•  

    Puchacz ma ze wszystkich piłkarzy, najbardziej chujowy software, jaki istnieje. Serio kurwa.
    Bo taki na ten przykład Zieliński - zapierdala, podaje, cofa, strzela, kiwa - no w chuj skomplikowane. Zresztą, kurwa - Jóźwiak. Jóźwiak też musi biegać po całym skrzydle i wracać, strzelać, dośrodkowywać, pokiwać przy linii. Wcale nie takie proste.
    A jak działa Puchacz?
    Otóż pierwszy punkt algorytmu Puchacza brzmi:
    1. Zapierdalaj przed siebie.
    Nie wiem, czy oglądaliście kiedyś Puchacza. Jak się to ogląda, to zawsze biegnie przed siebie. Zawsze kurwa. Zawsze. Jak się mu w połowie drogi postawi obrońcę, to się nie zatrzyma i nie zmieni kierunku, żeby biec przed siebie. Można se tak blokować pińćset razy i zawsze jebany przed siebie. Puchacz to taki jebany piłkarski odpowiednik gradientu. Zawsze się kieruje w stronę połowy przeciwnika.
    Ma to w chuj zabawne konsekwencje, jak się Puchacza zostawi bez piłki. Zaczyna iść w przypadkowym kierunku, bo kurwa nie ma jak biec na stronę przeciwnika. Najlepiej jak dojdzie do krawędzi. Wtedy ten jego zjebany mósk cannot into logika, kopie piłkę w pole karne nie patrząc czy ktoś jest czy nie. Nie cofnie się, bo kurwa algorytm, na krótko nie poda, chuj wie czemu.
    Kiedyś z kolegą ze studiów znaleźliśmy trening reprezentacji. Boiska były w chuj długie, na jakieś 106 m. Mówię mu: pacz kurwa i wskazałem Puchacza na boisku. Dobiegł do krawędzi bocznej i biegnie wzdłuż. Biegnie kurwa i biegnie, dobiegł do końca i dośrodkował na ślepo, a potem jeszcze raz i biegł znowu w stronę bramki przeciwnika. 45 minut jebany biegł przez te 106 metrów i ni kurwa chuja nie ogarnął, że sytuacja jest przejebana i może by gdzieś podać indziej, bo gówno. Nie, kurwa.
    Jakby boisko miało 10 kilometrów, to by jebany zdechł po drodze.
    Ciąg dalszy algorytmu brzmi:
    2. Jak jesteś na obronie to biegaj byle kurwa gdzie.
    Jak już pozwolicie grać Puchaczowi w obronie, to obróci się dookoła, upewni, że gradient się wyzerował i fruuuu kurwa w losowym kierunku.
    3. Jak już biegniesz i już nie możesz to kopnij piłkę
    Nie no, akurat całkiem spoko punkt. Tylko kurwa, metoda kopania po chuju.
    4. Jak cię coś zatrzyma - to się wypierdol.
    Wiem, że zdażają się poważne faule, ale kurwa, jakie lepsze słowo może to opisać. Ewentualnie faule? Chuj tam semantyka. Ważne, że jak Puchacz spotka zagrożenie, to zwija nóżki i szoruje mordą po murawie. Kurwa. KURWA. Przecież ma kondycję, mógłby spierdalać. Ale nie, kurwa. Wypierdol się. Najlepsze jak się wpierdoli Puchacza między obrońców. Jak byłem mały to obserwowałem różnych piłkarzy. Jak wrzucisz Lewandowskiego, to do ostatniej chwili walczy, żeby się wyrwać i nawet czasem mu się uda, zanim go otoczą. Rzadko, ale jednak. Messi to już w ogóle siła, stronk i mało która obrona go zatrzyma.
    A Puchacz co?
    WYPIERDOLI SIĘ KURWA. Przychodzi obrońca, paczy, okurwajakrozjebany.jpg.
    Co robi? XDDDDD Podnosi kurwę za pachy i wypierdala z pola karnego.
    W tym roku najebało minut w reprze Puchaczowi jak pokurwionych. Możecie pooglądać, sprawdzić. Tylko uwaga - bo SIĘ WYPIERDOLI!

    #mecz #reprezentacja #pasta
    pokaż całość

  •  

    Oponiarzowi psycha siądzie podczas wyprzedzania i obróci Pereza uderzając w tylnią oponę
    #f1

  •  

    Jeśli Hamilton wygra
    #f1

    źródło: ei_1635101585577.jpg

  •  

    Ja pierdolę, przez patologię z KSW strimsy padły
    #f1

  •  

    Kto projektował stronkę sprzedającą bilety xDDD Nie mogę kupić biletu, bo uwaga, moje imię i nazwisko nie są unikalne xD
    Na potrzeby screena swoje dane wyciąłem.
    #iem

    źródło: xDD.png

  •  

    #mecz
    Węgrzy - pokazują się w wolnym polu, gubią kryjących ich piłkarzy
    Polacy - chowają się między dwóch obrońców, nikt im nie poda to i nie będzie kompromitacji
    Lewandowski - musi cofać się do pomocy/defensywy by móc chociaż dotknąć piłkę

  •  

    Cyberpunk zaczął działać już na PS4 Pro czy nadal Sony nie dopuściło gry do swojego sklepu? xD

    #ps4
    #cyberpunk2077

  •  

    Ten wyścig może uratować tylko komunikat "George, it's Valtteri" xD

    #f1

    +: svr_, b....o +25 innych
  •  

    Grał ktoś w Youngblood przez buddy pass? Mieliście problem z lagami? Chciałem pograć z kimś, ale niezależnie kto dołącza przez buddy pass, to ma ping około 400ms. W innych grach multi pingi utrzymują się na poziomie 30-40. Ktoś miał taki problem i wie jak go rozwiązać?
    #gry
    #wolfenstein

  •  

    Jaliks

    Jaliks urodził się i wychowywał się w Al Uy. Razem z bratem szybko wkręcili się w ochronę karawan lub pojedynczych kupców. Jego brat Ogur obserwując kupców szybko uczył się ich fachu, aż pewnego poranka zaskoczył swojego brata nowym wizerunkiem.
    - Zobacz Jaliksie! Od dzisiaj nie jestem zwykłym Ogurem tylko Ogurem kupcem haha - zrobił obrót 360 stopni prezentując strój skrojony pod niego i monokl na oku.
    - Wyglądasz durnie z tym monoklem bracie, niedorzecznie. Co chcesz sprzedawać jak nic nie mamy.
    - I tu się mylisz, pamiętasz jak za pracę brałem zapłatę w różnych fantach? No to uzbierało się tego pełny wóz. Sprzedamy to, kupimy coś innego taniej i sprzedamy gdzie indziej drożej. Wolny rynek bracie, ogranicza Cię tylko wyobraźnia. A monokl? Budzi zaufanie i buduje wizerunek zaufanego kupca.
    - Pewnie skończy się tak, że inni kupcy niezadowoleni z konkurencji wynajmą zbirów i spalą Twoje towary, a w raz z nimi nas. Orkowie raczej nie są mile widziani w innej roli niż tępa siła...
    - Braciszku... od tego, by nic nas nie zaskoczyło i nic nam się nie stało będziesz odpowiedzialny właśnie Ty. Zobaczysz, uda nam się to.
    - No dobrze Ogurze, obyś wiedział co robisz, ale ten monokl.. Wyglądasz jak alfons szczerze mówiąc.
    I tak bracia ruszyli w podróż życia handlując i kantując w różnych miastach. Plan Ogura działał, handel szedł wyśmienicie. Jaliks również ze swojego zadania wywiązywał się należycie. Zapobiegał atakom konkurencji, tropił zleceniodawców takich ataków i odbierał od nich sowite zadośćuczynienie za straty moralne. W wolnych chwilach podejmował się zleceń poszukiwawczych osób i rzeczy budując markę solidnego tropiciela. Pomimo sukcesów młodszemu z braci co raz bardziej nie pasowało aktualne życie. W końcu nadszedł czas rozłąki i poszukania własnej drogi w życiu. Bracia pożegnali się w jednym z portów obiecując sobie, że utrzymają kontakt i będą się spotykać tak często jak pozwolą okoliczności. Jaliks załapał się jako ochrona statku kupieckiego. Rejs zapowiadał się spokojnie, ale jak to bywa na morzu, pogoda bywa zdradziecka i w połowie rejsu niespodziewanie natrafili na sztorm. Była noc gdy Jaliks nie mogąc zasnąć wyszedł na pokład. Sztorm trochę osłabł, ale nadal deszcz zacinał dość mocno ograniczając pole widzenia do kilkunastu metrów. Orka męczyło jakieś dziwne przeświadczenie, że dzieje się coś złego, ale nie potrafił powiedzieć co. Najgorszy moment sztormu przetrwali, zagrożenie w teorii minęło. Rozmyślając usłyszał dźwięk który go zaniepokoił, fale uderzały nie tylko w ich statek, ale w coś jeszcze. Światła z kajut przeszkadzały w skupieniu wzroku. Dopiero po chwili dostrzegł zarys statku, który był całkowicie nieoświetlony i płynął wprost na nich.
    - Co do cholery? - zadał sobie pytanie i nie czekał na swoją odpowiedź. Pobiegł ogłosić alarm.
    Załoga ogarnęła się szybko, przeszli natychmiast w stan gotowości bojowej, ale było za późno. Pokład i burty rozerwały pociski z balist. Załoga statku kupieckiego wybiegła w momencie gdy piraci szykowali się do abordażu. Napastnicy przeskakiwali jeden po drugim, na pokładzie rozgorzała walka. Pomimo starań ochrony i załogi statku kupieckiego przewaga piratów była miażdżąca. Jaliks położył trójkę nim potężna siła rzuciła nim do tyłu. Jego lot zakończył się na maszcie, ork bezwładnie opadł na pokład. Gdy się ocknął było już po walce, piraci przenosili towar na swój statek.
    - Ej, ten się jeszcze rusza! - ktoś krzyknął i ruszył w stronę ochroniarza wydobywając miecz
    - Czekaj! Nie zabijaj go jeszcze - krzyknęła postać w kapeluszu - Kim jesteś orku?
    Jaliks niezgrabnie przyklęknął na jedno kolano, jego miecz leżał 2 metry od niego, za daleko.
    - Jestem Jaliks, zostałem wynajęty do ochrony statku. Kapitan już nie żyje, a tym samym nikt mi nie zapłaci, więc straciłem robotę. Jeśli o mnie chodzi, to nie musicie się kłopotać zabijaniem mnie. Nie będę już przeszkadzał.
    - Hah no proszę, najemnik z krwi i kości. Posłuchaj orku, zabiłeś trzech moich ludzi. Nie mamy jeszcze pełnej załogi, a Ty nam ją jeszcze uszczupliłeś. Szkoda byłoby Cię zabijać, mam za to propozycję nie do odrzucenia. Przydałby się nam ktoś taki jak Ty. Jestem Lave, kapitan tego pirackiego statku. - Wyciągnął rękę w stronę orka.
    Jaliks nie zastanawiał się długo gdyż odmowa skończyłaby się pewnie dla niego śmiercią.
    - Jaliks, zajmuję się ochroną i tropieniem - uścisnął rękę kapitana i wstał.
    - Bardzo dobrze! Zostaję w takim razie jeszcze problem. - Lave odwrócił się w stronę załogi - Nasz poprzedni paser umarł niezbyt naturalną śmiercią, musimy znaleźć kolejnego który weźmie od nas towar.
    - Jeśli mogę wtrącić, to miałbym kogoś idealnego - Na twarzy orka zarysował się krzywy uśmiech.

