•  

    #teatralnakicia <--- tag do obserwowania / czarnolistowania

    Teatr: TR Warszawa
    Spektakl: 'Cząstki Kobiety'
    Reżyseria: Kornél Mundruczó
    Dramaturgia: Kata Wéber
    Scenografia i Kostiumy: Monika Pormale
    Obsada: Dymecki / Frajczyk / Kuta / Pawlak / Ścisłowicz / Wasilewska / Żulewska

    TR rozbił bank i zgarnął główną nagrodę Festiwalu Boska komedia spektaklem 'Cząstki Kobiety' i w sumie nie dziwie się bo to diabelnie dobry spektakl, sprawnie wyreżyserowany i kipiący emocjami.

    Całe przedstawienie jest podzielone na dwie części. Na początku siadamy na pufach rozlożonych na podłodze przed białą ścianą w której zamontowano okna od mieszkania i drzwi balkonowe. Obserwujemy jako transmisje wideo całą akcję rozgrywającą sie po drugiej stronie ściany. Młoda matka ma rodzić, podjęła decyzje że chce to robić w domu a nie w szpitalu. Obserwujemy jej zmagania (genialna Wasilewska, koronuję ją na Matkę Boską Rodzącą) i chyba nigdy nie widziałem tak przekonująco zainscenizowanego porodu, emocje są niemal namacalne, strach i ból. Całość tego aktu jest genialnie przemyślana, obserwujemy to niemal jak podglądacze przez okno. Sycimy sie niemal najintymniejszą chwilą w życiu kobiety jak jacyś perwersyjni podglądacze, naprawdę gdyby zostalo to zainscenizowane w inny sposób moim zdaniem nie miałoby takiej siły oddziaływania. Dodatkowo potęguje to uczucie bezsilności u widza chciałby niemal jakoś pomóc rodzącej ale nie może bo musiałby wedrzeć sie niemal do jej mieszkania, ujawnić się co jest niedopuszczalne, przecież jesteśmy w tej sytuacji podglądaczami - nie wolno nam zdradzić, że tu jesteśmy.
    Pod koniec tego aktu miałem niemal mialem łzy w oczach i odczuwałem ogromny ból, że jako człowiek jestem totalnie bezsilny na dziejącą sie na swiecie krzywde i ból.

    Drugi akt rozgrywa się "pół roku" po wydarzeniach z pierwszego. Widzowie są proszeni o przejście na tradycyjną widownie i zasiadamy już w środoku mieszkania które obserwowaliśmy przez okno.

    Spotykamy tam tą samą młodą kobietę, została zaproszona przez swoją matkę na obiad rodzinny, zaproszono również jej siostrę z mężem i kuzynkę-prawniczkę. Nikt nie wie jaki jest cel tego spędu.

    Cały spektakl to wirtuozeria aktorska. Dodatkowo spektakl bazuje na ukazaniu mocy kobiet oraz tego jak radzą sobie z przeciwnościami losu. Jak młoda dziewczyna radzi sobie ze stratą dziecka, matka z chorobą, siostra z wykluczeniem...
    każda z nich ma inny problem ale stosują ten sam mechanizm - wyparcie i przemilczenie. Wszystko zostaje w rodzinie, tak zostaly wychowane i sa tak naprawdę tak samo bezsilne i samotne w swoim cierpieniu.

    Cała inscenizacja to totalne żyćko, tak jak by się oglądało typowy obiad rodzinny w Polsce. Niesnaski kłótnie, ciągłe pranie brudów przeszłości, wytykanie dawnych krzywd.

    Niesamowite jest to, że spektakl pomimo ciężaru poruszanego tematu bywa naprawdę zabawny ale potrafi też porządnie przestraszyć (np.: potężna sekwencje z braniem prysznica i lodówką. Wtedy naprawdę mialem alarm brązowy i balem sie jak male dziecko na horrorze).

    Pod względem realizacyjnym ten spektakl jest po prostu obłędny. Pomijam już to, że zbudowano na scenie w pełni funkcjonujące mieszkanie gdzie w trakcie przedstawienia aktorzy normalnie się kąpią w wannie czy na przykład pieką kaczkę (naprawdę, pieką kaczkę w piekarniku i na koniec ją zjadają). Scenografia jest piękna doprawcowana w każdym detalu i każdy z przedmiotów w tym wnętrzu ma swoją funkcję, nie jest obiektem dla samego bycia obiektem.

    O aktorstwie już wspominałem ale naprawdę tytaniczną prace wykonuje Justyna Wasilewska. Jest tutaj doskonała i chyba długo nikt jej nie przebije w kunszcie aktorksim w młodym pokoleniu aktorek. Na życzliwy uśmiech zasługuje też Magdalena Kuta za rolę samotnej, chorej matki, która nie chce przyznać sie przed bliskimi że umiera i mieszka w domu sama, obserwowana jedynie przez wypchane przez nią własnoręcznie zwierzęta.

    Spektakl bardzo gorzki w swoim wydźwięku. Przeżycie niesamowicie intensywne trzymajace w napieciu przez calem 2,5 godziny. Mimo wszystko ta realizacja nie zostawia nas aż z taką beznadzieją, sa tam przebłyski pokazujące, że warto żyć i że życie chwilami bywa znośne.

    Totalny must see. Jeśli nie widziało sie 'Cząstek...' to traci się naprawdę wiele - kawał dobrego współczesnego teatru, którego brakuje mi bardzo w Krakowie (bo u nas tylko teatr mieszczański - afe)

    #krakow #warszawa #teatr i troche #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 1576836699334.jpg

  •  

    #teatralnakicia <--- tag do obserwowania / czarnolistowania

    Teatr: Teatr im. Juliusza Osterwy w Lublinie
    Spektakl: 'Kowboje'
    Reżyseria: Anna Smolar
    Dramaturgia: Michał Buszewicz i Anna Smolar
    Scenografia i Kostiumy: Anna Met
    Obsada: Janowska / Ostojak / Roszczuk / Rychłowska / Dobosz / Grubich / Gąsiorowicz

    Byłem niesamowicie ciekawy co na scenie wyczaruje Anna Smolar, której inscenizacja ‘Kopciuszka’ w Teatrze Starym zachwyciła mnie totalnie. W ten sposób wybrałem się na ‘Kowbojów’ i przypadkiem obejrzałem mojego faworyta tegorocznego Festiwalu Boska Komedia.

    Tak nietuzinkowego spektaklu, tak wspaniale zagranego i przemyślanego nie widziałem naprawdę dawno, ale po kolei o wszystkim.

    Spektakl bazuje na niesamowitej dramaturgii napisanej przez Michała Buszewicza i naprawdę nie widziałem w teatrze tak dobrego tekstu od czasu ‘Być jak Steve Jobs…’ pióra Michała Kmiecika. W ‘Kowbojach’ język jest niesamowicie barwny ale jednocześnie nie odrealniony i nie oderwany od rzeczywistości. Niesamowite jest, jak naprawdę dobry (i przede wszystkim naprawdę inteligentny) humor miesza się z ogromnymi wzruszeniami i smutkami.

    Autor serwuje nam historię młodej dziewczyny przychodzącej do nowej szkoły, jednak nie mamy tutaj typowej i oczywistej opowieści o dorastaniu, tylko patrzymy na szkolny świat nie z perspektywy ucznia a nauczyciela.

    Wszystko skąpane w konwencji westernu, pokój nauczycielski zdrzwiami nicym do typowego saloonu z dzikiego zachodu, w tle sceny potężne tipi w którym nie wiem co się skrywa – po prostu bajka.

    Obserwujemy jak młoda pani pedagog stara się pomóc nowej uczennicy dostosować się do zasad panujących na dzikim zachodzie polskiego szkolnictwa. Na scenie przewijają się archetypiczne postacie nauczycieli, których każdy spotkał w swoim życiu – zahukany nauczyciel geografii któremu wszyscy weszli na głowę i już zejść nie chcą, zimna matematyczka, która jest już w zawodzie od 25lat i bez żadnej obawy (ale też bez żadnej nadziei) uczy kolejne pokolenia, jest zimna i nie boi się ‘strzelać’ gdy trzeba, zawsze jest gotowa ugodzić celnym słowem bo wie gdzie uderzyć żeby ucznia zabolało. Jest też młody dyrektor nie ogarniający co się dzieje, który jest jednocześnie typowym nauczycielem WFu.

    Początek spektaklu daje wrażenie, że będziemy widzieli kolejną historię o tym jak to młodzi nie mogą się dostosować, jak to każdy jest wyjątkowym płatkiem śniegu i tak dalej. Jednak perspektywę zmienia nieplanowana wizyta pani z kuratorium, która stawia nauczycieli w stan najwyższej gotowości.

    Prócz tej na pozór prostej historii, która jest napisana tak brawurowo, że nie sposób jest oderwać oczy od sceny (2 godziny mijają jak z bicza strzelił) spektakl stoi świetnym aktorstwem, nie wiem kim są ci aktorzy, pierwszy raz widzę ich na oczy ale żałuję, że tak długo się przede mną ukrywali. Wszyscy, totalnie wszyscy grają bosko, nie sposób nikogo wyróżnić bo byłoby to naprawdę potwarzą dla całej reszty. Ich interakcja i sceny grupowe powodowały nieustający opad szczęki. Oni nie grali tych nauczycieli, oni nimi byli, naprawdę.

    Piorunujące wrażenie zrobiły na mnie dwie rozmowy (a właściwie monologi – w moim odczuciu spektakl mocno naświetla to, że ludzie nie potrafią ze sobą rozmawiać a jedynie czekają na swoją kolej do mówienia). Jedna z tych scen to monolog/rozmowa ojca córką, który wylewa ze siebie obawy i tak naprawdę jedynie potęguje zagubienie swojego dziecka, zamiast naprawdę rozmawiać to poniekąd egzaminuje swoją córkę z dnia w szkole i tego jak się w nowej szkole czuje i w momencie kiedy dziecko w końcu dopowiada ojciec nie wie co ma zrobić, ucieka bo nie był gotowy na uzyskanie odpowiedzi. Mówił ale jednak nie chciał rozmawiać.
    Drugim dialogiem/monologiem jest scena gdy nauczyciel geografii opowiada koleżance w pokoju nauczycielskim o tym jak został nauczycielem i w jaki sposób tak naprawdę go zniszczyło. Opowiada jak najpierw uczył z pasji a potem pasja wywietrzała i został z niczym, bez pieniędzy z żoną, której jednak chyba nie kocha, ale nie może się z nią rozstać bo w sumie nie chce być sam i już woli być z nią niż z nikim. Dodatkowo nie stać go jako nauczyciela na rozstanie się, nie będzie w stanie zapewnić sobie samemu mieszkania. I jest tak zatrzaśnięty w swoim życiu pomiędzy szkołą gdzie nikt go nie słucha, ani koledzy ani uczniowie a życiem prywatnym gdzie jest dogłębnie nieszczęśliwy (w tej scenie serce realnie mi pękało jak Daniel Dobosz grający geografa płakał, dawno nie widziałem takich łez i mam nadzieję, że nigdy nie zobaczę takich łez w prawdziwym życiu, bo to był naprawdę płacz osoby przyciśniętej do ściany, bez jakiejkolwiek nadziei na ucieczkę).
    Potem następuje w końcu finał, gdy pojawia się długo wyczekiwana pani z ministerstwa. Jednak nie zdradzę wam nic z tej końcówki bo to jest totalny majstersztyk i aktorski i też jeśli chodzi o wykorzystanie przestrzeni scenicznej.

    Dramaturg nie oszczędza nikogo i nawet najbardziej zatwardziały człowiek w finale chyba uroni łzę (ja uroniłem nie jedną a nie jestem aż taką płaczką).

