prostu żenująca. Zobacz, jakim on jest człowiekiem. Jeszcze ma czelność twierdzić, że pomaga wielu ludziom..
    pokaż całość

  •  

    #fantasy #opowiadanie #literatura

    Wstawiam opowiadanie, które dawno temu napisałem na konkurs Fantastyki. Sukcesu wielkiego nie było, ale w sumie jakąś tam satysfakcję czułem, bo to było moje pierwsze ukończone opowiadanie, w dodatku pisane po bardzo długim okresie stagnacji pisarskiej. Komentarze były różne, ale większość typu "solidny średniak". Czy tak jest w rzeczywistości? Sami oceńcie.

    Wklejam pierwszy rozdział poniżej, w upośledzonym edytorze tekstowym wypoku. Dalszą część oraz pierwszy rozdział poprawnie sformatowany możecie przeczytać O TU

    MY ALBO ONI

    Bóg nie mógł już dłu­żej pa­trzyć na krzyw­dy czy­nio­ne nie­win­ne­mu lu­do­wi. Ze­słał więc na Zie­mię swo­je­go wy­słan­ni­ka, który na­zwa­ny zo­stał Mści­cie­lem.

    Spra­wie­dli­wo­ści stało się za­dość. Źli zo­sta­li uka­ra­ni, a do­brzy na­gro­dze­ni. Stare Im­pe­rium upa­dło, a w jego miej­sce po­wsta­ło Nowe Im­pe­rium. Za­czął się czas do­bro­by­tu i spra­wie­dli­wo­ści.

    ~ Frag­ment "Le­gen­dy o Mści­cie­lu" z kro­nik No­we­go Im­pe­rium


    Roz­dział I

    Mia­sto wy­da­wa­ło się żyć swoim zwy­czaj­nym ży­ciem, ale w nie­wy­tłu­ma­czal­ny spo­sób dało się od­czuć coś nie­co­dzien­ne­go. Jakby nie­wi­docz­na aura ota­cza­ła miesz­kań­ców, wpra­wia­jąc ich mimo woli w po­nu­ry na­strój. Próż­no było na­słu­chi­wać ra­do­snych gło­sów i śmie­chów. Nawet dzie­ci były wy­jąt­ko­wo ciche, tak jakby pod­świa­do­mie coś prze­czu­wa­ły. Oży­wi­ły się je­dy­nie na chwi­lę na widok sa­mot­ne­go jeźdź­ca, su­ną­ce­go po­wo­li na czar­nym koniu wśród tłumu. Jego po­sęp­ny wyraz twa­rzy do­sko­na­le kom­po­no­wał się z na­stro­jem miesz­kań­ców, ale po­staw­na syl­wet­ka przy­cią­ga­ła wzrok prze­chod­niów. Do­ro­śli od­su­wa­li się od niego in­stynk­tow­nie, a dzie­ci wpa­try­wa­ły tylko onie­mia­łe. Jeź­dziec nie roz­glą­dał się nawet, tylko je­chał przed sie­bie, igno­ru­jąc za­cie­ka­wio­ne spoj­rze­nia. Mijał ko­lej­ne ulicz­ki, aż w końcu za­trzy­mał przed za­nie­dba­ną karcz­mą. Zsiadł z konia i wszedł do izby.

    Karcz­ma czasy świet­no­ści miała już za sobą, ale ponad po­ło­wa sto­łów była za­ję­ta. Więk­szość klien­tów z wy­glą­du ra­czej przy­po­mi­na­ła ludzi, któ­rzy nie pa­ra­ją się uczci­wą pracą. Widok nie­zna­jo­mej twa­rzy wzbu­dził za­in­te­re­so­wa­nie sta­łych by­wal­ców. Wśród nich roz­le­gły się szep­ty, a wzrok, mniej lub bar­dziej ukrad­kiem, skie­ro­wa­ny był na nie­zna­jo­me­go męż­czy­znę. Ten nie prze­jął się jed­nak za­in­te­re­so­wa­niem, które wzbu­dził i po­wol­nym kro­kiem pod­szedł do lady, za którą stała mło­dziut­ka, niska dziew­czy­na. Lada od­sła­nia­ła je­dy­nie jej głowę i pełne, jędr­ne pier­si, które dum­nie pre­zen­to­wa­ła swoją bluz­ką z głę­bo­kim de­kol­tem. Dziew­czy­na spoj­rza­ła na męż­czy­znę, a ką­ci­ki jej ust unio­sły się w de­li­kat­nym uśmie­chu.

    – Wró­ci­łeś – stwier­dzi­ła.

    – Nie na długo – od­po­wie­dział męż­czy­zna.

    – Ar­thur… Roz­ma­wia­li­śmy już na ten temat.

    – I po­roz­ma­wia­my jesz­cze raz. O któ­rej za­my­kasz?

    – Za ja­kieś dwie go­dzi­ny. Jak chcesz, to idź na górę. Przy­nio­sę ci tam ja­kieś je­dze­nie.

    – Nie, dzię­ki. Po­cze­kam tutaj. Wolę być w po­bli­żu. Tak na wszel­ki wy­pa­dek. – Kątem oka zer­k­nął na wy­jąt­ko­wo gło­śną grupę pi­ja­nych męż­czyzn przy jed­nym ze sto­łów. – Od kiedy wpusz­czasz uzbro­jo­nych ludzi do karcz­my?

    – Tam sie­dzi syn szefa Furty. No wiesz, Furta to naj­bar­dziej wpły­wo­wa szaj­ka w tym mie­ście – wy­ja­śni­ła. – Wo­la­łam ich wpu­ścić dla świę­te­go spo­ko­ju.

    – Jak uwa­żasz. Do­brze cię znów wi­dzieć, Liso. – Uśmiech­nął się po raz pierw­szy.

    – Cie­bie też, Ar­thu­rze. – Od­wza­jem­ni­ła uśmiech. – Usiądź sobie gdzieś. Zaraz przy­nio­sę ci coś do­bre­go do je­dze­nia.

    Przy­bysz zajął wolne miej­sce przy stole w jed­nym z kątów prze­stron­nej sali. Ko­men­ta­rze i spoj­rze­nia klien­tów sta­wa­ły się coraz bar­dziej na­chal­ne. Jedna z licz­nych grup wpa­try­wa­ła się nie­ustan­nie i zło­wro­go w nie­zna­jo­me­go. Ten po pro­stu zda­wał się ich igno­ro­wać. Roz­siadł się wy­god­nie na ławie przy ścia­nie, by mieć dobry widok na pi­ja­nych klien­tów. Z torby wyjął nad­szarp­nię­tą zębem czasu księ­gę i za­głę­bił się w jej lek­tu­rze. Po chwi­li po­ja­wi­ła się karcz­mar­ka z po­dłuż­ną tacą, na któ­rej w rów­nym rząd­ku uło­żo­ne były pół­mi­ski z pa­ru­ją­cym je­dze­niem.

    – Dzię­ki, Liso.

    – Cała przy­jem­ność po mojej stro­nie – od­po­wie­dzia­ła dziew­czy­na, uśmie­cha­jąc się za­lot­nie.

    Lisa ru­szy­ła z po­wro­tem w stro­nę lady. La­wi­ro­wa­ła zgrab­nie po­mię­dzy ła­wa­mi, gdy w pew­nym mo­men­cie jeden z klien­tów klep­nął ją so­lid­nie w pupę. Dziew­czy­na nie­wie­le my­śląc, wzię­ła ze stołu gli­nia­ny gar­niec i z całej siły roz­bi­ła go na gło­wie "pod­ry­wa­cza". Męż­czy­znę za­mro­czy­ło na chwi­lę, a z jego czasz­ki cien­kim stru­mie­niem po­pły­nę­ła krew. Wstał gwał­tow­nie, chwie­jąc się jesz­cze i pod­pie­ra­jąc jedną ręką o blat stołu.

    – Ty głu­pia kurwo! – ryk­nął wście­kle, ła­piąc dziew­czy­nę za dłu­gie, czar­ne włosy.

    Drugą ręką za­mach­nął się mocno, ce­lu­jąc w od­sło­nię­ty po­li­czek karcz­mar­ki, gdy nie­spo­dzie­wa­nie roz­legł się świst, a rękę agre­so­ra od­rzu­ci­ło do tyłu. Srebr­ny szty­let wbił się mocno w jego dłoń, prze­szy­wa­jąc kość na wylot. Męż­czy­zna wrza­snął z bólu zdez­o­rien­to­wa­ny, mi­mo­wol­nie oswo­ba­dza­jąc z uści­sku dziew­czy­nę. Ta wy­ko­rzy­sta­ła oka­zję, szyb­ko cho­wa­jąc się za ladą. Kom­pa­ni ran­ne­go przy­wód­cy ze­rwa­li się z ław, wy­cią­ga­jąc zza pa­zuch noże. Ro­zej­rze­li się do­oko­ła, szu­ka­jąc wśród klien­tów na­past­ni­ka. W końcu ich wzrok za­trzy­mał się na nie­zna­jo­mym przy­by­szu, który nie­wzru­szo­ny czy­tał księ­gę.

    – Ty plu­ga­wy psie! – krzyk­nął naj­wyż­szy z agre­so­rów. – Roz­pier­do­lę ci czasz­kę!

