•  

    Rebelianci, którzy będą brać udział w operacji przeciwko Afrin zostali zorganizowani w tzw. Syryjską Armię Narodową. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    https://pbs.twimg.com/media/DT5oKijW0AAT2wq.jpg - tutaj autobusy z rebeliantami w okolicy przejścia granicznego przy Azaz. Wygląda na to, że dużą część rebeliantów w z Idlib przerzucono, przez turekcie terytotrium, do Azaz. Pytanie tylko czy atak na Afrin nastąpi wyłącznie z Azaz czy także z Darat Izza. Moim zdaniem z obu tych kierunków.
    #syria #turcjawsyrii #bitwaoafrin
    pokaż całość

    źródło: pbs.twimg.com

  •  

    Można nie szanować Kurdów, nie lubić ich, ale protektorat Syrii Północnej to będzie rak do sześcianu, nawet w porównaniu do kozaczącego SDF, mokry sen Al-Kaidy/Nusry/HTSu.
    #syria

    źródło: 2.jpg

    •  

      co ich powstrzyma od rzucenia tych 5 tysięcy swojego FSA do walk z SAA w Idlib?

      @Redrum781: Krwawa, kosztowna i beznadziejnie uporczywa walka z partyzantką kurdyjską w górach w zachodniej części Afrinu i terror w miastach. Ja w ogóle nie bardzo rozumiem, po co Sułtan w takie bagno się pakuje tylko po to, żeby trochę się pokopać z Kurdami. Jakby zapomniał, jak uciążliwe i drogie jest utrzymanie porządku w tureckiej części Kurdystanu, który przy tej okazji znowu pewnie zacznie się gotować. pokaż całość

    • więcej komentarzy (4)

  •  

    Mireczki jake w miarę obiektywne książki o inwazjach na Irak i Afganistan polecacie ?
    #bliskiwschod #irak #afganistan #pytanie
    EDIT: Jeszcze o Kurdach byście coś mogli polecić. #kurdystan

  •  

    Jakie atrakcje, miejsca do zwiedzenia dla rozrywki z różowym (we dwoje) we #wroclaw ?

    Było:
    -kino
    -teatr
    -panic house
    -escape.room
    -łyżwy
    -skytower
    -strzelnica

    Myślałem nad jumparkiem/trampoliny - tylko jeden jest?

    Albo

    Tort gokartowy - macie we wroclawiu? Ile i gdzie?

    #pytanie #rozrywka
    pokaż całość

  •  

    W Angli aż do początków XIX wieku obowiązywało bardzo surowe prawo karne karzące śmiercią nawet błahe z dzisiejszego punktu widzenia przestępstwa. Efekt był taki, że ławy przysięgłych często uniewinniały sprawców, których wina była oczywista, bo uważali, że ci nie zasługiwali na śmierć. Egzekucje wykonywano publicznie.
    Od 1804 sprawcy skazani za przestępstwa inne niż zabójstwo, zdrada, podpalenie i fałszerstwo mogli uniknąć kary śmierci, jeśli byli skazani po raz pierwszy - alternatywną karą od tego momentu była od tej pory deportacja do Australii na okres od 2 lat do dożywocia.
    W 1810 roku kara śmierci obwiązywała wciąż za 222 różne przestępstwa. Dopiero w 1814 roku zniesiono kare powieszenia, wypatroszenia i poćwiartowania za zdrade główną - od tej pory wszystkie egzekucje musiały być wykonywane poprzez "normalne" powieszenie. W tym samym roku niejaki William Potter z Chelmsford był ostatnią osobą w historii Anglii powieszoną za nielegalną wycinkę drzew w sadzie. Nawet sędzia w tej sprawie apelował o ułaskawienie, ale kara mogla być tylko jedna, bo sprawca był recydywistą. Coraz więcej mówiło się o konieczności reform.
    Ustawa z 1823 roku złagodziła prawo, od tej pory kara śmierci była obowiązkowa jedynie w przypadku morderstwa i zdrady, w pozostałych przypadkach zawsze mogła być zamieniona na więzienie lub deportacje do Australii. Wyroki śmierci nadal jednak zapadały za przestępstwa z dzisiejszej perspektywy łagodne, takie jak np. kradzież i były wykonywane.
    Ustawa z 1832 roku ograniczyła liczbe przestępstw zagrożonych karą śmierci z 222 do około 60. W 1837 roku po kolejnych reformach, przestępstw tych było już tylko 16, a kara śmierci w praktyce była wymierzana tylko za morderstwo. Era "krwawego kodeksu" skończyła się.
    Pomiędzy 1800 a 1836 rokiem w Anglii i Walii wykonano 2748 egzekucji(w tej liczbie było tylko 118 kobiet, resztę straconych stanowili mężczyźni). Bylo to liczba bardzo duża, nawet jak na tamte czasy.
    A oto przestępstwa, za jakie zostali straceni w tamtym okresie, prawo było wtedy jak widać bardziej kazuistyczne i rodzajów przestępstw było więcej:
    Morderstwo - 496 egzekucji
    Kradzież z włamaniem popełniona w nocy - 467 egzekucji
    Rozbój na drodze publicznej - 314 egzekucji
    Fałszerstwo - 217 egzekucji
    Świadome posługiwanie się sfałszowanymi dokumentami lub pieniędzmi - 162 egzekucji
    Kradzież konia - 159 egzekucji
    Kradzież owcy - 138 egzekucji
    Zgwałcenie - 124 egzekucje
    Podpalenie - 99 egzekucji
    Kradzież z włamaniem popełniona w biały dzień - 93 egzekucje
    Kradzież w domu mieszkalnym - 50 egzekucji
    Sodomia(czyli homoseksualny seks) - 48 egzekucji
    Strzelanie do kogoś z broni palnej - 49 egzekucji
    Rozbój - 49 egzekucji
    Przestępstwa związane z złotymi i srebrnymi monetami, w tym przetapianie ich lub zmienianie ich koloru w celu fałszywego zwiększenia wartości - 39 egzekucji
    Udział w zamieszkach - 30 egzekucji
    Trwałe uszkodzenie ciała(np. wybicie komuś oka, ucięcie nogi) - 28 egzekucji
    Usiłowanie zabójstwa - 25 egzekucji
    Kradzież bydła - 21 egzekucji
    Zdrada główna - 21 egzekucji
    Bestialstwo(seks z zwierzętami) - 10 egzekucji
    Podszywanie się za kogoś w celu popełnienia przestępstwa - 9 egzekucji
    Kradzież na Tamizie lub innej rzece - 7 egzekucji
    Rozbój w budynku mieszkalnym - 6 egzekucji
    Przestępstwa popełniane przez ruch luddystów, np. niszczenie maszyn - 6 egzekucji
    Zranienie kogoś nozem - 5 egzekucji
    Kradzież z pokładu statku - 5 egzekucji
    Nielegalny powrót z deportacji - 3 egzekucje
    Agresywny rozbój na miejskiej ulicy - 3 egzekucje
    Wymuszenie rozbójnicze - 3 egzekucje
    Piractwo - 2 egzekucje
    inne, w tym wspomniane nielegalne wycinanie drzew w sadzie - 6 egzekucji
    Korzystałem z strony http://www.capitalpunishmentuk.org/ , to jest moje źródło
    #historia #ciekawostkihistoryczne #karasmierci #ciekawostki #prawo
    pokaż całość

  •  

    Mirki, jak sądzicie, czy cześć terenów zajętych przez SDF/PKK/YPG* (*niepotrzebne skreślić) czeka podobny los co Afrin (albo ala niedawne wydarzenia z Iraku)? Na FB czytałem ostatnio wpisy wolontariuszy o prześladowaniu chrześcijan w prowincji Dajr az-Zaur, w Manbidż już od jakiegoś czasu protestują Arabowie, a Turcy donoszą również o nękaniu Turkomanów. Nie ulega wątpliwości, że to Kurdowie dominują w barwach SDF i potrafią np. odwalać akcje z eksponowanie symboli PKK w arabskich miastach (patrz Rakka i portrety Ocalana). W sumie od dłuższego czasu podcinają sobie gałąź, na której się siedzą. Gdy poczuli się na siłach zaczęli się spierać z rządowymi w Hasace, odrzucili propozycję Rosjan, aby wpuścić rządowych do Afrin.
    #syria
    pokaż całość

    •  

      @kochamcieKK2: To nie jest tak że podcinają gałąź na której siedzą, tylko gałąź na którą przypadkiem wskoczyli sama z siebie pęka. Przy wykurzeniu ISIS wpadło im w ręce dużo terenu który w większości jest zamieszkany przez grupy etniczne, z którymi są od dawna skonfliktowani i ze wzajemnością się nie lubią (tamtejszy standard). Podobnie z rządowymi, z którymi mają kosę od lat 60tych, kiedy Hafez ich wysiedlał i odbierał obywatelstwa. Obecny stan rzeczy nie może się utrzymać długo, szczególnie jak brakło wspólnego wroga, a np. w Manjib sympatia miejscowych jest po stronie FSA. Nie ma dokładnych danych, ale można szacować, że w całym terenie kontrolowanym przez SDF sami Kurdowie stanowią max 50%, przy czym niektóre regiony są zupełnie nie kurdyjskie. pokaż całość

    • więcej komentarzy (3)

  •  

    Taki ładny #mural w #paryz

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 20180114_143056.jpg

    +: szaldr
  •  

    "Francja za 100 lat" - niemiecki plakat propagandowy z czasów II Wojny Światowej.

    Treść na dole plakatu brzmi: "Die letzten nicht farbigen Franzossen bilden die grosse Attraction des Parifer Zoo", czyli:

    Ostatni niekolorowi Francuzi są wielką atrakcją paryskiego zoo.

    Top kek.

    pokaż spoiler #historia #bekazlewactwa #diversitymachtfrei #iiwojnaswiatowa #francja #niemcy #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne
    pokaż całość

  •  

    Trafiłem ostatnio na cmentarzu na grób jednego z braci Rotszild. Patrząc na grobowiec pomyślałem z satysfakcją "no i co Rotszild, taki bogaty bankier a zgniłeś jak wszyscy".

    Wieczorem poszedłem jeszcze na zakupy i przy kasie musiałem odłożyć paczkę ryżu, bo mi gotówki nie starczyło.

    #heheszki #cebula #polakicebulaki

    •  

      @bombastick: Wiadomo w sumie, skąd one były wypuszczone? Jak patrzę na te samoróbki to jakoś nie jestem w stanie uwierzyć, żeby mogły przelecieć te blisko 40 km z terytorium rebeliantów. Szczególnie, że po drodze jest pasmo górskie Ansarija do pokonania, muszą tam zrobić ponad 1000 m przewyższenia.

    • więcej komentarzy (8)

  •  

    Sajgonki, wy małe skurwysynki, jak ja was kocham.

    #gownowpis #jedzenie

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 20180115_201151.jpg

  •  

    1. EDF oznajmił, że zakończyły się zimne testy na elektrowni jądrowej Flamanville – 3.
    Testy rozpoczęły się 18 grudnia 2017 roku, a zakończyły 6 stycznia tego roku.
    Podczas samego testu sprawdzono ponad 500 spawów, testowano obieg pierwotny w pracy pod ciśnieniem 240 barów tym samym sprawdzając jego szczelność. Teraz EPR przygotowywany jest do kolejnych testów, które mają rozpocząć się w czerwcu, te testy będą przeprowadzane już przy temperaturach zbliżonych do temperatur, które występują podczas normalnej pracy elektrowni. Załadunek paliwa przewidywany jest na ostatni kwartał 2018 roku.

    2. Zostańmy przy dopuszczaniu elektrowni jądrowych do pracy.
    Blok pierwszy na Leningradzkiej Elektrowni Jądrowej – 2 ma osiągnąć krytyczność już w styczniu tego roku.
    W samej elektrowni będą pracować dwa reaktory WWER – 1200/491, które są reaktorami generacji III+. Docelowo elektrownia ma się składać z czterech takich reaktorów, które zastąpią Leningradzką Elektrownię Jądrową, w której pracują cztery reaktory RBMK – 1000.