    Jestem pod ogromnym wrażeniem tego spektaklu i rejonów w jakie mnie dotknął. ‘Kowboje’ to realny przykład jak powinna działać sztuka na ludzi i jaka powinna być sztuka. Rozhukana inscenizacyjnie ale też intymna w tym samym momencie. Śmieszna ale ukrywająca w żartach taki zimny żużel, że kiedy przestajesz się śmiać to czujesz ten chłód od środka i nie wiesz w jaki sposób się w tobie znalazł. I przede wszystkim to sztuka dająca do myślenia, a przynajmniej mi dała. Sporo, niby oczywistych rzeczy ale skoro o myślę o tym spektaklu już drugi dzień, to jednak nie mogły być aż tak oczywiste dla mnie samego.

    W moim odczuciu spektakl jest o tym, że wypada być dla siebie po prostu dobrym, dla siebie samego i dla innych, tak bezinteresownie. Żeby rozmawiać ze sobą otwarcie o tym co się czuje i pomagać sobie nawzajem, bo nikt nie jest chyba w stanie być samemu.
    I najważniejsze, czy jest się wstanie pod koniec dnia popatrzeć sobie w lustrze w twarz i powiedzieć „dziś byłem dobrym człowiekiem”. Każdy każdego dnia jest egzaminowany przez życie i każdy każdego egzaminuje - nauczyciel ucznia, nauczyciela pani z kuratorium i rodzice, ucznia egzaminują rodzice, uczniowie egzaminują nauczycieli.
    Całe nasze życie to nieustający egzamin, więc czemu mielibyśmy być dla siebie surowi skoro wszyscy żyjemy pierwszy raz i wszyscy w sumie improwizujemy.

    Dlatego drodzy lublinianie, biegnijcie na ten spektakl, grają go w styczniu, sam się pakuję już z Krakowa i jadę do Lublina, bo muszę zobaczyć to jeszcze raz. Przedstawienie naprawdę wybitne, czapki z głów, gromkie brawa, gaśnie światło.

    #krakow #lublin #teatr i troche #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 1576170505665.jpg

  •  

    #teatralnakicia <---- tag do obserwowania / czarnolistowania

    Teatr: Teatr Wybrzeże
    Spektakl: 'Trojanki'
    Reżyseria: Jan Klata
    Dramaturgia: Justyna Lipko-Konieczna
    Scenariusz: na podstawie Eurypidesa
    Scenografia i Kostiumy: Mirek Kaczmarek
    Obsada: Kolak / Labijak / Góra-Weber / Biedroń / Boć / Bykowska /Brajner / Rybiński / Gorol / Gorzelańczyk /Kowalski / Pawłowski / Łaciński / Dałek / Jaros / Gzyl / Figura / Ninkiewicz / Matuszewski

    Kolejny dzień Festiwalu Boska Komedia - kolejny spektakl - kolejne szybkie przemyślenie o tym co zobaczyłem.

    W tym przykrótkim omówieniu 'Trojanek' pominę zupełnie kwestie treści dramatu na którym bazuje Klata z zespołem bo jest on w miarę zgodny z oryginałem a jeśli ktoś chce poznać treść tego antycznego dzieła to zapraszam na streszczczenia pe el czy wikipedie czy po prostu do internetu.

    Skupię się jedynie na stronie reżyserkiej bo ta rozczarowała mnie najbardziej. Jan Klata przyzwyczaił mnie do tego, że jego realizacje są rozbuchane, monumentalne ze świetnie dobraną muzyką i dopracowaną choreografią.
    'Trojanki' mam wrażenie to spory krok w tył jeśli chodzi o warsztat reżyserski. Spektakl jest bardzo surowy, muzycznie opiera sie jedynie na akordach wygrywanych przez Małgorzatę Gorol na gitarze. Można by powiedzieć, że może to rozwój twórczy Klaty, jednak w spektaklach zrealizowanych po 'Trojankach' wraca on do swoich standardowych sposobów prezentowania historii i konstruowania spektakli.

    Ciekawym pomysłem jest umiejscowienie akcji na piaszczystym brzegu - realnie cała scena jest zasypana piachem. Jesteśmy na poły w ruinach Troi, brzegu morza, obozie Greków. Gdzieniegdzie z piachu wystają szczatki ludzkich ciał - wojowników broniących Troi.
    Realizacja przestrzeni scenicznej jest naprawde bardzo ciekawe i sugestywna.

    Jest kilka scen świetnie zrealizowanych i budzących realne emocje - pierwsze pojawienie sie tytułowych trojanek w ogromnej sukni łączącej kilka kobiet w niemal jeden organizm, egzekucja córki królowej i bardzo wymownie zagrana scena gwałtu na jej ciele, sekwencja gdy Polymestor wchodzi do namiotu Trojanek, gdzie w zemście kobiety go oslepiają i mordują jego dzieci, czy też finałowa scena gdzie na scenie osnutej mgłą z sylwetkami ciał martwych wojowników wystających z piachu wykonuje swój taniec na poł obłąkana na pół owładnięta widzeniami Kasandra.

    Ogólnie ten spektakl stoi niesamowitym aktorstwem, łącznie z sympatycznym występem Katarzyny Figury jako Pięknej Heleny.
    Gdyby nie tytaniczna praca aktorów i aktorek to prawdopodobnie ten 2,5 godzinny moloch totalnie by się posypał. Ogromne oklaski dla Magdaleny Gorzelańczyk za rolę Polykseny. Żałuję, że Teatr Wybrzeże jest tak daleko i nie będę miał raczej szansy w niczym jej zobaczyć bo to jest naprawdę niesamowita, młoda aktorka z tak potężnym warsztatem, że klękajcie narody - do tej Pani chyba powędruje odznaka złotej teatralnej kici za odkrycie teatralnej osobowości sezonu.
    Dodatkowo tytaniczną pracę robi Dorota Kolak jako Hekabe - naprawde wyrazista kreacja.

    Mogę jednak śmiało powiedzieć, że Klata miał spektakle lepsze - chociażby 'Dług' który święci triumfy w Teatrze Nowym Proxima w Krakowie. Dodatkowo mam wrazenie, że Klata już to wszystko kiedyś zrobił w bardzo podobny sposób w 'Oresteji' w Teatrze Starym. Oba spektakle są bliźniaczo podobne, tylko że dzieli je jakieś 11 lat.

    'Trojanki' można zobaczyć bo nie jest to spektakl zły ale jednak mimo ogromu tragedii zawartej w tej historii pozostawia widza mocno obojętnym a nie taka chyba jest rola teatru.

    (no po prostu kurcze tak się nastawiałem, że to będzie super rzecz a tak mocno to nie bylo to czego się spodziewałem. To troche tak jak macie smaka na rosół od mamy a ona wam daje gołąbki - też spoko tez fajnie, zjecie ze smakiem ale nie tego chcieliście nie tak miało być, znów mnie oszukalaś matko, niby więcej nie tańcz ze mną, ten taniec innej dziś daj itp).

    #krakow #gdansk i troche #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 1575930420223.jpg

  •  

    #teatralnakicia <--- tag do obserwowania /czarnolistowania

    Teatr: Teatr 21
    Spektakl: 'Rewolucja, której nie było'
    Reżyseria: Justyna Sobczyk
    Dramaturgia: Justyna Lipko-Konieczna
    Scenariusz: Justyna Lipko-Konieczna, Justyna Sobczyk
    Muzyka na żywo: zespół Pokusa – Tymek Bryndal, Natan Kryszk, Teo Olter
    Obsada: Bandurska / Foks /Krajewski / Kowalczyk /Lityńska / Orlińska / Peszko / Pesta / Skotarek / Świątkowska / Sakowski

    Na 'Rewolucja, której nie było' wybrałem sie w sumie totalnie przypadkiem. Nie planowałem oglądać tego spektaklu na Festiwalu Boska Komedia, ale okazało sie że mam wolne popołudnie w niedziele i w sumie zwolniło sie kilka miejsc na pokaz, więc stwierdziłem yolo - i tak w perspektywie bym miał tylko granie w komputer albo patrzenie w sufit, gdybym nie poszedł na ten spektakl.

    Wydaje mi się, że to bardzo ważny spektakl. Dosyć odważnie, niemal z reporterską pieczałowitością przedstawia niczym w kolażu ważniejsze momenty strajku matek osób niepełnosprawnych w sejmie. Dodatkowo pokazuje też jak prowadzono na nie nagonkę i jakich logicznych dźwigni używano aby zrobić z nich wyrodne matki i potwory.

    Od strony wizualnej spektakl stoi na wysokim poziomie, przy wykorzystaniu niewielu rekwizytów potrafi wytworzyć naprawdę sugestywne przestrzenie. Poza tym duże wrażenie robi też muzyka grana na żywo. Fantastycznie wypadają też rewiowe występy aktorów z niepełnosprawnościami.

    Jest to również przeżycie jeśli chodzi o aktorstwo jak i sam koncept aktorstwa. Na scenie mamy troje zawodowych aktorów a pozostałe role obsadzone są osobami z zespołem Downa.
    Mogłoby wydawać sie to tanim chwytem który ma rozczulać lub staraniem się aby stworzyć spektakl terapeutyczny. Ku mojemu zdziwieniu w przypadku tego spektaklu zagrało to idealnie i cały projekt wychodzi obronną ręką, niee popada w kicz czy też w zbyt duże rozczulanie się.
    Jedyne co mogę mu zarzucić to zbyt duży dydaktyzm w drugim akcie, gdzie w sposób bardzo szkolny twórcy prezentują nam, że osoby z niepełnosprawnościami to też normalni ludzie, którzy zasługują też na szacunek.
    Dla mnie szokujące jest, że trzeba o tym mówić, ale może dla kogoś to nie jest oczywiste, chociaż sądzę że osoba z takim podejściem raczej nie zjawi sie na tym przedstawieniu.

    Niesamowicie błyszczy Maciej Pesta, który wciela się w ogromny wachlarz ról, od konferansjera, przez strażnika sejmowego, do roli samego siebie w niezwykle wzruszającej, improwizowanej scenie gdzie dochodzi do porównania jego zdolności życiowo-społecznych ze zdolnościami jednego aktora z zespołem Downa.
    Dochodzi do sytuacji gdzie okazuje się, że pełnosprawny aktor jest 'niepełnosprawny' w sytuacjach społecznych i życiowych gdzie aktor z zespołem Downa jest bardziej 'pełnosprawny'.

    Pierwszy akt skupia sie na rekonstrukcji protestu sejmowego i to wypada fenomenalnie, jest cierpko i śmiesznie momentami gdy zderzamy to z tym co realnie sie działo. Dostaje się tak samo politykom z prawej jak i lewej strony sceny politycznej - ten spektakl nie bierze jeńców. Bezkompromisowo rozjeżdża wszystkich i pokazuje, że nikt realnie nie chce pomóc tylko wszyscy budują zasieki z obietnic i wielu słów które nic za sobą nie niosą.
    Akt drugi skupia sie bardziej na pokazaniu asymilacji osób niepełnosprawnych, ukazuje że oni też chcą mieć prawo do bycia traktowanym jak dorośli ludzie.
    Niesamowite jest też jak dużo radości bije ze sceny, są momenty wzruszające ale też przezabawne i calość balansuje na tej granicy nie popadając ani w banał ani w przesadne prześmiewanie choroby.

    To był zaskakująco przyjemny spektakl i w sumie spodziewałem się przedstawienia terapeutycznego a dostałem spektakl który twardo stoi na mocnych nogach i realnie daje rade! Nie zrozumcie mnie źle, to nie jest dzieło wybitne ale jest to realizacja, która coś sobie zakłada na starcie i realizuje swoje założenia w 100%. To niesamowicie konsekwentny projekt.

    Jeśli jeszcze kiedyś będą go grali można się na niego przejść. To na pewno lepiej spędzony czas niż 2 godziny grania na konsoli czy oglądanie Gagdy Messler jak nakurwia talerzami w ludzi.