    #lacunafabularniefantasy
    #lacunafabularnieczarnolisto
    pokaż całość

    źródło: ea47aebe7edcdf32b192efa147066753.jpg

  •  

    Alfred William Robin siedział pod drzewem i obserwował sto tysięcy ludzi którymi dowodził. Byli to żołnierze z Australii i Nowej Zelandii. Zdecydowana większość już służyła w armii, ale nadal kilkanaście tysięcy pochodziło z powszechnej mobilizacji i było wielkim znakiem zapytania. Jego zadaniem było utworzyć silny przyczółek w Afryce Południowej, ale nie spodziewał się wielkich walk na tych terenach.

    Do generała podszedł jego adiutant.
    - Generale wszystko idzie zgodnie z planem. Niedługo skończymy umacniać pozycje.
    - Bardzo dobrze, powinniśmy być gotowi na początek wojny.
    - Kiedy to się może wydarzyć? - spytał niepewnie adiutant
    - Już niedługo, ale zanim tu się cokolwiek ruszy, to trochę min...
    - Generale! Generale! Ważna depesza! - do dowódcy dobiegał spanikowany radiooperator
    Alfred odebrał depeszę i zaczął ją czytać, nawet brew mu nie drgnęła podczas czytania, toteż adiutant nie spodziewał się słów które usłyszał od generała.
    - Zaczęło się Panowie, wybuchła wojna. Adiutancie zbierz oficerów w mojej kwaterze. Przeanalizujemy jeszcze raz wszystkie scenariusze, nie możemy pozwolić sobie na stratę kolonii.

    Podobała mu się służba w Afryce. Daleko od wielkiej polityki i wielkich planów bitewnych. Może jeszcze trochę minie nim dojdzie do pierwszych większych starć w koloniach - Generał zdecydowanie był nastawiony optymistycznie...

    #wielkawojnafabularnie
    pokaż całość

    +: S.................e, Patryk_z_lasu +10 innych
  •  

    Aktualnie sytuacja w kraju jest absurdalnie śmieszna xD
    Rząd nie wie jakie prawo wprowadza.
    Policja nie wie jakiego prawa ma egzekwować.
    Prawnicy nie wiedzą jak to prawo interpretować.
    Obywatele nie wiedzą jakiego prawa mają przestrzegać.
    Wszyscy czekają na sądy, a te są teraz nieczynne i chuj wie wg jakiego prawa będą wyroki xD
    Istny Monty Python xD

    #koronawirus #koronawpolsce #polska #prawo
    pokaż całość

  •  

    Mirki jak wygląda sprawa poruszania się autem? Mogą mnie zatrzymać i dopytywać się dokąd jadę? Czy te zakazy dotyczą tylko spacerujących? Chuj wie jak działają te pseudoprzepisy w tym pseudopaństwie. Gdzieś czytałem, że karali mandatami za bezpodstawną jazdę.

    #koronawirus #koronawpolsce #polska

  •  

    O chuj chodzi z tym łańcuszkiem krążącym po fb? Skąd to się wzięło?

    Piosenka" Odrodzę się, Odrodzisz zbiera pieniądze dla szpitala w Bergamo, któremu kończą się środki ochronne.Każde odsłuchanie to parę euro dla nich.To wiadomość od mojej przyjaciółki, włoskiej lekarki.
    https://www.youtube.com/watch?v=D5DhJS5hGWc&feature=share

    #koronawirus #wlochy
    pokaż całość

  •  

    Dawno, dawno temu, przed dużymi zmianami w Republice...
    Jelodan otworzył oczy, spojrzał na pozostałą ilość tlenu.
    Starczy na jakieś 10 min, niedobrze - Rozejrzał się wokół, oprócz kosmicznego złomu, otaczała go pustka. Szanse na ratunek co raz bardziej malały.
    CYK - był to dźwięk ostrzeżenia. Jelodanowi pozostało równe dziesięć minut życia. Co minutę cyknięcie będzie przypominało Jelodanowi, że śmierć jest co raz bliżej. Jelodan wrócił myślami do swojego dzieciństwa. Nie było zbyt szczęśliwe, nic dziwnego, w końcu wychowywał się na zniszczonym wojną Ozillonie. Urodził się w miejscowości, w której społeczność była ze sobą bardzo zgrana. Skutki wojny udało im się wspólnym wysiłkiem zminimalizować tak bardzo jak było to możliwe. To właśnie tam nawiązał swoją pierwszą przyjaźń...
    CYK
    Bawił się ze swoim przyjacielem w walki Jedi. Szukali kijków tak ładnych, że znaleźć taki kijek, to jak wygrać wojnę o Ozillon. Podczas jednej z takich walk Jelodan odtrącił kij przeciwnika i udał pchnięcie mocą. Wtedy stało się coś dziwnego. Jego przyjaciela odrzuciło na 2 metry do tyłu przez co uderzył plecami o drzewo. Jelodan na początku wybuchł śmiechem i gratulował świetnych umiejętności aktorskich, ale szybko ucichł. Nerwowa reakcja rodziców dzieci i zapewnienia jego przyjaciela, że nie udawał wprowadziły nerwowość wśród dwójki dzieci. Zostali rozdzieleni i dostali zakaz spotykania się.
    CYK
    Oczywiście zakaz zakazem, ale rezygnować ze znajomości z powodu takiej głupoty. Dzieci nadal się spotykały, tylko że potajemnie. Czas spędzały na "badaniu" nowych umiejętności Jelodana. Testy trwały parę dni, gdy w trakcie kolejnych testów usłyszeli wołanie swoich rodziców. Do wyboru mieli dwa wyjścia, wybrali to które mogło skończyć się słabym opieprzem. Wyszli ze swojej kryjówki, widok jaki zobaczyli nie zwiastował niczego dobrego. Ich rodzice zbliżali się w asyście obcej postaci. Proste, brązowe szaty szybko wyjawiły kim jest owa postać.
    - Jedi... - dzieci westchnęły jednocześnie.
    CYK
    Rodzice przystanęli, Jedi podszedł do nich sam.
    - Który z was kaszojady, to Jelodan?
    - Jjja... - wyjąkał Jelodan
    - Jelodanie, jestem Mo... Mistrz Spock. Słyszałem, że objawiła się w Tobie Moc. - Spock przyklękł na jedno kolano i spojrzał w oczy dziecka - I jak czuję, plotki okazały się prawdziwie, płynie przez Ciebie moc chłopcze. Jelodanie chciałbym byś dołączył do grona Jedi, chciałbym byś trafił pod moje skrzydła, pomogę Ci rozwinąć Twoją moc i sprawić że będzie służyła dobru. Jednak by tak się stało, musisz udać się ze mną do Akademii Jedi.
    Mistrz Spock wstał i wyprostował się. Głos z miękiego i przyjemnego stał się twardy.
    - Jelodanie, możesz dołączyć do strażników republiki, mieć wpływ na historię i bronić mieszkańców przed złem. Jesteś gotów dołączyć do zakonu Jedi?
    Jelodan wpatrywał się z szeroko otwartymi oczami i rozchylonymi ustami w mistrza. Stałby tak jeszcze dłuższy moment gdyby nie szturchnięcie w ramię. Odwrócił wzrok w stronę przyjaciela i ujrzał jak ten energicznie przytakuje głową. Zwrócił głowę z powrotem na Jedi.
    - Jestem gotów.
    CYK
    Wtedy nie wiedział, że widzi rodziców i swojego przyjaciela ostatni raz...
    Tak jak reszta dzieci obdarzonych mocą trafił do młodzików. Szybko okazało się, że na ich tle Jelodan jest słabo rozwinięty. Ciężko trenował by nadrobić zaległości i nie zostać w tyle. Pierwszy etap drogi do zostania Jedi był spędzony na treningu i szczerze mówiąc poza tym Jelodan nie pamiętał z tego okresu za wiele.
    CYK
    Kolejną rzecz jaką dobrze pamiętał, to moment zostania padawanem. Chodził dumny jak paw, w końcu lata ciężkiego treningu się opłaciły. Przestał być na dole drabinki, awansował. To właśnie teraz musiał wybrać sobie mistrza, który miał mu przekazywać swoją wiedzę. Dla którego młody padawan miał być również wsparciem. Jelodan udał się od razu do mistrza Spocka.
    - Mistrzu Spock chciałbym zostać Twoim padawanem. Przez tyle lat okazywałeś mi wsparcie, że ani przez chwilę nie musiałem się zastanawiać od kogo chciałbym czerpać wiedzę.
    - Jelodanie, to dla mnie przyjemność. Miałbym jednak prośbę, skończmy z tymi oficjalnymi tytułami. Jestem Spock. Morda Spock. - Uścisnęli sobie ręce.
    - Dziękuję, nie zawiodę Cię mordo.
    CYK
    Pierwszy wspólny trening z walki z mistrzem i pozostałą dwójką jego uczniów. Jelodan po kilku sparingach z Jett-Dari Tyraustem i Auron Jorem zauważył, że odstaje technicznie, ale nadrabiał zapałem. Można uznać, że nie było źle. Po tym treningu zaprzyjaźnił się z dwójką padawanów. To właśnie wtedy, szukając miejsca na integrację, znaleźli pewną jaskinię która szybko zdobyła ciekawą renomę oraz nazwę...
    CYK
    Jelodan spojrzał na pozostałą ilość powietrza. To właśnie teraz uruchamia się kolejny zbiorniczek. Zawiera on czad. Zapewnia on godną śmierć. Chwilę przed końcem tlenu traci się przytomność, dzięki czemu unika się bolesnego duszenia przez kilka minut. Można to zablokować, ale padawan tego nie zrobił, pogodził się już ze śmiercią. Pomoc nie nadciągnie. Jelodan przymknął oczy i wrócił do wspomnień.
    CYK
    Obiecał rodzicom, że gdy kolejny raz zawita u nich w domu, będzie już poważanym rycerzem Jedi. Zacznie walkę o lepsze jutro, a także jego rodziny. Obiecał im, że będą z niego dumni, a jego czyny dążące do lepszego jutra, będą głośne. Podczas pobytu w Akademii często z rodzicami wymieniali się wiadomościami. Gdy wysyłał im ostatnią wiadomość coś go tchnęło i dopisał dwa słowa. Słowa, które powtarzał swoim rodzicom za rzadko, a przez ostatni czas w ogóle ich nawet nie wspominał. Niby tylko dwa słowa, a teraz w obliczu śmierci, cieszył się że je wtedy dopisał.
    CYK
    Na holopadzie Jelodana było zapisanych kilkadziesiąt niewysłanych wiadomości. Miały one trafić do jego przyjaciela z dzieciństwa Jezala Argo, jeśli kiedykolwiek odnaleźliby się po tych wszystkich latach. Niebyłoby przesadą powiedzenie, że to przez Jezala dzieciństwo Jelodana nie było smutne i ponure. Dla Jelodana był niejako przewodnikiem. Zawsze pełen optymizmu i szalonych pomysłów. Nigdy nie potrafił zrozumieć skąd jego przyjaciel miał tyle farta. Udawało mu się wymigać dosłownie od wszystkiego. Chwilę przed odlotem Jelodan podszedł do niego i przekazał mu swój szczęśliwy medalion
    - Masz debilu bo pewnie wpakujesz się w jakieś kłopoty beze mnie - roześmiali się obydwoje, dali po muce i obiecali, że jak się spotkają kolejny raz to opowiedzą sobie super historie jakie im się przydarzyły.
    - Jelodan!
    - Co?
    - Gówno. Jeden zero. - Zawsze dawał się na to nabrać. - Wiesz dlaczego zawsze biję Cię w PKN? Bo kamień jest najsilniejszy głupku. - Obydwoje wybuchli śmiechem. To właśnie dzięki tej wiedzy Jelodan stał się mistrzen PKN w Akademii.
    Oby Ci się wiodło przyjacielu lepiej niż mi. Mogłem Ci jednak nie oddawać tego medalionu w kształcie kawałka pizzy, chyba rzeczywiście był dla mnie szczęśliwy

    Serce Jelodana przestało bić, ostatnia myśl sprawiła, że umarł z uśmiechem na ustach...