    3. Na bloku drugim Białoruskiej Elektrowni Jądrowej rozpoczęto montaż generatorów pary znajdujących się w obiegu pierwotnym elektrowni. Po instalacji czterech generatorów pary rozpocznie się proces spawania całego obiegu pierwotnego. Każdy taki generator ma masę ponad 320 ton przy długości 15 metrów i średnicy 4 metrów. W trakcie nominalnej pracy przez generator będzie tworzyć parę o strumieniu masy 1600 ton na godzinę oraz o temperaturze 286,8 stopni Celsjusza.

    4. Kolejny (335) raport TEPCO na temat przechowywania materiałów promieniotwórczych oraz radioaktywnej wody w elektrowni jądrowej Fukushima Raport tutaj, .pdf

    5. TEPCO zajmuje się oceną dawek promieniowania jonizującego pochodzenia wewnętrznego oraz zewnętrznego, przyjętych przez różnych pracowników elektrowni jądrowej Fukushima. Wykaz tychże dawek znajduje się w poniższym raporcie. Raport tutaj, .pdf

    #ejdlakazdego <mój tag, nie chcesz czytać jądrowych niusów - czarnolistuj
    #energetyka #energetykajadrowa

    Państwa, których tyczy się wpis:
    #francja #rosja #bialorus #japonia
    pokaż całość

    źródło: GPbEJ.jpg

  •  

    Francuski żołnierz zastrzelony podczas posiłku, Francja 1915.

    Galeria z pokolorowanymi zdjęciami

    #starszezwoje - tag ze starymi grafikami, miedziorytami, rysunkami z muzeów oraz fotografiami

    #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #fotohistoria #gruparatowaniapoziomu #wojna #iwojnaswiatowa #myrmekochoria pokaż całość

    źródło: thesun.co.uk

  •  

    Jedenasty Prezydent USA – James K. Polk
    Ur. 2 listopada 1795 w Pineville, Karolina Północna, zm. 15 czerwca 1849 w Nashville, Tennessee
    Okres urzędowania: 4 marca 1845 – 4 marca 1849
    Partia: Demokratyczna

    1. Był chorowitym dzieckiem (dokuczały mu m.in. kamienie żółciowe), w związku z czym formalną edukację rozpoczął dopiero w wieku 18 lat; mimo to ukończył University of North Carolina, zaś później zrobił karierę prawniczą.
    2. Nadano mu kilka pseudonimów, m.in.: Napoleon of the Stump (Napoleon Pnia – ze względu na umiejętność wygłaszania płomiennych przemówień, nawet „stojąc na pniu”), Young Hickory (ponieważ był wielkim fanem i naśladowcą polityki Andrew Jacksona, zwanego Old Hickory) czy Polk the Purposeful (Polk Zdecydowany).
    3. W wyborach prezydenckich w 1844 roku startował w roli „kandydata znikąd” – wcześniej nie był powszechnie znany, zaś nominację Partii Demokratycznej uzyskał po długich wewnątrzpartyjnych debatach. Jego rywal w wyborach z ramienia Partii Wigów, Henry Clay, posunął się nawet do prowadzenia swej kampanii pod lekceważącym sloganem: „Who is James K. Polk”?
    4. Był zwolennikiem doktryny Objawionego Przeznaczenia, wg której Stany Zjednoczone miały boskie prawo do zajęcia całego kontynentu Ameryki Północnej. Jako prezydent postępował w zgodzie z tym założeniem – za jego kadencji terytorium USA rozrosło się o ok. 1/3 swojej dotychczasowej powierzchni.
    5. Był prezydentem bardzo dostępnym dla swoich obywateli – dwa razy w tygodniu pełnił w Białym Domu dyżury, podczas których zwykli Amerykanie mogli twarzą w twarz porozmawiać z prezydentem o swoich problemach.
    6. Jego żona, Sarah Childress Polk, była gorliwą prezbiterianką, która wprowadziła w Białym Domu surowy zakaz tańca, gry w karty oraz picia alkoholu. Podczas przyjęcia inauguracyjnego Polka nie grano muzyki ani nie tańczono – aż do czasu opuszczenia balu przez prezydencką parę.
    7. Przez wielu badaczy jest uznawany za najbardziej pracowitego prezydenta USA w historii – bardzo poważnie podchodził do swoich obowiązków, mało sypiał, a jedną z jego najbardziej znanych sentencji jest zdanie: „Żaden prezydent, który wiernie i sumiennie wykonuje swoje obowiązki, nie może sobie pozwolić na odpoczynek”.
    8. Mimo, iż jego kadencja była oceniana nadzwyczaj dobrze, Polk nie dał się namówić swoim zwolennikom na walkę o reelekcję. Uważał, że wypełnił swoją misję poprzez osiągnięcie pięciu głównych celów, jakie założył sobie na początku kadencji: przywrócenie Independent Treasury, obniżenie cła, rozwiązanie sporu z Anglikami o Oregon, przyłączenie Kalifornii i finalizację przyłączenia Teksasu do Unii.
    9. Zmarł na cholerę, zaledwie 103 dni po zakończeniu swojej prezydentury – to najkrócej spośród wszystkich prezydentów Stanów Zjednoczonych, którzy dożyli końca kadencji.
    10. Sarah Childress Polk miała z kolei najdłuższą emeryturę spośród wszystkich Pierwszych Dam USA w historii – po zakończeniu kadencji jej męża żyła jeszcze 42 lata, 5 miesięcy i 10 dni. Państwo Polk nie mieli dzieci.

    ***

    W poprzednich odcinkach:

    1. George Washington
    2. John Adams
    3. Thomas Jefferson
    4. James Madison
    5. James Monroe
    6. John Quincy Adams
    7. Andrew Jackson
    8. Martin Van Buren
    9. William Henry Harrison
    10. John Tyler

    ***

    Pod tagiem #prezydenciusa będę co jakiś czas wrzucać mniej lub bardziej znane ciekawostki dotyczące prezydentów Stanów Zjednoczonych - w kolejności urzędowania, po 10 ciekawostek na głowę.

    Jeśli znacie jakieś ciekawostki dotyczące prezydentów USA, o których traktują moje wpisy, to zachęcam do publikowania ich w komentarzach.

    #historia #usa #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    •  

      @Wariner: Bezdzietność chyba jest bardzo rzadka wśród prezydentów USA, byli jeszcze jacyś poza nim? W ogóle z tego co widzę spekuluje się, że Polk mógł zostać bezpłodny właśnie w wyniku operacji usuwania kamieni żółciowych, która jak na tamte czasy była pewnym nowatorstwem (a za jedyne znieczulenie służył alkohol).

      Ciekawe jeszcze, że został przeżyty o 3 lata przez własną matkę.

      +: Wariner
    • więcej komentarzy (25)

  •  

    Jakie siły Syria ma w odwodzie? Bo bitwa prawdę mówiąc po tym co wyprawia ISIS wygląda tragicznie. Tygrysy zaraz mogą być w worku bo tam skąd uciekło HTS zmierza już FSA. Gdzie jest Hezbollah?

    #syria

  •  

    Taką promocję dzisiaj trafiłem, paredziesiąt banknocików za zaledwie 1€. Zgadnijcie biedaki, kto od jutra idzie na wcześniejszą emeryturę ( ͡° ͜ʖ ͡° )つ──☆*:・゚

  •  

    Jakie są wasze #filmy 10/10 do których często wracacie i nigdy się nie nudzą? Nie muszą to być jakieś ponad czasowe arcydzieła :) Dla mnie Gladiator, Wolf of Wallstreet, Bękarty Wojny

    #kino

  •  

    Ok, obiecałem, że skrobnę coś o tym czym jest dyscyplina zwana historią, czemu nie jest nauką i dlaczego mimo wszystko może nam coś powiedzieć o przeszłości. Tak się jednak składa, że w międzyczasie napatoczył mi się artykuł napisany przez Tima O’Neila na bardzo podobny temat.

    Pomyślałem- po co mam się trudzić i pisać wszystko od podstaw skoro ktoś już to zrobił w bardzo dobry i przystępny sposób? Na dodatek poruszył kwestię, która jest mocno powiązana z przedmiotem naszych rozważań i do której kilkukrotnie nawiązywałem.

    Dlatego też postanowiłem pójść na skróty i po prostu przetłumaczyć artykuł O’Neila. W tym wypadku pójście na łatwiznę absolutnie nie ma negatywnego wpływ na jakość przekazu. Myślę nawet, że autor artykułu który za chwilę przeczytamy wyłożył całą rzecz lepiej i sprawniej niż ja bym to zrobił.

    Tłumaczenie nie jest dosłowne. Koncentruję się na tym żeby jak najlepiej przekazać i uwypuklić interesujące nas zagadnienia (stąd czasem dodaje przykłady etc.). Motyw przewodni artykułu, czyli instrumentalne używanie „historii” w dyskusjach światopoglądowych, też jest ciekawy dlatego zostawiłem całość.

    W tekście często dodaje coś od siebie. Wiem, że nie powinienem i, że może to zaburzać przekaz autora, ale czasem prostu nie mogłem się powstrzymać. Mam nadzieję, że wybaczycie. Dla porównania podam link do oryginału.

    W tekście dostaje się głównie ateistom, ale uczciwość nakazuje powiedzieć, że nie mają oni monopolu na, mówiąc brzydko, kurwienie historii. Zamiast ateistów i ich bajek możecie tam wstawić kogokolwiek i ich przekazy. Tak się jednak składa, że autora akurat głupota tej grupy boli najbardziej, bo sam się z nią utożsamia (grupą, nie głupotą).

    Zanim zaczniemy, przybliżmy sylwetkę autora. To swoją drogą jedna z pierwszych rzeczy, którą należy zrobić przy krytyce źródłowej. Tim O’Neill jest magistrem literatury średniowiecznej, historykiem- hobbystą i bloggerem który zajmuje się głównie recenzowaniem prac historycznych poświęconych starożytności i średniowieczu. Jest aktywnym członkiem Australian Atheist Foundation i Australian Skepticts.

    Polecam tego Pana i jego twórczość, linki na koniec tekstu. A my tymczasem, zaczynamy!

    W kwietniu zeszłego roku, Grundy, autor bloga Deity Shmeity napisał posta pod tytułem „Historia to nie moja działka”. Był to komentarz do niedawno wydanej książki Barta Ehrmann’a „Did Jesus Exist? The Historical Argument for Jesus of Nazareth”, w której autor krytykował hipotezę Mitycznego Jezusa. W przeciwieństwie do współczesnych historyków, wielu ateistów uważa tę hipotezę za przekonującą i nie spodobała im się książka bardzo szanowanego Ehrmann’a, która ją krytykuje. Grundly napisał „Szczerze mówiąc mam nikłe pojęcie na temat tego czy Jezus istniał czy nie”, ale dodał „przychylam się do tego, że nie istniał”. Dał też do zrozumienia, że odrzuca to co mają na ten temat do powiedzenia historycy i inni uczeni zajmujący się tematem.

    Napisał:

    „Historia jest chujowa. Ok, to nie fair, ale to nigdy nie była moja działka. Moja pewność co do prawdziwości historycznych wydarzeń jest niska z powodu natury źródeł. Historia jest pisana przez zwycięzców i przekazuje głownie ich wersje. Książki są palone. Zapiski znikają. Komu mam ufać gdy chce się dowiedzieć co stało się 2 tysiące lat temu?”

    Jako, że historia jest moją dyscypliną odpowiedziałem za pomocą krytycznych komentarzy wymierzonych w takie nastawienie i za pomocą argumentów o tym jak robi się historię (rozumianą tutaj jako dyscyplina akademicka). Grundy nie obraził się, a po zapoznaniu się z moimi wypowiedziami, poprosił o rozwinięcie argumentacji co niniejszym robię tym tekstem.