    #krakow #warszawa troche #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 1575830513906.jpg

  •  

    #teatralnakicia <----- tag do obserwowania / czarnolistowania

    Teatr: Teatr Łaźnia Nowa
    Spektakl: 'Równina wątłych mięśni'
    Reżyseria: Renata Piotrowska-Auffre
    Choreografia: Renat Piotrowska-Auffre
    Obsada: Osowicz / Sikora / Fejdasz

    Zanim zaczne męczyć na temat tego spektaklu na samym starcie zaznaczam, że mam bardzo małe pojęcie o samym teatrze opartym na tańcu współczesnym, widziałem w całym moim życiu ze dwa spektakle opierające sie na tym założeniu.

    Zapytacie się pewnie: "teatralna kiciu, po co zatem się wpierdalałeś na to przedstawienie, skoro na samym starcie nie miało szansy ci się podobać".
    Odpowiedź jest dosyć prosta - Łaźnia Nowa wystawia ten spektakl do konkursu na najlepsze przedstawienie teatralne w Festiwalu Boska Komedia, a obiecałem sobie, że w tym roku obejrzę jak najwięcej przedstawień festiwalowych żeby nie pluć sobie w brodę jak w latach poprzednich, że pominąłem coś co okazywało sie być czarnym koniem konkursu.

    'Równina wątłych mięśni” to performans wykorzystujący narzędzia tańca eksperymentalnego i teatru. Miał to być spektakl feministyczny, opowiadający w jaki sposób kobiety są uciskane i z jakimi problemami muszą obecnie się konfrontować.
    Trzy aktorki występują w pustej przestrzeni, tańczą, wiją się i deklamują na czarnej, sporych rozmiarów macie pod długą na całą scenę wiszącą listwą świetlną, która to rozjaśnia sie to przygasa. W moim odczuciu jest to swego rodzaju metafora niedostępnego i nie dającego sie przebić szklanego stropu patryjarchalnego społeczeństwa.

    Nie da się odmówić aktorkom ogromnych zdolności tanecznych i niesamowitej kondycji bo pląsają śmiało przez okrągłą godzinę z niewielką tylko zadyszką. Niemniej nie jestem w stanie dopatrzeć się żadnego sensu za tymi wygibasami. Zapewne brak mi merytorycznego zaplecza, bo nie jestem w stanie uwierzyć że ktoś odwala taki cyrk dla samego cyrku.

    W całym spektaklu padają ze sceny może z 4 zdania złożone i to jest cały tekst, który usłyszymy. Na początku dosyć mocno się przejąłem prezentowanymi w krótkich słowach opowieściach o molestowaniu w miejscu pracy - potworny dramatyzm i prawdziwe przerażenie zamknięte w kilku wyrazach. Potem jednak zaczęła się w moim odczuciu równia pochyła po której spektakl zaczął jechać niczym ja na saneczkach w dzieciństwie prosto w krzaczory na głupi ryj.

    W momencie gdy nad sceną wyświetlono tekst o tym, że kobiety czują sie tłamszone tym, że części czy też gruczoły ich narządów rodnych nazwane są od nazwisk ich odkrywców, uwaga, MĘŻCZYZN i że jakim prawem mężczyźni zagarniają i kolonizują ich ciało, to przestałem totalnie traktować na serio problemy prezentowane na scenie.
    Z drugiej strony nie pokazano żadnych więcej form przemocy czy prześladowania. Można więc wywnioskować, że współczesna kobieta odbija się jedynie od dwóch problemów: molestowania seksualnego i tego, że punkt G nazywa sie tak bo odkrył go niemiecki uczony Gräfenberg.

    Dodatkowo taniec i skomplikowana choreografia przerodziła sie w małpie skakanie bez ładu i składu. Realnie był taki moment, że chciałem wygrzebać z mojej przepastnej torby fujarkę spierdolenia i przygrywać na niej bo tylko tego tam brakowało. Na scenie mogło się wydarzyć już cokolwiek a ja i tak bym to zaakceptował bo najwyższy poziom absurdu został osiągnięty.

    Gdy wymykałem się po owacjach z sali, słyszałem urywki rozmów, że genialny, że obnaża straszny szowinistyczny świat itd.
    Zupełnie tego nie czuje i w sumie naprawdę nie wiem co zobaczyłem ale chyba muszę sobie wyparzyć oczy wrzątkiem.

    Dodatkowo ten spektakl przypomniał mi dlaczego zacząłem tak bardzo kochać teatr.
    Był ogromny kawał mojego życia gdy nie byłem zdolny odczuwać totalnie żadnych emocji i odkryłem, że jedynie teatr pozwala mi przez chwile odczuwać cokolwiek. I przy tym przedstawieniu przypomniałem to sobie, bo dawno nie czułem tak potężnego zażenowania.

    Oby ten spektakl zniknął w pomroce dziejów bo naprawdę szkoda czasu i pieniędzy na to. W sumie najbardziej czasu, bo przez 60 minut to można sobie życie ułożyć a nie oglądać jak jakieś panie brykają niczym koczkodany.

    (nigdy nie sądziłem, że tak ciężko będzie zrecenzować spektakl bez dekoracji, bez tekstu i bez fabuły. OMG)

    #teatr #krakow i trochę #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 1574632545581.jpg

    •  

      @kiwi_intrygant w sztuce jak to w sztuce nie wszystko można traktować dosłownie, może był to pewien element szokujący albo celowa hiperbola. Nie byłem to więcej nic nie powiem niestety, choć czasami trudno ogarnąć co artysta ma do przekazania bez jasnego opisu dzieła, przynajmniej ja tak mam w odniesieniu do sztuki współczesnej

    •  

      @kiwi_intrygant opisałeś pięknie to co odczuwam na myśl o teatrze: zażenowanie. O ile kostiumowe przedstawienia operowe poruszają się w wiadomej konwencji i idziesz się zabawić i posłuchać muzyki, to teatr bardziej nowoczesny to jednak nie dla mnie. Może jestem prostak po prostu, trudno ale plus za odwagę że mówisz ze gówno to gówno.
      O....P.....R....S..... ;-)

  •  

    #teatralnakicia <--- tag do obserwowania / czarnolistowania

    Teatr: Teatr im. Słowackiego w Krakowie
    Spektakl: 'Bolesław Śmiały'
    Reżyseria: Paweł Świątek
    Dramaturgia: Mateusz Pakuła na podstawie dramatu Stanisława Wyspiańskiwgo
    Obsada: Majnicz / Błasik / Godzic / Konarska / Zawiślak-Dolny / Dziwisz / Rokita / Szumera

    Paweł Świątek kolejny raz robi świetną robotę. Jak zwykle nie ingeruje zbytnio w tekst na którym pracuje, wykonuje jedynie kosmetyczne zmiany a prawdziwą wodzę fantazji popuszcza w formie wizualnej spektaklu (zupełnie jak w 'Pawiu Królowej' czy 'Wojnie Polsko-Ruskiej').
    Scena zaaranżowana zupełnie jak ring bokserski wypełniony jednogroszówkami w których brodzą aktorzy, na środku wysoki podest zbudowany z kaset VHS z pornosami z lat 80, zdezelowana karuzela, huśtawka i zjeżdżalna - w takiej scenerii będziemy doświadczać walki pomiędzy Królem Bolesławem a Biskupem Stanisławem.
    W całym tym chaotycznym, niemal postapokaliptycznym świecie włóczą sie okaleczeni i wymęczeni bohaterowie dramatu.
    Król Bolesław, koronowany ciężkimi złotymi łańcuchami niczym raper, przechadza sie w stroju wrestlera, towarzyszy mu Biskup Stanisław w słynnym ubraniu Hiszpańskiego inkwizytora z filmu Monty Pythona.
    Co rusz dochodzi między nimi do słownych potyczek dotyczących nurtującego pytania: kto naprawdę dzierży władzę, kościół czy władza świecka?
    Dramat Wyspiańskiego mimo tego jak dawno został napisany ma wciąż mocno aktualny wydźwięk.
    Ciekawym aspektem jest też podkreślenie, że pieniadzę nie mają żadnej mocy sprawczej w tym świecie, ludzie brodzą w nich ale nie są w stanie im pomóc, wręcz otumaniają i często są przyczyną kłopotów (doskonała scena gdzie z butelki zamiast wina do pucharów są nalewane właśnie jednogroszówki).

    Wartym uwagi jest też bardzo świadome stopniowanie napięcia przez reżysera.
    Prowadzi spektakl tak, że czeka się jak na szpilkach na finałową walkę, wszyscy znający choć odrobinę historię wiedzą, że biskup ginie z rąk króla.
    Punktem kulminacyjnym jest tutaj kazanie Stanisława na Skałce gdzie nawołuje do zbrojnego buntu przeciw królowi, w spektaklu jest ten moment przedstawiony jako rap, zaskakująco dobrze to gra w całości. Tekst jest wyrapowany (wyśpiewany? można tak powiedzieć?) z ogromną mocą i aż powoduje ciarki na plecach, niczym finałowa scena 'Wesela' Klaty w Starym. Fantastycznie to ukazuje jak melodyjnym i sprawnym pisarzem był Wyspiański.
    Jednak najbardziej przewrotne jest samo zakończenie konfliktu. Inscenizajca nie szczędzi nam w trakcie przebiegu seksualności i samej przemocy więc automatycznie nastawiamy się na jej potężną eskalacje w trakcie finału, który jednak na przekór oczekiwaniom jest skromny i niezwykle symboliczny.
    Dodatkowo w przebiegły sposób tekst dramatu zatacza koło i cały spektakl niemal zaczyna się od nowa. Teraz już powoli zaczynamy rozumieć kondycję fizyczną i zmęczenie postaci dramatu. Kolejny raz zaczynają to samo, znów muszą przejść przez te same okrucieństwa i zło. Dodatkowo ukazuje nam to, że chyba niestety konflikt władzy świeckiej i duchownej trwa wiecznie i będzie trwał nadal.

    Aktorsko spektakl jest niesamowity, Michał Majnicz to klasa sama w sobie a to z jaką łatwością operuje tak skomplikowanym tekstem budzi ogromny szacunek.

    Na potężne brawa zasługuje Dominik Strychalski odpowiedzialny za muzykę i udźwiękowienie tego spektaklu. Wykonuje tutaj tytaniczną robotę i słucha się tej realizacji z największą przyjemnością. Ogólnie mam wrażenie, że nie było chyba spektaklu w którym Strychalski zrobiłby kiepską muzykę, powoli jego osoba staje sie dla mnie pewnego rodzaju znakiem jakości.

    Z tym spektaklem jest dosyć ciężko jeśli chodzi o jednoznaczną ocenę. Bo jest z nim troche jak z sernikiem z rodzynkami. Jedni kochają a inni nienawidzą.
    Uwielbiam teksty Wyspiańskiego i nie widze żadnego problemu w słuchaniu przez ponad godzinę tekstu mówionego wierszem dosyć archaiczną polszczyzną. Moja Lepsza Połówka natomiast prawie umarła w trakcie z zagubienia i nudów.
    Tak więc moi drodzy - sernik z rodzynkami, spektakl bardzo wymagający ale jeśli dobrze się w niego wgryzie i skupi na tekście podawanym z ogromną prędkościa przez aktorów to daje ogrom emocji.

    #teatr #krakow i troche #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 1568835027839.jpg

    +: Scyzorro83, p......e +6 innych
  •  

    #teatralnakicia <----- tag do obserwowania / czarnolistowania

    Teatr: Narodowy Stary Teatr
    Spektakl: 'Nadchodz Chłopiec'
    Reżyseria: Marcin Wierzchowski
    Dramaturgia: Daniel Sołtysiński /Marcin Wierzchowski
    Obsada: Grąziowska / Paluch / Paruszyńska / Pomykała / Puślednik / Brzozowski / Chrząstowski / Czacki / Kaleta / Chrzanowska / Duda / Sajur / Kubacki

    Bywa tak, że wybierzemy sobie swojego ulubionego twórce teatralnego, dla mnie to duet Janiczak/Rubin a dla mojej lepszej połówki to Marcin Wierzchowski. Dlatego też zapanowała w domu ogromna ekscytacja, gdy okazało się, że po bardzo dobrej 'Hańbie' w Teatrze Ludowym Wierzchowksi został zaproszony do współpracy z zespołem Teatru Starego i w efekcie powstał spektakl 'Nadchodzi Chłopiec'.