    #lacunafabularniestarwars #lacunafabularnieczarnolisto
    pokaż całość

    •  

      Krwawy Dziewięć, dawniej Jezal Argo

      smutna muzyka

      Są więzi mocniejsze niż bycie towarzyszem broni, mocniejsze nawet niż rodzina. I nawet jeśli spotkanie z takim kimś było zaledwie mignięciem w skali całego życia, to ślad jaki to wywże może pozostać do jego końca. Tak samo było z dwójką ozillońskich dzieciaków kilka lat temu.

      Jezal obudził się zlany zimnym potem łapiąc oddech. Uczucie jakby był jednocześnie pogrzebany żywcem, uwięziony, bezradny i samotny uderzyło w jego zmysły w jednej chwili. Mimo że był oddalony od Jelodana o tysiące lat świetlnych to poczuł to. Coś jak martwy punkt w Mocy. Podświadomie poczuł co się właśnie stało.

      Usiadł na łóżku odruchowo łapiąc się za szyję i wyciągając na wierzch swój szczęśliwy medalion podarowany mu przez Jelodana. Chciał coś powiedzieć lecz nie mógł znaleźć słów. Przypomniał sobie tylko stare Ozillońskie powiedzenie.
      - Żadna bratnia dusza nie opuszcza tego świata samotnie, zawsze zabiera że sobą kawałek tej drugiej... żegnaj przyjacielu.

      Pojedyńcza łza zdradziła go spływając po policzku, ale wytrał ją szybko. Mógł zaszyć się gdzieś daleko stąd, do końca życia rozpamiętując przyjaciół których stracił, Erka, Hana i Jelodana. Ale czas na żałobę przyjdzie później, gdy to wszystko się skończy. Miał jeszcze kilka spraw do załatwienia.

      Jezal założył swój pancerz, który dzisiaj wydawał się wyjątkowo cięższy niż zwykle. Złapał za hełm i spojrzał na swoje ponure odbicie w jego wizjerze. Nie zostało w nim już nic poza zemstą. Wsunął na głowę hełm stając się spowrotem "K9".

      pokaż spoiler @kolorowy_jelonek Pechowo wyszlo. Może w następnej grze się uda xD
      pokaż całość

      źródło: pizza.jpg

  •  

    Gdzie można zgłaszać łamanie zasad stanu epidemiologicznego? Zamierzam podpierdalać kościoły, które będą odprawiać msze.
    #koronawirus

    +: j...........k, panpe +14 innych
  •  

    Jelodan wraz z msistrzem i Yanushem wyszli jako pierwsi z nadświetlnej. Trafili wprost na dwa statki najemników.
    - Bracia, robimy tak samo jak na treningu - powiedział mistrz Uaim. - Trzymamy szyk i każdy pilnuje swoich pleców. Nie ma miejsca na powtórki.
    - Zrozumiałem! - potwierdził Yanush
    - Dawaj Yanush, firmowe paliwo! - krzyknął Jelodan
    Dwóch padawanów wyprzedziło swojego mistrza i ruszyło w pościg.
    - Yanush, strzelaj tak, hmm, nie celuj w myśliwce, tylko tak dookoła.
    - Dlaczego?
    - Jeden: i tak nie trafiasz. Primo: jak będziesz strzelał dookoła, to oni się przestraszą o taki zwrot zrobią i fruuu prosto w laserki.
    - Jelodan ty to się taktyki wojennej chyba w melino jaskinie uczyłeś. Podleć bliżej, to ja tak jak snaaajper. Jeb z laserkaaa!
    - Dobra, zaskoczymy ich z góry i zesramy się na nich laserami, jak czapla w bajoro. Yanush sraj ile fabryka dała!
    - O jeezuuu...
    To były ostatnie słowa Yanusha przed eksplozją jego myśliwca.
    - Uważaj!! - wydarł się mistrz Uaim
    Jelodan tylko zauważył jak myśliwiec przed nim zatrzymuje się w miejscu. Wcisnął hamulec do oporu ale nic to nie dało, klocki były starte.
    Kurwaa! No tak, przeglądy podbijane na lewo - Więcej nie udało mu się pomyśleć. Ręka poszła w stronę dźwigni katapulty...

    Jelodan obudził się martwy w przestrzeni kosmicznej. A przynajmniej tak mu się wydawało, że będzie martwy. Jakimś cudem w tym starm gruchocie w którym latał, katapultowanie zadziałało jak powinno. Wokół niego znajdowały się części paru myśliwców.
    O mocy, jaka tu jatka zaszła - Spojrzał na swój komunikator, który służy również jako czujnik życia, uszkodzony, najgorzej. Pewnie w excelu mistrzów widnieje już jako martwy. Tlenu pozostało na jakieś 20 minut. Skręcił jeszcze bardziej pobór tlenu, by choć trochę wydłużyć czas. Trochę za bardzo, bo znów zaczął odpływać w ciemność...

    pokaż spoiler OOC: Padawani, chcecie może pozbierać złom i przy okazji mnie znaleźć? W siedmiu szybko ogarniecie, złom sprzedacie i będzie na alko.


    #lacunafabularniestarwars #lacunafabularnieczarnolisto
    pokaż całość

  •  

    Jelodan Kazax

    Jelodan stał i czytał wiadomości jakie pojawiały się na grupie padawanów. Nie padły żadne oficjalne informację, ale padawanów jest bardzo dużo, kilku ze swoimi mistrzami i to oni byli głównym źródłem informacjii. W wielkim skrócie mówiąc: Rada Jedi w większości nie żyje. I to była informacja która wstrząsnęła wszystkimi. Zakon stał się bezbronny. Co najgorsze, prawdopodobnie dwóch najsilniejszych mistrzów zamierzało polecieć prowadzić własne śledztwo co znaczyło, że Rada praktycznie przestała istnieć.
    Co tu się odpierdala? - W głowie Jelodana kotłowały się myśli jakby co najmniej była tam drużyna najemnych karłów - Mistrzowie biegają jak kury bez głowy, nie ma żadnych informacji, nie ma rady. Tajne misje o których nikt nie miał pojęcia, zdrady, sądy. Zakon Jedi z obecną Radą zdecydowanie zapomniał czym miał być. Zamiast być strażnikami galaktyki, staliśmy się drugim senatem, tylko że upośledzonym. Czy można niżej upaść? - pytał sam siebie.
    Nawet teraz na misję latają mistrzowie. Padawani odsunięci od spraw Jedi jak gdyby byli co najmniej podejrzanymi w aktualnych sprawach. Zakon przestał być jednością i to trzeba było zmienić. Obserwował od jakiegoś czasu jak zmieniają się nastroje w Akademii i zamierzał w końcu powiedzieć dość. Jego były lub być może nadal aktualny mistrz Morda Spock zawsze powtarzał mu: "Trzymaj gardę, pięści twarde. Głowa wysoko, w przeciwnika uderzaj zawsze kolanami w ryj."
    Wielki człowiek, jeszcze lepszy mistrz
    Usiadł pod pobliskim filarem, schował głowę w rękach i zaczął gorączkowo myśleć. Plan układał się stopniowo, a w raz z każdym punktem planu rosła ekscytacja Jelodana. Trzeba było go teraz rozesłać wśród ludzi, którzy mogli mu pomóc, najlepszym sposobem było umieszczenie sprawy na grupie Padawani rzondzą, na który zresztą się zdecydował.
    Na samym końcu Jelodan dodał wpis:
    Wszystkich chętnych padawanów chcących przywrócić dawną chwałę Zakonowi Jedi i jego powrotu na jasną stronę mocy zapraszam do rozmów na priv.
    Oby udało się zebrać tylu padawanów. Będziemy potrzebowali: 1 do pisana, 1 do czytania, 1 do liczenia, 1 do miecza, 1 do mocy, 1 do wgrywania cracków i 1 do jeżdżenia po drożdże i cukier. Jeśli sami o siebie nie zadbamy, to nie zrobi tego nikt za nas.

    pokaż spoiler OOC: O szczegóły możecie kontaktować się ze mną na wykopie lub na discordzie (Jelodan Kazax). Zapraszam wszystkich padawanów na nowy discord by móc w końcu się organizować w 7 osobowe drużyny. Lepiej późno niż wcale xD


    #lacunafabularniestarwars #lacunafabularnieczarnolisto
    pokaż całość

  •  

    Potrzebuję pojebanego filmu na wieczór. Coś w stylu zombiebobry, Królik zabójco gwałciciel. Byłbym wdzięczny.
    #filmy

  •  

    Jelodan Kazax

    Jelodan stał i słuchał wskazówek mistrza Kruula, był pierwszy w kolejce do pierwszej próby.
    Słuchałby uważniej wskazówek gdyby dzień wcześniej nie zachlał z paroma innymi padawanami. W myślach próbował się otrzeźwić i dać sobie trochę otuchy, ale na niewiele się to zdawało.
    Wdech, wydech, wdech, wydech, wdech, wydech... jestem trzeźwy! Raz, dwa, trzy, trzeźwe myślenie! Jestem trzeźwy, cholera, oby udało się dzięki temu co udało mi się usłyszeć
    Za sobą słyszał jednak niektórych padawanów.
    - Proszę państwa, Jelodan będzie skakał tutaj na metr pinćdziesiąt, kurwa, jest wysoko no nie, jest kurwa wysoko. Z mocą na zajebistym poziomie, może z bliska zobaczycie jego moc, zajebistą ma kurwa. Dzwońcie na 0-700, pytajcie, pytajcie o jego potęgę... kurwa, miecz świetlny żem opluł aż. Sandałki nowe, no i Pan Jelodan no kurwa i skaczemy. Dawaj Jelodan, to już się kameruje!
    - Mocy mi brakuje.
    - Chuj z mocą, dawaj!
    Padawan zebrał się w sobie, skupił się na przepływie mocy przez swoje ciało i skoczył... Niewiele wyżej niż skoczy sprawny mężczyzna. Lekcji o lądowaniu w ogóle musiał nie słuchać, bo podłogi najpierw dotknęła jego twarz, a dopiero potem reszta ciała.
    - AŁA KURWA RZECZYWIŚCIE! KURWA! AŁA JAK MNIE WSZYSTKO BOLI! Ała, ała kurwa, ała, ała...
    - O kurwa, coś ty żeś odjebał!