    Trzech uzbro­jo­nych męż­czyzn ru­szy­ło w stro­nę nie­zna­jo­me­go. Ten nawet na nich nie zer­k­nął, wzrok wciąż miał utkwio­ny w opa­słej księ­dze.

    – Spo­kój! – Do­no­śny głos roz­brzmiał nagle w izbie.

    Zbici z tropu ban­dy­ci od­wró­ci­li się w kie­run­ku źró­dła dźwię­ku. Niski, nie­by­wa­le otyły szlach­cic wpa­try­wał się w nich gniew­nie.

    – Spo­kój albo po­uci­nam wam łby, a wasze dzie­ci uto­pię w rzece, żeby prze­rwać linie wa­szych par­szy­wych rodów.

    Szlach­cic swoją po­stu­rą ra­czej wzbu­dzał śmiech ani­że­li re­spekt, lecz mimo to agre­so­rzy po krót­kiej chwi­li na­my­słu scho­wa­li noże za pa­zu­chy. Rzu­ci­li raz jesz­cze ostat­nie spoj­rze­nie na nie­zna­jo­me­go, po czym opu­ści­li karcz­mę.

    Dziew­ka wyj­rza­ła zza lady i ro­zej­rza­ła się wokół prze­ra­żo­na.

    – Dzię­ku­ję. – Rzu­ci­ła się Ar­thu­ro­wi na szyję. – Tobie rów­nież, Ho­ra­sie – zwró­ci­ła się do gru­ba­sa.

    – Nie ma spra­wy, Liso.

    Gru­bas pod­szedł do stołu za­ję­te­go przez Ar­thu­ra i usiadł cięż­ko na ławie na­prze­ciw­ko męż­czy­zny.

    – Nie­zły rzut – po­wie­dział, świ­dru­jąc go spoj­rze­niem.

    – Skąd myśl, że to ja rzu­ca­łem? – od­po­wie­dział męż­czy­zna, wciąż nie od­ry­wa­jąc wzro­ku od książ­ki.

    – Ehh… – Wes­tchnął Horas. – By­stre­go wzro­ku już w tym wieku może nie mam, ale rozum jesz­cze w miarę pra­cu­je.

    Nie­zna­jo­my pod­niósł wzrok znad księ­gi i spoj­rzał py­ta­ją­co na gru­ba­sa.

    – Ten gość, któ­re­go za­ata­ko­wa­łeś, jest takim lo­kal­nym po­stra­chem miesz­kań­ców. To syn czło­wie­ka, który jest sze­fem Furty, szaj­ki zaj­mu­ją­cej się wy­mu­sze­nia­mi, kra­dzie­ża­mi i in­ny­mi za­ję­cia­mi, któ­rych nor­mal­ny czło­wiek się brzy­dzi. Nikt, spo­śród tutaj obec­nych, po pro­stu nie od­wa­żył­by się go za­ata­ko­wać. – Gru­bas od­wró­cił się w stro­nę lady. – Liso, daj nam tutaj dzba­nek do­bre­go piwa – za­wo­łał gło­śno.

    – Już się robi – od­po­wie­dzia­ła mu we­so­ło dziew­czy­na.

    – Ot, cała ta­jem­ni­ca. – Wes­tchnął Horas. – Mogę się za­ło­żyć, że przed obe­rżą czeka już na cie­bie spora grupa człon­ków Furty, a z każdą chwi­lą bę­dzie ich coraz wię­cej.

    Karcz­mar­ka po­sta­wi­ła na stole wiel­ki dzban piwa i dwa kufle.

    – Na koszt firmy. – Uśmiech­nę­ła się wdzięcz­nie.

    – Lisa, sło­necz­ko, mo­żesz zo­ba­czyć, co się dzie­je za drzwia­mi? – spy­tał gru­bas.

    – Pew­nie.

    Dziew­czy­na wy­szła z karcz­my i wró­ci­ła po chwi­li ze smut­ną miną.

    – Na ze­wnątrz stoi około tu­zi­na uzbro­jo­nych męż­czyzn.

    Gru­bas wes­tchnął cięż­ko, na­le­wa­jąc piwa do kufli.

    – Jak ci na imię? – Spoj­rzał na nie­zna­jo­me­go.

    – Ar­thur.

    – No więc, Ar­thu­rze, krót­ko mó­wiąc, masz prze­je­ba­ne.

    – By­wa­ło go­rzej – mruk­nął męż­czy­zna.

    – Mó­wisz? – Gru­bas upił duży łyk piwa. – To może na­kre­ślę ci twoją sy­tu­ację. Tutaj je­steś bez­piecz­ny. Nie za­ata­ku­ją cię w środ­ku, bo wie­dzą, że oj­ciec tej dziew­czy­ny był moim przy­ja­cie­lem i nie po­zwo­lił­bym na zro­bie­nie jej krzyw­dy.

    – A kim ty wła­ści­wie je­steś, że te opry­chy tak trzę­są por­t­ka­mi na twój widok? – za­py­tał Ar­thur.

    – Po­wiedz­my, że je­stem za­moż­nym czło­wie­kiem, któ­re­go ma­ją­tek po­zwo­lił za­wrzeć dość wpły­wo­we zna­jo­mo­ści.

    Roz­mo­wę prze­rwał im do­no­śny huk. Drzwi wej­ścio­we otwo­rzy­ły się gwał­tow­nie, ude­rza­jąc o drew­nia­ną ścia­nę. W fu­try­nie sta­nął wy­so­ki, ma­syw­ny męż­czy­zna w po­de­szłym już wieku. Miał długą, śnież­no­bia­łą brodę, która kon­tra­sto­wa­ła z kom­plet­nie łysą głową. Ro­zej­rzał się po izbie, ewi­dent­nie kogoś szu­ka­jąc.

    – To Frie­drich, oj­ciec go­ścia, któ­re­go za­ata­ko­wa­łeś – szep­nął szlach­cic.

    Usta star­ca za­ci­snę­ły się mocno, a oczy za­pło­nę­ły gnie­wem, gdy od­na­lazł w końcu wzro­kiem Ar­thu­ra. Ru­szył w jego kie­run­ku, po dro­dze za­bie­ra­jąc krze­sło i przy­su­nął je sobie do stołu, przy któ­rym sie­dzie­li obaj męż­czyź­ni.

    – To twój zna­jo­my, Ho­ra­sie? Kiep­sko do­bie­rasz sobie przy­ja­ciół – rzekł pi­skli­wym gło­sem, kom­plet­nie nie pa­su­ją­cym do jego fa­cja­ty.

    – Do­pie­ro się po­zna­li­śmy – od­po­wie­dział gru­bas. – Wła­śnie wy­ja­śnia­łem mu w jak trud­nej jest sy­tu­acji.

    – Trud­nej? – Za­śmiał się Frie­drich. – Go­ściu, ty już je­steś mar­twy – zwró­cił się do przy­by­sza.

    Ten nawet nie mru­gnął. Wpa­try­wał się obo­jęt­nie w star­ca, jakby za nic mając sobie jego groź­by.

    – Frie­drich… Daj spo­kój – ode­zwa­ła się nagle dziew­czy­na. – Ar­thur sta­nął w mojej obro­nie. Ga­reth był pi­ja­ny. Za­ata­ko­wał mnie…

    – Po tym jak roz­bi­łaś mu kufel na gło­wie. Masz mnie za idio­tę?

    Gru­bas wier­cił się nie­spo­koj­nie na krze­śle, prze­rzu­ca­jąc ner­wo­wo wzrok na roz­mów­ców.

    – Frie­drich, wiesz jaki jest twój syn… Nie po­pu­ści żad­nej ład­nej dziew­ce.

    – Och tak. Do­sko­na­le to wiem. W końcu to moja krew. – Wy­szcze­rzył się sta­rzec. – O ile na roz­bi­cie kufla na gło­wie jesz­cze bym przy­mknął oko, to oka­le­cze­nie mo­je­go syna jest zbyt dużą znie­wa­gą.

    – Frie­drich… – za­czął gru­bas bła­gal­nym tonem.

    – Nie Frie­dri­chuj mi tutaj – uciął sta­rzec. – Oboje po­nie­sie­cie kon­se­kwen­cje – zwró­cił się do dziew­ki i Ar­thu­ra. – Tobie, Liso, daje gwa­ran­cję, że jak wyj­dziesz po do­bro­ci na ze­wnątrz, to za­cho­wasz życie. Nie unik­niesz kary, ale prze­ży­jesz. Ty zaś – spoj­rzał na po­staw­ne­go męż­czy­znę – pod­pi­sa­łeś na sie­bie wyrok. Daję wam pół go­dzi­ny, by­ście wy­szli na ze­wnątrz. W prze­ciw­nym razie z tej karcz­my zo­sta­nie ruina.

    – Na to nie po­zwo­lę! – krzyk­nął Horas, zry­wa­jąc się z ławy.