    Sam mam stosunek mocno ambiwalentny do spektakli tego reżysera, w pełni uznaje i szanuje to, że wypracował sobie mocno rozpoznawalny styl teatru kinetycznego i że śmiało go wykorzystuje ale też mimo wszystko wiem, że nie do każdego rodzaju historii ten styl będzie pasował.
    Pod koniec poprzedniego sezonu teatralnego wybrałem sie na prapremiere 'Nadchodzi Chłopiec' i niestety sromotnie sie rozczarowałem.

    Pominę już fakt, że trwający prawie 5 godzin spektakl który zmusza prawie cały czas do chodzenia po całym budynku teatru potrafi bardzo zmęczyć (a nie jestem jakimś potężnym ulańcem) ale sama forma w żaden sposób nie koresponduje z treścią, w całym pierwszym akcie są może jedynie 2 sceny mądrze korzystające z formy spektaklu. Cała reszta wydaje sie być mocno wymuszona. To co doskonale zagrało w 'Sekretnym Życiu Friedmanów' zupełnie tutaj nie podziałało. Chodzenie po zakamarkach budynku wydaje się być tutaj jedynie po to, żeby osoba znająca styl pracy reżysera mogła się uśmiechnąć pod wąsem i stwierdzić 'no tak toż to spektakl Wierzchowskiego'.

    Przez cały pierwszy akt przyglądamy sie rewolucji zbrojnej w Korei z roku 1960. To jest ta część która wzbudza jakiekolwiek emocje i jedyna którą warto zobaczyć. Śledzimy historię chłopca który zginął zabity przez wojsko w trakcie starć w mieście i obserwujemy jak jego śmierć - małego, niby nic nie znaczącego dziecka, kładzie się cienie na życiach coraz szerszej grupy ludzi. Jak potencjalnie niewielki zgon potrafi złamać kilkanaście ludzkich istnień i jak ogromny wpływ może mieć też na historię całego narodu. Jak dobierana będzie władza, która każe strzelać do swoich kilkunastoletnich obywateli.

    W akcie drugim Wierzchowski prezentuje nam swoją własną wariację na temat tego jak jedna mała śmierć może zatoczyć ogromny krąg i dotknąć wielu osób. Autor stara się tworzyć analogie do aktu pierwszego, ale wypada to komicznie gdy stara sie przyrównać REALNE śmierci i REALNE tragedie do jakiś swoich wymysłów i pseudo detektywistycznego śledztwa na poziomie W11. Wierzchowski prezentuje nam wizje roku 2060-któregoś, gdzie nagle, ktoś odkrywa w okolicach Krakowa masowy grób w którym zostaje znalezione ciało nastolatka, którego od kilkunastu lat szuka siostra. Szkoda marnować czasu na streszczanie całej fabuły aktu drugiego, bo i nie warto a i samej fabuły tam nie ma za bardzo i w sumie to naprawdę jest to tak pretensjonalne, że głowa mała.

    Akt drugi można sobie spokojnie odpuścić. Jest akurat przed nim przerwa i to idealny moment na ucieczkę.
    Nie oglądając go nic sie nie straci a jedynie można zyskać brak zgrzytania zębami.

    Oczywiście fantastycznie ogląda sie aktorów Starego w akcji zwłaszcza Pauline Puślednik - boże jak ja ją kocham (ale tylko w pierwszej części soektaklu. Później gra polską biedo-wersje Lary Croft i już nawet szkoda gadać jak bardzo sie biedna poci żeby cokolwiek z tego miałkiego scenariusza wycisnąć).

    Po całych 5 godzinach spędzonych na tym spektaklu pozostaje jedynie uczucie przygnębienia bo zmarnowano naprawdę ogromny potencjał. I to nie są jedynie moje wymysły, moja lepsza połówka chciała uciec już w połowie pierwszego aktu, ale nie pozwoliłem, bo zapłaciliśmy za bilety a zew cebuli jest u mnie mocny.

    'Nadchodzi Chłopiec'? chyba raczej nadchodzi rozczarowanie.
    Lepiej nie oglądać wcale, albo jak już bardzo sie chce to pominąć akt 2.
    Tak będzie lepiej dla wszystkich.

    A jeśli chce sie zobaczyć coś dobrego od tego reżysera to hej, nadal grają w Ludowym 'Hańbę' i 'Sekretne życie Friedmanów'.

    #teatr #krakow i troche #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 1567885826764.jpg

  •  

    #teatralnakicia <---- tag doobserwowania / czarnolistowania

    Teatr: Narodowy Stary Teatr
    Spektakl: 'Akropolis'
    Reżyseria: Łukasz Twarkowski
    Dramaturgia: Anka Herbut na podstawie 'Akropolis' Stanisława Wyspiańskiego
    Obsada: Brzyski / Kruszelnicki / Ojrzyńska / Budner / Kaleta / Hajewska - Krzysztofik / Zawadzka / Gałkowska

    W końcu udało mi się chyba zebrać odpowiednio myśli, żeby napisać tą notkę wspominkową o wydaje mi się najważniejszym spektaklu jak do tej pory w moim życiu. Mogę chyba śmiało powiedzieć, że ‘Akropolis’ w reżyserii Twarkowskiego otwarło mi oczy na możliwości jakie daje teatr i na to, że teatr wcale nie musi być tylko odtwórczym wystawianiem tekstu już stworzonego przez autora. Zrozumiałem w pełni, że sam tekst wyjściowy może być pretekstem do dyskusji w zupełnie innym zakresie niż proponował to oryginał dramatyczny. Dodatkowo ‘Akropolis’ chyba najmocniej określa estetykę, która odpowiada mi w teatrze zarówno w sferze adaptacyjnej, jak i w sferze aranżacji przestrzeni, kostiumów itd.

    Po tym przydługim wstępie mogę już przejść do samego spektaklu, ale jak sami już chyba podejrzewacie będzie to bardziej laurka dla Twarkowskiego i całego zespołu który stworzył tę realizację. Dodatkowo zaznaczam, że niestety nie będziecie mieli szansy już obejrzeć tego spektaklu, ponieważ nowo wybrany dyrektor Starego – Marek Mikos, zdecydował się zdjąć ‘Akropolis’ z afisza.

    Reżyserowi od samego początku pomysł przeniesienia ‘Akropolis’ na scenę wydawał się dosyć karkołomny, bo sam tekst Wyspiańskiego jest serią niepowiązanych zbyt mocno fabularnie ze sobą scen rozgrywających się w różnych miejscach takich jak Wawel, Troja czy też miejsca znane z Biblijnej przypowieści o Jakubie i Ezawie. Do adaptacji tego tekstu można było podejść na wiele sposobów, jednak Anka Herbut współpracująca z Łukaszem Twarkowskim spróbowała podejść do dramatu Wyspiańskiego zupełnie niespodziewanie. Skoro sam tekst wyjściowy nie jest do końca jasny i nie do końca wiadomo co sobie myślał Wyspiański pisząc go, nadajmy mu nowy sens odnoszący się do naszych czasów (prywatnie uważam, że ‘Akropolis’ napisał dla beki, żeby patrzeć jak ludzie będą starali się w pełni je zrozumieć).

    W samym tekście dramatu Wyspiański zebrał najważniejsze tropy kulturowe dla naszej cywilizacji, zgromadził je w jednym miejscu aby pokazać co pozostało lub też pozostanie po kulturze Europejskiej, jakie skrawki przypowieści, historii będą świadczyć o tym kim byliśmy. W finałowej scenie dramatu dochodzi do zawalenia się Katedry na Wawelu – swoistego Akropolu polaków, miejsca gdzie leżą królowie polski i gdzie zebrane są relikwie przeszłości.

    Analogicznie Herbut i Twarkowski pytają – co zostanie po nas, współczesnych ludziach. Poprzednie pokolenia mają swoją katedrę na Wawelu, nam pozostaje rzeczywistość wirtualna, naszym Akropolis będą puste serwery, na których awatary ludzi – cyfrowe duchy, będą w kółko zapętlać bez kontroli swoje akcje, uwięzione w cyfrowej rzeczywistości. Pojawia się też pytanie, czy my sami żyjąc nie tworzymy sobie więzienia w sieci i nie przeżywamy całego życia właśnie tam i tak naprawdę nie wiemy czy tworzymy więzi i interakcje z osobami które żyją czy też z osobami które już dawno odeszły.
    Sceny nakładają się na siebie, zwielokrotniają, są powtarzane po kilka razy, jednak różnią się małymi detalami, które pozwalają w pełni je zrozumieć, dopowiedzieć sobie i uzupełnić. Świetnym przykładem jest scena rozmowy Hektora i Priamusa, która powtarza się aż trzykrotnie pod rząd i za każdym razem zawiera więcej tekstu aby finalnie, przy ostatnim powtórzeniu wybrzmieć w całości i dać się zrozumieć z całym bagażem emocji, które targają bohaterami, dodatkowo wtedy w pełni już rozumiemy czemu Hekuba (fantastyczna i naprawdę ulubiona Iwona Budner) zanosi się histerycznym śmiechem gdy dochodzi do znamiennego dialogu pomiędzy Hektorem a Priamusem: „Moja wola! Walczyć” / „Za nas? Za miasto?” . Dodatkowo ten zabieg potęguje wrażenie, że cały spektakl to szalony i zawirusowany dysk który odtwarza fragmenty programów, strzępków kulturowych tropów, dzieł kultury czy też zagubionych pozostałości po jakiejś cywilizacji, która na ten nieszczęsny dysk wgrała całe swoje dziedzictwo.

    Niesamowite jest też to, że mimo obrania takiego klucza interpretacji aktorzy przez 90%spektaklu mówią tekstem Wyspiańskiego i sam tekst ma szansę wybrzmieć w pełni.
    Od strony wizualnej spektakl jest wręcz monumentalny, scenę zapełnia ogromna ściana zbudowana z sześciennych kubików, która odpowiednio podświetlona wygląda tak futurystycznie, że jestem w stanie uwierzyć, że zupełnie chwilę wcześniej ktoś ja wykradł ze Strefy 51. Cały czas jesteśmy bombardowani projekcjami, wspaniałą muzyką i doskonałym aktorstwem. Dodatkowo ogromne wrażenie robiło mapowane na żywo ciała który wyświetlane w formie punktowych form ich ciał nad sceną, w pewnym momencie okazywało się, ze te niematerialne projekcje były przedstawieniem żyjących ludzi, mniej materialnych i trwałych od ich cyfrowych wersji.

    Na ogromne brawa zasługuje Małgorzata Hajewska – Krzystofik za rolę Kasandry, ta aktorka jest niesamowita w każdym spektaklu, ale naprawdę robi piorunujące wrażenie jako ochłap człowieka wgrany w komputerowy system, powieszona na haku niczym porcja mięsa u rzeźnika.

    ‘Akropolis’ jest doskonałym przykładem jak robić spektakle które są trudne w odbiorze i jednocześnie bardzo abstrakcyjne i hermetyczne. Łukasz Twarkowski jest idealną przeciwwagą dla Garbaczewskiego, który robi puste spektakl o niczym, przepełnione tanim efekciarstwem, które nic za sobą nie niesie.
    Gdybym mógł wskrzesić jeden spektakl, to byłoby to właśnie ‘Akropolis’ bo mam wrażenie, że było w nim jeszcze wiele do odkrycia i niestety nie będę miał już szansy próbować zrozumieć niektórych scen i sekwencji. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że gdzieś w jakimś archiwum Starego leży dysk z nagraną realizacją tego spektaklu i że samo dla siebie ‘Akropolis’ stało się cyfrowym Akropolis.