    Po skończonym treningu, nabyciu kilkunastu nowych siniaków, Jelodan wychodził z sali zadowolony. Udało mu się opanować nową umiejętność skoku mocy. Szedł z grupą padawanów żywo dyskutując o odbytym treningu.
    - Ej, a może zamówimy sobie pizzę dzisiaj? - Spytał Jelodan
    - Ostatnio jak zamówiliśmy to była słaba, niedobrze mi się po niej robiło - narzekał Auron Jor
    - Może nie była zbyt dobra, ale zobacz na to z tej strony. Tanio i szybko, a przypominam jesteśmy padawanami i w sumie tylko te dwie sprawy są dla nas najważniejsze.
    - Ehh no dobra, zamawiaj.
    - Cholera, nie odbierają, nawet sygnału nie ma. Co za dziady, to już kolejny raz. Upadli czy o co tu chodzi...

    pokaż spoiler Galak Pizza wróc ;____;


    #lacunafabularniestarwars #lacunafabularnieczarnolisto
    pokaż całość

  •  

    Jelodan Kazax

    Jelodan w raz z innymi padawanami ćwiczył na sali treningowej pod czujnym okiem Mistrza Izaelo. Trening mu kompletnie nie wychodził. Przepełniał go gniew i rozczarowanie. Dwa dni temu dostali od mistrzów wykaz swoich mocnych i słabych stron. Podczas odbierania swojego kwitka, usłyszał słowa jednego z mistrzów: "Na tego to powinniśmy dostać dofinansowanie z PFRONu". Gdy spojrzał na swoje oceny od razu zrozumiał żart i sam się gorzko zaśmiał.
    Z rozmyślań wybił go i to dosłownie, miecz treningowy Aurona Jora, który trafił go w lewy bok, tak mocno że Jelodan aż się zatoczył i upadł na jedno kolano.
    - Jelodan co się z Tobą dzieje? Twój styl walki od początku treningu z mocno agresywnego przeszedł do całkowitego marazmu! Teraz nawet nie obserwowałeś przeciwnika! Wczoraj na treningu z mocy było podobnie, wyglądałeś jakby Cię całkowicie opuściła. To jest koniec treningu na dzisiaj dla Ciebie. Wróć do swojego pokoju i oddaj się medytacji, ułóż w słowa to co Cię trapi i przyjdź do mnie lub swojego Mistrza Mordy Spocka.
    Jelodan wracając rozmyślał o plotkach które ostatnio krążą. Jeśli to prawda i ustalane są testy na pozyskanie tytułu mistrza, to ostatnie dni dla niego nie są zbyt łaskawe. Jeśli nie dostanie się nawet na listę kandydatów, to będzie dla niego katastrofa. Co jeśli jego przeznaczeniem nie są wielkie rzeczy, ale skończenie jako marny padawan. Całym sobą czuje, że jest mu pisane coś więcej niż bycie padawanem, a jednocześnie ostatnie dni pokazują mu, że jest co najwyżej mierny...
    - W co wierzyć, co robić? Muszę się pozbierać i ogarnąć. Jeśli jest szansa, to muszę pokazać się jak z najlepszej strony - podszedł do szafki, ściągnął ją, otworzył ukrytą za nią skrytkę i zobaczył swoje bogactwo. To jest kilka flaszek Ithoriańskiej brandy, a raczej Yawińskiej brandy, bo parę składników musiało zostać zmienionych. Jest niesamowicie paskudne, jednak na tyle mocne, że pierwszy shot neutralizuje kubki smakowe i dalej można pić to bez problemu. - Ogarnę się od jutra, dzisiaj trzeba wypić za powodzenie w dostaniu się na listę i wykonanie testu.
    Wyciągnął komunikator i napisał krótką wiadomość na grupie Padawani rzondzą
    "Jaskinio-melina o 20. Będzie akademicki procentowy specjał"
    Alkohol był zabroniony w Akademii, był to jednak najczęściej łamany zakaz wśród padawanów. Na szczęście mistrzowie nie wiedzieli o istnieniu specjalnej jaskini. Alkohol rozwiązuję języki, a Jelodan był ciekaw co padawani wiedzą o rzekomych testach.

    #lacunafabularniestarwars #lacunafabularnieczarnolisto
    pokaż całość

    •  

      @kolorowy_jelonek:
      Jett-Dari Tyraust

      Jett-Dari kolejną godzinę pogrążony był w medytacji. Z zamkniętymi oczami siedział w rogu wielkiej sali treningowej, nie niepokojony przez nikogo. Mimo głębokiego skupienia wciąż odczuwał niepokój, miał duże szanse aby wkrótce zostać wybranym do przejścia prób i zostania mistrzem. Ale czy na pewno był gotowy? Czy inni nie będą lepsi? Czy Moc jest w nim dostatecznie silna? Przez umysł przebiegały mu dziesiątki myśli naraz, a każda pozostawiała kolejne wątpliwości. Wierzył, że jako padawan osiągnął już dużo, ale czy wystarczająco?
      Gdzieś z tyłu głowy przebijała się ciągle jeszcze jedna myśl, która nie dawała mu ostatnio spokoju. Studnia Mocy. Legenda, ale czyż nie w każdej legendzie kryje się ziarno prawdy? Słyszał głównie plotki od innych padawanów, szybko dementowane przez mistrzów, ale zawsze jest "a co, jeśli?". A co jeśli rzeczywiście istnieje? Jeśli cała moc łączy się w niej i z niej wychodzi? Może da się z takiej studni zaczerpnąć i poznać prawdziwą Moc, której jeszcze nikt w galaktyce nie doświadczył? Słyszał już tyle rzeczy, musiał w jakiś sposób dowiedzieć się więcej. Może w odpowiedzi pomoże ciemn... beep boop
      Otworzył jedno oko, zerkając na nową wiadomość na komunikatorze. "O, chlanie." stwierdził, podniósł się z klęczek i z czystym umysłem i jasnym celem ruszył żwawym krokiem w miejsce nieznane mistrzom.
      pokaż całość

    •  

      @kolorowy_jelonek:

      matestro

      Ile to już lat nie czułem w ustach cierpkiego smaku lthoriańskiej brandy?... - Oczy młodego Padawana skierowały się ku górze, jakby odleciał wspomnieniami co najmniej na planetę Dagua.
      Będzie co najmniej z tydzień. - Ponownie spojrzał na zazwyczaj wyłączony u siebie komunikator. Często stronił od spotkań towarzyskich. Czas w akademii spędzał albo w bibliotece, albo we własnej klitce zwanej inaczej pokojem indywidualnym. Jednak ostatnie dni spowodowały chęć rozmowy. Zwykłej wymiany poglądów.
      Zbliżające się testy nie napawały optymizmem. O ile początki w akademii, gdzie przecież trafił wprost z ulicy, były bardzo obiecujące. Parę miesięcy temu jednak spotkał się ze "ścianą".
      Co robię nie tak?... Staram się wyciszyć. Koncentruję się tylko na istotnych rzeczach. Czuję przepływ mocy... i nic więcej... Stoję w miejscu, które coraz mniej mi się podoba. Czy naprawdę... Uff... - otrząsnął się w jednej trzeciej zadanego pytania i skutecznie odwrócił myśli. Zawsze był opanowany i z łatwością tłumił emocje. Niemożność odpowiedzenia na to pytania jednak rodziła w nim irytację.
      To będzie dobra okazja na wybadanie gruntu... oddam tylko zaległe książki i mogę udać się do Jaskinio-meliny.
      pokaż całość

      +: Zeroskilla, p....................a +11 innych
    • więcej komentarzy (3)

  •  

    Alfa z Orlenem podpisali kontrakt. Orlen będzie na bolidzie, ale nie ma żadnych oficjalnych komunikatów odnośnie Kubicy. Czy będzie tam rezerwowym, symulatorowym czy mechanikiem z gumówką w ręce? Nie za szybko odjechała ciuchcia z Peronu?

    #f1 #kubica

  •  

    Skończyłem sezon i powiem jedno. Jeśli ma być drugi, to niech wywalą scenarzystę, bo chyba sam za bardzo nie ogarniał co robi. Szkoda, że z książek wzięli tylko tytuł i imiona postaci.
    - To jak spłycili Blaviken, Strzygę i Diaboła, to aż bolało fizycznie
    - Brak jakiekolwiek humoru (czyli znowu zmarnowany potencjał Diaboła i połowu ryb gdy znaleźli Dżina. Po co w ogóle Netflix to zmieniał?)
    - Karły jako krasnoludy xDDDDDDDD Myślę, że wojownicy poruszający się jak pingwiny, byli groźnymi przeciwnikami xD
    - Wątki Yennefer i Ciri zdecydowanie za długie. Ich czas powinien nadejść w sadze. Zamiast tego można było rozszerzyć wątki opowiadań, by nie były tak płytko przedstawione.
    - Atak Nilfgardu na Cintrę, to po prostu xDDDDDDDDD Tam było tak wiele rzeczy źle zrobionych, że nadaje się to na osobny wpis. Nie mając budżetu mogli to lepiej nakręcić.
    - Foltest jako stary Janusz :(
    - Dora, Dara czy tam Daro - ten elf co prowadził Ciri. Po on tam był? Miał być jej psem przewodnikiem, czy o co chodzi? Jego rola i gra wyglądała tak jakby przypadkiem się dostał na plan podczas kręcenia, a że nie było kasy na duble, to już został. Dialogi też musiał sam sobie wymyślać. W szóstym odcinku skapnął się, że mu nie płacą i w końcu sobie poszedł.
    - Ciri po ataku na Cintrę była przestraszonym dzieckiem uciekającym przed Rycerzem z piórami przy hełmie. W serialu tego nie oddali. W ogóle nie wydaje się przejmować tym co się wydarzyło.
    - Sceny dodane od Netflixa niestety też o niczym i za długie.
    - Skakanie między czasami, to tragedia. Słabo zrobione i nie chodzi o to, że nie było dużych przejrzystych plansz "30 lat później", bo można było się domyślić w jakim czasie się to działo. Mimo wszystko wprowadziło niepotrzebny chaos.
    - Po co zmieniali zakończenie? W sensie zakończenie było to samo, w końcu się spotkali, ale to jak do tego doszło było bez sensu. Spieprzyli to.
    - Smok xDDDDD "John wiesz jak wygląda jaszczurka? To rozciągnij ją w gimpie i dodaj skrzydła i będzie git" Szkoda, że powiększyli to zamiast tego
    - Postać Calanthe też słabo napisana. Zamiast mocnej królowej, wyszła królowa-seba.
    - Przyjaźń Jaskra i Geralta to kolejna źle napisana historia.
    - W bitwie pod Sodden jednak doszło do starcia Armii Północy z Nilfgardem i nie była to wcale mała potyczka. W serialu 22 czarodziejów rozpykali sami armię czarnych. (tu powinien być zwiększony budżet kosztem ustawki pod Cintrą.

    Serial niestety zrobiony na szybko i bez głębszego przemyślenia. Postacie poza Yenefer i Ciri to płytkie bitmapy na ekranie. Obejrzałem do końca tylko ze względu na to, że był to Wiedźmin. Wywalając tytuł robi się z tego średnie fantasy, które odpuściłbym sobie po 4-5 odcinku. No i serial w ogóle nie zachęca, by poznać głębiej ten świat.

    5,5/10

    #wiedzmin
    pokaż całość

  •  

    Tłumaczenie dubbingowe o wiele lepsze, niż napisy. Z jednej strony dubbing do filmu/seriali nie pasuje, z drugiej strony jest o wiele lepszy niż sztywne dialogi angielskie i tłumaczone napisy.
    #wiedzmin

  •  

    Wpis powiązany z wpisem @Zeroskilla

    Kolorowy Jelonek

    Kolorowy jelonek stał na wzgórzu obserwując dolinę wraz ze swoimi towarzyszami. Kojotem Lśniącą strzałą nazwanego tak przez swoje piękne futro i szybkość jaką potrafi rozwinąć czyniąc go chyba najszybszym zwierzęciem w tej części indiańskiego terytorium. Drugim towarzyszem był jeleń zwany Jelonkiem.
    Kolorowy Jelonek próbował wytyczyć kolejny punkt podróży, ale cel jaki postawili przed sobą był niemożliwy do wykonania. Znalezienie jednej osoby na tak dużym terenie nie mając praktycznie żadnych wskazówek z góry skazywała misję na porażkę. Zaczerpnął mocno powietrze, w jego nozdrza uderzyła silna woń gówna. Spojrzał pod jelenia i szybko rozwiązał zagadkę zapachu. Gdyby znalezienie swojej wieszczki było tak łatwe...
    - Co widzisz bracie? - powiedział nadchodzący Wilczarz
    - Gówno. - odpowiedział szturchając kojota nogą, by ten się przypadkiem nie wytarzał w łajnie.
    - Brutalnie prawdziwie. - odpowiedział śledząc wzrok Kolorowego Jelonka.
    - Ostetancyjnie szczere - podszedł Zakręcony rogal.
    - To jest świeże. - pomyślał kojot podchodząc do kupy.
    - Wiesz już gdzie idziemy? - spytał Wilczarz
    - Tam - Kolorowy wskazał palcem na kolejne wzgórze.
    - Czemu tam?
    - Nie wiem. Wygląda spoko. - Do tej pory nie rozumiał dlaczego został wybrany na przewodnika tej zgrai.
    - Stamtąd wyruszymy do obozu. Niedługo pewnie będziemy ruszać, powinniśmy zawiesić szukania śladów i zostać w obozie. - wtrącił się Zakręcony Rogal.
    - Zostaje nam więc tylko wizja szamana - stwierdził Wilczarz - Ruszajmy, im szybciej znajdziemy się w obozie tym lepiej. Mam nadzieję, że w przypadku zwiadów i ataków nie będziesz chodził ze swoim pióropiuszem, bo jesteś widoczny z daleka i wystawiony jak tarcza.
    - Zobaczymy - Kolorowy Jelonek ściągnął swój pióropusz. Pięknie wykonany i mieniący się mnóstwem różnokolorowych piór przyciągał od razu uwagę. - Na razie jesteśmy jeszcze u siebie.