    – Milcz, głup­cze, i usiądź na dupie – skwi­to­wał jego słowa bro­dacz. – Gówno mi mo­żesz zro­bić. Ty wpły­wasz na ludzi pie­niędz­mi, a ja stra­chem. Że­la­zo dzia­ła sku­tecz­niej niż złoto. Wiem, że…

    Słowa ugrzę­zły w gar­dle Frie­dri­cha, gdy Ar­thur za­ci­snął ma­syw­ną dłoń na jego szyi w że­la­znym uści­sku. Pod­niósł go jedną ręką bez wy­sił­ku, jakby ten był lekki jak piór­ko i ru­szył w kie­run­ku drzwi, cały czas trzy­ma­jąc star­ca w po­wie­trzu. Resz­ta klien­tów pa­trzy­ła onie­mia­ła na tę nie­co­dzien­ną sy­tu­ację. Po chwi­li kon­ster­na­cji wy­bie­gli na ze­wnątrz, by ob­ser­wo­wać dal­szy roz­wój wy­da­rzeń.

    Przed karcz­mą w pół­ko­lu usta­wio­nych było kil­ku­na­stu męż­czyzn, ubra­nych w jed­na­ko­we stro­je – brą­zo­we, skó­rza­ne kurt­ki z wy­szy­tą li­te­rą “F” na wy­so­ko­ści serca. Pra­wie wszy­scy dzier­ży­li w dło­niach dłu­gie mie­cze, z wy­jąt­kiem dwóch naj­ma­syw­niej­szych zbi­rów uzbro­jo­nych w po­tęż­ne, sze­ro­kie to­po­ry. Na samym środ­ku pół­ko­la stał syn Frie­dri­cha, któ­re­go głowa oraz dłoń owi­nię­ta była ban­da­żem.

    – Co, do kurwy?! – ryk­nął, wi­dząc swo­je­go ojca w po­wie­trzu.

    Ledwo wy­po­wie­dział ostat­nie słowo, gdy po­wie­trze prze­szył za­bój­czy świst. Na uła­mek se­kun­dy w świe­tle słoń­ca za­lśnił srebr­ny szty­let, po czym bez naj­mniej­szych opo­rów wbił się w krtań Ga­re­tha, prze­szy­wa­jąc ją na wylot. Męż­czy­zna za­char­czał gło­śno, a z ust try­snę­ła mu stru­ga ciem­nej krwi. Zła­pał się za gar­dło, roz­pacz­li­wie pró­bu­jąc za­ta­mo­wać krwo­tok. Jego twarz z każdą se­kun­dą ro­bi­ła się coraz bled­sza, aż w końcu męż­czy­zna za­chwiał się na no­gach. Pró­bo­wał jesz­cze ostat­kiem sił utrzy­mać rów­no­wa­gę, lecz po chwi­li runął cięż­ko na zie­mię.

    Ar­thur nie cze­kał na roz­wój wy­da­rzeń, tylko za­mach­nął się ręką, w któ­rej trzy­mał star­ca i roz­bił jego czasz­kę na ścia­nie obe­rży. Ude­rze­nie było tak po­tęż­ne, że głowa Frie­dri­cha za­mie­ni­ła się w bez­kształt­ną mia­zgę i pękła na drob­ne czę­ści. Wszy­scy męż­czyź­ni pa­trzy­li onie­mia­li na tę bru­tal­ną scenę, a wśród ko­biet roz­legł się jęk obrzy­dze­nia.

    Ar­thur rzu­cił tru­chło star­ca pod nogi zbi­rów.

    – Wy­pier­da­lać – mruk­nął i wszedł, jak gdyby nigdy nic, z po­wro­tem do środ­ka karcz­my.

    Wśród ban­dy­tów za­pa­dła głu­cha cisza. Pa­trzy­li na zma­sa­kro­wa­ne ciała swo­ich przy­wód­ców, kom­plet­nie nie wie­dząc co dalej czy­nić. W końcu jeden z nich otrzą­snął się z szoku. Po­wol­nym kro­kiem pod­szedł do ciała Frie­dri­cha i na­chy­lił się nad nim, wy­cią­ga­jąc zza jego pasa pę­ka­ty mie­szek.

    – Chło­pa­ki, idzie­my na kurwy! – za­wo­łał trium­fal­nie, wy­szcze­rza­jąc nie­licz­ne, po­zo­sta­łe zęby w lu­bież­nym uśmie­chu.

    – Szko­da sre­bra. Mam lep­szy po­mysł. – Jeden z ban­dy­tów uśmiech­nął się ta­jem­ni­czo, po czym cała grupa ru­szy­ła w nie­zna­nym kie­run­ku.

    Wszy­scy klien­ci wró­ci­li z po­wro­tem do karcz­my. Zaj­mo­wa­li miej­sca jak naj­da­lej od nie­zna­jo­me­go, pa­trząc na niego z prze­ra­że­niem.

    – Pa­no­wie, przejdź­cie do pry­wat­ne­go stołu – ode­zwa­ła się karcz­mar­ka, wska­zu­jąc pal­cem na od­osob­nio­ne po­miesz­cze­nie. – Za chwi­lę do was do­łą­czę, tylko przy­go­tu­ję ci pokój – zwró­ci­ła się do Ar­thu­ra.

    – Nie trze­ba. Nie pla­no­wa­łem zo­sta­wać tutaj na noc.

    – Zo­sta­jesz. Bez dys­ku­sji – ucię­ła i po­szła na pię­tro, nie cze­ka­jąc na od­po­wiedź.

    Ar­thur wes­tchnął tylko i po­szedł po­słusz­nie za Ho­ra­sem. Po­miesz­cze­nie, w któ­rym się zna­leź­li było nie­wiel­kie, ale przy­tul­ne. Po­środ­ku stał je­dy­nie mały sto­lik, do­oko­ła któ­re­go roz­sta­wio­ne były wy­god­ne, głę­bo­kie fo­te­le. Gru­bas usiadł cięż­ko na jed­nym z nich, aż wzdy­cha­jąc z za­do­wo­le­nia. To­wa­rzysz szyb­ko po­szedł jego śla­dem.

    – W życiu bym na to nie wpadł – ode­zwał się szlach­cic.

    Ar­thur spoj­rzał na niego bez zro­zu­mie­nia.

    – Mam na myśli to, by zabić tylko Frie­dri­cha i jego syna.

    – Ach tak… Chcia­łem unik­nąć zbyt­nie­go roz­le­wu krwi. – Wzru­szył ra­mio­na­mi.

    – Chło­pie, co ty ga­dasz? – obu­rzył się gru­bas. – Tam był z tuzin uzbro­jo­nych po zęby ban­dy­tów. To było je­dy­ne roz­wią­za­nie, żebyś uszedł z ży­ciem.

    – Czy ja wiem? Mo­głem po pro­stu zabić ich wszyst­kich. Zresz­tą czuję, że nie­dłu­go będę ża­ło­wał, że tego nie zro­bi­łem. Za­wsze się tak koń­czy – za­du­mał się nie­zna­jo­my.

    Horas pa­trzył na niego jak na wa­ria­ta. Nie mie­ści­ło mu się w gło­wie, że ten czło­wiek z takim spo­ko­jem i pew­no­ścią w gło­sie mówił o po­ko­na­niu tu­zi­na wo­jow­ni­ków.

    – Skąd ty w ogóle po­cho­dzisz? – Po­sta­no­wił zmie­nić temat.

    – Stąd.

    – Jak to stąd? Pierw­szy raz cię widzę na oczy, a miesz­kam tu od pra­wie trzy­dzie­stu lat.

    Męż­czy­zna wzru­szył tylko ra­mio­na­mi.

    – Ar­thur to mój stary przy­ja­ciel. – Lisa we­szła do po­miesz­cze­nia, w rę­kach trzy­ma­jąc dzban piwa. – Nie pytaj go o nic, bo i tak nie bę­dzie miało to dla cie­bie sensu. Ar­thur to mój naj­dziw­niej­szy przy­ja­ciel. – Uśmiech­nę­ła się i po­ca­ło­wa­ła go w po­li­czek.

    Ten spoj­rzał na nią, a jego oczy po raz pierw­szy na­bra­ły bla­sku. Uśmiech­nął się do niej de­li­kat­nie do­słow­nie na uła­mek se­kun­dy, by znowu po­wró­cić do obo­jęt­ne­go wy­ra­zu twa­rzy.

    – Greta za­stą­pi­ła mnie za ladą, więc mo­że­my w spo­ko­ju po­roz­ma­wiać – po­wie­dzia­ła Lisa, sia­da­jąc na jed­nym z fo­te­li. – Do­szły mnie słu­chy, że Im­pe­rium szy­ku­je się do wiel­kiej ofen­sy­wy. – Spoj­rza­ła zna­czą­co na Ar­thu­ra.

    – Taaak… Z tego, co mi wia­do­mo to kwe­stia paru dni. Wro­gie woj­ska są już roz­sta­wio­ne przy gra­ni­cy.

    – Co?! – In­for­ma­cja wstrzą­snę­ła Ho­ra­sem. – Nad­cho­dzi zima. Nikt o zdro­wych zmy­słach nie prze­pro­wa­dzał­by in­wa­zji przy tak ni­skich tem­pe­ra­tu­rach pa­nu­ją­cych w Me­ra­vii. Prze­cież to sa­mo­bój­stwo.

    – Nie da się jakoś temu za­po­biec? – wtrą­ci­ła się dziew­czy­na.

    – Nie. Wojny były i będą – krót­ko skwi­to­wał Ar­thur.

    Jego obo­jęt­ność roz­wście­czy­ła Lisę. Jej, jak dotąd, spo­koj­na twarz nagle przy­bra­ła gniew­ny wyraz. Ze­rwa­ła się z fo­te­la i trza­snę­ła go otwar­tą dło­nią w twarz.