    Trailer Spektaklu

    #teatr #krakow i troche #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: 68255442_404149333553657_7393795133595975680_n.jpg

  •  

    #teatralnakicia <--- tag do obserwowania / czarnolistowania

    Teatr: Teatr Nowy Proxima
    Spektakl: 'Girls&Boys'
    Reżyseria: Mirek Kaczmare
    Dramaturgia: Dennis Kelly (w tłumaczeniu Jacka Kaduczaka)
    Obsada: Katarzyna Krzanowska

    'Girls&Boys' wzięło mnie zupełnie z zaskoczenia. Bo nie obiecywałem sobie zupełnie nic po tym spektaklu. Reżyseruje Mirek Kaczmarek który robi świetne scenografie ale nie wiem czy miał kiedykolwiek jakieś warte uwagi dokonania reżyserskie, jest to monodram a najczęściej taka forma teatru nie jest w stanie mnie jako widza zainteresować na długo, plus dodatkowo wszystko dzieje sie w Teatrze Nowym do którego się powoli przekonuje ale nadal mu nie ufam.
    Poszedłem na ten spektakl bardziej dla mojej złotej zasady: 'lepiej zobaczyć coś od razu po premierze, bo zawsze jest ryzyko że to zdejmą i już nie będzie szansy zobaczyć'.

    'Girls&Boys' okazało sie ciekawym zamknięciem sezonu teatralnego. Spektakl w moim odczuciu poza warstwą fabularną, której treść jest jasna i zrozumiała - historia młodej wyzwolonej kobiety, która jak to młode kobiety poznaje faceta i sie zakochuje. Niby proste i typowe ale jednak prowadzi to wszystko do głębszego przepracowania naszej kultury i cywilizacji. Spektakl w moim odczuciu zastanawia się, kto jest odpowiedzialny za całą przemoc i zło cywilizacji. Czy kobiety są w stanie dorównać brutalnością mężczyzną, czy przemoc psychiczna jest porównywalna do tej fizycznej. Dlaczego przemoc od najmłodszych lat jest wpajana chłopcom i czemu tak łatwo jet akceptowana i dlaczego finalnie ta przemoc budzi zdziwienie gdy ci chłopcy dorastają i zaczynają wyuczoną przemoc wprowadzać w życie.
    Naprawdę tekst aż roi się od mnogości poruszanych tematów i o dziwo każdy ma szansę wybrzmieć i dać widzowi szansę na zastanowienie się.
    Dodatkowo spektakl idealnie portretuje rozpad rodziny, jednostki, społeczeństwa i świata jaki znamy. Im głębiej idziemy w spektakl tym bardziej ogarnia nas chaos, natłok emocji i rosnący niepokój.

    Wyjątkowo ważnym dla mnie pytaniem które nasunęło mi się po tym spektaklu jest to co tworzy przemoc w społeczeństwie i po co finalnie całe społeczeństwo powstało. Czy powstało by sankcjonować władzę mężczyzn? Czy też ta władza została nam wepchnięta w ręce przez toksyczne wyobrażenie o tym jacy mężczyźni powinni być i jak powinni sie zachowywać.

    To jest dla mnie niesamowite jak prosta i nie ukrywając pretensjonalna fabuła pootwierała dużo klapek w mojej głowie.

    Od strony aktorskiej Katarzyna Krzanowska totalnie udźwignęła swoją rolę. Nie byłem w stanie od niej oderwać oczu, ale nie dlatego że była jedyna na scenie, ale dlatego że regularnie nie chciałem. Bałem się przegapić najmniejszy grymas na jej twarzy, najmniejsze drgnienie mięśnia. Kolejny raz Krzanowska pokazuje jak wielkiego kalibru jest artystką.

    Niestety nie obejdzie się bez łyżki dziegciu bo byłoby zbyt słodko gdybym tylko się zachwycał. Moim zdaniem spektakl bardzo słabo sie prezentuje od strony reżyserskiej jak i wizualnej. Niczym nie zaskakuje i też nie wyróżnia się w żaden sposób.
    W pełni rozumiem zabieg pozbawienia całości scenografii aby uczynić bohaterkę jedną z nas, żeby mogła swobodnie siedzieć z widzami czy też ich zaczepiać, ale jednak to dosyć boli, że Mirek Kaczmarek którego scenografie ubóstwiam a niektóre uważam za arcyligę teatralną (np. scenografia do 'Carycy Katarzyny') zdecydował się nie zrobić totalnie nic.

    Podsumowując, dramaturgia naprawdę dobra, aktorstwo naprawdę fenomenalne a cała reszta to tak sobie w sumie. Jeśli ktoś jest w stanie przymknąć oko na rozczarowującą stronę wizualną spektaklu to można się wybrać, żeby pozachwycać sie Krzanowską i tym jak doskonale wygląda w finale, niczym Klitajmestra z inscenizacji 'Oresteji' wg. Jana Klaty.

    A co do samego finału - odrobinę przeciągnięty ale doceniam zabieg niczym ze spektakli Agaty Dudy-Gracz.
    Zostawia widza z dezorientacją.
    Czy spektakl nadal trwa?
    Czy można już iść do domu?
    Świat przedstawiony przenika do świata realnego.
    I to mnie też zmroziło, że tak naprawdę nie musiał przenikać, bo on już tu z nami jest od dawna i w sumie to ma się całkiem dobrze i zbieram ogromne żniwo przemocy.

    #krakow #teatr i trochę #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: IMG_20190629_193729_833.jpg

  •  

    Wracam z Warszawy do domku więc na szybko krótkie podsumowanie tego co moje piękne oczy zobaczyły.

    #teatralnakicia <----tag do obserwowania / czarnolistowania

    Teatr: Teatr Powszechny im. Zygmunta Hübnera w Warszawie
    Spektakl: 'Mein Kampf'
    Reżyseria: Jakub Skrzywanek
    Dramaturgia: Grzegorz Niziołek na podstawie 'Mein Kampf' Adolfa Hitlera
    Obsada: Góo Bá / Bielawka / Bożek / Brykalski / Łągiewczyk / Stoczyński

    Zastanawiam się bardzo intensywnie, po co powstał ten spektakl. Jaki był jego cel poza wzbudzeniem kontrowersji.
    Zastanawiam się też co myślał reżyser gdy obierał taką a nie inną drogę inscenizacyjną.
    W 'Main Kampf' nie ma żadnej próby interpretacji albo porównania ideologii Hitlera z obecną sytuacją w Polsce czy też jakiegoś odniesienia do naszych realiów.
    Skrzywanek zadecydował, że włoży aktorom w usta dosłowne fragmenty manifestu Hitlera i myślał że to wystarczy. Aktorzy wypluwają z siebie tekst całymi seriami niczym karabin, nie pozwalając widzowi zupełnie zrozumieć czy też przeanalizować tego co właśnie zostało powiedziane.

    Chciałbym powiedzieć, że spektakl ratuje scenografia ale to też nie jest prawda. Scenografia jest jedynie white-boxem, pustą przestrzenią w której sobie biegają aktorzy.

    Mógłbym spokojnie stwierdzić, że większość zabiegów artystycznych czy też scenograficznych już gdzieś widziałem, na przykład bliźniaczo podobne, lejące z siebie śluzem kosmiczne wymię zaserwował mi już Garbaczewski w 'Kosmosie' na podstawie Gombrowicza.

    Aktorzy mocno się miotają i starają sie coś ugrać jednak mimo najszczerszych chęci i ogromnych zdolności zespołu Powszechnego spektakl totalnie osiada na mieliźnie. Naprawdę szkoda patrzeć na niewykorzystany potencjał aktorski.

    W sumie mogłem się spodziewać, że spektakl który otwiera scena gdzie aktorzy stoją wypięci do widowni i udają, że deklamują dupami może być kiepski ale nie sądziłem, że aż tak mocno całość sie potknie i głupi ryj sobie rozwali.

    'Mein Kampf' w Powszechnym zupełnie jak literacki pierwowzór jest słabe i naprawdę niepotrzebne. Już lepiej poświęcić te 3 godziny życia na planowanie inwazji ma Czecho-Słowacje. Totalnie odradzam. Twórcy przed realizacją dużo naobiecywali a finalnie nie dostarczyli niczego co by choć w połowie pokrywało się z tym o czym mówili w wywiadach. Nieładnie tak kłamać.

    #teatr #warszawa i trochę #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: IMG_20190622_233049_166.jpg

  •  

    Ostatnia wizyta w Kielcach w tym sezonie i jak zawsze w pociągu powrotnym do domu na gorąco szybkie przemyślenia dotyczące tego co obejrzałem.

    #teatralnakicia <--- tag do obserwowania / czarnolistowania

    Teatr: Teatr Żeromskiego w Kielcach
    Spektakl: '≈[PRAWIE RÓWNO]'
    Reżyseria: Una Thorleifsdottir
    Dramaturgia: Jonas Hassen Khemiri
    Obsada: Antoniewicz / Dywicka / Gronowska / Kasperek / Pszeniczna / Wojciechowska / Cabaj / Mąka / Niemczyk / Plata / Pruchniewicz / Żłobiński

    '≈[PRAWIE RÓWNO]' to naprawdę ciekawa propozycja którą z łatwością mógłbym porównać do 'Głodu' Groszyńskiej z Teatru Starego. Spektakl opowiada o dysproporcjach i problemie dystrybucji pieniędzy we współczesnym świecie. Przedstawia historie zwykłych ludzi, które mogły sie hipotetycznie zdarzyć, aby uwypuklić problem i dać do zrozumienia jak według twórców działa dzisiejszy świat.
    Spektakl utrzymany jest momentami w klimacie niezobowiązującego kabaretu czy też rewii aby chwile później zmrozić nam śmiech w gardle przerażająca diagnozą obecnie panującej sytuacji.

    Reżyserka idealnie balansuje na granicy pomiędzy światem wyobrażonym a brutalną rzeczywistością. Z doskonałą przenikliwością portretuje bezdomnego Piotrka w którego rolę wciela się Dawid Żłobiński. Chyba pierwszy raz od bardzo dawna nie miałem ciarek żenady gdy go oglądałem na scenie, naprawdę niesamowite jest to że ktoś w końcu dobrał odpowiednią dla niego rolę, skrojoną na jego umiejętności i talent.

    Dodatkowo spektakl jest napakowany doskonałą muzyką stworzoną przez Islandzkiego muzyka Gisli Galdur Thorgeirssona i idealnie współgrającą z nią choreografią autorstwa Szymona Dobosika. Sceny taneczno muzyczne są czystym złotem, cieszą oko i jednocześnie coś wnoszą do treści, nie są same dla siebie a dopełniają prezentowane w danej chwili treści.

    Na uwagę zasługuje też scenografia Mirka Kaczmarka. Miewał on lepsze realizacje w swojej dotychczasowej pracy, jednak scenografia do tego spektaklu wciąż reprezentuje wysoki poziom i doskonale dopełnia metaforyką treść spektaklu. W tle widzimy antyczną rzeźbę zakopaną w ogromnej stercie ubrań z sieciówek - tyle pozostało po naszej kulturze, te sterty ubrań są naszym obecnym dziedzictwem i to po sobie zostawimy następnym pokoleniom.

    Od strony aktorskiej całkowicie szoł kradnie Andrzej Plata. Dawno nie widziałem tak nieskrępowanej niczym konferansjerki i tak żywego reagowania na publiczność i tak sprawnego improwizowania.

    Jedyne do czego mogę się przyczepić w tej realizacji to w sumie sama treść. Spektakl stawia na początku tezę i zupełnie jej nie rozwija, jednocześnie nie proponuje żadnych rozwiązań pokazanego problemu. Mówi nam, że pieniądz rządzi światem i jest jego głównym problemem i jednocześnie głównym napędem. Liczyłem, że zostanie włożony przysłowiowy kij w szprychy ale jedynie dużo mówi się o obaleniu kapitalizmu, jednak nie wspomina się jak i jak można rozwiązać obecne problemy ekonomiczne.