    #kilofyirewolwery
    pokaż całość

    źródło: indianin.jpg

    +: Z....................n, Gdanio +7 innych
  •  

    Jelodan stał sam na sali treningowej. Lubił tu przychodzić w nocy, by potrenować w pojedynkę. Cieszył się spokojem i swobodnym treningiem ułożonym przez siebie. Jego nocne wypady były obciążone ryzykiem ponieważ jego mentor Mistrz Spock nałożył na swoich podopiecznych godzinę policyjną. Wieczorem do 23:00 padawani powinni być w swoich kwaterach, by rano o 7:00 byli gotowi na medytację i nawet najmniejsze spóźnienie nie było tolerowane.
    Padawan jeszcze raz przewertował notatki sporządzone przy czytaniu ksiąg w bibliotece. Chciał przetestować nowe techniki walki mieczem. Wyciągnął miecz, przyjął postawę i rozpoczął istny taniec kaleki. Powtarzanie w nocy wyuczonych już technik było dla Jelodana czasem relaksu i oczyszczenia umysłu. Tej nocy jak i w wielu innych było jednak inaczej. Uczenie się nowych rzeczy na podstawie obrazków, opisów i hologramów było drogą frustracji.
    - Uczysz się machania kosą czy walki mieczem świetlnym?! – Głos niespodziewanego gościa rozkojarzył zupełnie młodego padawana, który był w trakcie wyskoku co skończyło się bolesnym upadkiem. Szybko jednak pozbierał się z ziemi mając w głowie słowa jednego z mistrzów, że leżenie na ziemi dłużej niż sekundę podczas walki, to prawie gwarantowana śmierć.
    - I do tego dajesz się zaskakiwać – Naprzeciwko Jelodana stał jego mistrz.
    - Mistrzu…
    - Nie czas i miejsce na mistrzowanie Padawanie. Chwytaj miecz, nauczę Cię paru z tych technik które tu parodiowałeś.
    Dwie postacie zwarły się ze sobą i zaczęły ostry trening. Jelodan był zaskoczony z jaką szybkością uczy się nowych rzeczy. Z każdą minutą opór stawiany przez ucznia stawał się co raz mocniejszy. Pod koniec nie przypominało już to treningu, a prawdziwą walkę.
    - Dobra, starczy na dzisiaj – stwierdził mistrz widząc wymęczonego Padawana - Dobrze Ci idzie, nawet bardzo. Od dawna przychodzisz tu w nocy?
    - Od paru miesięcy mistrzu.
    - Hmm… Nie zabronię Ci tego jeśli nie będzie to wpływało na Twoje obowiązki w Akademii. Co do dzisiejszej medytacji… - Jelodan spojrzał z nadzieją, że zostanie zwolniony z tego obowiązku - … nie spóźnij się.
    - Tak jest Mistrzu. Dziękuję za ten trening Mordo.
    Mistrz Spock wychodząc z sali uśmiechnął się pod nosem, nauczenie swoich uczniów tego „tytułu” było dobrym pomysłem.
    Padawan spojrzał na zegarek, który pokazywał 4:45 i pospieszył do swojej kwatery mając nadzieję, że Mistrz Spock nigdy nie natrafi na niego podczas eksperymentów z mocą.

    #lacunafabularniestarwars #lacunafabularnieczarnolisto
    pokaż całość

  •  

    Dwóch młodych padawanów stało przed drzwiami do kwater Strażników Jedi.
    - Ja otwieram, ty krzyczysz.
    - Nie, nie, nie ja otwieram, ty krzyczysz.
    - Cykam się trochę, a jak nas złapią?
    - Nie złapią, biegaliśmy tą trasą codziennie, zgubimy ich. Dobra, ja otwieram i razem krzyczymy. Ok?
    - Niech będzie.
    Napięcie wzrosło momentalnie, adrenalina uderzyła w skronie tępym dudnieniem, serce przyspieszyło i biło z prędkością z jaką bije na treningach.
    - Raz się żyje - powiedział jeden z padawanów i otworzył drzwi do kwater.
    - Zawsze i wszędzie, straż Jedi jebana będzie! - wrzasnęli obydwoje.
    Ostatnie słowa były już rzucone w biegu. Szybka rekcja strażników była dla nich zaskoczeniem. Jakby dosłownie stali przy tych drzwiach. Strażnicy wybiegli z pomieszczenia na tyle szybko, by ujrzeć znikające sylwetki uczniów za rogiem. Ruszyli w pogoń myśląc już jak ukarają taką niesubordynacje.
    - Szybciej, musimy zdążyć wmieszać się w grupę idącą na trening. - poganiał padawan zostającego w tyle kolegę.
    Chwilę później ujrzeli wspomnianą grupę 15 uczniów i wmieszali się w nią. Strażnicy dobiegli do tego miejsca chwilę później. - Jak ich dorwę, to rzucę Rancorowi na pożarcie.
    - Zgubiliśmy te małe gnojki...
    - Tylko tym razem, kolejny dowcip im się nie uda...
    Dwójka młodych padawanów była co raz dalej, wtopieni w grupę obmyślali jak będą świętować udaną ucieczkę

    pokaż spoiler Jednym z padawanów był młody Jelodan Kazax ( ͡° ͜ʖ ͡°)


    #lacunafabularniestarwars #lacunafabularnieczarnolisto
    pokaż całość

    źródło: Beztytułu.png

  •  

    Może odblokują Kubicy auto i będzie mógł się ścigać xD
    #f1

  •  

    Tommy obejrzał wóz. Był w dobrym stanie i nadawał się do jazdy. Zamierzał wykorzystać go do obrony miasteczka. Może zamontowane osłony nie były najlepsze na strzelby, ale przeciwko łukom powinny być idealne. Woźnica przejście do wozu miał bardzo proste, to też wóz nadawał się do bycia jeżdżącą fortecą. Karzeł zamierzał jeździć po Louis Colony i przemieszczać się w zależności gdzie będzie potrzebna pomoc. W najgorszym możliwym razie wóz nada się do ucieczki z miasta. Hmm gdyby tak jeszcze skombinować dymanit od szeryfa lub któregoś z rusznikarzy. Podjeżdżać do pozycji Indian i rzucać w nich dymanitem - rozmyślał Tommy, zamierzał popytać, może ktoś dołączy do tego szalonego pomysłu.
    - No i jeszcze Ty stary druchu - mówił patrząc na ciało Norka które wykradł ze szpitala. - Skoro i tak nie zamierzają was jeszcze pochować, to chociaż zawalczysz ostatni raz - dokończył ze łzą w oku i zapakował Chada do wozu.

    #kilofyirewolwery
    pokaż całość

    źródło: coub.com

    +: Z....................n, Gdanio +12 innych
  •  

    Boeing 737 max 8 już wróciły do latania czy nadal są uziemione?

    #samoloty

  •  

    Tommy Younger
    Tommy przebudził się i ujrzał nad sobą lekarza zszywającego mu bark. Nagle oczy karła otworzyły się szeroko.
    - Doktorze co z moim wozem?! Jest cały? - wykrzyczał
    - Co do... - mruknął doktor - tak jest cały, zresztą tak jak Ty z tego co widzę. Obrażeń głowy nie masz, a bark choć przestrzelony, to na całe szczęście kula ominęła kości. Powinieneś móc walczyć przy obronie miasteczka. A teraz wybaczysz, ale inni czekają na pomoc. - Lekarz skończył robić opatrunek i ruszył do kolejnego pacjenta, usłyszał tylko pełne zdumienia pytanie, które zignorował.
    - Jaka obrona...?

    - Greg! Greg! - wołał swojego przyjaciela Tommy - co się dzieje do cholery, skąd taki ruch? Co się stało w obozie bandytów? Po tym jak spadłem z wozu musiałem walnąć się w łeb i stracić przytomność.
    - Po kolei Tommy, zwolnij. Rozbiliśmy bandytów i zabiliśmy jego przywódcę. Skurwysyny dopadli nie tylko Ciebie, ale też Norka i Staszka. Norek jednak nie przeżył...
    - Kuuuurrrwa!
    - ... A Staszek jest operowany. Co najgorsze, do tego wszystkiego dołączyli Indianie. Otoczyli miasteczko i planują atak. Dlatego taki ruch i nerwowość w miasteczku. Biegnij do cyrku po zapasy i znajdź sobie jakąś pozycję. Mogą zaatakować w każdej chwili! - Greg pobiegł w stronę "szpitala".
    - Dobra, dawać mi tych gnojków, żaden karzeł nie może już umrzeć. - powiedział już do siebie Tommy. Rozejrzał się szukając dobrej pozycji strzeleckiej. - A chuj tam, środek miasteczka wygląda obiecująco.

    #kilofyirewolwery
    pokaż całość

    źródło: wóz.jpg

    •  

      Duch Norka z fascynacją przyglądał się pracy doktora Affamesa. Nie wiedział co budziło w nim większe zdziwnie: obserwowanie własnego martwego ciała z nowej perspektywy czy gracja z jaką doktor pracował walcząc o jego życie. Niestety od kilku minut była to już walka przegrana. Karzeł wyzionął ducha i pożegnał się z ziemskim padołem łez. Po chwili Norek poczuł że pracy chirurga przygląda się ktoś jeszcze.
      - JEST DOBRY. ALE NIKT NIE JEST DOSTATECZNIE DOBRY - odezwała się zakapturzona postać komentując to co działo się właśnie na stole operacyjnym.
      - Jesteś... Śmiercią? - zapytał zaciekawiony duch gdy zauważył ponurą postać.
      - TAK.
      - Powiedz mi. Czy byłem... czy byłem dobrym karłem?
      - NIE...
      Duch Norka westchnął załamując ramiona. Wyobraził sobie ognie piekielne które na niego czekały.
      - ...POWIEDZIANO MI ŻE BYŁEŚ JEDNYM Z NAJLEPSZYCH. - Śmierć zawahał się na chwilę jakby zastanawiał się nad czymś - NO BYŁA TEŻ KIEDYŚ TAKA ZAŁOGA...
      - A co teraz ze mną będzie?
      - TEGO NIE WIEM. BYĆ MOŻE NOWA GRA. A TERAZ CHODŹ ZA MNĄ.
      - Jaka gra? O czym Ty mówisz?
      - ZOBACZYSZ.
      Norek obejrzał się ostatni raz na swoich towarzyszy. Jerry jak zwykle pociągał ukradkiem z flaszki. Jester wygrywał smutną melodię a Greg z Almedą ściskając nerwowo kapelusze przyglądali się operacji zszywania Staszka. Lepszych towarzyszy broni nie mógł sobie wymarzyć. Z szacunkiem uchylił przed nimi kapelusz i powędrował za Śmiercią w nieznane.