    – Wojny były i będą?! – wrza­snę­ła. – Zwy­kli lu­dzie dla cie­bie nic nie zna­czą?! Ja dla cie­bie nic nie zna­czę?!

    – My­ślisz, że po co tutaj przy­by­łem? – Spoj­rzał na dziew­czy­nę po­nu­rym wzro­kiem.

    Karcz­mar­ka pa­trzy­ła na niego dłuż­szą chwi­lę. W końcu usia­dła, a na jej twa­rzy po­ja­wi­ły się ru­mień­ce.

    – Ni­g­dzie się stąd nie ru­szam – fuk­nę­ła. – Tu jest mój dom.

    – Lisa… – po­wie­dział po­iry­to­wa­nym tonem.

    – Nie. Je­że­li chcesz mnie ura­to­wać, to mu­sisz zna­leźć inne roz­wią­za­nie. Może jedno z tych, które przed chwi­lą nam za­pre­zen­to­wa­łeś przed karcz­mą?

    W oczach Ar­thu­ra po­ja­wi­ły się iskier­ki zło­ści, ale za­cho­wał swoje myśli dla sie­bie. Do­brze wie­dział, że Lisa jest wy­jąt­ko­wo upar­tą osobą, a dal­sza dys­ku­sja je­dy­nie po­gor­szy­ła­by sy­tu­ację. Pa­trzy­li na sie­bie gniew­nym wzro­kiem w mil­cze­niu.

    Zdez­o­rien­to­wa­ny Horas chrząk­nął zna­czą­co.

    – Nie chcę wam prze­szka­dzać, ale bę­dzie­cie ła­skaw mi wy­ja­śnić o co wam w ogóle cho­dzi?

    – O nic – od­po­wie­dzie­li mu jed­no­cze­śnie.

    Gru­bas prze­wró­cił tylko ocza­mi.

    – No do­brze… Ar­thu­rze, widzę, że je­steś dość do­brze po­in­for­mo­wa­ny o po­su­nię­ciach na fron­cie. Mogę za­py­tać skąd ta pew­ność, że ofen­sy­wa to kwe­stia paru dni?

    – Nie­daw­no wró­ci­łem zza im­pe­rial­nej gra­ni­cy. Wi­dzia­łem to wszyst­ko na wła­sne oczy. Ce­sarz Cel­tion nie pró­bu­je już nawet ukryć swo­ich za­mia­rów. Ze wszyst­kich stron zmie­rza­ją woj­ska w kie­run­ku na­szych ziem.

    – Toć gra­ni­ce są prze­cież za­mknię­te – żach­nął się Horas. – Łowcy głów wy­ła­pu­ją każ­de­go, kto kręci się w po­bli­żu. Nie wiem, co potem z nim robią, bo nikt nie jest na tyle głupi, żeby za­pusz­czać się na wro­gie zie­mie. Jakim niby cudem udało ci się tam prze­do­stać i jesz­cze w do­dat­ku tutaj wró­cić?

    – Mam swoje spo­so­by, by po­zo­stać nie­zau­wa­żo­nym.

    – Ta­jem­ni­czy z cie­bie facet… – Wes­tchnął gło­śno. – Skoro je­steś tak do­brze po­in­for­mo­wa­ny, to jak oce­niasz nasze szan­se w tym kon­flik­cie?

    – Wy­rżną was w mgnie­niu oka.

    – Nie­moż­li­we – obu­rzył się Horas, krę­cąc nie­do­wie­rza­ją­co głową. – Fak­tycz­nie nasze siły są mniej­sze, ale nie znowu aż tak dra­stycz­nie. Toć Me­ra­via sły­nie z for­tec, któ­rych jesz­cze ni­ko­mu nie udało się zdo­być. Nawet je­że­li Im­pe­rium mia­ło­by się to udać, to zaj­mie im to dłu­gie lata.

    – Me­ra­via jest bez szans. Im­pe­rium ma wy­bit­nych do­wód­ców i dużo więk­sze środ­ki fi­nan­so­we. Tech­no­lo­gicz­nie wy­prze­dza­ją was o de­ka­dę. Wi­dzia­łem ich ma­szy­ny ob­lęż­ni­cze. Wasze for­te­ce roz­pad­ną się ni­czym domki z kart pod zma­so­wa­nym ostrza­łem ka­ta­pult. Im­pe­rium bę­dzie po­su­wać się sys­te­ma­tycz­nie na­przód, aż doj­dzie do sto­li­cy. Wtedy cała Me­ra­via upad­nie, a lud­ność bę­dzie mu­sia­ła pod­po­rząd­ko­wać się no­we­mu wład­cy.

    Horas sie­dział w mil­cze­niu. W gło­wie ko­ła­ta­ły mu się różne myśli. Sta­rał się prze­two­rzyć w gło­wie to, co przed chwi­lą usły­szał.

    – I co teraz? Co my mamy wła­ści­wie robić? – ode­zwał się w końcu.

    Ar­thur od­wró­cił głowę w stro­nę Lisy. Dziew­czy­na przy­gry­za­ła ner­wo­wo wargę, przy­słu­chu­jąc się roz­mo­wie.

    – Ucie­kać. Jak naj­da­lej na wschód. Za sto­li­cę. Tam bę­dzie­cie mieli naj­więk­sze szan­se na prze­trwa­nie.

    – To ja­kieś sza­leń­stwo. Prze­cież wszy­scy pro­wa­dzi­my tu nor­mal­ne życie. To nie może się tak po pro­stu skoń­czyć z dnia na dzień.

    Ar­thur pod­niósł kufel z piwem i wypił za­war­tość do sa­me­go dna.

    – Wszyst­ko się kie­dyś koń­czy.

    XXX

    Nie­gdyś wiecz­nie żywe mia­sto, pełne al­ko­ho­lo­wych zabaw do bia­łe­go rana, teraz było wy­mar­łe. Ar­thur spo­glą­dał przez okno, ob­ser­wu­jąc nie­licz­nych straż­ni­ków miej­skich pa­tro­lu­ją­cych ulice spo­wi­te mro­kiem, oświe­tlo­ne je­dy­nie bla­dym świa­tłem la­tar­ni. Po raz pierw­szy od setek lat widmo wojny za­bu­rzy­ło funk­cjo­no­wa­nie mia­sta. Nie­daw­no jesz­cze wie­czo­ra­mi na uli­cach pa­no­wał gwar oraz dźwięk gło­śnych, pi­jac­kich roz­mów.

    Nagle z kon­ster­na­cji wy­rwa­ło go ciche pu­ka­nie do drzwi. Po chwi­li do po­ko­ju we­szła Lisa. Zo­ba­czy­ła w pół­mro­ku Ar­thu­ra, po­de­szła do niego i ob­ję­ła czule od tyłu, przy­ci­ska­jąc po­li­czek do jego sze­ro­kich ple­ców. Wpa­try­wa­li się razem dłuż­szą chwi­lę w opu­sto­sza­łe ulice mia­sta. W gło­wie dziew­czy­ny wciąż była tylko jedna myśl. Roz­my­śla­ła o sło­wach Ar­thu­ra i jego pro­po­zy­cji.

    – Ar­thur – za­czę­ła bła­gal­nym tonem – tylko ty mo­żesz nas ura­to­wać. Prze­myśl to jesz­cze, pro­szę.

    – Mó­wi­łem ci, jak to się za­wsze koń­czy. Bę­dzie tak samo albo jesz­cze go­rzej. Mu­si­my stąd ucie­kać. To je­dy­ne dobre roz­wią­za­nie.

    – Może tym razem bę­dzie ina­czej. Nawet ty nie po­tra­fisz prze­wi­dy­wać przy­szło­ści. Do­brze wiem, że po­tra­fisz zmie­nić bieg hi­sto­rii, jeśli tylko chcesz.

    – Nie, Liso. Biegu hi­sto­rii nie da się zmie­nić. Je­dy­ne, co je­stem w sta­nie zro­bić, to zmie­nić pion­ki na sza­chow­ni­cy.

    – Cza­sem to wy­star­czy, żeby ura­to­wać setki ty­się­cy nie­win­nych ludzi. Kiedy była twoja ostat­nia in­ter­wen­cja?

    – Ponad sto lat temu pod­czas Wiel­kiej Wojny za cza­sów króla Ra­do­mi­ra. Strasz­ny był z niego skur­wy­syn.

    – Za­bi­łeś go?

    – Tak. Jego i na wszel­ki wy­pa­dek wszyst­kich jego po­tom­nych.

    – Co było dalej? – Hi­sto­ria za­cie­ka­wi­ła dziew­czy­nę.

    – W kraju wy­bu­chła wojna do­mo­wa. Każdy wpły­wo­wy czło­wiek chciał uszczk­nąć dla sie­bie jak naj­wię­cej, być w obo­zie zwy­cięz­ców. Osta­tecz­nie wła­dzę objął jeden z ge­ne­ra­łów. Taki sam skur­wy­syn jak i król, może nawet więk­szy. Jego pierw­szym roz­ka­zem było wy­rżnię­cie po­ten­cjal­nych spi­skow­ców i ca­łych ich ro­dzin. Wła­ści­wie to wy­czy­ścił całe elity po­li­tycz­ne.

    – Mó­wisz o ce­sa­rzu Kha­lo­sie?