    Ateiści i analfabetyzm historyczny

    Powinienem zacząć od tego, że jestem ateistą. Byłem ateistą całe swoje dorosłe życie i nadal nim pozostaję. Jestem także członkiem kilku ateistycznych i sceptycznych organizacji i mam udokumentowane 21 lat brania udziału w dyskusjach jako niewierzący. Zaznaczam to bo zauważyłem, że gdy zaczynam krytykować ateistów za ich brak zrozumienia historii albo historiografii, ludzie niejako automatycznie klasyfikują mnie jako teistycznego apologetę. Nie jest to prawda, ale dzieje się to cały czas.

    Po 30 latach obserwowania i brania udziału w debatach historycznych z innymi ateistami mogą spokojnie powiedzieć, że większość z nich to historyczni analfabeci. Nie jest to cecha charakteryzująca tę grupę, bo historyczny analfabetyzm jest raczej normą niż wyjątkiem. Nie zmienia to jednak faktu, że gdy większość ateistów wypowiada się na tematy historyczne albo co gorsza próbuje używać argumentów wywiedzionych z historii w debatach na temat religii, prezentują wiedzę na poziomie ucznia szkoły średniej.

    Nie jest to jakoś bardzo niezwykłe zważywszy na fakt, że większość ludzi po skończeniu szkoły średniej nie uczy się więcej na temat historii. Niestety, ale znaczy to, że ich zrozumienie historycznych postaci, tematów lub wydarzeń jest oparte na wpół zapomnianych lekcjach, dokumentach z TV i kulturze popularnej, przede wszystkim książkach i filmach.

    Co gorsza znaczy to także, że ateiści (podobnie jak większość ludzi) mają pojęcie o tym jak robi się historię i jaka jest jej metodologia również na poziomie szkoły średniej. Czyli nie ma jej wcale albo prawie wcale. Poza kilkoma chwalebnymi wyjątkami, nauczyciele historii ograniczają się zazwyczaj do zmuszania ludzi do wkuwania dat i wydarzeń dotyczących tematu, który aktualnie omawiają na lekcji.

    Na tym poziomie w zasadzie nie porusza się tematu skąd wiemy to co wiemy, jak do tego doszliśmy i jakie jest prawdopodobieństwo tego, że ta rekonstrukcja może mieć coś wspólnego z rzeczywistością. Prowadzi to do tego, że z czasem przeciętnemu ateiście (tak jak innym ludziom) zaczyna świtać, że skoro historia nie jest taka prosta, jasna i oczywista jak przekazywał to pan Wilikins, nauczyciel, to znaczy, że jest jednym wielkim szwindlem i należy ją całkowicie odrzucić.

    To odrzucenie może być nawet częstsze wśród ateistów ponieważ wielu (oczywiście nie wszyscy) z nich jest zainteresowana nauką. Nauka, w porównaniu z historią jest o wiele pewniejsza w swoich założeniach. Możesz stworzyć hipotezę i przetestować ją w praktyce. Możesz faktycznie czegoś dowieść. Hipotezy naukowe żeby były naukowe, muszą być falsyfikowalne. W tym zestawieniu historia wygląda na „hand-vawing” [nie miałem pojęcia jak to dobrze przetłumaczyć jednym słowem- jest to udawanie że efektywnie robi się coś ważnego, podczas gdy tak naprawdę nie robi się nic albo tylko pozoruje działania] gdzie każdy może mówić co chce i jak chce.

    Historia i Nauka

    Tymczasem jednak historia jest pełnoprawną, rygorystyczną dyscypliną akademicką ze swoimi własnymi regułami i metodologią, czym przypomina naukę. Nie znaczy to jednak, że JEST nauką. Czasem jest określana jako nauka, zwłaszcza w Europie, ale ma to sens tylko w szerszym znaczeniu tego słowa, czyli „systematyczne i metodyczne dochodzenie do wiedzy”. Zanim jednak przejdziemy do tego jak działa historia rzucimy okiem na naukę [Oczywiście opis metody naukowej tu zawarty jest sporym uproszczeniem i spłyceniem].

    Nauka jest w dużej mierze oparta na zasadach rozumowania indukcyjnego i prawdopodobieństwa logicznego. I tak na przykład: myszy, które otrzymały zastrzyk pewnej substancji tracą na wadze. Na tej podstawie można wyciągnąć wniosek, że substancja ta redukuje apetyt. Prawdziwość tego wniosku można sprawdzić za pomocą doświadczeń, w trakcie których wyklucza się inne wytłumaczenia- na przykład, że ta substancja zwiększa szybkość przemiany materii albo, że myszy traciły apetyt bo zestresowały się zastrzykiem.

    To wszystko jest możliwe dzięki oparciu nauk o pewne dobrze sprawdzone prawa, co z kolei pozwala na stosowanie indukcji. Dlatego też jeśli coś działa w określony sposób na nasze przykładowe myszy dzisiaj, to spokojnie możemy przyjąć, że będzie działać w ten sam sposób jutro. Eksperymenty te mogą potwierdzić inni badacze. Jest to możliwe dzięki temu, że przedmiot badań jest mierzalny, a eksperyment można kontrolować i powtarzać. To z kolei pozwala nauce wyciągać daleko idące wnioski i konstruować teorie naukowe [nie są to jednak teorie w potocznym tego słowa znaczeniu].

    Niestety, ale żadna z opisanych wyżej rzeczy nie ma zastosowania przy historii. Wydarzenia, niezależnie od tego czy wielkie czy małe, wydarzają się raz i już ich nie ma. Historycy mogą coś o nich powiedzieć tylko na podstawie śladów, które pozostawiły w źródłach (jeśli akurat mamy farta). Niestety, ale w przeciwieństwie do badaczy myszy, historyk nie może dokonać serii laboratoryjnych testów symulujących przyczyny i okoliczności upadku Rzymu.

    W większości przypadków nie może nawet obserwować zjawisk i na tej podstawie wyciągnąć wniosków. Taki zoolog tymczasem może obserwować zachowanie grupy goryli i je analizować. Jakby tego było mało to prawa i zasady rządzące procesami historycznymi nie są dobrze poznane (o ile w ogóle istnieją i da się je zdefiniować). To z kolei nie pozwala przeprowadzić symulacji. Nie możemy, na przykład, sprawdzić tego jak upowszechnienie się prasy drukowanej wpłynęło na upadek Napoleona. Fizyk teoretyczny tymczasem może zrobić symulację dla powiedzmy ruchów planet w bardzo odległym układzie albo dla zjawisk związanych z gwiazdami, które dawno przestały istnieć.

    Wszystko to sprawia, że wielu ateistów [i ludzi w ogóle] odrzuca historię jako coś czego nie da się udowodnić naukowo. Automatycznie uznają zatem, że jej związki z rzeczywistością są bardzo wątłe albo wręcz żadne. To bardzo radykalne podejście do sprawy i bardzo rzadko jest ono konsekwentne. Wielokrotnie mówiłem osobom, które deklarowały takie poglądy, że jakoś nie przeszkadzają im one czytać prasy i, do pewnego stopnia, wierzyć w to co przeczytały. Tymczasem w myśl tych poglądów powinni być tak samo sceptyczni co do relacji o wypadku ze wczoraj jak i do rewolucji sprzed 400 lat. [Albo do tego co mówi koleżanka z pracy o swoim wakacyjnym wypadzie na Majorkę].

    Metoda

    To, że historia nie jest nauką nie znaczy jednak, że nie może i nie jest wstanie powiedzieć nam czegoś o przeszłości z dużą dozą prawdopodobieństwa. Już pierwsi historycy, tacy jak Herodot, zastanawiali się jak oddzielać ziarno od plew, skąd brać informacje i jak je weryfikować. Dzisiejsza, systematyczna metodologia zaczęła się na dobre rozwijać dopiero w XVIII wieku i bazuje na technikach Bartholda Niebuhra i Leopolda von Ranke. Jest ona oparta na trzech fundamentalnych krokach, z których każdy ma swój własny zestaw technik.

    1. Heurystyka- polega na identyfikowaniu materiału który może być istotny jako źródło informacji na dany temat. Tyczy się zarówno tych najbardziej oczywistych, jak na przykład źródło z epoki opisujące wydarzenia którymi chce zająć się historyk czy późniejsza kronika zawierająca tego typu informacje.

    Równie dobrze mogą to jednak być mniej oczywiste, a nie mniej przydatne źródła- na przykład dominujące wówczas mody literackie, które mogą pomóc zidentyfikować na ile przekaz z interesującego nas źródła jest odbiciem sposobu w jaki opowiadano wówczas o wydarzeniach, a na ile próbą spisania autentycznych wydarzeń [i stąd mamy na przykład turbosłowiaństwo, bo przecież hurrrr Kadłubek, durr Prokosz].

    Źródła nie muszą być pisane i równie dobrze mogą to być na przykład monety, dzieła sztuki czy przedmioty codziennego użytku. Ba! Źródła nie muszą być nawet materialne- przysłowia, ustne przekazy albo wierzenia z epoki to też pełnoprawne źródła. Czasem wierniejsze od pisanych.

    Słowo klucz w tym wypadku to istotne. Określenie tego co przydatne i istotne oraz idące za nimi ustalenie wiarygodności i hierarchii wymaga doświadczenia, obycia i wiedzy. No ogólnie, dużego skilla.

    2. Krytyka- jest to proces w którym historyk bierze zebrany materiał pod lupę i stara się oddzielić ziarno od plew, czyli zbadać autentyczność działalności ludzkiej (źródła) które go interesują i które uznał za istotne.

    Autentyczność dzieła gra tutaj kluczową rolę. Historyk zadaje takie pytania jak: czy źródło jest tym czym się prezentuje? Czy jest wiarygodne? Jak ma się do toczonych wówczas sporów? Jakie są uprzedzenia i ograniczenia autora źródła? Jaki są okoliczności powstania źródła? Z jakich środków korzysta autor? Pytań jakie zadać musi historyk żeby dojść do czegoś sensownego jest oczywiście o wiele więcej.

    Jeśli chodzi o źródła archeologiczne, sztukę i architekturę to kluczowe jest osadzenie ich w kontekście czasów które nas interesują i społeczeństwa w jakim funkcjonowały. Do tego z kolei potrzebujemy ogólnej wiedzy o epoce.

    3. Synteza i przedstawienie- polega na zebraniu materiału i konkluzji wynikających z pracy ze źródłami i spójne ich opisanie, przy zadbaniu o to, żeby tworzone stwierdzenia miały swoje oparcie w źródłach poddanych krytyce.

    Zasadnicza różnica między metodami uprawiania historii a tymi stosowanymi w nauce polega na subiektywizmie. Zarówno naukowcy jak i historycy dochodzą do efektów swoich badań w sposób metodyczny i usystematyzowany. Historycy w o wiele większej mierze są jednak skazani na subiektywną ocenę efektów swojej pracy. I ten subiektywizm jest czymś co bardzo mocno odróżnia historię (i inne dyscypliny wiedzy oraz nauki społeczne) od nauki [też niedługo wrzucę kilka tekstów na ten temat].

    Dlatego historia nie polega wcale na określaniu tego co bezdyskusyjnie stało się w przeszłości. Jest to po prostu niemożliwe, poza suchymi faktami w stylu ”Adolf Hitler urodził się 20 kwietnia 1889 roku”. To co można ustalić ponad wszelką wątpliwość jest jednak mocno ograniczone.

    Jeśli chodzi o całą resztę to historycy starają się dać jak najlepszy, najprostszy, najbardziej zgodny z tym co wiemy o epoce, okolicznościach, ludziach, społeczeństwie i świecie oraz, last but not least, najbardziej prawdopodobny obraz zdarzeń. Innymi słowy starają się dać jak najlepsze wyjaśnienie dla zebranego materiału przy jak najmniejszej liczbie wstępnych założeń. Oznacza to, że zasada ekonomii myślenia, zwana również @Brzytwa_Ockhama jest kluczowa w analizie historycznej.