      @Akumulat
      Jeśli to jeszcze możliwe to chciałbym spisać testament:
      Legzday - rewolwer
      SirSherwood - strzelba
      Gregua, Kolorowy_Jelonek, Anagama, Stah-Schek, TynkarzCzwartejSciany - każdy równo po 27$ z mojego konta.
      Dorothy - nic.
      pokaż całość

  •  

    Gdy discordów robi się tak dużo, że człowiek zaczyna je kolekcjonować jak obozowe przypinki xD

    #lacunafabularnie #lacunafabularniereptilianie #piracifabularnie #kilofyirewolwery

    źródło: Jeszcze.jpg

  •  

    Tommy Younger siedział na wozie i wpatrywał się w cel podróży. W oddali majaczył zarys miasteczka Louis Colony. Miejsca w którym wybuchła gorączka złota. Rozejrzał się po swoich kompanach, ujrzał ekscytacje w ich oczach, twarze nadal jednak pozostawały zmęczone ucieczką. Oprócz bycia grupą cyrkową, zajmowali się również mniej legalnymi zajęciami. W pewnym momencie na ich ślad wpadli federalni, a to oznaczało zwinięcie działalności i ucieczka na obszar, gdzie nie będą szukani.
    Louis Colony idealnie się nadawało do tego celu, miasteczko na końcu świata, do którego federalnym nie chciało by się przyjeżdżać nawet wiedząc, że są tu przestępcy.
    - Wstawać tępe chuje! Napić się, sprawdzić broń, kastety w kieszeń. Niewiadomo jak tubylcy zareagują na karłów! Niektórzy uważają, że dobry karzeł to martwy karzeł. Ja uważam, że dobry karzeł, to uzbrojony karzeł! - usłyszał słowa przywódcy. Tommy sięgnął do pasa, ale to z przyzwyczajenia. Swoją broń zgubił w trakcie ucieczki, a ostatnie pieniądze przeznaczył na wóz. Smagnął konia, wóz powoli ruszył. Wprawne oko dojrzałoby jakiś napis z boku wozu. Za to przez lornetę każde oko bez problemu by odczytało napis: "Guliwer".
    Biegacze wędrowały przez równinę przecinając drogę grupy cyrkowej i mknąc ku nieznanemu.

    pokaż spoiler A historii tej nazwy i tak byście nie zrozumieli...

    #kilofyirewolwery
    pokaż całość

  •  

    Chyba zabrakło kasy na dłuższą defiladę. Za rok madki z bombelkami będą na defiladzie xD
    #defilada

  •  

    #telefony #xiaomi

    Mam RN5 i ciekawy problem. Gdy ładuje telefon normalnie ładowarką, to telefon ładuje się bez problemów. Ale wczoraj podłączyłem go do powerbanka i przerywało ładowanie co 2s. Nie miałem okazji sprawdzać na innym powerbanku, ale postaram się to w miarę szybko ogarnąć. Pytanie jest takie, czy jeśli tam też będzie występował taki problem, to co jest uszkodzone? I czy ładowanie go normalnie uszkadza baterię? pokaż całość

  •  

    Janutar obudził się z krzykiem. Nawiedził go sen o dzwonie, w którym padł martwy w raz z innymi mieszkańcami. Spojrzał na żonę, która już go przytulała. To dzięki niej przeżył opór podczas dzwonu. W momencie gdy miał ruszyć na jaszczury Teresura powstrzymała go, ten moment był krytyczny. Ułamki sekund później 6 ludzi padło od szczurzego lasera.
    - Nie możesz tak ryzykować. Jesteś inżynierem, musisz walczyć w lepszy sposób niż bezmyślnie rzucać się z pięśćmi na nich.
    - Kochanie... to był moment, jak zobaczyłem ich podchodzących do Sebt-beka to serce podeszło mi do gardła. Widziałem wzrok tych kilku ludzi mówiących, że to jest ta chwila, ten moment oporu. Nie mogłem tego zlekceważyć.
    - Wiem kochanie, lepiej będzie jednak jak zbudujesz im broń lub pancerz niż bezmyślnie zginiesz. Połóżmy się spać, jutro czeka nas ciężki dzień.
    Położyli się spać, a Janutar przespał resztę nocy bez problemu.

    Sen:
    Janutar spojrzał na Tyfusa i Drabuloka, byli gotowi. Sebt-bek zaczął się wyrywać jaszczurom. Zamieszanie wykorzystał Janutar doskakując do pierwszego jaszczurokurwola i odpychając go od kompana. Jaszczur szybko się pozbierał z zaskoczenia i doskoczył do Janutara wykręcając mu rękę.
    - Klep w ziemię albo Cię zapierdolę.
    - Zapierdala to twoja stara gównem!
    - O ty kurwa.
    W idealnym momencie wbiegł Drabulok naskakując Jaszczurowi na plecy i uwalniając przujaciela.
    Sytuacja robiła się dramatyczna, jaszczurokurwole zaczęli używać laserowych dzid.
    - Drabulok do rydwanu! Bogowie, gówno zaczęło strzelać!
    - Hahahahaha! Wszyscy się mnie boją! Nawet Bomba nie może się ze mną równać - krzyczał jaszczur.
    - Odwołaj... - wtrącił się Tyfus Bomba
    - Odwołaj, to wołała twoja stara po tym, jak się twój stary schlapał! Na próżno! Teraz pożałujesz, że twój ojciec nie używał flaka kozy!
    - Mój stary zawsze używał flaka kozy. Brzydził się cipy. Giń!
    To były ostatnie słowa ostatniego członka ruchu oporu. Wszystkich krnąbrnych jaszczury zabiły laserowymi dzidami.
    Jaszczurokurwole stanęły przed resztą ludzi. Pierwszy z nich zaczął.
    - Głupcy! Dzięki naszemu polemu siłowemu jesteśmy teoretycznie nieśmiertelni!
    - Teoretycznie, bo praktycznie możemy tu umrzeć ze starości, więc praktycznie nie możecie nam nic zrobić. - dodał drugi
    W tym momencie Janutar zerwał się z krzykiem.
    #lacunafabularniereptilianie #lacunafabularnieczarnolisto
    pokaż całość

    •  
      Z....................n

      +3

      Komentarz usunięty przez moderatora

    •  

      @kolorowy_jelonek:
      Innej nocy w domu Sramów.

      - Teresura śpisz?
      - Śpię, bo co?
      - Bo ja nie mogę.
      - Co znowu?
      - Teresura, bo ja nie mogę zrozumieć jednej rzeczy, co mnie prześladuje.
      - Niby czego?
      - Dlaczego ten Isiratuu ( @Onde ), to taka menda i świnia jest.
      - Wiesz co? Ty nudny jesteś.Ty mnie pytasz o to, co tydzień od 10 lat.
      - Teresura, bo ja od dziesięciu lat pojąć nie mogę, po co w ogóle takie coś Marduk stworzył.
      - Janutar, a po co Marduk stworzył muchę?
      - No właśnie po co? Albo takie stonkę ziemniaczaną, po co?
      - Po jajco jełopie. Dobranoc.
      - (Głęboki wydech) Teresura ja rozumiem, ja żem sam święty nie jest, ale przecież taki Isiratuu to jest przecież normalne obrzydlistwo. Po co w ogóle takie coś jest? Ja rozumiem jeszcze, jakby to on miał źle. Ale co, mieszkanie ma, piwnice ma, żabę jakąś ma, pieniądze w sakiewce ma. Sam, żem widział jak wybierał.
      - No szkoda, że ty nie masz z czego wybierać.
      - Kurde, jak ja go nienawidzę... i po co w ogóle takie coś jest... Po co? Dlaczego on taki jest?
      - Janutar, nie wiem dlaczego on taki jest no! Może miał trudne dzieciństwo. I w ogóle ja ciebie proszę, skończmy ten temat, bo ja za siebie nie ręczę.
      - Widzisz Teresura? Jak tylko się o tej mendzie zaczyna rozmowa, od razu konflikty się same rodzą. To jest Teresura zło chodzące, trzeba by go wyeliminować.
      pokaż całość

      +: kolorowy_jelonek, T...................y +10 innych
  •  

    Janutar przypominał sobie stare czasy, gdy dopiero zaczynał spotykać się ze swoją przyszłą żoną. Leżeli w polu, rozmawiali o wszystkim i oglądali zieloną kopułę.
    - Marzyłam o tym, żeby zrobić to z Tobą, odkąd zobaczyłam Cię jak pryskasz daktyle. Na tej starej szkapie wyglądałeś jak radny. Co ja mówię? Jak radny? Jak kapłan! Wyjmuj bydlaka.
    Spędzili wtedy kilkadziesiąt upojnych sekund.
    Z rozmyślań wyrwało go pytanie.
    - Dobrze kopię? - zapytał jeden z mieszkańców. Janutar spojrzał na niego i zobaczył jak ten kopie trzonkiem, a nie nabierakiem.
    - Co za tempe chuje - mruknął do siebie i ruszył ku grupie której najlepiej szło.
    Zdążył zrobić parę kroków zanim kolejny mieszkaniec do niego podszedł.
    - Ty Janutar, czego my właściwie szukamy?
    - Świątyni pod UR. Największej pod miastem.
    - To ona istnieje naprawdę? Myślałem, że to legenda.
    - Pół legenda, pół prawda, pół nieprawda.
    Janutar przyspieszył i zostawił zafascynowanego robotnika za sobą. Był inżynierem, to też udziału w kopaniu nie brał, nadzorował by wykopalisko szło dobrze.
    Usłyszał wrzask i pobiegł w kierunku z którego dobiegł. Zobaczył rannego mieszkańca, ale bardziej interesował go przedmiot o który ten się skaleczył. Nie zdążył się nachylić, gdy wśród kopaczy wybuchło poruszenie i zaczęli się wszyscy odsuwać. Przed nimi stał jaszczur.
    - O kurwa, Jaszczurokurwol - przytomnie zareagował Janutar. Szybko zrozumiał, że żołnierz jest zainteresowany rannym, to też usunął mu się z drogi i wmieszał w tłum. Bez sło.. konnego patrolu był bezbronny, wolał unikać niepotrzebnych walek.
    Jaszczur podszedł do rannego, ale zamiast go porwać to go uleczył. Nim Janutar otrząsł się z szoku, postać znikała w wodzie. Wybuchło poruszenie, ludzie przekrzykiwali się jeden przez drugiego.
    - Ludzie! Musimy zachować spokój i wrócić do kopania. Ciekawa sprawa. Nie lekceważę jej. Odniosę się do niej na następnym posiedzeniu rady. A teraz wracać do kopania.
    Przemowa podziałała, bo pracownicy wrócili do swoich zadań. Janutar był ciekaw co to za przedmiot zranił As'biournax, miał nadzieję, że szybko zostanie odkopany.
    - Tyfus bomba, obserwuj rzekę, nie podoba mi się. Reszta zawołajcie mnie jak odkopiecie cały ten przedmiot.