    – Tak. O dziad­ku obec­ne­go wład­cy Im­pe­rium.

    – Nie mo­głeś zabić i jego? – do­cie­ka­ła dziew­czy­na.

    Męż­czy­zna spoj­rzał na nią. Na jego twa­rzy widać było po­iry­to­wa­nie.

    – Lisa… To by nic nie zmie­ni­ło. Na jego miej­sce po­ja­wił­by się inny mor­der­ca. Zro­zum, że do wła­dzy do­cho­dzą pra­wie nie­mal wy­łącz­nie psy­cho­pa­ci. Dla nich ludz­kie życie nic nie zna­czy. Je­ste­śmy w ich oczach jak bydło. Stado, które można za­pro­wa­dzić na rzeź, gdy bę­dzie taka po­trze­ba.

    Dziew­czy­na usia­dła na łóżku, opie­ra­jąc się ple­ca­mi o ścia­nę. Wal­czy­ła z my­śla­mi dłuż­szą chwi­lę, z tru­dem po­wstrzy­mu­jąc łzy.

    – Nie mogę stąd uciec. Tu jest moje życie. Tutaj miało być nasze życie.

    – To już nie­moż­li­we – po­wie­dział smut­no.

    – Ar­thur… Jest coś, o czym po­win­nam po­wie­dzieć ci już dawno. – Za­wie­si­ła na chwi­lę głos, ocie­ra­jąc łzę z po­licz­ka. – Je­stem w ciąży.

    – Co?! To nie­moż­li­we! – Męż­czy­zna pierw­szy raz od bar­dzo dawna po­czuł strach.

    – Dla­cze­go? O czym ty mó­wisz?

    – Lisa… Żyję już na tym świe­cie pra­wie ty­siąc lat. Gdy­bym mógł mieć dzie­ci, to już dawno był­bym ojcem.

    – Co chcesz przez to po­wie­dzieć?! – Twarz ko­bie­ty po­czer­wie­nia­ła ze zło­ści. – Jak śmiesz za­rzu­cać mi nie­wier­ność?

    Ar­thur cho­dził po po­ko­ju roz­trzę­sio­ny. W jego gło­wie było ty­sią­ce myśli. W ciągu kil­ku­set lat spał z wie­lo­ma ko­bie­ta­mi, ale żadna z nich nigdy nie za­szła w ciążę. Ow­szem, od po­cząt­ku czuł, że w Lisie jest coś wy­jąt­ko­we­go, ale nigdy nie spo­dzie­wał się, że zo­sta­nie matką jego dziec­ka.

    W końcu usiadł na łóżku, pa­trząc ko­chan­ce głę­bo­ko w oczy.

    – Prze­pra­szam – po­wie­dział skru­szo­nym gło­sem – to dla mnie szok. Je­steś tego pewna?

    – Tak. Je­stem pewna.

    Męż­czy­zna po­ło­żył dłoń na brzu­chu ko­bie­ty. W gło­wie ko­ła­ta­ły mu się różne myśli. W końcu zde­cy­do­wał, co jest dla niego naj­waż­niej­sze.

    – Ostat­ni raz, Lisa. Dla cie­bie i na­sze­go dziec­ka. Ostat­ni raz.

    Wy­po­wie­dział te słowa i w tej samej chwi­li po pro­stu znik­nął.

    Lisa wpa­try­wa­ła się w miej­sce, w któ­rym przed chwi­lą był jesz­cze Ar­thur. Jego znik­nię­cia już jej nie szo­ko­wa­ły. Robił to przy niej dzie­siąt­ki razy. Wie­dzia­ła od dawna, że nie jest zwy­kłym czło­wie­kiem. Jego ludz­ka po­stać stwa­rza­ła je­dy­nie po­zo­ry. Lu­dzie nie żyją setki lat. Lu­dzie tak po pro­stu nie zni­ka­ją. Lu­dzie nie są tak nad­na­tu­ral­nie szyb­cy i silni. Ar­thur nie był czło­wie­kiem, ale mimo to go ko­cha­ła. Myśl o tym, że uro­dzi jego dziec­ko na­pa­wa­ła ją prze­ra­że­niem. Nie wie­dzia­ła, czego się spo­dzie­wać. Je­że­li dziec­ko bę­dzie takie jak on, to poród może ją zabić.

    Nagle do­strze­gła le­żą­cą na sto­li­ku księ­gę. Ar­thur nigdy się z nią nie roz­sta­wał. Tym razem jed­nak po­stą­pił ina­czej. Za­po­mniał jej? Zro­bił to ce­lo­wo? Lisa nie mogła się oprzeć po­ku­sie. Się­gnę­ła po opa­słą księ­gę i otwo­rzy­ła ją na pierw­szej stro­nie. Jej oczom uka­zał się wiel­ki tytuł "Pa­mięt­nik Mści­cie­la", a pod nim do­pi­sek: Bene facit, qui ex alio­rum er­ro­ri­bus sibi exem­plum sumit.*

    Prze­wró­ci­ła kilka stron. W gór­nym rogu za­uwa­ży­ła datę "19.06.328r.".

    "To ponad trzy ty­sią­ce lat temu. Ar­thu­ra wtedy nie było jesz­cze na tym świe­cie. To pew­nie pa­mięt­nik jego ojca." – po­my­śla­ła.

    Lisa za­pa­li­ła jesz­cze jedną świecz­kę i za­głę­bi­ła się w lek­tu­rze.

    Świat był po­grą­żo­ny w cha­osie. Świat za­wsze jest po­grą­żo­ny w cha­osie. Hi­sto­ria czło­wie­ka to hi­sto­ria nie­ustan­nych wojen. Ludz­kość od dawna jest stra­co­na. Kwe­stią czasu po­zo­sta­je je­dy­nie, jak szyb­ko się uni­ce­stwi­my. Każdy wy­na­la­zek, każda idea, która mo­gła­by się przy­słu­żyć czło­wie­ko­wi, prę­dzej czy póź­niej, zo­sta­je użyta do sa­mo­za­gła­dy.

    Już dawno prze­sta­łem wal­czyć o nowy, lep­szy świat. Każdy nowy świat wcale nie oka­zy­wał się lep­szy. Walka była bez sensu. Cza­sem sobie myślę, że nawet Syzyf był w lep­szej sy­tu­acji, bo jego wy­si­łek za­wsze koń­czył się tym samym re­zul­ta­tem. Mój wy­si­łek na­to­miast za­wsze je­dy­nie po­gar­szał sy­tu­ację.

    Przy­sze­dłem na ten świat setki lat temu i mia­łem wpływ na więk­szość klu­czo­wych wy­da­rzeń w ludz­kiej hi­sto­rii. Przy­naj­mniej tak się przez te wszyst­kie lata łu­dzi­łem. Teraz widzę, że moje in­ge­ren­cje były je­dy­nie stra­tą czasu. Hi­sto­ria ludz­ko­ści zo­sta­ła już dawno na­pi­sa­na i nikt nie jest w sta­nie tego zmie­nić.

    Każdy za­mor­do­wa­ny prze­ze mnie wład­ca był za­stę­po­wa­ny przez rów­nie po­zba­wio­ne­go skru­pu­łów na­stęp­cę. Po­ja­wia­li się też mą­drzy kró­lo­wie, ale po do­brej ka­den­cji za­wsze na­stę­po­wał po­wrót do sta­re­go po­rząd­ku.

    Od dawna już prze­sta­ło mi za­le­żeć. Skoń­czył się czas, gdy bu­dzi­łem grozę wśród moż­nych tego świa­ta. Zo­sta­łem je­dy­nie le­gen­dą, którą z upły­wem czasu coraz mniej ludzi trak­tu­je po­waż­nie.
    pokaż całość

  •  

    #motoryzacja #samochody

    Mirki, jaki samochód do 10k(pb); 13k(pb+LPG)?

    Silnik tylko benzyna. Wyłącznie takie, które dobrze współpracują z gazem. To mój priorytet. Koniecznie 5-drzwiowy (wyłączając SUVy) Mieszkam na wsi i w samochodzie spędzam pół życia - nie potrzebuje pojemnego silnika. Stawiam bezawaryjność, koszty utrzymania i jazdy ponad moc. Min. to 1.8, max załóżmy 2.5.
    Interesuje mnie wyłącznie manual.

    Nie ufam handlarzom i komisom. Bez wyjątków. Samochód wyłącznie z rąk prywatnych, najlepiej z polskiego salonu.

    Aktualnie jeżdżę Audi A4 B5 95r (1.8 +LPG) - rezygnuje ze względu na wiek (nie opłaca mi się w niego inwestowac juz) i aluminiowy wielowachacz.

    Pod uwagę póki co biorę:
    1. Vectra C 1.8
    2. Mondeo MK3 1.8/2.0 (mam wątpliwości czy współpracuje dobrze z gazem)
    3. Avensis 1.8 (j.w)
    4. Accord (j.w)
    pokaż całość

  •  

    #motoryzacja
    Co myślicie o Seat Toledo II 1.6? Jak u niego z awaryjnoscia, kosztami utrzymania? Mocno bedzie zamulony z takim silnikiem? Docelowo chciałbym mu założyć LPG.

  •  

    #opony
    #motoryzacja

    Orientuje się ktoś czy można założyć do osobówki opony z oznaczeniem C?