    Na tej płaszczyźnie spektakl mocno rozczarowuje, ale hej zignorujemy ten fakt bo w tym sezonie w kielcach nie było tak fajnego i tak brawurowo zagranego spektaklu, który nie nudzi, nie jest głupi i ma naprawdę zachwycającą stronę wizualną.

    Jeśli będziecie mieli wolny czas i będziecie przypadkiem w Kielcach to biegnijcie do Żeromskiego na '≈[PRAWIE RÓWNO]' (albo na 'Psychozę' bo to był totalnie bezbłędny spektakl, ale o tym będzie osobny wpis niebawem).

    #teatr #kielce i trochę #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: IMG_20190615_175317_340.jpg

  •  

    wracając z Kielc do domku, szybka recenzja 'Widnokręgu'

    #teatralnakicia <--- tag do obserwowania / czarnolistowania

    Teatr: Teatr Żeromskiego w Kielcach
    Spektakl: 'Widnokrąg'
    Reżyseria: Michał Kotański
    Dramaturgia: Radosław Paczocha
    Obsada: Niemczyk / Janaszek / Kasperek / Głogowski / Wojciechowska / Żłobiński / Wirzinkiewicz / Pruchniewicz / Dywicka / Wierzbińska / Antoniewicz / Pszeniczna / Gronowska / Mąka / Bieliński / Plata / Słaboń / Cempura / Bielińska / Marks / Malicki / Wiech

    Zastanawiam się od dluzszego czasu czy Kotański tak naprawde umie reżyserować czy osiadł na twórczej mieliźnie i jedyne co robi to rozstawia aktorów na scenie bez pracowania z nimi nad pogłębieniem roli i zrozumieniem emocji.

    Z 'Widnokręgiem' mam podobny problem jak z 'Dziejami Grzechu' które święciły swoje triumfy na kieleckiej scenie i wyszły spod ręki Kotańskiego. Zupełnie brakuje w tych spektaklach jakiegokolwiek rozpoznawalnego stylu czy też jakiejkolwiek interpretacji i ich siła bazuje jedynie na tekstach źródłowych. Reżyser tworzy wielogodzinne spektakle, które w zupełności można by grać za zasłoniętą kurtyną i traktować jako audiobooki na żywo, czytane z podziałem na role.

    Mam wrażenie, że Michał Kotański chce stworzyć epicki spektakl na miarę 'Dziadów' z TPwW czy 'Wesela' ze Starego ale nie wie jak się do tego zabrać i zupełnie nie potrafi złapać esencji która kryła się za sukcesami tamtych inscenizacji. Długością swoich spektakli chyba próbuje ukryć to, że nie posiadają cech wspólnych, które mogłyby je jakoś wyróżnić czy też nadać im jakiś punkt wspólny, który można by uznać za rozpoznawalny styl reżysera.

    Na ogromną uwagę w 'Widnokręgu' zasługuje wspaniała scenografia autorstwa Magdaleny Musiał, która tak naprawdę robi cały spektakl. Jest delikatna i niw narzucająca się, jednak przemyślana tak, że może być ograna jako każde potrzebne miejsce akcji. Ogromne brawa za to. Dodatkowo Wojciech Niemczyk jak zawsze jest najpiękniejszy i zasługuje na uwagę bo dźwiga dużą część spektaklu na swoich plecach. Z resztą, nauczyć się 3 godzin roli - ogromny szacunek.

    Dodatkowo spektakl operuje bardzo mądrze technologią, nie narzuca jej i nie robi z niej swojego głównego oręża. Projekcje użyte w spektaklu idealnie dopowiadają scenografię. Od strony wizualnej generalnie 'Widnokrąg' przypomina mi 'Panny z Wilka' z Teatru Starego. Jest bardzo klasyczny w tym jak operuje teatralnością i środkami wyrazu.

    Podsumowując, bywały momenty słabe i wygrane na zupełnie innej nucie niż bym się tego spodziewał, jednak cały wieczór oceniam na 4+.
    Zupełnie jak wtedy, gdy ukochana osoba gotuje obiad i nie do końca wychodzi. Jesz go mimo, że nie najlepszy i w sumie to fajnie że jest obiad i doceniasz napracowanko ale to nie tego chciałeś i te naleśniki to w sumie są przypalone. Tak też jest z 'Widnokręgiem' - pyszne ale nie gotuj tego więcej.

    #teatr #kielce i troche #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: IMG_20190612_174707_871.jpg

  •  

    #teatralnakicia <---- tag do obserwowania / czarnolistowania

    Wracam po sporej przerwie (bo aplikacja wpoku umarła ale już działa)

    Niedługo koniec sezonu teatralnego i przygotowuję się do stworzenia (jak co roku) listy zachwytów i rozczarowań sezonu
    przede mna jeszcze kilka czerwcowych spektakli które mogą jeszcze sporo namieszać ('Widnokrąg' i 'Prawie równo' w #kielce 'Lalka' i 'Imię Róży' w #krakow oraz 'Mein Kampf' w #warszawa), jednak mam już chyba swoich faworytów
    niebawem tekst podsumowujący cały sezon a przez przerwę wakacyjną będą się pojawiały krótkie teksty o spektaklach o których jeszcze nie pisałem pod tagiem.

    #teatr i troche #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: IMG_20190601_125052_503.jpg

  •  

    szybka recenzja wspominkowa, żeby was zachęcić do wybrania sie na 'Wieloryba' 18 i 19 marca.

    #teatralnakicia <---- tag do obserwowania/czarnolistowania

    Teatr: Łaźnia Nowa
    Spektakl: 'Wieloryb The Globe'
    Reżyseria: Eva Rysová
    Dramaturgia: Mateusz Pakuła
    Obsada: Globisz / Skolias / Ledwoń

    Chyba ten spektakl to najlepsze co kiedykolwiek napisał na scene Mateusz Pakuła. Poza tym jest to kolejna świetna produkcja Łaźni Nowej i naprawdę cieszę się, że przyszło mi mieszkać w okolicy tak ciekawej instytucji.

    Kilka lat temu Krzysztof Globisz dostał wylewu i nadal zbiera się po tym strasznym wydarzeniu, walczy z afazją i wieloma innymi dolegliwościami. Mimo to nie schodzi z teatralnej sceny i gra na ile pozwala mu choroba.
    Pakuła buduje swój cały tekst na chorobie Globisza, gdzie porównuje go do wieloryba wyrzuconego na brzeg. Spektakl mimo to nie jest tanim wyciskaczem łez ale budzi (przynajmniej u mnie) głębokie emocje i najprawdziwsze wzruszenie.

    Wyrzuconego na brzeg wieloryba próbują ratować dwie dzielne wolontariuszki Greenpeace (dwie aktorki, które były uczennicami Globisza w AST). Zuzanna Skolias i Marta Ledwoń radzą sobie brawurowo z tekstem i świetnie ogrywają z ogromną dawką humoru dramat czający sie między zdaniami.
    Krzysztof Globisz jest wręcz rozkoszny w roli gadającego wieloryba leżącego na plaży, który bardziej niż pomocy potrzebuje rozmowy, wysłuchania i zrozumienia. Okazuje się też, że same wolontariuszki dzięki obecności Wieloryba odnajdują poniekąd sens życia i jednocześnie odkrywają jak istotne jest zwyczajne bycie przy kimś gdy tego potrzebuje.

    Ten spektakl nie ma słabej strony. Wizualnie, aktorsko i tekstowo jest wspaniały. Niesamowity jest też sposób w jaki widownia ogląda i słyszy całą akcję. Pierwszy raz spędziłem spektakl w słuchawkach na uszach, a doświadczenie było naprawdę niesamowite.

    Tak naprawdę ten spektakl to ogromna porcja śmiechu, radości, zadumy i wzruszeń skumulowana w ponad 1,5 godzinie. Spektakl o chorobie i czekaniu na lepszy czas o ogromnej miłości i o tym, że warto czasem być dla siebie dobrym bo dobro naprawdę popłaca i wraca. I o tym, że w sumie wszyscy jesteśmy ludźmi, podobnie czujemy i że każdy tak naprawdę potrzebuje czuć się potrzebnym, chcianym i niezapomnianym.

    Naprawdę trzeba to zobaczyć i jedynie szkoda, że Łaźnia tak rzadko prezentuje tę produkcję.
    'Wieloryba' w Krakowie grają jutro i we wtorek (18.03 i 19.03) a potem we Wrocławiu w Capitolu na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej (25.03 i 26.03).
    Jak dacie radę to biegnijcie po bilety!

    #teatr #krakow #nowahuta #wroclaw i w sumie #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: IMG_20190317_100006_HDR.jpg

  •  

    #teatralnakicia

    PROMOCJA!
    halko moje promyczki

    Bilety za 5 złoty na spektakl 'Głód' w Teatrze Starym w Krakowie. Wystarczy w kasie kupując bilet podać tajne hasło 'Korzeniowski'.
    Spektakl grany na Nowej Scenie na ulicy Jagiellońskiej 24.03, 26.03 i 27.03 o 19:30.

    Spektakl mocno polecam! <3

  •  

    Wróciłem właśnie z próby generalnej do spektaklu 'Zmowa milczenia' w Ludowym. W sumie premiera dopiero jutro, więc nie wiem ile mogę napisać i czy w sumie powinienem pisać cokolwiek, ale zaryzykuję.
    W sobotę idę już na zwykły pokaz tego spektaklu to wtedy zobaczę jak bardzo wersja finalna różni się od tego co zaprezentowano na próbie.

    #teatralnakicia <----- tag do obserwowania/czarnolistowania

    Teatr: Teatr Ludowy
    Spektakl: 'Zmowa milczenia'
    Reżyseria: Marcin Liber
    Dramaturgia: na podstawie 'Opowieść Podręcznej' Margaret Atwood
    Obsada: Pankiewicz / Tlałka / Pilitowski / Kochan / Franasowicz / Pijanowska / Durska / Lewak / Rezner

    Spektakl mocno wpisujący się w obecną emancypacyjną narrację, o prawach kobiet, walce o wolność, uwolnieniu się spod patriarchalnego, konserwatywnego buciora.
    Każdy kto widział serial na podstawie powieści Margaret Atwood wie mniej więcej czego sie spodziewać i o jakiej wizji przyszłości będzie mówił spektakl.
    Sprowadza się tutaj seksualność do poziomu broni przeciw opozycji jak i ustanawia ją jako towar dostępny jedynie dla elit, których prawo nie dotyczy. Dodatkowo jasno na wstępie definiuje się to, że pierwszym krokiem do takiego stanu rzeczy mogą być prorodzinne programy rządu. W powietrzu wisi pytanie, czy tego chcemy, czy tak musi wyglądać nasza przyszłość?

    Aktorsko jedynie Piotr Pilitowski wyróżnia sie na plus. Pozostałe role zagrane są bez wyrazu, jedynie wychodzą na scenę i krzyczą jednocześnie nie mogąc zwrócić na siebie uwagi. Najsmutniejsze jest to, że wielokrotnie chwalona przeze mnie i okrzyknięta odkryciem ubiegłego sezonu teatralnego Maja Pankiewicz gra bardzo płasko i daje sie zagłuszyć przez cała resztę (i tak nie wybornej) obsady. Zupełnie nie jestem w stanie poczuć jej dramatu i cierpienia, co w tego rodzaju produkcji jest niedopuszczalne w moim odczuciu.

    Od technicznej strony spektakl jest świetny. Niesamowita zabawa przestrzenią sceny, dzielonej co rusz zwiewnymi białymi zasłonami, niczym w szpitalnym namiocie. Scenografia Mirka Kaczmarka jak zawsze jest ciekawa i pokazuje jego kunszt. Jednocześnie prosta ale też tworząca ogromną przestrzeń dla interpretacji. Gdzie się znajdujemy? Co skrywają za sobą zwiewne kotary? Spokojny salon czy kolejne ciała wiszące na sznurach?