    #lacunafabularniereptilianie
    #lacunafabularnieczarnolisto
    pokaż całość

    +: Zeroskilla, p....................a +10 innych
  •  

    Murdock otworzył oczy. Pierwsze co go przywitało to ostre światło słońca i ogromny ból z brzucha oraz klatki piersiowej. Z trudem zbierał się z pokładu, gdy pod sobą zobaczył szybko rosnącą kałużę krwi. Dotknął ran na klatce piersiowej, wyczuł metalowe paciorki w ranach. To chyba pozostałości po medalionie, cholera, jednak go rozerwaliśmy. Zrobił ze swojej koszuli prowizoryczny opatrunek i zaczął się rozglądać. Obok niego leżał Franek i Kronor. Z oddali usłyszał Freda.
    - Weźcie z pokładu jeżozwierza! Pamiętajcie o jeżozwierzu, one nie potrafią pływać! - krzyczał do załogi Ławicy.
    Jakiego kurwa jeżozwierza? Gdzie go zabrać? - Murdock podszedł do burty i zrozumiał. Znaczy nadal nie rozumiał o chodzi z jeżozwierzem, ale rozumiał czemu trzeba go ratować. Okręt widmo zaczął tonąć. Kto by pomyślał, że okręt będzie działał na jeden amulet i to jeszcze nie leżący na tym okręcie.
    Z tyłu dobiegł go krzyk Grzmiptaka
    - Chuj wam w dupę i kotwica w plecy! Wszystko by się udało gdyby nie te przeklęte karły!
    Gdy się odwrócił zobaczył go schodzącego pod pokład. Podszedł do Franka i Kronora, kopnął każdego. Franek wydał z siebie jęk, Kronor milczał, zauważył że ma otwarte oczy.
    Przykra sprawa - pomyślał i ruszył za Grzmiptakiem, trzeba było obmyślić plan. Gdy schodził usłyszał huk i zobaczył tylko jak przed nim z jednej strony korytarza coś wlatuje i z drugiej wylatuje. Przypomniał sobie o angielskim galeonie i poczuł się jeszcze gorzej, przyspieszył. Otworzył drzwi do kajuty kompana i go zamurowało. Z żył Grzmiptaka tryskała krew, a on sam pomału gasł. Było już za późno, Murdock zawrócił i pobiegł na pokład. Fredo już coś majstrował przy Franku.
    - Fredo, to jebnie - to były ostatnie słowa przed utratą przytomności. Kolejna kula trafiła w barierki, a oderwana deska trafiła go w głowę.
    #piracifabularnie
    pokaż całość

    •  
      Z....................n via Wykop Mobilny (Android)

      +6

      Komentarz usunięty przez moderatora

    •  

      Furion Carnister - były kapitan

      Czas spowolnił. Kanonada z angielskiego galeonu i umierający towarzysze zalały Furiona takimi uczuciami, które powodują, że ludzie zwijają się w kłebek i wyją ze strachu lub rzucają naprzód w berserkerskim szale. Przerażenie, obłęd, gniew, nienawiść. Nienawiść do całego świata, wszystkiego co żyje, oddycha, chodzi i śmieje się. Karzeł nie zapadł się w sobie a wręcz przeciwnie, oczy zapłonęły gniewem i pewnością siebie.

      - Wychodziliśmy z gorszych opresji - pomyślał Furion - nie ma takiego łańcucha którego nie da rady wykuć na nowo karzeł. A czarny szaman Mokebe mając przeklęta i potępioną duszę samobójcy napewno da radę odwrócić czar. To brzmi jak plan. Ale najpierw galeon...

      - Karły! Proszę was o wasze życie - Furion wspiął się na olinowanie i z całej siły krzyknął - i waszą odwagę! Dziś być może poprowadzę was na śmierć. Nie proszę byście przyjęli ją z radością. Nie obrażę was, nazywając ją dobrą, sprawiedliwą czy nawet wspaniałą. Ale powiem wam jedno. Każda sekunda waszej walki to o sekundę dłuższa zemsta. Każdy wystrzelony pocisk, każde uderzenie noża, każdy powalony wróg to odpłata za lekceważenie i pogardę. Cała naprzód! Pokażmy tym Anglikom żeby nigdy nie lekceważyć karła!
      pokaż całość

  •  

    Murdock zebrał wszystkich oficerów w kajucie.
    - Rozeznaliśmy się w sytuacji z bankiem. Wiemy gdzie trzymają złoto, ile jest wartowników i ewentualne wejście przez okno. Ktoś ma jakieś inne plany obrabowania banku?
    - Zróbmy podkop z sąsiedniej kamienicy! - krzyczał Furion
    - Wysadźmy ścianę! - To był pomysł Franka
    - Ja to bym z buta jak do siebie wszedł. Raz dwa i skarby nasze - odezwał się Grzmiptak
    - Zróbmy to jak LUDZIE KARŁY. ZBIERZMY GRUPĘ 300 KARŁÓW POD BANKIEM, W ŚRODKU ZAŁOGA GULIWERA Z WORKAMI ŻEBY PRZENIEŚĆ ZŁOTO DO GULIWERA, KTÓRY BĘDZIE STAŁ W PORCIE. NIECH NA ZEWNĄTRZ CZEKA BARDZO DUŻO KARŁÓW Z WORKAMI. POKOJOWO WCHODZIMY, IDZIEMY I NIE ZATRZYMUJEMY SIĘ. OTACZAMY BIURKO Z KIEROWNIKIEM BANKU. OFICEROWIE ZABIERAJĄ KLUCZ DO SEJFU I KRADNĄ ZŁOTO. I WYCHODZIMY. ONI W ŚRODKU OSŁANIANI. IDZIEMY WSZYSCY PRZED I ZA ŻEBY NIKT NAS NIE ZATRZYMAŁ I CIĄGLE BLOKUJEMY DOSTĘP DO KRADZIONEGO ZŁOTA I ZAŁOGI. SŁUCHAJCIE INNI GO OKRADNĄ JAK BĘDZIEMY CZEKAĆ...
    Czarek jak to opowiadał był jak w transie.
    - Eeee no tak, to też jest jakiś pomysł... Także ten tego, jakieś pomysły padły, zastanówcie się nad nimi, a teraz wypadałoby się przygotować do występów. Ludzie w końcu za coś zapłacili - Murdock wybuchł śmiechem, a jego twarz ułożyła się w XD.
    Frankowi długo nie trzeba było powtarzać, szybko ściągnął spodnie i zaczął swój popisowy numer wymachując swoją knagą.
    - haha patrzcie! Chujowiatrak! - Pod impetem uderzania, pobliskie meble zaczęły się niszczyć
    - Kurwa Franek, wyjdź z tym na pokład, Guliwer i tak jest dość zniszczony! - Krzyczał Murdock, zdążył się odwrócić w momencie gdy przez zamknięte okno wyskakiwał Furion krzycząc - Suuuuperkarzeł! - po odgłosie jaki po chwili dobiegł do uszu kapitana, musiał jeszcze poćwiczyć lądowanie. Reszta karłów rozbiegła się ćwiczyć do przedstawienia.
    - O mój Krakenie, obyś miał nas w opiece - stęknął kapitan siadając za biurkiem. Wyciągając nogi w coś kopnął. Spojrzał w dół i zobaczył naćpanego Freda bełkoczącego o jakimś wulkanie.
    - Czemu mam głupców w załodze...

    #piracifabularnie
    pokaż całość

    +: Z....................n, Zeroskilla +6 innych
  •  

    Murdock wraz z załogą pili w karczmie. Byli najgłośniejszą grupą, parę razy Furion lub Czarek kogoś prowokowali, ale nic z tego nie wychodziło. Piraci nie ufali karłom, niektórzy wręcz uważali ich za zły omen. Inni zaś słyszeli o ich szalonej akcji z przejęciem Galeonu, który nawet uszkodzony górował nad innymi statkami w porcie. Czuli strach przed szaleństwem karłów.
    Do stolika podszedł człowiek. Zmierzył każdego wzrokiem i spytał:
    - Kto jest aktualnie waszym kapitanem? - Karły spojrzały po sobie, w tych szybkich zmianach w dowództwie nawet one się gubiły.
    - Ja jestem kapitanem - odrzekł Murdock mierząc wzrokiem człowieka - Czego chcesz?
    - Jestem posłańcem króla. Chce się z Tobą zobaczyć i omówić sprawy związane z jego ostatnim pobytem u was.
    - No dobra, zobaczmy co ma do powiedzenia, prowadź.
    Kapitan ruszył za człowiekiem po drodze zabierając butelkę rumu ze sobą. Weszli po schodach w karczmie i ruszyli ku jednemu z pokojów.
    Łysobrody wybrał sobie niezłe miejsce na swoją salę tronową, blisko do wodopoju - uśmiechnął się pod nosem Murdock.
    Tron na którym siedział król też nie był okazały, było to zwykłe krzesło drewniane.
    Kapitan nie czekając na zaproszenie rozgościł się na krześle.
    - Czego od zwykłego karła chce sam król? - spytał kąśliwie
    - Karzeł może i zwykły, ale medalion który posiadacie już nie. Wczoraj skłamałem, wasz naszyjnik nie jest zwykły. Ma ukryte właściwości magiczn...
    - Tyle to już sami wiemy. Odkryliśmy również jaką dokładnie ma funkcję. - przerwał mu Murdock
    - To dobrze, ułatwi nam to rozmowę i znacznie przyspieszy. Wasz amulet jest kompasem wskazującym drogę do skarbu. Tak pewnie myślicie i macie rację. Może mieć też drugie znaczenie, według mnie artefakty te nie działają na siebie bez przyczyny. Zebrane wszystkie artefakty mogą prowadzić do dużego skarbu. Wasz amulet może być kompasem do pomniejszego skarbu lub tylko wskazówki, ale jest ważny w naszym planie. Chcemy zebrać wszystkie artefakty i odkryć ich tajemnicę. - przemawiał król praktycznie na jednym tchu. - Sami również posiadamy już dwa artefakty, jeden widzieliście w akcji.
    Murdock słuchał z obojętną miną, ale w środku cały wręcz skakał. Skarby oznaczały dublony, a dublony oznaczały przywrócenie Guliwerowi wartości bojowych i powrotu do siania zniszczenia na morzu.
    - Brzmi to wszystko pięknie, wręcz za pięknie. Jaka miałaby być nasza rola w tym planie?
    - Sami nie jesteśmy w miarę szybko zebrać dużej ilości artefaktów i tu wy wkraczacie. W dwie załogi jesteśmy w stanie szybciej się z tym uporać i znaleźć szybciej skarb. Być może to będzie nasz największy skarb w życiu. Co o tym myślisz?
    - To trzeba na spokojnie usiąść, tak w biegu się nie da. Pomówmy o warunkach naszej współpracy.
    Murdock zamknął za sobą drzwi i ruszył do swojej załogi by obgadać to o czym się dowiedział. W jego głowie kotłowało się tysiąc pomysłów. Przed nimi otworzyły się drzwi do dużego zarobku i życia pełnego przygód. Nie mógł się doczekać aż powie o wszystkim załodze, na pewno go docenią za udane negocjacje.
    #piracifabularnie
    pokaż całość

    •  

      Łysy Fint bosman Long John
      Może i kumaty ten malutki była ale baczyć na tych małych skurczybyków trza, bo to raczej ŁYŻKA DZIEGCIU W BECZCE MIODU. Z tego co w porcie mawiali i wiem to z pewnych źródeł że nie opitalają sie w tańcu i nie bacząc na koszty wjeżdżają na pełnej kurtyzanie.

      No Panowie wypijmy po szklaneczce bo już grubo po 7. jakiś kwadrans jak nic.
      Za króla i rozum na krótkonogich !

    •  

      @kolorowy_jelonek

      - A Gruby opowiadał ci, jak kiedyś Brytyjczycy próbowali zdobyć Tortugę, zaraz po tym jak na tronie zasiadł Jerzy IV? Próbowali zaskoczyć nas na wiecu.
      - Słyszałem plotki...
      - Podobno tylko jeden raz zaatakowali mury w miejscu którego broniła załoga Guliwera. Brytole zostawili tam stos swoich trupów wysoki na dwóch chłopa a ich muszkiety, szable i statki były tak poniszczone, że nie nadawały się już do niczego, zupełnie jakby uderzył w nich stalowy taran.
      Młody majtek obejrzał się na rozkręcającą się awanturę przy stole karłów.
      - A teraz co oni robią? Kłócą się?
      - Wygląda na to że naradzają...

      ---------------------------------------------

      - Kronor nie miał racji! Ty nie jesteś głupi jak beczka zepsutych śledzi. Ty jesteś durny jak beczka zepsutych śledziowych głów!
      - Cofnij to! Bo ta noga od stołu znajdzie się w twojej rzyci!
      - Poczekajcie! Ja wam to wszystko rozrysuje.. - jeden z byłych kapitanów wyciągnął pergamin i nie zważając na nic zaczął rysować.
      - W dupie mam króla, posłuchajmy kanclerza!
      Nagle w stół uderzyła mała piąstka. Karły na chwilę zamilkły.
      - Załatwmy to po naszemu i wracajmy do picia. Proponuje rzut monetą!
      Pomruki aprobaty rozległy się wśród karłów. Po chwili dołączyły do nich odgłosy poklepywania po kieszeniach i inne pomruki jak "nie wziąłem dziś sakiewki".
      - Czyń honory kapitanie! - uśmiechnięty karzeł wręczył dowódcy jednego dublona.
      - Czemu jest taki ciepły?
      - Dobrze go schowałem - uśmiechnął się jeszcze szerzej karzeł.
      - No dobrze... buźka to zgoda na umowę króla a reszka to odmowa.
      Moneta pomknęła w górę a czas spowolnił.