  •  

    #pc #windows10 #komputery

    Zamawiał ktoś z was klucz do win10 z tej strony: https://www.swisssoftware24.pl/ ? Legitna? Klucze są podejrzanie tanie.

  •  

    #telefony #android #smartfon

    Poszukuję nowego lub (w niemal idealnym stanie) używanego telefonu do 1000 zł. Jeżeli naprawdę sytuacja będzie tego wymagała, to jestem skłonny jeszcze dołożyć maksymalnie 300 zł.

    Żeby nie było zbyt łatwo, mam jeden wymóg, który eliminuje znaczną część popularnych telefonów - kompaktowość. Aktualnie posiadam Xiaomi Redmi 5a i w takich mniej więcej wymiarach oczekuję kolejnego smartfona. Może być większy, ale naprawdę minimalnie. Trzymałem w dłoni Redmi Note 7 i jest zdecydowanie za szeroki.

    Wydajność i wygodę użytkowania stawiam ponad jakość aparatu (wystarczy, że będzie robił przyzwoite zdjęcia). Bateria wystarczy na tyle przyzwoita, żeby wytrzymała 1 dzień intensywnego użytkowania. NFC, czytnik linii papilarnych czy minijack są mi zupełnie obojętne.

    Do tej pory pod uwagę brałem:
    1. Xiaomi Mi A2 Lite
    2. Xiaomi Mi A3 (byłby ideolo, gdyby nie ta niska rozdzielczość...)
    3. Huawei P20 (do tej pory faworyt)
    4. Samsung Galaxy A40 (ma wszystko, co trzeba, ale obawiam się, że wydajność mnie nie zadowoli)
    5. Motorola One Vision (ogromny plus za Android One i całokształt, ale mam obawy, co do ponadstandardowej długości ekranu. Musiałbym go najpierw sprawdzić, jak mi leży w dłoni)
    6. Xiaomi Mi 9 SE (świetny, ale jednak trochę drogi... - wysyłka z Chin odpada, ważna jest dla mnie też gwarancja na terenie Polski)

    Proszę o jakieś dodatkowe propozycje i ewentualne komentarze, co do wymienionych smartfonów. Od kilku dni już wertuję recenzje, fora i muszę przyznać, że żaden model mnie chyba w pełni nie satysfakcjonuje. Nie przeskoczę granicy 1300 zł. Ostatecznie mógłbym odczekać aż ceny droższych (satysfakcjonujących mnie) smartfonów spadną poniżej tego progu.
    pokaż całość

  •  

    #epapierosy #epapieros

    Jakiego epeta do 200 zł polecacie? Do tej pory korzystałem z isticka 20w, z którego nie jestem zbytnio zadowolony. Pożyczyłem od kumpla na parę dni Smoka Priv V8 i bardzo mi się spodobał, więc raczej chciałbym coś w tym stylu. Budżet mogę zwiększyc, jeżeli będzie taka konieczność.

  •  

    #polska #gownowpis #zycienawsi #tworczoscwlasna #narkotykizawszespoko i tym razem trochę #heheszki
    Pod autorskim tagiem #pokolenietuiteraz publikuję wpisy o życiu młodego pokolenia (i nie tylko) w małych, odciętych od cywilizacji wsiach. Temat niszowy i dla większości osób niedostrzegalny. Pierwszy wpis serii można znaleźć tutaj Zapraszam również na mojego bloga: https://pokolenie-tuiteraz.blogspot.com/

    JEŻELI MYŚLI BYŁYBY SAMOCHODAMI, TO W TEJ GŁOWIE NIE OBOWIĄZYWAŁBY KODEKS DROGOWY - CZYLI BOLO W PIGUŁCE

    Są ludzie, których upadek na dno wzbudza we mnie jedynie obojętność, bo takich ich poznałem - nieuchronnie zbliżających się do spotkania z mulistym gruntem, z którego nie jest tak łatwo się wydostać. Są tacy, których autentycznie mi szkoda, bo jeszcze niedawno byli normalnymi, porządnymi dzieciakami. Są też i tacy, których spisałem na straty, a mimo wszystko pozytywnie mnie zaskoczyli. No i co najważniejsze, poznałem też przyjaciół - ludzi ogarniętych, którym udało odbić się od dna. Cierpienie uszlachetnia, a gdy ludzie doświadczyli w przeszłości podobnej drogi przez mękę i wyciągnęli takie same wnioski, to wzajemne zrozumienie i tę niewytłumaczalną nić porozumienia da się odczuć już od samego początku. Wystarczy samo spojrzenie sobie w oczy, by wiedzieć, że ktoś patrzy na świat tak samo jak ty, że ma tę samą perspektywę życia.

    Wróćmy jednak do tych, wymienionych na początku, ludzi zupełnie mi obojętnych. Podzieliłem ich sobie na dwie kategorie: tych, których nawet lubię oraz tych, których nie trawię. Ci pierwsi to z reguły głupkowaci i raczej nieszkodliwi goście. Rozmowa z nimi bardziej przypomina gawędzenie z małym dzieckiem i na dłuższą metę staje się męcząca, ale mimo wszystko są nieskończoną kopalnią beki. W tym wpisie skupię się na sztandarowym przykładzie osobnika kategorii pierwszej.

    Jest taki jeden byczek, na pierwszy rzut oka pozornie wyglądający na groźnego. Cały czar pryska, gdy się odezwie i zdajesz sobie sprawę, że masz do czynienia z wyjątkowo wyrośniętym bobasem. Ten oto osobnik - nazwijmy go dla niepoznaki Bolo - jakiś czas temu pojechał sobie motorem do sklepu po picie i fajki. W drodze powrotnej akurat tak się złożyło, że na zakręcie wyślizgnęła mu się Pepsi z rąk. Co zrobił nasz geniusz? Pierwotny, nie do opanowania instynkt, kazał mu za wszelką cenę ratować drogocenny napój. O dziwo się udało, ale skutkiem ubocznym akcji ratunkowej było to, że się wyjebał na asfalt, a w konsekwencji cały pozdzierał i dość poważnie zniszczył dopiero co kupiony motor. W sumie niewielka strata, bo tydzień później zatarł silnik - jakoś tak się złożyło, że zapomniał wlać oleju. W sumie to ani razu tam oleju nie uzupełnił, więc niekoniecznie zapomniał, tylko może w ogóle nie wiedział, że trzeba go wlewać. Albo przypuszczalnie nie miał kasy na olej. Nie mam zielonego pojęcia, jak krętymi ścieżkami poruszają się myśli takiego Bolo, a nauczony doświadczeniem przestałem go o takie rzeczy pytać, bo pewnie dostałbym tak abstrakcyjną odpowiedź, że przez resztę dnia zastanawiałbym się, co autor miał na myśli.

    Bolo ogólnie na co dzień jest porządnym chłopakiem, ale raz na jakiś czas włącza mu się gangsterka. Ot, przykładowo wziął trochę więcej tematu i sprzedawał go dzieciakom. Wiedział, że ja i moi przyjaciele tego nie pochwalamy, więc próbował to przed nami ukrywać. O ile z reguły chłopaka oszczędzamy, bo jest zbyt łatwym celem do kpin, to trzeba było go trochę naprostować. Zaczęliśmy temat lekko wkurwieni, a skończyliśmy leżąc na podłodze rozjebani ze śmiechu z jego pokrętnego tłumaczenia. Wyglądało to mniej więcej tak:


    JA: Bolo, a czemu ty dzieciakom temat sprzedajesz?
    BOLO: Co?! Ja nic nikomu nie sprzedałem.
    KUMPEL: No to albo ty, albo Szczypior. Dzwonić do Szczypiora?
    BOLO: Nic im nie sprzedałem! Byli u mnie ale nic nie dostali.
    KUMPEL: Dobra, to dzwonię do Szczypiora...
    BOLO: To nie dla nich było! Oni tylko jako pośrednicy ode mnie wzięli!
    JA: Ty to teraz taki gangus trochę jesteś, Bolo. Tam motorem bez prawka się wozisz, tu tematem rzucasz. A wiesz, że jakby krymuchy ich jebnęły, to by się przekrzykiwali, że to Bolo im sprzedał.
    BOLO: No i chuj. Mogę iść do więzienia. Chciałbym zobaczyć jak tam jest.

    Rozjebał nas tym na łopatki. Dłuższą chwilę nie mogliśmy się pozbierać że śmiechu.


    JA: Noo, widzę ambitnie do tego podchodzisz. Wszystkiego trzeba w życiu spróbować, nie?
    KUMPEL: Noo, jeden sobie podróżuje po świecie i zwiedza obce kraje, a Bolo więzienia sobie będzie zwiedzał.
    JA: No i jedzenie zapewnione, przypakujesz sobie na siłce trochę. Ruchanie też pewnie jakieś będzie. Faktycznie, zupełnie jak na wakacjach.
    KUMPEL: Jo, ale chyba kurwa jak w Tajlandii.

    My znowu rozjebani ze śmiechu, ale Bolo milczy widocznie zdezorientowany. Chyba nie skumał z tą Tajlandią.