    Historyk zawsze powinien przedkładać najprostsze wyjaśnienie, biorące pod uwagę zgromadzone dowody, nad wszystkie inne.

    To z kolei prowadzi nas z powrotem do punktu od którego wyszliśmy, czyli historyczności Jezusa. O wiele prostszym i znajdującym lepsze odbicie w źródłach i naszej wiedzy jest wyjaśnienie, że chrześcijańskie pojmowanie Jezusa jest oparte na autentycznie istniejącej postaci, będącej [w ujęciu historycznym, sekularnym] kimś w rodzaju żydowskiego świętego męża/ proroka/ nauczyciela religijnego, który został zabity w okolicach 30 roku po narodzeniu Chrystusa [ehh, te błędy w datowaniu].

    Ludzie tymczasem podejmują inne próby mające tłumaczyć to zjawisko. Początków wierzeń w Jezusa doszukują się w przekonaniach hipotetycznie istniejącej żydowskiej sekty, która oddawała cześć pewnej czysto niebiańskiej istocie. Ich zdaniem w wyniku ewolucji wierzeń i historycznych przeinaczeń, ta rzekomo istniejąca niebiańska istota została niejako „uhistoryzowana” i tak powstał Chrystus.

    Problem polega na tym, że nie ma dobrych dowodów na istnienie sekty wyznającej tego typu przekonania. Brak również przekonywujących dowodów na to, że sekta taka zniknęła by bez najmniejszych, łatwych do prześledzenia tropów. Dlatego też cała hipoteza Mitycznego Jezusa jest odrzucana przez historyków- takie myślenie po prostu nie jest zgodne z zasadą ekonomii myślenia i wymusza na nas myślenie ad hoc i „a, co jeśli”.

    [Ważna uwaga: nikt nie mówi, że nie mogło tak być. Jasne, że mogło- my jednak nie mamy wiarygodnych źródeł wskazujących, że mogło. Bez tego ciężko w ogóle mówić o historii i ktoś może zapytać: “hej czemu nie uznać, że Jezus był wielbłądem, który ocalił grupę żydów ofiarując im swoje mleko jako kolację i ratując zagrażającego im gada? Potem mitologia poszła w ruch i zrobiła z niego zbawcę świata”.]

    Dlaczego ateiści (czasami) nie rozumieją historii?

    Ogarnięcie opisanego przed chwilą procesu analizy historycznej wymaga przygotowania [wiedzy], praktyki i w pewnym stopniu, umiejętności. Bez tego łatwo można skończyć z czymś co nieco przypomina analizę historyczną, ale kończy się totalnie wadliwymi [ja bym powiedział, że odjechanymi] wnioskami.

    Weźmy pierwszy krok, heurystykę. Spotkałem wielu ateistów którzy odrzucają historyczność Jezusa gdyż „brak wiarygodnych wzmianek o nim z jego czasów, a te które są to późniejsze pogłoski” albo „nie ma żadnych relacji naocznych świadków”. W skrócie- odrzucają wszystkie źródła traktujące o Jezusie gdyż nie pochodzą one dokładnie z czasów w których żył i\lub nie są dziełem naocznych świadków.

    [Pomijają przy tym fakt, że ewangelie, jakkolwiek niedoskonałe bo są tekstami religijnymi, powstały na bazie m.in. ustnych przekazów o Chrystusie].

    Problem polega na tym, że gdy zastosujemy tę samą zasadę do innych postaci historycznych z czasów przed nowożytnych to… okaże się, że musimy niemal całkowicie wyrzucić do kosza studiowanie historii świata przed XVI wiekiem. Tak się składa, że źródeł spełniających wspomniane przed chwilą kryteria nie ma prawie wcale dla czasów średniowiecza i starożytności. Jeśli chcemy być konsekwentni to musielibyśmy odrzucić niemal wszystkie z nich, a to jest totalnym absurdem.

    Tak na szybko- nie mamy żadnych źródeł spełniających w/w kryteria dla osób daleko znaczniejszych dla czasów w których żyli. I tak na przykład musielibyśmy powiedzieć „żegnajcie!” wszystkim pracom dotyczącym na przykład Hannibala. Zgodzicie się chyba, że wywarł on większy wpływ na świat w okresie swojego życia niż wiejski kaznodzieja Jezus [żeby nie było- ostatecznie to Jezus wywarł XXX razy większy wpływ na dzieje świata no, ale mówimy tutaj o wpływie za życia]?

    Bardzo podobne, podstawowe błędy są często udziałem ateistów w przypadku drugiego kroku czyli krytyki źródłowej. I tak na przykład internet i publikacje papierowe są zapchane ponurymi obrazami bestialstwa inkwizycji. Mamy całe książki wypełnione szczegółami na temat dzikich tortur i smutnych losów setek tysięcy niewinnych ofiar skazanych na stos przez bezlitosny kościół katolicki.

    Cały cymes polega na tym, że przed XX wiekiem powstało dużo literatury która totalnie pomijała krytykę źródłową i brała informacje zawarte w źródłach za pewnik. Było to szczególnie widoczne wśród autorów anglosaskich (to jest protestanckich). Źródła na których się opierali pochodziły głównie z XVI i XVII wieku i były paszkwilami pisanymi przez angielskich protestantów. Anglia znajdowała się wówczas w ostrym konflikcie z Hiszpanią na niemal każdym polu (politycznym, religijnym i ekonomicznym).

    Branie tego co pisali anglosascy/ protestanccy autorzy za wiarygodne bezkrytycznie i bez konfrontacji z innymi źródłami, jest nie najlepszym pomysłem. Zaowocowało mocno wykrzywionym obrazem. Na szczęście studia nad innymi źródłami, w tym nad archiwami samej inkwizycji, pomogły zrewidować ten obraz.
    W rezultacie wiemy, że 160 lat działania inkwizycji w Hiszpanii zostało okupione od 3 do 5 tysiącami egzekucji. Wbrew temu co pisali tacy geniusze jak Henry Charles Leas, którzy bezgranicznie ufali swoim źródłom, ofiar nie było kilkaset tysięcy. Ateiści przejęli te poglądy bo pasowały im do tezy, ale fakt jest taki, że są one mało historyczne.

    [Chyba, że uznamy, że inkwizytorzy i ramię świeckie domyślili się, że za X wieków ktoś zacznie szperać w archiwach dlatego postanowili je sfałszować. Godna podziwu zapobiegliwość].

    Wreszcie synteza i przedstawienie wymagają chociaż próby obiektywnego spojrzenia na sprawę. Osobnik analizujący źródła może mieć swoje własne, mocne przekonania na sprawę, co bardzo negatywnie wpływa na rzetelność i prowadzi do przedkładania prawdopodobnych wniosków zgodnych z jego światopoglądem nad inne, nieraz bardziej prawdopodobne. Co gorsza te przekonania mogą sprawić, że cały proces został przeprowadzony pod z góry założoną tezę i autor na dzień dobry wykluczył wszystko co mu do niej nie pasowało.

    Historycy dwoją się i troją żeby uniknąć tego typu rzeczy albo chociaż zminimalizować ich wpływ [przynajmniej powinni jeśli chcą być wydawani przez prestiżowe wydawnictwa i publikowani w dobrych periodykach]. Niestety, nie zawsze można to powiedzieć o osobach biorących aktywny udział w dyskusjach światopoglądowych [albo, co gorsza, internetowych gównoburzach].

    Zbyt często wielu ateistów przy okazji polemik dotyczących przeszłości selekcjonuje materiały tak aby wspierać swoją antyreligijną narrację. Jednocześnie pomijają albo lekceważą wszystko co może wskazywać, że nie było tak jak twierdzą albo, że kwestia jest bardziej złożona. Nie można tego traktować jako rzetelnego podejścia do historii- w zasadzie jest to propaganda której funkcją jest nawracanie na jedynie słuszne poglądy (zazwyczaj i tak jest skierowana do już nawróconych).

    Dobrym przykładem jest historia nauki. Do początków XX wieku popularne było przekonanie, że można ja streścić jako zmaganie racjonalnego postępu z religijną ciemnotą. Narracja wyglądała mniej więcej tak: przez wieki grupa oświeconych i myślących uczonych/ naukowców, motywowanych szlachetnymi pobudkami, chciała pchnąć ludzkość do przodu. Niestety przeszkadzała im w tym tępa tłuszcza sterowana przez głupców opętanych religijnymi urojeniami.
    W XX wieku, kiedy historia nauki na dobre się narodziła [jej początki sięgają XIX wieku], poglądy te zostały zrewidowane a conflict thesis [mniej więcej streszczona w akapicie wyżej] została w dużej mierze odrzucona. Wśród współczesnych historyków dominuje inne podejście. Jest ono bardziej zniuansowane, próbujące uwzględnić szerszy obraz i nieufne wobec wielkich narracji budowanych na kilku wątkach.

    Historycy skłaniają się do zdanie, że choć dochodziło do konfliktów, to rzadko można je ująć w proste ramy „ciemna religia vs oświecona nauka”. Ponadto były to raczej wyjątki, a nie reguła [nie wspominając już o tym jak głupie jest przenoszenie stosunków chrześcijaństwo- nauka na kategorię religia- nauka. Co z buddyzmem, tao, hinduizmem, bon, szinto i ich niezliczonymi odnogami/ nurtami?].

    Obiektywizm, Uprzedzenia i Historyczne Bajki

    My ateiści i wolnomyśliciele często nabijamy się z wierzących jako tych którzy nie myślą racjonalnie, nie są w stanie krytycznie podejść do tematu i mają tendencję do kurczowego trzymania się swoich idei nawet gdy dowody jednoznacznie wskazują, że jest inaczej. Niestety, o wiele łatwiej jest gadać o byciu racjonalistą i krytykować innych za przeciwną postawę, niż faktycznie być racjonalnym. Każdy ma swoje uprzedzenia i każdy podlega efektowi potwierdzenia- tendencji do faworyzowania informacji które potwierdzają nasze przekonania.

    Jest to po prostu wrodzona cecha i ciężko od niej uciec nawet gdy jesteśmy jej w pełni świadomi. To znaczy, że ateiści mogą zachowywać się dokładnie tak jak wierzący w przypadkach gdy chodzi o atrakcyjne dla nich idee. Często są gotowi przyjmować je bezkrytycznie, bronić przed dowodami albo przesłankami, że było albo mogło być inaczej. Ateiści tak samo lubią proste, pasujące im do tezy historie i przedkładają je nad bardziej szczegółowe, zniuansowane i skomplikowane, ale nie pasujące im do światopoglądu.

    Stąd bajka o średniowiecznym kościele nauczającym, że Ziemia jest płaska i bohaterskim Kolumbie, który płynąc do Ameryk udowodnił, że prymitywne biblijne przesądy są nieprawdziwe, ma się dobrze. Niestety- ma ona mało wspólnego z rzeczywistością. Jest naprawdę źle. Sam znam wielu inteligentnych i wyedukowanych ateistów, którzy jak katarynki powtarzają nieprawdziwe historie bez żadnej dozy krytycyzmu.

    Choćby tę o zacofanym kościele, rzucającym się Rejtanem na drodze postępowi. Co gorsza- gdy kontrowałem te błędne wyobrażenia przedstawiając dowody, na przykład na to, że katolicy epoki średniowiecza wiedzieli i nauczali, że Ziemia jest sferą, a mit Płaskiej Ziemi został wymyślony przez pisarza Washingtona Irvinga w 1828 roku, spotykałem się ze sprzeciwem i niechęcią do przyznania się do błędu.