      I tak oto przyszłość pirackiego sojuszu powierzono ślepemu losowi.
      pokaż całość

      GIF

      źródło: CoinRotate.gif (1.38MB)

    • więcej komentarzy (1)

  •  

    NOWY KAPITAN GULIWERA

    Furion stał przy tablicy z wywieszonymi kandydatami na pirackiego króla. Choć czytanie przychodziło mu z trudem, szybko zrozumiał że wśród tej trójki nie ma jego nazwiska wpisanego.
    - Grzmichuj miałeś jedno proste zadanie, wpisać mnie na listę. Więc gdzie jest moje nazwisko? - spytał
    - Nie wiem, na pewno nie na tej liście. - uśmiechnął się pod nosem kapitan - Furion i tak byś nie miał szans, my nawet statku nie mamy uzbrojonego, to jak tu walczyć o tron. Chodź postawię Ci kolejkę na ukojenie bólu. - zaproponował.
    - Kurwa, no nie... No po prostu kurwa no nie! Boże czy ty to widzisz?! - krzyknął wkurzony Furion i ruszył na statek.
    - Tak nie może być. Karzeł stara się, wymyśla orędzie do piratów i wszystko na nic. Przecież po moim wystąpieniu wielu klaskało i było za mną. Cholera... - mruczał do siebie.
    Wszedł na pokład, gdzie krzątały się znudzone karły i nanosiły ostatnie naprawy na statku.
    - Oficerowie! Zebrać się na pokładzie, jest sprawa do omówienia. - Szybko zebrali się wokół niego Fredo, Czarek i Franek. Nawet Kronor doczołgał się na zebranie.
    - A Murdock ten wrzód na tyłku gdzie jest?
    - Chyba poszedł się załatwić - odpowiedział Czarek
    - Dobra, nie ma czasu. Mieliśmy szansę bym został królem piratów, ale ten gamoń Grzmichuj zapomniał mnie zgłosić. Okazja do darmowych armat i masztów przeszła nam koło nosa. Tak nie może być! Trzeba wybrać nowego kapitana, który nie będzie marnował takich okazji. Ja jednak nie kandyduje, musicie wybrać spośród was. - Przemówił ex-kapitan.
    Rozległy się szmery wśród oficerów. Każdy się zgadzał z Furionem, ale nikt nie chciał przejąc obowiązków kapitana.
    - To może Murdock niech zostanie kapitanem - krzyknął Franek
    - Racja, nie ma go, to nie będzie protestował - odezwał się Kronor plując krwią.
    - Dobra, to kto jest za Murdockiem? - Spytał Furion
    Wszystkie karły podniosły rękę.
    - A więc przegłosowane, Murdock nowym kapitanem.
    W tym momencie Murdock wychodził spod pokładu, a Grzmiptak wchodził na pokład. Obydwoje przystanęli patrząc na zebranie i zastanawiając się o co chodzi.
    - Murdock jest nowym kapitanem, a pan kapitanie, już nie jest kapitanem. Przegłosowane. - odezwał się Furion
    - Co do chuja?! - odezwali się jednocześnie Grzmichuj i Murdock

    #piracifabularnie
    pokaż całość

    źródło: co tu.jpg

  •  

    Impreza na plaży trwała w najlepsze, ale ona była tylko dodatkiem. Najważniejsze wydarzenie dzisiejszej nocy miało rozegrać się we wiosce. Murdock, Furion i Czarek kucali przyczajeni w krzakach i obserwowali jak wioska się wyludnia.
    - Dobra, większość już poszła, a Ci co zostali pewnie zaraz pójdą spać. Najwyższa pora ruszyć i odebrać to co nasze i to co ich. Wymarsz - rozkazał Furion i ruszyli gęsiego.
    - Czekajcie, czekajcie, jeszcze jedna rzecz - zatrzymał pochód Furion i wyciągnął z torby kominiarki. - Zakładajcie, to tak na wszelki wypadek jakby ktoś miał nas zobaczyć. - I założył swoją kominiarkę.
    - Ty to masz łeb nie od parady. Teraz to możemy rabować banki nawet hehe - Stwierdził Murdock i założył swoją kominiarkę.
    Czarek nic nie powiedział, głośno wzdychnął i założył. Jakakolwiek próba wyperswadowania tego pomysłu była przegrana z góry.
    I tak Drużyna Dublona ruszyła do wioski po wielkie bogactwa jakie miały na nich czekać.
    Plan był dobry, wejść, ukraść wszystko co się da i wyjść. Wrócić na statek i odpłynąć nim tubylcy zrozumieją co się stało. Plan idealny, bez słabych punktów oprócz jednego - wykonywały go karły.

    Pierwsza część poszła jak z płatka, niepokojeni dotarli do chaty wodza, gdzie odniesiono ich dublony.
    - Dobra, to jest ta chata ich wójta, tu przynieśli nasze dublony i może będzie tu coś więcej. - szeptał Murdock
    - Jak wejdziemy? - spytał Furion
    - Bez siły się nie obejdzie, drzwi solidne, użyjcie mnie jako tarana - zgłosił się na ochotnika Czarek i już zaczął się przygotowywać klepiąc po głowie.
    - Czekajcie debile, nikt nie będzie wyważał drzwi, to ma być cicha akcja. Mam pomysł - stwierdził ex kapitan i nacisnął klamkę. Drzwi otworzyły się pod naporem karła i cała chata stanęła przed nimi otworem. Szybko wzięli się do grabieży całego domu.
    - Cholera, tylko 9 dublonów, zdążył już przewalić na rum pijak jeden - mruknął Czarek i schował monety do torby.
    Długo to nie trwało gdy któryś z mieszkańców zobaczył otwarte drzwi. Podszedł i zajrzał do środka, widok wprawił go w osłupienie, ale tylko na chwilę. Szybko wybiegł na ulicę i zaczął się wydzierać.
    - Alarm!! Ratunku! Karły nas okradają!
    Karły połapały się od razu, że to o nich chodzi i wybiegły na ulicę.
    - Szybko, między domki, postaramy się ich zgubić! - rozkazał Furion i ruszył. Zastanawiał się jak zostali rozpoznani - Czyżby kominiarki prześwitywały? - Murdock był tuż za nim. Czarek ruszył ku mieszkańcowi, który ogłosił alarm i pacnął go pałką w łeb. Splunął na niego i powiedział:
    - Dla ciebie Panowie Karły, gnido - I ruszył za kompanami. Niestety został przez to z tyłu, a pościg już ruszył za nimi. Skręcił za dom i zobaczył bawiące się dzieci. To była jego szansa. Ściągnął kominiarkę i wmieszał się między nie. Uratowało mu to skórę, pościg go minął, a nim dzieci połapały się, że doszło do nich brzydkie dziecko, Czarek był w drodze na statek.

    Tymczasem Furion i Murdock biegli szaleńczym tempem (dla karła). Walnięty Murdock miał za małe otwory na oczy i praktycznie widział tylko postać Furiona przed sobą, to go zgubiło. Poczuł, że na coś nadeptuje, a potem tylko zobaczył, że coś w niego leci.
    Otworzył oczy, przed nim rozciągał się długi jasny korytarz zakończony jaśniejszym otworem. Ruszył ku niemu niedowierzając w to co widzi. W jego głowie rodziły się miliony pytań. Wtem z światła wyszła postać, ale nie mógł jej rozpoznać, widział tylko sylwetkę. Karzeł.
    Czy Bóg jest karłem? - zrodziło mu się pytanie.
    Postać była co raz bliżej, ale nadal tylko jakby cieniem. Podeszła bardzo blisko, chwyciła Murdocka za szmaty i powiedziała:
    - Wstawaj idioto, musimy uciekać!
    Karzeł się ocknął, a nad sobą zobaczył Furiona, który już go podnosił.
    - Możesz biec? - zapytał
    - Chyba tak - potrząsł parę razy głową, co było złym pomysłem, bo świat znowu zaczął wirować. Po chwili się uspokoił i ruszyli ku statkowi licząc, że uda im się uciec.
    #piracifabularnie
    pokaż całość

    +: Queltas, Z....................n +8 innych
  •  

    Walnięty Murdock

    Urodzony w Anglii na początku miał miłe i beztroskie dzieciństwo. Jego brzydota nikogo nie dziwiła, w końcu był Anglikiem, ale dla wprawnego medyka był to zwiastun ciężkiego życia spowodowanego karłowatością. Gdy jego wzrost zatrzymał się dokładnie na 1,44m i nie poszedł dalej, szybko stał się ludzkim odpadem, pośmiewiskiem którym wszyscy gardzili. Jedyne oferty pracy jakie dostawał to bycie "kelnerem" na imprezach obrzydliwie bogatych ludzi lub w porcie jako zwykły kmiot. Oczywiście ofert na kelnera nie przyjmował, a z prac w porcie trudno było wyżyć, więc ojciec sprzedał go za paczkę fajek rybakowi. Ten kupił go, bo widział w nim idealną przynętę na Makairę. Zwykle mu uciekały, a w idealnym planie rybaka, ryba powinna połknąć karła, który utknąłby w przełyku i udusił rybę. Przy odrobinie szczęścia karzeł również powinien przeżyć. Murdockowi się to nie spodobało i przy najbliższej okazji zabił rybaka.
    Cała sytuacja miała jeden plus, Murdock zrozumiał że morze to idealne miejsce dla niego. Zatrudnił się u kolejnego rybaka, by ten nauczył go fachu. Po wielu miesiącach upokorzeń nauczył się wszystkiego o morzu. Zabił rybaka i ruszył do portu by zaciągnąć się na jakiś statek i spróbować życia na pełnym morzu. Tam został zwerbowany, przez kapitana HMS Mary. Jak szybko się okazało nie z powodu dobrego serca kapitana, a dlatego że Murdock miał stać się okrętową maskotką, tylko że bardziej egzotyczną od papugi.
    Jedynym plusem służby (jako cywil) na okręcie była możliwość podpatrzenia zachowań żołnierzy, słownictwa morskiego i w miarę normalny kontakt ze sternikiem, który uczył go tego i owego na temat żeglugi. Gdy psychika karła była na wykończeniu podjął śmiałą próbę zemsty i wysadzenia okrętu na pełnym morzu, plan ułatwiał duży zapas prochu w ładowni. Pewnej nocy zemsta została dokonana, a Murdock odpływał na tle zniszczonego wybuchem HMS Mary, który co raz szybciej nabierał wody. Okręt oficjalnie został uznany za zaginiony, a później jako zatopiony podczas sztormu.
    Choć karłowi było to na rękę, to nie poprawiało jego ogólnej sytuacji. Pewnego ranka Murdock szedł przez port patrząc na statki i zastanawiając jak się zabić. Jego wzrok spoczął w końcu na jednym ze statków. Serce zaczęło mu mocniej bić, oczy wyraźnie rozszerzyły, a kąciki ust lekko się podniosły gdy zobaczył załogę owego statku. Na burcie odczytał nazwę: Guliwer. Jego życie miało w końcu się odmienić...

    pokaż spoiler Mamy jedno wolne łóżko na statku, ale uwaga, ma tylko 1,50 m ( ͡° ͜ʖ ͡°)


    #piracifabularnie #gryfabularne
    pokaż całość

    +: Z....................n, Anagama +12 innych
  •  

    Prawidłowa scena walki z NK ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #got

    źródło: coub.com

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika kolorowy_jelonek

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.