    JA: Bolo, w Tajlandii są takie baby z pisiorami. Raz ty je możesz ruchać, raz one ciebie. Zupełnie jak w wiezieniu.
    BOLO: Nie jestem pedałem, kurwa!
    JA: Niby nie, niby nie, a do wiezienia cię ciągnie. Tak swoją drogą, ciebie już jebnęli raz przecież z zielskiem.
    BOLO: No i chuj. Grzywnę tylko dostałem.
    JA: Joo... Papierosem pewnie też poczęstowali, co?
    BOLO: Noo, i kawę mi zrobili normalnie.

    Spojrzałem kumplowi w oczy, szukając w nich odpowiedzi. Znalazłem jedynie pytania, na szczęście niewypowiedziane na głos. Do tej pory nie jestem pewny czy Bolo tak na serio powiedział, czy jednak gdzieś w nim głęboko kryje się tak subtelne poczucie humoru.

    Ogólnie Bolo jest wporzo ziomeczek. Jak chcesz się dowiedzieć, co się ostatnio ciekawego na wiosce wydarzyło, czy tam kto z kim ćpał, to po prostu idziesz do niego na fajkę. Nic nawet nie musisz się słowem odzywać, i tak się sam wygada. No i to jednak jest szczery chłopak. Nie to, że nie kłamie, tylko po prostu za chuja kłamać nie potrafi.

    Tak na zakończenie dodam tylko, że Bolo postanowił się niedawno trochę ogarnąć. Tematem już nie rzuca, bo dziwnym trafem się złożyło, że więcej przejarał i wciągnął niż sprzedał. Wszyscy wiedzieli, że tak się to skończy. No... wszyscy poza nim. W każdym razie aktualnie odrabia prace społeczne. Widocznie coś tam do niego dotarło i uznał, że bilecik do więzienia, to nie jest szczyt marzeń. Jak odpracuje, to idzie do roboty, którą mu załatwił Zbychu - jeden z nielicznych naprawdę inteligentnych i pracowitych ludzi w całej wsi (historia tego gościa to temat na osobny wpis). To będzie bodajże jego trzecie podejście do tej samej roboty. Tym razem może wytrzyma dłużej niż do pierwszej wypłaty. Nie wiem do kogo czuję większy podziw. Czy do Bola, bo jednak widać, że jest zawzięty i ma to samozaparcie; czy do Zbycha, że jednak kolejny raz daje szansę odbić mu się od dna i ogarnia mu tę robotę; czy do jego pracodawcy, że jednak jeszcze Bola nie skreślił i go znowu zatrudnia.

    Na sam koniec jeszcze taka anegdotka. Niedawno Bolo pożyczył od kumpla wykrywacz metali, który od razu postanowiliśmy wypróbować. Po kilku bezużytecznych, zardzewiałych blachach wykopanych z ziemi, Bolo trafił na sporych rozmiarów pocisk z czasów II wojny światowej. O dziwo zachował się nadzwyczaj rozsądnie i zadzwonił na policję, a ci przekazali informację do saperów. Po czym.... wziął w dłonie szpadel i zaczął nim w ten pocisk nakurwiać. Niewiele myśląc, jednym susem wskoczyłem do rowu, krzycząc do niego, żeby przestał napierdalać w ten jebany niewypał. W tej samej chwili Bolo odskoczył od pocisku, wypuścił narzędzie z rąk i wrzasnął:


    -- To, kurwa, niewypał jest?! Dlaczego nic, kurwa, nie mówisz?!

    Więcej pytań już wolałem nie zadawać, ale do dzisiaj się zastanawiam, jak to możliwe, że w tak krótkim czasie, doszło w jego głowie do dwóch sprzecznych ze sobą procesów myślowych.
    pokaż całość

  •  

    #zycienawsi #narkotykizawszespoko #tworczoscwlasna
    Wstawiam jeszcze raz, żeby załapać się też na dzienną. Pod autorskim tagiem #pokolenietuiteraz rozpoczynam serię wpisów o życiu młodego pokolenia (i nie tylko) na małych, zapomnianych wsiach. Temat niszowy i dla większości osób niedostrzegalny. Wstęp trochę poetycki, ale dalej będzie już proza prosto z życia wzięta. Zapraszam na mojego bloga: https://pokolenie-tuiteraz.blogspot.com/
    _____________________________________

    Mieszkańcy małych wsi żyją wedle zasady carpe diem (chwytaj dzień). Nie ma co tutaj doszukiwać się filozoficznego podejścia do życia oświeconych wieśniaków, z pogardą patrzących na wielkomiejski wyścig szczurów. Oni po prostu tak żyją, bo nie widzą, a właściwie nie chcą widzieć innej alternatywy. Tutaj każdy chwytany dzień jest taki sam jak poprzedni.

    Fizyczna praca przeplatana okresami bezrobocia jest naturalną koleją rzeczy, przekazywaną z pokolenia na pokolenia. Każdy nowy dzień wita rutyna i beznadzieja, której jedyną odmianą jest bezrobocie przeplatane okresami pracy. Młode pokolenie nie ma ambicji na lepsze życie albo tę ambicję traci pod wpływem starszych i właściwie jedynych kolegów, sąsiadów i kuzynów (kolega, sąsiad i kuzyn to najczęściej jedna osoba). Nie to, żeby starsze pokolenie miało taką moc i siłę perswazji, by ambitnego, pełnego życia młodziaka sprowadzić do szarej i ponurej rzeczywistości. Ba, przegrane życia kolegów mogą być wręcz motorem napędowym do wyrwania się z tego koła beznadziei. Nawet największe chęci i ambicje legną jednak w gruzach w starciu z argumentem, który zawsze jest pierwszy, ale nigdy ostatni. Wytyczona w umyśle prosta droga ku lepszemu życiu zmienia swój kształt w zamknięty okrąg, gdy mózg posmakuje nowych doznań w postaci narkotyków. Upragnione szczęście przestaje być odległym celem. Można go posmakować tu i teraz - na zapomnianej wiosce, wydawałoby się pozbawionej perspektyw i wypełnionej beznadzieją. Szczęście jest w zasięgu ręki. Wystarczy je skruszyć, nabić i spalić.

    Pasje, zainteresowania i obowiązki - do tej pory filary pomostu ku lepszemu życiu - zaczynają gnić, próchnieć i rdzewieć. Architekt stoi na samym środku tej słabnącej konstrukcji, podziwiając słońce na niebie, tak bliskie i jasne jak nigdy dotąd. Czas mija nieubłaganie, a on nie przesuwa się nawet o krok do przodu. W końcu, jak po każdym słonecznym dniu, nadchodzi ciemna i mroczna noc. Szczęście się oddala, a zamiast niego napływają wątpliwości i obawy. Lecz i na to starsi znaleźli sposób. Najszybsze i najprostsze rozwiązanie znowu jest w zasięgu ręki. Wystarczy wysypać, skreślić i wciągnąć. Noc, która do tej pory była wrogiem, staje się najlepszym przyjacielem. Księżyc zastępuje słońce, słońce zastępuje księżyc. Raz za razem. Czas mija, a filary wciąż słabną, w każdej chwili grożąc zawalaniem pomostu wraz z zastygłym w bezruchu architektem.

    Jego historia wciąż trwa. Albo kiedyś napisze własne zakończenie, albo skopiuje z powieści starszych kolegów. Ostatnia strona prawie zawsze jest taka sama - dwa słowa wypisane wielkimi literami: "RUTYNA I BEZNADZIEJA".
    pokaż całość

    +: H.........r, TomqTomq +5 innych
  •  

    #zycienawsi #pokolenietuiteraz #narkotykizawszespoko #tworczoscwlasna
    Rozpoczynam serię wpisów o życiu młodego pokolenia (i nie tylko) na małych, zapomnianych wsiach. Temat niszowy i dla większości osób niedostrzegalny. Wstęp trochę poetycki, ale dalej będzie już proza prosto z życia wzięta. Zapraszam na mojego bloga: https://pokolenie-tuiteraz.blogspot.com/

    Mieszkańcy małych wsi żyją wedle zasady carpe diem (chwytaj dzień). Nie ma co tutaj doszukiwać się filozoficznego podejścia do życia oświeconych wieśniaków, z pogardą patrzących na wielkomiejski wyścig szczurów. Oni po prostu tak żyją, bo nie widzą, a właściwie nie chcą widzieć innej alternatywy. Tutaj każdy chwytany dzień jest taki sam jak poprzedni.

    Fizyczna praca przeplatana okresami bezrobocia jest naturalną koleją rzeczy, przekazywaną z pokolenia na pokolenia. Każdy nowy dzień wita rutyna i beznadzieja, której jedyną odmianą jest bezrobocie przeplatane okresami pracy. Młode pokolenie nie ma ambicji na lepsze życie albo tę ambicję traci pod wpływem starszych i właściwie jedynych kolegów, sąsiadów i kuzynów (kolega, sąsiad i kuzyn to najczęściej jedna osoba). Nie to, żeby starsze pokolenie miało taką moc i siłę perswazji, by ambitnego, pełnego życia młodziaka sprowadzić do szarej i ponurej rzeczywistości. Ba, przegrane życia kolegów mogą być wręcz motorem napędowym do wyrwania się z tego koła beznadziei. Nawet największe chęci i ambicje legną jednak w gruzach w starciu z argumentem, który zawsze jest pierwszy, ale nigdy ostatni. Wytyczona w umyśle prosta droga ku lepszemu życiu zmienia swój kształt w zamknięty okrąg, gdy mózg posmakuje nowych doznań w postaci narkotyków. Upragnione szczęście przestaje być odległym celem. Można go posmakować tu i teraz - na zapomnianej wiosce, wydawałoby się pozbawionej perspektyw i wypełnionej beznadzieją. Szczęście jest w zasięgu ręki. Wystarczy je skruszyć, nabić i spalić.