    Wizualizacje jak i udźwiękowienie również stoi na wysokim poziomie, jak zawsze Marcin Liber położył duży nacisk na tą stronę realizacji (zupełnie jak w nieodżałowanym i troszkę zapomnianym "Być jak Steve Jobs. Bohaterowie polskiej transformacji. Ballada o lekkim zabarwieniu heroicznym"). Spektakl ma kilkanaście naprawdę mocnych i genialnie zagranych sekwencji, chociażby scenę egzekucji otwierającą spektakl i wykład Małgorzaty Kochan o tym jak powinno się wychowywać dzieci i dlaczego nie tak jak my to robimy dziś.

    Warto się przejść na nowy spektakl w Ludowym bo to chyba pierwsza premiera od dawna na tej scenie, która nie pozostawiła mnie wobec siebie obojętnym. Mam tak mieszane uczucia, zupełnie nie wiem co do końca myśleć o tym co zobaczyłem. Czy sam spektakl mi odpowiada i czy wizja przyszłości, która jest w nim roztaczana odpowiada komukolwiek, a co o zgrozo jeśli tak?
    Premiera już 8 marca!

    #teatr #krakow #nowahuta i teoszkę #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: IMG_20190307_230157_540.jpg

  •  

    #teatralnakicia <----tag do obserwowania/czarnolistowania

    Teatr: Teatr Nowy Proxima
    Spektakl: 'Wiedźmin. Turbolechita:
    Reżyseria: Piotr Sieklucki
    Dramaturgia: Ziemowit Szczerek
    Obsada: Chrząstowski / Ferlak / Durman / Fiałek / Miękina / Sieklucki / Witek / Janeczek

    Ogólnie proza Szczerka jest dosyć wdzięczna do przekładania na scene (jak na przykład sympatyczna 'Siódemka' w Teatrze Zagłębia w Sosnowcu). W Krakowie z 'Wiedźminem' jest podobnie, dostajemy spektakl sympatyczny, zabawny i nie zmuszający w żaden sposób do myślenia.

    Zaskakująco Teatr Nowy podołał realizacyjnie i powoli przestaje myśleć o nim jako o prywatny teatrze drugiej kategorii (co trwało przez długi czas, mea culpa). Cała powierzchnia sceny została zagospodarowana pozostawiając minimum przestrzeni do ruchu dla aktorów, jednak scenografia nie przytłacza i wydaje się że jest jej tyle ile potrzeba. Mimowolny uśmiech wywołuje spolonizowany ring bokserski wysypany ziemią i sianem, napis na bocznych bandach "Cydr Polski sponsoruje walkę o niepodległość" już poniekąd może zasygnalizować w jakie rejony będzie się udawała cała inscenizacja.

    Spektakl opowiada o tym, że Słowianie (a konkretnie Lechici) muszą wstać z kolan, gloryfikować swoją słowiańskość a przede wszystkim określić w końcu swoją tożsamość. Określić czy należą do pogardzanego zachodu czy do ruskiego mordoru którego się boją (i którym też gardzą). Oczywiście całość jest ograna dużą ilością gagów jak na przykład próbą konstruowania zdania bez używania zapożyczeń i wyrazów obco brzmiących. Czy też w przerysowany sposób ukazując czym się różnią Lechici od zgniłego zachodu.
    Niestety mam wrażenie, że tak naprawdę pomysły skończyły sie w połowie spektaklu a potem całość ciągnęli już tylko aktorzy swoimi niesamowitymi zdolnościami.

    Naprawdę nie można oderwać oczu od Durmana i Chrząstowskiego. Na życzliwy uśmiech zasługuje też Karol Miękina za rolę cudzoziemca wysłanego aby uczyć Lechitów kapitalizmu.

    W sumie tak naprawdę całości nie mam nic do zarzucenia, bawiłem się świetnie i było naprawdę śmiesznie. Jedynie po skończeniu całości mam pewien niedosyt. Nie żałuję czasu spędzonego w Teatrze Nowym, jednak czuję że nie został do końca wykorzystany potencjał tego tekstu i jest trochę jak tytułowy Lechita. Taki trochę pomiędzy dobrym, zmuszającym do myślenia o tożsamości spektaklem a miałką rozrywką z kilkoma soczystymi 'kurwami' w dialogach.
    Niemniej drodzy współlechici biegnijcie do Nowego póki grają jeśli macie wolny wieczór a w planach tylko oglądanie Kuchennych Rewolucji.

    #teatr #krakow oraz trochę #gruparatowaniapoziomu no i w sumie #wiedzmin
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: IMG_20190305_184433_427.jpg

  •  

    wracam właśnie z Kielc do domu i padam na twarz, więc dzisiaj krótszy wpis.

    #teatralnakicia <--- tag do obserwowania/czarnolistowania

    Teatr: Teatr Żeromskiego w Kielcach.
    Spektakl: 'Samotność pól bawełnianych'
    Reżyseria: Radosław Rychcik
    Dramaturgia: Bernard Marie Koltès
    Obsada: Niemczyk / Nosiński

    Spektakl utopiony w falach głośnej elektryczno-rockowej muzyki, dwóch aktorów wyłania się z tumanów scenicznego dymu i zaczynają melorecytację, rozmowę między dealerem a klientem.

    Spektakl o wyścigu za doskonałością, pragnieniami i pożądaniem. Nawet pełne otwarcie się i wyznanie prawdy nie przynosi jednak ulgi i jedynie zaognia pustkę z którą klient przychodzi do dealera.
    Skowyt o tym, że nigdy nie zrealizujemy naszych pragnień i bez względu na wszytko pozostaniemy niepełni.

    Njemczyk i Nosiński dźwigają spektakl i nie sposób od nich oderwać oczu. Brawurowo radzą sobie z postawionym przed nimi niełatwym tekstem i męczącą choreografią. Naprawdę nie można się oderwać o transu w który wciągają widzów.

    Dodatkowo trzeba wziąć pod uwagę, że spektakl swoją premierę 10 lat temu i nie postarzał się ani trochę. Ogląda sie go tam samo dobrze jak nowe produkcje teatralne. Pomysł Rychcika jak przestawić tę historię okazał się ponadczasowy moim zdanie i równie dobrze będzie się to oglądało za kolejne 10 lat.

    Spektakl obowiązkowy i naprawdę potrzebny. A jeśli nie podpasuje wam sama treść to i tak spędzicie czas przy doskonałej muzyce, którą można słuchać z zamkniętymi oczami.

    Dla mnie olśnienie sezonu i bardzo żałuję, że tyle zwlekałem z zobaczeniem tej realizacji.
    Wy nie zwlekajcie - jazda do Kielc!

    #teatr #kielce #swietokrzyskie i trochę #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: IMG_20190224_204513_385.jpg

  •  

    hej hej, wracam właśnie z Sosnowca do domku, więc skrobnąłem podsumowanie dzisiejszego wieczoru w teatrze.

    #teatralnakicia <--- tag do obserwowania/czarnolistowanke

    Teatr: Teatr Zagłębia w Sosnowcu
    Spektakl: 'Dead Girls Wanted'
    Reżyseria: Wiktor Rubin
    Dramaturgia: Jolanta Janiczak i Grzegorz Stępniak
    Obsada: Celmer / Deutschman, Kwietniewska / Saniak / Staniec / Stawarczyk

    Twórcy niesamowicie dużo naobiecywali przed premierą, spektakularną wiwisekcje archetypu martwej dziewczyny, dlaczego najczęściej martwa dziewczyna jest tylko przyczynkiem do działań mężczyzn, jaki jest wspólny mianownik zbrodni na kobiecie i wiele podobnych problemów orbitujących wokoło tej przysłowiowej martwej białej dziewczyny.

    Spektakl przyjmuje formę rewii gdzie poszczególne gwiazdy jeżdżąc na wrotkach po scenie opowiadają swoje żywoty i inscenizują co ważniejsze (zdaniem twórców) momenty. Niestety aktorzy nie udźwignęli monodramów na swoich barkach i całość osiada na mieliźnie i popada w śmieszność, a chyba nie ma nic gorszego w teatrze, niż widownia śmiejąca sie w momencie, który ma być punktem kulminacyjnym dramatyzmu.

    Finalnie otrzymujemy aktorów miotających się niezgrabnie na rolkach pomiędzy zawieszonymi nad sceną workami na zwłoki z których wysypuje się ziemia i chyba tylko jakaś opatrzność boża sprawiła, że nikt sobie głupiego ryja na tej scenie nie rozbił.

    Dramaturgicznie Janiczak zgubiła gdzieś swoją błyskotliwość i celne spostrzeżenia na rzecz pudelkowych wręcz streszczeń życia gwiazd, żartach z gwałtu i emo-retoryki rodem z gimnazjum.

    Głównym problemem tego spektaklu jest to, że obiecano wiele a nie spełniono niczego z tej długiej listy. Spektakl nie wzbogacił mnie o nic i nie wyniosłem totalnie niczego. Nie poruszył mnie ani nie zmusił do przemyślenia czegokolwiek. W sumie też nie bawiłem sie jakoś specjalnie dobrze i totalnie nie wiem w jakim celu powstała te realizacja.

    Jeśli miał powstać spektakl feministyczny to wiele innych realizacji Janiczak i Rubina sprawdziłoby sie lepiej w tej roli (np.: 'Caryca Katarzyna' z Kieleckiego Teatru Żeromskiego), a jeśli chciano udowodnić, że presja społeczna, brak akceptacji, miłości i samotność prowadzą do samozagłady to no shit Sherlock nie ma potrzeby, wszyscy to już wiedzą.

    Najlepszym podsumowaniem 'Dead Girls Wanted' będzie cytat z serialu 'Świat według Malcolma': nie spodziewałem się niczego a i tak jestem rozczarowany.
    Więcej już nie piszę, bo nie wypada kopać leżącego. Zwłaszcza jak jest dziewczyną i już jest martwy.

    #teatr #sosnowiec i trochę #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: IMG_20190223_204308_398.jpg

  •  

    halko, powracam z kolejnym wpisem.

    #teatralnakicia <--- tag do obserwowania/czarnolistowania

    Teatr: Narodowy Stary Teatr
    Spektakl: 'Królestwo'
    Reżyseria: Remigiusz Brzyk
    Dramaturgia: Tomasz Śpiewak (na podstawie scenariusza Larsa Von Triera i Nielsa Vørsela
    Obsada: Brzyski / Budner / Dymna / Gałkowska / Garncarczyk /Globisz / Górski / Grąziowska / Józefczak / Kaleta / Karkoszka / Kiebzak / Kosowski / Krzyżowski / Majnicz / Peszek / Szczepanowski / Zawadzka / Zawadzki / Łętocha / Okrajek

    Mam wrażenie, że w Starym teraz wszyscy oczekują dzieł totalnych po porażkach poprzedniego sezonu. Wszyscy chcą mieć potwierdzenie, że Rada Artystyczna podołała i kryzys po odejściu Klaty w końcu sie skończy.
    Niestety nie tym spektaklem, 'Królestwo' Brzyka to solidny rozrywkowy spektakl który zahacza o trudną sytuacje sprzed roku, wplata w oryginalną fabułę kilka wkrętów jasno sygnalizując, że mówimy tu o Królestwie - Teatrze a nie Królestwie -Szpitalu. Mimo tej metawarstwy spektakl jest też czytelny i zrozumiały na poziomie zwykłej opowieści o perypetiach lekarzy pracujących w nawiedzonym szpitalu.