    Pasujące do tezy baśnie, takie jak ta o chrześcijanach dewastujących Bibliotekę Aleksandryjską (nie zrobili tego) albo zabijających Hypatię ponieważ kochała ona naukę i wiedzę (też nieprawda) mają bardzo dużą siłę perswazji. Dlatego też wielu ateistów jest gotowych dać się pokroić żeby tylko nie przyznać, że opowieści te mają raczej mało wspólnego z rzeczywistością. Nawet gdy przedstawi im się dowody. Cóż religijni fundamentaliści nie mają wyłączności na bycie dogmatycznymi jeśli chodzi o wiarę w mity.

    Jednym z głównych celów historii jest zrozumienie czemu świat w którym żyjemy wygląda tak jak wygląda i co i dlaczego mogło mieć na to wpływ. Żeby miało to jednak jakikolwiek sens i było choć trochę możliwe to musimy co nieco wiedzieć o tym jak działa historia, jak ją badamy i jak używamy materiałów źródłowych.

    Jest jeszcze jeden warunek: na zebrany materiał musimy patrzeć najobiektywniej jak to możliwe. Podchodzenie do niego ze z góry założoną tezą nie da nam dobrych rezultatów. Ateiści którzy próbują instrumentalnie używać historii w swoich dyskusjach robią to źle i wyglądają na tak samo niedoinformowanych albo dogmatycznych jak fundamentaliści. I nie jest to przyjemny widok.

    Link do oryginalnego artykułu

    Link do starego bloga Tim’a

    Link do nowego bloga Tim’a

    PS. Tekst bez zwyczajowej korekty u @robson7, chciałem wrzucić jak najszybciej. Wyczaisz błąd? Zgłoś (pięknie proszę).

    PS.2 Jak ktoś ma jakieś zażalenia do tekstu co do zawartych w nim opisów i prezentacji to kierować je tutaj

    PS.3 Mam nadzieję, że nikt nie powiesi mnie za wstawki i brak wierności w tłumaczeniu

    #gruparatowaniapoziomu #chrzescijanstwo #katolicyzm #niedoszlahistoria #historia #4konserwy #neuropa #ateizm #zainteresowania

    Tim O'Neill patrzący z niesmakiem na poziom świadomości historycznej wśród internetowych dyskutantów (koloryzowane)
    pokaż całość

    źródło: i0.wp.com

  •  

    Kudowie stracili kolejne pozycje przy brzegach Eufratu i musieli się wycofać na wschód od miasteczka Gharanij. Jak widać potężne SDF przy ograniczonym wsparciu USA nie jest wstanie sobie poradzić nawet z niedobitkami bojowników IS. To nie wróży dobrze rożawie na przyszłość gdy amerykańskie siły zostaną wycofane nie będą mieli żadnych szans z Siłami rządowymi. Pojawiają się też plotki że SDF ma za małe siły by kontrolować w pełni północną część DeZ i wbrew ich twierdzeniom wiele lokalnych arabskich klanów jest im otwarcie wroga.

    https://twitter.com/southfronteng/status/952438670119743488

    #syria #isis
    pokaż całość

    źródło: syria.png

  •  

    а якбы так Поляцы зачели писать в цырылицы?( ͡º ͜ʖ͡º)
    #cyrylica #ruskapropaganda и трохе #rosyjski

  •  

    Tak sobie czytam tę sprawę zaginionego Piotra Kijanki i w komentarzach padają słowa że Kraków jest taki niebezpieczny nocą, że nocą to jest inne miasto itp. To jak to wygląda? Sebki stoją w bramach, klatkach albo krążą po mieście i tylko szukają kogoś żeby go skroić? To co idziesz sobie taką Nową Hutą we wtorek o 2 w nocy i ktoś się do ciebie dopierdoli bo sobie tylko idziesz xD? Wciąż są tam lata 90? Dla mnie to trochę abstrakcja bo mieszkam w małym mieście, gdzie o 23 nie spotka się żywej duszy na ulicy i nieważne czy to wtorek czy piątek. Mieszkałem też w większym, ale nie w Krakowie i bardzo często wracałem nocą na piechotę i nie było już takiego zjawiska. NK opowie o bezpieczeństwie w Krakowie bom ciekaw.

    #krakow #bezpieczenstwo #polska #zaginieni #csiwykop #gownowpis
    pokaż całość

    •  

      @SzalonyFanMalysza: Zgodnie ze statystykami najwięcej przestępstw jest w centrum i na Kazimierzu, tylko to tam się najwięcej ludzi kręci i są kluby więc wiadomo, że raz na czas się coś zdarzy, czy kradzież czy jakieś bójki (chociaż to też zależy, gdzie się chodzi), ale to nie dotyczy przypadkowych osób na ulicy. Nowa Huta bardzo się poprawiła, trochę patologii siedzi po Prądniku, Bieżanowie czy i północno-wschodnich osiedlach. Jak się tam nie zapuszczasz to jest ok. pokaż całość

    • więcej komentarzy (12)

  •  

    Żołnierze algierscy podczas mobilizacji, 1914 rok. Na wojnę Algieria wysłała 150 000 swoich żołnierzy. Oprócz tego kraj nawiedziła klęska nieurodzaju w 1917 roku i w 1920 fala głodu przetoczyła się przez Algierię.

    "Of all the French colonies, Algeria represented the largest supplier of material resources and manpower for France along with West Africa. During the First World War, Algeria was asked to contribute more than any other country in what is called “French North Africa.” It responded by providing that which was expected by the colonial power. In other words, it provided capital, products and men for the war and factory work.

    The most substantial material aid in the French colonial empire came from Algeria (with the exception of French West Africa). Over four years, the military stewardship sent its buying commissions, which had a de facto monopoly on buying products, and which proceeded with requisitions: most notably of grains, wine, tobacco, and sheep. These products were bought under conditions that were more advantageous than those of the minerals and other bulk items whose exportation was hindered due to the crisis of maritime transportation between Algeria and France. One is able to calculate that from 1915 to 1919 the savings for agricultural products equaled 770 million francs when compared to the cost of purchasing these items at market prices. In short, Algeria helped to feed France cheaply."

    Bardzo dobry artykuł po angielsku o udziale Algierii w wojnie

    #starszezwoje - tag ze starymi grafikami, miedziorytami, rysunkami z muzeów oraz fotografiami

    #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #fotohistoria #gruparatowaniapoziomu #wojna #myrmekochoria
    pokaż całość

    źródło: ddoughty.com

  •  

    Z Krakowa do Warszawy? Samolotem? Na biednych nie trafiło

    #lotnictwo #polak

    źródło: fromapp.jpg

    +: b0NUS4, chrzandofrytek +46 innych
  •  

    jak to jest z tymi pojmanymi żołnierzami? rebelsi ich wzięli z zaskoczenia, że nie ogarnęli się w porę, czy po prostu się poddali? jak wygląda takie pojmanie?
    #syria

    +: chrzandofrytek, virgola
    •  

      @bob_kael: Jak na każdej wojnie różnie to bywa, żołnierze poddają się w otoczeniu, przy zasadzkach, upadku morale i panice przy chwilowych przewagach przeciwnika, przygwożdżeniu przeważającą siłą ognia i niemożliwości prowadzenia walki. Mało który żołnierz walczy do pewnej śmierci mając w perspektywie cień szansy na przeżycie w niewoli albo strzela w momencie w którym staje przed nim grupa mierząca z karabinów, krzycząca "rzuć broń". Jako jeńców bierze się też rannych i niezdolnych do walki, żołnierzy pełniących funkcje pomocnicze (kierowców, artylerzystów, jednostki zaopatrzeniowe itp.), co nie jest trudne przy dużej mobilności islamistów i rozciągniętych liniach zaopatrzeniowych.

      @Ya_Abbas: Nie przesadzajmy, islamiści, nawet ci z ISIS również czasem się poddają, nie u każdego fanatyzm jest tak daleko posunięty. Tchórze i oportuniści też się trafiają.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (5)

  •  

    Bitwa o Abu Duhur trwa. Plan rebeliantów, to zniszczyć, jak najwięcej pojazdów za pomocą TOW-ów i zatrzymać ofensywę Tygrysów. Dobrze, że zaznaczyli teren obrony, więc samoloty już wystartowały.

    Wędrujący worek ISIS zaatakował z zaskoczenia żołnierzy SAA

    #syria
    pokaż całość

    źródło: pbs.twimg.com

    +: chrzandofrytek, Martwiak +21 innych
  •  

    W dzisiejszym odcinku pójdziemy tropem z poprzedniego i omówimy sobie mniej więcej relacje między wczesnym chrześcijaństwem, a „mądrością tego świata”. Mówiąc o tejże mądrości mamy na myśli antyczną filozofię, a termin ów był w czasach starożytnych o wiele bardziej pojemny niż dzisiaj.

    Był to efekt tego, że mianem filozofii określano nie tylko rozważania i spekulacje na temat „podstawowych problemów i idei” (dziękuje Pan wikipedia), ale także dociekania, które z perspektywy czasu nazwalibyśmy naukami przyrodniczymi, ścisłymi i społecznymi.

    Do tego filozofia przesiąknięta była mistycyzmem i wierzeniami, które dzisiaj uznalibyśmy za religijne. Pitagoras, znamy nam głównie jako matematyk był w świecie starożytnym postrzegany przede wszystkim jako mistyk. To znaczy filozof. To znaczy matematyka, mistyka i filozofia lądowały do wspólnej kategorii z napisem filozofia. Miejmy w pamięci, że używamy tutaj tego słowa w jego antycznym, a nie współczesnym znaczeniu.

    Z poprzedniego odcinka wiemy już, że Kelsos, a w raz z nim inni mieszkańcy cesarstwa, oskarżał chrześcijan o odrzucanie rozumowego dążenia do poznania prawdy i pogardę dla filozofii. Wielu wykształconych pogan widziało chrześcijan jako przygłupią tłuszczę, która chce wszystko zastąpić wiarą w Jezusa. Swoją drogą niektórzy podnoszą takie zarzuty po dziś dzień.

    Czy mieli rację? I tak i nie. Faktycznie, wśród niektórych wspólnot chrześcijańskich funkcjonowało przekonanie, że “mądrość tego świata” nie przynosi nic dobrego i że, objawienie zawarte w „świętych tekstach” wystarczy za całą wiedzę.

    Korzeni tego chrześcijańskiego antyintelektualizmu wielu dopatruje się w pawłowych listach i sformułowaniach typu „Postanowiłem bowiem, będąc wśród was, nie znać niczego więcej, jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego” czy „Mądrość bowiem tego świata jest głupstwem u Boga”.

    Na całą sprawę należy również patrzeć w kontekście historycznym. Wiem, że wracamy do tego któryś raz, ale starożytność generalnie nie była epoką rozumu i nauki. To znaczy nikt nie zaprzecza osiągnięciom starożytnych, ale jeśli chodzi o całokształt, to wspólnoty starożytne były głęboko przesiąknięte irracjonalizmem, wiarą w magię i różnego rodzaju zabobony.

    Jak pisałem w którymś z komentarzy pod poprzednim odcinkiem - chrześcijanie nie przylecieli do Rzymu z kosmosu - byli Rzymianami (niekoniecznie obywatelami, ale mieszkańcami imperium). To, że wielu z nich było niewykształconych i przykładało większą wagę do guseł i czucia niż do „mędrca szkiełka i oka” to nie chrześcijańska inwencja, tylko norma społeczeństwa w którym żyli.

    Żeby się o tym przekonać wystarczy zobaczyć jakie zarzuty stawiała im szersza publika, a nie tak zwani mędrcy. Ludzi nie bolało to, że chrześcijanie nie zgadzają się z poglądami jakiegoś filozofa czy ich stosunek do filozofii jako takiej. Problemem była ich amoralność, ateizm, bezbożnictwo, czczenie głowy osła, paranie się magią, konszachty z czarownicami i współpraca z demonami. Przynajmniej tak myślało wielu prostych ludzi.