    Pasje, zainteresowania i obowiązki - do tej pory filary pomostu ku lepszemu życiu - zaczynają gnić, próchnieć i rdzewieć. Architekt stoi na samym środku tej słabnącej konstrukcji, podziwiając słońce na niebie, tak bliskie i jasne jak nigdy dotąd. Czas mija nieubłaganie, a on nie przesuwa się nawet o krok do przodu. W końcu, jak po każdym słonecznym dniu, nadchodzi ciemna i mroczna noc. Szczęście się oddala, a zamiast niego napływają wątpliwości i obawy. Lecz i na to starsi znaleźli sposób. Najszybsze i najprostsze rozwiązanie znowu jest w zasięgu ręki. Wystarczy wysypać, skreślić i wciągnąć. Noc, która do tej pory była wrogiem, staje się najlepszym przyjacielem. Księżyc zastępuje słońce, słońce zastępuje księżyc. Raz za razem. Czas mija, a filary wciąż słabną, w każdej chwili grożąc zawalaniem pomostu wraz z zastygłym w bezruchu architektem.

    Jego historia wciąż trwa. Albo kiedyś napisze własne zakończenie, albo skopiuje z powieści starszych kolegów. Ostatnia strona prawie zawsze jest taka sama - dwa słowa wypisane wielkimi literami: "RUTYNA I BEZNADZIEJA".
    pokaż całość

  •  

    #logistyka #transport

    Jest tu ktoś pracujący w branży logistycznej? Jak dokładnie wygląda codzienna praca i jak kształtują się zarobki?

    Zainteresował mnie ten kierunek na studiach, ale pojęcie o rzeczywistej pracy logistyka mam raczej nikłe. Co innego teoria na studiach, a co innego praktyka.

  •  

    #rolnikszukazony
    Mirki, gdzie obejrzę pierwszy i drugi sezon rolnika? Na vod.tvp jest tylko 3,4 i 5.

  •  

    Orientuje się ktoś jak, przy zamówieniu internetu mobilnego w Orange, wygląda przebieg odbioru paczki od kuriera? Wymagają zaświadczenia o zatrudnieniu, ale myślicie, że przejdzie zwykła umowa o pracę na czas nieokreślony?
    #orange #kiciochpyta

  •  

    Jaki parownik do istick 20w? Miałem Nautilus Mini, ale się potłukł i teraz chce kupić coś możliwie jak najbardziej szczelnego. Myślałem o Joyetech Cubis, ale czytałem że kiepsko oddaje smak.
    Szukam czegoś max do 100 zł.
    #epapieros #epapierosy

  •  

    #prawopracy #prawo #pracbaza #budowa

    Mój znajomy podczas delegacji doznał wypadku na budowie. Problem w tym, że nie miał zrobionych żadnych szkoleń BHP itd., czyli w zasadzie był na terenie budowy nielegalnie. To bardziej problem pracodawcy niż znajomego, ale nie w tym rzecz. Jako, że był w dobrych stosunkach z pracodawcą, to postanowił pójść mu na rękę i wspólnie zmyślili protokół powypadkowy. W zamian za to znajomy miał dostawać wyrównanie do chorobowego (na umowie jest niższa stawka niż rzeczywistości). Wpisali, że wypadek zdarzył się nie w delegacji, tylko na terenie budowy, na której stale pracują (tam już mieli szkolenia). Protokół poszedł do ZUSu i po jakimś czasie przyszło od nich pismo z informacją, że protokół zawiera błędy. Pracodawca niby je skorygował, ale nie w tym rzecz. Największym problemem jest to, ze znajomy został wyruchany przez pracodawcę. Ten nie wypłacił mu świadczenia za pierwszy miesiąc chorobowego, twierdząc, że powinien to zrobić ZUS, co jest oczywistym kłamstwem. Teraz już minął drugi miesiąc, a znajomy wciąż nie dostał żadnej wypłaty (o wyrównaniu nie wspominając...) - ani z ZUSu, ani od pracodawcy - czyli, krótko mówiąc, jest w dupie. Oczywiście ma wkurwa strasznego na pracodawcę i chciałby tę sytuację jakoś odkręcić, czyt. podać go do sądu, argumentując, że protokół powypadkowy został zmyślony. No i teraz najważniejsze pytanie - czy jest to w ogóle realne, skoro na protokole widnieje jego podpis? No i czy będą mu grozić jakieś ewentualne konsekwencje za zmyślenie protokołu, jeżeli się do tego przyzna? pokaż całość

    +: G...........n, Cronox +1 inny
    •  

      @artisss: Aaaa w dupie to mam. Jak znajomy będzie chciał, to se zadzwoni.

    •  

      @insu: Pracodawca postąpił słusznie - jest to wyjątkowa sytuacja w której te "pierwsze 33 dni" są zawieszone. Pracodawca nie może wypłacić za te dni wynagrodzenia za czas choroby, bo jeśli zus uzna to za wypadek przy pracy - wypłaci 100% z ubezpieczenia wypadkowego. Gdyby pracodawca wypłacił w takiej sytuacji wynagrodzenie, to zrobiłaby się nadpłata, bo kolega dostałby podwójnie świadczenie. Trzeba czekać.
      Dopiero gdyby zwolnienia lekarskie były wystawione na więcej niż 33 dni - zus musi wypłacić od 34 dnia w wysokości 80% z ubezpieczenia chorobowego i przesłać koledze pismo, że ustala uprawnienia do zasiłku chorobowego z ubezpieczenia wypadkowego. Jak wpłynie opinia w sprawie uznania za wypadek - wtedy zus wypłaci 33 dni w wysokości 100% + dopłaci do 100% za okres od 34 dnia
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (15)

  •  

    #elblag #trojmiasto #wakacje #motoryzacja #polskiedrogi

    Odcinek S7 Elbląg - Gdańsk to jest jakaś tragedia. Zawsze w sezonie był duży ruch na s7, ale teraz to jest jeden, wielki rozpierdol. Rozumiem, że trwa budowa nowej, dwupasmowej drogi na tym odcinku, więc pewne utrudnienia są nieuniknione. Problem w tym, że generalni wykonawcy mają totalnie w dupie zakorkowane drogi.

    Ta nowa, tymczasowa droga, zaraz przed Nowym Dworem Gdańskim, to jest jakaś parodia. Jest tak cholernie wąska, że nawet nie da się wyprzedzić rowerzysty. Oba pasy są wiecznie zakorkowane, a do tego robotnicy drogowi co chwilę zatrzymują ruch, by przepuścić przez drogę ciężarówki czy te wielkie wozidła. Jazda jest cholernie powolna, ale płynna do czasu, aż nie zatrzymany zostanie ruch. Niby tylko na chwilę, ale z taką częstotliwością, że droga jest kompletnie sparaliżowana.
    Wczoraj jeszcze do tego trafiła się karetka na sygnale. Nie było szans, żeby ją przepuścić. Sunęła się powoli razem z resztą samochodów... Dobrze, że jeden z kierujących ruchem był ogarnięty i umiejętnie zatrzymał pasy, by mogła śmignąć najpierw lewym, a potem prawym pasem.
    Chwilę później temu samemu kolesiowi zwróciłem uwagę, żeby tak często nie zatrzymywali ruchu. W odpowiedzi usłyszałem, żebym sobie do kierownictwa Budimexu (generalnego wykonawcy) zadzwonił...

    Ogólnie to z Elbląga do Gdańska jechałem ponad 3 godziny...

    Orientuje się ktoś, gdzie można zgłaszać zażalenia w sprawie wykonawców tej drogi? Jakaś instytucja sprawuje pieczę nad budową nowej drogi czy to kompletna samowolka generalnych wykonawców?
    pokaż całość

  •  

    #isis #pokemongo #imigranci #usa
    Tłum ludzi zbierający się w jednym miejscu, bez żadnej kontroli, ochrony. Idealny cel dla terrorystów. Wystarczy im bomba w plecaku i smartfon + pokemon go. Popularność tej gry jest przerażająca i w końcu może doprowadzić do tragedii.

    źródło: youtube.com

  •  

    #tvncwel #polityka
    http://www.tvn24.pl/asad-ostrzega-przed-terrorystami-wsrod-uchodzcow-z-syrii,598983,s.html

    "Wśród syryjskich uchodźców zmierzających do Europy są terroryści - powiedział prezydent Syrii Baszar el-Asad w wywiadzie dla czeskiej telewizji, który stara się siać wśród Europejczyków strach przed imigrantami uciekającymi przed prowadzoną przez niego brutalną wojną domową. (http://www.tvn24.pl)"

    Pranie mózgów robi się już coraz bardziej bezczelne. Żeby przypadkiem czytający nie wysunął własnych wniosków, to wciska mu się, że ta wypowiedź to sianie strachu i tak w ogóle Asad to morderca...
    pokaż całość

  •  

    #narkotykizawszespoko
    #matura
    Kreska fetki w nos przed matma, to dobry pomysl czy bardzo dobry?

    +: balatka, p.....n +1 inny

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika insu

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.