    Reżyser ukrył też kilka smaczków dla fanów twórczości samego Von Triera. Subtelne nawiązania do 'Antychrysta' czy też 'Melancholi' wywołują mimowolny uśmiech. Cytując wielkiego internetowego freelancera Klocucha - widać napracowanko.
    Monumentalna i zimna stalowa scenografia robi wrażenie i nie zawadza aktorom w trakcie przebiegu spektaklu. Dodatkowo Brzyk doskonale bawi sie przestrzenią, wyświetla projekcje na scenę, akcja dzieje sie poza salą główną w niedostępnych dla widzów zakamarkach budynku, wszystko sie na siebie nakłada i zazębia.
    Dodatkowo kolejny raz jak przy 'Weselu' Klaty zespół Starego pokazał jak ogromna moc i potencjał w nich drzemie. Aktorsko ten spektakl jest wspaniały i naprawdę nie ma do czego sie przyczepić.
    Na specjalną uwagę zasługuje cały drugi akt którego sekwencja jest naprawdę doskonała i totalnie przemyślana, nie ma tam ani jednego zbędnego słowa, kulminację śmieszności gdzie spektakl miesza się z rzeczywistością jest opowieść o wizycie ministra w Królestwie, ministra którego nikt nie chce ugościć i przyjąć.
    Przed samym spektaklem w sumie warto odświeżyć sobie sam serial (sezon I bo na nim bazuje spektakl) żeby mieć pewność że sie ogarnie co się dzieje na scenie bo widz nie ma taryfy ulgowej i fabuła pędzi jak szalona.
    Mimo tych wszystkich superlatywów to jeszcze nie jest to. To nie jest to wyczekiwane dzieło nowej dyrekcji. Solidny spektakl ale nie arcydzieło. Można iść bez konkretnych oczekiwań.

    #krakow #teatr i trochę #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: IMG_20190210_184936_683.jpg

  •  

    halo #krakow czy ktoś wie gdzie kupię w naszym mieście czeską kofole? (╯︵╰,)

  •  

    halo halo, zapraszam do kolejnego wpisu.

    #teatralnakicia <--- tag do obserwowania/czarnolistowania

    Teatr: Teatr Ludowy
    Spektakl: 'Tożsamość Wila'
    Reżyseria: Gabriela Muskała
    Dramaturgia: Monika Muskała
    Obsada: Franasowicz / Franczyk / Kochan / Łomnicki / Pesta / Schimscheiner / Sitkowska / Tlałka

    Spektakl jest reklamowany jako wspaniała i wybitna komedia o Nowej Hucie, tak zabawna że aż brzuchy rozbolą od śmiechu.
    Niestety spektakl, który trzyma nas w zamknięciu przez 1,40 h jest zlepkiem anegdot powiązanych pretekstowo tytułową postacią Wila i nie pozwala ani razu się zaśmiać a brzuch boli jedynie od nadmiernego ziewania z nudów. Autorki spektaklu chciały chyba oddać ducha Huty, jednak wszystko ogrywają tanimi stereotypami, nie widać za grosz uczucia do tej dzielnicy ani do jej historii. Żarty w spektaklu krążą od tanich gier słownych do śmiania się z 'hehe sexik'.
    Aktorzy przez 90% spektaklu grają na autopilocie i są zwyczajnie sobą, nawet się nie silą na próby interpretacji tekstu bo nie mają z czym pracować.
    Festiwal żenady rozkręca się z minuty na minutę i osiąga apegeum w finale gdzie Lenin spotyka Ronalda Reagana.
    Jedyną sceną wartą zapamiętania jest inscenizacja obrony krzyża, odegrana ze sporym dystansem i naprawdę świetnym pomysłem aranżatorskim. Dodatkowo na chłodny uśmieszek zasługuje Krystian Pesta za rolę antropologa, zagrał brawurowo! Niemniej sam pomysł na przedstawienie antropologa jako faceta w sukience , z koralami i w butach na obcasie jest masakrycznie słaby, stereotypowy i homofobiczny.
    Sisotry Muskała ewidentnie chciały złapać kilka srok za ogon w trakcie robienia tego spektaklu i finalnie nie złapały nawet jednego Wila.
    W moim odczuciu spektakl słaby, zbędny i można by powiedzieć, że wyglądający jak jakiś reanimowany trup z poprzedniej epoki. Mimo to raczej poprzednia epoka za pomocą cenzorów i partii, tak słabej rzeczy nie pozwoliłaby nigdy wyjść na scenę.
    Omijać szerokim łukiem!

    #teatr #krakow #nowahuta i troszke #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: IMG_20190201_213328_899.jpg

  •  

    zapraszam na nowy, jeszcze gorący wpis o spektaklu który miałem szczęście zobaczyć wczoraj ʕ•ᴥ•ʔ

    #teatralnakicia <--- tag do czarnolistowania/obserwowania

    Teatr: Teatr Powszechny
    Spektakl: 'Każdy dostanie to w co wierzy'
    Reżyseria: Wiktor Rubin
    Dramaturgia: Jolanta Janiczak
    Obsada: Beler / Bielawka / Czachor / Łasowski / Rafalski / Wyszyńska

    Spektakl luźno oparty na książce 'Mistrz i Małgorzata' obiecuje wiele i kusi interaktywnością. Każdy z widzów ma przed sobą pilot do głosowania i w trakcie spektaklu będzie można demokratycznie, przy ogromnym okrągłym stole zadecydować jaki przebieg będzie miał spektakl. Padną pytania fundamentalne. Czy możemy sobie jeszcze ufać? Czy w teatrze jest miejsce na wstyd? Czy człowiek nie znający sztuki może zostać ministrem kultury?
    Nasze wybory mają realny wpływ na to jak aktorzy będą składać kolejne sceny do kupy, jednak jak wiadomo z tak wielką mocą idzie też spor odpowiedzialność.
    Drugą część spektaklu stanowi wiwisekcja związku Mistrza i Małgorzaty i kolejna seria głosowań na temat miłości i związków międzyludzkich. Czy dzisiaj już wszytko traktujemy jak transakcje, nawet związek? Dodatkowo zostajemy uświadomieni, że Małgorzata jest jednym z głównych wrogów Mistrza. Jej uczucie i dopingowanie go do pracy nad książka jest przecież destrukcyjne i finalnie doprowadza Mistrza do szaleństwa.
    Obsadowo spektakl sie broni totalnie, nie ma ani jednego potknięcia. Aktorzy są fenomenalni! Na wyjątkowe brawa zasługuje Mateusz Łasowski za doskonałego Behemota, którego nie sposób przestać śledzić wzrokiem. Dodatkowo jak wiadomo Michał Czachor niezmiennie jest najpiękniejszy.
    Jednak żeby nie było tak różowo całość momentami się nie klei i pojawia się moment, gdy ma się wrażenie że to wszystko do niczego nie zmierza.
    Jest kilka lepszych spektakli duetu Janiczak/Rubin, które bardziej warto zobaczyć. Końcowy odbiór spektaklu zależy już tylko od oczekiwań widza i tego na co sie od samego początku nastawiał w sumie tak jak mówi tytuł spektaklu 'każdy dostanie to w co wierzy'.

    #teatr #warszawa i trochę #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: IMG_20190128_181539_796.jpg

  •  

    Zapraszam do pierwszego wpisu, może komuś się przyda ¯_(ツ)_/¯
    #teatralnakicia <--- tag to czarnolistowania/obserwowania

    Teatr: Narodowy Stary Teatr w Krakowie
    Spektakl: 'Głód' na motywach książki Martína Caparrósa

    Reżyseria: Aneta Groszyńska
    Dramaturgia: Jan Czapliński
    Obsada: Czacki / Krzanowska / Biela / Kiebzak

    Musical o głodzie i głodujących, brzmi bezlitośnie ale jednak się sprawdza. Brawurowo zagrany, cała czteroosobowa obsada błyszczy ale na szczególną uwagę zasługuje Małgorzata Biela, która swoją energią całkowicie kradnie całą uwagę widzów. Nie sposób od niej oderwać oczu, czy tańczy do przeboju z reklam McDonalds, czy też liczy ile dzieci umarło z niedożywienia.
    Ciężki temat rozbrajają świetnie napisane i zaśpiewane piosenki, które nie sprawiają wrażenia wciśniętych na siłę.

    Spektakl naprawdę wart zobaczenia, otwiera oczy i stara sie dawać rozwiązania na tytułowy problem. Pozostawia jednak ważne pytania, na ile jesteśmy w stanie się poświęcić i jak brutalne kroki jesteśmy w stanie podjąć i zaakceptować.

    #teatr #krakow i może trochę #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: IMG_20190124_225524_204.jpg

  •  

    #teczowepaski #romanse #memy #bestofgrinder
    krótki tutorial jak w końcu znaleźć sobie niebieskiego ( ͡º ͜ʖ͡º)

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Screenshot_2019-01-07-07-19-03-582_com.instagram.android.png

  •  

    #teatr #marzenia
    mam takie ogromne marzenie żeby kiedyś Jola Janiczak zdecydowała się na wydanie swoich dramatów zebranych bo tak bardzo fajnie byłoby je przeanalizować powolutku i na spokojnie (╯︵╰,)

    na zdjęciu fragment scenografii z "Towiańczycy, królowie chmur" (dramaturgia J. Janiczak, reżyseria W. Rubin, Stary Teatr, Kraków)

    źródło: 621394645301_13_2014-03-12_STARY_TOWIANCZYCY_014.jpg

  •  

    #rolnikszukazony
    czemu ten szlauch Kleo jest nagle ekspertem od wszystkiego xD

    +: N.........n, om606 +8 innych
  •  

    #teczowepaski
    dzień dobry promyczki. jeszcze tylko 40 lat i emerytura
    może nikt nie zauważy, że zaspałem godzinkę, trzymajcie kciuki

  •  

    @kiwi_intrygant: kurła mirki, znalazłem godnych następców #braciapierdolec - małżeństwo Schimscheiner jak ja ich nienawidzę (ಠ‸ಠ)

    +: Cronox
  •  

    #smiesznypiesek

    źródło: 10259868_10152647373434150_9030212694442998516_n.jpg

    +: Leszqe, t.........k +4 innych
  •  

    oj mirki jak kisne, obejrzałem pierwszy odcinek #piekielnyhotel i widok Małgorzaty Rodzyny która nie wie czo to router rozbawił mnie mocniej niż Gagda Messler napierdalająca ludziom miskami po podłodze.

    #gimbohumor #heheszki #skislem #tvn

  •  

    Dzisiaj w programie Zuzanna musi udowodnić że kocha swoją córkę poprzez wąchanie jej pachy. Adela specjalnie z rej okazji ogoliła czoło.
    Zuzanna wącha pachę córki od 2 godzin. Bardzo lubi nowy skwarkowy dezodorant. Przypomina jej dzieciństwo i czas pracy w fabryce teleskopów.

    #gimbohumor #pasta #rozmowywtoku #ewadrzyzga #heheszki pokaż całość

    źródło: 10846117_779473685433822_9070779259179953265_n.jpg

    +: w...4, A......m +1 inny
  •  

    Dzisiejszym gościem Ewy jest Jezus z Borja.
    Twierdzi, że od kiedy odrestaurowała go staruszka ma ciągle ochotę na spotkanie z wielką restauratorką Magdą Gessler. Jest ona wyrocznią stylu i smaku. Nawet kiedy rzuca talerzami i krzyczy, że w Fatimie dają lepsze faworki.
    Jezus z Borja odmawia jedzenia potraw nie sygnowanych przez naszego polskiego Gordona Ramseya.
    Jak widać na załączonym obrazku Jezus bardzo stracił na wadze.

    #gimbohumor #pasta #heheszki #rozmowywtoku #ewadrzyzga #magdagessler
    pokaż całość

    źródło: 10850252_779469348767589_7028086178955881060_n.jpg

  •  

    Dzisiejszym gościem Ewy jest Ozajasz Goldbaum. Jego nos wskazuje że kupił już kilka kamienic w Łodzi. Jest gotowy na walkę z antysemicką świnką malwinką. Zadzwonił już po wsparcie.
    Z zachodu nadlatuje pokojowy bombowiec wypełniony koszerną zapiekanką z azbestu i wieprzowiny.

    #gimbohumor #pasta #heheszki #rozmowywtoku #ewadrzyzga pokaż całość

    źródło: 10846333_779377318776792_5910798569201609449_n.jpg

  •  

    #magdagessler #gimbohumor

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 11033438_822890104425513_1370959266_o.jpg

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika kiwi_intrygant

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (3)