    Stosunek do filozofii i osiągnięć rozumu należy raczej rozpatrywać przy uwzględnieniu pochodzenia i pozycji społecznej. Chrześcijanie nie wywodzący się z elit społecznych i intelektualnych generalnie nie widzieli swojej nadziei w filozofii i wiedzy. Podobnie bowiem jak większość żyjących wówczas „prostych ludzi” nie mieli o niej pojęcia. Ciężko więc mówić o odrzuceniu czegokolwiek gdy ma się tego nie zna albo zna bardzo kiepsko.

    Jeśli chodzi o chrześcijan wywodzących się z bardziej świadomych i wyższych warstw (niekoniecznie mowa tu o arystokracji), to tutaj można wyróżnić wiele różnych podstaw w stosunku do dorobku filozofii i dziedzictwa niechrześcijańskich przodków oraz rozumu jako takiego.

    Część odrzucała filozofię i jej metody jako wywodzące się i związane z pogaństwem. I tutaj należy poczynić ważne zastrzeżenie - gdy autorzy wczesnochrześcijańscy piszą lekceważąco o „mądrości Greków”, to niekoniecznie znaczy, że odrzucają filozofię jako taką (rozumianą jako pogłębiona, rozumowa refleksja) tylko, że nisko cenią sobie greckie wierzenia. Jako się rzekło: filozofia była wówczas przesiąknięta mistycyzmem i wierzeniami religijnymi.

    Wracając jednak do różnic we wczesnochrześcijańskim podejściu do filozofii. Poza tymi, którzy całkiem ją odrzucali istnieli także tacy, którzy niekoniecznie mieli z nią problem, ale z racji wspomnianego przed chwilą związku między filozofią a wierzeniami, byli nieufni i mieli wiele obiekcji. Chcieli odrzucenia religijnych i mistycznych konotacji wywodzących się z innych wierzeń.

    Istnieli także tacy chrześcijanie, którzy uważali wręcz, że nie ma żadnego problemu, a filozofia jest tym co Grecy dostali od Boga w ramach przymierza. Innymi słowy Żydzi dostali Prawo, a Grecy filozofię. Wśród tych ostatnich, z biegiem czasu wykształcił się pogląd bardzo podobny do tego wyznawanego przez Kelsosa i innych medioplatoników - że rozum i rozważania jest jedną z dróg prowadzących do Boga. To jednak późniejsze dzieje.

    Jest jednak faktem, że w chrześcijaństwie od samego początku aż po dzień dzisiejszy jest wiele nurtów albo otwarcie odrzucających naukę (rozumianą jako owoc intelektualnych dociekań), albo mocno wobec niej nieufnych, postrzegających ją jako zagrożenie dla wiary. Tyle, że na drugim biegunie znajdują się grupy, które uważają dokładnie odwrotnie.

    Chrześcijańskie zapatrywanie się na rozum i owoce jego pracy to bardzo rozbudowany temat, ale tutaj (pobieżnie) przedstawimy sobie relację tylko między wczesnym chrześcijaństwem, a antyczną filozofią. Dla Greków z wyższych sfer (rozumianych tu jako ludzie wychowani w kulturze helleńskiej) filozofia i intelekt były bardzo ważne. Jeśli chrześcijaństwo miało na trwale zadomowić się w tym gronie, to po prostu nie mogło być zbiorem przesądów i prawd branych tylko na wiarę.

    Czasy o których mówimy, czyli II-IV wiek, to wbrew wcześniejszym poglądom, okres bardzo ożywionej działalności intelektualnej. Żyjący wówczas filozofowie (czyli także „naukowcy”), zarówno poganie jak i chrześcijanie, byli bardzo dobrze zaznajomieni z osiągnięciami klasycznej greckiej cywilizacji i potrafili również dołożyć się do jej osiągnięć.

    Przybliżmy sobie zatem świat ówczesnych elit. I tak, w procesie kształcenia najważniejsze były dwie rzeczy: retoryka i znajomość klasycznych tekstów. Retorykę należy w tym kontekście rozumieć jako sztukę prowadzenia sporu i konstruowania argumentów. Elity ceniły sobie dyskusję jako bardzo istotną w procesie wykuwania wiedzy i przekonań.

    Ważna była również znajomość klasycznych tekstów. Mówimy tutaj o społeczeństwach tradycyjnych, w których starożytność danej opinii była istotnym argumentem przemawiającym za jej słusznością. Wystarczy sięgnąć chociażby do Kelsosa i przypomnieć sobie jak zarzuca chrześcijanom, że ich poglądy to nowinki, które nie mogą się równać wiedzy Egipcjan, Greków czy ludów Bliskiego Wschodu.

    Jeśli chodzi o ścisłą elitę intelektualną i ludzi, którzy poświęcali życie, jak byśmy to dzisiaj nazwali, rozkminianiu, to przechodzili oni bardziej rygorystyczny trening. Wymagało to znalezienia szkoły filozoficznej (niekoniecznie budynku), gdzie grupka adeptów pobierała nauki od mistrza.

    Proces ten był ważny nie tylko dla formacji intelektualnej danego zawodnika, ale także jako okazja do nawiania przyjaźnie i kontaktów, które mógłby ułatwić późniejszą karierę. Mistrz, będący zazwyczaj osobą wpływową, polecał na przykład uczniów na wysokie stanowiska w administracji.

    Uczniowie studiowali filozofię po starożytnemu, czyli nie tylko teksty które dzisiaj nazwalibyśmy stricte filozoficznymi, ale także te, dotyczące geografii, historii, literatury, nauk przyrodniczych i matematyki. Od upadku cesarstwa na Zachodzie i kryzysu na Wschodzie w V wieku, świat musiał czekać aż do czasów pełnego średniowiecza (albo, jak twierdzi Freeman, do czasów Renesansu), żeby móc cieszyć się podobnym systemem i taką jego powszechnością.

    Większość mistrzów należała do jakiegoś nurtu filozoficznego i miała poglądy bardzo zbliżone do tych przewodnich. Platon i jego szkoła pozostawali najbardziej popularnymi. Centralną częścią jego poglądów był kontrast między zmiennym i niedoskonałym światem materialnym a idealnym i niezmiennym światem idei, znanych też jako formy.

    Nauka u mistrzów związanych z platonizmem zaczynała się od logiki i matematyki, które ich zdaniem były niezbędne aby zmierzyć się z wyzwaniem zrozumienia i poznania form. I tak na przykład rozważając wszelakie formy odwagi w świecie, człowiek mógł z czasem spróbować zrozumieć czym jest odwaga jako Forma, czyli odwaga sama w sobie.

    W myśl poglądów platońskich idealne formy egzystowały w świecie idei, a ich przejawy w świecie materialnym były tylko niedoskonałymi odbiciami. Formy, podobnie jak całe istnienie, można ustawić w hierarchicznym porządku. Z tego też powodu zakładano istnienie Najwyższej Formy, jako (jakkolwiek głupio to brzmi) najbardziej idealnego ideału, zawierającego w sobie wszystko to co dobre.

    W czasach o których mówimy idea Najwyższej Formy miała już dodatkowe konotacje i wiele osób zaczęło ją utożsamiać z bogiem, ale nie takim jak Zeus czy inny olimpijczyk - Bogiem przez wielkie „B”, najwyższym bytem we wszechświecie. Bóg zaś miał komunikować się ze światem materialnym za pomocą pośredników (niższych form), które z kolei człowiek może zrozumieć za pomocą rozumu.

    Oczywiście spłycamy tutaj mocno platonizm, ale nie ma innej drogi jeśli chcemy przybliżyć ten system w nie więcej niż kilku krótkich akapitach. Z biegiem czasu opracowany przez Platona system ewoluował i dlatego w II wieku mówi się zazwyczaj o medioplatonizmie.

    Rozróżnienie to ma podkreślać różnice między ideami z II wieku, a oryginalnymi pomysłami Platona. Większość medioplatoników uważała, że o ile niemożliwe jest zrozumienie Najwyższego Bytu, to człowiek może spekulować czym jest, a czym nie. Może też rozważać relację, jaka łączy go z Bogiem i w ten sposób nawiązać z nim indywidualny stosunek.

    Zdaniem medioplatoników Bóg był wiecznym i absolutnie doskonałym stwórcą, który ciągle znajdował się w procesie stwarzania. Medioplatonicy wierzyli, że ostatecznym celem całego stworzenia jest osiągnięcie perfekcji takiej, jak jego autor. Postęp zaś jest możliwy dzięki myśleniu i rozważaniu, a Bóg wspiera ludzi za pomocą pośredników, którzy inspirują.

    Generalnie medioplatonizm był bardziej mistyczny niż oryginalny system, z którego się wywodził. Medioplatonicy z większą nieufnością patrzyli na pokusy związane z materią. Byli zdania, że odciągają one człowieka od rozważań i myślenia przybliżającego go do Najwyższego Bytu. Dbałość o obyczaje szła w parze z filozofią.

    Inna szkoła związana była z systemem stworzonym przez Arystotelesa. Był on uczniem Platona i w początkowym okresie pozostawał pod jego wpływami, ale z czasem rozwinął swoją filozofię w innym kierunku. Odrzucał istnienie Form, które można zrozumieć poprzez rozważania.

    Jego zdaniem kluczem do poznania była pieczołowita obserwacja tego co występuje w świecie materialnym. Wiedza powinna wynikać z nagromadzenia sprawdzanych empirycznie faktów i refleksji nad nimi. Arystoteles praktykował to co głosił i prowadził własne, jakbyśmy to dzisiaj nazwali, prace badawcze. Z tego tytułu jest uważany za ojca biologii i zoologii. Zasłynął także jako logik.

    Arystoteles uważał także, że wszystko co żyje podlega zmianom. Jego zdaniem każda żyjąca istota dąży do osiągnięcia najwyższego dla niej stadium. Najwyższy stan dostępny dla człowieka określał eudajmonią. Dosłownie tłumaczy się ją jako szczęście albo dobrobyt, ale proponuje się także określenie „rozkwit człowieka”, jako tłumaczenie lepiej oddające sens pojęcia.

    W myśl założeń Arystotelesa wszystkie zjawiska istnieją w świecie, którego najwyższy byt, Nieruchomy Poruszyciel sprawia, że cały kosmos działa jak należy, utrzymując go w harmonii. Zdolność do kontemplacji i doceniania całego stworzenia i harmonii, która je wypełnia, jest, według Arystotelesa, najwyższym stadium eudajmonii.

    Arystoteles był mniej popularny niż Platon z kilku powodów. Po pierwsze jego dzieła były pisane bardzo trudnym do zrozumienia językiem. Ponadto często nie były to żadne dzieła, a raczej zapiski i szkice. Rozumienie ich bez komentarzy bardziej doświadczonych i oczytanych ludzi było ciężkie. W dodatku nacisk jaki kładł na empirię i logikę wyprzedzał jego epokę. Grecka miłość do spekulacji i hipotez brała póki co górę nad metodycznym, żmudnym badaniem i sortowaniem obserwowalnych faktów.

    Kolejnym wpływowym nurtem był stoicyzm. Odłamów było wiele, ale generalnie stoicy uważali, że wszystko co istnieje jest materią i jest ze sobą ściśle powiązane w wielkim cyklu zmiany, narodzin, rozwoju i śmierci. Siłą, która napędza świat jest pneuma, żywioł utożsamiany z logosem. Ludzka dusza jest również ożywiona dzięki pneumie (możliwe, że stąd wywodziła się gnostycka idea „boskiej cząstki” uwięzionej w człowieku).

    Stoicyzm przechodził różne koleje losu i potrafił adaptować się do coraz to nowych wyzwań i idei. Stoicy cieszyli się opinią filozofów nie uciekających od trudnych pytań. System ten wywarł duży wpływ na cesarstwo, a cesarz Marek Aureliusz jest powszechnie znany z bycia jego zwolennikiem.

    Najstarszym nurtem, który można określić jako znaczący, byli pitagorejczycy. Były to bardzo mistyczne grupy, same przedstawiające się jako spadkobiercy ich mistrza i depozytariusza prawd o świecie, które odkrył i wyjawił. Pitagoras żył w VI wieku przed Chrystusem. Pochodził on z Azji Mniejszej, ale znaczną część życia spędził w Wielkiej Grecji, gdzie zdobył zwolenników dla swoich poglądów.

    Oprócz tego istniało wiele pomniejszych nurtów i szkół, będących często oryginalnym efektem miksu poglądów wielkich mistrzów, lokalnej tradycji i inwencji mniej znanych myślicieli. Znajomość klasyków i trening filozoficzny były nieodzowną częścią paidei, dobrego wychowania niezbędnego do bycia człowiekiem „na poziomie”.

    Mimo, że może brzmieć to dziwnie, część rzeczonych ludzi „na poziomie” bardzo szybko zaczęła interesować się chrześcijaństwem (pamiętacie Apollosa, o którym mówiliśmy przy okazji odcinka traktującego o Pawle?). Wydaje się jednak, że na szerszą skalę zaczęło dziać się to dopiero w II wieku.

    Jednym z takich przypadków był wspominany już wcześniej Tacjan, autor „Diatessaronu”. W swojej „Mowie do Greków” pisał wprost, że jest “tym, który myśli jak barbarzyńcy, urodził się na ziemiach Asyryjczyków, studiował waszą wiedzę [filozofia] a później tę, którą teraz wyznaje [chrześcijaństwo]”.

    Tacjan przedstawia się zatem jako osoba wyedukowana w klasycznej wiedzy, ale uważa, że chrześcijaństwo jest nadrzędne. Dalej w tekście wyjaśnia, że chrześcijaństwo bardziej do niego przemawia, gdyż chrześcijanie postępują lepiej niż filozofowie. Nie podoba mu się zwłaszcza, jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli, „klasizm” (pamiętacie Kelsosa?).

    Mamy tutaj przykład chrześcijanina, który choć poznaje „greckie mądrości”, to przedkłada nad nie objawioną prawdę swojej nowej religii. Nie poprzestaje jednak na tym i stara się wykazać wyższość swojej prawdy, mówiąc iż filozofowie ciągle się między sobą kłócą, a chrześcijanie zgodnie czczą Najwyższego Boga (tak jakby chrześcijanie nie prowadzili niekończących się dysput w co i jak wierzyć).

    Inne podejście przedstawia inny wykształcony chrześcijanin, Justyn Męczennik. Opisuje swoje życie sprzed nawrócenia, jako ciągłe poszukiwanie i studiowanie osiągnięć różnych szkół filozoficznych. Żadna jednak do niego nie przemawiała, nie widział czegoś, co do końca odpowiadałoby na trapiące go pytania.

    Sytuacja ta trwała dopóki pewien „mądry starzec” nie przedstawił mu chrześcijańskiego nauczania. Justyn dostrzegł w nim zwieńczenie dążeń greckich filozofów. Innymi słowy przedstawiał on wiedzę pogan jako w dużej mierze dobrą i prawdziwą i uważał, że Bóg w jakiś sposób pozwolił dojść do niej Grekom.

    Widać tutaj nawiązanie do motywu, który występował już wcześniej u Filona, a który omówiliśmy w tekście poświęconym Listowi do Hebrajczyków. Filon zasadniczo uważał, ze Bóg objawił prawdę i dał narzędzia do jej poznawania wszystkim nacjom, tyle że Żydzi najlepiej ją pojęli i przechowali. Stąd jego słynne „Kim jest Platon jeśli nie Mojżeszem mówiącym po grecku?”.

    Justyn zamieniał tylko żydów na chrześcijan i uważał, że misja Chrystusa przyczyniła się do poszerzenia wiedzy i świadomości ludzi. Posunął się nawet do twierdzenia, że ci spośród pogan, którzy szukali prawdy (czyli byli natchnięci przez logos) to tak naprawdę „honorowi chrześcijanie”. I tak na przykład, chrześcijaninem był dla Justyna Sokrates. Freeman uważa, że tego typu poglądy otworzyły drogę do asymilacji znacznej części przedchrześcijańskiego dziedzictwa w ramach nowej religii, która z czasem zaczęła wyznaczać porządek rzeczy.

    Z poprzedniego odcinka wiemy już o podejściu Orygenesa, który w ramach odpowiedzi Kelsosowi pisał, że chrześcijanie wcale nie odrzucają dziedzictwa starożytnych, nie zgadzają się jednak z jego całością, a rozumowe rozważanie wiary i jej prawd jest jak najbardziej mile widziane.

    Dlaczego o nim wspominam? Robię to, ponieważ w podobnym duchu wypowiadali się inni wykształceni chrześcijanie z Aleksandrii. Wielu badaczy przypisuje to tradycji wspominanego przed chwilą Filona, którego twórczość była poświęcona próbie połączenia helleńskiej myśli z religią i tradycją żydowską.

    Weźmy na przykład Klemensa Aleksandryjskiego, Ojca Kościoła. Outler uważa wręcz, że był on najbardziej zanurzony w greckiej filozofii ze wszystkich autorów wczesnochrześcijańskich. Urodził się w Atenach, w pogańskiej rodzinie. Miasto to wciąż było ważnym centrum intelektualnym starożytnego świata. Prym wiodła jednak Aleksandria, do której Klemens ostatecznie wyemigrował, szukając odpowiedzi na trapiące go pytania.

    Prace Klemensa ukazują bardzo dużą wiedzę na temat tradycji, literatury i filozofii helleńskiej. Jego krytyka religii pogańskich jest w bardzo dużym stopniu oparta o poglądy medioplatoników. Twierdził, że ci, którzy żyli przed objawieniem Chrystusa, ale starali się poznać bożą prawdę mogą być uznani za „honorowych chrześcijan”.

    Zdaniem Klemensa kimś takim był na przykład Platon. Klemens pisał wprost: „ [filozofia] jest jakby wstępem dla tych, którzy żyli przed Chrystusem” i „możemy powiedzieć, że została [filozofia] dana Grekom dla tego celu; filozofia jest dla nich bowiem tym, czym Prawo dla Żydów - nauczycielem mającym doprowadzić ich do Chrystusa”.

    W myśl tych poglądów objawienie Chrystusa było nie tylko wypełnieniem Prawa, ale i czymś co miało rozwinąć filozofię grecką. Zdaniem Klemensa, Chrystus był czymś co zamienia tlącą się w filozofii iskierkę prawdy w płomień. Uważał, że studiowanie filozofii powinno być niezbędną częścią chrześcijańskiej edukacji.

    Zdaniem Klemensa wiara była czymś co rozbudzało umysł i umożliwiało rozumowanie i trzeźwy osąd. Freeman twierdzi, że poglądy Klemensa na relację wiary z rozumem i poznaniem można streścić w następujący sposób - gdy masz już rdzeń w postaci wiary, możesz iść dalej i poznawać prawdę za pomocą logiki lub duchowego oświecenia.

    Bardzo ważnym elementem teologii Klemensa był obowiązek pracy nad rozwinięciem cnoty, będącej ostatecznym wyrazem Boga. Podlegać mu mieli wszyscy ochrzczeni. Natura tej cnoty, była jego zdaniem możliwa do poznania rozumem. Czuć Platona? Różnica była jednak taka, że metaforą świetlistej prawdy było u Platona słońce, a u Klemensa - Chrystus.

    Podsumowując - wiara potrzebuje rozumu aby iść dalej przez świat i osiągać kolejne stopnie rozwoju duchowego na ścieżce do zbawienia. Klemens twierdził, że Chrystus dał wzorzec postępowania i chrześcijanie powinni starać się go naśladować w swoim życiu.

    Ciekawe są jego poglądy na inne kwestie. Jeśli chodzi o cielesność, to Klemens nie był surowy i uważał, że jak najbardziej należy (jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli) „szanować się”, ale w żaden sposób nie potępiał on ani nie przedstawiał ciała i jego potrzeb jako czegoś obrzydliwego i grzesznego.

    Potępiał za to „dobrowolnych męczenników” czyli ludzi, którzy wiedząc o prześladowaniach sami wystawiali się na widok prześladowców. Uważał, że nie są oni prawdziwymi męczennikami i są współodpowiedzialni za swoją śmierć, gdyż nie szukali aktywnie schronienia i ratunku.

    Jeśli chodzi o wpływ platonizmu i jego relację z chrześcijaństwem, to bardzo podobne poglądy miał Euzebiusz z Cezarei, ojciec historii kościelnej. Był również głęboko zanurzony w tej szkole filozofii. W „Praeparatio evangelica” znajduje się mnóstwo odniesień do poglądów Platona i dzieł medioplatońskich.

    Ok, to zobaczmy jak wyglądał przeciwny biegun. Wspominaliśmy już wcześniej o Tacjanie, jednak o wiele żarliwszym oponentem „mądrości tego świata” był Tertulian. Bardzo mało wiadomo o tym wczesnochrześcijańskim pisarzu. Urodził się w Afryce w okolicach 160 roku i spędził większość życia w Kartaginie. Pochodził z rodziny rzymskiego centuriona, a na chrześcijaństwo nawrócił się jako dorosły.

    Swoją działalność pisarską rozpoczął pod koniec II wieku. Na początku III jego poglądy teologiczne zaczęły bardzo mocno zbiegać się z tymi głoszonymi przez montanistów. Według przekazów zmarł w zaawansowanym wieku, być może dożył nawet osiemdziesiątki. Jest znany jako twórca wielu terminów używanych dzisiaj w teologii i filozofii (ze wskazaniem na tę pierwszą dyscyplinę - np. pojęcie Trójcy po łacinie).

    Jego podejście można streścić w jego słowach: „wierzę ponieważ to absurd”- Tertulian przedkładał wiarę w objawienie nad rozumowe dociekania. Dodatkowo oskarżał filozofię o tworzenie herezji. To właśnie w helleńskim spojrzeniu na świat dopatrywał się źródeł herezji takich jak na przykład gnostycyzm. Jego zdaniem dla każdej herezji istniejącej w ramach chrześcijaństwa można wskazać szkołę filozoficzną będącą jej źródłem.

    I tak np. poglądy Walentyniana o eonach, były żywcem wyjęte z platońskiej nauki o pośrednikach między Bogiem a ludźmi. Marcjon zaś miał, według niego, zaczerpnąć swoją idee Najwyższego Boga i pomniejszego demiurga od stoików. Heretycy, którzy głosili śmierć duszy mieli wywieść swoje poglądy od Epikurejczyków. Wszystkich filozofów oskarżał o zaprzeczanie zmartwychwstaniu ciała, w które bardzo głęboko wierzył i którego z zacięciem bronił przed zwolennikami innych poglądów.

    Kolejnym cytatem, którym można podsumować jego nastawienie do filozofii i jej metod jest: „Co mają wspólnego Ateny z Jerozolimą? Jaka zgodność jest między Akademią Platona a Kościołem? Jaka między chrześcijanami a heretykami? … Przecz ze wszystkimi próbami chrześcijaństwa wymieszanego ze stoikami, platonikami i dialektyką! Nie chcemy żadnych dyskusji po tym jak posiedliśmy Jezusa Chrystusa…”.

    Żadne z podejść, które tu opisaliśmy i pokazaliśmy na przykładach, ostatecznie nie zwyciężyło innych. Przez całą historię chrześcijaństwa kotłowały się one i rozpychały, raz górę brało jedne, raz drugie, innym razem jakieś jeszcze inne. Po dziś dzień wśród chrześcijańskich wyznań istnieje całe spektrum poglądów dotyczących związków wiary z rozumowymi rozważaniami i „mądrością tego świata”, którą dzisiaj nazywamy nauką.

    Na szczęście (albo i nie, zależy z jakiej perspektywy patrzeć) obóz postrzegający dziedzictwo przedchrześcijańskich pokoleń jako wartościowe, okazał się na tyle silny, że z powodzeniem włączył znaczną część minionego dziedzictwa w chrześcijaństwo i jego rodzącą się wówczas teologię.

    Było to o tyle prostsze, że wśród wyedukowanych współczesnych chrześcijanom pogan, popularność zdobywała koncepcja Najwyższego Bóstwa. Jej różne odbicia i interpretacje widać w Najwyższym Bycie medioplatonizmu, Nieruchomym Poruszycielu Arystotelesa czy stoickiej pneumie. Szlaki przetarł także Filon, a po nim Justyn Męczennik.

    Oprócz wspominanego już logosu, dla chrześcijan atrakcyjny był koncept stworzenia przedstawiony przez Platona w Timajosie. Jego poglądy na temat istnienia stwórcy, wielkiego architekta, zbiegły się z wierzeniami w Stwórcę. Opis stworzenia jako czegoś z gruntu dobrego również pasował.

    Justyn Męczennik pisał nawet, że chrześcijanie są prześladowani za swoje wierzenia mimo, że ich wiara nie różni się wiele od platoników. Dlaczego zatem jedna grupa jest prześladowana, a druga nie?

    Chrześcijańska teologia zawdzięcza wiele platonikom także w kwestii poglądów związanych z duszą. Platon pisał, że dusza istniała przed wcieleniem i jest „boską iskrą” w człowieku. Uważał także, że dusza może się ćwiczyć w trakcie życia i wchodzić niejako na „wyższy poziom”. Chrześcijanie odczytywali to jako drogę do połączenia duszy z Bogiem w Niebie.

    Kolejnym punktem, w którym chrześcijańskie poglądy spotykały się z platońskimi była nauka o pośrednikach i logosie. Nie będziemy wchodzić w szczegóły bo było to omawiane przy okazji Filona i listu do Hebrajczyków. Dość powiedzieć, że chrześcijanie zreinterpretowali idee logosu jako Chrystusa.

    Inni pośrednicy, o których wspominał Platon, zostali utożsamieni z Duchem Świętym i aniołami. Chrześcijanie wierzyli, że Bóg nadal działa na świecie poprzez Ducha i wykorzystuje anioły do przekazywania swojej woli, tak jak zrobił to z Gabrielem i Maryją.

    Pozostawała drażliwa kwestia stosunków między tymi pośrednikami a Bogiem. Wydaje się, że aż do początków IV wieku wśród chrześcijan (przynajmniej tych żyjących na terenie cesarstwa) dominowały różne formy subordynacjonizmu. Jego zwolennicy wierzyli, że choć Chrystus i Duch są w jakiś sposób „boscy” to są podporządkowani Bogu Ojcu i niejako „stoją niżej w hierarchii”.

    Odmian tego poglądu było wiele, a jego zwolennikami byli (przynajmniej tak się odczytuje ich dzieła) nie jacyś tam marginalizowani heretycy, ale takie tuzy jak Klemens Rzymski, Ignacy Antiocheński, Justyn Męczennik, Tertulian czy papież Dionizy. Subordynacjonizm widać także w wielu apokryficznych (ale ważnych dla wczesnych wspólnot) dziełach, takich jak „Didache”.

    Spory o stosunki między osobami Trójcy i relację z grecką filozofią były tylko wierzchołkami góry lodowej. W obrębie chrześcijaństwa kotłowało się mnóstwo poglądów i sposobów patrzenia na świat. Póki co, mogły one koegzystować, gdyż nie było jeszcze sposobu na wypracowanie szeroko akceptowalnego konsensusu.

    Zresztą nawet gdyby dało się go wypracować, to wciąż nie było możliwości narzucenia go wszystkim zainteresowanym (niezainteresowanym tym bardziej). Możliwości zawarcia zarówno konsensusu jak i narzucenia go powoli zaczęły się jednak pojawiać począwszy od IV wieku.

    I temu niedługo się przyjrzymy. Wcześniej jednak wypadałoby napisać co nieco na temat nawróceń i działalności misjonarskiej.

    PS. Mam nadzieję, że nie ma miliarda błędów. Wielkie dzięki za pomoc dla @robson7 . W razie jakby jednak były (jakiekolwiek) proszę o zgłaszanie

    #gruparatowaniapoziomu #chrzescijanstwo #katolicyzm #niedoszlahistoria #historia #4konserwy #neuropa #ateizm #zainteresowania

    Ilustracja przedstawiająca Klemensa Aleksandryjskiego
    pokaż całość

    •  

      @niedoszly_andrzej: Co to za zarzut wobec chrześcijan związany z głową osła?

      Co do Pitagorasa to sprawa jest bardziej złożona, choć na matematyce w pewnym stopniu się opierał, to uprawiał bardziej mistykę niż zajmował się królową nauk w dzisiejszym rozumieniu, które było całkiem zbliżone do starożytnego (szczególnie w okolicach III wieku p.n.e., za działalności Euklidesa, Archimedesa i innych). Z różnych jednak względów i on i inni (Platon, Arystoteles) czerpiący z matematyki raczej idee estetyczne czy nawet magiczne (liczby, symetrie, bryły foremne itp.) mieli jednak większy wpływ na późniejsze idee i rozwój filozofii. pokaż całość

    • więcej komentarzy (24)

  •  

    Pierwsze doniesienia, że siły rządowe przejęły kontrolę nad bazą lotniczą Abu Duhur.

    Ze świętowaniem trzeba jednak poczekać na pewniejsze źródła.

    Jako bonus zdjęcie reporterki z bazą w tle ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #syria

    źródło: pbs.twimg.com

  •  

    Gdybym za każdą spotkaną kobietę która uzna mnie za nieatrakcyjnego dostawał złotówkę, a za każdą spotkaną która mnie uzna za atrakcyjnego złotówkę tracił, to jak by się zmieniała zawartość mojego portfela w czasie?

    Jeżeli po jakimś czasie by się ustaliła bądź z niewielkimi odchyleniami zaczęła oscylować wokół pewnej wartości, można by tej wartości użyć jako rynkowej oceny atrakcyjności mężczyzny?

    #matematyka #logikarozowychpaskow #pytanie
    pokaż całość

    •  

      @ja_nie_lubie: żeby to miało sens, to wartość musiałaby być "balansem" z dajmy na to ostatnich 12 miesięcy :) jak ranking ATP u tenisistów :)

    •  

      @ja_nie_lubie:
      Nie nie zaczęłaby oscylować
      Załóżmy że podobasz się (50-x)% kobiet.

      (x>0 bo masz tu konto)
      Załóżmy że spotykasz n nowych kobiet miesięcznie.
      (n>0)
      Co miesiąc tracisz 2x * n złotówek.

      Oscylować to może liczba traconych złotówek w określonym czasie. Np w ciągu miesiąca (wzór powyżej).
      Ale jak widzisz wzór zależy od n, więc nic ci nie powie o twojej atrakcyjności.
      Bo ktoś kto jest w miarę atrakcyjny (45% to całkiem spoko wynik) i spotyka 1000 kobiet miesięcznie - będzie tracił aż 100zł.
      Zaś piwniczak 0%, który spotka 10 kobiet miesięcznie straci tylko 10zł.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (1)

  •  

    Ubieranie na cebulkę jest jak się oszczędza na bagażu rejestrowanym w samolocie i wkłada się trzy bluzy żeby wszystko do podręcznego wcisnąć.

    #gownowpis #cebula

  •  

    PILNE !

    Rebeliancka organizacja Free Alawite Movement bierze odpowiedzialność za atak dronami z bombami na rosyjską bazę w Hmeimim gdzie został uszkodzony system S-400.

    Prawdopodobnie FAM stoi też za uszkodzeniem kilku samolotów tydzień temu w ataku moździeżowym na rosyjską bazę w Hmeimim.

    Link:https://twitter.com/badly_xeroxed/status/949730768959541249 (Jest więcej informacji + video).

    Free Alawite Movement to organizacja która powstała w 2012 roku i która odpowiada za morderstwa wielu pro-rządowych działaczy którzy są alawitami. FAM jest swego rodzaju V Kolumną która szpieguje na rzecz rebeliantów w prowincjach Tartus i Latakia. Przez jakiś czas było o niej cicho ale teraz się ujawniła i jest spore zamieszanie w związku z tym ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    #syria #rosjawsyrii #bliskiwschod
    pokaż całość

  •  

    Rola Iranu jako sponsora Afgańskich szyickich milicji w Syrii. Dodatkowo obecny stan tych milicji oraz ich straty poniesione podczas wojny w tym kraju.

    Info z twittera Pawła Wójcika

    ARTYKUŁ Z FRANCE24 O AFGAŃSKICH MILICJACH W SYRII.

    Tu nie chodzi tylko o Liwa Fatemiyoun ale także o inne mniej znane jak np. Ansar al Hussein oraz Afghan Hezbollah.

    Liwa Fatemiyoun

    #syria #iran #bliskiwschod
    pokaż całość

    •  

      @RuskiAgent1917: 2000 zabitych, 8000 rannych? To pokaźne straty, myślałem, że ci Afgańczycy pełnią raczej funkcje pomocnicze. Iran coś rannym i kalekom zapewnia, choćby obywatelstwo czy pobyt stały, nie mówiąc już o rencie czy tylko powrotny bilet na prowincję w Afganistanie?

  •  

    Budapesztańskie metro jest zapewne znane przede wszystkim z filmu Kontrolerzy (przy okazji zachęcam do obejrzenia, bardzo dobry film który jednak nie zdobył wielkiej popularności). I taki klimat jak w filmie można znaleźć bez problemu na linii M3 (zachęcam do przejażdżki około 22, jak jeździ co 10 minut, na peronach są pustki, a nadjeżdżający skład słychać 20 sekund przed wjazdem). Jednak aktualnie z sieci najbardziej wyróżnia się linia M4.

    Linia powstała dosyć szybko, chociaż nie obyło się bez opóźnień. Budowę rozpoczęto w 2006 roku, natomiast jazdy z pasażerami zaczęły się w 2014. Jest to druga linia metra która połączyła obydwa brzegi Dunaju. Trasa biegnie od dworca Keleti do dworca Kelenfold, po drodze krzyżując się z M2 i M3.

    Stacje robią wrażenie nowoczesnych i schludnych. Przykładowo:
    Stacja Jana Pawła II
    Dworzec Keleti

    Na tą trasę zamówiono dość nietypowe pod pewnym względem składy. Z zewnątrz nie różnią się od znanych z M2 pociągów Alstom Metropolis (których inna odmiana jest używana w Warszawie). Jednak składy na M4 od początku były zbudowane tak, aby łatwo dało się wymontować kabinę. Od samego początku jest tam używany automatyczny system sterowania składami. Na początku w kabinie zawsze był maszynista, lecz po uzyskaniu niezbędnych pozwoleń i testach - kabiny zostały wymontowane i pociągi jeżdżą bezobsługowo. Wiąże się to jednak ze znacznym zwiększeniem ilości personelu na peronie. Czekając na skład zawsze jest się w zasięgu wzroku kilkorga pracowników którzy pilnują, żeby nikt nie skoczył na tory. Perony są też wyposażone w podświetlane linie (zmieniają kolor zależnie czy nadjeżdża pociąg, czy stoi na peronie).

    Warto się przejechać stojąc z samego przodu i obserwując tunel. Nie jest to codzienny widok, nawet miejscowi lubią tam stanąć i patrzeć co się dzieje przed pociągiem. Ciekawym doświadczeniem jest też przejście z M3, na którym jeżdżą składy typu 81-717 (podobne do warszawskich), a także Ev3 (starsze od warszawskich), na peron linii M4. Różnica jest kolosalna.

    Przypominam zainteresowanym o tagu #komunikacyjneciekawostki ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #metro #budapeszt #wegry #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika ja_nie_lubie

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (1)